20.01.09, 20:19
Myślę, że wszyscy stosujemy jakieś kary wobec dzieci.
Jakie warunki musi spełniać kara?
Jaka być nie może?
Kiedy stosować?
Czy można odstąpić od wyznaczonej kary?

Mój Młodszy w niedzielę był naprawdę niegrzeczny. Powiedziałam mu
(groźnym głosem): "No zaraz ci wyznaczę jakąś karę!". Młody
(zaciekawiony, bo dotychczas kary dotyczyły tylko Starszego): "O! A
jaką??". Tylko, że nie miałam nic w zanadrzu, więc sam
wykombinował: "Wiem. Wyślij mnie gdzieś". Ja: "A gdzie ja bym cię
miała wysłać za karę??" "Wyślij mnie tam gdzie nie ma księży"
smile

Edytor zaawansowany
  • dorotkak 20.01.09, 20:26
    hahahasmile
    u nas jakos tradycji kar nie bylosmile za to pogadanki umoralniajace - co czasem
    bylo znacznie gorsze od jakiejs karysmile)))

    --
    Już teraz kwitną we mnie Twoje ogrody
  • verdana 20.01.09, 20:37
    U nas kar jest sporo (bo jak ocenia mąż moje metody wychowawcze -
    liberalne z elementami terroru).
    Dla maluchów byly - stanie w kącie, zakaz ogladania dobranocki, nie
    czytanie przed snem. Dla starszych - zakaz ogladania telewizji
    (raczej krotkotrwały, bo zorientowalam się, ze oznacza to izolacje
    dziecka z od rodziny), zakaz korzystania z komputera (najdluzszy
    ostatniu trwał 6 tygodni - bylo tak pieknie miec komputer dla
    siebie, ze w dwa tygodnie po zakonczeniu kary nie wytrzymalam i
    kupilam nastolatkowi komputer. Mam nadzieję, ze nie dojdzie do tego,
    ze byl to efekt kary...
    Najcięższa karą jest krotkotrwały zakaz jedzenia z nami posilkow -
    zdarzył sie doslownie pare razy, za przestępstwa najcięższego
    kalibru, mianowicie poswiadczenie danym słowem nieprawdy.
    Raz w zyciu zastosowałam karę drasyczna - zabrałam dziecko ze
    szkoły, nie dając nawet pożegnac się z kolegami. Do dzis mam
    watpliwosci - w drugiej szkole bylo mu lepiej, ale już nigdy nie
    miał bliskich kolegów - to byla jedyna klasa, gdzie sobie ich
    znalazł. Syn nie ma zalu, uwaza, ze dobrze zrobiłam, a mnie do dzis
    się serce sciska.
    Za co kary - za oszustwa, ukrywanie złych stopni, bardzo rzadko za
    co innego. Młodsze oczywiscie za przeinienia typu - wyrwanie się na
    spacerze, wybiegniecie na jezdnię, swiadome zniszczenie czegoś
    mojego. Czyli kara jest za świadome przewinienie z gatunku ciężzych.
    czasem w złości wymierzam za wysoka, to się wycofuję. czasem
    wymierzam niesprawiedliwie, to przepraszam.
    Pogadanek raczej nie robię - czasem robie piekło.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • mamalgosia 20.01.09, 21:18
    verdana napisała:

    > U nas kar jest sporo (bo jak ocenia mąż moje metody wychowawcze -
    > liberalne z elementami terroru).
    Póki nie ma elementów horroru i ścierania krwi z podłogi, to
    akceptujęsmile


    > Dla maluchów byly - stanie w kącie, zakaz ogladania dobranocki,
    nie
    > czytanie przed snem.
    No więc własnie.
    Stanie w kącie to chyba jedna grupa kar z tzw "karnym jezykiem"
    SuperNiani. I chyba jedna grupa z wysłąneim dziecka do łazienki (bo
    my to stosujemy). Na tyle minut iile dziecko ma lat. Nie wiem, cyz
    to jest skuteczne - czasami pozwala dziecku uspokoić emocje - a to
    już połowa sukcesu (ha, drugą połową jest wyciszenie własnych
    emocji...). Ale czasem. Bo czasem Starszy (bo to na razie jego tylko
    dotyczyło) dopiero tam wpadał w szał.
    Nieczytania przed snem nie stosuję jako kary, bo chcę im czytac -
    czyli jest tu już jakiś wniosek, że według mnie kara nie może
    polegać na zabronieniu tego, co uważam za ważne i pożyteczne?
    Zakaz ogladania tv moich Dzieci by nie zabolał - czyli kolejny
    wniosek: kara musi jednak w jakiś sposób dotknąć.

    > Raz w zyciu zastosowałam karę drasyczna - zabrałam dziecko ze
    > szkoły, nie dając nawet pożegnac się z kolegami. Do dzis mam
    > watpliwosci - w drugiej szkole bylo mu lepiej, ale już nigdy nie
    > miał bliskich kolegów - to byla jedyna klasa, gdzie sobie ich
    > znalazł. Syn nie ma zalu, uwaza, ze dobrze zrobiłam, a mnie do
    dzis
    > się serce sciska.
    Rzeczywiście: bardzo drastyczna kara. jesli chcesz, to opowiedz, za
    co


    > Czyli kara jest za świadome przewinienie z gatunku ciężzych.
    No tak. O, świadomość jest niezbędna


    > czasem w złości wymierzam za wysoka, to się wycofuję. czasem
    > wymierzam niesprawiedliwie, to przepraszam.
    No więc to mnie nurtuje. O ile przeproszenie jakoś mnie nie boli, o
    tyle wycofanie się z czegoś co już Dziecku zostało powiedziane,
    jakoś mi nie pasuje. Ale jak inaczej postapić, jeśli sie widzi, że
    kara jest nieproporcjonalna do przewinienia? Albo zbyt szybko zadana?
    U nas była taka sytuacja. Starszy pzytrzasnął palce Młodszemu i Mąż
    wlepił karę. A potem sie okazało, że przypadkiem (przypadkiem palce
    przytrzaśnięte). Nie wiem, dlaczego nie zapytał, jak to się stało,
    no ale nie zapytał. I jak teraz z ego wybrnąć?


    > Pogadanek raczej nie robię - czasem robie piekło.
    smile)Jak to wygląda???
  • mamalgosia 20.01.09, 21:09
    Wysłuchanie takiej pogadanki też może być swoistą karą.
    Natomiast na pewno u nas nie sprawdzałoby się takie rozwiązanie.
    Choćby dlatego, ze często popełniane wykroczenia są tej samej
    natury - czyli kazanie nie ma sensu, bo dziecko doskonale wie, ze
    zrobił (czy robi) źle
  • anngal 20.01.09, 20:42
    Wrzeszczę/wiem, że to głupie, ale czasami nie wyrabiam/Zakazuję im
    tego, na czym aktualnie im zależy/ to z kolei wredne/smile
  • mamalgosia 20.01.09, 21:20
    anngal napisała:

    > Wrzeszczę/wiem, że to głupie, ale czasami nie wyrabiam/
    nie, no ja też wrzeszczę (strasznie tego u siebie nie lubię, ale -
    jak to określiłaś - "nie wyrabiam"). Ale to nie jest świadomie
    wymierzona kara, to tylko reakcja na daną sytuację

    Zakazuję im
    > tego, na czym aktualnie im zależy/ to z kolei wredne/smile
    No właśnie: czy wredne?
  • sylwia0405 20.01.09, 22:30
    Ja też wrzeszczę, chociaż ostatnio staram się na bieżąco mówić dziecku
    spokojnie, że dane zachowanie czy postępek mnie złości i ma tak nie robić.
    Czasami skutkuje, a czasami jednak już muszę wrzasnąć bo inaczej to jak "grochem
    o ścianę"
  • mamalgosia 21.01.09, 08:36
    a z ciekawości: czy ten wrzask pomaga?
    Bo u nas jednak czasem tak. Nie "zawsze" i nie "nigdy" , czasem.

    gdyby nie skutkował nigdy, to może udałoby mi sie tego oduczyć?
  • sylwia0405 21.01.09, 10:22
    Wrzask pomaga tylko czasem, tak jak i spokojne zakomunikowanie o tym, że dana
    sytuacja mnie złości. Staram się ograniczać go w miarę możliwości, a zamiast
    tego czasem po prostu wkracza autorytet taty do akcji. A tata to nawet nie musi
    krzyczeć, wystarczy, że ostrzej uwagę zwróci - póki dzieci małe to jakoś to działa
  • mamalgosia 21.01.09, 12:06
    to może najskuteczniejsza jest różnorodność: spokojne
    zakomunikowanie naprzemiennie z wrzeszczeniem?smile
  • sylwia0405 21.01.09, 17:31
    Różnorodne środki wyrazu wink trafiają do moich dzieci, ale to jeszcze maluszki,
    więc nie trudno do nich dotrzeć. Inaczej rozmawia się z 16-latkiem a inaczej z
    7-latkiem
  • maadzik3 20.01.09, 21:23
    No coz, kary czasem stosuje (niechetnie). Zwykle uprzedzam ze zastosuje i zwykle
    uprzedzajac mowie jaka (oj, ciezko z tym czasem). Zwykle jest to ograniczenie
    lub czasowe pozbawienie czasu telewizyjno-komputerowego (Mlody ma 1 godzine
    dziennie ktora moze dzielic wg uznania miedzy telewizje i komputer).
    --
    <*>
    'Our greatest natural resource is the minds of our children' Walt Disney
  • mamalgosia 20.01.09, 21:26
    działa?
  • verdana 20.01.09, 22:11
    małgosi, dlaczego uwazasz, że wycofanie sie z wlasnego błędu jest
    błędem? Nic tak nie rujnuje autorytetu rodzicow jak nieumiejetność
    przyznania sie do tego, ze się człowiek pomylił, xle ocenił
    sytuacje, przesadził - i nic tak nie wzmacnia autorytetu jak szczere
    powiedzenie "Głupio zrobiłem, bylem za surowy, nie znałem sytuacji -
    przepraszam".
    Własnie w tym tygodniu zrobilam pieklo synowi za dwoje z klasówki z
    francuskiego (z francuskim jest skomplikowana historia i akurat tu
    zalezy mi nie tylko na wiedzy). Że byly dwa tygodnie na nauczenie
    się, ze całe dwa tygodnie nic nie robił, ze to skandal... Po czym
    przypadkowo wyszło, ze klasowka była przed feriami, w cięzkim
    okresie - zapomniał o niej w nawale innych zajęć, w dodatku z
    pisania cyfr, więc dysortografik ma zero szans na dobra ocenę.
    Przeprosilam, pomoglam się jako-tako nauczyć. Miałam utrzymać kare
    za coś, co nie do konca bylo jego winą?
    W moim domu nikomu nie stała się krzywda, o ile nie czytalismy przed
    snem. czytalismy i tak za duzo.
    Jesli chodzi o telewizję, to kara dla dziecka nie jest duża - dla
    nastolatka, ktory nie może posiedzieć z rodziną, ktora mniej-wiecej
    oglada film, a wlasciwie ten raz dziennie sie zbiera i gada (ja nie
    oglądam, bo w takim zamieszaniu nie moge śledzić watkusmile ) to cos
    duzo więcej niż "nieogladanie filmu". To także np. nieogladanie
    brata, ktory mieszka gdzie indziej i przychodzi tylko wieczorem. W
    dodatku nienawidze kar, ktore polegaja na izolowaniu dziecka - nie
    potępiam, ale zupełnie nie przemawiaja mi do przekonania. mam
    wrażenie, ze jest to dla dziecka forma odtracenia. raz w życiu tak
    zrobiłam z córka - i był to ostatni raz na wieki. Poza tym mam
    klaustrofobie i nikogo nigdzie nie zamkne nawet na sekundę.
    Ze szkoly odebralam syna za trzy jedynki na semestr, a własciwie -
    za ukrycie jednej z nich, decydujacej - i w dodatku
    niesprawiedliwej. A ogolnie - za kompletne olanie pierwszego
    semestru liceum.

    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • mamalgosia 21.01.09, 08:42
    verdana napisała:

    > małgosi, dlaczego uwazasz, że wycofanie sie z wlasnego błędu jest
    > błędem? Nic tak nie rujnuje autorytetu rodzicow jak nieumiejetność
    > przyznania sie do tego, ze się człowiek pomylił, xle ocenił
    > sytuacje, przesadził - i nic tak nie wzmacnia autorytetu jak
    szczere
    > powiedzenie "Głupio zrobiłem, bylem za surowy, nie znałem
    sytuacji -
    > przepraszam".
    Nie wiem. Może na przykład z tego powodu, że następnym razem dziecko
    powie: "ostatnio się pomyliłeś, to i teraz się mylisz?" I zacznie
    nadużywać? Nie wiem, zastanawiam się, jestem w tej dziedzinie
    naprawdę kiepskasad
    A wtedy to Mąż nie potrafił przeskoczyć siebie, ja to widziałam i
    dopiero byłam w trudnej sytuacji - bo podważyć decyzję drugiego
    rodzica uważam za fatalne.



    Poza tym mam
    > klaustrofobie i nikogo nigdzie nie zamkne nawet na sekundę.
    No nie, ale to nie chodzi o to, by dziecko zamknąć w beczce lub w
    jakiejś komórce. Właśnie celem nie jest samo zapuszkowanie, tylko
    oddalenie się na chwilę, jakieś wyrównanie emocji, przemyślenie
    sprawy. No cóż: SuperNiania stosuje z powodzeniem - ja z mniejszym

    O, to z liceum przeniosłaś. Odwaga
    >
  • maika7 20.01.09, 22:02
    mamalgosia napisała:

    > Myślę, że wszyscy stosujemy jakieś kary wobec dzieci.

    Dzieci juz duże, więc i pamiec chyba mi szwankuje. Starszy, jak był
    młodszy niestety dostawal klapsy - do dzisiaj uważam to za swoja
    porazkę. Ale Młodsza? Spytałam M, pogrzebal w pamięci i odeslal mnie
    do źródła. Stanęłam w drzwiach pokoju Młodszej.
    - jak cie karałam?
    - co???? co robiłaś???
    - no... karałam....
    - nie pamiętam, moze cos tam bylo.... nie karzesz mnie.

    No niemozliwe, ani ja idealna, ani dzieci. Więc może sedno jest tu:
    > Jakie warunki musi spełniać kara?

    Kara była w formie ponoszenia konsekwencji czynu - rozlałeś -
    wytrzyj, zepsułeś? - napraw lub pomóz w naprawie, nie dopełniłes
    obowiązku? - odłóz na bok, to co robisz, i zrób co miales zrobic.
    Sprawiłes przykrośc? Przeproś itd.... jasny podział obowiązków,
    jasne granice, obowiązujące nas wszystkich - nie tylko dzieci.

    > Jaka być nie może?

    Chciałoby mi sie napisać 'bezsensowna". To znaczy nieadekwatna do
    czynu, niezrozumiała dla dziecka, uwłaczająca godności (te
    klapsy...).

    > Kiedy stosować?

    Od razu. Albo najszybciej, jak sie da (jesli nie da sie od razu)

    > Czy można odstąpić od wyznaczonej kary?

    Wyjątkowo tak. Bardzo wyjątkowo.

    > Mój Młodszy w niedzielę był naprawdę niegrzeczny. Powiedziałam mu
    > (groźnym głosem): "No zaraz ci wyznaczę jakąś karę!". Młody
    > (zaciekawiony, bo dotychczas kary dotyczyły tylko Starszego): "O!
    A
    > jaką??". Tylko, że nie miałam nic w zanadrzu, więc sam
    > wykombinował: "Wiem. Wyślij mnie gdzieś". Ja: "A gdzie ja bym cię
    > miała wysłać za karę??" "Wyślij mnie tam gdzie nie ma księży"
    > smile


    smile)
  • maika7 20.01.09, 22:23
    verdana napisała:

    > A moim zdaniem odstąpić od kary można nie stale, ale i nie
    wjątkowo.
    > Nawet w KK przewidziana jest amnestia.

    A bo ja jestem za przemysleniem kary zanim sie ją zastosuje smile)
  • verdana 20.01.09, 22:31
    Nie, ja mówię o karach przemyślanych. Na przykład zakazujemy przez
    trzy dni oglądac telewizję. Dziecko grzecznie nie ogląda, wychodzi z
    pokoju, gdy włączamy telewizor, nie domaga się ogladania, nie
    podglada z korytarza, jest grzeczne i pelne zrozumienia. Trzeciego
    dnia wieczorem idzie jego ulubiony film - pozwalamy ogladac w trybie
    nadzwyczajnego złagodzenia kary.
    Zaręczam, ze to działa (może przy nieco starszych dzieciach) bez
    porównania lepiej, niz zelazna, wojskowa konsekwencja. Dzieci
    zamiast być rozżalone, zaczynają dostrzegac w rodzicu człowieka,
    ktoremu tez jest przykro, ze musiał ukarac.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • maika7 20.01.09, 22:45
    verdana napisała:

    > Nie, ja mówię o karach przemyślanych. Na przykład zakazujemy przez
    > trzy dni oglądac telewizję. Dziecko grzecznie nie ogląda, wychodzi
    z
    > pokoju, gdy włączamy telewizor, nie domaga się ogladania, nie
    > podglada z korytarza, jest grzeczne i pelne zrozumienia. Trzeciego
    > dnia wieczorem idzie jego ulubiony film - pozwalamy ogladac w
    trybie
    > nadzwyczajnego złagodzenia kary.
    > Zaręczam, ze to działa (może przy nieco starszych dzieciach) bez
    > porównania lepiej, niz zelazna, wojskowa konsekwencja. Dzieci
    > zamiast być rozżalone, zaczynają dostrzegac w rodzicu człowieka,
    > ktoremu tez jest przykro, ze musiał ukarac.

    A to tak. zgadzam się. Choć nigdy nie stosowałam zakazu ogladania
    telewizji. Bo tez i nie było po co - dzieci
    niespecjalnie "telewizyjne" były.

    Verdano, a do kiedy własciwie "karzemy" jako rodzice? dzisiaj
    wracałam pociagiem z miasta i akurat obok toczyła sie rozmowa o
    karaniu. Przysłuchiwałam sie i w pewnym momencie usłyszałam
    zaskoczona, ze karanie (zabieranie telefonu, zakaz dostępu do
    komputera) dotyczy... 19-latka. Dla mnie to egzotyka.

  • verdana 20.01.09, 22:56
    Trudno powiedzieć - na przyklad zabranie z liceum dotyczyło 15-
    latka.
    Chyba tez zalezy za co - 18-latka już karać nie bedę, pod warunkiem,
    ze nie zacznie pić, ćpać itd. Wtedy - jesli tu można mówic o karze -
    nie wykluczone, ze mogłabym nawet wyrzucić z domu. Natomiast
    wszelkie zakazy w tym wieku, nie mowiac już o karaniu uwazam za
    śmieszne i straszne.
    Na moje oko takie kary, jak szlaban na wyjścia (nigdy nie
    stosowałam, błagalam dzieci, zeby poszly na imprezę...) to chyba tak
    do 16 roku życia.
    Ja teraz ukarałam zakazem gry na komputerze, bo to byl moj komputer,
    ktorego laskawie, acz niechętnie udzielałam - jak miałam dobry
    humor, a jak bylam zła - to wolałam sama pograć. Wiec jak dziecko
    mnie oszukało, to wara mu od mojego komputera.
    Ale gry na własnym komputerze nastolatkowi już nie zabronię, bo
    jesli mu ten komputer dałam, to dałam. Bez prawa zakazu korzystania.
    gdybym podejrzewała, ze będzie grał całymi dniami - nie powinnam po
    prostu kupować.

    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • maika7 20.01.09, 23:05
    No więc właśnie - gdzies tam w okolicach 15-16 lat jest według mnie
    granica, w której odpowiedzialnośc dziecka za swoje postepowanie
    powinna się już 'samoregulować" smile

    Ale nie wiem, jak zareagowałabym wobec uzaleznień szkodzących
    zdrowiu i zyciu, ale pewnie tak, jak wobec partnera?

    szlabanów wyjsciowych tez nie stosowałam, ale i nie wypychałam na
    imprezy (i nie wypycham do teraz) - a niech sobie spędzają czas jak
    chca wink
  • verdana 20.01.09, 23:12
    Ja wypychałam, bo towarzystwo jest nie mniej wazne, niz przeczytanie
    kolejnej ksiązki (syn), czy uczenie się do kolejnego egzaminu
    (córka). Jako, ze obojgu nigdy się nie chiało nigdzie wyjśc (będa
    grali, bedzie glośno, będa pili, beda palili, tam jest NUDNO, mam
    mnostwo roboty w domu) uwazalam za swój rodzicielski obowiązek
    wyrzucac ich w wieku juz starszym na imprezy, pod groźbą
    rodzicielskiego niezadowolenia (kosztowało mnie to majatek na
    taksówki do domu...).

    No, ale corka ma towarzystwo, a syn narzeczoną.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • maika7 20.01.09, 23:21
    ja nie wypychałam, bo towarzystwo wazne, ale syn wolał jednego
    przyjaciela i wycieczki rowerowe, a corka wyciąga M. na rajdy
    samochodowe, co wystarcza jej za wszystkie imprezy świata. Ma dwojke
    przyjaciól i woli pogaduchy z nimi od imprezowania. Ja i M. tez
    nieimprezowi. Dla mnie powyżej 3 osób to juz "zbyt duży tłum". Więc
    widać wyssały z mlekiem... wink

    Myslisz, ze gdybys zaoszczedziła na taksowkach, Syn nie miałby
    narzeczonej?
  • verdana 20.01.09, 23:28
    Na 100%. Jesli nie na 200.
    Bo syn nigdy nie miał bliskiego przyjaciela, ani stalego towarzystwa
    (taka specyfika najpierw liceum, potem studiow). Po skonczeniu
    studiow praktycznie został sam.
    Z trudem, razem z córka, zmusiłysmy go do paru imprez w gronie
    historykow, czyli znajomych tejze córki. Tam poznał, niezupelnie
    przypadkowo zresztą, przyjaciółkę córki.
    No i teraz niech narzeczona sie martwi, zeby z nią na iprezy
    chodził - ale już nie musi - spotykaja się także w mniejszym gronie:-
    )))
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • maika7 20.01.09, 23:53
    smile)

    Może tez bym zmuszała w takim wypadku smile)

  • mamalgosia 21.01.09, 09:01
    maika7 napisała:

    > Dla mnie powyżej 3 osób to juz "zbyt duży tłum".
    2, maiko, 2smile
  • maika7 21.01.09, 11:22
    mamalgosia napisała:

    > maika7 napisała:
    >
    > > Dla mnie powyżej 3 osób to juz "zbyt duży tłum".
    > 2, maiko, 2smile


    ja piszę o duzych imprezach smile)))))
  • minerwamcg 21.01.09, 00:18
    Verdana dicit:
    >Jako, ze obojgu nigdy się nie chiało nigdzie wyjśc (będa
    > grali, bedzie glośno, będa pili, beda palili, tam jest NUDNO, mam
    > mnostwo roboty w domu) uwazalam za swój rodzicielski obowiązek
    > wyrzucac ich w wieku juz starszym na imprezy (...)

    He, he. Przypomniała mi się Alicja, która rozważała co by było,
    gdyby miano ją ukarać zbiorczo niezjedzeniem iluś tam kolacji
    jednego dnia - i doszła do wniosku, że sto razy bardziej woli się
    bez nich obywać, niż je jeść smile)) Coś w tym jest.

    --
    Zabijają naszych! Nie wkurza Cię to?
    Wyślij protest do Ambasady Indii!
  • dominikjandomin 21.01.09, 00:45
    verdana napisała:

    > Ja wypychałam, bo towarzystwo jest nie mniej wazne, niz przeczytanie
    > kolejnej ksiązki (syn), czy uczenie się do kolejnego egzaminu
    > (córka). Jako, ze obojgu nigdy się nie chiało nigdzie wyjśc (będa
    > grali, bedzie glośno, będa pili, beda palili, tam jest NUDNO, mam
    > mnostwo roboty w domu) uwazalam za swój rodzicielski obowiązek
    > wyrzucac ich w wieku juz starszym na imprezy, pod groźbą
    > rodzicielskiego niezadowolenia

    Powinnaś to gdzieś opublikować. Zawsze wolałem książkę, niż iść gdzieś, gdzie
    będą grali (coś paskudnego w domyśle), będzie głośno, będą pili, będą palili,
    jest NUDNO)...

    > No, ale corka ma towarzystwo, a syn narzeczoną.

    I narzeczonej do dziś nie mam. I dotąd wolę książkę niż wyjść gdzieś gdzie ...

    Coś więc jest w tym ważnego, co napisałaś...
  • mamalgosia 21.01.09, 09:05
    Ja też z tych zupełnie nieimprezowych, zupełnie. I bardzo, bardzo
    książkowych. Ale Męża mam. też nieimprezowego, cudownei nam razemsmile
    Tak więc są różne ścieżki. Choć jedne pewnie łatwiejsze, a inne
    trudniejsze, na jednych prawdopodobieństwo większe, na innych
    mniejsze.
    A tak BTW to za młody jesteś, stanowczo za młody
  • dominikjandomin 21.01.09, 14:24
    mamalgosia napisała:

    > A tak BTW to za młody jesteś, stanowczo za młody

    Za młody? Hm...

    Mój proboszcz twierdzi inaczej... I sam się czuję inaczej. Bo kiedy potem
    odchować dzieci?
  • mamalgosia 21.01.09, 16:36
    Nie no, oczywiście, że ogólnie jesteś starysmile Ale chodziło mi o to,
    że za młody w stosunku do tych dwóch panien, które mam na myśli...
  • mamalgosia 21.01.09, 09:00
    Z autopsji to nie wiem, bo Dzieci małe.
    Ale widzę, że wobec gimnazjalistów kary spokojnie jeszcze można
    stosować. I uważam, że trzeba. Zobaczyłam (neistety!!) co potrafi
    16letnia dziewczyna pisać na gg czy na naszej-klasie. Zajmuje jej to
    czas, głowę, krzywdzi innych. Uważam, że zabronienie jej korzystania
    z tych "zabawek" ma głęboki sens

    Tak jeszcze mi się przypominają hasła: "Dopóki jesteś na moim
    utrzymaniu to..." "Dopóki mieszkasz w moim domu..." - czasem poniżej
    pasa, czasem chamskie. Ale coś w tym jest - no bo jeżeli dorosłe
    dziecko mieszka z rodzicami, a powiedzmy że mają zielone ściany w
    całym domu, a ono chce niebieskie - to chyba mogą narzucić swoje
    zdanie? A może nie mogą?

  • maika7 21.01.09, 11:21
    mamalgosia napisała:

    > Z autopsji to nie wiem, bo Dzieci małe.
    > Ale widzę, że wobec gimnazjalistów kary spokojnie jeszcze można
    > stosować. I uważam, że trzeba. Zobaczyłam (neistety!!) co potrafi
    > 16letnia dziewczyna pisać na gg czy na naszej-klasie. Zajmuje jej to
    > czas, głowę, krzywdzi innych. Uważam, że zabronienie jej korzystania
    > z tych "zabawek" ma głęboki sens

    Według mnie przede wszystkim trzeba o tym POROZMAWIAC. zakaz korzystania z gg
    nic nie da. To nastawienie dziewczyny do kolegów i kolezanek jest do
    "przepracowania"

    >
    > Tak jeszcze mi się przypominają hasła: "Dopóki jesteś na moim
    > utrzymaniu to..." "Dopóki mieszkasz w moim domu..." - czasem poniżej
    > pasa, czasem chamskie. Ale coś w tym jest - no bo jeżeli dorosłe
    > dziecko mieszka z rodzicami, a powiedzmy że mają zielone ściany w
    > całym domu, a ono chce niebieskie - to chyba mogą narzucić swoje
    > zdanie? A może nie mogą?

    Łaski dziecku nie robie utrzymujac je niedorosłe i niezarabiające w domu. Więc
    te teksty sa bezsensowne. Od pewnego wieku razem zastanawiamy sie na co nas
    stać, a na co nie, ustalamy stopien autonimii kazdego z członków rodziny itd...
    Zielone sciany w pokoju dziecka - jego sprawa. Kolor ścian we wspolnym pokoju -
    wybór mój i M.
  • mamalgosia 21.01.09, 11:49
    maika7 napisała:

    > Według mnie przede wszystkim trzeba o tym POROZMAWIAC. zakaz
    korzystania z gg
    > nic nie da. To nastawienie dziewczyny do kolegów i kolezanek jest
    do
    > "przepracowania"
    Na pewno (choć myślę, że w tych konkretnych sytuacjach, które mam na
    myśli jest już na to za późno). Ale jeśli stało się coś złego,
    ewidentnego, to za ten konkretny czyn - popełniony przy pomocy
    właśnie gg - uważam, że jak najbardziej można ukarać
    zabraniem "narzędzia zbrodni" na jakiś czas.
    Ale - maiko - tak do końca to nic nie wiem. Wszystko to
    jest "myślę", "uważam", "tak mi się wydaje".
  • maika7 23.01.09, 10:00
    mamalgosia napisała:


    > Na pewno (choć myślę, że w tych konkretnych sytuacjach, które mam na
    > myśli jest już na to za późno). Ale jeśli stało się coś złego,
    > ewidentnego, to za ten konkretny czyn - popełniony przy pomocy
    > właśnie gg - uważam, że jak najbardziej można ukarać
    > zabraniem "narzędzia zbrodni" na jakiś czas.
    > Ale - maiko - tak do końca to nic nie wiem. Wszystko to
    > jest "myślę", "uważam", "tak mi się wydaje".

    Zastanawia mnie zawsze skutek kary. Oczywiście nie wiem, jak w tym konkretnym
    przypadku, ale skutek oczekiwany przez karającego często chyba mija sie z
    rzeczywistym skutkiem obserwowanym u karanego.
  • dominikjandomin 21.01.09, 14:26
    mamalgosia napisała:

    > Ale coś w tym jest - no bo jeżeli dorosłe
    > dziecko mieszka z rodzicami, a powiedzmy że mają zielone ściany w
    > całym domu, a ono chce niebieskie - to chyba mogą narzucić swoje
    > zdanie? A może nie mogą?

    Wiesz, chyba wiele problemów jest w tym, ze zawsze czyjeś zdanie musi być na
    wierzchu. A niech sobie nawet ma - w swoim pokoju - wściekle różowe i wysadzane
    kryształami swarowskiego... dziecka pokój...
  • dominikjandomin 21.01.09, 00:52
    maika7 napisała:

    >Przysłuchiwałam sie i w pewnym momencie usłyszałam
    > zaskoczona, ze karanie (zabieranie telefonu, zakaz dostępu do
    > komputera) dotyczy... 19-latka. Dla mnie to egzotyka.

    Wiesz, tak sobie tylko dumam...

    Gdyby ten 19-latek był NA MOIM utrzymaniu i nabił straszne rachunki na
    komórce... albo siedząc non-stop na grach internetowych zawalił studia (jak
    kiedyś mój kolega)... to to byłoby może i słuszne, choć raczej jako działanie
    obronno-lecznicze, nie KARA.
  • maika7 21.01.09, 10:49
    dominikjandomin napisał:

    > maika7 napisała:
    >
    > >Przysłuchiwałam sie i w pewnym momencie usłyszałam
    > > zaskoczona, ze karanie (zabieranie telefonu, zakaz dostępu do
    > > komputera) dotyczy... 19-latka. Dla mnie to egzotyka.
    >
    > Wiesz, tak sobie tylko dumam...
    >
    > Gdyby ten 19-latek był NA MOIM utrzymaniu i nabił straszne rachunki na
    > komórce... albo siedząc non-stop na grach internetowych zawalił studia (jak
    > kiedyś mój kolega)... to to byłoby może i słuszne, choć raczej jako działanie
    > obronno-lecznicze, nie KARA.

    Widzisz, ja patrze przez pryzmat wyłacznie własnych doświadczen w tej materii.
    Według mnie zasady korzystania z komorki czy komputera ustala się wcześniej i
    egzekwuje na tyle wczesnie wszelkie przekrocznia (np. przekrocznie limitu
    ustalonego rachunku = redukcja o okreslona kwote kieszonkowego), że 19-latek już
    po prostu wie na co może sobie pozwolić. No i 19-latek to dla mnie juz
    praktycznie dorosły = jak najbardziej zdolny do sensownej rozmowy i ustalenia
    "czynności naprawczych" i trzymania sie ustalonych wspólnie wyjśc z "sytuacji
    kryzysowych". Bez restrykcji typu zabieranie komórki.

    W tej pociągowej relacji brakowało mi własnie podejścia do 19-latka, jak do
    osoby, ktora jest odpowiedzialna za swoje czyny. Moze tylko takie wrażenie - jak
    to z podsłuchiwaniem czyiś rozmow bywa smile
  • mamalgosia 21.01.09, 08:55
    maika7 napisała:

    > A bo ja jestem za przemysleniem kary zanim sie ją zastosuje smile)
    Jeju, ja to w ogóle jestem za przemyśleniem czegokolwiek ZANIM się
    to zrobi lub powie
    No, a teraz jeszcze wcielić to w życie... "tylko"
  • maika7 21.01.09, 11:16
    mamalgosia napisała:

    > maika7 napisała:
    >
    > > A bo ja jestem za przemysleniem kary zanim sie ją zastosuje smile)
    > Jeju, ja to w ogóle jestem za przemyśleniem czegokolwiek ZANIM się
    > to zrobi lub powie
    > No, a teraz jeszcze wcielić to w życie... "tylko"


    no z tym miewam problemy niestety smile))
  • a_weasley 21.01.09, 14:43
    verdana napisała:

    > Nawet w KK przewidziana jest amnestia.

    Teoretycznie jest taka teoria, ale w praktyce w RP się tego nie praktykuje.
    Ostatnia była za wczesnego Mazowieckiego.

    --
    Wigilia w Norze
  • mamalgosia 21.01.09, 08:54
    Piszę Twój nick w nagłówku, bo widzę, że drzewko się rozrosło

    maika7 napisała:


    >
    > Dzieci juz duże, więc i pamiec chyba mi szwankuje.
    Mi szwankuje nawet przy małych dzieciach. No, powiem więcej:
    bezdzietnie też mi szwankowałasmile (lub: sad )


    Starszy, jak był
    > młodszy niestety dostawal klapsy - do dzisiaj uważam to za swoja
    > porazkę.
    U nas też się zdarzają klapsy i bynajmniej nie chcę tutaj wszczynać
    dyskusji i karaniu cielesnym. Tak, wolałabym by ich nie było, nie
    czuję się dobrze jak wlepię, ale jednocześnie nie uważam ich za
    przestępstwo. No i często przynoszą pożądany skutek. Całe życie
    człowiek się uczy. Stąd między innymi mój wątek



    > Kara była w formie ponoszenia konsekwencji czynu - rozlałeś -
    > wytrzyj, zepsułeś? - napraw lub pomóz w naprawie, nie dopełniłes
    > obowiązku? - odłóz na bok, to co robisz, i zrób co miales zrobic.
    No tak, to jest oczywiste.
    No i teraz sytuacja jest taka: wylał. Prosiłam by odsunął na bok,
    nie odsunął no i wylał. Jescze nie wrzeszczę. Mówię: powycieraj.
    Nie. No, powycieraj. Nie. I wrzask (na razie jego). Dziecko
    czerwone, nie powycieram, nie powycieram, nie powycieram!! I wrzask
    mój.
    Tu już trudno o naturalne konsekwencje


    > Sprawiłes przykrośc? Przeproś itd.... jasny podział obowiązków,
    > jasne granice, obowiązujące nas wszystkich - nie tylko dzieci.
    Na pewno jest to bardzo ważne.
    Aczkolwiek bywa niewystarczające
    Bo jeszcze teraz: jak egzekwować wypełnianie tych obowiązków i tych
    jasnych granic? Bo przecież karzę nie w sytuacji, gdy on nie
    wiedział, tylko właśnie wtedy gdy doskonale wiedział


    > > Jaka być nie może?
    >
    > Chciałoby mi sie napisać 'bezsensowna". To znaczy nieadekwatna do
    > czynu, niezrozumiała dla dziecka, uwłaczająca godności (te
    > klapsy...).
    Tak, myślę o proporcjonalności. Żeby mały czyn nie wywoływał dużej
    kary (popełniliśmy kiedyś ten błąd z Mężem, tzn on nie widział tej
    nieproporcjonalności, a ja nie wiedziałam co z tym zrobić, bo nie
    było mozliwości porozmawiania w cztery oczy, dziecko ryczało, ja się
    z karą nei zgadzałam... w tym wszystkim jeszcze babcia litująca się
    nad Biedaczkiem...ojej...)


    >
    > > Kiedy stosować?
    >
    > Od razu. Albo najszybciej, jak sie da (jesli nie da sie od razu)
    O!O! Bardzo ważne!
    dzięki, maika! Żeby był zachowany pewien ciąg. Że nawet jeśli kara
    nie wypływa naturalnie z czynu (wylałeś-wytrzyj), to my
    tę "naturalność" sztucznie stwarzamy.
    A jak myślisz - jesli nie mogę w danym momencie ukarać (fizycznie to
    niemożliwe, okoliczności nie pozwalają), to czy zapowiedź kary ma
    sens? Że np jak wrócimy do domu, to czeka cię to i to?

  • maika7 21.01.09, 11:14
    mamalgosia napisała:

    > > Dzieci juz duże, więc i pamiec chyba mi szwankuje.
    > Mi szwankuje nawet przy małych dzieciach. No, powiem więcej:
    > bezdzietnie też mi szwankowałasmile (lub: sad )

    Myśle Mamalgosiu, ze w moim przypadku szwankująca pamiec troche pomaga w
    zapomnieniu "jak faktycznie bywało". Np. wczoraj zapomniałam, że zdarzało się mi
    i wrzeszczeć... Tyle, ze to nie kara, chyba, ze dla siebie samej. Ale fajnie na
    moment odblokowuje emocje...


    > U nas też się zdarzają klapsy i bynajmniej nie chcę tutaj wszczynać
    > dyskusji i karaniu cielesnym. Tak, wolałabym by ich nie było, nie
    > czuję się dobrze jak wlepię, ale jednocześnie nie uważam ich za
    > przestępstwo. No i często przynoszą pożądany skutek. Całe życie
    > człowiek się uczy. Stąd między innymi mój wątek

    Tak ja teznie chce roztrząsać zasadnosci klapsów. Z mojego punktu widzenia i
    mojej perspektywy TERAZ - nie były potrzebne. WTEDY nie umiałam inaczej postąpić.

    > No tak, to jest oczywiste.
    > No i teraz sytuacja jest taka: wylał. Prosiłam by odsunął na bok,
    > nie odsunął no i wylał. Jescze nie wrzeszczę. Mówię: powycieraj.
    > Nie. No, powycieraj. Nie. I wrzask (na razie jego). Dziecko
    > czerwone, nie powycieram, nie powycieram, nie powycieram!! I wrzask
    > mój.
    > Tu już trudno o naturalne konsekwencje

    Gdzieś tam po drodze wyrobiłam (nie wiem w jaki sposób) przekonanie w dzieciach,
    ze jak powiedzialam coś, to to musialo byc zrobione. Pomagała w tym konsekwencja
    M. Istotne jest chyba jak ta sytuacja sie zakończyła. Przy mniejszych dzieciach
    dzialało pięknie np. "trzeba to posprzątać - weź ścierką, a ja pomoge ci ją
    wypłukać". Ale.. ale na każde dziecko jest 'inny przepis" i zmienny w czasie.

    > Na pewno jest to bardzo ważne.
    > Aczkolwiek bywa niewystarczające
    > Bo jeszcze teraz: jak egzekwować wypełnianie tych obowiązków i tych
    > jasnych granic? Bo przecież karzę nie w sytuacji, gdy on nie
    > wiedział, tylko właśnie wtedy gdy doskonale wiedział

    To chyba bardzo zalezy od konkretnej sytuacji i trudno jest cos ogólnego
    powiedzieć. Ważne chyba jest to, zeby obowiazki były "na miarę dzieci".


    > Tak, myślę o proporcjonalności. Żeby mały czyn nie wywoływał dużej
    > kary (popełniliśmy kiedyś ten błąd z Mężem, tzn on nie widział tej
    > nieproporcjonalności, a ja nie wiedziałam co z tym zrobić, bo nie
    > było mozliwości porozmawiania w cztery oczy, dziecko ryczało, ja się
    > z karą nei zgadzałam... w tym wszystkim jeszcze babcia litująca się
    > nad Biedaczkiem...ojej...)

    To są paskudne sytuacje, kiedy jest za dużo sprzecznych informacji płynacych do
    dziecka na raz. Ale kazda z takich sytuacji uczy... rodziców, jak reagowac w
    przyszlości. Czasem wystarczy nie karać, tylko przerwać sytuacje, wyjśc z
    dzieckiem. Wytłumaczyć, dlaczego danego zachowania się nie akceptuje.


    > O!O! Bardzo ważne!
    > dzięki, maika! Żeby był zachowany pewien ciąg. Że nawet jeśli kara
    > nie wypływa naturalnie z czynu (wylałeś-wytrzyj), to my
    > tę "naturalność" sztucznie stwarzamy.
    > A jak myślisz - jesli nie mogę w danym momencie ukarać (fizycznie to
    > niemożliwe, okoliczności nie pozwalają), to czy zapowiedź kary ma
    > sens? Że np jak wrócimy do domu, to czeka cię to i to?

    Nie. Natomiast zawsze ma sens rozmowa, o tym, co się stało, jak to nas wzburzyło
    czy zaniepokoiło i albo wspólne zastanowienie się co zrobic w sytuacji, kiedy
    takie cos się powtórzy, albo zakomunikowanie dziecku, co zrobimy, jesli znowu
    będzie taka sytuacja.


  • isma 21.01.09, 11:29
    No, no, wlasnie. Kazde dziecko jest inne, i trzeba wychwycic to, na czym mu
    zalezy wink)).
    Moje dziecie np. niesystematyczne jest, ale, po pierwsze, ja tez, a po drugie
    moja wyobraznia w odniesieniu do kar jest wyjatkowo ograniczona (telewizora nie
    mamy, czytac czytam od przypadku do przypadku - no bo niesystematyczna jestem -
    albo samo czyta, jak ma ochote...). No ale ono sie lubi popisywac. I nie lubi
    wypadac glupio.

    Wiec jak ona np. nie cwiczy na skrzypcach, to ja tylko, mimochodem, zaznaczam,
    ze chcialabym widziec, jaka mine bedzie miala pani, jak sie okaze, ze nutki
    marszyka na pamiec nie wykute... I jaka to kompromitacja bedzie. Oraz glucha
    jestem na jekliwe prosby w rodzaju: "to moze zadzwon do pani, zeby przelozyc
    lekcje, bo ja nie zdazylam".

    A ja potrafie, oj, potrafie, byc ogolnie menconca wink)).


    --
    Wyślij protest doAmbasady Indii
  • isma 21.01.09, 11:42
    A co do sytuacji pt. "nie powycieram", to ja mam prosto. Jak ze dwa razy
    powtorze bez skutku, to wycieram ja. Tyle ze potem na co druga supozycje mojej
    latorosli odpowiadam - i ona wie, ze to nie na serio, tylko ze to konwencja jest
    - "nie moooooooge, okroooooopnie zmeeeeeczylam sie tym wycieraniem za ciebie".

    Przy czym u nas to dotyczy glownie tych sytuacji, gdzie nie da sie zastosowac
    innej mojej ulubionej metody pt. "jak nie zrobisz, to nie bedzie zrobione, i
    juz", tj. np. sprzatania zabawek, ktore z racji ogrniczonego lebensraumu
    wykonane byc musi, bo bysmy sie na nich pozabijali ;-(((. Wiec ja jestem
    taaaaaaaka zmeeeeeczona - a mam doskonala pamiec, i potrafie pamietac, ze
    zastepczo posprzatalam, przez dobre dwa albo trzy dni wink)) - jak za nia
    posprzatam, ze na nic fajnego nie mam sily.

    Na pare tygodni skutkuje, zreszta na dlugoterminowe slutki to ja nadziei i tak
    nie mam wink)).
    --
    Wyślij protest doAmbasady Indii
  • maika7 23.01.09, 10:02
    isma napisała:

    > A co do sytuacji pt. "nie powycieram", to ja mam prosto. Jak ze dwa razy
    > powtorze bez skutku, to wycieram ja. Tyle ze potem na co druga supozycje mojej
    > latorosli odpowiadam - i ona wie, ze to nie na serio, tylko ze to konwencja jes
    > t
    > - "nie moooooooge, okroooooopnie zmeeeeeczylam sie tym wycieraniem za ciebie".
    >
    > Przy czym u nas to dotyczy glownie tych sytuacji, gdzie nie da sie zastosowac
    > innej mojej ulubionej metody pt. "jak nie zrobisz, to nie bedzie zrobione, i
    > juz", tj. np. sprzatania zabawek, ktore z racji ogrniczonego lebensraumu
    > wykonane byc musi, bo bysmy sie na nich pozabijali ;-(((. Wiec ja jestem
    > taaaaaaaka zmeeeeeczona - a mam doskonala pamiec, i potrafie pamietac, ze
    > zastepczo posprzatalam, przez dobre dwa albo trzy dni wink)) - jak za nia
    > posprzatam, ze na nic fajnego nie mam sily.
    >
    > Na pare tygodni skutkuje, zreszta na dlugoterminowe slutki to ja nadziei i tak
    > nie mam wink)).


    W niektórych sytuacjach robiłam podobnie smile)

    Hm... długoterminowe skutki kar czy wychowywania w ogole???
  • mamalgosia 21.01.09, 12:14
    maika7 napisała:


    > Myśle Mamalgosiu, ze w moim przypadku szwankująca pamiec troche
    pomaga w
    > zapomnieniu "jak faktycznie bywało".
    No taksmile Takie mechanizmy obronnesmile


    Np. wczoraj zapomniałam, że zdarzało się m
    > i
    > i wrzeszczeć... Tyle, ze to nie kara, chyba, ze dla siebie samej.
    Myślę, że jednak pewien poziom decybeli może być karą

    >
    Ważne chyba jest to, zeby obowiazki były "na miarę dzieci".
    Nie "chyba", ale "na pewno". I wydaje mi się, ze mojeDzieci jak już
    to mają za mało obowiązków niż za dużo czy zbyt ciężkie. Tu akurat
    uważam, że jestem w porządku i wypełnienie tego o co proszę
    spokojnie leży w ich możliwościach.

    >
    Ale kazda z takich sytuacji uczy... rodziców, jak reagowac w
    > przyszlości.
    Mam nadzieję. Choć jednocześnie mam wrażenie, że czegokolwiek się
    nauczę, ze opanowuję już jakąś sytuację, to pojawia sie zupełnie
    inna. Nawet w sferze zdrowotnej: Starszy miewał bardzo ciężkie
    choroby żołądkowe. I jak już jako tako opanowałam, co z tym robić i
    zwarta i gotowa stanęłam przed Młodszym, to on zafundował mi obrzęk
    krtani, z którym zupełnie nie wiedziałam jak sobie radzić.
    A koleżanka mająca czwórkę dzieci mówi, że przy trzecim jeszcze inne
    problemy, a przy czwartym jeszcze inne. I rzadko można ustalić jakąś
    receptę uniwersalną




    > > A jak myślisz - jesli nie mogę w danym momencie ukarać
    (fizycznie to
    > > niemożliwe, okoliczności nie pozwalają), to czy zapowiedź kary
    ma
    > > sens? Że np jak wrócimy do domu, to czeka cię to i to?
    >
    > Nie.
    A dlaczego uważasz, że nie?



    >Natomiast zawsze ma sens rozmowa, o tym, co się stało, jak to nas
    wzburzył
    > o
    Wiem, rozmawiam, rozmawiam, rozmawiam...
    > czy zaniepokoiło i albo wspólne zastanowienie się co zrobic w
    sytuacji, kiedy
    > takie cos się powtórzy, albo zakomunikowanie dziecku, co zrobimy,
    jesli znowu
    > będzie taka sytuacja.
    >
    >
  • maika7 23.01.09, 10:26
    mamalgosia napisała:


    > No taksmile Takie mechanizmy obronnesmile

    U dzieci tez najwyraźniej działają - przydybałam Starszego na gg.
    - pamietasz jakies kary oprócz klapsów i mojego wrzasku?
    - no chyba tam jakieś były, ale już nie pamiętam
    - no, ale pamietasz przyklady, np. za co??
    - nie, no nie pamiętam nic, ale coś chyba było. No bo jakies kary musza być wink
    Rodzinna amnezja. Moze i dobrze?

    > Myślę, że jednak pewien poziom decybeli może być karą

    Chyba nie. To jest (jak to mówi mój, zdegustowany wrzaskiem M.) "wyrabianie relacji opartych na strachu". Gdy rozmawialiśmy o tych wrzaskliwych sytuacjach pytal, co jest dla mnie ważniejsze, relacja z dziećmi oparta na szacunku, czy na strachu.

    > Nie "chyba", ale "na pewno". I wydaje mi się, ze mojeDzieci jak już
    > to mają za mało obowiązków niż za dużo czy zbyt ciężkie. Tu akurat
    > uważam, że jestem w porządku i wypełnienie tego o co proszę
    > spokojnie leży w ich możliwościach.

    smile


    > Mam nadzieję. Choć jednocześnie mam wrażenie, że czegokolwiek się
    > nauczę, ze opanowuję już jakąś sytuację, to pojawia sie zupełnie
    > inna. Nawet w sferze zdrowotnej: Starszy miewał bardzo ciężkie
    > choroby żołądkowe. I jak już jako tako opanowałam, co z tym robić i
    > zwarta i gotowa stanęłam przed Młodszym, to on zafundował mi obrzęk
    > krtani, z którym zupełnie nie wiedziałam jak sobie radzić.
    > A koleżanka mająca czwórkę dzieci mówi, że przy trzecim jeszcze inne
    > problemy, a przy czwartym jeszcze inne. I rzadko można ustalić jakąś
    > receptę uniwersalną

    Ano wlasnie smile) Dzieci ucza się zycia i ciągle spotykaja się z nowymi sytauacjami, to dlaczego my, rodzice mielibyśmy miec inaczej?? wink Ot, rozwój wink


    > A dlaczego uważasz, że nie?

    Moje "nie" jest oparte na subiektywnym przeświadczeniu, że takie kary zostaja na długo w pamięci i niosa ze soba za dużo strachu i sa nieefektywne. Jak miałam 7 lat dostalam od mamy po tyłku kablem od żelazka. Umowiłyśmy sie, ze po lekcjach wróce do domu, ale zaczełyśmy skakac z kolezankami "w gume" i ... po godzinie na boisku zjawiła się Mama. Pamietam drogę do domu, mój strach, pamiętam strach w czasie jak szukała kabla, pamiętam nieuchoronnośc bólu i sam ból i moją bezradnośc. Mam juz sporo lat, a tamto popołudnie zostało we mnie jakoś dotkliwie. Mysle, ze więcej dobrego by zdziałała, gdyby powiedziala mi o swoim niepokoju o mnie (ktorego nie rozumialam) i zawodzie, ze nie dotrzymalam słowa.
    W każdym razie nigdy nie odraczałam kar, nigdy tez nie używałam "wzmacniaczy" przy klapsach.

    > Wiem, rozmawiam, rozmawiam, rozmawiam...

    smile) u mnie czasem "rozmawiam" przeradzało się w "mowię, mowię, mowię" wink)


  • aka21 21.01.09, 11:09
    > Myślę, że wszyscy stosujemy jakieś kary wobec dzieci.
    My od pewnego czasu staramy się ich nie stosowaćsmile Za radą
    przedszkola!
    Stosujemy konsekwencje, te naturalne, ale i też te, które potocznie
    traktuje się jako kary (brak bajki, przemyślenie w kącie, swoim
    pokoju itp.). Zapowiadam, ze jak będzie tak i tak dalej to
    konsekwencją będzie to i to i to będzie ich wybór. Zaczęliśmy to
    stosować i chyba sa rezultaty. Jak odosobnienie nazwaliśmy karą -
    budziło wściekłość i chęć odwetu, teraz to ich wybór więc rodzi
    zastanowienie, przemyslenie, choć często zwłaszcza u Jasia jeszcze
    dużo emocji, ale z pewnością jest to dla naszych dzieci dobry
    sposób. W przedszkolu maja spisane jakie są konsekwencje pewnych
    zachowań i tak jest to egzekwowane, są też ostrzezenia.
    Niestety, czasem, w pośpiechu (jak ja go niecierpię!) krzyczę,
    poganiamsad Trudne to wychowywanie.
    A tak na marginesie (Mamalgosiu lubisz takie poboczne wątki w
    wątkachsmile) Jak pospieszać dziecko? Jaś wszystko robi baaardzo wolno
    (zwłaszcza polecenia), na wszystko ma czas, choć czasem potrafi
    szybko, ale jak sam chce (i wcale nie jest to np. wtedy gdy chce iść
    na upragnione sanki). Pochwały, zachęty mało pomagają.
  • mamalgosia 21.01.09, 12:02
    aka21 napisała:

    > Stosujemy konsekwencje, te naturalne, ale i też te, które
    potocznie
    > traktuje się jako kary (brak bajki, przemyślenie w kącie, swoim
    > pokoju itp.). Zapowiadam, ze jak będzie tak i tak dalej to
    > konsekwencją będzie to i to i to będzie ich wybór
    Ale to w sumie tylko kwestia nomenklatury. Zresztą i my nie zawsze
    używamy słowa "kara". Jak zwał tak zwał - według mnie nie ma to
    znaczenia.
    Ale mogę się mylić.
    I tez mówię np tak: "jesli u babci będziesz się dzisiaj zachowywał
    źle, to jutro nie pójdziesz". W sumei nie jest to kara, no nie?
    tylko naturalna konsekwencja. Ale działanie u nas podobne (tzn
    czasem skuteczne, czasem nie)


    > A tak na marginesie (Mamalgosiu lubisz takie poboczne wątki w
    > wątkachsmile)
    Bardzo, bardzo lubięsmile Ale ten za mało odbiega od głównegosmile


    Jak pospieszać dziecko? Jaś wszystko robi baaardzo wolno
    > (zwłaszcza polecenia), na wszystko ma czas, choć czasem potrafi
    > szybko, ale jak sam chce (i wcale nie jest to np. wtedy gdy chce
    iść
    > na upragnione sanki). Pochwały, zachęty mało pomagają.

    Batemsmile

    Nasuwa mi się taka myśl, ze skoro potrafi szybciej jak chce, to
    sprawić, żeby chciał tego, czego nie chce.
    U nas nie zadziałam bo nawet jak chcą, to wszystko idzie powoli
    (choć u Starszego z wiekiem jest poprawa - z wiekiem właśnie, a nie
    na skutek jakichś moich przedsięwzięć, tak sądzę)
    Co do pośpiechu, to raczej w sobie szukam winy - bo gdzie jest
    powiedziane, że należy robić szybko to co można robić wolno.
  • aka21 22.01.09, 13:25
    Jak zwał tak zwał - według mnie nie ma to
    > znaczenia.
    Chyba jednak jest różnica w tym jak dziecko to odbiera. Na karę się
    oburza, konsekwencje przyjmuje trochę spokojniej (bo sam wybrałwink)
    > Jak pospieszać dziecko?
    > Batemsmile
    Super rada!!! Ostatnio dużo takich tu dostaję, albo batem, albo
    udusić. Chyba muszę swoje rodzicielstwo powtórnie przemyslećwink

    Nasuwa mi się taka myśl, ze skoro potrafi szybciej jak chce, to
    > sprawić, żeby chciał tego, czego nie chce.

    To jeszcze proszę o radę: JAK? On ciągle ma jakies dodatkowe
    zajęcia, to komisariat ustawić, samochód zaparkować, obrazek
    dokończyć, pod poduszka coś misternie ułożyć, pogapić się w lustro,
    a czas tylko biegnie i biegnie.....
    Jak zabiorę zabawkę z reki przy jedzeniu to się zawsze jakaś
    serwetka czy obrusik znajdzie i tak zawsze cośsad
  • mamalgosia 22.01.09, 13:34
    aka21 napisała:

    > Chyba jednak jest różnica w tym jak dziecko to odbiera. Na karę
    się
    > oburza, konsekwencje przyjmuje trochę spokojniej (bo sam wybrałwink)
    Własnie my nie mamy takich obserwacji. Nie ma znaczenia: kara czy
    konsekwencja (albo nawet nagroda!) - jak się nie podoba, to się nie
    podoba silnie



    > Super rada!!! Ostatnio dużo takich tu dostaję, albo batem, albo
    > udusić. Chyba muszę swoje rodzicielstwo powtórnie przemyslećwink
    Jeszcze słyszałam, że można dziecko wystawić na Allegro


    > To jeszcze proszę o radę: JAK?
    Eee, no tego to ja nie wiemsmile



  • aka21 22.01.09, 13:37
    > Jeszcze słyszałam, że można dziecko wystawić na Allegro
    ale tego ja nie umiemwink Musiałabyś znowu to za mnie załatwić!

    > To jeszcze proszę o radę: JAK?
    > Eee, no tego to ja nie wiemsmile
    A ja myslałam, ze nie zdradzaszsmile
  • mamalgosia 22.01.09, 13:42
    aka21 napisała:

    > > Jeszcze słyszałam, że można dziecko wystawić na Allegro
    > ale tego ja nie umiemwink Musiałabyś znowu to za mnie załatwić!
    >
    Musisz dać zdjęcie, najlepiej zrobić w marynarskim ubranku,
    poczesać, ugładzić - wiesz, pierwsze wrażenie bardzo istotne. I
    najlepiej BCM - czyli bez ceny minimalnej - bo jak dasz cenę
    wywoławczą, to istnieje ryzyko, że nikt nie kupi


    > > To jeszcze proszę o radę: JAK?
    > > Eee, no tego to ja nie wiemsmile
    > A ja myslałam, ze nie zdradzaszsmile
    Wiem mniej niż przypuszczasz...
  • aka21 22.01.09, 13:50
    > Musisz dać zdjęcie, najlepiej zrobić w marynarskim ubranku,
    > poczesać, ugładzić - wiesz, pierwsze wrażenie bardzo istotne. I
    > najlepiej BCM - czyli bez ceny minimalnej - bo jak dasz cenę
    > wywoławczą, to istnieje ryzyko, że nikt nie kupi
    No nie do zrobieniasad Ubranka takowego nie mam, przyczesać nie ma
    co, ugładzić to chyba tylko charakter, ale pytanie JAK?
    On taki, ze nawet jak mu w przedszkolu grzeczne zdjęcie w stroju
    szlacheckim zrobili, z usmiechem na anieskiej twarzyczce to i tak
    wzrok wszystko powiedział (o flincie w łapkach nie wspomnę!). No
    kochany jestsmile

    > > > To jeszcze proszę o radę: JAK?
    > > > Eee, no tego to ja nie wiemsmile
    > > A ja myslałam, ze nie zdradzaszsmile
    > Wiem mniej niż przypuszczasz...
    Tere fere kukusmile)))
    A skąd Ty wiesz ile przypuszczamwink?
  • mama_kasia 21.01.09, 11:10
    Nie pamiętam, kiedy ostatnio ukarałam gimnazjalistę.
    Bo tak, zakaz wyjścia na trening - nie bardzo, bo zależy mi, żeby
    tam chodził. Podobnie z zakazem wyjścia z kolegami, bo też mi
    zależy, aby wychodził. Zakaz oglądania TV też nie, bo wtedy
    poszedłby do siebie i siedział, grając na komórce lub myśląc, jacy
    to jesteśmy okrutni. Zakaz gry na komputerze - aż tak dużo znowu nie
    gra.
    To ja jednak wolę pogadankę i okazanie, co o tym wszystkim myślę.

    Średnia ewentualne zagrożenie karą przeżywa strasznie, więc
    zupełnienie nie ma na nią kar. Zaraz bierze do siebie, że to
    nie tak, że winna nie jest, że przecież... I często ma rację.

    Najbardziej kary potrzebne są najmłodszej, ale ukaranie jej
    to horror dla nas, bo zaraz jest okropny płacz, żal i ja tego
    nie wytrzymuję, tzn. jak trzeba wytrzymuję, ale wolę do takiej
    sytuacji nie dopuszczać. Staram się tak stawiać wymagania i tak
    je egzekwować, aby ukaranie nie było potrzebne. Sporadycznie kara
    się zdarza - nieczytanie przed snem, gdy sa problemy z myciem
    zębów. Wtedy nieczytanie jest konsekwencją marudzenia - mówię, że
    nie mam już siły na czytanie, bo jestem wykończona jej zachowaniem.
    Pomaga.
  • fiamma75 21.01.09, 11:50
    Mamy małe dziecko, ale kara jest - siedzenie w kącie. Ona b. tego
    nie lubi, wie, ze to jest kara. Ląduje tam za powazne przewinienia
    typu: bicie, kopanie czy robienie czegoś, czego nei wolno a zwykłe
    ostrzeżenia nie pomogły.
    --
    My i Starsza
    Młode
  • mamalgosia 21.01.09, 12:05
    A czy wystarczy czasem tylko powiedzieć "bo pójdziesz do kąta"?
  • k_j_z 21.01.09, 12:19
    nie czytałąm wszystkiego wcześniejszego, ale nie wystarczy tylko
    powiedziec. Trzeba mówic to, co się zrobi.
    Kary podobnie, jak Verdana z tym, że ja nie karałam za ukrywanie
    złych stopni. (jakos ich nie było i ukrywania nie było, ajeśli się
    zdarzyło - mogło a ja nie pamietam to juz uważałam, że wystarczająca
    karą była ta męka z ukrywaniem)
    Kary to zakaz grania najczęściej, bo ta jest naprawde dotkliwa.
    Czasem niemożność wyjścia z kolegami.
    Dwa razy zdarzył się zakaz wycieczki - to była ta najstraszniejsza.

    --
    www.pinezka.org/akcje/nela/nela_sm_400.jpg"targe
    t="_blank">www.pinezka.org/akcje/nela/nela_sm_400.jpg"</a>
    alt="banner dla Neli" /></a>
  • mamalgosia 21.01.09, 13:21
    Z tym ukrywaniem ocen, to męką samą w sobie jest tylko przez
    pierwszych kilka razy. Potem już idzie to łatwiej
  • mamalgosia 21.01.09, 16:36
    Ja akurat nie (niespecjalnie było co, moje oceny były nudne). Ale
    teraz obserwuję młodzież, którą uczę
  • fiamma75 21.01.09, 14:22
    mamalgosia napisała:

    > A czy wystarczy czasem tylko powiedzieć "bo pójdziesz do kąta"?

    Oczywiście, u nas jest raczej: Liczę do trzech i idziesz do kąta. I
    bardzo często już przy 1 czy 2 robi to, co miała, bo "nie lubię isć
    do kąta" smile
    --
    My i Starsza
    Młode
  • synkowamama 21.01.09, 15:11
    to bardzo ciekawe - te metody karania mają różny jednak oddźwięk - w
    zależności od dziecka: ja przy "dwa" słyszę pytanie "a dlaczego
    zawsze musisz liczyć do trzech?", ale jednak robi to co ma nakazanesmile
  • mamalgosia 21.01.09, 16:38
    Może ja za późno zaczęłam stosować kary? coś mam przeczucie, że
    mogłabym sobie liczyć do 29677
  • atama 02.03.09, 07:30
    A może zamiast kary - pozytywne wzmocnienie?
    Nie tyle kara, że znowu wylał, ale nagroda (drobna!) jeśli przez
    cały/pół posiłku będzie uważny na tyle, że uda mu się nie wylać??
  • verdana 02.03.09, 20:48
    W ogole kara za wylanie to absurd - bo nie wylał specjalnie.
    Korczak stosował metode zakladów - zakladał się z dziećmi, ze coś
    będa robiły (np. odrabiały polski), albo czegos nie robily (np.
    klamały). Najpierw zaklad był na jeden dzieć, potem na dwa, tydzień
    i dłużej. Dziecko, ktore dotrzymało warunków - dostawałlo drobną
    nagrode (cukierka), jesli nie - nie było wcale karane, ani
    upominane. To podobno doskonale działało.

    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • dominikjandomin 02.03.09, 22:24
    verdana napisała:

    > W ogole kara za wylanie to absurd - bo nie wylał specjalnie.

    Owszem - aż się przeraziłem, gdy przeczytałem o karze za wylanie. Chyba, ze
    rozlewa specjalnie. Ale... od kary odróżniam powycieranie po sobie. Do czysta.
  • atama 03.03.09, 07:00
    Dlaczego?
    Przykład był powyżej:
    > Kara była w formie ponoszenia konsekwencji czynu - rozlałeś -
    > wytrzyj, zepsułeś? - napraw lub pomóz w naprawie, nie dopełniłes
    > obowiązku? - odłóz na bok, to co robisz, i zrób co miales zrobic.
    No tak, to jest oczywiste.
    No i teraz sytuacja jest taka: wylał. Prosiłam by odsunął na bok,
    nie odsunął no i wylał. Jescze nie wrzeszczę. Mówię: powycieraj.
    Nie. No, powycieraj. Nie. I wrzask (na razie jego). Dziecko
    czerwone, nie powycieram, nie powycieram, nie powycieram!! I wrzask
    mój.
    Tu już trudno o naturalne konsekwencje
  • skrzynka-3 03.03.09, 08:38
    Z czasem wypracowalam metode na takie sytuacje.
    Starsi zwykle bez szemrania wycierali. Mlodsze najbardziej rogate od
    razu wskakuje na wysokie C -i zalewa potokiem slow typu:
    Nie bede wycierac!, to jest glupie i niesprawiedliwe!, nie chce mi
    sie wycierac! tego jest za duzo! nie umiem!

    Nauczona doswiadczeniem przeczekuje ignorujac (choc w srodku musze
    czasem doliczyc do tysiaca zeby nie wybrac rozwiazania "udusic" wink

    Czasem w miedzy czasie ktos w rozlane wdepnie i sprzatania przybywa.
    Dosc szybko najmlodsze czegos potrzebuje i przybiega radosnie
    dowiadujac sie ze niestety "rodzice sa nieczynni". Wtedy sprzata
    blyskiem i bezszmerowo.

    Zauwazylam w czasie ewolucje -teraz zaczyna sprzatac sama zanim
    przyjdzie ze swoja sprawa albo rezygnuje z awantury mamroczac tylko
    pod nosem na ciezki lossmile

    Czasem przy odmowie pomocy( typu strajk w wypelnianiu swoich
    domowych obowiazkow) stosuje metode Ismy -robie sama ale potem mowie
    ze jestem zmeczona bo musialam sama cos tam zrobic wiec nie mam juz
    sily i ochoty na poczytanie/pogranie/pomoc itp.

    --
    Za wszystko co było - DZIĘKUJĘ,
    na wszystko co będzie - TAK
  • anndelumester 03.03.09, 10:30
    Ja jestem bardziej za pozytywnym wzmacnianiem i rozbudowanym
    systemem motywacyjnym - bo u nas to bardziej dziala niz kara (kary
    sa w zasadzie 2 stosowane, przy ewidentnych przegieciach - brak
    czytania przed snem i jest to kara straszna i brak bajki - jak
    obserwuje nic strasznego).
    Z taką osobowiscią jaką ma moj syn rozbudowany i stale modyfikowany
    sytem nagrod i system zadaniowy sie sprawdzają bardziej.
    Na razie nie ma tez problemu z przyznawaniem sie (i w domu i w
    przedszkolu) - bo dziecko nie boi sie przyznać ze cos zrobiło, albo
    że ma ochote zrobic jakąs głupią psotę (a repertuar jest szeroki).




    --
    Gdyby oni przynajmniej tej książki tak nie czytali. Co by to było,
    gdybyśmy tak my nasze dzieci męczyli jakimś Kadłubkiem czy innym
    Anonimem. Tymczasem oni ten swój spisek przeciwko światu zaczęli od
    tego, że byle rybak miał zaraz umieć czytać, pisać i dyskutować.
    Siedzi taki, rybki w Jeziorze Galilejskim łowi i zamiast pół litra
    obciągnąć to skubany z kolegą z drugiej łódki o pryncypia się
    spierają, albo przerzucają się głodnymi kawałkami z Księgi Psalmów
    lub z Pieśni nad pieśniami.(A.Koraszewski)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka