Dodaj do ulubionych

Zobaczyć Ulucz i... żyć

03.03.08, 14:40
Ulucz to miejsce niezwykłe nie tylko ze względu na przecudną
drewnianą cerkiewkę, ukrytą pośród cmentarza na szczycie
malowniczego wzgórza Dębnik. To także tragiczna historia wioski,
wielokrotnie palonej i grabionej przez Wojsko Polskie i smutna dola
Uluczan, wyrzuconych stąd siłą na Ukrainę i Ziemie Odzyskane.

Dzisiaj Ulucz to kilkanaście powojennych domów, popegerowskie
czworaki, zdewastowane budynki PGR-u, nieczynna szkoła i niedawno
uruchomiona żwirownia. I gdyby nie cerkiew, to mało kto by tutaj
zaglądnął. No może poza dawnymi mieszkańcami Ulucza, zjeżdzającymi
tutaj pod koniec maja na coroczne spotkania Uluczan. Wioska wtedy
odżywa: jest nabożeństwo w cerkwi na Dębniku, są ogniska, śpiewy,
występy zespołów, spacery po dawnych miejscach. Przez te kilka dni
Uluczanie są znowu jedną wielką rodziną. U siebie, w Uluczu...
Edytor zaawansowany
  • tawnyroberts 03.03.08, 14:56
    Przed laty ukazał się w "Dzienniku Polskim" artykuł "Siła Tarasa",
    poświęcony historii i teraźniejszości Ulucza, widzianych oczyma jego
    dawnych mieszkańców - Wasyla Czarneckiego i Stefana Czebieniaka.
    Czarnecki jest pomysłodawcą i organizatorem corocznych Zjazdów
    Uluczan, odbywających się tam nieprzerwanie od 1990 roku i temu
    tematowi autor tekstu - Tadeusz Prusiński, poświęca także sporo
    miejsca.


    "Siła Tarasa"

    Wywieźli nas i całą wieś pod koniec kwietnia 1947 r. I nie wolno
    było wracać. Ale w 62 roku pojechałem pierwszy raz. Śledzili mnie,
    oczywiście. Wylegitymowałem się, że pracuję w PKS-ie, mam urlop i
    jako turysta zwiedzam Ulucz. Zrobiłem wtedy zdjęcia ruin naszej
    piwnicy, którą wywalono granatem... O, to są resztki naszych
    fundamentów. A to jest nasz sad – tu grusza, tu jabłoń, te dwie to
    czereśnie. Zdziczałe od dawna. A to śliwy, rosły pod oknem.

    Inżynier mechanik Wasyl Czarnecki, rocznik 39, takich fotografii w
    swoim domu w Łęgajnach pod Olsztynem trzyma stosy. Nie mieszczą się
    w pudełkach. Z wyjazdów w ostatnich latach ma filmy wideo. W
    teczkach leżą spisane własnoręcznie z oryginałów kopie wspomnień
    mieszkańców dawnego Ulucza. Są też bruliony z notatkami. I mapa
    Ulucza, który istniał do 28 kwietnia 1947 roku. – Wszystko to ja
    niby spisywałem, gdy ludzie mi opowiadali. Ale właściwie są to ich
    listy, kierowane do mnie na moją prośbę – tłumaczy Czarnecki. –
    Dochodziły do mnie przez kogoś. Jak do cerkwi przyjeżdżali, to mnie
    dawali te listy.

    – Tę mapę sam tworzyłem, kiedy mnie jeszcze ścigali. Dziesięć lat
    temu nawet mnie przesłuchiwali w tej sprawie. Znalazłem wszystkich
    wysiedlonych, gdziekolwiek mieszkali... – mówi i rozkłada na
    wersalce płachtę papieru z legendą „Ulucz 1939 r.”. Ze sztabową
    dokładnością zaznaczył na niej drogi, mosty, cerkwie, kapliczki,
    cmentarze, rzeki, potoki, bagna, domy, studnie, podziemia, młyny
    wodne, stawy, wąwozy, wierzchołki, warstwice. Z boku mapy
    przytwierdzona jest mniejsza płachta – ze spisem wszystkich rodzin.
    Trzy rzędy nazwisk. 341 numerów. Z tego jeżdżenia wzięło się jeszcze
    kilkadziesiąt stron o Uluczu w naukowych książkach o losach
    Ukraińców.

    Ulucz leży między Sanokiem i Birczą. Do 1946 roku był wielką wsią.
    Mieszkało w niej 2,5 tysiąca ludzi. Ciągnął się przez sześć
    kilometrów i dzielił na Krajniki, Kut, Dołów. Czarneccy mieszkali na
    Krajnikach, „na przedłużeniu siodła między wzgórzami Dziwino i
    Siodło". W połowie Ulucza, na wzgórzu Dubnik, stała drewniana
    cerkiew. Za Dubnikiem druga, którą w 1926 roku budował m.in. ojciec
    Wasyla, cieśla.

    Dzisiaj nic z tego, co narysowane na mapie Czarneckiego, nie ma.
    Teraz Ulucz jest skurczony – od mostu na Ponykwie, wpadającym zaraz
    za nim do Sanu, do mostu na Borownicy, która półtora kilometra dalej
    też wpada do Sanu. W sumie kilkanaście domostw, wybudowanych w
    latach 60. Przy Borownicy baraki, postawione przez PGR, którego już
    nie ma. A po drugiej stronie rzeki została cerkiew na Dubniku. Dalej
    chaszcze. I wszędzie bezrobocie.

    *Ulucz umierał trzy razy*

    Aż skonał 28 kwietnia 1947 roku.

    Stefan Czebieniak, od 35 lat lokator bloku w Olsztynie, który we
    wrześniu „roku pamiętnego” miał sześć lat, opowiada, że wtedy w
    Uluczu zjawili się najpierw uciekinierzy. Gnali na wschód. Potem
    przyszli Niemcy. – Bardzo ładnie się prezentowali w sensie
    wizualnym. Na rowerach, motocyklach, na samochodach – przypomina
    sobie swój dziecięcy zachwyt. – Nawet widziałem dwóch na koniach.

    Później była „taka pustka”. – Niemcy poszli na wschód, a tu nikogo,
    żadnej władzy. No i 18 września przyszli Sowieci (myśmy
    mówili „Moskale”), z tymi swoimi wintowkami – wspomina – i od razu
    zaczęli organizować władzę radziecką. Powołali sielsowiet,
    trzyosobową radę. Tworzyli ją Bachorski Michał, Polak, Żyd Chaschiel
    i Michał Mich, Ukrainiec. Skład sielsowieta był więc
    odzwierciedleniem stosunków narodowościowych. – Pełny
    intrernacjonalizm – ironizuje Czebieniak. – To był styk trzech
    kultur i panowała pełna harmonia – twierdzi Stefan Czebieniak, od
    1975 roku doktor za dysertację „Koszty kształcenia absolwentów
    techników rolniczych w województwie olsztyńskim”.

    Harmonia objawiała się m.in. tym, że Żydzi przed szabasem
    wynajmowali na trzy dni młyn Czebieniaków i sami robili mąkę z
    własnego zboża. Albo tym, że jeżeli Polak ożenił się z Ukrainką, jak
    Stefana Czebieniaka wuj Teodor Polański, i jeżeli urodził się im
    syn, to chrzczony był w kościele. Córkę wieziono do cerkwi. Doktora
    Czebieniaka ochrzczono w cerkwi. Jego dwie siostry też, chociaż
    matka była Polką, a ich dziadek, młynarz Jan Polański, który także
    umiał czytać i prenumerował „Miesięcznik Katolicki”, co niedzielę
    jeździł na mszę do kościoła w sąsiedniej Borownicy, polskiej wsi.

    Sielsowiet w Uluczu już był, zaraz też przyszła pora na kołchoz.
    Młynarz i właściciel tartaku Michał Czebieniak czuł, że nowa władza
    może go znacjonalizować. Zaprosił więc sowieckiego oficera na dobry
    obiad i przy kolejnej flaszce dowiedział się, jak może tego uniknąć.
    Zapisał się do kołchozu. Ale gdy miało być pierwsze zebranie
    zaniemógł. Chorował półtora roku. Ozdrowiał nagle 22 czerwca 1941
    r., w dzień napaści Hitlera na Rosję.

    Drugi raz Ulucz umierał, gdy uciekli Moskale, sielsowiet z nimi, a
    nastali Niemcy. Po kilku dniach wrócił pierwszy „czlen sielsowieta”,
    Ukrainiec Mich. W biały dzień. Szedł przez wieś, nie krył się. – Jak
    to zobaczyli swoi, chcieli go rozszarpać – pamięta Czebieniak. –
    Uratował go Niemiec. Potem wysłał do Oświęcimia. Żyd Chaschiel był
    mądrzejszy. Wrócił nocą i siedział w domu jak trusia. I gdyby nie
    przywieziono do sklepu nafty, gdyby wszyscy nie rzucili się po nią z
    butelkami, bańkami i gdyby komuś tam nie zabrakło butelki, pewnie by
    nie wpadł niespodziewanie do Chaschielowej i Oświęcim może by ominął
    Chaschiela. Jednak najmądrzejszy był trzeci z „czlenów sielsowieta”,
    Polak Bachorski. Nie wrócił do Ulucza, tylko zahaczył się u rodziny
    we Lwowie. I wojnę przeżył. – Każdy czekał, że jak poszła ta hołota
    moskalska, to będzie dobrze – mówi Czebieniak – a tu drugie piekło.
    Ludzie umierali z głodu. Tyfus brzuszny. Puchli i umierali. Całymi
    dniami.

    Trzecie umieranie Ulucza zaczęło się w lipcu 44 r., gdy wrócili
    Moskale. Zamienili Niemców w okopach. Ale katiusze nie wiedziały o
    tym i biły w swoich...


    *Piekło*

    Moskale nie zakładali sielsowieta. Nie dociekali jakim to sposobem
    młynarz Czebieniak ozdrowiał. Tylko zostawili w polskiej
    Borownicy „faceta nazwiskiem Jan Kotwicki, który praktycznie był
    bandytą, gdzieś tam przeszkolony przez NKWD", a w Birczy płk
    Kotwicki zorganizował oddział samoobrony, żeby chronić, jak i
    Moskale, okoliczne wsie przed „bandami UPA”. – O UPA nikt u nas nie
    miał pojęcia. Ale tak nastała władza ludowa. I znowu piekło –
    wspomina Stefan Czebieniak. – Ta samoobrona np. przyszła na Święto
    Jordanu (święcenie wody) 19 stycznia 1945 r. do wsi Połukoma i
    wyrżnęła w pień 360 ludzi. Księdza greckokatolickiego Łemcia ubili
    przy ołtarzu. Widział to jego pięcioletni syn. Do dziś w Połukomie
    piekło. Nie ma zgody na wspólną mogiłę. – Bo do dziś mieszkają tam
    Polacy, którzy byli w tej bandzie, wymordowali rodzinę, wzięli dom i
    są – powtarza Czebieniak to, co słyszał.
  • darino 04.03.08, 09:15
    Niestety brak materiałów na jego temat, ale przypuszczalnie
    enkawudzista. Jego banda wymordowała wielu Ukraińców, a ponosi też
    pośrednio winę za śmierć wielu Polaków i spalenie Borownicy, jako
    pokłosie jego działalnosci. Pojawił się nagle, i tak samo zniknął.
    Ciekawe gdzie realizował następne zadania ?
  • msob1 29.10.08, 09:57
    Tawnyroberts, czy mógłbyś podać dokładne dane literaturowe tego artykułu w GP?
    Potrzebne to jest do zredagowania odnośnika źródłowego w artykule o Uluczu w
    Wikipedii. MS
  • tawnyroberts 29.10.08, 22:23
    Podałem je pod czwartą, ostatnią częścią artykułu, ale powtórzę
    także w tym miejscu.

    Tadeusz Prusiński, "Siła Tarasa", Dziennik Polski, nr 103 (15769),
    2 maja 1996 r.
  • darino 30.10.08, 02:12
    Ostro walczysz o ten artykuł. Życzliwie kibicuję i pozdrawiam !
  • tawnyroberts 03.03.08, 14:59
    Bandyci Kotwickiego, wspólnie z tym ruskim pułkiem, łącznie z ludźmi
    z sąsiedniego Witryłowa i Temeszna napadali na naszą wieś nieraz.
    Ratunkiem były okoliczne lasy. Oni tam się nie zapuszczali –
    opowiada Wasyl Czarnecki. – Grabili wszystko. Kogo zastali w domu,
    to zastrzelili, zadźgali, rzucali w ogień – dodaje i na dowód
    wyjmuje z teczki kopię listu Jana Dobrzańskiego, wówczas 17-latka.
    Po wysiedleniu Dobrzański był krawcem w Prabutach, a potem w Sanoku,
    jak już wolno było wracać w latach 70.

    „Dnia spalenia całej wsi nie pamiętam, ale był to chyba początek
    czerwca 1946 roku – tłumaczy z ukraińskiego Czarnecki. – My we dwóch
    z sąsiadem Szlachtyczem Iwanem schowali się u niego w kryjówce pod
    domem. (...) Żona Szlachtycza potem nam mówiła, że wojsko pali wieś.
    Przez lufty, którymi wchodziło powietrze, my poczuli dym. (...) Po
    trzech godzinach my ostrożnie wyleźli z kryjówki i zobaczyli, że
    chata nasza stoi cała, ale naokoło same tylko zgliszcza. I serce z
    bólu pękało, co się stało z tym przepięknym Uluczem. (...) Poszedł
    ja koło chaty sąsiada, Wasyla Moskala. On był inwalidą jeszcze z
    czasów austriackiej wojny. Na górze, koło chaty, on leżał zabity, bo
    nie mógł uciekać. To był starzec. Tam, gdzie leżał, ja wybrał dół i
    tam ja go pochował. Troszkę dalej był zabity i rzucony w ogień
    Michajło Sośnicki, takoż inwalida z austriackiej wojny.”

    Według Dobrzańskiego, który już nie żyje, Ulucz był skazany na
    zniszczenie i spalenie dlatego, że była to wieś, w której
    najbardziej rozwijała się świadomość kultury ukraińskiej w wyniku
    działania „Proświty” (tj. Towarzystwa Oświatowo-Kulturalnego – red.).

    „(...) Najwięcej ludzi było zabitych z Dolisznio Kincia, teraz z
    Dołowych – zapamiętał Dobrzański. – Podaję nazwiska tych ludzi:
    rodzina Kułyki – ojciec Mikołaj, jego żona Maria, Kułyk Nikodem,
    jego brat Kułyk Andrzej, żona Warska Tamara, Podolak Michał – był
    sparzony ogniem i zastrzelony; Tchórz Onufry, Pawłowski Iwan i jego
    żona Chiwria Zastawska byli spaleni w swojej chacie, bo ona była
    bezwładna, Moskal Zachar i żona Łewkowicz Kateryna, Szuba Zosia,
    Kłysz Iwan i Łewkowicz Teodor również zostali zabici w czasie
    palenia wsi. Jeszcze wiele strachów i przeżyć my mieli do chwili,
    kiedy nas wysiedlono. Podaju szczyru prawdu ze swojeju dołeju,
    prawdywuju, ruczuś i pidpysuju własnoruczno. Dobrzański Jan” –
    ostatniego zdania listu Wasyl Czarnecki już nie tłumaczy.

    Śmierć Iwana Kłysza i Zosi Szuby, jego siostrzenicy, Czarnecki
    widział na własne oczy. – Schowali się do piwnicy, jak tylko
    przyszło wojsko (to było polskie) z ormowcami Kotwickiego, a oni
    podpalili ją. Ta dziewczyna miała cały bok wypalony. O Jezu, jak ta
    matka rwała sobie włosy... Stefan Czebieniak widział, jak polski
    żołnierz zastrzelił Teodora Jawornickiego. – Po wysiedleniu wdowa z
    dziećmi trafiła do Zielonej Góry. Ten żołnierz też tam mieszka.
    Wiedzą o sobie. On się jej przyznał. Mówi, że to wojna była i trudno.

    Wtedy Ulucz spłonął niemal doszczętnie. Zostały cerkwie i jeden dom,
    stojący do dziś. Wszyscy mieszkali w piwnicach (jak Czebieniakowie),
    w lepiankach, szałasach albo w ziemiankach (jak Czarneccy). – Zimą,
    w lutym 47, na te lepianki jeszcze napadli – przypomina sobie
    Czarnecki.

    *Rozstrzelali i wszystko poszło*

    Potem przyszedł 28 kwietnia 1947 r. Czarnecki pamięta, że od rana
    ładna pogoda była. – Ogłosili zebranie. Mnie ojciec za rączkę wziął
    i myśmy poszli na to zebranie. Porucznik wojska polskiego przyjechał
    na gaziku i ogłosił, że od dziesiątej do dziesiątej dwadzieścia
    wszyscy muszą być spakowani i maszerować drogą przez Hroszówkę,
    Jabłonicę do Wary. Przez San oczywiście. Tam był punkt zborny.

    Tak w Uluczu zaczęła się akcja „Wisła”. I trzeba było wszystko
    zostawić. Dom, dwa hektary, w skrzyni zboże, pola obsiane... Wojsko
    wyganiało z domu. Jak ktoś nie wychodził, to rozstrzeliwali na
    miejscu. Jak rozstrzelali kilka osób, to wszystko ruszyło...
    Czarneccy szli piechotą z tobołami na plecach i dziećmi na rękach.
    Czebieniakowie na wozie, zaprzężonym w dwie krowy (druga szwagra). W
    bród przez San. W mijanych wsiach słyszeli „O, Ukraińcy, won”. –
    Nawet i kamień nieraz poleciał – przypomina sobie Stefan Czebieniak.
    Wędrowali tak trzy dni. Pierwszego maja byli w Sanoku, Wasyl
    Czarnecki pamięta, że była defilada. Ludzie szli, śpiewali...

    Na przydworcowym placu koczowali tydzień, „z tym, że śniadania i
    obiady dawali”. Spanie pod gołym niebem. Wreszcie załadowali
    wszystkich w towarowe wagony. Tłok. W niektórych, jak w wagonie
    Czebieniaków, ludzie z krowami. Czarneccy mieli luksus, w ich
    wagonie nie było skaciny. Jechała za nimi. – Pamiętam to, bo trawę
    skubaliśmy po drodze, jak gdzieś pociąg stanął. A to wszystko
    chciało jeść, ryczało niesamowicie. Oświęcim. Punkt rozdzielczy. –
    Jak zobaczyliśmy „Stacja Oświęcim”, to żeśmy pomyśleli, że chyba do
    obozu. Każdy przelęknięty – przyznaje Czarnecki. – Ale nie.
    Odczepiali wagony. Jedne pojechały do Zielonej Góry, do Wrocławia, w
    Koszalińskie, inne, jak nasz, w Olsztyńskie.

    *Na nowej ziemi*

    Susz koło Iławy. Stąd Czarneckich powieźli podwodami do Rodowa,
    osiem kilometrów za Prabuty, gdzie większość mieszkańców pochodziła
    zza Buga. Czebieniaków do Grabowca koło Iławy. Jednych i drugich
    osiedlono w zniszczonych domach. Ojciec Wasyla zrobił okna, drzwi z
    desek ze starej niemieckiej stodoły, szyby jakieś tam z rozwalonej
    obory przyniósł, wstawił... – Ale i to powybijali. Na skargę szliśmy
    do tych rodzin, to się tam śmiali: „A co wy myśleli? Wy tu
    przyjechali, by nam służyć.” I nikt nas nie nazywał inaczej, tylko
    rezuny ukraińskie, banderowcy, bulbowce... No, nie szło tu żyć.

    Zdecydowaliśmy się na wyjazd na Ukrainę – Wasyl Czarnecki dzisiaj
    opowiada to bez większych emocji, ale dokładnie pamięta tamten
    strach. Ojciec pojechał więc do ambasady radzieckiej w Warszawie, to
    odesłali go do konsulatu w Gdańsku. Nie zdążył przyjechać z Gdańska,
    a już sołtys był u nich w domu z pracownikiem Urzędu Bezpieczeństwa
    z Susza. – I ten pracownik mówi: „Panie Czarnecki, po co pan
    jeździł? Nie lepiej było do nas przyjechać?”. A ojciec: „Ja już u
    was byłem.” Wzięli go po wizycie dziadka i wujka, co się odnaleźli
    po wysiedleniu w Olbrachtówku koło Susza, a nie wolno było się
    kontaktować. I ktoś tam doniósł. To wzięli ojca na trzy dni, a jak
    wrócił, to miał całe plecy czarne. I po tym zajściu ojciec
    zdecydował, że nie ma sensu gdziekolwiek pomocy szukać. Sołtys też
    dodał, że niepotrzebnie ojciec tak namieszał: „Wie pan, co my tu
    teraz mamy? Musimy pana pilnować, straż wyznaczyć” – mówił. Ale od
    tamtej pory rzeczywiście przestali nam dokuczać.

    Później napłynęli do Rodowa jeszcze ludzie z centralnej Polski i
    Pomorza. – Ludzie, którzy nie mieli urazu do Ukraińców – uważa
    Czarnecki. – Potem natomiast sąsiedzi, co nam tak dokuczali,
    przepraszali nas, ilekroć przychodzili do ojca, bo dobrym fachowcem
    był, koła do wozu robił, ławki, krzesła, czy stoły. Więc później
    ludzie zmienili stosunek do naszej rodziny.
  • tawnyroberts 03.03.08, 15:01
    Wasyl i Stefan poszli do szkoły, nie znali polskiego. Pierwszy do I
    klasy, drugi rok później od razu do szóstej. – Kierowniczka szkoły,
    pani Bogdanowicz, wspólnie ze swoją córką i zięciem nie żałowali
    mnie. Lali, gdzie tylko trafiło, czy winien, czy nie – tak edukowano
    Wasyla. Teraz śmiejąc się mówi, że chyba skutecznie, bo w dwa lata
    zrobił cztery klasy. Stefan miał kolegów, Gienia Borkowskiego i
    Tadzia Gruzę, „oba spod Garwolina”. – Chodzili do szóstej klasy, to
    i ja poszedłem. A co powiem na lekcji, to źle, co napiszę, źle.
    Chciałem się jednak uczyć, kimś być i siódmą klasę skończyłem z
    wyróżnieniem. Dostałem Elizy Orzeszkowej „Cham", na pamiątkę trzymam.

    Poszli dalej po nauki. Czarnecki skończył technikum samochodowe w
    Olsztynie, Czebieniak Liceum Mechaniki Rolnej w Kwidzynie. Pierwszy
    po maturze trafił z nakazem pracy do Elbląskich Zakładów Naprawy
    Samochodów, drugi na wakacyjny kurs pedagogiczny do Brwinowa pod
    Warszawą, a potem z nakazem pracy do szkoły zawodowej dla mechaników
    i traktorzystów w Dzierzgoniu. Uczniów miałem starszych od siebie.
    Jeden chwalił mi się, że był przy akcji „Wisła” i że za każdego
    zabitego banderowca dostawali 50 tysięcy złotych nagrody – wspomina
    Czebieniak, który parę lat później skończył studia zaoczne i potem
    pracował jako wizytator techników rolniczych. Po
    doktoracie „doskonalił kadrę kierowniczą czterech województw z
    organizacji i zarządzania placówkami oświatowymi”. Drogi obydwu
    przecięły się w Młynarach, gdzie Czarnecki był głównym mechanikiem w
    mleczarni, a w latach siedemdziesiątych spotkały w Olsztynie, gdy
    Wasyl robił zaocznie inżyniera na Akademii Rolniczo-Technicznej.
    Dziś Czebieniak mówi, że się poróżnił z Czarneckim i dlatego nie
    będzie już jeździł do Ulucza na coroczne zjazdy Uluczan, wymyślone i
    organizowane przez Czarneckiego.

    *Poszła fama*

    Pierwszy zjazd odbył się pod koniec maja 1990 roku. Było mnóstwo
    ludzi z Polski i świata. Z Ukrainy przyjechał zespół. Wszyscy spali
    w namiotach, autokarach, samochodach. Myli się w Sanie. Spartańskie
    warunki. Czarnecki przygotował m.in. broszurę o historii Ulucza,
    pamiątkową fotografię uluckiej cerkwi z napisem „Zustricz Uluczan.
    Ulucz 27.05.1990” („zustricz” to po ukraińsku spotkanie). Stanął tam
    też z tej okazji potężny krzyż ku czci tysiąclecia chrztu Ukrainy. W
    miejscu, gdzie była cerkiew, budowana w 1926 roku m.in. przez ojca
    Wasyla, rozebrana w 1952, postawiono krzyż z cerkiewnej kopuły,
    znaleziony w krzakach. Zbudowano przy nim ołtarz. Nabożeństwo
    odprawiali księża prawosławni. Z boku, w pokrzywach leżały resztki
    blachy z cerkiewnego dachu. Było też nabożeństwo w cerkwi na
    Dubniku, śpiewy, spacery po dawnych miejscach, szukanie grobów na
    starym cmentarzu, wieczór przy ognisku nad Ponykwą, dzieci
    recytowały wiersze, znów śpiewy...

    Ten człowiek z Pałęka, ten z Bramki pod Morągiem – Czarnecki
    zatrzymuje nakręcony wtedy film wideo. – Ta pani z Sanoka, ta z
    Kołobrzegu, a ten siwy pan z wąsami przyjechał z Kanady. A to ks.
    Serednicki, proboszcz z Legnicy, też korzenie tu ma. Wideo znowu
    puszczone. Na ekranie telewizora drobny, wyprostowany staruszek, 85-
    letni Kowalski. Dziękuje przy ognisku wszystkim, że tyle setek
    kilometrów przejechali, żeby się tu spotkać. Po nim Jan Szul mówi
    swój wiersz. A teraz odświętnie ubrana dziewczynka recytuje z
    przejęciem wiersz Tarasa Szewczenki. Obok stoi jej matka,
    nauczycielka ukraińskiego w Zielonej Górze. A tu. Tchórz Wasyl z
    Górowa Iławeckiego – Czarnecki znów zatrzymuje film. – Partyzant z
    sotni Hromenki. Miał 17 lat, jak poszedł do partyzantki. W 47 roku
    przebili się przez kordon. Złapali ich w Czechach i odstawili do
    Polski, do obozu dla Ukraińców w Jaworznie. Tam trzy dni i na sąd do
    Krakowa. Jako nieletni dostał dożywocie, reszta czapę... A to są
    resztki blachy z cerkwi, która została pocięta i poszła na czyjeś
    zabudowania – wideo znowu puszczone. – Tutaj zaś resztki trumny i
    zniszczony pomnik hrabiego Pilawskiego, fundatora placu cerkiewnego.

    Przed każdym zjazdem Wasyl Czarnecki jedzie do Ulucza trzy, cztery
    dni wcześniej, żeby organizacyjnie wszystko dopiąć na ostatni guzik.
    Gdy przygotowywał pierwszy, w uluckiej szkole w ogóle nie chciano z
    nim rozmawiać. Dyrektor PGR-u robił to z wyraźną niechęcią. – Poszła
    fama, że będziemy wracać. Taka wielka demonstracja z pompą, to chyba
    nie na darmo. I ludzie tam żyli w obawach, odnosili się z wielką
    rezerwą. Teraz czekają na nasz zjazd. Mówią: „Powinniście trzy,
    cztery razy w roku przyjeżdżać, bo wtedy Ulucz ożywa” – opowiada
    Czarnecki. W zeszłym roku był szósty zjazd. Nabożeństwo odprawiał
    m.in. ksiądz Kłysz z Australii, wywieziony w wojnę z Ulucza jako 16-
    letni chłopak na roboty do Niemiec. Potem m.in. pływał na statkach.
    Wyświęcony na Antypodach. Pierwszy raz od pół wieku w Polsce.

    Płynie opowieść... Podobnie przy drugiej kasecie. Swój film wideo z
    pierwszego zjazdu Wasyl Czarnecki pokazywał kilka razy na różnych
    spotkaniach Ukraińców, opowiadał o swoich poszukiwaniach, o mapie...
    W jego ślady poszedł Jan Komas z Olsztyna, pochodzący z Tworylnego
    koło Ustrzyk Dolnych. Potem pokazał mu mapę swej rodzinnej wsi. –
    Jeszcze ładniej zrobioną niż moja, bo przez fachowców – twierdzi
    Wasyl, który był też w Tworylnem i widział, że dziś tam nie ma nic. –
    Tylko leśniczówka została postawiona.

    *Smak zdziczałych czereśni*

    Czarnecki jeździł do Ulucza z dwoma synami i córką kilka razy.
    Pokazał im wszystko. – Poszli, czereśni zdziczałych z naszego sadu
    pojedli. Pojedli i mówią: „Tato, tu nie ma co robić...”. A teraz na
    naszym placu stoi czyjś dom. Byłem u tej rodziny. Spytał, czy może
    wejść na swój plac, zrobić zdjęcie. – Od razu zapytali po co? Czy
    nie mamy zamiaru wracać? – Nie ma do czego wracać – uważa
    Czarnecki. – Mieliśmy kiedyś taki zamiar, jak i wiele innych rodzin.
    Ale gdzie wracać? Nasze pola zajął PGR. W urzędzie powiedzieli nam,
    że te dziewięć hektarów w Rodowie, to za tamte w Uluczu. Natomiast
    nasze dzieci rodziły się w Olsztyńskiem. Tu ich ojczyzna. Jednak do
    dziś pamiętają smak zdziczałych czereśni.

    Córka jest anglistką w Świeciu nad Wisłą, zięć architektem z własnym
    biurem. Starszy z synów przerwał studia mechaniczne na ART w
    Olsztynie i prowadzi z ojcem biznes, dwa sklepy w pobliskich Gadach
    i Gradkach. Drugi, technik cukiernik, pojedzie od czasu do czasu do
    Niemiec i zarobi w kilka dni tyle, co tu przez miesiąc. – W swoim
    zawodzie, w swoim – uprzedza pytanie o rodzaj pracy ojciec. –
    Przygotowuje gdzieś tam wesela, takie tam torty, nie torty i wraca –
    ojciec udaje, że nie wie, gdzie syn bywa. Rodzinny interes „jakoś
    idzie”. – Ale będę likwidował – przyznaje Wasyl po chwili
    milczenia. – Mam koncesję na alkohole, na to wszystko do kwietnia. W
    kwietniu powinienem przejść na wcześniejszą emeryturę. Orientowałem
    się w ZUS-ie. W rejonie naszym, gdzie jest duże bezrobocie, po 40
    latach pracy i w wyniku likwidacji przedsiębiorstwa można pójść na
    wcześniejszą emeryturę. Wtedy Czarnecki będzie miał wreszcie czas
    dla rodziny i domu, który kupił dziesięć lat temu po dwóch latach
    zmieniania poszycia nowojorskich dachów z miedzianych na gumowe z 40-
    letnią gwarancją.
  • tawnyroberts 03.03.08, 15:03
    *Mus Wasyla*

    Zamiłowanie Wasyla Czarneckiego do historii wzięło się z miłości
    Tarasa Szewczenki („taki ukraiński Adam Mickiewicz”) do Ukrainy,
    emanującej z kart „Kobzarium”, zbioru wierszy tego poety. – Właśnie
    stamtąd czerpałem siłę do poszerzenia horyzontów. Przez tę chęć
    nauczyłem się czytać po ukraińsku, a tym bardziej korzystać z
    literaturnej mowy. Bo ja, jak to mówią, po chachłacku rozmawiałem w
    domu. Pociągała mnie historia Ukraińskiej Powstańczej Armii w
    międzywojennym czasie, historia siczowych striłców, porozumienie
    Petlury z Piłsudskim, Sobieski, który pod Wiedniem miał 20 tysięcy
    Kozaków. A natchnieniem było „Kobzarium".

    Czemu pan mówi, że Czarnecki to nazwisko polskie? Słowiańskie,
    chciał pan powiedzieć. Chmielnicki też polskie? – pyta z uśmiechem. –
    To słowiańskie jest. To nie polskie nazwisko. Słowiańskie –
    podkreśla. U nas Czarneckich bardzo dużo było. Połowa wsi miała,
    wydawałoby się, polskie nazwiska – Polański, Dębowski, Sołecki,
    Kowalski, Warski, Krajnik, Lewkowicz, Czebieniak – czyta z listy
    przy swojej mapie Czarnecki, którego rodzina wywodzi się, jak
    doszedł, z bojarów ukraińskich, z Kozaków. – A Kozacy mieli właśnie
    nazwiska na -ski, -cki od nazw dóbr ziemskich, jakie otrzymywali za
    dobrą służbę.

    Ale imię ma typowo ukraińskie. – Jak dostałem dowód, to mi zmienili
    na Bazyli. Przedłożyłem jednak metrykę i uznali. Na studiach przez
    to imię też miałem kłopoty z takim panem doktorem, zaciekłym wrogiem
    imienia Wasyl. Rzucał we mnie indeksem. Nie szło wytrzymać. Aż
    odwołałem się do rektora, bo dziekan też mi nie mógł pomóc –
    opowiada z lekkim rozbawieniem. Za chwilę dodaje, że chociaż w
    olsztyńskiej ART było kilku profesorów Ukraińców (jeden był nawet
    dwa razy rektorem), on „z tego tytułu nie miał żadnych forów”.

    Te Czarneckiego wyjazdy do Ulucza to mus wewnętrzny. Wraca
    uspokojony, odprężony. I przywozi coraz bardziej uszczegółowioną
    mapę („ta bożnica żydowska była w troszeczkę innym miejscu
    umieszczona”), Ostatnio zaś zajął się sprawą księdza Michała
    Wierzbickiego (1815-1870, kompozytora hymnu ukraińskiego, urodzonego
    w Uluczu). Ktoś w świecie, chyba jakiś Anglik, ogłosił niedawno, że
    ks. Wierzbicki urodził się w Jaworniku Ruskim. Chce rozwikłać tę
    zagadkę.

    P.S.
    Z akcji „Wisła” w Olsztyńskie trafiło 55 000 Ukraińców. Działacze
    tamtejszego oddziału Związku Ukraińców w Polsce obliczają, chociaż
    żadnych spisów nigdy nie prowadzono, że dziś ich mieszka w tym
    województwie od 60 do 70 tysięcy. Największe skupiska: Olsztyn,
    gminy: Bartoszyce, Górowo Iławeckie, Reszel.

    Tadeusz Prusiński, "Dziennik Polski", nr 103 (15769), 2 maja 1996 r.
  • seba-1 02.04.08, 15:43
    Szkoda że kolega tawnyroberts zapomniał dodać że mieszkańcy Ulucza
    towarzyszyli UPA podczas napadu 10 września 1946r. na polskie wsie:
    Witryłów,Hłomczę i Łodzinę. W Witryłowie zamordowano 7 osób,
    mieszkańcy rozpoznali towarzyszących striłciom wyrostków
    jako "sąsiadów" z położonego po drugiej stronie Sanu Ulucza.
    Ciekawe czy przy owych śpiewach przy ognisku uluczanie wspominają i
    takie dni chwały...
  • tawnyroberts 03.04.08, 11:00
    Tematowi ataku UPA na Witryłów, Hłomczę i Łodzinę zamierzam
    poświęcić osobny wątek i to już niedługo. Jeśli zaś chodzi o udział
    mieszkańców Ulucza w tym napadzie, to zetknąłem się z tą informacją
    przy lekturze książki Stanisława Wolsana "Witryłów i okolice w
    latach 1939-1946". W tym wątku zamieściłem jedynie, poza krótkim
    postem przewodnim, artykuł T. Prusińskiego "Siła Tarasa". Wszelkie
    pretensje możesz kierować pod adresem redaktora i jego rozmówców -
    Wasyla Czarneckiego i Stefana Czebieniaka. Byłoby fajnie, gdybyś
    podał źródło swoich informacji. A może byłeś naocznym świadkiem?
  • seba-1 04.04.08, 14:57
    Informacja z tekstów Andrzeja Romaniaka, historyka z Muzeum Historycznego w
    Sanoku. Ale cóż, zawsze można powiedzieć że on też nie był świadkiem...
    pozdrawiam
  • tawnyroberts 07.04.08, 14:53
    W reportażu Prusińskiego padł zarzut, że w napadach na Ulucz brali
    udział mieszkańcy Witryłowa i innych polskich wsi, położonych za
    Sanem. Z tym "kłamstwem" bezpardonowo rozprawia się dawny
    mieszkaniec Witryłowa, Stanisław Wolsan, w broszurce "Witryłów i
    okolice w latach 1939-1946". Niektóre jego stwierdzenia (podobnie
    jest w całej książce) nadają się do wątku "Perełki u historyków i
    nie tylko".

    "Do dnia spalenia Temeszowa w maju 1946 roku nikt z mieszkańców
    Witryłowa nie napadał na Ulucz, ani na inną wieś za Sanem i nikt tam
    nie chodził. Przejście przez San i dojście do Ulucza równało się
    śmierci. Poza tym Polacy z Witryłowa nie szukali zadrażnień z
    Ukraińcami. Dopiero po napadzie na Temeszów zaczęły się represje
    przeciw banderowcom i przeciw mieszkańcom wsi za Sanem, którzy z
    własnej woli lub pod przymusem wspomagali działalność UPA.

    W kilku miejscowościach nad Sanem zostały zakwaterowane oddziały
    wojskowe, a jeden z nich także w Witryłowie. Rozpoczęły one
    penetrowanie terenu za Sanem, wskutek czego coraz częściej
    następowały ich spotkania z banderowcami. Ginęli ludzie po obu
    stronach, wzmogło się podpalanie domów. Potyczki oddziałów
    wojskowych oraz funkcjonariuszy UBP i MO z banderowcami trwały przez
    całe lato i jesień 1946 roku. Spalono dużo zabudowań w Jabłonicy
    Ruskiej, w Hroszówce i w Uluczu. Ubowcy występowali najczęściej w
    cywilnych ubraniach, a także i milicjanci w tym czasie nie wszyscy
    byli umundurowani, stąd wyniknęły posądzenia mieszkańców sąsiednich
    wsi o udział w napadach i mordowaniu ludzi. Dla mieszkańców
    Ulucza „cywile” byli po prostu „ludźmi z sąsiedniego Witryłowa i
    Temeszowa”, bo przychodzili od strony tych wsi.

    Ukraińscy autorzy wspomnień o wydarzeniach w Uluczu bardzo często
    przypisują polskim żołnierzom przypadki zabójstw cywilnych
    mieszkańców tej wsi, co nie jest prawdą. Polscy żołnierze nie
    mordowali w Uluczu bezbronnych cywilów, nie wrzucali do ognia, ani
    nie torturowali. Jeśli używali broni, to tylko w obronie własnej lub
    w walce z uzbrojonymi banderowcami. Wśród żołnierzy było wielu
    takich, którym w czasie ich służby w wojsku Ukraińcy wymordowali
    całe rodziny, a mimo tego nie mścili się na cywilach w Uluczu.
    Dowiedziałem się o tym od żołnierzy przebywających w Witryłowie, z
    którymi rozmawiałem o walkach z banderowcami. W tym czasie nie mieli
    powodów do okłamywania.

    W napadach mogły brać udział pojedyncze osoby z różnych wsi, aby
    zemścić się na Ukraińcach za doznane krzywdy. Nie mogę tego
    potwierdzić ani temu zaprzeczyć. Nie widziałem napadów i nie
    znalazłem takich naocznych świadków, którzy mogliby wypowiedzieć się
    jednoznacznie w tej sprawie. Nie wykluczam przypadków kradzieży, bo
    złodziei nigdy nie brakowało. Rabowali banderowcy w czasie napadów,
    więc i po drugiej stronie złodzieje mogli się znaleźć. Zdarzały się
    natomiast przypadki, że Polacy wypędzeni z Ulucza i mieszkający w
    Witryłowie lub w Końskiem przechodzili przez San w czasie napadów na
    Ulucz (tylko wtedy mogli to zrobić), aby ze swoich własnych domów
    uratować przed spaleniem to, co jeszcze tam pozostało, nie myśląc o
    odwecie na Ukraińcach. Mieszkańcy Ulucza przerażeni napadem mogli
    tych ludzi nie rozpoznać, a w konsekwencji uznać za złodziei z
    Witryłowa. Oskarżenie mieszkańców Witryłowa przez W. Czarneckiego o
    wielokrotne napadanie na Ulucz nie jest prawdziwe i nie jest prawdą,
    że „kogo zastali w domu, to zastrzelili, zadźgali, rzucali w ogień”."
  • kw53 09.05.08, 23:39
    A czegóż to relacja nadaje się do perełek? Czy tawny zarzuca
    kłamstwo autorowi polemiki?
  • tawnyroberts 28.05.08, 13:35
    Z opisów naocznych świadków pacyfikacji wiosek ukraińskich, w tym
    także Ulucza, wynika, że razem z wojskiem (ewentualnie milicją, UB
    czy oddziałami partyzanckimi) paliła i rabowała także polska ludność
    cywilna z okolicznych wiosek (w tym wypadku Witryłowa i Temeszowa).
    Stąd jakoś nie bardzo wierzę w zapewnienia Wolsana o niewinności
    mieszkańców Witryłowa, ale mogę się mylić.

    Pisząc o "perełkach" w wykonaniu Wolsana nie miałem na myśli opisów
    wydarzeń, ale raczej ich interpretację. Przykłady? Proszę bardzo,
    pierwszy będzie o niejakim Janie Kotwickim, pseudonim "Ślepy":

    "Jan Kotwicki i samoobrona z Birczy to nie "bandyci", jak wyrazili
    się S. Czebieniak i W. Czamecki. To byli ludzie, którzy bronili
    siebie i innych przed zamordowaniem. Nie chcę używać brzydkich
    epitetów. Może obaj panowie sami odpowiedzą, jak można nazwać tych,
    którzy mordują niewinnych ludzi bez powodu albo tylko z nienawiści.
    Czy ci panowie nie chcą wiedzieć, czy też naprawdę nic nie wiedzą o
    działalności organizacji OUN i UPA? Czy nie wiedzą, że w wyniku tej
    działalności zamordowano dziesiątki, a nawet setki tysięcy Polaków
    od 1941 roku? Jakie mają prawo nazywać bandytami Polaków broniących
    się przed zamordowaniem i to we własnym domu? Zdarzały się przypadki
    przeprowadzania akcji odwetowych przez Polaków przeciw Ukraińcom,
    ale czy można się temu dziwić? Było ich jednak niewiele i o bardzo
    małym zakresie w stosunku do rozmiarów działalności Ukraińców."

    Kolejny przykład daje odpowiedź na pytanie dlaczego
    Ukraińcy "dobrowolnie" poddawali się wywózce do USRR:

    "Po ogłoszeniu akcji przesiedlania w 1945 roku około 50% mieszkań-
    ców Końskiego wraz ze swoim proboszczem zgłosiło się na wyjazd do
    ZSRR. Wyjazd był całkowicie dobrowolny, nikt nikogo nie zmuszał.
    Rusini wyjeżdżali z żalem, którego nawet nie kryli. Niektórzy
    przyznawali się sami, że w różny sposób dokuczali Polakom i czują
    się winni wobec nich, dlatego muszą z Polski wyjechać. Z tego samego
    powodu wyjechał ks. Krysa z rodziną."

    I może jeszcze odpowiedź na pytanie dlaczego panowie Czarnecki i
    Czebieniak powinni być wdzięczni Polsce za spalenie Ulucza i
    akcję "Wisła":

    "Mimo trudności w nowym środowisku (po przesiedleniu na Ziemie
    Odzyskane - przyp. tawny), opisanych w reportażu, obaj panowie
    ukończyli szkołę podstawową i średnią, a potem zdobyli wyższe
    wykształcenie. S. Czebieniak uzyskał tytuł doktora. W. Czamecki
    opowiada dalej, że zapewnił bardzo dobry byt materialny oraz
    wykształcenie całej swojej rodzinie. Wszystko to obaj panowie
    uzyskali w Polsce i przy pomocy Polaków. Można więc powiedzieć, że
    Polska ich nie skrzywdziła. Wiem, w jakich warunkach materialnych,
    kulturalnych i oświatowych żyli mieszkańcy Ulucza i okolicznych wsi.
    O zdobycie wykształcenia było tutaj bardzo trudno i jeszcze teraz
    nie jest łatwo. Jestem pewny, że gdyby Ulucz nie został spalony i
    nie byłoby przesiedlenia, to edukacja obu panów skończyłaby się co
    najwyżej na zasadniczej szkole zawodowej, a raczej tylko na szkole
    podstawowej. Na utrzymanie rodziny musieliby ciężko pracować."
  • tawnyroberts 12.02.09, 11:38
    W poprzednim wpisie zamieściłem krótki cytat z książki Wolsana,
    dotyczący wysiedlenia mieszkańców Końskiego na sowiecką Ukrainę.
    Przytoczę go tutaj jeszcze raz:

    "Po ogłoszeniu akcji przesiedlania w 1945 roku około 50% mieszkańców
    Końskiego wraz ze swoim proboszczem zgłosiło się na wyjazd do ZSRR.
    Wyjazd był całkowicie dobrowolny, nikt nikogo nie zmuszał. Rusini
    wyjeżdżali z żalem, którego nawet nie kryli. Niektórzy przyznawali
    się sami, że w różny sposób dokuczali Polakom i czują się winni
    wobec nich, dlatego muszą z Polski wyjechać. Z tego samego powodu
    wyjechał ks. Krysa z rodziną."

    Dalej Wolsan pisze tak:

    "Do opuszczonych domów wprowadzili się mieszkańcy spalonych wsi,
    przede wszystkim z Borownicy oraz wypędzeni z Ulucza. Dla ścisłości
    dodam, że kilka tygodni przed wyjazdem Rusinów jacyś zwyczajni
    złodzieje, podszywający się pod miano partyzantów, obrabowali
    plebanię w Końskiem i pobili ks. Krysę. Wszyscy mieszkańcy Końskiego
    i Witryłowa, także i Polacy, byli oburzeni na przestępców, a
    szczególnie za pobicie księdza."

    Z tekstu wyraźnie wynika, że ksiądz Josyf Krysa kilka tygodni przed
    deportacją został pobity i obrabowany, a następnie wysiedlono go,
    wraz z rodziną i innymi mieszkańcami Końskiego, do USRR.

    Tymczasem Igor Hałagida w referacie "Losy ukraińskiego duchowieństwa
    prawosławnego i greckokatolickiego w czasie konfliktu polsko-
    ukraińskiego w latach 1943-1944", zamieszczonym w materiałach z
    konferencji IPN "Antypolska akcja OUN-UPA 1943-1944. Fakty i
    interpretacje", zaliczył księdza do grona zabitych.

    "Straty duchowieństwa greckokatolickiego w tym rejonie są znane,
    przy czym większość księży zginęła z rąk polskich. Napady rozpoczęły
    się w 1943 r. (prawdopodobnie pod wpływem informacji dochodzących z
    Wołynia i Galicji Wschodniej). Najbardziej zagrożeni byli duchowni z
    parafii najbardziej wysuniętych na zachód, gdzie większość
    okolicznych mieszkańców stanowili Polacy. Najtragiczniejszy był 1944
    r. Doszło wówczas co najmniej do 34 napadów na greckokatolickich
    duchownych, zginęło 11 księży. Z pewnością część z nich to ofiary
    napadów bandyckich, lecz niektórzy zginęli z rąk polskiego
    podziemia."

    Wśród zamordowanych Hałagida wymienia w przypisach m.in. księdza
    Josyfa Krysę z Końskiego.

    W związku z tymi rozbieżnościami mam pytanie, czy ktoś posiada
    jeszcze jakieś informacje na temat losów księdza Krysy.
  • dymek25 12.02.09, 12:22
    czy mógłbyś podać nazwiska tych zamordowanych księży?
    Nie bardzo mam czas na szukanie tej pozycji w bibliotekach.
  • tawnyroberts 16.02.09, 20:30
    Byli to księża (w nawiasie parafia): Mykoła Dobrianśkyj-Nisewycz
    (Dąbrowica), Tadej Kaminśkyj (Mirotyn, zginął w Krzeczowicach),
    Mykoła Maciuk (Wołostków), Wołodymyr Radosz (Wołczyszczowice),
    Hryhorij Sywak (Bukowa), Łew Sohor (Kobylnica Ruska), Ilia Fedewycz
    (Krzeczowice), Mychajło Hajduk (Hłudno, chociaż Igor Hałagida
    błędnie podaje, że ksiądz Hajduk był parochem w sąsiedniej Łubnie),
    Mykoła Hołowacz (Besko), Josyf Krysa (Końskie), Dmytro Nimyłowycz
    (Jabłonica Ruska). Wykaz obejmuje księży greckokatolickich
    zamordowanych w czasie konfliktu polsko-ukraińskiego w latach 1943-
    1944. Spis pomija już np. księdza Wołodymyra Łemcia - proboszcza
    Pawłokomy, który zginął 3 marca 1945 r. Piszę o tym dlatego, żeby
    ktoś nie pomyślał, że lista z referatu I. Hałagidy to całkowite
    straty duchowieństwa greckokatolickiego w konflikcie polsko-
    ukraińskim z okresu II wojny światowej i po jej zakończeniu.
  • tawnyroberts 23.07.08, 13:43
    I jeszcze jeden tekst Wasyla Czarneckiego o pacyfikacjach Ulucza,
    tym razem z "Naszego Słowa" (nr 16 z 22.04.1990 r.). Fragmenty tutaj
    zamieszczone przedrukował Siwicki w trzecim tomie "Dziejów...".
    Cytowane przez Czarneckiego urywki wspomnień Iwana Dobriańskiego
    Tadeusz Prusiński wykorzystał w artykule "Siła Tarasa".


    "Dola seła"

    (...) Z przyjściem władzy ludowej rozpoczyna się największa tragedia
    Ulucza. Na początku 1945 roku mnożą się napady na Ulucz i okoliczne
    wioski. Napadają głównie różne polskie grupy zza Sanu. Idą rabować
    oddziały samoobrony, ORMO i inne ugrupowania, które trudno inaczej
    nazwać niż bandyckimi. Rabunek, mordowanie ludzi, gwałcenie kobiet
    staje się ich codziennym zajęciem. Panika opanowuje wieś po
    nadejściu wiadomości o wymordowaniu przez Polaków niemal całej
    Pawłokomy. Kilka niemal cudem uratowanych osób znalazło się w
    Uluczu, wśród nich kobieta z dwojgiem gołych dzieci. (...)

    Dzięki zdecydowanym działaniom UPA napady Polaków stają się rzadsze.
    Napastnicy nie mają chęci do spotkań z uzbrojoną ludnością. Ale w
    roku 1946, kiedy zaczyna się wysiedlanie Ukraińców do Związku
    Radzieckiego, różne polskie grupy pod skrzydłami Ludowego Wojska
    Polskiego podnoszą głowy, nabierają odwagi. Na wioski ukraińskie
    znów pada strach. Nie ma dnia bez wieści o mordowaniu ludzi,
    znęcaniu się nad bezbronnymi dziećmi, kobietami, starymi ludźmi.

    Przesiedlenia do Związku Radzieckiego miały być niby dobrowolne. Ale
    chętnych jakoś za dużo nie było. Okazało się, że ludzi
    trzeba „zachęcać" do wyjazdu. I wówczas zaczęły się napady zza Sanu,
    od strony Witryłowa i Temeszowa. Rabunki „przekonały” część uluczan
    o celowości wyjazdu do ZSRR. Większość jednak decydowała się
    pozostać. Przywiązanie do ziemi rodzinnej było tak wielkie, że żadne
    obawy nie mogły zmusić ludzi do ucieczki.

    Gdzieś od połowy 1946 roku Ludowe Wojsko Polskie kontynuuje napady
    na wioski ukraińskie, przyjmując do spółki różne grupy cywilne. Oto
    jak wspomina jeden z takich napadów Iwan Dobriański.

    Na początku czerwca Wojsko Polskie wdarło się do Ulucza. Miał
    szczęście ten, kto zdążył uciec ze swym dobytkiem (najczęściej krową
    lub koniem) do lasu. Niektórzy próbowali schować dobytek we wsi, tym
    się mniej poszczęściło. Iwan Dobriański z sąsiadem Iwanem
    Szlachtyczem zeszli do kryjówki pod chatą. Żona Szlachtycza,
    Stefania, poszła do matki Dobriańskiego, żeby być razem. Po wejściu
    wojska, do kryjówki Dobriańskiego i Szlachtycza zaczęły docierać
    jęki żony Szlachtycza, którą katował jakiś porucznik. Niebawem
    katowane kobiety wyprowadzono z chaty, a wojsko podłożyło ogień pod
    strzechę.

    Mniej więcej po trzech godzinach Dobriański i Szlachtycz odważyli
    się opuścić kryjówkę. Zobaczyli zgliszcza... Mężczyźni, którzy nie
    zdążyli ukryć się, zostali zamordowani. Ci, co uciekli ze wsi,
    ocaleli. Żołnierze zabili koło domu inwalidę z I wojny światowej,
    Wasyla Moskala; zranili, a potem wrzucili w ogień palącego się domu
    Mychajła Sotnyckiego (również inwalida z frontu austriackiego).
    Zabito rodzinę Kułykiw... Ciało zastrzelonego Iwana Podolaka
    żołnierze wrzucili do płonącego domu. Na liście zamordowanych
    znajdują się: Onufrij Tchir z żoną, Iwan Pawliwski, Iwan Łewkowycz,
    Iwan Kłysz i 11-letnia córka jego siostry, Zacharia Moskal...
    Większość zamordowanych zginęła w męczarniach: wydłubywano oczy,
    wycinano języki, gwałcono...

    Przy okazji, jak wspomina Mykoła Kowalski, zabrano 75 krów, 30 koni.
    Po ich odejściu zmarli pobici Josyp Kibała i Mykoła Badyrka.
    Żołnierze zastrzelili Mykołę Cholawkę z córką Kateryną, Mykołę
    Handzio, a Tetianę Kułyk z głuchoniemym synem wrzucili do płonącej
    chaty. W ogień wrzucono także Sofiję Kibałę i córkę Andrija
    Sołeckiego z Borownicy. Ogółem spalono 24 osoby. Podobnych napadów
    było osiem. Wieś została całkowicie zniszczona. Przed wojną
    mieszkało tu ponad cztery tysiące ludzi.

    Z wojennej tragedii ocalała tylko cerkiew św. Mikołaja, stara
    cerkiew na Dubniku i chata Petra Ziłeckiego. Uratowani uluczanie
    osiedlili się w okolicznych wioskach: w Dobrej Szlacheckiej,
    Żohatynie, Brzeżawie. Inni wykopali ziemianki i żyli w nich aż do
    akcji „Wisła".

    Po wywiezieniu uluczan ich mienie zostało rozkradzione lub
    zniszczone. Sprzed nowej cerkwi zginęły najpierw materiały
    budowlane, przygotowane do zakończenia budowy, potem okna, drzwi,
    blacha. Złodzieje świętości nie uznawali. Rozszabrowano dzwonnicę i
    wszystko, co się dało zabrać. Grabieżcy zbezcześcili mogiły, między
    innymi szlachecki grób Pilawy i Stanisława Smolawskich, fundatorów
    kaplicy ormiańskiej. W cerkwiach zniszczono wówczas dużo cennych
    malowideł i obrazów... W jednej z cerkwi, jak wspomina Mykoła
    Kowalski, na miejscu stołu ofiarnego (prestoł) nowi „gospodarze”
    urządzili ubikację. Sporządzenie wykazu strat jest niemożliwe.

    Wasyl Czarnecki
  • tawnyroberts 23.07.08, 14:07
    Drewno z rozebranej cerkwi p.w. św. Mikołaja w Uluczu wykorzystano
    na budowę pegerowskiego budynku gospodarczego w Jabłonicy Ruskiej.
    Pierwotnie miała tam być obora dla owiec, ale wskutek protestów
    pracowników PGR-u, sprzeciwiających się takiej profanacji,
    ostatecznie zmieniono jego przeznaczenie na dom mieszkalny.
    Opuszczony i zdewastowany budynek stoi do dzisiaj.

    fotoforum.gazeta.pl/3,0,1324407,2,2.html
    fotoforum.gazeta.pl/3,0,1324405,2,1.html
  • tawnyroberts 24.07.08, 09:05
    Cerkiew parafialna w Uluczu (nie mylić z istniejącą cerkwią
    monasterską na wzgórzu Dębnik) ma ciekawą historię. Jak pisze S.
    Kryciński, dawniej była to świątynia murowana, pierwotnie będąca
    zborem socyniańskim. Miejscowi nazywali ją "białą cerkwią". Po I
    wojnie światowej została opuszczona ze względu na zły stan
    techniczny. W 1925 r. na jej miejscu wybudowano nową drewnianą
    świątynię, którą po 1947 r. rozebrali pracownicy uluckiego PGR-u.

    Obecnie na cerkwisku stoi krzyż, postawiony w 1998 r., z napisem w
    języku ukraińskim: "Na tym miejscu stała cerkiew". Zachowały się
    także trzy kute krzyże z cerkwi, które umocowano na drewnianych
    palach. Są też trzy nagrobki, w tym wspomniany przez Czarneckiego
    grobowiec Smolawskich z piękną figurą, ustawioną na wysokim
    postumencie (ostatnie dwa zdjęcia).

    fotoforum.gazeta.pl/3,0,1324586,2,1.html
    fotoforum.gazeta.pl/3,0,1324587,2,2.html
    fotoforum.gazeta.pl/3,0,1324589,2,3.html
    fotoforum.gazeta.pl/3,0,1324590,2,4.html

    Jak trafić na cerkwisko? Jadąc przez Ulucz od strony Dobrej mijamy
    po lewej nową żwirownię (dawniej PGR). Po przejechaniu kilkuset
    metrów obserwujemy uważnie prawą stronę, bo tam na jednym z drzew
    wisi tabliczka kierująca nas na cerkwisko. Dalej idziemy już za
    wskazaniami tej i następnej tablicy. Na cerkwisku co roku spotykają
    się dawni mieszkańcy Ulucza, a więc teren jest wykoszony i zadbany.
    Cicho tutaj, spokojnie i jakoś tak bardzo romantycznie... Naprawdę
    warto odwiedzić to miejsce.
  • tawnyroberts 12.05.08, 14:53
    Kolejny ciekawy dokument z książki Siwickiego "Dzieje kofliktów
    polsko-ukraińskich". Tym razem o Uluczu. Pierwotnie tekst ukazał się
    w tygodniku "Nasze Słowo".


    "W Uluczu"

    W centrum Ulucza wznosi się 300-metrowa góra Dubnik, a na niej
    zabytkowa cerkiew Wniebowstąpienia Pańskiego. Przedwojenna młodzież,
    skupiona w czytelni "Proświta", doszła do wniosku, że właśnie tutaj
    warto usypać mogiłę i postawić krzyż ku pamięci Ukraińskich
    Strzelców Siczowych. Na zachód od cerkwi była kapliczka, obok niej
    cmentarz, miejsce spoczynku ludzi, którzy zmarli w czasie I wojny
    światowej na straszne choroby - cholerę i dyzenterię. Tam właśnie
    usypano mogiłę pod pamiątkowy krzyż.

    W sobotę przed Zielonymi Świątkami chłopcy chcieli wnieść krzyż na
    górę, zobaczyli jednak policję. Droga do mogiły była zamknięta,
    zostawili więc krzyż obok cerkwi i poszli. I oto niedziela, Zielone
    Świątki. Policja stoi cały czas sto metrów od cerkwi. Przyszedł
    komendant posterunku S. Zamoszczak i jego zastępca W.
    Szałajdziewicz. Jeszcze i stróża postawili przy krzyżu, mego teścia
    Iwana Charydczaka, zastępcę sołtysa. A w międzyczasie dokoła krzyża
    skupiły się dzieci. Kiedy w cerkwi zaczęto śpiewać "Iże cheruwymy",
    chłopcy chwycili krzyż i przenieśli na mogiłę, odległą około stu
    metrów. Policja nie zauważyła. Na drugi dzień krzyż został ścięty
    przez nieznaną osobę. W nocy chłopcy znowu go postawili, chociaż już
    o metr krótszy. Po kilku dniach czyjaś ręka znów ścięła krzyż,
    porąbała go i jeszcze rozkopała mogiłę.

    Po dwóch tygodniach przyjechał sędzia powiatowy z Brzozowa i
    przesłuchiwał na posterunku prawie całą wieś. Wszystkich
    pytano: "Kto stawiał krzyż?" Nikt nie powiedział. Lecz na tym się
    nie skończyło. Niebawem aresztowano Ołeksę Serednyckiego, Wołodymyra
    Poływkę i dyrygenta naszego chóru, Romana Sołtykewicza. Pierwszych
    dwóch zesłano na trzy miesiące do obozu w Berezie Kartuskiej,
    Sołtykewicza trzymano pół roku w więzieniu sanockim. Zarzucano mu,
    że w czasie studiów muzycznych w Krakowie rozpowszechniał na ulicy
    ulotki antypolskie, że chodzi po wsi i śpiewa podejrzane piosenki
    ukraińskie. Jego obrońca P. Zahajkewycz udowodnił, że są to zarzuty
    bezpodstawne, spreparowane przez policję, lecz i tak skazano go na
    rok więzienia za jakąś książkę znalezioną w jego mieszkaniu podczas
    rewizji.

    Taka to była prawda biednego narodu, że on i modlić się za poległych
    braci nie miał prawa.

    Nastąpił fatalny 1947 rok. Wszystkich wywieziono na ziemie
    zachodnie, wioskę spalono do ostatniej chaty. Została tylko stara
    cerkiew na górze Dubnik, obrabowana z ikonostasu, carskich wrót,
    dzwonów. Mogiłę rozkopano doszczętnie, a odnowiony w czasie wojny
    krzyż czyjeś ręce znowu porąbały na kawałki.

    Mykoła Kowalski, Braniewo, "Nasze Słowo", nr 52 z 1991 r.
  • piotrzr 12.05.08, 17:58
    Ta opowieść to niezły przyczynek do zrozumienia jak kształtowały się stosunki
    polsko- ukraińskie na tych terenach. Despotyzm polski, swoiście rozumiana
    prawomyślność i totalne łamanie czegoś co teraz nazywa się prawami ludzki,
    wolności wiary i upamiętniania tradycji narodowych...
    A potem gdy przyszedł rok 1939 i później to niektórzy się dziwili - "jacy ci
    Ukraińcy niewdzięczni, przewrotni..." ...a jacy mieli być gdy despotyczne wobec
    nich państwo rozwaliło się po dwóch tygodniach nibywojny
  • ciekawy344 02.06.08, 17:36
    piotrzr napisał:

    > Ta opowieść to niezły przyczynek do zrozumienia jak kształtowały
    się stosunki
    > polsko- ukraińskie na tych terenach. Despotyzm polski, swoiście
    rozumiana
    > prawomyślność i totalne łamanie czegoś co teraz nazywa się prawami
    ludzki,
    > wolności wiary i upamiętniania tradycji narodowych...
    > A potem gdy przyszedł rok 1939 i później to niektórzy się dziwili -
    "jacy ci
    > Ukraińcy niewdzięczni, przewrotni..." ...a jacy mieli być gdy
    despotyczne wobec
    > nich państwo rozwaliło się po dwóch tygodniach nibywojny


    proszę zobacznie mogiłę ( ostanie zdjęcie )

    www.twojebieszczady.pl/st_cerkwie/cmentarz_maniow.php
    Jaki to ma związek z jakimkolwiek Państwem czy wyzwoleniem
    narodowym ?, czemu leżą w Maniowie a nie w Balnicy skąd pochodzili ?
    Jakim byli zagrożeniem dla kogokolwiek i na koniec jakim trzeba być
    sk**** żeby coś takiego zrobić ?
  • darino 03.06.08, 07:55
    Inżynier leśnik został zapewne zamordowany przez Polaków kradnącyh
    drewno z lasu ...
  • venus99 25.01.09, 19:50
    jak rozumiem przed 1939 roku Ukraińcy nie strzelali,nie mordowali i
    usiłowali wprowadzic innego ustroju(pewnie 6 milionów Ukraińców
    zagłodzonych przez Stalina to było mało).
    --
    PiS-żyją z kłamstwa i w kłamstwie.
  • alexandra74 25.09.08, 09:57
    to ja z innej strony - w odpowiedzi na ataki bandyckich lachów na
    biednych, siła wysiedlonych uluczan

    pl.wikipedia.org/wiki/%C5%81odzina
    takimi oraz przez Ciebie cytowanymi historiami można sie wzajemnie
    oskarżąc bez końca.
  • tawnyroberts 25.09.08, 11:00
    Po pierwsze, atakowi UPA na Witryłów, Hłomczę i Łodzinę poświęcony
    jest na forum osobny wątek:

    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=49301&w=78037054

    Zamieściłem tam tekst sanockiego historyka Andrzeja Romaniaka, moim
    zdaniem mało obiektywny, na bazie którego zredagowano w Wikipedii
    hasła dotyczące Łodziny i Hłomczy. Stąd Twoje wpisy bardziej
    pasowałyby do tamtego wątku, ale w świetle powyższego raczej nic
    nowego by nie wniosły.

    Po drugie, nie bardzo rozumiesz na czym polega idea tego forum. Nie
    chodzi tutaj o jakieś wzajemne oskarżenia czy licytowanie się kto
    komu więcej zabił. Po prostu piszemy o pewnych wydarzeniach z
    trudnego okresu polsko-ukraińskiego sąsiedztwa bez zastanawiania się
    czy tak wypada i czy komuś się to podoba czy nie. Każda strona ma
    prawo do swojego bólu i ma prawo czcić swoje ofiary. Jeśli posiadasz
    wiedzę, że opisywane zdarzenia wyglądały zupełnie inaczej, po prostu
    napisz o tym. Uradujesz mnie niezmiernie... Pozdrawiam!
  • alexandra74 25.09.08, 11:22
    rzeczywiście, jest osobny wątek. Po autorze opisu
    zostało "pojechane" jak można sie było spodziewać.

    Tak sobie pomyslałam o Uluczu, bo strasznie rozpaczacie nad faktem
    wysiedlenia jego mieszkańców, a mnie to specjalnie nie dziwi.

    ja się nie licytuję, piszecie, ale głównie o krzywdach, których
    doznali Ukraińcy od moich rodaków (pisałeś, że niewspółmiernie
    więcej niz Polacy - niech Ci bedzie).
    Ja staram sie korzystać z niezależnych źródeł, wy natomiast (wraz z
    Pu-K) dzielicie wszystkie publikacje na "obiektywne" - opisujące z
    reguły akcje WP czy MO w ukraińskich wioskach i "nieobiektywne",
    czyli oskarżające UPA o zbrodnie na Polakach i Ukraińcach im
    sprzyjających.

    pzdr, M.

    ps. kiedy odbywa sie w Uluczu ta imoprezka majowa? Bo chętnie bym
    odwiedziła. Może mnie tam nie zjedzą jak sie nie przyznam kim
    jestem;)
  • tawnyroberts 25.09.08, 11:49
    Z tymi podziałami na publikacje niezależne, obiektywne,
    nieobiektywne itp. to nie do końca jest tak jak napisałaś, ale
    szkoda czasu na takie górnolotne gadanie. Lepiej mówić o konkretnych
    przypadkach, do czego i Ciebie zachęcam.

    Co sie tyczy "majowej imprezki", to odbywa sie ona w okolicach
    święta wezwania uluckiej cerkwi, czyli Wniebowstąpienia Pańskiego. W
    tym roku wypadło to na początku czerwca. Goście są tam zawsze mile
    widziani. O swoje bezpieczeństwo się nie troskaj, na pewno Cię nie
    ubędzie...
  • alexandra74 25.09.08, 12:05
    czyli święto "ruchome". Trzeba będzie wcześniej sie dowiedzieć, bo
    ja pamietam, że Wigilię macie na naszych 3 Króli:)
  • darino 25.09.08, 12:38
    To raczej wy urządzacie sobie w Wigilię święto Trzech Króli. Pan Jezus
    posługiwał się kalendarzem juliańskim (oczywiście oprócz żydowskiego).
  • alexandra74 25.09.08, 14:36
    a skad wiesz że ja katoliczka jestem??
    Do kościoła chodze bardzo sporadycznie, Boże Narodzenie jest wolne
    od pracy a w Wigilię (24.12) kobiety wychodza wczesniej (w urzedach,
    nie u "dzikich kapitalistów"). To jest dla mnie najważniejsze no i
    oczywiście pierożki i ryba produkcji tesciowej oraz choinka i
    prezenty;)
    A jakim kalendarzem P. Jezus sie posługiwał to naprawdę - nie wiem:)
  • venus99 25.01.09, 19:44
    widzę,że i kobiety miały swój aktywny udział w mordowaniu polskich
    sąsiadów.a mówią słaba płeć.
    --
    PiS-żyją z kłamstwa i w kłamstwie.
  • tawnyroberts 15.04.09, 13:57
    Już chyba najwyższy czas poświęcić kilka wpisów przecudnej uluckiej
    cerkiewce ze szczytu wgórza Dębnik. Gdyby nie cerkiew, dzisiejszy
    Ulucz byłby tylko miejscem na mapie, kolejną opustoszałą wioską,
    jakich dziesiątki na Pogórzu. To właśnie dzięki tej pięknej budowli
    pamięć o Uluczu przetrwała nie tylko w sercach Ukraińców, wygnanych
    siłą ze swojej ojcowizny. To właśnie dzięki tej wspaniałej świątyni
    Ulucz odwiedza rocznie kilkanaście tysięcy osób, a pracownica
    sanockiego MBL - pani Demkowicz i jej dwie śliczne córki, nierzadko
    po dziesięć razy dziennie przemierzają stromą ścieżkę na Dębnik,
    żeby pokazać wnętrze cerkwi turystom z niemal całego świata. Kto
    był, ten wie jaki to wysiłek. I wie, że piękna uluckiej cerkwi nie
    sposób opisać. Po prostu jeszcze nikt nie wymyślił takich słów...

    ***

    Dawna cerkiew monasterska p.w. Wniebowzięcia Pańskiego znajduje się
    na zalesionym wzgórzu Dębnik, nad potokiem Borownica i skrzyżowaniem
    dróg. Według tradycji została wzniesiona w 1510 r., jednak
    przeprowadzone kilka lat temu badania dendrochronologiczne budulca
    cerkwi, przeniosły datowanie jej budowy na rok 1659. Z tego powodu
    ulucka świątynia już nie może być uznawana za najstarszą drewnianą
    cerkiew w Polsce, co w niczym nie umniejsza jej niebywałego piękna i
    uroku.

    Cerkiew w Uluczu jest obiektem konstrukcji zrębowej, trójdzielnym.
    Prezbiterium zamknięte trójbocznie, przy nim dwa niewielkie
    pomieszczenia, tzw. pastoforia, występujące tylko w niektórych
    najstarszych świątyniach. Nawa szersza, na planie kwadratu. Babiniec
    z widocznym z zewnątrz sklepieniem kolebkowym, przypominający
    kształtem łódź odwróconą do góry dnem. Otoczony urokliwym
    podcieniem, wspartym na słupach. Nad babińcem i prezbiterium dachy
    kalenicowe, nawa zwieńczona okazałą, ośmiopolową kopułą. Wszystkie
    połacie dachowe i ściany cerkwi powyżej przydachu pokryte gontem. Do
    wnętrza świątyni prowadzą dwa wejścia: od południa i od zachodu.

    Z dawnego wyposażenia cerkiewnego pozostało w Uluczu niewiele. Na
    północnej ścianie nawy widnieje polichromia figuralna, namalowana
    prawdopodobnie przez Stefana Dżengałowycza w latach 1682-1683.
    Przedstawia sceny Ukrzyżowania i Męki Pańskiej, a także
    Zmartwychwstania (na kopule) oraz wizerunki proroków (na żaglach
    kopuły, tzw. pendentywach). Ikonostas autorstwa Joana Hyrowskiego i
    Stefana Dżengałowycza, pochodzący z drugiej połowy XVII w.,
    przeniesiono do Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku. Niektóre ikony
    i inne elementy wyposażenia zdobią tam stałą ekspozycję „Ikona
    Karpacka”. Natomiast w uluckiej świątyni od kilku lat pokazywane są
    starsze i współczesne ikony, malowane przez polskich, słowackich i
    ukraińskich artystów.

    Cerkiew pierwotnie należała do klasztoru bazylianów. Z pewnością nie
    była to pierwsza świątynia w tym miejscu, bo już na początku XVI w.
    powstały na wzgórzu dwa rzędy kamiennych murów, przedzielone fosą.
    Od wschodu i zachodu dostępu do monasteru broniły dwie drewniane
    wieże. Jedna z nich spłonęła w 1939 r. Drugą wieżę oraz część
    obronnych murów, rozebrali po 1947 r. pracownicy miejscowego PGR-u.
    Bazylianie opuścili wzgórze Dębnik w 1744 r., udając się do
    Dobromila. Pomimo tego, cerkiew nadal była miejscem kultu, jako
    świątynia pomocnicza (w Uluczu była druga cerkiew p.w. św. Mikołaja,
    rozebrana po 1947 r.). Najwięcej wiernych przybywało tutaj na odpust
    w święto Wniebowstąpienia Pańskiego. Od kilku lat ta tradycja jest
    znowu kontynuowana.

    Po 1947 r. cerkiew opuszczona. Wówczas zdjęto z dachów blachę, która
    pojawiła się tam w czasie jednego z remontów, jeszcze w XIX w.
    Świątynia zaczęła w szybkim tempie popadać w ruinę, rozkradziono
    również znaczną część wyposażenia. Na szczęście służby
    konserwatorskie zabezpieczyły budynek w 1958 r., a w latach 1961-
    1964 przeprowadzono gruntowny remont. Wtedy przywrócono gontowe
    poszycie dachów.

    Obecnie cerkiew jest filią MBL w Sanoku i bez wątpienia
    najcenniejszym zabytkiem w okolicy. Obok świątyni stoi krzyż i
    tablica pamiątkowa z 1990 r., poświęcone autorowi muzyki do
    ukraińskiego hymnu narodowego – Michałowi Werbyćkiemu, który
    dorastał w Uluczu.

    tawny
  • tawnyroberts 15.04.09, 15:24
    A oto kilka zdjęć ze wzgórza Dębnik, wykonanych wczesną wiosną tego
    roku (15 marca). Pierwsze cztery przedstawiają samą cerkiew, która w
    sumie jest obiektem dość trudnym do fotografowania, ze względu na
    bliskość wszechotaczającego lasu i obecność starych lip, rzucających
    nie zawsze pożądane cienie. Piąta fotka pokazuje krzyż
    upamiętniający tysiąclecie chrztu Rusi i Ukrainy, ustawiony w 1990
    r., razem z wmurowaną tablicą (w przyziemiu) ku czci Mychajła
    Werbyćkiego - kompozytora muzyki do hymnu Ukrainy. Na ostatnim
    zdjęciu mała ciekawostka: kamienna podmurówka jednej z dwóch
    obronnych drewnianych wież, strzegących niegdyś dostępu do monasteru
    (na pierwszym planie). Z tyłu zrujnowany budynek gospodarczy,
    służący w latach sześćdziesiątych XX w. pracownikom remontującym
    cerkiew. Obecnie nie wykorzystywany, niepotrzebnie próbuje swoją
    brzydotą uszczknąć coś z uroku tego miejsca. Ostatnio nawet zawalił
    się tam dach. Naprawdę nie mam pojęcia dlaczego pracownicy MBL nie
    rozbiorą tej szopy.

    fotoforum.gazeta.pl/uk/Cerkiew%2520w%2520Uluczu,tawnyroberts.html
  • stefka_z_kuzminy 16.04.09, 21:47
    Proszę mi wybaczyć za porównanie, ale zawsze ta cerkiew przychodziła
    mi na myśl "wielką gnijącą purchawkę", jakich w okolicy jest bardzo
    dużo. Odchylone od pionu ściany, oklapnięty "kapelusz" dachu,
    wymieszany z powietrzem zapach śródków konserwujących, robi to
    wszystko przykre wrażenie, że zaraz to wszystko runie, a z
    przedpotopowej "purchawki" ujdzie wielki smród.
  • tawnyroberts 16.04.09, 22:55
    Takie porównanie to niewątpliwie znak, że Twoja wrażliwość na piękno
    sięgnęła niestety dna. Można nie znać się na architekturze
    cerkiewnej, ale do tej pory nie spotkałem jeszcze osoby, która
    byłaby w stanie oprzeć się urodzie i magii uluckiej cerkiewki. A,
    uwierz mi, dziesiątki ludzi różnego kalibru wyprowadziłem już na
    wzgórze Dębnik...
  • stefka_z_kuzminy 17.04.09, 16:00
    tawnyroberts napisał:


    > oprzeć się urodzie i magii uluckiej cerkiewki. A,
    > uwierz mi, dziesiątki ludzi różnego kalibru wyprowadziłem już na
    > wzgórze Dębnik...

    Byc może te opinie to przez grzeczność turystów. Kiedy ludziskom się dużo
    naobiecuje glupio później przyznać przewodnikowi i zanajomym, że cala wyprawa
    byla nic nie warta. Sama okolica tego przybytku robi w ogóle jakieś koszmarne
    wrażenia, co potęguje strach, że oka z dzieci nie mozna opuścić. Dla mnie to
    koszmarne uroczysko z otwartą trupiarnią na podwalinach starej dzwonnicy i chyba
    funkcjonującym jeszcze cmentarzem. Brrrr stach ?
  • alexandra74 14.07.09, 17:54
    w niedzielę przebywałam u znajomych w Jabłonicy Ruskiej i nie
    byłabym chyba sobą, gdybym niezwłocznie po przeprawie promowej nie
    pojechała do Ulucza.
    I wiecie co? Samo wejście na Dębnik i szaleństwo na rowerze po
    okolicznych drogach sprawiło mi chyba więcej przyjemności niż widok
    cerkwii. Od razu przypomniała mi się stefkowa "purchawka" i aż
    nieprzyjemnie mi sie zrobiło. Cerkiew ofkors zakratowana i
    zaryglowana na głucho, zdjęcia do dupy, bo słońce zaszło,
    Werbyckiemu mocno się wyblakło odkąd byłam tam w listopdzie 2005.
    Albo tylko odniosłam takie wrażenie. Stąpałam po jakimś łopianie
    mijając gdzieniegdzie martwe krety i inne stworzenia, brrrrr...i ta
    szopa z tyłu - koszmar.

    No domaga się to "cudo" chyba jakiegoś konkretnego remontu. W sumie
    to jestem bardzo zawiedziona.

    --
    Nigdy nie polemizuj z idiotą. Najpierw ściągnie cię do swojego
    poziomu, a potem pobije doświadczeniem.
  • tawnyroberts 15.07.09, 09:09
    Nie wiem skąd u Ciebie takie rozczarowanie, bo przecież na Dębniku
    nie byłaś pierwszy raz i chyba mniej więcej wiedziałaś czego można
    się po kolejnej tam wizycie spodziewać.
    Co do samej cerkwi, to oczywiście czas jej nie oszczędza, ale nie
    jest aż tak źle, jak to wynika z Twojego pisania. W najbliższym
    czasie konieczna będzie wymiana poszycia dachowego, bo w niektórych
    miejscach wierzchnia warstwa drewnianych gontów zupełnie przegniła.
    Winne takiemu stanu rzeczy są po trosze służby konserwatorskie
    Muzeum Budownictwa Ludowego z Sanoka, które nie usuwają regularnie
    z dachu cerkwi opadających liści i gałęzi, a powinny to robić
    przynajmniej raz w roku późną jesienią. Nietrudno sobie wyobrazić w
    jakim stopniu taka zalegająca i gnijąca warstwa leśnych "odpadów"
    przyśpiesza degaradację drewnianego poszycia.
    To, że cerkiew musi być zamknięta i zakratowana jest chyba jasne
    jak słońce. Po pierwsze, budynek stoi na zupełnym odludziu. Po
    drugie, już od kilku lat wnętrze świątyni zdobi wystawa
    współczesnych ikon, które jakąś tam wartość przedstawiają i mogłyby
    być łatwym łupem dla "amatorów" sztuki cerkiewnej. Jeśli chcesz
    wejść do środka, to wystarczy podejść do pani Demkowicz (Ulucz 16,
    pierwszy dom od strony Dobrej) i już ona podeśle Ci jedną ze swoich
    uroczych córek z kluczami do cerkwi. W tamtym roku ta przyjemność
    kosztowała dwa złote od osoby.
    O zrujnowanej szopie pisałem kilka postów wyżej, więc nie będę się
    powtarzał.

    P.S. W Jabłonicy odwiedzałaś jakichś letniskowców, czy może jedną z
    trzech rodzin zameldowanych tam na stałe? Znam człowieka
    mieszkającego w środkowym domu, często można go spotkać w okolicach
    promu. Niestety, po śmierci rodziców cienko przędzie...
    Ja w niedzielę "grasowałem" na rowerku w okolicach Makowej. Przez
    moment zastanawiałem się nawet czy w drodze powrotnej nie zjechać
    przez Borownicę do Ulucza, ale było już dość późnawo i odpuściłem
    sobie.
  • alexandra74 15.07.09, 10:12
    Dzieki za info w kwestii udostęrpnienia kluczy do cerkwii.

    W Jabłonicy odwiedzłam znajomych-letników, są tam 3 domy z zielonym
    dachem obok siebie i jeden nieco oddalony. Za domem "jeździdełko" na
    linie, idealne dla dzieci, bo dorośli o wadze zbliżonej juz do
    jakichś 60 kg (ja) tyłkami wycierają trawę;) Szybko więc mnie owo
    cudo znudziło, wobec czego wyprowadziłam z szopy rower-damkę,
    zdezelowany składak, z siodełkiem umocowanym za nisko, za to na
    stałe xD i zaczełam wariowac po drogach. Po fakcie dowiedziałam się,
    iż bar "Wiking" przy promie nalezy do rodziny mojej koleżanki z
    pracy.

    W Uluczu byłam samochodem, bo na myśl o tarabanieniu roweru na
    Dębnik to mi sie odechciało wyprawy. A pozostawienie go na dole
    groziło zajumaniem - rower wprawdzie stary ale nie mój.

    Co do samej cerkwii to oczywiście jest urocza, tylko jakos
    ten "ogólny" jej stan mnie zasmucił. Nie wiem, czy na skutek
    wspomnianych przez Stefke środków konserwującyh nie czuć w ogóle
    charakterystycznego zapachu drewna. Dodatkowym zagrożeniem są
    powalone (chyba) przez burze drzewa.



    --
    Nigdy nie polemizuj z idiotą. Najpierw ściągnie cię do swojego
    poziomu, a potem pobije doświadczeniem.
  • tawnyroberts 15.07.09, 11:09
    Te domki letniskowe to w Jabłonicy stosunkowo nowa rzecz. Należą do
    właściciela tartaku z Wary i były budowane raczej z myślą o
    myśliwych. Tuż za nimi, nad stromym brzegiem, znajduje się
    zarośnięty i zdewastowany cmentarz greckokatolicki. Jesienią tego
    roku przymierzam się do jego remontu. Pisząc o swoim znajomym,
    miałem na myśli powojenne murowane domy w pobliżu dawnego PGR-u. A
    tak przy okazji, wiesz może od znajomych ile kosztuje wynajęcie
    takiego domku?

    Wspomniałaś o "Vikingu", kiedyś były tam niezłe dyskoteki, na które
    przyjeżdżała nawet regularnie młodzież z Brzozowa. Sam tam nawet
    kilka razy bawiłem. Klimat był niezły: zupełne odludzie, głośna
    muzyka i przepływający dziesięć metrów obok San. O dziwo, komuś to
    przeszkadzało i na imprezach zaczęli gościć policjanci, domagając
    się przyciszenia muzyki. I to był chyba początek końca "Vikinga", bo
    od tej pory pojawiało się tam coraz mniej osób, a teraz to chyba w
    ogóle dyskotek się tam nie organizuje.

    Te środki konserwujące ulucką cerkiew to naturalna ropa skalna. Mnie
    akurat jej zapach wcale nie przeszkadza, a wręcz przeciwnie:
    lubię "przytulić się" do starej poczciwej świątyni, posłuchać jej
    milczącego śpiewu i trochę sobie powdychać...
  • alexandra74 15.07.09, 11:33
    uprzejmie informuję, iż wynajmowany domek (lub wszystkie domki - nie
    orientuję się dokładnie) należa do emerytowanego policjanta -
    znajomego znajomych;) w związku z tym cena wynajęcia domku dla nich
    wynosi 80 zł. Podobno domki sa tegoroczne i tak jak piszesz -
    budowane z myślą o myśliwych. Obok znajdują się 2 stawy rybne, w
    których nie odnotowałam ryb, obowiązuje zakaz kąpieli. Oddalony
    domek podobno jest wynajmowany tylko najbliższym z najbliższych.

    Informacje dot. dyskotek w Wikingu usłyszałam niemal w identycznym
    brzmieniu jak od Ciebie:)

    --
    Nigdy nie polemizuj z idiotą. Najpierw ściągnie cię do swojego
    poziomu, a potem pobije doświadczeniem.
  • ania_p_aczek 22.04.09, 18:44
    Witam wszystkich.
    Napotkałam się z Państwa wpisami podczas grzebania w internecie w celu
    wyszukania jakichs przodkow mojego dziadka. Dziadek mieszkał w Uluczu. Ur ok
    1930(nie wiadomo dokladnie) Nazywa sie Piotr Chuchra. Mama zmarła w Uluczu na
    tyfus, tata natomiast zmarł podczas ukrywania sie w lesie. Dziadek pamieta ze
    zostali pochowani na wzgorzu przy cerkwii. Moze ktos z Państwa ma jakies
    dokladniejsze informacje?Chcialabym sie dowiedziec kiedy odbywa sie zjazd Uluczan.
  • stefka_z_kuzminy 23.04.09, 06:23
    ania_p_aczek napisała:

    > Witam wszystkich.
    > tata natomiast zmarł podczas ukrywania sie w lesie.

    Zjazdy oczywiście z maju, wiecej kontaktow z kolegą Polańskim w
    Kanadzie.
  • tawnyroberts 20.04.10, 08:22
    W tym roku impreza pod tytułem "Zjazd Uluczan" - czyli doroczne
    spotkanie mieszkańców (byłych i obecnych) i sympatyków Ulucza,
    odbędzie się dwukrotnie. 9 maja w niedzielę na Dębniku spotkają się
    prawosławni, a 15 maja w sobotę - grekokatolicy. Fajnie, że zamiast
    jednego, będą dwa spotkania. Źle, że prawosławni i grekokatolicy nie
    potrafią się ze sobą dogadać i nie zrobią jednej dużej imprezy. Co
    ciekawe, jedni i drudzy pójdą na Dębnik z Polakami, a Ukraińcy z
    różnych kościołów już razem pójść nie mogą. Co za czasy...
  • tawnyroberts 15.05.10, 08:52
    Przypominam o dzisiejszej imprezie w Uluczu. Początek o godzinie
    12.00 od Służby Bożej na Dębniku. Potem mają wystąpić Osławianie, a
    później ma być wielkie ognisko i wspólne biesiadowanie. Oby tylko
    pogoda dopisała, bo w tej chwili nad Uluczem ciemne chmury. Na razie
    nie pada, ale... Może lepiej nie będe kończył...
  • piotrzr 07.06.10, 17:23
    oto znalazłem, w zakamarkach biblioteczki, broszurowe wydawnictwo
    "Ikona karpacka, przewodnik po wystawie" MBL w Sanoku. Sanok 2004.
    A tam ciekawa rekonstrukcja ikonostasu z Ulucza - możliwa do
    oglądnięcia w pawilonie skansenu.

    A oprócz tego, znane z innych wydawnictw - Ikony z Cewkowa,
    Grąziowej,Bałucianki i Odrzechowej (wsi podrymanowskich z cerkwiami
    istniejącą do dzisiaj) oraz Lutowisk


    --
    Nie ma jednej prawdy - bo co to jest prawda ??
  • tawnyroberts 08.06.10, 23:32
    Ale heca! W ubiegłą niedzielę w drodze powrotnej z Turzańska
    wstąpiłem do skansenu zerknąć na XXXVII Jarmark Folklorystyczny.
    Przy okazji zaszedłem do skansenowej księgarenki, bo ilekroć jestem
    w MBL, to mam w zwyczaju wychodzić stamtąd z jakimś wydawnictwem.
    Tym razem wybór padł na... przewodnik, o którym wspominasz.
    Niestety, nie zdążyłem jeszcze tej książeczki przeczytać, ale
    zapowiada się ciekawie. Będzie to dla mnie dobry wstęp do obejrzenia
    wystawy na żywo, bo byłem w skansenie już chyba kilkanaście razy,
    a "Ikony Karpackiej" do tej pory nie widziałem.
  • piotrzr 09.06.10, 16:41
    tawnyroberts napisał: > Ale heca! W ubiegłą niedzielę w drodze
    powrotnej z Turzańska...

    No widzisz !! Mogę się na coś przydać ?? :)
    A fotki w Turzańsku porobiłeś ?? :)
    Ciekaw jestem obecnego stanu tej bajecznie pięknej cerkiewki :))--
    Nie ma jednej prawdy - bo co to jest prawda ??
  • tawnyroberts 09.06.10, 23:09
    Fotki? Jasne, że porobiłem. I cerkwi, i ciekawszych pomników na
    trzech cmentarzach (cerkiewnym i dwóch grzebalnych), bo pogoda na
    zdjęcia była wyśmienita. Remont cerkwi, funkcjonującej obecnie jako
    prawosławna, w zasadzie jest ukończony. Pozostaje jeszcze dzwonnica,
    ale pewnie i na nią przyjdzie niedługo czas, bo na placu cerkiewnym
    są złożone świeżo nacięte belki, które mogą posłużyć za rusztowanie
    dla tej wyjątkowo okazałej budowli. Z pewnością do wymiany
    kwalifikuje się zardzewiałe blaszane pokrycie dachu dzwonnicy i może
    część najbardziej zniszczonych desek szalunku.

    Zdjęcia umieszczę wkrótce na forum w nowym cyklu wątków,
    prezentującym najpiękniejsze i najlepiej zachowane cerkwie
    Zakerzonnia, będącym swoistą równowagą dla tematu "Cerkwie w ruinie".
  • uluczanin 03.05.11, 10:49
    Zapraszam na tegoroczny zjazd w Uluczu. Prawdopodobnie odbedzie się on 4, 5 czerwca 2011r.
    W tym roku przypada 65 rocznica wysiedlenia ulucza !!
    Obchody jak zwykle zaczną się w sobotę na Hroszówce przy kaplicy Św. Jana odśpiewaniem Panachydy następnie pójdziemy na plac rozebranej cerkwi Św. Mikołaja w Uluczu i tam będziemy się modlić za zmarłych... no i oczywiście ognisko na "Lądzie" przy Sanie. Niedziela to już msza na Dubnyku.
    Polecam zakup miesięcznika "Bieszczady" Kwietniowego - jest w nim bardzo obszerny artykuł o Uluczu z archiwalnymi zdjęciami rozebranej cerkwi na dołowie w Uluczu...
    Odnośnie konkretnych godzin swiętowania to jeszcze napiszę..
  • tawnyroberts 04.05.11, 14:43
    Wielkie dzięki za te wieści, bo często bywało tak, że o imprezie w Uluczu dowiadywałem się w ostatniej chwili lub zupełnie po fakcie. Zresztą, pewnie nie ja jeden. Gdy tylko będzie znany dokładny plan uroczystości, proszę o informację na forum. Pozdrawiam!
  • uluczanin 04.05.11, 18:25
    Nie ma sprawy. wiem to wszystko bo pan jarosław Holewka to mój dalszy wójek. Jak mi cicia zadzwoni ze Sanoka (Holewka), to zaraz napiszę dokładny palan uroczystości...
  • uluczanin 30.05.11, 20:56
    Podaje program tegorocznego zjazdu Uluczan.
    Sobota 04. 06. 2011
    15.00 -Modlitwa na Hroszówce przy kaplicy Św. Jana
    ok. 16.00 - modlitwa na dolowi (plac rozebranej cerkwi w Uluczu), odprawienie panahydy
    ok. 17.30 wspólne ogniksko na "lądzie " koło sanu tzn. Na placu obok Pani Doroty Demkowicz,,która ma klucze do cerkwi
    Niedziela 05.06.2011
    Hora Dubnyk
    12.00 - Słuzba Boża w cerkwi na dubnyku (msza w cerkwi na dubniku w Uluczu)
    Pozdrawiam i zapraszam wszystkich chętnych...
  • kurde-balast 10.06.11, 11:50
    uluczanin napisał:

    > Podaje program tegorocznego zjazdu Uluczan.


    no i cóż, guzik z tego wszystko wyszło
  • uluczanin 10.06.11, 16:59
    Jak to ????
    Przecież wszytsko z programu się odbyło !!!/????
  • tawnyroberts 16.06.11, 07:34
    Niestety, znowu nie udało mi się dotrzeć na Zjazd Uluczan, bo w ostatniej chwili musiałem służbowo wyjechać w Polskę. Mam w związku z tym małą prośbę: czy mógłbyś zamieścić na forum krótką relację z imprezy? Słyszałem, że pomimo dość ubogiego programu, przynajmniej w porównaniu z minionym rokiem, kiedy obchodzono 500-lecie uluckiej cerkwi, spotkanie było całkiem udane. Mam nadzieję, że tym razem prawosławni i grekokatolicy świętowali razem...
  • uluczanin 16.06.11, 10:09
    Relacja ze zjadu Uluczan 2011r.
    Tegoroczny praznyk Woznesinia Hospodnicho (odpust Wniebowstapienia Pańskiego), odbył się dniach 4 i 5 czerwca.
    Dnia 4 czerwca ekumenicznie modlili się prawosławni i grekokatolicy na Hroszówce przy kaplicy Św. Jana Chrzciciela ( odprawiono parastas), modłom przewodniczył ksiądz grekokatolicki z Hlomczy i modlił się wspólnie z księdzem i diakonem z katedry prawosławnej w Sanoku.
    Następnie przemiescilismy się na teren placu rozebranej cerkwi w Uluczu na tzw. dolowi, gdzie także ekumenicznie prawosławni i grekokatolicy odprawili panachydę. Kazanie wygłosił ksiądz z Hlomczy. W swych rozważaniach nawiązał do akcji wisła, do historii tych miejsc gdzie się modlono tj. kaplicy Św. Jana Chrzciciela i Palcu rozebranej cerkwi Św. Mikolaja Cudotwórcy w Uluczu. Wspomniał także, że dobrze sie dzieje , że mieszkancy Ulucza , jako nieliczni z wysiedlonych potrafia się zmobilizować i co roku spotkać na modlitwie w swej rodzinnej wsi.
    Następnie udalismy się na "Ląd' - plac koło sanu, gdzie palono ognisko, trochce spiewano, a i mielismy niespodziankę bo przybyło do nas Radio Rzeszów z audycij "Skrynia - Peredacia Ukrainskoho mowu".- audycji juz mozna odsłuchac na stronie radia rzeszów w zakładce skrynia - jest realacja dzwiekowa z ulucza.

    Niedziela 5.06.2011

    W Niedzielę o gdz. 12.00 w Uluczu na Dubnyku rozpoczęła się Sluzba Boża w obrządku grekokatolickim. Mszę odprawił ksiądz grekokatolicki z Hlomczy i Mokrego.
    Ludzi było dośc sporo na mszy. Po zakonczeniu mszy wyszlismy procesyjnie wokół cerkwi a następnie odbyło się poświęcenie wody przy krzyżu i poświecenie 2 nowych krzyży które postawiła na grobach swoich rodziców i brata Pani Zofia Holewka. Także 2 z gości powiedziało kilka słów; jedna z Pań była dawna uluczanka, która co roku przyjeżdza do ulucza, gdyz na dubniku lezy jej tato a jej mamę wywieziono w 1943 roku na sybir i nigdy juz nie wróciła. Druga z Pań także ma kożenie Uluckie, ale obecnie mieszka we Lwowie, opwiadała nieco o Juszczence i o miłości do cerkwi.
    Niedzielne uroczystości zakończyły się około godz. 14.20...
    Zapraszamy za rok....

    Serdeczno pazdrawljaju wsich uluczan z naszocho ridniocho sela i dużo proszu was prijizdzajcie tut szczo by powist o naszomu uluczu nie zabyla sia.....
  • tawnyroberts 16.06.11, 11:28
    Дуже дякую Тобі за цей звіт! Хоч я не з Улюча, то наступним разом постараюся приїхати на З’їзд. Перекажіть привіт панові Холявці!
  • uluczanin 17.06.11, 13:25
    A z witki Pan pochodysz. Bo moi badtki pochodyly z Ulucia. Ja dużu dziakuju Tobi za toj podziake dla mene.
  • tawnyroberts 17.06.11, 14:34
    Який я пан? Я походжу з Лубна біля Динова і там також живу. А пана Холявку я пізнав минулого року в домівці ОУП у Сяноці.
  • uluczanin 18.06.11, 09:43
    Yhy. To kazesz szczo ty pochodysz z lubna. A ja czasto prijżdżaju do sela moich batków Ulucza. Pan Holiwka to czudesnyj czolowik. Ja jecho znaju mnocho lit, bo win to moja dalsza rodyna. To w Lubnie szcze zaleszyły sia ukraiska ludyna ? A wy majte tam u sebe cerkwu ? Jakoho ty obriadu ? A majesz knyszku pana Holiwki , bo ja maju ...
  • tawnyroberts 30.11.11, 22:25
    Ну, залишилася, але моя родина поселилась у Лубні щойно після війни. Церкви ми вже не маємо, бо її знищили в 50-х роках ХХ ст. До іншої церкви дуже далеко і я, хотів не хотів, римо-католик. А книжки пана Холявки поки що не маю...
  • uluczanin 16.05.12, 08:07
    WITAJU WSICH !!!!
    Tegoroczny zjazd Uluczan odbedzie się w dniach 26-27 maja
    W sobotę 26 maja 0 godz. 16 na Hroszówce przy kaplicy wspólna ekumeniczna modlitwa, nastepnie gdzieś około godz. 17.00 na dołwi w Uluczu na placu rozebranej cerkwi zostanie odprawiona panahyda.
    Dalsza część programu to wspólne ognisko koło Sanu na tzw "Lądzie" , plac koło Pani Doroty Demkowicz , która trzyam klucz do cerkwi.
    NIEDZIELA - godz 12.00 Uroczysta Slużba Boża odprawiana w cerkwi na Dubnyku w Uluczu
    Zapraszaju Wsich !!!
  • uluczanin 05.06.13, 17:37
    Witaju !!!

    Serdecznie zapraszamy Państwa na odpust do Ulucza połączony ze zjazdem byłych mieszkańców Ulucza ..

    W tym roku przypada 24 rocznica wspólnych spotkań byłych mieszkańców Ulucza, Hroszówki i Jabłonicy Ruskiej..

    Podaję program tegorocznego spotkania :

    Sobota 15 czerwca

    13.00 - Mołebdeń przed kaliczkom Św. Jana Chrzciciela w Hroszówce

    14.00 - Panahyda na miejscu , gdzie stała parafialna cerkiew Św. Mikołaja w Uluczu na tzw. dołowi - niedaleko obecnej żwirowni

    około 15.30 rozpoczęcie wspólnego ogniska nad sanem w uluczu z udziałem gości z Kałusza na Ukrainie

    Niedziela 16 czerwca

    12.00 - Liturgia Grekokatolicka przed cerkwią na Górze Dubnyk w Uluczu - po Mszy wspólne pamiątkowe zdjęcie

    Bardzo serdecznie zapraszamy !!!

    Dobryj Deń !



    Laskawo zapraszaju na praznyk do Ulucza ! 15 i 16 czerwnia widbudesia praznyk Woznesinia Chospodniocho w Uluczu - ce wze 24 praznyk wid perszocho zizdu bułych Uluczan.

    Program ;

    Subota 15 czerwnia

    13.00 - molebdeń pered kapliczkoju w Hrosziwczi

    14.00 - Panachyda na misci de stojała parafialna cerkwa Cw. Mikołaja w Uluci

    Piznijsze wspilne wognisze na Sjanom z uczastoju koljektywu z kałusza (Ukarina)



    Nedila 16 czerwnia

    12.00 - liturgia pered cerkwoju Woznesinja Hospodniocho na hoze Dubnyk w Uluczu


    Sze raz serdeczno zapraszajemo i do zustriczi w Uluczu !!!

  • tawnyroberts 06.06.13, 08:22
    Доброго дня!

    Ви не могли б розповісти більш детальніше про цей колектив з Калуша? Це буде якийсь художній виступ?

    З повагою,

    tawny
  • uluczanin 07.06.13, 09:17
    Witaju !

    Ce majut buty hosti z Kałusza i wspilno ze wsimi majut swiatkowaty praznyk ...

    Serdeczno zapraszaju.

    P.S - mój mobilnyj numer 723 389 312
  • uluczanin 22.05.14, 14:42
    ZAPROSZENIE /ZAPROSZENIA
    До уваги жителів Сяніччини та вихідців із села Улюча над Сяном!
    Ласкаво запрошуємо всіх, кому дорога пам’ять про рідне село Улюч,
    31 травня і 1 червня 2014 року
    на врочисті богослужіння.
    Це наша 25-та ювілейна зустріч, починаючи
    від пам’ятного І з’їзду 1990 року.
    Субота, 31 травня:
    14.00 — молебень перед капличкою в Грушівці,
    15.30 — панахида на місці, де стояла парафіяльна церква Святого Миколая в Улючі, опісля — вогни-ще над Сяном і художня програма з участю колек-тиву з України.
    Неділя, 1 червня:
    12.00 — Свята Божественна літургія перед церквою Вознесення ГНІХ на Дубнику-горі в Улючі.
    Від імені оргкомітету — Ярослав Холявка, Володимир Шуль

    Do uwagi ULUCZAN oraz ich potomków !!!
    Zapraszamy na kolejne 25-te jubileuszowe spotkanie w Uluczu
    w dniach 31 maja – 1 czerwca 2014.
    Plan uroczystości:

    Sobota 31 maja:
    14.00 – modlitwa obok kapliczki w Hroszówce
    15.30 – panachida na placu parafialnej cerkwi Św. Mikołaja w Uluczu, następnie ognisko nad Sanem wraz z częścią artystyczną:
    zespół z Ukrainy
    Niedziela 1 czerwca:
    12.00 – nabożeństwo obok cerkwi pw. Wniebowstąpienia Pańskiego
    na górze Dębnik –„ Dubnyk”


    SERDECZNIE ZAPRASZAMY !!!!!!!
  • tawnyroberts 15.06.10, 09:26
    W najnowszym internetowym wydaniu "Naszego Słowa" są aż dwa artykuły
    dotyczące tegorocznych uroczystości w Uluczu. Pierwszy z nich
    dotyczy konferencji związanej z jubileuszem 500-lecia cerkwi na
    Dębniku, która odbyła się 8 maja w Muzeum Budownictwa Ludowego w
    Sanoku pod patronatem Polskiego Autokefalicznego Kościoła
    Prawosławnego.

    Drugi tekst to relacja z tego samego jubileuszu, ale świętowanego
    już na samym Dębniku, 15 maja, w ramach corocznej imprezy
    zatytułowanej "Zjazd Uluczan". Tutaj prym wiodła z kolei Cerkiew
    Greckokatolicka.

    Na razie w internecie są fragmenty obu artykułów, stąd poniżej
    zamieszczam jedynie linki do nich. Tłumaczenia wrzucę na początku
    lipca, gdy pojawi się całość.

    nslowo.pl/content/view/1093/73/
    nslowo.pl/content/view/1094/73/
  • piotrzr 15.06.10, 09:45
    Nie wyglądają mi one na konkurecyjne, ale ...i trochę zasmucają, bo
    świadczą o istniejących podziałach religii. Dawni Uluczanie raczej do
    uniatyzmu, widać, przywiązani.
    --
    Nie ma jednej prawdy - bo co to jest prawda ??
  • tawnyroberts 15.06.10, 12:10
    Zgadza się, prawosławni są tam niejako na "doczepkę", a to z uwagi
    na fakt, że ulucką cerkiew wybudowano jeszcze jako prawosławny
    monaster w 1510 r. No, a przynajmniej tak chcieliby hierarchowie
    PAKP, bo badania dendrochronologiczne belek świątyni tego nie
    potwierdzają, datując jej budowę na 1659 rok. Pytanie tylko, czy do
    tego czasu mnisi z Dębnika zdążyli przyjąć unię.

    Konferencja w Sanoku i spotkanie w Uluczu nie wyglądają na
    konkurencyjne, stąd tym bardziej powinny odbywać się wspólnie.
    Niestety podziały okazały się silniejsze, bo prawosławni również na
    Dębniku świętowali osobno - 9 maja, ale impreza przeszła raczej bez
    echa. Być może wspomni o niej Marianna Jara w dalszej części relacji
    z konferencji.
  • tawnyroberts 19.07.11, 09:59
    Co prawda, już Stanisław Kryciński wspominał w swoim przewodniku po Pogórzu Przemyskim o istnieniu w Uluczu murowanej cerkwi obronnej, ale była to zaledwie wzmianka i w dodatku błędnie datująca rozbiórkę budowli. Temat wspaniale rozwinęli Damian Nowak i Andrzej Żygadło ze stowarzyszenia "Magurycz", którzy dotarli nawet do bardzo dobrej jakości zdjęć tej parafialnej świątyni, stojącej niegdyś w pobliżu późniejszej drewnianej cerkwi p.w. św. Mikołaja, rozebranej w 1947 roku (nie mylić z cerkwią monasterską na wzgórzu Dubnyk!). Zamieszczony poniżej tekst tych dwóch autorów ukazał się pierwotnie w tegorocznym, lipcowym wydaniu miesięcznika "Przegląd Prawosławny". Zachęcam do lektury, bo to perełka, jakiej dawno na tym forum nie było! W gazecie artykuł ilustrują między innymi dwa zdjęcia obronnej cerkwi, wykonane w 1905 roku, na kilka lat przed jej rozbiórką. Jednak, żeby dowiedzieć się, jak wyglądała ta wspaniała, monumentalna świątynia, trzeba zaopatrzyć się w "Przegląd Prawosławny". Naprawdę warto!!!


    "Starsza od najstarszej"

    Ulucz – obecnie niewielka wieś położona w zasańskiej części powiatu brzozowskiego – jest jedną z najciekawszych miejscowości Ziemi Sanockiej nie tylko w ujęciu historycznym czy etnograficznym, ale również – a może nawet przede wszystkim – dzięki bezcennej, najstarszej w Polsce drewnianej cerkwi monasterskiej, stojącej na wzgórzu Dubnyk. Jej dawna metryka, malownicze położenie i wręcz idealna forma architektoniczna przyćmiła wszystkie okoliczne zabytki. Tak dalece skupiała uwagę, że odwiedzajacy Ulucz omijali miejsce po cerkwi parafialnej, które – jak się okazuje – kryje relikty pochodzącej z przełomu XV i XVI wieku murowanej cerkwi obronnej.

    Idąc przez Ulucz w kierunku nieistniejącej obecnie wsi Hroszówka obok żwirowni skręcamy w prawo. Po przejściu kilkuset metrów na niewielkim wzniesieniu, wśród starodrzewia, odnajdziemy miejsce po stojącej tu do 1947 roku greckokatolickiej, drewnianej cerkwi parafialnej. Cerkwisko to wyróżnia się spośród innych okolicznych miejsc po nieistniejących świątyniach – jest zadbane. Dzięki staraniom dawnych mieszkańców Ulucza, głównie pana Jana Holawki, chaszcze porastające cerkiewny cmentarz regularnie są wycinane, a krzyże wieńczące niegdyś cerkiew wyeksponowano w miejscu dawnego ikonostasu. Obok dawnego prezbiterium zachowały się trzy nagrobki. Pierwszy, imponujący, pochodzi z profesjonalnego zakładu kamieniarskiego – wysoki neoklasycystyczny cokół wieńczy piaskowcowa rzeźba klęczącej płaczki. Tablica inskrypcyjna nie zachowała się, jednak według relacji dawnych uluczan jest to nagrobek Stanisława Smalawskiego herbu Pilawa. Tylko on skierowany jest na zachód – licem do prezbiterium nieistniejącej cerkwi. Nagrobek ten jest jedynym zachowanym elementem przestrzeni uwiecznionej na fotografiach sprzed przeszło wieku, dokumentujących murowaną prawosławną cerkiew obronną.

    Pierwsza ulucka cerkiew w źródłach wymieniana jest w rejestrze podatkowym z 1507 roku, jednak istnieje duże prawdopodobieństwo, że budynek cerkiewny istniał już w pierwszej połowie wieku XV. Podstawą tego twierdzenia są pochodzące właśnie z tego okresu wzmianki o osobach pełniących funkcje bezpośrednio powiązane z Cerkwią prawosławną, jak "Semon dyak z Ulucza" (1442 rok), "diak z Ulucza" (1443), "Iaczko pop i Iwan pop z Ulucza" (1444). Można zatem wstępnie stwierdzić, że murowana cerkiew w Uluczu wzniesiona została przed 1507 rokiem.

    Zgodnie z miejscową tradycją, cerkiew ta miała powstać w wyniku przebudowy dawnego zboru ariańskiego. Skoro jednak świątynię wzniesiono co najmniej pół wieku przed rozpowszechnieniem się na Sanocczyźnie prądów reformatorskich, kolejność wydarzeń była raczej odwrotna. Ulucz jako królewszczyzna zależny był od sanockiej kasztelanii, zdominowanej przez szlachtę sprzyjającą ruchom protestanckim. Z tej racji wielce prawdopodobne jest, że w drugiej połowie XVI wieku, a być może jeszcze w pierwszej dekadzie wieku XVI, ulucka cerkiew pełniła funkcję zboru. Zakładanie zborów kalwińskich, helweckich czy ariańskich w kościołach i cerkwiach było w tym czasie powszechną praktyką – przypadki takie potwierdzono w kilku miejscowościach, położonych w granicach ziemi sanockiej. Większość takich działań przypadała na drugą połowę XVI wieku, w okresie późniejszym protestanckie zbory na omawianym obszarze budowały już własne domy modlitwy. W samej architekturze uluckiej cerkwi trudno doszukać się charakterystycznych dla zborów elementów architektonicznych, jednak nie można wykluczyć, że przez pewien czas taką funkcję pełniła.

    Zestawiając ze sobą obrazy nieistniejącej, murowanej prawosławnej cerkwi parafialnej i drewnianej cerkwi monasterskiej nietrudno dostrzec analogie, zwłaszcza w sposobie rozwiązania nakryć dachowych. Nie ulega wątpliwości, że znana nam z archiwalnych fotografii forma dachu z pozorną kopułą nasadzoną bez tambura bezpośrednio na koronie murów jest wtórna – pierwotnie na murach nawy usadowiona była drewniana kondygnacja w formie łamanego dachu brogowego. Element ten, ewidentnie przystosowany do celów obronnych, zachował się jeszcze w kilku cerkwiach obronnych pochodzących z XVI wieku, na przykład w Posadzie Rybotyckiej czy w Cześnikach.

    Do ustalenia źródła podobieństwa uluckich cerkwi, jak i do datowania cerkwi monasterskiej, prowadzi pewien trop. W sprawozdaniach Cesarsko-Królewskiej Komisji do spraw badania i utrzymania zabytków architektury z roku 1865 zachowała się wzmianka o bohaterskiej, skutecznej obronie przed Szwedami zamku w Uluczu. Według relacji, na miejscu zamku stanęła obecna cerkiew, zaś śladów po nim samym zachowało się już niewiele. Jak zaznaczył we wstępie autor notatki, powstała ona na podstawie przekazów ustnych, potraktować więc ją można jako miejscową legendę. Warto się jednak przy niej na chwilę zatrzymać i podjąć próbę rekonstrukcji tamtych wydarzeń, rozpoczynając ją od negacji dwóch kluczowych elementów powyższej legendy. Odrzucając istnienie zamku oraz próbę zdobycia go przez wojska szwedzkie, pozostają nam w Uluczu dwa założenia obronne: murowana cerkiew parafialna i monaster na wzgórzu Dębnik. Lokalnie zapamiętanymi „Szwedami” mogły być pojedyncze oddziały wojsk Jerzego II Rakoczego, które zimą 1657 roku pustoszyły okolicę. Podczas ataku ocalała tylko bardziej wytrzymała konstrukcja cerkwi murowanej, jednak nie bez uszczerbku, gdyż spłonęła górna, drewniana kondygnacja, przystosowana do obrony. Cerkiew monasterska natomiast spłonęła całkowicie. W roku 1658 rozpoczęto budowę nowej cerkwi na wzgórzu Dubnyk (co potwierdzają badania dendrochronologiczne oraz brak jakichkolwiek elementów wyposażenia wnętrza, pochodzących sprzed 1660 roku), a także odbudowę spalonych w czasie ataku drewnianych elementów cerkwi murowanej. Oczywiście na obecnym, wstępnym, etapie badań nie sposób podeprzeć tej tezy materiałem źródłowym, jednak w opinii autorów powyższy wariant przebiegu wydarzeń wydaje się być realny.

    Już na początku XIX wieku parafialna cerkiew była w złym stanie technicznym. Podczas wizytacji dekanalnej w 1836 roku wizytator odnotował: "W Uluczu Cerkiew murowana bardzo zdezelowana potrzebuje pilnej reparacji. W murach gdzie niegdzie ukazują się rysy i wapno poodpadało i mchu na murach pełno. Szkarpy przez deszcze od wapna spłukane, potrzeba by szkarpy gontami poobijać. Cała Cerkiew wewnątrz zupełnie zaniedbana i w nie swoim porządku. (…) Ikonostasu nie ma. (…) Ściana przed Sanktuarium, na której miał się ikonostas aplikować, jest goła i wapno poodpadało. Potrzeba by tę ścianę obrazami stosownymi na kształt ikonostasu ozdobić, zwłaszcza że w murze na Carskie o poboczne drzwi miejsce zostawiono. (…) Chóru do śpiewania nie ma. (…) Zakrystii nie ma. (…) Dzwonnica drewniana, podmurowana, teraz podreperowana."
  • tawnyroberts 19.07.11, 10:07
    Około połowy XIX wieku miał miejsce remont obiektu, podczas którego dobudowano zakrystię, chór śpiewaczy oraz wymieniono gontowe poszycie dachów. Jednak po niespełna pięćdziesięciu latach cerkiew ponownie kwalifikowała się do remontu – niestety okres ten remontom nie sprzyjał…

    W ostatnich dekadach XIX wieku, podobnie jak w pierwszych wieku następnego, sakralny pejzaż Galicji poniósł niepowetowane straty. Wraz z polepszaniem się sytuacji ekonomicznej, a przede wszystkim z intensywnym rozwojem prądów narodowych, stare, często bezcenne obiekty zastępowane były nowymi świątyniami, wznoszonymi w duchu architektonicznego historyzmu. W Galicji na ten okres przypada także intensywny rozwój instytucji, mających na celu ochronę zabytków – między innymi w 1889 roku powołano Grono Konserwatorów Galicji Wschodniej. Ulucz już w 1887 roku stał się jednym z punktów ekspedycji, przeprowadzonej przez kustosza Muzeum Narodowego w Krakowie Teodora Ziemięckiego w celu pozyskania eksponatów. Niestety, na tym etapie poszukiwań jej rezultaty są nam jeszcze nie znane.

    Na początku XX wieku ulucka murowana cerkiew była już w tak złym stanie technicznym, że rada parafialna podjęła decyzję o rozbiórce. Z uwagi na zabytkową wartość obiektu w 1904 roku starostwo powiatowe w Brzozowie powiadomiło Grono Konserwatorów we Lwowie o zamiarze rozbiórki cerkwi. Grono oddelegowało do Ulucza profesora Politechniki Lwowskiej Teodora Talowskiego – wybitnego architekta, autora projektu kościoła św. Elżbiety we Lwowie, który donosił: "Budowa ta murowana, pochodząca z XVI w., a przerobiona z dawnego zboru ariańskiego, nie posiada w prawdzie wybitnej wartości architektonicznej, zasługuje jednak bezwzględnie na utrzymanie i konserwację zarówno jako jedyny niemal tego rodzaju zabytek w Galicyi, jak nie mniej ze względu na malowniczy wygląd." W tych okolicznościach Grono zwróciło się do brzozowskiego starostwa z prośbą o wydanie zakazu burzenia cerkwi. Równocześnie podjęto starania, aby greckokatolicki biskup przemyski Konstantyn Czechowicz przekonał ulucką radę parafialną do przyjęcia uprzednio przygotowanego przez Talowskiego planu rozbudowy cerkwi, który przewidywał dobudowanie przy nawie transeptu, co nadawałoby świątyni plan centralny. Rozwiązanie to, wedle opinii konserwatorów, pozwoliłoby na zachowanie całej substancji zabytkowej obiektu. Jednym z konserwatorów, działających na rzecz zachowania cerkwi, był Jan Szeptycki, ojciec późniejszego greckokatolickiego metropolity lwowskiego – Andrzeja Szeptyckiego.

    Pomimo usilnych działań członków Grona komitet parafialny nie wyraził zgody na rozbudowę cerkwi, planując budowę nowego obiektu w innym miejscu. Dało to nadzieję na to, że w przypadku budowy nowej cerkwi stara nie zostanie zburzona, a pozyskanie funduszy z kasy krajowej pozwoli na jej konserwację. Wszystko wskazuje na to, że starania nie powiodły się, gdyż już w 1907 roku Grono na wnio-sek konserwatora Jana Szeptyckiego zgodziło się na rozbiórkę cerkwi, której – jak czytamy w uzasadnieniu – "architektura nie przedstawia się interesująco, pod warunkiem wszakże sporządzenia i zachowania jej modelu". Pod koniec 1907 roku starostwo brzozowskie zwróciło się do c. k. Namiestnictwa we Lwowie z prośbą o cofnięcie zakazu rozbiórki cerkwi w Uluczu.

    Pojawiła się jednak nowa koncepcja uratowania przed rozbiórką prezbiterium: "(…) Grono konserwatorów bowiem wyraziło życzenie, aby część wspomnianej cerkwi, jako zabytek posiadający wartość archeologiczną, została zachowaną, względnie zamienioną na babiniec nowej cerkwi, skutkiem czego c. k. Starostwo w Brzozowie wstrzymało w swoim czasie rozebranie starej cerkwi, zamkniętej ze względu bezpieczeństwa publicznego. Pismem z d. 6 marca 1908 Pryzydyum c. k. Namiestnictwa zwróciło uwagę Grona, że ponieważ z wymienionych względów całe sklepienie cerkwi musi być rozebrane i w razie konserwacji zabytku zastąpione nowem, przeto z zabytku pozostałyby tylko ściany zupełnie zniszczone. Nadto ludność miejscowa bardzo niezadowolona z wstrzymania rozbioru starej cerkwi i przewlekania w ten sposób budowy nowej cerkwi napierała na wykonanie uchwał przeprowadzonej rozprawy konkurencyjnej co do rozebrania starej cerkwi i przedsięwzięcia budowy nowej według planów przyjętych przy rozprawie konkurencyjnej. Prezydyum c. k. Namiestnictwa podało przeto pod rozwagę Grona zapytanie, czy ze względu na powyższy stan sprawy nie należałoby zaniechać konserwacji starej cerkwi w Uluczu i poprzestać tylko na uskutecznionych już zdjęciach fotograficznych starej budowli, które zresztą, wedle powołanego sprawozdania Starostwa, oddają zupełnie wiernie szczegóły budowy, stanowiące jej wartość architektoniczną."

    W październiku 1908 roku Grono skierowało sprawę do Centralnej Komisji Konserwatorskiej, aby ta wydała ostateczną decyzję. Po uzyskaniu zgody Komisji, Grono, uwzględniając sytuację uniemożliwiającą konserwację uluckiej cerkwi, uchwałą z 11 grudnia 1908 roku zgodziło się na jej rozebranie, warunkując jednak zgodę zleceniem przez komitet parafialny wykonania drewnianego modelu cerkwi oraz dokumentacji architektonicznej i fotograficznej.

    Cerkiew rozebrano w 1909 roku, a na jej miejscu wybudowano niewielką kaplicę, która służyła wiernym do czasu budowy nowej cerkwi w 1925 roku. Z dawnego zespołu cerkiewnego zachowano jedynie dzwonnicę, która przetrwała do 1947 roku.

    Damian Nowak, Andrzej Żygadło
    Stowarzyszenie „Magurycz”
    „Przegląd Prawosławny”, lipiec 2011 r.
  • tawnyroberts 29.07.11, 14:40
    Zupełnie niedawno zamieściłem na forum artykuł z "Przeglądu Prawosławnego" na temat nieistniejącej murowanej cerkwi obronnej z Ulucza, a już za kilka dni w tejże wiosce będzie miał miejsce obóz archeologiczno-remontowy, mający przede wszystkim na celu odkopanie reliktów wspomnianej świątyni. A ponieważ współorganizatorem "zachodu" jest Stowarzyszenie "Magurycz", to zupełnie naturalnym wydaje się, że przy okazji zostaną odremontowane wszystkie nagrobki z cerkiewnego cmentarza. Niewtajemniczonym przypominam, że chodzi tutaj o nieistniejącą cerkiew i cerkwisko naprzeciwko żwirowni (pod wezwaniem św. Mikołaja), a nie o świątynię monasterską na wzgórzu Dubnyk (Dębnik). Nie wiem, czy można się jeszcze zapisać na obóz, ale gdyby ktoś chciał przyjechać, to podaję treść zaproszenia i dane kontaktowe.


    "Odkopywanie... cerkwi w Uluczu"

    "Odkopywaliśmy cerkiew w Uluczu,
    Jak się odkrywa spodziewane lądy,
    Gdy okiem ludzkim nie widziane dzieje..."

    Stowarzyszenie Magurycz i Oddział Archeologii Karpat sanockiego Muzeum Budownictwa Ludowego mają przyjemność zaprosić wszystkich zainteresowanych na obóz archeologiczno - remontowy, który odbędzie się w dniach 4 sierpnia - 10 sierpnia w Uluczu nad Sanem (powiat brzozowski, gmina Dydnia). A odkopywać będziemy... relikty XV wiecznej, dotychczas nieznanej murowanej cerkwi obronnej. Równolegle będzie miał miejsce remont z użyciem technik konserwatorskich 6 nagrobków położonych na cmentarzu cerkiewnym.

    Jeśli jesteście zainteresowani prosimy o potwierdzenie przyjazdu. Pozwoli nam to ustalić - uzależniony od ilości wolontariuszy - plan prac, oraz oszacować ilość ziemniaków, kaszy, słoniny i kawy zbożowej "Anatol", którymi to zamierzamy Was wykarmić ;)

    Kontakt:
    email: cerkwie@gmail.com
    tel.: 500 325 637
  • tawnyroberts 31.08.11, 22:49
    Właśnie ukazała się w "Dzienniku Polskim" relacja z obozu archeologiczno-remontowego w Uluczu, którego zadaniem było odkopanie reliktów murowanej cerkwi obronnej, a także remont nagrobków na dawnym przycerkiewnym cmentarzu. Obóz przeprowadzili wolontariusze ze Stowarzyszenia "Magurycz" pod czujnym okiem archeologów z Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku, natomiast wrażenie z pobytu w Uluczu pięknie przelał na papier Piotr Subik. Zachęcam do przeczytania!


    "Cerkiew wydarta niepamięci"

    Fotografie były cztery - świątynia z zewnątrz, wewnątrz i detale architektoniczne. Niewiele. Zaczęli więc szukać. I znaleźli.

    Łopata zgrzytnęła o kamień zaraz na drugi dzień po rozbiciu obozowiska na cerkwisku w Uluczu. Okrzyki ich radości słyszano wtedy nawet na oddalonym o kilkaset metrów brzegu Sanu, choć dobrze wiedzieli, czego szukają. I wiedzieli też, że prędzej czy później to znajdą.

    "Białej cerkwi" nie miał prawa pamiętać nikt z żywych; i to przypadek sprawił, że przywrócona została pamięci. Właśnie dzięki nim: członkom Stowarzyszenia Magurycz.

    Przewodniczący stowarzyszenia Szymon Modrzejewski, znawca sztuki sepulkralnej w Galicji, znad łopaty, z wykopu, mówi tak: - Odkopujemy cerkiew, która była legendą, a już nie jest. Odkopujemy, żeby się jak najwięcej o niej dowiedzieć...

    Łopata zgrzytnęła właśnie o jej fundamenty, pochodzące być może z przełomu XV i XVI w. Choć to się akurat dopiero okaże.

    ***

    Od Sanoka droga ciągnie się wzdłuż Sanu, by przez Trepczę, Mrzygłód, Hłomczę, Dobrą dotrzeć do Ulucza, zwanego Huliczem, Ułuczem, a za komuny krótko Łąką - tak na siłę próbowano ukryć ruską proweniencję wsi. Kiedyś, przed wysiedleniami, stały w niej drewniane chałupy, ludzie paśli krowy, chodzili do cerkwi i do młyna. Na pewno tętniła życiem. A obecny Ulucz to tylko cisza; klockowate bloki po PGR, domki letniskowe, żwirownia, a na wzgórzu Dębnik nad Sanem drewniana cerkiew monasterska, z którą to Ulucz kojarzy się wszystkim: historykom i turystom.

    Stare cerkwisko leży kawałek za nią - w dół Sanu. Rzadko kto się tam zapędza. Pewnie dlatego, zanim na początku sierpnia opanowali je wolontariusze ze Stowarzyszenia Magurycz ponad wszędobylski barwinek wystawały tylko trzy kamienne nagrobki, tyleż samo zardzewiałych krzyży z kopuł drewnianej cerkwi zburzonej po wojnie i krzyż ustawiony w rocznicę 1000-lecia chrztu Rusi (1988 r.). To, że stała tam wcześniej i "biała cerkiew": porządna, murowana, obronna; pierwsza z trzech, które przez wszystkie wieki wzniesiono w Uluczu, wydedukowali ze starych map. Zaczęli kopać, mając w sobie niepokój typowy odkrywcom.

    Teraz zarysy "białej cerkwi" widać gołym okiem, nie trzeba było szukać głęboko. Ale nie od razu natrafili właśnie na nią.

    Najpierw wyszedł na wierzch obrys ścian cerkwi drewnianej, zbudowanej w międzywojniu. Trójboczne prezbiterium oraz część nawy. Mury grube na siedemdziesiąt centymetrów. Potem zaczęły się pojawiać relikty "białej cerkwi" - kilkanaście centymetrów głębiej. Damian Nowak ze Stowarzyszenia Magurycz opowiada: - Miała metrowej grubości mury i kwadratowe prezbiterium nie związane z nawą, jakby było tylko dostawione. Miała też inną orientację: osie obu cerkwi, starszej murowanej i nowszej drewnianej, są wobec siebie przesunięte. "Biała" była większa.

    Znaleźli też na cerkwisku ludzki czerep. I pięć paciorków, pochodzących najpóźniej ze średniowiecza. Z kiedy dokładnie - ustalą archeolodzy. Tak samo jak czas powstania zaprawy, która spajała odkopane mury - a zatem m.in. i czas budowy "białej cerkwi".

    ***

    Zaczęło się to wszystko pod koniec ub. roku, kiedy historyk sztuki dr Adam Organisty naprowadził młodych krakowskich badaczy: Andrzeja Żygadłę i Damiana Nowaka na trop fotografii od lat przechowywanych w zbiorach Instytutu Historii Sztuki UJ. Pudło było zakurzone, a zdjęcia w nim wyjątkowe. Zwłaszcza kilka z nich przykuło uwagę Andrzeja Żygadły, studenta ASP.

    - Przychodzi do mnie pewnego dnia i mówi: "Była murowana cerkiew w Uluczu!". Odpowiadam więc: "A skąd!". A on: "To na pewno Ulucz. Zdjęcia są dobrze opisane!" - przypomina sobie Damian Nowak.

    Fotografie były cztery - przedstawiały cerkiew z zewnątrz, wewnątrz i detale architektoniczne. Niewiele. Zaczęli szukać. Pomogły wizyty w archiwach w Krakowie i Przemyślu. Dokumenty Grona Konserwatorów Zabytków Galicji Wschodniej we Lwowie mówiły, że w 1904 r. znany architekt prof. Teodor Talowski (on zrobił owe zdjęcia cerkwi w Uluczu) próbował uchronić cerkiew - "jako jedyny niemal tego rodzaju zabytek w Galicyi" - przed rozbiórką, ale bez powodzenia. Obrócono ją w niwecz za kilka lat. Wcześniej Mieczysław Potocki, też konserwator zabytków, spisał podanie o zniszczonym przez Szwedów "zamku" w Uluczu. Szybko okazało się również, że na zachowanej w zbiorach Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku ikonie (1660 r.) z Ulucza widnieje cerkiew do złudzenia przypominająca tę ze zdjęć prof. Talowskiego. Nie zgadzał się wygląd prezbiterium. Na zdjęciach było ono kwadratowe, na ikonie w kształcie absydy. Legendy opowiadane przez dawnych mieszkańców Ulucza o "białej cerkwi" czytali u współczesnych regionalistów: Stanisława Krycińskiego i Roberta Bańkosza. Wystarczyło więc tylko złożyć wszystko w całość.

    - Uznaliśmy, że raczej zamku w Uluczu nie było i Szwedów też nie. Za "zamek" wzięto właśnie murowaną świątynię. Za Szwedów - wojska księcia Rakoczego, które wiosną 1657 r. szły drugą stroną Sanu, ale że był on zamarznięty, mogły zapędzić się do Ulucza. To że zniszczyli też cerkiew monasterską, potwierdzają badania dendrologiczne - drewno na jej budowę zostało ścięte w 1658 r. A z wizerunku "białej cerkwi" na ikonie wynika, że w tym czasie i ona była przebudowywana. Być może robiła to nawet ta sama ekipa budowniczych. Postanowiliśmy potwierdzić nasze przypuszczenia - tłumaczy Damian Nowak.

    Zdecydowali załatwić sprawę siłami Stowarzyszenia Magurycz, a o pomoc zwrócić się do Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku. Nie odmówiło. - Przedstawili takie dowody, że nie można było im nie uwierzyć. Archeologia to praca wręcz detektywistyczna, każde badania powinny być poprzedzone kwerendą. I oni zrobili ją na medal - mówi Marcin Glinianowicz, nadzorujący prace na cerkwisku archeolog z Muzeum Budownictwa Ludowego.

    Poszukiwania prowadzone były w ramach finansowanego przez Polsko-Amerykańską Fundację Wolności projektu pt. "Ich? Nasze? Wspólne?". - My uważamy, że to dziedzictwo wspólne i próbujemy to udowodnić - podkreśla Szymon Modrzejewski.

    To udowadnianie wymagało zaangażowania wielu osób: za darmo. Oczyszczanie cerkwiska, ścinka drzew, przewalanie ziemi, dokumentowanie odkrywek itp. Przy okazji odnowiono nagrobki - to przecież z tego od ćwierć wieku słynie Magurycz.

    ***

    Zanim opuścili cerkwisko, w najgłębszej jak dotąd warstwie archeologicznej natrafili na nadwerężony zębem czasu, mocno skruszony kamień. To prawdopodobnie absyda - ta z ikony, najstarsze prezbiterium "białej cerkwi". Na oko - z końca XV lub początku XVI w. Ale pewności jeszcze nie ma. To, co potwierdzili, i tak wzbudziło zainteresowanie wśród badaczy architektury cerkiewnej. Amatorzy tym razem byli górą.
  • tawnyroberts 31.08.11, 22:55
    - To pstryczek w nos dla naukowych mądrali, zajmujących się cerkwiami, którzy twierdzą, że nic nowego nie można odkryć. I dowód na to, że mamy niezbyt dobrze zbadane archiwa - zauważa Szymon Modrzejewski.

    Teraz stowarzyszenie zastanawia się, skąd wziąć pieniądze na kontynuację badań: na cerkwisku - za rok chcieliby pokopać w Uluczu cały miesiąc, i w archiwach Lwowa - gdzie być może uda się natrafić na plany "białej cerkwi". Był nawet pomysł, żeby ją odbudować. Ale upadł. Przecież nie miałaby komu służyć...

    Piotr Subik

    "Dziennik Polski", 25.08.2011 r.

    www.dziennikpolski24.pl/pl/aktualnosci/kraj/1167794-cerkiew-wydarta-niepamieci.html,0:pag:3,0:pag:1#nav0
  • anmka 06.06.13, 08:14
    TAWNYROBERTS - proszę o kontakt :)
    annamazek@wp.pl
  • tawnyroberts 26.09.13, 10:22
    Niestety, zaplanowana na 2012 r. kontynuacja prac wykopaliskowych nie doszła do skutku. Nic nie drgnęło w tym temacie również w 2013 r. Prawdopodobnie nie udało się zdobyć pieniędzy na ten cel. Szkoda, bo ta niedokończona "zabawa" w archeologię zamieniła to urokliwe miejsce, jakim bez wątpienia było miejsce po cerkwi św. Mikołaja w Uluczu, w gruzowisko, utrudniające nawet Bohosłużinnia na corocznym Zjeździe Uluczan. Wypada mieć nadzieję, że Magurycz nie odpuści i w kolejnych latach doprowadzi sprawę do końca. Póki co, cerkwisko w Uluczu wygląda tak, jak na poniższych zdjęciach. Dla porównania zamieściłem też jedną fotkę wykonaną trzy lata przed rozpoczęciem wykopalisk (ostatnie zdjęcie z klucza).

    fotoforum.gazeta.pl/k/Cerkwisko%2520w%2520Uluczu.html
  • tawnyroberts 20.11.13, 21:24
    No i wykrakałem! Wkrótce po tym, jak zacząłem "marudzić" na forum o potrzebie uporządkowania wykopalisk na miejscu po cerkwi p.w. św. Mikołaja w Uluczu Damian Nowak z "Magurycza" rozesłał zaproszenia na akcję "zakopywania cerkwi w Uluczu". Niestety, zakopywania, bo na kontynuację prac archeologicznych po prostu zabrakło środków. Tak więc legendarna "biała cerkiew" zapewne zachowała jeszcze niejedną tajemnicę do odkrycia przez ewentualnych następców Demka i spółki. Kto wie, może kiedyś, kto wie...

    Poniżej odnośnik do albumu "Zakopane!", dokumentującego akcję zakopywania fundamentów cerkwi p.w. św. Mikołaja w Uluczu w dniu 31.11.2013 r.:

    www.facebook.com/photo.php?fbid=10200740657055344&set=a.10200740651455204.1073741834.1129631136&type=1#!/damian.nowak/media_set?set=a.10200740651455204.1073741834.1129631136&type=1
  • piotrzr 22.11.13, 16:27
    tak !! smutna wiadomość - ale widać , że relikty muszą poczekać na lepsze czasy !!
    --
    Nie ma jednej prawdy - bo co to jest prawda ??
    Racja jest jak dupa, każdy ma swoją (za J. Piłsudskim)
  • walind11 01.01.12, 19:34
    Mój dziadek urodził się w Uluczu.Często odwiedzam tę wieś.Proszę o kontakt,może udzieli mi Pan bliższych informacji o moich przodkach z Ulucza.
  • uluczanin 02.01.12, 11:06
    Witam. Widzę że pojawił się nowy wpis na forum Uluczan .. Bardzo się cieszę z tego !!
    Pisze pan że pana dziadek pochodził z Ulucza ? A w jakiej jego części mieszkał ? ; dołów, kut, pidhiria, pasieki ?/
    Jak miał na nazwisko ?/
    Znaju Pan ukrińskoho mowu ??
    Może się jakoś skontaktujemy, ja ulucz znam bardzo dobrze, ten dawny i ten dzisiajszy !
    A to pewnie gdzieś blisko Pan mieszka skoro , jeżdzi Pan często do Ulucza.
    Bardzo proszę o kontakt meilowy; ulucz1@interia.pl, a na meilu wymienimy sie tel.
    Wsiocho dobrocho, do poczutia i pobaczenia..
  • feiran 04.04.13, 18:30
    Witam.
    Również mój ojciec Edward Cholewka i dziadek Grzegorz Cholewka urodzili się w Uluczu ( lata 1928 i 1901 ). Moja babcia ( żona Grzegorza ) Maria z domu Serednicka także pochodziła z Ulucza. Dziadek Grzegorz i babcia Maria mieli w Uluczu tartak.
    Może ktoś posiada jakieś informacje o nich lub ewentualnie fotografie starego Ulucza.
    Chętnie nawiążę kontakt. Mój e-mail: All-libro@wp.pl
    pozdrawiam Mirek
  • uluczanin 07.04.13, 17:54
    Witam !
    Tak posiadam informacje o Pana rodzinie.
    Proszę o tel do mnie 723 389 312 , to wszystko Panu opowiem !
    Pozdrawiam
    Hadam Rafał
  • beegos80 13.02.14, 15:31
    Dzień dobry,
    Może jeszcze ktoś z Państwa zagląda na to forum i zainteresuje go strona www.ulucz.org
  • witold6907 15.05.14, 23:30
    Z racji wieku daleko mi do tego co kiedys sasiadijacy ze soba do siebie mieli . Ludzi pomiatala glupota zawirowania histori , Z jednym z panow mialem mozliwosc zamienic pare slow telefonicznie .... Niekturych opisywanych ludzi znalem z nazwiska i byli to niestety nie zyjacy juz sasiedzi... wszystkim tym co jeszcze zyja i tym co moze cos pamietaja a i tym co zarowno po jednej jak i po drugiej stronie sanu maja cos sobie do zarzucenia powiem tak - jedyne co wam pozostalo i na szczescie jedyne wyciagnac wnioski z glupoty was waszych ojcow dziadkow ; przekazcie sobie znak pokoju w liturgji katolickiej modla sie - odpusc nam nasze winy joko i my odpuszczamy naszym winowajcom.... To wszystko co mialo miejsce to juz historia - historia tragedji i zarezem glupoty ludzi i nawet trudno sie juz po tylu latach doszukac po tym popiolu. Bywa ze odwiedzam cmentarze katolickie i grekokatolickie widnieja tam daty czasem okolicznosci smierci upatruje to w kontekccie czasu ze to ludzie ludziom zgotowali ten los . A mozna przy jednym stole jak przystalo na chrzescijan ... pewno nie bedzie to latwe ... Pewno jedni i drudzy sie modla modla sie do tego samego boga. Podobno ( nie znam na tyle ewangielji) najkrutsze zdanie w ewangelji brzmi " Chrystus zaplakal " ......Zdaje sobie sprawe ze ten wpis moze sprawic burze nad sanem i chrzanie to ... Historji nie mozna zmienic a zyc trzeba dalej .... a przez to ze ktos puscil z dymem dom mojemu ojcu - odpuszczam i nawet jezeli mialbym temu czlowiekowi spojrzec w oczy to uwarzam ze jest to tragedja dla dwu ludzi . I zycze wszystkim co maja jakichkolwiek sasiadow aby mieli takich sasiadow co za nimi '' pujda '' w ogien i bez podtekstow historycznych..... Pozdrawiam witold 6907@interia,pl

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.