Dodaj do ulubionych

Jak mama została indianką, Ulf Stark

19.11.08, 09:44
To z opisu zachęca mnie najbardziej:

Historia o małym Ulfie i jego mamie pomoże rodzicom zrozumieć, jak
ważne są chwile spędzone z dzieckiem, i że nawet w nawale obowiązków
warto sobie czasem pozwolić na odrobinę szaleństwa! Dzieciom
natomiast pozwoli spojrzeć na rodziców w zupełnie nowym świetle – bo
choć trudno w to uwierzyć, rodzice też kiedyś byli mali!

www.zakamarki.pl/show_object.php?id=281&lang=pl
Edytor zaawansowany
  • steffa 17.12.08, 23:58
    Czy ktoś już czytał?
    Dla mnie ta książka jest z gruntu feministyczna i trochę jednak
    przygnębiająca. W zasadzie dobra dla Matek Polek, które na nic
    prócz gotowania i oporządzania rodziny nie mają czasu. Matka-
    Indianka kiedyś była Piękną-Rybą, a teraz jest Spalenizną... Motyw
    ucieczki mamy od tych, którzy ją wykorzystują spodobał się w mojej
    rodzinie, ale dla mnie książka jest trochę smutna. Tym bardziej, że
    syn nie przypomina sobie, żeby widział mamę 'TAKĄ', czyli po
    ucieczce. Nachodzi mnie refleksja: 'gdzie się podziewamy my sprzed
    dzieci'.
    --
    --- Zorro - nie - Matka ---
  • abepe 18.12.08, 00:10
    My czytamy już od kilku tygodni, bo kupiliśmy w celu złapania
    podpisu autora jeszcze przed ofiacjalna premierą:)

    Feminizm w tej książce podoba mi się bardzo - mama wyzwolona spod
    podeszw całej rodziny (męża i rodziców) po wykonaniu
    kilku "szaleństw" (bo tak naprawdę nic szczególego nie zrobiła)
    zadowolona i zaspokojona świadomie wraca do swoich obowiązków. Ale
    mam wrażenie, że wtedy już gotowa na kolejne szaleństwa.
    Ja nigdy do matek-Polek się nie zaliczałam, ciasto na pierniczki
    dopiero od niedzieli gotowe, okien nie mam zamiaru myć na święta i
    wielkiego szurum-burum też nie będzie. Pamiętam ten koszmar z
    dzieciństwa i nie mam potrzeby umordowania się, żeby potem dogorywać
    w święta.

    BTW - szanowne tłumaczki z Zakamarków mówiły, że dopiero po
    przeczytaniu wszystkich książek Ulfa Starka (to w sumie ciekawe, że
    każda jest zilustrowana przez inną ilustratorkę)widać całość jego
    rodziny i on sam opowiadał, że jego rodzina rzeczywiście była taka -
    despotyczny dziadek, tata-dentysta romantyk i umęczona matka
    obsługująca wszystkich.
    --
    -Tato, co to jest piłka futbolowa?
    (Tu nastapił długi wykład taty na temat futbolu...)
    -Aha, bo samica diplodoka składa jajo wielkości piłki futbolowej do
    starannie wykopanego dołka.
  • anchen 18.12.08, 08:31
    My też czytamy codziennie, odkąd potomstwo zostało obdarowane przez Świętego
    Mikołaja. I zabawna sprawa - kupiłam sobie tę książkę w ramach autoterapii, nie
    przypuszczając, że maluchy się do niej tak natychmiast przyssają. Feminizm mnie
    nie podrażnił, bo właściwie zupełnie ten kontekst mi umknął (choć faktycznie
    wyzwolenie w sobie dzikiej natury oraz bieganie z wilkami da się łatwo
    połączyć). Po prostu niewiasta powiedziała "dosyć", jej prawo, co wydawało mi
    się tak oczywiste, że zupełnie się nie zastanowiłam, jaka ideologia za tym stoi.
    Natomiast ogromnie spodobało mi się coś innego: wspólne odkrywanie przez dziecko
    i rodzica dziecka, którym kiedyś był albo nadal częściowo jest rodzic. To oraz
    pochwała szaleństwa (fakt, Abepe, całkiem malutkiego), wyłamania się z
    codziennych obowiązków, wydaje mi się bardzo wartościowa w tej książce.

    Aha - chłopców ta książka cieszy najbardziej czytana razem z "Jak tato pokazał
    mi wszechświat". W obu rodzice pokazują dzieciom świat, dzielą się tym, co jest
    dla nich istotne. Bardzo się nam to podoba.

    Natomiast mam mieszane uczucia po lekturze "Żegnaj, panie Muffinie", ale muszę
    to sobie jeszcze przemyśleć, zanim coś więcej napiszę.
  • abepe 18.12.08, 11:24
    Che, che, mnie feminizm jako świadomość siebie bardzo ucieszył:)
    Moja mama twierdzi, że od zawsze ciężko było ze mną wytrzymać, bo
    wiele rodzicielskich działań odbierałam jako zamach na moją wolność.
    Najbardziej więc podoba mi się w tej książce właśnie to, że mama
    Ulfa wraca do swoich obowiązków, ale już nie jako męczennica
    zmuszana do pracy, ale świadomie wybierająca te właśnie obowiązki.
    Bo to prawda stara jak świat - ludzie chętniej robią różne rzeczy,
    gdy mają możliwość wyboru. Należy o tym pamiętać w procesie
    wychowywania, myślę, że moim rodzicom tej wiedzy brakowało i stąd
    brało się moje "NIE!".
    --
    "Teraz orkiestra gra szybko, teraz wolno, teraz znowu zszybca"
  • alistar1 18.12.08, 11:48
    Bardzo ciekawie piszecie, z przyjemnością zaglądam sobie do tego
    wątku. Swoją drogą myślę, że takie wyłamywanie się ze schematu, z
    rutyny, jest potrzebne każdemu, także rodzicom, choć ci nie zawsze
    zdają sobie z tego sprawę. Nawet zostawienie dziecka pod opieką
    innej osoby na krótki czas i zrobienie wtedy czegoś z myślą tylko o
    sobie, może mieć zbawienne skutki. W takich chwilach, a jest ich
    naprawdę niewiele, zawsze myślę sobie o ich jasnych, nie do
    przecenienia, stronach: Ciesz się! Nareszcie nikt nie dobija się do
    łazienkowych drzwi! Ale to tak off topic. Na indiańską mamę czekamy
    już w Nowym Roku, no chyba że mnie jakaś przedświąteczna wena chwyci
    i stanę w konkursowe szranki:-)
  • ash3 18.12.08, 13:10
    alistar1 napisała:


    > już w Nowym Roku, no chyba że mnie jakaś przedświąteczna wena chwyci
    > i stanę w konkursowe szranki:-)

    O, to mój plan, a w kazdym razie - życzenie!


    --
    Akcja dla Neli

    Rzeczy
  • steffa 19.12.08, 01:41
    Mnie też feminizm nie drażnił - to pozytywna cecha tej książki. Czy wiele mam, czytająć ją dzieciom dostrzeże ten
    aspekt. Chociaż nie utożsamiam się z książkową mamą, bywają w naszym domowym życiu przypadki, gdy robimy rzeczy
    bardziej szalone niż zwykle i wtedy mój syn patrzy na mnie z wszechogarniającą miłością i mówi: 'kooochaam cię!'
    --
    --- Zorro - nie - Matka ---
  • alistar1 06.01.09, 10:58
    anchen napisała:

    > Natomiast mam mieszane uczucia po lekturze "Żegnaj, panie
    Muffinie", ale muszę
    > to sobie jeszcze przemyśleć, zanim coś więcej napiszę.

    Zastanawiam się nad Muffinem, przeglądałam tylko trochę ilustracje,
    ciekawi mnie, choć to jedna z tych książek, o których można
    powiedzieć "specyficzne, jeśli nie "trudne". Jestem bardzo ciekawa
    Waszych wrażeń.
  • joa8 19.12.08, 08:49
    mnie się ta książka bardzo podoba. Mój 4-latek zareagował bardzo
    żywo i uzanła po jej lekturze, że gotowanie obiadów przeze mnie to
    przeżytek ;-)
    a w samej książce, prócz tego,co opisałyście, podoba mi się to, że
    mama na ilustracjach nie jest chuda, ale normalna - ma pupę, biust i
    normalną figurę dorosłej kobiety :-)
    --
    Mama w Centrum zaprasza!!!
  • zf71 22.12.08, 14:07
    Wspaniała książka, wcześniej z biblioteki czytaliśmy "Jak tata
    pokazał mi wszechświat". Chyba uzupełnimy księgozbiór i o nią skoro
    inne książki Ulfa składają się na spójny obraz.
    Ta jest znakomita. Z książką o Tacie będą się świetnie uzupełniały.

    O dziadkach chyba raczej wystarczy nam to co widzieliśmy w
    Bajkonurze - J za mała na nią, ale i za wiele sama wie o starości
    niestety ...
    Ciekawe co następne w Zakamarkach?

  • alistar1 01.01.09, 20:53
    Przeczytaliśmy tę książkę z niemałym zachwytem. I pewnie każde z nas
    interpretowało ją sobie po swojemu. Mnie jej lektura w jakiś sposób
    przypomniała o pewnym starym filmie z Meryl Streep, gdzie podobna,
    zamknięta w kuchni i w kieracie domowych, codziennych obowiązków
    gospodyni domowa pozwala sobie na trochę szaleństwa... Mama z
    książki Starka fizycznie jest nawet do niej trochę podobna...
    A pomijając powyższe, fajnie, że otrzymaliśmy książkę, gdzie znowu
    genialnie przełamuje się stereotypy, tym razem dotyczące
    macierzyństwa, gdzie bohaterów ukazuje się bez zbytniej idealizacji,
    ale jednocześnie po ludzku ciepło. I życie takie, jakim jest, z
    praniem, pitraszeniem (przepraszam za wyrażenie) żarcia, babcią
    ćmiącą pod nosem papierocha (bez słowa umoralniania, że to
    niewłaściwe) i wreszcie tytułową mamą, która nie ma przedrostka -
    super. Chyba tylko Szwedzi mogli rozebrać ją do bielizny (kompletnie
    aseksualnej zresztą), pozbawić rozsyłanych nad głowami pociech
    pełnych wyższości min i komentarzy.
    Super.
  • mamaki 01.01.09, 22:19
    Też mnie zainteresowała ta dyskusja. Na stronie Zakamarków w kategorii wiekowej
    jest napisane 3+. Czy myślicie, że dla 7-latki to będzie zdecydowanie za dziecinne?
    --
    Gatto nero, amico vero
  • i2h2 09.01.09, 12:00
    Mojej się podobało, zresztą też traktuje tę książkę jako dalszy
    ciąg "Jak tata pokazał mi wszechświat" :-)
    --
    Chacun a sa marotte...
    Książki naprawdę b(r)ombowe
  • mharrison 09.01.09, 18:32
    Czekamy na "Jak moja mama..." choć licze się z tym, że będę musiała
    porzucić gotowanie na rzecz turlania się po podłodze, czego szczerze
    nie znoszę:-(

    "Jak tata pokazał mi wszechświat" jest cudna, ale taka krótka,
    raptem 1o minut czytania z komentarzem.
    --
    DLACZEGO

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.