Dodaj do ulubionych

Zima stulecia 1979.

22.01.10, 21:54
Pamiętacie tamtą zimę?
Nawet szkoły pozamykali.
23.
Edytor zaawansowany
  • tamsin 22.01.10, 21:59
    kto mial szczescie i mieszkal na ulicy z jakims dygnitarzem, to prad
    mial, reszta po ciemku siedziala i grzala sie przy kuchence gazowej.
  • oryginal23 22.01.10, 22:23
    Sądzę, ze ta zima przyczyniła się do zmierzchu epoki Gierka.
    23.
  • a_weasley 22.01.10, 22:23
    Pewnie, że pamiętam.
    5 stycznia zaczynały nam się wczasy w Bukowinie, ojciec załatwił fiata (robili
    wtedy próby z metanolem, więc można było jeździć za darmo), a tu 3 czy 4
    stycznia Jaroszewicz ogłasza, że wstrzymują wczasy.
    Jechać? Nie jechać? Na szczęście ktoś z działu socjalnego dodzwonił się do
    Bukowiny, a tam gaździna oświadczyła, że o żadnym odwoływaniu nie wie, FWP to
    FWP, a ona się z zakładem bezpośrednio umawiała, ma umowę, mięsa i innych
    produktów już nakupiła i jak się zmarnuje, to do sądu podadzą.
    Tośmy pojechali, zajechali, a na miejscu wszyscy lekko zdziwieni, jaka trąbka,
    jaki bilecik, jaka klęska żywiołowa? No mróz jest i śnieg, zaś by ni mioł być,
    kie zima?

    --
    Marylka mała pierdolca miała,
    Pierdolca białego jak śnieg.
    Gdziekolwiek biegła Marylka mała,
    Pierdolec rozsadzał jej łeb. (J. Grzędowicz, Wilcza zamieć)
  • horpyna4 23.01.10, 11:54

    Oj, tak. Pamiętam dobrze.

    Była to ostatnia zima, kiedy mieszkałam jeszcze u rodziców. Na
    szczęście budynek "wisiał" na tej samej nitce ciepłowniczej, co dom
    dla jakichś weteranów ruchu robotniczego, więc nie było tragicznie.
    W jednym pokoju było 15 stopni, a w drugim (bliżej kuchni) aż 17, co
    było wówczas niewyobrażalnym luksusem.

    Ale i tak na stole stała butelka koniaku i kieliszki, żeby
    przychodzący z zewnątrz mogli się od razu rozgrzać.

    Budynek, w którym mieszkam obecnie, był w trakcie budowy (2 lata
    poślizgu, normalka w tamtych czasach). Jak pospacerowałam sobie po
    okolicy, to widziałam hordy szczurów biegające w samo słoneczne
    południe w okolicach śmietników (przez jakiś czas nie wywożono
    śmieci).

    Ale to było w Warszawie. Na południu Polski podobno było cieplej i
    mniej śniegu.
  • cromwell1 23.01.10, 15:17
    horpyna4 napisała:

    > Ale to było w Warszawie. Na południu Polski podobno było cieplej i
    > mniej śniegu.

    dokladnie
    na poludniu zima byla jak zawsze
    w tym roku jest podobna sytuacja
    na poczatku stycznia smigalo sie po trawie w okolicach zakopanego
    sniegu jak na lekarstwo
    u mnie zawsze lezalo minimum 40 cm w tym roku raptem 15
    w gorach podobnie
    jak zwykle punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia


    pzdr.
  • luccio1 23.01.10, 14:32
    Jeszcze rok 1978, kilka dni przed Sylwestrem.
    Jazda pociągiem z Krakowa do Szczecina, trwająca ponad 24 godziny - z tego ponad
    12 godzin zajęło pokonanie odcinka pomiędzy Szczecinem-Dąbiem a Szczecinem Głównym.
    I tak wysiedliśmy przed Dworcem Głównym na tory - gdy tylko zobaczyliśmy przez
    okno tramwaj jadący ulicą (a wraz z nim nadzieję dotarcia nareszcie w miarę
    szybko do śródmieścia).
  • ewa9717 23.01.10, 17:16
    W różne rzeczy mogę uwierzyć, ale nie w to, że kiedykolwiek
    jakikolwiek pociąg jechał 12 godzin z Dąbia na Główny (normalnie
    maksymalnie kwadrans).
  • luccio1 23.01.10, 20:08
    Ale tak jechał.
    Pozamarzały wszystkie zwrotnice. Rozmrażano i przestawiano po kolei jedną za
    drugą. Jechaliśmy od semafora do semafora, napotykając na każdym czerwone
    światło. Było to 5 minut jazdy - 2 godziny stania, 5 minut jazdy - 2 godziny
    stania... itd.itd.
    Wtedy nie było jeszcze trakcji między Poznaniem a Szczecinem, ten ostatni
    kawałek ciągnął nas Diesel - w tych ostatnich godzinach (ze względu na kończące
    się paliwo w lokomotywie) wyłączono nam nawet ogrzewanie.
  • ewa9717 24.01.10, 09:12
    luccio1 napisał:

    > Ale tak jechał.
    > Pozamarzały wszystkie zwrotnice. Rozmrażano i przestawiano po
    kolei jedną za
    > drugą. Jechaliśmy od semafora do semafora, napotykając na każdym
    czerwone
    > światło. Było to 5 minut jazdy - 2 godziny stania, 5 minut jazdy -
    2 godziny
    > stania... itd.itd.
    > Wtedy nie było jeszcze trakcji między Poznaniem a Szczecinem, ten
    ostatni
    > kawałek ciągnął nas Diesel - w tych ostatnich godzinach (ze
    względu na kończące
    > się paliwo w lokomotywie) wyłączono nam nawet ogrzewanie.

    A podróżni sami inteligentni inaczej? 24 godziny trwali w zimnym
    pociągu, mając miasto za oknami? Pozwól, że pozostanę niewierząca.
  • luccio1 24.01.10, 14:44
    Wysiadałabyś w mróz? Na peryferiach obcego miasta (z którego znałaś dotychczas
    tylko centrum)? W ciemność? (oświetlenie uliczne już wyłączono, szukając
    oszczędności na prądzie).
  • luccio1 24.01.10, 14:59
    I jeszcze jedno uzupełnienie: za oknem wagonu sypał gęsty śnieg - i duł silny wiatr.
    (Wtedy wyjeżdżaliśmy z Krakowa, bodaj 28 grudnia 1978 wczesnym przedpołudniem -
    było tylko trochę śniegu i wielkie płaty zupełnie wolnej ziemi. Przed Wrocławiem
    zaczął padać deszcz, a potem, już po południu, u schyłku światła dziennego, gdy
    minęliśmy Leszno zmierzając ku Poznaniowi, zaczęło prać śniegiem - i z chwili na
    chwilę, w miarę jak posuwaliśmy się ku północy, robiło się coraz bielej).
  • horpyna4 23.01.10, 20:23
    W Warszawie właśnie w Sylwestra było jeszcze znośnie, ale przez noc
    nasypało bardzo dużo śniegu i pieruńsko spadła temperatura.
    Komunikacja miejska w Nowy Rok była praktycznie sparaliżowana i
    sylwestrowi balowicze wracali piechotą do domów. Te długie suknie
    zamiatające śnieg...

    Ale podobno gdzieś w Jugosławii temperatura tamtej nocy spadła z +17
    do -17 stopni. Jeżeli to prawda, to dopiero musiało być wesoło.
  • kkokos 24.01.10, 20:13
    oryginal23 napisał:

    > Pamiętacie tamtą zimę?
    > Nawet szkoły pozamykali.
    > 23.

    no ba! pamiętam zamkniętą szkołę - chyba jakoś ferie nam przedłużyli. w każdym
    razie niejaka kowalska z mojej klasy była na zimowisku na helu (!) i tam utknęła
    i dostarczali im na to zimowisko jedzenie helikopterem, czego wszyscy w klasie,
    jak już wróciła i opowiedziała, dramatycznie jej zazdrościli :) :)
  • poplar31 25.01.10, 13:53
    Ja się tej zimy urodziłam :-) mama mi opowiadała, że nie miała jak ze mną do
    domu ze szpitala wrócić (z miejscowości oddalonej o 30 km). Podobno zaspy były
    takie, że ludzie oknami wychodzili, niektórzy rozpaczliwie wzywali pomocy, bo
    nie mogli się wydostać... mama mówiła, ze ojciec wykopał taki tunel na podwórku
    (dosłownie tunel, bo człowiek się tam cały chował), żeby dotrzeć do studni
    (wtedy jeszcze nie było bieżącej wody). To dopiero musiało być... jak w jakimś
    zaczarowanym labiryncie...
  • dorrit 25.01.10, 15:05
    Na wsi pod śniegiem musiało być niewesoło...
    Ale w Lublinie, gdzie mieszkałam, zdziwiło naszą rodzinę, że
    ogłaszają klęskę i zamykają szkoły. Zima, jak zima, śniegu nawaliło,
    fajnie, ale żebyśmy marzli na dworze czy w domu (mieszkanie w
    blokach)? Nie. Ferie dłuższe w rezultacie były, piękne, spędzone na
    sankach i łyżwach - tak pamiętam zimę stulecia z płd/wschodniej
    Polski.
    --
    Alors viens mettre de la couleur dans mon univers...
  • poplar31 26.01.10, 14:30
    Wiesz, to nie było na wsi... taka sytuacja panowała w mieście. Małe co prawda
    miasteczko, ale gęsto zabudowane z normalnymi ulicami i chodnikami i służbami,
    które zwykle coś tam uprzątały... tamtej zimy jednak nie podołali... jako że
    miasteczko położone jest nieco na uboczu, to było praktycznie odcięte od
    świata... strach myśleć co było w takich wioskach porozsiewanych wśród pól...
    bywa przecież, że dom od domu położony jest daleko i nawet nikt głosu wołającego
    o pomoc nie usłyszy.
  • tamsin 25.01.10, 15:51
    w te zime zmarl moj dziadek, rodzinka opowiadala ze musieli brnac na
    piechote w sniegu prawie piec kilometrow bo autobus nie mogl
    przejechac a wiele osob nie bylo w stanie dojechac na pogrzeb.
    Plug odsniezyl dojazd od domu do cmentarza ale musial jechac jeszcze
    ze raz tuz przed karawanem bo tak sypalo. Dziadka pochowali w
    tymczasowym grobie tuz przy samej bramie od cmentarza, na wiosne
    przeniesli go do rodzinnego grobowca.
  • sarah_black38 25.01.10, 20:07
    Byłam wtedy dziewięcioletnim dzieckiem. Doskonale pamiętam tunele jakie dorośli
    robili ,aby móc w ogóle poruszać się. Dzieciaki wtedy świetnie się bawiły w tych
    tunelach. Nie pamiętam kłopotów z dostawami prądu czy też żywności.Na szczęście
    .......
    --
    Kryzys na Poddaszu...
  • horpyna4 26.01.10, 10:57

    Akurat ja pamiętam też tunele w śniegu w latach 50-tych. Ale wtedy
    to była normalka i ludzie nie narzekali. Byli przyzwyczajeni do
    śnieżnych zim.

    Samochodów prywatnych było bardzo mało, autobusy Chausson jakoś sobie
    radziły, tramwaje i trolejbusy też. Komunikacja miejska była zresztą
    mniej rozbudowana, niż obecnie i ludzie więcej chodzili piechotą.

    Żeby wyrzucić śmieci, musiałam przejść przez podwórko tunelem.
    I wtedy bardzo mi się to podobało.
  • iwa57 26.01.10, 12:33
    ja pamietam ta zime dokladnie ,poniewaz wlasnie wtedy urodzilam syna i mialam radosc i ogromny klopot :jak odbiora mnie ze szpitala -odebrali sprawnie i szybko . Radosc z dziecka przycmila ogrom zimy .
    Jednakze z ta zima zaczal sie paskudny okres dla calej rodziny :od 1979 do 1986 smierc wykosila u nas 11 osob w wieku od 18-59 i wszystkie te osoby staly w bezposrednim zwiazku z moim rodzicami .Straszny to byl czas i nigdy go nie zapomne jak plakalam w poduszke i prosilam Boga ,zeby zaoszczedzil moich rodzicow i na kazdy dzwonek telefonu zamieralo w sercu zycie .
  • a_weasley 28.01.10, 11:52
    horpyna4 napisała:

    > Samochodów prywatnych było bardzo mało,

    A kto miał i nie odstawiał na zimę (bo to też była popularna praktyka), to
    wiedział, co się robi, żeby auto zimą odpaliło.

    > autobusy Chausson jakoś sobie radziły

    W zajezdni (tak było w każdym razie we Warszawie) po prostu dwa lub trzy
    chaussony stały całą noc z włączonymi silnikami, żeby rano w razie potrzeby
    odpalić inny autobus metodą zaciągania.

    --
    Bezpieczna prędkość jest wtedy, kiedy samochód stoi (najlepiej w garażu).
  • asdaa 26.01.10, 14:59
    Pamiętam śniegowe tunele z zimy 1963. Dziecięciem będąc mieszkałam z rodzicami
    na wsi. Tunele utrzymały się prze większą część zimy. A jaka radocha była! :)
    --
    ---
    Oh God, I'm so bloody blonde sometimes!
  • luccio1 26.01.10, 14:48
    W samym centrum Krakowa, gdzie mieszkałem (i nadal mieszkam, o kilka ulic
    dalej), nie działo się w styczniu-lutym 1979 nic szczególnego.
    Mieliśmy ciepło z kotłowni lokalnej pod naszym blokiem (komin tej kotłowni
    dogrzewał nam łazienkę do tego stopnia, że pranie, wyżęte w ręku i powieszone na
    sznurkach nad wanną, można było po kilku godzinach zbierać - już suche), koksu
    nie brakło nigdy.
    Prąd wyłączali nie częściej, niż "zwykle".
    Woda była stale, i stale pod ciśnieniem zapalającym bez trudu termę łazienkową.
    (Z wodą i prądem było znacznie gorzej w inną zimę: 1984/85; mrozy trwały wówczas
    krócej, a "nazywało się", że ujęcie wody na Rudawie zamarza - i dlatego
    ciśnienie wody zaraz po 7 rano gwałtownie siada, a gdzieś tak koło 9 wody na III
    piętrze już w ogóle nie ma...).
  • letalin 27.01.10, 16:14
    Nic szczególnego. Zamiast do szkoły poszliśmy na sanki.
    Było ok. -20st. Nie czułem się w żaden sposób przemarznięty, ani nie
    rozumiałem ojca, który zabronił nam to robic w dniach następnych, bo
    się bał , że nam się twarzy czy ręce poodmrażają.
  • hajota 28.01.10, 13:00
    Mnie ominęła, byłam wtedy w Afryce :-)
  • luccio1 29.01.10, 16:03
    W poprzednim tygodniu było w Krakowie trochę mrozu - ot, tak dwie noce z rzędu
    temperatura spadała do -20°; we dnie było -10°, czasem -12°;
    to wystarczyło, aby Wisła stanęła całkowicie: sam lód, ani pasemka płynącej wody!
    Przez zimę 1978/79, podobnie jak poprzez późniejsze mroźne stycznie r. 1985,
    1987 - nie zamarzła nigdy! Było tylko troszeczkę lodu przy brzegach, natomiast
    znad wody unosiła się gęsta mgła...
    Jest to ważne świadectwo, o ile woda dziś jest mimo wszystko czyściejsza, mniej
    zasolona...
  • cromwell1 29.01.10, 16:55
    myslisz abstrakcyjna polkola mozgowa
    fakt ze jest mniej zanieczyszczona
    dzisiaj wisla to ledwie 1/3 tej z lat osiemdziesiatych
    strumien wody to strumien energii
    wisla z pewnoscia nie zamarzla
    pod dnem nadal plynie
    zwyczajnie jest jej mniej

    pzdr.
  • luccio1 29.01.10, 19:50
    Pisałem o tym, co widać z brzegu (albo z mostu).
    Oczywiście, woda płynie pod lodem - tym niemniej lód pokrył całą szerokość nurtu.
    Prędkość nurtu rozkłada się dziś tak samo, jak w l. 1978/79, 1985, 1987...,
    bowiem już wówczas Wisła była w śródmieściu Krakowa sztucznie spowolniona, tak
    samo, jak jest dzisiaj (spiętrzenie stopniem na Dąbiu, którego skutki sięgają w
    górę rzeki aż do stopnia "Kościuszko" pomiędzy Tyńcem a Bielanami, nastąpiło w
    r. 1965! - oczywiście wcześniej Wisła była węższa, a nurt bystrzejszy - pamiętam
    to; pamiętam też, że przez "zimę stulecia" w styczniu-lutym 1963 pozostawały na
    powierzchni miejsca wolne od lodu).
  • mister1 26.02.10, 21:17
    przyjechalem do Warszawy chyba dzien czy dwa przed Sylwestrem
    pociagiem, mialem
    3 stycznia wracac, wrocilem chyba po 2 tygodniach pierwszym
    samolotem odlatujacym do Amsterdamu.Za przedluzony pobyt w "Forum"
    i samolot zaplacilo ubezpieczenie, takze za zarcie i hulanki.
    To byly czasy...
  • kusama 26.02.10, 21:54
    Zapamiętałam taką ciekawostkę, że władze nakazały aby na ulice Warszawy (nie
    wiem jak było gdzie indziej) wyjechały wszystkie autokary, autobusy wycieczkowe
    itp. w charakterze uzupełnienia transportu miejskiego. Wtedy takie busy były
    własnością zakładów pracy, a te ich użyczały. Trudno było wsiadać i wysiadać, bo
    drzwi były wąskie, ale... się jechało.
  • luccio1 26.02.10, 22:51
    W Krakowie zarządzono to samo w pierwszą zimę stanu wojennego. (Te wszystkie
    autokary obsługiwały - aż do lata 1982 - linię "E 1" z Placu Szczepańskiego do
    Centrum Administracyjnego Huty im. Lenina).
  • horpyna4 27.02.10, 10:00

    To było dopiero w stanie wojennym. Nie było wycieczek zagranicznych
    (paszporty!), więc autobusy biur podróży były "w stanie spoczynku"
    i zmobilizowano je. Nawiasem mówiąc, z Ursynowa do centrum Warszawy
    była to wtedy najlepsza komunikacja.
  • horpyna4 28.02.10, 19:21

    Aha, warszawiacy od razu nazwali je "huntobusy" (juntobusy).
  • quba 02.03.10, 10:43
    Zima stulecia to była w 1962!

    A taka tam zimka w 79 - troche zimniej i tyle, trochę więcej sniegu
    niz przeciętnie, e tam ! to NIE była zima stulecia!
    --
    Wszyscy mamy jakieś swoje przywary i niekoniecznie to znaczy, że
    trzeba
    pielęgnować w sercu dawne urazy i odświeżać je bez końca.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka