Dodaj do ulubionych

wspomnienia...wspomnienia...

IP: 80.51.157.* 21.07.07, 19:16
może powspominamy trochę jak żyło się dawniej w naszym mieście? prywatne
sklepiki ...róznych ludzi tworzących koloryt Przemyśla...ja ich nazywam ''
małymi klasyczkami '' ...pierwsze cukiernie...kina których już nie ma itd.
może ktoś pamięta dawne mordownie i ich nazwy ...albo najekskluzywniejsze
lokale których już nie ma...zapraszam
Edytor zaawansowany
  • Gość: Analityk IP: *.ptvk.pl 21.07.07, 20:32
    Coctail Bar - tam gdzie w tej chwili jest knajpka Wyrwigrosz; kina Granica,
    Bałtyk, Olimpia
  • Gość: marcin IP: 195.117.30.* 23.02.08, 09:21
    a mi utkwil w pamieci taki klimatyczny widok zawsze jak chodzilem do
    szkoly w latach okolo 93-95 na glazsra porankami stal pomaranczowy
    Zuczek ktorego kierowca bezposrednio z samochodu sprzedawal owoce
    (pamietam ze z zawsze kupowalem od nikego brzoskwinie ) =]
  • Gość: ono IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.06.08, 21:19
    Kto pamięta cukiernię Kowalskich na Placu Konstytucji
  • Gość: przemyslanin2006 IP: *.mcon.pl 21.07.07, 20:46
    Dobry pomysł.
    Kopalnią wiedzy o dawnym Przemyslu był niezyjący już pan Szlomek (Salomon
    Frejnfeld),który mieszkał vis a vis Muzeum. Siadywał sobie na ławeczce
    pod "Karolkiem" i znajomych zagadywał: - Co słyszać? Kiedyś oprowadził mnie po
    centrum i pokazywał, gdzie jakie sklepy, knajpy i hotele były. W czasach
    siermiężnego handlu w PRL i kartek wygadywał "niestworzone rzeczy": o
    śledziach "pocztowych" (ponoć poczta je woziła, stąd nazwa), bananach,
    pomarańczach i ananasach na wystawach, o wędlinach. - I powiedz, pan, komu to
    k..a ich mać przeszkadzało? - pytał retorycznie. Był też ciekawym kientem w
    ocenie dyrekcji WPHW, bo podobno miał (na pismie) prawo przebywania w "Komisie"
    prowadzonym przez J.Rożańskiego jednorazowo przez tylko ... 5 minut. Za co?
    Podobno odstraszał klientów swoimi komentarzami (A co pan będziesz ten ruski
    szmelc kupowac tutaj, kiedy na "ciuchach" dużo taniej. Raz był bohaterem
    wielkiego ..."skandalu". Przez miasto jechał do Lwowa ambasador albo konsul
    USA. W Komitecie Wojewódzkim już szykowali się na wizytę, a pan ambasador
    zażyczył sobie, by pilotujący go policjant wskazał adres, pod którym mieszkał
    pan Szlomek. Amerykanski dyplomata posiedział u niego i ... kazał przeprosić I
    sekretarza, ale bardzo sie spieszy. Gdy wyjechał,umyślni wypytywali Szlomka, z
    jakiej racji odwiedził go taki gość. - Serdeczne pozdrowienia mi przywiózł od
    moich córek (uciekły wraz z matką po wojnie z Polski, jedna osiadła w USA,
    druga w Australii i co miesiąc po 100 dolarów ojcu wysyłały). Pozdrowienia? -
    Tak,zielone pozdrowienia... - Można o tym człowieku powieść pisać, bo był
    znaczącym fragmentem historii miasta i wielu ludziom pomógł (m.in. sprowadzając
    nieosiągalne wtedy leki).
  • Gość: Jerry IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.07.07, 23:16
    Bułki u Kiby, knajpa u "Skubisza" i u "Fryca", dancingi w Egerze i Adrii, sracz
    w Polonii schodkami w dół, piekiełko w Karpackiej, pogotowie seksualne na
    Wodnej, cukierki u Kratochwilowej na 3-go Maja, dyskoteki w MOKO, Pindor i Jajo
    grający w p. ręczną, Tokarze na Popielowie, internat żeński na Marchlewskiego
    (obecnie Św. Jana), Pink Floyd, Deep Purple, Led Zeppelin, J-23, Honey Drink i
    gorzka żołądkowa. Czy ktoś oprócz Jobrave ktoś jeszcze to pamięta?. Boże jak
    piękne i miłe są wspomnienia!
  • Gość: przemyslani2006 IP: *.mcon.pl 21.07.07, 23:24
    A lody u Czarnej (nie wiem czy takie nazwisko, czy ksywa) na Serbanskiej,
    zawsze z poziomka na wierzchu,nawet zimą? A precle Sasowej roznoszone na
    meczach? A mecze hokejowe Czuwaju na 25-stopniowym mrozie (był taki, w którym
    nasi mieli 6-7 dobrych kijów i gdy niedawno zmarły Zdzichu Wiącek - Bebi -
    chciał walnąc z klepy, Piotrus Oczoś krzyczał: - Bebi, daj se k... spokój,czym
    będziesz jutro grał!
  • Gość: Jerry IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.07.07, 23:27
    Sorry, pierwszy "ktoś" w poprzednim wątku do kasacji. Tak się rozczuliłem, że
    nie spostrzegłem błędu.
    P.S. Jeszcze tiki-tiki ( dwie kulki niemiłosiernie obijające palce i
    nadgarstki), rifle za 10 dolców, sporty w "10", falki na Sanie i
    spadochroniarki w autobusach MPK (baby z owiniętymi chustami koszykami na
    plecach z serem, jajami i wiejskim chlebem w środku).
  • Gość: przemyslanin2006 IP: *.mcon.pl 21.07.07, 23:51
    A "spadochroniarki" na stacji Zasanie, która o 6.30 rano zamieniała się w
    bazar: mleko, smietana, ser, jajka, drób? A tania jatka (budki z mięsem) na
    Ratuszowej? A gorzała w litrowych flaszeczkach, a piekne dorsze jak konie,
    wędzone w przemyskich zakładach rybnych? A piwko u Cyrnyka, a wątróbeczka
    (warunek zakupu piwka)w "Stodole", gdzie grzecznie w kolejce, jak równy z
    równym, stał męt i prokurator? A interwencje milicji w kinie "Bałtyk", gdy
    drzwi wylatywały z hukiem, jak grali jakieś kasowe filmy (pamietam "Upadek
    Cesarstwa Rzymskiego" oraz "Najdłuższy dzień" i "Most na rzecz Kwai", które juz
    były na afiszach, a wtedy ich nie wyświetlono)? A piwko z Ostrowa (2,40 jasne,
    3 zł pełne) w krachlach? Pamiętasz swój pierwszy film w kinie? Ja
    pamietam: "Ranny w lesie" prod. ZSRR (o zestrzelonym przez Niemców lotniku).
    Był dozwolony od lat 7, a mnie stara bileterka z "Romy" nie chciała wpuścić
    (nawet z ojcem), bo brakowało mi ... 10 dni do 7 lat. A przejazd przez miasto
    setek ciężarówek z ruskimi sołdatami, którzy jechali "pomóc" Czechosłowacji?
  • Gość: pp IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.03.08, 22:39
    a knajpka na sanem koło obecnej GROMADY zmażalnia ryb i odrazu
    kuflowe piwko
  • Gość: as IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.08.07, 18:18
    JERRY A PAMIĘTASZ JAK CI SZANOWNY TATUŚ TO WSZYSTKO OD TYCH BAB PRZYNOSIŁ
  • Gość: Jerry IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.08.07, 21:20
    Nie pisałem o "babach" ironicznie czy złośliwie, tylko jako ówczesny
    fakt. Ojciec mi nie kupował, bo w tym czasie już nie żył. Zresztą
    Mama też nie kupowała, gdyż przywoziła od swojej Matki, a mojej
    Babci mieszkanki podprzemyskiej wsi (żeby nie było niedomówień!).
  • Gość: nie przemyslanka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.07.07, 00:20
    a ja najcieplej wspominam piwko na zamku, zapewne do dziś tam jest. niech ktos
    je wypije za moje zdrowie
  • Gość: Imac IP: *.przemysl.cvx.ppp.tpnet.pl 22.07.07, 00:44
    A ja pamiętam etykietę piwa browaru w ostrowie :)
    Była biała i były na niej zielone "choinki" lub coś w tym rodzaju ;)
  • Gość: aaa IP: *.brnt.cable.ntl.com 22.07.07, 00:48
    Cukiernia Lubi(e)nieckich na Placu na Bramie (przeniesiona pozniej na poczatek
    ulicy Slowackiego), szklane (?) syfony nabijane w takm malym zakladzie bodajze
    na rogu Serbanskiej, kawiarnie Srodmiejska i fantastyczne "wuzetki" no i bar
    mleczny na rogu Mickiewicza i Dworcowej...
    Jak sobie cos przypomne to oczywiscie dopisze :)
  • Gość: aaa IP: *.brnt.cable.ntl.com 22.07.07, 00:52
    Moze ktos kojarzy warsztat szewski, na Dworskiego (wtedy 1-go Maja), chyba
    miedzy Rejtana i Smolki. Wchodzilo sie do niego w dol, po chyba 2- 3 schodkach.
    I zaklad wulkanizacyjny na Tarnawskiego. Krazyla poglka, ze jego wlasciciel czy
    tez ajent byl katem.
  • Gość: aaa IP: *.brnt.cable.ntl.com 22.07.07, 00:57
    I jeszcze jedno: gra w "sztole" (?) czy tez "hacele". Takie cos co przykrecalo
    sie koniom do podkowy. Rzucalo sie piec sztuk tego zelastwa a pozniej podrzucalo
    sie jeden zbierajac po kolei pozostale. I gra w "gume": kostki, lydki, kolanka,
    uda, biodra... i tak az do szyji :)
  • Gość: Jeden taki... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.07.07, 07:40
    Stragan warzywny wis-a-vis wejścia do PKO-BP.gdy pytalem kobietę skąd pochodzi
    odpowiadała z BIERCZY, a po przeciwnej stronie skwerku z pomnikiem wdzięczności
    z armatkami,od strony Plac na Bramie stały dwie budki telefoniczne,jedna zwykla
    a druga MO.Oprócz cukierni Lubinieckich cukiernia Szpiraka,saturator obok
    Chinki i na Franciszkańskiej,rożen z kiełbaskami obok Stodoły,konduktorki przy
    tylnych dzwiach w autobusach sprzedające bilety,ulgowy 20 groszy,normalny 1
    złotówkę,gdy wszyscy wsiedli zamykałas drzwi taką wajchą.
  • Gość: adamk IP: *.vx.pl 22.07.07, 09:40
    San... pierwsze kąpiele-obowiązkowo w kwietniu,
    San... płynące latem trupy
    San... z armat do spływającego zimą lodu
    San... drewniany most...i izbice

    "Zamek"... zimą zjazd sankami aż do Śnigurskiego
    latem "na Zamku" (niewielki placyk) mecze o minimalnym czasie trwania 4 h
    zabawy w gruzowisku między Hołówki a Władycze
    gra w "mitki"... kto pamięta jaka to gra ?

  • Gość: www IP: *.toya.net.pl 24.07.14, 19:55
    A sztole to szukałem idąc do szkoły na składzie węgla na Siemiradzkiego
  • Gość: Analityk IP: *.ptvk.pl 22.07.07, 09:13
    a moze ktos był uczestnikiem półkoloni prowadzonej przez ś.p. pania Końską?
    cześc jej pamięci!!! dyskoteki w "Metalowcu" prowadzone przez Artura D.? czy
    ktos wie co się z nim dzieje , gdzie zakotwiczył? kto ogladał "gorace" filmy
    (projektor 8mm) w jego pokoju w klubie?
  • Gość: matlak2 IP: *.mcon.pl 22.07.07, 09:22
    Pamietam kolejki po "pocztówki", na których p. Serafin nagrywał aktualne
    przeboje; gazeciarza, Kurasia, który przez lata był chodzącym kioskiem Ruchu;
    słynną Lusię Syfonową; kiosk niedosłyszącego Bąka przy moście drewnianym; lody
    u Ziółkowskiego na 3 Maja i buty "bitelsówki", za którymi polowało się w
    sklepie "Globusa" (ksywka z lat, gdy grał w Czuwaju) Drzewinskiego. Z knajp, do
    których było lepiej nie wchodzić" "Jedynkę" i "Ludową".
  • Gość: realista IP: *.fobos.net.pl 22.07.07, 20:17
    A wyprawy na świeże precle do Ostrowa?
  • jobrave 22.07.07, 20:29
    Kurcze, za pózno sie właczyłem i prawie nic juz dla mnie nie zostało...
    "Magnolia", piwarnia przy Dworskiego, w okolicach "Podbociana", z bilardem, przy
    którym brylował Bolek, z baczkami i fryzurą czesaną w tzw. mandolinę, lub
    "plerezę", biała koszula, krawat na gumce, bitelsówy i grzebień z rączką
    wystajacy z tylnej kieszeni. Luśka z bratem "Syfonem", Tadzio "Cymbał" Wanat
    "pod Karolkiem", "diabeł", który uciekał na drzewo jak przyjeżdzała, tam
    ,milicja. "Zamkowa" -kawiarnia przy Kmity, dancingi w "Nauczycielu", Knajpa "U
    Steca" (póżniejsza "Baryłeczka")- był tam kelener Józio, który strasznie się
    pocił i kedy niósł zupę do stolika, to zawsze strużka potu spłyneła do talerza
    nadając potrawie niezwykły smak. Łyżwy "kieliszki" i "żabki", "Mostowa" zamist
    "Karpackiej", jaz i stawiki, Helka Węglarka, Kasjanowa, Indianki, Kazio "Stalowe
    Serce", Romek "Buhaj", Zdzichu "Flacha", dwaj pensjonariusze schroniska
    prowadzonego przez braci albertynów, którzy na drewniamnym wózku z dyszlem
    wozili pomyje, na jednej burcie był napis "ORMO", maźnięty wapnem, na drugiej
    ORBIS- chłopaki zawsze były uśmiechnięte. "Siunek", który raczył się wyłącznie
    denaturatem- przesiadywał zazwyczaj na ławce pod "Bałtykiem" i tam sobie
    popijał, gdys ktos chciał go poczęstowac wódka czy wine, zawsze grzecznie
    odmawiał: "Dziekuję , mam swoje". "Rifle" i "super Rifle"- dzinsy, które mozna
    było kupic w rzeszowksim PEKAO, bo w Przemyslu jeszcze nie było dewizowego
    sklepu. "Rifle" kosztował 4,40$ , natomiast super"R" -7.70$, "Levi's" -11$.
    "Ciuchy" koło Kamiennego Mostu. Pożar hali sportowej. "Pływalnia" w łazni na
    Lelewela - 10. metrowe korytko, na którym przemyscy pływacy bili rekordy
    Polski. Pełnowymiarowy basen na "Gwardii". Sekcja lekkoateletyczna dzisiejszego
    "Czuwaju" - Gwinner, Klimaczak, Radochoński, Radochońska, Olejnik. Akrobatyka.
    "Polonia" w II lidze piłkarskiej. Pardon, ze chaotycznie ale czas mnie goni.
  • Gość: Oiu-UK IP: *.bethere.co.uk 22.07.07, 20:40
    Moze ma ktos jakies stare fotki???
  • temid 22.07.07, 22:43
    Składnicę harcerską ze wspaniałymi zabawkami i uśmiechniętą Panią Jadzią.
  • Gość: Analityk IP: *.ptvk.pl 22.07.07, 22:50
    Akcje studenckie Przemysl 1976 i późniejsze lata, jednym z inicjatorów był
    Wiesław Cichocki adiunkt Politechniki Krakowskiej; zycie kulturalne odżywał na
    okres wakacji; mnóstwo koncertów; sztab akcji miescił sie przez pewien okres
    naprzeciw koscioła Franciszkanów
  • Gość: boy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.07.07, 23:00
    Chyba Wiesław Czekierda z Politechniki Krakowskiej.
  • Gość: aaa IP: *.brnt.cable.ntl.com 22.07.07, 23:32
    Akcja nazywala sie Przemysl 2000 :)
  • Gość: realista IP: *.fobos.net.pl 23.07.07, 00:51
    Coś ci się pomyliło. Wiesław Czekierda wtedy to dopiero zaczynał edukację w
    Przemyślu w II LO.
  • szwedzki_kucharz 22.07.07, 23:51
    Gość portalu: Analityk napisał(a):

    > Akcje studenckie Przemysl 1976 i późniejsze lata, jednym z inicjatorów był
    > Wiesław Cichocki adiunkt Politechniki Krakowskiej; zycie kulturalne odżywał na
    > okres wakacji; mnóstwo koncertów; sztab akcji miescił sie przez pewien okres
    > naprzeciw koscioła Franciszkanów

    Z Cichockim miałem wykłady na Polibudzie za czasów studnckich...

    A wracając do tematu - cukiernia przy przejściu dla pieszych przy ul. Słowackiego na Placu na Bramie (najlepsze jagodowe lody jakie jadłem w życiu), lody z automatu u Gałuszki na Dworskiego-Siemiradzkiego, kino Bałtyk, langosze na Franciszkańskiej...
  • Gość: realista IP: *.fobos.net.pl 23.07.07, 00:54
    Np koncert "wałów jagiellońskich " z Rudim Schubertem na rynku. (
    Okolicznościowo rozrywkowy syndykat Wały Jagielloie).
  • Gość: darek IP: 195.47.201.* 23.07.07, 11:37
    Lodziarnia Buszejka przy 3-go maja
  • Gość: Kizor IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.07.07, 12:02
    Kusy z preclami, saturatory,oranżada u Lubinieckiego o kultowych kolorowych
    smakach żółty, czerwony i biały :) precle w Ostrowie za starym browarem po
    prawej stronie, kino Olimpia, Granica, - komu to przeszkadzało?
  • Gość: Kizior IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.07.07, 14:57
    Kysy oczywiście - sorki za pomyłkę
  • ozezty 15.01.17, 14:06
    U Głuszka, nie Gałuszki. Zresztą Pan Głuszek miał zakład fotograficzny przy ul. Kazimierzowskiej.
  • Gość: olo IP: *.ptvk.pl 23.07.07, 13:55
    *IGLOPOL" na ul. Dworskigo, gdzie można było kupić
    napuj "PTYś" w brązowej szklanej botelce zakręcanej
    metalową nakrętką
  • Gość: bogna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.07.07, 02:31
    MPiK na rogu ul. Kościuszki i Manifestu Lipcowego (obecnie Piłsudskiego), teraz księgarnia Bosh - dziki tłum okupujący fotele i ich poręcze, kolejki do kolorowych gazet(Burda zamawiana wcześniej), kłęby dymu (ja wtedy paliłam Płaskie z pustą tutką, którą się zmyślnie skręcało). Zespół Skubiego grający w podziemiach budynku Komitetu Partii obecnie Kolegium Językowe (wchodziło się od Sanu). W podziemiach wszechobecny dym i ciasno upchani młodzi gniewni.
  • Gość: skarbek IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.07.07, 08:54
    :) żarło żarło i...
  • Gość: ryba IP: *.hsd1.or.comcast.net 26.07.07, 01:52
    Byla jescze "kremowka" po przeciwnej stronie od "baryleczki"
    Prowadzil ja Pan Filip. Bylo to zaraz przy wejsciu do zakladu Felczynskich.
  • jobrave 26.07.07, 03:59
    Pilip, Teodor Pilip, któremu pani Tomaszewska zawdzięcza swoja fortunę.
    Dwie przystanie nad Sanem, wypożyczalnie kajaków, koszy itp. drewniany most na
    Sanie, wino "Bankietowe", potańcowki w "Niedźwiadku", klub "Bazar" przy
    Dworskiego, zespoły "Fatum", "Omen", "Kwakier", "Ptah", Wojtek Tarczyński w
    grupie "Respekt" razem z krystyną Prońko, i jego piosenka "Oboje" na liscie
    przebojów pr.III Polskiego Radia (pózniej w "Koman Band"), a jeszcze póxniej
    własciciel baru "Mini-Max" (późniejszy "Hubal").
  • wampir35 26.07.07, 04:03
    Kurczę, jaki fajny wątek. Ja też pamiętam langosze z Franciszkanskiej, i kina -
    Romę, Bałtyk, Olimpie, Granice, i Empik, i wiszący most a nawet sztole i tyle
    tego wszystkiego o czym było już wyżej. Tylko o księgarni na Franciszkańskiej i
    sklepie Wedla - wtedy 22 lipca z obfitością słodkości wszelakich nikt chyba
    jeszcze nie napisał, ani o tej budzie z piwem nad Sanem obok dzisiejszego
    potworka - hotelu Gromada. Przemysl był taki piekny wtedy, a my tacy młodzi,
    ech.
  • Gość: bogna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.07.07, 18:18
    wampir35 napisała:

    > Kurczę, jaki fajny wątek. Ja też pamiętam langosze z Franciszkanskiej, i kina
    -.......
    Co to są "langosze" i gdzie na Franciszkańskiej były?
  • wampir35 26.07.07, 19:33
    Langosze to są takie placki - tłuste i słone, czasem z czosnkiem, które można
    kupić w Wiedniu, Budapeszcie, Bratysławie ... i są przepyszne szczególnie z
    piwem. A w Przemyślu langosze były w barze Langosz - tak mi sie wydaje, ale to
    dawno było, więc już nie wiem.
    A tu masz linka do domych langoszy, choć to nie to samo - langosze wiedeńskie i
    przemyskie kiedyś podawano bez dodatków - śmietany.

    fotoforum.gazeta.pl/72,2,777,40845911,40845911.html
  • Gość: bogna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.07.07, 22:18
    wampir35 dzięki.
    Przepis na langosze wydaje mi się znajomy, wygląd też.
  • wampir35 26.07.07, 22:49
    Drobiazg, ale wyglądały te przemyskie langosze trochę inaczej - duże, cienkie,
    z takimi jakby bąblami. Ale te domowe tez pyszne, chyba sobie przygotuję michę
    na jutro, czego i Tobie życzę. Smacznego :)))
  • Gość: wales IP: *.toya.net.pl 18.09.17, 21:45
    bar Langosz był w okolicy Herbapolu
  • fazi 26.07.07, 09:38
    Gość portalu: ryba napisał(a):

    > Byla jescze "kremowka" po przeciwnej stronie od "baryleczki"

    A gdzie tam po przeciwnej stronie - minimum dwie ulice trzeba było przejść żeby
    od "Baryłeczki" do "Kremówki" dojść. ;)

    Pamiętacie drewniany model żaglowca wiszący pod sufitem w "Bałtyckiej"? I te
    karpie miotające się w wielkim akwarium w witrynie tego lokalu zaraz po jego
    otwarciu? Mamy z dziećmi tam przychodziły, żeby rybki im pokazać.
    A kino "Kosmos" dokładnie naprzeciw "Romy"? I hecę z gośćmi, którzy pstrykanymi
    żyletkami pocięli w "Kosmosie" ekran w czasie seansu?
  • jobrave 26.07.07, 11:01
    "Bałtycka" zanim stała się "Bałtycką" nosiłą inna nazwę, ktorej już nie
    pamiętam ale nieficjalnie zawsze zawano ją "Kopytem". W 1972 r. bodajże, pk
    długo trwającym remoncie, zrobiono z "Kopyta" bar rybny, były tam stoliki
    nakryte biłaymi obrusami i dania z ryb. z początku nikt tam nie chodził, bo
    dawnych bywalców odstrszały zarówno białe obrusy, jak i kelner w muszce oraz
    obco brzmiące nazwy potraw np. "sledź po japońsku", "pstrąg saute", czy "
    halibut a la Napoleon", ale na szczęście te dziwne potrawy szybko zniknęły z
    menu, a na ich miejsce wróciły tradycyjne i znów było miło. "Baryłeczka" zwana
    wcześniej "U Steca", zanim stała sie "Baryłeczką", figurowała w książce
    telefonicznej z 1973 roku jako "Bar Obywatelski", a bar "Pod Batogiem" (nazwa
    pochodziła stą , ze raczyli się tam wódeczką dorożkarze) naprawdę nazwyał sie
    "Popularny". Obecna "Trojka", to dawny, poczciwy "Miś". Była też "Oaza" i
    eksluzywna "Adria" przy Mickiewicza, "Ludowa" przy pl. Karola Marksa, "Jedynka"
    przy ul. Tysiąclecia. Przez Franciszkańską i Rynek jeżdziła "zerówka"- jeden
    przystanek był pod "Karolkiem" drugi w Rynku, vis a vis "Arkad". Pamiętam czasy
    kiedy w kazdym autobusie komunikacji miejskiej był umundurowany konduktor, który
    sprzedawał bilety. Pamiętam staw w parku Lubomirskich, wysepkę z altanką i
    kajak, oraz fontannę, w której jako dziecko lubiłem się pluskać wraz z kolegami.
    To, ze juz nie ma "empiku" zawdzięczamy Markowi Kuchcińskiemu, który w ramach
    dekomunizacji sprzedał lokal niejakiemu Szymnikowi, właścicielowi wydawnictwa
    "Bosz" (nie "Bosch"). Pamiętam lodownie na Mickiewicza, w której magazynowano
    lód -olbrzymie pomieszczenie w piwnicach, w którym składowano rąbane kawały lody
    i przykrywano je słomą, tym lodem. "Przemyska Giełda Piosenki" - raz miesiącu w
    obecnym Centrum Kulturalnym. Występowało kilkanasice zespołów rockowych a
    publiczność wybierała, najlepsze- jej zdaniem-przeboje. W klubie "Bazaar",
    zespół w składzie Janusz Cywicki, Andrzej Sas i Wojciech Tarczyński, oprócz
    własnych hard-rockowych kompozycji, grali również wszystko co było w owym
    czasie na topie, a więc : Led Zeppelin, Deep Purple, Blood, Sweat and Tears,
    Colloseum, Jimi Hendrix, Mungo Jerry, The Nazareth, i wiele, wiele innych. Były
    to czasy "dzieci kwiatów", więc młodzież nosiła się po hippiesowsku. Bywały tez
    akcje milicji, podczas których łapano długowłosych i obcinano im włosy. słynne
    dyskoteki w MOKO prowadzone przez Alka Moskalewskiego, który był posiadadzczem
    imponujacej kolekcji płyt zachodnich zespołów. Koncerty Breakout, Niemena ,
    Skaldów, ABC Adrzeja Nebeskiego (rodem z Przemyśla), Niebiesko i Czerwono
    Czarnych a w hali sportowej występ brytyjskiej grupy " The Original London
    Beats" (to był chyba 66 lub 67 rok). wynika z tego, ze Przemyśl nie był pustynią
    kulturalną w owym czasie. Bardzo wysoki poziom prezentowała wówczas szkoła
    muzyczna zarówno I. jak i II stopnia. Kiedy tam się uczyłem dyrektorem był śp.
    Wilhelm Hetper, który mówił piękną lwowszczyzną, a średniej a dyrektorem
    średniej śp. Wacław Łuczak i wielu wspaniałych nauczycieli, z których
    zdecydowana wiekszość już nie zyje, np. mój nauczyciel , prof.
    Włodzimierz Steciak, słynny dyrgent okirestry kolejowej, to on dostrzegł talent
    u jednego z najlepszych obecnie polskich skrzypków - Przemka Kabary i pokierował
    nim. Prof. Satnisław Marusyn, który był z zawodu prawnikiem, sędzią ale jego
    pasja były skrzypce. Prof. Jan Niemiec, który uczył harmonii (to nie instrument
    lecz przedmiot z teorii muzyki), solefezą, prowadził chór i przez wiele lat był
    dyrygentem orkiestry harcerskiej. O sławnyhc wychowankach , takich jak Wiesiek
    Wodnicki, wybitny pianista i profesor na jednej z maerykańskich uczelni, Janusz
    Butrym-kompozytor i aranzer, czy Edzio Wolanin, "cudowne dziecko" , który w
    wieku 16. lat skończył Akademie Muzyczną w Warszawie, uczestnik konkursów
    chopinowskich - napiszę innym razem.
  • fazi 26.07.07, 15:31
    Ale muszę przyznać, że to właśnie w "Bałtyckiej" jadłem najsmaczniejszego
    pstrąga. Zapewne przypadkiem nie udało mi się już nigdzie trafić na takiego.

    Co do "Baryłeczki" to była jeszcze nazywana "pagórkiem", z racji swego
    położenia.
    Wymieniając przesympatyczne lokale gastronomiczne można jeszcze śmiało
    dodać "Lazurową", z przepięknym widokiem z przyległego tarasu na lazurowe
    wybrzeże ze "stodołą" i placem cyrkowym na pierwszym planie :)

    Ze stawu w parku Lubomirskich wodę spuszczono po tym, jak utopił się w nim mój
    przedszkolny kolega.
  • Gość: gość IP: *.toya.net.pl 22.09.15, 21:30
    To nie była Kremówka tylko Jagienka... Kremówka była ns samym doleSłiwackiego
  • Gość: Analityk IP: *.ptvk.pl 26.07.07, 11:30
    JoBravo, - prostuje Robert Kabara - aktualnie jest koncertmistrzem Capelli
    Cracoviensis; prawdopodobnie na razie zaniechał wykonywania indywidualnych koncertów
  • jobrave 26.07.07, 19:38
    Przepraszam , pomyliłem imiona, i nie tylko z Roberta zrobiłem Przemka lecz
    również z Adama Wodnickiego zrobiłem Wiesława. Przepraszam.
  • fazi 26.07.07, 22:18
    Steciak to, zdaje się, mieszkał niedaleko Ciebie, na sąsiedniej ulicy, w
    kamieniczce zaraz za tym parterowym domkiem cofniętym od ulicy?
    Roberta Kabarę znałem - zdecydowanie wolę słuchać jak gra :)

    Przy Jagiellońskiej, w takim paterowym pawilonie obok Reformatów był zakład
    fryzjerski specjalizujący się w strzyżeniu dzieci. Mieli tam takiego
    drewnianego, szaro-niebieskiego konika, na którym sadzano małych klientów w
    czasie strzyżenia. Widziałem to tylko przez szybę, bo chodziłem do "swojego"
    fryzjera na Mickiewicza, naprzeciw wypożyczalni art. gospodarstwa domowego i
    sprzętu sportowego. W malutkim zakładzie były dwa stare, drewniane fotele z
    wysokimi podłokietnikami, na których właściel (bo tylko on mógł mnie strzyc),
    pan Krasicki - też człowiek-legenda, mieszkał na Puszkina, w następnej
    kamienicy za byłym domem sierot żydowskich - kładł poziomo tapicerowaną deskę i
    sadzał na niej małych klientów. Z tyłu oparcia foteli były zainstalowane
    soecjalne uchwyty, w które wkładano obciągnięte skórą podpórki pod głowę dla
    tych klientów, którzy życzyli sobie golenia. Golenie w zakładzie fryzjerskim
    było czymś zwyczajnym: piana nakładana z miseczki, golenie brzytwą, a nie
    jakimiś żałosnymi maszynkami na żyletkę, kawałek ałunu zawsze pod ręką... W tym
    zakładzie chyba wszystko było staromodne, jeszcze z głęboko przedwojennych
    czasów. Pamiętam wiszące na wieszaku gazety dla oczekujących klientów, włożone
    w takie specjalne ramki ułatwiające czytanie, wykonane z giętego drewna.
    A'propos domu sierot żydowskich w narożniku Puszkina i Moniuszki - taki napis,
    tj. "Dom Sierot Żydowskich", po polsku i (chyba) w jidysz, widniał wymalowany
    nad gzymsem parteru na tym budynku jeszcze do połowy lat 70-ych XX w. Potem
    został ordynarnie skuty; ordynarnie, bo wykonawca nie pokusił się nawet żeby
    zrobić to jakoś estetycznie - po prostu młotek, majzel, i rycie tynku po
    ukosie, byle jak.
    Pamiętam też zieloną, drewnianą łódź pływającą na żaglach(!) jednego lata w
    okolicach przystani pod mostem kolejowym. Chłopaki podnosili chyba grota i
    foka, a łódź była obwieszona żeglarzami niczym jakiś stary tramwaj. Na
    przystani można było zresztą wypożyczyć inny sprzęt pływający: kajaki, rowery
    wodne, i pośmigać na nich po Sanie. Wcale niemało było chętnych. Można tam było
    też zdać egzamin na kartę pływacką. Bo żeby wypożyczyć coś pływającego trzeba
    było mieć kartę pływacką :)
  • fazi 26.07.07, 23:05
    Jeszcze parę słów o "moim" fryzjerze, panu Krasickim.
    I jego brat, który uprawiał boks, i on sam był niezwykle aktywnym i
    wysportowanym człowiekiem. Zimą regularnie urządzał wyprawy narciarskie na
    biegówkach po Pogórzu, albo "urzędował" na nartach na skoczni w parku lub na
    łyżwach na lodowisku. Latem rower, plecaczek - i kilkudziesięciokilometrowe
    wyprawy. Mój ojciec też często z nim wędrował jeszcze w latach 50-ych i 60-tych.
    Pamiętam, że ilekroć pan Krasicki pojawił się na lodowisku, tylekroć wzbudzał
    sensację:
    po pierwsze łyżwy - miał takie specjalne, przedwojenne, zrobione na
    indywidualne zamówienie: eleganckie, skórzane, brązowe trzewiczki z
    delikatnymi, błyszczącymi łyżwami, które z przodu były zakręcone w fantazyjnego
    ślimaka,
    po drugie umiejętności - potrafił kręcić piruety, wykonywać skoki, tańczyć,
    jaskółeczka to był dla niego mały pikuś.
    Pamiętam, że ilekroć pojawił się na lodowisku, to ludziska z początku ze
    śmiechem komentowali i jego, i te jego staroświeckie łyżwy, ale po krótkiej
    chwili przestawali jeździć i gapili się z rozdziawionymi gębami co ten
    siedemdziesięcioletni facet potrafi.
  • Gość: aaa IP: *.brnt.cable.ntl.com 27.07.07, 00:07
    Chyba kojarze Pana Krasickiego, wlsnie przez te lyzwy. To chyba bylo na
    lodowisku "wylewanym" na boisku do pilki recznej albo do siatkowki na stadionie
    MKS-u.
    A przy okazji MKS- u, to pametacie opiekuna tego obiektu, Pana Grzesika?
    Pamietam, ze byl on naszym "postrachem", pilnowal zeby nic nie niszczyc a czasem
    przeganial z glownej plyty. Ale czasem pozwalal jezdzic taka "maszynka" do
    ktorej sypalo sie wapno i oznaczalo linie na boisku. No ale na ten zaszczyt
    trzeba bylo zasluzyc :)
  • fazi 27.07.07, 00:44
    Gość portalu: aaa napisał(a):

    > Chyba kojarze Pana Krasickiego, wlsnie przez te lyzwy. To chyba bylo na
    > lodowisku "wylewanym" na boisku do pilki recznej albo do siatkowki na
    stadionie
    > MKS-u.

    Czasem, przy dobrych układach, wylewane było też lodowisko na boisku do
    koszykówki, czyli na najbliższym od ul.1 Maja. Ale na tym lodowisku głównie
    grano w hokeja. Środkowe lodowisko, czyli na boisku do siatkówki, służyło
    początkującym do nauki jazdy, o czym co jakiś czas przypominał przez megafony
    Szef :)


    > A przy okazji MKS- u, to pametacie opiekuna tego obiektu, Pana Grzesika?

    A jaaaak?!
    Nie wolno łazić po płycie! Nie wolno włazić na krzesełka sędziowskie! (stała
    tam taka pochyła stalowa konstrukcja przy bieżni stadionu, na której
    umieszczone były, jedno za drugim, schodkowo, drewniane siedziska dla sędziów
    lekkoatletycznych). Nie wolno przełazić przez ogrodzenie z trybun (czyli
    improwizowanej szatni) na bieżnię - do tego służą furtki! (do furtek zawsze
    było daleko, a to ogrodzenie miało coś z 70cm wysokości :) ) itd. itp.
    Raz mieliśmy nieprzyjemną wpadkę, bo oskarżył mnie i paru kolegów prawie o
    zamach - gdyby w tamtych czasach było szerzej znane coś takiego jak terroryzm,
    to pewnie bylibyśmy "terrorystami"! :) Na stadionie zostały umieszczone nowe,
    wielkie (tak zdrowo 2x3m) blaszane tablice z wypisanym regulaminem korzystania
    z obiektu. No nie nasza wina, że jak się kamykiem rzuciło w taką tablicę, to ta
    blacha tak fajnie dudniła i jęczała jak grająca piła; a kamyków tam było pod
    dostatkiem. :)))

    Oj, brakuje tam od dawna takiego Gościa, brakuje! Aż przykro patrzeć na tę
    ruinę, która dziś została ze stadionu.
  • wampir35 27.07.07, 02:07
    A pamiętacie lodowisko na stadionie Polnej, a właściwie przy stadionie? Było
    klasyczne - rozlewane. Tak z boku, na lewo od wejścia. Tam też taki starszy pan
    jeździł na łyżwach - mało powiedziane jeździł, pozostały ślizgaczom oraz
    przypadkowej publice szczęki opadały. To było tak na przełomie lat 70/80,
    jeszcze zanim za Polną zbudowali lodowisko zwane sztucznym.
  • jobrave 27.07.07, 00:19
    Tak , ja mieszkałem przy Kilińskiego (do dziś mieszka tam moja mama), a
    Steciak mieszkał przy Leszczyńskiego. Przed jego kamienicą, w głębi ogrodu był
    paterowy domek, mieszkała pani prof. Urszula Hop, która uczyła Edzia Wolanina
    gry na fortepianie. To były pierwsze kroki.
    "Dar Zydów przemyskich w Ameryce dla ochrony sierot żydowskich", tak wyglądał
    ten napis na kamienicy przy Moniuszki -obok widniała hebrajska wersja (nie
    jidysz), tej inskrypcji. W podwórzu mieszkał Józek Mielniczek, który podczas
    pobytu w kryminale nauczył się szyć na maszynie. Szło mu to całkiem dobrze ,
    więc do niego nosiłem materiały na spodnie, jednak co najważniejsze, modne
    wówczas "dzwony" czy "szwedy", kosztowały dwa a czasem trzy razy mniej, niż u
    przeciętnego krawca, poza tym Józek robił to błyskawicznie - wraz z mierzeniem
    trwało to godzinę. Do błyskawicznego szycia zmuszał Józka chroniczny brak
    alkoholu we krwi - za 70 ówczesnych złotych (cena najtańszej wódki) wręczał
    zawinęte w papier pakowy, spodnie. Nie musiałem mierzyc przy odbiorze zawsze
    były ok. Czy Ty Fazi mieszkałeś gdzieś tam w pobliżu? Jeśli tak , to musisz
    przyznać , ze sympatyczna była to dzielnica. Pana Krasickiego pamiętam
    doskonale. Kiedy na "emkaesie", obecnie jest to chyba stadion "Juvenia",
    zrobiono lodowisko, przychodził tam co niedzielę i kręcił piruety, ósemki ,
    przeplatanki a ustępowali mu wszyscy, młodsi o kilkadziesiąt lat najtężsi
    łyżwiarze. Za czasów pierwszego wyciągu, po zakończeniu szusowania na stoku,
    dojedzałem na nartach do domu, czyli aż na Kilińskiego, bez zatrzymywania się.
    Skrecałem przed kopcem i jechałem przez nieogrodzony wówczas teren wojskowy,
    zjędzłąem pomiędzy mleczarnią a blokami wojskowymi, przecinałem pustą o tej
    porze Słowackiego, póxniej Kapliczną wzdłuz szpitalnego muru, Leszczyńskiego i
    Kilińskiego, ale byli tacy , co odpinali narty dopiero na Siemiradzkiego.
  • fazi 27.07.07, 15:12
    O, to to! Taka właśnie była treść tego napisu, "Dar Żydów przemyskich w
    Ameryce..." - dzięki za sprostowanie, bo tu pamięć mnie wyraźnie zawiodła.
    Obok tej kamienicy, od strony ul.Puszkina, jest głęboko cofnięta w ogród
    piętrowa willa. Na parterze mieszkał w niej wiekowy kolekcjoner; jego zbiory
    numizmatyczne były naprawdę imponujące. Zbiory miał godne podziwu, natomiast
    szacunku u chłopaków, którym czasami je pokazywał, żadnego, ponieważ namawiał
    dzieci do przynoszenia "starych bezwartościowych pieniążków" w zamian za parę
    cukierków, albo 20gr na lizaka.

    Tak, mieszkałem w pobliżu, a tę dzielnicę uważałem, i nadal uważam, za jedną z
    lepszych w Przemyślu. Z Twoim bratem chodziłem do jednej klasy w szkole "5" na
    Konarskiego. Z ta szkołą to w ogóle śmieszna historia, bo rozpoczynałem
    edukację w szkole "12", a - nie zmieniając praktycznie szkolnej ławki -
    skończyłem jako absolwent "5". :) Po prostu połączono dwie szkoły, mieszczące
    się w jednym, przedzielonym w środku budynku. Cóż to był za moloch na ówczesne
    czasy - ilość uczniów przekraczała 1200! Budynek szkolny wybudowany został na
    dawnym cmentarzu i pamiętam jaka była afera, kiedy w czasie remontu panowie
    budowlańcy natrafili pod posadzką piwnicy na ludzkie szczątki.
  • Gość: aaa IP: *.brnt.cable.ntl.com 27.07.07, 16:31
    To powinniscie tez pamietac "pagorek" na rogu Tarnawskiego i
    Lukasinskiego/Leszczynskiego, ktory w zimie sluzyl za tor saneczkowy a w innych
    porach roku zeteren do wyscigow gorskich na rowerach :)
    A co do Puszkina to byla tam, na wprost Frankowskiego taka budka z nabialem i
    miedzy innymi mleko w takich ogromnych bankach, kupowane na litry do
    przyniesionego ze soba naczynia...
  • Gość: aaa IP: *.brnt.cable.ntl.com 27.07.07, 16:33
    No i jeszcze chodznie na "lacznosc" czyli na boisko Technikum Lacznosci, gra w
    kosza albo w noge "na male bramki". I jeszcze ogrod przy internacie i randki z
    kolonistkami, ktore w czasie wakacji przebywaly tamze.
  • fazi 27.07.07, 19:02
    Pagórek miał to do siebie, że zjazd z niego był krótki i dość ostry, i gdzie
    byś nie zjeżdżał zawsze kończył się na ulicy. Ale na krótkie wypady był dobry.
    Na dłuższe eskapady lepsza była jednak cegielnia. Teraz cały pagórek jest
    zastawiony garażami, co uważam za zwykłe marnotrastwo terenu, bo zgrabny
    budyneczek można by było tam ustawić.

    Tej budki z nabiałem nie mogę sobie przypomnieć. Tzn. pamiętam tam jakieś
    budki, ale nabiału nie :(
  • fazi 27.07.07, 00:04
    Pamięta ktoś może konny furgon pocztowy? Wielką, zieloną budę,
    nazywaną "dyliżansem", ciągniętą przez bułanego perszerona, która służyła do
    rozwożenia paczek? Powoził nim starszy, niewysoki gość, z blond sumiastymi
    wąsami. Codziennie wczesnym wieczorem można było spotkać ten furgon na trasie
    Mickiewicza - Konarskiego - 1 Maja - Siemiradzkiego kiedy woźnica wracał do
    domu. Mieszkał na Siemiradzkiego, po przeciwnej stronie niż skład węgla, w domu
    stojącym na odcinku między dwoma łukami ulicy. Czasem zdarzało się, że furgon
    zostawał na poczcie na Mickiewicza, a "kawalerzysta" wracał na koniu na oklep.
  • jobrave 27.07.07, 00:53
    Pamiętam, były dwa takie furgony w Przemyślu, pamietam nawetnazwisko jednego z
    powożących : pan Bardziński. "Czepialiśmy" się tych furgonów i siadaliśmy na
    drewnianym stopniu, który wystawał z tyłu. czepaiłem sie równiez furmanek, ale
    niektórzy furmani lubili się odwrócić i przeciągnąć batem po łbie, niestety, nie
    konia...
  • Gość: www IP: *.toya.net.pl 24.07.14, 20:24
    A pan Bardziński mieszka tutaj do dziś i ma się całkiem dobrze
  • Gość: Analityk IP: *.ptvk.pl 27.07.07, 06:56
    Pan Krasicki - fryzjer oprócz tego że był zapalonym łyżwiarzem to był wielkim
    pasjonatem wędkarstwa. Dysponował motocyklem Jawa 350 w kolorze
    czerwono-bordowym, garaż miał w podwórku na ul. Mickiewicza 23 czyli w tym
    miejscu gdzie mieścił sie jego zakład fryzjerski. Do dzis w tym samym miejscu
    jest zakład , który prowadzi jego uczennica pani Jasia. Wracając do pasji
    wędkarstwa, miałem okazje widziec pare razy okazy szczupaków, sumów złowionych
    przez opisywanego bohatera. Czasami miałem okazje przyjrzeć sie przygotowaniom
    Pana Krasickiego na wedkarskie łowy - bez cienia ironii mozna przyrównac je do
    wielkich wypraw turystycznych. Łowił najczęsciej w okolicach Krasic i dalej w
    górę Sanu.
  • Gość: ryba IP: *.hsd1.or.comcast.net 27.07.07, 15:16
    wracajac do gory Sanu przypomnialem sobie jeszcze drewniany prom w Krasiczynie.
    Pamietam jak za mgla (albo mi sie wydaje) jak byl przejazd z Tysiaclecia na
    Plac na Bramie. No i oczywiscie pomnik wyzwoliciel. Znalazlem ostatnio nawet
    pocztowke z tym pomnikiem i poczta.
  • fazi 27.07.07, 18:48
    Rybo, tym promem przypomniałeś mi drewnianą łódź, taką tęponosą, płaskodenną
    krypę, którą można się było przeprawiać przez San koło straży pożarnej zanim
    wojsko wybudowało wiszący most w miejsce poprzedniego, drewnianego. Przewoźnik
    pobierał po 2zł od osoby. Nawet przy 3 - 4 osobach łódź zanurzała się tak, że
    ponad wodę wystawało może 10 - 15cm burty.
  • wampir35 27.07.07, 19:09
    A Twój opis promu w Krasiczynie, Fazi przypomniał mi drewnianą łódkę, która
    tamże funkcjonowała w trakcie remontu promu chyba. Już nie pamiętam. Ale łódką
    na drugi brzeg w Krasiczynie przeprawialiśmy sie z ojcem i jego gośćmi z
    Wiednia. Oni też pamiętaja, więc była na pewno.
  • fazi 27.07.07, 15:29
    Z powodu pani Jasi muszę uzupełnić swój opis tego lokalu fryzjerskiego.
    Poprzednio opisałem go jako lokalik z dwoma fotelami dla klientów, ale to była
    tylko część dla panów. W głębi, za drewniano-szklanym przepierzeniem, była
    część dla pań.
    Patrzcie: zupełnie przypadkiem wyłowiliśmy w tych luźnych wspomnieniach jeszcze
    jednego autentycznego człowieka - legendę. Myślę, że zasłużył na to.
  • Gość: ryba IP: *.hsd1.wa.comcast.net 27.07.07, 15:23
    A kto pamieta slawna szkole numer "6" na Smolki, ktora zostala rozwiazana chyba
    w 1973 roku a uczniowie przeniesieni do trzech roznych szkol. Kilka lat temu
    bylem tam w srodku i az ciezko uwierzyc jak mysmy sie tam miescili :))
  • Gość: Jeden taki... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.07.07, 15:40
    Na lodowisku na MKS-ie zastawiając legitymację szkolną można było wypożyczyć
    łyżwy.Były też próby wylania lodu na bieżni stadionu,ale niewiele z tego wyszło.
  • fazi 27.07.07, 19:14
    Gość portalu: ryba napisał(a):

    > A kto pamieta slawna szkole numer "6" na Smolki, ktora zostala rozwiazana
    chyba
    >
    > w 1973 roku a uczniowie przeniesieni do trzech roznych szkol. Kilka lat temu
    > bylem tam w srodku i az ciezko uwierzyc jak mysmy sie tam miescili :))

    Rybo, a jaka była przyczyna jej rozwiązania? :))
  • wampir35 27.07.07, 19:29
    A pamiętacie pożar jedenastki? Uczniów po nim poprzenosili do jedynki i trójki.
    A ta 11 to gdzie była? Już nie pamiętam.
  • Gość: aaa IP: *.brnt.cable.ntl.com 27.07.07, 19:44
    11 byla na ul. Wladycze. Wiem, bo chodzilem do niej :). Powyzej Wiezy Zegarowej.
    Fazi, ja sie zgadzam, ze cegielnia byla lepsza. Ale na cegielnie to juz byla
    wyprawa a pagorek byl pod nosem. Pamietam zjazd z niego na rowerze, z kolega na
    ramie, ktory wsadzil noge w szprychy.. efekt wiadomy.
    Co do pagorka, to jeszcze mi sie kojarzy jakas historia, ze kogos tam
    zamordowano, albo w bezposredniej okolicy. Ktos cos pamieta?
    A co do budki, to byla ona na przedluzeniu Frankowskiego w strone Technikum
    Lacznosci. Pozniej stal tam kiosk Ruchu. Fajne tereny byly tez tam gdzie sa
    bloki kolejowe. I cos mi sie kojarzy, ze mielismy tam jakas dzialke, tzn.ogrodek
    dzialkowy.
  • fazi 27.07.07, 20:33
    W parterowym domu zaraz koło "pagórka", w tym stojącym między wlotami
    Tarnawskiego i Puszkina, pod wielkim jesionem, mieszkał kolega Robert - bardzo
    fajny gość, choć miał jakieś drobne kłopoty ze szkołą. Dostałem od niego
    jednego razu żołnierzyka, taką miniaturową figurkę piechura z okresu Powstania
    Listopadowego; figurka była bardzo ładna, tak ładna, że moja mama nie chciała
    uwierzyć, że Robert mi ją dał, i kazał ją zwrócić. Zwróciłem.

    Co do tej budki, to właśnie tam, pamiętam, stało coś takiego. Niemal naprzeciw
    Inspektoratu Ochrony Roślin (czy jak to tam się nazywa). Taka drewniana buda,
    niemal identyczna jak ta na skwerku przy 1 Maja, na wprost wjazdu w Smolki, w
    której sprzedawano pieczywo. Tylko chyba nigdy nie zwróciłem uwagi na te bańki
    z mlekiem.

    hehe, co do nogi w szprychach, to jednego razu na parafii gonił mnie na rowerze
    jeden zadziorny i agresywny gość; uciekałem też na rowerze, ale jego rower był
    lepszy, więc udało mu się zrównać ze mną - wsadziłem mu stopę w szprychy i...
    gość się rozpłakał, a ja pojechałem spokojnie dalej :)
  • Gość: aaa IP: *.brnt.cable.ntl.com 27.07.07, 20:51
    Domek pamietam. Kolege niekoniecznie.
    A jak moglsmy zapomniec o tym mlynie co byl tuz kolo pagorka???? I o morwach,
    ktore rosly (sa jeszcze?)na zakrecie prawie na wprost drogi wiodacej do szpitala?
  • Gość: aaa IP: *.brnt.cable.ntl.com 27.07.07, 20:52
    Robert? a nie przypadkiem Bogdan L.?
  • fazi 27.07.07, 21:13
    Robert miał młodszego brata, ale ich nazwisko nie było na "L". A poza tym, to
    ja nie mam pamięci do nazwisk. :)
    W tej okolicy jest co prawda sporo willi i domów wyglądających na
    jednorodzinne, ale to tylko z nazwy, ponieważ z różnych uwarunkowań, m.in. z
    tzw. kwaterunku, mieszkało w nich zazwyczaj więcej rodzin.
  • Gość: ryba IP: *.hsd1.or.comcast.net 27.07.07, 22:49
    Nie nie mam pojecia dlaczego zostala rozwiazana. Al pamietamza to jak w
    ubikacjach gralismy w scianki. I pamietam tez pasowanie na ucznia ogromnym
    olowkiem przez Pania..... pamietam jak wygladala ale nazwiska nie pamietam.
    Z nazwisk to pamietam tylko Pania Kosciulko.
  • opolanin 27.07.07, 23:46
    no to teraz moja kolej... a kto pamieta:
    -II lo na basztowej z wyslizganymi schodami, internatem na 3 pietrze, golebiami
    na strychu, sala gimnastyczna w kaplicy, kantorkiem nauczycieli wf w zachrystii,
    ikonami i polichromiami nad sala i czyms gdzie byly apele, dyskotekami wlasnie w
    kaplicy i w/w sali?
    -wicemistrzostwo "lonii" w kosza i ze w tym wlasnie sezonie przegralismy jedyny
    mecz u siebie?
    -bilard na wladycza? (uczylem sie tam grac)
    -dyskoteki w NOT?
    -pana Olecia i sklep u Olesia kolo "kosciolka"?
    -"szfele" miejsce kolo torow kolo zana jak nie bylo wiaduktu jeszcze gdzie
    chodzilo sie na wagary (ze szkoly 15)?
    -kolejki ciezarowek z jablkami do pomony?
    -jednostke wojskowa na lwowskiej/batorego?
    -pewexy, baltona?
    -kasete a raczej piosenki ktora puszczali na lodowisku - jednego sezonu mili
    chyba tylko 1 max 2 ale pamietam tylko big cyc, naloz czapke skinie...
    no i na koniec: kto pamieta wizyte papieza?

    p.s. jak sobie jeszcze cos przypomne to napisze.

    pozdrowienia ze szwajcarii
  • wampir35 27.07.07, 23:54
    Ja pamiętam Pomonę i jej wyroby oczywiście. Aż dziwne, że dopiero Ty o tym
    wspominasz. Pozdrów Szwajcarię :)))
  • Gość: Ryba IP: *.hsd1.or.comcast.net 28.07.07, 03:35
    Sklep na Slowackiego na rogu z Basztowej prowadzil go chyba Pan Kprzeniowski na
    wystawie majac orzechy i w srodku gumy Donalda z obrazkami.
  • Gość: kris 46 IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.07.07, 12:13
    drodzy Przemyślanie...Przemyślacy? kilka miesięcy temu na regionalnym forum
    dolnoaślaskim miasto Jelenia Góra założyłem wątek pt wspomnień czar..po prostu
    dość już miałem na okrągło zastoju i monotonii jaki panował na
    forum ,przeważały tylko tematy samorządowe i gdzie można znależć dobrego
    ginekologa....teraz ten wątek rozrósł się rekordowo i prowadzi w ilości
    postów..postanowilem sprawdzić jak to jest w innych miastach z którymi jestem w
    jakiś sposób związany...i muszę przyznać ,że Wasze miasto może bytć dumne ze
    swoich mieszkańców bo potraficie wspominać i spoty rosną jak grzyby po deszczu
    czego nie moge powiedzieć o Wałbrzychu gdzie idzie to mozolnie a już Tarnów
    pobił wszelkie rekordy żadnego odzewu,czyżby tam mieszkali sami przyjezdni?:)
    życzę rekordowego wątku .....pozdrawiam:)
  • rychu_z_przemysla 05.08.07, 14:47
    Iziu Korzeniowski prowadził swój sklep jeszcze
    w drugiej połowie lat 90, a dożył 100.
  • Gość: www IP: *.toya.net.pl 24.07.14, 20:45
    -szfele pamiętam
    - no a polmozbyt z ładnymi świecącymi autami na dachu
    - a tu gdzie auto fan było boisko
    -ciuchy na rogu Wincentego pola i Czarneckiego (teraz komis samochodowy)
    -flipery koło kibli a obok słynne planty
    -wino honey drink,rubin,wino marki wino,
    -kasyno milicyjne
    -rozlewnia piwa i oranżady na Mickiewicza
    -róg Smolki i 1-go maja babcie sprzedawały kwiatki
    -baraki na Zielińskiego
  • Gość: grypsio IP: 80.51.122.* 28.07.07, 20:00
    uch! Ja chodziłem do jedenastki, a później do II LO (na Basztowej oczywiście).
    U Korzeniowskiego kupowało się gumy "Donaldy" po to by zbierać historyjki
    obrazkowe. Kopać w nogę chodziło się na gimnazjum czyki na boisko I LO.
    Na "pagórku" było swietne lane piwo, później "U Bomby" na Smolki (to już lata
    80-te).
  • Gość: grypsio IP: 80.51.122.* 28.07.07, 20:04
    A się mi właśnie przypomniało: kumpel mieszkał prz placu Na Bramie ówcześnie
    mającym nazwę "Plac Karola Marksa" ale kartki wysyłane z naszych wojaży
    zaadresowane "Plac Karola z Marsa" dochodziły bez przeszkód
  • Gość: Analityk IP: *.ptvk.pl 28.07.07, 23:38
    A kto pamięta Stefana, malarz, troszkę chory psychicznie, pięknie malował ,
    mieszkał przy ul. Mickiewicza
  • jobrave 29.07.07, 10:21
    O ile dobrze pamiętam, to "szóstkę" rozwiązano, ze względu na ciasnotę - uczniów
    z roku na rok przybywało, a miejsca było coraz mniej. Ja chodziłem do
    "jedenastki" przy ul. Władycze, bo uczyła tam moja matka, która przez pewien
    czas była wice- i dyrektorem, chociaż wówczas , to raczej kierownikiem, bo
    wtedy jeszcze nie było takiej, megalomańskiej tytulatury. W "jedenastce"
    pracował prof. Ryszard Jóźwik, goegraf, pasjonat sportu i turystyki, to on
    stworzył podwaliny sekcji piłki ręcznej "Czuwaju", a "Jajo" i "Pindor", to jego
    wychowankowie. "Jedenastka" była jedna z nielicznych szkół, która w owym czasie
    miała własną salę gimnastyczną. zarówno "jedenastka" , jak i "szóstka" a po
    części i "trójka", miały opinię szkół "chuligańskich", ponieważ różny element
    tam uczęszczał, ale miało to swoje dobre strony poniewąz pomiędzy tymi szkołami
    istniało nieformalne przymierze, i swoich się nie biło, dzieki czemu mogłem sie
    swobodnie poruszać po Basztowej, Śniugurskiego, Władyczu, Smolki czy Ratuszowej.
    w "szóstce" miałem wielu przyjaciół: Adama Marciniszyna (jego brat był
    gitarzystą w różnyc przemyskich zespołach ale nadłuzej grywał w "Niedżwiadku")
    Jurka Wańkowicza, (nie wiem co sie z nim dzieje , pewnie wyjechał), Henio Kluz,
    z którym równolegle chodziłem do szkoły muzycznej, a pózniej do tej samej klasy
    w I LO (Henio-obecny ordynator oddz. pediatrycznego na Monte Cassino), Krzysiek
    Koznedra (znakomity akrobata "Czuwaju" -wyprowadził sie do Krakowa w poł. lat
    70.), Artek Gruszkowski (em. mjr. więziennictwa), "Manek" Then -operator w kinie
    "Kosmos", (ks."Szweju") do niepamiętnych czasów, Robert Niemiec ks. "Szwabu"
    -maszynista na kolei. Prawde mówiąc wiecej kolegów miałem w "szóstce", niż w
    swojej macierzystej szkółce. Kto pamieta strzelanie na Wielkanoc z metalowych
    pojemników na śmieci? Wyroby "Pomony" : wino "Wino", "Perła Bieszczadzka",
    "Kawiat Jabłoni", "Godowe", "Rubin" -tzw. siara (z wyjątkiem "Rubina", który był
    nieco lepszy gatunkowo).
    Zabójstwo na pagórku, a raczej pod pagórkiem; chodzi o Janusza Działoszyńskiego,
    którego, podczas bójki Tadek Aniołczyk uderzył cegłą w głowę. Poszło o
    dziewczynę. Po bójce, Aniołczyk zaciągnął Janusza do piwnicy jednego z domów ,
    przy ul. Tarnawskiego, położył go na wersalce i zostawił mu butelkę wina. Janusz
    zmarł po kilku godzinach. Żyłby pewnie do dziś, gdyby zamiast do pwinicy trafił
    na pogotowie. Aniołczyk dostał 25 lat.
  • Gość: epee IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.07.07, 11:57
    dobrze że Twoja Mama była tym kierownikiem, przynajmniej masz dobre świadectwo
    z podstawówki
  • Gość: przemyslanin2006 IP: *.mcon.pl 29.07.07, 21:04
    Kto się choc trochę sportem interesował,to nie mogą ujść jego uwadze gospodarze
    naszych klubów: "Piotruś" Oczoś (Czuwaj),Poldek (Polonia)czy Sianek (Polna),
    Władek Sokólski z Przystani TKKF, a przede wszystkim Jan Wojtowicz "Klisza
    pekła", "Ruina" - te ksywy pamietam), niezmordowany reporter. Na Polonii bywał
    też "Ping-pong" - facet, który na zywo komentował przebieg meczu, wywołując tym
    sporą wesołość na kilkutysięcznej (ach,gdzie te czasy)widowni. Kto chodził na
    dancingi do "Karpackiej", ten pamięta pana "Misia", który za Chiny w dżinsach
    nikogo puścic nie chciał ("Dżimsy nie wchodzą!" - krzyczał na delikwenta już
    przy drzwiach).
  • Gość: Michu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.07.07, 22:38
    A pamietacie fort-bunkier za przystankiem na jagiellonskiej swietnie bawiło sie
    tam w chowanego miał 2 duze wejscia i dwa małe po "drabinkach"?? przy nim dzikie
    boisko do nogi chyba w 90 latach zasypano wszysko. A kiermasze na 1 maja dzikie
    tłumy po ksiazki i słodycze ? Pamietam dzikie "wandoły" ze stawikiem pod obecnym
    rycerskim gdzie rosły dzikie sady i chodziło sie na maliny. A stawik na cegielni
    słowackiego obok OHP łaki i dzikie sady ciagnęły sie az pod kopiec w lecie kupe
    ludzi chodziło sie tam opalac. A stary klub niedzwiadek, obok pewex i wydawało
    sie niesmirtelny sklep filatelistyczny( na znaczki trzeba sie było zapisywać)
    pamietam w latach 80 taki wynalazek jak 1 hot dogi -były z pieczarkami najlepsze
    serwowano przez okienko tuz za mostem obok obecnego lech clubu.
  • Gość: bogna IP: *.11.14.vie.surfer.at 05.08.07, 23:30
    Gość portalu: Michu napisał(a):

    > A stawik na cegielni słowackiego obok OHP łaki i dzikie sady ciagnęły sie az pod kopiec w lecie kupe ludzi chodziło sie tam opalac.

    stawik by ponizej cegielni,z ktorej sterczal ceglany komin, opalano sie na tzw. okopisku czyli na zydowskim cmentarzu
  • Gość: Adaho IP: *.aster.pl 27.02.09, 22:09
    A obok "siedziba" kabaretu Lancet
  • Gość: ryba IP: *.hsd1.or.comcast.net 29.07.07, 22:51
    Kilka z tych nazwisk ktore wymieniasz z szostki sporo mi mowi. Byl tam jeszcze
    Sznycel ktory mieszkal na Slowackiego i Chinczyk z blokow kolejowych na
    Lukasinskiego.
  • fazi 29.07.07, 23:31
    A Sznycel nie został później milicjantem? :)
  • wampir35 30.07.07, 01:26
    Nie mam pojęcia o kim piszecie, ale zapytam o samą wymowę: dlaczego sznycel? Ja
    do dziś mówię czasem sznicel, moi znajomi z Przemyśla też tak wymawiają -
    zawsze wydawało mi się, że to regionalizm i w Przemyślu wszyscy tak.
  • Gość: bogna IP: *.11.14.vie.surfer.at 05.08.07, 23:23
    wampir35 napisała:

    > Nie mam pojęcia o kim piszecie, ale zapytam o samą wymowę: dlaczego sznycel? Ja do dziś mówię czasem sznicel, moi znajomi z Przemyśla też tak wymawiają -
    > zawsze wydawało mi się, że to regionalizm i w Przemyślu wszyscy tak.

    witaj wampir35
    wymowa sznicel, nazwy sznycel, pochodzi z okresu galicyjskiego, kiedy to z przemysla jezdilo si€ do wiednia na wiener schnitzel.
    pzdr.
  • Gość: ryba IP: *.hsd1.wa.comcast.net 30.07.07, 02:38
    Nie mam pojecia co sie ze Sznyclem (Snicel) stalo pozniej. Wiem ze sporo
    towarzystlo szlo na skroty przez Rokitnianska.
  • jobrave 30.07.07, 10:17
    Sznycel,. to prawdopodobnie Leszek Caban., rzeczywiście był, a moze nadal jest
    policjantem (choc zaczynał w milicji) a "chińczyk", to chyba Jasiński.
  • Gość: aaa IP: *.brnt.cable.ntl.com 30.07.07, 11:44
    Jasinski, zwany takze pekinczykiem :)
  • Gość: nora IP: 195.42.249.* 30.07.07, 12:27
    no wlaśnie II liceum w tym niesamowitym gmaszysku na Basztowej - to były
    przepiękne czasy! A Ptaszyn-Wróblewski i jam session w Niedźwiadku, a Przemek
    Harmonic Blues i inne lokalne gwazdy, a wyprawy po bułki na Grunwaldzką,
    dyskoteki w Nocie, lody na placu Konsytucji, w-zetki u Ciupińskiej w coctail
    barze, koncerty w WDK-u, piwo w Piekiełku ..........
  • angelshidetheirfaces 30.07.07, 13:06
    ...... i Czaję, wygrzewającą swe wdzięki w oknie pierwszego piętra kamienicy
    koło "Karpackiej"....
  • Gość: ryba IP: *.hsd1.or.comcast.net 31.07.07, 04:23
    Masz racje, Chinczyk mial na nazwisko Jasinski ale Sznycel to napewno nie
    Leszek Caban. Leszek mieszkal przy mleczarni a Sznycel po drugiej stronie
    Kremowki lub zoltej budki z pieczywem.
  • Gość: ryba IP: *.hsd1.wa.comcast.net 31.07.07, 08:38
    jobrave! Mam pytanie. Pierwszy raz zagladnolem tutaj kilka dni temu i widze ze
    masz ogrone wiadomosci na to co kiedys dzialo sie po tej lepszej stronie
    Przemysla. Rzucasz nawet nazwiskami ktore ja znam ( a niewiel pamietam, wiadomo
    gorzala :))) Czy mozesz podac ile masz lat w przyblizeniu +- 5 lat? Ja jestem
    cholernie mlody tak wiec pewnie sie nie znamy.
  • fazi 30.07.07, 13:25
    "Aldek, ty zmoro,
    Ty zginiesz jak Aldo Moro."

    - ktoś to pamięta? :)
  • Gość: ryba IP: *.hsd1.wa.comcast.net 31.07.07, 08:31
    to bylo po zamachu we Wloszech w 1974
  • fazi 31.07.07, 09:40
    Gość portalu: ryba napisał(a):

    > to bylo po zamachu we Wloszech w 1974

    To nie był zamach, tylko porwanie. Aldo Moro był włoskim politykiem, porwanym
    przez ideologicznych oszołomów z "czerwonych brygad", odnalezionym po kilku
    (chyba) miesiącach w bagażniku samochodu, w stanie nieżywym.
    Ale ta rymowanka, o którą pytam, dużo później miała miejsce, w specyficznych
    okolicznościach i miejscu, a jej związek ze sprawą Moro polegał jedynie na
    poetyckim zestawieniu rymów. :)
  • kawonde 14.08.07, 22:56
    to jeszcze raz ja,
    a kto pamieta domy cyganskie na ul. zielinskiego i cyganow i nim mieszkajacych?
    jednostke wojskowa przy ul. batorego/lwowskiej i zmiany straznikow maszerujacych
    wzdluz lwowskiej?
    kolejki przygraniczne siegajace az do "plyt"?
    wykolejenie pociagu z ladunkiem prochu i materialow wybuchowych w czasie II
    wojny swiatowej za zajezdnia mzk (ja nie pamietam, ale proch wykopywalem z ziemi
    i jaral sie pozniej niesamowicie ;-))?
    tabuny tirow jadace na medyke?
    koncert sdm na rynku i jak przerwali w trakcie bo co chwile mieli "napiecie" na
    gitarach (zapowiedzieli ze juz nigdy nie zagraja w przemyslu i imho nie zagrali
    - dziekujemy owczesnym wladzom!)?

    p.s. ja tu jeszcze wroce! ;-)


    ----------------
    pozdrawiam
    kawonde
  • fazi 14.08.07, 23:41
    Cyganów pamiętam.
    Skoro jesteś takim militarystą ;), to pewnie pamiętasz w tej
    jednostce na Lwowskiej stojący na bocznicy pociąg pancerny? Było go
    bardzo dobrze widać z ulicy.
    A nieistniejący parterowy domek na początku Lwowskiej, który miał w
    ogródku przed gankiem ustawione dwa ogromne pociski armatnie? Jeden
    z nich miał chyba z metr wysokości, drugi był trochę krótszy;
    kaliber tak ok. 250-300mm.
  • Gość: Wiesiek IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.11.07, 18:21
    Rzeczywiście piękne wspomnienia, do których dorzucę swoje. Nie pamiętacie, że jedynym mostem, przez który można było przejechać o przejść był most drewniany w miejscu mostu Siwca. Pomiędzy miastem i Zasaniem pływały krypy płaskodenne później wybudowano kładkę a jakiegoś amerykańskiego demobilu, po której jak maszerowało wojsko to amplituda kołysania miała chyba metr. KINO „Bałtyk” miało 8 osobowe loże i jaskółkę. Kantówka, do której chodziłem była szkołą czysto męską i mieściła się na Grunwaldzkiej a II liceum im. Morawskiego było na ul. Piotra Skargi. Na św. Jana gdzie dzisiaj przychodnia była szkoła żeńska im. Piramowicza a na podwórzu 14 była szkoła Aja. W latach 50-60 najlepszym zespołem Przemyśla był „Kwiatuszek”, który zawsze rozpoczynał utworem „mały kwiat” na klarnecie. W zimie jeździło się na sankach, z Wajgarta do Sanu lub z pod Zamku Katedralną Rynkiem i Wodną do Jagiellońskiej, że to niemożliwe możliwe aut prawie nie było a furmanki za nimi jeździło się na butach jak woźnica batem nie zdzielił. Pozdrawiam.
  • Gość: Tosia IP: *.mcon.pl 28.02.08, 18:29
    a "Myśliwska" , a "Kmiecianka" , a sklep myśliwski , a Cepellia ,
    a "Praktyczna Pani" , a sklep "Złoty Róg" , a Dom
    Kultury "Kolejarz" , a restauracja na dworcu , a "Zielony Rynek" na
    Kraszewskiego , a "Ciuchy" na Boh.Getta/Czarnieckiego , a
    przychodnia na Grottgera , a Milicja na Mickiewicza , a dżwięk
    butelek z mlekiem wczesnym rankiem , a ruch obustronny na 1 Maja ,
    Mickiewicza , a służbowe uniformy ( pracownicy kina , MZK ),
    a dancingi codzienne w knajpach , a Klub "Metalowiec" , a
    przedszkole w "Banku Śląskim" , a pociąg osobowy na trasie Kraków-
    Przemyśl ( 6 h ) , a aaaaa - szkoda gadać
  • Gość: oj IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.05.08, 18:02
    oj oj ojjjjjjjjjjjjjjjjjjojoj
  • Gość: mariusz1961 IP: 82.160.240.* 09.03.08, 13:12
    moze mi ktoś przypomni..bo niestety byłem małym szczylem ,który
    podróżował na ramionach swego wuja grzecznie oczekując w kolejce po
    pieczywo w piekarni u Kiby, połowa młodzieży w mieście dostała wtedy
    niezły łomot od Milicji..niestety nie pamiętam dlaczego..czyzby
    chodziło wtedy o szkołę Salezjańską???oglądałem całą zadymę z daszku
    nad wejściem do piekarni na ,który zostałem postawiony..do dzis nie
    wiem czy bułki kupiliśmy..hahahaha
  • Gość: kocur IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.05.08, 14:38
    A kto pływał na basenie w łaźni (obecnie Archiwum) przy Lelewela?
    Miałem tam kilka lekcji pływania chyba gdzies w 1970. Kiedyś swoim
    wejściem przepłoszyliśmy stadko szczurów. Basen wtedy wydawał mi się
    duży i głęboki, teraz wychodzi mi, że miał pewnie koło metra
    głębokości (pierwszakowi woda sięgała do ust) i najwyżej kilkanaście
    metrów długości.
    A zbłąkanego łosia w wykopie pod basen przy Lelewela ktoś pamieta?
    A wiszący most? Jak mówię młodym ludziom, że coś jest
    koło "wiszacego" mostu, to nie wiedzą o co mi chodzi.
  • Gość: abba jozef IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.05.08, 17:59
    Na Lelewela oprócz basenu istniała łażnia parowa. Była to wspaniała rzecz.
  • Gość: impro IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.05.08, 18:23
    Chyba do końca lat 70 a może i później w piątki i soboty do łaźni maszerowały
    kompanie żołnierzy z jednostek na 29 listopada, Okrzei i Słowackiego, a
    maszerowali ulicami, co to był za widok, szczególnie dla dzieciaka!! A z boku
    łaźni działała pralnia gdzie jako dzieciak odnosiłem pościel i ręczniki - każdy
    klient miał numer, który był nanoszony jakimś wodo i pranioodpornym tuszem na
    brzeg bielizny. A w środku stały olbrzymie pralki z bębnami o pojemności chyba z
    50 kg.

    Czy pamieta ktoś, lub jeszcze lepiej ma zdjęcia budynków stojących do polowy lat
    80 w miejscu poczty na 3 Maja i budynku TP? W miejscu poczty stał w ogrodzie
    dworek z oficyną, a w miejscu TP piętrowa kamieniczka w ogrodzie. W obu ogrodach
    były schrony przeciwlotnicze, nie wiem przedwojenne czy już powojenne. Aha no i
    studnia w miejscu gdzie dziś jest kiosk Ruchu koło poczty. Przy studni leżały w
    blaszance bukiety kwiatów, które można było "kupić" wrzucając do przywiązanej do
    studni butelki po śmietanie 2,5, później 10 i 20 złotych. Dzisiaj niestety nie
    do pomyślenia. Dla ciekawych: w budynku gdzie była przychodnia, a dziś są jakieś
    handle przed wojna mieszkał dowódca X korpusu gen. Mieczysław Norwid Neugebauer
    z rodziną.
  • Gość: Roman IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.12.13, 18:57
    Basen miał dokładnie 18.5 m długości. Trenowało się na nim kilka razy w tygodniu.
  • Gość: ryba IP: *.hsd1.wa.comcast.net 31.07.07, 08:29
    A czy pamietacie DREWNIANA KLADKE nad obecnym tunelem w drodze na "ciuchy"
    uwielbialem stac wtedy na niej jak odjezdzaly pospieszne do "Mojrzeszowa",
    mogles sie tam znalesc w (Mojrzeszowie) zastraszajacym tepie dwoch godzin.
    Pamietam jak sie jezdzilo na kryty basen poplywac. Pamietacie sklep monopolowy
    na Slowckiego obok poczty (zaraz przy boisku Huraka (gdzie smarowali siatke
    tawotem aby ferajna nie robila sobie skrotow) gdzie mozna bylo sobie kupic
    Stowowa nawet w butelkach 100ml?
  • fazi 31.07.07, 09:51
    Kładka tylko pomost miała drewniany, reszta była "żelazna". Wejście na nią było
    na końcu uliczki, za tym budynkiem, w którym później zrobiono wejście do tunelu.
    "Ciuchy" nazywały się "targowica" i mieściły się na narożnym, błotnisto -
    gruzowym placu za kamiennym mostem - tam, gdzie teraz stoi paskudny budynek
    banku. Ale sprzedający, głównie dystrybutorzy pijawek w słoikach i tureckich
    chustek, obsiadali też murki kamiennego mostu.
  • wampir35 31.07.07, 23:16
    Te pijawki w słoikach pamiętam z dzieciństwa, ale jak przez mgłę.
  • Gość: realista IP: 80.55.73.* 12.08.07, 18:41
    A Woźny Frankiewicz w "dwójce" na Zasaniu? On topotrafił być
    dokuczliwy.
  • Gość: wspominacz IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.07.07, 08:49
    A kiosk Pana Holweicza na Zasaniu na 3-go Maja, tam, gdzie teraz jest
    kwiaciarenka ze śłiczną panią włąściciel - szefową. I jego fura teczek na
    wszystkie gazety.
  • Gość: elma IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.05.08, 20:45
    nooo...........
  • Gość: wspominacz IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.07.07, 08:50
    A ruiny zajazu - gospody na 3-go Maja, dzie miód i wino sie piło i slarbów
    szukłao. Teraz tam stoi blok ze sklepami.
  • Gość: Zenek IP: *.mcon.pl 31.07.07, 23:37
    Dziewczyny chodzące w modnych dżinsach z peweksu.
  • Gość: wspominacz IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.07.07, 09:00
    A "stok narciarski" na wzgórzach koło strzelnicy ( idąc od Polleny Astry),
    gdzie wybrancy jeździli na nartach na rzemyki.A tak na marginesie, los obu
    stoków będzie podobny.
  • Gość: Roman IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.12.13, 19:02
    To były Wilcze Doły, jeździłem tam na nartach, górka obok Cmentarza, dzisiaj jest tam Liceum.
  • Gość: wspominacz IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.07.07, 09:02
    A mafia kolesi z "BUD". którzy się wykazywali różnymi pomysłami. Tadek D.
    Władek K.i inni.
  • Gość: wspominacz IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.07.07, 09:05
    A kilometrowe kolejki po kilkanaście butelek 0,33 literka racjonowanego przez
    sklepowe piwa "Leżajsk" w sklepie wojskowym na Zasaniu przy 3-go Maja. Tam,
    gdzie wczesniej były ruiny zajazdu. Ha Ha. Ale można było obrócić kilka razy.
  • Gość: przemyslanin2006 IP: *.mcon.pl 31.07.07, 23:52
    Ktoś z sentymentem wspominał kiosk pana Hulewicza,który potrafił namówic
    klienta na zakup nawet ... kilkunastu tytułów. - Co, "Kobietę i Życie" dla
    mamy, a czytałeś w "Trybunie", mam nowy "Sport", ale nie wiem czy wiesz jak
    fajnie napisali w "Żołnierzu Wolności" ... - to były znakomite dialogi na
    cztery nogi. Nie mozna zapomniec i o kiosku pana Oziminy przy Moście Orląt.
    Swego czasu był nawet taki żart, że piłkarze Czuwaju (Polonii)wzmocnia się
    dwoma zawodnikami Ruchu: Hulewiczem (jego syn, Janusz, grał w Czuwaju)i
    Oziminą! W latach 60-tych na Pagórku (dziś stoi tam blok, gdzie kiedyś
    był "Pewex") był kiosku Ruchu,w którym sprzedawał pan Bąk. Nie dosłyszał i
    wychodziły z tego fajne jaja.Kiedyś byłem świadkiem, jak gośc poprosił
    o "erosy", a Bąk na to: - Jakie losy? Nie ma żadnych losów, jak bedą to
    powiem!
  • Gość: kaśka IP: *.mcon.pl 03.08.07, 22:35
    cukiernia p.Kowalskiego na Zasaniu przed mostem
    "ciurek" poniżej starej skoczni w parku,
    murowany kiosk u wylotu Smolki i Słowackiego,
    Szkoła Organistów przy Kościele Salezjanów, z tej szkoły wyszedł Józek Chomik
    póżniejszy śpiewak operowy,
    Józio Huzar .śpiewający Ta noc w Palermo,
    Pani Maciupowa wpuszczająca swoich gości na dansingi w Klubie Garnizonowym na
    Grodzkiej,
    stary most przed wybudowaniem obecnego obok EMPiK,
    przystań na jazie,
    a przy okazji kolekcjoner z Puszkina to przedwojenny farmaceuta lwowski pan
    Męciński,
    Szkoła 4 przy Grunwaldzkiej słynna kantówka z wożnym panem Kaczmarskim,
    Dom Harcerza i Mackiek Boć,
  • fazi 04.08.07, 01:44
    O-ho-ho! .... Kaśka! :)

    "ciurek".... - no jasne, jakże by!
    resztki przystani na jazie jeszcze tkwią tam pewnie w wodzie; niektóre elementy
    były betonowe.

    A pamiętasz wiszące wzdłuż mostu, tego obecnego, rozpięte między latarniami
    sznury żarówek? Cóż to była za iluminacja!

    Dzięki za przypomnienie nazwiska kolekcjonera z Puszkina.
    Kaśka, snuj dalej... :)))
  • Gość: kaśka IP: *.mcon.pl 04.08.07, 14:15
    a kto pamięta ,że Ozimina handlujący w kiosku na Placu Konstytucji ( obecnie są
    tam toalety) chodził zawsze z ołówkiem zatkniętym za uchem,
    uczniowie idący parami z internatu do szkoły,
    żołnierze maszerujący czwórkami na ćwiczenia albo do łaźni,
    buda rakarza czyli "hycla" łapiącego bezpańskie psy
  • Gość: kaśka IP: *.mcon.pl 04.08.07, 14:16
    a jeszcze zielony rynek ( obecnie jest tam parking przy Jagiellońskiej) ze
    straganami i budami GS
  • rychu_z_przemysla 05.08.07, 15:01
    fazi napisał:

    > A pamiętasz wiszące wzdłuż mostu, tego obecnego, rozpięte między latarniami
    > sznury żarówek? Cóż to była za iluminacja!


    To już lata 80.
  • fazi 06.08.07, 00:04
    Być może, Rychu. W latach 80 byłem rzadkim gościem w Przemyślu i niewiele
    pamiętam z wystroju miasta w tamtym okresie. To o czym napisałem dotyczyło
    raczej drugiej połowy lat 60. Wówczas podobne sznury żarówek kołysały się na
    wietrze również nad ul.Mickiewicza, ale rozciągnięte były poprzecznie.
  • Gość: jobrave IP: *.brnt.cable.ntl.com 12.08.07, 23:18
    witam wszystkich po dluzszej nieobecnosci. Rybie podaje swoj dokladny wiek - 14
    listopada skoncze 51 lat ( ale wygladam na 25,5 :)), i stad pamietam rozne
    rzeczy z okresu carbonu i pozniejsze. Od urodzenia mieszkalem wraz rodzicami i
    bracmi przy ul. Kilinskiego, mama nadal tam mieszka. Po maturze wyjechalem na
    piec lat i po powrocie zamieszkalem przy ul. Zaleskiego (boczna Slowackiego, k.
    mleczarni). Pamietam doskonale jaz na Sanie, czyli tame wykonaná (pleciona) z
    faszyny i ziemi, chodzilem tam z ojcem,bedac jeszcze dziecieciem, i
    przypatrywalem sie jak rodziciel skakal z tej tamy do wody. Pamietam rowniez
    drewniana kladke czy raczej most drewniany na Sanie, balem sie przechodzic
    przez nia , bo w jednym miejscu byla wyrwa i balem sie, ze w nia wpadne.
    Pamietam rowniez przedwiosnia, ktore poprzedzaly wiosne, teraz juz ich nie ma,
    po zimie od razu nastepuje lato. w kamienicy przy ul. Kilinskiego gdzie
    mieszkalem, naszym sasiadem byl zankomity pediatra doktor Edwar Seman, wspanialy
    czlowiek i wspanialy lekarz, zamarl przedwczesnie na raka w wieku bodajze 56
    lat, pietro wyzej mieszkal ginekolog dr Drewniak wraz zona, ktora byla
    stomatologiem oraz dwiema corkami: Beata i Dorota, nie wiem co sie obecnie z
    nimi dzieje, na tym samym pietrze mieszkala z rodzicami znana obecnie przermyska
    lekarka Bozena Bilo-Erechemla, ktora wozila mnie w wozku jak bylem dzieciakiem
    (ona zreszta tez ale niewiele starszym), wozki wazyly w owych czasach mniej
    wiecej tyle co naczepa od 'tira'. Baiwlismy sie zazwyczaj w kowbojow i Indian i
    na bakonczyckich walach (forty) budowalismy szalasy, tipi, luki i bolcowki
    wykonwyalismy wlasnorecznie, groty strzal robilismy z wygrzabnych na fortach
    wystrzelonych pociskow. Prowadzilismy wojny z ul. Glowackiego, na kamienie,
    drewniane miecze, deski itp. Pewnego razu w okolicach Kopca tatarskiego
    znalazlem nieco nadrdzewaily helm hitlerowski , oczyscilem, pomalowam na
    zielono, mial on jednak ten mankamet, ze nie mial w srodku wkladu, o tym ze jest
    on potrzebny przekonalem siebolesnie kilka dni pozniej kiedy prowadzilismy
    kolejna bitwe z parafia Glowackiego. Przywdzialem go sobie na glowe nie zdajac
    sobie sprawy z tego, ze helm bez wkladu nie amortyzuje uderzenia. Pewny, ze moja
    glowa jest dobrze chroniona, wyruszylem na pierwszy ogien i od razu dostalem w
    leb deska od Leszka 'Cygana', zobaczylem wowczas wszytskie planety krazace wokól
    Syriusza wraz z ich ksiezycami oraz nieodkryte do dzis przez astronomow ,
    galaktyki. Pozniej juz, nauczony doswiadczeniem wkladalem do srodka jakies
    szmaty. Pamietam oczywoscie pan Mecinskiego oraz przedwojenny samochod
    zaprakawoany zawsze przy Puszkina - 'Adler Junior', do dzis pamietam te
    przecudowna sylwetke. Pamietam rowniez Bronka Wildesteina, b. prezesa TVP,
    obecnie publicyste ,Rzeczpospolitej, chodzilem z nim do jednej szkoly,
    'jedenastki' przy ul. wladycze. Moja matka byla jego wychowacznia. Kiedy ja
    zaczynalem szkole, Bronek akurat ja konczyl, jego ojcieb yl lekarzem i
    komendantem szpitala wojskowoego przy ul.slowackiego.
  • fazi 14.08.07, 15:18
    Jobrave, wyglądasz na 25,5? To Ty stary jesteś - ja w porywach
    wyglądam co najwyżej na 22... no, na 24! :)

    Doktor Edward Semań to jeszcze jedna legenda. Prawdziwy lekarz z
    powołania, zawsze gotowy do niesienia pomocy małym pacjentom. Nigdy
    już nie spotkałem tak zaangażowanego lekarza i tak przyjaźnie
    nastawionego do wszystkich człowieka. Jego interwencji zawdzięczam
    życie po tym, jak jakiś felczer nie rozpoznał u mnie zapalenia
    wyrostka i przez trzy dni "leczył" mnie środkami przeczyszczającymi.

    Faszynowego jazu nie pamiętam, natomiast pamiętam, że - poza
    fragmentami drewnianych pali - po jazie pozostał pod wodą,
    prostopadle do brzegu od strony Zasania, betonowy próg z umocowanymi
    do niego stalowymi kółkami.
    Ci goście z Głowackiego to zawsze jacyś tacy zadziorni byli. Moja
    przygoda ze ścigającym rowerzystą też na tej parafii miała miejsce.
    Czy Leszek "Cygan" to przypadkiem nie ten z mieszanej rodziny -
    matka Cyganka (rzeczywiście piękna kobieta była), ojciec Polak?
  • Gość: realista IP: 80.55.73.* 14.08.07, 20:15
    A Pan Woźny Frankiewicz z dawnej " dwójki". To był postrach.
  • Gość: jobrave IP: *.brnt.cable.ntl.com 14.08.07, 20:16
    Tak, to ten sam, jego ojciec byl 'bialy', utykal na noge, jego zona, a matka
    Leszka, byla Gyganka. Po jakims czasie przeprowadzili sie na ul. Smolki. A Ty
    Fazi, przemieszkiwales gdzies w tamtych okolicach? tzn. Kilniskiego , Puszkina,
    Prusa itd.?
  • fazi 14.08.07, 23:46
    Przemieszkiwałem, a jakże - 20 lat. Mama w dalszym ciągu tam mieszka.
  • Gość: lopek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.08.07, 09:44
    Przy Słowackiego, koło mleczarni był taki mały parterowy domek (teraz chyba jest tam pusty plac), kojarzy mi się z Felczyńskimi od dzwonów. Może ktoś pamięta lub wie czy tak było.
  • Gość: ryba IP: *.hsd1.or.comcast.net 12.11.07, 22:07
    Hey jobrave.
    Jak widac troche czasu zajelo mi odpisanie :)) Lepiej pozniej niz
    wcale. Tak jak sie domyslalem mieszkalismy obok siebie.
    Prawdopodobnie sie znalismy z widzenia (jak wszyscy w Przemyslu)
    Ja mieszkalem naprzeciwko Kaski. Z balkonu mialem widok na
    nieistniejacy juz dom w ktorym mieszkal Rysiek Fenik, ktorego
    powinienes znac. Powinienem miec w domu jeszcze zdjecia jak nie bylo
    jeszcze blokow kolejowych a stal za to jeszcze dom na ogrodzie
    miedzy Slowackiego i tymi blokami w ktory starsze malzenstwo robilo
    jakies zabawki na kiermasze.
  • kawonde 14.08.07, 23:00
    a zagloba i zaglobianka to jeszcze jest? ;-)

    pozdrawiam
    kawonde
  • Gość: bogna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.08.07, 23:30
    Wspomnienia,wspomnienia, jak czytam Wasze wspomnienia to łza mi się w oku kręci. Park przemyski z ciurkiem. Klombik z ławkami koło figurki Pastuszka. Tam się całowałam z chłopakami wieczorkiem, jak mamusie z wózkami poszły do domu. Nawiasem mówiąc sama tam jeżdziłam z wózkiem w póżniejszych czasach.
  • Gość: bogna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.08.07, 23:36
    fajnie się wspomina. A może powspominamy spotykajac się osobiście ?? Jestem właśnie w rodzinnym mieście i aż się do tego pomysłu palę.
    Co Forumowicze tego wątku na to??
  • Gość: jobrave IP: *.brnt.cable.ntl.com 14.08.07, 23:37
    z chopakami, czy z chlopakiem?
  • Gość: bogna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.08.07, 23:38
    jobrave, szczęśliwie się złożyło,że z chłopakami.
  • Gość: jobrave IP: *.brnt.cable.ntl.com 16.08.07, 19:36
    Chetnie bym sie spotkal, np. na tej lawce kolo Pastuszka, ale wyjechaem na dosc
    dlugo.
  • Gość: bogna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.08.07, 21:37
    Nie ma sprawy. JAk wrócisz daj znać. Zacznij nowy wątek pt: "WRÓCIŁEM".
    Przeklikamy (wybierzemy)odpowiednią ławeczkę pod Pastuszkiem

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka