Dodaj do ulubionych

Nie pójdę dziś do kościoła bo...

09.11.08, 11:51
... nie mam kluczy ;/

Ja już ubrana, córula w wózku już czeka, szukam kluczy do domu i... nie ma. I
okazuje się, ze zostawiłam je w plecaku męża, który to plecak razem z mężem
pojechał do pracy ( bo niestety mąż ma taki fach, że czasem i w niedzielę do
pracy iść musi).

I siedzę w domu i nie mogę się ruszyć. I smutno mi.

Czy Wam też się zdarzają takie sytuacje, że coś staje Wam na przeszkodzie i
choćby się bardzo chciało, to się do kościoła dotrzeć nie da?



--
su
Obserwuj wątek
    • mamalgosia Re: Nie pójdę dziś do kościoła bo... 09.11.08, 11:59
      No nie, do kościoła akurat mi się nie zdarzyło, ale to, że wyskakują
      nieprzewidziane sytuacje, to niestety nagminnie. Nie cierpię jak
      moje plany padają w gruzy - może dlatego musi się to zdarzać tak
      często?
      Patrz, szkoda, że nie można wyjść z domu nie zamykając go... Że
      potrzebne są między nami te wszystkie zamki, kłódki, PINy...
    • a_weasley Pójdę do kościoła, bo... 09.11.08, 22:48
      Sulla napisała:

      > Czy Wam też się zdarzają takie sytuacje, że
      > coś staje Wam na przeszkodzie i choćby się
      > bardzo chciało, to się do kościoła dotrzeć nie da?

      Mnie się trzy razy zdarzyło odwrotnie: że miałem wyjść w morze w sobotę i całą
      niedzielę być w drodze, a zdarzyło się coś, co albo uniemożliwiło wyjście, albo
      zmusiło nas do wejścia do najbliższego portu. Tą metodą odwiedziłem kościoły
      katolickie w Trzebieży i Helu oraz luterański w Sassnitz.
    • ruda_kasia Re: Nie pójdę dziś do kościoła bo... 10.11.08, 15:18
      Zdarzało się kilkakrotnie. Przebolałam i jakoś tak się nastawiliśmy, że nie
      odkłądamy mszy na wieczór, raczej staramy się być rano (zresztą ja tak wolę, nie
      byłam szczęśliwa świętując wieczorem, to tak, jakby mi Dzień Pański umykał). Ja
      z tych bardziej walczących, mąż sobie czasem "odpuści" w święta, do których ma
      ambiwalentny stosunek np. 3 maja) lub gdy dziecko chore i musimy się rozdzielić.
      Zresztą tak OT, to dla mnie najlepszy sposób, jak działa wspólnota i rodzina. Z
      nami chodzi zawsze, gdy są przeszkody, tylko w niedziele i wielkie święta (w
      jego mniemamniu oczywiście).
      Sulla, nie zadręczaj się, tak czasem się dzieje, a po chrześcijańsku trudno
      gości wypędzić i biec do kościoła, no naprawdę trudno i z bólem serca
      odpuszczałam. Czasem trzeba zacisnąć zęby - historię z kluczami też
      "przerobiłam", w mniej więcej w tej konfiguracji - ja, małe dziecko,m ąż nie
      pamiętam, gdzie. Byłam strasznie rozżalona, bo to był trudny czas, na dodatek
      rpcznica śmierci mojej babci, jak N. wrócił do domu, zastał mnie w rozpaczy, że
      po prostu Bóg mnie nie chce w swoim Domu (a bośmy wtedy w grzechu żyli). ZA to
      potem poszliśmy razem na rózaniec i mszę i się wszystko "wygładziło". Nie
      obwiniaj się za rzeczy, na które nie masz wpływu. Mogłabyś być Panną bardziej
      roztropną, ale bez przesady... klucze powinny być.
      • a_weasley Re: Nie pójdę dziś do kościoła bo... 10.11.08, 18:51
        ruda_kasia napisała:

        > Sulla, nie zadręczaj się, tak czasem się dzieje,
        > a po chrześcijańsku trudno gości wypędzić i
        > biec do kościoła,

        Po ludzku gość przychodzący bez zapowiedzi ryzykuje, że już to pocałuje klamkę,
        już to okaże się, że gospodarze akurat mają co innego do roboty niż przyjmowanie
        go. To właśnie taka sytuacja.
        Po to wybitny uczony radziecki prof. Telefonow wynalazł (na śmietniku ambasady
        amerykańskiej) telefon, żeby takich sytuacji można było uniknąć.

        P.S.
        Poprawna forma tego związku frazeologicznego brzmi "biec/biegać do kościółka".
        • isma Re: Nie pójdę dziś do kościoła bo... 10.11.08, 19:31
          Hyhy. Przypomnialo mi sie - teraz i po dyskusji w niedawnym watku o obowiazkach
          gospodarzy - ze my pod tym wzgledem to jestesmy skrajna patologia. Tzn. gosc
          moze przyjsc, niezapowiedziany, prawie zawsze (chyba ze ktos z domownikow jest
          chory, to wtedy zazwyczaj odpedzamy ode drzwi), ale po pierwsze ryzykuje, ze
          zastanie totalny balagan, a po drugie, ze ktores z nas (albo oboje) bedzie
          gdzies musialo wyjsc albo cos zrobic.

          Kiedys przyszedl znajomy, bylam w domu z M. - dostal herbate i cos tam do
          herbaty, po czym zaczelam nerwowo zerkac na zegarek, bo slubny, z sobie
          wlasciwym wschodnim wdziekiem, wlasnie znowu sie spoznial z powrotem, a ja wyjsc
          mialam. W koncu, kiedy czas juz byl wielki, gosc dostal w garsc tom "Pippi
          Langstrumpf" z przykazaniem czytania dziecku glosno i wyraznie, oraz solenna
          obietnica, ze slubny lada chwila powroci, no i poszlam.
          Wprawdzie naczytal sie sporo, ale jego trud zostal wynagrodzony, bo spozniony
          (wiecej niz "lada chwile") slubny z butelka wina sie zjawil...

          --
          Wyślij protest doAmbasady Indii
          • a_weasley Re: Nie pójdę dziś do kościoła bo... 10.11.08, 22:48
            isma napisała:

            > gosc moze przyjsc, niezapowiedziany, prawie
            > zawsze (chyba ze ktos z domownikow jest
            > chory, to wtedy zazwyczaj odpedzamy ode drzwi),
            > ale po pierwsze ryzykuje, ze zastanie totalny
            > balagan, a po drugie, ze ktores z nas (albo oboje)
            > bedzie gdzies musialo wyjsc albo cos zrobic.

            A oczywiście. I tylko tą metodą daje się taki otwarty dom prowadzić, lub
            przynajmniej przyznać przywilej ruchu bezwizowego temu czy owemu. Przychodź
            kiedy chcesz, najwyżej zostaniesz spławiony.
            • ruda_kasia Re: Nie pójdę dziś do kościoła bo... 12.11.08, 12:18
              Arturze, pozwól, że się odniosę do wczesniejszej wypowiedzi.
              Wynalazek spod ambasady się przyjął u nas, owszem. Nie przypominam
              sobie niespodziewanych gości (no cóż, dom nie tak otwarty jak Ismy).
              Ale zdarza się np., że na niedzielny wieczór zapraszamy gości,
              zaplanowany mamy obiad u rodziców 50 km od nas, potem msza, no a
              potem goście. I łapiemy gumę i mimo zapasu 3 godzinnego (tyle sobie
              zwykle przewiduję), okazuje się, ze jesteśmy w domu 10 min. przed
              przyjściem gości no i wieczorem póxnym, więc i tak z dziećmi do
              kościoła iść nie możemy. A nawet w tym wariancie bez gości, szansę
              na póxna msze ma jedno z nas i ten, kto zostanie w domu położyć
              ziwerzyniec i przygotowac do szkoły na dzień następny ... już tych
              szans nie ma. A i tak mamy szczęście, że w Krakowie msze są do
              21:30. Dlatego wydaje mi się jedynym sposobem czasem nie zabić
              siebie wyrzutami sumienia.
              Kiedyś np. nie poszliśmy na mszę bo wyruszyliśmy z okolic jeziora
              Chańcza na kielecczyźnie o godz 15 i raczej nie było szans, byśmy
              nie zdążyli na mszę jakąkolwiek. Ale oto byliśmy ze znajomymi,
              którym zepsuł się samochód, a mieli dwójkę małych dzieci (mniejszych
              od naszych), więc zostaliśmy z nimi, póki się sprawa nie wyjaśniła,
              a następnie eskorotowaliśmy ich do domu nadkładając 100 km, bo nie
              wiadomo było, czy i co się znowu wydarzy. A czas minął. I wiem, że
              jeszcze niedawno zadręcząłabym sama siebie, że może coś źle
              zaplanowałam i to moja wina. A to bez sensu, bo już się stało.
              • a_weasley Re: Nie pójdę dziś do kościoła bo... 12.11.08, 12:28
                ruda_kasia napisała:

                > Ale zdarza się np., że na niedzielny wieczór
                > zapraszamy gości, zaplanowany mamy obiad
                > u rodziców 50 km od nas, potem msza, no a
                > potem goście.

                Gdyby mnie zapytano, powiedziałbym, że wielu dość normalnym zawirowaniom można
                zapobiec zaczynając niedzielę od mszy.

                > I łapiemy gumę i mimo zapasu 3godzinnego [...]
                > okazuje się, ze jesteśmy w domu 10 min.
                > przed przyjściem gości

                Obudziłaś moją ciekawość jako kierowcy. W jakim samochodzie zmiana koła trwa 2
                godziny 50 minut?
                • minerwamcg Re: Nie pójdę dziś do kościoła bo... 12.11.08, 13:43
                  Prawda, że jeśli dzień ma być wypełniony róznościami, bo i tu
                  jechać, i tam goście - najlepiej do kościoła iść rano. Nawet na
                  zmiany, żeby miał kto zostać z dziećmi - mąż na szóstą, żona na
                  siódmą trzydzieści smile Albo całą rodziną w sobotę wieczorem. W
                  Krakowie pójście do kościoła naprawdę nie jest problemem...
                  --
                  Zabijają naszych! Nie wkurza Cię to?
                  Wyślij protest do Ambasady Indii!
                  • ruda_kasia Re: Nie pójdę dziś do kościoła bo... 12.11.08, 18:17
                    Ależ moi mili, to wszytko był przykłady z życia wzięte, akurat z kołem był
                    przykład wymyślony (zdarzyła się np awaria chłodnicy smile, zdarzyła się awaria
                    filtra... hm... nie może czegoś innego, po prostu nie znam się na samochodach,
                    więc podałam przykładowo ale gdybym ja była sama z dziećmi, a tak bywa, to
                    wymiana trwałaby więcej, do nawet nie wiem, czy koło mam i na 200% czekam na
                    assistance big_grin). A jak nie mam assistanece bo głównie nie mam, to na męża,
                    kolegę czy zmiłowanie. A generalnie nie przewiduje się tego jadąc sprawnym
                    samochodem 50 km od domu.
                    Odtąd zawsze chadzam rano, bo przekonałam się, że planowanie, zwłaszcza z dwójką
                    dzieci należy zacząć przed świtem. Czego i Wam serdecznie życzę. I konia z
                    rzędem, jak się uda wszystko przewidzieć. Macie u mnie - bez ironii - znaczy
                    wierzę, że są tacy perfekcjoniści, ja uczę się od paru lat. I nigdy nie
                    przewidziałam w sobotę, że o 23 dziecko dostanie gorączki, znaczy mogłabym
                    przewidywać co tydzień, ino siwa bym już była dawno, a z rudy wygląda to
                    niefajnie. A przewidzenie, że matce dziecka "zginą" klucze od domu, jak
                    mówiłam... kiedyś bym nie uwierzyła, teraz nawet mój mąż się poddaje, choć lata
                    całe był bohaterem "bez przypadków. Stresująca praca i dwójka chorujących dzieci
                    potrafi zdezorganizować życie, ale jw - komu jak komu, ale Wam z całego serca
                    życzę tego konia jw.
                    Przekażmy sobie znak pokoju big_grin jak w u Cejrowskiego u dzikich plemion.
                    • a_weasley Re: Nie pójdę dziś do kościoła bo... 12.11.08, 18:39
                      ruda_kasia napisała:

                      > z kołem był przykład wymyślony (zdarzyła się
                      > np awaria chłodnicy smile, zdarzyła się awaria
                      > filtra... hm... nie może czegoś innego,

                      To zaczyna brzmieć logiczniej.

                      > nawet nie wiem, czy koło mam i na 200% czekam na
                      > assistance big_grin).

                      Sugeruję na przyszłość mieć koło. Assistance może nie być i zapewne nie będzie w
                      stanie załatać opony (zwłaszcza bezdętkowej) na drodze. W ogóle większość
                      asystentów jest nastawiona wyłącznie na holowanie. Koło to jeszcze wymienią, w
                      ogóle koło może wymienić miłosierny Samarytanin, ale trzeba to koło mieć, i
                      jeszcze najlepiej, żeby napompowane (ludzie potrafią miesiącami nie dopompowywać
                      zapasu, a potem jest płacz i zgrzytanie zębów). Natomiast jeśli go nie masz, to
                      przechlapane.

                      > A jak nie mam assistanece bo głównie nie mam,
                      > to na męża, kolegę czy zmiłowanie.

                      Hmmm... gdyby Minerwa (rozmawiamy teoretycznie, bo M. nie ma prawa jazdy)
                      oczekiwała, że przyjadę do niej z kołem pod pachą, czułbym się eksploatowany
                      rabunkowo...

                      > Odtąd zawsze chadzam rano,

                      O, i bardzo dobrze!

                      > planowanie, zwłaszcza z dwójką dzieci
                      > należy zacząć przed świtem.
                      <ciach>
                      > konia z rzędem, jak się uda wszystko przewidzieć.

                      Przewidzieć to można tylko jedno, za to w każdej sytuacji: że wszystko potrwa
                      dłużej niż sobie człowiek zaplanował. I nawet dzieci nie są potrzebne.

                      > A przewidzenie, że matce dziecka "zginą"
                      > klucze od domu, jak mówiłam...

                      ...u nas, jak już co daj Boże, będzie może trudniejsze, ale przewidzenie, że
                      ojciec dziecka zapomni, gdzie wsadził kluczyki od samochodu, jest dziecinnie
                      łatwe, albowiem tygodnia bez takich zdarzeń nie bywa.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka