Dodaj do ulubionych

Lektury szkolne - klasa I

23.09.09, 09:00
W klasie mojego syna (klasa I szkoła podstawowa) zaproponowała, że z
dziećmi omówi kilka lektór (poza programem). Powiedziała, że można
składać propozycje. Te proponowane przez inne szkoły trącą myszką.
Do dzieciaków nie przemawia już ani Wojtek, który został strażakiem,
ani czarna owieczka.

Czy możecie zaproponować jakieś ciekawe, współczesne pozycje, które
nadawałyby się na lektury? Nie mogą być długie, bo dzieci w klasie
powinny je przeczytać samodzielnie, i musza być dostosowane do wieku
7 lat.
Czekam na propozycje :)


--
www.femina.org.pl/
Edytor zaawansowany
  • 23.09.09, 09:31
    Byłam pewna, że jestem na innym forum :D:D:D
    Kawę trzeba.
    Jejku, aż się śmieję teraz z siebie. Przepraszam :D
    --
    I'm weird, but I'm not strange.
  • 23.09.09, 09:36
    mama_kotula napisała:

    > Byłam pewna, że jestem na innym forum :D:D:D
    > Kawę trzeba.
    > Jejku, aż się śmieję teraz z siebie. Przepraszam :D

    Myślałam, że to taka wyrafinowana złośliwość, czyli propozycja
    przeszukania całego forum.
    Kotulko - za dużo forów od rana?;)
    --
    "Maleństwo się rodzi, po pewnym czasie zaczyna mówić - i od razu,
    bez przygotowania mówi nieprawdę. To znaczy fantastyka jest
    zjawiskiem przyrodzonym. Potem dopiero głupiejemy, my, smutni
    dorośli ludzie"(J. Tuwim)
  • 23.09.09, 09:45
    Za dużo forów? Ależ skąd, byłam tu i na Starszym Dziecku, ostatnio niemal wyłącznie w tych miejscach bywam.
    No i byłam przekonana w pełni, że to Starsze.

    Ale wstałam o 6:00 dzisiaj, po niespełna 5 godzinach snu, rano Szymon wpadł mi w spazmy pt. "zepsuł się zamek od polaru mundurkowego" (a dzisiaj ognisko, i Dzień Ziemniaka, i zdjęcia będą, no i jak tak bez mundurku wystąpi jak jakiś głupek ;)), potem okazało się że posiał również klucz od szatni (w ostatniej chwili szukałam zapasowego, w minutę po ostatniej chwili puknęłam się w głowę i przypomniałam sobie, że w razie czego jest duplikat w sekretariacie), potem przeczytałam że moja koleżanka właśnie rodzi (emocje, emocje) i sama rozumiesz...

    Za to Szymon po pierwszych fazach spazmujących się uspokoił, jak dostał empetrójkę z Eragonem. Słuchawki w uszach, błyski w oczach i nie ma dziecka ;). Mam nadzieję, że posłucha matki i po wyjściu z busa grzecznie schowa odtwarzacz do plecaka. Choć mam co do tego pewne obawy.

    Młodego szkolny plecak zawiera dzisiaj jakieś 2 kilo ziemniaczków :D
    fotoforum.gazeta.pl/zdjecie/1976991,2,1,Copy-of-Picture-003.html
    Ja i wyrafinowana złośliwość? Nigdy przenigdy, a już na pewno nie na tym forum.
    Natomiast co do używania wyszukiwarki, zawsze jestem jak najbardziej za, zanim zacznie się hmmm zawracać głowę :).

    --
    I'm weird, but I'm not strange.
  • 23.09.09, 10:11
    Chichi, to i ja się podzielę. Siedziałam do 1 nad opracowywaniem
    dzisiejszej swojej pogadanki o SI, żeby była strawna dla ludzi.
    Potem obudził się młodszy i nie wiadomo, czego chciał. Zasnął
    sprawnie, ale wybił mnie z senności, więc zostało mi wiercenie się i
    dumanie, co jeszcze można powiedzieć (mam tendencję, żeby za dużo:)
    Gdy już zasnęłam przyszedł starszy z pretensjami, że nie było
    czytania na dobranoc (za karę) i zapowiedzią, że dzisiaj na pewno ma
    czytanie być.
    Potem znowu przylazł młodszy, wlazł nam do łóżka i resztę nocy
    spędziłam na pilnowaniu, żeby nie spadł, bo się rzuca.
    Mąż zaprowadził starszego do szkoły i przyniósł informację, że
    wczoraj odbyło się zebranie rodziców, o którym nie mieliśmy pojęcia
    (akurat G. nie był w szkole, bo miał lekki katar). A chciałam się do
    komitetu zapisać:(((((
    Jestem w trakcie trzeciego kubka kawy i dopieszczania pogadanki
    (młodszy robi przegląd zabawek).
    --
    "Dzieje literatury dziecięcej(...)na pewno by wykazały, że bajka
    (...)zawsze była sednem i podstawą duchowego pokarmu małolatków
    (...).Dzieci bzdurzą i(...)chcą być bzdurzone. Potem im to
    przechodzi. Któremu nie przejdzie - zostaje poetą" (J.Tuwim)
  • 23.09.09, 10:19
    ===========================
    Mąż zaprowadził starszego do szkoły i przyniósł informację, że
    wczoraj odbyło się zebranie rodziców, o którym nie mieliśmy pojęcia
    ===========================

    Proponuję zasugerować nauczycielce prowadzenie zeszytu do korespondencji z rodzicami dla każdego dziecka.
    Bardzo sobie chwalę taką formę komunikacji :).

    ==================================
    A chciałam się do komitetu zapisać
    ==================================

    O masochistyczna Abepe!!!


    Cytuję ze Starszego Dziecka:

    "Po wczorajszym zebraniu Rady Rodziców nasunęły mi się dwa wnioski:
    - RR musi być, bo tak stanowi jakiś tam przepis
    - jedyne co RR MOŻE to zebrać trochę pieniędzy i wydatkować je (rozsądnie?!) na rzecz szkoły.
    Jeżeli ktoś myśli, że RR ma wpływ na cokolwiek więcej w szkole państwowej to jest niestety w błędzie.

    Tak ładnie tutaj mówicie, że jak się samemu nie zacznie "angażować" i "chcieć" to nic z tego nie będzie ... może w szkole prywatnej tak jest .... Okazuje się, że na wszystkie "palące" problemy dostałam odp. typu "niezgodne z przepisami" lub "szkoła nie może" lub " nie ma pieniędzy". "

    Koniec cytatu.


    --
    I'm weird, but I'm not strange!
  • 23.09.09, 11:33
    mama_kotula napisała:
    >
    > Proponuję zasugerować nauczycielce prowadzenie zeszytu do
    korespondencji z rodz
    > icami dla każdego dziecka.
    > Bardzo sobie chwalę taką formę komunikacji :).


    My bywamy w szkole codziennie, więc albo pani nas przoczyła przy
    informowaniu (chyba nie specjalnie:), albo zrobiła zebranie "na
    szybko" - rano powiedziała, że zebranie będzie a po południu się
    spotkała z rodzicami. A nas akurat tego dnia nie było:(
    >
    > ==================================
    > A chciałam się do komitetu zapisać
    > ==================================
    >
    > O masochistyczna Abepe!!!
    >
    >
    Dziękuję za cytat, sama pracuje w państwowej placówce i wiem, że
    można, jak się chce. Przykro mi, bo drugi raz z rzędu nie udało mi
    się zapisać (rok temu chciałam w przedszkolu a zlikwidowali RR:(
    Ale może tak miało być. Za bardzo dyspozycyjna nie jestem a
    wychowawczyni sugerowała, że takich rodziców by chciała.
    --
    "Dziecko (anno radio, kino, kilo, foto i moto)nie obejdzie się bez
    bajki, złudy, wymysłu i czarodziejstwa. Biada niemądrym rodzicom,
    którzy by swe dzieci wychowywać chcieli rzeczowo, logicznie,
    realnie,"zgodnie z obecnym stanem wiedzy"."(Tuwim)
  • 23.09.09, 09:35
    Od jakiegoś czasu zastanawiam się nad tym, na jakiej zasadzie
    powinny być dobierane lektury szkolne. Czy powinny opowiadać o
    konkretnych problemach, przedstawiać rzeczy dzieciom bliskie, czy
    raczej poszerzać ich wiedzę? O ile się nie mylę dzieci czytają
    głównie klasykę (widzę w podstawie programowej dla
    zerówki "znajomość klasyki"), czyli to samo od -dziesięciu lat.
    Trochę bez sensu, bo to faktycznie nie zachęca do czytania. Jest
    oczywiście kilka pozycji cały czas atrakcyjnych, ale reszta nieco
    już nudna.
    Napisz, czego szukasz, bo książek dla dzieci w tym wieku jest
    mnóstwo.
    Co poza niewielką objętością Cię interesuje?
    --
    "Straszna to myśl: dziecko z tzw. zdrowym rozsądkiem i trzeźwym na
    świat patrzeniem" (Tuwim)
  • 23.09.09, 09:44
    Moje Dzieci lubią i Wojtka, i Czarną Owieczkę
  • 23.09.09, 10:21
    Wracając do wątku głównego - dla początkujących czytelników
    niezmiennie polecam komiksy o małym Indianinie Yakarim.
    www.komiks.gildia.pl/komiksy/yakari/1
    --
    "Dzieje literatury dziecięcej(...)na pewno by wykazały, że bajka
    (...)zawsze była sednem i podstawą duchowego pokarmu małolatków
    (...).Dzieci bzdurzą i(...)chcą być bzdurzone. Potem im to
    przechodzi. Któremu nie przejdzie - zostaje poetą" (J.Tuwim)
  • 23.09.09, 10:44
    Abepe, ty naprawdę wierzysz w to, że w szkole będzie jako lektura omawiany KOMIKS, a nie KSIĄŻKA? ;-) ;-)

    Bo ja naprawdę bym bardzo chciała w to wierzyć, a jakoś nie wychodzi mi ta wiara :/.
    Przeważnie jest tak, że w pierwszych klasach lektury dzieciom czytają rodzice albo czyta nauczyciel na lekcji (co jest zrozumiałe, ponieważ dzieci dopiero uczą się czytać/czytają słabo, a zważywszy na objętość lektur i ich ekhem ekhem zawartość treściową, nie są odpowiednie do samodzielnej lektury dla dziecka czytającego słabo).
    Błędne koło tu się pojawia.

    --
    I'm weird, but I'm not strange.
  • 23.09.09, 11:35
    mama_kotula napisała:

    > Abepe, ty naprawdę wierzysz w to, że w szkole będzie jako lektura
    omawiany KOMI
    > KS, a nie KSIĄŻKA? ;-) ;-)

    Chyba nie, ale może warto spróbować?:)

    >
    > Bo ja naprawdę bym bardzo chciała w to wierzyć, a jakoś nie
    wychodzi mi ta wiar
    > a :/.
    > Przeważnie jest tak, że w pierwszych klasach lektury dzieciom
    czytają rodzice a
    > lbo czyta nauczyciel na lekcji (co jest zrozumiałe, ponieważ
    dzieci dopiero ucz
    > ą się czytać/czytają słabo, a zważywszy na objętość lektur i ich
    ekhem ekhem za
    > wartość treściową, nie są odpowiednie do samodzielnej lektury dla
    dziecka czyta
    > jącego słabo).
    > Błędne koło tu się pojawia.
    >

    Dlatego proponuje coś, co dziecko może samodzielnie przeczytać. Moje
    czytało Yakariego kilka tygodni po przywojeniu sobie alfabetu.
    --
    "Straszna to myśl: dziecko z tzw. zdrowym rozsądkiem i trzeźwym na
    świat patrzeniem" (Tuwim)
  • 23.09.09, 11:51
    Skrzywiona moją opinią na temat nauczycieli zintegrowanego, wzmocnioną opowiescią Uccello o próbie focusowej, jestem niemal pewna, że KOMIKS nie przejdzie.

    Jako że KOMIKS to nie jest książka, w powszechnym chorym nauczycielskim mniemaniu.
    Nawet rodzice Koszmarnego Karolka byli zdziwieni, że czyta książkę, a nie komiks (w domyśle: komiks jest dla nieuków, których nie stać na więcej; nota bene Karolka nie znoszę, córka niestety lubi, zwłaszcza w temacie różowych gaci).

    BTW, zupełnie marudzący offtopic - bardzo mi brakuje bbcode na tym forum, chodzi mi o możliwość podkreślania, kursywy, boldu... :/
    --
    I'm weird, but I'm not strange.
  • 23.09.09, 10:53
    i najbardziej liczę na wypowiedzi od specjalistów w temacie, czyli od nauczycieli zintegrowanego.

    Miałabym pytanie: jaki jest CEL istnienia takiej "instytucji" jak LEKTURA SZKOLNA?
    Chodzi mi o taki formalny cel, może jest to gdzieś sformułowane, zdefiniowane? Chętnie bym poczytała.

    Mnie się nasuwają cele przykładowe

    - omówienie pewnych treści na przykładzie z lektury, treści rozmaitych - mogą to być konkretne sytuacje z życia i tzw. "prawdy życiowe", poznanie realiów innych "epok" (obyczajowych i innych)

    - omówienie kwestii językowych, budowy "technicznej" książki

    - zachęcenie dziecka do czytania poprzez ukazanie mu korzyści płynących z tejże czynności ;-p ;-p

    I jakoś mimo wszystko mi te cele nie do końca dopasowane być się wydają. I tak zupełnie serio bym się dowiedziała, PO CO tak konkretnie omawia się lektury w szkole.

    --
    I'm weird, but I'm not strange.
  • 23.09.09, 11:08
    Ja lektury szkolne traktowałam zawsze jako taki kanon literatury,
    który kazdy znac powinien. Taka podstawa kulturowa, którą każdy w
    danym kraju zna (to dotyczy głównie literatury polskiej). Że jak
    powiem, dajmy na to, "cicho wszędzie, glucho wszędzie, co to będzie,
    co to będzie?" to nie popatrzą na mnie jak na głupka :-)
  • 23.09.09, 11:15
    Co do klasyki to się ewentualnie zgodzę (choć nie w pełni), szczególnie jeśli chodzi o szkołę średnią (z podstawowej czy teraz - gimnazjum, przyznaję, nie pamiętam klasyki-co-każdy-znać-powinien).

    Ale chodzi mi głównie o lektury w klasach 1-3. Wszelkie Jacki, Wacki, Wojtki i Kasie, tudzież Plastusie.

    --
    I'm weird, but I'm not strange!
  • 23.09.09, 11:36
    Tak, tak, mnie od jakiegoś czasu chodzi po głowie wątek z pytaniem o
    funkcje lektur w młodszych klasach. Przyłączam się do Kotulki:)
    --
    "Straszna to myśl: dziecko z tzw. zdrowym rozsądkiem i trzeźwym na
    świat patrzeniem" (Tuwim)
  • 23.09.09, 12:48
    W naszej szkole nie ma "lektur" w klasach I-IV (jak jest w starszych nie wiem,
    bo to jeszcze przed nami). Córka jest teraz w trzeciej. Na początku roku
    wychowawczyni rozdała rodzicom ankiety i między innymi pytała w nich o książki.
    O zwyczaje panujące w domu dotyczące czytania, o to kto czyta, komu, ile, kiedy
    i CO. Pytała o ulubione książki dziecka, o książki nielubiane, o czytane
    samodzielnie i niesamodzielnie. Sporo pytań. Na podstawie tej ankiety
    wychowawczyni dobiera dziecku (podsuwa, zachęca, dyskutuje) książki, które jej
    zdaniem będą dla niego najodpowiedniejsze i najciekawsze w danym momencie. I
    potem z każdym dzieckiem rozmawia na temat przeczytanej książki (dziecko dostaje
    też pewne pytania pomocnicze na kartce). Na przykład kiedy było czytanie o
    Armstrongu i lądowaniu na księżycu, pytania (i rozmowa) dotyczyły nie tyle
    faktów, co odczuwania dumy, zadowolenia, wzruszenia, realizacji marzeń, planów
    na przyszłość, wartości współpracy w grupie, sensu nauki itp.

    Dzieci zapisują co czytały w danym dniu (w liście do rodziców było podkreślone,
    że czytanie nie oznacza tylko książek, ale komiksy, listy, przepisy, atlasy itd).

    adota

  • 23.09.09, 12:56
    Macie piękną szkołę:) I wspaniałe podejście nauczycielki do
    czytania.
  • 23.09.09, 13:16
    Mamy szczęście do nauczycieli - trzecia klasa, trzeci nauczyciel i trzeci dobry :)

    adota
  • 23.09.09, 12:56
    Zapomniałam napisać, że pani czyta im sporo w klasie, wystawiają baśnie w formie
    teatrzyków itd, więc być może to można podciągnąć pod "lektury", bo to często są
    znane baśnie, np. Andersena.

    Klasyczne baśnie i opowiadania pojawiają się również na etyce.

    adota
  • 23.09.09, 13:09
    adota napisała:
    Dzieci zapisują co czytały w danym dniu (w liście do rodziców było podkreślone, że czytanie nie oznacza tylko książek, ale komiksy, listy, przepisy, atlasy itd).


    A strony internetowe też się liczą, czy tylko słowo drukowane? :)

    --
    I'm weird, but I'm not strange!
  • 23.09.09, 13:14
    > A strony internetowe też się liczą, czy tylko słowo drukowane? :)

    Nie wiem! Zapytam jak wróci ze szkoły :)

    adota
  • 23.09.09, 14:16
    Już wiem. Strony internetowe też się liczą, ale trzeba zapytać rodziców (o zgodę).

    adota
  • 23.09.09, 15:50
    U nas lektury mają być czytane samodzielnie przez dzieci. Mnie
    osobiście wydaje sie, że powinny mówić o waznych sprawach, żeby je
    mozna było omówić na lekcjach i jakieś wnioski wysunąć. Ale nie
    jestem pewna, czy to konieczne.
    Zaproponuję komiks. Może przejdzie. A jakieś inne tytuły?

    --
    www.femina.org.pl/
  • 23.09.09, 16:39
    Ja się jakoś irracjonalnie obawiam, że fajna, mądra, zabawna, sympatyczna
    książka omówiona na lekcji może stracić coś ze swojego uroku, może przestać być
    przygodą i wypełnieniem czasu wolnego, a stac się jeszcze jednym zadaniem.
    Dlatego się waham. Nie wiem czy polecić książki, które mają jakiś dydaktyczny
    wydźwięk i obfitują we wnioski (miałam ochotę podać Piątkowskiej "Z przysłowiami
    za pan brat", ale właśnie nie wiem czy ona nie ma większej wartości jak dziecko
    odkrywa ją sobie samo albo z rodzicami niż w szkole) czy książki, które sa
    ulubione i czyta się je jednym tchem (i znowu dla jednego dziecka coś może być
    właśnie fajne a dla drugiego będzie za trudne/za łatwe/nieciekawe).

    Obiecuję, że pomyślę i zaproponuję jakieś tytuły.

    adota
  • 23.09.09, 20:24
    A gdzie można znaleźć oficjalną listę lektur?
    --
    --- Zorro - nie - Matka ---
  • 23.09.09, 23:37
    Kopiuję po Gopio:

    Klasa I
    A. Bahdaj – Pilot i ja
    J. Brzechwa – Brzechwa dzieciom
    J. Duszyńska – Cudaczek Wyśmiewaczek
    J. Grabowski – Czarna owieczka
    Cz. Janczarski – Jak Wojtek został strażakiem
    H. Januszewska – Kopciuszek
    M. Jaworczakowa – Jacek, Wacek i Pankracek
    M. Kownacka – Kukuryku na ręczniku
    M. Konopnicka – Co słonko widziało
    M. Kownacka – Plastusiowy pamiętnik
    A. Lindgren – Lotta z ulicy Awanturników
    K. Makuszyński – Przygody Koziołka Matołka
    A. Oppman – Legendy warszawskie
    J. Papuzińska – Nasza mama czarodziejka
    J. Porazińska – Psotki śmieszki
    E. Szelburg-Zarembina – Najmilsi
    J. Tuwim – Wiersze
    D. Wawiłow – Wierszykarnia

    Klasa II
    H. Ch. Andersen – Dziecię elfów
    A. i Cz. Centkiewiczowie – Zaczarowana zagroda
    T. Jansson – W Dolinie Muminków
    K. Kleniewski-Kowaliszyn – Magda, Paweł i Ty
    G. Knutsson – Przygody Filonka Bezogonka
    M. Krüger – Karolcia
    H. Lofting – Doktor Dolittle i jego zwierzęta
    S. Michałkow – Nie płacz koziołku
    A.A. Milne – Kubuś Puchatek
    Ch. Perrault – Bajki
    J. Porazińska – Szewczyk Dratewka
    O. Preussler – Malutka czarownica
    E. Szelburg-Zarembina – Idzie niebo ciemną nocą

    Klasa III
    H.Ch. Andersen – Baśnie
    A. i Cz. Centkiewiczowie – Anaruk, chłopiec z Grenlandii
    W. Chotomska - Dzieci Pana Astronoma
    R. Gościnny - Mikołajek
    M. Jaworczakowa - Oto jest Kasia
    H. Kostyrko - Klechdy domowe
    A. Lindgren – Dzieci z Bullerbyn
    Knister – Tajemnica Atlantydy, czyli Lili w podwodnym świecie
    M. Kownacka – Kajtkowe przygody
    R. Pisarski – O psie, który jeździł koleją
    J. Ratajczak – Ziarenka maku
    S. Wortman - U złotego źródła : baśnie polskie


    Z pierwszej klasy mamy za sobą pięć książek, z drugiej cztery, z
    trzeciej 3 i niektóre wyrywkowo (baśnie, klechdy).

    Zastanawiam się, jak będzie w przyszłym roku, skoro do pierwszej
    klasy pójdą nieczytające dzieci. Wycofają lektury, bo nikt nic sam
    nie przeczyta?;)
    --
    "Straszna to myśl: dziecko z tzw. zdrowym rozsądkiem i trzeźwym na
    świat patrzeniem" (Tuwim)
  • 24.09.09, 09:06
    O, widzę, że praktycznie nic się nie zmieniło od czasów, gdy ja byłam w
    pierwszej klasie.
  • 24.09.09, 09:17
    Komiksy są zalecane :)

    adota
  • 23.09.09, 21:47
    m_sl napisała:

    > U nas lektury mają być czytane samodzielnie przez dzieci. Mnie
    > osobiście wydaje sie, że powinny mówić o waznych sprawach, żeby je
    > mozna było omówić na lekcjach i jakieś wnioski wysunąć. Ale nie
    > jestem pewna, czy to konieczne.
    > Zaproponuję komiks. Może przejdzie. A jakieś inne tytuły?
    >

    W tych komiksach poruszone są tematy - przyjaźni, honoru, pomagania
    sobie itd. Moim zdaniem w bardzo przyzwoitej formie.
    Z innych dotyczących ważnych spraw i na poziomie początkującego
    czytelnika jest też o "Grzesiu, który nie przestawał zadawać pytań"
    --
    "Dzieje literatury dziecięcej(...)na pewno by wykazały, że bajka
    (...)zawsze była sednem i podstawą duchowego pokarmu małolatków
    (...).Dzieci bzdurzą i(...)chcą być bzdurzone. Potem im to
    przechodzi. Któremu nie przejdzie - zostaje poetą" (J.Tuwim)
  • 24.09.09, 09:08
    > Zaproponuję komiks. Może przejdzie. A jakieś inne tytuły?

    Na początek, mało tekstu, ładne ilustracje, satysfakcja z samodzielnego
    przeczytania książki, sporo tematów do rozmowy:

    "Gdzie się podział czwartek" Janeen Brian, il. Stephen Michael King

    O problemach, postawach, trudnych sytuacjach:

    "Dzielna Emilka" Dagmar Geisler, Elisabeth Zoller (nie pamiętam kto ilustrował)
    "Ale ja tak chcę!" Beata Ostrowicka, il. Krystyna Lipka-Sztarbałło
    "Malowany ul" Adam Bahdaj, il. Zdzisław Witwicki
    "O królewnie, która widziała tylko to, co chciała" Agnieszka Galica, il. Monika
    Żylińska

    Związane z tematami omawianymi w pierwszej klasie:
    "Niesforny alfabet" Grzegorz Kasdepke, il. Iwona Cała
    "Sznurkowa historia" Roksana Jędrzejewska-Wróbel, il. Agnieszka Żelewska

    adota

  • 24.09.09, 18:57
    Jeszcze dorzuciłabym opowiadanie "Dzielna Kajsa" Astrid Lindgren.

    adota
  • 24.09.09, 09:18
    Odchodzac od tematu koniecznosci lektur szkolnych (nie wiedziec
    czemu jest mi to zupelnie obojetne) - wypozyczylismy wczoraj "Jacka,
    Wacka i Pankracka" - po przeczytaniu pol ksiazeczki moj pierwszak
    powiedzial "Mama, a kupisz mi to na wlasnosc na Urodziny czy
    Imieniny?"
    Jak dla mnie ksiazka jest troszke skonstniala ale nadal opowiada
    super o tym 1 zetknieciu ze szkola. A archaicznych slow tlumaczylam
    moze z 5-6.
    Zreszta super jest pociagnac temat "Wiesz, za moich czasow to
    mielismy drewniane piorniki i stalowka pisalismy a za kare na grochu
    w kacie siadalismy" ;)
  • 24.09.09, 10:57
    Mojej córce też się podobała, chociaż nie tak bardzo jak Plastuś.
    Ostatnio byli z klasą w muzeum szkoły i uczestniczyli w lekcji "sprzed stu lat".
    Mieli fartuchy, pisali na tabliczkach itd. Dzieci były zachwycone :) Na
    szczęście o karach tylko im opowiedziano ;)

    adota
  • 24.09.09, 11:27
    Ja znam listę lektur zalecanych w szkole. Ale chciałabym stworzyć
    nową. Taką z nowymi książkami, a nie tylko Plastusiem czy czarną
    owieczką.

    Co myślicie o Dahlu. Nadaje się na lekturę do pierwszej klasy? Jeśli
    tak, według Was, która z jego książek byłaby najbardziej odpowiednia?
    A może "Tsatsiki i mamuśka"? A może "Straszna piątka"?
    A jeśli komiks - to jaki (oprócz tego o Yakarim)?



    --
    www.femina.org.pl/
  • 24.09.09, 12:39
    No a u nas stalówki nie są niczym dziwnym, bo kilkanaście ich wala się u matki w pokoju razem z odpowiednimi obsadkami i tuszem . Fartuszki szkolne nie są niczym dziwnym, bo w szkole syna jest ścisły dress code, i to nie tylko dotyczący mundurków, ale i odzieży "podmundurkowej" oraz dopuszczalnych fryzur.

    Tematu "za moich czasów" nie mogę pociągnąć, bo za moich czasów pisaliśmy długopisem, a piórniki były takie, jakie rzucili do sklepów, ale na pewno nie drewniane.

    'Plastusiowy Pamiętnik' oraz 'Jacek, Wacek i Pankracek' owszem, fragmenty poczytaliśmy, Plastuś ulepiony, przy okazji Jacka Wacka kolejna zabawa w homonimy ("my jemy" kontra "myjemy"; bułki oczywiście), entuzjazmu praktycznie żadnego, mimo że matka starała się naprawdę roztoczyć odpowiednie wizje.

    Ale co ja będę oczekiwać entuzjazmu, jak ostatnio na hasło "mam dla was książkę" momentalnie dostaję odzew "a są w niej smoki i magia?". I tak córka woli "Kroniki Spiderwick" oraz prozę Dahla, a syn "Eragona", z którego o dziwo najbardziej zainteresował go wątek polityczny a nie smoczy.

    Choć mimo wszystko, jestem dobrej myśli. Skoro szkoła skłoniła mojego fantasy-maniaka, że sięgnął z własnej woli po Emila i Lottę, to może i do Jacków Wacków go przekona.

    Natomiast co mnie najbardziej drażni i o co mi przede wszystkim chodzi - jak najbardziej warto jest z dzieckiem poruszać temat "a kiedyś to mieliśmy piórniki..." oraz wszelkie inne "za moich czasów" - ale nie przy okazji praktycznie KAŻDEJ lektury szkolnej.


    24 lata temu moja mama tłumaczyła mi co to stalówki i dlaczego Tosia nie miała długopisu, oraz co to podwiązki ("Kukuryku na ręczniku") i dlaczego dziewczynka nie mogła iść do sklepu i kupić sobie rajstop. I dlaczego to, że lalka Rozalinda miała prawdziwe włosy, co się rzadko zdarza nawet u porcelanowych lalek, to było takie wspaniałe, bo przecież każda lalka ma prawdziwe włosy, poza lalami bobasami.

    Naprawdę, nie rozumiem, dlaczego ja mam to samo teraz wyjaśniać moim dzieciom?

    Dla kontrastu - czytamy sobie od dłuższego czasu m.in. opowiadania pani Ireny Landau, pani Edyty Zarębskiej i inne - da się wyjaśniać te "ważne sprawy" bez potrzeby uciekania się do realiów szkoły sprzed 50 czy 60 lat, bez potrzeby w ogóle uciekania się do realiów szkoły i życia sprzed lat kilkudziesięciu. Opowiadania może i przeznaczone dla przedszkolaków, ale tak sobie myślę że zakresem i sposobem przedstawienia "ważności" tych spraw praktycznie nie odbiegają od Plastusiowego.


    Czy istnieje jakaś książka o WSPÓŁCZESNEJ polskiej szkole? Zupełnie serio pytam, bo z dawniejszych kojarzę "Piotrusia pierwszaka" (kiedyś uwielbiałam, teraz nie jestem w stanie czytać żadnej części cyklu, bo mi szkoda tego dziecka), "Plastusiowy...", "Jacka..." i parę jeszcze by się znalazło. A teraz nie wiem, bo w księgarni przegrzebuję z musu raczej działy fantasy i fantastyki, ale nawet w innych działach jedyne zetknięcie ze szkołą to był dla mnie w formie parodii Koszmarny Karolek.

    --
    I'm weird, but I'm not strange!
  • 24.09.09, 14:02
    O dziękuję ślicznie :)

    ....a są w nich smoki? ;);)

    --
    I'm weird, but I'm not strange.
  • 24.09.09, 14:08
    Smok się pojawił w innej książce Piątkowskiej "Opowiadania z piaskownicy". Tam
    ktoś w tramwaju miał taki tatuaż:

    "Smok miał trzy głowy, wielkie skrzydła i mienił się kolorami. Ale
    najpiękniejszy miał ogon, który lekko się poruszał, gdy mężczyzna trzymający się
    poręczy napinał mięśnie."

    I jest ładny obrazek ze smokiem ;)

    adota

  • 24.09.09, 14:43
    "Takie smoki to dla maluchów są" ;)

    Śmieję się już, ale to powoli zaczyna przybierać oblicze paranoi... Mam na stanie dwoje zupełnie różnych smokomaniaków - każdy smoki w innym aspekcie poważa, o czym może świadczyć choćby to, co mają w swoich folderach zakładek w komputerze.

    U syna siedzi to:
    thedesigninspiration.com/articles/50-legendary-dragon-illustrations-you-must-see/
    www.picturescloset.com/Dragon_Albums/Battle/slides/Dragon-Battle-warrior-wallpaper-16.jpg
    A u córki to:
    xanthians.com/error_page.jpg
    th02.deviantart.net/fs34/300W/i/2008/293/4/4/Cute_Baby_Dragon_Doodle_by_KattenyaJen.jpg
    A na półkach m.in. "Eri i smok", "Smokologia", "Smoki - poradnik hodowcy", "Jak rysować smoki", "Księga smoków" (syn) - i "Sceny z życia smoków" oraz cykl o Bambolandii (córka).

    U mamusi na półkach Anne McCaffrey, dużo dużo Anne McCaffrey ;).
    --
    I'm weird, but I'm not strange.
  • 28.09.09, 21:56
    Hau hau hau hau. Hau.

    Smoczy maniak właśnie skończył oglądać okropny (wg mnie) film o okropnej (wg mnie) dziewczynce zwanej Bułeczką, zachwycił się niesamowicie i zażądał jutro wycieczki do biblioteki po książkę, bo on MUSI to przeczytać.

    Film z odpowiednim komentarzem, nie odpuściłam wyjaśnień, że Dziunia zachowywała się niegrzecznie bo chyba tęskniła za rodzicami ;-).


    --
    I'm weird, but I'm not strange.
  • 13.10.09, 22:41
    Właśnie się zastanawiałam niedawno czy moje dziecko przetrawi Bułeczkę (ja nie
    trawię). No ale skoro płakał na Małej Księżniczce to kto wie...
    --
    Life as theatre, morality as masquerade, identity as script
    (b.)
  • 23.10.09, 22:33
    Cytat:
    "Mamo, już skończyliśmy w szkole czytać o Emilu. Teraz czytamy takie prawdziwe historie. Dzisiaj pani czytała nam taką przepiękną opowieść o małej owieczce, co nazywała się Metka, a jej mamusia Perełka i mamusiu, wiesz, ta owieczka była biedna, i czarna i ... i najlepiej to kupmy tę książeczkę."
    Koniec cytatu.

    Szkoła mi dziecko zepsuła ;-)



    --
    I'm weird, but I'm not strange.
  • 24.09.09, 16:23
    > Czy istnieje jakaś książka o WSPÓŁCZESNEJ polskiej szkole?

    Pewnie istnieje. Mi od razu nasunęła się "Tylko nie gotujcie Kopciuszka" -
    zdecydowanie o szkole, choć niezupełnie współczesnej i z mocnym przymrużeniem oka ;)
    --
    Ząbkowska kontra Kijowska czyli Zabawa w słowa
  • 24.09.09, 22:19
    No dobra ale czy naprawde to co sie czyta w domu nalezy przenosic do
    szkoly?
    Ja jestem absolutnie na nie.
    My mamy swiat dobrych ksiazek w domu dlatego takie Wacki, Piloty czy
    Owieczki sa dla nas fajna odskocznia po ktora - w innym wypadku
    kompletnie bysmy nie siegneli.
    Chyba troche za radykalnie do tego podchodzicie.
    Przeciez te wszystkie lektury dla pierwszaka mozna w tydzien
    przeczytac :)


  • 25.09.09, 08:19
    katrio_na napisała:

    > My mamy swiat dobrych ksiazek w domu

    Jest istotna różnica między domami dzieci rodziców czytających i domami dzieci,
    u których w domu nie ma zwyczaju czytania i nie ma książek. To głównie dla tej
    drugiej grupy są lektury. Jest szansa, że jeśli na liście znajdą się oprócz
    staroci książki współczesne, nie za trudne, wciągające, to takie dzieci zauważą,
    że książki są fajne i zaczną same czytać.

    adota
  • 25.09.09, 09:19
    =====================================
    Jest szansa, że jeśli na liście znajdą się oprócz
    staroci książki współczesne, nie za trudne, wciągające, to takie dzieci zauważą, że książki są fajne i zaczną same czytać.
    =====================================

    No i dlatego pytam, jaka jest funkcja lektur w niższych klasach podstawówki.
    Poniekąd dokładnie rozumiem, dlaczego kanon lektur nie zmienia się od lat - główną przyczyną jest dostępność książek w bibliotekach szkolnych. No ale przez lat 20 można było to stopniowo zmieniać, już 20 lat temu te lektury były przestarzałe.

    Ale chodzi też imho o "skostniałość" nauczycieli. Istnieją setki scenariuszy omawiania tych wszystkich Jacków, Wacków i pilotów i nas, nie trzeba się zbytnio wysilać, bo wszystko już BYŁO, nie trzeba tworzyć scenariuszy autorskich, nie trzeba myśleć, bo tak było zawsze. a jak coś jest wygodne, to po co zmieniać, nieprawda.

    Katrio_no, może i książki są do przeczytania w tydzień, oczywiście, są krótkie i treściwe, niemniej krótki i treściwy rozdział czegoś, co mnie nie interesuje, czytam jakieś 10 razy dłużej niż taki sam rozdział tego, co mnie interesuje, ziewając i przysypiając. A potem mało co z tego pamiętam.


    --
    I'm weird, but I'm not strange!
  • 25.09.09, 14:19
    mama_kotula napisała:
    > Istnieją setki scenariuszy om
    > awiania tych wszystkich Jacków, Wacków i pilotów i nas, nie trzeba
    się zbytnio
    > wysilać, bo wszystko już BYŁO, nie trzeba tworzyć scenariuszy
    autorskich, nie t
    > rzeba myśleć, bo tak było zawsze. a jak coś jest wygodne, to po co
    zmieniać, ni
    > eprawda.

    Czy jest jakieś wydawnictwo, które ma na stronie scenariusze? Chodzi
    mi o nowe, teraz wydawane książki.



  • 25.09.09, 14:14
    katrio_na napisał:
    > No dobra ale czy naprawde to co sie czyta w domu nalezy przenosic
    do
    > szkoly?
    > Ja jestem absolutnie na nie.

    Szczerze mówiąc ja jestem absolutnie na tak. Co prawda mam
    przedszkolaka, ale po obejrzeniu przedszkolnej biblioteczki,
    dostarczyłam stosik "dobrych", współczesnych książek. I za jakiś
    czas pewnie podrzucę kolejny. Osobiście uwielbiam stare ksiażki, ale
    wolę, żeby w przedszkolu dzieci czytały właśnie te "dobre". Tym
    bardziej, że w tym wieku kontakt z książką wygląda różnie.

    A lista dotychczasowych lektur dla klas pierwszych... dla mnie jest
    nie do przyjęcia. Całe szczęscie, że odchodzi się od obowiązkowej
    listy lektur, i całe szczęście, że niektórzy próbują szukać
    "współcześniejszych" pozycji.
  • 25.09.09, 15:41
    Wiecie, ja tez jeszcze rok temu kiedy moje dziecko zaczelo edukacje
    mialam misje zbawiania swiata.
    Ale co z tego, ze zanioslam ksiazeczki Pani, ze zalatwilam lekcje
    bilioteczna i wyjscie do empiku, ze kupilam z 3 razy na jakies tam
    uroczystosci super ksiazki dla dzieci...
    W zasadzie to nic.
    Bo jak moje dziecko bylo jedynym oczytanym dzieckiem tak nadal jest
    jedynym oczytanym dzieckiem.
    A kilka dni temu gdy zaproponowalam ksiazke dla dziecka na
    slubowanie to uslyszalam, ze to bezsensu bo dzieci sie nie ciesza a
    potem stoi tylko i sie kurzy jak te z zeszlego roku ;)

    Teraz mysle juz bardziej trzezwo.
    Bo dlaczego jesli my lubimy ksiazki to inni maja je lubic?

    Pewnie w szkole Kotuli z wyselekcjowanymi dziecmi (choc ja osobiscie
    nie mam dobrego zdania o prywatnej edukacji warszawskiej i tej
    jakoby wyzszej selekcji) mozna by sie pokusic o wiecej. Jednak to,
    ze genialny 6 letni Piotrus matematyk lubi czytac nie jest do konca
    takie oczywiste.

    Szkola mojego Malca to mila kameralna panstwowa szkola gdzie chodza
    przerozne dzieci.
    Mnie ta roznosc sie akurat podoba bo jakos o cel edukacyjno-
    czytelniczy bym szkoly nie posadzala.
    Dla nas szkola od 8 do 12 ma cel uspoleczniajacy stad naprawde na te
    Plastusie mi sie jedynie lezka w oczku zakreca i z mila checia
    poswiecimy na nie tydzien wieczornych czytan.

    A tak na marginesie Wasze maluchy nie lubia sluchac jak to bylo za
    Waszych czasow?
    Moj uwielbia te historyjki z pelna koloryzacja w tle bo osobiscie
    jednak na grochu nie siedzialam ;)

    Reasumujac - ja sie ciesze z naszych lektur bo gdybysmy nie dostali
    listy pewnie z gory bysmy je uznali za gnioty i w zyciu do nich nie
    zajrzeli.
    A tak mielismy pelen folklor w niecaly tydzien ;)
    No i jednak cos tam sie malemu podobalo i wie co to jest stalowka ;)
  • 25.09.09, 19:37
    Taki mały szczegół - moja szkoła nie jest w Warszawie :)

    ==================================
    > A tak na marginesie Wasze maluchy nie lubia sluchac jak to bylo za
    > Waszych czasow? Moj uwielbia te historyjki z pelna koloryzacja w tle bo osobiscie jednak na grochu nie siedzialam ;)
    ==================================

    Lubią. Ale nie przy okazji 9 na 10 lektur szkolnych :)

    Tu nie chodzi o misję zbawiania świata. Moja misja jest jak najbardziej egoistyczna - po prostu nie chcę, aby MOJE dziecko się nudziło będąc zmuszone do przeczytania "Najmilszych" (nie przebrnęliśmy nawet przez jedno), "Plastusia" (3 rozdziały) i o zgrozo, narażę się, bo to przecie klasyka, "Co słonko widziało". Moje dziecię ma za przeproszeniem w nosie, co to słonko widziało na polach na wsi spokojnej wsi wesołej.

    Katriono, żeby chociaż było pół na pół - połowa sprzed 50 lat, połowa +/- współczesnych. Z listy u nas się sprawdziła "Nasza mama czarodziejka", "Legendy warszawskie" i ewentualnie Lotta. Wierszy nie biorę pod uwagę, bo to nie lektury :P. Reszta kompletnie nie na te czasy i wiem że czytanie ich będzie drogą przez mękę.

    Tak, wiem, dziecko się musi nauczyć, że czasem trzeba czytać coś, na co się nie ma ochoty. A z drugiej strony, to niby w imię czego TRZEBA się katować czymś, co jest nudne? Z czystym sumieniem jestem skłonna dziecku lektury odpuścić.




    --
    www.bobovita.pl/fotogaleria.php?A=PHOTO&sys_id=29050
  • 25.09.09, 20:05
    > A tak na marginesie Wasze maluchy nie lubia sluchac jak to bylo za
    Waszych czasow?

    Moje uwielbiają. Ale prawda jest taka, że za moich czasów w szkole nie używało
    się już kałamarzy, strugaczek, stalówek. Nie nosiło się grubych pończoch na
    podwiązki, halek czy też chusteczek wielokrotnego użytku...

    I choć - nie przeczę - ta wiedza jest dla współczesnych dzieci nie lada
    ciekawostką, to według mnie powinna być traktowana jako ciekawostka o dawnych
    czasach, a nie jako rzecz naturalna i powszechna. A czytając te książki z lat
    70-tych niestety ma się takie wrażenie. Ja się strasznie umęczyłam czytając
    dzieciom Kukuryku na ręczniku - i choć słuchały w skupieniu, to jednak więcej
    było wyjaśniania o co chodzi niż samego czytania.

    Nasza mama czarodziejka za to była przez pewien czas ulubioną książką mojego
    syna. I jeszcze Mateuszek na zaczarowanej wyspie - obie wydane w latach 60-tych,
    a jednak zupełnie pozbawione tych wszystkich archaizmów i niezrozumiałych zwrotów.
    --
    Rozmowy ekskrementalne czyli Zabawa wsłowa
  • 13.10.09, 16:54
    Kotula ;)
    A Ty jeszcze zyjesz tymi lekturami?
    Wyluzuj, nie wyciagaj postow kretynow, ktorzy mysla, ze maja cos do
    powiedzenia - idz pozbierac z dzieciakami kasztany.

    Z tymi lekturami - z naszego pulapu - to jak z motyka na slonce. 30
    lat opracowan, systemu - nie zmienisz i tyle.

    Naprawde mozna to z przymrozeniem oka potraktowac.
    A noz dzieciak zablysnie potem przed amerykanskim rowiesnikiem
    znajomoscia takich slow jak kalamarz i stalowka ;)

  • 13.10.09, 22:29
    W sumie katrio_na ma rację, chyba trzeba wyluzować, pogadać z
    dzieckiem, poszukać innej interpretacji, tylko trzeba zdążyć przed
    Panią Nauczycielką (np. taką, której kompletnie brak empatii).

    --
    "Maleństwo się rodzi, po pewnym czasie zaczyna mówić - i od razu,
    bez przygotowania mówi nieprawdę. To znaczy fantastyka jest
    zjawiskiem przyrodzonym. Potem dopiero głupiejemy, my, smutni
    dorośli ludzie"(J. Tuwim)
  • 23.04.10, 20:27
    Jakoś ominęła mnie ta interesująca dyskusja podlinkowana z 'sąsiedniego forum':
    moim zdaniem mamy tam doczynienia z cudem absolutnego niezrozumienia. Częsty
    przypadek w dyskusjach. A wyciągnęłam ten temat, bo właśnie dowiedziałam się
    jak brzmi tytuł pierwszej lektury mojego syna i jest to, uwaga uwaga, 'NA
    JAGODY'. Jestem pewna, że jeszcze długo moje dziecko nie zechce samodzielnie
    czytać. Wiedziona impulsem chciałam tu wrzucić jakiś fragment i złośliwie
    skomentować, ale po chwili poczułam się jeszcze bardziej zagubiona - zbyt duży
    wybór. Ten wiersz jest po prostu modelowy, jeśli chciałoby się na dłużej
    odstraszyć od czytania, W SZCZEGÓLNOŚCI poezji.

    --
    --- nie tylko oksiążkach ---
  • 28.04.10, 17:36
    O rany! "Na jagody" jako lektura już trzydzieści lat temu z okładem przyprawiło
    mnie o drgawki. U mojego syna jak dotąd "przerobione" zostały dwie lektury:
    "Pilot i ja" i wiersze Tuwima, a za miesiąc szykuje się następna - "Nasza mama
    czarodziejka". Właściwie wszystko w porządku, gdyby nie to, że moje dziecko
    przeczytało je już lata temu. Na szczęście w szkole panuje też miły obyczaj
    czytania dzieciom na głos w czasie przerw śniadaniowych i w ten sposób dzieci
    zapoznały się też z Lottą, Emilem, a teraz czytają "Baśń o rumaku zaklętym". Te
    książki Szymon też już znał, ale dla niego naprawdę trudno znależć lekturową
    nowość:)


    --
    www.kiedybylammala.art.pl
  • 28.04.10, 23:03
    W zasadzie nie "przerabiają" - po prostu sami czytają, a potem dostają kilka
    stron ćwiczeń sprawdzających, czy naprawdę przeczytali i co zrozumieli. Np.
    rysują ilustrację, albo rozwiązują krzyżówkę, w której hasła pochodzą z wierszy
    Tuwima. A , i jeszcze podobno ostatnia w tym roku lektura, po "Naszej mamie
    czarodziejce", to będzie samodzielnie wybrana książka, o której trzeba będzie
    opowiedzieć w klasie. Może choć wtedy pojawią się dzieła nieco świeższe.
    --
    www.kiedybylammala.art.pl
  • 28.04.10, 23:16
    Ale to przygnębiające, że 'przerobienie' sprowadza się do 'sprawdzenia'. Jak w
    grze karcianej.
    Jak fajnie można 'przerobić'?
    Mój syn miał już jedną "lekturę", Pani czytała im o kreciku, a potem robili
    swoją książkę. Ciekawam, co z tymi jagodami będzie...
    --
    ---nie-tylko-o-książkach---
  • 29.04.10, 09:52
    steffa napisała:

    > Ale to przygnębiające, że 'przerobienie' sprowadza się do 'sprawdzenia'. Jak w
    > grze karcianej.

    Właśnie! A przecież tak ciekawie można z dziećmi o książkach rozmawiać!

    > Jak fajnie można 'przerobić'?
    > Mój syn miał już jedną "lekturę", Pani czytała im o kreciku, a potem robili
    > swoją książkę.

    Powiedz coś więcej. Jak to wyglądało?


    Ciekawam, co z tymi jagodami będzie...

    :)
    --
    "Dziecko (anno radio, kino, kilo, foto i moto)nie obejdzie się bez bajki, złudy,
    wymysłu i czarodziejstwa. Biada niemądrym rodzicom, którzy by swe dzieci
    wychowywać chcieli rzeczowo, logicznie, realnie,"zgodnie z obecnym stanem
    wiedzy"."(Tuwim)
  • 29.04.10, 21:19
    Uff, no na szczęście dopytałam dokładnie i okazało się, że te zadania, które
    widziałam, to były tylko prace domowe, a w szkole oprócz tego dużo się o książce
    rozmawia, dzieci opowiadają, co im się podobało lub nie podobało, czyli jest
    nie tylko tak, jak w grze karcianej:)Szymon podpytywał panią o lektury w
    następnych klasach i wyszło mu, że dopiero gdzieś w piątej klasie zaczynają się
    na dobre książki, których jeszcze nie czytał. Co nie znaczy, że nie przeczyta
    ich do tego czasu:)
    --
    www.kiedybylammala.art.pl
  • 29.04.10, 22:37
    Samej książki jeszcze nie widziałam, tzn. oglądałam jednym okiem na święcie
    szkoły, bo nie wiedziałam, że to dzieła mojego syna i jego kolegów i koleżanek,
    a potem było za późno i nie mogłam ich jeszcze raz przestudiować. Zszywali
    kartki i rysowali na nich czytane scenki.
    --
    ---nie-tylko-o-książkach---
  • 29.04.10, 23:41
    Mój syn do niedawna produkował "gazetki" - tzn. kolaże ze zdjęć i nagłówków
    wyciętych z gazet na pojedynczych kartkach. Jego kuzynka zaczęła robić "książki"
    - w spiętych kartkach ilustracje i naklejki. Więc nasz G. poszedł dalej -
    ilustruje, jęczy, że nie ma naklejek i pisze informacje dla kuzynki np. "fajnie
    tam morzesz zaznaczać" (tu strzałka gdzie) lub "phi ale uadne uau phi".
    :)))))))))))))))
    --
    "Dziecko (anno radio, kino, kilo, foto i moto)nie obejdzie się bez bajki, złudy,
    wymysłu i czarodziejstwa. Biada niemądrym rodzicom, którzy by swe dzieci
    wychowywać chcieli rzeczowo, logicznie, realnie,"zgodnie z obecnym stanem
    wiedzy"."(Tuwim)
  • 27.05.10, 20:57
    Koniec roku tuż-tuż, więc chyba już mogę podsumować lektury mojego pierwszoklasisty. Lista okazała się wyjątkowo długa, co było niemałym zaskoczeniem. Lista składa się z dwóch części. Pierwsza, to książki, które nauczycielka czytała dzieciom w klasie, podczas różnych zajęć, często też w trakcie przerw śniadaniowych - dzieci sobie jadły i słuchały. Druga lista - ta króciutka - to lektury do samodzielnego przeczytania. Obowiązuje od drugiego semestru - jedna książka w miesiącu. Wszystko jest skrzętnie notowane w "Zeszytach Lektur", o których kiedyś pisałam w oddzielnym wątku.

    J.W. Grimm - Śpiąca królewna
    J. Brzechwa - Wiersze
    H.Ch. Andersen - Królewna na ziarnku grochu
    H.Ch. Andersen - Krzesiwo
    Ch. Wiegand - Zaczarowany flet
    Ch. Perrault - Kot w butach
    A. Puszkin - Złota rybka
    H. Łochocka - O wróbelku Elemelku
    J.W. Grimm - Królewna Śnieżka
    J.W. Grimm - Jaś i Małgosia
    M. Kownacka - Plastusiowy pamiętnik, Przygody Plastusia
    A. Tołstoj - Buratino
    J.W. Grimm - Trzy świnki
    Ch. Perrault - Tomcio Paluszek
    J.W. Grimm - Stoliczku nakryj się
    H. Januszewska - Szewczyk Dratewka
    J.W. Grimm - Czerwony Kapturek
    H.Ch. Andersen - Calineczka
    K. Makuszyński - Krawiec Niteczka
    J. Tuwim - Wiersze dla dzieci
    B. Krupska - Bajka o rycerzu i królu
    J. Kulmowa - Serce jak złoty gołąb
    K. Maliszewski - Goliszowe buty
    H. Zdzitowiecka - Zatopione miasto
    H.Ch. Andersen - Królowa Śniegu
    H. Januszewska - Kopciuszek
    H.Ch. Andersen - Bałwan
    M. Jaworczakowa - Jacek, Wacek i Pankracek
    W. Chotomska - Tam, gdzie był Chopin
    E. Szelburg-Zarembina - Najmilsi
    J. Grabowski - Czarna owieczka
    T. Jansson - Kto pocieszy Maciupka?

    ***
    A. Bahdaj - Pilot i ja
    J. Brzechwa - Wiersze (10 dowolnie wybranych)
    K. Makuszyński - Przygody Koziołka Matołka
    J. Papuzińska - Nasza Mama Czarodziejka

    --
    Niebanalny komplement czyli Zabawa w słowa
  • 27.05.10, 21:20
    Nie mam jeszcze doświadczeń szkolnych, ale ta Twoja lista bardzo mi
    się podoba. Wygląda na to, że czytanie należy w tej klasie do miłych
    rytuałów:) Czytanie dzieciom podczas śniadań i w ogóle bez większego
    zadęcia- super.
  • 27.05.10, 21:25
    A mój syn zachwycony książką 'Na jagody', na którą tak psioczyłam. Urzeczony
    melodią, można by rzec. :)
    --
    ---nie-tylko-o-książkach---
  • 28.05.10, 10:07
    A ja jestem ciekawa jak będzie w przyszłym roku w pierwszej klasie. Po zmianie
    programu w pierwszej klasie dzieci dopiero zaczynają poznawać litery:(
  • 28.05.10, 15:10
    abepe napisała:
    > A ja jestem ciekawa jak będzie w przyszłym roku w pierwszej klasie.
    Tak samo jak w tym. Tegoroczna pierwsza klasa idzie już nowym systemem.

    > Po zmianie programu w pierwszej klasie dzieci dopiero zaczynają poznawać litery:(
    Przecież dzieci zawsze w pierwszej klasie poznawały litery - bez względu na
    reformy.

    --
    Dla Mamy czyli Zabawa w słowa
  • 28.05.10, 15:19
    gopio1 napisała:

    > abepe napisała:
    > > A ja jestem ciekawa jak będzie w przyszłym roku w pierwszej klasie.
    > Tak samo jak w tym. Tegoroczna pierwsza klasa idzie już nowym systemem.
    >
    > > Po zmianie programu w pierwszej klasie dzieci dopiero zaczynają poznawać
    > litery:(
    > Przecież dzieci zawsze w pierwszej klasie poznawały litery - bez względu na
    > reformy.
    >

    Tak?????? A co robiły w zerówce????????? Bo mój zerówkowicz ma pół godziny zajęć
    dydaktycznych dziennie i sama nauczycielka przyznaje, że dzieci się nudzą. Ale
    przyznaje też, że zupełnie bez sensu został wybrany podręcznik mac edukacji,
    który wygląda na książkę dla czterolatków. W podręcznikach innych wydawnictw
    jest nieco więcej wiedzy. Tu nawet głupiego szlaczka nie ma, tylko rysowanie po
    śladzie laseczek.
  • 28.05.10, 15:28
    Poza tym wychowawczyni z naszej zerówki mówiła, że przed tym rokiem szkolnym
    zawsze wprowadzała litery. Teraz też to robi, ale partyzancko:)
  • 28.05.10, 16:03
    > Tak?????? A co robiły w zerówce????????? Bo mój zerówkowicz ma pół godziny
    zajęć dydaktycznych dziennie i sama nauczycielka przyznaje, że dzieci się nudzą.

    W zerówce Kuba poznawał litery i w pierwszej klasie też poznawał litery.
    Przecież dwa lata temu też tak było i 10 lat temu też. Pamiętam, że ja też szłam
    takim systemem. Jak nauczycielowi trafi się grupa 20-30 osobowa z różnym
    przygotowaniem, wiedzą i umiejętnościami, to musi znaleźć jakiś punkt
    odniesienia. Takie ponowne przejście przez podstawy tylko utrwala wiadomości.
    Moja córka jest w przedszkolu w 5-latkach. I też poznaje litery i głoskuje. I
    powtórzy to w zerówce i potem w pierwszej klasie. Tylko że pewnie wtedy już w
    zupełnie innym tempie i (mam nadzieję) w innej formie.

    A z tym nudzeniem się dzieci to ja myślę, że jest tak - jeśli dziecko się nudzi,
    to tylko źle świadczy o nauczycielu. Jest tak duży wachlarz możliwości, pomocy,
    materiałów dodatkowych, że zawsze można czymś zainteresować i uatrakcyjniać
    zajęcia na wiele sposobów.

    --
    Dla Mamy czyli Zabawa w słowa
  • 28.05.10, 16:38
    Problem polega na tym, że w podręczniku, który przerabiają zerówki w naszej
    szkole NIE ma liter. Kurator pomorski zabronił nauczycielom w zerówkach je
    wprowadzać, dlatego nauczyciele działają w partyzantce. Ale takie tam pojedyncze
    ćwiczenia nie utrwalają chyba liter (nie wiem, bo mój syn czyta od roku).

    Dzieci nie nudzą się na zajęciach, tylko przy ćwiczeniach z podręcznika. Ale
    wychowawczyni mówi, że tak szybko idzie im wykonanie tych ćwiczeń, że nuda jest
    krótka.
    Tylko po co taki podręcznik?
  • 28.05.10, 22:37
    steffa napisała:

    > Mam te same odczucia, gdy słyszę o nudzących się dzieciach w zerówce czy pierwszej klasie.

    Dodam jeszcze, a właściwie się pożalę... że jest pewien typ dzieci, które BEZ PRZERWY musza coś robić, bez przerwy ich mózg musi być na wysokich obrotach, bo jak nie robią nic, to im za przeproszeniem palma odbija.
    Niestety, nauczycielka mojego syna jeszcze nie do końca ten klimat przyswaja i twierdzi, że dziecko 7-letnie musi odpoczywać. Nie dociera do niej, że mój syn nie musi odpoczywać, a wręcz przeciwnie, on musi być wręcz przestymulowany, i jego rytm dobowy nie zakłada odpoczynku biernego; w dodatku tak jak jego mać szanowna nienawidzi tracić czasu i próbuje wykorzystać każdą sekundę czynnie, co sprawia że do ostatniej minuty COŚ robi, a potem po prostu pada i zasypia w kilka sekund. I dlatego, że dziecko musi odpoczywać, nie bardzo może dostać dodatkowe zadania i dodatkowe formy aktywności, albo chociaż pozwolenie na czytanie książki. Na skutek czego moje dziecko się kosmicznie w zerówce nudzi i przecudownie rozwala lekcje :/

    --
    Jeśli uważasz, że masz prawo patrzec w krocza innych, to nie masz prawa narzekac na to, co w tych kroczach znajdziesz. - by Lezbobimbo
  • 29.05.10, 00:15
    A moje robi to co ma zrobić szybko i niestarannie, poganiając
    najlepszego kumpla, bo gormity, owady na drzewie, albo atlas
    dinozaurów czekają. Jemu nie jest potrzebna nauka, żeby się nie
    nudził. On chce się bawić! Nie wiem czy to jest forma wypoczynku.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.