• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
Dodaj do ulubionych

Dano nie widziałam/em...

  • 01.01.17, 13:44
    Moje pierwsze dawnoniewidzenie nie ma związku z minionym ustrojem, ale z czasem ma, więc pośrednio i s ustrojem ;)
    Szłam sobie wczoraj ulicami pipidówka i nagle mnie uderzyło, że od kilku lat (nawet podczas mrozów) nie widuję kwiatów malowanych mrozem na szybach ani wszechobecnych sopli, które kiedyś wisiały karnym szeregiem wzdłuż prawie każdego dachu.
    --
    bi.gazeta.pl/im/ac/0f/14/z21034156Q,QII-Krajowy-Zjazd-Adwokatury-w-Krakowie--prezydent.jpg
    Edytor zaawansowany
    • 01.01.17, 16:50
      Kwiatów na szybach nie ma, bo od wielu lat nie ma naprawdę silnych mrozów. Ale nie tylko.

      Te kwiaty powstają wtedy, jak szyba jest bardzo zimna, a w mieszkaniu powietrze nie jest bardzo suche. Takie warunki istnieją przy ogrzewaniu piecowym, bo piec w pokoju jest oddalony od okna, w przeciwieństwie do grzejnika pod parapetem. A w dodatku te stare okna bywały mocno nieszczelne i "ciągnęło" od nich, więc nie tylko je uszczelniano jakąś watą, ale na noc dokładnie zaciągano grube zasłony (czasem nawet dodatkowo wieszano jakiś koc). W pokoju było wtedy cieplej, ale między oknem i zasłoną bardzo zimno, czasem nawet powierzchnia szyby od strony mieszkania miała ciut poniżej zera. I wtedy na szybie pojawiały się "kwiaty" i "paprocie" z kryształków lodu.
      • 01.01.17, 16:56
        A to ja wiem. Podobnie z soplami i twardymi nawisami śniegu zwieszającymi się ze stromych dachów domów opalanych węglem. Ale wątek o dano niewidzianych miał być ;)

        --
        bi.gazeta.pl/im/ac/0f/14/z21034156Q,QII-Krajowy-Zjazd-Adwokatury-w-Krakowie--prezydent.jpg
        • 01.01.17, 19:30
          Ja z kolei sopli dawno nie widziałam z innego powodu. Od ponad 30-tu lat mieszkam na osiedlu, gdzie nie robiono dachów opadających na zewnątrz, tylko do środka. Rynny są wewnątrz budynków, a dachy sprawiają wrażenie płaskich.

          Najwięcej problemów z soplami było zawsze w dużych miastach tam, gdzie zachowały się przedwojenne dość wysokie kamienice. Sople z ich dachów zwisały na dużej wysokości (ok. 20 m) i spadające mogły nie tylko uszkodzić kogoś, ale i ukatrupić.
          • 01.01.17, 21:21
            Ciekawe. Jeszcze niedawno kwiaty godne pióra Tuwima wykwitały nam na oknach, choć pieców nie mamy, tylko normalne podokienne kaloryfery. Niby kraj inny, ale klimat podobny. A sople co roku zwisają z mojego zakładu pracy, czasem w grudniu, czasem w lutym, ale są.
            Z drugiej strony - jakoś tak po Bożym Narodzeniu nagle dotarło do mnie, że bezśnieżne święta wydają mi się normalne...
            • 02.01.17, 07:42
              Kwiaty skończyły się po wymianie okien na szczelne. W nich powierzchnia szyby od strony mieszkania zawsze ma temperaturę dodatnią. No, chyba że przyszłyby prawdziwe mrozy, przynajmniej -30 stopni. Wtedy jest szansa.
              • 04.01.17, 10:26
                www.google.pl/search?q=mr%C3%B3z+na+szybach&biw=1280&bih=862&tbm=isch&tbo=u&source=univ&sa=X&ved=0ahUKEwj0-cb9lajRAhVEaRQKHcxlCpcQsAQIIQ
                • 04.01.17, 11:05
                  A ja sobie tak naiwnie zamierzyłam, że będzie to wątek nie tylko o soplach i malarskich dziełach dziadka Mroza ;) lecz w ogóle o tym, co na naszych oczach odchodzi w przeszłość...

                  --
                  bi.gazeta.pl/im/ac/0f/14/z21034156Q,QII-Krajowy-Zjazd-Adwokatury-w-Krakowie--prezydent.jpg
                  • 04.01.17, 16:40
                    Brudnego kominiarza dawno nie widzialam (brudnego od sadzy a nie osobistej higieny). A takiego ze szczotka i na rowerze to juz dla mnie zuplenie przeszlosc.

                    • 05.01.17, 19:52
                      Małe prywatne sklepiki, w których sprzedawano wyroby rzemieślników. Zazwyczaj w bramach lub w podwórkach ( od ulicy ich obecność sygnalizowała gablotka z kilkoma eksponatami) lub po schodkach w dół, jakoś tak wyżej od piwnicy, a pod parterem. Latami kupowałam tam np. drewniaki; dziwiłam się, że ktoś kupuje takie starodawne czapki i kaszkiety... Zniknęło albo prawie zniknęło.
                      W ogóle znikają warsztaty rzemiosł wszelakich. Szewców prawie nie ma, zegarmistrzów...

                      --
                      bi.gazeta.pl/im/ac/0f/14/z21034156Q,QII-Krajowy-Zjazd-Adwokatury-w-Krakowie--prezydent.jpg
                      • 06.01.17, 08:48
                        Oj, jeszcze fajniejsze były malutkie sklepiki spożywcze, przeważnie firmowane przez jakieś spółdzielnie inwalidów.

                        Można było tam kupować paskudne słodkości uwielbiane przez dzieci, np. "ciepłe lody". Kto dziś wie, co to było... ech, łza się kręci...
                        • 06.01.17, 09:55
                          Oj, tak ;) Wielkie czerwone lizaki, malinki o z lekka mydlanym smaku, wafelki misie z kremem w środku, różniaste tabliczki - w kształcie czekolady, ale z mas o różnych smakach, niemających nic wspólnego z czekoladą, przedziwnych kształtów i barw cukierki w wielkich szklanych jakby słojach... ach ;)

                          --
                          bi.gazeta.pl/im/ac/0f/14/z21034156Q,QII-Krajowy-Zjazd-Adwokatury-w-Krakowie--prezydent.jpg
                          • 07.01.17, 21:11
                            Ja z kolei bardzo dawno nie widzialam:
                            - wozu konnego ( a kiedys w dzien targowy widywalam ich dziesiatki)
                            - waty cukrowej na patyku
                            - zniczy tzw.otwartych, takich kopcacych ile wlezie( na grobach widuje same zakryte)
                            - kanek na mleko ( jeszcze 30 lat temu na wsiach normalny ekwipunek do nodzenia mleka)
                            - trojakow do noszenia obiadow ze stolowki
                            Moze mi sie cos przypomni jeszcze...
                            • 08.01.17, 09:18
                              Watę cukrową nie tylko widziałam, ale nawet konsumowałam w ostatnie lato. Ona bywa na różnych kiermaszach, czasem z okazji odpustów. W Warszawie (raczej na peryferiach) też się trafia, a ja potrafię ją zwęszyć nawet z dość daleka. Mniammm...

                              Na znicze specjalnie nie zwracałam uwagi, zakryte mają zresztą dużo większe wzięcie, bo są deszczoodporne. Tutaj chyba zadziałało prawo rynku, na początku listopada opady są przecież dość częste.

                              Reszta faktycznie ulega "wygaszeniu". Konie przestano trzymać w wiejskich gospodarstwach, odkąd jest możliwość kupowania tanich samochodów (importowanych rzęchów). Za PRL taki rzęch był u nas luksusem przede wszystkim ze względu na niewymienialność złotówki.

                              Być może konie ostałyby się, gdyby nie to, że od wielu lat nie ma naprawdę śnieżnych zim. Pamiętam tę ostatnią "klęskę żywiołową" (chyba w 1979 roku), kiedy to północna i środkowa Polska była nieprzejezdna, nawet pociągi utykały w zaspach (przedtem uczciwe parowozy radziły sobie, zwłaszcza sprzęgnięte po dwa, ale odeszły do skansenów). A na Podlasiu dziwiono się wtedy, o jakiej klęsce mowa... u nich co roku były obfite opady śniegu, a w razie konieczności jazdy używano konia i sań.
                              • 08.01.17, 11:38
                                Też jadłam watę na jakimś festynie w pipidówku, zwykle waciarze stoją koło dmuchanych zamków. No ale ceny mają kosmiczne: za omotany watą patyk kazali płacić 5 złotych.
                                A z zimowych rzeczy "znikniętych" dorzucę ślizgawki. Jako dziecko drogę do szkoły pokonywałam sumą ślizgów. Środek chodnika był posypany popiołem (dziś też chyba, przynajmniej w miastach, nie bywa), ale bokiem jedna za drugą były ślizgawki...

                                --
                                bi.gazeta.pl/im/ac/0f/14/z21034156Q,QII-Krajowy-Zjazd-Adwokatury-w-Krakowie--prezydent.jpg
                                • 08.01.17, 11:59
                                  Przy ostatnich silnych mrozach trochę się ich pojawiło, chociaż faktycznie dużo mniej, niż dawniej - dzieciarnia woli gry komputerowe, niż ślizganie się. Ale wczoraj wieczorem, po ciemku, o mało się na jednej nie wywaliłam.
                                  • 10.01.17, 05:03
                                    czesto po wspinaniu sie pod gorke na takiej slizgawce, mialam pamiatke w postaci porzadnego guza. Nawet nie pamietam, kiedy ostatni raz widzialam na kims takiego guza na czole.
                                    • 10.01.17, 22:31
                                      No fakt- slizgawki ze swojego dziecinstwa i wczesnej mlodosci doskonale pamietam.
                                      Nie widzialam juz dawno...wozkow dla lalek.A we wczesnych latach 70- tych sama z takim paradowalam- dumna, jak nie wiem co..z lalka w tymze wozku, a jakze?
                                      Kto widzial w PL ostatnio dzieciaki scigajace sie na hulajnogach.Bo Ja w PL nie widuje, natomiast na szkockiej prowincji- istne zatrzesienie.Dzieciaki- glownie chlopcy calymi stadami na hulajnogach zasuwaja jak mlode dzikusy:-)))
                                      • 16.01.17, 14:28
                                        Izabella1991 napisała:

                                        > Nie widzialam juz dawno...wozkow dla lalek.

                                        A to nie wiem dlaczego, bo nawet w marketach można kupić.

                                        > Kto widzial w PL ostatnio dzieciaki scigajace sie na hulajnogach.

                                        Ja. Ostatniego lata. W Warszawie.

                                        --
                                        Pozdrawiam wszystkich starych niewykształconych z małych ośrodków, bez względu na wiek, miejsce zamieszkania i stopień naukowy.
                              • 16.01.17, 17:48
                                Horpyna4 napisała:

                                > Konie przestano trzymać w wiejskich gospodarstwach, odkąd jest
                                > możliwość kupowania tanich samochodów

                                Koń na wsi jest przede wszystkim zwierzęciem roboczym i nie samochód go wyparł, tylko traktor. Także w krajach, w których do dziś są bardzo śnieżne zimy.

                                > (importowanych rzęchów). Za PRL taki rzęch był u nas luksusem
                                > przede wszystkim ze względu na niewymienialność złotówki.

                                Bardziej ze względu na rujnujące cła. Za Gierka np. 100 zł/kg, czyli więcej niż pół ceny nowego samochodu krajowego tej samej klasy.

                                > Pamiętam tę ostatnią "klęskę żywiołową" (chyba w 1979 roku), kiedy t
                                > o północna i środkowa Polska była nieprzejezdna, nawet pociągi utykały w zaspac
                                > h (przedtem uczciwe parowozy radziły sobie, zwłaszcza sprzęgnięte po dwa, ale o
                                > deszły do skansenów).

                                Akurat wtedy i jeszcze w latach osiemdziesiątych na liniach lokalnych, zwłaszcza w górach, parowozów było dużo.

                                --
                                Panująca w Europie poprawność polityczna osłabiła ducha narodów, zamieniając je w stada baranów idących na rzeź z pieśnią o tolerancji dla różnych ras i wyznań na ustach.
                            • 16.01.17, 14:43
                              Izabella1991 napisała:

                              > Ja z kolei bardzo dawno nie widzialam:

                              W Polsce czy na Wyspach?

                              > - wozu konnego ( a kiedys w dzien targowy widywalam ich dziesiatki)

                              Bardzo rzadki widok, ale czasem w trasie spotykam. I, szczerze mówiąc, cieszę się, że tylko czasem, bo przy dzisiejszym natężeniu ruchu jedna fura wystarczy, żeby sprokurować korek.

                              > - waty cukrowej na patyku

                              Na imprezach masowych, różnego rodzaju piknikach, festynach i jarmarkach standard.

                              > - zniczy tzw.otwartych, takich kopcacych ile wlezie (na grobach widuje
                              > same zakryte)

                              Jednym z moich osobniczych dziwactw radośnie przejętych przez żonę jest upodobanie do takich zniczy (nazywamy je "znicze w kształcie zniczy"), z natury rzeczy jestem więc z problemem na bieżąco i stwierdzam, że wracają. Do niedawna w Warszawie było o nie trudno (zacząłem więc kupować w hurtowni), a w innych miastach nie było ich wcale. Teraz przy każdym dużym cmentarzu w Warszawie można je kupić, a gdzie indziej bywają.

                              --
                              Panująca w Europie poprawność polityczna osłabiła ducha narodów, zamieniając je w stada baranów idących na rzeź z pieśnią o tolerancji dla różnych ras i wyznań na ustach.
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.