• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

Samotny w sieci.. Dodaj do ulubionych

  • 05.05.07, 01:06
    no bo kogo interesuje facet, ktory mieszka gdzies na koncu swiata sad
    Edytor zaawansowany
    • 05.05.07, 10:49
      Problem z samotnymi jest taki, że tak bardzo są zajęci swoją samotnością, że nie
      chcą się podzielić nią z innymi wink Taki paradoks.
    • 05.05.07, 11:47
      Zależy co masz na mysli koniec swiata...?smile
      • 05.05.07, 13:56
        Ja też mieszkam na końcu świata i mój facet też wink A co ciekawe to na różnych
        końcach mieszkamy wink Nie przejmuj się, na pewno niejedna osoba byłaby
        zainteresowana smile Trzeba tylko dać komuś szansę smile
        • 05.05.07, 14:59
          Kino bar, grill internet jaki to koniec świata kolegosmile
          Jakby psy i koty ogonami szczekaly i miauczały, no to można by było mówic iz
          jestes single poza cywilizacja
          Zamiast się łamac weź się w garść, uśmiechnij się i nie narzekaj- wybierz się
          dziś wieczorem na jakąś pląsankę taneczną w swojej okolicy a na pewno masz
          szanse poznac jakas fajna dziewczyne. Albo napisz do którejś dziewczyny z forum
          jak zauważyłem nawet sporo tu fajnych dziewczyn pisze, moze to bedzie poczatek
          interesujacej znajomości z korzyścią dla was dwojga
          pozdro
    • 05.05.07, 18:06
      No przyznaj sie gdzie jest ten twoj koniec swiata ?? W Grudziadzu? wink
      • 05.05.07, 19:28
        Każdy ma swój koniec świata w innym miejscu ,
        dla niektórych moze to być Warszawa dla innych mała wioska w Bieszczadach ,
        a samotność nie zależy wcale od tego gdzie mieszkamy tylko od nas samych ,od
        naszego zachowania , nastawienia do życia i do innych ludzi .
        --
        W moich snach - nic się nie zmieniło
        Dzień jak dzień - tak już przecież było
        • 05.05.07, 19:45
          No Maniek, nie do konca sie zgodze... Ja mam na stawienie pro - do czlowieka; i
          mam duzo znajomych i mam tez przyjaciol, ale czasami nachodzi taki moment
          (wlasnie nadszedl), ze uswiadamiam sobie ze brakuje mi jednej jedynej osoby. I
          nie jest tak, ze siedze w domu, i nie jest tak, ze sie nie usmiecham, i nie
          jest tak, ze nie poznaje nowych ludzi... Ale nie zmusze siebie ani innych do
          milosci, right? Pozostaje czekac. Cierpliwie dodam wink No i z usmiechem wink
          • 05.05.07, 20:46
            tysiu są różne rodzaje samotności ,
            ja np.nigdy nie miałem problemu ze znalezieniem ,,tej jedynej,, natomiast nigdy
            nie miałem prawdziwego przyjaciela/przyjaciółki .
            --
            myslę o Tobie nocami ,
            zrobiłaś mi mętlik między uszami
            • 05.05.07, 21:21
              maniek3273 napisał:

              > tysiu są różne rodzaje samotności ,
              > ja np.nigdy nie miałem problemu ze znalezieniem ,,tej jedynej,, natomiast nigdy
              >
              > nie miałem prawdziwego przyjaciela/przyjaciółki .

              Hmmm a to czemu Maniek??. Czyzby kobiety widziały w tobie tylko kandydata li
              tylko i wyłącznie do swojego serca??
    • 05.05.07, 22:39
      No to dosc ciekawe, ze masz dziewczyny a nie masz przyjaciela... Ja w sumie
      najchetniej mialabym za partnera kogos kto jest prawie jak przyjaciel (mowie
      prawie, bo do przyjaciol plci meskiej nie czuje pociagu fizycznego a do
      przyszlego partnera jednak chcialabym go czuc wink )....
      • 05.05.07, 22:57
        to byłoby najepsze rozwiązanie , najpierw przyjażn która póżniej przeradza się
        w miłość . może zawsze zaczynałem z drugiej strony . najpierw miłość która bez
        przyjażni wygasała .

        --
        myslę o Tobie nocami ,
        zrobiłaś mi mętlik między uszami
        • 05.05.07, 23:00
          No moze wlasnie Maniek tak by bylo lepiej? Ja nie wiem - ja zmoimi przyjaciolmi
          mezczyznami mam uklad - no love, no sex, just friendship wink A ze mi z miloscia
          nie wychodzi to sie nawetnie odzywam w tej kwestii wink
          • 05.05.07, 23:13
            może Tysiu warto byłoby spróbować zamienić którąś przyjażń w miłość ,
            tylko nie wiem czy takie rozwiązanie nie zaszkodzilo by wam .
            --
            myslę o Tobie nocami ,
            zrobiłaś mi mętlik między uszami
            • 05.05.07, 23:23
              No wlasnie Maniutku, to na pewno zaszkodziloby przyjazni... A nie wiem czy
              warto ryzykowac. Milosc to jednak inny gatunek, inny rodzaj ciezkosci... Wazne
              jest i to, i to...
              • 05.05.07, 23:31
                no ale gdyby się udało , pomyśl jak byłoby cudownie miłość w połączeniu z
                przyjażnią .
                --
                myslę o Tobie nocami ,
                zrobiłaś mi mętlik między uszami
                • 05.05.07, 23:45
                  Malo realne Maniek, ale nie niemozliwe... mozna sie zblizac do idealu wink
              • 05.05.07, 23:38
                Zaszkodzi. Koniec miłości - koniec przyjaźni. Przerobiłam parokrotnie. Za dużo
                wyrzutów, "następczynie", zawsze widzące jakieś "ale" i robiące wszystko, byle
                tylko przedstawić cię w złym świetle. Za takie coś to ja dziękuję. Za bardzo
                potem boli.
                --
                "Koty nie mają imion. Wy, ludzie, macie imiona. To dlatego, że nie wiecie, kim
                jesteście. My wiemy, kim jesteśmy, więc nie potrzebujemy imion."
                • 05.05.07, 23:40
                  dlaczego od razu widzisz koniec miłości ?

                  --
                  myslę o Tobie nocami ,
                  zrobiłaś mi mętlik między uszami
                  • 06.05.07, 09:32
                    Kiedys sie zakochalem w przyjaciolce dawno temu, nie skonczylo sie to dobrze aj
                    szkoda gadaćsad
                    Przyjazn to przyjazn a milosc to milosc niektorym sie udaje czasem polaczyc
                    jedno i drugie
                  • 06.05.07, 12:39
                    To nie tak, że od razu widzę koniec miłości.

                    Z mojego punktu widzenia wygląda to tak:
                    przyjaciel wie o mnie wszystko. Wie, jak i co może mnie zranić, widział mnie
                    pijaną, na kacu, bez makijażu, chorą, nieuczesaną, zmęczoną, zapłakaną, etc. Zna
                    moje relacje z facetami, wie, kogo nie lubię i za co.
                    I nagle oświadcza, że się we mnie zakochał i będzie o mnie walczył. Zaczynają
                    się typowo męskie podchody, a ja potrafię przewidzieć jakie. Bo go znam.
                    Mija parę tygodni. Można powiedzieć, że się "poddaję". Jesteśmy razem. Na
                    początku jest wspaniale, bo nie musimy budować związku od podstaw. Tylko co,
                    jeśli okazuje się, że jako przyjaciele jesteśmy świetni, a jako para już nie bardzo?
                    Rozstajemy się.
                    I tutaj zaczynają się schody. Bo jeśli oboje stwierdziliśmy, że jednak nie
                    pasujemy do siebie, to jest w porządku. Przyjaźnimy się dalej. A jeśli jedna
                    osoba chce dalej być z tą drugą, a ta nie chce? I na dodatek zaczyna spotykać
                    się z kimś innym? Pojawia się skrępowanie, bo wcześniej można było się zwierzać,
                    a teraz nie chcemy urazić przyjaciela. Coraz rzadziej dzwonimy do siebie,
                    spotykamy się, a próba nawiązania rozmowy kończy się stwierdzeniem, że jesteśmy
                    nieszczerzy i "kiedyś tak nie było".
                    A ja tak nie chcę i właśnie dlatego, tak jak Tysia, wyznaję zasadę: no love, no
                    sex, just friendship smile
                    --
                    "Koty nie mają imion. Wy, ludzie, macie imiona. To dlatego, że nie wiecie, kim
                    jesteście. My wiemy, kim jesteśmy, więc nie potrzebujemy imion."
                    • 06.05.07, 12:51
                      Bardzo dobre podejście o ile dwie strony chcą to utrzymać. Przypadkiem poznałem
                      koleżankę, mieszkamy od siebie około 600m. Spotykaliśmy się na stopie
                      koleżeńskiej. Rozmawialiśmy o grubo prywatnych sprawach. Chciałem zamieszkać z
                      nią, budzić się przy niej. I stało się. Ona zaczęła nabierać dystansu do mnie,
                      abym zmienił myślenie. Nie rozmawiamy teraz ze sobą.
                      --
                      GG 2416450, Skype tomkruz1540
                      • 06.05.07, 12:56
                        Ten dystans to taki mechanizm obronny.
                        Dziewczyna wycofuje się, bo nie chce niczego zmieniać w przyjaźni. Tylko, że
                        czasami można cofnąć się za daleko i nie ma już do czego wracać.
                        --
                        "Koty nie mają imion. Wy, ludzie, macie imiona. To dlatego, że nie wiecie, kim
                        jesteście. My wiemy, kim jesteśmy, więc nie potrzebujemy imion."
    • 06.05.07, 13:14
      No bo wlasnie o to chodzi zeby w przyjazni postawic te granice. Ja mam obydwa
      przypadki, tzn. z moim best friendem juz na poczatku przedyskutowalismy ta
      sprawe, bo obydwoje bylismy wtedy samotni i latwo bylo o ta wpadke,ze jedno
      bedzie chcialo czegos wiecej - uslalilismy jasne zasady i dzieki nim w zasadzie
      wciaz jestesmy dla siebie bardzo wazni jako przyjaciele. I drugi przypadek,
      gdzie ja znow chcialam zagrac w otwarte karty i powiedzialam - only friedship;
      ale ow pan nie posluchal, zakochal sie i do tego wyznal mi te milosc... I jest
      tak jak mowi fantas_magorie - juz nie moge z nim pogadac o tym co mnie boli, bo
      to dotyczy facetow najczesciej a wiem ze go to bedzie bolalo, nie utrzymujemy
      tak czestego kontaktu, z mojej winy, bo nie chce zeby sie nakrecal moja
      osoba... No i tak nie mam ani przyjaciela, ani faceta (a to juz z przyczyn
      obiektywnych - bo ow pan nijak nie jest w moim typie).
      • 06.05.07, 13:33
        wszystko co piszecie jest ok. tylko powiedzcie mi czy w związku między kobietą
        i mężczyzną (np.w małżeństwie )nie ma miejsca na przyjażń ?

        --
        myslę o Tobie nocami ,
        zrobiłaś mi mętlik między uszami
        • 06.05.07, 13:36
          czy ludzie będący w związku też powinni stawiać sobie granice ?
          tylko miłość i sex - no przyjażń ?
          --
          myslę o Tobie nocami ,
          zrobiłaś mi mętlik między uszami
          • 06.05.07, 13:50
            Nie chcemy przyjaźni z miłością, ale chcemy miłość z przyjaźnią. Czemu to takie
            skomplikowane jest?
            --
            "Koty nie mają imion. Wy, ludzie, macie imiona. To dlatego, że nie wiecie, kim
            jesteście. My wiemy, kim jesteśmy, więc nie potrzebujemy imion."
        • 06.05.07, 13:38
          Nawet powinna być. Tylko że czasem dla tej miłości można zniszczyć piękną
          przyjaźń. I tego się właśnie obawiamy.
          --
          "Koty nie mają imion. Wy, ludzie, macie imiona. To dlatego, że nie wiecie, kim
          jesteście. My wiemy, kim jesteśmy, więc nie potrzebujemy imion."
        • 06.05.07, 13:41
          W małżenśtwie powinno jak najbardziej być miejsce na przyjaźń. To jeden z
          powodów, dla których nie zrobiłem tego kroku.
          --
          GG 2416450, Skype tomkruz1540
          • 06.05.07, 13:52
            ale jak to zrobić żeby była , skoro najpierw stawiamy granice .
            a póżniej mamy obawy żeby czasem nie zmienić jej w miłość ,bo może się zepsuć .
            a z drugiej strony jak zaufać miłości skoro nie mamy pewności ze zagości w niej
            przyjażń .?????
            --
            myslę o Tobie nocami ,
            zrobiłaś mi mętlik między uszami
            • 06.05.07, 14:43
              Ja zaczynałam poprzedni związek od przyjaźni i skończyło się to katastrofą i
              całkowitym wyniszczeniem psychicznym obu stron. Teraz też zaczęłam od przyjaźni
              i znowu coś zaczyna zgrzytać. Ten obecny jest jednak bardziej zdecydowany i
              pewny uczucia niż poprzedni wiec może to tylko "docieranie sie" smile
    • 08.05.07, 00:09
      Na pewno milosc bez przyjazni nie istnieje, bo jak sie prawdziwie kocha, to
      jest w tym uczuciu i zaufanie, i szczerosc, i zrozumienie, czyli wszystko to,
      co pojawia sie w prawdziwej przyjazni.
      Z kolei przyjazn moze spokojnie istniec bez milosci, bo jesli na poczatku
      znajomosci nie poczuje sie tego czegos do drugiej osoby, to kazde uczucie,
      jakie sie z czasem zrodzi, bedzie z rozsadku, a nie z porywu serca.
      Takie jest moje zdanie smile
      • 08.05.07, 13:20
        a może rodzi się też z innych potrzeb...
    • 15.07.07, 19:57
      Interesuje , interesuje mnie też boli samotność
      • 15.07.07, 22:46
        Mnie boli niemoc wyboru. Jaką formę znajomości wybrać? Która będzie lepsza z
        korzyścią dla obu stron?
        • 18.07.07, 10:20
          Spodobało Mi się sformułowanie tego, z czym Ja sama mam problem.Z jednej strony
          odważna,silna.Z drugiej strony wrażliwa,krucha.Jeśli chodzi o słowo"korzyść",to
          moim zdaniem chodzi o taką formę znajomości"po której nie pozostaną blizny i
          rany" POZDRAWIAM WSZYSTKICH FORUMOWICZÓW.
          • 18.07.07, 18:25
            Korzyść dla obu stron, była nieważna. Od dzisiaj jestem sam. Dopiero teraz po
            kilku latach poczułem smak utraty kobiety. Zrozumiałem jak ciężko otworzyć się
            na nowe znajomości. Łatwo było pisać, kiedy nie doświadczyłem tego na własnej
            skórze. Plusem tego jest kolejne doświaczenie, tylko czemu bolesne?!
    • 21.07.07, 12:21
      Mam wrażenie,że obecna sytuacja w naszym kraju też ma wpływ na nasze reakcje i
      zachowania.Nic na stałe,nic na 100%,nic pewnego,zło,mobbing,rozchwiane
      emocje,gonitwa- itp.itd.My poprostu się boimy! Mamy wrażenie,że spotkanie tej
      drugiej połówki wynagrodzi nam życiowe porażki....To nie tak,nie tędy droga.Ja
      mam dwoje dzieci więc mój problem jest innej wagi,ale mam nadzieję,że w .....
      40-mln. społeczeństwie zauważę,lub odszukam zagubioną duszyczkę???????????
      Na wiele pytań nie znamy odpowiedzi?
      • 21.07.07, 14:03
        Druga połówka nasza nie wynagrodzi nam życiowych porażek. Oczekując tego od
        naszego partnera skazujemy taki związek na stratę. Takie podejście oznacza jawne
        wykorzystywanie drugiej osoby.
        • 25.07.07, 15:07
          W pełni popieram! A poza tym: miłość to chemia. A przyjażń???
        • 26.07.07, 10:31
          kruz7 napisał:

          > Druga połówka nasza nie wynagrodzi nam życiowych porażek. Oczekując tego od
          > naszego partnera skazujemy taki związek na stratę. Takie podejście oznacza jawn
          > e
          > wykorzystywanie drugiej osoby.

          Masz rację. Podobno szczęśliwy związek możemy stworzyć dopiero, gdy nie mamy
          żadnych oczekiwań do drugiej osoby.Kochamy ją za to , że Jest.smile
          -
          Uśmiech wędruje daleko...
          • 27.07.07, 22:06
            Każdy z nas ma swoje zdanie na różne sprawy.Gdyby to wszystko było takie proste
            nie pisalibyśmy o tym,że tak nas to dręczy(samotność).Jeśli znacie
            recepty,środki,sposoby,aby wybór PARTNERA był zgodny z naszymi
            oczekiwaniami(gdyż musimy przejść przez wiele krętych ścieżek naszego wspólnego
            życia)to dlaczego nie potrafimy z tym jednym się uporać(Niemoc wyboru)
            eewaa napisała
            >nie mamy żadnych oczekiwań do drugiej osoby.Kochamy ją za to,że Jest.
            Dla mnie trochę niezrozumiałe.Żadnych oczekiwań.A gdzie
            wyobraźnia,pomysły,odwaga,przebojowość,chęci aby rutyna nie wdarła się w
            związek.Ja mam oczekiwania.Każdy z nas je ma.Chemia chemią,a co kiedy zabraknie
            odczynnika na nową reakcje(miłośc to chemia)
            • 28.07.07, 21:30
              boszka5 napisała:
              -> Dla mnie trochę niezrozumiałe.Żadnych oczekiwań.

              Typu dostosujesz się do mnie...Poznajemy osobę, podoba nam się, a potem chcemy
              ją przerobić na swoją modłę.A jest to ta sama osoba, która nam sie podobała z
              wszystkimi wadami i zaletami.Bardzo często osaczamy drugą osobę, a jednak
              człowiek jest istota wolną..

              >A gdzie
              > wyobraźnia,pomysły,odwaga,przebojowość,chęci aby rutyna nie wdarła się w
              > związek.
              Myślę, że to chyba jednak już odrębny temat.Na rutynę dobry jest sposób widzieć
              zawsze tę samą dziewczynę, chłopaka, których poznaliśmy. W jakiejś książce
              czytałam jak małżeństwo, które nie miało dla siebie czasu< obowiązki zawodowe>
              spotykało się na mieście , żeby zjeść wspólnie obiad. Czuli się jakby byli na
              etapie, gdy jeszcze nie byli razem ze sobą.
              Uśmiech wędruje daleko...
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.