...a miało być tak pięknie...
Ciża, przygotownie do narodzin, zakupy i wyczekiwaanie na dzidziusia. Poród. .....a potem zamiast radości mutek i żal. Okazało się że moje dzieco ma przepukline pępowinową i część jelita wychodzi na zewnątrz.
Samotność na sali poporodowej, gdzieś z oddli dobiegające odgłosy nowonarodzonych dzieciaczków, śmiech rodziców. Leże w sali sama z głową pełną poplątanych myśli, oczami pełnymi łez i z pytaniem dlaczego akurat moje dziecko?
Jezu jak jest ciężko. Nikt tego nie zrozumie kto tego nie przeżył. Może dlatego czuję potrzebe wypowiedzi na tym właśnie forum.
Najgorsze jest czekanie, okazało się że w trakcie operacji mojej córeczki, jelito jest niedrozne, że część trzeba wyciąć i czekać kilka dni na rezultat operacji. Będzie działało prawidłowo, czy nie? jest to tylko problem jelita czy moze zespół wad wrodzonych? Lekarze mówią ,, trzeba poczekać, cierpliwości,, a ja w domu siedzę i płaczę przed oczami mam moje dziecko podłączone do aparatury z masą kroplówek, prężące się z bólu. Znajomi i rodzina jak zdarta płyta powtarzają ,, nie martw się wszystko będzie dobrze, nie płcz,, Boże co oni mogą wiedzieć. Pocieszenie marne i nie chcę już tego słyszeć.
Teraz dopiero wiem ile siły mają w sobie rodzice chorych dzieci, ile cierpliwości. Ja ciągle rycze chociaż wiem że mojemu dziecku tym nie pomogę.