Dodaj do ulubionych

Idiotyczne wyobrażenia na temat PRL-u

27.07.17, 13:25
Zainspirował mnie temat "Gimbaza wspomina..." - co tzw. dzisiejsza młodzież wyobraża sobie głupiego na temat życia codziennego w PRL-u? Dla mnie kwintesencją kretynizmu są całonocne kolejki po ocet na kartki :) - trzy głupoty w jednym zdaniu, bo kto stałby całą noc, żeby kupić ocet, który nigdy nie był na kartki??? Macie jakieś inne przykłady mylnych (delikatnie mówiąc) wyobrażeń na temat Polski Ludowej?
--
Nawet na północy Grenlandii słońce kiedyś wschodzi. I należy to koniecznie wziąć pod uwagę.
Edytor zaawansowany
  • 27.07.17, 20:49
    Kolejki całonocne były. Nie po ocet - ale np. po meble jak najbardziej.
    Pamiętam też mój dyżur nocny z listą kolejkową do złożenia dokumentów niezbędnych dla wydania paszportu - wiosna r. 1980.
  • 28.07.17, 08:50
    No, ale tu chodziło o ten cały zestaw "całonocne kolejki po ocet na kartki".

    Ktoś słyszał, że były całonocne kolejki, że były kartki i coś słyszał na temat octu (ale nie zapamiętał, że w kontekście "w sklepie był tylko ocet") i połączył to w jedną całość.

    I wyszło mu coś równie sensownego, jak "Kara Mustafa, wielki wódz Krzyżaków, wędrował ze swym wojskiem przez Alpy na Kraków...".
  • 02.08.17, 23:37
    A Lucek ci na to zaraz, ze pod Krakowem odkryto ślady wojsk tatarskich, a w wykopaliskowym kołczanie (dziwnie przypominającym hełm krzyżacki) znaleziono alpejską szarotkę...

    --
    mygorszysort.pl/idioci-na-ministrow-skoczylas
  • 25.09.17, 23:38
    Ta, jasne.
    W calym Tesco tylko ocet....
  • 27.09.17, 17:41
    Tesco w PRL??? To coś takiego, jak wyobrażenie dziecka, które usłyszało, że 13. 12. 1981 nie było Teleranka. Stwierdziło ze zdziwieniem, że trzeba było przełączyć na Cartoon Network...
  • 26.09.17, 13:40
    Dlaczego nikt nie wspomina, że również stało się w kolejce PO kartki ?
  • 02.10.17, 08:26
    Dlatego, że większość obywateli była zatrudniona na etatach, wtedy dostawali kartki w zakładach pracy. Można było w ten sposób dostawać również na rodziców-emerytów, ja właśnie tak dostawałam. W kolejce pewnie stali emeryci bez rodzin i niewielu ich dożyło dzisiejszych czasów, więc ten szczegół nie przechował się w powszechnej pamięci.
  • 05.10.17, 21:59
    Nie każdemu kartki poszły na zdrowie. Kolega miał wujka na wsi i ten wujek przepisał na niego ziemię. Tak znowu dużo to tej ziemi nie było, ugór bez budynków, ot, spora działka rekreacyjna w okolicach Serocka i tyle. Z drugiej strony patrząc było tego tyle, że kartki na mięso już nie przysługiwały ale kolega o tym nie wiedział i kartki pobierał w pracy. Nie pamiętam już jak to się wydało ale się wydało :) Kartek nie mogli z kolegi wyszarpać bo wszystkie wykupił i przejadł wiec postawili go przed kolegium i musiał za karę przepracować społecznie ileś tam dni, a że był neurochirurgiem to skierowali go do jednej z podstawówek gdzie pomagał miejscowej pani higienistce :)


    --
    Głosowanie na PiS to jak bzykanko bez gumki z tirówką. Wiadomo... tak jedno jak i drugie dobrze się nie skończy.
  • 06.10.17, 08:51
    Mógł ktoś donieść, bo na ogół przymykano oczy na nieprawidłowości tego rodzaju. Przynajmniej w znanych mi zakładach pracy były ciche zmowy na zasadzie "wychapać od władzy tyle, ile się tylko da" i często brali w tym udział również kierownicy kadr (z założenia esbecy, a nawet byli ubecy).

    Mój ojciec zmarł pod koniec miesiąca, był emerytem i ja pobierałam dla niego kartki. Wtedy szybko wręczono mi kartkę na niego na następny miesiąc, bo potem i tak trzeba było zwrócić tzw. wkładkę, na której stemplowano wydawanie kartek. Dzięki temu mama mogła zrobić uczciwy obiad dla tej części rodziny, która przyjechała na pogrzeb z odległego miasta i nie wypadało ich wypuszczać "o suchym pysku" przed kilkugodzinną podróżą.
  • 10.10.17, 11:00
    Nie było kartek od 0,5 ha ziemi rolnej, bez znaczenia jakiej klasy.
  • 01.10.17, 22:12
    Nowe warszawskie osiedle rok 1981, początek grudnia, ale jeszcze przed 13. Mróz -15 stopni. Rano mają otworzyć nowy sam, oczywiście zatowarowany jak trzeba na otwarcie. Kolejka ustawia się już o 16.00. Wartujemy w niej jak psy: ja - 16latek i mój ojciec. Co trzy godziny się zmieniamy, i tak do rana, wśród nam podobnych nieszczęśników - ofiar schyłkowego prl-u. Rano otwierają. Kolejka staje da odmiany po koszyki. Do dziś pamiętam, co nam się z ojcem udało wtedy kupić: 2 oleje roślinne (po jednym na głowę). Cztery masła roślinne. Po trzy kilo mintaja mrożonego. Po trzy puszki rybne z czymś. Dwa bezkartkowe batony czekoladopodobne. Po kilogramie cytryn kubańskich. Po dwa makarony. Po kartoniku jaj i po kartoniku ( 10 szt w każdym) sera topionego. Po dwie puszki zagęszczonego mleka. Kaszaki dwa kilo w sumie oraz dwa kilo galarety z czegoś, udającej zimne nóżki. Po dwa dżemy z czegoś (wszystkie smakowały pidobne.). Kaszy jęczmiennej dwa kilo. No i cymes nad cymesy- cztery kilo kości wędzonych bez mięsa - matka płakała ze szczęścia, że będzie z czego cztery zupy dla rodziny zrobić. Dzięki mej zapobiegliwości, kupiliśmy też z ojcem ze czterdzieści półkilowych chińskich puszek z soją w sosie pomidorowym : Było co jeść przez kilka tygodni, bo nikt tego na początku nie brał, puszki miały ruską nalepkę z chińską nazwą (pamiętam jak dziś): Dwajnoje szczastie (podwójne szczęście). Trzy godziny później w sklepie zostały puste półki i rzeczony ocet plus sól. Dzięki tej nocnej warcie, mieliśmy co jeść do stycznia.
  • 01.10.17, 22:44
    Bo gdyby młodzież tego nie wiedziała: Nawet jeśli coś było bez kartek, w sklepie i tak na łba , jeśli się już nawet pojawiło, jak ów olej roślinny czy ser topiony - kasjerki limitowały sprzedaż, żeby dla większej liczby ludzi wystarczyło. Inaczej kilkanaście pierwszych osób wykupiłoby wszystko. Pamiętam, jaki to był problem, te kolejki nocne, w stanie wojennym: Godzina milicyjna do rana, a ustawić się pod sklepem spożywczym (na moim 15-tys. osiedlu były wtedy aż... dwa takie SAM-y. Plu dwa mięsne, jedna prywatna buda z chlebem i kilka prywatnych warzywniaków (w państwowym mało co było, a i to fatalnej jakości, dopiero potem , w połowie lat 80. ruszył tzw PGR-Bródno (z owocami, warzywami i nabiałem) i trzeci sam. Ludzi upadlały te kolejki do spodu. Pamiętam jak moja matka stała kilka godzin za kurzymi łapami (pazurami) bez kartek, chciała ugotować z tego coś w rodzaju erzatz- rosołu dla mojej chorej wtedy małej siostrzyczki. I dwie osoby przed nią zabrakło. Jakże ona wtedy rozpaczała: Do dziś mi się łapy w piąchy zaciskają, gdy to wspominam, i tych czerwonych ch... którzy to ludziom zrobili. Raz na jakiś czas ratowała nas rąbanka szmuglowana ze wsi (szmuglowana jak za okupacji, bo za rąbankę w stanie wojennym szło się na trzy lata do pier.la.), ale to było bardzo drogie mięso, normalnych ludzi było na to wtedy stać raz, dwa razy w roku, przed świętami. Pensja mojej matki wtedy- trzy i pół tysiąca zł. Akurat na siedem kilo schabu bez kartek ze wsi, albo, uwaga... PÓŁTORA KILO bananów z luxbazarku przy Polnej. Raz kupiła siostrze takiego jednego sporego banana, bo dziecko marudziło, że już smak zapomniało: poszła na to prawie jej tygodniówka.
  • 01.10.17, 23:02
    Rozgadałem się: Za to ja, w połowie lat 80. wpadłem na rewelacyjny pomysł: Dzeci miały wtedy co miesiąc na karki prawo (bo dorośli już absolutnie nie!) kupić i zjeść bodajże dwie tabliczki prawdziwej czekolady. Za to krwiodawcom jonorowym po oddaniu pełnej dawki krwi (600 ml) przysługiwały aż cztery tabliczki czekolady. To żeby siostrzyczka miała coś od życia, raz że oddawałem jej, przed moją 18-ką swoją czekoladę (potem zamieniałem na nią swoje kartki na wódkę, bo papierosy oddawałem rodzicom), a dwa - az na kwartał łaziłem do stacji krwiodawstwa na Banacha, trzy tabliczki i pół szły dla małej, pół tabliczki zjadałem sam, częstując matkę i ojca. A oni te kosteczki oddawali i tak siostrze. Kure.skie to były czasy, ohydny to był ustrój. Tyle że ludzie byli lepsi i bardziej solidarni niż dziś. Dziś przed tym sklepem z kolejką jeden z drugim gendersyn i lewak ustawiłby własnych dziadków i matkę rodzoną, a sam by spał słodko w ciepełku, zmorzony walką o demokrację w kawiarni.
  • 05.10.17, 21:34

    rybak napisał:

    >Dziś przed tym sklepem z kolejką jeden z drugim gendersyn i lewak ustawiłby własnych dziadków i matkę rodzoną, a sam by spał słodko w ciepełku, zmorzony walką o demokrację w kawiarni.<

    Wprawdzie nie wiem kto to ten 'gendersyn' ale poprzez analogię i skoro w parze z lewakiem to domyślam sie, ze to mocno obraźliwe określenie osoby o światopoglądzie odmiennym od Twojego. Tylko tyle i aż tyle, a teraz do rzeczy...
    Kto w tamtych czasach miał dziadków albo własną matkę na tyle sprawnych że mógł ich ustawić w kolejce to ustawiał bez miłosierdzia ;) a tym mniej sprawnym wręczał na drogę rybacki stołeczek. Moja babcia kilka lat później 'wysiedziała mi na stołeczku' pralkę automatyczną i nigdy jej tego nie zapomnę.

    > Raz na jakiś czas ratowała nas rąbanka szmuglowana ze wsi (szmuglowana jak za okupacji, bo za rąbankę w stanie wojennym szło się na trzy lata do pier.la.)<

    Przesadziłeś o jakieś... trzy lata :) Tyle to nawet stan wojenny nie trwał. Owszem, za 'lewe' mięso nie pochwalili ale też nikt nikogo nie zamykał. Jakieś kolegium d/s wykroczeń i grzywna, mandat dla handlujących to tak ale do pierdla?????? Pierwsze słyszę.

    > ale to było bardzo drogie mięso, normalnych ludzi było na to wtedy stać raz, dwa razy w roku, przed świętami. <

    Akurat! :) Cała Polska odżywiała się tym mięsem, nie kosztowało az tak dużo żeby przeciętnego Polaka stać było tylko dwa razy w roku. Tym bardziej, że w tamtych czasach każdy miał pracę i sporo pieniędzy, inflacja szalała. Każda rodzina miała zaprzyjaźnioną 'kobietę od cielęciny' która przynosiła mięso wprost do domu albo kupowali na bazarku 'spod płaszcza' (cielęcinaaa! schaaab! boczeeek!)

    Z jednym się zgodzę bez dyskusji... To był rzeczywiście ohydny ustrój ale jego ohyda ujawniała się w ważniejszych sferach życia człowieka niż micha.


    --
    Głosowanie na PiS to jak bzykanko bez gumki z tirówką. Wiadomo... tak jedno jak i drugie dobrze się nie skończy.
  • 10.10.17, 10:01
    Żeby daleko nie szukać: Wpisz sobie w youtube: Prl 1983 łapanka na handlarzy. Walka ze spekulacją. Potem przeczytaj w google: Siemiatycze, prl, 1982 - 1985, sb i mo, pron, stan wojenny ...
    I gratuluję Ci bycia prominentem w prl. Normalnych ludzi na mięso bez kartek do woli nie było stać.
    Może stąd Twój sentyment do lewicowości. Na twoim miejscu też bym tęsknił...;)
  • 10.10.17, 11:06
    A kto wie, dlaczego wprowadzono "kartki na kartki" ?

    I rejestracje kartek na mieso i nabial w wybranym przez siebie sklepie ?

    Bo ja wiem...

    W USA było juz kolorowe ksero dostepne dla kazdego z ulicy :)))))))
  • 11.10.17, 13:49
    Po pierwsze, kartki na kartki wprowadzono, żeby ukrócić pobieranie kartek na lewo, w kilku miejscach. Tzw. wkładki zaopatrzeniowe doskonale pamiętam, jeszcze latałam z nimi do dziekanatu po kartki i w odpowiednią rubryczkę pani Halinka wpisywała mi symbol kartek i datę.
    Z nabiałem, Platerku, nie przesadzaj, nabiał nie był na kartki. Ani jaja, ani ser, ani też mleko. No dobrze, nabiałem jest masło, ale to podpadało pod tłuszcze :) Mięso było na kartki, cukier, mąka, cukierki i czekolada, alkohol, papierosy, benzyna, buty, mydło, proszek do prania. Ryż i kasza. Dla dzieci pieluchy, mleko w proszku, wata. Na początku roku szkolnego dzieciom i młodzieży rozdawano też talony uprawniające do zakupu zeszytów.
    Czy coś jeszcze było na kartki? Dopisujcie, mnie już nic nie przychodzi do głowy.

    --
    Nawet na północy Grenlandii słońce kiedyś wschodzi. I należy to koniecznie wziąć pod uwagę.
  • 11.10.17, 18:54
    Serio, były talony na zeszyty? Zupełnie nie pamiętam. Wydawało mi się, że zeszyty kupowałam w miarę normalnie w osiedlowym papierniczym.
  • 12.10.17, 13:46
    Na początku roku dostawaliśmy taki talon i gdzieś było ogłoszone, co na niego można kupić. Ile w linię, ile w kratkę, jakiej grubości i formatu. Miało to rozładować wykupywanie zeszytów na zapas na początku roku szkolnego. Później już, pewnie w październiku czy listopadzie, można było zeszyty kupować "bez kartek" - o ile były...
    W Krakowie mieszkając, latami nie mogłam kupić atramentu. W Bydgoszczy czy Przemyślu pewnie można się było w nim pławić :)

    --
    Nawet na północy Grenlandii słońce kiedyś wschodzi. I należy to koniecznie wziąć pod uwagę.
  • 12.10.17, 14:53
    Może kartki na zeszyty jakoś regionalnie dawali? Ja się z nimi nie spotkałam, choć pod koniec sierpnia wielu turystów robiło w pipidówku zakupy. My z kolei jeździliśmy do większych miast (Szczecin), gdzie mozna było się okupić bez kartek: słodycze (rózne ) zawsze dostępne bez kartek w Lucynce Paulince, różności mięsopodobne w garmażeriach, kiełbaski rybne (dość dziwne w smaku, ale jakie urozmaicenie ;), no i to, co akurat rzucili w delikatesach. Pamiętam, jak z jednej wyprawy wróciłyśmy, dźwigając po 50 chyba tych małych puszeczek koncentratu pomidorowego ;) Miałam wrażenie, ze ręce mi się od tych wypraw wydłużyły!
    Wyżej przeczytałam, że ludzie nie mieli pieniędzy na wykupienie kartek. Chyba dużo częściej pieniądze mieli, tylko tego na kartki brakło, bo np. zamiast kilograma mięsa, jeśli nie mieli w rodzinie jakiegoś kolejkowicza, mogli dostać kilko kości z małym ochłapem. A to dlatego, że w pipidówku, który liczył kilka tysięcy mieszkańców więcej niż obecni, były 2 sklepy mięsne. Dziś mięso i wędliny możemy kupić w kilkunastu sklepach.

    --
    www.youtube.com/watch?v=y7G9NyMq1eo
  • 12.10.17, 20:37
    Czytam, wspominam i porównuję. W kartkowych czasach było nas czworo i tyleż kartek.
    Po ich zniesieniu nigdy nie kupowałam już tyle mięsa co na kartki. Dziwię się jak my to mogliśmy wszystko zjeść. ;) aga
  • 14.10.17, 06:53
    80 gramów mięsa/wędlin dziennie to nie było wiele na jednego człowieka. Kartki na mięso miały tylko jeden plus: Po latach ich stosowania, umieralność na zawały w Polsce spadła bodajże o jedną trzecią. Nie na kartki były salceson pasztetówa, wątrobiaka, kaszanka i galareta/zylc, wyglądająca i pachnąca jak tafla kleju stolarskiego. Za tym tworzyły się oromne kolejki. I za jajkami i białym serem: Sadzone na obiad, leniwe i naleśniki były wtedy normą. Podobnie jak ryby dalekomorskie i sznycle z antarktycznego kalmara (mniam!), stale dostępnego w rybnych w wawie, w postaci półmetrowych mrożonych "tub".
  • 14.10.17, 07:09
    Nawiasem mówiąc, kalmar kosztował wtedy taniej o 20 % od kurczaka .
  • 16.10.17, 11:03
    Piszac "nabial" mialam na mysli maslo.
    A mleko pelne bylo za okazaniem ksiazeczki zdrowia dziecka.
    Podobnie jak mleko "niebieskie" .

    A kartke otrzymana w zakladzie pracy, czy tez w UM mozna bylo skserowac i miec tego cale pudlo, o ile ktos mial dostep do kolorowego ksero.

    Dlatego w pewnym momencie nalezalo swoje kartki na mieso i maslo itd. zarejestrowac w wybranym sklepie spożywczym i tam sie zaopatrywac, na odwrocie kartki była nazwa sklepu -pieczatka (czego nie zawsze przestrzegano).
  • 19.10.17, 13:46
    Właśnie czytam listy W. Szymborskiej do K. Filipowicza, gdzie pisze o znajomej która chciała w Zakopanem kupić gumę do majtek, w związku z czym musiała wylegitymować się dowodem osobistym że jest mieszkanką tego miasta. Przyjezdny nie miał prawa do tego rarytasu.
  • 19.10.17, 20:23
    Fakt, przypominam sobie, że pewne artykuły bezkartkowe w różnych miejscowościach bywały dostępne tylko dla tubylców. Też się z tym zetknęłam na urlopie, tyle że nie było to Zakopane (raczej Kaszuby albo Pałuki), ani gumka do majtek - nie pamiętam już zresztą, co.

    Z artykułów "grubszych" - kupno cementu było bardzo utrudnione. Pamiętam, że znajomy, który coś budował na działce, musiał poprosić kogoś z zameldowanych w tamtej gminie o kupienie kilku worków. No i taką przysługę trzeba było opić.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.