• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
Dodaj do ulubionych

Czy węzeł małżeński po śmierci trwa nadal?

  • 28.10.08, 23:08
    Czytam sobie takie tam. I jedni piszą, że nie, bo przecież sam
    Chrystus zapytany czyją żoną będzie po zmartwychwstaniu kobieta,
    która prawnie zawierała związek z kilkoma mężami, odpowiada: "ci,
    którzy uznani zostaną za godnych udziału w świecie przyszłym i w
    powstaniu z martwych, ani się żenić nie będą, ani za mąż wychodzić".

    Małżonkowie ślubują sobie "aż do śmierci". Nie dalej...


    Z drugiej strony problem praktyczny z wdow(c)ami na drugim świecie
    jest jakiś. Kiedyś to nawet z niechęcią patrzono na powtórne
    małżeństwa. Taka wdowa już nie mogła otrzymać uroczystego
    błogosławieństwa, a wdowiec, który kolejny raz się ożenił i
    owodowiał, nie mógł przyjąć święceń. O wdowieństwie mówi się, że to
    przedłużenie małżeńskiego powołania (a propos, wdowa, która wyjdzie
    za mąż, nadal jest wdową?), a porzucenie tego stanu było "gorszym"
    wyborem.

    I biskup miał być mężem tylko "jednej żony" (nie chodziło o bigamię
    przecież).

    Przy tym przecież Kościół nie zabrania(ł) zawierania małżeństwa w
    niebezpieczeństwie śmierci, a zatem tylko na krótki czas, może nawet
    na godzinę...


    A jednak myślę, że małżonkowie tam się odnajdą, by dalej okazywać
    sobie wzajemną miłość...
    Edytor zaawansowany
    • 28.10.08, 23:18
      Pewnie, że do śmierci, nie dalej smile Za to, co do śmierci, mogę
      odpowiadać. To co potem - należy do Boga. Nie mogę składać przysięgi
      w imieniu Szefa, bo byłaby to straszliwa bezczelność smile
      Bóg dał nam do dyspozycji czas pomiędzy narodzinami a śmiercią,
      resztę zarezerwował sobie - i zaprawdę, ani oko nie widziało, ani
      ucho nie słyszało, co tam dla ludzisków przygotował. Rękawy ma
      szersze niż ojciec Leon u habitu, ale bardzo nie lubi, jak mu w nie
      zaglądać. Wątpię zresztą, żeby ojciec Leon lubił smile

      Co będzie, to będzie. Na pewno będzie zupełnie inaczej niż sobie
      wyobrażamy - i z pewnością nie na nasze misiowe rozumki teraz.
      --
      Osoby mrowie a mrowie
      • 28.10.08, 23:28
        minerwamcg napisała:

        > Pewnie, że do śmierci, nie dalej smile

        Eee. To znaczy, że jak ktos ma tu na ziemi tę najbliższą na całym
        świecie osobę, po drugiej stronie już jej nie będzie miał?
        • 28.10.08, 23:45
          Będzie. Ale z całą pewnością w sposób nieskończenie doskonalszy, niż
          w postaci węzła małżeńskiego tongue_out
          --
          Osoby mrowie a mrowie
    • 29.10.08, 00:15
      Noooo! Dobre wiesci!
      Natomiast wiesc o tym, ze wezel mialby trwac i po smierci, to nieeeee, to nie
      jest dobra wiadomosc ;-P.

      Status wdowy. No, ja bym sie trzymala tego, ze mozna byc po kres zycia "wdowa po
      kims" (w sensie niewymazywalnego faktu z przeszlosci), ale niekoniecznie "wdowa
      w ogole" (w sensie statusu). Teraz swiecenia juz moga wdowcy przyjmowac przeciez
      (zreszta w czasach trydenckich to chyba nawet nieskonsumowani mogli - a
      przynajmniej sluby zakonne skladac)? Czy nie dlatego, ze ten wezel jest zwiazany
      z jednoczesnym istnieniem dwojga w tym samym stanie skupienia (nie w plynie!),
      ze sie tak wyraze? Znaczy, istnienia cielesnego, i to, ekhm, na sposob wlasciwy
      malzonkom?

      A do okazywania milosci (doskonalej, bez takiego tam... wzajemnego zyczliwego
      dozerania) w Krolestwie Niebieskim to cale tabuny sympatycznych osob beda, i
      baaaardzo sie na to ciesze wink)).

      --
      Is.
      kladka.blox.pl/html
      • 29.10.08, 00:57
        Jak to mówiła pewna dziewczynka, "chciałabym być dobra nie zmuszając
        się do tego" smile
        Więc pewnie w niebie będziemy. Nie wiem który teolog stwierdził, że
        w niebie zostaną spełnione wszystkie nasze dobre pragnienia. Zapewne
        już umarł i się przekonał osobiście, ale niestety nie przyszedł
        potwierdzić ani zaprzeczyć. W każdym razie jeżeli istotnie miał
        rację, to mógł być proroczy sem mojej ciotki, której przyśnił się
        nieboszczyk mąż i powiedział, że w niebie grał w hokeja.
        --
        Osoby mrowie a mrowie
    • 29.10.08, 08:09
      kann2 napisał:


      >
      > A jednak myślę, że małżonkowie tam się odnajdą, by dalej okazywać
      > sobie wzajemną miłość...

      Nie jest to niemiła perspektywa, zwłaszcza , jeśli pomyślimy o okazywaniu
      miłości, nie niechęci czy wspólnym dźwiganiu krzyża...
      A jednak oczywiste jest, że coś musiałoby się w naszym rozumieniu małżeństwa
      zmienić.

      "Małżeńskie przymierze, przez które mężczyzna i kobieta tworzą ze sobą
      wspólnotę całego życia, skierowaną ze swej natury do dobra małżonków oraz do
      zrodzenia i wychowania potomstwa, zostało między ochrzczonymi podniesione przez
      Chrystusa Pana do godności sakramentu."

      Skierowaną... do zrodzenia i wychowania potomstwa już nie... Więc skoro inne cele ?


      --
      Dopóki walczysz - jesteś zwycięzcą św. Augustyn
      Wychowanie w wierze
    • 29.10.08, 10:29
      Myślę, że to zamieszanie jest wynikiem błędnego rozumienia idiomu,
      jakim jest "mąż jednej żony" czy też "żona jednego męża". W
      kontekście listów Pawła do Tymoteusza oznacza to po prostu wierność
      drugiej połowie i nic więcej. W innym przypadku tłumaczenie tego
      dosłownie stwarza błędy logiczne, bo czemuż to niby Paweł zachęca
      wdowy, aby powtórnie wychodziły za mąż, a na "listę emerytek"
      miałyby być wciągane tylko mężatki jednokrotne?

      --
      "Już sam nie kieruję swoim życiem, lecz Chrystus żyje we mnie i mnie
      prowadzi. Moją postawą jest teraz zaufanie Synowi Bożemu, który mnie
      ukochał i za mnie oddał życie. Nie zrezygnuję z łaski Boga. A jeśli
      można uzyskać usprawiedliwienie dzięki Prawu, to znaczy, że Chrystus
      umarł niepotrzebnie." (List do Galatów 2,20-21)
      • 29.10.08, 12:44
        zuq1 napisał:

        czemuż to niby Paweł zachęca
        > wdowy, aby powtórnie wychodziły za mąż, a na "listę emerytek"
        > miałyby być wciągane tylko mężatki jednokrotne?

        Niekoniecznie. Św. Paweł tak pisze:

        Żona związana jest tak długo, jak długo żyje jej mąż. Jeżeli mąż
        umrze, może poślubić kogo chce, byleby w Panu. Szczęśliwszą jednak
        będzie, jeżeli pozostanie tak, jak jest, zgodnie z moją radą. A
        wydaje mi się, że ja też mam Ducha Bożego.
        • 29.10.08, 12:47
          Zgadza się, przy czym jednak to czy wyjdzie, czy nie wyjdzie - oba
          rozwiązania są dobre, przy czym ap. Paweł "niewyjście" uznaje w 1
          Kor. za lepsze.
          --
          "Już sam nie kieruję swoim życiem, lecz Chrystus żyje we mnie i mnie
          prowadzi. Moją postawą jest teraz zaufanie Synowi Bożemu, który mnie
          ukochał i za mnie oddał życie. Nie zrezygnuję z łaski Boga. A jeśli
          można uzyskać usprawiedliwienie dzięki Prawu, to znaczy, że Chrystus
          umarł niepotrzebnie." (List do Galatów 2,20-21)
          • 29.10.08, 12:54
            No więc właśnie. Stan wdowi jest przezeń wyżej ceniony, aniżeli
            ponowne małżeństwo. Dlaczego?
            • 29.10.08, 14:01
              "Z pomocy kościoła może korzystać wdowa, która ukończyła
              sześćdziesiąt lat, była wierna swemu mężowi i cieszy się dobrą
              opinią: że dobrze wychowała dzieci, była gościnna, uczynna dla
              wierzących, że pomagała potrzebującym i pełniła wszelkie inne dobre
              czyny. Młodszych wdów nie zaliczaj do tej grupy, gdyż czasem z
              powodu pożądania odchodzą od Chrystusa i chcą ponownie wyjść za mąż.
              Jest to złe, bo łamią dane słowo. Poza tym mogą się robić leniwe i
              nachodzić innych po domach. A wtedy wychodzi nie tylko ich lenistwo,
              ale i plotkarstwo, wścibskość i inne niepotrzebne rzeczy. Uważam
              więc, że młodsze wdowy powinny raczej wychodzić za mąż, mieć dzieci
              i zajmować się domem – i nie dawać przeciwnikowi żadnych powodów do
              oskarżeń." (1. do Tymoteusza 5,9-14)
              Pomijając fakt, że między napisaniem 1 Kor a 1 Tym minęło
              kilkanaście lat, widzimy z porównania obu listów na pewno, że:
              1. (powtórne) małżeństwo i wdowieństwo są dobrym stanem,
              2. w jednym przypadku opowiada się za 1., w drugim za 2. rozwiązaniem
              3. w pierwszym przypadku należy pamiętać, co się działo w kościele w
              Koryncie, w drugim - że Tymoteusz był młodym apostołem, któremu ap.
              Paweł udzielał uwag o do jego posługi.

              Co to oznacza?
              "Jeśli jesteś żonaty, nie dąż do separacji. Jeśli nie jesteś, nie
              żeń się. Jeśli się jednak ożenisz, nie grzeszysz. Tak samo
              dziewczyna, która wyjdzie za mąż, nie popełnia grzechu. Jednak
              małżonkowie narażają się na trudności życiowe, których chciałbym wam
              oszczędzić." (1 Kor. 7,27-28) - jesteśmy wolni po śmierci
              współmałżonka i możemy się powtórnie żenić lub nie - co kto uważa
              za stosowne.
              --
              "Już sam nie kieruję swoim życiem, lecz Chrystus żyje we mnie i mnie
              prowadzi. Moją postawą jest teraz zaufanie Synowi Bożemu, który mnie
              ukochał i za mnie oddał życie. Nie zrezygnuję z łaski Boga. A jeśli
              można uzyskać usprawiedliwienie dzięki Prawu, to znaczy, że Chrystus
              umarł niepotrzebnie." (List do Galatów 2,20-21)
            • 29.10.08, 18:24
              Nnnnnno, bo jesli malzenstwo mialoby byc tylko remedium na pozadliwosc, to w
              starym piecu diabel juz nie pali, to i malzenstwa zawierac nie ma potrzeby...

              A powazniej: nie da sie ukryc, ze, dajmy na to, sobor trydencki sobie ustalil,
              iz anathema sit, jesli kto "twierdzi, ze stan malzenski nalezy wyzej cenic niz
              stan dziewictwa lub celibatu, i ze nie jest lepiej i szczesliwiej pozostawac w
              dziewictwie lub celibacie niz byc zwiazanym wezlem malzenskim". Nie wiem, jak ma
              sie do tego wdowienstwo, ale wydaje sie, ze jednak mimo wszystko blizej mu do
              dziewictwa...

              No bo tez, jak wyczytal pobozny ks. rektor Rys, "we wstepie do tekstow
              brewiarzowych napisano o sw. Brygidzie, ze byla matka wielu dzieci i wierna
              malzonka przez wiele lat, ale potem zapragnela zycia bardziej umartwionego i
              wstapila do klasztoru". "Jak - kontynuuje ks. rektor, ktory oby zyl wiecznie i
              tym wyznaniem sie komu nie narazil! - taka bzdura przeszla przez cenzure
              kościelna?" Wychodzi na to, ze gdyby wyszla drugi raz za maz, to by gorzej wybrala.

              Btw - to kogo w niebie spotkaja celibatariusze???

              --
              Is.
              kladka.blox.pl/html
              • 29.10.08, 19:03
                Wiesz, o małżeństwie i celibacie wypisywano w ciągu wieków takie
                rzeczy, że o. Knotz dostałby zawału smile

                Mam taką powieść Władysława Jana Grabskiego "Konfesjonał". Wikary
                ksiądz Sadok ubolewa nad stanem moralnym parafii, że nie znalazł
                dość świątobliwego małżeństwa, żeby mógł mu zalecić... abstynencję
                seksualną jako drogę do większej doskonałości. Dzisiaj za takie
                praktyki pewnie zostałby zasuspendowany.
                --
                Osoby mrowie a mrowie
    • 29.10.08, 11:06
      kann2 napisał:

      > wdowiec, który kolejny raz się ożenił i
      > owodowiał, nie mógł przyjąć święceń.

      Aktualnie może smile

      Zresztą celibat, to tylko prawo ludzkie.


      > I biskup miał być mężem tylko "jednej żony" (nie chodziło o bigamię
      > przecież).

      A skąd wiesz, że nie? Że nie o bigamię oraz oficjalne nałożnice?
      • 29.10.08, 11:33
        Bigamistą być i oficjalnych nałożnic mieć nie mógł nawet najbardziej
        szeregowy chrześcijanin, a co dopiero kandydat na biskupa smile
        --
        Osoby mrowie a mrowie
    • 29.10.08, 11:39
      Czy będzie tak, jak w tej żydowskiej kołysance?

      "Kobieta zapłakała, Boga zapytała
      Nikogo nie zrodziłam, ani wychowałam,
      Bóg się zamyślił, powiedział do siebie
      Poszukać muszę dla niej dzieci w niebie"
      --
      Osoby mrowie a mrowie
    • 29.10.08, 13:18
      > Małżonkowie ślubują sobie "aż do śmierci". Nie dalej...

      O ile pamiętam, to po niemiecku ślubują sobie "póki żyję". Czyli na zawsze...

      > A jednak myślę, że małżonkowie tam się odnajdą, by dalej
      > okazywać sobie wzajemną miłość...

      Też tak myślę. W końcu małżeństwo zostało stworzone w raju, przed upadkiem i
      przed grzechem. Taka też jest teologia prawosławnych.
      • 29.10.08, 13:27
        sunday napisał:

        Taka też jest teologia prawosławnych.

        U prawosławnych dochodziłaby jeszcze trudność, że dopuszczają
        kolejne małżeństwa zawierane po rozwodzie, a zatem par do
        odszukiwania się byłoby więcej. Może św. Piotr na portierni jakoś to
        załatwia?
        • 29.10.08, 15:06
          Jak to sami tłumaczą, dopuszczają powtórne małżeństwa (do dwóch) z czysto
          ludzkich przyczyn, ale liturgia uroczystości powtórnej ma charakter pokutny.
          Prawdziwe małżeństwo, ontologicznie jednoczące małżonków, jest jednak tylko
          jedno. Historycznie dopuszczalność rozwodów wymógł któryś z cesarzy
          bizantyjskich cedując na Kościół zawieranie prawnie wiążących małżeństw. Są o
          tym dwie ciekawe książeczki: J. Meyendorff, "Małżeństwo w prawosławiu. Liturgia,
          teologia, życie", (Lublin 1995) oraz książka Abpa H. Sawy, "Prawosławne
          pojmowanie małżeństwa" (Białystok 1994), która - mam wrażenie - w całkiem sporej
          części jest kompilacją książki Meyendorffa.
          • 29.10.08, 15:26
            "Jak to sami tłumaczą, dopuszczają powtórne małżeństwa (do dwóch) z
            czysto ludzkich przyczyn, ale liturgia uroczystości powtórnej ma
            charakter pokutny." - aha, czyli historia zatoczyła koło?

            "– Dlaczego więc Mojżesz nakazał dać żonie list rozwodowy i oddalić
            ją? – kontynuowali. – Mojżesz pozwolił wam oddalać żony tylko z
            powodu waszych zatwardziałych serc – odparł Jezus. – Ale tak nie
            było na początku. Dlatego mówię wam: Kto porzuca żonę – z innego
            powodu niż jej niewierność – i żeni się z inną, popełnia
            cudzołóstwo." (Mateusza 19,7-9)

            Prawosławie to cosik teologicznie zamotane jest...

            --
            "Już sam nie kieruję swoim życiem, lecz Chrystus żyje we mnie i mnie
            prowadzi. Moją postawą jest teraz zaufanie Synowi Bożemu, który mnie
            ukochał i za mnie oddał życie. Nie zrezygnuję z łaski Boga. A jeśli
            można uzyskać usprawiedliwienie dzięki Prawu, to znaczy, że Chrystus
            umarł niepotrzebnie." (List do Galatów 2,20-21)
            • 29.10.08, 15:35
              > Prawosławie to cosik teologicznie zamotane jest...

              Odsyłam do podanych wyżej książek. Może warto je przeczytać zanim zacznie się
              rzucać dość ciężkie oskarżenia...
              • 29.10.08, 15:40
                Zwłaszcza, że to właśnie w prawosławiu małżeństwo ma dużo większą "wagę", niż u
                katolików.
                • 29.10.08, 15:47
                  Na całe szczęście nie jestem katolikiem smile))
                  A poza tym umówmy się, albo jest jedno małżeństwo, albo jest jedno w
                  pełni legalne, a drugie takie półlegalne... Nie będę zgłębiał setek
                  stron książek o prawosławiu, gdzie Jezus wykłada tą
                  kwestię "łopatologicznie" w dwóch zdaniach.
                  --
                  "Już sam nie kieruję swoim życiem, lecz Chrystus żyje we mnie i mnie
                  prowadzi. Moją postawą jest teraz zaufanie Synowi Bożemu, który mnie
                  ukochał i za mnie oddał życie. Nie zrezygnuję z łaski Boga. A jeśli
                  można uzyskać usprawiedliwienie dzięki Prawu, to znaczy, że Chrystus
                  umarł niepotrzebnie." (List do Galatów 2,20-21)
                  • 29.10.08, 16:02
                    Najlepiej to On wie, które małżeństwo jest prawdziwe.

                    Oczywiście - nie musisz czytać żadnych książek. Całe szczęście, że wszystko
                    można łopatologicznie wytłumaczyć w dwóch zdaniach.
                    • 29.10.08, 16:15
                      "Najlepiej to On wie, które małżeństwo jest prawdziwe." - no
                      właśnie, ale On chyba się jasno wypowiedział na ten temat? Czemu
                      więc uważasz, że prawosławna praktyka jest OK?

                      "Całe szczęście, że wszystko można łopatologicznie wytłumaczyć w
                      dwóch zdaniach." - nie wszystko, tylko akurat kwestię małżeństwa i
                      rozwodu. Proszę nie generalizować.

                      --
                      "Już sam nie kieruję swoim życiem, lecz Chrystus żyje we mnie i mnie
                      prowadzi. Moją postawą jest teraz zaufanie Synowi Bożemu, który mnie
                      ukochał i za mnie oddał życie. Nie zrezygnuję z łaski Boga. A jeśli
                      można uzyskać usprawiedliwienie dzięki Prawu, to znaczy, że Chrystus
                      umarł niepotrzebnie." (List do Galatów 2,20-21)
                      • 29.10.08, 16:47
                        > "Najlepiej to On wie, które małżeństwo jest prawdziwe." - no
                        > właśnie, ale On chyba się jasno wypowiedział na ten temat? Czemu
                        > więc uważasz, że prawosławna praktyka jest OK?

                        1. Nigdzie powiedziałem, że uważam rozwody za OK.
                        2. Przeczytaj książki, które poleciłem, zrozumiesz, dlaczego prawosławni
                        dopuszczają rozwody. Nie wymagaj ode mnie, bym streszczał Ci "setki stron",
                        których nie chce Ci się "zgłębiać".
                        3. Dyskusja toczy się trochę obok istoty problemu. Wspomniałem o prawosławiu, bo
                        cechą wyraźnie odróżniającą je od innych wyznań chrześcijańskich jest niezwykła,
                        ontologiczna, waga małżeństwa.
                        • 29.10.08, 16:57
                          "1. Nigdzie powiedziałem, że uważam rozwody za OK." - faktycznie,
                          bezpośrednio nie. Twoje oburzenie na moją krytykę prawosławia mi to
                          zasugerowało, więc przepraszam.

                          "2. Przeczytaj książki, które poleciłem, zrozumiesz, dlaczego
                          prawosławni dopuszczają rozwody." - chyba nie zrozumię, nawet
                          jeślibym przeczytał. Wracam więc do tego, co napisałem wcześniej:
                          czy historia zatoczyła koło i "przez zatwardziałość serc waszych
                          Mojżesz/ bizantyjski cesarz dał wam możliwość rozwodzenia się"?

                          "3. Wspomniałem o prawosławiu, bo cechą wyraźnie odróżniającą je od
                          innych wyznań chrześcijańskich jest niezwykła, ontologiczna, waga
                          małżeństwa." - pozwalam się nie zgodzić. W świetle
                          możliwości "jednego dopuszczalnego" rozwodu kościoły ewangeliczne są
                          bardziej konserwatywne.

                          --
                          "Już sam nie kieruję swoim życiem, lecz Chrystus żyje we mnie i mnie
                          prowadzi. Moją postawą jest teraz zaufanie Synowi Bożemu, który mnie
                          ukochał i za mnie oddał życie. Nie zrezygnuję z łaski Boga. A jeśli
                          można uzyskać usprawiedliwienie dzięki Prawu, to znaczy, że Chrystus
                          umarł niepotrzebnie." (List do Galatów 2,20-21)
                          • 29.10.08, 17:22
                            > "2. Przeczytaj książki, które poleciłem, zrozumiesz, dlaczego
                            > prawosławni dopuszczają rozwody." - chyba nie zrozumię, nawet
                            > jeślibym przeczytał.

                            Faktycznie - piękno teologii, Jego piękno, nie zawsze jest łopatologiczne.

                            > "3. Wspomniałem o prawosławiu, bo cechą wyraźnie odróżniającą
                            > je od innych wyznań chrześcijańskich jest niezwykła,
                            > ontologiczna, waga małżeństwa." - pozwalam się nie zgodzić.
                            > W świetle możliwości "jednego dopuszczalnego" rozwodu kościoły
                            > ewangeliczne są bardziej konserwatywne.

                            Nie zgadzasz się z czymś, czego nie rozumiesz i czego nawet nie chcesz zrozumieć?

                            Ale cóż, jeśli usiłujesz wszystko zdefiniować prawnie (jak rasowy rzymski
                            katoliksmile), to nie masz racji - rozwód jest poważnym grzechem i u katolików, i u
                            większości protestantów, i u prawosławnych.

                            Tym, co różni prawosławnych od pozostałych chrześcijan, jest przekonanie, że
                            małżeństwo trwa wiecznie i jest silniejsze od śmierci. Bo jest pozostałością
                            raju na ziemi, bo jest pierwotniejsze niż śmierć i grzech. Ale tylko prawdziwe
                            małżeństwo - a łaski prawdziwego małżeństwa udziela On. Ufamy, że w znaku
                            sakramentu dostajemy taką łaskę przez posługę kapłana, ale to On decyduje. To
                            tak samo, jak u katolików - u których też przecież nie można być pewnym ważności
                            małżeństwa, bo po wielu latach może się okazać, że cały czas było nieważne. U
                            prawosławnych tylko nie ma tego całego sformalizowanego procesu prawnego
                            pozwalającego (przy właściwych zeznaniach zainteresowanych) stwierdzić
                            ważność/nieważność małżeństwa - takie stwierdzenie też przecież nie jest
                            absolutnie pewne, bo zależy choćby od prawdziwości zeznań. Trzeba ufać Jemu -
                            prościej już tych "setek stron" nie umiem Ci wytłumaczyć.

                            Oczywiście, można całą sprawę dramatycznie spłycić i zrezygnować z
                            sakramentalnego (wiecznego czy doczesnego) charakteru małżeństwa. Tak robi,
                            zdaje się, większość protestantów.
                            • 30.10.08, 10:27
                              "Faktycznie - piękno teologii, Jego piękno, nie zawsze jest
                              łopatologiczne." - teologia jest narzędziem a nie celem samym w
                              sobie. Podobno na KULu ktoś się doktoryzował z tematu "Szatan też
                              może być zbawiony". Można też miotać się w teologii od jednej
                              skrajności do drugiej np. hiperkalwinizm twierdzi, że kto wg zamiaru
                              Boga ma być zbawiony, to będzie, choćby nie chciał - i na odwrót. A
                              ks. Hryniewicz twierdzi, że będą zbawieni absolutnie wszyscy,
                              wierzący i niewierzący, co też nie ma pokrycia w Biblii.

                              "Nie zgadzasz się z czymś, czego nie rozumiesz i czego nawet nie
                              chcesz zrozumieć?" - chcę to zrozumieć, ale w obliczu powołanego
                              cytatu z Mateusza 19 - nie potrafię. Już łatwiejsza jest dla mnie
                              trójjedyność Boga niż twierdzenie, że jest jedyne dopuszczalne
                              małżeństwo, ale drugie też jest w porządku. Czemu nie i trzecie, i
                              czwarte?

                              "Ale tylko prawdziwe małżeństwo - a łaski prawdziwego małżeństwa
                              udziela On." - to jak jest z tym drugim? Ważne czy nie ważne?

                              "Oczywiście, można całą sprawę dramatycznie spłycić i zrezygnować z
                              sakramentalnego (wiecznego czy doczesnego) charakteru małżeństwa.
                              Tak robi, zdaje się, większość protestantów." - może takie spłycenie
                              jest zdrowsze. Jestem w małżeństwie, nie widzę możliwości
                              znalezienia jego nieważności a w razie śmierci moja żona/ja -
                              jesteśmy wolni i możemy zawrzeć drugi związek. A jak to będzie się
                              miało do rzeczywistości niebiańskiej - zdaję się na Boga, że będzie
                              dobrze.
                              --
                              "Już sam nie kieruję swoim życiem, lecz Chrystus żyje we mnie i mnie
                              prowadzi. Moją postawą jest teraz zaufanie Synowi Bożemu, który mnie
                              ukochał i za mnie oddał życie. Nie zrezygnuję z łaski Boga. A jeśli
                              można uzyskać usprawiedliwienie dzięki Prawu, to znaczy, że Chrystus
                              umarł niepotrzebnie." (List do Galatów 2,20-21)
                              • 30.10.08, 11:37
                                > "Ale tylko prawdziwe małżeństwo - a łaski prawdziwego małżeństwa
                                > udziela On." - to jak jest z tym drugim? Ważne czy nie ważne?

                                To wie On. Nie wszystko możemy ustalić na podstawie paragrafów, choć Kościół
                                Katolicki zazwyczaj się stara. Ale ostatecznie to i tak wie On.

                                > Jestem w małżeństwie, nie widzę możliwości
                                > znalezienia jego nieważności

                                Też wierzę, że moje małżeństwo jest nie tylko naszą, daną sobie nawzajem,
                                obietnicą, ale przede wszystkim łączącym nas na zawsze sakramentem - czyli Jego
                                obietnicą daną nam.

                                > a w razie śmierci moja żona/ja -
                                > jesteśmy wolni i możemy zawrzeć drugi związek.

                                A ja nie widzę takiej możliwości, żebym - w razie śmierci żony - zawarł powtórny
                                związek małżeński. Nawet jeśli wiele kościołów dopuszcza to - za Biblią - z
                                przyczyn praktycznych, byłoby to dla mnie oczywiste sprzeniewierzenie się mojej
                                jedynej żonie.

                                > A jak to będzie się miało do rzeczywistości niebiańskiej
                                > - zdaję się na Boga, że będzie dobrze.

                                I też tak ufam. Ufam, że miłość jest pierwotniejsza od śmierci.
                                • 30.10.08, 12:06
                                  > A ja nie widzę takiej możliwości, żebym - w razie śmierci żony -
                                  zawarł powtórn
                                  > y
                                  > związek małżeński. Nawet jeśli wiele kościołów dopuszcza to - za
                                  Biblią - z
                                  > przyczyn praktycznych, byłoby to dla mnie oczywiste
                                  sprzeniewierzenie się mojej
                                  > jedynej żonie.

                                  Też nie wyobrażam sobie, żebym powtórnie mogła wyjśc za mąż w razie
                                  Jego śmierci.
                                  Ale... nie miałabym Mu za złe, gdyby po mojej, znalazł sobie żonę...
                                  dziwne, co ?
                                  Znacie to ?
                                  www.youtube.com/watch?v=m-IXu41NaA4
                                  >
                                  --
                                  Dopóki walczysz - jesteś zwycięzcą św. Augustyn
                                  Wychowanie w wierze
                                  • 30.10.08, 13:17
                                    mader1 napisała:

                                    > Też nie wyobrażam sobie, żebym powtórnie mogła wyjśc za mąż w
                                    >razie Jego śmierci.
                                    > Ale... nie miałabym Mu za złe, gdyby po mojej, znalazł sobie
                                    >żonę...
                                    > dziwne, co ?

                                    Nie, dla mnie to chyba nie dziwne. Kochasz go i nie chcesz, żeby był
                                    samotny, żeby nie miał kto o niego dbać, przyszyć mu guzika albo
                                    podać aspiryny jak będzie chory. Wydaje mi się, że to bardzo kobiece
                                    myślenie, też tak mam i słyszałam podobne rzeczy od innych żon.
                                    --
                                    Osoby mrowie a mrowie
                                  • 30.10.08, 14:25
                                    Onego czasu mój cioteczny wuj, wówczas chyba czterdziestoparoletni, popadł w
                                    hipochondrię. Ciągle się na coś leczył, a wieczorem w łóżku zamiast zasnąć
                                    zamęczał ciocię swoimi rozterkami, co to z nimi (tzn. z ciocią i z dwojgiem ich
                                    dzieci) będzie, gdy on umrze, jak oni sobie poradzą...
                                    Aż wreszcie ciocia miała dosyć i pewnego wieczoru powiedziała:
                                    - Włodek, ty się raz zachowaj jak mężczyzna i się na coś zdecyduj. Albo umrzyj,
                                    to ja sobie jakoś życie ułożę, albo przestań zawracać głowę!
                                    Wujek przestał zawracać głowę. Od tego czasu minęło lat trzydzieści z hakiem,
                                    wujek żyje i OIW wcale się na tamten świat nie wybiera (ciocia zresztą też), u
                                    nas zaś w dialekcie domowym funkcjonuje jako "Wujek, który nie umarł".
            • 29.10.08, 17:43
              Po raz pierwszy przeczytałąm fragment Mt jako prawnik i powiem Wam, że "ciemność
              widzę...". Wykładania tego zapisu powinna prowadzić do wniosku, że JEzus
              rozgrzesza tych, którzy małżonka oddalają z powodu niewierności i powtórnie się
              żenią smile
              • 29.10.08, 18:04
                wink)). Ale te same slowa sa w Ewangelii Markowej, tylko juz bez klauzuli nierzadu.

                No i sw. Pawel rzecze: tym zas, ktorzy trwaja w zwiazkach malzenskich, nakazuje
                NIE JA, LECZ PAN: zona niech nie odchodzi od swego meza. Gdyby zas odeszla,
                niech pozostanie samotna albo niech sie pojedna ze swym mezem. Maz rowniez niech
                nie oddala sie od zony”.

                Mowie Ci, "jak prawnik" to lepiej nie czytac wink)).

                --
                Is.
                kladka.blox.pl/html
              • 29.10.08, 20:50
                "Wyjątek od zasady, że małżeństwo ma być trwałe, stanowi „nierząd”. Po grecku
                pojawia się tu słowo porneia, które oznacza różne formy prostytuowania się. Nie
                mamy obowiązku trwać w małżeństwie z prostytutką, erotomanem czy zboczeńcem. W
                prawie kościelnym małżeństwa takich osób widziane są jako nieważne od początku".

                tutaj całość:
                www.magazynfamilia.pl/artykuly/Dlaczego_Kosciol_zabrania_rozwodow_,445,108.html
                • 29.10.08, 20:52
                  Ale dlaczego? A jeśli ktoś zaczął się prostytuować dopiero 8 lat po
                  ślubie?
              • 29.10.08, 20:55
                Mnie uczono, że chodzi tu o małżeństwo zawarte nieważnie, ale
                brzmiało to średnio przekonująco. Zaraz zerknę do Komentarza
                • 29.10.08, 21:11
                  W przeciwieństwie do tekstów paralelnych, Mateusz podaje w 19,9 i w
                  5,32 wyjątek. Powszechnie uznaje się, że jest to jego redakcyjny
                  dodatek, lub materiał pochądzący z tradycji, z której czerpał.
                  Słowo "porneia", tłumaczone tutaj jako "nierząd", oznacza niemoralne
                  zachownaia seksualne. Istnieją trzy propozycje rozwiązania tego
                  trudnego problemu:
                  1) Tzw. rozwiązanie prawosławne opiera się na uznaniu, że słowa te
                  stanowią wyjątek od absolutnego zakazu rozwodu i powtórnego
                  małżeństwa. Stanowisko Mateusza byłoby zatem identyczne ze
                  stanowiskiem Szammaja i różniło się od stanowiska Jezusa. Jednak,
                  gdyby było ono prawdziwe, w tekście powinno znajdować się
                  słowo "moicheia" ("cudzołóstwo"), nie "porneia". W ostatnich latach
                  poglądu tego starał się bronić Marucci, który przekonywał, że
                  wyjątek miał chronić chrześcijan będących obywatelami rzymskimi
                  przed Augusta Lex Iulia de adulteriis coercendis, zgodnie z którym
                  mąż miał obowiązek oskarżenia cudzołożnej żony pod karą oskarżenia o
                  zbrodnię główną lenocinium. Ten argument pozostaje jednak niepewny
                  2) Klasyczne rozwiązanie "katolickie" głosi, że słowa Jezusa nie
                  stanowią wyjątku, bowiem nie odnoszą się do rozwodu, lecz do
                  separacji, bez powtórnego zawarcia związku, z winy cudzołożnej żony
                  (która zgodnie z prawem Izraelitów zostałaby ukamienowana). Jednak w
                  tekście nie ma wzmianki o cudzołóstwie
                  3) Tzw. rozwiązanie "rabiniczne" również podkreśla, że w tekście nie
                  ma mowy o żadnym wyjatku co do zakazu rozwodu, poniewaz
                  słowo "porneia" jest odpowiednikiem
                  hebrajskiego "zenut", "prostytucja", rozumianego w znaczeniu
                  kazirodczego związku małżeńskiego zawartego mimo istnienia bliskiego
                  stopnia pokrewieństwa. Taki związek w ogóle nie jest prawdziwym
                  małżeństwem i nie wymaga rozwodu, lecz decyzji unieważnienia lub
                  anulowania. Słowo "porneia" użyte w Dz bliskie jest temu znaczeniu,
                  podobnie w tekstach z Qumran. Ostatnie rozwiązanie najpełniej
                  odpowiada tekstowi; najpełniej również oddaje mateuszowe dążenie do
                  praworządności i lojalności wobec Jezusa
    • 29.10.08, 15:17
      kann2 napisał:

      "ci,
      > którzy uznani zostaną za godnych udziału w świecie przyszłym i w
      > powstaniu z martwych, ani się żenić nie będą, ani za mąż
      wychodzić".
      >

      Ozcywiście, że znamy ten cytatsmile Ale po co mam wychodzić za mąż
      ponownie, skoro już mam Męża? Chciałabym być z nim blisko i po
      śmierci. Oczywiscie zdaję sobie sprawę z tego, że będzie to inna
      bliskość.
      Z co z tymi, którzy wchodzą w ponowne związki małżeńskie? nie wiem.
      Tak samo jak nie wiemy, na ile lat będziemy wyglądać w tym "nowym
      ciele" po zmartwychwstaniusmile
      • 29.10.08, 15:53
        Mamałgosia napisała jedyną naprawdę rozsądną rzecz, która da się
        powiedzieć o życiu małżeńskim po śmierci:

        >nie wiem.

        Ale przecież wierzymy, że będzie dobrze, nie? smile

        A co ponadto, to chyba najmądrzej powiedział swemu konfratrowi jeden
        benedyktyn:
        "Umrzyj, to się przekonasz" smile))

        --
        Osoby mrowie a mrowie
    • 07.10.09, 13:19
      > Małżonkowie ślubują sobie "aż do śmierci". Nie dalej...

      To po polsku. A po niemiecku już, o ile dobrze pamiętam, ślubuje się "póki
      żyję". A żyć będziemy przecież wiecznie.

      > A jednak myślę, że małżonkowie tam się odnajdą, by dalej okazywać
      > sobie wzajemną miłość...

      Też tak myślę. W wieczność małżeństwa wierzą też prawosławni - więc nie jest to
      jakiś szczególnie niechrześcijański pogląd. Znalazłem niedawno na ten temat
      ładny ustęp w książce Meyendorffa "Teologia bizantyjska. Historia i doktryna". W
      miarę wolnego czasu postaram się wkleić.
      • 07.10.09, 13:24
        A ja znów to samo smile Ale niedawno przeczytany tekst Meyendorfa postaram się
        (kiedyś) wkleić.
      • 07.10.09, 16:13
        sunday napisał:

        > > Małżonkowie ślubują sobie "aż do śmierci". Nie dalej...
        >
        > To po polsku. A po niemiecku już, o ile dobrze pamiętam, ślubuje
        się "póki
        > żyję".

        No nie - "bis der Tod uns scheidet".
        • 07.10.09, 16:29
          A, to źle pamiętałem. To może po łacinie? Według nowego mszału:
          "...ut te díligam et honórem ómnibus diébus vitæ meæ."

          No, ale to są tylko słowa. Co się za nimi kryje, zobaczymy tam. Wierzę jednak,
          że On nie łączy po to, by rozłączać.
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.