10.03.04, 23:04
argonka 08.03.2004 10:37


Witam Państwa, które wychowują dziecko z wadą słuchu.
Jestem osobą niesłyszącą. Uważam, że nie warto podać dziecka implantu
słuchowego. Jest stresująca dla dziecka. Części implantu będzie wymienić po 8
lat, będziecie musieli płacić dodatkowo. To jest ogromne koszty. Dla lekarzy
jest interes. Implant słuchowy nie nawraca świetny słuch, czeka tyle
pracy.Warto polecam książkę "Maska dobroczynności", ta mówi o losie osób
niesłyszących w USA, nawet implancie słuchowego. Jest bardzo dobra.
Radzę , aby dziecko nosiło aparat słuchowy, gdyż jest bezpieczne. Może
wymienić
po 5 lat.Aparat jest tańszy i bezpieczny.
Wiem, że rodzice pragną, aby dzieci słyszą. To jest niemożliwe.
Nie słyszę od urodzenia.
Edytor zaawansowany
  • dalmag 10.03.04, 23:06
    monic73 08.03.2004 19:15
    Cześć!Szanuję twoje zdanie na temat implantów,ale co mają zrobić
    rodzice,których dziecko nie ma reakcji bądż są ale znikome w aparatach
    słuchowych??Przecież lepiej chyba żeby docierały do takiego dziecka jakieś
    dżwięki niż wcale.Co do pracy to w każdym przypadku trzeba jej dużo włożyć,żeby
    coś osiągnąć-nie ważne czy to dotyczy noszenia przez dziecko aparatów,czy
    implantu.Myślę,że wszyscy rodzice dzieci z wadami słuchu zdają sobie sprawę z
    tego,że żaden aparat ani implant nie zastąpi normalnego słuchu,ale dla dzieci
    jest to niesamowita szansa..A w jakim sensie piszesz,że implanty nie są tak
    bezpieczne jak aparaty.Przyznam,że moja wiedza na ten temat jest dośc
    ograniczona,ponieważ moja 8 letnia córka z sukcesem korzysta z aparatów
    cyfrowych i o implantach nawet nie pomyslałam.Ale wiem,że wiele osób
    skorzystałoby z Twojej wiedzy i spostrzeżeń.Odezwij się jeszcze na
    tymforum.Pozdrawiam.Monika
  • dalmag 10.03.04, 23:25
    Witam Cię na naszym forum, argonka. Czy możesz napisać skąd jesteś?
    JA zdaję sobie sprawę, że implant to duża ingerencja w organizm.Cały czas
    zastanawiam się czy podjąć to ryzyko i poddać moją córeczkę operacji wszczepu,
    ale czytałam też wiele pozytywnych opinii od osób, które zdecydowały sie na
    wszczep pod adresem www.ifps.org.pl/slimaczek/index.html . Wynika z
    tego,że jest on naprawdę bardzo pomocny w rozwoju mowy u dzieci niesłyszacych.
    Być może gdybyśmy oboje z mężem byli głusi inaczej patrzylibyśmy na to,a tak
    mimo woli bardzo chcemy, aby nasze dziecko było do nas podobne, aby mogło sie
    porozumieć z otaczającym je światem. Oczywiście jeżeli sama tego nie zechce nic
    nie poradzimy, ale chcielibyśmy choć w pewnym sensie przyblizyć jej nasz świat.
  • argonka 11.03.04, 08:22
    Witam Was!!!
    Rozumiem wasze problemy. Ja nie chciałam podać operację implantu słuchowego.
    Nie da rozwiązywania, aby słyszała świetnie. Będę czuła jak robot. Istnieje
    ryzyko przy operacji, łatwo spowodować nierównowagę. Czasami ciało może
    odrzucać implant. To była strata. Wiesz, że środowisko z wadą słuchu są
    przeciwni operację. A lekarze nie pytali środowiska z wadą słuchu, czy chcą
    mieć. Niesłyszący nie maja głosu do rządzenia.
    Państwo myślą, że po operacji dziecko będzie słyszał. to jest koniec. To jest
    nie prawda. Po 7-8 lat implant zużywa, trzeba wymienić części. Cześci kosztuje
    jak samochód. Wy będziecie płacić. Myślę, że 18- latek ma pomyśleć, czy chce
    mieć implantu. A nie rodzice postanowili rozwiązywać za dziecka.
    Pochodzę z słyszacej rodziny. Mój tatuś chciał, aby ja miałam operację.
    Dowiedział u jasnowidza, on poradził, że nie warto mieć operację, gdyż mam
    uszkodzony nerw. Doradził, aby posysłać mnie do przeszkola dla niesłyszących.
    Warto czytać artykuł na www.nieslyszacy.pl i www.slabolyszacy.pl.
  • argonka 11.03.04, 08:32
    Przesyłam artykuł
    "Po głuchoniemsku


    Językoznawca nazwie głuchym człowieka, który w naturalnym procesie nabywania
    języka, trwającym kilkadziesiąt pierwszych miesięcy życia, otrzymał pewien
    język wizualno-przestrzenny (inaczej: migowy), a nie foniczny.

    W potocznym natomiast rozumieniu głusi to ludzie z ograniczeniem słuchu, a więc
    niedosłyszący, ogłuchli lub głusi prelingwalnie (w rozumieniu lingwistycznym).
    Na przecięciu tych dwu zbiorów sytuować wypada populację Głuchych - mniejszość
    językową i kulturową wewnątrz słyszącej większości (warto pewnie pisać jej
    nazwę wielką literą). Nie wszyscy głusi są Głuchymi. Z drugiej strony niejeden
    słyszący (dziecko głuchych) poczuwa się do bycia Głuchym.

    Od zarania dziejów ludzie z ograniczeniem słuchu żyli na marginesie
    społeczności słyszących. Powodem była bariera komunikacyjna. Głuchy nie słyszał
    ani nie mówił. Z głuchym nie było kontaktu, zupełnie jak z upośledzonymi
    umysłowo. Owa bariera rodziła dyskryminację głuchych, jako ograniczonych - tym
    dotkliwszą, że dotyczyła indywiduów. Nigdzie bowiem głusi nie stanowili zwartej
    populacji.

    Burzenie bariery rozpoczęło się w szesnastowiecznej Hiszpanii. Dwa wieki
    później we Francji i w Niemczech, a potem w Polsce powstały pierwsze publiczne
    szkoły dla głuchych. Celem edukacji było nauczenie głuchych mowy, czyli
    umiejętności, której faktycznie nie mieli. Pierwsze dekady XIX wieku przyniosły
    we Francji istny wysyp głuchych inteligentów, a nawet intelektualistów. Potem
    jednak wszystko wróciło do dawnej normy.
    Pierwsi nauczyciele głuchych pojmowali ową barierę komunikacyjną opacznie.
    Sądzili, że głuchy to istota upośledzona, kaleka, wręcz półczłowiek - bo
    niemający tego, co odróżnia nasz gatunek od reszty świata zwierzęcego: języka.
    Trzeba zatem dać mu język - dla jego dobra, choćby na siłę. Co gorsza, język i
    mowę uznano bezzasadnie za jedno i to samo. Edukacja głuchych nastawiona więc
    była od początku na przywrócenie nieszczęsnym utraconego jakoby skarbu, jakim
    jest mowa. I oto jesteśmy u źródeł doktryny oralizmu, która skierowała
    nauczanie głuchych na ślepy tor: głuchy ma mówić; głuchy ma czytać z ust;
    głuchy nie ma prawa porozumiewać się inaczej.

    W paryskiej szkole Augusta Bébiana czy w warszawskim Instytucie Głuchoniemych
    księdza Jakuba Falkowskiego (założonym przezeń w 1817 roku) uczyli także głusi
    nauczyciele - nie po francusku i nie po polsku, tylko "po głuchoniemsku". Ale w
    historii edukacji głuchych był to odosobniony, trwający kilkadziesiąt lat
    epizod. Zatriumfował oralizm - doktryna niezwykle żywotna, przynajmniej w
    Polsce.

    Z punktu widzenia lingwisty wszystko wygląda inaczej. Istota ludzka rodzi się z
    naturalnym otwarciem na język. Nie mają racji ani natywiści, którzy już w
    antyku uważali, że język jest wrodzony, ani ich oponenci, którzy utrzymują, że
    umiejętności językowe są produktem wychowania. Niemowlę przynosi na świat pewną
    wrodzoną dyspozycję. Szkoła Noama Chomskiego rozwija od kilku dekad koncepcję
    UG, czyli Gramatyki Uniwersalnej - pewnego schematu "języka w ogóle". To
    właśnie ów uśpiony język-schemat drzemie w główce niemowlęcia. Niemowlę
    słyszące rozwija się wśród mowy, słucha i słyszy. To prawdziwy cud, że
    kilkanaście miesięcy owego zanurzenia w teksty tworzy istotę rozumiejącą i
    mówiącą - istotę z pierwszym językiem (pierwszy język to ten, który nabywamy
    automatycznie, bez udziału woli, od otoczenia).

    Głuche niemowlę niczym się nie różni od słyszącego. Ono też ma UG w głowie. Ono
    również czeka na teksty. Jeśli jednak rodzice słyszą, maleństwo tekstów się nie
    doczeka. Matka i ojciec mówią bowiem do niego, a ono nie słyszy. Kiedy minie
    sześć miesięcy, włącza się sygnał alarmowy. Może i bez lekarza rodzice postawią
    diagnozę: głuchota. To koniec... A zarazem początek wielkiego nieszczęścia,
    jakim jest edukacja oralna.

    Oto lekarz-diagnosta śle dziecko głuche do logopedy, żeby je nauczył mówić. Ono
    tymczasem nie ma języka, którego wyrażenia miałoby artykułować. Komunikacja
    językowa tego dziecka zacznie się, być może, dopiero wtedy, gdy w przedszkolu
    specjalnym lub w szkole dla głuchych zamiga do niego niesłyszący rówieśnik. Ale
    wówczas jest już za późno. Takie dziecko nigdy nie dostanie pierwszego języka.
    Polski foniczny, który oferuje mu szkoła, to język drugi, obcy.
    Niejedna matka kalekiego dziecka podejmie ciężki, wieloletni trud sztucznego
    uczenia go mowy. W jednym czy dwóch miejscach w Polsce podsuną jej efemeryczną
    technikę fonogestów. To wymuszanie mowy czasem się udaje. Inni rodzice, którzy
    chcą, aby dziecko odzyskało słuch (choć przecież nie miało go nigdy), wysyłają
    je na kosztowny zabieg implantacji. Nikt im jednak przedtem nie powie, że
    zoperowane dziecko i tak pozostanie prelingwalnie głuche, że implant nie
    stanowi protezy języka, że czworo na pięcioro implantowanych dzieci ląduje w
    szkole dla niesłyszących.

    Głuche dziecko może mieć szczęście urodzić się w rodzinie niesłyszącej. Jego
    Gramatyka Uniwersalna, pod naciskiem migania rodziców, przekształca się
    błyskawicznie w język pierwszy. Są dowody, że naturalne nabywanie języka
    migowego dokonuje się tak samo jak opanowywanie języka fonicznego. Głuche
    dziecko głuchych rodziców nie jest żadnym językowym inwalidą. Przeciwnie,
    rozwija się emocjonalnie i intelektualnie w tym samym tempie co dziecko
    słyszące. Gdy idzie do szkoły (tej dla głuchych, rzecz jasna), społecznie jest
    dobrze przygotowane do kontaktu z migającymi, lingwistycznie zaś - otwarte na
    drugi język, czyli polszczyznę.
    Bywa, że język migowy jest pierwszym językiem słyszącego dziecka rodziców
    głuchych.

    Jest wiele różnych języków migowych. Każdy z nich, tak jak języki naturalne, ma
    słownik i gramatykę (zbiór reguł budowy nowych słów, wyrażeń, zdań), która
    różni się od gramatyk języków fonicznych. Komunikat migowy nie jest linearny,
    tylko przestrzenny. Budowanie zdania przypomina odgrywanie sceny w
    przedstawieniu lalkowym. W artykulacji biorą udział rozmaite części ciała:
    dłonie, ręce, głowa, twarz, tułów, a nawet narządy mowy. Dla głuchego język
    foniczny jest bardzo trudny, zarówno jako ów niby-pierwszy dla dziecka
    słyszących, jak i jako drugi dla dziecka głuchych.

    W Polsce oralistyczna szkoła dla niesłyszących od dwóch stuleci (od śmierci
    księdza Falkowskiego, który nie był oralistą) uczy głuche dziecko od razu
    języka fonicznego. Dla części dzieci jest to w ogóle pierwszy język, a
    pierwszym on być nie może, bo się go sztucznie uczy. Szkoła oralistyczna uczy w
    języku fonicznym, czyli obcym. Język migowy, rodzimą mowę ucznia, toleruje się
    co prawda, ale go nie rozwija. Nie ma lekcji Polskiego Języka Migowego (PJM),
    głównie dlatego, że nie znają go nauczyciele. W oralistycznej szkole kadra
    wcale nie musi biegle migać; jeśli miga, to nie w PJM, tylko w Systemie
    Językowo-Migowym, który jest wizualno-przestrzenną odmianą polszczyzny (a
    jeszcze niedawno nie migało się w ogóle). Wyniki nauczania są znacznie gorsze
    niż w szkołach masowych, a szanse życiowe abiturienta nie dadzą się w ogóle
    porównać z tymi, jakie mają słyszący.

    Oralistyczna szkoła dla głuchych staje się w świecie przeżytkiem. W Polsce,
    niestety, ten model edukacji jest modelem jedynym, aprobowanym przez oficjalną
    surdopedagogikę i resort edukacji. Niemal wszystkie szkoły dla głuchych uczą
    tak, jak opisałem wyżej. Z lingwistycznego punktu widzenia jest to fatalne, tak
    jak fatalne są rezultaty tego nauczania.

    Idea dwujęzyczności w edukacji głuchych opiera się na założeniu, że głuche
    dziecko musi dostać najpierw język migowy (to zresztą lingwistyczna
    oczywistość). Dopiero na tej podstawie budować można nauczanie języka obcego,
    czyli polszczyzny. Rodzinę słyszącą, w której przyjdzie na świat głuche
    dziecko, trzeba szybko skontaktować z innymi głuchymi, pomóc wejść w język
    migowy - tak aby od pierwszych lat życia dziecka miała miejsce skuteczna
    k
  • argonka 11.03.04, 08:40
    cdn "Po głuchoniemsku"
    Idea dwujęzyczności w edukacji głuchych opiera się na założeniu, że głuche
    dziecko musi dostać najpierw język migowy (to zresztą lingwistyczna
    oczywistość). Dopiero na tej podstawie budować można nauczanie języka obcego,
    czyli polszczyzny. Rodzinę słyszącą, w której przyjdzie na świat głuche
    dziecko, trzeba szybko skontaktować z innymi głuchymi, pomóc wejść w język
    migowy - tak aby od pierwszych lat życia dziecka miała miejsce skuteczna
    komunikacja. Potem, w przedszkolu i szkole, nie może być żadnych barier
    komunikacyjnych. Cała kadra - od nauczycieli po kucharki i woźnych - musi migać
    biegle. Wtedy dzieci rozwiną najpierw swój język rodzimy, czyli migowy. W tym
    języku będą się uczyć matematyki, historii i biologii. Równocześnie powoli będą
    poznawać mowę słyszącej większości - najpierw jej odmianę pisaną, jedyną
    dostępną ich zmysłom. Na mowę przyjdzie czas w trzeciej kolejności. To
    oczywiście konieczne, bo większość słysząca przecież nie miga.

    Edukacja dwujęzyczna, którą w Polsce wdrożyło tylko kilka szkół, stanowi
    podstawę nauczania głuchych w wielu krajach świata, na przykład w Szwecji,
    Stanach Zjednoczonych, Holandii, Francji, a nawet w maleńkiej Estonii. Głuche
    dziecko, którego rodzice wybrali szkołę masową, chodzi tam w miarę potrzeby z
    tłumaczem. Głuchy abiturient nie odbiega poziomem intelektualnym od słyszących.
    W Stanach Zjednoczonych działa od kilkunastu lat Uniwersytet Gallaudeta -
    wyższa uczelnia głuchych, gdzie studenci słyszący przyprowadzają na zajęcia
    tłumaczy. Szkół oralistycznych jest coraz mniej. W roku 2001, na kongresie w
    Brisbane, Światowa Federacja Głuchych potępiła praktyki oralistyczne jako gwałt
    na kulturze. Nie ulega wątpliwości, że przyszłość polskich Głuchych to edukacja
    bilingwalna.

    Kilkuletnie zaangażowanie Uniwersytetu Warszawskiego w problematykę komunikacji
    niesłyszących nie spotkało się z najmniejszym odzewem ze strony nauczycieli
    specjalistycznych szkół. Paradoksalnie, w pracach zespołu naukowego
    uczestniczyli aktywnie ich głusi uczniowie, a studenci w szkołach bywali
    regularnie, także po to, by pomóc czasem głuchym przyjaciołom. Ci nauczyciele,
    którzy się włączyli, byli albo głusi, albo dwujęzyczni. Zwykli nauczyciele po
    prostu nie widzą powodu, by uczyć inaczej, niż nauczono ich na studiach. Piękny
    wyjątek to Instytut Głuchoniemych w Warszawie, który od dekady jest pionierem
    dwujęzyczności. Jego dyrekcja zatrudnia głuchych nauczycieli, pielęgnuje
    kontakty ze światowymi ośrodkami edukacji niesłyszących, troszczy się o
    przyszłość absolwentów.

    Do dwujęzyczności jeszcze w Polsce daleko. Ale w roku 1998 na Wydziale
    Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego, a potem na Wydziale Psychologii
    wprowadzono lektorat PJM. Udało się wykształcić sporą grupę osób, z którymi
    Głuchy zdoła się porozumieć. Część uczestników lektoratu zasiliła zespół
    naukowo-badawczy. Część uczy PJM w Instytucie Języka Polskiego, wychodząc
    naprzeciw rosnącemu zainteresowaniu studentów. To właśnie zainteresowanie
    młodzieży pozwala żywić nadzieję, że era oralizmu w Polsce dobiegła końca.
    Wkracza oto w świat pokolenie tych, którzy będą propagować idee dwujęzyczności
    i dwukulturowości.

    Marek Świdziński jest profesorem w Instytucie Języka Polskiego, gdzie kieruje
    Zakładem Językoznawstwa Komputerowego. Zajmuje się przede wszystkim lingwistyką
    formalną i informatyczną. W ostatnich latach pracował wraz z grupą studentów
    polonistyki nad opisem gramatycznym Polskiego Języka Migowego (w ramach grantu
    KBN). Napisał między innymi podręcznik akademicki "Składnia współczesnego
    języka polskiego" (wspólnie z Zygmuntem Salonim) i "Gramatykę formalną języka
    polskiego". Jego hobby to muzyka (W. A. Mozart, J. Haydn, A. Vivaldi), limeryki
    i historia polityczna.

    Źródło: "Charaktery" - Magazyn psychologiczny dla każdego, nr 07/2003,
    charaktery.onet.pl
    Autor: Marek Świdziński

  • e-tron 11.03.04, 08:39
    Wiesz, że środowisko z wadą słuchu są
    > przeciwni operację. A lekarze nie pytali środowiska z wadą słuchu, czy chcą
    > mieć. Niesłyszący nie maja głosu do rządzenia.
    > Państwo myślą, że po operacji dziecko będzie słyszał. to jest koniec. To jest
    > nie prawda. Po 7-8 lat implant zużywa, trzeba wymienić części. Cześci
    kosztuje
    > jak samochód. Wy będziecie płacić. Myślę, że 18- latek ma pomyśleć, czy chce
    > mieć implantu. A nie rodzice postanowili rozwiązywać za dziecka.

    Środowisko ludzi z wadą słuchu jest bardzo hermetyczne, większość jest
    zwolennikami migania i zamyka się w swoim kręgu. Trudno pytać ludzi
    niesłyszących o to czy można wszczepiać implanty innym, to tak jakby pytać
    ludzi chorych na serce, czy warto wszczepiać rozruszniki serca. W wieku 18 lat
    może byc już za późno na implant, gdyz największe rezultaty daje założenie go w
    jak najmłodszym wieku, kiedy kształtuje się m. in. aparat mowy. Z tego co się
    orientuję , to co kilka lat wymienia się nie cały implant, ale tylko procesor
    mowy i nie wiąże się to z ponowną operacją. A koszty są dużo większe niż
    aparaty słuchowe i niestety dla osób,które nie reagują prawidłowo w aparatach,
    implant to jedyny ratunek żeby słyszeć.
    Adam
  • argonka 11.03.04, 08:47
    Artykuł "Prof. Henryk Skarżyński wprowadza w błąd czytelników"
    2004-01-06 19:06:14 / Publikacja
    W nr. 11 "Przeglądu" z 12 marca br. ukazał się wywiad z profesorem Henrykiem
    Skarżyńskim, dyrektorem Instytutu Fizjologii i Patologii Słuchu w Warszawie,
    który znany jest szeroko - nie tylko w świecie lekarskim - ze swojej
    działalności na polu "przywracania słuchu" głuchym. Ten wywiad zbulwersował
    niesłyszących.

    Oto kilka cytatów z tej rozmowy, wprowadzających w błąd
    czytelników "Przeglądu", a nas w zdumienie i oburzenie. O zmyśle słuchu: "(...)
    jest podstawą rozwoju inteligencji, a więc rozwoju mowy i opanowania języka.
    Słuch zapewnia nam nasze własne, wewnętrzne myślenie." Jak myśli człowiek
    niesłyszący? "(...) zapewne myśli w taki sposób, w jaki się porozumiewa. Można
    porównać jego myślenie do pisma obrazkowego." O języku migowym: "Jeśli ktoś nie
    mógł się nauczyć języka mówionego, nie miał aparatu, nie przeprowadzono
    operacji, ważne jest, żeby znał jakikolwiek język." O implantach: "To one
    pozwoliły na przywrócenie zmysłu słuchu. Ktoś, kto ma obustronną głuchotę i nie
    może skorzystać z aparatu słuchowego, jest teraz poddawany operacji. Wtedy
    wszczepiony implant ślimakowy zastępuje ucho wewnętrzne i przywraca słuch."
    L.D.

    (...) W rozmowie tej profesor podkreślił, że słuch jest podstawą rozwoju
    inteligencji i zmysłem decydującym o niej, co nie jest prawdą. Z wypowiedzi
    profesora wniosek jest taki, że członkowie środowiska niesłyszących nie mają
    inteligencji. Zastanawiam się, na podstawie jakiej teorii, jakich badań podaje
    te informacje. Załóżmy, że, tak jak powiedział profesor, słuch decyduje o
    rozwoju inteligencji. Co w takim razie z ludźmi niesłyszącymi, którzy skończyli
    studia bądź właśnie studiują? Chodzi tu o osoby, które w ogóle nie słyszą i
    posługują się językiem migowym. Jest wielu takich magistrów, którzy pracują w
    placówkach oświatowych i nie tylko, biorą czynny udział w życiu naukowym, robią
    doktoraty. Czy te osoby nie mają inteligencji? Czy z powodu głuchoty ich
    inteligencja nie rozwinęła się? Zrobiono szereg badań nad inteligencją
    niesłyszących. Te badania pokazują, że to język, operowanie pojęciami, a nie
    słuch mają wpływ na rozwój inteligencji. Nie jest również powiedziane, że
    chodzi tu o język werbalny, tu chodzi o język w ogóle, czyli również migowy. W
    wielu badaniach porównywano inteligencję dzieci głuchych rodziców głuchych
    (DGRG) z dziećmi głuchymi rodziców słyszących (DGRS). Okazało się, że ci
    pierwsi, czyli DGRG mieli wyższe wyniki w porównaniu z DGRS. Wynika z tego, że
    rodzice głusi, dzięki wczesnej komunikacji w języku migowym, dostarczają swoim
    dzieciom bazę językową, która prowadzi do rozwoju wiedzy ogólnej i do
    osiągnięcia bardziej zaawansowanych poziomów myślenia.

    Język migowy jest efektywnym systemem komunikacyjnym, który pozwala na wymianę
    informacji między rodzicem a ich głuchym dzieckiem i który pozwala tym dzieciom
    rozwijać lepszą kompetencję językową niż dzieciom głuchym wychowanym w
    środowisku oralnym. DGRG od chwili narodzin, dzięki językowi migowemu otrzymują
    przekaz skierowany do kanałów wizualno-motorycznych, czego brak jest głuchemu
    dziecku w środowisku oralnym. Podobne badania robiono nad myśleniem
    abstrakcyjnym, w których wyższe wyniki uzyskały DGRG (Sisco i Anderson 1980;
    Kushe 1983; Zwiebel 1987). Informacje podane przez prof. Skarżyńskiego, takie
    jak ta, że słuch zapewnia ludziom wewnętrzne myślenie, czy że brak słuchu
    zmniejsza możliwości komunikowania się i poznawania świata, są sprzeczne z
    wynikami wielu badań oraz z rzeczywistością. Przecież my, ludzie głusi też
    mówimy w myślach, myślimy obrazowo, mamy bogatą wyobraźnię. U prof. H.
    Skarżyńskiego zauważa się podejście tylko i wyłącznie biomedyczne, czyli "co
    zepsute należy naprawić". Jeśli dziecko nie słyszy, to należy wszczepić
    implant. Nie bierze się pod uwagę konsekwencji biopsychospołecznych dla
    operowanego. Nieprawdą jest, że po operacji wszystko będzie "okay". Mam kilku
    znajomych, którzy są po wszczepieniu implantu u prof. Skarżyńskiego i którzy
    tak naprawdę to nie mogą znaleźć sobie miejsca w tym nowym świecie słyszących.
    Wewnętrznie, psychicznie nadal czują się głusi. Pozostali nadal w środowisku
    niesłyszących i żałują, że poddali się operacji. Wszczepiony implant jest dla
    nich przeszkodą, muszą uważać, unikać niebezpiecznych sytuacji takich jak np.
    uderzenia w miejsce, gdzie był wszczepiony implant, a niektórzy go nawet na co
    dzień nie używają, tylko odkładają ten transmiter na półkę. Jest wiele osób,
    którym obiecywano, że po wczepieniu implantu będą słyszeć. Okazało się, że po
    długiej rehabilitacji nie ma efektów, że odbierają tylko dźwięki, ale treści
    nie.

    Na pytanie, czemu poddali się operacji, odpowiedź brzmi - rodzice. Warto
    zapytać, czy jest to problem rodziców czy dziecka?

    Kto powinien mieć wpływ na decyzję o operacji? Wiadomo, że za dwulatka decydują
    rodzice, ale czy tak powinno być? Czy za osobę dorastającą też powinni
    decydować rodzice? Uważam, że psycholodzy, którzy współpracują z prof.
    Skarżyńskim w Instytucie Fizjologii i Patologii Słuchu powinni zdawać sobie
    sprawę z wszystkich konsekwencji biopsychospołecznych i zapobiegać im. Wiadomo,
    że po operacji słyszy się tylko dźwięki, których pacjent jeszcze nie odróżnia,
    nie zna ich, wtedy potrzebna jest rehabilitacja i to codzienna, aby naprawdę
    były efekty. W wielu przypadkach efekty operacji i rehabilitacji nie są tak
    spektakularne jak to zwykle mówi prof. Skarżyński. Zwłaszcza, że ostatnio
    Instytut Fizjologii i Patologii Słuchu po dokonaniu operacji proponuje zajęcia
    rehabilitacyjne tylko raz na 2 tygodnie. Nie rozumiem, po co reklamuje się
    implanty, robi się nadzieje operowanym i ich rodzicom, jeśli nie zapewnia się
    później optymalnej rehabilitacji. Ogólnie rzecz biorąc rozmowa z prof.
    Skarżyńskim w "Przeglądzie" wprowadza czytelników w błąd. Chodzi tu o tych
    czytelników, którzy nie mają żadnych informacji na temat osób niesłyszących.
    Czytając wypowiedź profesora mogą oni wywnioskować, że głuchy to ktoś gorszy,
    że to osoba nie mająca inteligencji, nie rozwijająca się pod względem
    psychicznym, nie radząca sobie w różnych sferach życia, że trzeba zrobić
    wszystko, żeby przestała być głucha, bo inaczej będzie stracona. Ludzie tym
    bardziej wierzą w te opinie, że wypowiada je profesor, osoba która otrzymuje
    wiele nagród na polu naukowym, myślą: "O, wypowiada się ekspert; ach to tak
    wygląda świat niesłyszących!" Dzięki takim publikacjom, jak rozmowa z
    profesorem Skarżyńskim rodzą się stereotypy, uprzedzenia do osób niesłyszących.
    Co można zarzucić profesorowi? Brak tolerancji i obiektywizmu oraz brak podstaw
    psychologii (a na ten temat profesor się wypowiadał, ja nie kwestionuję jego
    kwalifikacji medycznych).

    Czym tak naprawdę różni się osoba głucha od słyszącej? Niczym. Ma tak samo jak
    osoby słyszące swoje wartości moralne, poglądy na życie, politykę, uczucia,
    itd. Więc czym się różni? Tym, że nie słyszy! Tak, ale prowadzi życie
    towarzyskie, tańczy, uprawia sport, stawia sobie cele, realizuje swoje plany,
    zdobywa wykształcenie i wiedzę.




    Anna Gronowska

    niesłysząca studentka pedagogiki opiekuńczo-wychowawczej Akademii Podlaskiej w
    Siedlcach oraz społecznej psychologii klinicznej w Szkole Wyższej Psychologii
    Społecznej w Warszawie

    Świat Ciszy - wrzesień/pażdziernik 2001






  • argonka 11.03.04, 09:05
    Chcę zapytać Adama, czy wiesz o środowisku niesłyszących, czy spotkałeś osobę
    niesłyszącą na żywo? Jak nawiązywałeś konktat z osobę niesłyszącą? Może
    wystydzisz środowiska z wadą słuchu. Uważam,że nie miałeś racji o tym. Jeżeli
    straciłeś słuch, czy chciałbym podaać operację implantu słuchowego?
  • grzes_b 18.03.04, 15:30
    Witam

    argonka napisała:
    > Witam Was!!!
    > Rozumiem wasze problemy. Ja nie chciałam podać operację implantu słuchowego.
    > Nie da rozwiązywania, aby słyszała świetnie. Będę czuła jak robot. Istnieje

    To jest dziecinne myślenie. Tak samo jak wstyd przed noszeniem okularów albo
    aparatów słuchowych.
    Jeśli komuś urwie nogę i może chodzić dzięki protezie ale sie wstydzi i woli
    siedzieć na wózku albo w domu - to jego sprawa ale ja uważam, że taki człowiek
    jest po prostu głupi.

    > ryzyko przy operacji, łatwo spowodować nierównowagę. Czasami ciało może
    > odrzucać implant.

    Ryzyko wystąpienia szkodliwych powikłań podczas przeprowadzania tego typu
    opercaji jest bardzo małe.

    > To była strata. Wiesz, że środowisko z wadą słuchu są
    > przeciwni operację. A lekarze nie pytali środowiska z wadą słuchu, czy chcą
    > mieć. Niesłyszący nie maja głosu do rządzenia.

    Nikt nikogo nie zmusza do poddania się wszczepieniu implantu.

    > Państwo myślą, że po operacji dziecko będzie słyszał. to jest koniec. To jest
    > nie prawda.

    Bzdury. Ja mam implant i słyszę. Oczywiście potrzebna była rehabilitacja, na
    początku nie rozumiełem nic z tego co słyszałem ale teraz (ok 1,5 roku po
    operacji) jest juz bardzo dobrze a bedzie jeszcze lepiej. Jak ktoś mówi
    wyraźnie to mogę z nim rozmawiać w ogóle nie patrząc na jego usta. Jako
    niesłyszący mogłem o tym tylko pomarzyc...

    > Po 7-8 lat implant zużywa, trzeba wymienić części. Cześci kosztuje
    > jak samochód. Wy będziecie płacić.

    Implant wszczepiany jest docelowo tak, aby funkcjonował w głowie przez całe
    życie. Wymiany moze wymagać procesor mowy. Ale jak pisałem wczesniej na tym
    forum, firma której aparat posiadam daje nieograniczoną gwarancje na procesor -
    jak się zepsuje to naprawiają albo wymieniają. Nie są to czcze obiecanki, mam
    znajomego, któremu zepsuł się procesor mowy i wymienili mu bez żadnych
    dodatkowych kosztów i dyskusji.

    > Myślę, że 18- latek ma pomyśleć, czy chce

    Źle myślisz. Im wcześniej dziecku wszczepi się implant tym lepsze efekty
    przyniesie. Poza tym, z niejakim wstydem dodam, że ja jako 18-latek z niechęcią
    myślałem o implancie i gdyby nie upór mjej Mamy to pewnie w ogóle nie mialbym
    tej operacji - teraz sie dziwię jak mogłem być tak głupi smile I żałuję, że
    wcześniej nie poddałem się tej operacji. Myślę, że inni nastolatkowie mogą
    myśleć podobnie jak ja kiedyś. Tym bardziej, że do takiego sposobu myślenia
    przycznić się mogą często idiotyczne opinie osób ze środowiska niesłyszących na
    temat implantów. Byłem niedawno na czacie dla niesłyszących, dowiedziałem się,
    że w mniemaniu niektórych osób, osobom z implantem wystają jakieś antenki(?!?)
    z głowy i wyglądają jak kosmici. Żałość.

    > mieć implantu. A nie rodzice postanowili rozwiązywać za dziecka.

    Powinni działać jak najszybciej. Tzn. skonsultować się ze specjalistą i o ile
    ten wyda opinię o przydatności implantu to dążyć do jak najszybszego
    przeprowadzenia operacji. Dziecko kiedyś bedzie im za to wdzięczne.

    > Pochodzę z słyszacej rodziny. Mój tatuś chciał, aby ja miałam operację.
    > Dowiedział u jasnowidza, on poradził, że nie warto mieć operację, gdyż mam

    Aż mi przykro czytać takie rzeczy. Powinien iść z Tobą do lekarza specjalisty a
    nie jasnowidza!

    > uszkodzony nerw. Doradził, aby posysłać mnie do przeszkola dla niesłyszących.

    Co nie oznacza, że nie możesz mieć implantu. Chociaż w Twoim przypadku nie
    byłby to implant ślimakowy ale wszczepiony bezpośrednio do pania mózgu. Takie
    operacje były już przeprowadzane z powodzeniem w Polsce.
    Co do placówek oświatowych dla niesłyszących - przykro mi o tym pisać ale po
    takich szkołach mało kto może zdać egazmin maturalny a co dopiero skoczyć
    szkołe wyższą. I co pozostaje po ukończeniu takich szkół? - beznadziejna praca
    za w spółdzielniach inwalidów. A niesłyszące dziecko z implantem ma duże szanse
    na normalny rozwój i ukończenie szkół masowych a przez to równe szanse w
    dalszym życiu zawodowym i nie tylko.

    Pozdrawiam
  • grzes_b 17.03.04, 21:12
    Witam

    > Witam Państwa, które wychowują dziecko z wadą słuchu.
    > Jestem osobą niesłyszącą. Uważam, że nie warto podać dziecka implantu
    > słuchowego.

    A ja uważam ze piszesz bzdury.

    > Jest stresująca dla dziecka.

    Tak samo jak aparat słuchowy.

    > Części implantu będzie wymienić po 8
    > lat, będziecie musieli płacić dodatkowo. To jest ogromne koszty. Dla lekarzy

    Na mój implant i procesor mowy polski dystrybutor daje mi nieograniczona
    czasowo gwarancje bezplatnej naprawy/wymiany w przypadku uszkodzenia. Dodatkowo
    mogę też ibezpieczyć sobie procesor mowy na wypadek np. kradzieży.

    > jest interes. Implant słuchowy nie nawraca świetny słuch, czeka tyle
    > pracy.

    To prawda, ze rehabilitacja _czasem_ wymaga dużo ciężkiej pracy, niemniej nie
    mam żadnych wątpliwości, iż warto. Szczególnie jeśli chodzi o wszepianie
    implantów dzieciom oraz osobom, które kiedyś słyszały.

    Warto polecam książkę "Maska dobroczynności", ta mówi o losie osób
    > niesłyszących w USA, nawet implancie słuchowego. Jest bardzo dobra.
    > Radzę , aby dziecko nosiło aparat słuchowy, gdyż jest bezpieczne. Może
    > wymienić
    > po 5 lat.Aparat jest tańszy i bezpieczny.

    A implant jest niebezpieczny? Jeśli chodzi o mnie to nie płaciłem ani grosza za
    operację, implant i procesor mowy - zapłaciło państwo (dokładniej kasa chorych).

    > Wiem, że rodzice pragną, aby dzieci słyszą. To jest niemożliwe.

    Możliwe.

    > Nie słyszę od urodzenia.

    A ja niesłyszałem od dziecka, przez 17 lat i teraz dzięki implantowi znowu
    słyszę. Apaparaty słuchowe w ogóle mi nie pomagały. Pisząc ten post słucham
    muzyki, mogę znowu rozmawiać z ludźmi, słyszę swój głos, śmiech itd.
  • dalmag 17.03.04, 21:36
    Wielki dzięki za ten post!!!!!!!!!!!!!
    Nawet nie zdajesz sobie sprawy ile nadziei rozbudziłeś we mnie.
    Piszesz, że masz 17 lat i od dziecka nie słyszysz. Czy mógłbyś napisać coś
    więcej: jaki masz ubytek słuchu? czy zacząłeś uczyć się mowy dopiero po
    wszczepieniu implantu i jak długo go "nosisz"?
    Skąd jesteś?
    Magda
  • malwe 17.03.04, 22:26
    A ja zapraszam na strone Kakofonii, jest tam nas całkiem sporo i dorosłych
    słabo- i całkiem niesłyszących i rodziców dzieci z wadami słuchu. Tez warto
    poczytać.
  • grzes_b 18.03.04, 09:09
    dalmag napisała:

    > Wielki dzięki za ten post!!!!!!!!!!!!!
    > Nawet nie zdajesz sobie sprawy ile nadziei rozbudziłeś we mnie.
    > Piszesz, że masz 17 lat i od dziecka nie słyszysz.

    Niezupełnie tak napisałem smile Pisałem, że niesłyszałem 17 lat. Słuch straciłem w
    wieku 9 lat, przy czym była to całkowita głuchota, aparaty słuchowe nic mi nie
    dwały (jakiś czas nosiłem a potem zrezygnowałem).

    > Czy mógłbyś napisać coś
    > więcej: jaki masz ubytek słuchu? czy zacząłeś uczyć się mowy dopiero po
    > wszczepieniu implantu i jak długo go "nosisz"?

    Mowy nauczyłem się jeszcze jak słyszałem. Potem czytałem dużo książek co wg.
    mnie miało kluczowe znaczenie w procesie dalszego rozwijania języka zamiast
    cofania się w słownictwie.
    No i oczywiście dzięki temu, że kiedyś słyszałem, chociaż było to całe 17 lat
    to rehabilitacja u mnie nie jest cieżka i przebiega szybko.

    > Skąd jesteś?
    > Magda

    Mieszkam w zachodniopomorskim.
    Jeśli Pani dziecko niesłyszy to zachęcam do jak najszybszej konsultacji ze
    specjalistą w celu ustalenia czy implant będzie najlepszym wyborem. Wg mnie,
    jeśli dziecko niesłyszy w takim stopniu, iż aparaty słuchowe nie pomagają,
    implant bezdyskusyjnie jest najlepszym wyborem. Przy czym im wcześniej się
    wszczepi tym łatwiej o szybkie efekty. Tam gdzie ja byłem na operacji (Poznań,
    szpital na Banaszewskiego) wszczepiają implanty dzieciom - widziałem maluchy
    biegające z implantami po korytarzach smile Na Pani miejscu skontaktowałbym się od
    razu z dr. Karlikiem z tego szpitala w celu ustalenia czy dziecku można
    wszczepić implant. Przy okazji dodam, że to bardzo sympatyczny i przyjaźnie
    nastawiony do pacjentow lekarz.
    Inna sprawa to pieniądze. Koszty operacji i impalntu są wysokie, jak pisałem mi
    to sfinansowała jeszcze kasa chorych, jak jest obecnie - nie wiem. Podobno
    brakuje pieniędzy na takie operacje sad
    Bez wzgledu na trudności warto jednak walczyć o tą operację. Tak jak moja Mama,
    która przez te całe lata kiedy niesłyszałem starała się coś zrobić i gdyby nie
    Ona to pewnie dzisiaj niemógłbym się cieszyć światem dźwięków. Za co jestem jej
    bardzo wdzięczny.

    Polecam też artykuł z "Przekroju" w tym temacie:
    www.przekroj.com.pl/archiwum/07_04/text5.html
    Życzę powodzenia w staraniach o implant dla dziecka.
  • argonka 18.03.04, 15:16
    Masz szczęście, że straciłeś słuch w wieku 9 lat, dlatego mózg został
    zapamiętany. Czyli zostałeś wychowany wcześniej w świecie hałasu. Myślę, że
    mowa została doskonała przed utraty słuchu. Szkoda, że nie dostrzegałeś świata
    ciszy. Może wystydzisz środowiska z wadą słuchu. Ktoś nie słyszał od urodzenia,
    jest trudno, aby nauczyć wymowę.Dlatego znam problem środowiska z wadą
    słuchu.Dla jest normalne, trzeba poszanować ludzi. Nikt nie przymuszał do
    ciebie do operacji, bo ty chciałeś mieć implantu słuchowego.
  • grzes_b 18.03.04, 15:48
    argonka napisała:

    > Masz szczęście, że straciłeś słuch w wieku 9 lat, dlatego mózg został
    > zapamiętany. Czyli zostałeś wychowany wcześniej w świecie hałasu. Myślę, że
    > mowa została doskonała przed utraty słuchu. Szkoda, że nie dostrzegałeś
    świata
    > ciszy.

    Nie wiem dlaczego tak uważasz. Przez 17 lat cłkowitej głuchoty miałem czas
    na "dostrzeżenie tego świata". Ale nie chciałem w nim zostać.

    > Może wystydzisz środowiska z wadą słuchu.

    Nie wstydzę się, ale czasem opinie niektórych osób z tego środowiska mnie
    drażnia. Np. to że ktoś na początku tego wątku odradza rodzicom operacje
    wszczepu implantów ich niesłyszącym dzieciom.

    > Ktoś nie słyszał od urodzenia,
    > jest trudno, aby nauczyć wymowę.

    Daltego zachęcam rodziców aby działali jak najwcześniej! Jak małemu dziecku
    wszczepi się implant to taki sposób słyszenia stanie się dla niego naturalny.

    > Dlatego znam problem środowiska z wadą
    > słuchu.Dla jest normalne, trzeba poszanować ludzi.

    Ja nikogo nie zmuszam. Zachęcam. Poza tym to jest forum o dzieciach
    niesłyszących, to co piszę kieruję gównie do rodziców takich dzieci.

    Pozdrawiam
  • mab5 18.03.04, 15:58
    Dzięki Grześ za takie słowa smile))
    Magda, mama Agatki (13 miesięcy)
  • mjtom 04.04.04, 12:39
    Zgadzam się z grzesiem w sprawie implantu u dziecka. Trzeba sie skonsultować co
    jest lepsze dla dziecka implant czy aparat. Jeśli faktycznie aparat nie pomoże
    trzeba dać implant i to jak najszybciej. Dziecko wchodzi teraz w okres rozwoju
    mmowy, dlatego jest tak ważne umiejętność słyszenia. W każdym przypadku jest
    potrzebna rehabilitacja, tzn. wtedy gdy się nosi aparat i wtedy gdy się nosi
    implant. Ci, u których utrata słuchu nastąpiła, gdy umieli już dobrze mówić i
    pamiętają dźwięki rehabiltacja jest krótsza. Natomiast u osób, które nie
    słyszącą od urodzenia i u takich jak ja, gdy straciłam słuch w wieku 2 lat,
    rehabilitacja jest niestety do końca życia (do dzisaij chodzę do logopedy), ale
    sie opłaca. trzeba spróbować i walczyć.powodzenia. Magda
  • trincia 21.07.04, 19:31
    eeee...implanty to....nowośc, nie pewność, i cos, co nie widać, co jest guzik
    prawda! Widac wszystko, ale ...nie będę komentować. Implanty sa dla osób z
    duzym ubytkiem słuchu emska, dla tych co nie słyszą prawie NIC, ZERO.
    Ostateczny efekt wszczepienia implantu ślimakowego u dzieci, jak i u dorosłych
    zależy od wielu czynników. Cała struktura rehabilitacji pooperacyjnej musi być
    zindywidualizowana a odbiór metod i środków rehabilitacji słuchu i mowy
    dostosowany do potrzeb i możliwości poszczególnych pacjentów. Niebagatelny
    wpływ na postępy w rozwoju umiejętności słuchowej percepcji i komunikacji
    językowej ma wiek, w którym nastąpiło uszkodzenie słuchu, przyczyna uszkodzenia
    słuchu, rodzaj i stopień niedosłuchu, stan zdrowia i stan emocjonalny, a także
    moment rozpoczęcia terapii, sposób uczenia się i szeroko pojęta sprawność
    intelektualna i psychoruchowa.
    Sadzę, że implanty ślimakowe są wielką szansą dla osób głuchych i
    niedosłyszących. Aby można było rozważać zastosowanie wszczepu ślimakowego
    osoba niesłysząca musi posiadać znaczne lub graniczące z głuchotą uszkodzenie
    słuchu, brak korzyści z noszenia aparatu słuchowego, brak medycznych
    przeciwwskazań do operacji oraz silną motywację.
  • trincia 21.07.04, 19:41
    www.deaf.pl/viewtopic.php?p=2670#2670
    Może panstwo zajrzą na tę stronke i posłuchają wypowiedzi osób niesłyszących na
    temat implantow. Oczywiscie zdania sa podzielone. Ja na własne oczy przekonalam
    się jak implant wplywa na dziecko. Jest ból, przerażenie i wstyd. A implanty
    można załozyć w każdym wieku.
  • mab5 22.07.04, 08:33
    z twoim ostatnim zdaniem nie do końca się zgodzę, a własciwie zasugeruję, że -
    owszem- implant można założyć w każdym wieku, ale jeśli spojrzymy na sprawę
    przez pryzmat wieku dziecka, wielkości ubytku i momentu utraty słychu (od
    urodzenia czy nie) - to nie w każdym wieku zakładanie implantu MA SENS....
    wszyscy wiemy,że mózg człowieka jest najbardziej plastyczny do 3 roku życia i w
    tym czasie tworzy się najwięcej połączeń neuronowych na skutek otrzymanych
    bodźców...założenie implantu dziecku 5letniemu niesłyszącemu od urodzenia mija
    się z celem, bo wtedy jest już za póżno na prawidłowy rozwój mowy...
  • e-tron 22.07.04, 09:13
    Poza tym trzeba uwzględnić też tu aspekt najbardziej przyziemny czyli
    pieniądze. W pożniejszym wieku dziecko nie ma praktycznie szans na
    dofinansowanie implantu.
    --
    pozdrawiam Adam
  • siuniek 22.07.04, 15:24

    > Ja na własne oczy przekonalam
    > się jak implant wplywa na dziecko. Jest ból, przerażenie i wstyd.

    A ja znam co namniej 10 dzieci w wieku 3 - 12 lat noszące implanty, które
    doskonale władają językiem polskim, które nie mówią polszczyzną typu "Kali miec
    krowe", które nie wstydzą się tego co noszą, a wręcz przeciwnie są zadowolone i
    przez rówieśników traktowane są tak jak dzieci słyszące.


    > A implanty można załozyć w każdym wieku.
    Można, w Polsce są przypadki wszczepów nawet u osób nie posiadających
    kompetencji językowych, posługujących się językiem migowym i mających żadnych
    szans na rehabilitację. A najlepsze efekty daje założony w okresie pierwszych
    24 miesięcy życia.
  • evian66 12.11.04, 13:28
    Witam,

    Właśnie trafiłam na to forum i ze smutkiem przyglądam się, jak silne są jeszcze
    fałszywe stereotypy i agresja środowiska głuchych w stosunku do implantów.
    Jestem mamą 7-latki z głębokim niedosłuchem prelingwalnym, rehabilitowanej
    oralnie, która od 6.5 roku korzysta z aparatów, a od roku również z implantu
    (dzieki Bogu i dr Piotrowskiej z IFiPS!!!). Natalia mówiła już przed implantem,
    ale z implantem słyszy o niebo lepiej, rozumie bez porównania więcej i teraz,
    po roku, często prowadzimy długie rozmowy bez patrzenia na siebie. Mam czasem
    wrażenie, że implant zdjął każdemu członkowi naszej rodziny worek kamieni z
    pleców, a małej to chyba nawet 2.
    Nie będę już dyskutować z bzdurnymi argumentami typu "będę się czuć jak robot"
    (brawo grzes_b), natomiast wszystkim rodzicom zastanawiającym się nad implantem
    dla dziecka zwracam uwagę na fakt, że takie argumenty można usłyszeć wyłącznie
    od osób niesłyszących migających, które implantu nie mają, mieć nie będą, gdyż
    jest na to dla nich za późno, i z reguły BARDZO NIEWIELE wiedzą na jego temat.
    Mają natomiast ogromne pokłady agresji wobec świata słyszących, który nie chce
    się z nimi komunikować (a niby jak miałby to zrobić? wszyscy mają nauczyć się
    migać?). Mają również realne obawy, że im mniej dzieci będzie migać zamiast
    mówić, tym mniejsza będzie szansa na jakiekolwiej zatrudnienie dla
    głuchoniemych dorosłych (gł. w ośrodkach dla głuchych lub przy podstawowych
    zawodach fizycznych).
    To prawda, że jest grupa dzieci, dla której język migowy jest potrzebny i
    korzystny, i odpowiednie szkoły z j. migowym powinny dla nich istnieć, ale cała
    reszta z implantami lub aparatami może nauczyć się mówić i nie być skazana na
    uzależnienie od tłumaczy i opieki społecznej przez całe życie. A jeśli chodzi o
    możliwości edukacyjne jakie daje język migowy, wystarczy poczytać jakim
    językiem pisany jest post argonki (przykro mi argonko, ale tak ja to widzę),
    aby mieć pojęcie o poziomie tego typu szkolnictwa.
    Poza tym, kiedy moja córka przychodzi do mnie i MÓWI 'mamusiu kocham cię
    najbardziej na świecie', to nie zamieniłabym tego na migi za żadne skarby
    świata...
  • mab5 12.11.04, 14:49
    witaj!
    dzięki, że to napisalaś...
    Chyba wielu z nas podziela twoje poglądy co do dyskusji na temat implantów
    samych w sobie...
    a skoro masz już to za sobą - prosze, zaglądaj tu częsciej i powiedz nam czasem
    w chwili słabości, ze to co robimy - jest słuszne i dla naszych dzieci-
    najlepsze....
    pozdrawiam
    Magda
    --
    Chcielibyście JEJ pomóc?
  • mjtom 12.11.04, 18:23
    Wiesz evan66, bardzo mi przykro stwierdzić,że to ty jednak się bardzo mylisz.
    Nie czytałaś moich postów, ja należę do tych i twoja córka również do
    niesłyszących, a raczej do niedosłayszących, czy jak wolisz słabosłyszących. I
    nie mówię językiem migowym! I chodziłam do szkoły masowej, skończyłam z
    dyplomem studia! Nie obrażaj nas, bo nie wiesz z kim rozmawiasz, skoro dopiero
    teraz się pojawiłaś. Nie wszyscy słabosłyszący mówią językiem migowym i nie
    wszyscy mieli taki szczęście jak ja, by chodzić do masowej szkoły i jak
    mówisz "A jeśli chodzi o
    >
    > możliwości edukacyjne jakie daje język migowy, wystarczy poczytać jakim
    > językiem pisany jest post argonki (przykro mi argonko, ale tak ja to widzę),
    > aby mieć pojęcie o poziomie tego typu szkolnictwa. " Bardzo nie ładnie tak
    obrażasz innych. Upokarzasz nass bo uważasz nas za gorszych, bo twoja córka
    uniknęła tego co my musielismy przejść i "nie słyszeć" tak jak ona. Nie
    porównuj nas do niej. Zapomniałaś jakie są czasy teraz i jakie były kiedyś, a
    zreszta co ty tam wiesz, ty dopiero nic nie wiesz, jak to było przeszło 20 lat
    temu, kiedy nie było takich możliwości dla takich jak my, jakie są teraz. Twoja
    córka,(i chwała Bogu,że słyszy, bardzo się cieszę), gdyby była w tamtych
    czasach, czy mówiła by tak jak ja? Czy miała by wyróżnienia z konkursów
    ortograficznych w masowej szkoły? Chyba raczej nie, bo wtedy zmuszano szantażem
    rodziców, aby wysyłali do szkoły z internatem dla głuchych, gdzie uczono tylko
    jezyka migowego, a potem przygotowywano ich do zawodu szwaczki, czy ślusarza.
    Ciesz się,że twoja córka urodziła się 7 lat temu! Bo mogła mieć udana operacje
    wszczepu implantu i moze bez problemu chodzic do masowej szkoły, a w
    przyszłości skończyć studia. Czego serdecznie życzę. Poza tym nie mieszaj
    głuchych z słabosłyszących. Czy ty wogóle wiesz kim są głusi, a słabosłyszący,
    jaka jest różnica? Właśnie najbardziej nienawidzą głusi nas słabosłyszących! I
    chyba ty też nas, skoro tak nas krytykujesz. Czy kiedykolwiek miałaś operację,
    czy miałaś w sobie kiedys ciało obce? Chyba nie, bo z pewnością nie mówiłabyś
    takich bzdur. Zapominasz,że to poważna operacja jakim jest wszczepienie
    implantu. Nie zawsze się udaje, nie zawsze przyjmuje "to ciało obce" organizm
    dziecka. Bo mówię głównie o takich małych dzieciach, jak mój synek 2letni
    (dzięki Bogu słyszy). Chyba nie wiesz co to cierpienie w takim znaczeniu, i
    sadzę,że nie do końca się pogodziłaś z tym, że twoja córka jest "inna", nie
    taka jak Ty, słysząca. I co to za bzdury, które mówisz, że "natomiast wszystkim
    rodzicom zastanawiającym się nad implantem
    >
    > dla dziecka zwracam uwagę na fakt, że takie argumenty można usłyszeć
    wyłącznie
    > od osób niesłyszących migających, które implantu nie mają, mieć nie będą,
    gdyż
    > jest na to dla nich za późno, i z reguły BARDZO NIEWIELE wiedzą na jego
    temat. " Czy ty wiesz co MÓWISZ! Żal mi ciebie, skoro tak ty myślisz. Znam
    opinie ludzi słyszących na temat implantu. I gwarantuję,że ci co wiedzą co to
    implant są w większości przeciwnikami tego typu operacji. Czy znasz moja
    opinię? Nie, na pewno nie znasz. Chcesz wiedzieć co myślę? Więc implant to
    ostateczność, nie dlatego, że ja nie będę mieć, a tak naprawdę nie chcę,
    ponieważ uważam,że przy takim ubytku słuchu jaki ja mam wystarszy aparat
    słuchowy i odpowiedznia rehabilitacja. Technika idzie do przodu, również w
    aparatach słuchowych. Operacja tego typu jak implant to ingerencj w organizm,
    który nie zawsze się może "zgodzić" na ciało obce. Pomyślałaś o tym? Ja wiem co
    to mieć ciało obce, w swoim życiu przeszłam bardzo wiele, "zaliczyłam"
    szpitale. Więc po co implantować, skoro dziecko może słyszeć równie dobrze w
    aparatach słuchowych. Innaczej wygląda sprawa u dzieci, u których nie ma
    reakcji na dźwięk, mimo aparatowania, tak jak u Amelki, córeczki Magdy(dalmag).
    Wówczas implant może byc szansą na przywrócenie słuchu, i to na pewno nie w
    100%! Ale równie dobrze po implancie może nie być dalej reakcji. A swoją drogą
    twoja córka trochę zbyt późno zastała "zaimplantowana" I nie wiesz też, że
    rozumienie mowy zawsze przychodzi z wiekiem? Bez impalntu , ale z odpowiednim
    aparatem też w wieku 7 lat "rozumiała" bez porównania więcej. Poza tym poszła
    do szkoły i została w pewnym sensie zmuszona by "zacząć" rozumieć. Wiedziałaś o
    tym? Nie, bo ty widzisz tylko i wyłącznie efekty twojej córeczki, i krytykujesz
    innych. Ja podziwiam innych podobnych do mnie,że mimo barier na jakie się na
    tykają na swojej drodze, nie poddają się, uczą się mówić i pisać, bo nie mieli
    tyle szczęścia co ja, twoja córka...
    Mam nadzieję,że ochłoniesz i zaczniesz innaczej mysleć o takich jak ja czy
    argonki. Z szacunkiem proszę o nas wyrażać, bo my włożyliśmy wiele wysiłku by
    robić to co robimy.

    Z szacunkiem do wszystkich głuchych, słobosłyszących i słyszących - Magda
  • evian66 13.11.04, 00:36
    Przepraszam.

    Nie napisałam tego postu, aby kogokolwiek upokarzać. Na pewno nie Ciebie,
    mjtom, gdyż w ogóle nie odnosiłam się do twojego postu, ale też nikogo innego.
    Po prostu trafiłam na to forum, przeczytałam kilka wątków, i odniosłam
    wrażenie, że jest tu sporo 'nowych rodziców', którzy potrzebują rzetelnej
    informacji, a zamiast tego otrzymują garść fałszywych przesądów w
    rodzaju 'dziecko z implantem nie może się bawić ani pływać'
    (nieprawda), 'trzeba ponawiać operację co 7 lat' (skąd te dane???), 'słyszy się
    tak samo jak w aparatach' (jeśli ktoś kwalifikuje się na implant, usłyszy
    więcej niż w aparacie). I przypomniałam sobie moją pierszą panią audiolog,
    która na dzień dobry powiedziała, żebym tylko nie dała się namówić na implanty,
    bo słyszy się w nich jak kaczor donald (?). Po czym wyraziłam swoje zdanie na
    ten temat.

    Przyzwyczaiłam się już do braku wiedzy o implantach nawet u audiologów
    dziecięcych, ale kwiatki typu 'z głowy wystaje antenka' czy 'nie można myć
    włosów do końca życia' słyszam dotychczas zwykle na forum propagujących przede
    wszystkim język migowy, może stąd moja pochopna ocena.

    Chciałabym coś wyjaśnić - nie uważam, aby moje wybory życiowe dotyczące mojej
    córki były jedynie słuszne. Są dobre dla mojej rodziny. Jeśli ktoś decyduje
    inaczej dla swego dziecka, ma do tego pełne prawo, czy jest to decyzja o
    pierwszym języku migowym, czy też o pozostaniu przy aparatach. Natomiast aby
    podjąć tak ważną decyzję, trzeba najpierw zapoznać się z tematem, i to było
    moim celem. Uważam, że dobrze byłoby, gdyby o implantach wypowiadały się osoby
    implantowane lub rodzice dzieci z implantami. Osoby korzystające z aparatów
    mogą podzielić się swoim doświadczeniem odnosnie aparatów, bo tylko takie mają.
    Dlatego ja piszę o swojej córce, gdyż to jest moje doświadczenie, którym mogę
    podzielić się z innymi.

    Dodam jeszcze, że znam kilka osób niedosłyszących, które całe życie korzystały
    z aparatów i znakomicie sobie z nimi radziły, także z głębokim niedosłuchem. To
    ich przykład dał mi siłę, aby kontynuować rehabilitację oralną z moją córką,
    nawet w chwilach zwątpienia, których nie brakowało po drodze. I mam głęboki
    szacunek dla takich osób (i ich rodziców, którzy włożyli w to kupę pracy).

    Jeśli chodzi o 'zbyt późną implantację' mojej córki, nie komentuję. Napisałam o
    tym trochę na innym wątku, jakby ktoś był ciekawy. Nigdzie nie napisałam, że
    implant przywraca słuch w 100%, bo to nieprawda. Jeśli chodzi o skok w rozwoju
    mowy, który jak piszesz może być związany z wiekiem, to zupełnie nie w tym
    rzecz. Ja mówię o rozumieniu mowy wyłacznie na drodzę słuchowej - w przeciągu
    krótkiego czasu zdanie, które wcześniej trzeba było powtórzyć 3 razy i pokazać
    twarz, było rozumiane za pierwszym razem. I podkreślam, że tak było w naszym
    przypadku, ale wygląda to bardzo różnie - Natalia miała już wcześniej dobry
    podkład w postaci solidnego wychowania słuchowego i rozwiniętego języka, czego
    większość dzieci implantowanych w Polsce, nawet w jej wieku, nie ma. Zgadzam
    się z opinią, że jeśli implant, to im wcześniej tym lepiej.

    Zaciekawiło mnie stwierdzenie o powtarzających się przypadkach odrzucenia
    implantu jako ciała obcego. Czy masz jakieś dane na ten temat? Nie zetknęłam
    się z takim przypadkiem, poza oczywiście złym gojeniem się ran pooperacyjnych i
    w konsekwencji stanie zapalnym. Ale to zdarza się bardzo rzadko. Uczestniczyłam
    w różnych forach rodziców oraz dorosłych osób implantowanych, i tam nikt nie
    wspominał o takim przypadku. Chyba większym ryzykiem jest samoistne wadliwe
    działanie implantu, który trzeba wówczas wyjąć/wymienić, ale to ryzyko szacuje
    się na ok. 1% i mam szczere życzenie, aby było jeszcze mniejsze.

    Z wyrazami szacunku
    Ewa
  • mjtom 14.11.04, 20:23
    Witam, Były tu gdzieś linki na temat implantu, wypowiedzi rodziców takich
    dzieci zaimplantowanych, jak równiez osób zaimplantowanych. Chyba Trinka
    pisała. Nie pamiętam. Implant, jak i każda proteza wszczepiana do organizmu
    jest ciałem obcym, tak samo wszczepiane narządy ludzkie jak serce, wątroba.
    Różne są reakcje organizmu na ciała obce. Idealnie jest jak organizm przyjmuje
    to ciało obce. Tylko nawet wtedy nie ma się pewności czy taka osoba nie będzie
    miała jakiś dolegliwości, np. bóle głowy przy implancie ślimakowego, czy bólów
    nogi na zmianę pogody z powodu śrubów w kości (tak jak ja miałam, były też inne
    bóle związane z tymi śrubami, po zdjęciu tych śrub nie odczuwam do dziś żadnych
    bólów). Mam kolegę, który z powodu wypadku miał trepanację czaszki i ma
    wstawioną platynowa płytkę. Niestety ma czasem problemy z koncentracją i miewa
    w tych okolicach bóle głowy. Mam też i takich znajomych, którzy mają w sobie
    różne ciała obce i nie odczuwają z tego powodu dyskomfortu (pewnie do tej grupy
    należy córka evian). Dlatego tak uczulam Was rodziców, którzy chcecie
    implantować swoje dzieci, byście taką możliwość wzięli pod uwagę. Przed
    wszystkim dlatego, że to głowa ma być operowana, to naprawdę bardzo poważna
    operacja i niestety nie zawsze daje 100% pewności,że będzie dobrze, nawet jak
    organizm przyjmie implant. Mam znajomych, którzy pracują w ośrodkach, gdzie są
    dzieci z aparatami słuchowymi i takie, które noszą implanty. Widzą jakie są
    różnice w uczeniu się, jakie mają problemy, i widzą które dziecko dobrze się
    czuje w aparatach czy w implantach. Niestety w większości przypadków, jest
    tak,że opinie tych dwóch osób jest taka,iż są przeciwne implantom. Zaznaczę
    też,że jedna mieszka pod Warszawą, druga w Szczecinie i jedna o drugiej nie ma
    pojęcia,że istnieje druga. Osobiście znam też osoby, które mają implant i u
    nich jest różnie. Jedna jest zadowolona z efektu,bo zaczęła mówić, druga słyszy
    tak jak w aparatach. Każdy rodzic chce dla dziecka jak najlepiej, ja też, bo
    sama jestem mamą, ale trzeba brać wszystkie za i przeciw. Pozdrawiam Magda
  • mab5 14.11.04, 21:29
    Cześć Magda!
    przepraszam, nie mam w tej chwili czasu czytać dokładnie o co chodzi w owej
    dyskusji i w jakim jest tonie, ale widzę, ze coś się dzieje i chcę Ci
    powiedzieć a'propos - z mojego punktu widzenia...
    Chciałabym zwrócic Twoją uwage na fakt, ze Evian nie napisała, ze wszyscy
    dorośli niesłyszący są przeciwni implantom, ale że TYLKO te osoby... a to
    różnica...
    Wiesz, w jakiej jesteśmy sytuacji, co robimy... wiesz tez, że kilka miesięcy
    temu, kiedy stanęliśmy pod murem i kazano nam obrać kierunek w którym
    pójdziemy - szukałam wszędzie opinii na temat...dostalam sporo odpowiedzi...
    wniosek: rodzice dzieci zaimplantowanych- zdecydowanie na tak, na nie- dorośli
    nieslyszący... sad(( Smutne, ale prawdziwe...
    Od tych ludzi "usłyszałam", że chcę skrzywdzic dziecko, że je oszpece (tak,
    jakby estetykę można było przyrównać do jakości życia), że z dziecka zrobię
    robota i że dziecko będzie miało do mnie pretensje....
    Takich opinii było dość żeby zachwiać nasze rozważania... i tylko dużo dużo
    wcześniej, zanim napisala to Evian zauważyliśmy, ze nie "spotkalismy" żadnego
    rodzica dziecka zaimplantowanego, który powiedziałby, ze żałuje...
    czy widzisz, że coś w tym jest?
    tak więc Magduś! bardzo się cieszę, ze jesteś z nami a nie przeciwko nam, ze
    umiesz się dzielić i nawet jeśli nie pochlebiasz naszych działań - nie ganisz
    nas, nie potepiasz, nie odbierasz nadzieji...
    Pozdrawiam serdecznie
    Magda
    --
    Chcielibyście JEJ pomóc?
  • e-tron 15.11.04, 08:15
    Niestety Magda i evian66 maja rację. Trzeba powiedzieć, że środowisko głuchych
    nie akceptuje implantu jako sposobu na odzyskanie słuchu. Dlaczego.....?
    --
    pozdrawiam Adam
  • mjtom 15.11.04, 10:44
    E-tron, Ja np. nigdy nie powiedziałam,że nie akceptuję implantu jako sposobu
    odzyskania słuchu. A sama jestem słabosłysząca i jestem też mamą. Chyba nie
    czytałeś moich wypowiedzi. Po prostu uczulam was, byście przed podjęciem
    decyzji tak poważnej operacji jak wszczep implantu ślimakowego dobrze
    przeanalizowali wszystko za i przeciw. Osobiście nie dałabym się wszczepić
    przede wszystkim dla tego,że jestem za stara i mam już swoje przyzwyczajenie ,
    nauczyłam się mówić najpierw bez potem z aparatem słuchowym. A teraz, gdybym
    się poddała operacji, cała dotychczasowa nauka poszła by w las i musiałbym się
    na nowo do wszystkiego sie przyzwyczajać i uczyć. Nie mówiąc o tym,że nie mam
    gwarancji czy po implancie byłoby lepiej i czy by się go u mnie przyjął, nie
    wspominając o bólu i długiej rehabilitacji. To nie dla mnie. Dlatego to był też
    kolejny powód, dla którego uważam,że wszczepianie implantu pod kątem wieku, to
    najlepiej mniej więcej do 2-3 lat. Druga sprawa to, iż środowisko głuchych to
    inne środowisko niż ludzie słabosłyszący tacy jak ja. Ja osobiście nie uważam
    mojej głuchoty za wadę, bo się nie czuję niepełnosprawna, można porównać wadę
    słuchu do wady wzroku. Czy wada wzroku jest postrzegana przez otoczenie za
    inwalidztwo? Nie. I uważam,że sprawdza się implant u tych dzieci, u których nie
    ma żadnej reakcji na dźwięk przy aparatowaniu, bo to może byc jedyna szansa
    jakiegoś słyszenia, nawet jeśli to oznaczało by odzyskanie resztki słuchu. Ale
    też niema gwarancji,że będzie dobrze. Wypowiadałam się już na ten temat
    wielokrotnie w ciągu tych paru dni. Czy to co powiedziałam e-tron jest
    wystarczajacą odpowiedzią na twoje pytanie "dlaczego?..."?
    Magda
  • e-tron 15.11.04, 12:27
    Uwierz mi Magda, że cały czas analizujemy wszystkie za i przeciw. Niestety, a
    może na szczęście, ale wiekszośc przemawia za.Myślę, że środowisko głuchych
    należy podzielić na tych co mówią i tych co tylko migają. Bo własnie to ci
    ostatni najbardziej oponują. zreszta widać to po wypowiedziach na forum.

    Wiesz, jak widzę dzieci w wieku Marysi, które mówią juz tak dużo i tak dużo
    rozumieją, to ogarnia mnie wielki żal do świata i zawsze wtedy sobie
    postanawiam, że zrobię wszystko, aby ona także mówiła i wszystko rozumiała,
    chocbym miał wyżebrać te zasrane 17 tsięcy euro.
    --
    pozdrawiam Adam
  • aniabj1 13.11.04, 08:41
    dziękuje evian66 !!
    Moim największym mażeniem jest usłyszeniejak mój syn mówi "mamusiu kocham cię"!!
    Dałaś mi nadzieję,że będzie to kiedyś możliwe. Jeszcze raz dziękuje.
    Anka i Julian

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka