02.03.14, 23:30
Tsatsiki (Moni Nilsson) nie ma swojego wątku?
Kto czyta(ł)?
--
Czytajcie!
Oglądajcie!
Edytor zaawansowany
  • 02.03.14, 23:37
    Była gdzieś dyskusja o "zabawie w namiot" i całowaniu...
    oraz o tempie dojrzewania dzieci w Szwecji.

    My z tych czytających. Po wielokroć (pierwsze części)
    --
    pozarozkladem.blogspot.com/
    pociąg do czytania
  • 02.03.14, 23:46
    Przeczytane wszystko. Część nawet samodzielnie z własnej chęci (niewiele jest takich pozycji).
    --
    "Let this good people practice their constitutional right to be fucking idiots."
  • 03.03.14, 09:52
    Rozmowy się prowadziły, pamiętam, ale nie doczekaliśmy się wątku sumującego. A to taka ciekawa i obca nam książka. Nam tu, znaczy się. Właśnie czytam „Ttsatsiki i Retzina", nagromadzenie problemów w tak niezobowiązujący, że tak powiem sposób, po raz enty mnie zaskoczyło. Niektórych rzeczy, zauważyłam, chciałabym jeszcze uniknąć. „Całowania z języczkiem", „pękniętych gumek" i takich tam.
    --
    Czytajcie!
    Oglądajcie!
  • 03.03.14, 10:21
    No nie powiem, mnie w popłoch wpędził już pierwszy rozdział pierwszej części. Sprawdziłam ukradkiem, czy nie czas na depilację;))

    Mój starszy syn przeczytał wszystkie części poza ostatnią. Z młodszym przeczytałam dwie pierwsze, więc nie mogę się odnieść do Twoich sensacji;)
  • 03.03.14, 12:30
    Na panelu o sztuce przekładu na targach książki w Poznaniu pojawił się wątek z tej części. Mowa była o używanych w oryginale (bardzo) brzydkich wyrazach i próbie pewnego złagodzenia ich. Katarzyna Skalska z Zakamarków opowiadała o tym, jak z "Pieprzą się!" powstał "Seks w biały dzień". I chyba dobrze, że tak się stało.
  • 03.03.14, 13:25
    Marturko, a mogę ładnie prosić o relację? (w wątku poznańskim)
    Bo wprawdzie miałam plan, żeby dotrzeć, ale niespodziewane spotkania zatrzymały mnie w kuluarach :)
    --
    pozarozkladem.blogspot.com/
    pociąg do czytania
  • 03.03.14, 13:52
    No właśnie.. miałam nadzieję poznać Cię osobiście.
    Postaram się napisać relację, ale nie wiem, czy jestem odpowiednią osobą, bo nie będę obiektywna.
  • 03.03.14, 13:23
    W wielkim skrócie, bo stoję w starterach do wyjścia: to jedna z niewielu książek, w trakcie czytania których (i "paszczą" i "oczami") śmieję się w głos i rzewnie płaczę.
    Uwielbieniem darzą ją dzieci, które na wieść o tym, że (swego czasu) zapowiadany tom będzie tym ostatnim. Na całe szczęście autorka dała ostatnio nadzieję...

    Zajrzałam do tego, co pisałam jakiś czas temu o wtedy kolejnym, dziś przedostatnim tomie "Tsatiski i miłość". Pozwolę sobie zacytować, bo to nadal mój pogląd :)

    >>>Tak, tak. Kocham Tsatsikiego bezgranicznie. Miłością tą zaraziłam różnych rodziców naokoło. Ale jak każde dziecko dorasta. Rozkosznie bliskie naszym sercom, zabawne, poruszające, prawdziwe i mądre pierwsze trzy części zaprowadziły nas do najnowszej książki Moni Nilsson "Tsatsiki i miłość".

    Nie brak jej siły poprzednich przygód, dowcipu, daru obserwacji i rozumienia świata dziecka. Rozśmieszając nas, Moni Nilsson cały czas udowadnia z jaką powagą traktuje prawo do samodzielnego myślenia i wolności dziecka. Z niewymuszonym wdziękiem porusza sprawy najtrudniejsze, pisząc o nich bez patosu i prawdziwie.

    (...)

    I trochę też tak jest z najnowszą książką Moni Nilsson - nie jest to lektura dla pruderyjnych matek, które wołać będą o pomstę do nieba. To lektura dla matek, które potrafią uszanować prywatność dziecka, dać mu wolność i miejsce na samodzielne zgłębianie czym jest istota miłości i o jaką siłę w niej chodzi.
    Niektórych rodziców bulwersuje tempo dojrzewania Tsatsikiego, brak oporów "u Skandynawskich pisarzy", aby opisywać "pocałunki z języczkiem" czy kolacje zakochanych czwartoklasistów. Z drugiej strony większość z nich zachwyca się naturalnością cyklu opowieści Monii Nilsson czy sposobem myślenia jej o dziecku. Z prawami dziecka (i każdego człowieka), także z prawem do intymności i uznania faktu, że każdy jest istotą seksualną jest jak z wolnością i miłością. Nigdy nie można być "do połowy" wolnym czy zakochanym (w ciąży także nie da się być "tylko trochę", co dobitnie widać po Mamuśce;). Nie da się szanować dziecka i zakładać, że wiem lepiej, kiedy nadchodzi jego czas na dorastanie. To trudna lekcja. Głównie dla rodziców. Może "Tsatsiki i miłość" pomoże w przygotowaniu się do niej?

    Tsatsiki wraca do słów Mamuśki czym jest miłość, wtedy jeszcze "przewodniczki" po skomplikowanym świecie, kiedy zaczął naukę w szkole. Ma za sobą kilka lat tej momentami trudnej lekcji życia, potrafi już oceniać swoje przekonania i wyobrażenia. Weryfikować je. A także powiedzieć "sprawdzam" prawdom dorosłych.

    Może to banale, ale właśnie przy tej książce można odkryć, że kiedyś wspólne doświadczenia matki i dziecka, także wspólne lektury kończą się. I przychodzi czas na samodzielne zgłębianie fascynujących tematów, dorastanie i zbieranie własnych mądrości. Bo i dorośli nie mają już monopolu na wyjaśniania świata. Dlatego mam wrażenie, że "Tsatsiki i miłość" to super książka na samodzielną lekturę rówieśników głównego bohatera. Wciągająca, z fascynującymi problemami, zabawna i nieoceniająca dziecka, stroniąca od dydaktyzmu na rzecz mądrej prawdy. <<<

    Pełen tekst>>Nie żałuję
    --
    pozarozkladem.blogspot.com/
    pociąg do czytania
  • 03.03.14, 13:37
    Zgadzam się z Tobą w 100%.
    Ja nie widziałam w tej książce nic zdrożnego czy bulwersującego, ale zdaję sobie sprawę jak kwestie seksualności i seksu w ogóle w tym rozmawiania o seksie z dziećmi są traktowane w Polsce. Ułuda życia w czystości i niewinności dziateczek jest w końcu przyjemna i poniekąd to rozumiem, plus wiecznie żywe upupianie.
    Ja mam dziecko jak na standardy niemieckie czy skandynawskie (jeżeli chodzi o edukację) mieszczące się w średniej, natomiast w Polsce jego wiedza o życiu nieustannie szokuje. Nie bez znaczenie jest też nasza domowa wolność od religijnych obsesji i zaangażowań.
    Pocieszam się, że statystycznemu rodzicowi targetu książki nie będzie się chciało czytać książki i ziarno edukacji padnie na grunt.

    --
    "Let this good people practice their constitutional right to be fucking idiots."
  • 03.03.14, 16:10
    anndelumester napisała:

    > Ja mam dziecko jak na standardy niemieckie czy skandynawskie (jeżeli chodzi o e
    > dukację) mieszczące się w średniej, natomiast w Polsce jego wiedza o życiu nieu
    > stannie szokuje. Nie bez znaczenie jest też nasza domowa wolność od religijnych
    > obsesji i zaangażowań.

    Rodzina steffy też wydaje się od nich wolna, więc chętnie (jako uwikłana w niektóre obsesje;) poobserwuję wymianę uwag między Wami:))

    W każdym razie mój 10latek oznajmił nam niedawno, że "jutro będzie na przyrodzie temat, na który wszyscy w klasie czekają, czyli rozmnażanie". Zapomniałam go zapytać o wrażenia. Obawiam się, że za dużo się nie dowiedzieli;)
  • 03.03.14, 16:56
    Myślę, że Tsatsiki może stanowić dobre przygotowanie do pytań, które prędzej czy później dziecko zada. Niepokoiłabym się gdyby bało się/wstydziło się je zadać/uważało, że nie znam odpowiedzi!
  • 03.03.14, 19:00
    Dla mnie jest szokiem, ze czwartoklasiści mogą się ekscytować tematem rozmnażanie, bo imo, to nie do końca dobrze świadczy o pracy rodziców nad tematem przez, jakby nie było, 11 lat.
    Swoje obawy na temat pruderyjno-chamskiego wdrażania w świat seksu przez rówieśników opisałam w innym wątku. Generalnie cieszę się, że moje dziecko wymawia słowa pochwa czy penis tak samo jak noga czy ucho, bez tej kołtuńskiej ekscytacji, błyszczących oczu i rubasznych rumieńców, które pamiętam u niektórych świątobliwych kolegów ze studiów(!!!) opowiadających dowcipy z gatunku nieśmiesznych. No cóż mam swoje natręctwa i obsesje i dotyczą one pokrzywionych seksualnie chłopców, którzy wyrastają na pryszczatych działaczy politycznych ;)
    --
    "Let this good people practice their constitutional right to be fucking idiots."
  • 03.03.14, 19:09
    anndelumester napisała:

    > Dla mnie jest szokiem, ze czwartoklasiści mogą się ekscytować tematem rozmnażan
    > ie, bo imo, to nie do końca dobrze świadczy o pracy rodziców nad tematem przez,
    > jakby nie było, 11 lat.

    A dla mnie to nie jest szokiem. Ludzie nie umieją rozmawiać na wiele tematów. Nie rozmawiają w małżeństwie, nie rozmawiają z dziećmi.
    Są też dzieci, dla których temat rozmnażania długo nie jest istotny, nie istnieje.



  • 03.03.14, 19:42
    Prawda. Na przykład dla mojego. Temat go raczej zawstydza. Sądzę, że nie z kołtuństwa:), a raczej z powodu tego, że jest człowiekiem zamkniętym w sobie i starającym się nie ujawniać niektórych uczuć, do czego, według mnie, ma pełne prawo. Dlatego u nas Tsatsiki się całkowicie nie przyjął.
    --
    www.kiedybylammala.art.pl
  • 03.03.14, 20:02
    zuzannao napisała:

    > Prawda. Na przykład dla mojego. Temat go raczej zawstydza. Sądzę, że nie z kołt
    > uństwa:), a raczej z powodu tego, że jest człowiekiem zamkniętym w sobie i star
    > ającym się nie ujawniać niektórych uczuć, do czego, według mnie, ma pełne prawo
    > . Dlatego u nas Tsatsiki się całkowicie nie przyjął.

    I co z takim zrobić? "Nie wierzę w bociany" pod poduszkę od wróżki-zębuszki;)

    A na poważnie - myślę, że jednak w pewnym momencie warto spróbować pogadać.

  • 03.03.14, 20:03
    Gdyby to świat był tak ładnie czarno-biały. Akurat nie bardzo zaliczamy się do rodzin konserwatywnych, ale wpienia mnie zdziebko - hm - jak to nazwać (może się narażę, ale co tam) „wczesne seksualizowanie", bo są różni ludzie i różne dzieci, takie, które od przedszkola mają „chłopaków" i „dziewczyn", i takie, które jeszcze w liceum nie. Oczywiście nie znaczy, żeby o tym nie rozmawiać, ale - ostrzegam - może być to kłopotliwa lektura dla rodzeństwa - u nas 5-latka i 11-latek. Jak pytają, odpowiadam, ale jeśli nie pytają, to nie wychodzę przed szereg. Bo też nie chcę się za bardzo wtrącać w relacje mojego syna. Wystarczy, że jest „uświadomiony", nie muszę z nim na głos czytać o języczkach, pękniętych gumkach i niechcianych dzieciach. I to nie znaczy, że „lubię, bądź też „nie lubię" tej serii. Mówię tylko, że nie jest to neutrealna rzecz i bez wątpienia trzeba ją przeczytać, zanim odpali się wieczorową porą. Zresztą nie o sam seks tu chodzi. U nas akurat wyjątkowo mocno zaskoczyła historia z zazdrością i syn zaczął sobie „żartować", że nie to samo myśli o swojej młodszej siostrze, która obok leżała. Czym się kończą takie żarty? Wiadomo. Być może było to „pouczające", ale jakim kosztem. Co jeszcze? Problemy rosną wraz z kolejnymi częściami. Zatem pewien spokój przy jednej części może zniknąć podczas następnej. Co do tłumaczenia: bardzo dobre.
    --
    Czytajcie!
    Oglądajcie!
  • 03.03.14, 20:05
    Edit: „że to samo"
    --
    Czytajcie!
    Oglądajcie!
  • 03.03.14, 20:21
    Całkowicie się podpisuję. Odpowiadam na wszystkie pytania bez obaw, uników i owijania w bawełnę. Ale nie narzucam się i nie zmuszam do rozmów na tematy, które, jak widzę, powodują zawstydzenie. Uważam też, że trafne jest spostrzeżenie o tym, że różne dzieci dorastają do tematu w różnym wieku. Mój młodszy syn jest w przeciwieństwie do starszego bardzo zainteresowany tematem rozmnażania i wszelkimi pokrewnymi:) Ale nie wiem, czy zdecydowałabym się już teraz uraczyć go Tsatsikim. Zobaczymy, jak sytuacja się rozwinie;)
    --
    www.kiedybylammala.art.pl
  • 03.03.14, 20:25
    >może być to kłopotliwa lektura dla rodzeństwa - u
    > nas 5-latka i 11-latek.
    Tylko czy to lektura dla rodzeństwa? I dla 5-latki?

    Co do reszty - i "kłopotu" czytania 11-latkowi o "pękniętych gumkach", myślę, że może to być mylące dla tych, co nie czytali. Kontekst tej "pękniętej gumki" jest ważny - od kogo to usłyszał Tsatsiki i jak na to zareagowała Mamuśka.
    Ale chcę zwrócić uwagę na to, o czym pisałam i co cytowałam - ta książka (cykl) dojrzewa jak
    nasze dzieci. W pewnym momencie kończy się etap wspólnego czytania wszystkiego.
    Pojawiają się lektury intymne.

    --
    pozarozkladem.blogspot.com/
    pociąg do czytania
  • 03.03.14, 21:32
    anna_mrozi napisała:

    > Ale chcę zwrócić uwagę na to, o czym pisałam i co cytowałam - ta książka (cykl)
    > dojrzewa jak
    > nasze dzieci. W pewnym momencie kończy się etap wspólnego czytania wszystkiego.
    > Pojawiają się lektury intymne.

    Święte słowa. My czytamy właśnie oddzielnie. Czasem córka przybiega i prosi, żebym koniecznie przeczytała jeszcze raz jakiś rozdział (chociaż już czytałam), i żebyśmy razem obgadały wybrane, szczególnie ekscytujące albo wzruszające dla nas fragmenty. Bardzo lubimy książki o Tsatsikim. Myślę, że anna_mrozi dość obszernie opisała ich zalety. Nie będę więc powtarzać.
    Oczywiście znam rodziców, którzy oceniają serię bardzo krytycznie. W dyskusji zawsze jednak wychodzi na jaw, że mają problem z akceptacją świata, jaki kreuje pisarka w książce, bo akurat się z nim nie zgadzają. Boją się też wpływu książki na dziecko. A tego bym nie przeceniała. Nawet bardzo słabe i głupie książki nie "psują" dzieci. Dają dziecku większy ogląd na literaturę. Dzieci tak samo jak dorośli wyczuwają słabiznę, fałsz i głupotę.
    A seria o Tsatsikim jest na wskroś prawdziwa. I etyczna.
  • 03.03.14, 22:42
    Oczywiście i dzieci i dorośli są różni. Dzieci w różnym wieku dojrzewają.
    Jednak akurat w dziedzinie seksu i rozmów o nim, a nawet o banalnej anatomii czy fizjologii - mam wrażenie - sytuacja jest dziwna. Wśród dorosłych, którzy swoją niepewnośc w temacie przekazują dzieciom. Jak pokazują bardzo rozbudowane wątki na różnych forach o zwykłej domowej goliźnie czy też basenowej- plażowej jest to jakaś społeczna trauma.
    Sklepy monopolowe co 500 metrów i filmy/kreskówki gdzie krew tryska hektolitrami a język jest ubogo przemocowy takich emocji już nie budzą(masowo), natomiast słowo prezerwatywa a i owszem.
    Rozumiem intymność, ale nie wydaje mi się, żeby była ona tożsama z wstydem, pomijaniem czy wyparciem.


    --
    "Let this good people practice their constitutional right to be fucking idiots."
  • 04.03.14, 08:20
    Dodaj do tego jeszcze to, co wisi na bannerach, tablicach i reklamach wielkoformatowych.

    --
    pozarozkladem.blogspot.com/
    pociąg do czytania
  • 04.03.14, 17:59
    Otóż to, ale wracając do samej książki i 4. części. Korzystając z choroby przeczytałam, żeby być na świeżo i na serio nie rozumiem co może być w tej książce kontrowersyjnego.
    Każdy rozdział jest tak życiowy, jest tak doskonałym odzwierciedleniem tego, co gra w duszy (wahania, rozterki, skrajne emocje,, wyprawy do świata dorosłych) dzieciaków na pograniczu dzieciństwa i okresu nastolatkowego a przy okazji świetnym wstępem do wielu, wielu dyskusji, że w głowie mi się nie mieści, ze ktoś może mieć wątpliwości/bać się, że ta lektura "ukrzywdzi" mu dziecko.
    No chyba, że ktoś - jak moja znajoma- żyje w wyidealizowanym matrixie, gdzie nie robi się kupy - ergo nigdy nie było brudnych majtek, nie ma bałaganu, koszmarne nastolatki (jak Morten) nie istnieją (więc nie piją , nie imprezują i nie mają w skrytkach papierosów i pornoli) - no chyba że w wersji uduchowionych istot, rodziny są ze sobą do grobowej deski i piją sobie z dziubków, rodzeństwa kochają się na zabój i nie mają złych myśli nigdy, a jedenastoletni chłopcy to małe posłuszne aniołki, które niewiele myślą a jak już to tylko o tym, żeby mieć wpis do Złotej Księgi swojej szkoły. O problemach społecznych już w ogóle nie wspominam, bo one też oczywiście nie istnieją.
    Ja kreacji dla starszych dzieci w tonacjach aniołkowo-słodko-pierdzących nie znoszę i żałuję tylko, że nie ma więcej książek Tsatsikopodobnych.


    --
    "Let this good people practice their constitutional right to be fucking idiots."
  • 04.03.14, 18:10
    A ja sobie do obiadu porozmawiałam dzisiaj z synami na temat tego, co starszy teraz omawia na przyrodzie, czyli rozmnażaniu i rozszerzyłam nieco temat o ciążę (pozamaciczną) i wcześniactwo (obalając mit, że lepiej urodzić w 7. niż w 8. miesiącu). Bo to tematy z którymi stykam się na co dzień w pracy, więc mogę być ekspertem. A co tam!
    Synowie nie chichotali, słuchali z zainteresowaniem, ale starszy powiedział, że owszem, w klasie zdarza mu się zaśmiać tak jak wszyscy (myślę, że jednak z powodu pewnej nerwowości, która pojawia się przy tym temacie). "Tylko M. (koleżanka) podchodzi do tematu z godnością, mamo".
    Młodszy stwierdził, że cieszy się, że nie jest dziewczyną (z powodu miesiączki;)
  • 04.03.14, 18:32
    "w głowie mi się nie mieści, ze ktoś może mieć wątpliwości/bać się, że ta lektura "ukrzywdzi" mu dziecko."
    Ale to chyba nie do mnie?
    Czy już mam zwątpić w czytanie ze zrozumieniem? ;)
    --
    Czytajcie!
    Oglądajcie!
  • 05.03.14, 11:26
    Nie, to takie ogólne rozważania na temat ;D

    --
    "Let this good people practice their constitutional right to be fucking idiots."
  • 05.03.14, 18:35
    Uf.
    --
    Czytajcie!
    Oglądajcie!
  • 04.03.14, 00:22
    > Dla mnie jest szokiem, ze czwartoklasiści mogą się ekscytować tematem rozmnażan
    > ie, bo imo, to nie do końca dobrze świadczy o pracy rodziców nad tematem przez,
    > jakby nie było, 11 lat.

    Myślę, że jest różnica między rozmową na te tematy w gronie rodzinnym, a rozmową w klasie wśród rówieśników, w grupie których do wielu rzeczy podchodzi się inaczej, i może stąd wynika ta ekscytacja (choć zgadzam się, że pewnie w wielu domach tych tematów się nie porusza).
  • 03.03.14, 21:14
    Wypożyczyłam z biblioteki dla mojego 6 latka idącego do zerówki w szkole pierwszą część Tsatsiki i Mamuśka. Strzał w dziesiątkę. Zabawne i dla mnie i dla synka. I poruszające ważne problemy. Adaptacja w nowym miejscu jakim jest szkoła. Brak w domu ojca. Stało się to asumptem do ważnych rozmów, o tym, że rodzina niejedno ma imię (syn jest adoptowany). Były zatem kolejne części, ale tylko do trzeciej. Zatrzymałam się, bo uznałam, że dla sześciolatka "długodystansowce" i "obłapianie się" nie są interesujące. Kompletnie nie ten etap rozwoju. Myślę, że do lektury wrócimy w drugiej, trzeciej klasie. A raczej syn sam wróci, bo nagle w czasie ferii synek zaczął w pełni sam czytać i przeczytał Olbrzyma z Magicznego Drzewa.
    A i wątek wart uwagi, po przeczytaniu "Tylko Tsatsiki"szukałam opinii innych o tym, czy jest to lektura dla sześciolatka i znalazłam tylko głos steffy przy okazji innego wątku. Odradzający zresztą. I wg mnie słusznie. Chyba najlepiej by było, gdyby czytelnik każdej części miał tyle lat co Tsatsiki w danej części.
  • 04.03.14, 18:34
    Tak więc chciałam tylko powiedzieć: następne części są niekoniecznie dla 6-latka. Także: lepiej przeczytać samemu przed wspólną lekturą, właśnie po to, żeby przygotować się na ew. tematy do dyskusji.
    --
    Czytajcie!
    Oglądajcie!
  • 05.03.14, 11:52
    steffa napisała:

    > Tak więc chciałam tylko powiedzieć: następne części są niekoniecznie dla 6-latk
    > a. Także: lepiej przeczytać samemu przed wspólną lekturą, właśnie po to, żeby p
    > rzygotować się na ew. tematy do dyskusji.

    Mój młodszy syn, póki co, poprzestał na dwu częściach. Minęło kilka miesięcy, za nami kilka poważnych rozmów (starszy brat, doświadczenia szkolne), więc może ruszymy dalej.
  • 06.03.14, 20:19
    My właśnie czytamy trzecią część. Synowie 8 lat. Rechoczemy, aż nas brzuchy bolą. Świetne są rozdziały o przemocy szkolnej. Chyba każdy choć raz miał takie fantazje, aby zrobić to co Mamuśka, chodzi mi o ten fragment z podrzucaniem okularów dyrektorka. My trochę przeżyliśmy w tym temacie. Dla mnie to było inspirujące.
    Świetny był tańczący gej. I tutaj można sobie polemizować o różnych przekonaniach. Ale wystarczy zobaczyć, co dzieciaki sobie piszą w komórkach albo na portalach społecznościowych i cały mit o niewinności dzieci pada. Wyzywają się od pedałów i lesb już 8 latkowie, niestety. Myślę, że Moni Nilsson oswaja wiele tematów, nazywa, dystansuje. Skłania do wejrzenia w siebie. Świetny był fragment o tolerancji. Kiedy Hassan wyznaje, że kocha Nirę Kurdyjkę.
    W sumie myślę, że jesteśmy wielkimi hipokrytami, krytykujemy Tsatsikiego a często nie potrafimy uchronić naszych dzieci przed pornografią. Mnie bardziej szokuje treść teledysków Rihanny na przykład. Albo Lady Gagi. Dla mnie to jest bardzo drastyczne. A w wielu domach leci i nikt nie zwraca uwagi.
  • 06.03.14, 21:26
    Kończymy trzecią część. Jednak dużo o tym całowaniu. Dzieci też trochę zdziwione. Chyba na razie nie sięgniemy po czwartą część. Jak chcą niech sobie sami czytają za rok , dwa. Ale ja z ciekawości przejrzę.
  • 07.03.14, 10:19
    Wczoraj wieczorem czytałam jeszcze fragmenty kolejnych części. No cóż, mam mieszane uczucia.
    Tak, do połowy trzeciej części byłam entuzjastką tej serii. W czwartej klasie Tsatsiki jest już znudzony dziewczynami, całowaniem i zabawą w namiot. Przy jego tempie trudno się dziwić. Bohater wydaje się już trochę wypalony. Ale przynajmniej autorka jest z nami szczera.
  • 19.07.17, 13:36
    Niedawno pojawiła się szósta część:Tsatsiki i Per. Przyznam się, że musiałam od razu kupić. Syn już wyrósł, ale z przyjemnością przeczytałyśmy z razem córką. W końcu trochę czasu minęło. Gdy w Polsce wyszła pierwsza część, to mój syn był równolatkiem Tsatsikiego. - razem zaczynali pierwszą klasę. Max po wakacjach idzie do II gimnazjum, a Tsatsiki zatrzymał się w piątej klasie. Dla dorastającego chłopaka jednak to jednak i tak bardzo dużo. Od wakacji spędzonych u taty, wiele się zmieniło. Grecja, dom w Sztokholmie, Mamuśka i Jens, dziewczyny z klasy, a przede wszystkim on sam. Moni Nilsson uwielbiam - za to, że nie idealizuje, nie ma tematów tabu,nie unika trudnych zagadnie. W tej "przemyciła" kryzys w Grecji (książka napisana w 2015), oraz problem bezdomnych, których w Sztokholmie jest naprawdę mnóstwo.
  • 08.08.17, 11:39
    Ooooo, dzięki! Zamówiłam, mój jeszcze nie wyrósł, bo piątą klasę właśnie skończył.
  • 29.08.17, 11:53
    Kupię sobie. Mój syn - w wieku Twojego - już stracił entuzjazm do serii. Trochę szkoda.

    --
    "Let this good people practice their constitutional right to be fucking idiots."
  • 08.09.17, 21:53
    Dzięki za wpis :-) mój syn też rośnie razem z tsatsikim. Trafiliśmy na serie chyba w okolicach drugiego i trzeciego tomu. Co książka to zaskoczenie jak dużo mają wspólnego. Ja jakoś myślałam, ze ta poprzednia cześć to już ostatnia. Wiec bardzo miłe zaskoczenie :-) lektura jeszcze przed nami
  • 09.09.17, 15:09
    Udało nam się nie wyrosnąć ;-) Córka właśnie poszła do szóstej klasy, jest więc dokładnie w wieku Tsatsikiego. Dobrze się wraca do tej książki i jej bohaterów, ciekawie obserwuje się zmiany, które zaszły w rzeczywistości od pierwszego tomu (wydanego w 1995 roku!). Mamuśka niezmiennie fantastyczna!

    --
    Poczytaj dziecku

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.