Dodaj do ulubionych

Wierzcie w Mikołaja - trupia główka w żłóbku

14.12.13, 19:40
Kto to poleca???Z pewnością przedstawiciel wydawnictwa, które książkę wydało. Kupiłam dla dziecka, które dużo czyta i mnie samej zaparło dech w piersiach, bo takiej lektury dawno nie spotkałam: żadna historia, nieciekawa literacko i opisy (łącznie z ilustracjami) jak w tytule posta. Wyrzucone pieniądze - kupiłam przez Internet kierując się zachętami płynącymi z forum, czego nauczona doświadczeniem nie zrobię już nigdy.
Edytor zaawansowany
  • modrooczka 14.12.13, 21:15
    Ja na razie nie dałam dzieciom, bo przyszło w mocno spóźnionej przesyłce mikołajkowej. Opinie są skrajne, jak widzę. Przeczytam to dam znać, co myślę.
    --
    "Można pogłaskać naszego królika i nadać mu imię. Królik ma to w dupie a państwu będzie miło" - Katalog z muzeum Igora Markina.
  • uccello 14.12.13, 21:18
    A załączysz jakieś foto skan , rzeczonego kuriozum >>trupia główka w żłóbku<<?
    Bardzo lubię prace i poczucie humoru tego ilustratora
  • abepe 14.12.13, 21:25
    Rozmowa na temat książki już się toczy w innym wątku.
  • atzaga 14.12.13, 21:22
    Ja też kupiłam. Mój syn (bardzo oczytany sześciolatek) odmówił czytania, ale jeszcze zanim zobaczył tę ilustrację (nic w tym dziwnego, są takie książki, które odrzuca i muszą się trochę odleżeć). Myślę, że wyjmę ją za rok - dwa.

    Ale przyznam, że szkielet też mnie trochę zbił z tropu.
  • pitu_finka 14.12.13, 22:15
    A mnie się nie podoba. Też kupiłam zachęcona opiniami i nazwiskiem ilustratora, ale uważam tę za zwyczajnie głupią i nieciekwą.
  • bruy-ere 14.12.13, 22:39
    http://i1253.photobucket.com/albums/hh592/ewagm1/68138b1d-48eb-4772-9347-6aaf85a31851_zps7add014a.jpg
  • uccello 16.12.13, 10:50
    Dzięki za obrazek.
    No, ja trupiej główki w żłóbku nie kupuję. Tak jak nie kupuję trupiej główki Micki- Maus, trupich główek Kajka i Kokosza i miliarda identycznych postmodernistycznych czaszkowatych beknięć.
  • pe_pawlak 16.12.13, 13:19
    Eee… Przecież ten obrazek spełnia w książkowej narracji pewną określoną rolę. Zgubne wydaje mi się ocenianie go samego dla siebie, w oderwaniu od kontekstu. Podmiana figurki Jezusa na "szkielecik" jest jednym z działań zdesperowanego bohatera opowieści, który chce by w końcu zauważono jego istnienie. To fragment wojny, jaką prowadzi o obecność... hm… sacrum w naszym świecie.

    W moim odczuciu, to nie "beknięcie", a dosyć precyzyjny wybór autorki, która stara się skoncentrować refleksję odbiorcy na istocie (nomen omen!) Świąt, które adwent wieńczą (nie przypadkiem ŚM wywala ze żłóbka również figurkę z Lego Star Wars!). Sądząc po wielu komentarzach wybór nie taki zły, między innymi dlatego, że poruszający… Mnie się podoba.
  • zuzannao 16.12.13, 14:06
    Obrazek z pewnością spełnia określoną rolę w narracji. Z tym, że rolę tę zrozumie dorosły lub starsze dziecko. Młodsze - owszem, ale potrzeba rozmowy, tłumaczenia, wyjaśniania. A bywa, że skomplikowane wyjaśnienia ulecą, a w pamięci pozostanie niepokojący obraz. Sama w ten sposób zapamiętałam z dzieciństwa wiele przerażających ilustracji do całkiem zwyczajnych tekstów. Mój pięcioipółlatek był tym obrazkiem ogromnie poruszony, ale nie sądzę, żeby dotarła do niego cała złożoność przekazu i głębia refleksji. Myślę, że to po prostu reakcja na szokującą dla dziecka wizję.
    --
    www.kiedybylammala.art.pl
  • steffa 17.12.13, 10:59
    A od czego są książki, jeśli nie od rozmowy? A może do rozmowy. ;) Może powinno być na okładce ostrzeżenie?
    Szkielecik jest figurą uzasadnioną. Bóg umarł już dawno (będzie ze sto lat temu), zatem narodziny szkielecika w zlaicyzowanym społeczeństwie są jak najbardziej na miejscu.
    --
    Czytajcie!
    Oglądajcie!
  • pe_pawlak 17.12.13, 15:41
    zuzannao napisała:

    > Obrazek z pewnością spełnia określoną rolę w narracji. Z tym, że rolę tę zrozumie
    > dorosły lub starsze dziecko. Młodsze - owszem, ale potrzeba rozmowy, tłumaczenia,
    > wyjaśniania. A bywa, że skomplikowane wyjaśnienia ulecą, a w pamięci pozostanie
    > niepokojący obraz

    Choć i tutaj pojawiły się relacje o takich dzieciach, które nie były straumatyzowane szkieletem w żłóbku, to na tym polu jestem trochę bezbronny. Jedyne dziecko jakie znam dobrze i obserwuję systematycznie od dłuższego czasu, to mały Pawełek Pawlak sprzed kilkudziesięciu lat. Miał doświadczenia podobne do Twoich, też oglądał ilustracje, które wzbudzały w nim niepokój i strach. Dziś, po latach uważam te emocje za swój prawdziwy skarb, za naukę odczuwania i widzenia nieoczywistego, która procentuje teraz. Mały PP wertował też książki rodziców poświęcone sztuce, a wśród nich i takie, w których znajdowały się ryciny ‪José Guadalupe Posady. Więc może stąd moje‬ dzisiejsze zdeprawowanie i brak alergii, uniemożliwiającej rzeczowe spojrzenie na czaszki i szkielety, niezależnie od tego gdzie i w jakim celu zostały położone.

    A konieczności "rozmowy, tłumaczenia, wyjaśniania" nie potrafię potraktować jako argumentu przeciw jakiejkolwiek książce :-)

    Pouczającym aspektem dyskusji wydaje się też fakt, że mocniejsze reakcje wywołuje to, co w książce narysowane :-) , a nie jedynie opisane: figurka ze Star Wars w żłóbku aż tak powszechnych emocji nie wzbudza.
  • uccello 16.12.13, 14:54
    Wiadomo ocena szczegółu wyrwanego z kontekstu- obojętnie obrazu czy zdania nie ma sensu, by nie rzec jest głupia.

    Jestem po prostu uczulona na tę podmiankę- głowę rozpoznawalnej postaci na trupią główkę. Za pierwszym razem główka Myszki Miki zamieniona na czaszkę zrobiła na mnie wrażenie, po nastym powtórzeniu tego manewru, przez kolejnego grafika tylko irytuje.

    Tak jak irytują mnie i nudzą (nie wzburzają, ani obrażają bynajmniej) kolejne prowokacje gatunku:
    sacrum + profanum= oburzenie= dyskusja= nagłośnienie sprawy.
    Co zadziwiające, to działa, bez pudła działa, więc jest powtarzane. Domaluj chłopie Madonnie Częstochowskiej wąsy i będziesz męczennikiem wolności wypowiedzi, artystą niezrozumianym przez ciemną tłuszczę, a Twoje nazwisko będzie odmieniane w mediach przez różne przypadki. Że niemal sto lat temu taki manewr z Giocondą wykonał Duchamp, to pikuś.
    Społecznie ważkie treści te wąsy niosą i już.
    A kto się nie zachwyca ten ciemnogród i katolicki beton.
  • modrooczka 16.12.13, 17:37
    Dyskusja jest coraz ciekawsza. Muszę wydobyć tę książkę z tajemnego pudła i ją przeczytać, ale po przeczytaniu komentarzy zdaje mi się, że nasze dzieci nie bedą jej czytać. Szczerze mówiąc, głownie dlatego, że na razie nie potrafię sobie odpowiedzieć na pytanie: po co miałyby to robić?
    --
    "Można pogłaskać naszego królika i nadać mu imię. Królik ma to w dupie a państwu będzie miło" - Katalog z muzeum Igora Markina.
  • zuzannao 16.12.13, 18:22
    Ja ci podrzucę, nie wyjmuj:) Bardzo jestem ciekawa, co o tym powiesz.
    --
    www.kiedybylammala.art.pl
  • abepe 16.12.13, 19:51
    uccello napisała:

    > Tak jak irytują mnie i nudzą (nie wzburzają, ani obrażają bynajmniej) kolejne
    > prowokacje gatunku:
    > sacrum + profanum= oburzenie= dyskusja= nagłośnienie sprawy.
    > Co zadziwiające, to działa, bez pudła działa, więc jest powtarzane. Domaluj chł
    > opie Madonnie Częstochowskiej wąsy i będziesz męczennikiem wolności wypowiedzi,
    > artystą niezrozumianym przez ciemną tłuszczę, a Twoje nazwisko będzie odmienia
    > ne w mediach przez różne przypadki. Że niemal sto lat temu taki manewr z Giocon
    > dą wykonał Duchamp, to pikuś.

    A co z "Wielką księgą portretów zwierząt"? Bo mnie akurat podmianka w tej książce nie przekonuje. Bo w "Wierzcie w Mikołaja" wiem skąd ta główka, w "Portretach zwierząt" nie całkiem.
  • uccello 16.12.13, 20:04
    Portrety zwierząt jak dla mnie brrr- bynajmniej nie ze względów merytorycznych. Zabawa dlaczego ta pani kojarzy się z łasicą, a ów pan z sową, jest przyjemna i stara jak świat. Natomiast odległość malarskiego rzemiosła autora tych ilustracji od dzieł Leonarda, Dürera czy Vermeera jest jak dla mnie zbyt duża . Przepaścista.
  • pe_pawlak 17.12.13, 15:46
    Ani nie powiedziałem, żeś "beton" Uccellu, ani nie domagam się zachwytów. Wyraziłem tylko zaniepokojenie, jakby to rzec, proceduralne: zdziwiło mnie wyrywanie kamyczka z mozaiki i pastwienie się nad nim, bo ma "alergizewujący" kolor. Wciąż uważam, że sprowadzanie zabiegu ze żłóbkiem do prowokacji to niesprawiedliwe uproszczenie. Również przywołanie w kontekście duetu Olsson/Chaud epigonów Duchampa (tych mieniących się męczennikami sztuki) wydaje mi się o tyle nie na miejscu, że szkielet w książce, o której rozmawiamy, niesie ze sobą dużą dawkę powagi śmierci i bliżej mu do "sacrum" niż "profanum". "Profanum" w żłóbku była raczej figurka Lego Star Wars, ale ją autorka rękoma ŚM ze żłóbka wywaliła… To nie jest chyba aż tak proste.

    A skoro przywołałem już przed chwilą JGP, to podlinkuję od razu jedno z jego postmodernistycznych beknięć sprzed stu lat :-)
  • uccello 17.12.13, 19:23
    Pawlaczu! Ja to może w punktach napiszę, bo się nie rozumiemy:

    1. Ilustracje Chauda bardzo lubię. Mikołaj przyniósł mi "Nie odrobiłem lekcji bo...".
    A puzzle robi chłopak najładniejsze na świecie.

    2. Incydent z czaszeczką w żłóbku nie dyskwalifikuje jak dla mnie książki. Nie lubię zabiegu podmiany głowy postaci na trupią główkę, bo za wiele razy go widziałam -drażni mnie jako graficzny banał. Mam na to alergię. Rzeczywiście podnoszę jeden kamyczek i mówię, o mamo ten kolor sprawia , że mam gęsia skórkę, a moje ślinianki wariują.
    Nie bardzo mogę rozmawiać o (mozaice) książce, bo jej nie znam.


    Dla mnie przejmująco o śmierci mówi obraz Margritta
    http://sztukatulka.pl/wp-content/uploads/2011/03/obr.jpg
    Klimaty meksykańskie: roztańczony szkielecik z piórkiem w de, przemawiają do mnie słabiej. Ale to cecha osobnicza.



    3. I tak obok dyskusji. Zadziwia mnie, jak sprawny jest wytrych zderzenia sacrum z profanum. Drażni mnie i niesmaczy nie dlatego, że bodzie moje uczucia religijne ( bo nie bodzie) tylko ze względu na taniość środków. W przekonaniu artystów, którzy dokonują wyrafinowanej operacji łącząc genitalia + krzyż, zdjęcia hierarchy kościelnego + gołej d ( były takie billboardy w Krakowie, ach, ach cóż to była za zadyma), obraz, który jest świętością dla wielu + wąsy, każdy kto jest zażenowany poziomem takiej akcji musi być radykałem i betonem.

    Nawet nie śniło mi się, że zarzucasz mi betoniarstwo umysłowe.
  • pe_pawlak 19.12.13, 02:54
    Uccellu, dzięki za wyciągnięcie pomocnej i metodycznej dłoni w stronę obserwatora z pawlacza…

    ad 3. Twoje poprzednie uwagi na temat taniego zestawiania sacrum z profanum pojawiły się tu, w tej, a nie w innej dyskusji i dlatego potraktowałem je jako odnoszące się do podlinkowanej ilustracji. Uważam, że wobec "Wierzcie w Mikołaja" byłaby to kwalifikacja pochopna (bo niezależnie od rezultatu autorzy usiłują mierzyć się z problemem, a nie prowokują tanim chwytem dla samego tylko prowokowania), stąd moja reakcja. Wychodzi na to, że i ona była zbyt pospieszna, skoro w punkcie 3. piszesz, że jest to dla Ciebie temat "obok dyskusji", a zatem nie odnoszący się do tej książki i tej ilustracji. Ten punkt mamy zatem wyjaśniony.

    ad 1. Również lubię ilustracje Chauda. W moim odczuciu nie ma to wprawdzie żadnego znaczenia dla sedna zagadnienia, ale przyjemnie się z Tobą zgodzić :-) Punkt 1. też mamy z głowy.

    ad 2. Tylko z tym punktem mam jeszcze mały kłopot. Bo z jednej strony pisałaś, że "ocena szczegółu wyrwanego z kontekstu - obojętnie obrazu czy zdania nie ma sensu", z drugiej strony wciąż wypowiadasz się o tej ilustracji źle ("graficzny banał", "incydent z czaszką"). Skoro metaforę z mozaiką podjęłaś, to spróbuję ją rozwinąć i z niej wyprowadzić protokół rozbieżności, który pozwoli zakończyć naszą wymianę zdań, nużącą pewnie dla postronnych :-) Jesteś wspaniałą malarką, więc wiesz, że na odbierany okiem kolor pojedynczego kamyczka ma wpływ jego otoczenie. Barwy sąsiadujących elementów mozaiki potrafią zmienić nijaką czerwień pojedynczego kamyka w donośny cynober, z kolei dobrane inaczej mogą tę czerwień jeszcze osłabić. Element wyrwany z kontekstu działa jedynie swoim kolorem lokalnym, a nie tym, który zaplanował twórca całości kompozycji. Dlatego uzasadnione wydaje mi się wstrzymanie oceny detalu do momentu poznania całości koncepcji tych (tej i tego), którzy go w większej całości użyli. Rozumiem, że Ty masz w tej kwestii inne zdanie. Szanuję je.

    Ostatni punkt odkreślony, a ja wracam do schowka pod sufitem i już się w tej sprawie zamknę, bo przeczytałem, że niedomykanie pawlacza przynosi pecha :-)
  • abepe 19.12.13, 09:31
    Jak już pisałam wcześniej- w ogóle o trupka w żłóbku nie można się czepiać ilustratora, bo tylko zobrazował to, co napisała autorka tekstu. A że szkielecik był ważnym tematem w tych dniach - pewnie musiał się na ilustracji pojawić.
  • uccello 19.12.13, 10:46
    Pawlaczu! Pozostawaj zawsze OTWARTY!

    Ten zabieg graficzny (główka - czaszeczka) działa na mnie jak kolor fluorescencyjny, przykry dla oczu bez względu na sąsiedztwo. Kłuje w oczy i już.
    Rozum ( że tak szumnie powiem) swoje, a serce swoje.
    Osobnicza przypadłość.

    Nie trzeba mieć wykształcenia psychologa, żeby stwierdzić, że mam problemy z opowiadaniem dzieciom o śmierci. W Cudownej Studzience jest Sabałowa Bajka, gdzie Śmierć lituje się nad matką, i targuje o nią ( bez skutku ) z Panem Bogiem. No nijak nie potrafiłam tego namalować. Uważałam bajkę za PRZERAŻAJĄCĄ. Straszną, mimo niewątpliwych walorów literackich. I jakoś tak obeszłam rzecz przez kwiatki- stoi Matula, dziecki się do niej tulą, a ona żegna się z pięknym, jakże pięknym światem., dziękując za to co było. Tylko tak potrafiłam to opowiedzieć.

    Traf chciał, że akurat tę bajkę przeczytała na warszawskiej promocji książki Anna Seniuk. Przeczytała , jak to ona- z talentem, wdziękiem, biglem. Przekomicznie. W jej interpretacji to przezabawna, mądra przypowiastka.
    Wychodzi na to, że widzę fluo tam gdzie go nie ma, albo przynajmniej większości ludzi po oczach nie kłuje. Osobnicza przypadłość.

    Wiem, wiem że ów drażniący kolor, czy chcę tego czy nie, jest niezbędnym składnikiem gamy, nie ma się co buntować. Dopełniający, kontrastujący, szeregujący inne.
    Ale kłuć mnie kłuje. Oj tak.


  • abepe 14.12.13, 22:48
    wyboista napisała:

    > Kto to poleca???Z pewnością przedstawiciel wydawnictwa, które książkę wydało. K
    > upiłam dla dziecka, które dużo czyta i mnie samej zaparło dech w piersiach, bo
    > takiej lektury dawno nie spotkałam: żadna historia, nieciekawa literacko i opis
    > y (łącznie z ilustracjami) jak w tytule posta. Wyrzucone pieniądze - kupiłam pr
    > zez Internet kierując się zachętami płynącymi z forum, czego nauczona doświadcz
    > eniem nie zrobię już nigdy.

    Przeanalizowałam wątek, który podlinkowałam wcześniej. Nie było za dużo opinii, raczej zbiorowa deklaracja chęci zakupu.
    Ja już się przyzwyczaiłam, że Zakamarki bywają zaskakujące. Już nie raz na forum pojawiły się wątpliwości dotyczące ich książek. Mnie te zaskoczenia niespecjalnie negatywne nastrajają. Uważam, że dotykają spraw wartych rozmowy.
  • zo_79 14.12.13, 23:00
    A w dzisiejszym rozdziale Pan Bóg okazał się kobietą! Też ciekawy ozdobnik historii. Był przyczynek do rozmowy o starotestamentalnych opisach Boga jako kobiety. :) Staramy się podchodzić do do sprawy na luzie. Chociaż zauważam, że 6-latkowi książka zwyczajnie nie leży. Denerwuje się, że nie wie o co właściwie chodzi. Sama jestem ciekawa, jak to się wszystko skończy.
    --
    malaczcionka.blogspot.com
  • murter1 14.12.13, 23:40
    Mnie też zbił z tropu. Dzieciaki rozśmieszyl (!). Babcia, która przypadkiem akurat ten fragment usłyszała, była zniesmaczona. Chyba mam dziwne dzieci...
  • marturka 15.12.13, 09:49
    U nas nie wyszło - Zakamarki w naszym domu rządzą, a ta książka dzieciom nie podeszła (może kwestia młodego wieku: 4 i 7 lat). Dzieci po prostu odmówiły słuchania. Chyba zupełnie nie rozumiały, w czym problem, bo one święcie wierzą w Świętego Mikołaja, więc te wszystkie rozterki z książki są im obce. Gdy czytaliśmy Niezwykłego Świętego Mikołaja o Pettsonie i Findusie, reagowały zupełnie inaczej - cały czas trzymały stronę Findusa i dziwiły się, czemu Pettson zadaje sobie tyle trudu, jeśli Mikołaj przyjdzie.
  • sylwina76 15.12.13, 11:09
    Trupia główka na dzieciach nie zrobiła wrażenia...Za to "Ta którą wszyscy biorą za Tego" - i owszem.
  • alistar1 15.12.13, 13:06
    Ja mam spostrzeżenie, że lepiej się to czyta po cichu i jednym ciągiem niż w rozbiciu na dni, zgodnie z zasadą kalendarza. Poza tym to, co się dzieje na drugim planie (po drugiej stronie lustra) powinno być jakoś lepiej wyróżnione, może odrębnym kolorem w tekście, bo czasem te "głosy spoza głównego planu" trudno jest dzieciom zrozumieć.

    Jeśli zaś chodzi o główkę, to jest temat do rozmowy, my chyba jesteśmy już dość uodpornieni na szwedzkie książki i podchodzimy do nich też z dystansem. Bardziej niż główka, która oczywiście jest nie na miejscu, podobnie jak ludzik lego, co moje dzieci szybko skomentowały, wzburzył je brak wiary u rodziców. Ale to Szwecja. I w każdym domu też jest inaczej, także w podejściu do świąt.
  • alexsc 15.12.13, 14:24
    o właśnie. bardzo trafne spostrzeżenie
    moi na początku nie załapali z tym śmiechem
    starszy czyta codziennie 1 rozdział, młodszej czytam ja, sama przeczytałam całą,
    bardzo mnie nie zachwyciła jednak

    --
    * Mama Aleksandra (03.07.2004) i Wiktorii (12.02.2006) *
  • anndelumester 15.12.13, 17:22
    No więc to jest kwestia wierzeń rodziców/dzieci i podejścia do traktowania owych wierzeń w literaturze, sztuce, kulturze (w tym pop).
    Mój syn się dziwi, że ktoś może na coś serio wyznawać, ale nie , żeby go to bardzo szokowało - jego brat stryjeczny z kolei jest nieustająco w autentycznym szoku, że my nie jesteśmy wierzący i K. nie musi chodzić do kościoła w każdą niedzielę etc.
    No właśnie kwestie wychowania.


    --
    Czasem aż oczy bolą patrzeć, jak się przemęcza dla naszego klubu, prezes Ochódzki Ryszard, naszego klubu „Tęcza”. Ciągle pracuje! Wszystkiego przypilnuje i jeszcze inni, niektórzy, wtykają mu szpilki. To nie ludzie – to wilki! To mówiłem ja – Jarząbek Wacław, trener drugiej klasy. Niech żyje nam prezes sto lat!
  • abepe 15.12.13, 18:06
    Ależ my jesteśmy wierzący! I uważam, że nie stanowi to przeszkody w traktowaniu niektórych elementów tej książki (np. szkielecika) z przymrużeniem oka. Bóg przecież nie jest figurką w żłóbku!
    Z drugiej strony - książka jest interesującym głosem w pewnym sensie odnoszącym się do zaniku wiary oraz konsumpcjonizmu związanego ze świętami. Tu nikt nie wierzy, ale wszyscy mają w oknach akcenty świąteczne.
    Z drugiej strony (i ta krytyka według mnie może budzić sprzeciw osób religijnych) - "z raportu rocznego o stanie rzeczy. O tym, w kogo wierzy najwięcej ludzi" wynika, że jednak na pierwszym miejscu jest Bóg. Czyżby ludzie wierzyli na wszelki wypadek? . (ale Jezus jest na 4. miejscu z Mahometem i Buddą, więc niekoniecznie chodzi o Boga chrześcijan). I druga wątpliwość, która może budzić sprzeciw wobec tej książki - Bóg jest, bo ktoś w niego wierzy, jak w żaby w sedesie ("Jeśli tylko ktoś w nie wierzy, to znaczy , że istnieją").
    Książkę odbieram jako krytykę obu stron - religijnej i laickiej. A zdrowa, inteligentna krytyka jeszcze nikomu krzywdy nie zrobiła. Można ją nawet przywołać w rozmowie z dzieckiem. Co dla niego znaczą Świeta? Czy przypadkiem najważniejsze nie są prezenty?
    Jeszcze raz odsyłam do interesującego głosu Zorro.
  • anndelumester 15.12.13, 18:27
    Cóż chyba od zawsze rujnowałam dziecku każde święto - bo ja mam podejście antropologiczno-etnologiczne. Zaletą wszelkich świąt są dni wolne, miła atmosfera w tym ozdoby, dobre jedzenie i prezenty. A czy to będzie ku czci Mitry, Saturna, Sol Invictus, Jezusa, z okazji Chanuki czy Diwali - jest mi doskonale obojętne. Mogę obchodzić wszystkie po kolei.
    Pewnie też wariacje "na temat " nie robią na mnie wrażenia, ale ja tam jestem osobnik mocno bezrefleksyjny.


    --
    Czasem aż oczy bolą patrzeć, jak się przemęcza dla naszego klubu, prezes Ochódzki Ryszard, naszego klubu „Tęcza”. Ciągle pracuje! Wszystkiego przypilnuje i jeszcze inni, niektórzy, wtykają mu szpilki. To nie ludzie – to wilki! To mówiłem ja – Jarząbek Wacław, trener drugiej klasy. Niech żyje nam prezes sto lat!
  • abepe 15.12.13, 19:13
    anndelumester napisała:

    > Cóż chyba od zawsze rujnowałam dziecku każde święto - bo ja mam podejście antro
    > pologiczno-etnologiczne. Zaletą wszelkich świąt są dni wolne, miła atmosfera w
    > tym ozdoby, dobre jedzenie i prezenty.

    Sama wiesz, że w ten sposób "rujnuje" święta rzesza osób z każdej strony.
    Ale nie chodzi tutaj o dodatkowe komentarze czytelników na temat swojego sposobu spędzania świąt, tylko o badanie "co autor ma na myśli?":)

    Do kogo szczerzy się trupek w żłóbku?

    A co do szału zakupów świątecznych ozdób w książce - przypomina mi to meblowanie kolejnych mieszkań przez bohatera "Podziemnego kręgu";)

  • anndelumester 15.12.13, 23:03
    Myślę nad tym szkieletem (symbolizm). W tym celu koniecznie kupię książkę!
    Może ktoś z forum chce, rozczarowany treścią i formą, sprzedać?

    --
    Czasem aż oczy bolą patrzeć, jak się przemęcza dla naszego klubu, prezes Ochódzki Ryszard, naszego klubu „Tęcza”. Ciągle pracuje! Wszystkiego przypilnuje i jeszcze inni, niektórzy, wtykają mu szpilki. To nie ludzie – to wilki! To mówiłem ja – Jarząbek Wacław, trener drugiej klasy. Niech żyje nam prezes sto lat!
  • anndelumester 15.12.13, 13:01
    Po tej dyskusji kupię na pewno, dla siebie i dla syna.
    Obrazek z trupim dzieciątkiem boski.
    --
    Czasem aż oczy bolą patrzeć, jak się przemęcza dla naszego klubu, prezes Ochódzki Ryszard, naszego klubu „Tęcza”. Ciągle pracuje! Wszystkiego przypilnuje i jeszcze inni, niektórzy, wtykają mu szpilki. To nie ludzie – to wilki! To mówiłem ja – Jarząbek Wacław, trener drugiej klasy. Niech żyje nam prezes sto lat!
  • mamapodziomka 15.12.13, 14:28
    Ja kupowalam troche tak bez wiekszej nadziei, bo target gdzie znalazlam jako 4-7, a mam w domu 3 i 10. Trzylatka odpadla na samym poczatku, zupelnie nie jej poziom, nawet pominawszy jezyk (po niemiecku tez by nie lyknela). Natomiast 10-latka slucha jak zaczarowana i bardzo jej sie podoba. Chyba po prostu wiek targetu nie byl za dobrze okreslony, bo jednak te elementy zaskakujace i "horrorowate" sa i trzeba je zrozumiec i przetrawic (moja 10-latka raczej z tych lekliwych lekturowo, nawet Harry Potter jest juz dla niej na granicy).
  • gopio1 15.12.13, 14:35
    Może chodzi o wiek dzieci? może to książka nie dla najmłodszych?
    No moich trupia główka nie zrobiła wrażenia.
    Płeć Boga też nie: 9-latka skomentowała: A jednak...
    11-latek stwierdził, że przecież wiadomo, że zarówno Bóg jak i Anioły nie posiadają płci.

    Nie wybiegam, nie czytam szybciej, lecimy dzień po dniu, więc nie wiem jak się ta historia skończy. Ale póki co - zupełnie bez zachwytu. Historia Janoschowa dużo bardziej nam się podobała.

    Dla mnie zakup tej książki to był kot w worku. Dałam się ponieść. Nie powiem, że żałuję, ale jakbym nie kupiła, raczej nic byśmy nie stracili. W dodatku cena - kosmiczna, ale nad tym już ubolewałam.
    Trzeba jednak przyznać - świetna praca marketingowców - książka wypuszczona na rynek pod koniec listopada, nie zdążyła zebrać recenzji, wszyscy spiesznie zakupili, żeby móc wystartować 1 grudnia. Moim zdaniem w przyszłym roku na pewno nie powtórzą sukcesu.

    --
    Z życia 11-latków czyli Zabawa w słowa
  • sylwina76 15.12.13, 17:02
    U nas się podoba, nawet nie wiem komu bardziej: siedmiolatce czy dziesięciolatkowi. Codziennie czytamy jeden rozdział, nie więcej. Jest niedosyt.
    Na forum nikt jakoś książki specjalnie nie polecał - wiele osób pisało tylko , że chce ją mieć :). Ja nie żałuję. Kupiłam skuszona ilustracjami Chauda. Dziwne zwierzęta Lotty Olsson zupełnie nam się nie podobały, nie miałam więc zbyt wysokich oczekiwań wobec tekstu. Jest hmm trochę kontrowersyjny, ale mnie to akurat cieszy.
  • abepe 15.12.13, 17:15
    Właśnie, u nas też się podoba. I nie jestem z wydawnictwa a książkę kupiłam, a jakże!, na promocji w merlinie:)

    Moje dzieci wciągnął klimat grozy (pisałam w wyżej linkowanym wątku, że potem, dla rozweselenia czytujemy Janoscha;). Sześciolatek dzisiaj stwierdził, że ta książka jest trochę o adwencie a trochę o halloween. Stąd szkielecik! (Myślę, że pamięta "Apetyt na Meksyk")
    Poza tym chyba rozumieją umowność - szkielecik w żłóbku to nie prawdziwy Jezus tylko figurka wykonana przez człowieka (albo i nie, jak w tym przypadku). Mój mąż niedawno zaproponował, żeby dzieci zrobiły stajenkę z klocków, dlaczego więc ludziki lego nie miałyby w niej wystąpić?

    Przeczytałam sobie książkę wczoraj do poduszki do końca. I rozczarowało mnie gładkie zakończenie. Chociaż nie wiem czego się spodziewałam - Apokalipsy?:)
  • zuzannao 15.12.13, 17:46
    My też kupiliśmy w ciemno na fali adwentowo-mikołajkowej i mamy teraz mieszane uczucia. Chyba nawet nie dlatego, że szkielecik itp., a bardziej ze względu na straszliwy ładunek depresji w tym tekście. Dla mnie stanowi on niezwykle przenikliwą diagnozę świata, w którym pewne kwestie niewygodne, trudne do wytłumaczenia itp. spycha się pod dywan, udaje, że nie istnieją. "Nie będziemy o tym rozmawiać" - powtarzają co chwila rodzice Tiny, skonfrontowani ze zjawiskami, których nie mogą zrozumieć. Nie wierzą w nic, ale kultywują obyczaje adwentowe, przywiązani do swoich gwiazd, świeczników, kwiatów i ozdób choinkowych, a nawet szopek. W tym kontekście nawet szkielecik w żłóbku jawi mi się jako zupełnie uzasadniony - szczerząca zęby pustka, która zastąpiła jakiś odwieczny system wartości.
    Tak sobie filozofuję na temat tej książki, pytanie tylko, czy taki odbiór dostępny jest dziecku? Bardzo wątpię. Mój starszy jeszcze jakoś próbuje to sobie wytłumaczyć, młodszy niewiele rozumie, ale wciągnęło go mocno. Wczoraj nawet chciałam porzucić czytanie i sięgnąć po inną lekturę, ale zostałam zmuszona do kontynuowania, "bo on się chce dowiedzieć, jak to się skończy". A ja już wiem jak się skończy, i mam wrażenie, podobnie jak Abepe, że zakończenie zbyt gładkie i bezproblemowe, jak na ten poziom deprechy wcześniej.
    --
    www.kiedybylammala.art.pl
  • abepe 15.12.13, 18:24
    zuzannao napisała:

    Nie wierzą w nic, ale kultywują obyczaje adwentowe, przy
    > wiązani do swoich gwiazd, świeczników, kwiatów i ozdób choinkowych, a nawet szo
    > pek. W tym kontekście nawet szkielecik w żłóbku jawi mi się jako zupełnie uzasa
    > dniony - szczerząca zęby pustka, która zastąpiła jakiś odwieczny system wartośc
    > i.

    Aż takiej depresji tutaj nie czuję. Brak wiary w Boga, ŚM, czy Wróżkę Zębuszkę nie musi oznaczać oznaczać pustki. Ale rodzice Tiny rzeczywiście odmawiają rozmowy na różne tematy a przecież laickość najczęściej chce być kojarzona z otwarciem. Trochę się boję burzy, którą ten wątek może przynieść.

  • zuzannao 15.12.13, 20:06
    Depresję ma ŚM:) Nie, tak naprawdę chodziło mi o to, że w całej książce przeważają negatywne emocje. Dziecko, zwłaszcza małe, może chyba ze zdziwieniem przyjąć wizję tak agresywnego i złośliwego świętego Mikołaja. A jego końcowa przemiana jest mało wiarygodna, bo po takiej dawce agresji powinien chyba nastąpić bardziej spektakularny przełom, żeby ŚM naprawdę zmienił swoje wrogie nastawienie do ludzi. A tu nagle jeden sen i tak jakoś deus, tfu, Nicolaus ex machina, znowu mamy święta;)
    --
    www.kiedybylammala.art.pl
  • abepe 15.12.13, 20:40
    zuzannao napisała:

    > Depresję ma ŚM:)

    Za bardzo aktywny jest jak na depresję:)) Ale nie miejsce to na diagnozy kliniczne.

    Nie, tak naprawdę chodziło mi o to, że w całej książce przeważ
    > ają negatywne emocje. Dziecko, zwłaszcza małe, może chyba ze zdziwieniem przyją
    > ć wizję tak agresywnego i złośliwego świętego Mikołaja.

    Tak, tu się zgadzam. Ale moje dzieci tego nie zauważyły.

    A jego końcowa przemian
    > a jest mało wiarygodna, bo po takiej dawce agresji powinien chyba nastąpić bar
    > dziej spektakularny przełom, żeby ŚM naprawdę zmienił swoje wrogie nastawienie
    > do ludzi. A tu nagle jeden sen i tak jakoś deus, tfu, Nicolaus ex machina, znow
    > u mamy święta;)

    Tak, tak, wystarczył jeden prosty zabieg i wszystko wraca do normy. Niewiarygodne! Końcówka się autorce nie udała.
    Może dopiszemy własną???;)
  • steffa 15.12.13, 22:06
    Prawda to. Końcówka godna literatury dla dzieci. Z drugiej strony ta wiara w przyszłe pokolenia (w postaci dzisiejszych dzieci) może przynieść powiew optymizmu. Ja jestem pod wrażeniem tej książki - daje do myślenia - przede wszystkim dorosłym (którzy jednak nie odwrócą się jak wspomniani rodzice). Dzieciom takie eksmachiny jakoś nie odstają od całości. „Czarny młyn" mój syn łyknął bez cienia sprzeciwu, a tam zakończenie to jest dopiero majstersztyk z palca wyssany.
    --
    Czytajcie!
    Oglądajcie!
  • zuzannao 15.12.13, 22:13
    Też prawda, a poza tym włącza się mechanizm, który zaobserwowałam dzisiaj u mojego dziecka: "No czytajmy dalej, bo ja czekam kiedy wreszcie będzie lepiej".
    --
    www.kiedybylammala.art.pl
  • abepe 15.12.13, 23:15
    steffa napisała:

    > Prawda to. Końcówka godna literatury dla dzieci. Z drugiej strony ta wiara w pr
    > zyszłe pokolenia (w postaci dzisiejszych dzieci) może przynieść powiew optymizm
    > u.

    Właśnie! Dzisiaj czytałam na głos i zakończenie stało się bardziej wiarygodne.


    Czytałam też dzisiaj zaległy wczorajszy rozdział i wniosek mojego 10latka dotyczący Boga bardzo mnie zaskoczył: "A to jest Afrodyta!" Cóż, skoro obok Świętego Mikołaja mamy trolla, to dlaczego nie Afrodytę?
  • irmeline 16.12.13, 12:50
    Moja prawie ośmiolatka najpierw była bardzo oburzona koncepcją Boga-kobiety, ale w końcu doszła do wniosku, że widocznie autorka miała taką koncepcję, jak "ci, co wierzyli w bogów z mitologii" ;-) Była to oczywiście okazja (już kolejna przy tej lekturze), by podyskutować o tym, dlaczego właściwie podsuwa się nam wyobrażenie Boga jako dostojnego starca.
    Jeszcze uwaga na temat wieku - według mnie czytanie tej książki ze zrozumieniem ma sens, gdy dziecko ma jakieś 7, 8 lat. Dużo tu pytań, wątpliwości, skomplikowanych emocji, odniesień do kultury, do kondycji społeczeństw. Młodszym dzieciom książka może wydać się niezrozumiała, a przez to nudna (i nie wiadomo o czym).
    --
    little leporello
  • wro-tka 16.12.13, 08:27
    moja czterolatka opowieści nie kupiła. kręciła się w trakcie czytania i ostatecznie przerwała i nie chce wracać do książki.

    a ja... ja nie nalegam, bo też się zmęczyłam ;-)
  • bruy-ere 16.12.13, 10:08
    wro-tka napisała:
    > moja czterolatka opowieści nie kupiła

    Pewnie za wcześnie.. Wydawnictwo oznaczyło książkę jako 6+, a padały tu głosy, że i to za wcześnie.
  • chaber69 16.12.13, 11:09
    O Boże - kupiłam do biblioteki, nie miałam czasu zajrzeć i postawiłam na półkę razem z Janoschem i Findusem. Lecę zdjąć, zabrać do domu, przeczytać i przemyśleć sprawę. U mnie czytelnicy (a zwłaszcza ich mamy) są bardzo konserwatywni.
  • wro-tka 18.12.13, 08:38
    no to co się odwlecze to nie uciecze ;-)
    poczeka.
  • eo_n 16.12.13, 13:12
    Dla mnie to też było szokujące. Postrzegam to jak prztyczek w nos dla rodziców, którzy wyzuli święta z ich prawdziwej istoty...
    Jednakowoż zupełnie nie na miejscu.
    Fajna ilustracja do dyskusji z nastolatkami, ale nie dla kilkulatków :/ Córce musiałam sporo tłumaczyć. O to chodziło? Wątpię, by zapamiętała na zaś...
  • anna_mrozi 16.12.13, 13:23
    Albo nie doceniasz "kilkulatków", albo myślimy o innych kategoriach wiekowych. Bo 6, czy 9 latek - to według moich doświadczeń wiek odpowiedni. Do rozmowy i dyskusji, choć zdaję sobie sprawę, że do tego trzeba dzieci przygotować.

    Trochę rozumiem "poruszenie" (bo dotknięta sfera sacrum), ale z drugiej strony - nie.
    Pytanie poboczne - czy Ci sami rodzice potencjalnie "oburzeni" taką wizją kupują swoim dzieciom lalki monsterhigh (choćby "pod choinkę";)
    --
    pozarozkladem.blogspot.com/
    pociąg do czytania
  • eo_n 16.12.13, 13:42
    Moja ma 4.
  • eo_n 16.12.13, 13:46
    MH nie kupują :P Kazali sobie dziecku samodzielnie uzbierać, skoro już musi ;) Bo wiadomo jak bywa z owocem zakazanym.
    I bliżej im do neopogan niż katolików, dlatego też koncepcja "tej, którą wszyscy uważają za tego" spotkała się z ich poklaskiem :) Też była dyskusja, ale bardzo budująca :)
    Natomiast opowiadanie o duchowej pustce i przedświątecznych gadżetach (język dostosowałam ;) ), w sytuacji, gdy u nas w domu jednak obok formy jest i miejsce na treść (a raczej odwrotnie)... Była dla córki nieco abstrakcyjna ;)
  • marturka 16.12.13, 13:49
    Mam wrażenie, że to jednak nie tylko jest problem poruszanego tematu (sacrum, wiara itd.), ale również samej kompozycji tej książki - powyżej dziewczyny zwróciły uwagę na potężny ładunek negatywnych emocji plus zupełnie nieadekwatne zakończenie. Może z tego powodu ta książka jest niewiarygodna: zabójcza dla tej książki nie jest trupia główka (dla mnie o wiele gorsze były kwiaty złośliwie zrzucane z parapetu - co za dupek z tego ŚM), ale zbyt nachalna teza, która wyziera z całości.
  • eo_n 16.12.13, 13:55
    Zgadza się: nachalny dydaktyzm i słabe zakończenie (jak dla mnie zdecydowanie brak równowagi między długim budowaniem napięcia a płytkim wyjaśnieniem całej sytuacji, jakby pomysłu zabrakło...). Plusy za Czupira i boginię.
  • abepe 16.12.13, 19:53
    eo_n napisał:

    > Zgadza się: nachalny dydaktyzm

    A nie szokuje Was ten dydaktyzm w "piekle skandynawskiego raju"???
  • anndelumester 17.12.13, 08:45
    Może to jest zgodne z zasadą kąt padania=kąt odbicia.

    --
    Czasem aż oczy bolą patrzeć, jak się przemęcza dla naszego klubu, prezes Ochódzki Ryszard, naszego klubu „Tęcza”. Ciągle pracuje! Wszystkiego przypilnuje i jeszcze inni, niektórzy, wtykają mu szpilki. To nie ludzie – to wilki! To mówiłem ja – Jarząbek Wacław, trener drugiej klasy. Niech żyje nam prezes sto lat!
  • steffa 17.12.13, 10:49
    Muszę sięgnąć do książki. ;)
    --
    Czytajcie!
    Oglądajcie!
  • abepe 16.12.13, 19:51
    Ale to nie ilustrator wymyślił trupią główkę. O szkieleciku napisała autorka tekstu
  • chaber69 17.12.13, 07:23
    Przeczytałam. Córce szkielecik się podobał, ale ona jest dorosła i ma gust specyficzny. W powiązaniu z treścią i eskalacją działań Mikołaja szkielecik jest dla mnie do przyjęcia, ale może to być wynik nie mojej tolerancji, ale określonego stosunku do religii. Bóg jako kobieta - tak samo, ale obawiam się, ze o ile moi rodzice i dzieciaki przełknęłyby tak samo szkielecik, to z kobietą jako Bogiem nie poszłoby tak łatwo. W efekcie nie wiem czy po raz pierwszy nie zastosuję cenzury w bibliotece w odniesieniu do książki dla dzieci. Po prostu wśród moich czytelników nie ma nikogo, kto mógłby podejść do tej książki z dystansem i nie być oburzony po lekturze.
  • zo_79 17.12.13, 10:19
    W efekcie nie wiem czy po raz pierwszy nie zastosuj
    > ę cenzury w bibliotece w odniesieniu do książki dla dzieci. Po prostu wśród moi
    > ch czytelników nie ma nikogo, kto mógłby podejść do tej książki z dystansem i n
    > ie być oburzony po lekturze.

    Ja bym jednak nie dramatyzowała z tym kościotrupkiem i kobietą Bogiem. Jak już ktoś napisał, te wątki są podyktowane dramaturgią książki. Nawet moja córka (11 lat), która jest niezwykle wrażliwa, jeśli chodzi o uczucia religijne, nie poczuła się urażona i książka jej się podoba. A znów na moich studiach teologiczno-biblijnych, temat "Bóg jako kobieta w Starym Testamencie" był najczęściej wybieranym tematem prac mgr przez siostry zakonne ;).
    --
    malaczcionka.blogspot.com
  • steffa 17.12.13, 10:39
    Każdy temat zahaczający o wiarę wywołuje emocje. Zatem właściwie dlatego nie dyskutuję tu za dużo, choć z ciekawością śledzę. Wiara sprawą uczuć, a jak mam odnosić się do uczuć, gdy ich nie widzę i nie czuję? Żadna z tych rzeczy mnie nie dotknęła, książki także nie odnajduję jako stworzonej pod publiczkę, nikogo w moim domu nie uraziła jej treść, moja 5-letnia córka śledziła historię z empatią i zaangażowaniem, ale ona - jak to ostatnio stwierdziła pewna wiekowa artystka ze Szkocji - ma umysł 55-latki. Jednak coś w tej książce jest, jeśli wywołała tak zdrową dyskusję. Zazdroszczę skandynawom, że potrafią tak pisać o rzeczach ważnych.
    --
    Czytajcie!
    Oglądajcie!
  • anndelumester 17.12.13, 10:31
    Ty na serio z cenzurą. Mam nadzieję, że był to żart.
    Czytam ten watek i przecieram oczy ze zdumienia.



    --
    Czasem aż oczy bolą patrzeć, jak się przemęcza dla naszego klubu, prezes Ochódzki Ryszard, naszego klubu „Tęcza”. Ciągle pracuje! Wszystkiego przypilnuje i jeszcze inni, niektórzy, wtykają mu szpilki. To nie ludzie – to wilki! To mówiłem ja – Jarząbek Wacław, trener drugiej klasy. Niech żyje nam prezes sto lat!
  • steffa 17.12.13, 10:34
    Urażeni zaskarżą bibliotekę? ;)
    --
    Czytajcie!
    Oglądajcie!
  • chaber69 17.12.13, 11:01
    Żartowałam oczywiście. Książka pójdzie na półkę z nowościami, choć z drugiej strony nie wiem czy wypożyczy ją ktokolwiek, bo do nas dzieci przychodzą z rodzicami, a oni nie są fanami literatury skandynawskiej i w ogóle jakiejkolwiek, gdzie ilustracje ocierają się choć trochę o oryginalność. Często jest tak, że dziecko chce inną książkę, a mama nie chce. Więc może zdarzyć się tak, że nikt jej w ogóle nie przeczyta. Chyba że zgarnie z półki książki o tematyce świątecznej.
  • anndelumester 17.12.13, 11:10
    A jak zgarnie - będzie na Ciebie , że sabotujesz, podżegasz i rujnujesz itd.itd. jedynie słuszny światopogląd/wiarę/cotamjeszcze.



    --
    Czasem aż oczy bolą patrzeć, jak się przemęcza dla naszego klubu, prezes Ochódzki Ryszard, naszego klubu „Tęcza”. Ciągle pracuje! Wszystkiego przypilnuje i jeszcze inni, niektórzy, wtykają mu szpilki. To nie ludzie – to wilki! To mówiłem ja – Jarząbek Wacław, trener drugiej klasy. Niech żyje nam prezes sto lat!
  • chaber69 17.12.13, 11:23
    Myślę, że podejmę to ryzyko.
  • anndelumester 17.12.13, 11:26
    Wesprę Cię wiec. Duchowo oczywiście, bo to nie generuje kosztów, ale jak pójdziesz siedzieć za obrazę, szarpnę się i wyślę paczkę. Może nawet dwie.

    --
    Czasem aż oczy bolą patrzeć, jak się przemęcza dla naszego klubu, prezes Ochódzki Ryszard, naszego klubu „Tęcza”. Ciągle pracuje! Wszystkiego przypilnuje i jeszcze inni, niektórzy, wtykają mu szpilki. To nie ludzie – to wilki! To mówiłem ja – Jarząbek Wacław, trener drugiej klasy. Niech żyje nam prezes sto lat!
  • deleine 17.12.13, 11:35

    A ja dzisiaj do męża mówię - rewelacyjna książka, ale wolę nie wiedzieć co konserwatywni katolicy będą o tym mówili. :)
    Dziecko ZACHWYCONE historią. Uwielbiam tę książkę!
  • anndelumester 17.12.13, 11:37
    Książką już na mnie czeka, jak znam życie przeczytam od razu u kosmetyczki.
    Natomiast w kontekście zupełnie innej dyskusji, w innym miejscu w necie, bardzo interesuje mnie kwestia:
    Co oburza w koncepcji Boga kobiety? Konkrety, z gatunku no nie wiem (bo się nie znam)
    - zaprzecza dogmatowi chrześcijańskiej trójcy etc.:
    To takie przyczynkarstwo do dyskusji, czy możliwe jest połączenie nurtów feminizmu z byciem wierzącym.

    --
    Czasem aż oczy bolą patrzeć, jak się przemęcza dla naszego klubu, prezes Ochódzki Ryszard, naszego klubu „Tęcza”. Ciągle pracuje! Wszystkiego przypilnuje i jeszcze inni, niektórzy, wtykają mu szpilki. To nie ludzie – to wilki! To mówiłem ja – Jarząbek Wacław, trener drugiej klasy. Niech żyje nam prezes sto lat!
  • abepe 17.12.13, 11:42
    anndelumester napisała:

    > To takie przyczynkarstwo do dyskusji, czy możliwe jest połączenie nurtów femini
    > zmu z byciem wierzącym.

    Istnieje feminizm w katolicyzmie. Znasz "Kobiety uczą Kościół" Makowskiego?
  • anndelumester 17.12.13, 11:50
    Napisze oględnie i zupełnie OT tak:
    do wczoraj chciałam wierzyć, ze jest możliwe i istnieje.

    > Istnieje feminizm w katolicyzmie. Znasz "Kobiety uczą Kościół" Makowskiego?
    Nie. I nie wiem czy chcę przeczytać, no chyba , ze jest tam rozdział KK nauczył się i zastosował.

    --
    Czasem aż oczy bolą patrzeć, jak się przemęcza dla naszego klubu, prezes Ochódzki Ryszard, naszego klubu „Tęcza”. Ciągle pracuje! Wszystkiego przypilnuje i jeszcze inni, niektórzy, wtykają mu szpilki. To nie ludzie – to wilki! To mówiłem ja – Jarząbek Wacław, trener drugiej klasy. Niech żyje nam prezes sto lat!
  • marturka 17.12.13, 12:14
    Feminizm istnieje w katolicyzmie, ale nie istnieje w polskim Kościele katolickim rozumianym jako struktura hierarchiczna. Książka Makowskiego to taki listek figowy niestety.
  • abepe 17.12.13, 23:03
    Ok, feminizm jest, ale nie bardzo ma wpływ na to się dzieje. Trochę sztuka dla sztuki i radochy naiwnych jak ja.
  • anika772 17.12.13, 16:20
    Kupiłam "nieświadomie", tylko ze względu na Dziwne Zwierzęta i Inną podróż (dziewczynom się bardzo podobały, mnie też). Do szkielecika jeszcze nie doszłyśmy, póki co jest ok. Denerwują mnie ci rodzice, co to "nie będą o tym rozmawiać". Moja starsza (prawie 8 lat) jest zniesmaczona wrednym Mikołajem, powiedziała, że całe szczęście że ona w niego nie wierzy, bo byłoby jej przykro. Młodsza (5,5) słucha z uwagą i uwielbia oglądać ilustracje.

    Nie żałuję zakupu. Fakt, to książka z tego rodzaju, że trzeba się duuuużo nagadać z dziećmi podczas czytania, ale to akurat postrzegam jako zaletę.
  • agata3a 17.12.13, 18:29
    Mojej siedmiolatce bardzo się podoba, ostatnio stwierdziła: "Ale ta autorka ma wyobraźnię... i pewnie kupuje swojej córce lalki Monster High, nie sądzisz?"
  • steffa 17.12.13, 22:55
    Cha cha cha. Jaki piękny adkontekst w tym wątku mi się wyświetlił. :D

    https://lh3.googleusercontent.com/-mFojx3dOjHw/UrDHlYzU_PI/AAAAAAAAHLE/0T1ofr5BKVs/w620-h712-no/Screen+shot+2013-12-17+at+10.46.26+PM.png
    --
    Czytajcie!
    Oglądajcie!
  • abepe 17.12.13, 23:02
    Moi synowie dzisiaj się zadumali - 10latek wrócił do tematu Boga, który jest tą nie tym a 6,5latek uznał, że Mikołaj nie bardzo jest tu Święty (podejrzewam, że najgorsze przewinienie to pozbawienie dzieci czekoladek z kalendarzy adwentowych), chociaż dla Czupira jednak miły.
  • marturka 18.12.13, 08:46
    Dzieci pewnie słusznie się obrażą za czekoladki, ale ja kompletnie się nie odnajduję z Mikołajem niszczącym rośliny doniczkowe - co innego przepalanie żarówek i niszczenie ozdób choinkowych. Może chodzi o to, że on niszczy coś, co żyje. Od takiego Mikołaja nie chciałabym żadnych prezentów...
  • abepe 18.12.13, 09:15
    marturka napisała:

    > Dzieci pewnie słusznie się obrażą za czekoladki, ale ja kompletnie się nie odna
    > jduję z Mikołajem niszczącym rośliny doniczkowe - co innego przepalanie żarówek
    > i niszczenie ozdób choinkowych. Może chodzi o to, że on niszczy coś, co żyje.

    To przyczynek do rozmowy o tym, co może człowiek w lęku i rozpaczy. Dzieci całkiem dobrze znają takie uczucia.
  • marturka 18.12.13, 09:24
    Masz rację - to dobry punkt wyjścia do rozmowy o emocjach, które dorosły już jakoś kontroluje. U nas ostatnio doszło do wybuchu niekontrolowanej agresji (młodsze pogryzło starsze), więc pewnie by wiedzieli, co się dzieje z ŚM...
  • abepe 18.12.13, 09:36
    marturka napisała:

    > Masz rację - to dobry punkt wyjścia do rozmowy o emocjach, które dorosły już ja
    > koś kontroluje. U nas ostatnio doszło do wybuchu niekontrolowanej agresji (młod
    > sze pogryzło starsze), więc pewnie by wiedzieli, co się dzieje z ŚM...

    Zwłaszcza, że Święty Mikołaj nie jest dla dzieci kimś "z wyższej półki", idealnym świętym z Nieba. Jest postacią stosunkowo bliską, jak wujek z drugiego końca Polski. Mogą więc przyjąć, że ma uczucia podobne do ludzkich;)
  • steffa 18.12.13, 17:39
    Kwiatek zniszczone nie jako „coś żywego", lecz artefakt. Takie kwiatki to część konsumpcyjnej części skandynawskich świąt.
    --
    Czytajcie!
    Oglądajcie!
  • murter1 19.12.13, 16:34
    To ja dopiszę po dalszej lekturze.
    U nas się bardzo podoba, zarówno siedmiolatkowi, jak i pięciolatce, którą Mikołaj obdarował tą własnie książką (nie myślałam, jak ją dostałam, że jest taka superfajna!, rzekła).
    I to by w sumie wystarczyło, bo moje dzieci mają bardzo dobry gust literacki :)
    Ale jeszcze: plus za rozdziały, na które czekamy codziennie z niecierpliwością i za urodę niewątpliwą.
    Co do Jezuska osławionego już, to jakoś potraktowały to jak inne makabreski w książkach. Może dlatego że właśnie były po lekturze o Chrupkowo-Miętusowej konsumpcji sroki i w trakcie czytania BFO.
    Dla nas głównym problemem było wprowadzenie do ich świadomości "niewiary w Mikołaja", bo obydwoje wierzą, ale wymigałam sie kategorią fikcji literackiej :)
    Kwestia płci Boga też nie zrobiła wrażenia, na nich ani na mnie. Przecież wiadomo, że Bóg nie ma tak naprawdę płci. Choć Starszak docenił przewrotność pomysłu.
    Ogólnie bardzo dobre wrażenie, choć dzieciom podoba się chyba bardziej niż mnie, ale jakoś to przeżyję.
  • kate.2 19.12.13, 17:02
    u nas wylądowała w koszu ...
  • mar.pil 19.12.13, 17:53
    Mam nadzieję, że to przenośnia!!!!
    --
    http://global.thebump.com/tickers/tt16fdfe.aspx
    zmalakafka.blogspot.com/
  • franula 19.12.13, 19:24
    Ogólnie książka jest w miarę w porządku lubię adwentowe tasiemce.

    Ale nie podoba mi się szkielecik. Ocenzurowałam szkielecik na ogryzka. Ilustracji udało mi się nie pokazać. Mam ośmio- i pięciolatkę, wrażliwe, pięciolatka pewnie by nie zwróciła uwagi ale K. by przeżywała tydzień. Trup w żłóbku to za dużo, na moją wrażliwość też.

    na kobietę która niesłusznie biorą za niego jakoś dzieci nie zwróciły uwagi chyba uznały że chodzi o Maryję....
    --
    Kasia
    Ktosik-Małgosik
  • abepe 21.12.13, 17:37
    Jeden z naszych nowych kompletów lampek nie działa.

    ŚM zaczął działać - orzekł 10latek.
  • sylwina76 21.12.13, 23:24
    :)
  • steffa 26.12.13, 00:39
    Co powiesz na to: u nas zniknął Jezusek, a domek z piernika zaliczył katastrofę budowlaną.
    --
    Czytajcie!
    Oglądajcie!
  • gosjana 26.12.13, 14:06
    A u nas dzisiaj w nocy przewróciła się choinka :(
    i ciekawa jestem czy to wina męża, że ją źle w stojaku oprawił czy to sprawka Mikołaja? ;)

  • zuzannao 26.12.13, 19:44
    U nas przewróciła się zaraz po tym, jak została ubrana, jeszcze przed wigilią! Podejrzane...
    --
    www.kiedybylammala.art.pl
  • aggala 27.12.13, 10:22
    Naprawdę, coś się podejrzanego dzieje w tym roku. U nas przewróciła się dwa razy - raz przed, a raz w trakcie ubierania. Wczoraj przestały świecić lampki choinkowe... A w Wigilię pod choinką pojawiła się wiadoma książka, mimo że nikt nie wpisał jej do listu do Mikołaja....
  • mamapodziomka 27.12.13, 12:32

    Amarylis sie zlamal, a zarowka w domku swiatecznym przepalila. Tez jestesmy zdania, ze to SM ;)))

    Ksiazka nam sie bardzo spodobala, szekieleciki i Pani Bo przelkniete bez problemu. Rodzice ignorujacy sytuacje dla mnie tez nie za straszni, bo taka konwencje zaklada cala masa ksiazek - dorosli sa zbyt zajeci, za malo widza, nie interesuja sie, a w tym czasie dzieci ratuja swiat ;)))

    Konczyla czytac moja mama - i bardzo sie usmialam, bo szkieleciki, Pania Bog i zlego SM uznala za maly pikus. Za najbardziej szokujace uznala, ze tatus robi pranie i sprzatanie, a mama kupuje choinke ;) Swiat staje na glowie ;)) Usmialysmy sie obie ;)

    Troche slabe wydawalo mi sie zakonczenie, powinno sie bylo zaczac wczesniej i zostac troche bardziej rozbudowane, ale moze autorce zabraklo po prostu dni w kalendarzu ;) W kazdym razie - "mamo, jak ta pani jeszcze cos napisze, to kup natychmiast, a najlepiej, zeby bylo o Czupirze!"
  • abepe 27.12.13, 12:41
    Po zakończeniu ostatniej części młodszy orzekł: "Przeczytamy to znowu za rok" po czym przystąpił do czytania pierwszej:)
    Według mnie historia nieco się rozwlekła. Dobrze, że rozpisana jest tylko na 24 dni;)
  • modrooczka 27.12.13, 22:07
    Wy to czytałyście, to nawet rozumiem - dotknęła Was klęska. Ale ja nie czytałam, to czemu u nas zawaliła się stajenka???
    --
    "Można pogłaskać naszego królika i nadać mu imię. Królik ma to w dupie a państwu będzie miło" - Katalog z muzeum Igora Markina.
  • abepe 27.12.13, 22:15
    modrooczka napisała:

    > Wy to czytałyście, to nawet rozumiem - dotknęła Was klęska. Ale ja nie czytałam
    > , to czemu u nas zawaliła się stajenka???

    Bo nie wierzyłaś, że warto przeczytać?
  • modrooczka 27.12.13, 22:22
    Nie, prozaicznie nie miałam czasu. Tzn dzieciom nie dałam zaniepokojona głosami z komitetu blokowego (zuzannao) a potem już nie miałam czasu. Przeczytam sobie na spokojnie przed przyszłym rokiem ;-)
    --
    "Można pogłaskać naszego królika i nadać mu imię. Królik ma to w dupie a państwu będzie miło" - Katalog z muzeum Igora Markina.
  • steffa 27.12.13, 22:50
    Właśnie: czas... ;)
    --
    Czytajcie!
    Oglądajcie!
  • modrooczka 29.12.13, 20:53
    Przeczytałam w Oktawie - czyli się liczy. Ilustracje są piękne. Tekst zepsuty. Może zabrakło czasu, może pomysłu a może zwyczajnie wiedzy o tradycjach i symbolice chrześcijańskiej, co zresztą samo w sobie jest znakiem zmierzchu cywilizacji. Szkoda, bo mógłby na ten sam temat powstać tekst mądry (co się dzieje, kiedy ludzie zostawią sobie tylko puste formy-wydmuszki a zapomną o treści) a powstał głupi. Idiotyczne jest to, że Święty Mikołaj zżyma się, że piszą o nim kłamstwa, że jest krasnalem i ma fabrykę prezentów na biegunie. Tymczasem w opowieści jest właśnie prymitywnym, mściwym krasnalem mieszkającym w lustrze. Ani w jednego ani w drugiego wierzyć nie warto, szkoda czasu. Nie pojawia się postać prawdziwego Świętego - biskupa Myry. Kompletnie niekonsekwentne, ponieważ pojawia się na przykład prawdziwa postać świętej Łucji - męczennicy. Książkowy ŚM zostaje zrównany z innymi "wierzeniami". Kłopot w tym, że niektórzy byli prawdziwi i nie mieszkają w lustrze, bo mają nagrobki na cmentarzach (jak święty Mikołaj, święta Łucja i inni święci). Nie wierzyć to można w Boga, ale istnienie świętych to wiedza historyczna (nawet jeśli ktoś uważa, ze to tylko biskup Mikołaj i zwykła Łucja, dziewczyna, co z głupiego powodu dała się zabić).

    Inne zabiegi - zło czynione przez ŚM, to też takie pseudo-zło. Złośliwy psikus, co nikogo normalnego nie unieszczęśliwia. Ludzie obchodzą czasem Boże Narodzenie bez choinek, ozdób i ciast, na wygnaniu, w ukryciu i w pożodze wojennej. Prawdziwe zło - sianie nienawiści między ludźmi nie nadawało się do głupawej dziecinnej opowiastki. Oczywiście dla ludzi, którzy cenią sobie formy to bolesne, stracić "atmosferę świąt", ale nawet gdyby ŚM wysadził dom w powietrze, to rodzice Tiny, którzy w gruncie rzeczy są dobrymi, kochającymi (choć głupawymi) rodzicami przytuliliby ją i pocieszyli się sobą nawzajem. I wielka szkoda, że tak się nie kończy. Zakończenie to porażka na całej linii - rozumiem, że zamówienie z wydawnictwa obejmowało 24 rozdziały i żadne sensowne rozwiązanie nie przyszło autorce w porę do głowy.

    Kwestia Boga-kobiety to dla mnie nic nie wnoszący do tekstu zabieg, który wygląda bardziej na prowokację czy demonstrację poglądów autorki niż na przemyślany zabieg literacki. W tej opowieści czy Bóg byłby mężczyzną, czy jest kobietą nie ma żadnego znaczenia, bo jest kompletnie bezpłciową, bezmyślna postacią, która jedyne co potrafi to złościć się na niczemu niewinnego trolla. Ta postać, poza oczami, w których mieszczą się "wszechświat i gwiazdy i wszystkie światy" nie ma żadnych cech boskich. Jest płaska jak naleśnik. Jeśli ustalić, że to właśnie dziecko tej kobiety-Boga ma mieć urodziny 25.12 to zaiste niewiele zrobiła, żeby złośliwy krasnal w depresji nie zepsuł święta.

    Z całej książki, jedyna mądrość, którą warto zapamiętać, to ta, że amarylisy naprawdę zakwitają i warto w nie wierzyć.
    --
    "Można pogłaskać naszego królika i nadać mu imię. Królik ma to w dupie a państwu będzie miło" - Katalog z muzeum Igora Markina.
  • steffa 29.12.13, 23:13
    Dokładnie tylko w to wierzę. Może dlatego mi się podoba.
    --
    Czytajcie!
    Oglądajcie!
  • modrooczka 29.12.13, 23:54
    Ale reszta ci nie przeszkadza? Bo wg tej książki Twój amarylis żyje w lustrze i jak przyjdzie pora, żebyś zbawiła świat to do ciebie przyjdzie nocą. Dosyć naciągana teoria...
    --
    "Można pogłaskać naszego królika i nadać mu imię. Królik ma to w dupie a państwu będzie miło" - Katalog z muzeum Igora Markina.
  • zuzannao 30.12.13, 10:30
    Aaa, Modrooczko, wiedziałam, że się nie zawiodę!!!:) Jako komitet blokowy mogę sobie tylko pogratulować, że Ci ją wczoraj podrzuciłam!
    --
    www.kiedybylammala.art.pl
  • steffa 30.12.13, 23:44
    Nie, nic mi nie przeszkadza, choć oczywiście zakończenie dziecięce, choć rozważania dorosłe. To jest czerwona lampka dla laickiego świata. Mikołaj w nim może być złośliwym zgredem, bo jest po prostu wytworem konsumpcji, stracił swoje korzenie, nie jest skoligacony z tym wszystkim, nad czego brakiem się zżymasz. A kobieta-Bóg? Może to jakaś gender-wydumka.
    --
    Czytajcie!
    Oglądajcie!
  • abepe 30.12.13, 23:55
    steffa napisała:

    > Nie, nic mi nie przeszkadza, choć oczywiście zakończenie dziecięce, choć rozważ
    > ania dorosłe. To jest czerwona lampka dla laickiego świata. Mikołaj w nim może
    > być złośliwym zgredem, bo jest po prostu wytworem konsumpcji, stracił swoje kor
    > zenie, nie jest skoligacony z tym wszystkim, nad czego brakiem się zżymasz.

    Ok, Ty przyjmujesz na klatę pstryczek w stronę laicką, ja w chrześcijaństwo;)

    A
    > kobieta-Bóg? Może to jakaś gender-wydumka.

    OOooo, to jest niezły numer - że tak autorka przewidziała gorący temat ostatnich dni roku!
  • modrooczka 30.12.13, 23:59
    Mikołaj jest wytworem konsumpcji, który obraża się, bo go biorą za inny wytwór konsumpcji. No i gdzie tu logika?
    --
    "Można pogłaskać naszego królika i nadać mu imię. Królik ma to w dupie a państwu będzie miło" - Katalog z muzeum Igora Markina.
  • abepe 31.12.13, 10:15
    modrooczka napisała:

    > Mikołaj jest wytworem konsumpcji, który obraża się, bo go biorą za inny wytwór
    > konsumpcji. No i gdzie tu logika?

    Myślę, że chodzi o prosty symbol.
  • abepe 30.12.13, 11:31
    Według mnie, masz dużo racji, Modrooczko, chociaż nie uważam, że tekst jest beznadziejny. W pewnym sensie odpowiada na pewne zapotrzebowanie. Zapotrzebowanie na prostą, niezbyt pogłębioną wiarę.
    Autorka, z premedytacją czy nie, podeszła do kwestii bez zagłębiania się w głębsze znaczenie i symbolikę Bożego Narodzenia (nie chodzi w nim przecież o wiarę w Świętego Mikołaja). Generalnie podeszła do sprawy pogańsko, właśnie czytałam wczoraj w "Dzikim ogniu" Nancy Farmer, że starzy bogowie odchodzą, bo ludzie przestają w nich wierzyć. I to ich wkurza.
    Zrobiła jednak pewien krok w kierunku zachęcenia czytelnika do zastanowienia się w co w ogóle wierzy. Nie musi to być jakikolwiek święty, Bóg, bóg, itd. Dlatego, jak pisałam wcześniej, książka jest pstryczkiem w nos dla obu "stron" - nie identyfikującej się z chrześcijaństwem i identyfikującej się. Tej pierwszej pokazała - oj, pusto, pusto, bez znaczenia, może jednak warto się zastanowić, tej drugiej - nie zachęca mnie tu nic do głębszego poznania.
    Książka i dyskusja nad nią pokazuje nam także, że, poza "Bibliami dla dzieci" nie znajdujemy na rynku książki dla dzieci nic, co odpowiedziało by na potrzeby typowo religijne.
  • modrooczka 30.12.13, 11:52
    Ja nie mam wrażenia, że jako chrześcijance ktoś mi dał prztyczka w nos. Wiara w Mikołaja nie jest żadnym dogmatem, tylko miłą, nieszkodliwą zabawą, w dodatku niejednolitą (są regiony gdzie przychodzi Aniołek, Gwiazdor, w Hiszpanii Trzej Królowie itd.). Świat chrześcijański dość mocno odcina się od kultywowania legendy Coca Coli. Znam chrześcijan, których dzieci wprost opowiadają, że święty Mikołaj nie żyje, bo umarł w IV wieku. Książka w mojej opinii jest o niczym. Ta bogini nie ma nawet cech dawnych bóstw pogańskich, które były wyraziste i charakterne - jest po prostu nijaka.
    A inteligentne książki o religii przyjmę z otwartymi ramionami. Tym bardziej jeśli ktoś odważy się porwać na takie świętości jak szał prezentowy, uginające się stoły i dzielenie się opłatkiem z nielubianym szefem w pracy.
    --
    "Można pogłaskać naszego królika i nadać mu imię. Królik ma to w dupie a państwu będzie miło" - Katalog z muzeum Igora Markina.
  • modrooczka 30.12.13, 12:18
    Hmm, do książki niespodziewanie przyssała się moja najstarsza córka. Ciekawam co ona powie (ma 9,5 roku).
    --
    "Można pogłaskać naszego królika i nadać mu imię. Królik ma to w dupie a państwu będzie miło" - Katalog z muzeum Igora Markina.
  • abepe 30.12.13, 20:06
    modrooczka napisała:

    > Hmm, do książki niespodziewanie przyssała się moja najstarsza córka. Ciekawam c
    > o ona powie (ma 9,5 roku).

    Czekam na opinię. U nas większe zainteresowanie książka wzbudziła w 6,5latku.
  • modrooczka 30.12.13, 23:33
    Przeczytała. Skrzywiła się i powiedziała, żeby trzymać to z daleka od maluchów, bo się wystraszą takiej wrednej wersji Mikołaja.
    --
    "Można pogłaskać naszego królika i nadać mu imię. Królik ma to w dupie a państwu będzie miło" - Katalog z muzeum Igora Markina.
  • steffa 30.12.13, 23:44
    To się nazywa programowanie. Cha cha.
    --
    Czytajcie!
    Oglądajcie!
  • abepe 31.12.13, 10:17
    modrooczka napisała:

    > Przeczytała. Skrzywiła się i powiedziała, żeby trzymać to z daleka od maluchów,
    > bo się wystraszą takiej wrednej wersji Mikołaja.

    A co ma na myśli gdy mówi o maluchach? Wszystkie młodsze od siebie?
  • modrooczka 31.12.13, 10:31
    U nas "maluchy" to 3 i 6 -latka :-)
    --
    "Można pogłaskać naszego królika i nadać mu imię. Królik ma to w dupie a państwu będzie miło" - Katalog z muzeum Igora Markina.
  • abepe 02.01.14, 16:19
    modrooczka napisała:

    > U nas "maluchy" to 3 i 6 -latka :-)

    To młodszej bym odpuściła, ale 6latkę za rok bym poczęstowała;)

  • abepe 02.01.14, 16:20
    Jako że jesteśmy rodzinnie w klimatach narnijskich stwierdziłam, że św. Mikołaj z Narnii też z klasycznym świętym niewiele ma wspólnego.
  • modrooczka 02.01.14, 18:14
    > Jako że jesteśmy rodzinnie w klimatach narnijskich stwierdziłam, że św. Mikołaj
    > z Narnii też z klasycznym świętym niewiele ma wspólnego.

    To mnie prawdę mówiąc zawsze zdumiewało. Chrześcijański C.S. Lewis, który pisze książkę dziecięcą w oparciu o historię zbawienia, nagle daje scenę z Mikołajem -krasnalem. Miłym, z prezentami, w ogóle jest przecież sympatycznie, ale ta postać tam kompletnie nie pasuje.
    --
    "Można pogłaskać naszego królika i nadać mu imię. Królik ma to w dupie a państwu będzie miło" - Katalog z muzeum Igora Markina.
  • abepe 02.01.14, 23:50
    modrooczka napisała:

    > To mnie prawdę mówiąc zawsze zdumiewało. Chrześcijański C.S. Lewis, który pisze
    > książkę dziecięcą w oparciu o historię zbawienia, nagle daje scenę z Mikołajem
    > -krasnalem. Miłym, z prezentami, w ogóle jest przecież sympatycznie, ale ta po
    > stać tam kompletnie nie pasuje.

    Właśnie! Postaram się znaleźć odpowiedź przed kolejnymi świętami;) Mąż właśnie się przedziera przez Listy Tolkiena i żąda listów C.S. Lewisa (są takie?) Stwierdził, że oczywiście, że Św. Mikołaj jest w Narnii kompletnie bez sensu. Mamy jakieś opracowanie, może już się ktoś nad tą figurą zastanawiał? Myślę jednak, że ta postać nie znalazła się w Narnii przypadkiem!!!
  • abepe 02.01.14, 23:53
    Ha! Mamy też "Listy św. Mikołaja" Tolkiena. Zaraz do nich zajrzę!
  • abepe 03.01.14, 00:02
    abepe napisała:

    > Ha! Mamy też "Listy św. Mikołaja" Tolkiena. Zaraz do nich zajrzę!

    Z samego opisu na stronie wydawcy wynika, że to św. Mikołaj typu krasnal:

    Boże Narodzenie to cudowne święta. Dzieci przygotowują się do nich, pisząc listy do Świętego Mikołaja. Święty zwykle nie odpowiada, lecz dla dzieci państwa Tolkienów uczynił wyjątek.


    Przez lata J.R.R. Tolkien podrzucał swoim dzieciom odręczne listy, opatrzone rysunkami i malunkami. W listach pojawia się nie tylko sam Święty Mikołaj, ale też jego wierny towarzysz i niezdarny pomocnik Niedźwiedź Polarny, elfy (wśród nich sekretarz Świętego, Ilbereth), ludek zamieszkujący okolice Bieguna Północnego i śmiertelni wrogowie Świąt, gobliny.
    Listy Świętego Mikołaja to rozszerzony zbiór owych liścików, obrazków, rysunków i wierszy, w których kryje się prawdziwy duch Bożego Narodzenia.

    (pogrubienie moje)
  • modrooczka 03.01.14, 18:26
    A w anglosaskiej tradycji były te wszystkie elfy, sanie renifery itd? Czy też od Coca Coli to zaczerpnął? Skąd to się wszystko wzięło? Musiały być wcześniej w legendzie takie opowieści.
    --
    "Można pogłaskać naszego królika i nadać mu imię. Królik ma to w dupie a państwu będzie miło" - Katalog z muzeum Igora Markina.
  • abepe 03.01.14, 22:20
    modrooczka napisała:

    > A w anglosaskiej tradycji były te wszystkie elfy, sanie renifery itd? Czy też o
    > d Coca Coli to zaczerpnął? Skąd to się wszystko wzięło? Musiały być wcześniej w
    > legendzie takie opowieści.

    Nie wiem, sprawa wymaga prześledzenia:)
  • maniaczytania 05.01.14, 22:27
    Coca Cola nie jest wszystkiemu winna ;) Zalozona zostala w 1892r., gdy tymczasem najstarszy drukowany tekst, w ktorym pojawiaja sie renifery sw. Mikolaja (wymienione z imienia) pochodzi z 1823 roku.
    a tu link do zrodla:
    urbanlegends.about.com/od/christmaslore/a/Donner-Donder-Reindeer-Name.htm
    --
    Maniaczytania - blog
  • maniaczytania 05.01.14, 22:28
    ale pewnie trzeba by przesledzic jeszcze dalej wstecz ;)
    Jak cos znajde, to dam znac.

    --
    Maniaczytania - blog
  • abepe 05.01.14, 22:51
    maniaczytania napisała:

    > ale pewnie trzeba by przesledzic jeszcze dalej wstecz ;)
    > Jak cos znajde, to dam znac.


    O, dzięki!

    Ja za to ruszam z 10latkiem na poszukiwania sensu Św. Mikołaja w Narnii w opracowaniach, które mamy (chłopina bardzo się zafrasował symboliką religijną w serii;)
  • laukas 06.01.14, 13:23
    Kobieta-bóg (Wielka Bogini, Bogini Matka, Matka Ziemia) była obecna w religiach Europy przed jej podbojem przez chrześcijan, więc ten aspekt wydaje się bardzo ciekawy w kontekście powrotu coraz większej grupy Europejczyków do religii nie-semickich.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka