Dodaj do ulubionych

Było świetne, a zeszło na psy

01.01.12, 17:00
Zainspirowało mnie coś, czym dziś się "raczyłam".
Wedlowskie ptasie mleczko trzymało się dzielnie przez cały słusznie miniony ustrój i kawałek obecnego. Wszyscy tu bywający na pewno pamiętają jego smak i zapach.Dawno nie jadlam, bo w pipidówku produkują coś podobnego, bardzo smacznego, więc stawiałam na produkt lokalny ;)
Dziś zostałam poczęstowana wedlowskim. Pudełko jak dawniej, ale środek już nie. Pal diabli, że pomadki mają inny kształt, ale już polewy na nich czekoladą bym nie nazwała - takie miękawe coś kojarzące się nieodparcie z produktami czekoladopodobnymi, a pod polewą coś w rodzaju lekkiego gipsu z żelatyną. Fuj!
Na pewno coś dorzucicie, nie tylko z tych jadalnych ;)
Obserwuj wątek
    • enders_friend Re: Było świetne, a zeszło na psy 01.01.12, 20:22
      A może było źle przechowywane? Raz kupiłam w polskim sklepie w USA pudełko Kasztanków = były bledziutkie i miały smak kartonu ze starym olejem, jako żywo przypominający słodycze amerykańskie. Podejrzliwie obejrzałam najpierw pudełko, że może na ten rynek produkują inaczej, ale nie zobaczyłam nic, co by wskazywało, że była to specjalna produkcja. Wyciągnęłam wniosek, że kilka miesięcy tułania się w transporcie i po magazynach mogło tak wpłynąć na delikatne czekoladki.

      Ale kiedy mama przysłała mi Kasztanki z Polski, były świeże i pyszne, a polewa czekoladowa ciemna i chrupka.
      • zas_ale_pyra Re: Było świetne, a zeszło na psy 02.01.12, 00:40
        Po latach byłem u Bliklego. Nie wspomnę o cenie - chyba ok $3/sztukę - no, ale TO BLIKLE. Moje wieloletnie marzenie za chwilę się spełni - zamawiam pączki, sławne pączki Bliklego.
        Panie Antoni Kazimierzu Blikle, to chyba nie TO miał Pan na mysli.
        Krótko: maleńkie, suche, smak do niczego niepodobny.
        Dla uratowania prestiżu firmy dodam, że wszystko inne było super.
        A co do sklepów w USA - prawda. Kupiłem w USA "krówki". Oj, co z nędza, lepiące się, rozwalające... Natomiast w Polsce te SAME "Krówki" to przysłowiowe "niebo w gębie".
        A jesli już przy temacie - polskie sklepy w USA to CENY w USA są praktycznie te same co w Polsce z "drobną różnicą" - tyle samo DOLARÓW za polską cenę w PLN. Np pierniczki w PL - ok 3PLN, tutaj - $3.
        --
        "Jod leberke, plyndze, szabel,szneki z glancem, wuchte babek..." (zas ale po naszymu, z Pyrlandii).
                • horpyna4 Re: Było świetne, a zeszło na psy 04.01.12, 17:54
                  Ale większość ciastek w cukierni była wtedy niejadalna, przynajmniej jak ktoś miał wrażliwą wątrobę. Kremy do ciastek robiono z jakiejś obrzydliwej margaryny, a aromat mający zatuszować to paskudztwo był jeszcze gorszy, bo syntetyczny. Aha, do makowca dawano dużo syntetycznego olejku migdałowego, czyli wypiek ten obowiązkowo śmierdział kwasem cyjanowodorowym. Fuj...
                  • bokertov1947 Re: Było świetne, a zeszło na psy 05.01.12, 05:59

                    Hi w nowym roku!

                    Jak widze z kontekstow - wielu z Was pisze z zagranicy.
                    I przez to nasuwa mi sie teoria - moze to o czym piszecie, to zmiamna "smakow" w wyniku wieloletniego "odwyku" od produktow cukierniczych lat poprzednich?
                    Z wlasnych doswiadczen w tej dziedzinie moge potwierdzic te teorie.
                    Gdy po ponad 20 lartach odwyku skonfrontowalem pozostaly w podswiadomosci zmak produktow firm "22 lipca", "wawela" czy paczkow Bliklego, z tymi samymi (z nazwy) wyrobami z lat 90 - wynik byl raczej negatywny. I nawet czekoladopodobne polewy Kasztankow sprzed mej podrozy zafundowanej mi przez tow. Wieslawa "do Sjamu"(Sjonisci do Sjamu), smakowaly wtedy jakos lepiej/inaczej.
                    Jedyne co pozostalo - to Danusia (ale tylko Classic), choc po dwoch tabliczkach kwasy zoladkowe daja o sobie znac.
                    A moze na ten terazniejszy smak wplyw maja wszechwladne normy Unii Europejskiej?
                    Pozdrowienia z Tel Avivu!
                    • horpyna4 Re: Było świetne, a zeszło na psy 05.01.12, 08:11
                      Z obecnych wyrobów wedlowskich niektóre "Pawełki" przypominają w smaku dawne czekoladki bombonierkowe. Natomiast wciąż nie mogę odżałować produktu, który całkowicie zniknął z rynku jeszcze za dość wczesnej komuny, wygląd i smak pamiętam i dziś żarłabym z przyjemnością. Były to tak zwane "pomadki".

                      Pamiętam, że dawno temu były trzy rodzaje wyrobów sprzedawanych w bombonierkach. Różniły się zarówno kuwerturą, jak i wsadem.
                      Czekoladki były z twardej czekolady nadziewanej czymś przeważnie półpłynnym, często z dodadkiem alkoholu. Oczywiście najlepsze były te z uczciwym alkoholem, potem zaczęto też produkować czekoladki bezalkoholowe, "dla dzieci". Nie znalazły u mnie uznania.
                      Pralinki były wewnątrz z jakiejś krochmalowej masy, przeważnie o smaku owocowym. Na wierzchu miały polewę czekoladową, ale nie była ona taka jak w czekoladkach, chociaż nie była to też mdła masa czekoladopodobna.
                      No i pomadki - rzadko je jadałam, bo moja mama się na nie krzywiła. Nie były w czekoladzie, tylko w jakiejś cukrowo-krochmalowej masie, w jasnych, pastelowych kolorach. Nadziewane krochmalem o kolorze klasycznych krówek, może był też z dodatkiem mleka. Mniammm...

                      A co do kasztanków, to na pewno były w czekoladzie, przynajmniej za Gomułki. Zresztą wyroby czekoladopodobne pojawiły się chyba za Gierka, więc możesz nie znać tego smaku. Fakt, czekolada w PRL różniła się od tej zachodnioeuropejskiej, ale miała jednak cechy czekolady. Wyroby czekoladopodobne były bez masła kakaowego (zastępowano je jakimś olejem) i zamiast ucziwego kakao stosowano mielone kakaowe łupiny.
                      • balamuk Re: Było świetne, a zeszło na psy 05.01.12, 11:18
                        Zabiła mi Ewa ćwieka tym wątkiem. Piszę z zagranicy i właściwie nie mam specjalnych zastrzeżeń, bo w Polsce z zachwytem opycham się kiełbasami różnymi, serami, śledziami itp. Słodkiego prawie nie jem, mogę to ptasie mleczko odpuścić.;) Za to przyszło mi do głowy coś zupełnie niejadalnego, dosłownie i w przenośni, a mianowicie owoce pracy redaktorów i korektorów słowa pisanego...
                          • ewa9717 Re: Było świetne, a zeszło na psy 05.01.12, 13:24
                            A to powtórzę, com już na innym forum dała. Zachęta na okładce ksiązki: "Andrew Klavan potrafi coś, co udaje się niewielu pisarzą..."
                            Wydawnictwo Sonia Draga
                            "Ulica potępionych" A. Klavana. I żeby nie było, że oszczędzają - książka ma redaktorkę i DWIE korektorki ;)
                            • horpyna4 Re: Było świetne, a zeszło na psy 05.01.12, 16:36
                              Gdzie kucharek dwie, to żadna z nich porządnie nie gotuje, bo liczy na tę drugą...

                              A wiesz, skąd się wzięła ta końcówka? Z nadmiaru poprawności - skoro taki cep słyszy, że nie mówi się "idom", "robiom", "siedzom", to bezmyślnie przerabia każde "-om" na "-ą".
                                    • kapitan_marchewa Re: Było świetne, a zeszło na psy 06.01.12, 16:24
                                      Z artykułów spożywczych przeszliśmy do języka ojczystego poprawności?
                                      Ja się cieszę. Staram się być purystą językowym. Z naciskiem na "staram się".
                                      Czyli innych poprawiam, a sam doskonały nie jestem.
                                      I cokolwiek piszę to mam uczucie, że Ewa niejaka stoi za plecami i szeptem mówi: "no i jak piszesz głąbie"... ;-)
                                      A co do schodzenia na psy...
                                      Ktoś może zauważył, że cała masa technicznych produktów ostatnio działa jedynie do końca okresu gwarancji albo niewiele dłużej?
                                      Trwałość zeszła na psy..
                                      Podejrzewam zmowę producentów. Tak jest tylko w Polsce, czy to ogólnoświatowe?
                                      Przykłady(nietrafione może): kuchenka mikrofalowa Whirlpool działa idealnie od 15 lat, pralka automat San Giorgio Panda (z Pewexu) u ojca od ponad 30 lat(poza wymianami gumowych części i innych małych rzadkich napraw), video Sony sprzed 20 lat ideał (jak przegrać z VHS na płytę DVD?), laptop Toshiba lat 13 ideał(już nieużywany, ekran mały),
                                      telefon komórkowy Siemens rocznik 1997, telewizor Sony 25-letni..
                                      To tylko przykłady.
                                      A teraz? Piąte DVD wymieniane w ciągu 3-4 lat, telefon super dotykowy LG nagle psuje się po roku(naprawa nieopłacalna), nowy laptop - a to głośniki szaleją, a to przycisk włączania nie działa(też Toshiba); mikrofalówka psuje się po miesiącu od upływu terminu gwarancji(Samsung).... Itd..
                                      PS. To nie była ani kryptoreklama ani reklama konkretnych firm. Z własnego podwórka po prostu. Ale wielu znajomych skarży się na to samo..
                                      Czyli obecnie jak tylko kończy się gwarancja to natychmiast wymieniać???
                                      te
                                      • horpyna4 Re: Było świetne, a zeszło na psy 06.01.12, 18:34
                                        Zetknęłam się już z takim poglądem. Jest to ogólnoświatowe i do nas przyszło; podobno tęgie głowy zatrudniane przez producentów główkują nad tym, żeby sprzęt wysiadał krótko po upłynięciu okresu gwarancji. Wtedy mają zapewniony zbyt na następne wyroby.

                                        A nam trudno się z takim podejściem pogodzić, bo za peerelu każde urządzenie techniczne było bardzo cenne (w sensie zarówno kosztów, jak i możliwości nabycia) i jak się już takowe kupiło, to każdy szanował, dbał i wielokrotnie naprawiał.
                                      • tymon99 Re: Było świetne, a zeszło na psy 07.01.12, 11:42
                                        kapitan_marchewa napisał:


                                        > Ktoś może zauważył, że cała masa technicznych produktów ostatnio działa jedynie
                                        > do końca okresu gwarancji albo niewiele dłużej?
                                        > Trwałość zeszła na psy..
                                        > Podejrzewam zmowę producentów.

                                        podejrzewam, że w ten sposób jesteśmy karani za nasze własne skąpstwo. chcesz pralki, która będzie działać ćwierć wieku, jak tamta? proszę bardzo, nie ma problemu. tylko daj za nią tyle, ile za tamtą, tj. sześciomiesięczne zarobki, a nie dwutygodniowe.

                                        --
                                        bow down to her on sunday,
                                        salute her when her birthday comes
                                        • kapitan_marchewa Re: Było świetne, a zeszło na psy 07.01.12, 16:03
                                          Całkiem niezłym pomysłem byłoby uzależnienie okresu gwarancji od ceny.
                                          Pralka z 2-letnią gwarancją 1500 zł, z 15-letnią gwarancją 3500 zł.
                                          Błeee, bez sensu.
                                          Kiedyś nie było takich szybkich skoków technologicznych. Pralka współczesna za 2-3 lata będzie technicznym truchłem. Nie będzie potrafiła wyjmować i rozwieszać prania np.. ;-)
                                          A w latach 70-tych paręset dolców to nie była półroczna pensja, bardziej w latach liczmy..

                                          --
                                          "Kapitan Marchewa pisząc listy strzelał przecinkami na oślep"
                                          By Terry Pratchett.

                                          forum.gazeta.pl/forum/f,103214,Forum_dla_marudnych.html
                                        • a_weasley Możliwości techniczne i sens ekonomiczny 08.01.12, 19:53
                                          Tymon99 napisał:

                                          > chcesz pralki, która będzie działać ćwierć wieku, jak tamta?
                                          > proszę bardzo, nie ma problemu. tylko daj za nią tyle, ile za tamtą,
                                          > tj. sześciomiesięczne zarobki, a nie dwutygodniowe.

                                          Nawet na starcie bardziej czteromiesięczne, ale mniejsza o to.
                                          W 2000 r. kupiłem pralkę, dałem ok. 1000 zł, dokładnej ceny nie pamiętam. Używałem jej 10 lat z jedną naprawą, po czym zgłupiał programator. Wezwany naprawiacz stwierdził, że do akurat tego modelu części nie ma, w międzyczasie bowiem firma przestała istnieć i coś tam jeszcze, można kombinować regenerowany itp., dość że naprawa kosztowałaby 700 zł.
                                          W tej sytuacji wolałem kupić nową za 1000 zł. Ale to nie znaczy, że tej pralki nie dałoby się naprawić. Dałoby się, tylko mi się nie opłacało. Tamte pralki też co jakiś czas się psuły, tylko ponieważ nowa była bardzo droga, bardziej się opłacało naprawić. Gdyby pralka kosztowała 5 tysięcy, a naprawa 1500, tobyśmy dali naprawić.
                                          Na tej samej zasadzie siedmioletni opel astra z rozbitym przodem (pas, lampy, chłodnica), bez uszkodzenia części nośnych i podwozia, w Polsce jest samochodem do naprawy, a w Niemczech jest nienaprawialny, szkoda całkowita. Dałoby się go naprawić, tylko u nich używane samochody są tanie, a naprawy drogie.
                                          No i jeszcze jeden szczegół: w poniedziałek był naprawiacz, we wtorek poszliśmy z żoną do EuroAGD i wybrali pralkę (też kosztowała ok. 1000 zł), a we czwartek praliśmy. W epoce wspaniałych pralek pracujących ćwierć wieku moglibyśmy albo dać naprawić to co jest, albo... kto wtedy żył, to wie, co to znaczyło kupić pralkę automatyczną.
                                          Oczywiście wiedziało się, że na Wyspach Bergamutach podobno w takiej sytuacji człowiek jedzie do sklepu, wybiera pralkę wypytując uprzejmego sprzedawcę, co która pralka robi, a czego nie (a zwracam uwagę, że mówimy o pralce taniej, gdzie wybór jest dużo mniejszy niż na wyższych półkach), płaci, a potem pralka sama przyjeżdża do domu, włazi na piętro i podłącza się do wodkanu...

                                          --
                                          Ci, którzy oddają podstawowe wolności, aby zyskać chwilowe bezpieczeństwo, nie zasługują ani na jedno, ani na drugie.
                                          (Benjamin Franklin)
                                            • a_weasley Re: Możliwości techniczne i sens ekonomiczny 10.01.12, 16:43
                                              Tymon99 napisał:

                                              >> Nawet na starcie bardziej czteromiesięczne, ale mniejsza o to.

                                              > może miałem mniej partyjnych rodziców. ani w tym mojej winy, ani zasługi.

                                              Nie przesadzajmy, w czasach, gdy PS663 kosztowały dychę, 2,5 kzł to nie była żadna Kanada.

                                              --
                                              Nie prędkość zabija, lecz jej wytracenie na zbyt krótkiej drodze.
                                      • asdaa Re: Było świetne, a zeszło na psy 07.01.12, 21:18
                                        Ktoś może zauważył, że cała masa technicznych produktów ostatnio działa jedynie
                                        > do końca okresu gwarancji albo niewiele dłużej?
                                        > Trwałość zeszła na psy..
                                        > Podejrzewam zmowę producentów

                                        Jeden z "naprawiaczy" uświadamiał mnie niedawno. że nie jest to zmowa producentów a jedynie prawo unijne zabrania stosowania lutów z ołowiem, które są o wiele trwalsze niż z samej cyny. i dlatego sprzęt działa krótko.
                                        --
                                        -----
                                        Postanowiłam kochać siebie. Dobrze się traktować. I myśleć tylko o sobie. Nikt inny za mnie tego nie zrobi/ Hera, ...
                        • minerwamcg Re: Było świetne, a zeszło na psy 08.01.12, 00:06
                          Bałamuku, otóż to! Za komuny staranniej wydawało się książki. Wydawało się ich mniej, na gorszym papierze, fotografie jakością tylko trochę odbiegały od gazetowych - ale literówki trzeba się było dobrze naszukać, a obcojęzyczne imię bohatera na każdej stronie pisało się tak samo.
                          --
                          - Tu, tu, ptaszek! On zmarznie! Ćwir, ćwir, ćwir! Tiu, tiu, tiu, zabierz to, zabierz to, mokre! Ptaszek, ptaszek! Już już, nóżki, paluszki…! Sweterek! Podnieś to, podnieś, ptaszek, ptaszek, fiu, fiu, cicho, cicho, już, on jest głodny, gdzie butelka, ptaszek…!!!
                          • horpyna4 Re: Było świetne, a zeszło na psy 08.01.12, 08:46
                            Po prostu żyli wtedy jeszcze redaktorzy i korektorzy, którzy naukę ojczystego języka traktowali poważnie. Jeżeli sami nie byli wykształceni przed wojną, to przynajmniej mieli takich nauczycieli. Teraz wymierają i jest, jak jest.

                            A co do jakości wydawanych książek, to zwykle była kiepska.

                            Po pierwsze - papier. Artykuł deficytowy, który w tamtych czasach nawet państwowe wydawnictwo musiało "załatwiać". Czasem nie można było dostać żądanej ilości (nakłady bywały bardzo duże, z wyjątkiem pozycji mocno specjalistycznych i książek autorów nielubianych przez władzę) i część kartek w książce miewała inny odcień, bo papier pochodził z kilku mniejszych dostaw. Zdarzało się to nawet w eleganckich wydawnictwach albumowych.

                            Po drugie - niemożność wykonania kolorowych ilustacji przyzwoitej jakości. Pamiętam, że za późnego peerelu książki z dużą ilością kolorowych zdjęć drukowano w Jugosławii. U nas wtedy chyba nie było farb drukarskich odpowiedniej jakości.

                            No i zastąpienie szycia klejeniem... podejrzewam, że jakiś mocno upartyjniony, a nie czytający książek, wynalazca wziął za ten pomysł ogromne pieniądze. Rzeczywiście, oszczędność była duża, ale książki stały się jednorazowe w użyciu. Rozlatywały się na osobne kartki.
                            • kapitan_marchewa Re: Było świetne, a zeszło na psy 08.01.12, 09:12
                              horpyna4 napisała:

                              > Po prostu żyli wtedy jeszcze redaktorzy i korektorzy, którzy naukę ojczystego j
                              > ęzyka traktowali poważnie. Jeżeli sami nie byli wykształceni przed wojną, to pr
                              > zynajmniej mieli takich nauczycieli. Teraz wymierają i jest, jak jest.
                              >
                              > A co do jakości wydawanych książek, to zwykle była kiepska.
                              >
                              > Po pierwsze - papier. Artykuł deficytowy, który w tamtych czasach nawet państwo
                              > we wydawnictwo musiało "załatwiać". Czasem nie można było dostać żądanej ilości
                              > (nakłady bywały bardzo duże, z wyjątkiem pozycji mocno specjalistycznych i ksi
                              > ążek autorów nielubianych przez władzę) i część kartek w książce miewała inny o
                              > dcień, bo papier pochodził z kilku mniejszych dostaw. Zdarzało się to nawet w e
                              > leganckich wydawnictwach albumowych.

                              Obecnie polecam zatrudnienie korektorów korektorów i z czasem korektorów korektorów korektorów korektorów..
                              Przykład Ewy jest dobitnym takim jednym:
                              forum.gazeta.pl/forum/w,374,131048795,131048795,Ortograficzny_pPrzeboj_wydawniczy_.html
                              A papier w latach 80-tych to tragedia. Rozmazana i ledwo widoczna czcionka(aaa, widziałem już "trzcionka"), nawet w albumowych wydaniach.
                              --
                              "Kapitan Marchewa pisząc listy strzelał przecinkami na oślep"
                              By Terry Pratchett.

                              forum.gazeta.pl/forum/f,103214,Forum_dla_marudnych.html
                            • minerwamcg Re: Było świetne, a zeszło na psy 08.01.12, 21:29
                              Horpyno, z tym klejem to był kosmos! Miałam tak wydanego "Doktora Faustusa" - drugi raz czytałam już przekładając jedną luźną kartkę po drugiej. Ponieważ obfitości książek i reformy poligrafii nic nie zapowiadało, a "Faustus" stał się lekturą podręczną, dałam go oprawić. Introligator załamał ręce - owszem, zeszyje, zrobi grzbiet, oprawi twardo, proszę bardzo - ale te oszczędnościowe barany zrobiły lewy margines taki wąski, że po oprawieniu grzbiet włazi na tekst i nie da się książki uczciwie rozłożyć! Trzeba było czytać zerkając ciekawie w ciasną dziurę na końcach linijek jednej i początkach linijek drugiej strony.
                              --
                              - Tu, tu, ptaszek! On zmarznie! Ćwir, ćwir, ćwir! Tiu, tiu, tiu, zabierz to, zabierz to, mokre! Ptaszek, ptaszek! Już już, nóżki, paluszki…! Sweterek! Podnieś to, podnieś, ptaszek, ptaszek, fiu, fiu, cicho, cicho, już, on jest głodny, gdzie butelka, ptaszek…!!!
                    • meduza7 Re: Było świetne, a zeszło na psy 08.01.12, 20:44
                      A ja bym chciała napisać o produkcie, który się własnie poprawił, czyli chałwie. PRLowska chałwa, jaką pamiętam, to była szara, wilgotna, mazista substancja o mdłym smaku i dość nieprzyjemnym zapachu. Choć może nie zawsze taka była, bo znowuż w jakiejś książce Siesickiej bohaterka mówiła, że uwielbia chałwę i wszystko by zrobiła dla jej kawałka (a ja się dziwiłam, co też ona widzi w tym paskudztwie). Za chałwą nadal nie przepadam, ale przyznacie - nie ma porównania!
                      --
                      kura z biura
                      Niezatapialna Armada - analizy
                      Niezatapialna Armada - forum
                      • tymon99 Re: Było świetne, a zeszło na psy 09.01.12, 00:15
                        może to też był jakiś wyrób chałwopodobny?
                        jakoś trudno mi sobie przypomnieć prl jako tę krainę, gdzie przy braku wszystkiego akurat chałwa występowałaby w obfitości.

                        --
                        bow down to her on sunday,
                        salute her when her birthday comes
                        • ewa9717 Re: Było świetne, a zeszło na psy 09.01.12, 09:16
                          A z chałwą to ja mam akurat odwrotnie: dawna peerelowska, okresowo prawie niedostępna wedlowska, w takich dużych blokach, była przesmaczniasta! Wszystkie dzisiejsze, a próbowałam naprawdę wielu, bom pies na chałwę, podskoku nawet do tamtej nie mają!
                          Może akurat zapamiętałaś jakąś inną? Ja pamiętam wyjątkowe obrzydlistwo kupione w ZSRR czy Bułgarii.
                          • default Re: Było świetne, a zeszło na psy 09.01.12, 10:19
                            Też myślę, że chodzi o chałwę bułgarską - też pamiętam to świństwo, szare, twarde, ociekające brudnym, śmierdzącym tłuszczem o smaku jakby "technicznym" :) Natomiast polska wedlowska chałwa była pyszna, krucha, mięciutka, aromatyczna, rozpływająca się w ustach... Tylko że nabycie jej graniczyło z cudem, a w latach 80-tych to już w ogóle jej nigdy nie spotkałam.
                            • horpyna4 Re: Było świetne, a zeszło na psy 09.01.12, 11:29
                              O, tak... pamiętam tę bułgarską w blaszanych puszkach, nie dawało się jej jeść. A wedlowską w blokach zażerałam się. Zanim nadszedł kryzys, to można było ją dostać w normalnych sklepach spożywczych w stoiskach z innymi słodkościami sprzedawanymi na wagę. Te bloki chałwy były odlewane pewnie w klasycznych foremkach do ciasta, takich o trapezowatym przekroju. Kiedyś zażyczyłam sobie na imieniny taki cały blok. I dostałam!

                              Co do wyrobów radzieckich, to były bardzo różne. Kiedyś dostałam w prezencie pudełko radzieckiej chałwy w czekoladzie i było to niebo w gębie. Klasyczna chałwa pokrojona w kawałki (były szersze, niż ptasie mleczko, chyba też krótsze). I te kawałki oblane uczciwą czekoladą... mniammmm...
                              • artjomka Re: Było świetne, a zeszło na psy 09.01.12, 13:43
                                Witam wszystkich chalwowiczow!
                                W krajach Orientu, Turcji i na Balkanach Halwa ( Helva) znana jest takze. W zaleznosci od surowcow z ktorych sie ja wyrabia, ma tez rozny – mniej lub wiecej do zaakceptowania przez zjadaczy chalwy - nazwijmy ja – polskiej.
                                Halve mozna robic z ziaren piniowych z dodatkiem maki (Un Helvasi), czy grysiku (Irmik Helvasi). Ale najlepsza jest z sezamu i miodu (Tahin Helvasi). To ta, ktora produkowano – glownie na export – a czasami i na rynek krajowy – w peerelowskich ZPC (zakladach przemyslu cukierniczego). Wazna role odgrywa sposob mielenia ziarna, bo uzyskana konsystencja nadaje jej dodatkowego smaku. No i bez zadnego oleju poza naturalnym wycisnietym w trakcie mielenia z sezamu.
                                Halwowe pozdrowienia z cieplych krajow!
                                • horpyna4 Re: Było świetne, a zeszło na psy 09.01.12, 15:16
                                  Pamiętam, że chałwa wedlowska zawdzięczała swoją konsystencję ręcznemu mieszaniu. Były próby stosowania urządzeń mechanicznych (przynajmniej tych łatwo dostępnych w PRL), ale traciła wtedy swoją charakterystyczną, włóknistą strukturę. Stawiano więc przy kadzi silnego chłopa i mieszał on jakimś drągiem, jak na średniowiecznych obrazkach. Ale za to efekt był taki, jak trzeba.

                                  • asdaa Re: Było świetne, a zeszło na psy 09.01.12, 15:23
                                    tylko, że ta pyszna wedlowska była trudno dostępna. Łatwiej było kupić z innych firm (kto pamięta z jakich?), a ta miała smak i konsystencję grubo mielonej tłustej tektury
                                    --
                                    -----
                                    Postanowiłam kochać siebie. Dobrze się traktować. I myśleć tylko o sobie. Nikt inny za mnie tego nie zrobi/ Hera, ...
                                      • ewa9717 Re: Było świetne, a zeszło na psy 09.01.12, 18:15
                                        Ja też jadałam tylko wedlowską. W pipidówku dostępną z rzadka, ale przywoziliśmy z Warszawy, gdzie w sklepach firmowych Wedla (na pl. Teatralnym chyba i jeszcze gdzieś) była prawie zawsze, choć i kolejki też prawie zawsze ;)
                                        • horpyna4 Re: Było świetne, a zeszło na psy 09.01.12, 19:29
                                          Na początku lat 70-tych pracowałam na Bielańskiej, potem ciut dalej od placu Teatranego, bo na Długiej blisko Arsenału... ale to i tak było o rzut beretem od Wedla. Sama rozumiesz, że towarzystwo z mojej pracy uznawało za stosowne zaprzyjaźnić się z tamtejszymi ekspedientkami i dostawaliśmy cynk, kiedy będzie jaka dostawa.
                                          • kusama Re: Było świetne, a zeszło na psy 09.01.12, 23:07
                                            Na parterze dawnego CDT-u (obecnie Smyka) w Alejach Jerozolimskich były bardzo eleganckie delikatesy. Chałwa w dużych blokach, o wielu smakach wylegiwała się na paterach. Obok palono kawę. Ależ pachniało!
                                            Czasem w pogodny wieczór, przy sprzyjającym wietrzyku ten zapach dochodził do naszych okien na Powiślu. Ech...

                                            Lubiłam też zapach jaki rozchodził się po Topiel, Gen.Zajączka i Oboźnej z zakładów Syrena. Robili chyba wyłącznie cukierki owocowe, przeważnie pachniało takim właśnie owocowym nadzieniem.
                                            A wracając do wątku:
                                            dzisiejsza chałwa nie ta co kiedyś,
                                            dzisiejszy blok - Jesssssuu - paskudztwo!
                                            ptasie mleczko, hm... ..Kurtyna!

                                            Koniec!, nie piszę już o słodkościach, bo mnie ciągnie do kuchni....a kysz..a kysz...

                                            pzdr
                  • klara551 Re: Było świetne, a zeszło na psy 11.01.12, 23:04
                    HCN? I jeszcze żyjesz? Makowce PRlowskie były o niebo lepsze od obecnych,bo jeszcze nie było zakazu uprawiania maku. A kiepskie cukiernie do masy makowej dodawały zmielone przypieczone resztki ciast. W ciastkarniach używano kandyzowanej dyni,marchwi,gruszek ,wiśni bo inne nie były dostępne. A konia z rzędem temu kto teraz znajdzie ciastka z kandyzowanym arcydzięglem/takie zielone łodygi/. Nie było poprawiaczy,utrwalaczy więc ciastka musiały być świeżutkie. A teraz? Wszystko puchate leciutkie tylko,że chemii w tym więcej niż pierwiastków w układzie okresowym i trwalsze niż mumie egipskie. Konfitury to były konfitury a nie owoce w żelu pektynowym. W czasach PRL każdy miał ulubioną ciastkarnię lub kilka i kupowało się tam,gdzie makowiec nie był przepachniony olejkiem migdałowym. A zresztą wtedy w domach się piekło i każda gospodyni miała swoje popisowe ciasta.
    • kusama pasta do podłogi 09.01.12, 23:19
      Była Buwi, była Miodowa. Pachniały. Działały jak należy, czyściły, konserwowały, błyszczały po wyfroterowaniu.
      Dzisiejsze wynalazki psu na budę. Nie pachną tylko śmierdzą. Błyszczą bez froterowania, ale nie można ich usunąć. Szajs.

      pzdr
      • tamsin Re: pasta do podłogi 10.01.12, 05:22
        Pasty z PRLu prawie nie pamietam: w blokach podlog sie nie pastowalo, parkiety byly cyklinowane i lakierowane, potem moda nastala na wykladzine w kolorze np. buraczkowym, psia siersc z tej wykladziny nie dalo sie odkurzyc zadna maszyna. Jedynie w moim liceum uczniowie w pocie czola myli podlogi i je pastowali, brudnobrazowym plynem z butelki, lanym prosto na te mokre deski. Pasta do podlog zniknela zuplenie z mojeg zywota, gdy dyrektorka jakos zebrala fundusz i po wakacjach wrocilismy do klas z przepieknie wycyklinowanymi i wylakierowanymi podlogami, od tego momentu musielimy przynosic kapcie na zmiane, chyba jedyne liceum we Wroclawiu gdzie sie chodzilo w bamboszach.
        • horpyna4 Re: pasta do podłogi 10.01.12, 07:56
          Mieszkałam na osiedlu wybudowanym ok. roku 1950. Były tam domy spółdzielcze (WSM) i kilka kwaterunkowych. Spółdzielcze były otynkowane, a podłogi miały z eleganckiej klepki. Kwaterunkowe, takie jak mój, straszyły przez wiele lat elewacjami z rozbiórkowej cegły (w dodatku było w nich zimno, poprawiło się dopiero po otynkowaniu), a podłogi były z ordynarnych dech. Oczywiście iglastych, bo tańsze, za to drewno miękkie i wchłaniające brud.
          Szorowało się je szczotką ryżową, a potem traktowało pastą "orzech jasny". Taką dość gęstą.

          A parkiety też się w tamtych czasach pastowało. Lakiery do podłóg pojawiły się później, były zresztą cholernie toksyczne. U lakierników podłogowych często zdarzało się upośledzone potomstwo, wtedy jeszcze nie znano przyczyny.
          • ewa9717 Re: pasta do podłogi 10.01.12, 11:24
            O cholerka! Gdy połozono i polakierowano parkiet w moim pokoju, fachowiec przykazał, żeby przynajmniej dwa-trzy dni tam nie chodzić, a okna mają być non stop na oścież otwarte. Chyba dzięki wyjazdowi na kolonie uniknęłam jednak upośledzenia ;)
            A linoleum też się pastowało.
            Do dziś zapach tamtej farby kojarzy mi się z porządkiem na glanc!
            • horpyna4 Re: pasta do podłogi 10.01.12, 12:14
              Bardziej to jednak szkodziło lakiernikom, bo klient wdychał jednorazowo, a oni codziennie. I babom tak nie szkodziło, jak chłopom, bo te świństwa uszkadzają głównie plemniki. Wszelkie mutacje najłatwiej powstają w przypadku komórek młodych i szybko rosnących, a plemniki takie właśnie są.
              • artjomka Re: nie tylko pasta do podłogi 11.01.12, 06:13
                Szczerze powiedziawszy, malo kiedy przejmowano sie wtedy takimi aspektami, jak wplyw produktu na zdrowie konsumenta. Jesli sprawa byla jedoznaczna - "ukrecano" krytycznym glosom "leb" - i bylo po sprawie. Po prostu konsument/Klient uwazany byl a'priori za glupka, ktoremu mozna wszystko wbic do glowy.
                Choc i teraz nie jest inaczej. Bo pieniachy licza sie przede wszystkim.
                Sprzedaje sie nam energooszczedne lodowki (oczywiscie drozej). Tylko jaka metoda osiagnieto te oszczednosc? Po prostu gruposc scianek - do srodka lodowki - zwiekszono, a przez to zmniejszyla sie pojemnosc lodowki. Znajac troche termodynamiki mozna latwo obliczyc, ze bilans wcale nie jest taki ha,ha! w tych nowych oszczednych chlodziarkach.
                A co jest z zarowkami? Lobbyisci klasycznych zarowek przegrali. za to nam konsumentom wcisnieto do glowy, ze nowe - o wiele drozsze zarowki.. to jest to!... Zapomniano o truciznach dla srodowiska, jakie wydziela sie z powyrzucanych zepsutych "superzarowek".
                Ale glupi konsument i to zje!
                Pozdrawiam!
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka