Już po rad drugi zostałam mamą Aniołka. Pierwszy raz w 10 tyg. ciąży serduszko
przestało bić mojej kruszynce i teraz w 39 tyg. ciąży. Wszystko było dobrze do
dnia porodu, kiedy to podekscytowana i pełna radości jechałam z mężem do
szpitala żeby wrócić już we trójkę. Okazało się że Hania się przekręciła
dupinką i niestety owinęła się podczas tej ewolucji pępowiną i .... serduszko
przestało bić. Wszystko poszło nie tak tego dnia, poród traumatyczny bez zzo
pośladkowy, łożysko usunięte chirurgicznie i to wszystko bez nagrody bez
przytulenia mojego maleństwa. Boże co za ból to nie może być prawda, nie po
raz drugi tego nie przeżyję. Za tą osóbkę oddałabym swoje życie, kupiłam jej
monitor oddechu żeby była bezpieczna po tej stronie brzuszka, ale nie
spodziewałam się że we mnie spotka ją niebezpieczeństwo. Ból mnie rozrywa
płaczę cały czas nie mogę się pozbierać, telefony od znajomych tylko ranią
porównują moją stratę do utraty chomika, zgubionych kluczy, zadają bolesne
pytania czy jeszcze będę próbować zajść w ciążę po tym wszystkim? Najlepszą
przyjaciółką przy której mogę mówić o dziecku swoim bo taką mam potrzebę
okazała się dziewczyna z forum której nie widziałam na oczy to jej mogę się
wypłakać wyżalić i wiem że nie usłyszę nic głupiego, że nawet nie będzie mnie
pocieszać bo sama dokładnie wie że się nie da po prostu jest. Nie wiem co
dalej nie potrafię jeszcze zaakceptować tej tragedii szukam sensu. Boję się
nocy, nie mam córeczki przy sobie, była śliczna miała 57 cm i 3480g nie
zdążyłam się z nią przywitać a już muszę się z nią żegnać.
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.