Dodaj do ulubionych

Wigilia, jak w PRL

27.12.18, 09:36
Mimo, że już od początku listopada markety miały pełen asortyment produktów świątecznych - to zgodnie z tradycją ruszyliśmy do sklepów w dwa ostatnie dni.
Tradycyjnie stoły się uginały od jedzenia.
Pamiętacie; szynkę w puszce kupowało się w lipcu, na początku grudnia przypływały cytrusy....
Jeśli można to w każdej chwili na plasterki pokrojone, to gdzie sens obłędnych zakupów? aga
Edytor zaawansowany
  • horpyna4 27.12.18, 12:05
    Ja tam nie dałam się zwariować, zresztą za PRL też podchodziłam do zakupów racjonalnie.

    Na przykład nie kupowałam szynki przed świętami, tylko spokojnie czekałam, aż moje zwariowane koleżanki z pracy porobią zakupy, tracąc czas w ogromnych kolejkach. Jak potem siadały z bolącymi od stania nogami i podsumowywały zakupioną masę towarową, to płakały, że przecież nie zostanie to w święta przejedzone... a ja wtedy łaskawie od nich coś odkupowałam.

    Można powiedzieć, że wyrządzałam im grzeczność, a szynki nie lądowały po świętach śmietnikach (bo tak bywało po świętach w PRL, jak ktoś bez wyobraźni dorywał się do zakupów).
  • minerwamcg 12.01.19, 23:27
    Szynkę do śmietnika to mogły w PRLu wyrzucać żony oficerów UB, kupujące za żółtymi firankami. Lud roboczy niedojedzoną szynkę przetwarzał na wkład do bigosu, fasolki po bretońsku, risotta, mielony składnik pasztetu, obiad (makaron z szynką) a nawet wykwintne (jak na owe czasy) przystawki typu pączki z szynką, takie jak zwykłe, tylko z niesłodkiego ciasta. Szynka była dobrem rzadkim i drogim, zwykły człowiek jej nie marnował.

    --
    Nawet na północy Grenlandii słońce kiedyś wschodzi. I należy to koniecznie wziąć pod uwagę.
  • horpyna4 13.01.19, 16:15
    Nie pisałam o żonach oficerów UB, tylko o wykształconych, dość dobrze zarabiających kobietach w instytucie naukowym (mężowie również zarabiali nieźle, na ogół też w placówkach naukowo-badawczych). I nie chodzi mi o czasy kartkowe, tylko ciut wcześniejsze; w Warszawie przed świętami w połowie lat 70. można było się nieźle obkupić, jak ktoś miał zdrowie do stania w kolejkach. Panie dostawały jakiegoś amoku, wychodziły w godzinach pracy i kupowały bez opamiętania, co tylko się dało i ile się dało. A ja patrzyłam na to jak na cyrk.

    Aha, te panie na ogół nie miały czasu ani ochoty na przetwarzanie niedojedzonych resztek. Naprawdę trafiało to do śmietnika.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.