Dodaj do ulubionych

Świąteczne zakupy w PRL.

12.12.10, 18:21
Permanentny brak wszystkiego, kolejki po zielone, kubańskie pomarańcze, kartki, które nie dawały gwarancji zakupu wędliny, karpie sprzedawane w zakładach pracy.
Od 1980 roku praktycznie za każdym towarem przed świętami stało się w gigantycznych kolejkach.
Jakoś mi łza się w oku nie kręci za tymi koszmarnymi czasami, a Wam?
23.
Obserwuj wątek
    • horpyna4 Re: Świąteczne zakupy w PRL. 12.12.10, 19:43
      We wcześniejszych (przedkartkowych) latach też były kolejki przed świętami, np. po szynkę. Bywało tak, że przez dłuższy czas w sklepach nie było szynki, a "rzucano" ją tuż przed świętami. Widziałam kiedyś przez szybę w święta szynki wiszące w sklepie na hakach, czyli musiały być dostarczone bardzo późno, skoro nie zostały wykupione.

      U mnie w pracy koleżanki dosłownie świrowały, żeby kupić tę nieszczęsną szynkę, a ja siedziałam spokojnie... no i kiedyś jedna wpadła w rozpacz, że kupiła dużo za dużo szynki w ferworze zakupów i rodzina nie będzie w stanie jej zjeść. Wtedy zrobiłam jej uprzejmość i zaproponowałam, że część od niej odkupię. Ona była szczęśliwa, a ja miałam szynkę bez stania w kolejce.

      W ogóle wspominam z obrzydzeniem koszmary zakupowe. Chociaż właściwie nie stałam w kolejkach, wolałam podjechać autobusem do innej dzielnicy, czy nawet poza Warszawę i jakoś udawało mi się kupić to i owo. Ale wiem, że niektórzy potrafili stać pod sklepem całą noc.
    • tamsin Re: Świąteczne zakupy w PRL. 13.12.10, 16:34
      najlepiej wspominam swieta ktore spedzalismy u rodziny, kolejki wtedy mnie nie obowiazywaly i ze swiat pamietam bardziej tluczenie orzechow laskowych niz przemarzniete nogi od stania godzinami w kolejce za karpiem. Kto mial rodzine na zachodzie, dostawal czesto paczke pomaranczy lub cytryn tuz przed swietami i tak obok utytlanej w piachu marchwi w warzywaniaku na rogu, mozna bylo spotkach piekne pomarancze.
      • xxara Re: Świąteczne zakupy w PRL. 08.01.11, 05:08
        Tez pamietam łuskanie orzechów, mielismy nawet kilka "dziadków", niektóre bardzo wymyślne, teraz orzechów włoskich w łupianch prawie nie sprzedają, ato była taka fajna zabawa
        --
        Niezależne forum na temat rzucania palenia
    • mamamariusza Re: Świąteczne zakupy w PRL. 14.12.10, 19:02
      Mając 10-11 lat stalam w póznym wieczorem w kolejce po proszek do pieczenia, cukier waniliowy i rodzynki i pewnie jakieś pomarańcze i pamiętam, że jedna ze sprzedawczyń płakała, bo robiło się już pózno, a ona obawiała się, że nie zdąży dojechać do domu przed godziną policyjną.
      • kellss Re: Świąteczne zakupy w PRL. 14.12.10, 19:43
        Bo ja wiem, czy tak ciezko bylo - mialam dziadkow na wsi: czytaj - smietane, jajka, sery, mleko, miesa (wieprzowe, wolowe, drob), mąkę, owoce, warzywa itp itd. Pozostale rzeczy tez jakos skads byly - nic nie brakowalo. Rodzice mieli tez czas dla nas, jakos spokojnniej sie zylo, stac nas bylo na wszystko, inna sprawa, ze w sklepach nie bylo nieraz co kupic.
          • romekx Re: Świąteczne zakupy w PRL. 15.12.10, 08:00
            W kolejkach stali tylko ludzie, którzy nie cenili swojego czasu lub to lubili. Mieso było przywożone przez tzw" Baby" , u których można był zamówić wszystko. Ponadto tak od listopada zaczynał się sezon na "nielegaly ubój" , który był tak powszechny jak przechodzenie przez jezdnie na czerwonym świetle.Wystarczyło, że miało się jakiegoś znajomego z samochodem ( a po czasach Gierka nie było to już taka rzadkością).Chłopi za 10-20% wyższą niż w skupie (śmieszne ceny) ochoczo pozbywali się swojego dobytku, który był hodowany z myślą o takiej sprzedaży. Często gospodarze oferowali swoje usługi rzeźniczo/masarskie. W grudniu lodówki i zamrażarki dużej części mieszkańców miast były pełne schabów, szynek, golonek i tym podobnych specjałów. Kiełbasy i salcesony miejscowego wyrobu śnią mi się do dzisiaj (takie smaczne, aromatyczne!!!) .Wszystko polegało na właściwej organizacji (a Polacy w ciężkich warunkach jakoś sobie z tym radzą).Święta w PRL-u nie były wcale smutniejsze niż obecnie a dzieci cieszyły się z nowej piłki "od Mikołaja" bardziej niż teraz z komputera.
            • ewa9717 Re: Świąteczne zakupy w PRL. 15.12.10, 08:45
              romekx napisał:

              > W kolejkach stali tylko ludzie, którzy nie cenili swojego czasu lub to lubili.
              > Mieso było przywożone przez tzw" Baby" ,
              Chyba masz fioła. Faktycznie, stanie w kolejkach ulubioną formą rozrywki całych rzesz ludu. A nie wpadło ci do łba, że nie wszyscy mieli namiar na swoją babę? Bab by nie starczyło.
            • jibik Re: Świąteczne zakupy w PRL. 15.12.10, 11:10
              Jesli tesknisz do tych kielbas i salcesonow, to zorganizuj sobie "chlopa" na wsi, kolege z samochodem co ci dowiezie i za 10-20% wieksza cene niz w sklepie kupisz wedliny o jakich snisz po nocach.
              Podoba mi sie to zdanie o hobbistach kolejkowych.
            • smettka Re: Świąteczne zakupy w PRL. 15.12.10, 13:23
              Tak, "cudowne" czasy. Pamietam swoje dziecinstwo: dla dziecka pod choinkabylo klika pomaranczy i zdobyczne rajtuzy. Po prostu bajka. Szynka tylko na swieta, podobnie jak czekoladki. Raj na ziemi.

              Nie dziwota , ze szynka smakowala jak osmy cud swiata, jadana kilka razy w roku wydawala sie nieziemskim przysmakiem.
          • matylda1001 Re: Świąteczne zakupy w PRL. 27.12.10, 13:23
            horpyna4 napisała:

            > No tak, ale jak ktoś nie miał rodziny na wsi, to wyglądało to zupełnie inaczej.
            Ja właśnie byłam w sytuacji mieszczucha od kilku pokoleń. Tak przynajmniej od
            Powstania Styczniowego.<

            Miałam tak samo, ale większość rówieśników miało babcię na wsi. Jak sie zaczynały wakacje, miasta pustoszały, dzieci wyjeźdzały na lato do babci.
      • freiman Re: Świąteczne zakupy w PRL. 14.12.10, 22:31
        Hmm, dziwne te twoje wspomnienia,
        a ja mam takie że większość sklepów spożywczych
        była czynna do 16 , góra 17 , w praktyce dziesięć minut
        wcześniej drzwi były już zamknięte i tylko wypuszczało
        się klientów którzy byli w środku.
        Wyjątek stanowiły tzw. Delikatesy czynne do 20 , co w tamtych
        czasach czyniło ten sklep prawie nocnym.
        A godzina milicyjna( nie policyjna) zaczynała się o 22.
        Albo trolujesz ,albo albo Alzheimer.
    • nikodem_73 Re: Świąteczne zakupy w PRL. 14.12.10, 22:45
      Hyhy. Ja to pamiętam swoją reakcję jak pierwszy raz w życiu zjadłem mandarynkę "ŁAAAAAAAA! ALE DOBRY POMARAŃCZ!" (tak, koniecznie [i]ten pomarańcz[/i]). Nawet nie wiem skąd rodzice je wytrzasnęli. Dostaliśmy z rodzeństwem po 3 sztuki w paczce. Każde dostało też po "Marsie" (jadłem go po kawałeczku do wiosny ;)), a dodatkowo dostałem resoraka "matchbox" i przefajowe skarpety frotte :D (co dostała reszta to już nie pamiętam).

      Z zakupów pamiętam takie "zapachy do ciast" sprzedawane w takich małych fiolkach. Okazało się, że wypite nie smakują tak dobrze jak pachną ;) Cukier waniliowy też jakoś taki mało słodki był. A! I kolejkę w mięsnym w którym staliśmy z bratem na zmiany :) (ja od otwarcia, brachol zmieniał mnie około 13tej)

      Nie wiem dlaczego, gdy opowiadam o tym córce, to dziwnie na mnie patrzy :)

      --
      Kto wie gdyby nas lepiej i piękniej kuszono...
      • osika4 Re: Świąteczne zakupy w PRL. 14.12.10, 23:38
        >Nie wiem dlaczego, gdy opowiadam o tym córce, to dziwnie na mnie patrzy :)

        Nie wiesz dlaczego córka dziwnie na Ciebie patrzy?
        Powiem Ci. Córka tak Ciebie słucha i myśli sobie dlaczego ten tata tak wszystko zmyśla, co mu to daje, dlaczego nie mówi prawdy?
        • nikodem_73 Re: Świąteczne zakupy w PRL. 14.12.10, 23:55
          Całkiem możliwe. W to, że kiedyś był tylko jeden kanał TV też nie wierzy. A! I że kiedyś nie było tesco. :) ("To musieliście chodzić do carrefoura?") Kompletnie nie ta bajka.

          Dla niej to taka sama fikcja jak dla mnie opowieści mojej babci o drugiej wojnie światowej.

          --
          Mam złoty charakter, przez to taki ciężki...
          • osika4 Re: Świąteczne zakupy w PRL. 15.12.10, 09:52
            Nie zrozumiałeś ironii w moim poście. Natomiast to, że dawniej nie było marketów, to w żaden sposób mi nie pasuje do porównywania z wojną. Dawniej nie było też komputrów, wcześniej telewizorów ale czasy się zmieniają /nie tylko w Polsce/ i nie można tego utożsamiać z PRLem.
            • nikodem_73 Re: Świąteczne zakupy w PRL. 15.12.10, 17:49
              Owszem, markety były (tzw. "supermarkety" P.S.S. Społem). Tylko mniejsze i troszkę "inaczej" zaopatrzone niż współczesne.

              A jeżeli to była ironia to jestem ciekaw w którym miejscu kłamałem. Chętnie się dowiem gdzie moja pamięć przekłamuje.

              Niestety moich rodziców nie było stać na zakupy w Peweksie i nie mieliśmy "znajomego chłopa". Niestety musieliśmy kupować zupełnie normalnie w sklepie, gdzie brak mięsa nie był czymś wyjątkowym nie tylko w poniedziałki, ale także w inne dni tygodnia.

              Ziemniaki się kupowało na zimę w workach (chłop przyjeżdżał na osiedle sam) po 50kg i kwitły w piwnicy do wiosny. Tak samo przetwory - rodzice jechali "gdzieś" i przywozili worki truskawek, czereśni, wiśni, agrestu, porzeczek i mama później montowała z tego dżemy, powidła, kompoty. Grzyby się suszyło, lub marynowało. Ogórki kisiło, lub robiło małosolne. To co wtedy było normą teraz jest ekstrawagancją.

              Teraz, gdy ktoś kupuje pół świniaka żeby go zamrozić to robi się o nim reportaż w TV żeby ukazać poziom biedy w Polsce. Jak ktoś przygotowuje sobie przetwory to nie robi tego zwykle z biedy, lecz aby "nie jeść chemii", "co swoje to swoje", "mam najlepszy przepis", itd. Motywacja jest dramatycznie inna.

              Słodyczy w moim rodzinnym domu było tak dużo, że jako dziecko człowiek wpieprzał cokolwiek co sugerowało, że może być słodkie np. Vibovit, albo takie tabletki do ssania - Acron, albo cukier waniliowy (pomyłka). Łącznie z syropem na kaszel zmontowanym z siekanej cebuli i cukru.

              Albo ciasta? Moja mama regularnie co tydzień piekła ciasto. Najczęściej drożdżowe, albo szarlotkę. Czasem sernik (obecnie nie ma smacznych serników). Nie dlatego, że uwielbiała piec (po 1989 zarzuciła tę tradycję). Robiła to dla nas - dzieci. Bo kupne ciast(k)a były drogie i mało jadalne (pamięta ktoś jeszcze np. "ciepłe lody"?). Piekła też pączki, smażyła faworki i robiła własnej roboty czekoladę z "załatwionego" kakao wymieszanego z najróżniejszymi ingrediencjami.

              Owoce? Tak, jak najbardziej były - jabłka, gruszki, brzoskwinie, wiśnie, czereśnie, agrest, etc. Cytrusy? W święta. Zwykle pomarańcze. Czasem banany. Cytryn nie pamiętam, ale nie mówię, że nie było - są kwaśne więc nawet jeśli były to i tak ich bym nie jadł.

              Ananasa spróbowałem po raz pierwszy w 1986. W szkole. Kolesiowi z klasy wujek z Niemiec dał 20 marek (a może dolarów - już nie pamiętam) i chłopak zrobił zakupy w Peweksie i przyniósł to wszystko, żeby podzielić się z kolegami. Zjedliśmy to wszystko na ZPT. Czego tam nie było? Czekolada z orzechami "z okienkiem"; sok pomarańczowy (kuźwa do dziś nie znalazłem soku pomarańczowego, który by mi tak smakował jak tamten wtedy); Czekoladowe mikołaje (bo to jakoś zimą było); Puszki z ananasem; Gumy do żucia inne niż "Bolek i Lolek" (ale kiepskie, bo niebalonowe). Najgorszym nieporozumieniem była gorzka czekolada - wtedy jednogłośnie stwierdziliśmy, że pewnie się zepsuła, bo to niemożliwe, żeby sprzedawać takie ohydztwo.

              I to wszystko spokojnie *da* się utożsamić z PRLem. Bo tak się śmiesznie składa, że gdy zniknął PRL to te zjawiska też zniknęły. Czy ktoś obecnie kupuje do domu pełnowymiarową zamrażarkę żeby miesiącami mrozić mięso? A wtedy to nie była jakaś szalona rzadkość.

              I niby skąd wziął się żart o Wałęsie (z czasów jego prezydentury), że nie wie co to kiwi? Bo takie kiwi to się w Polsce pojawiło wraz z upadkiem "najlepszego z ustrojów". Wcześniej takiej ekstrawagancji nie dane było posmakować zwykłemu obywatelowi. Pamiętam jak "obyty światowo" znajomy rodziców (obyty bo jeździł na saksy do Niemiec) *pokazywał* nam wszystkim co to jest i jak to jeść!

              I na koniec - ja PRLu nie porównuję z wojną. Po prostu stwierdzam, że dla mojej córki moje opowieści z czasów PRL są taką samą fikcją jak wojenne opowieści mojej babci dla mnie. Pomimo jej najszczerszych chęci nigdy nie byłem w stanie ogarnąć tego co przeżyła (oj nie lubiła ona sowietów, nie lubiła) - to co opowiadała stało w jawnej sprzeczności z tym co można było zobaczyć w TV! Tylko przez wpojony mi szacunek dla starszych nigdy nie powiedziałem jej, że gada głupoty.

              --
              Marks miał rację - w socjalizmie nigdy nie wystąpił kryzys nadprodukcji.
              • matylda1001 Re: Świąteczne zakupy w PRL. 27.12.10, 13:48
                nikodem_73 napisał:

                > Owszem, markety były...<

                Ta Twoja opowieść to sama prawda. Tak wyglądało zwyczajne życie w Polsce, i dla dzieci nie jest do ogarnięcia rozumem, tak, jak dla nas wojna. Opowieść o drugiej światowej jest dla nas podobnie realna jak o tej spod Issos, z 333r.p.n.e. :) Można dużo wiedzieć, znac fakty, ale wczuć sie prawdziwie nie sposób. Moja córka zadała kiedyś babci ciekawe pytanie: "babciu, gdy ty bylas dzieckiem to były już szyby w oknach"? No cóż, była mała i usłyszała gdzieś, że kiedyś w oknach szyb nie było tylko takie błony ze zwierzecych pęcherzy. Dlatego strasznie mnie wkurza, gdy naszym dzieciom każą żyć "Katyniem". Dla nas jest to czysta abstrakcja, a dla nich?
    • bardu Re: Świąteczne zakupy w PRL. 15.12.10, 01:37
      Przed świętami stało się po wszystko w kolejce. Po szynkę, po schab, po karpia, po chleb (świeży), po owoce (jak dowieźli), po gazetę (program telewizyjny). I dotyczy to czasów także przed rokiem 1981. Tyle, że przed '81 na ogół jak się postało, to się dostało. Potem bywało różnie. Straszne czasy. Oby nigdy nie wróciły.
    • wiedzmamalgorzata Re: Świąteczne zakupy w PRL. 15.12.10, 08:15
      A ja w tym miejscu chciałabym podziękować uczestnikom kolejki stojącej po "rzucone" do supersamu słodycze, którzy 29 lat temu sfinansowali mi zakup czekolady w momencie gdy zabrakło nadziewanych batoników, a za takim właśnie batonikiem stałam w prawie kilometrowej kolejce. Dziękuję.
      • morrison9 Re: Warto było stać 15.12.10, 09:27
        > "w ogonku" jak mawiała moja babcia, bo tamta szynka przynajmniej smakowała i wy
        > glądała, czego nie można powiedzieć o dzisiejszych wyrobach...
        Można powiedzieć pod warunkiem, ze kupuje się to co dobre a nie to co najtańsze i na promocji.
        Też kupowałem przez długi czas zwykłą szynkę i się wkurzałem, że nie smakuje, leje się itp.
        Aż eksperymentować, dobierać, próbować i znalazłem kilka rodzajów wędlin, które smakują wyśmienicie, nie leje się z nich wola, nie wyłazi z nich tłuszcz itd.
          • usz_misiatek Re: Warto było stać 15.12.10, 10:53
            Bracia Germanie mowia w takim przypadku "selberschuld". Jak sie nie umie kupowac dobrych rzeczy, to sie ma pretensje tylko do siebie. A ze w prlu szynka smakowala lepiej? A niby od czego gorzej miala smakowac? Z czym mozna bylo porownac jej smak?
            --
            Mówią o mnie Usz Misiatek
            bo klapnięte uszko... eee... hmmm... coś pochrzaniłem :-/
              • ewa9717 Re: Warto było stać 15.12.10, 13:41
                tymon99 napisał:

                > w prlu najtandetniejsze rzeczy smakowały, bo musiały..
                Nie tylko. Obowiązywała wtedy Norma Polska i w kiełbasie było rzeczywiście sporo mięsa, a szynka nie powstawała z homogenizowanej pulpy. Dziś PN ani cokolwiek innego nie obowiązuje i szynką jest nawet coś, w czym trudno znależć procent cukru w cukrze ;)
                >
                • derena33 Re: Warto było stać 15.12.10, 14:10
                  Ech idealisci:) mialam daleka rodzina zatrudniona przy wytwarzaniu wedlin w panstwowych zakladach miesnych, oczywiscie moze chemii nie bylo zbyt wiele w tej wedlinie, ale byly inne wypelniacze, byc moze smaczniejsze:) chociaz nie wiem czy chcialabym wiedziec jakie.

                  --
                  "Badz uroczy dla swoich wrogow, nic ich bardziej nie zlosci"
                  • horpyna4 Re: Warto było stać 15.12.10, 18:18
                    Za wczesnej komuny być może te wędliny były bardziej naturalne. Ale za Gierka technologie rozwinęły się i kombinowano, żeby było jak najmniej mięsa w mięsie. Pamiętam te ochy i achy, jak została opracowana technologia na białko z ryb, żeby je pchać do kiełbas. I jak chwalono "żeloskrzepy", że takie smaczne... pamięta ktoś?

                    A naprawdę do kiełbas pakowano za PRL byle co. Nie zapomnę, jak w suchej krakowskiej znalazłam płucka (były jak sucha gąbka), a w myśliwskiej rybie ości.
                    Że już nie wspomnę, z czego robiono pasztetową.
                      • horpyna4 Re: Warto było stać 18.12.10, 11:07
                        Podobno jednak z kryla ostatecznie nie wypaliło, pomimo długich badań. Dopatrzono się jakiejś szkodliwości, ale to wiem na podstawie układanki wyrywkowych informacji z gazet. Cenzura działała i trzeba było "czytać między wierszami".

                        Najwięcej rzetelnych informacji znajdowałam w "Życiu i Nowoczesności" (dodatek do "Życia Warszawy"). O dziwo, czasem ważne rzeczy bywały też w różnych "czerwoniakach" typu "Ekspress Wieczorny"; być może nie traktowano tych gazet poważnie i cenzurowano je byle jak.

                        Aha, w doszukiwaniu się oszczędności za późnego Gierka ktoś padł pomysł, żeby do paszy dla świń dodawać gnojówkę krowią, a do paszy dla krów gnojówkę świńską. No bo przecież różnie trawią i składniki niestrawione przez jedne mogą być potem wykorzystane przez drugie...
                        • tymon99 Re: Warto było stać 18.12.10, 12:58
                          po zamknięciu "życia i nowoczesności" dawał się jeszcze czytać "przegląd techniczny innowacje" - również przez cenzurę traktowany ulgowo (w końcu to tylko dwutygodnik niszowy dla inżynierstwa).

                          --
                          she can take the dark out of the nighttime
                          and paint the daytime black
                  • bene_gesserit Re: Warto było stać 18.12.10, 23:40
                    Nie obowiazuje. Obowiazuja nas normy UE, o wiele laskawsze dla oszczednych producentow. Ktorzy, nawiasem mowiac, czesto staraja sie nie chwalic swoimi oszczednosciami na etykietach.

                    --
                    a moja mama zawsze mi powtarzala: 'maksiu, badz grzecznym kotkiem, bo odrodzisz sie czlowiekiem'
          • matylda1001 Re: Warto było stać 27.12.10, 14:21
            osika4 napisała:

            > Podaj przykłady, bo ja kupuję szynkę niby z wyższej półki ale tylko pod względem ceny bo jakość jest zła! <

            Nie ma takiej i już chyba nigdy nie będzie. Wszystko jedno za jakie pieniądze. Ostatnio rozmawiałam z facetem, który "zęby zjadł" na sporządzaniu tzw. swojskich wyrobów masarskich. Powiedział, że jeśli nawet zrobi się, powiedzmy, kiełbasę w/g receptury z dawnych lat, to i tak nie będzie taka jak kiedyś, bo mięso już nie takie jak kiedyś. Dobra wędlina to nie tylko kwestia tego, co będzie jej składnikiem w procesie produkcja masarskiej, ale też kwestia paszy dla zwierząt (jej składników) a następnie sposób pozyskiwania tychże składników. Prawde mówił stary fachowiec. Przeciez piekąc w domu schab używa się wszystkiego, co najlepsze, niczym się nie paprze, ale nigdy nie wychodzi tak, jak dawniej.
    • bene_gesserit Re: Świąteczne zakupy w PRL. 19.12.10, 02:18
      Swiateczne zakupy to byl koszmar. Ale swiateczna atmosfera byla fantastyczna, bez tej obecnej komercyjnej nagonki, ktora zaczyna sie teraz zaraz po swiecie zmarlych. Handel wymienny polegal tez na wymianie miedzyludzkiego ciepla i wspomagal podtrzymywanie więzi. Noi czlowiek cieszyl sie jak glupi z byle bateryjki :)

      --
      a moja mama zawsze mi powtarzala: 'maksiu, badz grzecznym kotkiem, bo odrodzisz sie czlowiekiem'
      • tymon99 Re: Świąteczne zakupy w PRL. 19.12.10, 08:49
        bene_gesserit napisała:

        > Swiateczne zakupy to byl koszmar. Ale swiateczna atmosfera byla fantastyczna, b
        > ez tej obecnej komercyjnej nagonki, ktora zaczyna sie teraz zaraz po swiecie zm
        > arlych.

        atmosfera jest taka, jaką sobie - i tym, z którymi świętujesz - stworzysz.
        co to jest, to święto zmarłych, o którym wspominasz?

        --
        she's got everything she needs,
        she's an artist, she don't look back
      • matylda1001 Re: Świąteczne zakupy w PRL. 27.12.10, 14:46
        bene_gesserit napisała:

        >Handel wymienny polegal tez na wymianie miedzyludzkiego ciepla i wspomagal podtrzymywanie więzi.<

        O tak! Międzyludzkiego ciepła, powiadasz... Musiałam coś jadac, ale do szkoły też powinnam chodzic, więc w kolejke byłam zabierana rzadko, ale zdarzało się. Do komercyjnego sklepu, w czasach przedkartkowych, kiedy "dawali na osobe". Robiłam za taka "osobe" i był kilogram więcej. Pamietam zapchany ludzmi sklep, w ktorym wybuchła między klientami awantura. Zdesperowana, doprowadzona do ostateczności sklepowa wskoczylł na pieniek, z siekiera w garści i pełnym ciepła głosem, zapewne w celu podtrzymywania więzi międzyludzkich, krzyknęła: "cicho tam, kurwa, bo łby odrąbię!" Ogólnie fajnie było;))
    • arielta Re: Świąteczne zakupy w PRL. 19.12.10, 22:44
      Niekiedy rodzice przed świętami kupowali mięso od chłopa i peklowali je we własnym zakresie, a potem gotowali. W sklepach można było kupić gotową mieszankę zawierającą saletrę, która nadawała tym wyrobom różowy kolor. Bez saletry domowe wędliny były szare. Takie domowe wędliny były smaczne i nieporównywalnie lepsze od sprzedawnych obecnie.

      Ktoś wyżej pisał o suchych lodach. Widziałam je w Warszawie w Forcie Wola w Realu na stosisku przy schodach ruchomych. Widziałam te lody też w Lidlu, bodaj w czteropakach. Obecne suche lody są produkowane chyba z jakichś koncentratów spożywczych. Oryginał miał w sobie lepką słodycz, te obecne tego nie mają, choć z wyglądu prezentują się lepiej niż te dawne.

      A błękitka (taka ryba) z robakami pamiętacie? Przypominam sobie jak jakiś ekspert w dzienniku przekonywał że te pasożyty są nieszkodliwe dla zdrowia. Mimo wysiłków propagandy naród błękitka jeść nie chciał. Błękitek zagościł natomiast w stołówkach i był przyczyną awantur między konsumentami a personelem. Błękitek nie wywołuje u mnie sentymentów.
      • tymon99 Re: Świąteczne zakupy w PRL. 20.12.10, 02:16
        te pasożyty rzeczywiście były nieszkodliwe dla zdrowia. znaczy dla zdrowia ludzi, bo błękitkom, na których pasożytowały, jednak trochę szkodziły..
        a że pod względem apetyczności ryba z robakami stoi dość nisko, to inna sprawa.. larwy much i krowie łajno też są nieszkodliwe.

        --
        you will start out standing
        proud to steal her anything she sees
    • arielta Re: Świąteczne zakupy w PRL. 28.12.10, 22:13
      A śledzie pamiętacie? Kupowało się w rybnym albo warzywniczym, z drewnianej beczki. Mnie rodzina zlecała kupowanie śledzi korzennych w słonej brunatnej zalewie. Zakup pakowano w gazetę, zalewa przesiąkała i cuchnęła cała siatka z innymi zakupami. Sprzedawcy nie żałowali tej zalewy, bo podbijała wagę. Torby foliowe pojawiły się później, całe lata w rybnych i warzywniakach królowała gazeta. (W mięsnym wędliny i mięso pakowano w papier - najczęściej jakiś szary.) Po przyrządzeniu śledzik nie był zły, ale mitręga z jego zakupem i przyrządzeniem powoduje, że jednak wolę śledzie "współczesne".

      • bokertov1947 Re: Świąteczne zakupy w PRL. 29.12.10, 06:27
        Hi arielta,
        poruszylas tu ciekawa sprawe opakowywania.
        Bedac pare lat temu w Polsce, uswiadomilem sobie - ze co jak co, ale alkohole pakuje sie - i prawdopodobnie pakowalo sie zawsze - w stosunkowo przyjemny papier.
        Z czego to wynika - nie wiem, ale napewno w porownaniu do gazetowego opakowania sledzi, flaszka "Czystej zwyklej" zapakowana byla po krolewsku.
        Pozdrawiam
        PS: A moze sprzedawczyni w monopolowym zakladala a'priori, ze kupowany alkohol przeznaczony jest na prezent?
        • horpyna4 Re: Świąteczne zakupy w PRL. 29.12.10, 10:49
          Partyjną w papier??? Nie żartuj, po prostu wręczano nabywcy butelkę luzem. Pakowano te droższe, bardziej eleganckie trunki.

          Tak się składa, że w sąsiednim domu na parterze był sklep spożywczy, a najbliżej (naprzeciw) drzwi było stoisko m.in. z alkoholem. Pewne obrazki utrwaliły mi się w pamięci, jak wysyłano mnie np. po chleb w latach pięćdziesiątych.

          Powstały również na moim osiedlu tzw. "delikatesy". Tam rzeczywiście alkohole pakowano, bywały również towary luksusowe (za wczesnego Gomułki). Wiele lat później takie wyroby widywało się raczej w Pewexie...
          • bokertov1947 Re: Świąteczne zakupy w PRL. 29.12.10, 11:28
            Ok, moze z ta "Czysta zwykla" to troche przesadzilem. Ale sam fakt pakowania alkoholi w papier (taki dosyc nawet luksusowo wygladajacy), jest w moim kraju nieznany.
            Oczywiscie u nas istnieje mozliwosc dania sobie zapakowac jako prezent - ale wtedy - a bylo to w Warszawie w sklepie niedaleko MPiKU - kolo bylego KC,nie poprosilem o taka alternatywe. I prawie powiedzialbym, ze wszystkim klientom pakowano butelczyny w papier.
            Wiesz, a moze pani sprzedawczyni slyszac moje dukanie po polsku, postanowila zapakowac jako prezent (a byl).
            Pozdrawiam!
            • cromwell1 Re: Świąteczne zakupy w PRL. 29.12.10, 17:36
              bredzicie bokertov az mi was szkoda
              ze niby co
              pakowanie butelki wodki to jakies nie wiadomo co
              i mozna podpasc pod podziemie solidarnosci albo pod alkoholizm w zaleznosci od jakosci papieru?
              wrzuccie na luz bolertov
              • bokertov1947 Re: do tow.cromwella:Świąteczne zakupy 29.12.10, 19:47
                Towarzyszu cromwell,
                jak znowu potwierdzacie - wy Polacy jestescie mistrzami w robieniu z kazdego gowna sprawy politycznej. Ani mi na mysl nie wpadlo, kupujac wtedy flaszke polskiego napoju narodowego - ze zaplatuje sie w polityke. Myslalem tylko, ze polskie chamstwo troche sie okielzdalo od czasu, jak kapital zamienil ukochany przez Polakow socjalistyczny dobrobyt.
                Ale chyba sie myle - bo jednokomorkowstwo polskie pleni sie niezaleznie od szerokosci geograficznej, w ktorej myja talerze!
                Pozdrawiam
                • cromwell1 Re: do tow.cromwella:Świąteczne zakupy 29.12.10, 19:59
                  wybaczcie ale to wy robicie sprawe z gowna
                  u nas nie ma przepisu zeby pakowac butelke w papier
                  jezeli ktos chce to mozna zapakowac
                  w przeciwienstwie do kanady szwecji czy usa
                  tam mimo wolnosci jest nakaz
                  a u svensonow to juz calkowite przegiecie
                  sklepik na odludziu
                  a klienci czuja sie jakby byli winni ze pija

                  • bokertov1947 Re: do tow.cromwella:Świąteczne zakupy 30.12.10, 05:04
                    Widzicie towarzyszu cromwell, jak sie wyglupiliscie z tym politycznym podejsciem do tak prostego tematu. Stara szkola dzialacza partii robotniczej nie wyszla jeszcze z was.
                    Tu wspomina sie czasy, ktore juz minely – a wy towarzyszu budujecie mi tu ideologie, zamiast sie przynajmniej w ten sposob – czytajac posty tych, ktorzy to przezyli – uczyc. Bo w czasach tu opisywanych lataliscie zapewne w kosulinie za orkiestra gromadzkiej strazy pozarnej w waszej wsi.
                    A ze rzucacie blotem w lewo i prawo – to juz swiadczy o tym, ze z polskiego narodu wy – bo to wasza polska specjalnosc!
                    Pozdrawiam w imieniu proletariuszy wszystkich krajow!
    • arielta Re: Świąteczne zakupy w PRL. 30.12.10, 01:01
      Alkohole pakowano w papier, choć zależało to od rodzaju napitku i chyba od klienta. Doświadczona ekspedientka potrafiła wyczuć, czy zakup zostanie szybko skonsumowany, czy też w dłuższej perspektywie.

      Dawnymi czasy pakowano na życzenie bombonierki i nawet pojedyńcze tabliczki czekolady. Papier rzadko był firmowy z nadrukiem np. delikatesy. Najczęściej był zwykły, szarobeżowy, niekiedy nieco cieńszy i połyskujący (obadarowany tak zapakowanym upominkiem najczęściej zachowywał papier do ponownego użycia). Panie pakowały bardzo zręcznie bez żdnych zgrubień w miejscach, gdzie papier był zawijany i sprytnie przewiązywały pakunek sznureczkiem. Sznureczek nie był zawiązywany na krzyż (to żadna sztuka), ale przebiegał ukośnie w dwóch rogach. Sztuki takiego wiązania nie posiadłam. Tak opakowane i przewiązane czekoladki nosiło się nauczycielkom na koniec roku. W nawiązaniu do tematu wątku, podobnie pakowano prezenty gwiazdkowe. Z tamtych czasów pozostała mi chorobliwa skłonność do gromadzenia opakowań.
      • cromwell1 Re: Świąteczne zakupy w PRL. 30.12.10, 17:23
        Alkohole pakowano w papier, choć zależało to od rodzaju napitku i chyba od klienta. Doświadczona ekspedientka potrafiła wyczuć, czy zakup zostanie szybko skonsumowany, czy też w dłuższej perspektywie.

        ogolnie rzecz ujmujac pakowano lub nie pakowano
        w zaleznosci od pogody od upodoban i wiatrow
        a tymczasem sklerotyk robi z tego afere
        malo tego probuje komus afere przypisac
        wyzywajac od komunistow albo faszystow
        jak tak sie dokladnie przyjzec jego wypowiedziom to chyba gosciu nie wie czy dzisiaj mial stolec
        ale co tam stolec
        trzeba wlaczyc
        o co?
        nie wiem...
        • czysty_jogurt Re: Świąteczne zakupy w PRL. 30.12.10, 18:38
          Czytam i przerażenie mnie ogarnia.
          Mr. Oliver (domyslnie) Cromwell. Widzę, że "patron" całkowicie opanował "psyche" "cromwella" (piszę z małej litery, aby rozróżnić). Tak jak Oliver Cromwell był królobójcą, tak i "cromwell" w sposób bardzo niekulturalny (użyłem bardzo delikatnego okreslenia) jest psychicznym zabójcą.
          Tak, to prawda: Mówić publicznie "obys zdechł" jest afirmacją zabójstwa. Co z tego, że "cromwell" nie zabije generała Jaruzelskiego, on juŻ zabił Go słowem.
          Do nie usłyszenia, "cromwell".
          PS. Nazwiska pisze się z WIELKIEJ litery. W tym poscie swiadomie różnicuję "Oliver Cromwell" i "cromwell".
          --
          P. Czym się różni jogurt od NIEKTÓRYCH autorów postów?
          O. Jogurt ma kulturę.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka