Dodaj do ulubionych

najgorsze wspomnienie snape'a

09.08.07, 21:58
po obejrzeniu 5 czesci harry'ego najbardziej pozostala mi w pamieci
scena gdy harry wchodzi w umysl snape'a i widzi tam jego najgorsze
wspomnienie i wlasnie tu moje pytanie : czy ten aktor ktory gral
mlodego snape'a to nie byl czasem ten sam ktory gral niejakiego
murtagha w ERAGONIE ? byl ludzaco podobny nie wydaje wam sie ?
Edytor zaawansowany
  • robalina 09.08.07, 22:01
    zapomnialam : jezeli wiecie jak nazywa sie ten aktor to bardzo
    prosze napiszcie w tym watku :) dzieku !
  • xtrin 10.08.07, 02:24
    Chłopak nazywa się Alec Hopkins i poza HP zdaje się nie grał jeszcze nigdzie.
    Murtagha w "Eragonie" grał niejaki Garrett Hedlund, który ma na koncie kilka filmów.

    Proponuję nauczyć się korzystania z Internetu.

    --
    If velvet could speak, it would sound like Alan Rickman.
  • robalina 12.08.07, 01:31
    dzieki za info a tak przy okazji to umiem korzystac z internetu
    jednakze chcialam dowiedziec sie tego od ludzi z forum :)
  • xtrin 15.08.07, 13:27
    robalina napisała:
    > dzieki za info a tak przy okazji to umiem korzystac z internetu
    > jednakze chcialam dowiedziec sie tego od ludzi z forum :)

    Tzn. zadajesz innym pytanie, na które odpowiedź można odnaleźć w czasie
    krótszym, niż potrzeba na napisanie owego pytania na forum?
    Doprawdy, ciekawe podejście...

    --
    If velvet could speak, it would sound like Alan Rickman.
  • robalina 26.08.07, 19:02
    lubie niekonwencjonalne rozwiązania dzieki :)
  • xtrin 26.08.07, 21:41
    "Niekonwencjonalne" - tak też można to nazwać :).

    --
    Incredible... it's even worse than I thought it would be.
  • ginny22 26.08.07, 23:19
    Chciałam coś o najgorszym wspomnieniu Snape'a z innej beczki. Po V
    tomie wiele osób się zastanawiało, jakim cudem akurat TO
    wspsomnienie jest najgorsze (co było wodą na młyn tych, którzy
    sprawę widzieli w kategoriach "uciśniony Severus i dupek James"). A
    dopiero w VII tomie dowiadujemy się, dlaczego ono było najgorsze -
    nie dlatego, że James taki wredny, tylko dlatego, że wtedy Severus
    ostatecznie zamknął sobie drogę do Lily. Bardzo mi się to podoba.
  • xtrin 27.08.07, 01:35
    SPOILER WARNING
    ----






    ---
    ginny22 napisała:
    > A dopiero w VII tomie dowiadujemy się, dlaczego ono było najgorsze -
    > nie dlatego, że James taki wredny, tylko dlatego, że wtedy Severus
    > ostatecznie zamknął sobie drogę do Lily. Bardzo mi się to podoba.

    To rzeczywiście jest bardzo zgrabne rozwiązanie. Dlatego chyba nie ubodło mnie
    całe to "Sev looooves Lily", które przed tomem VII wydawało mi się kiczowatą
    zagrywką, do której autorka się nigdy nie posunie, że w zgrabny sposób wypełniło
    dwie dziury w całości historii - "najgorsze wspomnienie" i dziwaczne zachowanie
    Voldemorta względem Lily, a jednocześnie zostało tak przedstawione, że nie psuje
    postaci Snape'a, wręcz ją wzbogaca.

    Nawet bardzo okrutne żarty kolegów mało nadają się na "najgorsze wspomnienie"
    człowieka, który w życiu doświadczył wiele strasznych momentów. Ale czy
    stracenie nastoletniej miłości to już wystarcza? Dlaczego tamto właśnie - nie
    mające wielkiego znaczenia - wydarzenie, a nie np. moment, gdy dowiedział się o
    jej śmierci, której był współwinny?

    Bo Lily to nie była "tylko" miłość. Do Snape'a totalnie nie pasuje zadurzenie w
    czarodziejskim odpowiedniku głównej cheerleaderki. Ale Lily nie była tylko
    obiektem nastoletnich westchnień, to była też przyjaciółka. Jasny promyczek w
    niezbyt wesołym życiu młodego Severusa, przepełnionym odrzuceniem,
    niespełnionymi ambicjami, kpinami, podejrzanymi znajomościami i Czarną Magią.
    Jeżeli kiedykolwiek miał szansę na wyrwanie się z tego kręgu ciemności to ową
    szansą była Lily. Szansą marną, bo wszystko było przeciwko nim, już wcześniej
    ich stosunki były naznaczone nieporozumieniem i różnicami w podejściu do świata,
    ale wciąż istniejącą aż do momentu, gdy sam ją spektakularnie zaprzepaścił
    właśnie w owym "najgorszym wspomnieniu".
    Lily powiedziała mu po tamtym zdarzeniu "you've chosen your way". I nie chodziło
    tutaj tylko o ich przyjaźń czy miłość, ale o całość jego życiowych wyborów.
    Tamten moment przypieczętował przeznaczenie Severusa - odtąd było już tylko w
    dół, po tragedię, po której dla odkupienia oddał wszystko - życie i duszę. To
    wspomnienie rzeczywiście jest w jakimś sensie najgorsze, bo jest przełomowym
    momentem, w którym zdecydował się jego smutny los.

    --
    You tell someone you're a Metatron, they stare at you blankly. You mention
    something out of a Charlton Heston movie and suddenly everyone is a theology
    scholar.
  • robalina 30.08.07, 20:34
    a dlaczego akurat w tym momencie ostatecznie zamknął sobie do niej
    droge ? prosze o wytłumaczenie :)
  • ginny22 31.08.07, 00:39
    A nie czytało się jeszcze VII tomu? ;) To w skrócie - Snape i Lily
    się przyjaźnili od dziecka, ona była tak naprawdę jedyną życzliwą mu
    osobą, on sie w niej kochał, z czego ona nie miała obowiązku zdawać
    sobie sprawy. Jej się nie podobali ludzie, z jakimi on przestawał
    (czyli smierciożercy). A on o dziecka uważał, że osoby niemagicznego
    pochodzenia to szlamy, robiąc wyjątek tylko dla Lilki i ukrywając
    przed nią, co naprawdę myśli. No i w czasie "najgorszego
    wspomnienia" coś pękło, nazwał szlamą i ją, czego mu nie wybaczyła.
    I dlatego.
  • xtrin 31.08.07, 09:16
    ginny22 napisała:
    > Jej się nie podobali ludzie, z jakimi
    > on przestawał (czyli smierciożercy).

    A jemu ludzie, z jakimi przestawała ona (James P. i ska).
    Ciężko powiedzieć czyje pretensje były bardziej uzasadnione ;).

    --
    - Should we say a prayer?
    - Forget it. He won't listen to me.
  • niedo-wiarek 31.08.07, 09:31

    Moim zdaniem poszło o to, że Snape był brzydki i nie dbał niestety o
    higienę osobistą ;(
  • niedo-wiarek 31.08.07, 09:35

    Poza tym wiele wskazuje, że groszem nie śmierdział ;(
  • xtrin 31.08.07, 12:42
    Brzydki to absolutnie nie był :p, choć pewnie nie była to uroda kapitana drużyny
    futbolowej... wróć... miotłowej.
    Co do higieny to też nie wiem skąd takowe wnioski wyciągasz...
    Groszem natomiast niewątpliwie nie śmierdział (ha! higiena!), w przeciwieństwie
    do burżuja Pottera.
    Nic więc dziwnego, że cheerleaderka Lily nie była w stanie go docenić.

    --
    You tell someone you're a Metatron, they stare at you blankly. You mention
    something out of a Charlton Heston movie and suddenly everyone is a theology
    scholar.
  • niedo-wiarek 31.08.07, 17:00
    xtrin napisała:


    > Co do higieny to też nie wiem skąd takowe wnioski wyciągasz...

    Przetłuszczone włosy. Chyba że się jakimś smalcem pomadował, ale w
    sumie na jedno wychodzi.
  • xtrin 31.08.07, 18:45
    niedo-wiarek napisał:
    > Przetłuszczone włosy.

    Może po prostu miał je mocno się przetłuszczające? :)

    --
    You tell someone you're a Metatron, they stare at you blankly. You mention
    something out of a Charlton Heston movie and suddenly everyone is a theology
    scholar.
  • ginny22 31.08.07, 10:27
    Mam wrażenie po "najgorszym wspomnieniu", że ona na tym etapie z
    Jamesem przestawała głównie na lekcjach, a i to dlatego, że nie
    miała innego wyjścia. ;)
    BTW tak strasznie chciałabym wiedzieć, co spowodowało przemianę
    duchową Jamesa...
  • xtrin 31.08.07, 12:43
    ginny22 napisała:
    > BTW tak strasznie chciałabym wiedzieć,
    > co spowodowało przemianę duchową Jamesa...

    A skąd wniosek, że takową przeszedł?

    --
    Before we can repent, we have to sin.
  • ginny22 31.08.07, 16:21
    Bo Lily się jednak z nim związała? Bo Dumbledore i cała reszta
    wspomina go jako wspaniałego człowieka?
  • niedo-wiarek 31.08.07, 16:59
    ginny22 napisała:

    > Bo Lily się jednak z nim związała?

    To już ustaliliśmy - był dość zamożny, niebrzydki i popularny -
    czego więcej potrzeba kobiecie? Poza tym dla niej mógł być akurat
    dobry. Hitler też podobno wykazywał wiele ludzkich uczuć w stosunku
    do Evy Braun - a z wyglądu to trochę nawet Pottera przypominał.

    >Bo Dumbledore i cała reszta
    > wspomina go jako wspaniałego człowieka?

    O nieboszczykach źle się nie mówi :)
  • xtrin 31.08.07, 18:48
    niedo-wiarek napisał:
    > To już ustaliliśmy - był dość zamożny, niebrzydki i popularny -
    > czego więcej potrzeba kobiecie?

    Jak kiedyś wreszcie się dowiesz to może nie będziesz musiał korzystać z list
    rezerwowych ;).
    Ale fakt, cheerleaderce Lily pewnie tyle starczało.

    --
    Before we can repent, we have to sin.
  • niedo-wiarek 31.08.07, 19:45
    xtrin napisała:


    > Jak kiedyś wreszcie się dowiesz to może nie będziesz musiał
    >korzystać z list

    Eee tam, nawet sobie zażartować już nie można, bo człowiek zdąży o
    wszystkim zapomnieć, a tu nagle mu w zupełnie innym kontekście
    wyciągną - niczym akta z IPN-u ;P
  • xtrin 31.08.07, 20:15
    niedo-wiarek napisał:
    > Eee tam, nawet sobie zażartować już nie można, bo człowiek zdąży
    > o wszystkim zapomnieć, a tu nagle mu w zupełnie innym kontekście
    > wyciągną - niczym akta z IPN-u ;P

    No widzisz... w IV RP o niczym się nie zapomina! ;)

    --
    Cancel the kitchen scraps for lepers and orphans, no more merciful beheadings,
    and call off Christmas.
  • xtrin 31.08.07, 17:01
    Co do Lily - Może Jamesowi udało się ją oszukać? A może to ona się zmieniła?
    Może zmieniła priorytety? Po zerwaniu z Severusem siłą rozpędu rzuciła się w
    ramiona Jamesa?

    Co do reszty - może jeden Snape był szczery wspominając Jamesa, a cała reszta po
    prostu starała się być miła dla Harrego? A może po prostu nigdy nie zauważali
    jego wad?

    --
    By Grabthar's hammer, by the sons of Worvan, you shall be avenged.
  • ginny22 31.08.07, 17:08
    Zaraz dojdziemy do sytuacji, w której Lily kochała Snape'a, a za
    Jamesa wyszła pod Imperiusem. ;)
  • niedo-wiarek 31.08.07, 17:13
    ginny22 napisała:

    > Zaraz dojdziemy do sytuacji, w której Lily kochała Snape'a, a za
    > Jamesa wyszła pod Imperiusem. ;)

    A kto powiedział, że kogoś w ogóle kochała? Być może chęcią zawarcia
    związku była chęć wżenienia się w rodzinę czystej krwi. :)
  • niedo-wiarek 31.08.07, 17:14
    niedo-wiarek napisał:


    >Być może chęcią

    oczywiście nie "chęcią" tylko "powodem".

  • xtrin 31.08.07, 19:12
    ginny22 napisała:
    > Zaraz dojdziemy do sytuacji, w której Lily kochała Snape'a,

    Miłością romantyczną - zapewne nie. Jako przyjaciela - pewnie tak.

    > a za Jamesa wyszła pod Imperiusem. ;)

    To nie był Imperius, a zaklęcie mające o wiele silniejsze działanie na
    cheerleaderki - Czesus Grzywus.
    Atrakcyjny, uroczo bezczelny, popularny, lubiący szpanować, wywodzący się z
    dobrej rodziny, otoczony wianuszkiem przyjaciół - James niewątpliwie cieszył się
    sporym zainteresowaniem płci pięknej. Do tego wyjątkowo starający się zdobyć
    względy Lily.
    Lily, która - po burzliwym zerwaniu przyjaźni z Severusem - mogła czuć się
    dodatkowo przyciągana przez tych, których tak Sev nie trawił. Dokuczali mu? I
    dobrze, w końcu sobie zasłużył! Że Potter jest zadufany w sobie? No i co z tego,
    za to jak to Seva zaboli jak się z nim umówię! A do tego kwestia rasowa -
    half-blood Snape wyzywa ją od mudbloodów, a pure-blood Potter jest nią żywnie
    zainteresowany - cóż za nobilitacja!
    A dalej szacowna pozycja dziewczyny kapitana drużyny miotlarskiej, elitarni
    znajomi... Lily nie była osobą głuchą na zdanie ogółu.
    Potter doprawdy nie musiał się jakkolwiek zmieniać, żeby zdobyć Lily.
    Wystarczyło wykorzystać moment i troszkę poudawać. I w końcu wpadka... :)

    --
    Cancel the kitchen scraps for lepers and orphans, no more merciful beheadings,
    and call off Christmas.
  • ginny22 31.08.07, 19:33
    Jesteś okrutna. :) Acz wizja tego, jak się Lilka Jamsem
    zainteresowała, całkiem mnie przekonuje. Nadal tylko nie widzę
    powodu, dla którego cały świat wmawiałby Harry'emu, że jego ojciec
    był świetnym facetem. I jeszcze jest kwestia tego, że Potterowie
    musieli dać Harry'emu przez ten rok z kawałkiem bardzo dużo miłości,
    skoro go chroniła przed zwariowaniem u Dursleyów.
    Swoją drogą, jakoś do mnie nie przemawia wizja Lily (a potem Ginny)
    jako pierwszej cheerleaderki.
  • niedo-wiarek 31.08.07, 19:56
    ginny22 napisała:


    > Swoją drogą, jakoś do mnie nie przemawia wizja Lily (a potem
    Ginny)
    > jako pierwszej cheerleaderki.

    Też mi to nie bardzo pasuje. Rzeczywista Lilly wyglądałaby zapewne
    mniej więcej tak:

    imgserv.ya.com/galerias2.ya.com/img/4/4284cd7611323ef1i3.jpg
    bo to tak naprawdę była trochę taka o pokolenie wcześniejsza wersja
    Hermiony ;)
  • xtrin 31.08.07, 20:53
    E, nie... ta to była babka z jajem, a Lily i Ginny to takie mdłe słodkości. :p

    --
    Before we can repent, we have to sin.
  • xtrin 31.08.07, 21:40
    E... przefarbować na rudo i idealna Lily :p.

    --
    Genuine People Personalities. I'm a personality prototype. You can tell, can't
    you...?
  • niedo-wiarek 31.08.07, 22:03
    xtrin napisała:

    > E... przefarbować na rudo i idealna Lily :p.

    W zasadzie to się zgadzam :p.
  • xtrin 31.08.07, 22:06
    niedo-wiarek napisał:
    > W zasadzie to się zgadzam :p.

    No chociaż raz! :)

    --
    Incredible... it's even worse than I thought it would be.
  • xtrin 31.08.07, 20:52
    ginny22 napisała:
    > Jesteś okrutna. :)

    Wiem :].
    Ale tak po prawdzie to ani Lily ani James nie wydają mi się jakoś specjalnie
    interesującymi postaciami ani też specjalnie interesującymi ludźmi. Fakt, że za
    wiele o nich nie wiemy, ale to co wiemy jakoś nie zachęca do poznawania ich bliżej.

    > Acz wizja tego, jak się Lilka Jamsem zainteresowała,
    > całkiem mnie przekonuje.

    Ano takie życie :).

    > Nadal tylko nie widzę powodu, dla którego cały świat wmawiałby
    > Harry'emu, że jego ojciec był świetnym facetem.

    A kto mówił Harremu o ojcu?
    Lupin i Siriusz raczej nie zaliczają się do osób w tej kwestii obiektywnych -
    byli jego kumplami, współwinnymi (szczególnie Siriusz) jego gówniarskich pokazówek.
    Wealeyowie? Niekoniecznie nawet specjalnie dobrze Pottera znali, poza tym to
    raczej ludzie, którzy o zmarłym złego słowa nie powiedzą.
    Dumbledore? On znał Jamesa jako ucznia, nauczyciele często mają dość spaczone
    pojęcie o swoich uczniach. Choć z drugiej strony Dumbledore na ludziach, a w
    szczególności uczniach, znał się przednio. Ale i z trzeciej Dumbledore miał w
    tym własny (czy raczej światowy) interes, by Harremu przedstawiać jego ojca jako
    bohatera - wzmagał w ten sposób pragnienie zemsty, ustawiał chłopca na
    odpowiedni tor.
    Hagrid? Ten dla odmiany na ludziach nie zna się nic a nic.

    Biedny, osierocony chłopak, którego rodzice dzięki tragicznej śmierci stali się
    legendami. Cóż innego można mu było o nich mówić, jak tylko opisywać ich w
    samych superlatywach?

    Jedna rzecz, jaka mnie zastanawia - co tak w zasadzie Potterowie w życiu osiągnęli?
    Skończyli Hogwart w lecie '78 mając po osiemnaście lat. Harry urodził się dwa
    lata później, rok później zginęli. Nie za bardzo w zasadzie mieli czas cokolwiek
    zdziałać. Mgliście wspomina się o ich udziale w Zakonie, ale w zasadzie nic nie
    wiadomo o ich w nim dokonaniach. Aurorami - jak rodzice Neville'a - nie byli.
    Czym się zajmowali poza życiem na koszt rodziny Potterów?

    > I jeszcze jest kwestia tego, że Potterowie musieli dać Harry'emu
    > przez ten rok z kawałkiem bardzo dużo miłości

    W to nie wątpię.

    > Swoją drogą, jakoś do mnie nie przemawia wizja Lily
    > (a potem Ginny) jako pierwszej cheerleaderki.

    To przecież są wypisz wymaluj cheerleaderki, tyle że nie blond, a rude ;).
    Urocze, wesołe, żywiołowe, słodkie do obrzydzenia, dobre do przesady, uwielbiane
    przez otoczenie. Takie nieco podrosłe i uromantycznione "szalone nastolatki".
    Swoją drogą to ciekawe, że Harry ożenił się z dziewczyną tak przypominającą jego
    matkę.

    --
    By Grabthar's hammer, by the sons of Worvan, you shall be avenged.
  • ginny22 31.08.07, 21:42
    xtrin napisała:

    > Jedna rzecz, jaka mnie zastanawia - co tak w zasadzie Potterowie w
    > życiu osiągnęli?
    > Skończyli Hogwart w lecie '78 mając po osiemnaście lat. Harry
    > urodził się dwa lata później, rok później zginęli. Nie za bardzo w
    > zasadzie mieli czas cokolwiek zdziałać. Mgliście wspomina się o
    > ich udziale w Zakonie, ale w zasadzie nic nie wiadomo o ich w nim
    > dokonaniach. Aurorami - jak rodzice Neville'a - nie byli. Czym się
    > zajmowali poza życiem na koszt rodziny Potterów?

    I to jest pytanie za 100 punktów. Wiemy jeszcze, że trzykrotnie
    oparli się Voldemortowi - ale jak? To zagadnienie wiąże się trochę z
    tą przemianą duchową Jamsea - tak naprawdę nie znamy rodziców
    Harry'ego. Wszystko, co konkretnie o nich wiemy, wiemy od Snape'a -
    który jest również mało obiektywny.

    > Swoją drogą to ciekawe, że Harry ożenił się z dziewczyną tak
    przypominającą jego matkę.

    JKR chyba to lubi, bo z kolei Harry w którymś momencie patrzy na
    Rona i Hermionę i widzi Arthura i Molly. ;) A podobieństwu Lily i
    Ginny trudno się w sumie dziwić, w końcu siedem tomów tłumaczy się
    nam, że Harry jest taki podobny do Jamesa... A potem w fanartach nie
    mam pewności, czy ktos narysował Jamesa i Lilkę, czy Harry'ego i
    Ginny.
  • xtrin 31.08.07, 22:20
    ginny22 napisała:
    > Wiemy jeszcze, że trzykrotnie oparli się Voldemortowi - ale jak?
    > To zagadnienie wiąże się trochę z tą przemianą duchową Jamsea

    Że oparcie się Voldemortowi miało być przemianą duchową Jamesa? Jakoś nie za
    bardzo mi to współgra - jego problemem nie była Czarna Dusza (jak w przypadku
    Snape'a), ale po prostu gówniarski charakter zepsutego dzieciaka. Może po prostu
    dorósł? :)

    > Wszystko, co konkretnie o nich wiemy, wiemy od Snape'a -
    > który jest również mało obiektywny.

    Nikt nie jest tutaj obiektywny. Jakkolwiek to co wiemy od Snape'a ma pewną
    przewagę - nie są to tylko jego opowieści i subiektywna ocena, ale też w pewnym
    przynajmniej stopniu obiektywne wspomnienia. Wiemy też, że Lily za Jamesem na
    początku nie przepadała. Wiemy jak traktował "przyjaciół" (Wormtaila), że jego
    szpanerstwo wkurzało nawet Siriusa.
    Nie sądzę, by James przeszedł jakąś "przemianę duchową". Raczej po prostu
    troszkę dojrzał, szczególnie po założeniu rodziny.

    > JKR chyba to lubi, bo z kolei Harry w którymś momencie
    > patrzy na Rona i Hermionę i widzi Arthura i Molly. ;)

    Cała seria to w pewien sposób hołd teoriom psychologicznym o tym jak to
    dzieciństwo determinuje przyszłość.
    Harry - tłamszona przez opiekunów sierotka marząca o byciu Kimś, nagle
    odkrywający swoją wyjątkowość i robiący wszystko, by ją potwierdzić.
    Ron - najmłodszy brat zdeterminowany by się wykazać, dorównać wspaniałym
    braciom, w efekcie wszystkiego dokonujący w cieniu kolejnej osoby.
    Neville - wychowywany przed nadopiekuńczą babcię fajtłapa, który nie jest w
    stanie dorównać legendarnym rodzicom.
    Snape - klasyczna emocjonalna ofiara przemocy domowej.
    James - rozpuszczony dzieciak z bogatej, szacownej rodziny.
    Siriusz - kolejny rozpuszczony dzieciak z kolejnej bogatej i szacownej rodziny,
    ale dla odmiany względem owej rodziny buntowniczy.
    Itd itp.

    --
    Incredible... it's even worse than I thought it would be.
  • ginny22 01.09.07, 00:38
    xtrin napisała:

    > jego problemem nie była Czarna Dusza (jak w przypadku
    > Snape'a), ale po prostu gówniarski charakter zepsutego dzieciaka.
    > Może po prostu dorósł? :)

    To jest jakaś opcja. Ale musiałby dorosnąć dość gwałtownie i
    gruntownie. Przemiana gówniarza w jednego z najdzielniejszych ludzi
    magicznej Anglii to nie w kij dmuchał.

    > Cała seria to w pewien sposób hołd teoriom psychologicznym o tym
    > jak to dzieciństwo determinuje przyszłość.
    > Harry - tłamszona przez opiekunów sierotka marząca o byciu Kimś,
    > nagle odkrywający swoją wyjątkowość i robiący wszystko, by ją
    > potwierdzić.

    Umówmy się - gdyby Harry był jedynie tłamszoną przez opiekunów
    sierotką, to byłby znany jako Harry "Przepraszam-Że-Żyję" Potter.

    > Ron - najmłodszy brat zdeterminowany by się wykazać, dorównać
    > wspaniałym braciom, w efekcie wszystkiego dokonujący w cieniu
    > kolejnej osoby.

    Co mu efektownie Riddle wypomniał. W cieniu czy nie w cieniu,
    dokonał jednak całkiem sporo (bez powodu nie dają Twego zdjęcia na
    karty dołaczane do czekoladowych żab). ;)

    > Snape - klasyczna emocjonalna ofiara przemocy domowej.
    > James - rozpuszczony dzieciak z bogatej, szacownej rodziny.

    Harry też był ofiarą przemocy domowej. Malfoy tez był rozpuszczonym
    dzieciakiem z bogatej rodziny. Aż tak prosto to nie działa... :)
  • xtrin 01.09.07, 01:27
    ginny22 napisała:
    > To jest jakaś opcja. Ale musiałby dorosnąć dość gwałtownie i
    > gruntownie. Przemiana gówniarza w jednego z najdzielniejszych
    > ludzi magicznej Anglii to nie w kij dmuchał.

    Jaka przepraszam przemiana?
    Po pierwsze nie wiem skąd owo przekonanie o szlachetnej dzielności Jamesa - jak
    pisałam wcześniej w zasadzie nic nie wiadomo o jakichkolwiek jego wielkich
    zasługach.
    Po wtóre: odważny - w brawurowym wydaniu - był zawsze. W końcu był w
    Gryffindorze ("brawny not brainy").

    > Umówmy się - gdyby Harry był jedynie tłamszoną przez opiekunów
    > sierotką, to byłby znany jako Harry "Przepraszam-Że-Żyję" Potter.

    Umówić się możemy, ale nie za bardzo widzę ku temu podstaw. Nie każda tłamszona
    sierotka w ten sposób kończy. W szczególności literacka :).
    Harry był dość hardym dzieciakiem na długo przed listem z Hogwartu. Jak tylko
    mógł odgrywał się na kuzynie, pyskował wujowi i sprzeciwiał ciotce. Radość, jaką
    mu sprawiło upokorzenie Dudley'a w zoo to nie jest absolutnie podejście
    "przepraszam, że żyję".
    Sytuacja w jakiej się Harry znalazł, jakkolwiek bardzo destrukcyjna, budzić też
    mogła bunt wynikający z poczucia niesprawiedliwości - tak losu jak i opiekunów.
    Bunt dodający sił do walki z doznanymi krzywdami.

    > Co mu efektownie Riddle wypomniał. W cieniu czy nie w cieniu,
    > dokonał jednak całkiem sporo (bez powodu nie dają Twego zdjęcia na
    > karty dołaczane do czekoladowych żab). ;)

    Ależ ja bardzo doceniam Rona, lubię go stokroć bardziej niż Harrego :). Nie
    zmienia to faktu, że całe swoje życie pozostawał w cieniu - najpierw braci,
    później Harrego, a w końcu (jak sądzę) Hermiony.

    > Harry też był ofiarą przemocy domowej.

    Zupełnie innej przemocy. Jak pisałam wyżej - sytuacja Harrego budziła poczucie
    niesprawiedliwości, które mogło posłużyć za źródło pozytywnej siły.
    W przypadku Snape'a było inaczej - tutaj nie było niesprawiedliwości losu, a
    krzywda pochodziła od własnych rodziców. To raczej budzi poczucie winy, a co za
    tym idzie niską samoocenę. To siedzi w Snape'ie i w dużym stopniu dyktuje jego
    zachowaniami. Można też w dzieciństwie szukać źródła jego umiłowania dla Czarnej
    Magii - z potrzeby znalezienia prostego sposobu na władzę.

    > Malfoy tez był rozpuszczonym dzieciakiem z bogatej rodziny.

    I pod pewnymi względami jest do Siriusa podobny. Ale różni ich dość podstawowa
    sprawa - Draco chciał się wykazać przed rodzicami, Sirius chciał ich wkurzyć.

    > Aż tak prosto to nie działa... :)

    Ależ oczywiście, że nie działa tak prosto, przecież tego nie twierdzę, że tylko
    dzieciństwo determinuje bohaterów. Ale u wielu z nich ma kolosalny wpływ na ich
    późniejsze zachowania.
    Gdyby Harry został wychowany w cieple domowym przez własnych rodziców zapewne
    nie miałby w sobie tej determinacji, która pcha go do przodu.
    Malfoy wychowany przez Grangerów pewnie byłby nudny jak flaki z olejem.
    Snape wychowany w dobrym, Gryffindorskim domu, ze swoim talentem i inteligencją,
    zapewne zaszedłby bardzo wysoko, ożenił się z Lily i spłodził Harrego Snape'a.
    Choć pewnie wciąż byłby wrednym złośliwcem.

    --
    You tell someone you're a Metatron, they stare at you blankly. You mention
    something out of a Charlton Heston movie and suddenly everyone is a theology
    scholar.
  • robalina 31.08.07, 22:57
    aha dzieki ale ciekawe dlaczego nazwal szlama kobiete ktora podobno
    kochal ?
  • ginny22 01.09.07, 00:31
    1. Bo poglądy rasistowskie w nim zwyciężyły.
    2. Bo był tak wściekły, że nie myślał, co mówi.
    3. Bo to był skomplikowany facet i to, że kochał Lily, też nie było
    proste.
  • niedo-wiarek 01.09.07, 00:50

    4. Powiedział to przez wrodzoną uczciwość i rzetelność
    intelektualną. W końcu Lily była ponad wszelką wątpliwość szlamą, na
    dodatek negatywnie nastawioną do czarodziejów szlachetniejszej krwi
    (co wyrażało się we wściekłej nienawiści do śmierciożerców).
  • xtrin 01.09.07, 00:55
    No, zaczynasz myśleć jak porządny Śmierciożerca! :)

    --
    One of the drawbacks to being a martyr is that you have to die.
  • xtrin 01.09.07, 00:54
    robalina napisała:
    > aha dzieki ale ciekawe dlaczego nazwal szlama
    > kobiete ktora podobno kochal ?

    Nie "podobno" tylko kochał, co do tego nie ma raczej wątpliwości, dowiódł tego
    swoim dalszym postępowaniem. Choć rzeczywiście w swych początkach owa miłość
    była patologiczna.

    A dlaczego tak nazwał? Bo - wbrew temu co jej wcześniej wmawiał - siedziała w
    nim odraza do Mugoli, wspomagana sytuacją w domu, przynależnością do Slytherinu
    i skłonnościami przyjaciół. Bo sytuacja wyzwoliła w nim to co najgorsze. Bo jego
    duma potwornie ucierpiała, a bycie bronionym przez kobietę, do tego z
    Gryffindoru i Mugolskiego pochodzenia, do tego tą, przed którą nie chciał
    okazywać słabości przelało czarę goryczy.

    --
    Genuine People Personalities. I'm a personality prototype. You can tell, can't
    you...?

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka