Dodaj do ulubionych

Niewyjaśnione...Spróbujmy więc razem!

02.02.08, 18:57
1)Lily i Petunia nie widziały się latami, Petunia udawała,ze nie ma
siostry. Skąd więc bożonarodzeniowy prezent?
2)Harry przymierał głodem? Przecież pisała, że go nie głodzili!
3)Co Petunia chciała powiedzieć Harry`emu?
4)Czy Teddy mieszkał z ojcem chrzestnym?
Edytor zaawansowany
  • marajka 02.02.08, 19:13
    Czemu ona nie mogła tego napisać? Nie każdy czytuje jej wywiady. Ale
    dzięki;)
  • marajka 02.02.08, 19:44
    Niekoniecznie...W ostatnim rozdziale mogła napisać, albo niech
    machnie ósemkę!
  • marajka 02.02.08, 20:01
    Ona co chwila deklaruje co innego. Raz czytałam, że się zastanawia,
    raz, że nie napisze. Ale może niech nie pisze...Harry ma 36 lat!
  • eeela 02.02.08, 20:15

    > Ona co chwila deklaruje co innego. Raz czytałam, że się zastanawia,
    > raz, że nie napisze.

    To prasa tak spekuluje, Rowling nie ma z tym nic wspolnego. Ona jest dosc
    konsekwentna w swoich wypowiedziach i nigdzie w zadnym z wywiadow nie mowila o
    pisaniu osmego tomu.

    > Ale może niech nie pisze...Harry ma 36 lat!

    Co w tym zlego? Dla starszych czytelnikow to byloby na pewno bardzo interesujace
    ;-) No, ale od fantazjowania o Harrym w wieku 36 lat to juz jest cala masa fanfikow.


    --
    Perdedor no es aquel que no acumula logros, sino el que no puede reconocerlos cuando los tiene.
  • trosca 03.02.08, 12:58
    Cały problem w tym, że Harry urodzony w 1980 roku, ma dopiero góra 28 lat. Cała scena "19 lat później", to tylko przepowiednia:)
    --
    trosca w wylęgarni
  • marajka 03.02.08, 14:15
    Ale to książka...Jest w niej po prostu rok 2016. No i jeszcze jedno.
    James miał walczyć i bronić rodziny, a tymczasem nie walczył. Nie
    miał różdżki!
  • tonks666 12.02.08, 18:46
    Marajko! nie bluźnij!;) toż to przegięcie by było, gdyby ósmy tom
    powstał! ale mam nadzieję, że to z encyklopedią to prawda i już jej
    wyczekuję:D
    --
    coś dla Potteromaniaków:D
    jak wyżej:D
    a to dla brata=)
  • ginny22 03.02.08, 20:30
    1. Paetunia wysyłała prezenty także Harry'emu, widocznie na tyle
    starczało jej poczucia "rodzinności".
    2. Harry'ego nie głodzono, ale też nigdy nie miał jedzenia do syta,
    OIP.
    3. A tego nie wiem. Na pewno coś miłego, skoro nie przeszło jej
    przez usta.
    4. Nie mieszkał, przychodził cztery razy w tygodniu na obiad (tak
    jest napisane w epilogu).
  • marajka 03.02.08, 21:40
    W 7 tomie pisze, że przymierał głodem. Wiem, że przychodził często
    na obiady, ale miał 19 lat. Ja dzieciństwo miałam na mysli. No i co
    do "Tuni" to Harry`emu przysyłała zapałki albo chusteczki, a tu
    wazon...
  • waldemar_batura 12.02.08, 19:44
    marajka napisała:

    > 1)Lily i Petunia nie widziały się latami, Petunia udawała,ze nie ma
    > siostry. Skąd więc bożonarodzeniowy prezent?

    Udawała zapewne dopiero, gdy wyszła ze Vernona, a jej rodzice umarli (nie ma o
    tym wzmianki wprost, ale oczywiście tak musiało się stać) - gdy James i Lily też
    zginęli, wtedy mogła ostatecznie (nie licząc Harry'ego) zerwać ze światem
    czarodziejów.

    > 2)Harry przymierał głodem? Przecież pisała, że go nie głodzili!

    Kto pisał - JKR? Cały czas trzymała się jednej wersji - że dawali mu mało jeść -
    więc nie wiem, skąd wątpliwości.

    > 3)Co Petunia chciała powiedzieć Harry`emu?
    > 4)Czy Teddy mieszkał z ojcem chrzestnym?

    A na to już odpowiedziano.
    --
    "Nie jestem zwolennikiem bicia endeków. Nie uważam również, aby miało sens
    propagowanie specjalnej strefy osiadłości dla endeków lub zakazywanie małżeństw
    mieszanych, to znaczy krzyżowania endeków z normalnymi ludźmi." - Słonimski.
  • waldemar_batura 12.02.08, 19:45
    Ale to, że James nie walczył, podczas gdy sam Voldemort w pierwszym tomie skomplementował go, że walczył dzielnie, też wychwyciłem: to jedna z większych nieusuwalnych sprzeczności w fabule.
    --
    "Nie jestem zwolennikiem bicia endeków. Nie uważam również, aby miało sens propagowanie specjalnej strefy osiadłości dla endeków lub zakazywanie małżeństw mieszanych, to znaczy krzyżowania endeków z normalnymi ludźmi." - Słonimski.
  • ginny22 13.02.08, 00:10
    W każdym razie James zrobił tyle, ile mógł zrobić facet bez różdżki
    naprzeciw faceta z różdzką i złymi zamiarami: bronił dostępu do domu
    własną piersią. Zawsze jakieś bohaterstwo.
    BTW - Voldemort nie należy do czołówki najbardziej prawdomównych
    czarodziejów świata.
  • waldemar_batura 14.02.08, 11:15
    ginny22 napisała:

    > W każdym razie James zrobił tyle, ile mógł zrobić facet bez
    różdżki
    > naprzeciw faceta z różdzką i złymi zamiarami: bronił dostępu do
    domu
    > własną piersią. Zawsze jakieś bohaterstwo.

    Jasne.

    > BTW - Voldemort nie należy do czołówki najbardziej prawdomównych
    > czarodziejów świata.

    No jak to? Przecież jak mówił, że kogoś zabije, to uczciwie
    zabijał. :-)
    A poważnie: tak czy owak raczej nie miał powodu, żeby zmyślać
    komplementy na temat Jamesa (szczególnie że sekwencja wydarzeń
    w "Kamieniu" była taka: najpierw Voldie kłamie, że James stchórzył,
    a potem przyznaje, jak było naprawdę).
    --
    "Nie jestem zwolennikiem bicia endeków. Nie uważam również, aby
    miało sens propagowanie specjalnej strefy osiadłości dla endeków lub
    zakazywanie małżeństw mieszanych, to znaczy krzyżowania endeków z
    normalnymi ludźmi." - Słonimski.
  • marajka 14.02.08, 16:50
    Właśną piersią? On krzyczał przerażony, nie miał czasu na
    zasłanianie domu, ani na cokolwiek innego.
  • a_weasley 15.02.08, 17:45
    marajka napisała:

    > Właśną piersią? On krzyczał przerażony, nie
    > miał czasu na zasłanianie domu, ani na
    > cokolwiek innego.

    A co krzyczał, to może pamiętasz?
    "Ratunku!"?
    "Uciekajmy!"?
    "Litości, błagam, nie zabijaj mnie!"?
    Czy może jednak coś innego?


    --
    Wigilia w Norze
    Listy starego diabła do młodego
  • marajka 16.02.08, 11:28
    Pamiętam. "Ja go zatrzymam, Lily uciekaj". Nie twierdzę,że James nie
    był odważny, na pewno walczyłby, gdyby miał różdżkę. Może inna
    postawa przychodzi mi na myśl na słowo "osłaniać", a Tobie inna?
    Chciał osłonić,próbował, ale mu się nie udało, bo umarł;(. Może
    gdyby zaczął bagać o litość, Voldemort patrzyłby na to rozbawiony i
    Lily miałaby więcej czasu, żeby jakoś uciec...Teleportować się,
    sprowadzić pomoc...Cokolwiek.
  • ginny22 15.02.08, 23:08
    Przeczytaj ten fragment jeszcze raz, bardzo Cię proszę.
    Czasu nie miał za wiele, to fakt, bo LV miał głupi zwyczaj szybkiego
    mordowania niepotrzebnych mu osób, ale wykorzystał go, mam wrażenie,
    dość sensownie.
  • marajka 16.02.08, 11:30
    Nie twierdzę, że wykorzystał go bezsensownie, przeciwnie jestem
    pewna podziwu i chodzi mi po głowie piosenka "Gdzie ci
    mężczyźniiiiiiii..."
  • marajka 16.02.08, 12:22
    Ok, przeczytałam, musiałam najpierw Młodej książkę wyrwać:). Ja po
    prostu wyobraziłam sobie, że to wszystko dzieje się w biegu, a Ty i
    Weasley, że James stał przed VL. Jednk Wy mieliście rację. Gorzej
    dla mnie.
  • marajka 14.02.08, 16:49
    1)Nie, w 1 tomie wyraźnie piszę, że nie miały kontaktu latami. Na
    początku powieści na pewno jest niedługo po ślubie, jest bardzo
    młoda. Nie była dużo starsza od Lily.
    2) Tak, JKR napisała w 7 tomie, że przymierał głodem, a w 1 tomie,
    że nie jadł do syta, ale go nie głodzili.
    Co do 3 i 4, to tak, już wiem.
  • waldemar_batura 12.03.08, 21:41
    marajka napisała:

    > 1)Nie, w 1 tomie wyraźnie piszę, że nie miały kontaktu latami. Na
    > początku powieści na pewno jest niedługo po ślubie, jest bardzo
    > młoda. Nie była dużo starsza od Lily.

    Co innego kontakt osobisty, a co innego posyłanie okazjonalnych prezentów.
    Uważasz, że Harry też był w kontakcie z Dursleyami podczas roku szkolnego, kiedy
    dostał od nich chusteczkę na święta?

    > 2) Tak, JKR napisała w 7 tomie, że przymierał głodem, a w 1 tomie,
    > że nie jadł do syta, ale go nie głodzili.

    Możesz przypomnieć, gdzie dokładnie napisali, że przymierał? Zresztą i tak
    dzielisz włos na czworo: jeśli nie dojadał, to oczywiste jest, że bywał głodny.
    Czy nazwiesz to "przymieraniem", to już tylko sprawa figury retorycznej.
    --
    A czy episkopat był kiedykolwiek polski? Nigdy nie był, tak jak nie był
    postępowy. Co najwyżej był kiedyś antykomunistyczny, ale przecież widział w tym
    interes. (...) To jest hańba dla Kościoła. Nic więcej. A jakimi metodami ta
    instytucja się posługuje, wiemy przecież nie od dzisiaj... - Marek Edelman.
  • marajka 13.03.08, 15:47
    Kiedy trio siedzi w namiocie i jest głodne. Rowling wyraźnie pisze o
    PRZYMIERANIU. Jak sama nazwa wskazuje, jest to już stan skrajnego
    wyczerpania głodem.
  • ginny22 19.03.08, 23:36
    "Przymieranie głodem" jest taką figurą retoryczną. Hiperbola to się
    nazywa. Jeśli zaczniemy się spierać, o kiedy niedojadanie przechodzi
    w przymieranie...
  • anguaa 12.06.08, 18:21
    również uważam ze "przymieranie" głodem jest tu raczej tylko takim
    sformułowaniem ze poprostu czasem jadł bardzo mało ale mysle tez ze
    w obliczu całej książki to nie ma najmniejszego znaczenia, za to
    interesuje mnie co innego w 7 części w wspomnieniach Snape był taki
    momęt gdy ten sie dowiaduje od Dumbledora ze Harry ma zginąć i jest
    raczej wsciekły, wysyła gdzieś patronusa z wiadomościa i wtedy Dumb
    sie lekko zwiesza i pyta (nie wiem dokładnie bo pisze z
    pamięci):"wiec jednak?" ; a Snape na to: "zawsze" nie rozumiem tego
    fragmętu to znaczy odbieram to jako w sęsie ze ten patronus byl do
    LV lub jakichs śmierciozerców i to "zawsze" oznacza ze jednak to im
    zawsze był wierny ale ksiazka mówi zupełnie inaczej, ze do końca był
    po tej dobrej stronie więc w takim razie moze mi ktos wytłumaczyć co
    miała tamta scenka oznaczać?
  • kubona 12.06.08, 20:38
    Snape pokazął patronusa na znak że zawsze kochał lily, ze pozostał
    jej wierny.
    nie wysyłał go z żądną wiadomością.
    i ten dialog oznaczał własnie to - wiec jednak kochałes Lily?
    Zawsze odpowiedział severus.

    --
    KUBA UR. 22 MARCA 2005r. godz 9:10

    mamy swoje skarby, mamy coś czego nie zabiorą nam:)
  • anguaa 12.06.08, 21:55
    eh no wsumie logiczne dzięki tyle razy sie motyw z tą wiadomością
    przeplatał ze tak to odebrałam
  • ewamaja 08.03.09, 21:31
    Mam pytanie. W necie znaduję informację, że SS urodził się 9 stycznia. Nie mogę odnaleźc tego w książkach. Interesujenie to ponieważ mój syn urodził się sporo po terminie 9 stycznia. Nauczyciela eliksirów uwielbiam, czytając 5 część, szukałam w necie potwierdzenia że mimo wszystko jest bohaterem pozytywnym.
  • nieprzygoda.only 17.07.09, 10:30
    Witam :) Jakiś czas temu przeczytałam wszystkie tomy, teraz przed premierą filmu
    powtarzam sobie cz.6. Zanotowałam kilka niejasności...może Rowling wspominała o
    nich albo przeoczyłam wyjaśnienie w książce?

    1.Czemu Voldemort nie użył nigdy Felix Felicis? Mógłby to zrobić np. podczas
    ataku na Ministerstwo albo w VII części.. Slughorn twierdził, że od nadmiernego
    używania eliksiru można postradać zmysły ale przecież Vold. nie wahał się
    okaleczać swojego ciała i duszy do granic możliwości..?

    2.Czemu Malfoy nie zabrał Harremu peleryny niewidki (pociąg, VIcz.)? Wiem, że go
    przykrył, żeby pociąg z nim odjechał do Hogwartu no ale i tak ktoś w końcu by
    się o niego potknął.. Ja bym skorzystała z okazji posiadania takiej rzeczy, tym
    bardziej jakbym miała w planach atak na Hogwart :D Na pewno by się przydała.

    3. Jak Snape zdołał okłamać Voldemorta, mistrza legilimencji???? I cały czas
    pracować dla Dumbledore'a???? Tego naprawdę nie jestm w stanie wyjaśnić :(

    z góry dzięki za pomoc!
  • nieprzygoda.only 17.07.09, 10:34
    nieprzygoda.only napisała:


    > przykrył, żeby pociąg z nim odjechał do Hogwartu

    miao być odjechał do LONDYNU. :) przepraszam
  • eeela 17.07.09, 22:38
    > 1.Czemu Voldemort nie użył nigdy Felix Felicis?

    Po pierwsze, nie wiemy o wszystkim, co Voldemort używał, a czego nie.
    Po drugie, wydaje mi się, że używanie Felix Felicis nie pasuje do Voldemorta -
    osobnika zbyt pewnego swoich mocy, uważającego, że przekracza swoimi
    możliwościami wszystko i wszystkich.

    > 2.Czemu Malfoy nie zabrał Harremu peleryny niewidki (pociąg, VIcz.)? Wiem, że g
    > o
    > przykrył, żeby pociąg z nim odjechał do Hogwartu no ale i tak ktoś w końcu by
    > się o niego potknął.. Ja bym skorzystała z okazji posiadania takiej rzeczy, tym
    > bardziej jakbym miała w planach atak na Hogwart :D Na pewno by się przydała.


    Nie wiem za bardzo, jak miałaby mu się przyac peleryna-niewidka do sprowadzania
    śmierciożerców na teren Hogwartu. Moim zdaniem - do niczego. Chodziło mu o to,
    aby pozbyć się Harry'ego przynajmniej na jakiś czas, a odesłanie go do Londynu,
    zanim ktokolwiek się sposrzegł, było całkiem niezłym pomysłem. Tonks wpadła na
    niego przypadkiem, mógł tam leżeć tygodnie całe, gdyby go nie znalazła.

    > 3. Jak Snape zdołał okłamać Voldemorta, mistrza legilimencji???? I cały czas
    > pracować dla Dumbledore'a???? Tego naprawdę nie jestm w stanie wyjaśnić :(


    Bo sam był mistrzem oklumencji. Jasno wynika ze wszystkich książek, że mocy i
    umiejętności Snape'a nie należy nie doceniać. Jakimkolwiek by nie był parszywym
    draniem, miał bardzo silną osobowość i wolę, a to one właśnie czynią dobrego
    oklumenta.



    --
    It is our choices that show what we truly are, far more than our abilities.
  • a_weasley 18.07.09, 13:31
    Eeela napisała:

    >> 1.Czemu Voldemort nie użył nigdy Felix Felicis?

    > Po pierwsze, nie wiemy o wszystkim, co Voldemort używał,
    > a czego nie.

    Ale sądząc po efektach...

    > Po drugie, wydaje mi się, że używanie Felix Felicis
    > nie pasuje do Voldemorta - osobnika zbyt pewnego swoich mocy,

    Pasuje natomiast doskonale do jego ludzi, gotowych na wszystko, żeby
    uniknąć gniewu Szanownego i Kochanego Wielkiego Wodza.

    Toteż moja odpowiedź brzmi: Bo autorka nie pomyślała. Jedna z wielu
    rzeczy, które kiedyś się przydały w fabule, więc je wprowadziła, a
    nie pomyślała, że w innym momencie fabuły nieuchronnie powinna się
    pojawić.

    >> 2.Czemu Malfoy nie zabrał Harremu peleryny niewidki
    <ciach>
    >> Ja bym skorzystała z okazji posiadania takiej rzeczy,
    > tym bardziej jakbym miała w planach atak na Hogwart :D

    > Nie wiem za bardzo, jak miałaby mu się przyac peleryna-niewidka
    > do sprowadzania śmierciożerców na teren Hogwartu.

    Jak nie do sprowadzenia, to do uzyskania niezbędnych informacji, a
    przede wszystkim do zabicia Dumbla. Ponad wszelką wątpliwość przy
    samotnym wykonywaniu trudnego zadania na terytorium npla lepiej jest
    móc się idealnie zamaskować niż nie móc.

    > a odesłanie go do Londynu, zanim ktokolwiek się sposrzegł,
    > było całkiem niezłym pomysłem. Tonks wpadła na
    > niego przypadkiem, mógł tam leżeć tygodnie całe, gdyby go
    > nie znalazła.

    Jedno z dwojga: albo wagony szły do depo na parę miesięcy, nawet nie
    sprzątane (a po parogodzinnej jeździe z kompletem nastoletnich
    pasażerów bez kontroli dorosłych byłoby co sprzątać!) i w tym
    przypadku PN była zbyteczna, wystarczyłoby Harry'ego wsunąć pod
    ławkę i pozwolić mu umrzeć z głodu, albo ktoś by ten wagon
    posprzątał i i tak by się o Harry'ego potknął, i w tym przypadku PN
    nic nie dawała.
    To po pierwsze.
    Po wtóre po jakimś czasie, najdalej nazajutrz rano, zaczęto by
    Harry'ego szukać (mam nadzieję), i stopniowo udałoby się ustalić,
    gdzie go widziano po raz ostatni. I by się znalazł, w pelerynie czy
    bez.
    Tyle że... cała ta historia kupy się nie trzyma. Od samego początku,
    od wejścia w obszernej pelerynie do przedziału pełnego ludzi i
    wciągnięcia się na półkę, na której w dodatku leżą walizki. Autorka
    wymyśliła to tak, jakby w życiu nie jechała pociągiem na półce
    bagażowej. No i... jakże to tak? Wysiadają ludzie z pociągu, w
    którym był najbardziej strzeżony czarodziej w magicznej Anglii,
    Wunderwaffe i oczko w głowie, tego czarodzieja tam nie ma i nikt nie
    zwraca na to uwagi? Nikt nie pyta "Gdzie jet Potter?" Hermiona nie
    alarmuje McGonagall, że Harry w pociągu wyszedł z przedziału i tyle
    go widziano?

  • eeela 18.07.09, 15:48
    > Pasuje natomiast doskonale do jego ludzi, gotowych na wszystko, żeby
    > uniknąć gniewu Szanownego i Kochanego Wielkiego Wodza.
    >
    > Toteż moja odpowiedź brzmi: Bo autorka nie pomyślała. Jedna z wielu
    > rzeczy, które kiedyś się przydały w fabule, więc je wprowadziła, a
    > nie pomyślała, że w innym momencie fabuły nieuchronnie powinna się
    > pojawić.


    Ja się oczywiście zgadzam, że autorka mogła o tym nie pomyśleć. To nie było
    zresztą jej zadaniem, wymyslać wszystkie możliwe opcje, tylko poprowadzić akcję
    tak, jak ją sobie wyobraziła :-) A jeśli o czyms nie pomyślała, my, czytelnicy,
    możemy sobie różne rzeczy domyślić/dowyobrazić/dopowiedzieć :-) W tym przypadku
    domyślam sobie to, ze śmierciożercy mogli po prostu nie dysponować osobą o
    wystarczających umiejętnościach alchemicznych - no bo czemu niby tak by polowali
    na Slughorna, aby go zwerbować? Potrzebny był im mistrz mikstur :-) A Snape'a
    nie mogli pod tym względem spokojnie wykorzystywać, bo ten był ograniczony
    koniecznością niemal ciągłego przebywania w Hogwarcie i pozostawaniem pod
    kontrolą Dumbledore'a.


    --
    It is our choices that show what we truly are, far more than our abilities.
  • nieprzygoda.only 18.07.09, 18:34
    Dzięki za odpowiedzi! Ta pierwsza teoria odpowiadająca na pytanie "Czemu
    Voldemort nie używał Felixa" wydaje się całkiem prawdopodobna. Chociaż
    rzeczywiście, dla większości wątpliwości jedynym rozwiązaniem jest "bo tak sobie
    wymyśliła autorka i już" :) Ciekawi mnie jeszcze, skąd taki "wygodny" i
    stroniący od ryzyka profesor Slughorn wiedział o horkruksach!? Skoro nawet
    Hermiona, mając do dyspozycji cały dział Ksiąg Zakazanych nie znalazła
    dokładniejszego ich opisu...
  • eeela 18.07.09, 19:39
    'Wygodny' nie znaczy, że nie chce mu się zdobywać wiedzy :) Poza tym
    przypominam, że za czasów, gdy Slughorn był głową domu Slytherin, dział Ksiąg
    Zakazanych zawierał wciąż księgi, w których tę wiedzę można było wyczytać.
    Dopiero Dumbledore później je stamtąd usunął.

    --
    It is our choices that show what we truly are, far more than our abilities.
  • belattrix 27.02.10, 19:55
    Wiecie co?
    ja tez mam pare pytan które nie dają mi spokoju...
    1] skoro to harry wypuscil patronusa nad jeziorem w czesci 3, to jakim cudem
    katowi udalo sie zabic dziobka? powiedzmy ze harry 1 jest świadkiem tego jak
    harry 2 wpływa na rzeczywistość... czyli to sie JUZ DZIAŁO, tak? to jakim cudem
    kat w scenie pokazanej po raz pierwszy nie zastał pustej grządki dyni ? przecież
    hary i hermiona tu tez zdążyli zmienic bieg wydarzen?
    2]czemu uzyczyli szalenie niebezpiecznego zmieniacza czasu 13 letniej smarkuli,
    a jak było zagrożenie sami wiecie kogo , czasy terroru i smierciożerców to nic
    tylko harry byl jedynym czlowiekiem ktory mu sie oparł? nie prosciej by było
    wziąć grupe aurorów,cofnąć sie do przeszłości , unieszkodliwić toma i wrócić z
    powrotem...? a potem? podobno wszystkie zmieniacze czasu zostaly zniszczone
    podczas akcji w ministerstwie ale chyba ktoś umiał je tworzyc? a jesli nie, to
    chyba hermiona nie byla jedyną osobą na świecie która uzyskała pozwolenie na
    pozyczenie go na caly rok? naciągane to wszystko.
  • noida 28.02.10, 18:37
    Mówisz o filmie, tak?
    No więc kat wcale nie zabił Hardodzioba w filmie. Zdaje się, że nawet jest pokazane, że on wbija ten swój topór w pieniek ze wściekłości, że Hardodzioba nie ma, bo Harry już go zdążył zabrać. I kat zastał właśnie pustą grządkę dyni, tylko bohaterom, którzy nie widzieli dokładnie, co zaszło, wydawało się inaczej.

    A zmieniacza czasu Hermiona używała wyłącznie do tego, żeby móc chodzić na lekcje z różnych przedmiotów, które odbywały się w tym samym czasie. Nie można było go użyć do zmienienia przeszłości, dlatego nikt nie mógł cofnąć się w czasie i wpaść z bandą aurorów i unieszkodliwić Toma. Zauważ, że Harry też nie zmienia przeszłości - on używa zmieniacza czasu, żeby wyratować z opałów Syriusza, który jeszcze nie zginął. Gdyby dementor zdążył go zabić - Harry nie mógłby nic zrobić i Dumbledore na pewno nie dałby mu tego urządzenia do ręki.



    --
    Dwie rzeczy są w życiu bardzo istotne: dobre łóżko i wygodne buty. Człowiek jest bowiem albo w łóżku albo w butach. (M. Achard)
  • belattrix 02.03.10, 13:41
    nie, noida, nie mówie o filmie, tylko o książce. Książce której jestem "fanką
    absolutną", można rzec.
    i faktycznie przyznac musze ze nie jest napisane [ własnie to sprawdziłam "u
    zródła":]] ze dziobka zabili. "A potem nagle wszystko ucichło i w tej ciszy
    rozległ sie najpierw swist, a potem głuche uderzenie topora. " to juz rozumiem.
    ale drugiej sprawy nadal nie kumam. gdyby nie harry, zostaliby pocalowani przez
    dementorów nad jeziorem. to nie jest zmiana przeszłosci, tylko biegu wydarzen,
    prawda?
    wiec teoretycznie "banda" aurorów mogłaby zmienic bieg wydarzen, jesli chodzi o
    toma :] to jest kurcze skomplikowane dopiero , no nie?

  • noida 02.03.10, 16:42
    Mogli zmienić, tylko że to by się niczym dobrym nie skończyło, bo o tym, że z Toma wyrósł potworny potwór i morderca okazało się dopiero w momencie, kiedy było już za późno. Mam wrażenie, że chodzi o to, że gdyby oni cofnęli się w czasie i zmienili wydarzenia, które już się wydarzyły, to stałoby się coś strasznego (nie wiadomo co, autorka nie mówi). Natomiast Harry & co de facto nie odwrócili biegu zdarzeń, tylko na nie wpłynęli.

    Poza tym jest też różnica długości czasu, który minął - w przypadku Voldiego to musiałby być wiele lat, podczas których wydarzyło się mnóstwo innych rzeczy, spowodowanych działalnością Lorda. A zatem trzeba by się zmierzyć z konsekwencjami faktu, że komuś nie zabito rodziny i przyjaciół, przez co nie wychowywał się u ciotki, przez co nie wybrał takiej drogi zawodowej, jaką wybrałby, gdyby rodzice żyli i cała układanka z faktów by runęła, gdyby zmienić ten jakże istotny element historii czarodziejów.

    A tutaj właściwie tych konsekwencji jako takich nie było, bo nic się jeszcze nie zdążyło zmienić. Nie wiem, czy wyrażam się jasno.

    Poza tym właściwie jedynym sposobem, żeby zniwelować rozmiar szkód spowodowanych przez Voldiego, to zabić go, zanim jeszcze zmienił się w potwora. Czyli zabić niewinnego człowieka. No owszem, można, ale czy to byłoby dobre rozwiązanie?

    I jeszcze kolejna rzecz - Voldi był najpotężniejszym czarodziejem od setek lat. Prawdopodobnie cała banda aurorów nie byłaby w stanie go zabić, kiedy już zapanował w pełni nad swoimi mocami. Potrzeba było do tego jednej specjalnej osoby - stąd cała afera z Harrym.


    --
    Dwie rzeczy są w życiu bardzo istotne: dobre łóżko i wygodne buty. Człowiek jest bowiem albo w łóżku albo w butach. (M. Achard)
  • malpa1985 27.10.10, 15:58
    Moim zdaniem końcówkę ostatniej części potraktowała na odpier.....
    Wiele niedomówień .... powinna dopisać dłuższy epilog

    -----------------------------------------------------------------------------------------------
    www.deco.pl/
    www.kursyinstruktorownurkowania.pl/

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka