Dodaj do ulubionych

Po pierwsze

14.03.06, 16:03
Witam.
Jeśli już mamy dyskutować o tym co się kryje w treści, to proszę, mówmy
jednak na temat wersji oryginalnej, tłumaczenia mylą intencje i powstają
później dziwne pomysły.
Pozdrawiam
Edytor zaawansowany
  • eeela 14.03.06, 16:11
    Nie wszystkie obecne tu dzieci czytaja w oryginale, a wypowiadac sie im nie
    mozna zabronic ;-P

    --
    Daj sie ugryzc
  • simply-bright 14.03.06, 18:25
    Czytałam oryginał i mam porównanie, i po drugie nie rozumiem cóż tak różnego
    znajduje się w wersji polskiej...? :)
  • kochanica-francuza 14.03.06, 19:06
    simply-bright napisała:

    > Czytałam oryginał i mam porównanie, i po drugie nie rozumiem cóż tak różnego
    > znajduje się w wersji polskiej...? :)

    Jak dla mnie wersja polska ma inną atmosferę, jest mniej okrucieństwa, grozy.
    --
    Nie ma w Polsce bardziej bronionego prawa kobiety niż prawo do pokazywania gołej
    dupy.
  • pavvka 14.03.06, 19:16
    Może akurat takie kawałki po polsku czytałaś? ;-)
    --
    Nine-inch nails and little fascist panties
    Tucked inside the heart of every nice girl
  • haklina 14.03.06, 19:51
    Kochanica-francuza, nie masz racji.
    Czytałam wszystkie książki po polsku i wszystkie w oryginale, i muszę
    powiedzieć, że orygianł jest o weile lepszy ;P
    I nikt nie może zabronić komuś wypowiadać się tylko dlatego, bo czytał
    oryginał. No, to nawet lepiej - bo w przeciwieństwie do niezbyt rozgarniętego
    założyciela tego tematu ma o HP większe pojęcie ;P
    --
    Naukowo rzecz biorac ludzie to ssaki. Ale jest pewna grupa ludzi ktorych
    nazywamy "gady".
  • kochanica-francuza 14.03.06, 20:19
    haklina napisała:

    > Kochanica-francuza, nie masz racji.
    > Czytałam wszystkie książki po polsku i wszystkie w oryginale, i muszę
    > powiedzieć, że orygianł jest o weile lepszy ;P

    Ale pod jakim względem? Językowym, tworzenia atmosfery, jeszcze innym...?


    --
    Nie ma w Polsce bardziej bronionego prawa kobiety niż prawo do pokazywania gołej
    dupy.
  • eeela 15.03.06, 01:46
    > I nikt nie może zabronić komuś wypowiadać się tylko dlatego, bo czytał
    > oryginał. No, to nawet lepiej - bo w przeciwieństwie do niezbyt rozgarniętego
    > założyciela tego tematu ma o HP większe pojęcie ;P

    Jezuuu, a tys tak szalenie rozgarnieta, ze po polsku napisanego posta jakos nie
    udalo ci sie pojac. Nikt tu w zadnym miejscu nie zabranial wypowiadac sie
    osobom, ktore czytaly oryginal. WRECZ PRZECIWNIE, autorka watku postuluje, ze
    wypowiadac sie powinny wlasnie te osoby, ktore przeczytaly oryginal. ORYGINAL,
    nie TLUMACZENIE. Jesli wszystko czytasz rownie uwaznie jak teksty na forum,
    powinnas dostac dozywotni zakaz wypowiadania sie w ogole, i to specjalna ustawa.

    --
    Daj sie ugryzc
  • kasztannova 14.03.06, 19:58
    Witam.
    Chociażby sprawa interpretacji tego o czy Dumbledore błaga czy nie.
    Ktoś też napisał że kiedy Snape miał zabić Dumbledora jego twarz wyrażała
    rozpacz psa zamkniętego w płonącym domu, a wczoraj czytałam specjalnie
    oryginalną wersję i to była rozpacz - po prostu. Bez psa :)
    Chyba że cytującego poniosła fantazja.
  • petit_beurre 15.03.06, 01:34

    Ponieważ mam niejasne wrażenie, że to ja zostałam wywołana do odpowiedzi -
    proszę :

    Tłum. Andrzej Polkowski, wyd. Media Rodzina, cena 39 zł, str. 648 - pierwszy
    akapit od góry:

    "-NIE NAZYWAJ MNIE TCHÓRZEM!- ryknął Snape, a jego twarz stała się nagle twarzą
    szaleńca, jakby targał nim ból tak nieludzki, jak wyjącym, skomlącym psem,
    uwięzionym w płonącym domu poza nimi" / koniec cytatu/

    Jesli tłumacz w tym akapicie DODAŁ coś od siebie, to byłyby to zapewne pierwszy
    w historii translacji przypadek DOPISANIA czegoś / poza przypisami / przez
    tłumacza. Zapewne natychmiast też skończyłby się w sądzie, a pozwanym byłby nie
    tylko tłumacz, ale także wydawnictwo.

    Dzieło literackie jest bowiem chronione prawami majątkowymi i pokrewnymi, w tym
    autorskimi - i niczego DOPISYWAC w nich nie wolno. Co innego USUWAC - takie
    przypadki się zdarzają . W porozumieniu z autorem , jeśli żyje, lub
    właścicielami praw majątkowych - dzieło można skrócić - zaznaczajac jednak
    wyraźnie , w którym miejscu i dlaczego. Najprostszy przykład - z Dodatków do
    Władcy Pierścieni - za wiedzą autora - w polskich wydaniach usunięto rozdziały
    dotyczące porównań między językami elfickimi a angielskim.

    Tłumacze zasadniczo - jeśli chodzi o prozę - mają niewielkie pole manewru. Choć
    zdarzają się wyjatki. Tu akurat legendarna jest korespondencja Bronisława
    Zielinskiego z Ernestem Hemingwayem w sprawie tłumaczenia :"Komu bije dzwon"
    Treść książki jest bogato ustrojona słowem "fuck" w róznych konfiguracjach ,
    co w wolnym tłumaczeniu brzmi , rzecz jasna - pierdol się, a w eleganckim -
    pieprz. Ale książka była wydawana po raz pierwszy na poczatku lat 60-tych i
    cenzura nijak się na ani jedno ani drugie zgodzić nie chciała. Nieszczęsny
    tłumacz wynalazł więc w słowniku poprawnej polszczyzny słowo "czniam" i uzyskał
    na jego używanie zgodę pisarza. Co oczywiście - nie ma się co czarować - w
    znacznym stopniu zmienia "urodę" dyskusji , prowadzonych w okopach Hiszpanii,
    ale przecież nie przeszkadza zasadniczo w zrozumieniu, o co w tej powieści
    chodzi, nieprawdaż ?
    To tyle na temat "rozumienia" i "intencji" .

    Moim zdaniem, zarowno jedno i drugie w pewnym tylko stopniu zależy od jakosci
    tłumaczenia / choć oczywiście lepiej, żeby było dobre/ . W znacznie większym od
    sumy doświadczeń, wiedzy, oczytania, intuicji , systemu wartości.
    Inaczej "rozumie" i odczytuje "intencje" osoba, która pierwszy tom
    przeczytała , jak miała dajmy na to 12 lat, i razem z książką dorasta , a
    inaczej osoba, która - tak jak ja - miała 36, i się swietnie bawiła, z lubościa
    wspominając, jak się nad nami pastwili nauczyciele.

    pozdrawiam

  • ewengarda 15.03.06, 14:52
    Ok, znalazlam cytat ze skomlacym psem w oryginale (strona 564 wydania dla
    doroslych, wyd. Bloomsbury, cena 16.99 funciakow - jakby to kogos interesowalo;):

    "DON'T -' screamed Snape, and his face was suddenly demented, inhuman, as though
    he was in as much pain as the yelping, howling dog stuck in the burning house
    behind them, '- CALL ME COWARD!'"

    Ha, coz za piekny, plastyczny opis! No i skomlacy pies jest...

    --
    "Outside of a dog, a book is man's best friend.
    Inside of a dog it's too dark to read."
    /Groucho Marx/
  • esupermario 15.03.06, 21:41
    Snape krzyczy do Harrego "Nie nazywaj mnie tchórzem" na błoniach już po zabiciu
    Dumledora.
    Natomiast w scenie zabójstwa żadnych porównań z psem nie znalazłem.

    pozdrawiam
  • kasztannova 15.03.06, 11:48
    Muszę przyznać że znalazłam tego psa...
    Tak że mój błąd :)
    Aczkolwiek tak, czy tak wolę wersję oryginalną.
  • misia9943 15.03.06, 11:51
    Wlasnie, jest o wiele lepsza ;)
    --
    Jesli nie mozesz znalezc serca w ciemnosci, znajdz ciemnosc w sercu...
  • petit_beurre 15.03.06, 12:58

    Oryginał ZAWSZE jest lepszy, tak jak obraz zawsze jest lepszy od jego kopii.

    Wiele zalezy od talentu tłumacza, jego wyczucia subtelności jezykowych,
    erudycji i zwyczajnie ogólnego wykształcenia i oczytania. I oczywiście od tego -
    ile tłumacz ma czasu. Jeśli musi w pół roku przetłumaczyć 800 stron tekstu -
    nie ma szans na dobre tłumaczenie. Zazwyczaj proces translacji trwa rok, dwa.
    Tylko raz spotkałam się z tłumaczeniem lepszym niz oryginał. Jose Marrodan
    Casas przetłumaczyl "Pantaleona i wizytantki" tak, że ci, co czytali oryginał
    twierdzą, że polska wersja jest lepsza. Casas jest Hiszpanem, nota bene.

    Niestety, gdyby nie tłumacze, nigdy nie przeczytalibyśmy Rabindranatha Tagore,
    bo kto zna hinduski w stopniu umozliwiającym swobodną lekturę , ani "Zawieście
    czerwone latarnie" - po chinsku w dialekcie mandarynskim , ani nawet "Gry
    szklanych paciorkow " ktora , choć TYLKO po niemiecku - jest dziełem tak
    wewnętrznie skomplikowanym, że jej tłumaczenie trwało kilka lat.

  • zielona2000 15.03.06, 18:01
    petit_beurre napisała:

    >
    > Oryginał ZAWSZE jest lepszy, tak jak obraz zawsze jest lepszy od jego kopii.
    > (...)

    Owszem masz racje, ale nie zawsze ludzie czytający orginał znją język dobrze i
    całe piękno się ulatnia, niestety :( A co do orginałow i kopii cóż, nie
    narzekam na tłumaczenie Polkowskiego - wg mnie jest dobrze. A tak a propos tych
    kopi i orginałów... Wiecie, że kiedyś Ch. Chaplin stanął dla hecy do konkursu
    na sobowtóra Ch. Chaplina i... zajął drugie miejsce :D Po prostu ironia... ;)
  • petit_beurre 15.03.06, 20:37

    Akurat angielski nie jest moją najmocniejszą stroną , choć radzę sobie i w
    wielkim świecie nie ginę.

    Dostałam w prezencie Władcę Pierścieni w oryginale. Czytanie literatury z
    Longmanem i Wielkim Słownikiem Idiomow to żadna przyjemność. Męczyłam się
    ambitnie 2 dni, po czym wróciłam do Skibniewskiej.

    Natomiast wystarczy mi angielskiego do oglądania filmow - i to rzeczywiscie
    jest przyjemność.

  • eeela 15.03.06, 20:49
    W przypadku Tolkiena roznica jest duzo bardziej drastyczna. Ale istotnie nie
    warto meczyc sie ze slownikami; lepiej poczekac, az sie osiagnie odpowiedni
    poziom, aby moc docenic piekno jezyka.

    --
    Daj sie ugryzc
  • oktawianc 16.03.06, 00:13
    Władca w oryginale faktycznie dość bolesny jest. Nie jestem specjalnie dobry w
    angielskim i odpadłem już na 4 stronie:)

    --
    W co motłoch bez dowodów uwierzył, jakże byśmy mogli to dowodami obalić?!
    Nietzsche
    Wywiad ze Stanisławem Lemem
  • esupermario 15.03.06, 21:32
    z opinią że tłumaczenie ma ogromny wpływ na na to jak odbieramy powieść, na
    jej "klimat", płynność, charakter, cokolwiek by to nie miało znaczyć. Mówię o
    czymś ulotnym, trudnym do opisania ale jestem przekonany, że większość wie co
    mam na myśli.
    Na potwierdzenie moich słów przytoczę przykład Władcy Pierścieni. Na pewno nie
    brakuje tu fanów kanonu fantazy :-) którzy wiedzą, że tylko przekład Marii
    Skibniewskiej jest w pełni satysfakcjonujący. Pozostałe (a są bodajże jeszcze 2
    lub 3) to dziurawa kicha.
    HBiKP przeczytałem najpierw "w oryginale" a potem tłumaczenie i też mam
    wrażenie, że oryginał jest trochę "mocniejszy".
  • oktawianc 16.03.06, 00:06
    Qqłka, elitarny klub...
    A jak ktoś zna niemiecki, francuski i hiszpański, to niestety do klubu należeć
    nie może, nie czytał w oryginale.


    kasztannova napisała:

    > Witam.
    > Jeśli już mamy dyskutować o tym co się kryje w treści, to proszę, mówmy
    > jednak na temat wersji oryginalnej, tłumaczenia mylą intencje i powstają
    > później dziwne pomysły.
    > Pozdrawiam


    --
    W co motłoch bez dowodów uwierzył, jakże byśmy mogli to dowodami obalić?!
    Nietzsche
    Wywiad ze Stanisławem Lemem

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka