Dodaj do ulubionych

zabawy podwórkowe i wyliczanki

10.09.08, 16:54
Miałam szczęście - spodwórko, na którym było dużo dzieciaków. Grało się w
klasy, berka, wisiało na trzepaku, ale nic nie przebiło zabawy w chowanego:
"kogo pierwszego zobaczę temu nigdy nie przebaczę! Idę szukaaaaaać!"
A u was jak było z tym podwórkowym rajem?
Edytor zaawansowany
  • 10.09.08, 17:20
    No a jakież byłoby dzieciństwo bez podwórka?? Jeszcze bym na
    kaczyńską wyrosła ;-)))
    Graliśmy w piłkę (zbijany, dwa ognie, taka zabawa z odbijaniem piłki
    o scianę, ale za kazdym razem inną "techniką": a to jedną ręką, a to
    dwiema, a to piąstkami...
    Klasy, miasta państwa,berki najróżniejsze, chowany...
  • 10.09.08, 17:22
    A do tego:
    -Pobite garnki!!!! (To przy chowanym)
    - Kto się bawi w berka, palec do cukierka!
    -Pałka zapałka, dwa kije,
    kto się nie schowa, ten kryje!
    -Ene due, esme smake...
  • 10.09.08, 17:25
    bylam u rodziny w pierwszy weekend wakacji, slonce swiecilo i ... prawie zadnego
    dziecka na podworku.za moich czasow nawet w trakcie roku szkolnego nie mozna
    bylo nikogo zagnac do domu...
  • 10.09.08, 18:49
    E, wakacje były, może dzieciaki gdzie nad jeziorem siedziały?
  • 10.09.08, 19:44
    Raczej przy komputerach...
  • 10.09.08, 20:32
    przy komputerach i na skuterach
    nie sadz pochopnie

    mam przyjemnosc goscic co lato okolo trzydziestki
    okolicznych i przyjezdnych
    wisza na wisni pozniej sliwce
    okupuja hustawke
    albo boisko do siatkowki sasiada
    wiek od 4 do 16 lat
    o dziwo nikomu to nie przeszkadza

    pzdr.
  • 10.09.08, 23:59
    Było też coś takiego:Palec pod budkę bo za minutkę zamykam budkę!
    Ale do czego było to zawołanie nie pamiętam.
    23.
  • 12.09.08, 10:13
    ja byłam fanką trzepaka, dlaczego teraz dzieci nie wiszą na trzepaku? nie
    rozumiem, trzepak jest ekstra


    --
    motyle w deszczu
  • 14.09.08, 23:13
    palec pod budkę, bo za minutkę budka się zamyka, gości nie przymyka (?)
    --
    "Jak już człowiek wlezie w ten okultyzm, to zaraz zacznie wierzyć w duchy.A jak
    już uwierzy w duchy, zacznie wierzyć w demony i ani się obejrzy, a już będzie
    wierzył w bogów.Wtedy ma prawdziwe kłopoty."
    T.Pratchett
  • 14.09.08, 23:14
    to było zawołanie do gromadzenia chętnych do jakiejś gry/zabawy
    --
    "Jak już człowiek wlezie w ten okultyzm, to zaraz zacznie wierzyć w duchy.A jak
    już uwierzy w duchy, zacznie wierzyć w demony i ani się obejrzy, a już będzie
    wierzył w bogów.Wtedy ma prawdziwe kłopoty."
    T.Pratchett
  • 15.09.08, 08:56
    a taką zabawę pamiętacie

    Jawor, jawor
    Jaworowi ludzie
    Co wy tu robicie?
    Budujemy mosty
    Dla pana starosty
    Tysiąc koni przepuszczamy
    A jednego zatrzymamy...

    Pozdrawiam


    --
    Wszyscy mamy jakieś swoje przywary i niekoniecznie to znaczy, że
    trzeba
    pielęgnować w sercu dawne urazy i odświeżać je bez końca.
  • 15.09.08, 11:30
    To bardzo stara zabawa, chyba jeszcze mocno przedwojenna. Ale
    pamiętam ją z dzieciństwa, więc kilka lat po wojnie egzystowała na
    podwórkach w najlepsze.
  • 15.09.08, 11:34
    A co do wyliczanek, to za moich czasów było tak:
    Ene, due, like, fake,
    torba, borba, ósme, smake,
    deus, deus, kosmateus
    i morele baks.
    Czasem bez "i morele". No i poszczególne słowa mogły mieć nieco inne
    brzmienie.
  • 15.09.08, 15:25
    Też to pamiętam, bez "moreli", a najbardziej lubiłam
    trąf trąf misia bela
    misia kasia kąfacela
    misia-a, misia-be
    misia-kasia ką-fa-ce!
  • 15.09.08, 19:35
    Oj, tak! Te dwie ostatnie niezbędne przy wyliczankach, kto kryje czy
    kto goni!
    A jaworowi ludzie już tylko z książek...
  • 22.09.08, 18:23
    Witam wszystkich, czytam już Wasze forum od pewnego czasu i jeśli nie macie nic
    na przeciw postanowiłam się dołączyć. U mnie w tych czasach była na topie gra w
    grzyba, w tym celu należało przemycić nóż na podwórko. Podchody obejmowały całe
    osiedle, były znaki rysowane kreda i schowane zagadki, całe grupy się goniły.
    Chłopaki rysowały na ulicy kredą zawiłe tory i używając kapsli od butelek grali
    w wyścigi.
    --
    cień
    fotoforum.gazeta.pl/u/krokodyl_13.html
  • 23.09.08, 00:40
    Było też strzelanie ryżem przez rurki z rozkręconych"automatycznych"
    ołówków.
    23.
  • 25.09.08, 13:18
    oraz (podłe!) strzelanie zakrzywioną szpilką z procki zrobionej z gumki
    zawiązanej między palcami "złoczyńcy". To było naprawdę niebezpieczne.
  • 25.09.08, 15:17
    Nie zawsze ryż był pod ręką. Strzelało się kulkami zlepionymi ze
    zgniecionego, nieco przeżutego papieru... fuj...
    Zwłaszcza w szkole papieru nie brakowało i wystarczyło, żeby
    nauczyciel(ka) się odwrócił(a) w stronę tablicy, a w klasie aż
    świstało z tych rurek.
  • 25.09.08, 17:42

    najszybciej przezuwalo sie bibule:)
    dmuchalo sie tez kulkami z plasteliny
    pamietacie gre w grzebien?
    kto dzisiaj nosi grzebien;))
    ronilo sie tez robaczki z folii czekoladowej i kulki z lozyska
    kulke zawijano w rulonik z folii
    pozniej formowano robaczka w zapalczanym pudelku
    efekt niesamowity
    obnizenie srodka ciezkosci i ruch kulki w lekkiej rurce przypominal zywego robala

    pzdr.
  • 26.09.08, 10:18
    A współczesne dzieciaki nie wiedzą nawet,ze istnieje coś takiego
    jak proca.
    Zresztą może to i dobrze.
    23.
  • 26.09.08, 17:51
    Dobrze, dobrze. W wyników eksperymentów z procą jakiś idiota zrobił sobie haczyk
    z dużego spinacza biurowego, mój kolega stracił oko.
    --
    cień
    fotoforum.gazeta.pl/u/krokodyl_13.html
  • 26.09.08, 19:26
    Prawdziwa proca służyła do miotania kamieniami. A co do strzelania
    metalowym haczykiem, to też kiedyś słyszałam o utracie oka. W tym
    przypadku nie był to spinacz, tylko zgięta w połowie szpilka
    krawiecka.
    Słyszałam też o utracie oka przy zabawie ze strzelaniem z łuku.
  • 28.09.08, 12:55
    to gra wyłącznie męska, podobnie jak rzucanie nożem
  • 28.09.08, 13:48
    U nas dziewczynki też grały w scyzora ;-))) A w ogóle scyzor
    należało mieć, im bardziej wielofunkcyjny, tym lepiej.
  • 31.03.10, 00:14
    Nigdy nie potrafiłem zwinąć sreberka w rurkę i mój robak nie ruszał się. :( Strzelało się też z kapiszonów i były zabawy z saletrą - zarezerwowane dla "starszych" na podwórku. Do tego łaziło się po krzakach i zakładało "bazy". No i latem wyciągało się koce z domu i budowało namioty na sznurkach do suszenia prania.
  • 02.10.08, 18:34
    To bardzo stara zabawa, chyba jeszcze mocno przedwojenna. Ale
    > pamiętam ją z dzieciństwa, więc kilka lat po wojnie egzystowała na
    > podwórkach w najlepsze.

    mówiłaś o jaworze?

    --
    Wszyscy mamy jakieś swoje przywary i niekoniecznie to znaczy, że
    trzeba
    pielęgnować w sercu dawne urazy i odświeżać je bez końca.
  • 04.10.08, 10:46
    oczywiście kapsle
    jak był WYŚCIG POKOJU, to na podwórkach rozgrywały się równie
    porywające wyścigi. Kapslke wypełnione plasteliną, z naklejonymi
    flagami i do tego trasa wyrysowana kredą. Suuuper zabawa.

    Oczywiście podchody -czyli rysowanie strałek i zagadek, i jedna
    grupa goni drugą :)

    Wyprawy do lasy i łażenie po drzewach - teraz dzieciaki sa na
    wszystko uczoulone i zawsze kwitnie coś od czego kichają.

    Ganianie siepo piwnicach - w dużych blokach, piwnice ciągnęły
    sieprzez cały blok, prawdziwe labirynty. Do tego nei było w nich
    światła i możńa było się świetnie bawić. Ile było rozbitych kolan i
    podrapanych rąk tego nikt chyba nie zliczy... ale z pewnością więcej
    było śmiechu i radości.

    Walki na śnieżki i sanki. Pamiętacie szał na sanki robione na
    ostrzach od łyżw. Zakładało się takie ostrza do deski, deskę obijało
    skają i można było na tym śmigać!!!

    echhhhh jak teraz patrzę pod blok to widzę tylko pusty parking, a
    dzieciaków brak...


    --
    bojkot79.blox.pl/html
  • 10.06.09, 17:05
    Moim zdaniem to, że nie zauważa się teraz tak często jak kiedyś dzieci na podwórkach jest w dużej części winą rodziców. Niektórzy za bardzo chuchają na swoje dzieci i jak rodzice nie pozwalają dziecku bawić się w co chce, to ono ich przeważnie słucha. Nawet jak już dziecko wyjdzie, to nie są to takie zabawy jak kiedyś, a czy nie mogło by być tak, że rodzice pokażą swoim dzieciom trochę starszych zabaw? Piszę to chciażby na przykładzie sąsiadki. Jej dziecko widać, że chce się bawić, ale co zrobić jak "mamusia nie pozwala :( ". Wczoraj pilnowałam dwie dziewczynki, sąsiadki właśnie, jedna ta, o której pisałam.. ;p pokazałam im zabawę, tak naprawdę nie skomlikowaną, ale jakieś śmieszne hasło, trochę biegania pomieszanego z kalamburami i dzieci wniebowzięte. :) Teraz np. patrzę przek okno, też biegają i co słyszę? Bawią się w to, co wczoraj im pokazałam.. ;p Wg. mnie dzieci i teraz by się bawiły, ale pokażmy im jakieś zabawy, które my uważamy za takie zabawne i teraz miło wspominamy. Maluchy bawią się w coś zawsze, ale nie potrafią chyba wymyśleć same takich zabaw..
    Pozdrwiam :)
  • 10.06.09, 22:19
    graliśmy w "kolanko" taka gra w piłke - rzucało sie zwyczajnie, ilośc grających
    dowolna. Kto nie złapał piłki - klekał na kolano, mógł wstać dopiero,kiedy
    złapał nastepna piłkę. Druga fajna gra: w 'wariata". Grało sie w trójkę, dwoje
    rzucało do siebie piłkę a ten trzeci (wariat) usiłował ją przechwycić.
  • 25.08.09, 16:39
    u nas "Wariat" nazywany był Głupim Jasiem. NIe wiem jak wy, ale ja
    bawiłam się jeszcze w wysokiego ganianego, gąski gąski do domu, raz
    dwa trzy baba- jaga patrzy, krowę muu i wiele innych ;)
  • 26.01.14, 21:31
    A ja pamiętam jeszcze grę w krawężniki. Przy mało uczęszczanej uliczce pod blokiem (zresztą wtedy niewiele osób miało samochody więc wszystkie były mało uczęszczane) , naprzeciw siebie, przy samum krawężniku ustawiały się dwie osoby . Jedna miała piłkę. Rzucała tą piłką w kant krawężnika naprzeciwko. Piłka dobrze rzucona odbijała się i wracała do rąk rzucającego. A jeśli była żle rzucona to spadała koło osoby stojącej naprzeciw.Wtedy ta przeciwna osoba rzucała. Zdaje się że liczyło się ilość złapanych odbić. I chyba ustalało się ,,do ilu gramy", np do stu. Kto pierwszy osiągnął sto złapanych odbić - ten wygrywał.
    Pamiętam też,, sekrety" robione ze szkiełka od zbitej butelki pod które wkładało się papierki od cukierków, kwiatki, liski, jakieś koraliki itp. To była zabawa dla dziewczynek. Potem te sekrety zasypywało się piaskiem i oznaczało jakimś kamieniem czy czymś tam. I przy każdej okazji pokazywało się je koleżankom które grzecznie zachwycały się cudem i w zamian pokazywały swój ,,sekret " :) Cudowne czasy.
  • 26.02.10, 10:54
    iw może ktoś na czym polega zabawa/ gra podwórkowa o nazwie gachanko? będę
    bardzo wdzięczna za odpowiedź
  • 25.08.09, 19:48
    Była jeszcze zabawa:
    "Królu, królu - daj wojaka!"
    Polegała na przebieganiu z jednego końca podwórka czy też jakiejś większej
    otwartej przestrzeni na drugi - i na wyłapywaniu przebiegających
    (złapani stawali się owymi "wojakami").
    Szczegółów nie pamiętam.
  • 26.08.09, 22:03
    Myśmy z dziewczynami zgadywały jakie mamy majtki :D to jazda była dopiero :)
    --
    Jezdem żdżęźliwa, a co ;)
  • 28.08.09, 10:30
    Dziewczynki (ale czasami i chłopcy)

    - guma o skakania
    -sznur kręcony przez dwie osoby, trzecia skacze
    -piatki (skakanka)
    - król skoczek - piłka obikana o ścianę
    - nie do konca pamietam - ale cos raz dwa trzy - babajaga patrzy!
    czylijedna osoba prze sciane, reszta w szergu. Jak osoba przy ściane
    zamknie oczy one biegną, i nagle okrzyk - raz dwa trzy babajaga
    patrzy - osoba odwraca sie, a ci co biegli muszą zatrzymać sie w
    miejscu nieruchomo
    - chopek
    -klasy
    no chlopcy głównie wyscig pokoju - kaplsle
    rzecanie nażem - pikuty lub panstwa wszscy - rowery (po pierwszej
    komunii :) )
    wrotki- potem deskorolki
    w zimie lodowisko - przy szkołach zwykle wozny wylewał
    :)



    no i TRZEPAK!!!!!


    --
    Liczba literówek jest wprost proporcjonalna do poziomu irytacji.
  • 28.08.09, 10:31
    przepraszam za literówki :(
    a gra to był chłopek - rysowany na asfalcie kreda.

    --
    Liczba literówek jest wprost proporcjonalna do poziomu irytacji.
  • 30.08.09, 11:42
    skakanka z wyliczanką: "aniołek fijołek róża bez stokrotka paprotka wściekły pies"
  • 01.10.09, 17:01
    U mnie było "konwalia balia wściekły pies".


    A wierszyki o Hitlerze?

    Na ulicy Reja złapali złodzieja,
    a ten złodziej był czarodziej i powiedział tak:
    Za górami za lasami
    jedzie pociąg z żołnierzami,
    a w ostatnim wagoniku
    siedzi Hitler na nocniku.

    To był jeszcze grzeczny wierszyk, inne były bardziej drastyczne.
    O, jeszcze coś takiego:

    Wpadła bomba do piwnicy, napisała na tablicy
    SS głupi pies.

    Zastanawiałam się potem nieraz, czy to autentyczny wierszyk z czasów wojny,
    "przechowany" przez kolejne podwórkowe pokolenia, czy też powstał bardziej
    współcześnie, na bazie jakichś wojennych filmów?

    --
    kura z biura
    notatki na marginesie
    Piękne Miśki
  • 19.10.09, 08:06
    Z podwórkowych zabaw poza wymienionym były takie:
    Gąski gąski do domu
    Ojciec Wirgiliusz
    Hali halo
    Pomidor
    Głuchy telefon
    A z wyliczanek to taka najkrótsza
    Pan Sobieski miał 3 pieski czerwony, zielony, niebieski.
    --
    Kto przestaje być przyjacielem, to tak naprawdę nigdy nim nie był...
    Jak by co to Głębokie Gardło 2580526:)
  • 19.10.09, 10:16
    I "nowoczesne", ale to z książki "Dziewczyna i chłopak, czyli heca
    na ileś (nie pamiętam) fajerek":
    Striełka, biełka, sobaka, pies,
    rakieta na Księzyc gotowa jest... i coś tam dalej. To było zaraz po
    tym, jak Ruscy Łajkę i inne psiury w kosmos ekspediowali.
  • 02.03.10, 00:53
    W podstawówce powtarzaliśmy z lubością wierszyk:

    Jasio pedał
    gacie sprzedał
    kupił nowe
    koronkowe

    Bardzo wszystkich śmieszyła wizja Jasia w koronkowych gaciach. Dopiero po latach
    człowiek załapał, o co tak naprawdę chodziło :-)))

    --
    A to ci Nowak dopiero
  • 05.03.10, 16:46


    meduza7 napisała:

    Wpadła bomba do piwnicy, napisała na tablicy
    SS głupi pies.


    To wylicznaka z 1944 roku

    "Wpadła bomba do piwnicy"

    kiedy dzieci spędzały lato w schronach

    "SS głupi pies"

    oryginalnie było
    "SS wściekły pies"


    Historia miała wpływ nawet nma zabawy dzieciece
    --
    Wszyscy mamy jakieś swoje przywary i niekoniecznie to znaczy, że
    trzeba
    pielęgnować w sercu dawne urazy i odświeżać je bez końca.
  • 05.06.10, 10:52
    Tak, nawet w kaciku dla dzieci w Muzeum Powstania Warszawskiego jest ten wierszyk.
    Moje dziecko juz tego nie lapie i powtarza: S-O-S wsciekly pies. I cale szczescie!
  • 12.10.13, 07:06
    WPADLA BOMBA DO PIWNICY NAPISALA NA TABLICY ES O ES GLUPI PIES TU GO NIE MA A TU JEST
  • 03.03.10, 11:10
    A pamiętacie to:
    Chcesz cukierka?
    Idź do Gierka
    Gierek da kopa w d...
    i papa
    --
    Kocham to miejsce! www.loscubanitos.com.pl
  • 03.03.10, 12:10

    Ja pamiętam:

    Chcesz cukierka?
    Idź do Gierka.
    Gierek ma,
    to ci da.

    Ale to nie były autentyczne wyliczanki, tylko dowcipy na temat
    otaczającej rzeczywistości. Np:

    Nie ma szynki, nie ma serka.
    Nie lubimy wujka Gierka.
    Raz, dwa, trzy...
    Sekretarzem będziesz ty.

    Albo też w nawiązaniu do rozruchów w r. 1976:

    Ecie pecie, ecie pecie,
    podpalimy komitecik.
    Raz, dwa, trzy,
    sekretarzem będziesz ty.
  • 03.03.10, 14:41
    > Chcesz cukierka?
    > Idź do Gierka.
    > Gierek ma,
    > to ci da.

    W Bydgoszczy obowiązywała wersja:
    Chcesz cukierka? To idź do Gierka.
    Gierek ma dwa, jednego ci da.

    W późniejszym czasie zaśmiewałem się z opowieści o Feliksie
    Edmundowiczu i cukierku, o którego poprosił go wówczas dzieciak, a
    wtedy już weteran ruchu rewolucyjnego na wieczornicy z okazji
    rocznicy rewolucji:
    "-Dzierżyński to bardzo dobry człowiek był! Kiedyś podszedłem do
    niego i poprosiłem go o cukierka...
    -No i co? I co ? Dał?- dopytują pionierzy.
    -Cukierka nie dał, ale jak w pysk przywalił...
    -No mówiliście, że dobry ...
    -Pewnie, że dobry! Mógł przecież zabic!"

    System więc tracił zęby, co nawet w żartach i dziecięcych
    wierszykach widac. Od groźby śmierci, to pewnej szansy, że Gierek
    może nawet ma więcej niż jeden i się podzieli...
  • 11.10.13, 23:29
    My śpiewaliśmy:

    chcesz cukierka
    idź do Gierka.
    Gierek ma
    a ci da
    kopa w d.. i papa
  • 05.03.10, 18:00
    po stanie wojennym na murach slaskich miast czesto pisano
    gierku wroc do koryta
    lepszy zlodziej jak bandyta

    pzdr.
  • 26.05.10, 20:05
    wyliczanki na jednym wdechu
    byly wytrzymalosciowe
    powtarzano jakies zdanie zmieniajac liczebnik
    byly bardziej inteligentne trzeba bylo szacowac sily na zamiary
    np
    siedzi kaczka na dunaju na /x/jaju
    jezeli ktos sie zadeklarowal ze siedzi na dwudziestym drugim jaju
    musial wyliczyc kolejno
    pierwsze jajo
    drugie jajo
    ...
    dwudzieste drugie jajo

    wszystko na jednym wdechu
    od siedzi kaczka
    do konca

    pzdr.
  • 12.10.13, 07:46
    Była nas spora gromadka, wyż lat pięćdziesiątych. Bawiliśmy się na boisku w skoki o tyczce, skoki w dal i wzwyż, trójskok jak sam Szmidt ! To była olimpiada w Rzymie 1960. Na boisku przy leszczynie w szewca, w klasy... Szewc to taka spirala, robi się bramki – odkluk-zakluk… W chłopa albo czekoladkę. "Wywołuję wojnę naprzeciwko, czarne piwko, Szwecji" ! Każdy miał swój kijek. Jedna osoba stawała pośrodku okręgu podzielonego na państwa-sektory, tyle sektorów, ilu jest uczestników zabawy. Opierało się patyk o mniejsze kółko narysowane w samym środku. Mówiło się zaklęcie i rzucało patyk jak najdalej od wywołanego państwa. Następnie osoba wywołana musiała pobiec po ten patyk. Inne osoby natomiast w tym momencie uciekały jak najdalej od koła. Kiedy zawodnik wywołany dobiegł i wziął w rękę patyk krzyczał stop. Wtedy wszyscy się zatrzymywali, a on rzucał patyk w wybraną osobę z miejsca w którym stoi. Jeżeli trafił próbował odkroić patykiem jak największy kawałek kraju, którego posiadaczem była trafiona osoba, Jeżeli nie trafił ta druga osoba zabierała mu część kraju. Nogi musiały być wyprostowane.

    Skoki ze skakanką w sznura – dwie osoby kręcą, albo normalnie - żabka, jedzie rowerek na spacerek, na słoneczko i wiaterek, jaki z tyłu ma numerek... Rzuty piłką o ścianę… ŁAPANE – odbicie piłki o ścianę i złapanie z powrotem, KLASKANE - należy klasnąć w dłonie, W TYŁ RĘCE – zakładamy ręce na lędźwie, NA SERCE krzyżujemy ręce na klatce piersiowej, POD BOCZKI – kładziemy ręce na biodra, ZA WARKOCZKI – dłonie za uszy, MAŁA ŚWIECA- podrzucenie piłki lekko w górę (bez odbijania o ścianę) i złapanie, DUŻA ŚWIECA - podrzucenie piłki wysoko w górę i złapanie, CHLEB DO PIECA – przeskoczenie piłki po tym jak odbije się od ściany a następnie od ziemi, piłka przelatuje pomiędzy nogami, CHLEB Z PIECA – wyrzucenie piłki spomiędzy nóg w rozkroku i złapanie po tym jak odbije się od ściany i od ziemi…

    Król ciszy, Gęsi, gęsi do domu, Dzień dobry królu-lulu, dzień dobry dzieci-śmieci, gdzieście były i coście robiły…

    Robiliśmy dołki w ziemi, wkładało się tam różne piękne rzeczy – sreberka, kwiatki, listki – przykrywało szkiełkiem i posypywało piaskiem, to się nazywało "sekret".

    Odmianą sekretu była pułapka – też się kopało dół, tym razem w piaskownicy, w dno dołu wbijało się kij, potem przykrywało wszystko gazetą i posypywało piaskiem… To była pułapka na Kożlaków !

    Chodzenie z lustrem… Patrzy się w lustro niesione płasko przed sobą i ma się wrażenie, że się chodzi po suficie !

    Poza tym ciupy, pikuty, szubienica i inteligencja. Nieodmiennie SEKRETARKA i KONSTANTYNOPOL !

    Kładliśmy na mrowisku zdechłe myszy i nietoperze… Jedliśmy babi chleb, czyli owoce dzikiego ślazu… Wyciągaliśmy z piwnicy jabłka, po jednym…. Trzeba wziąć tyczkę, wbić na końcu duży gwóźdź i ten gwóźdź się wbija w jabłko, wyciąga i już !

    Bawiliśmy się też w wywoływanie duchów, taki talerzyk na drewnianym stoliku, kartka z alfabetem… Czekało się z dłońmi ułożonymi w gwiazdę, palce do palców, aż talerzyk zacznie wirować. Nie udawało się oczywiście, może stolik nie z tego drewna, może miał gwoździe… Nie wiadomo...

    Kto pierwszy zerwał jabłko z drzewa…. Ewa… A Ciocia Ewa nauczyła nas robić lalki z trawy – trawisie…

    Urządzaliśmy gry i zabawy ludu polskiego czyli wyścigi na mamach, takie leśne olimpiady…


  • 12.10.13, 10:15
    Oj... coś sobie przypominam. Nie pamiętam, co było na początku tej zabawy z piłką, ale ŚWIECA była ostatnia. To była taka rymowana wyliczanka, która kończyła się:

    ...CHLEB DO PIECA, CHLEB Z PIECA,
    KOŁEK, STOŁEK, MŁYNEK, ŚWIECA.
  • 27.01.14, 00:33
    ŁAPANE – odbicie piłki o ścianę i złapanie z powrotem, KLASKANE - należy klasnąć w dłonie, W TYŁ RĘCE – zakładamy ręce na lędźwie, NA SERCE krzyżujemy ręce na klatce piersiowej, POD BOCZKI – kładziemy ręce na biodra, ZA WARKOCZKI – dłonie za uszy, MAŁA ŚWIECA- podrzucenie piłki lekko w górę (bez odbijania o ścianę) i złapanie, DUŻA ŚWIECA - podrzucenie piłki wysoko w górę i złapanie, CHLEB DO PIECA – przeskoczenie piłki po tym jak odbije się od ściany a następnie od ziemi, piłka przelatuje pomiędzy nogami, CHLEB Z PIECA – wyrzucenie piłki spomiędzy nóg w rozkroku i złapanie po tym jak odbije się od ściany i od ziemi…


    Samolocie spuść bombę, ja na ciebie usiądę, panie pilocie, dziura w samolocie, panie lotniku, dziura w nocniku… Dzieciaki przestańcie, bo ten pilot usłyszy i naprawdę bombę zrzuci….

    Śpiewałam solo jako śnieżynka, a nawet tańczyłam krakowiaka w cztery pary ! Tańczyliśmy też Zasiali górale żyto oraz taniec rosyjski Bulba - w białych bluzkach, długich spódnicach w zielone kwiatki i takich samych chusteczkach… Czytano nam Misia, bawiliśmy się w Stary niedźwiedź mocno śpi, Rolnik na dolinie, Zosia wyjeżdża w daleki świat, Mam chusteczkę haftowaną…


    Rzutnik Bajka do filmów na kliszę, puszczaliśmy bajki na ścianę. Tylko trzy, bo rzutnik się przegrzewał ! W pokoiku u Tereski, śpią w koszyku cztery pieski…, Budowały dom zwierzęta, O kocie, który chodził własnymi drogami… Miś Kuleczka w cyrku… Nikt tego nie widział, nikt tego nie słyszał tylko na oknie ślad łapy został, Jaworowi ludzie…


    Rysuje się litery E,W,W,M,S - Brzuszek jak beczka, ogonek zakręcony, ryjek przytępiony, ucho, oko, nóżki małe i zwierzątko jest już całe. Albo – kropka, kropka, kreska, kreska – fotografia twego pyska. Ucho, ucho, wielkie brzucho. Rogi, rogi, nogi, nogi, rece, ręce – a tutaj takiego ogona zakręcę.
  • 27.01.14, 07:59
    W kwestii formalnej - bulba jest białoruska, a nie rosyjska. Ale w tamtych czasach wszystko to było radzieckie, więc trudno wymagać od dziecka rozróżniania takich subtelności.
  • 30.05.14, 14:44
    jeszcze gra w kapsle :)

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.