Dodaj do ulubionych

Cukier na Litwie

18.06.09, 16:29
Z Litwy donoszą:

"Zgodnie z przyjętą we wtorek ustawą o ochronie nieletnich każda
informacja publiczna będąca reklamą stosunków homoseksualnych,
biseksualnych i poligamicznych jest uważana za mającą negatywny
wpływ na zdrowie psychiczne, rozwój fizyczny, intelektualny i
moralny nieletnich."

więcej
Edytor zaawansowany
  • mamaanieli 18.06.09, 18:00
    a fuj! co za zaścianek! tylko zajechaćwink))

    --
    Największa stajenna ranga
    nie zmieni osła w mustanga...
  • mader1 18.06.09, 18:56
    wyrzucą ich, jak dwa razy dwa wink))))))
    --
    Dopóki walczysz - jesteś zwycięzcą św. Augustyn
    Tam ciągle giną chrześcijanie!
  • ekan13 18.06.09, 19:35
    To może ja zamiast na tej mojej wsi, na Litwie się osiedlę...
    --
    ~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:~:
  • nati1011 19.06.09, 09:52
    Litwo, ojczyzno moja smile)
  • luccio1 19.06.09, 13:57
    Ale nazwiska polskie nadal przekręcają po swojemu.
    Nasze zabytki nadal niszczą.
  • luccio1 19.06.09, 14:10
    I to przekręcanie nazwisk odnosi się do ludzi żyjących i działających niegdyś;
    w przypadku Naszych Wielkich, żyjących i działających na terenie dawnego
    Wielkiego Księstwa Litewskiego oznacza to tworzenie sobie na siłę historii drogą
    kradzieży osiągnięć cudzych.
    No cóż: wykształcony Polak domyśli się bez trudu, kto to taki "Adomas Mickëvičius",
    albo też "Ignas Domeika"
    (gen.: "Igno Domeiko",
    dat.: "Ignui Domeikui",
    acc.: "Igną Domeiką"... - etc. -
    - choć mnie zabił niemałego ćwieka niejaki "Žygimantas Lauksminas" w "poczcie
    profesorów" Uniwersytetu Wileńskiego (który się do króla Stefana Batorego nie
    przyznaje!) i "na gorąco" na miejscu nie byłem w stanie go zidentyfikować
    [Zygmunt Laumin - Jezuita żyjący w XVII w., filolog i leksykograf].
    Ale ktokolwiek z zachodniej Europy czy z Ameryki stanie bezradny wobec problemu:
    czy ktoś pisany w obecnym Wilnie "Ignas Domeika" to na pewno ten sam człowiek,
    co "Ignacio Domeyko" w Santiago de Chile?

    [A nam zarzucają, że nieprawnie przyswajamy sobie "Nikolausa Kopernikusa" czy
    też "Veita Stossa"...].
  • a_weasley 19.06.09, 14:45
    Luccio1 napisał:

    > Ale ktokolwiek z zachodniej Europy czy z Ameryki stanie
    > bezradny wobec problemu:
    > czy ktoś pisany w obecnym Wilnie "Ignas Domeika" to na
    > pewno ten sam człowiek,
    > co "Ignacio Domeyko" w Santiago de Chile?

    Straszne. Prawie tak, jak dramat, czy Jerzego Waszyngtona we
    Warszawie to ta sama osoba co George Washington w USA.
    Adomas M. zaś, zwracam uwagę, pisał "LITWO, Ojczyzno moja", więc co
    do kradzieży to proponowałbym uważać na słowa.
  • luccio1 19.06.09, 15:52
    A czy chciałbyś, aby Twoje Nazwisko ktokolwiek kiedykolwiek pisał inaczej, niż
    Ty sam je piszesz?
  • minerwamcg 19.06.09, 16:28
    [W przypadku skasowania notek, w których Luccio kompletnie bez
    związku z tematem tego wątku daje wyraz swoim fobiom, jako
    oftopowych proszę Moderatorstwo o skasowanie notek, w których mu
    odpowiadam]

    Co ja bym chciał, to moja rzecz. Pewnie generał, którego imię i
    nazwisko w jego ojczystym języku wymawia się Łezli Klehk, też by
    wolał, żeby z niego nie robiono Łesleja Klarka, a Claudia Cardinale
    bardzo by się zdziwiła, że zdaniem pewnego narodu nazywa się
    Cardinalova, niemniej każdy język ma swoje prawa. Język ukraiński na
    przykład nie zna głoski, którą zaczyna się moje nazwisko, a dla
    Arabów pan Pol będzie panem Bulem.
    Odmawiając Litwinom prawa do wymawiania po swojemu Adama
    Mickiewicza, eo ipso pozbawiamy się prawa do nazywania po naszemu
    Jogaiłły i jego brata Vytauta.
  • a_weasley 19.06.09, 16:31
    ja chcę mój komputer!

    [No dobrze, fobia to niewłaściwe słowo, bardziej pasuje obsesja]
  • sulla 20.06.09, 00:39
    O rany, nie mogłam się powstrzymać, tak mi się skojarzyło nieodparcie smile Wybacz,
    Arturze!

    --
    "Ducunt volentem fata, nolentem trahunt"
  • luccio1 19.06.09, 16:03
    "Adomas MICKIEWICZIUS" pisał po polsku;
    mało tego, analiza jego spuścizny pisarskiej nie pozostawia wątpliwości, że
    pisząc MYŚLAŁ PO POLSKU.
    Inwokacja "Litwo, Ojczyzno moja..." - odnosiła się do Wielkiego Księstwa
    Litewskiego w składzie wielkiej Rzeczypospolitej Polskiej - Mickiewicz (Domeyko
    zresztą także) nie wyobrażał sobie Litwy inaczej, jak w Unii z Polską...
    To wszystko - są to sprawy dawno temu wyjaśnione na wszystkie możliwe strony.
  • luccio1 19.06.09, 16:45
    To teraz wypowiem moją wątpliwość - ściśle w temacie:

    nie wiem, czy jest najlepszym przykładem i wzorem do naśladowania naród
    obciążony wspólnym z Niemcami mordowaniem Żydów podczas II wojny światowej
    (podrzucam tylko hasło: Ponary k. Wilna) - za co do dziś się nie rozliczył;
    nie wiem, czy może być wzorem do naśladowania państwo - sukcesor Związku
    Sowieckiego, zawdzięczające swój kształt obecny sojuszowi Stalin-Hitler z r. 1939
    (gdyby nie było tego sojuszu, nie byłoby II wojny światowej; gdyby nie było II
    wojny światowej, Wilno i Wileńszczyzna pozostawałyby nadal w granicach
    Rzeczypospolitej Polskiej);

    a poza tym: za propagandą można po prostu nie iść!
  • madziaq 19.06.09, 17:00
    Wiesz co, jak rzadko się zgadzam z Weasley'em, nawet nie powiedziałabym, że
    wspomniana ustawa wprowadzona na Litwie to jakiś błysk geniuszu, to jednak
    podzielam jego obserwację, że ty chyba naprawdę masz jakieś fobie, obsesje, czy
    co tam (na psychologii się nie znam).

    Czy to, że dany naród 70 lat temu zrobił coś źle (współudział Litwinów w
    mordowaniu Żydów, o którym z resztą nic nie wiem, ale marny ze mnie historyk,
    więc nie kwestionuję) to znaczy, że 70 lat później nadal nie może zrobić nic, na
    czym warto się wzorować? Hitler wywołał II wojnę i co? Już do końca świata
    Niemcy będą dla Ciebie be i żadne ich pomysły nie będą warte naśladowania? A
    Polacy to co, samo dobro światu czynili od zarania dziejów po dzień dzisiejszy?
    Czy w ogóle są jakieś pomysły godne przeniesienia na nasz grunt? przecież w
    historii każdego narodu, każdego kościoła, zawodu, związku harcerskiego, KAŻDEJ
    grupy ludzi, która działa przez jakiś czas, znajdą się czarne karty (wystarczy
    odpowiednio dobrze poszukać).

    Aczkolwiek musze stwierdzić, że całkowicie się zgadzam z Twoim ostatnim zdaniem.
    Pomijam już, że nie spotkałam się z reklamą homoseksualizmu, nie mówiąc o
    poligamii. Wyobrażam sobie jednak, że mogłyby się pojawić jakieś informacje
    stawiające w pozytywnym świetle homoseksualistów. I moim zdaniem powinny być
    publikowane i nie narażają na szwank rozwoju psychicznego (nie mówiąc o
    fizycznym wink) nieletnich. Jeśli nawet uznać je za propagandę, to po to człowiek
    ma rozum (a dzieci - rozumnych rodziców) żeby z niego korzystać i propagandą się
    nie kierować.
    --
    Nasz staż smile
  • a_weasley 19.06.09, 17:47
    Madziaq napisała:

    > Pomijam już, że nie spotkałam się z reklamą homoseksualizmu,
    > nie mówiąc o poligamii.

    Wszystko zależy od tego, jak się zdefiniuje reklamę.

    > Wyobrażam sobie jednak, że mogłyby się pojawić jakieś informacje
    > stawiające w pozytywnym świetle homoseksualistów.

    Homoseksualiści jak homoseksualiści. Informacje propagujące
    homoseksualizm, np. sugerujące, że jest to normalna droga rozwoju
    ludzkiej seksualności, zawyżające odsetek homoseksualistów itp., są
    złe, w związku z czym każde ograniczenie ich oddziaływania na
    nieletnich jest dobre.


    > fizycznym wink) nieletnich. Jeśli nawet uznać je za propagandę,
    > to po to człowiek ma rozum (a dzieci - rozumnych rodziców)
    > żeby z niego korzystać i propagandą się nie kierować.

    Po pierwsze z rozumem różnie bywa. Z rozumnymi rodzicami jeszcze
    różniej - co z tymi dziećmi, które nie mają rozumnych?
    Po wtóre gdyby nikt się nie kierowal propagandą, nikt by nie
    marnował czasu i atłasu na propagandę, reklamę tudzież. Nawet
    zakładając, że trafia ona tylko do ludzi głupich, głos człowieka
    głupiego w demokracji jest tyle samo wart co głos człowieka mądrego.
    Po trzecie - czy akceptujesz nieograniczoną wolność przekazu, w tym
    trafiającego do nieletnich, włącznie z propagowaniem pedofilii i
    głoszeniem prawa wyboru fundowanego na zasadzie, że człowieczeństwo
    Żyda jest kwestią wiary?
  • sulla 19.06.09, 20:37
    Wszyscy mniej więcej znamy już swoje zdanie na temat homoseksualizmu i nikt
    nikogo nie przekona do zmiany tego zdania, nie mniej:

    "Po trzecie - czy akceptujesz nieograniczoną wolność przekazu, w tym
    trafiającego do nieletnich, włącznie z propagowaniem pedofilii i
    głoszeniem prawa wyboru fundowanego na zasadzie, że człowieczeństwo
    Żyda jest kwestią wiary? "

    Proszę, są pewne granice. Czym innym jest dwóch facetów uprawiających
    dobrowolnie sex, jak bardzo by to nie brzydziło i nie oburzało, a czym innym
    jest gwałt na dziecku.
    Nie wiem tez, co ma do tego człowieczeństwo Żyda.

    "> Po wtóre gdyby nikt się nie kierowal propagandą, nikt by nie
    > marnował czasu i atłasu na propagandę, reklamę tudzież."

    I jak to jest reklama? Że być homoseksualistą jest fajnie? Bo większość ludzi
    Cię nienawidzi, bo można dostać ostry łomot, a jeszcze niedawno się szło za to
    do więzienia lub na gilotynę? Bo w niektórych krajach nadal się homoseksualistów
    doprowadza do śmierci drogą tortur?
    Dla czego kto ktokolwiek miałby "wybrać" bycie homoseksualistą, skoro nie wiążą
    się z tym żadne przywileje, żadne przyjemności, nic abosultnie, co mogłoby
    kogokolwiek pociągać?
    Znam wiele osób homoseksualnych. Jakoś do tej pory nie zmieniłam orientacji. I
    nigdy mi do głowy nie przyszło, ze może być fajnie być homo, nawet wtedy, gdy
    jeszcze do wiary było mi daleko. A nie jestem ani wybitnie inteligentna, ani
    święta -po prostu jestem hetero. Nie kręcą mnie kobiety i koniec.


    --
    "Ducunt volentem fata, nolentem trahunt"
  • minerwamcg 19.06.09, 21:03
    Sulla, ale propaganda o której mówimy nie głosi, że fajnie jest być
    homoseksualistą, ani nie namawia nikogo żeby nim został. Propaganda
    głosi co innego:
    1. Że w praktykach homoseksualnych nie ma nic złego
    2. Że każdy, kto mówi, że jest w nich coś złego, jest zły (jako
    nietolerancyjny moher i homofob)
    3. Że para homoseksualna to taka sama para jak każda inna
    4. Że homoseksualiści mieszkający ze sobą to rodzina
    5. Że homoseksualizm jest tak samo dobrym sposobem przeżywania
    swojej seksualności jak heteroseksualizm
    6. I na pohybel każdemu, kto śmiałby twierdzić, że jest inaczej!

    A to jest co innego. Co zaś się tyczy łomotu jaki można dostać za
    to, że jest się homoseksualistą, to za stwierdzenie, że
    homoseksualizm jest złem można stanąć przed sądem. Jeszcze nie w
    Polsce, ale poczekajmy...
    --
    - Tu, tu, ptaszek! On zmarznie! Ćwir, ćwir, ćwir! Tiu, tiu, tiu, zabierz to, zabierz to, mokre! Ptaszek, ptaszek! Już już, nóżki, paluszki…! Sweterek! Podnieś to, podnieś, ptaszek, ptaszek, fiu, fiu, cicho, cicho, już, on jest głodny, gdzie butelka, ptaszek…!!!
  • sulla 19.06.09, 21:32
    Minerwo, ja znam Wasze zdanie, Wy znacie moje. Ja tylko proszę, żeby nie porównywać homoseksualizmu do pedofilii. To jest naprawdę nie ten kaliber.


    --
    "Ducunt volentem fata, nolentem trahunt"
  • minerwamcg 19.06.09, 21:46
    Po pierwsze, nikt niczego nie "porównuje". Pedofilia została
    przywołana jako przykład nieograniczonej wolności przekazu, w myśl
    której wolno byłoby głosić treści jakiie się chce, a więc
    pedofilskie i skrajnie antysemickie też.
    Po drugie, środowiska homoseksualne wprost uwielbiają odczytywać
    każde nie wyrażające wprost afirmacji zdanie na swój temat jako atak
    na siebie - nawet jeśli nie ma w nim nic takiego, a kontekst jest
    całkowicie niewinny. Ale chyba nie należy brać z nich przykładu.
    --
    - Tu, tu, ptaszek! On zmarznie! Ćwir, ćwir, ćwir! Tiu, tiu, tiu, zabierz to, zabierz to, mokre! Ptaszek, ptaszek! Już już, nóżki, paluszki…! Sweterek! Podnieś to, podnieś, ptaszek, ptaszek, fiu, fiu, cicho, cicho, już, on jest głodny, gdzie butelka, ptaszek…!!!
  • sulla 19.06.09, 22:40
    Ani z homoseksualistów, ani z Litwinów przecież smile

    Wiadomo, ze nieograniczona wolność słowa niczemu dobremu służyć nie może.
    Natomiast bądźmy szczerzy, pytanie: "Skoro nie widzisz nic złego w "promowaniu"
    homoseksualizmu, to czy nie widzisz też nic złego w promowaniu pedofilii?" jest
    formą porównania. To tak jakbym zapytała "Skoro nie widzisz nic złego w
    słuchaniu Litwinów, to czy nie widzisz też nic złego w słuchaniu Hitlera?".

    --
    "Ducunt volentem fata, nolentem trahunt"
  • a_weasley 19.06.09, 22:44
    minerwamcg napisała:

    > Po pierwsze, nikt niczego nie "porównuje".

    A gdyby nawet, to co w tym złego? W obu przypadkach chodzi o wadliwe
    działanie ośrodków odpowiedzialnych za instynkt zachowania gatunku,
    który powinien pchać osobnika do innego osobnika:
    - tego samego gatunku
    - przeciwnej płci
    - dojrzałego płciowo
    - żywego.
    I w obu przypadkach chodzi o ciężki grzech, przez katolików
    zaliczany nawet do elitarnej grupy grzechów wołających o pomstę do
    nieba.
  • sulla 19.06.09, 23:03
    > A gdyby nawet, to co w tym złego?

    No cóż, złego w tym nie ma nic tak samo, jak w porównywaniu Litwinów do
    nazistów. Nic złego - serio. Tylko taka jakby przesada. Tu sobie ktoś sam robi
    kuku i drogę do zbawienia zamyka, sypiając z osobą tej samej płci na zasadzie
    pełnej dobrowolności on stron - jego problem. A tu ktoś gwałci bezbronne dziecko
    - a to już problem dziecka. Wiesz, jak ja byłam dzieckiem, to mi żaden
    homoseksualista krzywdy nie mógł zrobić, bo się zbawiał z innym homoseksualistą
    gdzieś tam. A pedofil - a i owszem.

    Reasumując - każdy może porównywać jak mu się żywnie podoba. I każdy może się
    nie zgodzić, jak mu się nie podoba.


    --
    "Ducunt volentem fata, nolentem trahunt"
  • a_weasley 20.06.09, 00:27
    Porównuję SKŁONNOŚCI pedofilskie do SKŁONNOŚCI homoseksualnych.
    Wypunktowując cechy normalnego popędu płciowego, od którego jedno i
    drugie jest odchyleniem.
    Tu przynajmniej, odmiennie niż na forach świeckich, zamiast
    odpowiedzi nie otrzymuję wyzwisk.
    Gwałt potępiam. Każdy. Także heteroseksualny na osobie dorosłej.
    I, tak, czym innym jest dla mnie uwiedzenie homoseksualne osoby
    dorastającej, a czym innym w pełni świadomy wybór dwóch dorosłych
    ludzi.
  • sulla 20.06.09, 00:33
    > Tu przynajmniej, odmiennie niż na forach świeckich, zamiast
    > odpowiedzi nie otrzymuję wyzwisk.

    A bo wiesz, nie każdy kto w kwestii homoseksualizmu ma nieco odmienne poglądy to
    od razu musi być cham i prostak smile



    --
    "Ducunt volentem fata, nolentem trahunt"
  • a_weasley 19.06.09, 22:51
    Sulla napisała:

    >> głoszeniem prawa wyboru fundowanego na zasadzie
    >> że człowieczeństwo Żyda jest kwestią wiary?"

    > Nie wiem tez, co ma do tego człowieczeństwo Żyda.

    Ma to, że pod hasłem "prawa wyboru" głosi się, że człowieczeństwo
    istoty ludzkiej co najmniej do chwili jej narodzenia jest kwestią
    wiary. Skoro dziecka, to dlaczego nie Żyda?
    Ma też to, że jeśliby propaganda mianująca zło dobrem miała być
    nieszkodliwa, to należałoby opowiedzieć się za pełną i nieskrępowaną
    wolnością słowa. Konsekwentnie.
    Nie czyni się tego. Panuje pogląd, że zaczyna się od głoszenia
    poglądów, a kończy na zbrodniczym czynie. Głoszą ten pogląd w
    szczególności homoaktywiści - że zaczyna się od nazywania
    mężołożników dewiantami, a kończy na ich eksterminacji.
  • sulla 19.06.09, 23:17
    "Głoszą ten pogląd w
    > szczególności homoaktywiści - że zaczyna się od nazywania
    > mężołożników dewiantami, a kończy na ich eksterminacji."

    A niestety, jakbyśmy nie zaprzeczali, to prawda. Homoseksualistów się zabijało w
    imieniu prawa (co ciekawe, w Holandii jeszcze w XVIII wieku). W Iraku
    homoseksualistów się nadal torturuje.

    Ja tam widzę tak - jasne jest, że homoseksualizm jest przeciw naturze. Jasne
    jest też, że jest odstępstwem od normy, a nie normą - nie ma naprawdę obaw, ze
    się nagle wszyscy hetero przerzucą na homo.

    Homoseksualiści się rodzą, trudno. Jest to moim zdaniem osobisty dramat, bo
    zamyka drogę do Boga. Ale nie przesadzałabym z tym, że grozi nam jakiś zalew
    homoseksualizmu. Dla jednego stwierdzenie "Jestem homoseksualistą" to
    stwierdzenie "Można z kobietą, można z mężczyzną, co to za różnica". Dla innego
    to stwierdzenie "Tacy ludzie też się rodzą". No bez nogi też się ludzie rodzą,
    choć to nie jest norma.

    Możliwe, że zupełnie nie rozumiem obaw przed homoseksualną "propagandą", bo mnie
    ona nie zachęca ani też nie znam nikogo, kogo by zachęciła. Znam tylko osoby,
    które są homoseksualne od urodzenia. Jak poznam kogoś kto mi powie "A tak, byłem
    hetero, ale uznałem, ze być homo jest fajnie i się przerzuciłem" to zmienię
    zdanie. Serio.


    --
    "Ducunt volentem fata, nolentem trahunt"
  • a_weasley 20.06.09, 00:09
    Sulla napisała:

    > > mężołożników dewiantami, a kończy na ich eksterminacji."

    > A niestety, jakbyśmy nie zaprzeczali, to prawda.
    > Homoseksualistów się zabijało w imieniu prawa (co ciekawe,
    > w Holandii jeszcze w XVIII wieku). W Iraku
    > homoseksualistów się nadal torturuje.

    To przykre. Ale torturuje się i zabija tamże pedofilów i
    cudzołożnice. Czy w związku z tym nie mogę powiedzieć, co myślę o
    kobiecie udostępniającej swoje ciało przelotnie znanym sobie
    mężczyznom, bo zaczyna się od wykluczania jawnogrzesznic, a kończy
    na ich kamienowaniu?

    > Ja tam widzę tak - jasne jest, że homoseksualizm jest
    > przeciw naturze. Jasne jest też, że jest odstępstwem od
    > normy, a nie normą -

    Cieszę się, że jesteśmy jednego zdania.

    > nie ma naprawdę obaw, ze się nagle wszyscy hetero
    > przerzucą na homo.

    Wszyscy - nie. Wielu osobników niepewnych, mających problemy w
    kontaktach z płcią przeciwną (a iluż nastolatków ich nie ma?) -
    owszem.

    > Homoseksualiści się rodzą, trudno. Jest to moim zdaniem
    > osobisty dramat, bo zamyka drogę do Boga.

    Przesada (na szczęście). Drogę do Boga zamyka dopiero ulegnięcie tym
    skłonnościom, czemu właśnie homopropaganda sprzyja.

    > Jak poznam kogoś kto mi powie "A tak, byłem
    > hetero, ale uznałem, ze być homo jest fajnie i się
    > przerzuciłem" to zmienię zdanie. Serio.

    Cholibka, szczęście nie było daleko... niestety takie znane mi osoby
    nie upoważniły mnie do podawania mi ich namiarów, te zaś dwie, które
    trwają w błędzie, zerwały znajomość.
  • sulla 20.06.09, 00:21
    > Cholibka, szczęście nie było daleko... niestety takie znane mi osoby
    > nie upoważniły mnie do podawania mi ich namiarów, te zaś dwie, które
    > trwają w błędzie, zerwały znajomość.

    A to wielka szkoda, serio, bo chciałabym się dowiedzieć, jak to było, i jak te
    osoby się nagle zamieniły z hetero w homo. Bo serio Ci powiem, Arturze, bez
    złośliwości, ja po prostu nie wierzę, że jak się jest hetero, to można nagle
    zechcieć sypiać z kimś tej samej płci. Nawet sobie nie umiem wyobrazić siebie z
    kobietą - no bo niby jak? Nawet jakbym miała problem w kontaktach z płcią
    przeciwna, to mnie po prostu kobieta nie podnieca, ze się tak przyziemnie
    wyrażę. choćby mi nawet ktoś zachwalał i polecał z bonem rabatowym.

    Może możesz mi bez podawania personaliów coś na maila napisać więcej? Jakoś
    opisać ich historie? Jeśli to nie byłoby nadużycie ich zaufania.

    Jesli nie, to ja będę czekać aż sama kogoś takiego spotkam.



    --
    "Ducunt volentem fata, nolentem trahunt"
  • nati1011 20.06.09, 07:49
    Sulla ja odpowiem trochę przewrotnie. Nikt nie rodzi sie narkomanem
    (z wyjątkiem dzieci współuzależnionych, ale to nie o to chodzi).
    Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że narkotyki sa bagnem w którym można
    tylko utonąć. Dlaczego wiec narkomania jest takim wielkim problemem?
    Dlaczego młodzi inteligentni ludzie siegają po prochy mimo iż
    wiedzą, że to niebezpieczne? Bo istnieje ciagle promocja prochów -
    wyluzujesz sie, zdasz egzamin, poderwiesz dziewczynę.... cos kusi
    choć rozum podpowiada, ze to niebezpieczne.

    Dziewczyny tez z natury swojej dążą do założenia rodziny. 1 męża i
    dzieci. Kazdy psycholog ci powie,że dziewczynka pragnie stabilności
    i poczucia bezpieczeńśtwa. Coraz wiecej jednak dziewczyn postępuje
    wbrew naturze. Mnożą się przygody seksualne nawet z nieznanymi
    partnerami. Młode, piekne studentki potrafia przespać sie z
    chłopakiem z klubu często nie znając jego imienia. Czy to nie wbrew
    instynktowi?

    Myhślisz, ze nikt hetero nie zmieni orientacji. Nie do końca. Po
    pierwsze - przyznają to naukowcy z obu "obozów" zdarzają się
    orientacje nie do końca zdeklarowane - w sumie hetero, ale nie
    wykluczające homo. Osobiście słyszałam wypowiedzi kilku
    homoseksualistów, którzy publicznie twierdzili, że to wcale nie jest
    tak, ze oni nie mogą z kobietami (bo to akurat faceci byli), z
    enawet byli w związkach (które uznają za udane), ale ich po prostu
    bardzie kręci bycie homo.

    2) w okresie dorastania, gdy tożsamość płciowa budzi się do życia
    równocześnie występuje okres eksperymentowania, szaleństwa, życia na
    granicy. Taki młody człowiek - często pod wpływem środków
    odużających może w ramach tych eksperymentów popróbowac kontaktów z
    inną płcią. Rezultaty moga być rożne.

    3) jak cżłowiek się pogubi, popełni błąd - obojetnie czy dotyczacy
    prochów, alkoholu, prostytucji czy przypadkowego homo-sexu - to
    potem trudno z tego wyjśc. Wie się, ze to nie to, że to nas niszczy,
    ale wciaga nas to coraz głebiej. I czesto bez pomocy trudno wyjść.


    To dlatego - publiczna i nachalna - propaganda, ze homoseksualizm
    jest tak samo PRAWIDŁOWY jak heteroseksualizm jest szkodliwa. Gdy
    nawet nie mozna tłumaczyć czym to sie może skończyć, gdy nie wolno
    ostrzegać, gdy nie wolno oferować pomocy wyjścia z kłopotu, gdy
    każde "ale" jest od razu pietnowane homofobią i skłonnością do
    tortur... To wszyscy ci, którzy - z róznych powodów - nie bedą mieli
    silnie ukształtowanych poglądów, albo w chwili zapomnienia wpakują
    się w tarapaty nie bedą nawet mogli poprosić o pomoc.

    I jeszcze jedno porównanie. W ubiegłum wieku z ekranów kin patrzył
    na nas super facet z papierosem w gębie. Maczo. Gość. nikt nie
    pokazywał ludzi wyniszczonych nowotworem płuc. A przecież to ta sama
    rzeczywistość.

    Tak samo dziś w mediach króluja znani, bogaci, zdrowi
    homoseksualiści. Nikt nie pokazuje upodlenia, płatnego sexu czy
    chorób związanych ze "zwykłym" homoseksualizmem. Dlaczego nie mozna
    choćby upubliczniać statystyk zdrowotnych. I powiedzieć tak jak z
    nikotyną: paląc masz 3 razy wiekszą szanse umrzeć na raka.
    Uprawiając homoseksualny sex masz o wiele wieksza szansę zarazić
    sie:.... To już jest cenzura. I ktos ma w tym interes.

  • a_weasley 20.06.09, 11:57
    nati1011 napisała:

    > Dlaczego młodzi inteligentni ludzie siegają po prochy mimo iż
    > wiedzą, że to niebezpieczne? Bo istnieje ciagle promocja prochów -
    > wyluzujesz sie, zdasz egzamin, poderwiesz dziewczynę.... cos kusi
    > choć rozum podpowiada, ze to niebezpieczne.

    Jednemu podpowiada, drugiemu nie. Powyżej zaś pewnej granicy
    rozpowszechnienia błędnego poglądu działa społeczny dowód słuszności.
    Bodajże Madziaq pisała, że od tego się ma rozumnych rodziców. Po
    pierwsze mało mieć dobrze ułożone w głowie, jeszcze trzeba to
    dziecku tak powiedzieć, żeby zrozumiało. Sprawa jest tym
    trudniejsza, że to, co wie 50-latek, a nie wie 15-latek, jest, jak
    pisał rabin Kushner, w 90% nie do opowiedzenia; to zaś, co się w
    słowa ująć da, jest dostępne równie temu młodemu, bardziej może, bo
    jest bardziej oswojony z Internetem.
    Po wtóre trzeba na czas rozpoznać zagrożenie. A monitorowaniu
    wszystkiego, co dziecko robi, w szczególności tropieniu każdego
    smsu, przeglądaniu poczty, stron itp. jestem przeciwny (a poza tym
    na to też trzeba czasu).
    Po trzecie i bez tego rozumni rodzice mają dość roboty, wiadomo zaś,
    że jeden głupi powie więcej głupstw w ciągu minuty niż
    sześćdziesięciu mądrych sprostuje w ciągu godziny.
    Uprzedzając pytanie, czy chodzi mi tu o homoeksperymenty czy o
    narkotyki, odpowiadam, że o jedno i drugie, a także o seks bez
    zobowiązań i wiele innych nowoczesnych wymysłów.
  • sulla 20.06.09, 13:04
    "zdarzają się
    orientacje nie do końca zdeklarowane - w sumie hetero, ale nie
    wykluczające homo. Osobiście słyszałam wypowiedzi kilku
    homoseksualistów, którzy publicznie twierdzili, że to wcale nie jest
    tak, ze oni nie mogą z kobietami (bo to akurat faceci byli), z
    enawet byli w związkach (które uznają za udane), ale ich po prostu
    bardzie kręci bycie homo. "

    Zapewne tak jest. Jest to jednak moim zdaniem nie tyle problem "propagandy
    homoseksualnej", co podejścia do sfery seksu jak do sklepu z zabawkami. To
    zjawisko tej samej kategorii co heteroseksualni mężczyźni chadzający dla
    rozrywki do agencji towarzyskich czy heteroseksualne kobiety uprawiające
    przygodny seks na dyskotece.

    Ja jednak znam osoby, które są po prostu homoseksualne. Mam znajomą, która od
    dziecka czuła się zainteresowana tylko i wyłącznie kobietami. Mimo katolickiego
    wychowania, mimo, że uczono ją, że homoseksualizm to grzech. Sama bardzo
    przeżywa odrzucenie przez Kościół i przez riodzinę, ale też mówi jednocześnie
    "Ja tego nie wybierałam, ja nie poradzę nic na to, jaka jestem". Tylko, że jej
    nikt nie powiedział, tak jak Artur w tym wątku, ze grzechem jest czyn, a nie
    skłonność. Jej powiedziano, że ona sama jest obrzydliwa i koniec kropka - nie ma
    dla niej miejsca w kościele. A teraz żaden inny przekaz już do niej nie dociera.

    Sama czytałam niedawno wątek na chrześcijańskim forum - mężczyzna pytał się, jak
    radzić sobie z homoseksualnymi skłonnościami. Dostał odpowiedź, że nie jest
    chrześcijaninem, bo gdyby był, to byłby bezgrzeszny - skoro ma takie skłonności,
    jest we władzach Szatana. I że jest obrzydliwy. Nie dostał odpowiedzi, co ma
    zrobić,a tylko, jak bardzo złym jest człowiekiem. Podziwiam tego faceta za to,
    że wytrwale szuka drogi do Boga mimo wszystko.

    Ja cały czas rozmyślam, co by było, gdybyśmy zamiast krzyczeć, że
    homoseksualiści robią nam straszną krzywdę i nie chcemy ich tutaj, mówili, że
    robią krzywdę sobie, a my chcemy ich tutaj, ale chcemy, żeby tę krzywdę
    przestali sobie robić. Nie każdy by posłuchał na pewno. Ale może ktoś - zresztą
    kiedyś chyba Minerwa lub Artur pisali, ze czają kogoś takiego (sprostujcie,
    jeśli się mylę). Wszystkie znane mi osoby homoseksualne są przekonane, ze
    Kościół brzydzi się nimi i nie maja tam czego szukać. A przecież dla każdego
    jest droga do Boga.

    --
    "Ducunt volentem fata, nolentem trahunt"
  • sulla 20.06.09, 13:05
    errata:
    oczywiście Minerwa lub Artur mówili, ze znają, nie że czają
    --
    "Ducunt volentem fata, nolentem trahunt"
  • ula27121 20.06.09, 14:01
    sulla napisała:

    >
    > Ja cały czas rozmyślam, co by było, gdybyśmy zamiast krzyczeć, że
    > homoseksualiści robią nam straszną krzywdę i nie chcemy ich tutaj, mówili, że
    > robią krzywdę sobie, a my chcemy ich tutaj, ale chcemy, żeby tę krzywdę
    > przestali sobie robić. Nie każdy by posłuchał na pewno. Ale może ktoś - zresztą
    > kiedyś chyba Minerwa lub Artur pisali, ze czają kogoś takiego (sprostujcie,
    > jeśli się mylę). Wszystkie znane mi osoby homoseksualne są przekonane, ze
    > Kościół brzydzi się nimi i nie maja tam czego szukać. A przecież dla każdego
    > jest droga do Boga.
    >

    Ja się całkowicie zgadzam z sullą, ze wszystkim co tu napisała. Myślę jednak, że
    trudno jest to zrozumieć osobom, która nie poznały , nie przyjaźnią się z
    homoseksualista katolikiem. Nie chodzi mi o to, że ja jestem taka mądra bo znam.
    Ale jak ma się przyjaciela i widzi się jego cierpienie...naprawdę trochę inaczej
    zaczyna się patrzeć na ten problem.
  • nati1011 20.06.09, 14:33
    Sulla oczywiście, że grzechem jest czyn a nie skłonnoś
    homoseksualna. Jeżeli ktos mówi inaczej to bładzi. Przepraszam, ale
    jako katolik nie mogę odpowiadać za to, ze komuś tam sie wydaje, zę
    KK tak mówi. Natomiast jesdt mi przykro, że twoja koleżanka nie
    spotkała nikogo, kto pomógłby przejśc jej przez tę próbę w duchu
    wiary.

    Nie są nasza winą skłonności. Zresztą do grzechu - takiego czy
    innego - usposobieni jesteśmy wszyscy. Chodzi o jego świadome i
    dobrowolne popełnianie. I oczywiste jest, ze od samej propagandy pan
    hetero nie rzuci się na drugiego pana. Ale jeżlei od dziecka
    bedziemy słyszeć, ze w homo nie ma nic nieprawidłowego, ze to taki
    sam zwiazek jak inny, ż emoze być małżeństwem, rodziną a nawet
    adoptować dzieci, to wiele osób moze stracić motywacie do walki z tą
    skłonnością. Inni, kórzy są gdzieś na granicy pójdą w stronę homo,
    jeszcze inni zrobią to choćby ze zwykłej przekory. I nie mówcie
    prosze, ze rodzina ząłatwi wszystko. Bo jest też mase dzieci i
    młodzieży chowanej na ulicy, kórym nie ma kto pomóc w kształtowaniu
    swiatopoglądu.

    A zwróć uwagę na jedno - coraz konsekwentniej zakazuje się mówienia,
    że w orientacji homo jest cokolwiek nieprawidłowego. ba - skazuje
    sie duchownych za mówienie, ze to grzech. A to już mocno zachacza o
    ograniczenie wolności wyznania.
  • a_weasley 20.06.09, 15:46
    Sulla napisała:

    > To zjawisko tej samej kategorii co heteroseksualni mężczyźni
    > chadzający dla rozrywki do agencji towarzyskich czy
    > heteroseksualne kobiety uprawiające
    > przygodny seks na dyskotece.

    Dobrze mówisz. Tej samej kategorii: mają takie samo prawo prowadzić
    taki tryb życia, jak ja nazwać ich odpowiednio dziwkarzem/dziwką i
    nikt mnie nie oskarży o poligamofobię, nie powie, że zaczyna się od
    potępiania k****stwa, a kończy na kamienowaniu.

    > jej nikt nie powiedział, tak jak Artur w tym wątku,
    > ze grzechem jest czyn, a nie skłonność.

    Ależ miała to napisane expressis verbis w katechizmie.
    Z drugiej strony o objawieniach prywatnych też jest w katechizmie...

    > Ja cały czas rozmyślam, co by było, gdybyśmy zamiast krzyczeć, że
    > homoseksualiści robią nam straszną krzywdę i nie chcemy ich tutaj,
    mówili, że
    > robią krzywdę sobie, a my chcemy ich tutaj, ale chcemy, żeby tę
    krzywdę
    > przestali sobie robić. Nie każdy by posłuchał na pewno. Ale może
    ktoś - zresztą
    > kiedyś chyba Minerwa lub Artur pisali, ze znają
    > kogoś takiego (sprostujcie, jeśli się mylę).

    Nie mylisz się, istotnie wspólnie znamy dwie osoby, które takich
    czynów zaniechały, a obecnie są szczęśliwymi matkami.
    Plus Minerwa jeszcze dwie osoby, które zrezygnowały z homo, ale to
    lepiej niech ona się wypowie.

    > Ja cały czas rozmyślam, co by było, gdybyśmy zamiast krzyczeć,
    > że homoseksualiści robią nam straszną krzywdę i nie chcemy
    > ich tutaj, mówili, że robią krzywdę sobie, a my chcemy ich
    > tutaj, ale chcemy, żeby tę krzywdę przestali sobie robić.

    Kiedy to są dwie różne sprawy, w porywach do trzech.
    Że robią sobie krzywdę sami, jest sprawą między nimi a Szefem. My
    zaś mamy takie samo prawo (wedle porządku świeckiego, bo wobec Szefa
    obowiązek wobec Szefa) grzeszących upominać, jak oni zbawienne
    napomnienia zuchwale odrzucać.
    Że innych do tego namawiają, głosząc, że to jest dobre, to już nie
    sprawa między nimi a Szefem. Dążą do tego, by więcej ludzi
    postępowało niezgodnie z wolą Bożą, co jest złe.
    A jeszcze inna sprawa jest ta, że głosząc to, co powyżej, bo jest
    wolność słowa, nam tej wolności odmawiają.


    > Wszystkie znane mi osoby homoseksualne są przekonane, ze
    > Kościół brzydzi się nimi i nie maja tam czego szukać.

    Ponieważ homoaktywiści i postępowi politycy i dziennikarze usilnie
    im to błędne mniemanie wpajają.
  • sulla 20.06.09, 19:25
    "Dążą do tego, by więcej ludzi
    postępowało niezgodnie z wolą Bożą, co jest złe.
    A jeszcze inna sprawa jest ta, że głosząc to, co powyżej, bo jest
    wolność słowa, nam tej wolności odmawiają."

    I tylko tu się z Tobą nie zgodzę. Nie spotkałam się nigdy z namawianiem do
    homoseksualizmu.

    --
    "Ducunt volentem fata, nolentem trahunt"
  • luccio1 19.06.09, 20:53
    madziaq napisała:
    > Wiesz co, jak rzadko się zgadzam z Weasley'em, nawet nie
    > powiedziałabym, że wspomniana ustawa wprowadzona na Litwie to jakiś > błysk
    geniuszu, to jednak podzielam jego obserwację, że ty chyba
    > naprawdę masz jakieś fobie, obsesje, czy co tam (na psychologii się > nie znam).

    Byłem w Wilnie. Latem r. 1995, i tylko 10 dni. I po prostu bolało mnie, że tak
    wspaniałe miasto, z tak wspaniałymi śladami przeszłości polskiej, jest dziś poza
    Polską. Bolało mnie, kiedy byłem w Bibliotece Uniwersytetu [Stefana Batorego] -
    a tam osobno katalog alfabetyczny litewski, osobno katalog alfabetyczny
    "cyrylicki" (tj. rosyjski, białoruski, ukraiński - z dodatkiem innych nacji b.
    ZSRR, które uszczęśliwiono, każąc im pisać "azbuką"); osobno "užuseniu kalbu
    abecedinis katalogas" = katalog alfabetyczny języków obcych, i w nim dopiero
    "lenku kalba", czyli język polski - i pozostałe języki (piszące alfabetem
    łacińskim)...
    To boli, gdy można oglądać na grobach postępy wynarodowienia czyli odchodzenia
    kolejnych pokoleń od polskości -
    a takie przykłady oglądałem na nagrobkach rodziny Wojciechowskich na cmentarzu w
    Kalwarii Wileńskiej:
    na jednym nagrobku: WOJCIECHOWSKIE[!]: Krzysztow[!](i daty narodzin i zgonu) - i
    jeszcze kilka imion;
    na drugim, tuż obok: VAICECHOVSKIAI: Artur Zygmundovič, tragiškai žuves... (i
    daty narodzin i zgonu, pisane po litewsku z miesiącami słownie, w kolejności
    odwrotnej niż nasza, tj. rok, miesiąc, dzień [Litwini zaczęli tak pisać w swoim
    niepodległym państwie przed II wojną światową]).

    Czy to nie ma prawa boleć, jak w pięknym polskim mieście zwracasz się do kogos
    po polsku, a ten odwraca się plecami - albo odpowiada po angielsku (no chyba, że
    akurat trafiłem na Polaka...);
    i słyszysz w uszach nieustający szwargot, przy czym, jeśli rozumiesz połowę z
    tego, co mówią, to znaczy, że mówia po rosyjsku;
    jeśli słyszysz, że mówią po rosyjsku, a nic nie rozumiesz - to znaczy, że mówią
    po litewsku
    (litewski przez dziesięciolecia przymusowego współistnienia z rosyjskim nabrał w
    wymowie jego charakterystycznej melodii [zresztą upodobnił się do rosyjskiego
    także składniowo, i skalkował mnóstwo zbitek pojęciowych - np. "memorialinis
    muziejus-butis..." = "memorialnyj muziej-kwartira..."]).
  • verdana 19.06.09, 21:58
    No cóz, w takim razie poprzyj calym sercem Zwiazek wypedzonych.
    Jakze Niemca musi boleć, ze tak wspaniale niemieckie miasto jak
    Brestlau (o Szczecinie nie wspominajac) jest dzis poza granicami
    Niemiec, że na uniwersytecie wiecej jest polonistow niz gemanistow,
    że potomkowie spolszczonych niemcow daja dzieciom imie Jan, a nie
    Hans, że na ulicy onury polski szwargot, a jak zagadniesz po
    niemiecku to nie wszyscy rozumieja, tylko usilują porozumiec sie po
    angielsku.

    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • luccio1 19.06.09, 22:04
    Zanim Niemcy stracili wspaniałe miasta Breslau, Stettin, Oppeln, Brieg,
    Waldenburg, Grünberg, Hirschberg etc. etc.
    - wyruszyli z tychże miast (między innymi) na podbój całego świata. Wywołali
    wojnę - i przegrali ją.

    Ani ze Lwowa, ani z Wilna nikt na podbój świata nie wyruszał.
    Wojnę przegraliśmy, napadnięci z dwu stron przez dwa mocarstwa.
  • verdana 19.06.09, 22:15
    Kobiety i dzieci w pieknym Breslau wojny nie prowadzily. A ofiara
    wojny padlo takze niepodlegle panstwo litewskie, o czym zdajesz sie
    kompletnie zapominać. Nie mowiac juz o tym, ze manewr generala
    Żeligowskiego byl - jak na dzisiejsze standardy - zwykłą aneksją.
    Wilno jest stolicą Litwy. I tyle.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • luccio1 19.06.09, 23:33
    Kobiety i dzieci w niemieckim Wrocławiu nie prowadziły wojny. Były jednakże
    dumne z Ojców, Mężów, Narzeczonych, Braci, Synów, Wnuków...
    - jak długo zwyciężali.
    No i miały życie jak u Pana Boga za piecem - do Wrocławia, jak i na cały Śląsk,
    samoloty alianckie nie dolatywały; tam przenoszono ludzi (Wrocław podczas wojny,
    będąc jako miasto gigantycznym "schronem przeciwlotniczym", przekroczył milion
    mieszkańców), tam przesuwano zakłady przemysłowe...
    Dopiero w styczniu 1945 Armia Czerwona przerwała front wschodni - i przyszło
    "uciekanie w zimie" - i kolejne tragedie w ślad za tym...

    Kiedy gen. Żeligowski dokonywał aneksji Wilna - w składzie ludności miasta
    liczyły się trzy narodowości: Polacy, Żydzi, Rosjanie. Etniczni Litwini
    stanowili w samym mieście garstkę kilku tysięcy osób (na ponad 100.000 ogółem),
    z tego świadomych narodowo mogło być kilkaset.
    Na terytorium II RP Litwini zamieszkiwali zwarcie jedynie dwa niewielkie obszary:
    na północy była to część powiatu święciańskiego (woj. wileńskie) z kilku wsiami
    przyległymi do granicy;
    na południu - obszar zamieszkiwany także dziś przez Litwinów na Suwalszczyźnie
    (Sejny, Puńsk - i kilka wsi w okolicy - także położonych omal na granicy).

    Na ostatek: Litwa jest jednocześnie i ofiarą, i beneficjentem II wojny
    światowej; podobnie Ukraina - podobnie zresztą także Polska, z uwagi na Ziemie
    Odzyskane...
  • a_weasley 20.06.09, 00:23
    Luccio1 napisał:

    > Kobiety i dzieci w niemieckim Wrocławiu nie prowadziły wojny.
    > Były jednakże dumne z Ojców, Mężów, Narzeczonych, Braci,
    > Synów, Wnuków... - jak długo zwyciężali.

    Prawdopodobnie również dużo dłużej, tylko pomijając kwestię, że jak
    która, co to wnosi do sprawy? Miasto było etnicznie bardziej
    niemieckie niż Wilno polskie, a teraz jest bardziej polskie niż
    Wilno litewskie.

    > liczyły się trzy narodowości: Polacy, Żydzi, Rosjanie.
    > Etniczni Litwini stanowili w samym mieście garstkę kilku
    > tysięcy osób (na ponad 100.000 ogółem),

    Wszystko to też jest prawdą. I też nie zmienia faktu, że w tej
    chwili we Wilnie żyją głównie Litwini, urodzeni i wychowani po
    wojnie.
  • madziaq 19.06.09, 22:39
    Może i ma prawo boleć, choć mnie by nie bolało, ale wrażliwości są różne.
    Jednakże, trzymając się faktów, Wilno BYŁO miastem polskim, JEST natomiast
    litewskim. Nie należy się zatem dziwić, że mówi się tam po litewsku, na
    uniwersytecie jest katalog po litewsku, na grobach napisy po litewsku. Przykład
    ze Szczecinem wyjęła mi z ust, a raczej spod klawiatury Verdana.

    Jednakowoż, to że w Wilnie zanikają ślady polskości, co moim zdaniem jest
    naturalne, skoro niewielu tam Polaków i - jako się rzekło - trudno winić
    Litwinów za to, że mówią i piszą we własnym języku, ma niewiele wspólnego ze
    stanowiskiem litewskich władz odnośnie promocji homoseksualizmu. Jedno można
    uważać za zjawisko negatywne, a z drugim się zgadzać i uważać za godne
    naśladowania. Czy jeśli jakiś kraj ma no nie wiem... kiepski system opieki nad
    kobietami w ciąży, to znaczy, że nie można wzorować się na ich pomyśle na
    restrukturyzację górnictwa, która może akurat świetnie się udała?
    --
    Nasz staż smile
  • luccio1 19.06.09, 23:51
    madziaq napisała:

    > Może i ma prawo boleć, choć mnie by nie bolało, ale wrażliwości są
    > różne. Jednakże, trzymając się faktów, Wilno BYŁO miastem polskim,
    > JEST natomiast litewskim. Nie należy się zatem dziwić, że mówi się
    > tam po litewsku, na uniwersytecie jest katalog po litewsku, na
    > grobach napisy po litewsku.

    JEST i polskie, i litewskie. Polskie będzie co najmniej tak długo, aż ostatni z
    Polaków-autochtonów nie umrze. Potem zostaną kamienie świadczyć prawdę. Dopiero
    gdy kataklizm albo natężenie złej woli skruszy kamienie w proch i pył...
    Nie wiem, czy tam byłaś. Moje doświadczenie pobytów na Ziemiach Wschodnich
    nauczyło mnie, że te same rzeczy są widoczne inaczej stąd, inaczej STAMTĄD. To
    siedząc w Krakowie można się zastanawiać, czy np. Lwów to Polska, czy też nie -
    będąc TAM, pozbyłem się wątpliwości drugiego dnia.

    A w katalogu alfabetycznym w bibliotece autorzy powinni stać w KOLEJNOŚCI
    ALFABETYCZNEJ wszyscy razem - bez względu na narodowość...

    Przykład z napisem na grobie dotyczył człowieka, który będąc Polakiem nie był
    pewien, czy bardziej opłaci mu się być Rosjaninem, czy też może Litwinem.
  • sulla 20.06.09, 00:06
    Ej, a pierwsze przykazanie jest "Nie będziesz mieć innych bogów przede mną" czy
    "Nie będziesz mieć innych bogów przed Polską?". Bo jak to pierwsze, to ja nie
    widzę problemu.


    --
    "Ducunt volentem fata, nolentem trahunt"
  • isma 19.06.09, 23:37
    Z nagrobkami na Litwie roznie bywa. Np. tak:
    kurierwilenski.lt/2009/06/13/litwa-poswiecono-odrestaurowany-nagrobek-babki-marszalka-pilsudskiego/
    Z nazwiskami - no, sad konstytucyjny rozpatrzy. Ale prawda jest taka, ze rowniez
    w Polsce, gdybym sie miala nazywac po moim mniejszosciowojezycznym mezu, to bym
    nie mogla - nie moglabym sie nazywac, zgodnie z rosyjska fleksja nazwisk,
    powiedzmy, Angełowa, a co najwyzej Angełow, czyli z punktu widzenia Rosjanina
    jak... mezczyzna ;-(((. A juz w ogole nie ma szans, zeby Litwinka w Polsce sie
    mogla nazywac -iene czy -yte, zgodnie z litewska fleksja - ona tez by sie
    musiala nazywac jak facet ;-(((. Wiec to nie tylko Litwini maja za uszami.

    A ogolnie: ja sie zgadzam, ze braciom Litwinom nieco nacjonalistyczny kierunek
    sie zaostrzyl. Sama mam znajomych, ktorzy w poznych latach 80. mowili po polsku
    i podkreslali, ze to Polska jest dla nich oknem na zachodnia kulture - a teraz
    udaja, ze jedynym jezykiem, w jakim sie moga w Polsce porozumiec, jest rosyjski
    ;-(((.
    Ale mysle sobie, ze to ich prawo, niestety.

    --
    Wyślij protest doAmbasady Indii
  • luccio1 20.06.09, 00:23
    isma napisała:
    > w Polsce, gdybym sie miala nazywac po moim mniejszosciowojezycznym
    > mezu, to bym nie mogla - nie moglabym sie nazywac, zgodnie z
    > rosyjska fleksja nazwisk, powiedzmy, Angełowa, a co najwyzej Angełow

    Przyznam się - nie rozumiem.
    Jak dotychczas: jeśli mąż nazywa się Kowalski, żona przybierając nazwisko męża,
    nazywa się Kowalska.
    Chyba że przeoczyłem jakąś zmianę w prawie...
  • a_weasley 20.06.09, 00:35
    Luccio01 napisał i doprawdy nie wiem, naprawdę nie rozumie, udaje
    głupiego czy nas ma za głupich:

    >> w Polsce, gdybym sie miala nazywac po moim
    >> mniejszosciowojezycznym mezu, to bym nie mogla -
    >> nie moglabym sie nazywac, zgodnie z rosyjska fleksja
    >> nazwisk, powiedzmy, Angełowa, a co najwyzej Angełow.

    > Przyznam się - nie rozumiem.
    > Jak dotychczas: jeśli mąż nazywa się Kowalski, żona
    > przybierając nazwisko męża, nazywa się Kowalska.
    > Chyba że przeoczyłem jakąś zmianę w prawie...

    Jeśli coś przeoczyłeś, to istotę problemu.
    Gdybym nazywał się Czapajew, to Minerwa by była Czapajew lub
    Czapajewowa, a Marysia Czapajew lub Czapajewówna. A powinna jedna i
    druga być Czapajewa.
    Gdybym był, bo ja wiem, Zorin, to powinny mieć na nazwisko Zorina, a
    nie Zorin/Zorinowa i Zorin/Zorinówna.
    Gdybym był Bengtsson, rodem z Islandii, to Marysia powinna być
    Bengtsdottir, a nie Bengtsson ani Bengtssonówna.
    Maria Pakulnis też nie ma możliwości załatwienia, żeby jej córka
    nazywała się Pakulnyte, gdyby nawet tego chciała.
    Skoro moje ojczyste prawo tego nie przewiduje, nie powinienem mieć
    pretensji, że na Litwie Minerwa by była Weasleiene, a Marysia
    Weasleite.
  • isma 20.06.09, 01:05
    Owszem, jesli jest to typowo polskie nazwisko, to tak. Ale jesli ono jest obce,
    to nie modyfikuje sie zgodnie z obca fleksja.
    Owszem, "Jan Kowalski i Maria Kowalska", ale "Iwan Angełow i Maria Angełow" (a
    nie "Maria Angełowa", jak by bylo w Rosji czy nawet na Ukrainie).

    Nasza corka - dla ktorej hipotetycznie moglibysmy nawet wybrac obywatelstwo
    ukrainskie, niemniej biorac slub w Polsce bylismy zmuszeni do dostosowania sie
    do polskich przepisow w odniesieniu do nazwisk - tez by sie musiała nazywac
    Angełow, zatem zostalaby zmuszona do noszenia nazwiska jednoznacznie
    wskazujacego na Ukrainie na plec meska, i rownie jednoznacznie wykluczajacego
    plec zenska ;-(((.

    --
    Wyślij protest doAmbasady Indii
  • a_weasley 20.06.09, 12:02
    Isma napisała:

    > do polskich przepisow w odniesieniu do nazwisk - tez by
    > sie musiała nazywac Angełow, zatem zostalaby zmuszona
    > do noszenia nazwiska jednoznacznie
    > wskazujacego na Ukrainie na plec meska,

    Pytanie, co by było, gdyby przyjęła obywatelstwo Ukrainy. W Polsce w
    sytuacji analogicznej z doprowadzeniem nazwiska do postaci
    prawidłowej czy zgoła pierwotnej jest problem. Gdyby p. Punskiene
    nabyla obywatelstwo polskie, wcale by nie dostała paszportu jako
    Puńska.
    Do pań -ski to człowiek już się trochę przyzwyczaił, ale w książce
    Ryana "Ostatnia bitwa", opisującej upadek Berlina, plącze się po
    wydarzeniach berliński mleczarz Richard Poganowska...
  • madziaq 20.06.09, 12:21
    Tak mnie zaciekawiło - czy kobieta w Polsce może mieć oficjalnie wpisane w
    dowodzie nazwisko np Nowakowa? Czy w dokumentach zanwsze jest pani Nowak, a per
    Nowakowa to mogą o niej sąsiadki mówić? wink
    --
    Nasz staż smile
  • a_weasley 20.06.09, 15:50
    madziaq napisała:

    > Tak mnie zaciekawiło - czy kobieta w Polsce może mieć
    > oficjalnie wpisane w dowodzie nazwisko np Nowakowa?

    Tak. Gdybym się nazywał na przykład Godziemba, Minerwa mogłaby być
    Godziembina, a Marysia Godziembianka i tak miałyby w papierach.
    Odnośne przepisy wymieniają końcówki -ówna i -anka jako dopuszczalne
    dla nazwisk rodowych, a -owa, -yna i -ina dla nazwisk małżeńskich.
    Ponadto jeśli mąż ma nazwisko w formie przymiotnika pospolitego,
    żona może je przyjąć w formie męskiej jako nieodmienne i takież może
    otrzymać córka - stąd mamy np. dziennikarkę Ewę Owsiany, znałem też
    Hannę Wszelaki.
  • isma 20.06.09, 20:18
    Obawiam sie, Arthurze, ze nie. Chyba ze ja nie na biezaco jestem, bom sie tym
    glebiej interesowala pare lat temu. Ale:

    ROZPORZĄDZENIE MINISTRA SPRAW WEWNĘTRZNYCH I ADMINISTRACJI
    z dnia 26 października 1998 r.

    w sprawie szczegółowych zasad sporządzania aktów stanu cywilnego, sposobu
    prowadzenia ksiąg stanu cywilnego, ich kontroli, przechowywania i zabezpieczenia
    oraz wzorów aktów stanu cywilnego, ich odpisów, zaświadczeń i protokołów.

    § 4. 1. Nazwiska do aktu stanu cywilnego wpisuje się w pierwszym przypadku
    liczby pojedynczej, bez zwyczajowo używanych nazwisk z przyrostkami w formie
    żeńskiej: -owa, -ina, -ówna, -anka.
    2. Nazwiska zakończone na: -ski, -cki, -dzki wpisuje się z zachowaniem rodzaju
    żeńskiego lub męskiego w zależności od tego, czy nazwisko dotyczy kobiety, czy
    mężczyzny.
    3. Nazwisko w postaci przymiotnika wpisuje się do aktu stanu cywilnego z
    zachowaniem rodzaju żeńskiego lub męskiego w zależności od tego, czy nazwisko
    dotyczy kobiety, czy mężczyzny, z tym że osoby w oświadczeniu o nazwisku
    (nazwiskach) składanym bezpośrednio po zawarciu małżeństwa albo przed
    sporządzeniem przez kierownika urzędu stanu cywilnego zaświadczenia
    stwierdzającego brak okoliczności wyłączających zawarcie małżeństwa mogą wskazać
    pisownię nazwiska bez uwzględnienia formy właściwej dla rodzaju żeńskiego lub
    męskiego.
    4. Przepisy ust. 2 i 3 stosuje się odpowiednio przy wyborze nazwiska dla dzieci
    oraz przy wpisywaniu zagranicznych aktów stanu cywilnego, dotyczących obywateli
    polskich, do polskich ksiąg stanu cywilnego.

    Ust. 3 rzeczywiscie dopuszcza wybor formy typu "Owsiany" dla kobiety (zony,
    corki z zawieranego malzenstwa). Natomiast formalnie Puzyniną albo Stachówną
    poszczegolna niewiasta może zostac wyłącznie w drodze urzedowej zmiany nazwiska
    (odpowiednio taka prosbe motywujac - np. tym, ze w dzialanosci artystycznej czy
    naukowej jest znana pod nazwiskiem w formie zwyczajowej).

    Natomiast teraz weszly nowe przepisy, i sobie bedzie mozna zmienic - ale
    zmienic, w drodze odrebnego postepowania administracyjnego - nazwisko na forme
    uzywana w kraju, ktorego sie jest obywatelem. Czyli zona cudzoziemca, obywatelka
    polska, nadal nie moze nosic nazwiska w formie znosnej dla mezowskiego ucha, ale
    corka - po odbyciu dodatkowej urzedowej kalwarii - moglaby, o ile wybraloby sie
    dla niej obywatelstwo obce.

    --
    Wyślij protest doAmbasady Indii
  • luccio1 20.06.09, 12:43
    a_weasley napisał:
    > w książce
    > Ryana "Ostatnia bitwa", opisującej upadek Berlina, plącze się po
    > wydarzeniach berliński mleczarz Richard Poganowska...

    Ów mleczarz był prawdopodobnie synem samotnej matki, która nazywała się
    Poganowska - i po niej wziął nazwisko - litera do litery...
  • a_weasley 20.06.09, 15:55
    Luccio1 napisał:

    >> berliński mleczarz Richard Poganowska...

    > Ów mleczarz był prawdopodobnie synem samotnej matki,

    Lub dalszym zstępnym. Oczywiście.
    I w ten sposób z pokolenia w pokolenie miał w papierach
    niezauważalną dla Niemców, a na kilometr widoczną dla Polaków
    wzmiankę, że mama, babcia, prapraprababcia zapomniała się z kimś,
    kto "jeszcze nie był gotowy".
  • isma 20.06.09, 01:27
    luccio1 napisał:

    >

    > Polską. Bolało mnie, kiedy byłem w Bibliotece Uniwersytetu [Stefana Batorego] -
    > a tam osobno katalog alfabetyczny litewski, osobno katalog alfabetyczny
    > "cyrylicki" (tj. rosyjski, białoruski, ukraiński - z dodatkiem innych nacji b.
    > ZSRR, które uszczęśliwiono, każąc im pisać "azbuką"); osobno "užuseniu kalbu
    > abecedinis katalogas" = katalog alfabetyczny języków obcych, i w nim dopiero
    > "lenku kalba", czyli język polski - i pozostałe języki (piszące alfabetem
    > łacińskim)...

    Eeee, przesadzasz. To tak, jak gdyby w BJ sie obrazac na istnienie zupelnie
    osobnego Starego Katalogu wink)). Nie mowiac o tym, ze wsteczne katalogowanie to
    jest od cholery i troche roboty, wiec zmiana zasad katalogowania jest kosztowna.

    Nawiasem mowiac, z tymi nazwiskami alfabetycznie, to tez nie zupelnie tak prosto
    jest, bo np. von Karajan masz pod K, ale Van Houten pod V. Nie mowiac, ze
    Gottfried von Strasburg pod... G wink)), takoz jak w zasadzie powinien byc pod G
    (zazwyczaj nie jest, niestety...) Gunnar Stefansson (nie pod S!).

    --
    Wyślij protest doAmbasady Indii
  • minerwamcg 19.06.09, 19:22
    A jak wzorem do naśladowania mógł być zdzierca, oszust i łapówkarz
    pozostający w dodatku na usługach okupanta? A jednak kiedy zrobił
    coś dobrego, sam Jezus pochwalił go i postawił za wzór.
    --
    - Tu, tu, ptaszek! On zmarznie! Ćwir, ćwir, ćwir! Tiu, tiu, tiu, zabierz to, zabierz to, mokre! Ptaszek, ptaszek! Już już, nóżki, paluszki…! Sweterek! Podnieś to, podnieś, ptaszek, ptaszek, fiu, fiu, cicho, cicho, już, on jest głodny, gdzie butelka, ptaszek…!!!
  • luccio1 19.06.09, 21:05
    minerwamcg napisała:
    > A jak wzorem do naśladowania mógł być zdzierca, oszust i łapówkarz
    > pozostający w dodatku na usługach okupanta? A jednak kiedy zrobił
    > coś dobrego, sam Jezus pochwalił go i postawił za wzór.

    Lewi Mattaj - czyli św. Mateusz, autor "pierwszej" Ewangelii...
    Z nim było o tyle inaczej, że opuścił Ojczyznę i powędrował do Egiptu, a stąd
    szlakiem w górę Nilu, potem Nilu Błękitnego do Etiopii...
    Tę wędrówkę przypisuje Mu Tradycja, dodając do tego zasługę ochrzczenia Nubii
    oraz Etiopii - jedynego kraju Afryki, gdzie chrześcijaństwo przetrwało ciągle od
    czasów Apostołów do dziś.

    W samej Ziemi Izraela było również chrześcijaństwo - tamtejszym Kościołem
    kierował św. Jakub Młodszy "Brat Pański";
    tyle, że to chrześcijaństwo i ten kościół, wyrastający wprost z tradycji
    judaizmu i przedłużający ją, nie przetrwał represji po stłumieniu II powstania
    żydowskiego ("Powstanie Bar Kochby")
    [co więcej - stosunek ówczesnych judeochrześcijan do walki narodowowzyzwoleńczej
    pozostaje nie wyjaśniony...].
  • a_weasley 20.06.09, 12:05
    Luccio1 napisał:

    > Lewi Mattaj - czyli św. Mateusz, autor "pierwszej" Ewangelii...
    > Z nim było o tyle inaczej,
    <ciach>
    > W samej Ziemi Izraela było również chrześcijaństwo
    <ciach dalszy ciąg wykładu>

    Pasjonujące, chrześcijański uczynek nieumiejętnych pouczać, ale o
    sso chozzzi?
  • madziaq 20.06.09, 12:23
    Prawdopodobnie o to, że rzeczony Mateusz, choć był swego czasu oszustem i
    łapówkarzem to potem się istotnie zasłużył i dlatego może być wzorem do
    naśladowania (jak rozumiem, w przeciwieństwie do Litwinów wink)
    --
    Nasz staż smile
  • luccio1 20.06.09, 13:38
    Rzeczony Mateusz był Apostołem w krajach obcych -

    jeśli tam przyznawał się do tego, że niegdyś w Ojczyźnie był kolaborantem
    okupantów, złodziejem, kombinatorem...
    - to tam, w kraju obcym, ludzi to aż tak bardzo nie ruszało.

    Obcym ludziom było łatwiej uporać się z czyjąś przeszłością - jeśli ona działa
    się gdzie indziej.
    W końcu: "nikt nie jest prorokiem we własnym kraju" - to także Ewangelia!
  • minerwamcg 20.06.09, 15:03
    Za wykłady o świętym Mateuszu uprzejmie dziękuję, obawiam się
    jednak, że Luccio błędnie rozszyfrował celnika, o którym pisałam.
    Mateusza Pan Jezus ani nie chwalił, ani nikomu za wzór nie stawiał -
    a jeśli, to w Biblii o tym nie ma smile
    Miałam na myśli anonimowego celnika z przypowieści - Łk 18, 9-14.
    --
    - Tu, tu, ptaszek! On zmarznie! Ćwir, ćwir, ćwir! Tiu, tiu, tiu, zabierz to, zabierz to, mokre! Ptaszek, ptaszek! Już już, nóżki, paluszki…! Sweterek! Podnieś to, podnieś, ptaszek, ptaszek, fiu, fiu, cicho, cicho, już, on jest głodny, gdzie butelka, ptaszek…!!!
  • a_weasley 19.06.09, 22:58
    Po polsku nie ma na to chyba zgrabnego odpowiednika. "Popieraj
    sprawy, nie ludzi"?

    Luccio1 napisał:

    > nie wiem, czy jest najlepszym przykładem i wzorem do
    > naśladowania naród
    <ciach zestaw słusznych i niesłusznych zarzutów pod adresem
    zgeneralizowanego narodu litewskiego>

    Nie wiem, czy jest ogólnie wzorem do naśladowania naród litewski, i,
    szczerze mówiąc, niewiele mnie to obchodzi. Bardzo możliwe, że w
    tamtych czasach i w wymienionych sprawach Litwini potraktowali
    truskawki papreksem, lub po prostu nasze racje stanu się zderzyły,
    co nie zmienia faktu, że teraz i w tej sprawie złapali za cukier.
  • nati1011 20.06.09, 07:51
    tak przy temacie - meczy mnie ostatnio nasza reklama. Ta o
    przesczepach. Homoseksualista nie moze oddac krwi, ze wzgledu na
    zwiekszone ryzyko. Czy jednak moze być dawcą narzadów? czy ktoś to
    wogóle sprawdza? W tym kontekście nie rozumiem i nie pasuje mi
    reklama gdzie znani geje deklarują, ze oni zgłosili sie jako dawcy
    narządów.
  • verdana 20.06.09, 10:54
    Obecnie wiecej nowych przypadkow AIDS jest wsrd heteroseksualistow.
    Wobec tego nie branie narzadow od homoseksualistow (tym bardziej, ze
    sa badania...) jest zwyklym absurdem.
    Czyli, nawet jesli homoseksualista chce byc dawcą, to świadczy
    przeciw niemu... Gdyby nie chial - tez by świadczylo przeciw niemu.
    Jak by nie postapił, jest źle.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • a_weasley 20.06.09, 11:48
    Wszystko poznaje się przez porównanie.
    Verdana napisała, nie wątpię, że wyłącznie wskutek nieuwzględnienia
    powyższego:

    > Obecnie wiecej nowych przypadkow AIDS jest wsród
    > heteroseksualistow.

    W Afryce od dawna. Że w Polsce, nie przypuszczałem, ale gdyby
    nawet...

    > Wobec tego niebranie narzadow od homoseksualistow
    > (tym bardziej, ze sa badania...) jest zwyklym absurdem.

    Byłoby, gdyby wśród normalnych było nie tylko więcej przypadków w
    liczbach bezwzględnych (co też nie wydaje mi się prawdopodobne, ale
    niechby), lecz także w odniesieniu do liczebności całej grupy.
    Jeśli na, policzmy hojnie, ćwierć miliona mężołożników (w
    interesującej nas grupie wiekowej) zakażonych jest 3000, a na 13
    milionów normalsów 10000, to ryzyko, że normalny będzie zakażony,
    jest większe o rząd wielkości.

    > Czyli, nawet jesli homoseksualista chce byc dawcą, to
    > świadczy przeciw niemu...

    Że chciał, świadczy o nim dobrze. Że z faktu, iż to, co robi,
    kwalifikuje go do grupy ryzyka, robi dyskryminację - świadczy źle i
    nasuwa podejrzenia co do jego intencji. Oddawanie krwi i narządów ma
    służyć w pierwszym rzędzie dobru biorców, a nie dobremu samopoczuciu
    dawców.
    Dlatego dmucha się na zimne.
    Nie może oddać krwi ten, kto siedział w ciągu ostatniego roku, ten,
    co miał nowotwór, nawet niezłośliwy, kto był w ciągu ostatniego roku
    w Afryce lub Tajlandii, choćby pędził tam życie mnicha, ten, kto
    kiedykolwiek miał żółtaczkę, poligamista hetero (choć przecież robi
    się badania)...
  • sulla 20.06.09, 21:06
    Z kronikarskiej ścisłości dodam, że nie może oddać krwi ten, kto w ciągu
    ostatniego roku robił tatuaż czy przekłuwał uszy, a także4 ten kto był niedawno
    u dentysty lub przechodził grypę.
    No chodzi o to, żeby na zimne dmuchać, co i zrozumiałe jest.

    --
    "Ducunt volentem fata, nolentem trahunt"
  • nati1011 20.06.09, 14:14
    verdana napisała:

    > Obecnie wiecej nowych przypadkow AIDS jest wsrd
    heteroseksualistow.
    > Wobec tego nie branie narzadow od homoseksualistow (tym bardziej,
    ze
    > sa badania...) jest zwyklym absurdem.
    > Czyli, nawet jesli homoseksualista chce byc dawcą, to świadczy
    > przeciw niemu... Gdyby nie chial - tez by świadczylo przeciw
    niemu.
    > Jak by nie postapił, jest źle.

    Nie chodzi tylko o AIDS - a trzeba pamieteć, ze wirus HIV wykrywa
    sie dopiero po nawet 6 miesiecznym okresie od zakażenia. Są też inne
    groźne choroby. Chcąć oddać krew wypełnia się szczegółową ankietę i
    dyskwalifikuje nawet przekłócie uszu przed 5 miesiacami. A przecież
    krew też jest badana.
  • ula27121 20.06.09, 14:17
    nati1011 napisała:

    A przecież
    > krew też jest badana.

    Nie tak szczegółowo.
  • nati1011 20.06.09, 14:39
    ula27121 napisała:

    > nati1011 napisała:
    >
    > A przecież
    > > krew też jest badana.
    >
    > Nie tak szczegółowo.

    Być moze - jest łatwiejsza do pozyskania i wykorzystywana bardziej
    masowo. Nie zmienia to faktu, ze wiekszość chorób mozna wykryć
    dopiero po pewnym czasie. I osoby z grupy ryzyka są wyłaczane z
    możliwości oddania swojej krwi. I skoro wyłączna mnie zabiek przy
    uzyciu jednorazowego sprzętu, gdzie ryzyko jest w sumie zerowe
    (chyba, że kosmetycznka jest chora i krwawi) to tym bardziej powinno
    dyskwalifikować niebezpieczne zachowanie seksualne. Kazde. I
    uprzedzajac pytanie: w stacji krwiodastwa pyta sie o rozne
    zachowania seksualne - mnogość partnerów czy też korzystanie z usług
    prostytutek. Jest też pytanie o transfuzje sprzed roku któregoś tam.
    A przecież przez tyle lat wiekszosć chorób dawno by się ujawniła.
  • ula27121 20.06.09, 14:45
    nati1011 napisała:

    Nie zmienia to faktu, ze wiekszość chorób mozna wykryć
    > dopiero po pewnym czasie.

    Tak. I wiadomo, że tam gdzie można trzeba się zabezpieczać....jednak patrząc na
    ilość pań stojących przy drogach i panów którzy się tam zatrzymują...nie wiem
    czy takie zabezpieczanie się przed przeniesieniem jakichś chorób drogą
    przeszczepionego narządu ma sens? No ale z drugiej strony " lepszy rydz niż nic".
  • nati1011 20.06.09, 14:46
    www.krwiodawstwo.szczecin.pl/ankieta.htm
    z tego co wiem, cześć pytań zadaje sie ustnie smile)

    Czy ktoś wie, czy choroba nerek wyklucza z krwiodastwa? Jest razem z
    kiłą i mozna powiedzieć tylko tak lub nie smile)
  • ula27121 20.06.09, 14:56
    Wiele chorób nie wyklucza z krwiodawstwa a wyklucza z przeznaczenia krwi do
    transfuzji.
  • nati1011 20.06.09, 15:51
    ula27121 napisała:

    > Wiele chorób nie wyklucza z krwiodawstwa a wyklucza z
    przeznaczenia krwi do
    > transfuzji.

    A czy to jakaś różnica? Czyli co? Mogę oddać krew, tylko, ze potem
    ją wyleją? Czy tez chodzi o samą transfuzje, ale mozna taka krew
    wykorzystać np do preparatów krwiopochodnych - jakieś płytki, osocze
    czy coś takiego? Zna sie kto na tym?
  • ula27121 20.06.09, 18:37
    Krew oddana w stacji krwiodawstwa nie może być przykładowo wykorzystana do
    produkcji leków. Wtedy nie musi spełniać tak wielu rygorystycznych wymagań. Jest
    sporo zastosowań.
    Krew jest dokładnie badana pomimo tego co napiszesz w ankiecie ( patrz:"Przy
    pozytywnych wynikach badań (wskazujących na infekcje), zostanie Pan/Pani o tym
    poinformowany/a przez lekarza").

  • ula27121 20.06.09, 18:38
    Powinno było być, że ta krew może być wykorzystana do produkcji ( a właściwie
    przy produkcji) leków- przepraszam.
  • ula27121 20.06.09, 18:42
    I jeszcze....( skoro już tak mnożę te posty).
    Niektóre z tych schorzeń dyskwalifikują krwiodawcę ze względu na jego stan
    zdrowia, mimo że krew byłaby w porządku. Tak jak moja cukrzyca. Krew mam w
    porządku ale oddawanie krwi byłoby dla mnie zagrożeniem, lekarz nie wyraża na to
    zgody, dlatego przestałam to robić.
    Ale to na pewno wiesz....
  • nati1011 20.06.09, 20:45
    własnie nie wiem. Parę razy przymierzałam sie do oddania krwi, ale
    ciągle coś mnie dyskwalifikowało - leki, choroby, zabiegi, itp itd.
    Teraz czuję sie lepiej i moze w końcu uda mi się dotrzeć do stacji.
    Jeżeli mogę spytać, czy po oddaniu krwi występują jakieś objawy
    uboczne? Typu osłabienie, bóle głowy czy zawroty? Czy mozna to
    zrobić z marszu w ciagu normalnego dnia pracy, czy nalezy się
    nastawić raczej na odpoczynek do końca dnia?
  • ula27121 20.06.09, 20:57
    Słyszałam, że niektórzy są osłabieni. Dlatego przysługuje dzień wolny od pracy.
    Ja nie miałam nigdy żadnych odczuć osłabienia czy zawrotów głowy, ale ja raczej
    z tych zdrowych ( poza tą cukrzycą jak się niespodziewanie okazało), z
    takich..."topornych" nie słabnę, nie mdleję, nie wiele mnie boli. Robiłam to z
    marszu i normalnie funkcjonowałam cały dzień.
    Ale ratują tam mocną kawą, sokami i sporą ilością czekoladsmile
  • a_weasley 21.06.09, 23:27
    Teoretycznie nic się nie ma powodu stać, sprawdzają hemoglobinę,
    mierzą ciśnienie itp.
    Teoretycznie między teorią a praktyką nie powinno być różnicy.
    W praktyce parę razy - na te dziesiątki pobrań i kilka lub
    kilkanaście osób w polu widzenia - widziałem, że komuś się zrobiło
    slabo (przy czym w jednym przypadku był to człowiek, którego dobrze
    znam, ode mnie młodszy i silniejszy). Czasem, zwłaszcza jak się
    dobrze nie wyśpię, albo jest pochmurny dzień, to przez resztę dnia
    jestem senny. Tak że staram się nie planować na resztę dnia
    poważnego wysiłku fizycznego ani umysłowego.
    Ale był czas, że notorycznie oddawałem krew rano i szedłem do pracy,
    nie podpisywałem listy, a wolny dzień odbierałem sobie kiedy
    indziej, niezgodnie z prawem, ale zgodnie ze zdrowym rozsądkiem, i
    nic się nie działo.
  • nati1011 20.06.09, 14:17
    isma napisała:

    > Oooo. A ktoryz to taki oredownik transplantologii?
    >
    >

    Pan Raczek i Piróg. Obeja publicznie zadeklarowani homoseksualisci.
  • madziaq 20.06.09, 11:08
    Ech... Nie widziałam tej reklamy. Ale o ile wiem, nie udowodniono, że
    homoseksualizm obniża znacząco sprawność intelektualną delikwenta wink Więc jeśli
    by homoseksualista chciał oddać krew w odruchu serca to chyba by tego nie
    zrobił, wiedząc, że jest zarażony np wirusem HIV. A gdyby miał podejrzenia że
    może tak być to by się najpierw przebadał (swoją drogą myślałam, że krwiodawców,
    czy też oddaną krew już po fakcie, bada się rutynowo na wszystkie ew. świństwa,
    którymi ludzie mogą być zarażeni i o tym nie wiedzieć...).

    To samo z zarejestrowaniem się jako dawca narządów. Nie wiem, czy przy oddawaniu
    krwi przeprowadza się jakąś ankietę dotyczącą życia seksualnego delikwenta. Są
    bowiem osoby heteroseksualne, które mają wiele przygodnych kontaktów i spokojnie
    mogą coś "złapać". Są też (naprawdę!!!) geje żyjący w związkach z
    kilkunastoletnim stażem, z tym samym partnerem, w absolutnej wierności. Czy oni
    też nie powinni być dawcami krwi lub narządów? Są o wiele bezpieczniejszym
    "materiałem" na dawców niż wspomnieni wyżej heteroseksualiści o bujnym życiu
    towarzyskim.
    --
    Nasz staż smile
  • ula27121 20.06.09, 14:26
    madziaq napisała:

    > (swoją drogą myślałam, że krwiodawców
    > ,
    > czy też oddaną krew już po fakcie, bada się rutynowo na wszystkie ew. świństwa,
    > którymi ludzie mogą być zarażeni i o tym nie wiedzieć...).
    >

    I krew ( bez względu na ankiety) i narządy są badane. Narządy bardziej szczegółowo.
  • a_weasley 20.06.09, 22:05
    Jak się dowiadujemy z Dziennika, próby trwają. PiS,
    oczywiście, i poparcie z PSL. Próba to osiągnięcia zwycięstwa, czy
    jeno rozpoznanie walką? D-Day czy Dieppe? W każdym razie poszerzenie
    miejsca w debacie publicznej dla poglądów uchodzących za dawno
    pogrzebane.
  • nati1011 29.06.09, 08:13
    prezydent ustawy nie podpisł.

    Znalazł sie godny następca Piłata sad(

    I tak chwała parlamentarzystom.
  • verdana 29.06.09, 09:56
    Tak...
    Wiem , ze to forum chrzescijańskie i znam stosunek chrzescijan do
    homoseksualizmu. Mimo to zastanawia mnie, dlaczego od
    homoseksualistow wymaga sie na dodatek, aby klamali - bowiem, jak
    rozumiem, przyznanie się, ze jest się homoseksualistą, byloby juz
    propagandą.
    Na tym forum sa rodzice wielu dzieci. Nie ma takiej sily - na 100%
    parę z nich jest orentacji homoseksualnej. Warto moze o tym
    pomysleć. Zanim zacznie sie marzyć o tym, by dziecko byo nie tylko
    homoseksualista, ale takze by musiało byc klamcą i oszustem przez
    cale swoje życie.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • a_weasley 29.06.09, 11:38
    Verdana napisała:

    > Na tym forum sa rodzice wielu dzieci.

    Kilkanaściorga, jak sądzę.

    > Nie ma takiej sily - na 100% parę z nich jest
    > orentacji homoseksualnej.

    Statystycznie takie dewiacyjne skłonności powinno mieć od pół do
    jednego.
    A gdyby nawet tych dzieci było 50, a skłonności homoseksualne miało
    10%, czyli statystycznie wypadało 5, w dalszym ciągu owe 100% jest
    bzdurą oczywistą dla każdego, kto ma pojęcie o rachunku
    prawdopodobieństwa. Spokojnie mogłoby nie być żadnego. Z jakim
    prawdpodobieństwem? Komu się nudzi, niech podniesie 0,9 do 10-tej
    potęgi.

    > pomysleć. Zanim zacznie sie marzyć o tym, by dziecko byo nie tylko
    > homoseksualista, ale takze by musiało byc klamcą i oszustem przez
    > cale swoje życie.

    Jeśli moje dziecko wybierze zło, tzn. mając złe skłonności uzna za
    stosowne im ulegać, to doprawdy fakt, że się z nimi musi kryć,
    będzie dla mnie najmniejszym zmartwieniem. Czy to będzie
    homoseksualizm, pedofilia, nimfomania czy kleptomania.

    P.S. Gdzie przeczytałaś tę ustawę? Jest dostępna po polsku?
  • a_weasley 29.06.09, 11:40
    jest

    10-tej

    winno być

    50-tej
  • isma 29.06.09, 13:34
    Verdana, nie przesadzaj. Ustawa nie zakazuje bycia homoseksualista ani
    "przyznawania sie" do tego w normalnych relacjach miedzyludzkich.

    Ogranicza natomiast istnienie tego typu tresci w przestrzeni publicznej, i tyle.
    Podobnie jak nikt nikomu nie zabrania zycia w konkubinacie z dwoma paniami
    naraz, tyle ze z oboma rownoczesnie sie slubu wziac nie da, albo tez nie
    zabrania sie bycia milosnikiem pornografii, dopoki ja sobie oglada we wlasnym
    domu, a nie oczekuje nadawania rozowych landrynek o godz. 19.00 w telewizji
    publicznej...

    Dzieki translatorskiemu wysilkowi kolegi z innego forum, wiemy, ze:

    1. Ustawa nosi tytuł "Ustawa o ochronie małoletnich przed szkodliwym
    wpływem informacji publicznej.
    2. Artykuł 4 tej ustawy nosi tytuł: Informacja publiczna mająca
    negatywny wpływ na małotelnich. W jego pierwszym paragrafie podano
    19 kategorii takich szkodliwych informacji. Punkt 14 brzmi: które
    agitują na rzecz relacji homoseksualnych, biseksualnych lub
    poligamicznych (kuria agituojama už homoseksualius, biseksualius ar
    poligaminius santykius).
    3. Artykuł 5 podaje wyjątki, kiedy takie informacje mogą być
    publicznie rozpowszechniane, ale ogólnie zakaz taki sformułowany
    jest w artykule 7.

    Zauwazcie, ze nie chodzilo nawet o szeroki zakaz "informowania", ale tylko o
    zakaz "agitowania" czy "reklamowania", a wiec o przekazu wartosciujacego.

    --
    Wyślij protest doAmbasady Indii
  • verdana 29.06.09, 14:26
    Nie przesadzam. Jesli jest tego typu ustawa, to przyznanie sie do
    tego osoby na stanowisku bedzie już propaganda, prawda? Bo to jest
    przestrzeń publiczna. Czyli albo zero stanowisk dla osob o
    sklonnosciach homoseksualnych, albo tylko dla kłamców. Wole, aby na
    stanowiskach byly osoby mowiace prawdę.

    Homoseksualizm NIE jest wyborem. Wyborem moga byc najwyżej
    zachowania homoseksualne. Podczas gdy życie w konkubinacie jest
    wyborem - i tu jest ogromna róznica.
    Powiedzenie, ze ogolnie szanowany burmistrz jest homo, jest swoista
    reklamą przy tak niejasno sformulowanym prawie.
    nie mówiac juz o takim drobiazgu, ze nikt jeszcze nikogo nie
    nawrocił na hetero przez rekllame i agitację, jakos wiec nie wydaje
    się, aby odwrotna agitacja mogła zadzialac.

    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • a_weasley 29.06.09, 15:31
    Verdana zamiast się przyznać do błędu, udaje głupią:

    > Nie przesadzam. Jesli jest tego typu ustawa, to przyznanie sie do
    > tego osoby na stanowisku bedzie już propaganda, prawda? Bo to jest
    > przestrzeń publiczna.

    Zakładając, że stoimy na gruncie brytyjskiej paranoi, gdzie
    powiedzenie, że się jest chrześcijaninem, jest agitacją religijną...
    Zakładając, że powiedzenie, iż ktoś jest daltonistą, jest
    równoznaczne z twierdzeniem, że daltonizm jest normalny i zdrowy...
    Bo jeśli tego nie zakładamy, to nie, nieprawda jak stąd do Rawy
    Ruskiej i z powrotem.

    > Wole, aby na
    > stanowiskach byly osoby mowiace prawdę.

    A ja wolę, żeby osoby na stanowiskach po prostu nie poruszały
    publicznie swoich spraw intymnych.

    > Powiedzenie, ze ogolnie szanowany burmistrz jest homo,
    > jest swoista reklamą przy tak niejasno sformulowanym prawie.

    Ja jestem tylko skromnym magistrem, ale za to prawa. I stwierdzam
    stanowczo, że nie, nawet przy najbardziej kreatywnej wykładni to się
    na reklamę nie łapie.

    > Homoseksualizm NIE jest wyborem. Wyborem moga byc najwyżej
    > zachowania homoseksualne.

    Któż twierdzi co innego?

    Kwestię wpływu wmawiania, że skłonność jest normalna, na możliwość
    jej zaakceptowania omówiono wcześniej, więc nie ma co się powtarzać.

    --
    f=110&t=44&st=0&sk=t&sd=a&start=25">Listy starego diabła do
    młodego</a>
  • isma 29.06.09, 15:58
    Przesadzasz. Znany aktor moze w wywiadzie powiedziec, ze lubi zoladkowa gorzka.
    Ale reklamy takowej w telewizji nadac nie mozna. No i tyle.
    Jakos sobie z odroznianiem reklamy od niereklamy swiat radzi, serio.

    Jak to, zycie w multikonkubinacie jest wyborem? Podobno zaden mezczyzna z natury
    nie jest monogamiczny wink)).

    --
    Wyślij protest doAmbasady Indii
  • nati1011 29.06.09, 22:28
    verdana napisała:

    > Homoseksualizm NIE jest wyborem. Wyborem moga byc najwyżej
    > zachowania homoseksualne. Podczas gdy życie w konkubinacie jest
    > wyborem - i tu jest ogromna róznica.


    Verdana - albo sama nie rozumiesz co napisałaś, albo nas uważasz za
    idiotów. Próbując nam wmówić, ze homoseksualistom chodzi tylko o
    uznanie, ze geje mają prawo czuć pociag do własnej płci (skłonnośc
    homoseksualne). Bo ja ciągle słyusze o prawie do zwiąków, małżęństw,
    ulg podatkowych i adopcji dzieci - a to już ewidentnie są CZYNY
    homoseksualne. Przytaczam twoje słowa:

    Podczas gdy życie w konkubinacie jest
    > wyborem - i tu jest ogromna róznica.

    Życie w związku homoseksualnym tez jest wyborem. I o tą ogromną
    różnice chodzi.
  • nati1011 02.07.09, 10:29
    jesteś naukowcem, więc argumentacja nie powinna być ci obca. Ale w
    tej dyskusji stosujesz wyłącznie chwyty propagandowe. I odpowiadasz
    tylko na te argumenty, które ci pasują. Jak ognia unikając tych nie
    wygodnych.

    Ponawiam więc pytanie - czy usiłujesz nam wmówić, że homoseksualiści
    walcza WYŁĄCZNIE o prawo mieszkania z osobą o tej samej płci? Czy
    też może o uznanie za RÓWNE związków homo z małżeństwami
    heteroseksualnymi? Czy nie walcza o prawo do adopcji? CZY nie walcza
    o przywileje przypisane od wieków wyłącznie rodzinom (głównie
    dlatego, ze rodząc dzieci rodziny potrzebują wiekszego wsparcia niż
    2 homopanow)?

    I poproszę o wskazanie 1 miejsca w katechizmie KK które potępia
    SKŁONNOŚCI homoseksualne. Bo w paru miejscach próbujesz nam wmówić,
    ze nie odróżniamy skłonności od czynów.

    Przykro mi, ale od ciebie wymagam więcej w dyskusji wink
  • nati1011 29.06.09, 14:26
    verdana napisała:

    > Tak...
    > Wiem , ze to forum chrzescijańskie i znam stosunek chrzescijan do
    > homoseksualizmu. Mimo to zastanawia mnie, dlaczego od
    > homoseksualistow wymaga sie na dodatek, aby klamali - bowiem, jak
    > rozumiem, przyznanie się, ze jest się homoseksualistą, byloby juz
    > propagandą.
    > Na tym forum sa rodzice wielu dzieci. Nie ma takiej sily - na 100%
    > parę z nich jest orentacji homoseksualnej. Warto moze o tym
    > pomysleć. Zanim zacznie sie marzyć o tym, by dziecko byo nie tylko
    > homoseksualista, ale takze by musiało byc klamcą i oszustem przez
    > cale swoje życie.

    Verdana, ten komentarz jest wyraźnie poniżej twojego poziomu. Jakbym
    słyszała pania Senyszyn.

    CO ma piernik do wiatraka? Ludzie mają różne ułomności. Także różne
    złe skłonności. NIe tylko pociag homoseksualny. Takze trudnosci z
    zachowaniem wierności - chyba najbardziej powszechne. Ale od
    skłonności do czynu daleka jeszcze droga - chyba, ze na każdym kroku
    słyszy się, ze to dobre, własciwe i równe innym zachowaniom.

    Nie wszyscy jesteśmy powołani do małżeństwa. Wiele osób pozostaje
    samotnych - z bardzo różnych powodów. I gdyby moje dziecko miało
    popęd homoseksualny - choć ja osobiście nie wierzę w jego wrodzone
    pochodzenie - to nie oczekiwałabym, by żyło w zakłąmaniu, ale na
    pewno nie chciałabym by brało udział w paradzie równości. pomiedzy
    tymi 2 - skrajnymi postawami jest jeszcze dużo innych.
  • verdana 29.06.09, 16:40
    Bo i pani Senyszyn moze miec czasem rację. Przyjaciel mojej corki,
    gej, jest z bardzo porządnej, bardzo wierzacej rodziny. Całą mlodośc
    byl ministrantem, był w harcerstwie, a jego rodzice nie maja na
    razie pojecia, ze jest gejem.
    Niewiara ww wrodzone pochodzenie homoseksualizmu jest wygodna, tyle
    ze jedt dowiedzione, ze nieprawdziwa. gdyby byla, homoseksualizmu by
    nie bylo wśrod zwierzat, a jest to dosyć częste.
    Uwazam, że tak jak skandalem byloby zabronienie Wam mówienia, ze nie
    akceptujecie homoseksualizmu, tak samo skandalem jest zabronienie
    komukowiek publiczne powiedzenie, ze nie ma nic przeciw małżenstwom
    homoseksualnym i nie uwaza tej orientacji za nic nagannego. A w
    przypadku takiego prawa - musi klamać. Prawo, ktore zmusza ludzi do
    tego, aby publicznie nie mogli wyrazać tego, w co wierza i co jest
    ich przekonaniem - jest sprzeczne z konstytucjami większosci
    demokratycznych panstw. nie można miec demokracji i cenzury w
    jednym. trzeba podjąć decyzje - albo pozwoli się ludziom mowić
    publicznie to, co myśla, albo wybiera się ustroj niedemokratyczny.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • a_weasley 29.06.09, 19:59
    verdana napisała:

    > Bo i pani Senyszyn moze miec czasem rację.

    Może.
    Może U**** napisać coś mądrego.
    Mogą FiM napisać prawdę.
    Ale nie będę sprawdzał, czy w kolejnym numerze wreszcie ten cud się
    stał. Zbyt szanuję swoje zdrowie.

    > Prawo, ktore zmusza ludzi do
    > tego, aby publicznie nie mogli wyrazać tego, w co wierza i co jest
    > ich przekonaniem - jest sprzeczne z konstytucjami większosci
    > demokratycznych panstw. nie można miec demokracji i cenzury w
    > jednym. trzeba podjąć decyzje - albo pozwoli się ludziom mowić
    > publicznie to, co myśla, albo wybiera się ustroj niedemokratyczny.

    No właśnie.
    "Uważam, że człowieczeństwo Żyda jest kwestią wiary. Państwo nie
    powinno nikomu narzucać takiego czy innego poglądu w tej kwestii.
    Osobiście jestem przeciwny zabijaniu Żydów - w każdym razie w
    sytuacji, w której nie zabija się Aryjczyków - ale uważam, że należy
    obywatelowi pozostawić prawo wyboru. A te komory gazowe to pic na
    wodę i fotomontaż."
    Jeślibym istotnie tak uważał, powinienem mieć prawo głosić
    publicznie taki pogląd...
    Tak czy nie?
    Jeśli twierdzisz, że nie, to masz antydemokratyczne poglądy i
    opowiadasz się za tym, żeby ludzie nie mogli publicznie wyrazić
    tego, co jest ich przekonaniem. Nie można mieć demokracji i cenzury
    w jednym.
    "Jaśnie Pana własne słowo".
  • mmk9 30.06.09, 09:11
    verdana napisała:

    > homoseksualizmu by
    > nie bylo wśrod zwierzat, a jest to dosyć częste.

    to moze biolog potwierdzi lub zaprzeczy. Bo ilekroć słysze ten
    argument, to myslę, ze wziął on sie z obserwacji psow wykonujących
    ruchy kopulacyjne na osobniku wlasnej płci lub krów obskakujących
    się w czasie rui. To zaś nie jest ani trochę homoseksualizm .
    Serio - opisał ktoś, ze gdzieś w laboratorium pan
    mysz/królik/kogut/żab celowo wybieral sobie jako partnera pana
    mysza/koguta/żaba... ? Albo i trafił na wzajemność, bo chyba tylko
    wtedy mozna by stwierdzic w 100 %, że o prawdziwy popęd chodzi, a
    nie zastepczy albo w ogole zachowanie dominacyjne...
  • nati1011 30.06.09, 09:42
    > verdana napisała:
    >
    > > homoseksualizmu by
    > > nie bylo wśrod zwierzat, a jest to dosyć częste.
    >

    Bardzo lubię ten argument ;/
    Rozumiem, że tworzą go ludzie walczacy z szowinizmem gatunkowym.
    Prosze bardzo - tylko jako żywo nie słyszałam, by jakiekolwiek stado
    powierzyło takiej homoseksualnej parze małpek czy kogutów swoje
    młode na wychowanie.
  • minerwamcg 30.06.09, 11:40
    Ja też kocham ten argument smile Jestem ogromnie ciekawa, czy to
    zjawisko zachodzi także wśród zwierząt o obyczajach monogamicznych -
    tzn. czy dwa osobniki np. męskie są w stanie wybrać się nawzajem
    dożywotnio, rezygnując z jakichkolwiek kontaktów z samicami.
    --
    - Tu, tu, ptaszek! On zmarznie! Ćwir, ćwir, ćwir! Tiu, tiu, tiu, zabierz to, zabierz to, mokre! Ptaszek, ptaszek! Już już, nóżki, paluszki…! Sweterek! Podnieś to, podnieś, ptaszek, ptaszek, fiu, fiu, cicho, cicho, już, on jest głodny, gdzie butelka, ptaszek…!!!
  • ula27121 02.07.09, 08:23
    A ja nie przepadam za porównywaniem ludzi do zwierząt bo uważam, że jest to nie
    do porównania.

    A co do homoseksualizmu wśród zwierząt, to moja wiedza jest taka, że owszem
    występuje ale w stadach w których brakuje samic......ale mogę się mylić bo nie
    zgłębiłam (jeszcze) tematu.
  • ula27121 02.07.09, 08:29
    Zaczęłam zgłębiać temat....bardzo ciekawesmile
  • verdana 01.07.09, 23:56
    Meskie pary pingwinow wychowuja potomstwo. Akurat jeśli chodzi o
    kontakty monogamiczne, to zarwno malpy, jak i ludzie nie sa do konca
    monogamiczni - czego najlepszym dowodem sa wśrod ludzi rozwody oraz
    mozliwość wielozenstwa, uznawana przez wiele kultur.
    Natomiast argument, przyrownujacy propagandę homoseksualną z
    propagandą nienawisci i promowaniem ideologii zabijającej ludzi -
    nawet nie zasluguje na rzeczowa odpowiedź. Bowiem homoseksualisci
    nikomu krzywdy nie robą - kochaja tylko nie tych ludzi, których
    kochac im dozwolono. Nie negują o ile wiem, człowieczenstwa
    heteroseksualistów i nie twierdzą, ze zabicie 6 milionow hetero
    ostatecznie nie byloby takie złe. Jesli ktś nie widzi róznicy miedzy
    zezwoleniem na życie z kimś, kogo sie wybrało, a zezwoleniem na
    zabijanie ludzi lub choć by obojetnościa wobec morderstaw - to po
    prostu braknie mi słów.
    Żeby bylo jasne - jestem przeciw propagandzie gwaltow, morderstw,
    pedofilii, torturowaniu zwierząt i pornografi dziecięcej - czyli
    tego, co jest przestepstwem. Stosunki homoseksualne przestepstwem
    nie są. Jesli sa grzechem - rozumiem i nie sprzeciwiałabym się i nie
    dziwiła, gdyby kościół zabraniał akceptowania takich zachowań czy
    zabraniał o nich mowić publicznie - ale nie państwo, ktore ma
    obowiązek bronić wszystkich obywateli, ktorzy nie robią absolutnie
    nic sprzecznego z prawem - i w opinii wielu osób nie robia takze
    niczego szkodliwego. Bo o ile slowami da sie jeszcze moze naklonić
    kogos do palenia papierosów (niekaralne, a szkodliwe), to nie do
    homoseksualizmu, o czym najlepiej mozna się przekonac, widzac jak
    propaganda hetero nie moze "nawrocić" gejow na "dobra drogę".
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • a_weasley 02.07.09, 00:20
    Verdana napisała i ciekawe, dlaczego mnie to wcale nie dziwi:

    > Natomiast argument, przyrownujacy propagandę homoseksualną z
    > propagandą nienawisci i promowaniem ideologii zabijającej ludzi -
    > nawet nie zasluguje na rzeczowa odpowiedź.

    Doskonale sobie zdaję sprawę, że nie jesteś w stanie rzeczowo
    odpowiedzieć na moją notkę. Dlatego odwracasz kota ogonem.
    Przedstawiłem logiczną konsekwencję prezentowanego przez Ciebie
    twierdzenia, że w demokratycznym społeczeństwie jest w dyskursie
    publicznym miejsce dla każdego, absolutnie każdego poglądu.
    Czy może źle zrozumiałem i wcale tak nie twierdzisz?

    > niczego szkodliwego. Bo o ile slowami da sie jeszcze moze naklonić
    > kogos do palenia papierosów (niekaralne, a szkodliwe), to nie do
    > homoseksualizmu,

    Do "zaakceptowania siebie" przekonywanie, że to nie jest zboczenie,
    tylko taka sama dobra forma realizacji swojej seksualności jak każda
    inna, jak najbardziej przekonać może.
    Fałszywe to stwierdzenie wywiedziono z przesłanki

    > o czym najlepiej mozna się przekonac, widzac jak
    > propaganda hetero nie moze "nawrocić" gejow na "dobra drogę".

    równie jak ono fałszywej. Wiele osób o skłonnościach dewiacyjnych
    pod wpływem, jak to postępowcy nazywają, indoktrynacji religijnej
    zaprzestaje praktyk, które te skłonności im dyktują.
  • minerwamcg 02.07.09, 10:27
    > Meskie pary pingwinow wychowuja potomstwo.

    O męskich parach pingwinów propaganda homoseksualna krzyczy tak
    głośno, że podejrzewam deficyt lepszych argumentów. Posuwa się nawet
    do pisania bajek "edukacyjnych" dla dzieci, w których dwa męskie
    pingwiny adoptują jajo mimo potepienia ze strony złego świata i
    wszyscy są szczęsliwi, a najbardziej adoptowany pingwinek.

    Otóż ja nie życzę sobie żyć w kraju, w którym dzieci raczy się
    takimi bajkami i na każdym kroku głosi się, że to co uważam za złe,
    wynaturzone, szkodliwe, jest dobre, naturalne, pożyteczne.

    A wracając do obyczajów pingwinów, to u monogamicznych słoni
    potomstwem opiekuje się stado. Czy jest to argument za tym, że życie
    w komunie jest równie dobre jak rodzina?
    --
    - Tu, tu, ptaszek! On zmarznie! Ćwir, ćwir, ćwir! Tiu, tiu, tiu, zabierz to, zabierz to, mokre! Ptaszek, ptaszek! Już już, nóżki, paluszki…! Sweterek! Podnieś to, podnieś, ptaszek, ptaszek, fiu, fiu, cicho, cicho, już, on jest głodny, gdzie butelka, ptaszek…!!!
  • nati1011 02.07.09, 10:35
    jeżeli nastąpi przewaga osobników homoseksualnych, to gatunek
    zniknie z powierzchni ziemi. A z tego co wiem, to instynkt
    przetrwania gatunku jest najsilniejszym, pierwotnym instynktem i u
    zwierząt i u ludzi. I choćby z tej strony homoseksualizm jest
    całkowicie sprzeczny z naturą. A to ze jakaś część osobników rodzi
    się z popendem ukierunkowanym na własną płeć jest takim samym
    defektem jak zroślaki, bielactwo czy inne.

    I ponownie przypominam, że w śród ludzkich gejów wielu z nich nie ma
    popędu wyłaćznie homoseksualnego - sami o tym mówią - oni z wyboru
    żyją z ta samą płcią, choć rónie dobrze mogliby osiagnąć satysfakcje
    seksualną z osobnikiem płci przeciwnej. I dla mnie to jest koronny
    argument za zakazem propagowania takich pomysłów.
  • nati1011 15.07.09, 13:45
    Parlament litewski odrzucił weto prezydenta i podtrzymał zakaz
    propagandy homoseksualizmu. Brawo Litwini! Okazuje się, że jednak
    mozna.

  • paszczakowna1 15.07.09, 15:29
    A mi się to nie podoba. Już sobie wyobrażam policjantów i sędziów drapiacych się
    w głowę, co to jest 'agitowanie' czy 'reklamowanie' i czy w związku z tym wolno
    w księgarni sprzedawać 'Bridget Jones' czy inne ksiązki ukazujące
    homoseksualistów w pozytywnym świetle, i czy jak jakaś dziewuszka zamieści na
    forum internetowym fanfik slashowy to należy ścigać ją, rodziców, administratora
    forum, firmę zawiadująca serwerem czy w ogóle nikogo.

    Bo co to jest reklama papierosów, to mozna dość łatwo ogarnąć, ale reklama
    homoseksualizmu? Tego się nie sprzedaje.
  • a_weasley 15.07.09, 20:45
    Paszczakowna1 napisała:

    > A mi się to nie podoba. Już sobie wyobrażam policjantów i
    > sędziów drapiacych się w głowę, co to jest 'agitowanie'
    > czy 'reklamowanie'
    <ciach>
    > Bo co to jest reklama papierosów, to mozna dość łatwo ogarnąć, ale
    reklama
    > homoseksualizmu? Tego się nie sprzedaje.

    Nie sprzedaje się też nienawiści rasowej i ustrojów totalitarnych, a
    jednak ich propagowanie jest zakazane w wielu krajach (także w
    Polsce) i jakoś sobie wymiar sprawiedliwości tych krajów radzi.
    Nie sprzedaje się też mowy nienawiści i nawet nie wiadomo, co to
    jest, co jednakowoż homoaktywowi nie przeszkadza żądać ścigania za
    takową.

    > i czy jak jakaś dziewuszka zamieści na forum internetowym
    > fanfik slashowy to należy ścigać ją, rodziców, administratora
    > forum, firmę zawiadująca serwerem czy w ogóle nikogo.

    Jeśli dany FF nie narusza prawa, to nikogo.
    A jeżeli narusza, problem jest taki sam jak przy innych treściach
    karalnych (np. plagiat), więc żadna nowość.
  • paszczakowna1 15.07.09, 22:04
    > Nie sprzedaje się też nienawiści rasowej i ustrojów totalitarnych, a
    > jednak ich propagowanie jest zakazane w wielu krajach (także w
    > Polsce) i jakoś sobie wymiar sprawiedliwości tych krajów radzi.

    Słuszna analogia, i też mi przyszła do głowy. Ale ja mam powazne wątpliwości i
    co do tego prawa. Nie mówię, że jest zbędne, ale liczne przykłady dowodzą, ze
    jest tak podległe interpretacji, że ciężkie do sensownego stosowania.

    Chyba, że takie prawa (może nie całkiem martwe, ale i nie za żywe) maja służyć
    jako jasny sygnał, ze coś jest moralnie naganne, ale nie jestem przekonana, że
    prawo do tego jest.

    > Nie sprzedaje się też mowy nienawiści i nawet nie wiadomo, co to
    > jest, co jednakowoż homoaktywowi nie przeszkadza żądać ścigania za
    > takową.

    No i nie ma co się na nich wzorować. 'Reklamowanie homoseksualizmu' jako
    kategoria prawna wydaje mi się mieć tylez sensu (czy raczej bezsensu) co 'mowa
    nienawiści'.
  • nati1011 16.07.09, 08:20
    a ja potrafię sobie wyobrazić reklamę na klubu dla homoseksualistów.
    Lub kampanie podobną do naszego pontona, typu: "korzystaj z życia,
    spróbój z kolegą". Ta kampania u nas przebiega oficjalnie nie jako
    propagowanie rozwiazłosci, ale jako niby ochrona przed niechcianą
    ciażą.

    Jeżeli chodzi o mnie, to ja bym zakazała części reklam jakie są w
    nazszej telewizji. Mam dość ciagłych podtekstów seksualnych i
    traktowania sexu jako sportu lub dokłądniej wyczynu. A już reklama
    prezerwatyw czy różnych zelów i nakładek - zdarza sie ostatnio nawet
    przed południem - jest po prostu wyjątkowo irytująca.
  • nati1011 16.07.09, 08:25
    zawsze mnie zastanawiało, ze te wszystkie femiterrrorystki walcza o
    różne bzdury, a nie przeszkadza im zupenie traktowanie kobiety jak
    gumowej lalki, mającej służyć wyłącznie do zaspokajania męskich
    potrzeb.
  • luccio1 16.07.09, 12:02
    Niedawno była u mnie w pracy mowa o wycieczce szkoleniowej na Kujawy. Myśląc,
    czy zgłaszać się na nią, czy też nie, złapałem się na tym, że jednym z
    argumentów na "nie" jest moja obawa przed sytuacją, gdy na noclegu znajdę się w
    pokoju dwu- lub więcejosobowym z kolegami, których znam tylko z pracy i znikąd
    poza nią - i że w takiej sytuacji czułbym się skrępowany, tak jakoś nieswojo...
    I uświadomiłem sobie, że może być to skutek nachalnej propagandy gejowskiej,
    wciskającej się nawet mimowolnie w podświadomość.
    (30 lat temu mogłem spać z kolegą w jednym namiocie - i nic się nie działo...).
  • a_weasley 16.07.09, 12:26
    Luccio1 napisał:

    > obawa przed sytuacją, gdy na noclegu znajdę się w
    > pokoju dwu- lub więcejosobowym z kolegami, których znam
    > tylko z pracy i znikąd poza nią - i że w takiej sytuacji
    > czułbym się skrępowany, tak jakoś nieswojo...
    > (30 lat temu mogłem spać z kolegą w jednym namiocie - i nic
    > się nie działo...).

    Ja takich oporów to nie mam, ale faktem jest, że bliższa zażyłość
    między dwoma mężczyznami - częste bywanie jeden u drugiego, wędrówki
    górskie samowtór itp. - rzecz ćwierć wieku temu normalna, dziś bywa
    dwuznacznie komentowana przez otoczenie, zwłaszcza jeśli obaj
    single. Ja również padłem ofiarą tego zjawiska.
  • nati1011 16.07.09, 15:27
    a_weasley napisał:
    Ja takich oporów to nie mam, ale faktem jest, że bliższa zażyłość
    > między dwoma mężczyznami - częste bywanie jeden u drugiego,
    wędrówki
    > górskie samowtór itp. - rzecz ćwierć wieku temu normalna, dziś
    bywa
    > dwuznacznie komentowana przez otoczenie, zwłaszcza jeśli obaj
    > single. Ja również padłem ofiarą tego zjawiska.


    Ja mam nadzieję, ze to minie - tak jak parę lat temu obsesja na
    pedofilów. I w pierwszej kolejności oskarżano o nią ojców. W prasie
    i telewizji aż mnożyło się od absurdów w iście amerykańskim stylu,
    gdzie uważano za niestosowane wszystko co łaczyło ojca z dzieckiem.
    W przaytuleniach, pocałunkach, a już nei daj Boże myciu małych
    dziewczynek tępiciele pedofilii doszukiwali się oznak dewiacji i
    oczywiście wylali dziecko z kąpielą, bo wielu ojców zaczynało czuć
    opór przed zwykłymi czynnościami, które wcześniej z radościa robili
    z dziećmi. Teraz na szczęście trochę to ucichło, ale pewnie ślad w
    mentalności został.

    Teraz podobne zjawisko obserwujemy odnosnie przyjaźni męskiej. Wielu
    panów spotyka się przynajmniej z pobłażliwymi uśmieszkami.
  • a_weasley 16.07.09, 12:22
    Nati1011 napisała:

    >
    > Lub kampanie podobną do naszego pontona, typu: "korzystaj z życia,
    > spróbój z kolegą". Ta kampania u nas przebiega oficjalnie nie jako
    > propagowanie rozwiazłosci, ale jako niby ochrona przed niechcianą
    > ciażą.

    Coś w tym jest, od homo nikt jeszcze w ciążę nie zaszedł...

    > Jeżeli chodzi o mnie, to ja bym zakazała części reklam
    > jakie są w nazszej telewizji. Mam dość ciagłych podtekstów
    > seksualnych i traktowania sexu jako sportu lub dokłądniej
    > wyczynu. A już reklama prezerwatyw czy różnych zelów i
    > nakładek - zdarza sie ostatnio nawet
    > przed południem - jest po prostu wyjątkowo irytująca.

    Ile to ciekawych rzeczy człowieka omija przez to, że nawet czasowo
    mając telewizor ogląda tylko Klossa...
  • luccio1 16.07.09, 12:45
    Telewizora nie mam już od ponad 10 lat.
    (Przez 20 lat współżycia z telewizorem w domu rodzinnym miałem go pod koniec już
    serdecznie dosyć. Mama oglądała czasem całe popołudnie jak leciało - mogłem
    uwolnić się od obrazu wychodząc do drugiego pokoju, nie mogłem uwolnić się od
    głosu, bowiem wedle zwyczaju domowego wszystkie drzwi wewnętrzne prócz tych z
    przedpokoju na klatkę schodową, no i łazienkowych - stały zawsze otwarte. Chcąc
    uwolnić się od telewizora całkowicie, musiałem zatem wychodzić do miasta).
  • mamalgosia 16.07.09, 15:31
    Arturze, zapraszam do muzeum Klossa w Katowicach. Małe, ale z
    klimacikiemsmile
  • verdana 19.07.09, 09:35
    Homoseksualizmem wśród zwierzat zajmuje sie wielu badaczy. To nie
    jest tak, ze biolodzy biora zachowania dominacyjne za
    homoseksualizm. U wielu gatunkow (szacuje się ze ponad 400)
    wystepuja typowe zachowania hmoseksualne - tzn. łącza się w pary
    osobniki tej samej płci, mimo obecnosci w stadzie osobnikow plcui
    przeciwnej. najczesciej, o ile pamietam, takie zachowania obserwuje
    się u orangutanów i pingwinow.
    ozumiem, ze ksiązki naukowcow - biologow, opisujacych te zjawiska
    beda na Litwie zakazane. Podobnie jak wszelkie ksiązki o
    homoseksualimie, ktore nie wypowiadaja się o nim jednoznacznie
    negatywnie. Oczywiscie nie będzie wolno uczyc o Safonie, o
    obyczajach Grekow, a obawiam się, ze i spora część literatury
    znajdzie sie na indeksie. Nie bedzie wolno pokazywać w telewizji
    filmu "Cztery wesela i pogrzeba", ani "Kabaretu". Nie będzie wolno
    nikomu publicznie powiedziec, ze jest gejem.
    Nie kojarzy Wam sie to w żaden sposob z rózowymi trójkatami? czy tez
    uwazacie, ze różowe trójkąty byly "cukrem w Niemczech"?


    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • isma 19.07.09, 10:57
    Verdana, ja mam wrazenie, ze Ty nie chcesz zrozumiec ;-(((.

    Ustawa nie mowi o zakazie publikowania wszystkich tresci zwiazanych z
    homoseksulizmem (inaczej zakazywalaby publikowania np. siebie samej smile)), tylko
    o zakazie formulowania przekazow o charakterze reklamowym czy promocyjnym. I
    dokladnie to samo jest w niektorych regulacjach dotyczacych alkoholu czy
    papierosow - i palic mozna (choc nieletni papierosow kupic nie moze!), i nikt
    kadru z nonszalancko uwieszonym w kaciku ust detektywa Marlowe papierosem nie
    wycina...

    Zeby nie byc goloslownym - dwa lata temu na Litwie byla afera o odmowe
    umieszczenia na miejskich autobusach reklamy gejowskiej, z aktora chciala
    zaplacic Litewska Liga Gejow z pieniedzy europejskich. Ale bynajmiej nie szlo o
    to, zeby gejow do autobusow "nur für hetero" nie wpuszczac.


    --
    Is.
  • verdana 19.07.09, 11:52
    Przeciwnie, doskonale rozumiem. "Reklama" i "promocja' to słowa tak
    obszerne, ze jesli się chce, mozna pod nie podciągnąc wszystko. nie
    tylko reklamę klubow gejowskich (ktora jako, ze dla doroslych chyba
    bedzie dozwolona?).
    Obwaiem sie, ze to raczej Ty nie chcesz zrozumieć, ze pod tak
    pojemne pojecia mozna podciagnąc bardzo wiele rzeczy, lacznie z
    przerabianiem w szkole pewnych utworów. Sa one bowiem czasem
    promocją milości osob jednej płci.


    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • nati1011 19.07.09, 15:01
    a ja ponawiam swój post, na który nie raczyłaś mi odpowiedzieć:
    -----------------
    jesteś naukowcem, więc argumentacja nie powinna być ci obca. Ale w
    tej dyskusji stosujesz wyłącznie chwyty propagandowe. I odpowiadasz
    tylko na te argumenty, które ci pasują. Jak ognia unikając tych nie
    wygodnych.

    Ponawiam więc pytanie - czy usiłujesz nam wmówić, że homoseksualiści
    walcza WYŁĄCZNIE o prawo mieszkania z osobą o tej samej płci? Czy
    też może o uznanie za RÓWNE związków homo z małżeństwami
    heteroseksualnymi? Czy nie walcza o prawo do adopcji? CZY nie walcza
    o przywileje przypisane od wieków wyłącznie rodzinom (głównie
    dlatego, ze rodząc dzieci rodziny potrzebują wiekszego wsparcia niż
    2 homopanow)?

    I poproszę o wskazanie 1 miejsca w katechizmie KK które potępia
    SKŁONNOŚCI homoseksualne. Bo w paru miejscach próbujesz nam wmówić,
    ze nie odróżniamy skłonności od czynów.

    Przykro mi, ale od ciebie wymagam więcej w dyskusji wink
    ------------------

    Może doczekam sie odpowiedzi, chyba, ze odpowiadasz tylko na posty,
    kótóre moga potwierdzić twój punkt widzenia. Dołaczam się do Ismy.
    Uważam, ze nie chcesz zrozumieć. A w dodatku nam zarzucasz
    nieobiektywizm.
  • isma 19.07.09, 15:30
    Nie zgadzam sie, ze "reklama" to pojecie "obszerne".
    A nawet gdyby tak bylo, to prawo, poniewaz ma ksztalt jezykowy, to sila rzeczy
    jest interpretowalne. I posluguje sie tego rodzaju nieostrymi pojeciami. Co to
    znaczy np. ze kogos zabito, jak mowi przepis "ze szczegolnym okrucienstwem"
    (art. 148 kk)? Albo co to znaczy, ze ktos dopuscil sie "nieobyczajnego wybryku"
    (art. 140 kw)?
    Skad to wiadomo, bo norma jest "pojemna"?

    Skad wiadomo, ze za oddawanie moczu na sciane kamienicy na Drodze Krolewskiej
    (jak to sie przydarzylo pewnemu pijanemu radnemu w Stolecznym Krolewskim Miescie
    Krakowie) mozna zarobic grzywne, ale odsiusianie pieciolatka w lesie jest w
    porzadku?

    Przeciez albo sad orzeka o tym, ze prawo zostalo zlamane, albo jakas decyzja
    (np. odmowa publikacji jakichs tresci, wykonania uslugi itp.) podlega kontroli
    sadowej. Sady sa od tego, zeby stwierdzic, czy dane zdarzenie sie miesci w
    warunkach okreslanych przez norme, czy nie.

    Natomiast co do, ogolnie mowiac, sztuk pieknych. Moim zdaniem te przepisy w
    ogole do nich nie znajduja zastosowania. Ale swoja droga nie da sie nie
    zauwazyc, ze pewne dziela sztuki sa, no, zawlaszczane przez ruch gejowski, i to,
    co ejst w nich tylko jednym z watkow - czasem wanych, zgoda - staje sie nagle
    manifestem nawet nie obyczajowym, tylko ustrojowym.

    Ja np. bardzo lubie "Krola Rogera" Szymanowskiego, to genialna muzyka jest, i
    doskonale sobie zdaje sprawe, ze kompozytor byl homoseksualista, a i autor
    libretta rozne eksperymenty w tej sferze przeprowadzal. Ale dalibog, jak sie
    wprzega te orientalno-modernistyczna rzecz w dyskusje o malzenstwach homo, to
    mam podobne odczucia, jak teraz czytajac wydana za ciezkiej komuny ksiazke
    dokumentujaca ostatnie dni zycia Jana XXIII, z ktorej dowiedziec sie mozna, iz
    na lozu smierci "depesza Chruszczowa dala mu okazje do ponowienia wyrazow
    serdecznosci ku narodom Zwiazku Radzieckiego. Skierowal nadto wielce zyczliwe
    slowa ku wielkim narodom Azji, a zwlaszcza ku Chinczykom..."
    No wink)).


    --
    Is.
  • isma 19.07.09, 15:41
    Aha - zeby doprecyzowac. Ja nie mam bladego pojecia, jak jest definiowana
    reklama w systemie prawa litewskiego, wiec sie madrzyc nie bede.

    Niemniej zupelnie niezle reklame definiuje prawo miedzynarodowe, np. Europejska
    Konwencja o Telewizji (podpisana przez Polske, czy przez Litwe, to nie wiem):
    "Reklama" oznacza wszelkie publiczne obwieszczenia mające na celu popieranie
    sprzedaży, zakupu lub wynajmu produktu lub usługi, promocję idei czy sprawy lub
    spowodowanie innego skutku pożądanego przez reklamującego, dla których to celów
    udzielono reklamującemu czasu transmisyjnego na zasadach odpłatności lub za inne
    podobne wynagrodzenie.

    I mniemam, ze podobne regulacje mozna by znalezc w odniesieniu do innych srodkow
    przekazu, ale mi sie na razie nie chce wink)).

    --
    Is.
  • nati1011 19.07.09, 18:20
    isma napisała:

    > "Reklama" oznacza wszelkie publiczne obwieszczenia mające na celu
    popieranie (...) promocję idei czy sprawy lub spowodowanie innego
    skutku pożądanego przez reklamującego, dla których to celów
    udzielono reklamującemu czasu transmisyjnego na zasadach odpłatności
    lub za inne podobne wynagrodzenie.

    Jak najbardziej widzę tu definicje zachowań ruchów progejowskich.

    ... idei lub sprawy... czyli uznania związków homoseksualnych za
    równe małżeńśtwom i przyznanie im wszelkich praw i przywilejów,
    które z definicji im sie nie należą.
  • paszczakowna1 19.07.09, 20:15
    Isma, ale 'reklama' chyba nie ma tu wiele do rzeczy, jako że reklama implikuje
    przekaz przez kogoś opłacany (czytaj: banner reklamowy z napisem 'Fajnie jest
    być gejem'). Tu przecież nie o to chodzi. Sama cytowałaś, że sformułowanie jest:
    'które agitują na rzecz relacji homoseksualnych, biseksualnych lub
    poligamicznych'. A czy 'Dziennik Bridget Jones' albo 'Cztery wesela i pogrzeb'
    czy 'Filadelfia' albo zgoła 'Kroniki drugiego kręgu' Białołęckiej agitują na
    rzecz? A, to już będzie zależało od interpretacji sędziego. Może się okazać, że
    agitują.

    Ponadto, ciekawi mnie, czy na mocy tej ustawy nie można przypadkiem zakazać
    demonstracji protestujących przeciw tej ustawie pod hasłem... (jako agitujących
    na rzecz)
  • nati1011 19.07.09, 21:13
    wg mnie na pewno tą ustawa można zakazać pogadanek urzadzanych przez
    działaczy gejowskich w szkołach - i to już jest dużo.

    Dla mnie wogóle nieporozumieniem jest ujawnianie swojej orientacji
    seksualnej publicznie. Co mnie obchodzi, czy nauczyciel, sedzia czy
    policjan jest hom czy hetero. Powinien zachowywać sie tak, by nie
    było do niego zadnych zastrzeżeń. I jak naprzeciw zamieszka 2 panów,
    to nie powinno nikogo ani obchodzić czy oni sa kumplami czy tez
    kochankami, a i oni nie powinni tego na cały świat trąbić.

    Oczywiście w bliższych kontaktach ta orientacja prędzej czy później
    wyjdzie na jaw. Na tej samej zasadzie, jak w końcu wszyscy sie
    dowiedza, że kuzyn Jacek ma kochankę, ale nawet z kochanką nikt się
    tak nie obnosi jak z homoseksualizmem.
  • verdana 21.07.09, 09:33
    Nie czepiam sie reklamy. Reklama jest w miare precyzyjna. Czepiam
    się "propagowania", ktore jest absolutnie nieprecyzyjne, a przy
    szerokiej interpretacji moze doprowadzic do skrajnych idiotyzmow.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • verdana 19.07.09, 12:28
    Nie - ja pisałam o obserwacjach wyłacznie w stadach mieszanych.
    Oprocz tego zdarzaja sie osobniki biseksualne - jak u ludzi.

    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • samboraga 19.07.09, 15:35
    > Nie kojarzy Wam sie to w żaden sposob z rózowymi trójkatami? czy tez
    > uwazacie, ze różowe trójkąty byly "cukrem w Niemczech"?

    Jest pytanie skąd się biorą 'powtórki z historii'?...

    Twoje pytanie - nie kojarzy mi się dlatego, że nie obchodzi mnie prywatne życie
    konkretnego homoseksualisty. I, choć można gdybać czy to (taka ustawa) nie
    zalążek takich 'powtórek' to uważam, że nie.
    Ale obchodzi mnie np. domaganie się uznania, że para panów to rodzina. Bo to
    kłamstwo i propaganda. Związek tak, ale nie rodzina. I tak można prześledzić
    różne inne aspekty propagandy środowisk homo. Delikatne zmienianie akcentówsad
    --
    Zawsze się radujcie, nieustannie się módlcie, w każdym położeniu dziękujcie.
    (1Tes 5, 16-18) I bądźcie wdzięczni! (Kol 3,15)
  • nati1011 20.07.09, 20:49
    "Czy od marca 2010 roku, kiedy ustawa wejdzie w życie, nauczyciele w
    szkołach nie będą już mogli rozmawiać z uczniami o homoseksualizmie?

    Nie ma problemu, gdy nauczyciel opowiada o homo- seksualizmie z
    naukowego punktu widzenia - to normalna edukacja. Ale trzeba
    wiedzieć, w którym miejscu się zatrzymać. Nauczyciel nie może
    szerzyć propagandy. Mieliśmy już taką sytuację, która w dodatku
    dotyczyła nie uczniów, ale przedszkolaków. Wydrukowano u nas dla
    nauczycieli przedszkolnych książki z bajkami dla najmłodszych. Jedna
    z nich była o dwóch królowych, które żyły razem i były bardzo
    szczęśliwe. To w żadnym razie nie była obiektywna informacja, ale
    zwykła propaganda. Spotkała się zresztą z silną reakcją społeczną.
    Oburzeni byli zwłaszcza rodzice przedszkolaków."

    Ale zaraz ktos powie, ze taka bajka, to zadna propaganda ;/

  • verdana 20.07.09, 22:08
    Homoseksualizm istniial nawet wówczas, gdy grozily za niego kary
    wiezienia lub smierci. Liczenie na to, ze ta ustawa zlikwiduje
    homoseksualizm jest tak naiwna, ze jest oczywiste, ze tłumaczenie to
    jest nieprawdziwe.
    Rozumiem, że moja rodzina, ktora zaakceptowała ciotke-lesbijke i
    pozowoliła dzieciom równiez ja zaakceptować popełnilaby
    przestępstwo???? Że albo musielibysmu dzieciom klamać, albo wyrzec
    się rodziny?
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • mader1 20.07.09, 22:31
    Verdano, mam wrażenie, ze trochę przesadzasz.
    --
    Dopóki walczysz - jesteś zwycięzcą św. Augustyn
    Tam ciągle giną chrześcijanie!
  • isma 20.07.09, 22:54
    In-for-ma-cja pub-licz-na.
    In-for-ma-cja pub-licz-na.
    In-for-ma-cja pub-licz-na...

    Nie mow, ze nie odrozniasz.
    --
    Is.
  • nati1011 21.07.09, 08:04
    Verdana czy ty rozumiesz jezyk polski? Przepraszam, ale to już
    naprawdę irytujące. Gdzie w tym artykule jest mowa o likwidacji
    homoseksualizmu? Gdzie jest mowa o paleniu na stosach
    homoseksualistów i gdzie przewidziana kara wiezienia za obiad z
    cicią lesbijką?

    Wybacz, ale jak ktos nie ma argumentów, to pisze takie bzdury jak
    ty. Nie potrafisz odpowiedziedzieć na rzeczowe argumenty i piszesz w
    kółko to samo - w dodatku coś, co nie jest prawdą. Kogo ty chcesz
    przekonać? Chyba samą siebie.
  • verdana 21.07.09, 08:56
    Doskonale rozumiem język polski. Zatem pytanie brzmi - czy moim
    uczniom na zajęciach z WOS-u moge powiedzieć, ze nie widze nic zlego
    w związkach homoseksualnych i powiedziec, w jakich krajach dozwolone
    sa sluby homoseksualne? Mam prawo powiedzieć, ze Safona byla wielka
    poetka i jej liryki sa doskonałe? mam prawo napisac podrecznik, w
    ktorym przedstawie związki homoseksualne jako równouprawnione?
    Zareczam, ze nie. Mam klamać uczniom (to już jest dzialalność
    publiczna, prawda), przekazując im poglady, z ktorymi sie nie
    zgadzam - czyz nie? Sadze, ze gdyby wprowadzono na Litwie prawo, w
    ktorym zakazuje się propagandy tego, ze tylko związki hetero sa
    dozwolone bylibyscie oburzeni. Bo to jest Wasz pogląd i dlatego
    chcecie moc przekazywac mlodziezy to, do czego jesteście przekonani.
    Natomias z przyjemnoscia widzicie sytuacje, gdy ci, ktorzy myslą
    inaczej sa pozbawieni możliwosci mowienia tego publicznie.
    Nie pisalam o paleniu na stosach - pisalam o tym, ze tak
    nieprecyzyjne prawo moze być doskonale wykorzystane do wprowadzenia
    cenzury wielu tresci.

    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • nati1011 21.07.09, 09:11
    powiem krótko - na studiach mozesz sobie mówic studentom prawie
    wszystko - i pisać podeczniki. Studia to okres, gdy trzeba spotkać
    sie z różnymi kierunkami i poglądami i nauczyć się bronić swoich
    pogladów. Ale nie życzę sobie. Tak NIE ŻYCZĘ SOBIE, by moje dzieci
    były indoktynowane w przedszkolu czy szkole bajkami o pingwinach, 2
    królewnach czy by wmawiano im iż mogą sie łajdaczyć na każdym rogu,
    byle tylko miały przy sobie prezerwatywę. Nie życzę sobie, by
    ktokolwiek przedstawiał moim dzieciom - niepełnoletnim - ofertę
    aborcji jako świetne rozwiazanie problemów po nieodpowiedzialnej
    nocy. Nie życzę sobie by ktoś wmawiał moim dzieciom, ze 2 panów to
    rodzina itp itd. I mam do tego prawo. Bo to moje dzieci i ja
    odpowiadam za ich wychowanie. Ty oczywiscie mozesz swoim dzieciom
    mówić coś odwrotnego - twoje prawo. O ile nie łamiesz mojego i moich
    dzieci.

    Rozumiem, że na moje poprzednie pytania nie zamierzasz odpowiadać?
    Mimo iż wcześniej wysunęłaś kilka poważnych zarzutów?
  • verdana 21.07.09, 09:18
    Naoisałam o UCZNIACH nie studentach. Uczniach, a więc osobach
    niepełnoletnich, dla ktorych pisze podreczniki i ktorych uczylam
    wiele lat (a nie wykluczone, ze i dalej będę).
    Cóż, absolutnie rozumiem, ze Ty sobie nie życzysz bajek o
    pingwinach. ja sobie nie zyczę tego, co polskie podreczniki pisza o
    homoseksualistach. Nie występuje jednak z wnioskiem do Sejmu, aby
    zakazać rozpowszechniania tych podreczników, bowiem rozumiem, ze sa
    rózne poglady - nie podoba mi się to, co jest w konkretnym
    podrecznku - skoryguje to w domu.
    Ja sobie nie życze, aby moim dzieciom przekazywano, ze
    homoseksualizm jest złem. I nie rozumiem, dlaczego poglady jednej ze
    stron mialyby byc jedynymi dozwolonymi poglądami w demokratycznym
    kraju.
    Jakie poprzednie pytania? Cos mi umknęlo chyba.

    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • verdana 21.07.09, 09:32
    Chyba znalazłam Twoje pytania, tyle, ze nie bardzo je rozumiem.
    Trudno komus wmówić, że homoseksualisci walcza o prawo do mieszkania
    z kims tej samej plci, bo o ile wiem ludzie tej samej plci od wiekow
    mieszkaja razem i nikomu jeszcze nie przyszlo na myśl tego
    zabraniać. nie ma więc o co walczyć.
    Mnie nie przeszkadza w zaden sposob fakt, ze homoseksualisci chcą
    zakladac rodziny. Co do adopcji dzieci mam mieszane uczucia, ale nie
    dlatego, abym obawiala się o dziecko, ale dlatego, ze takie dziecko
    będzie napiętnowane w spoleczeństwie - tak jak kiedys byly dzieci
    nieślubne, co jak widać minęło.
    Trzeba tez pamietac, ze adopcja nie dotyczy tylko sytuacji "para
    gejow chce dziecko", ale w wielu wypadkach kwestii niezwykle
    skomplikowanej - adopcji rodzonego dziecka jednej z osob przez
    drugą. W przypadku gdy umrze matka dziecka, a adopcja nie jest
    dozwolona, dziecko zostaje odebrane osobie, ktorą kocha i ktora go
    wychowywała. Nikt mi nie wmowi, ze dla dziecka lepszy jest DD.
    Ludzie w związkach homoseksualnych chcielby także moc dziedziczyc po
    sobie, moc decydować o leczeniu nieprzytomnego partnera - cóz, jakos
    nic zlego w tym nie widzę.
    Małżenstwa ewoluowaly - nie jest bowiem prawdą, ze małżenstwo to
    tylko zwiazek jednej kobiety z jednym męzczyzna. Bywaja tez zwiazki
    jednego męzczyzny z wieloma kobietami (odwrotnie rzadziej, ale tez
    bywalo).

    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • samboraga 21.07.09, 09:35
    Ale zaraz, o Safonie się uczyło i się uczy (tak przypuszczamwink. I nikt nie robił
    problemu, było to jako wiadomość dodatkowa, taka rozmyta. W liceum.
    A do czego uczniowi jest potrzebna wiadomość że Oskar Wilde był/nie był
    homoseksualistą? Historykowi literatury, studentowi, tak.
    Czy wg programu liceum (o gimanzjum nie wspomnę) analizuje się życie i twórczość
    każdego pisarza, aż tak dogłębnie? Każdy uczeń w liceum zna życie Rimbauda? Musi
    znać? Dla jego wiedzy humanistycznej to jest nieodzowne?
    --
    Zawsze się radujcie, nieustannie się módlcie, w każdym położeniu dziękujcie.
    (1Tes 5, 16-18) I bądźcie wdzięczni! (Kol 3,15)
  • nati1011 21.07.09, 11:16
    samboraga napisała:

    > Ale zaraz, o Safonie się uczyło i się uczy (tak przypuszczamwink. I
    nikt nie robi
    > ł
    > problemu, było to jako wiadomość dodatkowa, taka rozmyta. W liceum.
    > A do czego uczniowi jest potrzebna wiadomość że Oskar Wilde
    był/nie był
    > homoseksualistą? Historykowi literatury, studentowi, tak.
    > Czy wg programu liceum (o gimanzjum nie wspomnę) analizuje się
    życie i twórczoś
    > ć
    > każdego pisarza, aż tak dogłębnie? Każdy uczeń w liceum zna życie
    Rimbauda? Mus
    > i
    > znać? Dla jego wiedzy humanistycznej to jest nieodzowne?

    I o to właśnie chodzi. Czy ktokolwiek wyrzuca z listy lektur dzieła
    pisarzy homoseksualistów? Czy wycofuje się ze sklepów płyty eltona
    Johna? Czy ktoś zdejmuje z anteny ypu can dance, bo tam gej
    występuje? Oczywiście że nie. Ale co mnie interesuje czy Wilde był
    gejem? Albo kto inny. Niech se bedzie. Tylko niech mi tego nie
    powtarza 3 razy dziennie. Tak samo nie interesuje mnie czy sąsiad ma
    kochankę. I nie uważam za konieczne, ani stosowne omawianie na
    lekcji polskiego życia seksualnego autorów.

    A co do do innych "szykan" homoseksualistów. Bez upowaznienia lekarz
    nie wyda mi leków czy wyników mamy, mimo iż się nią opikuję i
    pokrewieństwo jest oczywiste. Wystarczy jednak pełnomocnictwo
    notarialne za 35 zł by móc reprezentować daną osobę czasem bardziej
    niż małżonek. W szpitalu przy przyjęciu - ZAWSZE - wypełnia się
    dokumenty gdzie piszę sie dane osoby upowanionej do otrzyania
    informacji. I jeżlei nie wpiszę tam meza, to informacje nie zostaną
    mu udzielone - a przynajmniej nie powinny. Mogę zaś wpisać siostrę,
    koleżankę czy kogo badź. A za 100 zł sporządzić testament, który
    rozwiarze sprawy majątkowe.

    Natomiast prawo do wspólnego rozliczenia podatkowego czy adopcji
    dzieci po prostu homoseksualistom się nie należy. Są to bowiem
    przywileje, a nie prawa.

    Nie należy im się też specjalne traktowanie - bą są równi wobec
    prawa.
  • atama 21.07.09, 11:26
    W szpitalu przy przyjęciu - ZAWSZE - wypełnia się
    > dokumenty gdzie piszę sie dane osoby upowanionej do otrzyania
    > informacji.

    No gwoli ścisłości to nie zawsze, bo jak trafia ktoś z wypadku,
    nieprzytomny, to niczego nie wypełnia i do informacji prawo ma
    rodzina. Pewnie o takie sytuacje chodzi.
    Z resztą się zgadzam. Kruszenie kopii o to dziedziczenie.
  • nati1011 21.07.09, 11:28
    ok. Ale na wypadek można mieć właśnie pełnomocnictwo notarialne -
    uznawane wszędzie.
  • paszczakowna1 21.07.09, 11:17
    > A do czego uczniowi jest potrzebna wiadomość że Oskar Wilde był/nie był
    > homoseksualistą? Historykowi literatury, studentowi, tak.

    A jak taki uczeń będzie czytał 'The Ballad of Reading Gaol', to aby nie przyda
    mu się informacja, w jakich okolicznościach ten poemat powstał? Ja z historią
    literatury nie mam nic wspólnego, ale zdaje mi się, że dla analizy tekstu jest
    to wiedza kluczowa.
  • samboraga 21.07.09, 12:52
    Ja z historią
    > literatury nie mam nic wspólnego, ale zdaje mi się, że dla analizy tekstu jest
    > to wiedza kluczowa.

    Ale pytanie na ile ten utwór jest perłą literatury, wymagającą włączenia do
    kanonu w krótkim kursie licealnym? I ile uczeń, często znający lektury już tylko
    z wikipedii, ew. ekranizacji na dvd, powienien wiedzieć o Oskarze Wildzie?
    Wydaje mi się, że nie w tę stronę należy rozszerzać wiedzę humanistyczną maturzysty.

    A samodzielne poznanie czy lektura na poziomie studiów uniwersyteckich - jak
    najbardziej. Choć co do przekazywania wiedzy na studiach to podtrzymuję co
    pisałam wcześniej - nie chodzi mi o cenzurę ale formę przekazu.
    --
    Zawsze się radujcie, nieustannie się módlcie, w każdym położeniu dziękujcie.
    (1Tes 5, 16-18) I bądźcie wdzięczni! (Kol 3,15)
  • paszczakowna1 21.07.09, 13:55
    > Ale pytanie na ile ten utwór jest perłą literatury, wymagającą włączenia do
    > kanonu w krótkim kursie licealnym? I ile uczeń, często znający lektury już tylk
    > o
    > z wikipedii, ew. ekranizacji na dvd, powienien wiedzieć o Oskarze Wildzie?
    > Wydaje mi się, że nie w tę stronę należy rozszerzać wiedzę humanistyczną maturz
    > ysty.

    W Anglii 'The Ballad of Reading Gaol' uważana jest za 'perłę literatury,
    wymagającą włączenia do kanonu w krótkim kursie licealnym'. W Polsce akurat nie
    (brak jest chyba dobrego tłumaczenia - w sumie to w ogóle nigdy nie widziałam
    tłumaczenia), ale myślałam, że mówimy ogólnie.

    Są twórcy (i Wilde IMHO do nich należy), w przypadku których homoseksualizm na
    tyle kształtował życie i twórczość, że omawianie bez wspomnienia o ich
    homoseksualizmie w ogóle nie ma sensu. Oczywiście, można ich w ogóle nie omawiać
    (choć akurat w miarę wykształcony człowiek powinien wiedzieć, kto to był Wilde)
    - ale chyba w tym wątku ktos niedawno pisał, że nikt nie chce usuwać dzieł
    homoseksualnych pisarzy ze szkół?
  • samboraga 21.07.09, 15:01
    > (choć akurat w miarę wykształcony człowiek powinien wiedzieć, kto to był Wilde)

    Boję się, że obie jesteśmy jeszcze 'ze starej szkoły', gdy nie wypadało nie
    wiedzieć pewnych rzeczywink))
    Ja o Wildzie w szkole tylko liznęłam. Reszty to już raczej albo samodzielenie,
    albo 'studencko'. Ale ja lubiłam czytać. Mój syn nie lubi. i nie jest humanistą.
    Ale chciałabym, aby gdy dojdzie do matury, pamiętał bardziej istotne sprawy niż
    dokładne życiorysy wszytskich autorów. Zarówno hetero jak i homowink) Bo mówiąc o
    szkole mówimy o przeciętnym uczniu, co ma wynieść.
    I co do życiorysów wpływających na twórczość - nawet o wieszczach za dużo w
    sumie się 'nie przerabia' z ich życia. W każdym razie na pewno można więcejwink))
    Np. kto miał kochankę i czy dany liryk miłosny to po słusznej linii jestwink))
    Historyk literatury we wszystkim znajdzie 'podtekst', ale potrzebne jest
    wyważenie co jest tą wiedza ogólną dla maturzysty, a co nie. Wyważenie czy
    wprowadzenie dodatkowej godziny lekcyjnej o Wildzie, bo musimy mieć
    reprezentanta homo w kanonie (tak jak przykład np. literatury chłopskiej) jest
    na tyle ważne by wyrzucić z tego kanonu Homera. Przerysowuję, tak, ale lekcje
    nie są z gumy. Jeśli możemy omawiać Dekameron w szkole jednym z bardziej
    niewinnych opowiadań (Sokół?), to może jako przykład ukazywania miłości homo
    może nam wystarczyć Safona? A barwność i specyfikę nastroju pewnych epok
    niekoniecznie muszą podkreślać homo czy biseksualne eksperymenty twórców?

    Ogólnie rozmawiamy, zgoda, ale np. uczeń amerykański przerabia głównie
    amerykańskie utwory (znajoma, gdy byłyśmy w wieku licealnym, spędziła tam kilka
    lat w szkole - stąd czerpię wiedzę), a...no...w porównaniu z literaturą
    europijską to mizernie raczej jest (a w każdym razie ilościowo druzgocąco więcej
    arcydzieł jest po stronie europejskiejwink
    --
    Zawsze się radujcie, nieustannie się módlcie, w każdym położeniu dziękujcie.
    (1Tes 5, 16-18) I bądźcie wdzięczni! (Kol 3,15)
  • paszczakowna1 21.07.09, 16:06
    > Wyważenie czy
    > wprowadzenie dodatkowej godziny lekcyjnej o Wildzie, bo musimy mieć
    > reprezentanta homo w kanonie (tak jak przykład np. literatury chłopskiej) jest
    > na tyle ważne by wyrzucić z tego kanonu Homera.

    Ja rozumiem. Mamy tu dwa zagadnienia - (1) kwestię wyboru materiału przy mocno
    ograniczonym czasie, i (2) kwestię poruszania tematu homoseksualizmu w życiu
    twórcy. Ja się tej ballady uczepiłam nie bez powodu, bo z tego co wiem w Anglii
    jest to standardowy wiersz 'do rozbierania' w szkole (nie z rozdzielnika jako
    przykład literatury homo - zresztą tam o homoseksualizmie nie ma ani słowa -
    tylko jako ballada, wiersz o tematyce społecznej i egzystencjalnej, itp), tak
    jak u nas powiedzmy ballady Mickiewicza. A sęk w tym, że ponieważ ballada jest
    zasadniczo poetycznym opisem egzekucji w więzieniu, kluczową informacją musi
    być, że poeta opisuje coś, czego był naocznym świadkiem jako więzień. I ciężko
    uciec od pytania, dlaczego on się w tym więzieniu znalazł, i jak zabarwia to
    wymowę wiersza...

    Wywód jest w sumie dość akademicki, bo na Wilde'a akurat w polskiej szkole
    faktycznie może brakować czasu, a w polskiej literaturze nie mamy
    homoseksualnego pisarza tego kalibru (nie wnikając w 'kaliber' Iwaszkiewicza,
    akurat w jego przypadku orientacja seksualna jest mało istotna). Zresztą nie to
    mnie w tej ustawie niepokoi, tylko w ogóle wprowadzenie cenzury na podstawie
    bardzo mętnego zapisu.

    > Ogólnie rozmawiamy, zgoda, ale np. uczeń amerykański przerabia głównie
    > amerykańskie utwory (znajoma, gdy byłyśmy w wieku licealnym, spędziła tam kilka
    > lat w szkole - stąd czerpię wiedzę), a...no...w porównaniu z literaturą
    > europijską to mizernie raczej jest (a w każdym razie ilościowo druzgocąco więce
    > j
    > arcydzieł jest po stronie europejskiejwink

    To fakt (ja akurat sporo amerykańskich twórców lubię, ale to poza tematem). Ale
    w Polsce jest podobnie, jednak najwięcej jest literatury polskiej, mimo że np.
    wybitnych prozaików to u nas jakoś mało było...
  • isma 21.07.09, 16:59
    Hmmmm.
    No, wezmy np. taki wiersz (fragment daje, calosc tu:
    univ.gda.pl/~literat/tetmajer/029.htm)
    (...)
    I juzbyk héba jo sama wolała
    leżeć hań, niźli tak płakać daremno,
    a kie spać legnę, to poduska cała
    mokra, kie wspomnę, jakeś ty spał se mną.
    Kwilo jedyna, kaześ się podziała,
    kies ty przychodził ku mnie w nockę ciemną
    i kies mię objon tak serdecnie w rence,
    jakbyś przy miejskiej leżał ka panience.
    (...)

    No wiec dla interpretacji tego wiersza nie ma wiekszego znaczenia, kim byl
    autor, Kazimierz Przerwa-Tetmajer znaczy, i z cala pewnoscia nie nalezy sie
    dopatrywac u niego transseksualizmu tylko dlatego, ze w wierszu podmiot liryczny
    mowi, iz niejaki Jerzy (do ktorego "list" jest kierowany) lezal przy podmiocie
    lirycznym jak przy miejskiej panience. Nie nalezy tez wnosic, izby autor byl
    ledwopismienna goralka z Ludzmierza wink)).

    No i tak tez powod, dla ktorego Wilde byl w wiezieniu, nie ma moim zdaniem
    zadnego znaczenia...
    Zebysmy sie zrozumieli: jesli mowimy (na powaznie, nie na poziomie bryka) o
    liryce, a nie o reportazu wcieleniowym, to zyciowe doswiadczenia autora naprawde
    maja znaczenie dziesiatorzedne.

    Rozwine wieczorem, bo musze do garow.

    --
    Is.
  • paszczakowna1 21.07.09, 19:33
    > No i tak tez powod, dla ktorego Wilde byl w wiezieniu, nie ma moim zdaniem
    > zadnego znaczenia...

    A moim zdaniem ma. Jak już cytujemy - końcowa strofa ballady (najczęściej
    zresztą przytaczana) brzmi:

    "And all men kill the thing they love,
    By all let this be heard,
    Some do it with a bitter look,
    Some with a flattering word,
    The coward does it with a kiss,
    The brave man with a sword!"

    Niełatwo tu stwierdzić 'co poeta miał na myśli' (i ja bynajmniej nie twierdzę,
    że wiem na pewno), ale informacja że: a) nie, Wilde nie siedział za morderstwo i
    nie jest to apologia crime passionelle; b) Wilde był w homoseksualnym związku, i
    związek ten żadnej ze stron nie wyszedł na dobre, może być w interpretacji
    przydatna.

    > Zebysmy sie zrozumieli: jesli mowimy (na powaznie, nie na poziomie bryka) o
    > liryce, a nie o reportazu wcieleniowym, to zyciowe doswiadczenia autora naprawd
    > e
    > maja znaczenie dziesiatorzedne.

    Zależy to, jak sądzę, od typu i tematyki liryki. Zgodzimy się chyba, że na
    przykład w przypadku wielu wierszy K. K. Baczyńskiego nie jest to prawdą.
  • samboraga 21.07.09, 11:05
    > Naoisałam o UCZNIACH nie studentach. Uczniach, a więc osobach
    > niepełnoletnich, dla ktorych pisze podreczniki i ktorych uczylam
    > wiele lat (a nie wykluczone, ze i dalej będę).

    Ja jeszcze o przekazywaniu treści młodzieży.
    Będąc młoda studentką...wink)) Spotykałam różnych wykładowcówwink)) Jak każdywink Ale
    jedno mnie uderzyło. Podjęłam, m. in., studia równoległe na wydziale polonistyki
    UW i...byłam w ciężkim szoku na niektórych zajęciach. Jako dziewczę skromne
    (choć wówczas nie bogobojnewink czułam się epatowana treściami seksualnymi (a nie
    byłam już wówczas świeżo upieczoną studentką). Bardzo natarczywie. Zarówno na
    historii literatury, jak i na zajęciach o wdzięcznej nazwie 'wiedza o kulturze'
    (chodziłam tylko na 2 semestry polonistyki, więc zaliczyłam zajęcia
    sprowadzające się do antropologii kultury). Odnosiłam wrażenie, że - w skrócie -
    chodzi o to by przekazać szarym gąskom, takim Aniom z Zielonego Wzgórza co to
    się na polonistykę dostały (upraszczam oczywiście), zaczytującym się w książkach
    'pełnię' o literaturze, twórcach, od podszewki... Dużo, dużo zależało od
    światopogladu wykłądowcy. Tak teraz myślę. A wtedy tego nie widziałam.
    Odbierałam to jako 'prawdę o życiu'. Studia humanistyczne temu sprzyjają.
    Trudniej oddzielić 'naukowość' od 'przekazywania światopoglądu'. Trafiając na
    'mistrza' można źle trafić... Nauka budowy mostu nie musi oznaczać równoczesnego
    poznania poglądów osobistych wybitnego inżyniera budownictwa mostowegowink
    Jasne, lektura Dekameronu sprzyja, albo czytanie pism Ruth Benedict czy
    Malinowskiego... Ale myślę, że delikatności w przekazywaniu treści
    i...hmmm...kultury, nie zapisze się w żadnych paragrafach. Ani w jedną ani w drugą.
    Ja wyobrażam sobie wykładowcę katolika, który przekazuje wiedzę o kulturze
    greckiej, o Safonie, o Platonie itd. bez wstrętu czy przekłamań. Ale i bez
    propoagandy. A w pingwinach i śnieżkach propaganda jest.
    A, uczestnicząc, jako studentka, również, kilku filologii obcychwink) w wielu,
    wielu lektoratachwink miałam też lektora homoseksualistę, z którym wielokrotnie,
    szlifując język, rozmawialiśmy m. in. o adopcji par homo (dla ciekawości - był z
    katolickiego kraju). I to było dla mnie czyste i w porządku. Nie odbierałam tego
    jako propagandę. Ale dyskusję, wymianę poglądów. Ale rozumiem Verdano, że wg
    Ciebie w przypadku takiej ustawy mógłby się obawiać że go 'zakapujemy'?... Coż,
    szkoda, że takich myśli nie mieli wykładowcy z 'wiedzy o kulturze'... Bo
    wolałabym być 'uświadamiana literacko' bardziej kulturalnie...
    --
    Zawsze się radujcie, nieustannie się módlcie, w każdym położeniu dziękujcie.
    (1Tes 5, 16-18) I bądźcie wdzięczni! (Kol 3,15)
  • verdana 21.07.09, 17:17
    Każdy by chciał kulturalnie i ja sama nie znosze epatowania
    seksualnoscia, obojetnie homo czy hetero, o ile nie jest to
    konieczne.
    Ale z drugiej strony nie moze być tak, ze na najbardziej kulturalnej
    i wywazonej lekcji nie da sie przekazać wiedzy o Safonie nie
    wspominając o jej orientacji sekualnej. I wtedy mamy bardzo duże
    prawdopodobienstwo, ze jakis uczeń zada pytanie "Czy była dobra
    poetka", "Jaki byl stosunek do homosekualizmu w starozytnosci?" . I
    to jest tzw. koniec. Albo odpowiadamy tak jak niegdys matki na
    pytanie "skąd się biora dzieci?" czyli "A lekcje odrobione,
    smarkaczu?", albo zaczynamy mowić.
    I ryzykujemy, ze nasza przychylna opowieść o lirykach
    homoseksualnych, albo przedstawienie homoseksualizmu w starożytnej
    Grecji jako zachowania akceptowanego zostanie przez kogos zaliczone
    do "promocji".
    czyli nauczyciel dla własnego dobra powinien siedzieć cicho.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • nati1011 21.07.09, 19:22
    ale czym innym jest odpowiedź na pytanie ucznia - zgodnie z prawda,
    a czym innym tłumaczenie z własnej inicjatywy jaka to
    homoseksualistom się krzywda w zacofanej Polsce dzieje.
  • verdana 21.07.09, 19:40
    Nie, Nati - zakazana jest "promocja", a nie mowienie o krzywdzie
    homoseksualistów. Prawda - tez dla kazdego, jak widac tu zreszta,
    jest inna. To co ja uznam za prawde - Ty mozesz uznac za propagande
    i odwrotnie. A chocby w moim podręczniku jest mowa o mozliwosci
    ślubow osób tej samej płci w niektórych krajach. Czy jest to
    promocja czy nie - nie da sie rozstrzygnąć jednoznacznie, bo to
    zależy od interpretacji. Jedni powiedza - OK, tak jest, więc wolno o
    tym pisać. Inni - co tez moze być w kontekscie tego przepisu
    uprawnione powiedzą - to promocja - bo o parach homoseksualnych
    jest mowa w rozdziale o rodzinie - a mowienie mlodziezy, ze taka
    para to rodzina jest demoralizacją.
    Czyli co? Wolno będzie takie rzeczy przekazywac mlodzieży czy nie?
    kto o tym zadecyduje? Za kazdym razem sąd? raczej nie. raczej po
    prostu nikt nie będzie się narazał i na pytania nie odpowie.
    Prawo, pomijajac tu calkowicie aspekt, czy jest dobre czy złe - musi
    być jednoznaczne i precyzyjne, inaczej jest po prostu groźne. Nawet
    dobre prawo w dobrej sprawie.

    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • samboraga 21.07.09, 22:47
    > Ale z drugiej strony nie moze być tak, ze na najbardziej kulturalnej
    > i wywazonej lekcji nie da sie przekazać wiedzy o Safonie nie
    > wspominając o jej orientacji sekualnej.

    Ale właśnie tak się to dzieje - tak pamiętam lekcję o Safonie, włącznie z tym,
    że podane było jak się ma nazwa Lesbos do określenia 'lesbijka'. Natomiast
    dokładniejszą sytuację homoseksualizmu w cywilizacji greckiej poznałam już na
    studiach. i to raczej jest właściwy czas.

    > Grecji jako zachowania akceptowanego zostanie przez kogos zaliczone
    > do "promocji".

    Ale widzisz, z tych ówczesnych lekcji tak prowadzonych, w których o tej Safonie
    się jednak mówiło, wynikało, że homoseksualizm (taka jego rola) był specyfiką
    tamtej kultury. Specyfiką - to znaczy czymś anormalnym, wyjątkowym (czy rodzice
    oddali by teraz komuś chłopca na naukę wiedząc, że będzie wykorzystywany
    seksualnie? czy naprawdę kultura grecka to była kultura 'otwarta', że ten
    homoseksualizm był dobrowolny i może być symbolem 'wyzwolenia'?).
    Analogicznie - uczymy się o bogach, mitologii greckiej, poruszania się w tamtej
    kulturze, w wartościach, ale nie odbieramy jako 'przykładu żywej wiary'.
    A teraz? Chcę by pozostało tak jak było. Licealista jest już świadomy istnienia
    homoseksualizmu jako orientacji, i jako zjawiska. Jeśli sam czuje, że jest
    homoseksualistą to nim będzie.
    Ale nie chcę, aby do parad równości dołaczyła nauka w szkole, która skłoni
    (skrajność, ale możliwa) żądnych wrażeń młodzianów do eksperymentowania ze sobą
    'bo to na topie' (teraz pewnie jakoś się to inaczej mówiwink))). Bo to modne i w
    porządku skoro sławni też to robią. "I w szkole opowiadali, że dawniej to było
    normalne, w takiej Grecji, na przykład'".
    Nie chcę, by ktoś, nauczyciel na lekcji, podpierając się wielkością Safony czy
    Wilda, gładko przechodził na lekcji np. do obrazu homoseksualnej rodziny jako
    oczywistości. Bo i tu ,i tu 'o homoseksualizm chodzi'...
    O taką różnicę akcentów mi chodzi. I nie byłoby tej rozmowy, gdyby nie to, że te
    parady się wciskają, że te treści wchodzą do książek dla dzieci...

    > I ryzykujemy, ze nasza przychylna opowieść o lirykach
    > homoseksualnych,

    Liryka miłosna Safony jest wielka niezależnie od jej lesbijstwa. To nie musi być
    lekcja o homoseksualizmie, a o liryce miłosnej, z elemantami kultury starożytnej.
    --
    Zawsze się radujcie, nieustannie się módlcie, w każdym położeniu dziękujcie.
    (1Tes 5, 16-18) I bądźcie wdzięczni! (Kol 3,15)
  • verdana 21.07.09, 23:01
    Oczywiscie, to co piszesz to prawda. Tyle, ze jak usiłuję to
    wyjasnić, przy tak nieprecyzyjnym sformułowaniu mozna uznać, ze
    powiedzenie 17-latkom, ze homoseksualizm był "specyfika tamtej
    kultury" - to już jest przekroczenie zaleceń. Bo jesli jednoczesnie
    wpajamy szacunek dla kultury i spoleczeństwa starozytnej Grecji (a
    tak jest w programie) to "specyfika" nie oznacza, ze wowczas
    homoseksualizm byl zły. A jesli wowczas nie był uznany za zly - to
    może w ogole nie jest zły? To juz zaczyna być watpliwe.
    Mam wrazenie, ze absolutnie w naszej strefie kulturowej szkoła nie
    będzie oficjalnie zachęcala do seksu dwóch panów, ani nawet par
    mieszanych... A z drugiej strony, jesli np. na wychowaniu seksualnym
    ktos zapyta, czy homoseksualizm jest złem - to nie może być
    obowiązku "jedynej slusznej odpowiedzi".
    Jesli chodzi o ksiązki dla dzieci, to rodzice powinni mieć prawo
    wyboru, jakie ksiązki dzieciom dają, nie panstwo powinno decydowac w
    jakim duchu mam obowiązek wychować swoje wlasne dziecko.
    No i jak sadzisz moj podrecznik zostałby skonfiskowany, czy nie?
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.