Dodaj do ulubionych

Samotność

05.09.19, 20:52
Cześć, chciałem się tylko wygadać, w sumie nie wiem czy to ma sens.. ale spróbować warto.

Mam 26 lat, i połowa moje życia była udręką. Ojciec alkoholik i nadopiekuńcza matka, przez ojca całe moje dzieciństwo to było pasmo wstydu, bo po alkoholu zachowywał się jak by był chory psychicznie, wszyscy się z niego śmiali - i przy okazji pewnie ze mnie, na pewno patrzyli na mnie inaczej niż na chłopaka z normalnej rodziny. W pewnym momencie życia zboczyłem z toru.. zaczęły się imprezy, alkohol, noce w policyjnym areszcie. Wyrzucili mnie ze szkoły, dopiero teraz w wieku 26 lat kończę 3 klasę liceum, zdobyłem jednak zawód - operator cnc, zrobiłem prawo jazdy, kilka kursów, ucze się oprogramowania CAD, angielskiego. Miałem w życiu dwie dziewczyny - jedną w wieku 15 lat, drugą w wieku 20 - z pierwszą byłem 3 miesiące, z drugą 2 tygodnie (sam ją zostawiłem) nie było między nami chemii, w ogóle.. ani odrobinę. W wieku 26 lat nadal jestem prawiczkiem, czasami mam już myśl żeby iść i skorzystać z usług dziewczyn do takich zadań - strasznie mi to ciąży na psychice, jak widzę radosne pary na ulicy, jak słyszę uprawiający seks dwojga ludzi, czy to sąsiadów czy gości w hotelu - czuje się wtedy jak jakiś podczłowiek, serio bycie prawiczkiem w tym wieku i brak seksu ryje banie. Z wyglądu jestem przeciętny, ale niestety mam wadę zgryzu - nie jest to taka wada że każdy ząb mam w inną stronę, zęby mam proste i zdrowe, po prostu przednią szczękę mam lekko wysuniętą względem dolnej - wizyta u ortodonty w celu założenia aparatu za półtora miesiąca. Mam 175 cm wzrostu i ważę 65kg - pomimo niskiej wagi, w domu czy na nie wiem czym jest spowodowany opór w budowaniu masy mięśniowej pomimo że idzie siła, kiedyś podciągałem się na drążku maks 5 razy, dzisiaj robię to 10 razy z obciążeniem 30kg, to samo z pompkami na poręczach.. ale to nie o tym.. czuje że przegrałem swoje życie. Wada zgryzu, prawiczek, szczupłe ciało, zjechana psychika po dzieciństwie, do tego nienawidzę tańczyć. Wiem jak to naprawić.. założyć aparat, ułożyć dobrą dietę do siłowni, zmienić miejsce zamieszkania (tutaj mnie wszyscy znają, wiedzą że pochodzę z patologicznej rodziny i to również powoduje że nie czuje się tutaj komfortowo wśród tych samych ludzi, potrzebuje nowego miejsca zamieszkania) miałem w planach po skończeniu liceum wyjechać za granicę do pracy jako operator cnc, oferowano mi to w Niemczech i w kilku innych państwach, zarobki w przeliczeniu na złotówki wynosiłyby 10-11 tysięcy złotych, trzeba opłacić mieszkanie, samochód, jedzenie - zostawało by mi jakieś 5000, teraz zarabiam 2600 netto. Teraz do sedna.. większość osób miało już swoich partnerów i to nie po 2 tygodnie jak ja tylko po kilka miesięcy i lat - są doświadczeni, jeżeli chodzi o seks, obycie z drugą osobą, potrzeby.. ja tego nie mam. Jeżeli jakaś kobieta dowiedziała by się że 26 latek jest prawiczkiem to chyba by go zabiła śmiechem - kiedyś ktoś mi powiedział żebym nigdy o tym żadnej kobiecie nie mówił oraz o tym że nigdy nie miałem dziewczyny bo żadna nie będzie chciała "dziwaka" bo tak mnie sklasyfikują bo tym jak im o tym powiem. Zastanawia mnie to czy są ludzie którzy np swojego pierwszego partnera poznali mając 30 lat i są szczęśliwi? Naprawię wadę zgryzu co zajmie mi 2 lata noszenia aparatu, będę miał 28 lat.. 15 latki mają partnerów, uprawiają z nimi seks a ja stary debil siedzę i piszę na gazeta.pl użalając się nad sobą i licząc.. sam nie wiem na co, poklepanie po plecach? miłego wieczoru.
Edytor zaawansowany
  • gyubal_wahazar 05.09.19, 21:47
    Na moje, kompletnie źle patrzysz na swoje życie. Wg mnie osiągnąłeś duży sukces, a jakiś nieduży problem sprawia, że nie dostrzegasz z jakiego dołka się odbiłeś. 9 na 10 dzieciaków po Twoich przejściach byłoby narkomanami, gangusami albo świrami. Ty znalazłeś w sobie tyle siły, by się dźwignąć i wyjść na prostą. Każdy kto zna trochę życie, doceni to.

    Fajnie i składnie piszesz, masz poukładane w głowie, niezły zawód i świetne perspektywy (ciśnij cnc i CADa - to żyły złota, dorzuć tylko angieski koniecznie). Z powodu koszmarnego dzieciństwa masz duży deficyt uczuć i dałeś go sobie jeszcze pogłębić jakiejś amebie umysłowej wg której dziewictwo trzeba stracić najdalej tydzien po 1-szej komunii.

    Chłopie, odstaw na chwilę uczucia i weź to na głowę. Miałbyś na siłę kotłować się z kimś do kogo nic nie czujesz tylko dlatego że jest jakiś magiczny termin ? Zrobiłbyś krzywdę tej dziewczynie i sobie, ale deadline byłby dotrzymany, tak ? A ponieważ go przekroczyłeś, to wg ameby jesteś wybrakowany ? Przestań gadać z ludźmi o ilorazie dafni, bo robisz sobie krzywdę.

    Jak Cię ameba będzie Twym prawictwem szachować, obróć to w dowcip mówiąc że ślubowałeś nic nie puknąć do emerytury, albo że od 8 lat molestujesz wiewiórki w parku jordanowskim. Wyśmiewaj to na głos i przy ludziach, a gdy zobaczą że gwiżdżesz na to, znudzi im się naśmiewanie.

    Miałeś 2 (choć krótkie) związki z dziewczynami, czyli jesteś dla nich trochę atrakcyjny. Ćwicz dalej, a najlepiej dorzuć z rok jakiegoś sportu walki. Nawet nie po to by się umieć bić, lecz by zyskać trochę pewności siebie. Oprychy wyczuwają słabość na kilometr, więc mając wspomnianą wiarę w siebie, żaden choćby śladowo myślący żulczak Cię nie będzie prowokował.

    Podsumowując: dajesz radę i jesteś na dobrej drodze do fajnego życia, tylko zaciśnij zęby, kuj cnc, CADa i angielski i cierpliwie czekaj na damę swego życia, a doczekasz się na pewno. Powodzenia ! smile

    --
    Śpieszmy się czytać oponentów, nim polecimy ich zakapować
  • gyubal_wahazar 05.09.19, 21:55
    PS To że mimo intensywnych ćwiczeń nie rośnie Ci waga, wg mnie kwestia b szybkiego metabolizmu (przemiana materii). Z wiek się spowolni, ale na razie jak dla mnie to zaleta, bo im mniejsza waga, tym większa szybkość, a ta jest na ogół ważniejsza od masy, jakby przyszło co do czego.

    Tylko nie wierz w to że dla dziewczyn Twoje 5 czy 10 kilo za mało, to jakieś zagadnienie. Na pewno lepiej za mało, jak za dużo. Ciśnij te ćwiczenia czy jakiś sport walki, a będziesz tak zmachany, że żaden problem (z tym urojonym o braku seksu włącznie) nie zryje Ci więcej beretu, a skok endorfin poprawi Ci samopoczucie

    --
    Śpieszmy się czytać oponentów, nim polecimy ich zakapować
  • dziwnetozycie 05.09.19, 22:04
    Dzięki przyjacielu. Wiesz.. to o moim ojcu, to tylko ułamek tego co przeżyłem. Wyrzucanie z domu, policja co dwa dni w mieszkaniu, awantury, wyzwiska, bijatyki.. ojciec pił ciągami przez 2-3 tygodnie, później tydzień przerwy i od nowa. I tak przez X lat. To co ja widziałem w tym domu.. mógłbym o tym książkę napisać. Wiem że najpierw muszę poukładać swoje życie, być może kiedyś będę miał szanse poznać normalną spokojną wartościową dziewczynę.
  • gyubal_wahazar 05.09.19, 22:30
    Domyślam się. A raczej staram się domyślić, bo ja miałem b udane dzieciństwo, więc Twoje jest dla mnie niewyobrażalne.
    Tym bardziej doceń to, że wykazałeś się charakterem i wyrwałeś się z tego bagna. Założę się, że w porównaniu z tym co przeszedłeś, przez najbliższe lata będziesz miał z górki.

    26 lat dla faceta myślącego poważnie o związku, to jeszcze b mało, więc nigdzie się nie śpiesz. Przeciwnie, skończ szkołę (najważniejszy angielski, reszta - byle pchnąć), dociśnij CNC i CAD'a i dopiero poważnie się zacznij rozgladać, czyli pewnie za 2-3 lata. Nadal będziesz młody, bo faceci poważniejsze związki zaczynają na ogół dopiero po 30-tce.

    A jak Cię będzie nachodził dołek, że nie masz panny, wyobraź sobie co by było, gdybyś ją teraz miał i ona zaszłaby w ciążę. Gdzie byście mieszkali i za co żyli ? Wiesz jaki byłby to stres ? Taki, który rozwalił nie jedną nawet dobrze dobraną parę. Dlatego nie ma co panikować i na siłę kogoś szukać, masz czas.

    Drugi sposób na dołek, to poczytaj damskie fora i zobacz w jakim stresie są dziewczyny, które nie mogą znaleźć sensownego chłopa. Twój przy nim, to kanapka ze szczawiem.

    No i - ryzykując że się powtórzę - ciśnij angielski, bo 95% tego co w necie jest w tym języku, a nie ma większej biblioteki na świecie. Jak chcesz, mogę podrzucić Ci kilka linek do fajnych darmowych kursów

    --
    Śpieszmy się czytać oponentów, nim polecimy ich zakapować
  • dziwnetozycie 05.09.19, 22:58
    Było by miło, obecnie ucze się na platformie etutor + oglądam materiały na youtubie w języku angielskim - jakieś tam rozmowy, odcinki seriali itd. Z CAD ucze się Fusion360, w planach SolidWorks oraz mam od producenta licencje studencką na EdgeCAM. W tym Liceum wziąłem rozszerzenie z Angielskiego właśnie po to żeby mieć motywację do nauki. Masz racje.. ale wiesz jak to jest, poczucie bliskości, zwykłe przytulenie, pocałowanie, zaśnięcie razem przy filmie.. brakuje mi tego, chociaż wiem że najważniejsze obecnie jest to co piszesz czyli doprowadzenie swojego życia już całkiem na prosto.
  • gyubal_wahazar 05.09.19, 23:35
    No to łap (wszystkie darmowe):
    www.memrise.com/courses/english/
    www.duolingo.com/
    quizlet.com/latest

    www.youtube.com/channel/UCdkNQ5BkPz19beiaE3GnKTw
    www.youtube.com/user/jezykalnia

    Ryj anglika jak muflon trufle wink Dzięki niemu, z neta nauczysz się niemal wszystkiego czego będziesz chciał, a już na pewno, jeśli chodzi o dowolną dziedzinę IT. Poszukaj jakichś anglojęzycznych forów o CNC i najpierw poczytaj, a jak w miarę swobodnie zaczniesz wszystko rozumieć, zacznij pytać. Dzięki temu rozwiniesz się zarówno w CNC jak i angielskim, a może zyskasz też paru ciekawych znajomych

    No wiem jak to jest, ale wykazałeś się nie lada kręgosłupem w cięższych czasach, to musisz pocisnąć jeszcze trochę, ale wierz, że warto, a zobaczysz, że się nie zawiedziesz.

    Byłbym zapomniał: doulingo i memrise mają apki na androida, więc kuć możesz nawet w autobusie. Wypełnij sobie każdą wolną chwilę, bo nadmiar czasu to Twój wróg, który strąca Cię w dołki

    --
    Śpieszmy się czytać oponentów, nim polecimy ich zakapować
  • dziwnetozycie 05.09.19, 23:57
    Dzięki! nie sądziłem że tutaj są tak pomocni ludzie. Wszystkiego dobrego
  • gyubal_wahazar 06.09.19, 18:46
    Drobiazg, jesteś fajnym gościem, więc miło jest Ci poradzić

    --
    Śpieszmy się czytać oponentów, nim polecimy ich zakapować
  • tomekzgor 05.09.19, 22:07
    Też mi sie wydaje, że dajesz radę. Teoretycznie powinieneś być menelem, a widać, że nie jesteś.
    Wagę w stosunku do wzrostu masz akurat. Taką wadę, zgryzu, o jakiej piszesz, ma bardzo wiele osób. W niczym to nie przeszkadza. Niewielu facetów lubi tańczyć. O tym, że jeszcze nie spaleś z dziewczyną, po prostu na wejściu nie mów. Powiesz później, po którymś razie, że byleś wink .
  • dziwnetozycie 05.09.19, 22:58
    Dzięki!
  • gyubal_wahazar 05.09.19, 23:57
    > Jeżeli jakaś kobieta dowiedziała by się że 26 latek jest prawiczkiem to chyba by go zabiła śmiechem

    Bzdura. Oczywiście zdarzają się takie tępe dzidy, ale większość dziewczyn jest zdecydowanie bardziej uczuciowa od facetów i jeśli byś jej wytłumaczył, że czekałeś na tą właściwą, jeszcze zyskałbyś w jej oczach.

    Gdzieś do 40-tki, w przeciwieństwie do facetów, dla kobiet na ogół ważniejsza jest więź i uczucia niż seks. Jeśli więc trafisz harpię, która Cię wyśmieje, od razu podziękuj jej za współpracę, bo nie takiej szukasz

    --
    Śpieszmy się czytać oponentów, nim polecimy ich zakapować
  • dziwnetozycie 06.09.19, 10:02
    Czytałem kiedyś takie forum jak net-kobiety.. tam większa część kobiet pisała że z prawiczkami w wieku 30 lat jest na pewno coś nie tak i żeby lepiej przyjrzeć się takiemu facetowi.
  • kevinjohnmalcolm 06.09.19, 10:08
    Ale Ty nie szukasz "większej części", tylko dokładnie jednej dziewczyny. Ignoruj tę większość i skup się na dziewczynach, które do Ciebie pasują.
  • tomekzgor 06.09.19, 17:23
    dziwnetozycie napisał(a):

    > Czytałem kiedyś takie forum jak net-kobiety.. tam większa część kobiet pisała ż
    > e z prawiczkami w wieku 30 lat jest na pewno coś nie tak i żeby lepiej przyjrze
    > ć się takiemu facetowi.

    O Boże i tym się przejmujesz? Ja się nie dziwię że one tak mówią. Przecież sam też byś tak powiedział. I właśnie dlatego nie ma się co wśród kobiet tym za bardzo (za wcześnie) "chwalić". Nie na początku znajomości. Najpierw daj się poznać. Właśnie po to, żeby wiedziała, że z jest z Tobą wszystko w porządku. Trzeba być już naprawdę w zażyłych stosunkach, by o takich rzeczach ewentualnie mówić. OK. przepraszam wszystkie panie, ale powiem wprost i może niezbyt elegancko - powiedz jej ewentualnie, gdy już ona faktycznie lub symbolicznie będzie bez majtek. A wtedy to już nie będzie miało znaczenia wink

    I zbyt wnikliwie nie czytaj tych kobiecych dyskusji o facetach. Kobiety teoretycznie by chciały żeby facet był taki jak one, ale w rzeczywistości wolą, gdy taki nie jest wink. Więc nie ma co na siłę się dostosowywać. Bądż sobą. Naturalność jest najlepsza. Nie musisz się wszystkim laskom podobać.
    Rozumiem chęć zmainy miejsca zamieszkania ale jeśli to ma być jakaś zmaina diametralna (inne miasto) to trzeba uważać bo nowe miejsce to z jednej strony możliwość "nowego otwarcia", ale też brak jakiegkolwiek zaczepienia, nie tylko obce ulice, domy, nie wiesz gdzie i którędy iść ale też brak znajomych, obce zamkniete środowiska do których nie zawsze łatwo wejść. Wiem to z doświadczenia. Też kiedyś zmieniłem miejsce zamieszkania i chociaż miałem na miejscu kilku znajomych to minęło trochę czasu, zanim poczułem się "u siebie".
  • kevinjohnmalcolm 06.09.19, 00:10
    Gubiś napisał Ci wszystko po kolei, podpisuję się rękami i nogami pod każdym jego słowem.
    Skomentuję tylko parę drobiazgów:



    > operator cnc, zrobiłem prawo jazdy, kilka kursów, ucze się oprogramowania CAD, angielskiego.

    Brawo! Tak jak pisał Gubiś - ryj to na maksa, zakuwaj po nocach, ćwicz ile się da i przede wszystkim szlifuj angielski, żebyś potrafił całkowicie swobodnie rozmawiać na dowolny temat. Pamiętaj o pracy nad poprawną wymową i ładnym akcentem - w kontaktach z Anglikami, czy innymi osobami dla których angielski jest językiem ojczystym, wymowa i akcent są znacznie ważniejsze niż nam się wydaje.
    Mieszkam w UK, tutaj fachowiec od CNC mający głowę na karku zarobi naprawdę przyzwoite pieniądze.



    > Miałem w życiu dwie dziewczyny - jedną w wieku 15 lat, drugą w wieku 20

    Czyli wszystko z Tobą w porządku, nie odpychasz dziewczyn. Problem się zaczyna dopiero gdy facet kończy 30 lat i jeszcze nigdy sobą nie zainteresował żadnej dziewczyny, a Ty miałeś debiut już w wieku 15 lat.



    > czasami mam już myśl żeby iść i skorzystać z usług dziewczyn do takich zadań

    Każdy kto na to się zdecydował, później tego żałował. Weź sobie to do serca.



    > Mam 175 cm wzrostu i ważę 65kg - pomimo niskiej wagi

    Niskiej wagi??? Ja wiem że otyłość w naszych czasach stała się normą, ale bez przesady. Do 30 roku życia ważyłem mniej od Ciebie mierząc o kilkanaście centymetrów więcej. Masz wagę pośrodku normy, ciesz się że masz taką, bo za 20 lat będziesz miał problemy z utrzymaniem jej w ryzach.



    > do tego nienawidzę tańczyć.

    No to jest nas dwóch smile



    Chłopie, wygrałeś w życiu wielką, ekstremalnie trudną i niebezpieczną batalię, a teraz to tylko drobiazgi, nad którymi MASZ kontrolę. Idziesz w dobrym kierunku, zaakceptuj że jeszcze chwilę zajmie zanim odniesiesz pełny sukces.

    Powodzenia!
  • 999karolina 06.09.19, 09:16
    Będąc nie taka znów młodą kobietą potwierdzam słowa Kevina. To, że nie miałeś jeszcze seksu z kobietą dla normalnej kobiety nie jest żadnym problemem. Może być nawet atrakcją, że jest pierwsza, ze to właśnie z nią wchodzisz w ten świat. Ważne są ucucia, relacje. Nie spinaj sie na tym punkcie. Tego się łatwiej nauczyć niz angielskiegowink
  • dziwnetozycie 06.09.19, 10:13
    Karolina, nie jestem tego taki pewny.. chociaż napisałaś "dla normalnej kobiety" wydaje mi się że kobiety po 30 roku życia są dużo lepsze niż te małolaty 20 letnie, przynajmniej odniosłem takie wrażenie rozmawiając z kilkoma, są jakby bardziej stanowcze, dojrzałe, poważne
  • 999karolina 06.09.19, 12:24
    Kobiety są różne, niezależnie od wieku (ale też masz rację - ludzie się zmieniają, dojrzewają, nabierają doświadczenia życiowego). 20-letnie małolaty, chociaż może na pierwszy rzut oka wyglądają i zachowują się podobnie, to też się między sobą bardzo różnią. To lepiej widać, gdy nie są w grupie, w rozmowie sam na sam. W grupie się unifikują, głupieją, bo chcą się dostosować do obowiązującej w grupie "poprawności" danej grupy.
    Pamiętaj, że tak samo jak chłopak chce mieć dziewczynę, to dziewczyna chce mieć chłopaka. Więc to nie jest nierówna gra. Dziewczynom też zależy. Więc trzeba okazywać im zainteresowanie, coś proponować, próbować. Najlepiej na początek unikać sytuacji, w której nie widać twoich atutów - czyli jeśli np. nie umiesz i nie lubisz tańczyć, to nie pchaj się na podryw na dyscotekę, bo tam zawsze słabo wypadniesz. Szukaj lepszych dla siebie okoliczności, może do kina, na koncert, jakiś wspólny wypad itp. Dziewczyny lubią, gdy facet jest pomysłowy, aktywny, z poczuciem humoru, więc jak się umówisz, to powinieneś mieć jakiś pomysł na wspólne spędzenie czasu.
  • kevinjohnmalcolm 06.09.19, 10:07
    Aha, dodam jeszcze jedno zdanie na temat wagi - nie liczy się wielkość, tylko siła i szybkość mięśni. Kiedyś będąc prawdziwym chudzielcem (napisałem już jakim) machałem na siłowni takimi samymi ciężarami jak napakowane byki wywołując u nich opad szczęki do samej podłogi. Ci "wielcy" są tak naprawdę bardzo słabi. Sprawdź ilu z nich potrafi podciągnąć się na jednej ręce? Odpowiadam: żaden. Tymczasem "chuderlak" jak ostro poćwiczy, będzie w stanie to zrobić.

    Tak jak zawsze w życiu: liczy się jakość, a nie ilość. smile
  • dziwnetozycie 06.09.19, 10:11
    Dzięki Kevin, faktycznie to co przeszedłem nie było łatwe.. w pewnym momencie odciąłem się od znajomych i zacząłem się uczyć, wróciłem do szkoły, zacząłem robić kursy itd.. straciłem prawie 99% kolegów przez to że przestałem z nimi wychodzić, przestałem.. bo każde nasze wyjście kończyło się alkoholizacją, a że w mojej rodzinie alkohol gra pierwsze skrzypce to nie chciałem skończyć jak ojciec czy inne osoby z mojej rodziny. Chce się rozwinąć, znaleźć dobrą pracę, zarabiać dobre pieniądze i znaleźć fajną dziewczynę.. i oczywiście zmienić miejsce zamieszkania, to takie moje cele życiowe. Żałuje tylko jednego.. że tak późno wziąłem się za to wszystko.
  • gyubal_wahazar 06.09.19, 18:32
    Późno ?? Proszę Cię. Niektórzy ślizgają się przez większość życia i budzą z ręką w nocniku grubo po 40-tce. 26 to koniec studiów, a więc dopiero start w zawodowe i rodzinne życie. Dzięki swym trudnym przejściom, masz większe doświadczenie życiowe niż wielu nawet paręnaście lat starszych facetów, a tego nikt w szkole, ani z książek się nie nauczy.

    Przygotuj się na ostre kucie przez najbliższe 2-3 lata. Musisz narzucić sobie dużą dyscyplinę, bo nie mając nikogo, kto by Cię cisnął, łatwo możesz stracić początkową motywację. Nie rób sobie nigdy więcej niż weekend przerwy, a najlepiej i wtedy kiedy Ci się kompletnie nie chce, poświęć choćby symboliczne 10 minut, by nie wypaść z rytmu.

    Na Twoim miejscu, 2/3 czasu przeznaczonego na naukę poświęciłbym na angielski, bo to Cię kiedyś wyróżni z tłumu konkurentów o naprawdę atrakcyjną robotę (wujek Kevin wink słusznie prawi).

    Na sytuacje, kiedy w towarzystwie jakiejś fajnej dziewczyny zapadnie nagle martwa cisza, miej parę fajnych (tylko nie za ostrych wink dowcipów. Kiedyś byłem w podobnej sytuacji i wybrnąłem sakramentalnym 'a znasz dowcip jak ...' . Każdy lubi się śmiać, a nikt nudzić, więc na pewno nie będzie przypału.

    W chwili huraganu zmysłów, niech Ci nie przejdzie nawet przez myśl spowiadać się ze swego zerowego doświadczenia łóżkowego. Rób swoje. To prosta robota jest (tango, na 2 pa wink i jeśli tylko dziewczyna będzie wystarczająco dla Ciebie pociągająca, wykręcisz taki wynik, że w życiu nie przejdzie jej przez myśl, że była pierwszą.

    A jeśli sama kiedyś spyta, to rzuć od niechcenia, że poza wyobracaniem pensjonariuszek 3 pobliskich klasztorów sióstr Przytulanek, nie masz większego doświadczenia. Wybrniesz z humorem i dasz jej do zrozumienia, że masz do siebie dystans

    --
    Śpieszmy się czytać oponentów, nim polecimy ich zakapować
  • dziwnetozycie 06.09.19, 18:54
    To prawda, ale kończenie studiów a kończenie zaocznie liceum w tym wieku to trochę różnica, ale myślę że w tak złym położeniu nie jestem.. w końcu branża CNC a co za tym idzie programowanie, automatyka.. to dobra przyszłościowa praca, warto w tym się rozwijać i będę starał się iść cały czas do przodu. Czasami zastanawiam się czym wyróżnia się prawiczek że dziewczyna może to poznać.. ja nie jestem nieśmiały, bez problemu gdybym został z dziewczyną sam na sam byłbym wstanie się do niej dobrać, zacząć całować, dotykać, rozbierać i zabrać się do działania.. zresztą już to robiłem.. ale bez seksu, myślę że mogło by mnie zdradzić tylko to że za długo bym nie podziałał z racji braku doświadczenia a przy takim podnieceniu to 5 minut i po sprawie hahaha. Tak Angielskiego się uczę, codziennie 1,5 godziny, do tego godzinę programów CAD (Fusion360) po opanowaniu Fusiona przechodzę na SolidWorks oraz EdgeCAM, dodatkowo godzinę dziennie czytam książki techniczne w tej chwili "Obsługa i programowanie obrabiarek CNC oraz Rysunek techniczny dla mechaników - Tadeusz Lewandowski" w planach mam jeszcze Mieczysław Feld Podstawy projektowania procesów technologicznych typowych części maszyn. Tak że dziennie uczę się 3,5 godziny. Miałem jeszcze w planach naukę Niemieckiego.. ale chyba zrobiłbym sobie za duży młyn w głowie, a Angielski (dobry) to dzisiaj podstawa, według statystyk do poziomu B2 potrzeba 550-600 godzin lekcyjnych czyli rok nauki po 1,5h dziennie.. myślę że aktualnie jestem na poziomie A2/B1 (w teście wyszło mocne A2). Często brakuje mi dyscypliny, zamiast się uczyć to odpale jakąś grę albo film i siedzę nad tym pół dnia.. to zwykłe marnowanie czasu bo nie mam z tego żadnej korzyści, wiadomo że czasem trzeba się odprężyć, zrelaksować czy "zresetować" jak to mówią.. ale ja robię to zbyt często, chcąc osiągnąć w przyszłości dobre zarobki i mieć dobrą pracę muszę się bardziej przyłożyć.

    PS. Usłyszałem ostatnio kawał.. stoi kobieta na moście i planuje skoczyć, podchodzi do niej menel i pyta "Czy mógłbym panią przed skokiem przelecieć?" kobieta odpowiada ze złością "wykluczone!" na to facet - "To poczekam na dole"
  • gyubal_wahazar 06.09.19, 19:19
    3.5h codziennie w tym 1.5h angielskiego, to nie w kij dmuchał. Jeślibyś utrzymał to tempo, to po 2-3 latach klękajcie narody. Tylko musisz się zmusić do gadania, bo sama pasywna znajomość (wszystko prócz gadania), to mało. Najlepiej do kogoś, ale w ostateczności, odgrywaj jakieś symulowane scenki, np rozmowa o pracę, poznawanie kumpla, dziewczyny, tłumaczenie komuś jak ma znaleźć jakąś ulicę itd.

    Gdzieś jest site, który skupia ludzi z całego świata, którzy dobierają się w kilkuosobowe grupy i spotykają 1-2 razy w tygodniu na skajpie i gadają. Minus jest taki, że nie ma tam native'a, ale plus że jest to bezpłatne. Zgadzam się, że z niemieckim to byłoby już za dużo. Nie ma sensu przeginać i tak już bardzo dużo kujesz

    Jak spotkasz właściwą dziewczynę, pójdzie Ci jak z płatka. I im mniej się będziesz napinał, tym lepiej. Dziewczyny są na ogół znacznie bardziej stremowane, czy bez szatek będą wygladać atrakcyjnie wink Nie zapomnij więc (w trakcie lub potem ) wykrzesać jakiś komplement dla jej wdzięków

    PS Hehe niezły, ale nie ryzykuj z nim na 1-szej randce. Mój ulubiony (choć chyba też zbyt śmiały, jak na początek znajomości), to: przychodzi baba do lekarza, a lekarz mówi:
    - Pani się rozbiera
    - A gdzie mam położyć ubranie ?
    - Obok mojego

    --
    Śpieszmy się czytać oponentów, nim polecimy ich zakapować
  • kevinjohnmalcolm 09.09.19, 20:46
    dziwnetozycie napisał(a):

    > według statystyk do poziomu B2 potrzeba 550-600 godzin lekcyjnych czyli rok nauki po 1,5h dziennie..

    Nie patrz na statystyki, bo każdy ma inne zdolności i determinację. Nie patrz na poziomy, tylko zakuwaj język taki jaki jest. Masz wspaniałe narzędzie: internet. Nauka jest w tej chwili bajecznie prosta.

    I teraz najważniejsze: JAK się uczyć.
    Przeczytaj od deski do deski poniższą stronę:
    www.antimoon.com/
    Lata temu stosując podobną metodę (niestety trochę gorszą, to była moja własna inwencja), nauczyłem się angielskiego samodzielnie w domu tak dobrze, że gdy przyjechałem do Anglii mówiłem w tym języku zupełnie płynnie i nie miałem żadnych problemów ze swobodną rozmową na dowolny temat.
    Ta strona jest badzo obszerna, zawiera ogromną ilość treści, ale warto ją przeczytać w całości, nie pomijając żadnego wątku. Stworzyło ją dwóch studentów z Wrocławia, którzy ucząc się samodzielnie w ciągu 3 lat osiągnęli praktycznie poziom rodowitego Amerykanina. Imponujące!
    Aha, proponuję skupienie się na brytyjskim angielskim. Jest on dużo trudniejszy do zrozumienia niż amerykański, dlatego właśnie lepiej poświęcić mu więcej czasu. Dużym błędem niektórych jest ograniczanie się wyłącznie do amerykańskiej wymowy i takie osoby potem mają ogromny problem, gdy przyjadą do UK, nic wtedy nie rozumieją, wydaje im się że brytyjski to jeden wielki bełkot. W odwrotną stronę (znając brytyski wyjechać do USA) jest dużo łatwiej.
  • gyubal_wahazar 09.09.19, 22:50
    > Dużym błędem niektórych jest ograniczanie się wyłącznie do amerykańskiej wymowy i takie osoby potem mają ogromny problem, gdy przyjadą do UK, nic wtedy nie rozumieją, wydaje im się że brytyjski to jeden wielki bełkot

    Jakbyś mnie w akcji widział, hehe smile Miałem za sobą ileś lat pracy z Amerykanami i bez problemu się dogadywałem (nawet z tymi z Luizjany), a gdy trafiłem do Londynu - kompletna, czarna dupa. Dzień po dniu musiałem niemal walczyć o życie, by się połapać, o czym te fajfokloki tokują.

    Do dziś pamiętam, jak ze 3 dni mi zabrało połapanie się, że te ich 'khaah' to swojski 'car'. Gdzieś po 2-3 tygodniach coś z grubsza zacząłem kojarzyć, ale do płynności i tak mi było daleko.

    > Dużym błędem niektórych jest ograniczanie się wyłącznie do amerykańskiej wymowy i takie osoby potem mają ogromny problem, gdy przyjadą do UK

    Na moje, to nie jest takie jednoznaczne, bo póki nie pojedzie się do UK, zdecydowanie częściej będziej się gadało z non-native'ami, a ci z powodów pop-kulturowych w znacznej wiekszości mają akcent zbliżony do amerykańskiego.

    To raz, a dwa, spotkałem się i to kilka razy z lekkim co prawda, ale zawsze dowcipkowaniem z angielskiego akcentu, jako cechującego gości odrobinę snobujących się, na bycie kimś lepszym ('posh').

    W każdym razie, po mojemu, akcent oczywiście ma znaczenie, ale jego doszlifowanie, to ostatnie 5% nauki języka. Zdecydowanie najważniejsze, to opanować go na poziomie swobodnej rozmowy, nawet z okazjonalnymi błędami, bo zdecydowana większość mówiących po angielsku to non-natives, którzy sami mniej lub bardziej kaleczą, więc mogą nawet nie wychwycić Twoich błędów

    A na koniec, kolejna angielska pieśń z tyleż urzekającym, co intrygującym tekstem:
    www.youtube.com/watch?v=I9MZNEXrElw

    --
    Śpieszmy się czytać oponentów, nim polecimy ich zakapować
  • kevinjohnmalcolm 10.09.19, 00:05
    gyubal_wahazar napisał:

    > póki nie pojedzie się do UK, zdecydowanie częściej będziej się gadało z non-native'ami,
    > a ci z powodów pop-kulturowych w znacznej wiekszości mają akcent zbliżony do amerykańskiego.

    Tylko że rozmowa w Polsce to najwyżej 5% nauki. Mając dostęp do internetu można przez wiele godzin dziennie słuchać brytyjskiego radia, oglądać brytyjskie programy (polecam BBC). I to polecam robić - codziennie aż do znudzenia słuchać rodowitych Anglików, aż akcent i brzmienie poszczególnych słów tak wryje się w pamięć, że już nie będzie się potrafiło inaczej samemu powiedzieć, nie da się wtedy mieć złego akcentu. Zresztą na stronie Antimoon opisano to następująco:

    The brain produces sentences based on the sentences it has seen or heard (input). So the way to improve is to feed your brain with a lot of input — correct and understandable sentences (written or spoken). Before you can start speaking and writing in a foreign language, your brain must get enough correct sentences in that language.
    Output (speaking and writing) is less important. It is not the way to improve your language skills. In fact, you should remember that you can damage your English through early and careless output.
    You don’t need grammar rules. You learned your first language without studying tenses or prepositions. You can learn a foreign language in that way, too.


    Czyli, tłumacząc na nasze, mówienie odgrywa niewielką rolę w doskonaleniu języka, najważniejsze jest SŁUCHANIE i CZYTANIE. Jeżeli przez lata będziemy słuchać i czytać pięknego, poprawnego języka, to gdy w końcu zaczniemy mówić, będziemy mówić poprawnie, bo niczego innego nie będziemy znali.

    Zresztą przeczytajcie sobie tę stronę w całości (zabawa na kilka wieczorów). Ta metoda naprawdę działa, jestem jej chodzącym przykładem.
  • kevinjohnmalcolm 10.09.19, 00:34
    gyubal_wahazar napisał:

    > Zdecydowanie najważniejsze, to opanować go na poziomie swobodnej rozmowy,
    > nawet z okazjonalnymi błędami

    Właśnie NIE!!!
    Mówienie byle jak aby mówić utrwala złe nawyki, które później będzie nieprawdopodobnie trudno wyplenić. Goście z Antimoon zdecydowanie polecają zasadę:
    "Nie wypowiedzieć ani słowa, dopóki się nie jest w 100% pewien, że zdanie które chcemy powiedzieć jest poprawne."
    W ten sposób na początku przez długi okres praktycznie nic nie mówimy, potem ostrożnie, prostymi zdaniami, a po paru latach możemy porozmawiać na dowolny temat i mówimy poprawnie i bez błędów. Osoby które od początku próbowały mówić nie zważając na to czy mówią poprawnie, 10 lat później nadal mówią byle jak, trudno je zrozumieć.
    Uwierz mi, trochę czasu mieszkam w Anglii i miałem niezliczoną ilość okazji do obserowania u Polaków jak dany sposób nauki wpływa długofalowo na umiejętności.


    > W każdym razie, po mojemu, akcent oczywiście ma znaczenie,
    > ale jego doszlifowanie, to ostatnie 5% nauki języka.

    I znowu BŁĄD!
    Od razu trzeba się uczyć wymawiać każde słowo poprawnie. Wyuczony zły akcent potem bardoz trudno wyplenić. Koszmarnie trudno! Mi wyprostowanie kilku słów, które się na początku źle nauczyłem, zajęło lata! Koniecznie należy sprawdzić wymowę KAŻDEGO słowa (jest internet, to zaledwie kilka kliknięć), bo jest mnóstwo pułapek - słów które wymawia się inaczej niż by się wydawało.

    Dla rodowitych Brytyjczyków (Amerykanów, Kanadyjczyków, itd.) akcent z jakim dana osoba mówi jest znacznie ważniejszy od tego czy ta osoba ma bogate słownictwo i czy zna wszelkie reguły gramatyczne. Wiele razy spotykałem Polaków narzekających, że "ci Angole nie rozumieją po angielsku", bo powiedzieli coś do nich, a oni nie zrozumieli. Polacy powiedzieli to samo jeszcze kilka razy. W końcu Anglicy zaskoczyli i... powiedzieli dokładnie to samo. Otóż nie - to nie było to samo. Inny był akcent. Odkryłem to po latach, gdy mój mózg zaczął pracować podobnie do mózgów Anglików. Mamy w głowie zakodowany rytm danego słowa. Nie tylko kolejne głoski, ale także rytm, czyli akcent. Polacy tego nie czują, bo w naszym języku akcent jest praktycznie stały - na przedostatnią sylabę. Tymczasem jeżeli znamy perfekcyjnie angielski, to gdy usłyszymy te same dźwięki, ale z innym rytmem, mózg nie będzie potrafił ich dopasować do wzorca, który do dzieciństwa lub przynajmniej wielu lat był tam przechowywany i zawsze pasował. Mózg nie zarejestruje korelacji i słowo zostanie zignorowane. Wystarczy to samo słowo powtórzyć z właściwym rytmem i mózg natychmiast je wychwyci. Uwierzcie mi, słuchanie osoby, która niby płynnie mówi po angielsku, ale ma zły akcent, to TORTURA. Nie przesadzam, to czasem aż boli.
    Dlatego szlifowanie akcentu powinno się zacząć na samym początku, równolegle z wszystkimi innymi aspektami języka. Akcent jest o wiele ważniejszy niż się praktycznie wszystkim uczącym wydaje.
  • dziwnetozycie 09.09.19, 22:54
    kevinjohnmalcolm napisał:
    > I teraz najważniejsze: JAK się uczyć.
    > Przeczytaj od deski do deski poniższą stronę:
    > www.antimoon.com/
    > Lata temu stosując podobną metodę (niestety trochę gorszą, to była moja własna
    > inwencja), nauczyłem się angielskiego samodzielnie w domu tak dobrze, że gdy pr
    > zyjechałem do Anglii mówiłem w tym języku zupełnie płynnie i nie miałem żadnych
    > problemów ze swobodną rozmową na dowolny temat.
    > Ta strona jest badzo obszerna, zawiera ogromną ilość treści, ale warto ją przec
    > zytać w całości, nie pomijając żadnego wątku. Stworzyło ją dwóch studentów z W
    > rocławia, którzy ucząc się samodzielnie w ciągu 3 lat osiągnęli praktycznie poz
    > iom rodowitego Amerykanina. Imponujące!
    > Aha, proponuję skupienie się na brytyjskim angielskim. Jest on dużo trudniejsz
    > y do zrozumienia niż amerykański, dlatego właśnie lepiej poświęcić mu więcej cz
    > asu. Dużym błędem niektórych jest ograniczanie się wyłącznie do amerykańskiej
    > wymowy i takie osoby potem mają ogromny problem, gdy przyjadą do UK, nic wtedy
    > nie rozumieją, wydaje im się że brytyjski to jeden wielki bełkot. W odwrotną s
    > tronę (znając brytyski wyjechać do USA) jest dużo łatwiej.


    Dzięki Kevin, ile godzin dziennie poświęcałeś na naukę? i przez jak długi okres czasu ?
  • kevinjohnmalcolm 09.09.19, 23:52
    dziwnetozycie napisał(a):

    > ile godzin dziennie poświęcałeś na naukę?

    Nie liczy się ilość, tylko jakość. W okresie ostrego kucia zapamiętywałem minimum 30 słów dziennie, a czasam dobijałem nawet do 50. Zapamiętywałem skutecznie - każde słowo było zapisane w zeszycie i później wielokrotnie sprawdzone. Jednego dnia uczyłem się pół godziny, innego 3 godziny - różnie, w zależności od weny (jak była dobra, to siedziałem do późnej nocy). Uwaga: uczyłem się CODZIENNIE. Bez wyjątków. Ani jednego dnia laby.


    > przez jak długi okres czasu ?

    Uczę się całe życie, ale 75% tego co umiem nauczyłem się w 4 lata.
  • kevinjohnmalcolm 10.09.19, 01:00
    kevinjohnmalcolm napisał:

    > Jednego dnia uczyłem się pół godziny, innego 3 godziny

    Aha, miałem na myśli czystą naukę, czyli KUCIE ze słownikiem w ręku.
    Nie wliczam w to czytania książek po angielsku, słuchania radia, oglądania filmów czy telewizji, itd. Gdyby to wszystko zsumować, to w najgorętszym okresie poświęcałem 4-5 godzin dziennie na angielski. Całe szczęście że w tamtych latach mój mózg potrzebował jedynie 5-6 godzin snu, inaczej doby by nie starczyło...
  • gyubal_wahazar 06.09.19, 18:59
    PS Jeszcze jeden sposób na uprzyjemnienie sobie nauki angielskiego. Na pewno masz ileś ulubionyvh angielskojęzycznych kawałków. Odszukaj je na tubie dodając na końcu 'lyrics' i bardzo często dostaniesz wersję z tekstem. Jeśli taka się nie znajdzie, to to samo wbij do gugla i wtedy już na 100% znajdziesz słowa.

    Wydrukuj je sobie i jak gdziesz dłużej idzisz, nuć je sobie pod nosem. Rozwiniesz słownictwo, fonetykę i złapiesz prawidłowy akcent. Możesz zacząć np od 'Sound of silence' Simona i Garfunkla - fajne, dość ambitne słowa i aranż pozwalający je dokładnie słyszeć. Trudno chyba o przyjemniejszą formę nauki języka. No chyba, że od jakiej nadobnej niewiasty wink

    www.youtube.com/watch?v=RZYpzXjdtwg ('sound of silence lyrics')

    Póki nie zobaczyłem słów, myślałem, że w 1 linijce jest 'witaj Ciemnościu, łagodna (mild) przyjaciółko' wink

    --
    Śpieszmy się czytać oponentów, nim polecimy ich zakapować
  • dziwnetozycie 06.09.19, 19:15
    O to też jest dobry sposób, wypróbuję smile chyba odpisaliśmy w tym samym momencie bo jedna moja wiadomość jest jeszcze wyżej.
  • gyubal_wahazar 06.09.19, 19:24
    Pewnie tak smile I jeszcze jedno. Jeśli teraz, bez doświadczenia i języka, mógłbyś u naszych germańskich braci wyciągnąć 10k złych, to mając +- 2 lata doświadczenia, lekko licząc o połowę więcej. Ale pracując te 2 lata u niemieckiego pracodawcy, dostałbyś max 20-25% podwyżki. Dlatego nie warto zbyt wcześnie się sprzedawać

    --
    Śpieszmy się czytać oponentów, nim polecimy ich zakapować
  • dziwnetozycie 06.09.19, 19:32
    Tak, mam kilka ofert pracy.. które polegają generalnie na wkładaniu detali do obróbki, wyciąganiu ich po tym jak maszyna skończy pracę, mierzenie suwmiarką, delikatne nanoszenie korekt jeżeli wymiar ucieka (normalna sprawa przy tępieniu się narzędzia czy drganiach maszyny), bazowanie elementów i mierzenie narzędzi - temat generalnie nie jest trudny, i za to 10k złotych. Bez programowania maszyny, bez znajomości Niemieckiego, bez znajomości programów CAD/CAM. Kiedyś taki chłopak z Niemiec pisał że u nich w firmie operator 10/12 tysięcy, a programista nawet 2 razy więcej.. praca programisty to coś do czego dążę z racji tego że operatora jest łatwo zastąpić, wystarczy takiego chłopaka poduczyć miesiąc dwa i to wystarczy.. a obsługa programów cad+cam+wiedza z zakresu mechaniki, rysunku technicznego, doświadczenie.. to coś co jest unikatowe i takich ludzi zastąpić jest ciężko. To co mnie jeszcze bardziej motywuje do rozwijania się w tym to to że operatorów CNC (co powiedział mi mój kierownik na kursie) za 10-15 lat nikt nie będzie potrzebował bo taką pracę będzie wykonywać ramię robota, pozostaną programiści którzy będą pisać programy na te obrabiane elementy, tak jak na tym filmie www.youtube.com/watch?v=36nTDephy2w

    PS wydaje mi się że jesteś dojrzałym, starszym człowiekiem który w życiu dużo widział, daje Ci +/- 40 lat, trafiłem? smile
  • gyubal_wahazar 06.09.19, 21:13
    Prace które opisujesz słusznie sam oceniasz jako bardzo podstawowe i skazane na wymarcie. Nie mówiąc o tym, że po paru tygodniach czy miesiącach umarłbyś z nudów, bo daje się wyczuć, że masz spory potencjał i nie chcesz go zmarnować.

    Jeśli polubisz programowanie, to po paru latach, gdy do perfekcji opanujesz G-code'a, możesz sięgnąć po któryś z języków AutoCADa, np C++, AutoLispa, coś z .Neta albo choćby VBA. A to (szczególnie C++ lub C#) otworzy Ci drzwi do niemal każdej innej dziedziny programowania i jeszcze lepszych perspektyw.

    Dlatego absolutnie nie frasuj się brakiem studiów. Bardzo niewiele jest sensownych kierunków, a w związku z tym ich rynkowa wartość też nie jest zbyt wysoka. Gdybym dziś robił maturę, do głowy by mi nie przyszły żadne studia, a kodowania uczyłbym się sam z neta.

    Zresztą z różnych statystyk wychodzi, że ok 60% programistów, to samoucy-pasjonaci. Z miejsc w których pracowałem, na nikim żadne studia, kursy ani certyfikaty nie robiły wrażenia, bo i tak w trakcie gadek w kuchni słychać było, kto się naprawdę orientuje, a kto chojrakuje

    PS Z grubsza zgadłeś wink


    --
    Śpieszmy się czytać oponentów, nim polecimy ich zakapować
  • gyubal_wahazar 06.09.19, 21:22
    > Bardzo niewiele jest sensownych kierunków, a w związku z tym ich rynkowa wartość też nie jest zbyt wysoka

    Korekta. Powinno być:
    Bardzo niewiele jest sensownych kierunków, a w związku z tym, _wartość rynkowa średniego kierunku studiów_, też nie jest zbyt wysoka

    --
    Śpieszmy się czytać oponentów, nim polecimy ich zakapować
  • dziwnetozycie 06.09.19, 21:52
    To samo usłyszałem od programistów (IT) - "Większość z nas to samoucy z pasją, i większość z nas umiera z nudów na wykładach bo to o czym oni mówią nie ma w ogóle przełożenia w rzeczywistości, a studia są nam potrzebne tylko i wyłącznie do pięcia się wyżej w hierarchii korpo" chociaż.. kandydat nawet z wykształceniem podstawowym gdy będzie miał bogate CV dostanie się pewnie wszędzie. Ciekawe czy osoba która nie miała nigdy styczności z informatyką może się przebranżowić i stać się programistą w wieku np 35 lat, bo czytałem że są to lata nauki.
  • dziwnetozycie 06.09.19, 21:52
    I dodatkowo często ludzie mówią że studia informatyczne to taka furtka.. po średniej mało kto chce Cię zaprosić na rozmowę chyba że masz bardzo bogate CV.
  • gyubal_wahazar 06.09.19, 22:32
    To chyba żyję w ktorymś z równoległych matriksów, bo z tego co słyszę, #1 a potem długo, długo nic, to lata doświadczenia. Ale ok, w przypadku 1-szej pracy może faktycznie studia wyglądają lepiej niż średnia.

    Ale w takim wypadku, warto mieć ze 3-4 mocne własne projekty w portfolio i kolejnych kilka open-sourcowych (robionych jako woluntaria, za to z zawodowcami). Wolałbym takiego kandydata, od świeżego absolwenta studiów informatycznych.

    Nie mówiąc o tym, że ssanie na rynku jest takie (a stawki w PL kilkukrotnie niższe niż na Zachodzie, o US nawet nie wspominając), że robotę znajdą obaj, tylko ten lepszy w miesiąc, a gorszy w kilka

    PS Łap jeszcze jeden fajny kawałek z tekstem. Tym razem o van Goghu. Ten to dopiero miał całe życie pod górkę. Poczytaj jego życiorys jeśli chcesz, a zobaczysz, że Twoje przejścia nie były jeszcze takie najgorsze wink

    www.youtube.com/watch?v=oxHnRfhDmrk
    --
    Śpieszmy się czytać oponentów, nim polecimy ich zakapować
  • gyubal_wahazar 06.09.19, 22:21
    > Ciekawe czy osoba która nie miała nigdy styczności z informatyką może się przebranżowić i stać się programistą w wieku np 35 lat,

    Jedyne istotne pytanie, to czy kogoś to pasjonuje. Bo jeśli nie, to na dłuższą metę będzie się męczył i ucieknie w końcu na jakiegoś menago, scrum majstra czy szkoleniowca. Jeśli jednak to prawdziwa pasja, to nie ma ani limitu wiekowego ani papierkowego (studia).

    Sensownych pracodawców kompletnie nie interesuje, co kandydat kończył. Ci zaś, którzy piszą w ogłoszeniu o wymaganych studiach, sami się ośmieszają, dowodząc że takie nazwiska, jak Jobs czy Gates, nic im nie mówią (żaden nie skończył studiów). A przecież godzina czy dwie porządnej interwiuchy z kimś kto koduje i gołym okiem widać, co kandydat sobą prezentuje.

    Dlatego, jeśli na rozmowie o pracę spotkasz się z wybrzydzaniem na Twój wiek, czy brak studiów, to odrzuć ich nim nawet oni zdążą odrzucić Ciebie, bo nie warto marnować życia, pracując z głupkami. Końcowemu klientowi bowiem, jest doskonale obojetne, czy działający kod za który zapłacił, stworzył potrójny noblista z MIT, czy może 8-letni kajtuś, z szałasu w Laosie

    > bo czytałem że są to lata nauki

    Nauki jest na całe życie, ale by wystartować jako junior, wystarczy pokodować hobbistycznie jakieś +- 2 lata, więc spokojnie jest to do wykonania, a reszty i tak się człek uczy w robocie

    --
    Śpieszmy się czytać oponentów, nim polecimy ich zakapować
  • dziwnetozycie 06.09.19, 22:51
    Właśnie zabieram się za czytanie historii Van Gogha. Masz może gg? miło mi się z Tobą rozmawia, od czasu do czasu moglibyśmy wymienić kilka wiadomości, oto mój numer: 69109902 chyba że pozostaniemy tutaj smile
  • gyubal_wahazar 06.09.19, 23:17
    Mam tylko maila (staroświecki jestemwink: nabu1312@gmail.com, poza tym dość często tu zaglądam

    --
    Śpieszmy się czytać oponentów, nim polecimy ich zakapować
  • dziwnetozycie 06.09.19, 23:35
    A że tak z ciekawości zapytam, pracowałeś na CNC albo w branży pokrewnej? bo widzę że wiesz o co w tym chodzi smile
  • gyubal_wahazar 07.09.19, 19:17
    Nie, nigdy, ale znałem kiedyś chłopaka, który się tym pasjonował

    --
    Śpieszmy się czytać oponentów, nim polecimy ich zakapować
  • dziwnetozycie 08.09.19, 18:19
    Coraz częściej spotykam się z tekstami, wypowiedziami i to KOBIET a nie facetów które mówią że facet z kasą jest dużo bardziej pociągający niż facet który zarabia średnią krajową. Mówią o tym że pieniądze to najsilniejszy afrodyzjak i chcą dla siebie i dzieci wybrać jak najlepszego faceta który utrzyma całą rodzinę i zapewni im stabilizacje. Oto kilka wpisów które dzisiaj przeczytałem.

    "Oczywiście, że są kobiety, dla których kasa to absolutny priorytet i nie są to fajne partnerki do życia, ale też nie można się dziwić gdy kobieta chcąc założyć rodzinę, spośród dwóch podobnych mężczyzn wybierze bardziej zamożnego, zamiast biedaka. Zasobność portfela też w sporej mierze świadczy o charakterze mężczyzny."

    "Kobiety nie są materialistkami, tylko coraz wiecej jest leniwych i niezaradnych facetów, stad szukają zaradnych życiowo i bogatych, aby zapewnić rodzinie poczucie bezpieczeństwa...."

    "A czym niby facet ma się wyróżniać i imponować kobiecie, tym że w gaciach ma 25 cm, czy sześciopakiem? Rozsądna kobieta lubi facetów zaradnych, dowcipnych, inteligentnych, którzy zapewnią jej i jej dzieciom stabilizację życiową, a o tym świadczy status finansowy mężczyzny"

    To jak obecnie zachowują się kobiety to jest jakaś totalna porażka, tylko kasa.. ważne żebyś miał $$, mieszkanie, samochód reszta się nie liczy.. coraz więcej jest takich kobiet. Czasami mi się wydaje że każdą kobietę mógłbym kupić mając pieniądze, to jest straszne, brzmi jak sponsoring. Maleńczuk kiedyś rzucił hasłem "Każda żona to ku.... tyle że droższa". Wydaje mi się że dzisiejsze kobiety są totalnie inne od kobiet z rocznika 70/80.

  • roman_to_ja 08.09.19, 21:45
    dziwnetozycie napisał(a): > To jak obecnie zachowują się kobiety to jest jakaś totalna porażka, tylko kasa.

    Myślisz?
    Kobieety od zawsze były uzależnione w 100% od męża. Nie miały swoich pieniędzy, byly zdane na faceta, jego status wyznaczał ich status. Trudno się dziwić, że status materialny kandydata na partnera i ojca był tak ważny. Od tego zależao wszystko. Moim zdaniem to się teraz wlaśnie powoli zmienia.Bo kobieta w krajach rozwinietych (zostawmy na boku kraje muzułmańskie) może bez problemu sama funkcjonować, decydować o swoim losie, często odnosić sukcesy, także materialne. Więc wiele kobiet obecnie nie musi sie kierować kwestiami materialnymi. Co oczywiscie nie znaczy, że nie będą rozgladać się raczej w co najmniej swojej lidze lub lidze nieco wyższej. A jesli w lidze niższej, to wieksze szanse ma facet mający ze względu na jakieś walory (inteligencja, talent, zaradność itp.) duże szanse progresu.
    Na miejscu kobiety też bym się raczej nie wiązał z gościem, który nie potrafi zarobić na życie. Ja widuję wiele bardzo fajnych mlodych par, które się z sobą wiążą, widać, że się kochają, zaczynają od jednego poziomu, nie patrzą, kto ma więcej, a kto mniej. Niedawno obok mnie własnie tacy kupili sobie mieszkanie i aż miło się na nich patrzy. Nie sądzę, że gdybyś do niej przyjechał astonem martinem i zaoferował wyjazd na Malediwy, to ona by się dała kupić. Obok mam inną rodzinę - ona zasuwa chyba na 2 etatach (i trzeci w domu), on w zasadzie myśli tylko o tym, żeby na piwo z kolegami wyskoczyć, zarabia 1/3 tego, co ona, ma wieczne pretensje. Na jej miejscu już dawno bym go pogonił.
    Nie generalizuj. Ludzie (w tym kobiety) są różni smile
  • bunt_jest_moim_obowiazkiem 09.09.19, 14:08
    Jeszcze inna kwestia. Kobiety samodzielne finansowo coraz częściej trafiają na facetów, którzy chcą czerpać z ich "zasobów"...
    Pół biedy, gdy pan świadomie stara się w inny sposób wyrównać kwestie równowagi brania i dawania w związku... niestety coraz częściej to jest zwykle wykorzystywanie słabszej psychicznie/emocjonalnie strony.
    Z moich doświadczeń wynika, że na kasę lecą nie tylko kobiety, ale coraz więcej panów, którzy w tym upatrują sposobu na "umoszczenie sobie" życia.

    --
    Jestem tu tylko Alicją. Tak naprawdę nie jestem prawdziwa. Jak się nagle pojawiłam, tak nagle zniknę, nie zaburzając równowagi przy stole.
  • turma.mortis 09.09.19, 14:57
    no i sorry ale...
    tu pierdolisz jak potłuczona heh
    zainteresowany nie będzie adonisem a adonis za gratis się nie zainteresuje więc...
    pół biedy to pogodzić się samemu ze sobą a potem
    szukać charakteru nie walorów fizycznych czy majątkowych

    co do kobiet tych samodzielnych...
    to co im po samodzielności jak... heh chyba kumasz
    tylko jaka obraza majestatu musi być gdy przysłowiowy upatrzony pan hmmm
    z żadnych "zasobów" nie chce zaczerpnąć wink

    z takimi probami to aż cud że życie wciąż trwa i przeludnienie jest heh
    a to tylko patole dymają i płodzą za 500+ tongue_out

    a p.s.
    arkusz kalkulacyjny z brania i dawania dodajesz w załączniku?

    --
    mam jak mam heh
  • obrotowy 08.09.19, 21:54
    dziwnetozycie napisał(a):
    > Coraz częściej spotykam się z tekstami, wypowiedziami i to KOBIET a nie facetów
    > które mówią że facet z kasą jest dużo bardziej pociągający niż facet który zar
    > abia średnią krajową. Mówią o tym że pieniądze to najsilniejszy afrodyzjak i ch
    > cą dla siebie i dzieci wybrać jak najlepszego faceta który utrzyma całą rodzinę
    > i zapewni im stabilizacje.


    zawsze tak bylo, hloopcze.
    w calej ludzkiej historii.
    - tylko kiedys nie wypadalo o tym wprost mowic.

    (Socjalizm - ktory uwolnil ludzi od przymusu ekonomicznego - byl wyjatkiem w historii)
  • roman_to_ja 08.09.19, 22:06
    obrotowy napisał:

    > zawsze tak bylo, hloopcze.
    > w calej ludzkiej historii.
    > - tylko kiedys nie wypadalo o tym wprost mowic.

    Pewnie że zawsze tak bylo. Ale mówiło się o tym wprost bardziej niż teraz. Zdecydowana wiekszość małzeństw była uzgdaniana pod kątem finansowym przez rodziny, targowano się ostro. Może to wynikalo też z tego, że do początku XX w. kobieta nie miała takich jak dzis praw cywilnych. Po wyjściu za mąż jej majatek stawał się formalnie majatkiem męża i ona nie miała nic do gadania. Żeby to np. sprzedać, nie musiał żony do rejenta przywozić. Sam decydował.
  • dziwnetozycie 08.09.19, 22:25
    Czyli po części związek małżeński to jest instytucja, coś co poprawia status materialny kobiety i jej byt - kobieta wybierając faceta wybiera bogatszego, nie kieruje się sercem i uczuciami a rozsądkiem "ten zapewni Ci lepsze życie" to jest po części przykre. Ja rozumiem że z miłości się nie wyżyje, ale nie mówię tu o skrajnych przypadkach gdzie facet zarabia 1300 złotych i nie stać go nawet na wynajem pokoju a co dopiero na utrzymanie rodziny, ale dużo osób w Polsce zarabia 3-4 tysiące złotych netto.. a nawet bardzo dużo.
  • roman_to_ja 08.09.19, 22:56
    dziwnetozycie napisał(a):

    > Czyli po części związek małżeński to jest instytucja, coś co poprawia status ma
    > terialny kobiety i jej byt - kobieta wybierając faceta wybiera bogatszego, nie
    > kieruje się sercem i uczuciami a rozsądkiem "ten zapewni Ci lepsze życie"

    Niezupełnie smile. Chociaż pewnie tak też bywa
    Kiedyś związek malzeński był czymś w rodzaju kontraktu miedzy rodzinami, mającego stworzyć nowa rodzinę, wydać potomstwo itp. Miłość nie miała wiekszego znaczenia - jesli była to dobrze. To znaczy jesli młodzi mieli się ku sobie, a rodziny się dogadaly, to było małżeństwo. Ale często była milość do kogoś innego, a małzeństwo z innym. Często wydawano dziewczynę za kogoś, kogo ona nawet nie za bardzo lubiła. Niewiele miała do powiedzenia.
    Dziś najczęściej ludzie się sami dobierają. Kobiety nie zawsze wybieraja bogatszego (z pewnością znasz takie przypadki) i nie zawsze poprawiają swój status, a przynajmniej nie to jest ich glównym celem. Ale nie da się ukryć, że ludzie z reguły raczej dobierają się w ramach swojego szeroko rozumianego statusu - wykształcenia, poziomu życia itp. Na pewno jest wiele przypadków małżeństwa wylącznie dla kasy (ze strony mężczyzn też), ale nie sądzę, żeby zbyt często wybierano mężą/żonę wyłacznie pod kątem majątkowym. Ale małżeństwo to instytucja zaprojktowana na dlugie lata (nie zawsze się to udaje zrealizować), więc różne względy (także majatkowe) są (i słusznie) brane pod uwagę.


  • gyubal_wahazar 08.09.19, 22:59
    2 sprawy:

    1) Przyczyna #1 rozwodów ? Małżeństwa. W praktyce niemal żadne korzyści, za to gehenna przy rozstaniu. Jedyni którzy na nim zyskują, to prawnicy.

    2) Od paru lat, panie zarabiają prawie tyle samo co panowie (wg różnych statystyk, na tym samym stanowisku 15-20% mniej), więc nie ma żadnego powodu, by oczekiwały, że to facet będzie lokomotywą finansową.

    Gorzkie żale na interesowność niektórych dam nie mają moim skromnym większego sensu, bo nikt nikogo nie zmusza by się z taką gold-digger wiązać.

    --
    Śpieszmy się czytać oponentów, nim polecimy ich zakapować
  • roman_to_ja 09.09.19, 00:18
    Przed laty, gdy brałem ślub byłem biedniejszy niz mysz koscielna. Pamiętam, że idąc na radkę pożyczałem od kumpla za duże na mnie buty, bo moje jedyne nie były zbyt wyjsśiowe. Moja późniejsza żona była bogata z domu - będąc studentka miala samochód, małe mieszkanie, spotykała się z facetem, którego było stać, by zabrać ją na weekend a to do Sopotu, a to do Zakpanego i wydać na to tyle ile moja matka pewnie zarabiala przez miesiąc. Uważałem to wtedy za nieosiagalny szczyt ekstrawagancji i rozrzutności.
    Ale nie jęczalem, że biednych kobiety nie chcą. Musiała widzieć we mnie jakiś potencjał, skoro zerwała z tamtym gościem i zaczęliśmy się spotykać. Z finansowego punktu widzenia miała nosa, bo kilka lat poźniej tamtego gościa ojciec odciął od kasy i wyrzucił z domu (przyłapał go w łóżku ze swoją bardzo młodą żoną) i koleś przez wiele lat pracował jako kelner w jednej z warszawskich knajp, ostro też popijając (kiedyś zaplaciłem za jego odtruwanie) aż w końcu gdzieś się rozpłynął.
    Czyli - różnie bywa. Ale nie ma co jęczeć, że dla kobiet liczy sie tylko kasa. Trzeba albo szukać takich, dla których kasa nie jest nawjważniejsza, albo wziąć się do roboty i dużo zarabiać smile
  • obrotowy 09.09.19, 15:38
    dziwnetozycie napisał(a):
    > Czyli po części związek małżeński to jest instytucja, coś co poprawia status ma
    > terialny kobiety i jej byt - kobieta wybierając faceta wybiera bogatszego, nie
    > kieruje się sercem i uczuciami a rozsądkiem "ten zapewni Ci lepsze życie"...


    malzenstwo - a prawa spoleczne - przypomne Ci zasady nauk spolecznych:

    w naukach scislych prawa obowiazuja BEZWZGLEDNIE - tzn: 2 x 2 , czy 2 + 2 = (zawsze ) 4

    w naukach spolecznych prawa obowiazuja WZGLEDNIE.

    tzn. obowiazuja zawsze, ale realizuja sie w najczestszej liczbie przypadkow - ale nie zawsze.

    pozostan zatem z nadzieja:

    - kobieta dazy poprzez malzenstwo do poprawy, a nie pogorszenia swojego bytu.

    ale w wiekszosci sytuacji - a nie zawsze.

    tzn. (prawie) kazda moze sie czasem zakochac i porzucic swoje cele materialno-prokreacyjne
    na korzysc oczarowania smile))


  • kevinjohnmalcolm 09.09.19, 20:27
    Kobiety są różne.
    Są takie, dla których kasa to absolutny priorytet, są takie dla których niby to nie priorytet, ale jednak ma spore znaczenie (chyba większość), a także takie, które zbytnio nie patrzą na zarobki faceta, bo bardziej dla nich się liczą inne cechy. Nie można generalizować.
    Znam osobiście dziewczyny, które mając do wyboru kilku kręcących się wokół nich przyzwoitych i nieźle zarabiających facetów (2-, 3-, lub nawet 4-krotna średnia krajowa), wybrały ledwo ciągnącego ćpuna, alkoholika, lub jakąś kompletną pierdołę. Nikt ze znajomych nie potrafi pojąć co one w takich indywiduach widziały. Nie ma reguły.

    Jeszcze raz powtórzę to co wcześniej pisałem - nie skupiaj się na wszystkich dziewczynach! Ogromna większość jest nie z Twojej bajki, więc sobie nimi nie zawracaj głowy. Szukaj takiej, z którą znajdziesz wspólny język i priorytety w życiu.
  • tapatik 09.09.19, 06:54
    dziwnetozycie napisał(a):

    > Żałuje tylko jednego.. że tak późno wziąłem się za to wszystko.

    Lepiej późno niż wcale.
    Czasem potrzebujemy kopa, aby zmienić życie.

    --
    Pieniądze nie zmieniają człowieka.
    Pieniądze pozwalają mu być sobą.
  • po-ranna-kawa 09.09.19, 12:52
    Ale na koniec okazało się, że może wszystko nie ma sensu, skoro kobiety są takie złe, cyniczne i interesowne, lecą wyłącznie na kasę ,więc i tak rzucą wszystko i polecą za bogatym, bo chcą się tylko nachapać, a porywy serca mają za nic wink

  • dziwnetozycie 09.09.19, 13:09
    Wiem że to ironia, ale nie do końca tak jest. Po prostu gdybym żył w przeświadczeniu że kobieta z którą jestem nawet by na mnie nie spojrzała gdybym to pracy jeździł rowerem i zarabiał 2500 netto - to nawet bym na taką nie splunął.. nawet gdyby wyglądała jak Angelina Jolie - bo ładnych kobiet na seks jest pełno, i kosztuje to śmieszne 200 złotych za godzinę, niektóre z nich mają ciała modelek. To nie problem z taką uprawiać seks, każdy dzisiaj może to zrobić i pochwalić się że bzyknął laske 9/10. Problem jest w tym że kobieta ma być żoną i partnerką powinna być uczciwa i być w miarę inteligentna, zaradna. Jeżeli jej kryteria wyboru faceta to głównie "Ile ma kasy" to to nie jest kobieta, a z zwykła kur**. Dlaczego jakiś facet ma utrzymywać kobietę w dzisiejszym świecie? bo ma dziurkę między nogami? dziwki też ją mają. Albo ktoś się wiąże ze sobą "na całe życie" i próbuje przez to życie przejść razem, i jedna i druga strona daje tyle ile może.. albo facet robi za bankomat a jego śliczna żonka maluje sobie paznokcie w domu robi obiad. Przeraża mnie ilość zdesperowanych facetów którzy są wstanie dla kobiety zrobić wszystko to czego ona sobie zapragnie. Mam tutaj na osiedlu wiele takich par, dzieci po 10 lat, a żonka na 500+ nie rusza się nawet z domu. Facet po 10 godzin codziennie tyra na kredyty, rachunki i jedzenie. Chore.
  • bunt_jest_moim_obowiazkiem 09.09.19, 14:16
    O. A ja mam dokładnie odwrotne spostrzeżenia... kupę leni, obiboków "wiszących" na swoich żonach... I całkiem spora masa panów szukających fuchy utrzymanka...tongue_out
    Jak zwykle punkt widzenia zależy od perspektywy.

    --
    Jestem tu tylko Alicją. Tak naprawdę nie jestem prawdziwa. Jak się nagle pojawiłam, tak nagle zniknę, nie zaburzając równowagi przy stole.
  • obrotowy 09.09.19, 15:44
    bunt_jest_moim_obowiazkiem napisała:
    > Jak zwykle punkt widzenia zależy od perspektywy.


    NIE smile - popraw sie.

    punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia smile

    a dopiero ten punkt daje perspektywe.
  • bunt_jest_moim_obowiazkiem 09.09.19, 21:03
    obrotowy napisał:

    > bunt_jest_moim_obowiazkiem napisała:
    > > Jak zwykle punkt widzenia zależy od perspektywy.
    >

    > NIE smile - popraw się.
    > punkt widzenia zależy od punktu siedzenia smile
    > a dopiero ten punkt daje perspektywe.

    Okwink… powiedzmy że to był skrót myślowysmile


    --
    Jestem tu tylko Alicją. Tak naprawdę nie jestem prawdziwa. Jak się nagle pojawiłam, tak nagle zniknę, nie zaburzając równowagi przy stole.
  • po-ranna-kawa 09.09.19, 14:33
    Sorry Dziwnetozycie za tę ironię w poprzednim poście, ale z jednej strony rozbawiło mnie, ale trochę też zmartwiło twoje podejście. Jeszcze nawet nie poznałaeś tej "swojej" kobiety, jeszcze tych zasobów, z których można byłoby Cię oskubać, nie zgromadziłeś, a już snujesz rozważania, czy Twoja żona nie poleci za facetam, który zza szyby drogiego samochodu pokaże jej 100 dolarów.
    Nie zadręczaj się tym z góry smile. Jeśli będziesz zarabiał 2,5 tys. i jeździł do pracy rowerem, to przecież dziewczyna, która nie akceptuje takiej sytuacji, nie będzie twoją żoną/partnerką.
    Nie chcę Cię straszyć, ale może być też tak, że zakochasz się w jakiejś lasce, stracisz głowę do tego stopnia, że bgędziesz ją zmuszał do tego, żeby siedziała w domu (wtedy jest większa szansa, że jakiś koleś jej nie poderwie) i malowała pazury, a ty weźmiesz drugą robotę, żeby miała na lepszego fryzjera smile
    Tak, wiem, przesadziłam, ale chciałam przez to powiedzieć, że różnie się zycie układa
  • dziwnetozycie 09.09.19, 15:48
    "Nie chcę Cię straszyć, ale może być też tak, że zakochasz się w jakiejś lasce, stracisz głowę do tego stopnia, że bgędziesz ją zmuszał do tego, żeby siedziała w domu (wtedy jest większa szansa, że jakiś koleś jej nie poderwie) i malowała pazury, a ty weźmiesz drugą robotę, żeby miała na lepszego fryzjera "

    Wiesz.. mógłbym zrobić wiele głupot w życiu, ale do czegoś takiego to nigdy nie doprowadzę. Trzymać swoją księżniczke pod kloszem żeby czasem nikt jej nie poderwał, skakanie koło niej i dawanie jej wszystkiego czego sobie zapragnie.. hahaha boże grono facetów którzy tak robią to zwykli sfrustrowani desperaci, którzy kurczowo trzymają się swoich dam bo wiedzą że znalezienie innej było by dla nich wielkim problemem.
  • po-ranna-kawa 09.09.19, 16:20
    OK, rozumiem i zakończym na tym naszą teoretyczną dyskusjęna ten temat wink
  • tapatik 09.09.19, 18:57
    Nigdy nie mów nigdy smile

    --
    Pieniądze nie zmieniają człowieka.
    Pieniądze pozwalają mu być sobą.
  • dziwnetozycie 10.09.19, 12:52
    Do Kevina, ja słyszałem że najlepiej jest uczyć się języka przez seriale i filmy.. ale dużo mówić, a Ty piszesz żeby na początku nie mówić niczego, więc już sam nie wiem.. a co myślisz o platformie etutor.pl ? ucze się tam obecnie, rzuciłbyś okiem? są chyb darmowe przykładowe lekcje.
  • kevinjohnmalcolm 11.09.19, 22:11
    dziwnetozycie napisał(a):

    > słyszałem że najlepiej jest uczyć się języka przez seriale i filmy..

    NIE! One są bardzo trudne do zrozumienia, ludzie mówią szybko i niedbale, stosują mnóstwo potocznego języka. Zapomnij o filmach i serialach, one zdecydowanie nie są ani dla początkujących, ani dla średnio zaawansowanych, ani nawet dla dość mocno zaawansowanych. To wyższa szkoła jazdy! Zabierz się za to najwcześniej za 5 lat.

    Co warto oglądać, to programy informacyjne, popularno-naukowe i przyrodnicze. Mówią powoli, z ładnym akcentem, głos jest bardzo wyraźny i słychać wszystkie niuanse poprawnej wymowy, można się wtedy bardzo dużo nauczyć. Po pewnym czasie dojdziesz do tego, że będziesz rozumiał wszystko, dokładnie 100% programu. I o to chodzi, wtedy dopiero człowiek się uczy prawidłowych wzorców, zapadają w pamięć całe frazy, to jest bardzo ważne.


    > dużo mówić, a Ty piszesz żeby na początku nie mówić niczego

    Jak napisałem wcześniej - mówiąc aby mówić utrwala się jedynie złe nawyki.
    Człowiek niczego się nie uczy mówiąc. No, może samo doskonalenie wymowy wymaga pewnego ćwiczenia mechaniki, ale tak naprawdę języka uczymy się słuchając i czytając, a nie mówiąc. Słuchanie jest nawet ważniejsze od czytania i powinno nastąpić wcześniej, bo gdy czytamy, "wymawiamy" słowa naszym głosem wewnętrznym w głowie, musimy zatem znać dokładną wymowę każdego czytanego słowa, żeby to co potem w myślach czytamy brzmiało poprawnie.

    Weź się za czytanie, słuchanie i ogólną naukę języka. Dopiero po kilku latach, gdy będziesz swobodnie czytał dowolne teksty i rozumiał w całości programy informacyjne i popularno-naukowe, weź się za mówienie. Będziesz miał wtedy w głowie dziesiątki tysięcy poprawnych wzorców - nie tylko indywidualne słowa, ale całe frazy i zdania, będziesz w stanie myśleć po angielsku i mówienie wtedy przyjdzie samo, bez wysiłku.

    Tak jak radziłem - przeczytaj wszystko ze strony antimoon.com, tam udzielają naprawdę dobrych skutecznych rad. Sam kawał życia poświęciłem na naukę języka i widzę że ich sposób jest najlepszy.


    > a co myślisz o platformie etutor.pl ?

    Nie miałem czasu poważnie przetestować, ale na pierwszy rzut oka wygląda obiecująco.
    Sam korzystałem z SuperMemo do wykuwania tysięcy słów (ale to na bardzo zaawansowanym poziomie - zestaw CPE). Ważna jest cierpliwość i systematyczność - trzeba uczyć się codziennie, bez wyjątków i nie ma że "dziś mi się nie chce, zrobię jutro", zakuwać trzeba konsekwentnie dzień w dzień.


    Wiele lat temu słyszałem w radiu pasjonującą rozmowę z Zygmuntem Broniarkiem, zapytano go w pewnym momencie jak to się stało że znał osiem języków, czy miał jakiś wyjątkowy talent? On na to odpowiedział:
    - Jaki talent? Nie mam żadnego! To jest tępe, mozolne, codzienne kucie! Nie ma w tym nic wyjątkowego!

    Język bez wysiłku mogą poznać dzieci, dorośli niestety muszą bardzo ciężko pracować, żeby osiągnąć sensowny poziom.
  • gyubal_wahazar 12.09.19, 00:07
    > Dopiero po kilku latach, gdy będziesz swobodnie czytał dowolne teksty i rozumiał w całości programy informacyjne i popularno-naukowe, weź się za mówienie. Będziesz miał wtedy w głowie dziesiątki tysięcy poprawnych wzorców

    Z całym szacunkiem dla zuchów z antimoona, ale tu już poszli o wiele za daleko (o ile to ich rada). Nie widzę żadnego powodu, by na siłę odwlekać mówienie. To, że początkowo będzie się kaleczyło, mnie nie przekonuje, bo tak samo na początku kaleczyło się będzie słuchanie, czytanie czy pisanie. Dlaczego ostatnie 3 funkcje można kaleczyć i stopniowo szlifować, a mówić trzeba dopiero gdy umie się co najmniej nieźle, jest dla mnie tajemnicą.

    Więcej. Z 4 funkcji władania językiem, mówienie wymaga zdecydowanie najwięcej odwagi, a dla niektórych nawet przełamania bariery psychicznej. W jaki sposób odwlekanie tej chwili miałoby pomóc ? Bo na głowę ten lęk z czasem tylko będzie się pogłębiał

    Nie mówiąc o tym, że ktoś po roku czy dwu wyłacznie pasywnej nauki języka, będzie miał marginalną z tego satysfakcję, bo w spotkaniu z cudzoziemcem nie wyduka ani zdania, czym może utwierdzić się w przekonaniu, że nic nie umie.

    Nauka języka to ciężka robota i wymagająca dużej dyscypliny, powinna więc sprawiać choć odrobinę przyjemności. Odmawiając sobie drobnych radości z małych zwycięstw (skuteczna pomoc cudzoziemcowi na ulicy, w sklepie itd), czyni się ten proces trudniejszym, niż to konieczne. Jasne, że hardcor Kevin wink nie takie rzeczy ze szwagrem w wojsku, ale nie każdy jest takim mentalnym koksem wink

    Tak że ten

    --
    Śpieszmy się czytać oponentów, nim polecimy ich zakapować
  • kevinjohnmalcolm 12.09.19, 00:16
    Wokół mnie jest mnóstwo ludzi, którzy zaczęli mówić, aby mówić, a po 10 latach nadal robią te same błędy.
    Nigdzie nie pisałem że trzeba zaplombować buzię i nie odzywać się ani słowem, chodziło mi o to, że mówienie nie jest sposobem nauki, jest nim czytanie i słuchanie. Jasne że jak się spotka obcokrajowca, to można z nim zamienić parę słów, ale szukanie okazji i trajkotanie wszędzie na siłę, aby tylko nawijać, uczyni więcej szkody niż pożytku.
  • kevinjohnmalcolm 12.09.19, 00:21
    A jak będziesz dobrze już znał język i będziesz w nim myślał, to mówienie samo przyjdzie, nie będzie to związane z przełamywaniem żadnych lęków. O to właśnie w tej metodzie chodzi. To co większość ludzi robi, to zmuszanie się do mówienia jak jeszcze ich znajomość języka jest bardzo słab i nie potrafią w myslach sformułować kilku prostych zdań, męczy ich niepewność czy to co powiedzą jest w ogóle poprawne. Człowiek, który nie spieszył się z rozpoczynaniem trajkotania, tylko skupił na nauce języka, jak już osiągnie sensowny poziom, to wie że mówi dobrze i nie czuje żadnego stresu. Mówienie wtedy jest łatwe, nie wymaga przełamywania żadnych barier.

    Mam nadzieję że dobrze wytłumaczyłem smile
  • ropucha.bez.ucha 12.09.19, 22:08
    W kwestii nauki języka, w 100% zgadzam się z kevinem. Mam identyczne obserwacje i doświadczenia.
  • gyubal_wahazar 12.09.19, 23:26
    Foch ! wink

    --
    Śpieszmy się czytać oponentów, nim polecimy ich zakapować
  • kevinjohnmalcolm 13.09.19, 01:31
    gyubal_wahazar napisał:

    > Foch ! wink


    Foch off! http://emots.yetihehe.com/1/jezyk_oko.gif
  • dziwnetozycie 13.09.19, 16:30
    Ciężka sprawa, chciałem wyjechać za granicę po roku czasu nauki po 2h dziennie bo chce jak najszybciej opuścić moje miejsce zamieszkania, a tutaj się okazuje że potrzebuje kilku mocnych lat nauki języka żeby w ogóle ogarniać
  • kevinjohnmalcolm 13.09.19, 19:16
    Ze słabą znajomością języka można liczyć jedynie na prace "przynieś, wynieś, pozamiataj". Kluczem do zdobycia dobrej, ambitnej i dobrze płatnej pracy jest płynny angielski. Powie Ci to każdy Polak mieszkający w UK.
    Dlatego Gubiś, który jako pierwszy odpowiedział w tym wątku, radził Ci żebyś przede wszystkim rył angielski, a ja to potwierdziłem. Oczywiście umiejętności zawodowe też są bardzo ważne, ale język to PODSTAWA.
  • obrotowy 13.09.19, 21:47
    w moim kraiku (a pewnie i w Anglii) praca na budowie wymaga tylko podstawowej/komunikatywnej znajomosci jezyka - a za to DOBREJ znajomosci fachu.

    widze to co dzien na ulicach i okolicznych budowach.

    a jezeli ow pan ma wyzsze wymagania (co do rodzaju zajecia...)
    - to powinien wprost napisac - o jaki zawod mu chodzi.
  • kevinjohnmalcolm 13.09.19, 22:09
    Programowanie CNC to już jest trochę wyższa półka niż budowa i dobrze po angielsku trzeba nawijać. Świetnie że chłopak celuje w pracę, która ma dobre perspektywy (a nawet bardzo dobre). Większość Polaków w UK nawet mając dyplom uczelni zasuwa na budowie/zmywaku/szmacie, itp. (w życiu nie pojmę jak po np. informatyce można sprzątać w hotelu, ale znam takie osoby!).
  • dziwnetozycie 16.09.19, 10:20
    Cześć, nie wiem czy Kevin tu jeszcze zagląda, albo wahazar.. słuchajcie dostałem propozycje pracy jako monter płatowców coś takiego -> www.pracuj.pl/praca/monter-platowcow-i-smiglowcow-lodz,oferta,7036173 (taki zakres obowiązków) na cnc nie mogę znaleźć pracy.. i nie wiem czy w to iść, czy nie warto.. znowu na CNC jest masa ofert pracy na całym świecie, od małych zakładów po ogromne, od drewna przez tworzywa sztuczne po metal... więc jak się w tym dobrze wyuczy to można mieć prace pewnie do końca życia (ale nauki jest masa, temat rzeka..) znowu monter lotniczy to praca którą można ogarnąć w rok a później pojechać sobie za granicę, tyle że ofert pracy na montera lotniczego znalazłem w całej Europie... 4, trzy w Niemczech i jedną we Francji. Więc pracy nie ma za dużo.. praca chyba nie jest bardzo podatna na automatyzacje i wprowadzenie robotów.. sam nie wiem
  • turma.mortis 14.09.19, 08:26
    no kurde w punkt trafione heh
    jeżeli w gratisie wink

    --
    mam jak mam heh
  • dziwnetozycie 14.09.19, 10:59
    Hahahaha

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka