Dodaj do ulubionych

Pamiętacie tamte ceny? - reaktywacja

22.10.11, 22:37
Był taki wątek, ale zarchiwizowany:
forum.gazeta.pl/forum/w,16256,55165216,55165216,Pamietacie_tamte_ceny_.html?wv.x=1
Temat zaś wraca jak bumerang, więc podnoszę.

--
Klaps ma się tak do maltretowania dziecka jak kufel piwa do delirium.
Edytor zaawansowany
  • a_weasley 22.10.11, 22:52
    Pomysł reaktywacji przyszedł mi do głowy, gdy mi wpadł w ręce notes z 1987 r., kiedy to trzymałem szczepowy magazyn zniczy.
    Średnia krajowa była o rząd wielkości wyższa od obecnej, więc łatwo porównywać.
    Najtańsze znicze, przypominające szklaneczkę setkę z grubego szkła napełnioną stearyną, były po 20 zł. "Wazonik ozdobny" 45. Coś, co uchodziłoby i dziś (jako skromne), w kształcie gipsowego krzyża - 70.
    Spore znicze o grubych knotach, w kształcie doniczki ceramicznej albo blaszanej puszki (nazywaliśmy je roboczo "mielonka"), jakie i dziś się widuje, były po 120 (doniczka) lub 100 (mielonka).
    Znicze blaszane (miska) - 65, 100, 200 zależnie od wielkości. Naszym topowym towarem były spore (wedle ówczesnej miary) gipsowe puchary po 220.
    Oczywiście o takich wypasach jak obecne znicze-lampy czy znicze-rzeźby nikomu się wtedy nie śniło. Można więc powiedzieć, że znicz byle jaki, skromny, elegancki i wypasiony kosztowały podobnie jak obecnie, tylko standardy się zmieniły.


    --
    Jestem zbyt leniwy, żeby być nadopiekuńczy.
  • lustroo 25.10.11, 19:07
    Pamiętam masło po 17 zł a chleb po 6 zł, a z makiem po 7. Inne ceny jakoś mi się zatarły.
    --
    Jezdem żdżęźliwa, a co ;)
  • gazeta_mi_placi 03.11.11, 19:56
    Oj, drogie było masełko...
  • jarkoni 06.11.11, 08:08
    Ceny były narzucane. Masła po 17 nie było, było po 16,50. A cukier 10,50.
    A chleb podrożał z 6 na 8 zł. I był znany tekst: "Nie ma lekko, chleb po 8". Do tej pory czasem to słyszę...
  • horpyna4 06.11.11, 09:10
    Owszem, pojawiło się po 17 tzw. "stołowe". Do smażenia nie bardzo nadawało się, bo zawierało dużo wody. I jednocześnie znikło (praktycznie, bo może było na rynku w szczątkowych ilościach) masło po 17,50. Tak więc jeżeli nie mogłam wtedy dostać delikatesowego, to kupowałam stołowe i drewnianą kopystką wyciskałam z niego wodę. Z takiej "ćwiartki" lekko wychodziła łyżka stołowa wody; prawdopodobnie wyszłoby więcej przy staranniejszym wyciśnięciu.

    Pojawiło się również masło "dietetyczne" (chyba w latach 70.) Wody była w nim połowa i szybko jełczało. Ono było chyba po 15,50.

    Co do cukru, to w moim dzieciństwie był po 12, a rafinada po 13. Potem dopiero staniał (przy okazji jakichś podwyżek jako pewna rekompensata) do 10,50 i rafinada do 12.

    Ja jednak stara jestem - kilogramowe bochenki białego chleba (tzw. "lubelski") były za wczesnego Gomułki (a może za późnego Bieruta) po 3,50. Pamiętam, bo sama kupowałam. Potem po 4, a dopiero później po 6...

    Aha, mała ciekawostka. Masło po 17 miało dla zmyłki podobne opakowanie, jak to po 17,50. Tylko krowa miała ogon zadarty do góry, a na tym droższym i lepszym opuszczony do dołu. No i oczywiście inna nazwa, ale szata graficzna opakowania poza nazwą różniła się właśnie tymi kształtami krów.
  • luccio1 11.11.11, 12:51
    Kiedy weszły w połowie r. 1976 kartki na cukier - wraz z nimi pojawił się cukier "komercyjny", wolny od kartek: 1 kg po 26 zł.
    Można go było dostać tylko w niektórych sklepach.
  • mallard 16.11.12, 10:05
    jarkoni napisał:


    > A chleb podrożał z 6 na 8 zł. I był znany tekst: "Nie ma lekko, chleb po 8". Do
    > tej pory czasem to słyszę...

    Tekst znałem jeszcze w podstawówce, kiedy chleb kosztował 4 zł i nic nie wskazywało na to, by miało być inaczej. W pełnej wersji na końcu jeszcze było "bułki po 16"
    --
    Naucz się śmiać z samego siebie.
    Będziesz miał ubaw na całe życie...
  • quba 11.12.12, 20:18
    było masło po 17.50 ( w czerwonym papierku, do dziś istnieje) i po 16.50 w niebieskim

    --
    Wszyscy mamy jakieś swoje przywary i niekoniecznie to znaczy, że trzeba
    pielęgnować w sercu dawne urazy i odświeżać je bez końca.
  • luccio1 24.10.12, 00:48
    Koniec lat 50. - i całe lata 60.:
    masło "ekstra wyborowe" ("czerwone") = 17,50;
    masło "wyborowe" ("niebieskie") = 16.
  • horpyna4 24.10.12, 08:34
    Było jeszcze masło "delikatesowe" - 18,75; oczywiście nie wszędzie, tylko w "lepszych" sklepach. No i oczywiście w tamtych czasach kostka masła ważyła 250 g, zmniejszanie jej kolejno do 225 i 200 g to typowa "ukryta podwyżka".

    Początkowo bochenki chleba w Warszawie były głównie kilogramowe. Biały chleb (lubelski lub nałęczowski) kosztował 3,50. Podoby trochę do nałęczowskiego łęczycki - 3,10; on był wyjątkowo 800-gramowy.

    Na "prowincji" królowały wtedy znacznie większe bochny.
  • ewa9717 24.10.12, 09:22
    horpyna4 napisała:
    > Na "prowincji" królowały wtedy znacznie większe bochny
    O tak! Pamiętam, jakie zdumienie po przyjeździe do pipidówka budziły w nas bochny wielkosci bez mała młyńskiego koła ;) Na sobotę i niedzielę mama na nasza trzyosobową rodzinę kupowała pół - starczało aż na poniedziałkowe sniadanie.
  • artjomka 24.10.12, 19:42
    Witam!
    Nie wiem, czy ktos obserwowal dynamike obnizek cen produktow bedacych argumentem na podwyzki organizowane turnusowo za czasow dobrobytu socjalistycznego.
    Bo sobie przypominam, ze prasa zaczynala hiobowe wiesci o kolejnej podwyzce cen od podanie, o ile obnizono ceny lopat czy lokomotyw.
    A tak nawiasem - odnosze wrazenie, ze jednym z najstabilniejszych cenowo produktow bylo wino marki "Wino" - czyli J23.
    A moze sie myle?
    Pozdrawiam znad kieliszka czerwonwgo Cabernet (nie J23).
  • horpyna4 24.10.12, 20:34
    Nie tylko lokomotywy taniały równocześnie z drożeniem bardziej codziennych produktów. Kiedyś staniał cukier - było to chyba podczas tej podwyżki, której następstwem były wydarzenia grudniowe 1970.

    Przedtem przez długie lata kilogram cukru kosztował 12 zł, rafinady 13 zł. Obniżono do 10,50; rafinadę do 12.
  • tymon99 28.10.12, 00:42
    nie pamiętam kostek 225g. 227g, czyli pół funta, to prędzej.

    --
    she wears an egyptian ring
    that sparkles before she speaks
  • lisia312 04.06.13, 17:42
    na Śląsku półfuntek masła, to było 250 g
  • trevistas 23.10.11, 23:37
    Polowa lat 60 - tych: bulka - kajzerka: 40 gr, bilet autobusowy - 50 gr.
  • horpyna4 24.10.11, 08:00
    W Warszawie wtedy bilet autobusowy kosztował 80 gr, trolejbusowy 60, a tramwajowy 50. Ulgowy 20 gr.

    Kajzerka rzeczywiście 40 gr, murarka 50 gr, małgorzatka chyba 1 zł 60 gr. Najstarsze ceny chleba, jakie pamiętam, to: lubelski i nałęczowski po 3.50, łęczycki (podobny w smaku do nałęczowskiego, ale mniejsze bochenki) - 3.10. Później pojawił się praski po 4 zł, był podobny do lubelskiego i była to taka ukryta podwyżka. Następna ukryta podwyżka, to chyba mazowiecki - też po 4 zł, ale bochenek ważył 0.8 kg (praski był kilkogramowy).

    Masło: "czerwone" - 17.50, "niebieskie - 16.00, delikatesowe - 18.75. Widać, że wtedy były inne proporcje cen chleba i masła, niż obecnie. Chyba dlatego, że chleb był dotowany.
  • a_weasley 24.10.11, 15:23
    Horpyna4 napisała:

    > W Warszawie wtedy bilet autobusowy kosztował

    Wtedy, czyli kiedy?
    Bo przez całe lata 70-te autobusowy kosztował 1,50 (na pospieszne 3), tramwajowy i trolejbusowy złotówkę, ulgowy 50 gr. Uczniowie i studenci nie mieli zniżki.
    Miesięczny na 1 linię 30 zł, na wszystkie linie 100 zł (były też kombinacje: na 2 linie tramwajowe, na 2 autobusowe, różne kombinacje 2- i 3-liniowe też, ale już nie pamiętam cen), kara za jazdę na gapę też 100 zł.
    Po podwyżkach 1982 normalny 3 zł, ulgowy 1,50 (również dla uczniów i studentów), miesięczny na wszystkie linie normalny 340, ulgowy 170.

    --
    Nie udała się kolejna próba samobójstwa Jarosława Kaczyńskiego. Nie było go w biurze.
  • komorka25 24.10.11, 15:50
    a_weasley napisał:

    > Horpyna4 napisała:
    >
    > > W Warszawie wtedy bilet autobusowy kosztował
    >
    > Wtedy, czyli kiedy?
    > Bo przez całe lata 70-te autobusowy kosztował 1,50 (na pospieszne 3), tramwajow
    > y i trolejbusowy złotówkę, ulgowy 50 gr. Uczniowie i studenci nie mieli zniżki......

    Wtedy, czyli kiedy? Zaczynając studia w 1978 miałam zniżkę i jeździłam, jak wszyscy inni studenci, za 50 gr.
  • a_weasley 24.10.11, 18:26
    Komorka25 napisał:

    > a_weasley napisał:
    >> ulgowy 50 gr. Uczniowie i studenci nie mieli zniżki......

    > Wtedy, czyli kiedy? Zaczynając studia w 1978 miałam zniżkę i jeździłam,
    > jak wszyscy inni studenci, za 50 gr.

    No to nie wiem, może studenci mieli. Że uczniowie nie mieli, to na bank.

    --
    Mam takie prawo nazwać ich upodobania dewiacją, jak oni nazwać moje poglądy fobią, i tym sposobem nasze prawa znoszą się wzajemnie.
  • ewa9717 24.10.11, 16:18
    a_weasley napisał: kara za jazdę na gapę też 100 zł.
    A to może jakieś różne stawki były, bo raz w zyciu zapłaciłam (niesprawiedliwie!!!!), było to 50 złotych, które potem skrupulatnie ( co do pięćdziesięciogroszówki!) odebrałam od MZK (czy jak tam się to nazywało), jeżdżąc z premedytacją na gapę.

    >
  • a_weasley 24.10.11, 18:23
    ewa9717 napisała:

    > a_weasley napisał: kara za jazdę na gapę też 100 zł.
    > A to może jakieś różne stawki były,

    Jak zacząłem czasem sam jeździć autobusem, czyli jakiś 1977 rok, to było 100. Od kiedy, nie wiem.

    --
    Walka z paleniem - Hitler był pierwszy
  • ewa9717 24.10.11, 19:09
    Październik 1975, jak dziś pamiętam ;)
  • horpyna4 24.10.11, 19:40
    Odniosłam się do poprzedniego postu, czyli chodziło mi o połowę lat 60-tych. Wtedy też miesięczny na wszystkie linie normalne dzienne kosztował 36 zł.

    Kara za jazdę na gapę - 30 zł. Ale w tramwajach (przynajmniej w latach 50-tych) kary były niższe, niż w autobusach. Pamiętam taki napis w tramwajach: "Pasażer uchylający się od opłaty płaci za przejazd 10 zł".

    Zresztą w Warszawie były dwa przedsiębiorstwa komunikacyjne: MPA - autobusy, MPK - trolejbusy i tramwaje. Dopiero później połączono je w jedno i nazwano MZK.
  • luccio1 11.11.11, 12:55
    W Krakowie w tym samym czasie autobus 80 gr, tramwaj 50 gr, ulgowy na jedno i drugie - 20 gr.
    Na liniach pozamiejskich było kilka stref - cena najdroższego biletu na przejazd całej trasy sięgała nawet 3 zł.
  • luccio1 11.11.11, 12:57
    W początkach lat 60. był już chleb "zakopiański po 6,60.
  • ewa9717 11.11.11, 14:51
    luccio1 napisał:

    > W początkach lat 60. był już chleb "zakopiański po 6,60.
    Zakopiański w różnych kawałkach Polski był różny: u nas to mały okrągły chlebek ze skórką obficie posypaną makiem. Trzeba było na niego polować, a kosztował chyba 3 złote (może 3.30, coś mi się tak gęsto trójkowo kojarzy), no w każdym razie mniej niż pół zwykłego, tego po 8.
  • luccio1 11.11.11, 19:29
    Ten, o którym piszę, to był podłużny bochenek kilogramowy.
  • matylda1001 24.10.11, 01:10
    1977 rok -dżinsowa sukienka w Pewexie - 23 dolary. Tylko nie pamiętam ile ten dolar mógł kosztować, bo mamusia płaciła;)
    --
    Nie lubię wegetarian, bo zżerają pokarm mojemu pokarmowi!
  • vasilip 24.10.11, 06:38
    1$ 120-140 zł w 77 roku.
    --
    Irasiad jest bardzo zdenerwowany na tę małpę w czerwonym...
  • artjomka 24.10.11, 09:58
    vasilip napisał:

    > 1$ 120-140 zł w 77 roku.

    A kto pamieta czasy, gdy "kanacki" notowany byl na rowni z "hamerykanskim"?
    Pozdro
  • default 25.10.11, 13:51
    Hmm, jakoś w ogółe nie potrafię sobie skojarzyć cen z tamtych czasów... Pamiętam tylko cenę gumy donald (w prywatnym sklepiku) z roku 1971 czy może 72. Było to 6 zł i zdefraudowałam na ten cel pieniądze, jakie otrzymałam od mamy w celu zakupu drugiego śniadania. Sprawa wyszła na jaw (już nie pamiętam jakim sposobem) i do dziś pamiętam straszliwe i dramatyczne pytania rodziców jak mogłam tak lekko przepuścić tygodniowy fundusz śniadaniowy na takie świństwo....
  • kusama 26.10.11, 03:56
    ok. 1974 r.: nie znosiłam obiadów w szkolnej stołówce, na dużej przerwie wybiegaliśmy do pobliskiego baru mlecznego na Dobrej, a tam za niecałe 10 zł dostawało się: zupę pomidorową z makaronem (ok. 3 zł) naleśniki z serem śmietaną i cukrem (ok. 6 zł) i jeszcze budyń z sokiem (do dziś nie nogę pojąć jak mogłam to jeść) coś mi się kojarzy, że 1,20 zł. Poszczególne ceny - około, ale łącznie kosztowało niecałą dychę.
  • a_weasley 02.11.11, 10:55
    Na dużej przerwie toście mogli najwyżej wyskoczyć po pączka do sklepu po drugiej stronie Solca, albo na oranżadę w warzywniku zaraz za płotem. Obrócić do mlecznego i z powrotem, odczekać i zjeść zupę pomidorową to ciężko by było. Po lekcjach - to inna sprawa.

    --
    Taki zwyczaj się ustalił,
    Koleżanko i kolego:
    Lepsi są ci, co oddali,
    Niż ci, co nie mieli czego. (W.Młynarski)
  • kusama 03.11.11, 01:20
    ... a jednak...
    pzdr
  • trevistas 30.10.11, 23:26
    Zupa pomidorowa z makaronem w barze mlecznym: 80 gr - 1 zl.
    50 g wodki czystej w barze: 3 - 4 zl.
  • jarkoni 01.11.11, 08:29
    Lody Familijne, rewelacja lat 70. zł 16,-
    Czekolada Malajska(ech, komu to przeszkadzało) z wiórkami kokosowymi - pamięta ktoś cenę?
    Mleko nalewane chude 2,70 (z bańki nalewane do własnej butelki, specjalne kapselki plastikowe były, z obejmą na szyjkę butelki, coby nie ginęły), mleko chude ze srebrnym kapslem 2,90.
    Mleko tłuste, kapsel złoty- 4,60.
    Połowa lat 70.
    --
    forum.gazeta.pl/forum/f,24087,Rozwod_i_co_dalej_.html
  • horpyna4 01.11.11, 10:57
    Tabliczka czekolady kosztowała w latach 60-tych 19 zł, a z dodatkami była tańsza - 16 zł. Pamiętam tę cenę czekolady zarówno z orzechami, jak i z rodzynkami; być może z wiórkami kokosowymi też była za 16 zł. Chodzi mi oczywiśckie o tabliczki 10 dag.

    Ja uwielbiałam mleczną z całymi orzechami laskowymi (Bałtyk). Była w tabliczkach 5 dag, po 8 zł. Właściwie były to takie batoniki, bo dość grube (musiały zmieścić się te całe orzechy) i wąskie.
  • jarkoni 05.11.11, 05:24
    Horpyno, olśniło mnie świtem bladem.
    Malajska 16 zł.
    I cudo się pojawiło w latach 70.
    Wedlowska z całymi orzechami laskowymi.. Droga była, chyba 32 zł jesli dobrze pamiętam
  • horpyna4 05.11.11, 08:58
    Ta wedlowska z całymi orzechami była nieco większa (może 1,5 raza?) od klasycznych tabliczek (głównie w grubości), ale też chyba droższa (w przeliczeniu na jednostkę masy). Tabliczka jej kosztowała rzeczywiście ponad 30 zł, ale nie jestem pewna, czy to nie było 36. Była to pierwsza czekolada "z wsadem" droższa od pełnej. Ale i tak te małe "Bałtyka" były lepsze, tylko w Warszawie trudno je było dostać.
  • jarkoni 05.11.11, 16:22
    Tak, chyba jednak 36 zł.
    Nie pamiętamy, bo jest taki jeden Niemiec, co nam wszystko chowa.
    Alzheimer chyba ;-)
  • horpyna4 05.11.11, 17:17
    Tak, ale ten Niemiec robi dziury w pamięci. Czasem pamięta się coś bardzo dawnego, a nie pamięta rzeczy mniej odległych w czasie. Dlatego właśnie pamiętam ceny wielu produktów z lat 50-tych, a wielu dużo późniejszych już nie. Przeszłość robi się jak ser szwajcarski.
  • ewa9717 06.11.11, 11:17
    I w tej jednej dziedzinie szwajcarski jest dużo gorszy od jednolitej bryły produktu seropodobnego za 9,99 ;(
  • zawszekacperek 10.11.11, 18:48

    Wtedy to były ceny. Nie wierzycie to sprawdźcie sami. :):):)

    tiny.pl/h12hw
    Aż łza się w oku kręci.:)

    Kacperek
  • a_weasley 10.11.11, 20:15
    Zawszekacperek napisał:

    > Wtedy to były ceny. Nie wierzycie to sprawdźcie sami. :):):)

    Pomnożyć przez 10, to będzie jakoś oddawało różnicę płac (dla umysłowych, bo większość fizycznych zarabiała dużo gorzej) i wtedy można porównywać ceny. Np. 12 tysięcy za maszynę do pisania.
    Ale nagana za 820, niechby i za 1000 zł to bym chciał.

    --
    Klaps ma się tak do maltretowania dziecka jak kufel piwa do delirium.
  • horpyna4 11.11.11, 06:11
    Wtedy ceny nie były "rynkowe". Z bronią dla wojska było tak, jak z innymi towarami przeznaczonymi dla firm państwowych. Pamiętasz może, że jubilerzy mieli zakaz przerobu platyny? Platyny nie było w sprzedaży dla normalnych ludzi, była za to używana np. w laboratoriach. I była dość tania, nawet się zdziwiłam (nie pamiętam ceny, ale była tańsza od złota). Za to była ściśle reglamentowana.
  • jarkoni 11.11.11, 11:40
    a_weasley napisał:
    Ale nagana za 820, niechby i za 1000 zł to bym chciał.

    W cenniku było "Naganta", to chyba coś inszego..
    Ale jest też w cenniku "Chewrolet", więc zachodzi podejrzenie, że pisał to gimnazjalista.
    Czyli w cenach też mógł się pomylić.

    Pisanie czegoś swojego - rzecz dla obecnej młodzieży nieosiągalna
    Przepisywanie - z trudem i z błędami
    Kopiuj/wklej - to się da zrobić
    --
    forum.gazeta.pl/forum/f,24087,Rozwod_i_co_dalej_.html
  • a_weasley 11.11.11, 21:24
    Jarkoni napisał:

    > a_weasley napisał:
    > Ale nagana za 820, niechby i za 1000 zł to bym chciał.
    >
    > W cenniku było "Naganta", to chyba coś inszego.

    Różnica mniej więcej taka jak między Citroenem i cytryną.
    Nagant - pisownia prawidlowa, czyta się to "ant" jako nosowe A. Ponieważ ani polski, ani tym bardziej rosyjski język takich głosek nie zna, przyjęło się toto nazywać "nagan".
    Ceny i płace te, które znałem wcześniej, zgadzają się.

    --
    Jestem zbyt leniwy, żeby być nadopiekuńczy.
  • jarkoni 12.11.11, 17:22
    Racja, miłośnikiem broni nie jestem, zwracam honor.
    Pewnie w kwestii "Chewrolet" też się mylę. Jakieś hamerykańskie nosowe dablju.. Mam rację?
    "Ceny i płace te, które znałem wcześniej, zgadzają się."

    Nie pytam nawet który jesteś rocznik.. ;-)
    --
    forum.gazeta.pl/forum/f,24087,Rozwod_i_co_dalej_.html
  • a_weasley 13.11.11, 20:52
    Jarkoni napisał:

    > Pewnie w kwestii "Chewrolet" też się mylę. Jakieś hamerykańskie nosowe dablju..
    > Mam rację?

    Nie. Chevrolet, fonetycznie szewrolet, w Polsce gwarowo szewroleta. Aczkolwiek zważywszy że bracia Chevrolet mieli na imię Louis i Gaston, pewnie wymawiali swoje nazwisko "Szewrole", z akcentem na ostatnią sylabę.

    > "Ceny i płace te, które znałem wcześniej, zgadzają się."
    >
    > Nie pytam nawet który jesteś rocznik.. ;-)

    W każdym razie osobiście nie pamiętam, tylko z Małego Rocznika Statystycznego 1938, trochę z opowieści domowych i innych źródeł (np. ceny pojazdów cywilnych).

    --
    Nie udała się kolejna próba samobójstwa Jarosława Kaczyńskiego. Nie było go w biurze.
  • tymon99 28.10.12, 17:54
    broń jest raczej dość droga, za dobry pistolet współczesny trzeba zapłacić prawie 1600zł. plus vat.

    --
    she's got everything she needs,
    she's an artist, she don't look back
  • a_weasley 08.12.11, 20:02
    1981:
    wersja popularna (bez zapalniczki, obrotomierza, dekli i prawie wszystkiego, w życiu takiego czegoś nie widzialem) 2700 $
    standard 2900 $
    lux (bezwładnościowe pasy, radioodtwarzacz wraz z anteną, silnik 82 KM itp.) - 3270 $
    1986 FSO 125 1.6 D (silnik VW) - 4500 $

    --
    Taki zwyczaj się ustalił,
    Koleżanko i kolego:
    Lepsi są ci, co oddali,
    Niż ci, co nie mieli czego. (W.Młynarski)
  • a_weasley 08.12.11, 20:15
    Najdroższym wozem dostępnym w "eksporcie wewnętrznym" był Opel Rekord (nomen omen). W 1982 r. kosztował 8170 $

    --
    Nie prędkość zabija, lecz jej wytracenie na zbyt krótkiej drodze.
  • tamsin 08.12.11, 20:34
    lata 1981-83 - mieszkanie "bez kolejki" we Wroclawiu mozna bylo wykupic od spoldzielni za $20tys. Byla to cena niesamowiecie zawrotna i kazdy z ogloszenia "powracajacy z zagranicy" kupowal ten sam metraz o wiele taniej.
  • a_weasley 21.10.12, 18:34
    Za: L.J.Kern, "Tanie wakacje", w: "Zemsta szafy", 1967. Średnia krajowa: 2016 zł (w 1967 r., wiersz może być trochę wcześniejszy, w 1965 r. było 1867 zł).

    Namiot dwuosobowy - 1700 zł
    Materac dmuchany - 450 zł
    Kocher (z czajnikiem) - 195 zł
    Koc wełniany - 700 zł
    Campinglampe - 70 zł
    Denaturatu litr - 12 zł
    Śledzi puszka - 9 zł 50 gr

    --
    Centrum Przeciw Chrystofobii
  • horpyna4 21.10.12, 18:58
    Radziecki mały składany prymus na benzynę ekstrakcyjną - 220 zł, po kilku latach staniał nawet do 200. Mam go do dziś; rozhajcowanie było sztuką i człowiek zaczynał wątpić w własności palne benzyny...
  • a_weasley 21.10.12, 19:45
    Tzw. handgranat. Znamy, znamy...

    --
    Zaobserwowałem, że wszyscy, którzy są za aborcją, zostali już urodzeni.
    (Ronald Reagan)
  • luccio1 24.10.12, 23:07
    Jest w domu do dziś, kupiony ±1972-73. Chyba nigdy nie był używany. Zachowała się też instrukcja obsługi do niego - po rosyjsku.
  • luccio1 25.10.12, 12:52
    Był też model wcześniejszy - wyrób NRD.
    Nazwa firmowa: Juwel; nazwa potoczna: "szatan" (z uwagi na niemożność dokładnej regulacji i związaną z tym nieprzewidywalność).
  • horpyna4 25.10.12, 16:11
    Moja siostra miała właśnie toto enerdowskie. Żeby rozpalić, trzeba było nieco chlusnąć benzyną na całość i rzucić zapaloną zapałkę - inaczej się nie dawało. Ruskie były jednak dużo lepsze.
  • loczek62 25.10.12, 08:33
    Rok 78/79 0,5L "żyta" 103zł...
    --
    "Podwładny powinien przed obliczem przełożonego mieć wygląd lichy i
    durnowaty, tak by swoim pojmowaniem istoty sprawy nie peszyć przełożonego"
    short4u.pl/DwZLT
  • artjomka 25.10.12, 11:26
    Witam!
    A teraz zagadka.
    W moim PRL-owskim archiwum nalepka na piwo. Kto wie, z ktorego roku moze byc produkt, na ktorym byla nalepiona:
    A teraz tekst:

    PIWO JASNE PELNE
    Ekstrakt 10,5% wag. Poj 0,333 l. Zaw. alkoh. do 3,5 % wag. Cena 12,50/14,- zl
    PN-81/A-79098 niepasteryzowane Browar Grudziadz.

    Data produkcji na obrzezu nalepki niestety "niewygryziona" - a rok, i tak nie podawano, tylko dzien i chyba tydzien.

    No - kto zgadnie?
    Pozdrawiam.
  • horpyna4 25.10.12, 12:08
    Pewnie środek lat 80., skoro norma z 1981.
  • a_weasley 27.10.12, 21:41
    Horpyna4 napisała:

    > Pewnie środek lat 80., skoro norma z 1981.

    A i cena wskazuje, że sam 1981 to nie jest.

    --
    Mam nadzieję dożyć czasów, gdy antyklerykalizm będzie tak samo piętnowany jak antysemityzm.
  • derena33 25.10.12, 11:17
    1975 paczka Carmenow 18zl, paczka Marlboro 28zl
    1977 te same Carmeny 24zl, Marlboro - 32 zl,

    Byly to moje pierwsze zakupy papierosowe, wydawalam na nie moja pensje ktora dostawalam od babci co miesiac:)dlatego wrylo mi sie w pamiec.

    --
    "Badz uroczy dla swoich wrogow, nic ich bardziej nie zlosci"
  • kapitan_marchewa 28.10.12, 16:42
    Super nowość Lody Familijne w pudełku po 1/3 smaku owocowy-śmietankowy-czekoladowy jakoś rok 1975/76 - 16 zł.
    --
    "Kapitan Marchewa pisząc listy strzelał przecinkami na oślep"
    By Terry Pratchett.

    forum.gazeta.pl/forum/f,103214,Forum_dla_marudnych.html
  • kapitan_marchewa 28.10.12, 16:56
    Znalazłem wpis na jakimś blogu sprzed ponad 2 lat, tam są ceny jakoś druga połowa lat 70-tych.

    Potwierdzam to co doskonale pamiętam: chleb 4 zł, mąka 6,70 zł, ryż 8 zł, cukier 10,50 zł, mleko srebrny kapsel 2,90 zł(pełnotłuste złoty kapsel 4,10 zł), masło 17,50 zł (ale 250 g, nie jak teraz kostka 200 g), kiełbasa zwyczajna 44 zł(powtarzam: KIEŁBASA, nie wyrób smakowy kiełbasopodobny), masło roślinne 10 zł (w plastiku !! - do ponownego wykorzystania np. sadzonki, szpilki itp.)
    uriuk.blox.pl/2010/04/Jak-to-za-Gierka-dobrze-bylo.html
    --
    "Kapitan Marchewa pisząc listy strzelał przecinkami na oślep"
    By Terry Pratchett.

    forum.gazeta.pl/forum/f,103214,Forum_dla_marudnych.html
  • tymon99 28.10.12, 17:48
    umówmy się, że zwyczajna to żadne tam mistrzostwo świata w wędliniarstwie nie było - raczej do jajecznicy, żuru czy bigosu się nadawała, niż do bezpośredniego spożycia. niektórzy próbowali ją piec lub smażyć - szybko rozumieli, dlaczego jest potocznie nazywana "strażacką" :)
    kiełbasa naprawdę jadalna to powyżej 70zł/kg się zaczynała.

    --
    she's nobody's child,
    the law can't touch her at all
  • horpyna4 28.10.12, 19:03
    Mąka po 6,70 to była wrocławska i chyba też krupczatka. Tortowa była bodajże po 10 zł/kg.

    Ryż też miał różne ceny, w zależności od gatunku.

    Śmietanka w buteleczkach 0,25 l - ok. 6 zł. W zależności od tego, czy miała 18% tłuszczu, czy 20%, cena wahała się jakoś tak między 5,80, a 6,20.
  • rybak 13.11.12, 16:36
    I tak: w latach 50. - przeciętny full warzony w Polsce miał ok. 3,5-3,7 proc. alkoholu. W latach 60 - dochodziło to do 4 proc. W latach 70. - już 4-4,5 proc. W 80. - 4,5-4,8. W 90. przekroczyło 5, by obecnie, w pierwszej dekadzie XXI wieku - dojść do 5,5- 6 procent. Oczywiście na etykiecie (puszce), bo słowo honoru - dziś piwo 6-procentowe jeśli już wypiję (nie lubię, zdecydowanie wolę i wybieram lżejsze, takie do 4-4,5 proc.) - działa na mnie (znaczy - w ogóle czemuś nie działa, ale mniejsza z tym) jak niegdyś to 4 procentowe. Alkohol też już nie taki sam, bo fałszują, ja już nie taki sam, czy co?:)
  • balamuk 13.11.12, 17:20
    Cześć, Rybaku.
    O inflacji słyszał? Najwyraźniej procenty też dotknęła. ;)
  • a_weasley 13.11.12, 17:42
    Większość piw ma między 4,5 a 5%, a są też oranżady trzyprocentowe i mózgotrzepy 10-procentowe.
    I to jest istotna różnica między Prylem, w każdym razie późnym i obecną rzeczywistością - wtedy piwo albo było, albo nie, a jak było, to jedno, takie samo na dziesiąt kilometrów wokół, np. na całej Suwalszczyźnie nie kupiło się innego piwa niż Wigierskie.

    --
    Bądź sobą - wybierz Jezusa i nie wstydź się Go!
  • gazeta_mi_placi 29.10.12, 11:01
    Kukuruku jest trujące
    i kosztuje trzy tysiące
    Posypane heroiną
    i dlatego dzieci giną.

    Pamiętacie ten wierszyk o chrupiącym (i faktycznie kosztującym 3000 zł) ciasteczku?
  • a_weasley 13.11.12, 17:43
    Gazeta_mi_placi scripsit:

    > Pamiętacie ten wierszyk o chrupiącym (i faktycznie kosztującym 3000 zł) ciasteczku?

    Jeśli ciasteczko kosztowało 3 k, to to nie było w PRL.

    --
    Nie prędkość zabija, lecz jej wytracenie na zbyt krótkiej drodze.
  • minerwamcg 13.11.12, 22:38
    Oczywiście, że nie, to były lata 90. - czas siermiężnych reklam w tv z głupimi rymowankami (nie twierdzę, że obecnie ich nie ma, ale np. debilne skoki po łazience baby drącej się "Lagarto - kupić warto" pamiętam do dzisiaj).
    W PRL-u nie reklamowano słodyczy. Wiadomo było, że jak są, to się kupuje, bo za chwilę nie będzie.
    --
    - Tu, tu, ptaszek! On zmarznie! Ćwir, ćwir, ćwir! Tiu, tiu, tiu, zabierz to, zabierz to, mokre! Ptaszek, ptaszek! Już już, nóżki, paluszki…! Sweterek! Podnieś to, podnieś, ptaszek, ptaszek, fiu, fiu, cicho, cicho, już, on jest głodny, gdzie butelka, ptaszek…!!!
  • ewa9717 14.11.12, 10:13
    minerwamcg napisała:

    > W PRL-u nie reklamowano słodyczy. Wiadomo było, że jak są, to się kupuje, bo za
    > chwilę nie będzie.
    E, nie do końca tak, słodyczy nie było tylko przez dość krótki czas kartkowy. Ale nawet wtedy poza oficjalnym przydziałem na dziecko można było kupić bezkartkowe, choć nie wszędzie. Na moim terenie polowań była to Lucynka Paulinka w Szczecinie. Tak ze dwa razy w miesiącu wybieraliśmy się na łowy do tego miasta i wracaliśmy z pełnym bagażnikiem bezkartkowych różnośc ( słodyczowych, garmażeryjnych - np. wędzone kuczaki i różne "pieczenie" oraz to, co akurat rzucano w delikatesach, a rzucano częsciej i atrakcyjniej, pewnie ze względu na stocznię, niż na zadupiu - których w pipidówku nawet spod lady nie było.
    A z lat sześćdziesiątych pamiętam w cukierniach kręcone kolumny czekolad po 19, które nie bardzo szły, były drogie, chyba robiły za synonim luksusu.
  • minerwamcg 14.11.12, 13:10
    Kręcone kolumny czekolad pamiętam i ja, nawet z lat siedemdziesiątych. U nas w Krakowie za przybytek słodkości robił sklep "Jaś i Małgosia" na Kalwaryjskiej - pamiętam foliowe wory cukierków (głównie landrynek i landrynkopodobnych) na wagę, szklane przegródki czekoladek (na ogół oczywiście "Wawelu") i drewniane skrzynki "kostki piernikowej" - pierników z marmoladą w czekoladowej polewie, nawet nienajgorszych.
    W latach 80,. kiedy zaczął się kryzys z cukrem, sklep "Jaś i Małgosia" poszedł do długotrwałego remontu i chyba stał pusty aż do czasów niepodległości, kiedy zrobiono tam jedna z pierwszych w Podgórzu prywatnych aptek.
    --
    - Tu, tu, ptaszek! On zmarznie! Ćwir, ćwir, ćwir! Tiu, tiu, tiu, zabierz to, zabierz to, mokre! Ptaszek, ptaszek! Już już, nóżki, paluszki…! Sweterek! Podnieś to, podnieś, ptaszek, ptaszek, fiu, fiu, cicho, cicho, już, on jest głodny, gdzie butelka, ptaszek…!!!
  • balamuk 14.11.12, 18:15
    Znaczy przy Pstrowskiego. ;) W tych czasach dla mnie nie pod ręką. A potem, jak zagnieździłam się przy Śliskiej, to już nigdzie niczego nie było i święty spokój.
    Czekolady po 19 też pamiętam z lat siedemdziesiątych, sympatyczne opakowania miały, nawet zbierałam. A w czasach kartkowych rzucali różne wspaniałości do Delikatesów, tylko trzeba było trafić.
  • horpyna4 14.11.12, 18:42
    Czekolady po 19 były bez "wsadu". Deserowe, mleczne, czy gorzkie - ale bez orzechów, rodzynek, czy nadzienia. Te z orzechami, czy rodzynkami, ale tej samej wielkości tabliczki, były po 16. Czekolada rodzimej produkcji z rodzynkami była zresztą rzadkością, kupowałam ją w jednym sklepiku, chyba Społem. Z orzechami robiło więcej firm.

  • minerwamcg 15.11.12, 11:38
    Oczywiście, że przy Pstrowskiego :) Ale np. moja babcia i tata zawsze mówili Kalwaryjska, Starowiślna, Królewska... Ale np. ulicę Cekiery, też w Podgórzu (obecnie Legionów), zawsze nazywali Cekiery, nawet nie wiem, jak jej było przed wojną.
    Na rogu tegoż Cekiery i Limanowskiego były duże delikatesy (obecnie bank Millenium), ze stoiskami: cukierniczym, ogólnospożywczym, nabiałowym i mięsnym. Na mięsnym zawsze była wielka kolejka, a za ladą stała herod baba z fioletową (autentycznie fioletową, podobno farbowaną przy użyciu kalki do maszyny) natapirowaną piętrowo fryzurą, przyozdobioną kawałkiem koronki udającej czepek. Aż raz ją kiedyś ś.p. Bruno Miecugow opisał w "Dzienniku" jako przykład pseudohigieny :)
    A na cukierniczym też były kręcone stosy czekolad, ale mniejsze, a na półkach bombonierki - szczególnie dobrze pamiętam ogromne jaja z papieru udającego aksamit, przewiązane złotą wstążeczką.
    Czekolady rzeczywiście były po 19, i potwierdzam, uchodziły za symbol luksusu. Jak nam przy wyjeździe na kolonię (1977 rok) w prowiancie na drogę dali po pół(!) czekolady, to wszyscy się dziwowali, jak to się zakład pracy szarpnął :)

    --
    - Tu, tu, ptaszek! On zmarznie! Ćwir, ćwir, ćwir! Tiu, tiu, tiu, zabierz to, zabierz to, mokre! Ptaszek, ptaszek! Już już, nóżki, paluszki…! Sweterek! Podnieś to, podnieś, ptaszek, ptaszek, fiu, fiu, cicho, cicho, już, on jest głodny, gdzie butelka, ptaszek…!!!
  • horpyna4 15.11.12, 14:21
    Włosy bywały farbowane na fioletowo gencjaną.
  • tymon99 15.11.12, 15:38
    minerwamcg napisała:

    > Ale np. ulicę Cekiery, też w Podgórzu (obecnie Legionów), zawsze nazywali Cekiery,
    > nawet nie wiem, jak jej było przed wojną.

    przed wojną było jej legionów józefa piłsudskiego. znaczy od 1917 roku, bo wcześniej 3 maja. później, od 1951 wróblewskiego, od 1959 cekiery.

    --
    she can take the dark out of the nighttime
    and paint the daytime black
  • minerwamcg 15.11.12, 21:37
    Ok, dzięki. Mieszkałam trzydzieści lat z hakiem dwa kroki stamtąd i nie wiedziałam, aż wstyd. Czyli nazwanie Cekiery po 1989 r. ulicą Legionów było powrotem do starej nazwy.
    --
    - Tu, tu, ptaszek! On zmarznie! Ćwir, ćwir, ćwir! Tiu, tiu, tiu, zabierz to, zabierz to, mokre! Ptaszek, ptaszek! Już już, nóżki, paluszki…! Sweterek! Podnieś to, podnieś, ptaszek, ptaszek, fiu, fiu, cicho, cicho, już, on jest głodny, gdzie butelka, ptaszek…!!!
  • tymon99 16.11.12, 08:55
    nie potrafię tylko wyśledzić jak się nazywała od 1940 do 1945.

    --
    she never stumbles,
    she's got no place to fall.
  • horpyna4 16.11.12, 12:07
    Bruckenstrasse?
  • minerwamcg 16.11.12, 13:09
    O tyle nie sądzę, że do nazwy Bruckenstrasse lepszą kandydatką była Mostowa, po drugiej stronie Wisły, na Kazimierzu.
    --
    - Tu, tu, ptaszek! On zmarznie! Ćwir, ćwir, ćwir! Tiu, tiu, tiu, zabierz to, zabierz to, mokre! Ptaszek, ptaszek! Już już, nóżki, paluszki…! Sweterek! Podnieś to, podnieś, ptaszek, ptaszek, fiu, fiu, cicho, cicho, już, on jest głodny, gdzie butelka, ptaszek…!!!
  • horpyna4 16.11.12, 16:06
    as.elte-s.com/wspomnij/stare_mapy/1942a.png
  • balamuk 16.11.12, 17:09
    Cudna mapa! :)
  • horpyna4 16.11.12, 18:40
    Chcesz więcej? Proszę:

    stary.krakow.prv.pl/
  • tymon99 16.11.12, 23:23
    no to mnie załatwiłaś..

    --
    she wears an egyptian ring
    that sparkles before she speaks
  • horpyna4 17.11.12, 09:27
    A co, nie możesz się oderwać?
  • tymon99 17.11.12, 09:53
    nie mogę. nie mogę i już. wszędzie pełno smaczków - choćby taki tor kolejowy na czyżyny (czyli dobrze mi się zdawało, że znalazłem w terenie kawałek nasypu!)

    --
    bow down to her on sunday,
    salute her when her birthday comes
  • horpyna4 17.11.12, 11:01
    No widzisz, i w dodatku warszawianka nadała tę Ci tę stronkę... ale ja mam bzika na punkcie map. I jak pcham się w nieznany teren, to nie pytam, jak tam dojść/dojechać, tylko sama szukam. A już stare mapy... normalnie Bilbo Baggins ze mnie.

    Kilkanaście lat temu Biblioteka Narodowa wydała "Plany i mapy Warszawy 1832 - 1944". Jak zobaczyłam tę sporą tekę odbitek w księgarni, to od razu powiedziałam małżonkowi, co chcę na imieniny. Powiedziałabym, że ten prezent jest bardzo smakowity.
  • minerwamcg 17.11.12, 21:18
    O, cwane Niemiaszki! Legionów istotnie nazwali Bruckenstrasse, a właściwą Mostową - Alte Bruckenstrasse, pomimo, że po podgórskiej stronie Staromostowa już była.
    --
    - Tu, tu, ptaszek! On zmarznie! Ćwir, ćwir, ćwir! Tiu, tiu, tiu, zabierz to, zabierz to, mokre! Ptaszek, ptaszek! Już już, nóżki, paluszki…! Sweterek! Podnieś to, podnieś, ptaszek, ptaszek, fiu, fiu, cicho, cicho, już, on jest głodny, gdzie butelka, ptaszek…!!!
  • tymon99 17.11.12, 22:16
    a lubicz nazwali bahnhofstraße, nie zmieniając nazwy dworcowej.

    --
    she never stumbles,
    she's got no place to fall.
  • balamuk 18.11.12, 10:33
    Horpyno, jesteś wielka! Co prawda moja rodzina jest chyba innego zdania, ale rodzina przeżyje, a ja mam dziką uciechę. ;)
  • horpyna4 18.11.12, 13:14
    Pewnie, że wielka. Ponad 70 kg żywej wagi.
  • balamuk 18.11.12, 13:43
    Eee, możesz mieć duży ciężar właściwy. :)
    A od tych map naprawde trudno się odczepić!
  • minerwamcg 19.11.12, 00:02
    No cóż widocznie uznali, że jak się jest okupantem, wolno być nawet głupim - no bo kto zabroni?
    --
    - Tu, tu, ptaszek! On zmarznie! Ćwir, ćwir, ćwir! Tiu, tiu, tiu, zabierz to, zabierz to, mokre! Ptaszek, ptaszek! Już już, nóżki, paluszki…! Sweterek! Podnieś to, podnieś, ptaszek, ptaszek, fiu, fiu, cicho, cicho, już, on jest głodny, gdzie butelka, ptaszek…!!!
  • horpyna4 19.11.12, 07:43
    No, fakt. Wręcz trzeba być głupim w sposób demonstracyjny, żeby wszyscy wiedzieli, kto tu rządzi. I żeby rządzonych to uwierało i wkurzało.
  • ulpan 19.11.12, 19:42
    Kochane dzieci!
    Jak widze, macie z ta mapa kawal dobrej, polskiej zabawy.
    Ale jak sadze, ze ta cala mapa nie jest calkiem kosher.
    Bo trudno uwiezyc, iz tak "gründlichen" Niemcy niedorobili przez trzy lata (1939 - 1942) planu miasta Krakau. Bo nie moge sobie wyobrazic, by Reichstrasse laczyla sie Legionowa, a do Kattowitz mozna bylo dojechac ulica Wroclawska. Chyba, ze autor mapki mial przecieki z Londynu, i wiedzial juz przed "wielkimi", iz Breslau bedzie odwiecznie polski.Nie mowie juz o nazwach ulic, oddalonych o okolo 500 metrow od Rynku, czy o fakcie iz obok Bahnhofstrasse pozostala i ulica Dworcowa.
    Nota bene, do 1939 w Krakowie nie bylo ulicy wroclawskiej ani Breslawskiej.
    Mam wrazenie, ze mape ta "skonstruowali" UB-owscy "historycy" po 1945 - przeskakujac falszywa poprzeczke.
    Pozdrowienia
  • horpyna4 19.11.12, 20:11
    Wiesz, tak się składa, że mam przewodnik "Kraków i okolice" wydany w roku 1924. Więc nie wciskaj mi ciemnoty, jakoby w Krakowie nie było wtedy ulicy Wrocławskiej.

    Co do zmian nazw przez okupantów, a konkretnie niedorobienia zmian przez dłuższy okres czasu, to nie takie rzeczy widziałam. Pewnie nie uwierzysz, ale w Równem na Wołyniu jeszcze dość długo po 17 września 1939 roku istniała oficjalnie ul. Wskrzeszenia Polski. Był przy niej łagier dla szeregowców "wojennoplennych" (oficerów odłączono od nich i przewieziono do Kozielska). Jak już można było korespondować, to kartki do nich były właśnie tak adresowane i dochodziły bez problemu (widziałam na własne oczy te, które się zachowały; z niemieckimi i radzieckimi pieczatkami).
  • tymon99 20.11.12, 08:16
    ulpan napisał(a):

    > Bo nie moge sobie wyobrazic

    wyobraźnię trzeba czasem ćwiczyć. ulica w części swego biegu pokrywa się ze średniowiecznym traktem do wrocławia.

    --
    she's got everything she needs,
    she's an artist, she don't look back
  • ulpan 20.11.12, 10:04
    Witam Tymon!
    Dotychczas znalem Twoje wpisy, jako przemyslane - a teraz widze, ze tez Ci polski ksenofobizm sluzy.
    Ale masz racje.
    Polscy archeolodzy wykopali tam sredniowieczne znaki drogowe, ograniczajace predkosc do 50 kmh, a takze emaliowane tablice - sredniowieczne zreszta - z napisem -...do odwiecznie polskiego Vratislava.
    Bo jak mi wjadom, w sredniowieczu ten wasz odwiecznie polski gorodok, lezal w Bohemii - czyli (zebys lepiej zrozumial), Republice Czeskiej. A po 1740 w Niemieckiej Republice Pruskiej.
    Odwiecznie polskim zostal dopiero w ramach trwajacej do dzis okupacji polskiej Slaska.
    Pozdrawiam i Shalom!
  • tymon99 20.11.12, 14:48
    czegoś chyba nie zrozumiałeś. ten szlak istniał, zanim powstała polska czy czechy; być może w okresie państwa wielkomorawskiego (w którym leżał zarówno wrocław, jako i kraków), być może jeszcze wcześnie, w czasach, po których nie zostały żadne pisane świadectwa.

    --
    she's got everything she needs,
    she's an artist, she don't look back
  • a_weasley 20.11.12, 22:42
    Ulpan napisał(a):

    > lezal w Bohemii - czyli (zebys lepiej zrozumial), Republice Czeskiej.
    > A po 1740 w Niemieckiej Republice Pruskiej.

    Republice?!
    Nie pij już więcej...

    --
    Mam nadzieję dożyć czasów, gdy antyklerykalizm będzie tak samo piętnowany jak antysemityzm.
  • ulpan 21.11.12, 10:18
    a_weasley napisał:

    > Republice?!
    > Nie pij już więcej...

    Witaj weasley!

    Nie wiedzialem, ze jestes decydentem - kto moze, a kto nie - pisac na forum. Co do znajomosci twojego jezyka ojczystego przez mnie - to moj problem, chyba, ze w tej waszej demokracji zmywakowej, to - to, co zwiecie Polska, jest tylko dla was Polakow.
    A co do republiki - podobno mowicie, ze macie poczucie humoru, i zmysl odrozniania kpiny od realiow. Ty napewno do tych Polakow nie nalezysz!
    Pozdrawiam!
  • a_weasley 20.11.12, 22:39
    Jakikolwiek język jest Twoim ojczystym to jest polskie forum, więc albo się naucz polskiego, albo poproś o pomoc kogoś, kto tym językiem włada, albo skorzystaj z okazji, żeby siedzieć cicho.
    "Nie mogę uwierzyć" to słaby argument przeciwko archiwalnej mapie. Przykłady podobnego bałaganu nazewniczego były także w innych miastach, w szczególności w Warszawie - jednym ulicom nazwy zmieniono (nielicznym), innym (większości) nie, nie przejmując się, czy się aby niemieckie z polskimi nie dublują. W GG oczywiście, bo w Reichu pozmieniano wszystkie nazwy.
    Skrzyżowanie Reichsstrasse z Legionową nie jest niczym dziwnym dla kogoś, kto mieszkał w mieście, w którym przecinały się przez 30 lat ulice Żeligowskiego i Fornalskiej, i widział na jednym słupie na rogu ulic tabliczki z nazwami "Armii Czerwonej" i "Ofiar Grudnia 1970" (Międzyrzecz Lubuski, 1987).

    --
    Zaobserwowałem, że wszyscy, którzy są za aborcją, zostali już urodzeni.
    (Ronald Reagan)
  • tymon99 20.11.12, 23:17
    hola, hola - nie ma nic w regulaminie forum o tym, że wyłącznie znający ten język perfect mogą pisać.

    --
    she can take the dark out of the nighttime
    and paint the daytime black
  • horpyna4 21.11.12, 08:00
    I tak najbardziej szokują nazwy ulic w Sejnach - Piłsudskiego krzyżuje się z Marchlewskiego. Świerczewskiego, Nowotki i 22 Lipca również mają się dobrze.
  • ulpan 21.11.12, 10:21
    Kochani!
    Tak na marginesie - temat watka mowi o cenach w PRL - a tu Rejtany rozdzieraja szaty, kto co na forum moze - i kto ma i nie ma pojecia o odwiecznie polskim Breslau/Wratislavia.
    Pozdrawiam!
  • ulpan 21.11.12, 10:21
    Errata!
    Aby mnie nie ukamieniowano! mialo byc Vratislavia!
  • ewa9717 21.11.12, 10:23
    ulpan napisał(a):

    > Errata!
    > Aby mnie nie ukamieniowano! mialo byc Vratislavia!
    Cantans ;)
  • a_weasley 21.11.12, 12:06
    Ulpan napisał(a):

    > temat watka mowi o cenach w PRL - a tu Rejtany rozdzieraja szaty, kto co na
    > forum moze - i kto ma i nie ma pojecia o odwiecznie polskim
    > Breslau/Wratislavia.

    Bardzo trafna uwaga, tym cenniejsza, że pochodzi z ust osobnika, który jako pierwszy i jedyny w tej dyskusji poruszył kwestię polskości Wrocławia.
    Proponuję zatem wyjść naprzeciw życzeniu wzmiankowanego trolla i więcej go nie karmić. Dzięki temu zyska on trochę czasu, który będzie mógł poświęcić na zorientowanie się, co zrobił Rejtan.

    --
    Mam nadzieję dożyć czasów, gdy antyklerykalizm będzie tak samo piętnowany jak antysemityzm.
  • horpyna4 24.11.12, 08:10
    Nie wiem, z jakiej choinki urwał się ten troll, ale on z pewnością uważa, że mówiąc "Wiedeń", "Monachium", "Paryż", czy "Rzym", głosimy polskość tych miast. No cóż, jego problem. A problem najwidoczniej ma, bo z jego wypowiedzi aż kipią emocje.
  • kapitan_marchewa 24.11.12, 16:56
    Dzisiaj akurat coś na ten temat:
    wyborcza.pl/magazyn/1,126715,12915572,Zaglodz_trolla_na_smierc.html?utm_source=HP&utm_medium=AutopromoHP&utm_content=cukierek1&utm_campaign=wyborcza
  • a_weasley 25.11.12, 11:26
    Była w latach 80-tych w sprzedaży publikacja "Warszawa jaka była". Sprzedawana także w wersji niemieckiej i angielskiej. Po angielsku miała tytuł "Warsaw as it was", po niemiecku atoli "Warszawa wie es war".
    W innych publikacjach po niemiecku Warszawa była Warschau, Kraków Krakau, natomiast Wrocław twardo pozostawał Wrocławiem. Nikomu nie przychodziło do głowy, że brzmi to równie kretynicznie jak plakat Inturistu, który w moim liceum wisiał w sali rosyjskiego "Zapraszamy do Wilniusa!" (zresztą ktoś po krótkim czasie zasmarował to IUS, a nauczyciele latami udawali, że nie widzą).
    Teraz pojawia się inne zboczenie, pospolicie ludzie zapominają, że Mainz czy Aachen mają polskie nazwy.

    --
    Prawda nie leży pośrodku. Prawda leży tam, gdzie leży.
  • horpyna4 25.11.12, 12:34
    Ano właśnie.

    A przecież jeżeli któreś miasto jakiegoś kraju ma inną nazwę w mowie obcokrajowców, to świadczy tylko o ważności tego miasta, a nie o czyichś roszczeniach terytorialnych. Bo skoro jeszcze możnaby od biedy przyjąć te głupotki w przypadku krajów sąsiadujących, to jak to jest z Nowym Jorkiem, czy Pekinem?

    Peerelowskie publikacje obcojęzyczne na temat miast i regionów dobrze pamiętam. To unikanie niemieckich nazw miało swoje źródło trochę dawniej, niż w latach 80. Chodziło o obsesje Gomułki.
  • kapitan_marchewa 12.12.12, 07:46
    Nie mogę się jakoś przyzwyczaić do zmian w nazewnictwie.
    Dla mnie ciągle istnieje Phenian a nie Pyongyang, Pekin a nie Bejing.
    I Mao Tse Tung a nie Mao Ze Dong.
    I Rosjanie, ruscy/ruskie, a nie żadni sowieci.
    --
    "Kapitan Marchewa pisząc listy strzelał przecinkami na oślep"
    By Terry Pratchett.

    forum.gazeta.pl/forum/f,103214,Forum_dla_marudnych.html
  • a_weasley 12.12.12, 20:57
    Kapitan_marchewa napisał:

    > Nie mogę się jakoś przyzwyczaić do zmian w nazewnictwie.
    > Dla mnie ciągle istnieje Phenian a nie Pyongyang, Pekin a nie Bejing.
    > I Mao Tse Tung a nie Mao Ze Dong.

    Podobnie jak Birma zawsze dla mnie będzie Birmą, a nie jakąś Mianmą. Toż samo Rodezja. Aczkolwiek do Tajlandii jakoś człowiek przywykł.
    Nawiasem mówiąc pamiętacie jeszcze rozróżnienie India - Indie?

    > I Rosjanie, ruscy/ruskie, a nie żadni sowieci.

    Z tym sprawa trudniejsza. Nie darmo po rosyjsku istnienie rozróżnienie Russkij (narodowość) - Rossijanin (przynależność państwowa). Sowieci to był, jak by powiedział gefr. Kania, cały globus. Teraz z kolei potocznie "Ruskim" nazywa się każdego wschodniego Słowianina, równie dobrze Rosjanina, co Ukraińca lub Białorusina.

    --
    Prawda nie leży pośrodku. Prawda leży tam, gdzie leży.
  • horpyna4 13.12.12, 10:27
    Modę na nazywanie państwa "India" dobrze pamiętam, chyba chodziłam do szkoły, jak się zaczęła. Jakoś nie przyjęło się to i chyba umarło śmiercią naturalną.

    Z "ruskimi" to bywało rozmaicie. Podobno dawniej (przed wojną, może nawet przed I) Ukraińcy oburzali się, że Rosjanie uzurpują sobie prawo do określenia własnej narodowości "Russkij". Bo przecież dawniej Rusinami nazywano właśnie Ukraińców. A Rosjanie według nich to nie "Russkije" tylko "kacapy"...
  • ewa9717 13.12.12, 11:04
    A ja nawet w podstawówce, chyba w okolicach piątej-szóstej klasy atlas z tą Indią miałam ;)
  • a_weasley 13.01.13, 17:57
    Horpyna4 napisała:

    > Modę na nazywanie państwa "India" dobrze pamiętam, chyba chodziłam do szkoły, j
    > ak się zaczęła. Jakoś nie przyjęło się to i chyba umarło śmiercią naturalną.

    Za wczesnego Gomułki nie wiedzieć czemu uczeni mężowie wymyślili, że India to państwo, a Indie to wszystko między Persją a Syjamem... tego, chciałem rzec, między Iranem a Tajlandią - czyli Pakistan (wtedy obejmujący jeszcze obecny Bangladesz), IndiA, Birma, Cejlon i państwa himalajskie. Do potocznego języka się nie przebiło (aczkolwiek używa formy "w Indii" Kern w "Proszę słonia", w 13-tomowej oczywiście jest, jak mnie w szkole za Gierka uczyli to, o dziwo, nie pamiętam. Stopniowo zanikło, jak ktoś ma gierkowską encyklopedię to niech da znać.

    >Ukraińcy oburzali się, że Rosjanie uzurpują sobie prawo do określenia własn
    > ej narodowości "Russkij". Bo przecież dawniej Rusinami nazywano właśnie Ukraińc
    > ów. A Rosjanie według nich to nie "Russkije" tylko "kacapy"...

    Ja się na Ukrainie spotkałem z nazywaniem języka rosyjskiego "moskalskim".

    --
    Nie ma takiej zbrodni, do której nie posunąłby się najbardziej demokratyczny rząd, jeśli zacznie mu brakować pieniędzy.
    (Mark Twain)
  • trevistas 02.11.13, 01:13
    horpyna4 napisała:

    > Modę na nazywanie państwa "India" dobrze pamiętam, chyba chodziłam do szkoły, j
    > ak się zaczęła. Jakoś nie przyjęło się to i chyba umarło śmiercią naturalną.
    >
    O ile pamietam: to ''Indie'' - to byl caly polwysep Indyjski, natomiast ''India'' - to byla I jest nazwa panstwa - Republika Indyjska.
  • a_weasley 05.11.13, 10:26
    Trevistas pisze:

    > O ile pamietam: to ''Indie'' - to byl caly polwysep Indyjski, natomiast ''India
    > '' - to byla I jest nazwa panstwa - Republika Indyjska.

    Była, ale nie jest.
    A tak w ogóle to nawet nie całe Indie właściwe leżą na Płw.Indyjskim.

    --
    Narodowcy rosną w siłę proporcjonalnie do poparcia, jakie zyskują grupy LGBT.
    (A.Bodnar, Helsińska Fundacja Praw Człowieka)
  • plater-2 24.05.13, 11:27
    Znalazłam, co chcialam. A mianowicie list z 1968 roku w sprawie mojego obozu harcerskiego, ktory kosztowac mial 900 zl (przejazd, pobyt, zwiedzanie) w czasach, gdy pensja mojej Mamy wynosila okolo 2000 - 2 300 miesiecznie, a byla matka samotna.
    Przeczy to obiegowym opiniom, ze za komuny wakacje byly tanie i dostepne dla kazdego.

    Inna rzecz ze za mieszkanie (kawalerka z kwaterunku 25 m) placilismy 120 zl. Oczywiscie gaz i prad osobno, ale smieci i woda w wliczone w ryczrłt.
  • matylda1001 24.05.13, 15:02
    To, ze koszt obozu wynosił 900 zł, to jeszcze nie dowód, że mama musiała tyle zapłacić. Zakłady pracy dopłacały do letniego wypoczynku tak pracowników, jak i rodzin. Właściwie należałoby powiedzieć, że to ludzie doplacali zakładowi do kosztów własnego wypoczynku, bo ta odpłatność była naprawdę bardzo symboliczna.
  • plater-2 24.05.13, 15:05
    Bardzo dobrze pamietam, ze ojciec mi za ten oboz zaplacil w trzech ratach po 300 zlotych . To byly dodatkowe pieniadze ekstra, bo alimenty placil 300.
  • matylda1001 25.05.13, 01:34
    Nie rozumiem zjawiska, bo mniej więcej w tym samym czasie miałam po raz pierwszy w życiu jechać na kolonie ale nie pojechałam, bo w ostatniej chwili się rozmyśliłam. Miejsce przepadło i mama musiała zapłacić tak, jakbym na tych koloniach była. Przez całe wakacje nie mogłam wspomnieć, że się nudzę, bo mama zaraz wypominała mi, że siedzę w mieście przez własną głupotę, za którą ona musi zapłacić 150 zł. dzięki temu tak dobrze pamiętam :) Odpłatność zależała od zarobków, rodzice zarabiali dobrze, nawet bardzo dobrze, a ja byłam jedynaczką.
  • ewa9717 25.05.13, 09:44
    Jeździłam na kolonie/obozy co roku, i to zarówno z pracy mamy, jak i ojczyma, nie były to jakieś szalone wydatki. Taki obóz za pół pensji to jakieś dziwo.
  • referee 02.06.13, 03:22
    No właśnie, nie pamiętam dokładnie.
    Ale o ile mnie pamięć nie myli, to odżywiając się pieczywem, warzywami (typu pomidory, ogórki, rzodkiewka, cebula, etc), tudzież serami i jajkami (nabiałem), ewentualnie dżemem można było żyć za bardzo małe pieniądze w PRL.
    Nie wiem, czy się, ze mną zgodzicie, ale obecnie pochłaniałoby to cholernie dużo kasy z domowego budżetu

    Pozwolę sobie na tezę, że w PRL była mania, tudzież w dobrym tonie, by nie powiedzieć snobizm, konsumować dużo mięsa (najlepiej cielęcinę i wieprzowinę). Ryby (chociaż tanie i łatwo dostępne, bez tzw. "kartek" albo za darmo, jak ktoś wędkował) były traktowane po macoszemu.
    Druga sprawa, że ludzie żyli niby mniej zdrowo, jedli bardzo nierozsądnie, a byli zdrowsi i bardziej odporni i twardzi. A zresztą daleko szukać nie muszę: mój jeden Dziadziuś w tym roku skończy 87 lat a je i mięso, i smalec i wypije kielicha i zakurzy (palił do 80ki dwie paczki dziennie- teraz "tylko" pół paczki) i za młodymi dziewuchami "luka". Jeździ na rowerze i na ryby i na grzyby - jest maksymalnie fit.
  • plater-2 04.06.13, 09:05
    jajko przy zarobkach 2000-3000 kosztowalo 3,60.
  • matylda1001 04.06.13, 21:54
    plater-2 napisała:

    > jajko przy zarobkach 2000-3000 kosztowalo 3,60.<

    To już prędzej 36 groszy. Takie zarobki to druga połowa lat siedemdziesiątych. Wiejska kiełbasa kosztowała wtedy 14 zł, a kaszanka 7 zł. Pamiętam, bo w każdy czwartek byłam wysyłana po jej odbiór do czlowieka, ktory to produkował. To niemożliwe, żeby dwa jajka kosztowały tyle, co kilogram wyśmienitej, pachnącej, wiejskiej kaszanki.
  • referee 05.06.13, 00:04
    > plater-2 napisała:
    >
    > > jajko przy zarobkach 2000-3000 kosztowalo 3,60.<
    >
    > To już prędzej 36 groszy.

    Zakładając, że obecnie ta średnia to także 2000-3000 ceny jajek się nie zmieniły. Ale jaja, nie ma co.:)))
    Ale tak na poważnie apropos tematu; ceny nabiału i warzyw były niższe. Ktoś, "niebędący francuskim pieskiem" żył sobie całkiem nieźle
    Można przyjąć tezę, że ludzie preferujący nabiał i warzywa,
    a. wydawali mniej pieniędzy,
    b. żyli bezstresowo (nie stali w kolejkach za mięsem, nie kombinowali jakby tu załatwić jakąś polędwiczkę i nie tracili czasu, mogli spędzać czas relaksując się)
    Reasumując żyli zdrowiej, gdyż odżywiali się zdrowiej.

    Ironia losu, ale nasuwa się tragikomiczna refleksja, że komuniści dbali (przypadkowo, ze względu na deficyt produktów- typowe dla gospodarki realnego socjalizmu) o zdrowie obywateli PRL.:))

    Druga sprawa, przynajmniej ja tak to pamiętam, to fakt, że bardzo dużo ludzi posiadało ogródki działkowe. W wypadku naszej, wtedy relatywnie standartowej "2 plus 3" rodziny, dysponowaliśmy dwoma - ogródkiem działkowym ( tzw "działką" ) i działkę pod budowę domu (Ojciec kupił ją za grosze w latach siedemdziesiątych, musiał osuszać i "budował się" prawie dwie dekady (zaczął za Gierka a skończył za Lecha)- pasowało mi to; można było robić fajne imprezy. Ale z drugiej strony i ta pierwsza i ta druga, była dla mnie poniekąd udręką- rodzice uprawiali i hodowali (tak na marginesie- trwa to dalej) warzywa, owoce, kury , gęsi , kaczki a nawet karpie - no i musiałem oczywiście ganiać po tych dwóch ogródkach oddalaonych od siebie ładnych parę kilosów ( działka rekreacyjna Częstochowa Błeszno, działka budowlana Częstochowa Stradom- tam sobie zacni Staruszkowie mieszkają), pomagać w tym wszystkim; jak mogłem unikałem (później z czasem, jak były już jakieś tam wyniki w sporcie, starszeństwo dało mi fory i nie musiałem bawić się w ogrodnika).
    Tak, czy inaczej, w PRL te ogródki stanowiły niesamowity zastrzyk żywnościowy dla domowego budżetu.

    Następnym zastrzykiem był handel w "demoludach"; często nie tylko błachym zastrzykiem, ale priorytetowym źródłem dochodu.
    Kilka przykładów z autopsji:
    1985 - szminka 20-30 złotych w Pradze "chodziła" po 20 koron.
    Za 20 Koron kupowało się np 40 paczek liścia bobkowego- te 40 paczek oddawoło się w hurcie w prywatnym warzywniaku ( już na miejscu) po 50 "zeta", co dawało 2000 złotych= dobre 3 "Papiery" (dolary amerykańskie); inwestując 5 centów ( tj. te 20-30 złotych) przebijało się 60 sięciokrotnie.

    Już nie wspominając o maratonach; sprzedać towar z Polski i kupić nowy w Czeczach- sprzedać w Ukrainie i kupić towar w Ukrainie- sprzedać w Rumunii i kupić tam towar, etc
    inwestując 100 dolarów w Polsce przywoziło się 400-500 z powrotem

    Zaryzykuję założenie, że w PRL, przy całym jej dziadostwie, można było relatywnie łatwo, przy małym nakładzie inwestycji (przykład szminki) ,sił, zmysłu businessmenskiego, dobrze zarobić i relatywnie łatwo się dorobić.

    Albo np jak już ktoś wyjechał na Zachód ( nawet przysłowiowy, gdyż mój Tata w latach siedemdziesiątych pracował po kilka miesięcy w Finlandii- prywatnie, na "własną rękę")
    Po 2 albo 3 miesiacach takiej pracy w państwie typu Finlandia albo np Szwecja można było żyć w PRL na luksosowym poziomie nawet 2 lata
    Mój Tata, po kilku miesiącach pracy w Finlandii w zawodzie pomocnika rolnika (w 1973) zarobił tyle kasy, że kupił właśnie "kawałek ziemii pod dom".
    Obecnie, przy dzisiejszych cenach nieruchomości, byłoby to niemożliwe

    Reasumując,mam wrażenie, że w PRL, można było "szybciej stanąć na nogi", po krótkim okresie pracy za granicą
  • ewa9717 05.06.13, 09:31
    Może i można było, ale żadna w tym zasługa Peerelu.
    A poza tym nie wszyscy przecież handlowali czy wyjeżdżali na jakikolwiek Zachód.
    A jak się mieszkało w pipidówku, to i z warzywami nie było tak fajnie. Byliśmy pod względem zaopatrzenia Polską B ( a może i dalej w alfabecie); pewnie, marchew, kartofle, buraki, cebula, kapucha były zawsze, ale np. pamiętam, ze brukselkę jako rarytas z Warszawy przywoziliśmy ;)
  • balamuk 05.06.13, 18:56
    Ja brukselki w ogóle z dawnych czasów nie kojarzę. :(
    Za to z nabiałem też nie było tak różowo - zapamiętałam przy okazji sernika. Matuś (słusznie zresztą) twierdziła, że twaróg sernikowy powinien być tłusty i smakowity, a nie chudy i kwaśny. No i pojawiał się problem...
  • tymon99 06.06.13, 08:34
    brukselka była dostępna, choć zdaje się tylko w warzywniakach "nieuspołecznionych".

    --
    you will start out standing
    proud to steal her anything she sees
  • horpyna4 06.06.13, 10:01
    Nie tylko. W Warszawie na przykład istniały duże sklepy warzywne, bardzo dobrze zaopatrzone. Bywały tam produkty nieosiągalne w zwykłych sklepach warzywnych, na przykład po soczewicę jeździło się na Mokotowską. Na ul. J. Dąbrowskiego obecna knajpa NeiFiori powstała w przerobionym pawilonie sklepu Witamina, gdzie poza owocami i warzywami można było też kupić też dobry nabiał, np. sery typu bundz. No i były również firmowe sklepy PGR Bródno.
  • plater-2 06.06.13, 11:48
    sklep na placu Konstytucji gdzie mozna bylo kupic oscypek !
  • sammler 05.07.13, 08:12
    plater-2 napisała:

    > sklep na placu Konstytucji gdzie mozna bylo kupic oscypek !

    Dziś oscypki (lub "oscypki") można kupić (razem z krakowskimi obwarzankami) w podziemiach Dworca Centralnego :)

    S.
    --
    Ks. Adam Świeżyński jest wykładowcą w Instytucie Filozofii Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego. W 2012 habilitował się za pieniądze podatników na podstawie pracy "Filozofia cudu. W poszukiwaniu adekwatnej koncepcji zdarzenia cudownego".
  • a_weasley 05.07.13, 12:32

    Plater-2 napisała:
    >> jajko przy zarobkach 2000-3000 kosztowalo 3,60.<

    > To już prędzej 36 groszy.

    Referee napisała:

    > Zakładając, że obecnie ta średnia to także 2000-3000 ceny jajek
    > się nie zmieniły. Ale jaja, nie ma co.:)))

    Jaka przesłanka, taki wniosek. Jajka były raz droższe, raz tańsze, ale cena liczyła się w złotych, nie w groszach.

    --
    Sanki na zimę,
    Rower jest na lato,
    Mama to nie jest
    To samo, co tato.
  • a_weasley 05.07.13, 12:48
    Matylda1001 napisała:

    > Nie rozumiem zjawiska, [...] mama musiała zapłacić [...] 150 zł. [...] Odpłatność
    > zależała od zarobków, rodzice zarabiali dobrze, nawet bardzo dobrze,
    > a ja byłam jedynaczką.

    Widocznie zakład pracy był na tyle bogaty, że nawet dobrze zarabiającym dużo dopłacał.
    Z harcerstwa pamiętam, że np. wojsko refundowało całą odpłatność za obóz bez względu na zarobki. Pułkownik w Głównym Zarządzie Szkolenia Bojowego na pewno nie zarabiał źle, a jednak za obóz syna nie płacił ani grosza.

    --
    Bądź sobą - wybierz Jezusa i nie wstydź się Go!
  • plater-2 08.07.13, 17:27
    zle pamiętasz, o jajak było dośc trudno i na pewno kosztowało w sklepie 3,60, dam sobie głowę uciąc. Na rynku były droższe, ale lepszej jakości, nie zalatywały maczka rybna.
  • trevistas 02.11.13, 01:18
    Za udzial w obozie zeglarskim na Mazurach (Gizycko, pod namotami, 2 tyg.), organizowany przez SWOS 2 Wwa - w 1968 r. zaplacilem 200 zl.
  • a_weasley 05.11.13, 10:29
    Trevistas napisał:

    > Za udzial w obozie zeglarskim na Mazurach (Gizycko, pod namotami, 2 tyg.), orga
    > nizowany przez SWOS 2 Wwa - w 1968 r. zaplacilem 200 zl.

    Co w zestawieniu z 900 zł, które Plater-2, jak pisze, zapłaciła za obóz harcerski, wskazuje, że wzmiankowany SWOS, cokolwiek to było, miał z czego dokładać do tego interesu.

    --
    Narodowcy rosną w siłę proporcjonalnie do poparcia, jakie zyskują grupy LGBT.
    (A.Bodnar, Helsińska Fundacja Praw Człowieka)
  • trevistas 07.11.13, 00:39
    a_weasley napisał:

    > Co w zestawieniu z 900 zł, które Plater-2, jak pisze, zapłaciła za obóz harcers
    > ki, wskazuje, że wzmiankowany SWOS, cokolwiek to było, miał z czego dokładać do
    > tego interesu.
    Pewnie mial..:P, choc ja bardzo watpie w te 900 zl; SWOS - to Szkolny Wojewodzki Osrodek Sportowy; SWOS 1 w WWie to byla Agrykola, natomiast SWOS 2 na Wale Miedzaszynskim zajmowal sie sportami wodnymi (zeglarstwo, wioslarstwo I kajakarstwo). Czyli byly to wyjatkowo budzetowe sportowe kluby mlodziezowe.
    >
  • plater-2 07.11.13, 07:43
    List jest dowodem rzeczowym. Nie oszukiwalabym ojca piszac, ze obus kosztuje wiecej niz kosztowal.

    To 200 zl zapamietane, to widocznie cena obozu juz PO refundacji.
    Moze mi nie przyslugiwala refudacja ? Moze nie miescilysmy sie z Mama w "widelkach" ?

    Na studiach tez sie nie miescilam w widelkach i nie mialam stypendium socjalnego, tylko (od czasu do czasu) "za wyniki".
  • trevistas 08.11.13, 00:00
    plater-2 napisała:

    > List jest dowodem rzeczowym. Nie oszukiwalabym ojca piszac, ze obus kosztuje wi
    > ecej niz kosztowal.
    Nie spieram sie wiec.
    >
    > To 200 zl zapamietane, to widocznie cena obozu juz PO refundacji.
    Na pewno tak, choc nic nie wiem o jakiejkolwiek refundacji; moze organizacje sprtowe byly wspierane jakos inaczej..
    > Moze mi nie przyslugiwala refudacja ? Moze nie miescilysmy sie z Mama w "wide
    > lkach" ?
    >
    > Na studiach tez sie nie miescilam w widelkach i nie mialam stypendium socjalne
    > go, tylko (od czasu do czasu) "za wyniki".
    Ja tez nie mialem stypendium socjalnego:(
  • a_weasley 03.10.13, 14:57
    <a href="imageshack.us/photo/my-images/7/aresized.png/">Ceny maluchów a fabrica condita</href>
    --
    Sanki na zimę,
    Rower jest na lato,
    Mama to nie jest
    To samo, co tato.
  • a_weasley 03.10.13, 15:00
    <a href="www.zus.pl/default.asp?p=4&id=3381">Przeciętne wynagrodzenie od 1950 r.</href>

    --
    Zlepek komórek, powiadasz? Jakbym wziął młot i rozwalił ci łeb, też bym pewnie nic prócz zlepku komórek nie zobaczyl.
  • a_weasley 26.10.13, 13:39
    1000 zł - taki był wtedy najwyższy nominał banknotu i tyleż zarabiała moja Mama jako laborantka rtg.

    Kupić za tę sumę można było:

    - zegarek samonakręcający "Rodina"
    - radioodbiornik "Violetta"
    - garsonkę damską
    - nowoczesną wędkę z kołowrotkiem prod. CSRS
    - bransoletkę chińską z turkusami
    - bilet kolejowy miesięczny II klasy na 3 okręgi PKP (czyli mniej więcej pół Polski)
    a także zamówić zdjęcia ślubne w 5 pozach po 6 odbitek formatu pocztówkowego.
    plus 1 portret 40 x 50 cm

    Dokładając lub oszczędzając nie więcej niż 100 zł, inakszy mówiąc w przedziale 900-1100 zł, można było kupić:

    - komplet na okno - firanka w dobrym gatunku i zasłona w nowoczesnych kolorach
    - nowoczesną walizkę skórzaną średniej wielkości
    - zestaw startowy biblioteczki domowej: Wyspiański 12 t., Słowacki 15 t., nowele Sienkiewicza 2 t.
    - zestaw platerów na 6 osób w Jubilerze
    - piecyk gazowy do pieczenia ciast
    - dywan igłowy 160x240 cm
    - rower damski "Goplana"
    - aparat fotograficzny "Start" (lustrzanka 2-obiektywowa 6x6) lub "Fenix I (małoobrazkowy bez dalmierza)
    - mikser enerdowski
    - stół pokojowy z podnoszoną klapą + krzesło
    - bilet sypialny z Przemyśla do Świnoujścia i z powrotem, przy czym w 1 stronę I klasa
    - 5 tortów węgierskich w barze kawowym Grand Hotelu
    - 2 butelki koniaku 3-gwiazdkowego Martell a 0,7 l
    względnie przez 8 minut rozmawiać przez telefon z Hawajami.

    ("Przekrój", nr 1000)

    --
    Zlepek komórek, powiadasz? Jakbym wziął młot i rozwalił ci łeb, też bym pewnie nic prócz zlepku komórek nie zobaczyl.
  • trevistas 02.11.13, 01:02
    Druga polowa lat 60 - tych:
    paczka papierosow (Klubowe, 20 szt.) - 4,50 zl; Sport - 3 zl (lub 3,50)
  • a_weasley 16.04.14, 23:45
    Fiat 125p - 1740 $ sedan, 1950 kombi, +75 $ płaskie tłoki (jeździł na niebieskiej)
    nieco później można było za 3600 kupić wersję Akropolis, z silnikiem 1800, 105 KM, ale taniej wypadał Fiat 132p - 2820 $, komfort większy, a poziom szpanu nieporównywalny
    Fiat 126p - 1150 $
    Skoda - 1570 $
    Wartburg - 1620 $
    Wołga 24 - 2550 $
  • a_weasley 15.01.15, 10:02
    Podaje Watt na historycy.org.

    Oferta Peweksu:
    - Fiat 126p 1700 $
    - Fiat 125p popularny/standard/lux 2700/2900/3270 $
    - Polonez 1500 popularny/standard/lux 3270/3500/3990 $
    - Toyota Corolla 5190 $
    - VW Golf 1100/1300 6300/6600 $
    - VW Golf Diesel 6900/7250 $
    - Ford Taunus 6550 $ (najskromniejszy model, czyli sedan 1.3)
    - Fiat 127 3800 $
    - Fiat Ritmo 55 4700 $
    - Dacia 1300 3050 $

    Przedpłaty:
    Fiat 126p - 92 tys.
    Syrena 105 - 94 tys., dopłata za ekspres (odbiór w ciągu kwartału) 30 tys.

    Giełda (powołuje się na "Motor" z epoki):

    - Fiat 126p 205 tys.
    - Syrena 105 120 tys.
    - Fiat 125p 370 tys.
    - Polonez roczny 390 tys.
    - Wołga 500 tys.
    - VW Golf dwuletni 450 tys.
    - Toyota Corolla 720 tys.

    --
    Gdy chrześcijanie zbierają się, żeby podjąć decyzję, ich celem zasadniczo nie jest (a w każdym razie nie powinno być) ustalenie, jakie jest zdanie większości, lecz czego chce Duch Święty - a to mogą być dwie zupełnie różne rzeczy.
    (Margaret Thatcher)
  • czuk1 15.03.15, 17:32
    Rok 1957 - 1\2 wódki 17,50 zł . Zaczałem pracować w wieku 17 lat, po technikum. Prezes mój (z GS-u) proponował wódkę. Zawsze miał 5 zł, dawal mnie tę piątke i kazał przynieć flaszkę. Przynosiłem. Wprowadzil mnie w życie. Dali 500 zł pobory i etat - planisty detalu + robotę likwidatora, inwentaryzatora i dysponenta wypożyczalni narzedzi rolniczych.
    A ceny - 12,80 zł kg kaszy gryczanej, 6 zl kg cukru,.... inne mało pamietam, po 60 latach ;)

    Motocykl WFM -1959 rok, na talon 5000 zł (kupiła mi Mama)
    Syrena 104 1976 rok, tez na talon - chyba 76 .000 zł (na talon, za dobrą robotę)
  • horpyna4 15.03.15, 19:10
    6 zł kg cukru? Pamiętam, że wtedy był po 12, a rafinada po 13. Po iluś tam latach staniał na 10,50, a rafinada na 12. Ruszył w górę chyba dopiero za Gierka.

    Może 6 zł za kilogram kosztował kilka lat wcześniej, ja pamiętam ceny tak mniej więcej od 1956 roku. A może kupowałeś w torbach półkilogramowych?
  • czuk1 15.03.15, 19:22
    Nie bylem do konca pewny... ale podałem, wg swojej pamięci.

    Trochę też mając nadzieję, że jeśli jest to cena nietrafiona to ktoś
    ją skoryguję. Dziekuję Ci Horpyno. Kobiety mają lepszą pamięć, zaprogamowane są
    bowiem na dlugie życie.
  • horpyna4 16.03.15, 08:16
    Jako dziecko byłam stale wysyłana po coś do pobliskiego sklepu, a za Gomułki ceny nie zmieniały się zbyt szybko, zwłaszcza przez pierwszych kilka lat. Poza tym mam pamięć wzrokową i utrwaliły mi się napisy na wielu produktach, w tym właśnie te ceny wydrukowane na torbach cukru.

    Pamiętam też ceny niektórych papierosów przed ich zaokrągleniem: "Poznańskie" i "Wrocławskie" były po 3,72, a "Grunwaldy" po 3,96.
  • czuk1 16.03.15, 10:30
    O kurcze.... gratuluję.
  • plater-2 16.03.15, 15:41
    W latach 60 cukier był sprzedawany równiez w opakowaniach poł kilowych... Pewnie dlatego ci sie zapamietala ta cena.
  • czuk1 16.03.15, 16:14
    Trudno mi , nawet przy Twojej pomocy, obronić się przed swoją sklerozą. Mogło tak być jak piszesz - cukier w torebce z podwójnego bezowego papieru pakowego - wydobyty z mózgu sklerotyka mózgu ma cenę 6 zł . A czy była to duża czy mała torebka ? Nie pamiętam.
  • ewa9717 16.03.15, 23:09
    Na pewno można było kupić pół kilograma cukru, albo w półkilowych torebkach, albo "na rozwagę", a mówię, że na pewno, bo moja ciocia tak ze dwa razy dziennie kupowała po pół kilograma, jako że kuzyn przez jakiś czas nie wiedzieć czemu miał ciąg na cukier i wyżerał, ile było w domu.
  • a_weasley 17.03.15, 10:49
    Horpyna4 napisała:

    > 6 zł kg cukru? Pamiętam, że wtedy był po 12, a rafinada po 13. Po iluś tam
    > latach staniał na 10,50,

    Po Grudniu. Jedyny artykuł, który wtedy ostatecznie staniał.

    > Ruszył w górę chyba dopiero za Gierka.

    Za Gierka to na 1 dzień, 25 czerwca 1976 r., potem wrócił do starej ceny, ale już na kartki (bez kartek 26) i tak trwał do stanu wojennego.

    --
    A jeżeliś już w Polskę zwątpił aż do końca,
    Odejdź i cieniem swoim nie zasłaniaj słońca.
    (T. Lenartowicz)
  • horpyna4 17.03.15, 14:02
    Nie jedyny, po Grudniu staniała też pasta do zębów. Nawiasem mówiąc, bodajże za Gierka staniały też rajstopy, bo ich ceny we wczesnym peerelu były astronomiczne. Oczywiście po tej obniżce jeszcze były cholernie drogie w stosunku do innych artykułów, zwłaszcza w porównaniu z dzisiejszymi czasami. A jakość ich była tragiczna, zresztą ta wielka obniżka była spowodowana zatkanymi magazynami i pomogła w wypchnięciu na rynek ogromnych ilości mocno zleżałych rajstop, które pękały od samego patrzenia. Punkty repasacji nieźle prosperowały.
  • a_weasley 21.03.15, 11:32
    Horpyna4 napisała:

    > w wypchnięciu na rynek ogromnych ilości mocno zleżałych rajstop, które
    > pękały od samego patrzenia. Punkty repasacji nieźle prosperowały.

    Punkty repasacji w ogóle nieźle prosperowały, bo taniej wychodziło naprawić niż kupić nowe. Nie tylko rajstopy zresztą. Dobry dochód i wysoki prestiż społeczny dawał zawód naprawiacza telewizorów, świetnie prosperowały zakłady naprawy wiecznych piór, było gdzie dać do naprawy dmuchaną zabawkę gumową, a wszystko dlatego, że produkt finalny był na tyle drogi, że opłacało się naprawiać.

    --
    Taka ona obywatelska, jak tamta była robotnicza.
  • czuk1 21.03.15, 11:43
    Teraz tez do łask wróciły krawcowe , szewcy .... wykonujący swoje usługi w budkach i pomniejszych marketach. Mają roboty full. Wciąż powstaja nowe ciuchlandy.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka