Dodaj do ulubionych

Czy za PRL było brudno?

18.01.10, 14:44
PRL się skończył kiedy miałam 11 lat. I jakoś tak to wspominam, że zaraz
zrobiło się brudno na ulicach, w rowach, lasach. Wszędzie pojawiły się śmieci.
Może moje wspomnienia są jakieś zafałszowane? Jak wy to pamiętacie?
Pamiętam, że wtedy śmieci wywożone były na takie ogromne dzikie śmietniska,
ale przez to nie było ich widać na ulicach. Zresztą, władza karała za śmiecenie...
Edytor zaawansowany
  • 18.01.10, 15:13
    Myslę, e trochę masz rację. Dawniej nie było plastikowych opakowań.
    Pakowało się w papierowe torby, najpodlejszy ( teraz EKO! ) szary
    papier, ludzie nie marnowali foliowych ( bo nie było ) reklamówek (
    a jak ktoś już miał taką najczęściej zachodnią to nie używał
    tylko "oszczędzał";)- każdy miał swoją siatkę na zakupy, butelki
    były szklane na kaucję, etc...
    --
    autorska galeria fotografii:
    www.cereusfoto.republika.pl
  • 22.10.10, 12:28
    tylko puste stawiało na regale w salonie, żeby każdy odwiedzający podziwiał i zazdrościł.
    Nie było też napojów ani w plastikowych butelkach, ani w kartonach, chipsów i słodyczy w trwałych opakowaniach, nikt nie porzucał starego samochodu, tylko rozbierało się go do ostatniej śrubki. Mało kto wyrzucał do lasu starą wersalkę, bo albo jeszcze komuś się na coś przydawała, albo rąbano ją i spalano w piecu, bo węgla znów nie dowieźli.
    Tak więc plastikowych śmieci było mniej.
    Za to nie wiem, czy pamiętasz, w jakim stanie były np. toalety na dworcach.
    Jaki ogólnie był syf, brud i wszechobecna, zakurzona i usmolona szarość.

    "Czy byłeś kiedyś na dworcu w Kutnie w nocy
    jest tak brudno i tak brzydko że pękają oczy"
    Akurat dworce PKP najmniej się zmieniły od tamtych czasów, ale przynajmniej do toalety da się już wejść.
  • 22.10.10, 15:12
    Teraz sam w to nie moge uwierzyc, ale wiekszosc ludzi zbierala smieci, ktore choc byly smieciami obiektywnie, dla nas stanowily dotyk kolorowego, bogatego ''Zachodu''. Ja sam zbieralem puszki po piwie i pudelka po papierosach. Dzis powiedzielibysmy, ze PRL bylo czasem opakowan ekologicznych - szklane butelki, prawie nieobecne tworzywa sztuczne, papier (z odpadow oczywiscie).
    Za to panowala zasada ''przewrocilo sie niech lezy'', pamietam zdewastowane hustawki na placu zabaw nie naprawione przez miesiace, kamienice w Krakowie bedaca w wiecznym remoncie, dworce kolejowe akurat niewiele sie zmienily, choc dawniej zdecydowanie nie bylo bezdomnych meneli - milicja jednak pilnowala porzadku.

    Wszechobecny syf polegal tez na polaczeniu socjalistycznego tumiwisizmu z typowo polskim ''pierdolenierobie''. Podam przyklad - zbudowano i oddano do uzytku kilka blokow na nowym osiedlu, porobiono ulice, nawet zasiano trawniki. cycus. Do czasu az zaczeto budowac kolejna czesc osiedla, ukladane przez pare miesiecy chodniki i juz zieleniace sie trawniki zostaly totalnie porozjezdzane przez ciezarowki dowozace materialy budowlane.
  • 22.10.10, 19:32
    Dzięki temu brudowi nie było tylu alergii co teraz. za to smiertelność noworodków, długość życia i spożycie alkoholu różniło się znacznie od dzisiejszych...
  • 22.10.10, 22:11
    era_matolkiewicza napisał:

    > Dzięki temu brudowi nie było tylu alergii co teraz. za to smiertelność noworodk
    > ów,


    Otóż, może Cię zaszokuję, ale niską śmiertelność noworodków uważam nie za sukces, a za krok do zguby!!
    Reprodukcja czegokolwiek, ale tu idzie o ludzki genom, może odbyć się albo bezbłędnie, albo z błędem. BARDZO RZADKO taki "błąd" jest korzystny dla przeżycia i dalszej propagacji cech osobnika, któremu taki błąd się przytrafił. Sytuacja, gdy jest "reprodukcja prosta" (matka rodzi i odchowuje do dorosłości 2 dzieci) i sytuacja, jaka miała miejsce jeszcze całkiem niedawno, gdy kobieta rodziła "na okrągło", ale większość jej dzieci nie dożywała dorosłości prowadzi do biologicznego COFANIA się gatunku jako takiego! Gdy dzieci było dużo, średnio i tak przeżywało dwoje (z minimalną nadwyżką), ale tylko tych, które, albo były lepsze od rodziców, albo PRZYNAJMNIEJ takie same. Powodowało to nieustający postęp.
    Teraz, gdy rodzi się 2 dzieci i przeżywają wszystkie, ich średni poziom biologiczny jest NIŻSZY niż pokolenia wcześniejszego. Doprowadzi to do katastrofy biologicznej ludzkości.

    Jedynym ratunkiem (skoro sprawy zaszły już tak daleko) jest EUGENIKA. A także rezygnacja, za wszelką cenę, z ratowania życia wcześniaków.
    --
    "Wesołe jest życie staruszka, wesołe jak piosnka jest ta."
  • 22.10.10, 23:23
    Jest w tym sporo racji. Ale jakie sa alternatywy? Powrot do smiertelnosci noworodkow? A moze niech sie nastolatki zapijaja j narkotyzuja na smierc? A moze wojny - wysyla sie na nie glownie tych z nizszych grup spolecznych, wiec jest tu prosta selekcja.
  • 23.10.10, 09:21
    zwykle nie karmie troli, no chyba ze ukradkiem, jak Stirlitz... mozesz jakos udowodnic, ze umieralnosc dotyczyla tylko dzieci w jakis sposob slabszych? bo w przeciwnym wypadku twoja naukawa teoria jest o kant dupy rozbic.
  • 23.10.10, 22:30
    A gdzie ja napisałem, że dotyczyła tylko dzieci słabszych? Ale prawie wszystkie słabsze (np. wcześniaki 5 czy 6 miesięczne, bez inkubatorów umierały) umierały i tylko część tych silniejszych. Ostatecznie przeżywali - praktycznie rzecz biorąc - najsilniejsi. A ludzi rodziło się za dużo, około 10 na jedną kobietę (moja babcia miała 13-cioro), więc ta śmierć również tych silnych, była niezbędna.

    Gdyby z 13 dzieci przeżywało średnio 10 (czyli 5 razy więcej niż dwójka ich rodziców), to po 1000 lat (tj około 30 pokoleń), na przykład w roku 1900, ludzi byłoby 5^30=931322574615478515625 razy więcej niż w roku 900. Liczba powyższa w zaokrągleniu to 1 z 21 zerami. Tysiąc trylionów. Przyjmując, że w czasach owych, w X wieku na Ziemi żyło 10 milionów ludzi (na pewno więcej), oznaczałoby to, że na każdym metrze kwadratowym kuli ziemskiej (łącznie z oceanami) musiałoby się zmieścić 20 bilionów osób. Taka jest potworna moc selekcyjna doboru naturalnego. Umieranie, w tym w bardzo młodym wieku było (i jest w przyrodzie nadal - poza człowiekiem) niezbędnym składnikiem Natury. Dzięki temu nawet drobne słabości przekreślały szansę utrwalania się takiej cechy, a drobne korzyści rozprzestrzeniały się wkrótce na całą populację. To jest istota idei ewolucji gatunków.
    Człowiek rodząc tak mało dzieci jak ostatnio i odchowując każde chucherko w szybkim tempie idzie odwrotną do ewolucji drogą.
    Ponieważ powrót do tego co było jest niemożliwy, jedynym ratunkiem (wkrótce ludzie zaczną to rozumieć lepiej) jest eugenika, tj świadome i celowe działanie by rodziły się tylko dzieci wysokiej jakości. Można do tego zmierzać na wiele sposobów już dzisiaj dostępnych, a w przyszłości dojdą nowe. Jeden z oczywistych to aborcja przy każdym podejrzeniu, że coś jest nie tak! Inny to inseminacja nasieniem szczególnie udanych mężczyzn.
    --
    "Wesołe jest życie staruszka, wesołe jak piosnka jest ta."
  • 03.12.10, 15:21
    wj_2000 napisał:

    > Ponieważ powrót do tego co było jest niemożliwy, jedynym ratunkiem (wkrótce lud
    > zie zaczną to rozumieć lepiej) jest eugenika, tj świadome i celowe działanie by
    > rodziły się tylko dzieci wysokiej jakości. Można do tego zmierzać na wiele spo
    > sobów już dzisiaj dostępnych, a w przyszłości dojdą nowe. Jeden z oczywistych t
    > o aborcja przy każdym podejrzeniu, że coś jest nie tak! Inny to inseminacja nas
    > ieniem szczególnie udanych mężczyzn.

    To już było stosowane. A także sterylizacja mężczyzn szczególnie nieudanych i tęopienie ras mniej wartościowych. Niestety eksperyment został dość szybko zakończony dzięki wspólnemu wysiłkowi US Army, Robotniczo-Chłopskiej Armii Czerwonej i pomniejszych udziałowców.


    --
    Marylka mała pierdolca miała,
    Pierdolca białego jak śnieg.
    Gdziekolwiek biegła Marylka mała,
    Pierdolec rozsadzał jej łeb. (J. Grzędowicz, Wilcza zamieć
  • 22.10.10, 16:16
    Stawianie puszek to była straszna wiocha, teraz też jej nie brakuje
  • 18.01.10, 15:55
    Brud był - tylko był inny niż dziś.
    To były (w miastach) szare fasady domów z odłażącym tynkiem,
    chodniki z płyt sterczących na wszystkie strony (dzisiejszy "polbruk"
    przedstawia się mimo wszystko lepiej);
    to była - w miastach - tłusta sadza sypiąca się z nieba o można było,
    przetarłszy zewnętrzny parapet okienny, obserwować, jak sekunda po sekundzie
    jeden po drugim osiadają na nim czarne, grube, tłuste ziarna.
    Ten brud powodował m.in. konieczność ciągłego mycia okien (były Panie, które
    robiły to regularnie co dwa tygodnie) - teraz takiej potrzeby nie ma.
  • 18.01.10, 20:29
    Myślę, że było znacznie brudniej, natomiast śmieci były zazwyczaj
    szare i może dlatego mniej widoczne.
    Socjalizm był po prostu ogólnie nieestetyczny.
    23.
  • 19.01.10, 01:53
    Z pewnoscia bylo szaro. Pamietam, ze po wyjezdzie z Polski
    zaskoczyla mnie 'kolorowosc' Zachodu.
    Czy bylo brudno? Nie bylo gorzej niz teraz. Bylo mniej odpadkow i
    byly one bardziej organiczne. Dzis kazdy kto sortuje domowe odpadki
    wie o tym, ze najwiekszy worek to plastikowe opakowania.
    Oprocz tego rodzice 'traumatyzowali' dzieci uczac je tego, ze nie
    smieci sie w publicznych miejscach i nigdzie indziej.
    No i nie bylo problemu z wszechobecna na chodnikach guma do zucia,
    bo po prostu jej nie bylo.

    --
    www.etvoici.bloog.pl/
    photomar.over-blog.com/
    No kill: marfish.pl/
    :) Jdu, ne vím kam, ale těším se. ;) Luba Skořepová
  • 19.01.10, 08:33
    Na pewno było brudno inaczej. No i te zapachy brudu. Wystarczyło się
    przejechać pekaesem z mojego pipidówka do miasta wojewódzkiego -
    można się było udusić ;)
  • 19.01.10, 09:00

    No i toalety publiczne bardzo się ucywilizowały. Kiedyś Joanna
    Chmielewska napisała w jednej ze swoich książek coś w rodzaju:
    "komunizm upadł i już nigdy się nie dowiem, dlaczego tak gnębił
    urządzenia sanitarne"...
  • 21.01.10, 14:12
    O tak! Dla mnie oznaką Wielkiego Przełomu był wygląd toalet pod Auditorium
    Maximum na UW. Z czasów studenckich pamiętałam, że było to coś koszmarnego.
    Odwiedziwszy je pod koniec lat 90-tych przeżyłam istny szok.
  • 21.01.10, 15:26
    Za to tu i ówdzie w Służbie Zdrowia "wraca nowe":
    toaleta zamknięta na klucz - do pobrania w rejestracji pod zastaw dowodu
    osobistego albo legitymacji ubezpieczeniowej;
    wydadzą klucz tylko wówczas, gdy jesteś zarejestrowana/y do danego lekarza na
    dany dzień i godzinę - i oczekujesz na wejście do gabinetu
    (w sytuacji, gdy np. jesteś już po wizycie u lekarza, i teraz właśnie pilnie
    potrzebujesz - klucza Ci nie dadzą...).
    Było o tym jesienią w prasie stołecznej.
  • 22.10.10, 16:12
    Pekaesem nie dało się jeżdzić, bo ludzie się nie myli.Panowie cuchneli papierosami i piwem, śmierdziały nieprane skarpety ,swetry i kapoty.Tak samo było w pociągach podmiejskich.Teraz jest trochę lepiej, ale tylko trochę, wystarczy przejechać się tramwajem w dużym mieście.Warszawa jest brudna a kolor brudu nie przykrywa.Zastanawiam się jaka to była trauma uczyć dzieci żeby nie śmieciły?Napewno czysto było w lasach, teraz jest to duży problem, lasy to wysypiska śmieci.
  • 22.10.10, 15:30
    >> Oprocz tego rodzice 'traumatyzowali' dzieci uczac je tego, ze nie smieci sie w publicznych miejscach i nigdzie indziej. <<

    'Traumatyzowali' ma negatywne zabarwienie, a to akurat była bardzo pozytywna i pożyteczna nauka. Do tej pory mam ten nawyk, żeby nie śmiecić. Jeśli mam papierek, a nie widzę śmietnika na ulicy, to noszę w kieszonce i wyrzucam dopiero jak jest gdzie. A dziś większość ludzi wogle się nie przejmuje i rzuca papierki, papierosy itd gdzie popadnie. Jak prosięta. Chociaż przepraszam prosięta, one tak nie robią, ludzie są dużo gorsi.
  • 19.01.10, 09:59
    Pamiętam wzorcowe (drukowane) "Regulaminy porządku domowego" z czasów PRL -
    jeden z punktów wręcz nakazywał spalanie wszystkiego, co się tylko da, w piecu!
    [Dziś: na monitorze w autobusie miejskim miga ostrzeżenie Straży Miejskiej:
    "Piec to nie śmietnik!"].

    Co sprawia wrażenie, jakoby dawniej było czyściej:
    - m.in. dawniej nie było farb w sprayu - zatem wszelkie "grafitti" na murach
    wykonywano kredą, najczęściej białą, wyniesioną ze szkoły w kieszeni chałatu -
    albo kantem ułamka cegły;
    takie napisy szybciej zlewały się z tłem, a nawet świeżo po wykonaniu nie były
    agresywne;

    - przestrzeń wydawała się lepiej zorganizowana:
    m.in, jak długo istniały "dostawy obowiązkowe" (kontyngenty), tak długo na
    posiadaczach gruntów zaklasyfikowanych jako rolne ciążył obowiązek ich uprawy,
    jak również hodowli zwierząt - to poszło rozpędem dalej, i jeszcze pod sam
    koniec PRL można było widzieć na Sikorniku za Kopcem Kościuszki "pola malowane
    zbożem rozmaitym" na przemian z łąkami, na których koszono trawę - dziś są to
    nieużytki zarośnięte chaszczami, które powoli bierze we władanie las,
    przesłaniając stopniowo widok ku południowi na dolinę Wisły i Beskidy, dawniej
    zupełnie wolny (zresztą krowy na Błoniach pasły się aż po sam koniec lat 90.!);

    - PKP straciła znaczną część przewozów towarowych (zacząwszy od przysłowiowego
    wożenia piasku z jednego końca Polski na drugi) - no i dworce towarowe, górki
    rozrządowe etc. etc. wyglądają tak, jak wyglądają - oczywiście, za PRL teren
    kolejowy widziany z okna wagonu przedstawiał się lepiej;

    w sumie: jeśli dzisiaj brud i nieporządek bije po oczach - jest to skutek
    opuszczenia terenów i budynków, skutek braku pomysłu na ich nowe wykorzystanie.
  • 21.01.10, 19:19
    nie no, zaraz
    po pierwsze śmierdziało bardziej niż dziś - płyny do mycia czegokolwiek nie
    pachniały tak jak dziś, tylko capiły wybielaczem czy innym chlorem. jak raz na
    jakiś czas kibel w pracy mojej matki myto, to jakimś koszmarnym, wyżerającym
    drogi oddechowe lizolem.
    podobnie w szpitalach. pamiętam dojmujący smród na internie w połowie lat 80., a
    ostatnio byłam na urologii, która z natury rzeczy zawsze należała i należy do
    najbardziej śmierdzących - i wcale nie śmierdziało.

    kible generalnie są czystsze niż kiedyś. papier toaletowy w kabinie jest normą,
    więc kochani współsracze nie czyszczą tyłka metodą wycierania palca o ścianę - a
    przynajmniej zdarza się to dramatycznie rzadziej

    autobusy i tramwaje były dramatycznie lepkie z brudu, siedzenia pocięte - niby
    teraz też się tych autobusów nie myje, ale skoro wciąż dokupuje się nowe wozy,
    to częściej trafia się na na takie czyste i niezniszczone

    niemal każda przestrzeń była publiczna, czyli niczyja. można było kraść,
    niszczyć lub brudzić, bo przecież to należało do wszystkich, czyli do nikogo.
    często też nikt nie sprzątał, bo to przecież niczyje. pamiętam szok, gdy szłam
    wieczorem z jakąś moją amerykańską kuzynką w drugiej połowie lat 80. koło
    rotundy przy domach centrum, gdzie śmieci się walały dramatycznie, a kuzynka
    powiedziała, że w porównaniu z LA to tu jest całkiem czysto. byłam zaskoczona.
    potem do mnie dotarło, ze przecież w LA ktoś potem w nocy przychodził i
    sprzątał, a przy rotundy bynajmniej i narastało z dnia na dzień.

    w sklepach teraz sprzątają, a wtedy niekoniecznie - bo przecież to nie było
    prywatne, tylko należało do wszystkich.

    pamiętam ohydne, oślizgłe kratownice z buteleczkami z mlekiem, które przywożono
    nam do szkoły w ramach akcji szklanka mleka dla ucznia. te butelki były z
    zewnątrz tak brudne, że nie chciało się ich nawet wziąć w rękę. na tych
    kratownicach były jakieś ohydne zielone gluty. bleeeee


  • 19.01.10, 16:37
    Generalnie śmieci było mniej bo ludzie mnie konsumowali. Żadnych toreb
    foliowych, butelki tylko szklane, można je było sprzedać w skupie, tak samo
    makulaturę za większe pieniądze niż dzisiaj. Brudno było, ludzie wywozili odpady
    np. po remoncie do lasu. Pamietam, pewnego razu na skraju miejskiego lasku leżał
    odcięty krowi łeb, tak sługo aż mrówki i inne zwierzęta go zutylizowały.
    --
    ---
    Oh God, I'm so bloody blonde sometimes!
  • 19.01.10, 17:19
    W tradycji domowej wszelkie butelki niepotrzebne do wymiany przy kupowaniu nowej
    porcji np. śmietany, kefiru itp., a które brał skup, znosiło się (umyte!) pod
    śmietnik - a stamtąd już zabierali je "specjaliści" i odnosili do skupu.
    (Było to praktyczne zastosowanie zasady: "żyj - i daj żyć innym!").
    Zresztą - cokolwiek zniosło się pod śmietnik rano (mogło to być nawet stare
    krzesło, albo stara szafka) - tego wieczorem już tam nie było...
  • 19.01.10, 18:18
    Raczej teraz więcej znika ze smietnika, są nawet całe ekipy
    przeszukiwaczy smieci - czego dawniej jednak nie było.
    Pamiętam też z lat sześćdziesiątych, że myło się foliowe woreczki
    np. po soli, żeby w nich mrozić mięso. Folia nie była po prostu tak
    wszechobecna jak dziś.
  • 20.01.10, 19:38
    czlowiek radzil sobie ze smiaciami jak tylko potrafil
    nie bylo w modzie wywozenia smieci spod domu indywidualnego
    o wsi nie mowie
    w wiekszosci wsie zatrzymaly sie w rozwoju na epoce gierka
    ale pamietam polewaczki na ulicach w lecie
    /dzisiaj nie do pomyslenia/
    i pralnie
    pralnie tak tanie ze nie oplacilo sie prac w domach
    komu pralnie przeszkadzaly?
    nie wiem

    pzdr.
  • 20.01.10, 20:26
    W moim pipidówku do dziś strażacy w czasie upalnego i suchego lata
    raz na jakiś czas polewaką ulice ;)
  • 20.01.10, 20:26
    polewają ;)
  • 20.01.10, 20:37
    cromwell1 napisał:
    > pralnie tak tanie ze nie oplacilo sie prac w domach
    > komu pralnie przeszkadzaly?
    > nie wiem

    Mojej Mamie przeszkadzało to, że póki w pralni rzeczy różnych ludzi kotłowały
    się razem, to - mimo oznaczeń - zawsze dostawaliśmy a to jedno cudze
    prześcieradło, a to nie swoją poszwę...
    Tym sposobem "przyszły" do nas prześcieradła z pieczątkami WARS-u (nie do
    wywabienia) - a te już trzeba było prać w domu.
    Gdzieś tak dopiero w r. 1978/79 pojawiła się w Krakowie (na Poselskiej) pralnia
    z szeregiem osobnych automatów pralniczych - wykupywało się pranie w takim
    automacie - "seans" tylko dla siebie; można było tam władować do 8 kg;
    jeździłem do tej pralni tramwajem z torbą wyładowaną tymi 8 kilami, i potem
    wracałem z wypraną pościelą; na szczęście był to dystans tylko trzech
    przystanków od domu, a i droga, zarówno z domu do tramwaju, jak i od tramwaju do
    pralni, była krótka...
  • 20.01.10, 21:12
    wielokrotnie wracałam za kilka zeta do domu polewaczką z nocnych imprez na
    mieście. Złapanie taksówki było niemożliwe, a autobusy nocne jeżdziły b. rzadko.
    Z pralni też korzystałam, ale w mojej było ok, zawsze dostawałam swoje rzeczy
    (pościel), kilka ostemplowanym niespieralnym tuszem sztuk mam do dzisiaj.
    --
    ---
    Oh God, I'm so bloody blonde sometimes!
  • 20.01.10, 22:03
    Całe studia korzystałam z pralni i nigdy ani nic nie zginęło, ani
    niczego nie zamieniono.
  • 21.01.10, 18:56
    a ja pamiętam, ze ginęło - ilościowo się zgadzało, tylko zamiast przyzwoitej
    pościeli, którą oddawała do pralni moja matka, wracało jakieś badziewie. moja
    matka oddając pranie dbała do szczytów upierdliwości, by każdą sztukę opisać
    dokładnie "1 poszwa w drobną łączkę, 1 poszwa z haftem dookoła koperty" itd., ja
    jako nastolatka oczywiście wstydziłam się być tak upierdliwa i zgadzałam się na
    zapisywanie '3 poszwy białe', no i potem wracały cudze porwane.
    kradli w tej pralni na potęgę i wspierali się nawzajem - po jakieś
    spektakularnej kradzieży i awanturze moja matka chciała zmienić pralnię, to ta
    inna pralnia nie chciała przyjąć naszej bielizny, bo miała już znaki tamtej
    pralni :(
  • 21.01.10, 19:48
    To były już lata 80., pościel w kolorowy wzór kwiatowy.
    To też potrafili podmienić - wzór na naszej poszwie był to łagodny oranż,
    na poszwie, która wróciła - niby też oranż, ale tak jakoś wpadający w brąz, a i
    wzór okazał się przy dokładniejszym oglądaniu inny (kwiatki były drobniejsze, za
    to gęściej pousadzane...).
  • 26.09.10, 08:55
    cromwell1 napisał:

    > i pralnie
    > pralnie tak tanie ze nie oplacilo sie prac w domach
    > komu pralnie przeszkadzaly?

    Nie tyle przeszkadzały, co przestały być potrzebne. Pralka automatyczna kosztuje 1000 zł, a bieżącą wodę ma praktycznie każdy.
    40 lat temu automaty dopiero się pojawiały, a do końca komuny były cholerycznie drogie i trudno dostępne - dotąd pamiętam, jak stałem dla znajomej godzinami na dwucyfrowym mrozie, żeby kupić pralkę za 50 tysięcy (przy średniej pensji 20), a nie za 65. Większe pranie w mieszkaniu na pralce wirnikowej to ciężka sprawa. Toteż oddawało się do pralni, albo brało od dozorcy klucz do pralni w bloku - sporego pomieszczenia z dwiema wielkimi kamionkowymi wannami i topornym palnikiem gazowym do gotowania prania. Teraz w tej pralni mieszka były cieć, w mojej rodzinie znany jako Zwierzę z Pralni.
    Trzyma się natomiast koło mnie pralnia chemiczna, od 40+ lat w tym samym lokalu.

    --
    Taki zwyczaj się ustalił,
    Koleżanko i kolego:
    Lepsi są ci, co oddali,
    Niż ci, co nie mieli czego. (W.Młynarski)
  • 22.10.10, 13:43
    > rodzinie znany jako Zwierzę z Pralni.

    Powialo Joanna Chmielewska :-)

    --
    Mówią o mnie Usz Misiatek
    bo klapnięte uszko... eee... hmmm... coś pochrzaniłem :-/
  • 25.10.10, 00:04
    akurat pralnie nadal istnieją.

    --
    bow down to her on sunday,
    salute her when her birthday comes
  • 21.01.10, 11:27
    Wniosek z tego taki, że nie było wcale tak źle pod tym względem, kilka rzeczy
    było lepszych, kilka gorszych. Ogólnie teraz dużo więcej wszędzie śmieci, pomimo
    całej tej segregacji... często w sezonie grzybowym bywam w lesie - śmieci
    przybywa stale. Można już tam znaleźć wszystko - telewizory, buty, opakowania,
    naczynia, butelki... z czasów PRL pamiętam tylko blaszane wiadro i krowi łeb. Za
    to w zeszłym roku znalazłam wielką zdechłą świnię w lesie.
    Co do pralni, to w moim miasteczku nie było, ale pamiętam z moich pobytów w
    Gdyni, że wujek prał zawsze w pralni.
    Oczywiście w małych miejscowościach problemem były ścieki - przypomniało mi się
    że masa ludzi wylewała różne pomyje prosto na ulicę i czasem bardzo śmierdziało...
    Nie pamiętam, żeby w moim domu była jakakolwiek foliowa torba. Ale te butelki
    szklane po mleku i śmietanie pamiętam doskonale. Nie jeden raz taką stłukłam
    jako dziecko. W szkole sprzedawano w tych małych od śmietany gorące mleko.
    Pamiętam też butelki z takimi śmiesznymi korkami na zawiasach - piwo i oranżadę
    w nich sprzedawano. Te butelki trzymało się na półkach w piwnicy i
    wykorzystywano ponownie. A to akurat, że produkty spożywcze nie były pakowane w
    różne kolorowe opakowania to było wspaniałe! Nienawidzę tych śmieci, które teraz
    pozostają, często opakowanie stanowi większą wartość niż sam produkt. Nie
    rozumiem dlaczego nie można sprzedawać teraz w podobny sposób.
  • 21.01.10, 11:38
    Jeszcze są takie sklepy, gdzie kupisz ogórki kiszone (małosolne) z kamiennego
    garnka, a jak przyjdziesz ze słoikiem, to Ci je zaleją wodą "spod ogórków";
    gdzie Ci naleją barszczu czerwonego albo żuru do Twojej flaszki, do Twojego
    słoika; gdzie Ci nasypią ziemniaków albo buraków do Twojej torby użytej n-ty raz...
    (W Krakowie w moim sąsiedztwie jest taki na Rajskiej - między ul. ul. Dolnych
    Młynów i Szujskiego).
  • 21.01.10, 11:55
    We Francji i Czehcach polewaczki jezdza do dzis. 'Zamiataczki'
    takze. Mieszkam na bocznej ulicy , na skraju miasta i raz w tygodniu
    widze chodnikowa zamiataczke.
    W ogole ci Czesi to dziwny narod. Patrole policyjne jezdza trzy razy
    w nocy. I straz miejska takze. Miasto (30tys. mieszkancow wiec jak
    na Czechy to srednie) monitorowane. Co miesiac w miesieczniku
    informacyjnym przez miasto szczegolowe statystyki z przestepczosci,
    sprawozdania i uchwaly rady miejskiej, kalendarz imprez itp.

    Niedaleko od domu mam wielki, ciagnacy sie kilometrami las i przez
    dwa lata chodzenia po nim widzialam trzy butelki po napojach i
    kilka chusteczek higienicznych.
    Jak widze te roznice, to coraz trudniej mi uwierzyc w legende o
    Lechu, Czechu i Rusie.

    Co do tego czy Szwecja jest piekniejsza od Czech nie wypowiadam sie,
    bo kazdy kraj ma swoje uroki. Szwedzi maja fiordy, Czesi nie maja
    morza a i tak witaja sie "ahoj" ;)

    --
    www.etvoici.bloog.pl/
    photomar.over-blog.com/
    No kill: marfish.pl/
    :) Jdu, ne vím kam, ale těším se. ;) Luba Skořepová
  • 21.01.10, 14:23
    Latem widuję nadal polewaczki na ulicach miasta.
    23.
  • 21.01.10, 15:35
    Nigdy w życiu nie widziałam żadnej polewaczki... ani za PRL, ani teraz. Nawet
    się przez chwilę zastanawiałam co macie na myśli pisząc "polewaczki"...
  • 21.01.10, 15:42
    Samochód z wielkim zbiornikiem wody, który, jadąc bardzo powoli, wyrzuca tę wodę
    pod ciśnieniem na jezdnię przed siebie i trochę też na boki (zawsze, kiedy
    polewaczka przejeżdżała, trzeba było, idąc chodnikiem, uciekać pod samą ścianę
    domu - a jeśli chodnik sąsiadował z trawnikiem, to na trawnik...).
  • 21.01.10, 15:50
    A jak kierowca obsługujący polewaczkę był taki bardziej rozrywkowy,
    to nie zdążyło się uskoczyć. Jechał sobie taki, zraszając tylko
    jezdnię, a nagle - chlup na kogoś idącego chodnikiem. Jak chodnik
    był wąski, a za nim ściana budynku, to nie dało się uciec.
  • 21.01.10, 16:12
    bieganie z polewaczka to byla jedna z rozrywek dla dzieci, a jak na
    takiego kierowce sie trafilo to juz super zabawa byla.
  • 22.10.10, 21:12
    poplar31 napisała:

    > Nigdy w życiu nie widziałam żadnej polewaczki... ani za PRL, ani teraz.

    Nie żartuj - ciągle jest przepis nakładający OBOWIĄZEK polewania ulic latem...
  • 25.10.10, 00:07
    jeśli gdzieś nie ma ulic, to i polewaczek takoż.

    --
    she never stumbles,
    she's got no place to fall.
  • 21.01.10, 17:28
    W ogole ci Czesi to dziwny narod. Patrole policyjne jezdza trzy razy
    w nocy. I straz miejska takze. Miasto (30tys. mieszkancow wiec jak
    na Czechy to srednie) monitorowane

    pamietam mlodych osobnikow w pradze przysluchujacym sie grupkom turystow
    jakis przewodnik zwrocil nam uwage ze to tajniacy
    za negatywne opinie na temat republiki czeskiej mozna bylo sie przekiblowac w
    piwniczce
    przewodnikom odbierali koncesje
    i to wcale nie bylo za komuny
    na hradczanach rezydowal havel
    do bani z takim panstwem

    pzdr.
  • 22.01.10, 21:50
    cromwell,
    ty sie dobrze czujesz?

    Najwyrazniej pomyliles kraje i aktualne polowania na czarownice oraz
    pseudokrucjaty porwadzone przez media Rydzyka, IPN (czytaj: Instytut
    Pogardy Narodowej) i ich poplecznikow i wyznawcow w prasie i
    polityce czyli caly ten ciezki, ograniczony beton ze skrajnej
    prawicy.

    --
    www.etvoici.bloog.pl/
    photomar.over-blog.com/
    No kill: marfish.pl/
    :) Jdu, ne vím kam, ale těším se. ;) Luba Skořepová
  • 23.01.10, 00:48
    marguyu napisała:
    > Najwyrazniej pomyliles kraje i aktualne polowania na czarownice oraz
    > pseudokrucjaty porwadzone przez media Rydzyka, IPN (czytaj: Instytut
    > Pogardy Narodowej) i ich poplecznikow i wyznawcow w prasie i
    > polityce czyli caly ten ciezki, ograniczony beton ze skrajnej
    > prawicy.

    Nie mogę odpowiadać za Kogoś, czy czuje się dobrze.
    W każdym razie ja, czytając posty takie jak przytoczony - czuję się bardzo źle.
  • 31.08.10, 15:53
    www.youtube.com/watch?v=ggGHyyN-2ec
  • 22.10.10, 16:29
    Praga jest piękna i czysta, czeska służba zdrowia do pozazdroszczenia a kapusie u nas też byli i są...
  • 22.10.10, 15:06
    ostatnio mielismy z ojcem taka przygode - pojechalismy na targ i musielismy caly obejsc bo sie koniecznie upieral ze ogorki maja byc z beczki. znalezlismy jedno stoisko... ogon 3 razy zakrecal - ale stoje - niech ma... a jak odchodzilismy to odsunela sie kurtynka na zaplecze budy i coz widzim? Panowie w beczke laduja ogoreczki z plastikowego pojemnika (takiego jak po farbie)...
  • 21.01.10, 16:29
    poplar31 napisała:
    Ale te butelki
    > szklane po mleku i śmietanie pamiętam doskonale.

    Litrowa butla ze srebrnym aluminiowym kapslem na mleko, na śmietanę i kefir była
    0,25 l. Kefir miał kapsel żielony. Pamiętam też żółte i czerwone ale nie mogę
    przypomnieć sobie do czego były.
    --
    ---
    Oh God, I'm so bloody blonde sometimes!
  • 21.01.10, 16:40
    Kapsel żółty na butelce mleka - oznaczał mleko tzw. "pełne", tj. o nieco
    większej zawartości tłuszczu (3,2% zamiast 2% w mleku "srebrnym").
    Natomiast kapsel pomarańczowy oznaczał śmietanę nieco tłuściejszą niż ta "zwykła".
    Były jeszcze kapsle niebieskie (maślanka?).
  • 21.01.10, 16:58
    A poza tym jeszcze do początku lat 60. butelek nie kapslowano, tylko zamykano na
    docisk (a właściwie "na słowo honoru") krążkami z natłuszczonego kartonu.
    To wówczas jedną z zabaw dziecinnych, tzw. "podwórkowych", było: nasypać
    nielubianemu sąsiadowi śmieci do mleka...
  • 21.01.10, 17:56

    Wewnątrz szyjki butelki był taki pierścieniowaty "schodek", o który
    opierał się ten krążek z nawoskowanej tekturki. Po przejściu na
    aluminiowe kapsle zmienił się również nieco kształt butelek.
  • 21.01.10, 17:58
    We wczesnych latach sześćdziesiątych to w naszym pipidówku o żadnych
    butelkach nie słyszeli. Do mleczarni (bo tak własnie mówiliśmy na
    sklepy, w których sprzedawało się mleko) wędrowaliśmy z emaliowanymi
    kankami, a w sklepie z z wielkiej (25? 30? litrów) kany metalowej
    pani nalewała mleko taką miarką na długim trzonku. Miarka była
    pólitrowa lub litrowa. Mlelo w butelkach (ach, co za nowoczesność w
    domu i w zagrodzie!) pojawiły się w drugiej połowie lat
    sześćdziesiątych.
  • 21.01.10, 19:44
    Mleko - nazywało się, że jest "pasteryzowane" - a pamiętam, w połowie lat 80.
    Amerykanin, którym dorywczo opiekowała się Mama (był na jakiejś tam wymianie),
    napił się mleka wprost z butelki -i wylądował w szpitalu z ciężkim zatruciem.
    Wtedy nikt z nas, "wiedzących", nie wypiłby mleka nie przegotowanego; pamiętam,
    że wlewając mleko z flaszki do garnka, przelewało się je przez bardzo drobne
    sitko (mogły być przecież w mleku i odpryski szkła, i nie wiadomo, co jeszcze...).
  • 21.01.10, 19:58

    To, że zaszkodziło Amerykaninowi, to nic dziwnego.

    Amerykanie nie byli przyzwyczajeni do naszych bakterii i tak samo
    dostawali sraczki po zjedzeniu czegokolwiek (nawet w restauracji I
    kategorii) w Polsce, jak Polacy w Indiach.

    Po prostu brak odporności na szczepy bakterii, z którymi nie miało
    się nigdy styczności.
  • 22.10.10, 15:11
    akurat w USA bardzo duzy odsetek ludzi ma nietolerancje laktozy i inne "alergie mleczne." Moze wasz Amerykaniec tez mial?
  • 21.01.10, 20:00
    Całe życie piłam mleko nieprzegotowane. Żyję, zero sensacji
    żołądkowych.Widać jestem gatunek tubylczy, przystosowany.
  • 21.01.10, 20:49
    Mleko piję niegotowane dopiero od kiedy jest w kartonach.
  • 22.10.10, 12:45
    A ja pilem dopiero co wyciagniete z wymionka krowki;]
  • 21.01.10, 21:17
    Bywała i maślanka, bardzo rzadko i trudna do zdobycia, ale koloru kapsla nie
    pomnę.Nie pamiętam też krążków zamykających butelki (koszulę w zębach nosiłam ;)).
    Można też było upić z butli pod drzwiami sąsiada ostrożnie odchylając kapsel, a
    potem go dociskając. Zwyczaj ten był praktykowany nagminnie w akademiku, w
    którym mieszkałam w l. 70-tych, zwłaszcza po studenckich imprezach.
    --
    ---
    Oh God, I'm so bloody blonde sometimes!
  • 22.01.10, 15:40

    Było brudniej. W miastach to wynikało z opalania węglem. Smog zimą
    był zjawiskiem częstym na ulicach zabudowanych kamienicami, gdzie
    nie było innego ogrzewania. Jednak już za schyłkowego PRL zaczęto w
    jakiś sposób popierac ogrzewanie gazowe w tych dzielnicach i te
    kilkucentymetrowe pokłady sadzy na balkonie , które spłukiwało się
    każdej wiosny odeszły w przeszłośc.
    Latem natomiast było więcej kurzu, drobnego pyłu na ulicach.
    Pamiętam, że za tramwajami unosiła się zwykle chmura brązowego
    pyłu , bo chociaż maszyny sprzątające i polewaczki były i widziałem
    je wielokrotnie, a dozorcy domów chodzili ciągle z miotłami, to tego
    pyłu było zdecydowanie więcej. Nie potrafię wytłumaczyc sobie co
    zrobiono, że teraz jest jakoś inaczej?
  • 23.01.10, 18:36
    Co jest inaczej?
    Ciężki przemysł oparty na sowieckich technologiach przestał istnieć,
    większość samochodów ma katalizatory, cementownie muszą przestrzegać
    norm, nawet w papierosach jest tytoń a nie stepowa trawa.
    23.
  • 22.10.10, 14:13
    Śmietana 18% w butelce miała czerwony kapsel - widocznie w okresie przejściowych trudności na froncie zaopatrzenia mleczarni w kapsle dano wam pomarańcz (zawsze mniej farby), bo u mnie tego koloru nie było nigdy. Niebieski to była maślanka.
    --
    Atsibylo, jak si było, prece jakri było i, jeste nikdy nebylo, aby jaksi nebylo
  • 22.10.10, 15:06
    Niebieski kapsel to było chyba kwaśne mleko, albo kwaśna śmietana.

    Fajne były te butelki. Teraz wszędzie plastik. Nawet jak w kartonie kupujesz, to nie możesz tego zutylizowac, bo wyłożone jakąś wstrętną folią :(
  • 24.01.10, 20:26
    > Nie pamiętam, żeby w moim domu była jakakolwiek foliowa torba.

    dokładnie tak - bo przecież foliowe torby z kolorowymi nadrukami to sprzedawały
    takie upiorne przekupy w przejściu podziemnym pod rotundą, nie pamiętam ceny, bo
    nigdy nie kupowałam, ale te torby piękne się wydawały

    i pamiętam, jak byłam strasznie zła, gdy koleżanka w połowie lat 80. przecięła
    mi foliową torebkę zamykaną na strunę - ja byłam szczęśliwa, że mam takie cudo,
    ona widziała ją pierwszy raz w życiu i nie widziała, że to się otwiera i zamyka,
    więc po prostu przecięła :(
  • 24.01.10, 20:57
    Torebka zamykana na strunę - stan wojenny, w paczce przyszła kawa "Jacobs".
    Żeby przesypać zawartość do metalowej "odwiecznej" puszki kawowej, po
    dogrzebaniu się do właściwego opakowania ze srebrnej folii metalowej wziąłem
    nożyczki i ciachnąłem - a potem zdziwienie: przecież tam było urządzenie do
    otwierania, wystarczyło ścisnąć z obydwóch końców, a otwarłoby się, jak
    portmonetka zamykana przez zaciskanie dwóch połączonych zawiaskami sprężystych
    pasków metalu (były kiedyś takie...).
  • 01.09.10, 07:53
    Ktoś tu pisał o dostępności papieru toaletowego w szpitalach,teraz niby jest.
    Nie wypowiem się za wszystkie szpitale ale jak rodziłam rok temu córkę to w
    szpitalu papieru nie było,trzeba mieć własny,panie które w tym szpitalu rodziły
    kolejne dziecko już o tym wiedziały pozostałe wysyłały mężów po ten niezbędny
    przecież artykuł.Nie przeszkadzało mi to właściwie,wracają stare dobre czasy ? :-)
  • 02.09.10, 23:02
    Chyba było jednak czyściej. O każdej godzinie było można spotkać osoby sprzątające miasto (z takimi pomarańczowymi kubłami na rowerowych kołach).
    Poza tym było więcej zieleni w miastach i nikt tego nie niszczył. Przed moim blokiem było mnóstwo róż, bratków, malw i kwitły jaśminy (zawsze coś kwitło od wiosny do jesieni) - teraz wszystko jest wyłożone betonową kostką, a jeden z trawników został zmieniony w parking, podobnie jak moja piaskownica. Na trawnikach było można rozłożyć się z kocem - teraz też można, jeśli ktoś lubi siedzieć na psiej kupie.
  • 22.10.10, 13:39
    No, akurat z kupami przesadzasz - to teraz są warunki do ich sprzątania, i teraz zaczyna się o tym mówić - że trzeba sprzątać po swoim psie.
  • 03.09.10, 14:30
    z pewnością plastik nie walał się wszędzie jak teraz.

    -szklane butelki oddawało się do skupu, podobnie z makulaturą, dzieciaki nawet
    miały konkursy na największe "zbiory" makulatury w podstawówce. u nas też był
    taki ranking. papier z makulatury przerabiano na p. toaletowy, zeszyty itp.
    -ubrania nosiło się do zupełnego znoszenia, przekazywano je od jednego dzieciaka
    do drugiego. sama donaszałam ciuchy po siostrze, kuzynkach
    -nie zmieniało się tak często sprzętu AGD, lodówki i telewizory nie walały się
    po śmietnikach jak teraz. telewizorów używano do pierwszego wybuchu kineskopu.
    -prawie każde opakowanie teraz ma dodatkowe, np. z tektury, plastiku (serki,
    mięso w plasterkach). kiedyś ryby pakowano w stare gazety ;) owoce luzem do
    koszyka, lub siatki z okami, a nie jak dziś w milion siateczek plastikowych.

    ogólnie wtedy było czyściej, bo nie było tej całej masy niepotrzebnych (w sumie)
    dziś produktów, a które są nam "wmawiane" przez reklamy, że bez nich się nie
    obejdziemy.

    mam wrażenie, że recykling działał kiedyś lepiej.
  • 11.09.10, 21:35
    No i tym roznila sie reglamentowana gospodarka planowa od tak zwanej wolnorynkowej.
    orange_tail napisała:

    > z pewnością plastik nie walał się wszędzie jak teraz.........................................

    Choc z drugiej strony kolorowe opakowanie cieszy bardziej, niz siermiezne "opakowanie zastepcze na produkt....*-podobny.
    *) wpisz odpowiedni kierunek smakowy; czekoladowo, owocowo,itd.
    Pozdrawiam
    Partia ma zawsze racje!!
    PS: ale z tym recycling'em to masz racje. W krajach, gdzie wprowadzono rygorystycznie kaucje za opakowania na napoje, na ulicy nie leza porzucone butelki po nich. Bo albo wrzuca sie je do automatow oddajacych kaucje (zaden z tym problem), albo bezdomni wyczyszczaja kosze z opakowan zwrotnych i wrzucaja do automatow, kasujac kaucje dla siebie.
  • 26.09.10, 10:03
    > z pewnością plastik nie walał się wszędzie jak teraz
    bo go w takiej posaci jak dziś - zwyczajnie nie byo

    > -szklane butelki oddawało się do skupu, podobnie z makulaturą, dzieciaki nawet
    > miały konkursy na największe "zbiory" makulatury w podstawówce. u nas też był
    > taki ranking. papier z makulatury przerabiano na p. toaletowy, zeszyty itp.
    butelki obecnie przyjmują niestety wyłącznie z paragonem zakupu, a maulaturę wiele szkół dalej zbiera i są konkursy. W szkole mojego syna są.

    > -ubrania nosiło się do zupełnego znoszenia, przekazywano je od jednego dzieciak
    > a
    > do drugiego. sama donaszałam ciuchy po siostrze, kuzynkach
    nie przesadzałabym z tym. Ogólnie, słaba dostępność ciuchów była, to się donaszało, ale nie wszędzie. Jak i dziś, jedni donaszają, inni dają na donaszanie.

    > -nie zmieniało się tak często sprzętu AGD, lodówki i telewizory nie walały się
    > po śmietnikach jak teraz. telewizorów używano do pierwszego wybuchu kineskopu.
    bo zwyczajnie nie było na wymienić i się chuchało na każdy sprzęt, super drogi i naprawiało miliony razy...

    > dziś produktów, a które są nam "wmawiane" przez reklamy, że bez nich się nie
    > obejdziemy.
    faktycznie, jesteśmy w stanie się obejść bez miliona przedmiotów, rzeczy, ale czy koniecznie musimy?
  • 29.09.10, 11:28
    Jestem szczęśliwy, że nie musimy.
    23.
  • 29.09.10, 23:27
    Nie bylo tez calych gor smieci typu pampersy, pieluchy byly tetrowe...
  • 29.09.10, 23:33
    Za pieluchami w kolejkach stać musiałem, psia jego mać!
    --
    forum.gazeta.pl/forum/f,93673,Pusta_flaszka.html
  • 07.10.10, 08:18
    Tak,było brudno,tylko inaczej. Teraz większość towarów ma dodatkowe opakowania,począwszy od spożywki skończywszy na książkach i prasie. Teraz większość domów nie ma pieców kaflowych,które pochłaniały wszystko,stare kapcie,gazety,torby papierowe,plastikowych nie,bo te były wielokrotnego użytku. Cała Polska była szara i beżowa. Nie było kolorowych tynków,nie było glazury ,we wnętrzach publicznych królowały metalowe meble z siedziskami z tzw skaju,okna ,drzwi sklepów to były prostokąty ze stalowych kątowników wypełnionych pojedyńczą szybą,a zimą pozamarzane,zaparowane, na podłogach,klatkach schodowych panoszyło się lastrico,niedomyte po bokach przy ścianach. Otoczenie domów na nowych osiedlach było porządkowane po 5,czy 10 latach od oddania domów do użytku. A teraz? Mnóstwo towarów i wszędzie plastik wszystko jest pakowane w plastik,który latami się wala i to jest powód,że widzimy te śmieci. Opakowania papierowe miały to do siebie,że po kilku deszczach się rozkładały. Jedynymi kolorowymi akcentami były kobiety,szyjące dziergające,stojące godzinami w Empiku po Burdy czy inne czasopisma z wykrojami. A tak przy okazji może któraś z was ma wykrój na spódnicę tzw bananówę?
  • 07.10.10, 08:32
    Aż tak szaro i brudno, jak sugerowałaby Klara, jednak nie było. Glazura też nie pojawiła sie nagle po przemianach ustrojowych.
  • 13.10.10, 17:51
    Glazura w latach 70,80 bywała ,a można ją było nabyć za dewizy.Na podłogach królowało PCV w płytkach o szaro-burych kolorach lub sławetny lenteks.Lenteks pomysł na tanie wykładziny,które na zachodzie miały włókno jutowe jako podkład,a u nas lniany,który niestety nie nadawał się do tego celu. A glazura? to był szczyt marzeń. W zakładach przemysłowych,stołówkach,restauracjach,przychodniach królowały tzw zmywalne pokrycia ścian,czyli farba olejna.W domach wszystko zależało od operatywności i znajomości mieszkańca.
  • 13.10.10, 20:43
    Moi rodzice remontowali łazienkę na początku lat 60. Wyobraź sobie tę radochę, jak udało im się kupić (za złotówki) czeską glazurę. W tamtych czasach krajowa była zupełnie do kitu, nawet wymiary poszczególnych płytek z jednej dostawy potrafiły różnić się o kilka mm. Grubość też miewały niejednakową.
  • 22.10.10, 15:20
    bylo brudniej bo jak tu juz wiele osob zauwazylo byl smog, sadza, kurz - okna cagle trzeba bylo myc. pamietam jak pojechalysmy z mama za granice i kupilysmy sobie biale tenisowki i biegalysmy po Londynie i nic a nic sie nie brudzily - wrocilysmy do domu i nim dojechalysmy z lotniska byly doslownie czarne. Za to recycling zdecydowanie byl lepszy, nie bylo tyle plastiku (co lepsze torby sie zbieralo i wykorzystywalo), kazdy mial wlasna siatke i nie BYLO BILBOARDOW. W lasach syf byl podobny, choc mam wraznie bardziej organiczny. Na koniec - ciecie lepiej sprzatali.
  • 22.10.10, 15:22
    no tak (na koniec zapomnialam na co odpisuje ;p) U mojej babci bylo piekne szafirowe PCV w kuchni i lazience, dmuchala na nie i chuchala wiec lsnilo jak lustro - u nikogo nie widzialam juz w zyciu takie lsniacego PCV. Sciany byly kolorowe we wzorki, masa kwiatow - wiec nie twierdzilabym ze po domach bylo szaro - ulice szare i tlusto-brudne, domy na glanc - tak to wspominam. Dzis ludzie brudniej w domach maja...
  • 07.10.10, 17:20
    klarciu kochanie
    chyba masz klopoty ...

    spodnice bananowe latwo zerznac z butelek coca coli /nie tych plastikowych/
    wszak pierwotnym zamyslem producenta byla butelka o ksztalcie kobiety w dlugiej sukni

    pzdr.
  • 07.10.10, 18:51
    cromwell1 napisał:

    > klarciu kochanie
    > chyba masz klopoty ...
    >
    > spodnice bananowe latwo zerznac z butelek coca coli /nie tych plastikowych/

    widać od razu, że niczego w życiu nie szyłeś :)

    a i jak wyglądała bananowa spódnica, też chyba niedokładnie pamiętasz :)
  • 22.10.10, 12:30
    wpatka napisała:

    > Nie bylo tez calych gor smieci typu pampersy, pieluchy byly tetrowe...
    Smieci moze bylo troche mniej (wlasnie ze wzgledu na niedostepnosc produktow jednorazowego uzytku), ale wywozenie smieci do lasu bylo norma. Sama pamietam ze w Jozefowie pod Warszawa ludnosc kopala ogromne doly, gdzie sie wrzucalo odpadki nieuzyteczne w gospodarstwie i podpalalo.
    Za smieci w lasach odpowiada po czesci ludzka chciwosc i nieuczciwosc. Po co placic za wywoz odpadkow, skoro mozna wyrzucic worek w krzaki albo lub do pracy w miescie wywalic wory z samochodu na chodnik czy tez podrzucic kolo kosza ulicznego?

    Z drugiej strony dzialania "proekologiczne" czesto powoduja skutek odwrotny od zamierzonego.
    Tu historia z zycia
    W znajomej wsi w kujawsko-pomorskim bylo gminne wysypisko w lesie. Ogrodzone, zorganizowane.
    Smieci skladowano tylko tam.
    Po jakims czasie wlodarze doszli do wniosku (poniekad slusznego), ze wysypisko w lesie to kiepski pomysl, zlikwidowano je, zrekultywowano, wyznaczajac przy okazji ekosmietnisko dla calego powiatu jakies 100 km dalej.
    Nie zapewniono oczywiscie zadnych pojemnikow, smieciarek czy ciezarowek (we wsi stoja jedynie pojemniki na szklo i plastik).
    Efekt jest taki, ze wprawdzie butelki PET i szklo sie wywozi, ale cala reszta smieci, gruzu itp laduje w tym samym lesie, tyle ze na dziko.
    Kontenery finansowane z gminnych podatkow moglyby rozwiazac problem, ale chyba ich nie dozyje.
  • 22.10.10, 13:29
    To byla tragedia - czuc bylo z kilometra. To byla, ze tak powiem, wizytowka epoki.
  • 22.10.10, 14:17
    nie było śmieci w lasach, a nawet w śmietnikach! (zdarzały się często śmieci, gruz wywiezione z państwowej budowy), bo była bieda, a prawie każdy śmieć do czegoś się komuś przydawał.
    Brud był gdzie indziej, ohydny, brudni ludzie- bo nie było mydła, proszku , pasty do zębów i papieru toaletowgo w wystarczających ilościach, brudne elewacje - bo nie było farby, brudne samochody- bo nie było myjni (ludzie myli auta nad rzekami!) etc, etc. W latach 80., gdy w RFN-nie przy autostradach stały pachnace toalety na fotokomórkę, w PRL przydrożny kibel w ogóle był rzadkością, a jak był, to zashana sławojka z wykopaną dziurą w ziemi.
    Pomiędzy dzis ,a wtedy, jest przepaść.
    --
    .
  • 22.10.10, 15:20
    W latach 80., gdy w RFN-nie przy autostradach stały pachnace toalety na fotokomórkę, w PRL przydrożny kibel w ogóle był rzadkością, a jak był, to zashana sławojka z wykopaną dziurą w ziemi.

    Tak, moi rodzice w późnym PRLu należeli do szczęśliwców posiadających samochód. Jako, że rodzina jest porozrzucana po różnych regionach kraju, często jeździło się na spore odległości i zdarzało się, że trzeba było po drodze potrzeby fizjologiczne załatwić. Różnica między załatwianiem tych potrzeb wtedy i teraz była taka, że za komuny i krótko potem zdecydowanie wolałem iść za potrzebą w las niż do WC, a teraz odwrotnie.
    --
    Jorn van der Ar
    ---------------------------
    Falubaz! Zastal! Lechia!
  • 22.10.10, 15:40
    Nie zgadzam się, że ludzie byli bardziej brudni. Po prostu w komunikacji zbiorowej i sklepach panował potworny ścisk, a każdy wydziela jakiś zapach, ten gruntownie wyszorowany też. Nie było za to mężczyzn i nie tylko, którzy zbierają odpadki i surowce wtórne, żeby potem zaspokoić pragnienie. Jak taki wsiądzie do autobusu, to dopiero syf.
  • 22.10.10, 14:24
    I owszem. Po '89 zrobił się straszny burdel, albowiem wraz z systemem padły wszelkie ograniczenia. Ludzie przestali się bać policji, bo jej zwyczajnie nie_było(realnie nie zagrażała już nikomu). Stąd też rozwój mafii w latach 90. Ale to się na szczęście zmieniło, system powrócił, co prawda demokratyczny, ale zawsze :) Niestety nadal pokutuje spadek po systemie poprzednim, czyli kolej, służba zdrowia i inne spółki państwowe, gdzie dla wielu ludzi czas się zatrzymał.

    Z jednej strony nie ma bata w postaci ZOMO,z drugiej strony ludzie nie potrafią dbać o rzeczy wspólne czyli wspólną przestrzeń. W ich rozumieniu las jest niczyj (kiedyś był państwowy, ale teraz już nie bo państwa w rozumieniu pana, którego się trzeba bać-już nie ma) to można go niszczyć. Tak samo z wszystkim innym. Dwa, trzy pokolenia się przewalą i zrobi się normalniej :)
    --
    "jak piękny, znaczy cud, miód pitny i precelki" (c)raohszana
  • 22.10.10, 15:31
    Wy to jesteście zdrowo rąbnięci. Jedźcie do Egiptu albo - co jeszcze lepiej - do innego kraju kraju Afryki a bedziecie szczęśliwi, że żyjecie albo zyliscie w latach PRL w czystym kraju. I nie chodzi tylko o wygląd. Pozdrawiam!
  • 22.10.10, 15:32
    Władza nie karała bardziej niż teraz. Uważam, że ludzie byli bardziej zdyscyplinowani (tamto pokolenie). Poza tym wraz z początkiem gospodarki rynkowej ilość!!! i jakość śmieci bardzo się zmieniła. Wtedy nie było toreb reklamowych i różnych bajeranckich opakowań. W ogóle, czego nie trzeba było wkładać do torebki np. pieczywa, to się nie wkładało i nikt się niczym nie zatruł. Nie było żadnych chipsów, napojów w plastikowych butelkach, dropsów, z których każdy jest owinięty w osobny papierek itp. Więc na ulicy można było głównie wyrzucić ogryzek od owocu lub patyk po lodach Bambino, co jest biodegradowalne. Ale ilość niedopałków papierosów na przystankach była okropna.
  • 22.10.10, 17:32
    w przestrzeni publicznej było znacznie brudniej niż dziś. witryny sklepowe, zakłady usługowe, toalety publiczne, knajpy - wszystko lepiło się i cuchnęło. w dodatku ludzie zachowywali się, jakby zupełnie im to nie przeszkadzało..

    --
    bow down to her on sunday,
    salute her when her birthday comes
  • 22.10.10, 23:12
    tymon99 napisał:

    > w przestrzeni publicznej było znacznie brudniej niż dziś. witryny sklepowe, zak
    > łady usługowe, toalety publiczne, knajpy - wszystko lepiło się i cuchnęło. w do
    > datku ludzie zachowywali się, jakby zupełnie im to nie przeszkadzało..
    >

    Nie zgodzę się. Moze elewacje były brudne, ale jak nazwać dzisjeszą plagę chaotycznych szyldów, reklam, zalepiania okien wystawowych? Może to nie brud, ale chaos i brzydota, które są chyba nawet gorsze od brudu.

    Podobnie chaos przestrzenny - za PRL nie bylo idealnie, ale osiedla planowali urbanisci. Dzis mamy wolną amerykankę deweloperów. Za PRL opłacało się zakładać nowe parki, dziś kazdą dzialke byle tylko opchnąć.

    Architektura - wszyscy kojarzą ją z szarymi blokami. Teraz bloki ocieplane są styropianem i malowane na odwal sie w teczowe kolory - to nie jest poprawa. Wtedy bloki były sobą, prezentując prosty, biedny modernizm, czasem brutalizm, a nierzadko prawdziwe perełki tych stylów. Teraz próbuje się z nich na siłe zrobic...no wlasnie, niewiadomo co. To co teraz powstaje nie zalicza się do żadnego stylu. Podobnie nowe budynki, które swą tanioscią i pstrokatoscią nie wpisują sie w zaden nurt.

    To wszystko dla mnie jest gorsze niż sadza na elweacjach:P
  • 23.10.10, 00:28
    nie zgodzisz się, ale z czym? napisałem, że było brudno. z tym się zgodziłeś.

    --
    she never stumbles,
    she's got no place to fall.
  • 22.10.10, 22:42
    Ja miałam 18 lat, gdy zakończył się PRL. Czy było brudno? Pamięć jest zawodna, to w końcu 20 lat. Ale pierwsze co mi przychodzi na myśl to, że było jakoś tak szaro, smutno i ... nieestetycznie. Z drugiej strony pamiętam swoją pierwszą podróż na ów mityczny Zachód jakoś na początku lat 90tych. To głupie, ale pamiętam widok toalet po polskiej stronie i po niemieckiej. Wspomnienie tych "naszych" przywołuje chęć na pawia :-(
  • 22.10.10, 22:51
    Dla mnie i pewnie dla znakomitej większości forumowiczów, którzy tutaj piszą PRL to były czasy dzieciństwa lub nastoletniej młodości. Czasy piękne same w sobie, bo dotyczą najfajniejszego okresu życia. Więc możemy mieć zrozumiałą tendencję do gloryfikowania tego okresu i zapominania o tym, co rzeczywiście było. Nie żyliśmy w czasach stalinowskich, gdzieś pewnie nam się kojarzą dowcipy o Wałęsie i wielka do niego sympatia, a pewnie większość z nas dzień wprowadzenia stanu wojennego wspomina jako tę niedzielę, kiedy nie było teleranka tylko jakieś dziwne rzeczy mówił facet w wielkich okularach. Więc mnóstwo rzeczy nam się na pewno zatarło. Ja wiem jedno, czy było czysto, czy brudno ja dziękuję. Wolę już do tego nie wracać.
  • 06.12.10, 16:02
    Ja wspominam milo czas PRL (lata 80) moze dlatego ze pod koniec lat 80-tych mialem 18 lat. Duzo wspomina sie w tym watku o toaletach i ciezkich kluczach aby nie ukrasc. Otoz pare dni temu bylem w McDonalds, zamowilem zestaw, rachunek gdzies wyrzucilem (nie rozliczam sie z fiskusem z tego typu jedzenia) ide do lazienki i co widze...zamkniete na cztery spusty. Wolam Pania ktora tam sprzata i prosze zeby mi otworzyla. Akurat bylem bez kurtki i siedzialem tam juz troche czasu wiec mozna bylo zauwazyc ze nie przybieglem do tej restauracji z podworka. Pani ze stanowczym glosem odpowiedziala mi na moja prosbe "rachunek ma? nie ma rachunku nie ma toalety". Tak wiec czasy PRL nie sa tak odlegle jakby sie wydawalo.
  • 20.12.10, 02:46
    dziś jest to wyjątek. wtedy reguła.

    --
    but you will wind up peeking through her keyhole
    down upon your knees
  • 20.12.10, 08:32
    Tak, to nie ulega wątpliwości, pamiętam te czasy z autopsji.
  • 03.10.17, 19:02
    Powiedzieć, że toalety dziś a za komuny, to nic nie powiedzieć. Człowiek zamrożony 30 lat temu wszedłszy do przeciętnego klopa na stacji benzynowej zastanawiałby się, czy aby nie powinien zdjąć butów, żeby nie nabrudzić. A człowiekowi współczesnemu cofniętemu o 30 lat po wejściu do analogicznego obiektu od razu by się odechciało.

    --------
    Ach, ten Lechu!
    Czy to beczka śmiechu,
    Czy to beczka prochu?
    Wszystkiego po trochu...
  • 14.10.17, 07:05
    Inna była struktura odpadów, niemal zero foliówek i plastików, ilość TRZYKROTNIE mniejsza na głowę niż dziś.
    A propos struktury: Ostatnio zobaczyłem w pojemniku na śmieci pod osiedlowym tesco coś, za co w roku 1982-88 w wawie możnaby przeżyć ROK: wjeżdżam na przysklepowy parking, a tam widzę, jak ze śmietnika gość wkłada do koszyków przy rowerze 15 kilo na oko mocno dojrzałych BANANÓW! Z ciekawości zajrzałem do tego śmietnika: Tych bananów, którym poza "dojrzałą" skórą nic nie było, sklep wywalił do tego pojemnika a tak z 60 kilo. Na Polnej w 1985 gorsze sprzedawali, za równowartość sredniej pensji za kilo.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.