Dodaj do ulubionych

Stare autobusy JELCZ - pamiętacie?

25.11.04, 14:23
Ja je tak uwielbiam, że czasami śni mi się w nocy, że jadę takim "ogórkiem"
( tak się potocznie nazywał ). Czerwony, z psykającymi drzwiami ( to model
miejski ) , zamiejscowy miał trzaskające drzwi. Supper! W Krakowie ( skąd
pochodzę ) jeździ od wielkiego święta czasem taki odnowiony ogór. Niestety
nie miałam okazji nim się przejechać. Może się w końcu uda.
Edytor zaawansowany
  • zzdorka 25.11.04, 18:11
    Pewnie, ze pamietam. Wszystkie wycieczki szkolne i ferie i kolonie laczyly sie
    z nieodzownym ogorkiem. Niestety, jedyne co mi sie kojarzy z nimi to pawie. Nie
    moge jezdzic autobusami.
  • lowca.masek 25.11.04, 23:19
    Pawie? To Cię nie zaproszę na przejażdżkę, a właśnie w Poznaniu remontuję takie
    cudo:) To jest naprawdę kultowy autobus, w każdej wersji! I to miejsce z prawej
    strony kierowcy - każdy marzył, żeby tam usiąść:)
    --
    Mój tramwaj - moją twierdzą
  • apodemus 26.11.04, 13:36
    masz wersję miastową czy wsiową? :-)
    Jeśli tą pierwszą to rarytas - jest tylko parę sztuk w Polsce...
    Pozdrawiam!
    --
    Kocham parowozy :-)
  • lowca.masek 27.11.04, 08:03
    Niestety, wsiowego 043, ale z przyczepą:)
    --
    Mój tramwaj - moją twierdzą
  • apodemus 29.11.04, 14:20
    Sprawne?
    Wspieram duchowo przy odbudowie bądź remontach :-)
    Nieśmiało zapytam... będzie można kiedyś pogłaskać to cudo...? O wejście do
    środka już nie śmiem pytać...
    A nie na temat - niemal całkiem wykruszyły się San-y. Chyba tylko parę zostało,
    jednego mają w W-wie (wojskowa przeróbka) a innego remontują gdzie indziej (nie
    pamiętam gdzie, "gdzieś kiedyś" wyszperałem w necie).
    Pozdrawiam
    --
    Kocham parowozy :-)
  • lowca.masek 04.12.04, 07:48
    Sprawne będą, na pewno w przyszłym roku, bo do naprawy ostro przyłączyło się
    MPK. Podobno ma być gotowy już w lutym, zobazcymy. I nie tylko pogłaskać, ale i
    przejechać się będzie można.
    A co do sanów: rzeczywiście jest tego niewiele - oprócz warszawskiego H100 jest
    jeszcze szczeciński (sprzątneli mi go sprzed nosa:)), aktualnie oczekuje
    na "lepsze czasy" w fabryce w Sanoku. A jest ich mało, bo to mało wytrzymała
    konstrukcja, w dodatku zarówno w PKS, jak i komunikacji miejskiej zmuszana do
    obciążeń ponad miarę. Najlepszy dowód "słabości" sana: zobacz, ile "ogórków"
    jeździło i jeździ nadal poprzerabianych na ciężarówki. San przerobiony w ten
    sposób to unikat, nawet 20 lat temu - za słaba rama.
    --
    Mój tramwaj - moją twierdzą
  • apodemus 06.12.04, 11:12
    Bardzo chętnie skorzystam :-)
    Sprawdzałeś może czy nada się na części "ogórek" z Darnowa? Btw. ostatnio
    stracił znaczną część przodu - chyba już go ktoś namierzył. Póki co nie traci
    okien.
    --
    Kocham parowozy :-)
  • letalin 07.11.06, 10:22

    lowca.masek napisał(a):
    A co do sanów: rzeczywiście jest tego niewiele ....San przerobiony w ten
    > sposób to unikat, nawet 20 lat temu - za słaba rama.

    Mam przekonanie, że San miał konstrukcję wolnonośną , bez ramy...I dlatego
    wszystko się w nim trzęsło i rozlatywało po krótkim czasie...
  • a_weasley 07.11.06, 17:44
    letalin napisał:

    > > A co do sanów: rzeczywiście jest tego niewiele ....San przerobiony w ten
    > > sposób to unikat, nawet 20 lat temu - za słaba rama.

    > Mam przekonanie, że San miał konstrukcję wolnonośną , bez ramy...I dlatego
    > wszystko się w nim trzęsło i rozlatywało po krótkim czasie...

    Obaj macie rację.
    W 1958-1966 produkowano Sana H01 do H27, nieudane, bardzo awaryjne autobusy z
    łatwo się sypiącymi i prawie nienaprawialnymi nadwoziami samonośnymi różnych
    konstrukcji, po czym po długich i ciężkich cierpieniach w 1966 czy 1967 pojawił
    się Sana H100 na ramie nitowanej, z mechaniką od stara 28/29.

    --
    Mądry głupiemu ustępuje i dlatego ten świat tak wygląda.
  • a_weasley 07.11.06, 17:45
    jest:

    > pojawił się Sana H100

    winno być

    > pojawił się San H100

    --
    Mądry głupiemu ustępuje i dlatego ten świat tak wygląda.
  • belfegorek 01.12.04, 23:30
    Raz w życiu tylko miałem przyjemność jechać tym wehikułem ale wrażenia zostały
    nie zatarte.sidziałem obok kierowcy!!!!!!
    --
    BELFEGOREK
    Herbata z musztardówki
    przeżycia z PRL-u
  • deadeasy 27.11.04, 15:51
    W takim ogorze o ile mnie pamiec nie zawodzi, najlepsze miejsce bylo "na
    silniku".
    :)
  • lowca.masek 27.11.04, 21:57
    To już zależało od kierowcy. W poznańskich miejskich ogórkach były
    tabliczki "Siadanie na masce zabronione" i kierowcy ostro tego przestrzegali.
    Za to siedzenie z prawej strony kierowcy było oznakowane jako "miejsce
    służbowe", chociaż decyzją dyrekcji WPK takim byc przestało ok. 1976-77r.
    Nie wiedzieli jednak o tym pasażerowie i ciągle o jego zajęciu decydował
    prowadzący... Siedzisz z prawej przy kierowcy - znaczy jesteś wyróżniony:)
    --
    Mój tramwaj - moją twierdzą
  • horpyna4 03.12.05, 20:48
    W Warszawie z prawej strony kierowcy zabraniało się siadania "z dziećmi i
    dzieciom". A co do wersji wsiowej, to odbyłam kiedyś niezapomnianą podróż -
    powrót z Puszczy Kampinoskiej do Warszawy w przyczepce PKS-owego ogórka
    załadowanej towarzychem jadącym do kumpli "na przysięgę". Oczywiście każdy
    chlał podczas jazdy piwo z butelki, a w przyczepce nieźle rzucało.
    Kto jeździ wyłącznie własnym samochodem, nie zna życia!
  • horpyna4 19.03.06, 20:40
    Sloggi, to jest "nowy" Chausson. Stare nie miały przodu "ściętego pionowo",
    tylko "wystający pysk", w tych nowszych cofnięto chyba silnik bardziej do
    środka. I jak się te nowsze pojawiły, to zachwycały nowoczesną sylwetką.
  • bigmaciek 29.11.04, 18:57
    cereusfoto napisała:

    > Ja je tak uwielbiam, że czasami śni mi się w nocy, że jadę takim "ogórkiem"
    > ( tak się potocznie nazywał ). Czerwony, z psykającymi drzwiami ( to model
    > miejski ) , zamiejscowy miał trzaskające drzwi. Supper! W Krakowie ( skąd
    > pochodzę ) jeździ od wielkiego święta czasem taki odnowiony ogór. Niestety
    > nie miałam okazji nim się przejechać. Może się w końcu uda.

    Ogórki królowały w większych miastach wojewódzkich natomiast w mniejszych
    szczególnie na południu Polski były równie kultowe Ikarusy: 620 (zwany
    osiołkiem), 66 i 556.
  • onuferek 30.11.04, 12:35
    Jasne, że pamiętamy. Zwłaszcza jak kierowcy ręki brakowało, żeby wrzucić wyższy
    bieg. :)
  • apodemus 06.12.04, 17:55
    Apropos Jelcza i ciekawych autobusów...
    Za: www.przegubowiec.com

    na początku lat 80-tych testowano w W-wie Jelcza 100M, "było to ponoć
    skrzyżowanie Ogórka z Peerą, tzn. na podwoziu Jelcza 272 zabudowano nadwozie od
    PR110"
    Czy ktoś z Was wie cokolwiek na temat tego wynalazku? Może jakoweś zdjątko się
    uchowało?
    Sam opis brzmi wręcz niesamowicie!
    --
    Kocham parowozy :-)
  • cereusfoto 04.03.05, 10:32
    Nieeee, no nieeee . Coż z niego za ogórek - to zupełnie nie to ! Taki jakiś
    ociosany....
    --
    autorska galeria fotografii :
    www.cereusfoto.republika.pl
  • benia30 02.01.05, 23:06
    Pamiętam moją ostatnią podróż "ogórkiem zamiejscowym"... Po opuszczeniu
    właściwego stanowiska, ogórek wykonał rundkę honorową objeżdżając dworzec PKSu
    pewnego uroczego miasteczka we wschodniej Polsce i powrócił na stanowisko
    startowe... Potem nastąpiła ewakuacja pasażerów - wóz zaczął się palić...
    --
    Roztocze
  • dixi 24.01.05, 21:55
    a ja sie pochwale ze mialam okazje przejechac sie w przyczepie od ogora
    doczepionej do ciagnika ursus:) to byl dopiero wehikul...

    --
    "świat się nam przygląda i nie życzy źle,
    a jeśli jest inaczej to świat mam cały gdzieś..."
  • nataszsza 28.07.05, 09:47
    Maryla Rodowicz śpiewa"autobusy zapłakane deszczem mają takie sympatyczne pyski.."
    Zawsze wiedziałam, ze śpiewa o jelczu.
  • speedy13 01.08.05, 09:31
    a pchał ktoś z was kiedyś taki busik?
    Ja tak :) oczywiście nie sam. Było to w latach 80-tych, na pętli autobusowej
    Cementownia (Kraków-Nowa Huta). Przez glosniki dał się slyszec
    komunikat: "Pasażerowie chcący odjechać do Niepołomic proszeni są o popchnięcie
    autobusu gdyż kierowca nie może zapalić". No i kilkadziesiąt osób (w tym ja)
    ruszyło ogórowi na pomoc i pchało ze wszystkich sił :) no i zapalił w końcu.
  • lowca.masek 12.11.05, 06:10
    Odświeżę wątek, bo po pierwsze primo chciałbym zareklamować (Adminie, wybacz)
    trochę poznańską linię turystyczną 100. W każdą niedzielę w Poznaniu miłośnicy
    PRL-owskich wrażeń mogą przejechać się "ogórem" startującym sprzed zajezdni
    przy ul. Gajowej o godz. 15 i 16. A po drugie primo nawiązując do pchania
    jelcza przez speedy13 opowiem taką historyjkę: rok ok. 1977. Poznań, pętla
    Krzyżowniki, linia 61. Przegubowy "ogór" 021 stał sobie i stał aż kiedy
    przyszła pora odjazdu okazało się że nie może odpalić... No to popchamy...
    Brałem udział w ręcznym odpalaniu przeguba (z czego do dziś jestem dumny),
    ale "najciekawsze" jest to, że kiedy silnik już "załapał" to kierowca po prostu
    zamknął drzwi i odjechał pozostawając "pchaczy" na przystanku... Pokaz chamstwa
    nieprzeciętny, ale zastanawia mnie jedna rzecz: wszyscy pozostawieni na
    pętli "potencjalni pasażerowie" wybuchnęli śmiechem żartobliwie komentując
    bezczelność "szofera" i swoje gapiostwo. Dziś pewnie skończyłoby się
    na "k...rwowaniu", tonie skarg, a może nawet procesie dla przewoźnika.
    --
    Mój tramwaj - moją twierdzą
  • annah11 12.11.05, 06:53
    Pewnie tak by bylo. Niestety z pozoru jest lepiej, ale czesto z obyczajami i
    wychowaniem gorzej.
    Pamietacie jak sie swietnie jechalo w charmonijce miedzy przegubami, albo na
    samym koncu autobusu, ktory zarzucal.
    --
    Pozdrawiam cieplo a. :)

  • cereusfoto 19.03.06, 19:45
    I znowu w Krakowie pojawił się na ulicy we czwartek mój ukochany Ogórek. Na
    parę sekund przeniosłam się w dawne czasy. Ehhhh...
    --
    gazeta.pl > forum prywatne - zwierzęta > ornitologia
    autorska galeria fotografii :
    www.cereusfoto.republika.pl
  • tamsin 20.03.06, 01:35
    nic chyba tak nie smrodzilo jak wlasnie te autobusy. pamietam, jak raz widok i
    oczywiscie smrod z paru autobusow grzejacych sie na dworcu, spowodowalo ze
    rzucilam pawia juz PRZED podroza a nie w czasie :-)
  • cereusfoto 20.03.06, 07:36
    Eee, chyba tylko nieliczni mają tak przykre wspomnienia. Ja tam zawsze
    wspominam je z sentymentem.
    --
    gazeta.pl > forum prywatne - zwierzęta > ornitologia
    autorska galeria fotografii :
    www.cereusfoto.republika.pl
  • horpyna4 20.03.06, 09:19
    Za to nic tak nie trzęsło, jak stare ikarusy. Mało kto je dziś pamięta, w
    Warszawie obsługiwały komunikację miejską po chaussonach, a przed jelczami.
    Były dość kanciaste, kabina kierowcy całkowicie oddzielona od części
    pasażerskiej. Podobno świetnie nadawały się do komunikacji miejskiej, bo były
    bardzo zwrotne. Ale pasażerowie odetchnęli, jak zostały zastąpione przez rodzimą
    wersję karosy, czyli jelcze - ogórki. A czy pamiętacie tę wcześniejszą,
    oryginalną wersję ogórka (karosa)? Używane były w komunikacji PKS i jako
    autokary. Miały dla pasażerów tylko JEDNE drzwi, z przodu. W miarę szerokie i
    chyba otwierane "harmonijkowo". Do komunikacji miejskiej zupełnie nieprzydatne.
  • ulla25 14.06.06, 22:53
    pamiętam autobus, który miał drzwi a przodu koło kierowcy i drugie, w połowie
    autobusu, a tył wraz z siedzeniami był mocno uniesiony do góry.
  • horpyna4 15.06.06, 09:08
    Ulla, to były pierwsze berliety. One miały silnik z tyłu, dlatego te siedzenia
    były tak wysoko. I jakoś tak obrzydliwie miękko hamowały, podczas jazdy zresztą
    też huśtały się. A ten najwyższy, ostatni rząd siedzeń nazywano jaskółką (jak w
    teatrze).
    Mówiło się wtedy, że Gierek wybrał kupno berlieta, żeby zrobić dobrze francuskim
    komunistom, którzy ponoć stanowili większość załogi upadającej fabryki. Może to
    i prawda, bo chyba musiał być jakiś powód wybrania najgorszego autobusu z
    możliwych wtedy do kupienia.
  • cereusfoto 15.06.06, 16:05
    A jak one wygladały, bo zupełnie nie kojarzę. Może jakiś link do zdjęcia? W
    necie też na ich temat nic nie znalazłam.
    --
    gazeta.pl > forum prywatne - zwierzęta > ornitologia
    autorska galeria fotografii :
    www.cereusfoto.republika.pl
  • horpyna4 15.06.06, 19:14
    Jest coś takiego, jak www.przegubowiec.com, to jest o komunikacji miejskiej w
    Warszawie łącznie z całą historią, taboru również. Te berliety, o ile dobrze
    pamiętam, nazywały się PR100, późniejsze trzydrzwiowe chyba PR110.
  • monibiel 21.06.06, 23:02
    A zgubiliście coś kiedyś w przegubowym ogórku? Ja dziecięciem jeszcze będąc
    wymaniłam w końcu od cioci upragnioną małą piłeczkę, ślicznie kolorową i
    wracając do domu wyciągnęłam ją z kieszeni w autobusie... Wcelowałam (niechcący
    oczywiście)wprost w dziurę w podłodze na przegubie. W żadnym innym środku
    komunikacji miejskiej nie wylałam tylu łez. Ale nie straciłam sympatii do
    ogórków - jeżdżenie na ich "brzuszku" to najfajniejsze wspomnienie związane z
    komunikacją miejską. Raz nawet udało mi się jechać koło kierowcy - byłam bardzo
    spięta i wydawało mi się, że patrzy na mnie cały autobus (w końcu to siedzenie
    dla wybranych...)Ech, pojeździłabym sobie tak i dzisiaj. I zabrała na
    przejażdżkę synalka...
  • emguni 07.07.06, 00:03
    Mieszkam niedaleko Jelcza. Ludzie z mojego miasta dojeżdżali tam do pracy.
    Pamiętam, że jak trzeba było iść do sklepu, który był za ulicą, to mama mówiła:
    tylko idź zanim Jelcz przyjedzie. Chodziło o to, że ludzie z Jelcza byli
    przywożeni z pracy autobusami, a był to dłuuuugi sznurek i ciężko wtedy było
    przejść na drugą stronę ulicy.
  • emguni 07.07.06, 00:04
    A pamiętacie rozkładane pośrodku przejść siedzenia. Za oparcie robiły takie
    przypinane paski.
  • horpyna4 07.07.06, 12:44
    A tak, to w wersji dalekobieżnej i wycieczkowej. Dawniej w szkołach były dość
    liczne klasy (wyż demograficzny) i do takiego jelcza z odkładanymi środkowymi
    siedzeniami mieściła się cała klasa z opiekunami, bo miał chyba 51 miejsc
    siedzących.
  • luccio1 07.07.06, 22:48
    Jeździły na dalszych trasach w PKS - uchodziły za wygodniejsze, "luksusowe".
    Pamiętam je z początku lat 60. Miały kierownicę po prawej stronie - według
    wymagań ruchu lewostronnego (taki był we Włoszech - przed II WŚ na pewno, nie
    wiem, jak długo po).
  • a_weasley 06.11.06, 17:24
    luccio1 napisał:

    > Jeździły na dalszych trasach w PKS - uchodziły za wygodniejsze, "luksusowe".
    > Pamiętam je z początku lat 60. Miały kierownicę po prawej stronie - według
    > wymagań ruchu lewostronnego (taki był we Włoszech - przed II WŚ na pewno, nie
    > wiem, jak długo po).

    Nie ruchu lewostronnego bo takiego we Włoszech nie było (był natomiast do 1938 w
    Austrii, do 1939 w Czechosłowacji i do 1967 w Szwecji), tylko kursów na wąskich
    górskich drogach, żeby kierowca widział, czy już wjeżdża w przepaść czy jeszcze nie.

    --
    Mądry głupiemu ustępuje i dlatego ten świat tak wygląda.
  • horpyna4 06.11.06, 17:40
    Jechałam takim fiatem na początku lat 60-tych z Warszawy do Nowego Sącza. Do
    dziś pamiętam ten modulowany dźwięk klaksonu. A jak wiele lat później zobaczyłam
    gdzieś w odstawce taki autobus, to nie mogłam się nadziwić, że miał takie małe
    okna, a ja tego nie pamiętam.
  • mister1 10.11.06, 15:23
    Jelcze ? ja pamietam doskonale jeszcze stare francuskie Chaussony (chyba to tak
    sie pisalo ?)
  • horpyna4 10.11.06, 17:58
    Było już w tym wątku i o Chaussonach, oczywiście pamiętam, jak już pisałam. A
    miłośnikom starych autobusów polecam zajrzeć na www.przegubowiec.com/
  • mister1 10.11.06, 19:29
    bylem takim czerwonym "chaussonem" chyba w 7 klasie podstawowki na wycieczce w
    Krakowie i Zakopanem. Autobus zalatwil ojciec jednego z kolegow ktory byl
    dyrektorem MZK - a jeden z noclegow byl w jakims osrodku szkoleniowym...MO.
    Pewno inny z rodzicow byl jakims wazniejszym milicjantem lub Ubekiem.
    Staly tam armatki wodne - wtedy biedni naiwniacy myslelismy, ze to do gaszenia
    pozarow...
  • horpyna4 11.11.06, 11:08
    Chaussony miały dużo miejsc siedzących, były dość wygodne. W czasach
    późniejszych zaczęto zmniejszać liczbę siedzeń w autobusach i tramwajach, żeby,
    jak to uzasadniano, "zwiększyć przepustowość". Pamiętam moje zdziwienie, jak po
    raz pierwszy jechałam tramwajem 13N, w którym po obu stronach były pojedyncze
    rzędy foteli. W starych tramwajach większość wozów miała po jednej stronie
    podwójne siedzenia, a po drugiej pojedyncze.
    No i w związku z tym pojawił się pewien neologizm. Dawniej we wszelkich
    pojazdach podróżowało się na siedząco. W związku z tym opuszczanie pojazdu przez
    pasażera nazywano "wysiadaniem", niezależnie od tego, czy był to dyliżans, czy
    tramwaj. W czasach, kiedy większość pasażerów podróżowała w tłoku na stojąco,
    zaczęto mówić o "wychodzeniu z pojazdu". Ja jednak pozostaję (mentalnie) przy
    powozach...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka