Jak to kiedyś bywało?
Ja pierwszą narzeczoną miałem w przedszkolu, zawsze leżakowanie razem, nawet próby dziecięce zabawy w hmmm.. doktora w parku. Potem ogromna miłość na początku podstawówki, płakałem długo jak szkołę musiała zmienić.
Potem długo nic. A potem(to dziś niewyobrażalne dla nastolatków) wkładaliśmy sobie liściki za rynny przy swoich domach, takie z wyznaniami i z umawianiem się. Chodzilismy do róznych szkół, telefony były, ale stacjonarne i zawsze zainteresowanie kto i po co dzwoni.. Żadnych komórek,esemesów, internetu..
Same miłosne problemy z kontaktem.
A jak już człowiek prawie dorosły w liceum, to problemy ze wspólnym wyjazdem pod namiot. Nawet jak wmawia, że z kolegą jedzie... ;-)
--
forum.gazeta.pl/forum/f,24087,Rozwod_i_co_dalej_.html