Dodaj do ulubionych

Obozy ZHP w PRL

13.08.17, 20:05
Po ostatniej nawałnicy przypominałam sobie jak to na obozach w PRLu bywało.
Namioty były dziesiątki, sienniki wypychaliśmy własnoręcznie sianem lub słomą prosto z pola, były prycze, woda w pobliskim strumyku i posiłki gotowane w parniku. Dyżury w kuchni, obieranie ziemniaków, prace "społeczno użyteczne"...
Czy aż tak zatruliśmy sobie środowisko, że strach pod gołym niebem przebywać. Ciągle przyroda uczy nas pokory i szacunku. Może zatraciliśmy już instynkt samozachowawczy, a może zbyt uwierzyliśmy w technikę... aga
Edytor zaawansowany
  • 30.08.17, 17:56
    Przede wszystkom instruktorzy byli należycie wyszkoleni. Gdy szły ostrzeżenia przed nawałnicami, potrafili zawczasu poderwać obóz tzw alarme alpejskim (mundurowy plus śpiwór i plecak) i spitolić pod najbliższy bezpieczny dach (szkoła, remiza) nawet na jedną noc tylko. Wg mnie ci instruktorzy z ZHR lompletnie zawalili sprawę. Że idą nawałnice radio trąbiło już w południe!
  • 04.09.17, 22:30
    A wiesz, i za Peerelu róznie bywało. Ja byłam na czymś w rodzaju małego i na szczęscie krótkiego obozu harcerskiego raz. Druh drużynowy zajmował się w zasznurowanym namiocie głównie druhną drużynową, a my lataliśmy po lesie, kąpaliśmy się w jeziorze i na szczęście cudem jakimś wróciliśmy wszyscy i nawet bez większego uszczerbku na ciele.

    --
    mygorszysort.pl/idioci-na-ministrow-skoczylas

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.