Dodaj do ulubionych

RODZIŁAM MARTWE DZIECKO!!!!!

22.09.05, 11:55
Minęło właśnie 5 miesięcy od urodzin i jednocześnie śmierci mojej Oliwki.To
był 40 tc.Nie czułam ruchów więc pojechałam do szpitala.Mała nie żyła.To był
szok.Pezcież cała ciąża przebiegała cudownie.Przyczyny nie znaleziono-nie
była owinięta pępowiną,nie miała żadnej wady genetycznej,łożysko ok.,zespól
antyfosfolipinowy wykluczony.Nie wiem dlaczego umarła ale próbuję sie
dowiedzieć.Niestety nigdzie nie znalazłam podobnego "przypadku",żeby porównać
doświadzenia.Lekarze mówią,że tak się zcasem zdarza ale ja nie chcę tego
słuchać.Dzieci nie umierają bez powodu.Nie wątpię w kompetencje tych lekarzy
tylko może oni nie mają dostatecznej wiedzy.Może wiecie kto mógłby mi
pomóc.Może są jacyś specjaliści,którzy mogliby znaleść przyczynę.Jeśli coś
wiecie to przoszę napiszcie.

Karina
Edytor zaawansowany
  • joamol 22.09.05, 12:15
    Witam Cię Karino,
    To przykra rocznica.Ja urodziłąm martwą córeczkę w sierpniu, nie minął jeszcze
    miesiąc, za pół roku chciałam próbować jeszcze raz i miałam dotąd nadzieję,że
    znajdziemy przyczynę i wówczas będzie nam łatwiej. U mnie jest trochę inaczej,
    bo ja mam wiele różnych hipotez co do przyczyny i staram się je wykluczyć a
    ciąża nie przebiegała cacy, ale dziecko było przez 9 miesięcy "książkowe".
    Karolinka umarła w 39tc.
    Wykluczyłam już toksoplazmozę (chociaż diagności nie dają głowy, że mimo
    dobrych wyników nie zdarzył się jakiś przejściowy problem a łożysko mogło ponoć
    wskazywać...), cytomegalię. Robię badania w kierunku mykoplazm i chlamydii. Nie
    robiłam z kolei przeciwciał antyfosfo.... i nic na ten temat nie wiem.
    Rozmiawiałam z Panią doktor z Pracowni Serologii na UJ i ona mówiła, że
    listeria może powodować śmierć dziecka, ale przeciwciała szybko zanikają i
    potem trudno ustalić czy to to, ani potwierdzić ani odrzucić...
    Mojej małej wykazano wadę serca, ale lekarz prowadzący się nie zgadza z
    raportem z sekcji, był przy sekcji i uznał, że wady nie było (ale mam zrobić
    badania genetyczne, chociaż poradnia nie chce nas przyjąć za bardzo). Znam
    przypadek śmierci dwójki dzieci pod rząd u kobietki, które przeszła wszelkie
    badania, ale nikt nie wpadł na to, że to może być gronkowiec. No i był. Po
    wyleczeniu urodziła dwoje zdrowych dzieci.To też zamierzam sprawdzić, tylko
    muszę pogadać z doktorem, jak i gdzie.Ja też uważam, że przyczyna musi być...
    Jeden z lekarzy powiedział mi jeszcze w szpitalu, że tak jest, że oni moga tu
    zrobić wszystko, i wszystko może być albo wyglądać na bardzo dobre a u góry
    jest Taki Pan, co ma inne plany i oni ich nie przeskoczą.
    Na początku winiłam siebie, zwłaszcza o tą toxo, ale teraz już pozostał żal
    taki po prostu do nikogo nie skierowany...Tęsknię za moją malutką (ważyła 3500
    i miała 53 cm).
    Mam nadzieję, że znajdziemy przyczynę i ją pokonamy i Tobie też tego życzę,
    jednak może być tak, że pozostaną niejasności i same hipotezy, wtedy zamierzam
    wraz z mężęm wykonać wszystkie badania jeszcze raz i spróbować, nie wiem kiedy,
    bo im więcej czasu upływa tym mniej mi się spieszy i bardziej się boję...
    Może ktoś jeszcze da nam jakieś namiary i więcej informacji, dziękuję za ten
    wątek,
    Asia (Zabrze woj. śląskie)

  • dragica 28.09.05, 09:03
    24 czerwca umarl moj syn w 35 tc.przyczyna - odklejenie lozyska...teraz lekarz
    szuka przyczyn, dostalam skierowanie na torch test...strata strasznie
    boli...nie potrafie sie odnalezc w tym wszytskim
    --
    Ewa
  • agnieszka2217 29.01.07, 14:40
    Witam wszystkie mamy malych aniolkow.Ja tez urodzilam martwego syna.Rodzilam w
    40 tc 2 dni po terminie.30.08.2006 Dostalam bole cieszylam sie bardzo bo to
    dzien moich urodzin.Zaczely odchodzic wody i przestalam czuc ruchy,pojechalam
    do szpitala.Trafilam na najgorsza zmiane.Nikt nie zwracal ze nie czuje ruchow
    KTG wykazywalo tetno.Czekalam 5 godz. poraz 2 zaniklo tetno i dopiero lekarz
    podjal decyzje o cc.Serduszko bilo mialam nadzieje ze za moment spotkam sie z
    moim kochanym Dawidkiem.Po cc przeniesli mnie na ginek. septyczna.Po 2 godz
    przyszla ta... i powiedziala ze moj syn urodzil sie martwy.Nie moglam zrozumiec
    dlaczego przeciez w te najgorsze upaly czulam sie bardzo dobrze cala ciaza
    przebiegala ok.Nawet dzisiaj serduszko mu pukalo.Do dzisiaj probuje dojsc do
    siebie ten sam bol co tego dnia ciagle jest mimo iz minelo 5 miesiecy.Na
    poczatku obwinialam siebie ze moglam wczesniej jechac do dzisiaj jest ta nie
    wiedza.Wzielam dokumentacje z porodu okazalo sie ze jednak zyl 30 min. na dzien
    dzisiejszy chcialabym urodzic jeszcze jedno dziecko.Drogie mamy sprawdzie czy
    was tez nie oszukano.Ten bol i tak nigdy nie minie.
  • anka210682 23.07.08, 17:18
    25 czerwca br.w 28tc urodziłam martwą córeczkę.Przyczyna-udusiła się
    pępowiną.minął już prawie miesiąc a ja nie mogę dojść do siebie po tym
    wszystkim.Strata dziecka okropnie boli-nie mogę sobie z tym poradzić.Nigdy o
    Tobie nie zapomnimy kochana córeczka!!
  • mezatka1983 06.12.10, 17:43
    Ja też urodziłam martwe dziecko, nie długo będzie rok 22.grudnia, pechowa data 2 dni przed wigilią :( święta spędziłam w szpitalu...
    Zaczęło się od tego że pojechałam do szpitala bo miałam wysokie ciśnienie i zatrucie ciązowe tzw białkomocz. W szpitalu przyjeli mnie na oddział, byłam w 36tyg wiec pielęgniarka powiedziała że zrobimy KTG, połozyłam sie pozakładali mi te sprzęty na brzuszek, włączyli maszyne a tam cisza..nic nawet szmerów, głucha cisza... zlecieli sie wszyscy z oddziału kto był na dyzurze, każdy od siebie radził inną pozycje... to na prawy bok to na lewy, na wznak, uściąść, wstać, każdy od siebie macał mi brzuch juz mnie wszystkie boki zaczeły boleć :/ Wkońcu lekarz kazał zdjąć KTG z brzucha i zaprowadził mnie na USG. Lekarz długo milczał, zaczełam podejrzewac że coś jest nie tak, aż nagle usłyszałam " przykro mi bardzo ale pani dziecko niezyje" Była juz 21-sza, mąż przyjechał do szpitala. podali mi tabletke na wywolanie porodu ok 1 w nocy miałam pierwszy skurcz ok5 nad ranem odeszły mi wody...22grudnia w południe urodziłam synka...taki malutki taki niewinny....
    Do dziś pytam sie dlaczego to własnie musiało spotkać nas...
  • kama.garbi 22.09.05, 12:34
    Witajcie
    ja nienapiszę nic odkrywczego żadnych wskazówek ale musiałam się odezwać
    poprostu musiałam
    Ja również urodziłam moją Werke martwą na koniec 38t.c. ciąża prawidłowa bez
    powikłań przynajmniej "śmieszna pani doktor"nie doszukała się żadnych
    maleńka urodziła się spora jak na ten tydzień 3360:)
    wskazana przyczyna przez lekarzy supełek na pępowinie ponoć nawet go widziałam
    ale niewiele pamiętam
    sekcja również wykluczyła jakiekolwiek wady, ale to nie zmienia faktu że się
    teraz strasznie boję
    --
    www.snugglepie.com/cb/37986.png
    Kamila mama Aniołka-Weroniki *9.V.2005
  • edycia11 22.09.05, 12:40
    Podobnie jak u Kamili mego synka "zabiła" pępowina a tez był wielki w 38 tc
    (58 cm i 3750) i podobnie jak Ona juz zawsze się będę bała czy wszystko skończy
    się dobrze.Zrób wszelkie możliwe badania,ale to i tak nie zmieni Twego lęku.
    Pozdrawiam i życzę wielu sił:)
    --
    Edyta mama Jacusia Aniołka
  • mama-oliwki1 22.09.05, 13:15
    Ja moją Oliwkę urodziłam w październiku 2004, w 38 tc - martwą.
    Do tej pory nie znam przyczyny, robiłam różne badania i wszystkie wychodziły
    ok. Ostatnio zrobiłam przeciewciała przeciwtarczycowe i jedne
    (antymikrosomalne) wyszły powyżej normy - 27 (a norma jest do 20). Nie wiem czy
    te p/ciała mogły spowodować taką tragedię. U mojej Córeńki (2590 g, 51 cm)nie
    stwierdzono żadnych wad, łożysko też ok, badań genet. nie chciano nam zrobić.
    Nie mogę się pogodzić z tą tragedią, tak bardzo tęsknię za Oliwką !!!!!
    Może gdybym znała przyczynę, byłoby mi łatwiej.
    Pozdrawiam was wszystkie serdecznie.
  • beata_0 05.11.08, 17:41
    nie martw sie wez sie w garsc i nigdy o niej nie zapominaj
  • nikola313 22.09.05, 14:32
    Ja tez urodzilam martwa Coreczke w 38/39tc. 22.11.04
    Ciaza rowniez przebiegala prawidlowo, az do momentu kiedy przestalam czuc jej
    ruchy. Przyczyna byla taka sama jak u kamy-wezel na pepowinie, ktory sie
    zaciagnal, pozatym sekcja wykazala ze byla zdrowiutka wazyla 3450 i 58cm.
    Teraz jestem koniec 31tc i nie ukrywam ze ta koncowka to jeden wielki strach o
    moje dziecko.....
  • karina66 23.09.05, 10:03
    Mi lekarze powiedzieli,że kolejna ciążę zakończą wcześniej.Najpóxniej w 38 tc
    (jeśli wszystko będzie dobrze) i raczej przez cc.Ale to może dlatego,że u mnie
    nie wiadomo co się stało.

    Karina
  • mama-oliwki1 23.09.05, 11:37
    Karinko, a skąd jesteś? Z W-wy może? Pytam, bo chcę wiedzieć którzy lekarze
    powiedzieli Ci, że następną ciążę należy zakończyć w 38 tc przez cc.
    Jestem w takiej samej sytuacji a perspektywa cc i wcześniejszego ukończenia
    ciąży daje mi większą nadzieję co do przyszłości.
    Pozdrawiam
    Asia
  • karina66 25.09.05, 21:21
    Tak powiedział mi mój lekarz dr.Zakrzewski i drugi do któego będę chodzić na
    konsultacje w następnej ciąży ( bo będę chciała rodzić na żelaznej a on tam
    pracuje)dr.Jacek Szymańskski.Obaj są świetnymi lekarzami(z W-wy
    oczywiście).Powiedzieli,że nie wiadomo co się stało więc nie można kusić losu i
    jak tylko ciąża będzie donoszona to rozwiązanie.Dr.Zakrzewski początkowo mówił
    o wywołaniu ale nie wyklucza cc.Ja jednak i tak wybieram Żelazną(tam urodziłam
    Oliwkę i jestem pod wrażeniem tego szpitala)więc to dr.Szymański będzie
    decydował.Cc dlatego,że wywołanie często się nie udaje i w takim przypadku cc
    jest bezpieczniejsze dla dziecka.

    Karina
  • arleta.kamilek 28.09.05, 13:17
    Przepraszam za to pytanie, ale to mnie nurtuje.
    Czytałam we wcześniejszych postach, ze nie donosiłaś ciąży z córeczką Alicją i poroniłaś w 28 tyg (o ile dobrze pamietam). A teraz piszesz ze jesteś w końcówce 31 tyg. ciąży?
    Arleta
  • jolanta80 04.02.06, 15:46
    droga nicolo ja urodzilam martwa corecke 5 listopada 05r w 40tyg udusila sie
    miala owinieta pepowine 3razy wokol szyi teraz musze poczekac do kwietnia i
    moge znowu zajsc w ciazy mam do ciebie pytanko ile czekalas miesiecy zanim
    znowu zaszlas w ciazy podam ci nr gg 7138299
  • rzasia 23.09.05, 10:55
    U mnie dziś mijają 3 miesiące jak przestałam czuć ruchy swojego 20tgodniowego
    Synka. Po trzech dniach Go urodziłam. Rozpaczam tylko ja. Mam wrażenie, że po
    mężu to spłynęło, a to bardzo boli.
    Jeszcze nie widzę słońca i nie wiem kiedy ujrzę?...
  • ememsy 23.09.05, 15:40
    Rzasiu, jestem z Tobą myślami i dokładnie wiem co czujesz. Mój Aniołek odszedł
    od nas w 25 tc (w dokumentach wpisano 22 tc, gdyż miał sporą hipotrofię). W tym
    najtrudniejszym momencie miałam wsparcie w partnerze. Kolejne tygodnie i
    miesiące mijają a jego postawa niestety świadczy o tym, że już dawno przebolał
    tę stratę.
    Czasem jest mi bardzo źle z tą świadomością, ale staram się spojrzeć na to z
    męskiej perspektywy. Na tym etapie ciąży nasze Maleństwa dawały znać o sobie
    tylko nam, oni jeszcze nie mogli nawiązać dialogu z brzuszkami, poczuć pod
    palcami kopniaczków (przynajmniej w moim przypadku te kuksańce nie były jeszcze
    tak silne a brzuszek jak na 5-y miesiąc niewielki). Może dlatego ich związek
    emocjonalny z Maluszkami nie był tak silny.
    Mimo wszystko wierzę, że przy kolejnej próbie, kolejnej ciąży będą potrafili
    nas wspierać i łagodzić nasze obawy. Musimy w to wierzyć.
    Pozdrawiam Cię ciepło,
    Monia

    PS. Karinko, bardzo się cieszę, że Twoje wyniki badań okazały się dobre i
    dołączyłaś do grona starających się o Fasolinkę
  • wustyle 23.09.05, 15:43
    po mezach nie splywa, mozecie byc pewne
    kazdy po prostu reaguje inaczej
    na codzien smiesza nas inne sytuacje, lubimy rozna muzyke, ksiazki, to samo
    dotyczy sfery emocjonalnej

    tak to juz jest

    wiem, ze latwiej jest przechodzic zalobe wspolnie
    --
    DLACZEGO
    sebastian - tata Laury
  • muskari 23.09.05, 15:50
    trzy dni temu minąło 8 miesięcy od dnia, w który urodziłam Weronikę o jej
    śmierci dowiedziałam sie na kontrolnym badaniu wieczorem czułam ruchy a
    następnego dnia o 13....
    (może kiedyś napiszę o tych dniach-niewiele z nich pamiętam....)
    sekcja nic nie wykazała wykluczyła wadę serca która była podejżewana u Weroniki
    nie znaleziono przyczyn ani śmierci mojej Córki ani tego dlaczego Mała miała
    zaburzenia rytmu serca czynność Jej serca spadała czasem nawet do 60 uderzeń na
    minutę
    wiedziałam że....
    na własną rękę wykonałam badania przeciwciał toxoplazmozy cytomegalii i różyczki
    i chyba..........
    moją Córkę zabiła cytomegalia choć jak poprosiłam o ponowną analize wycinków
    łożyska to nie stwierdzono obszarów zakarzenia CMV
    więc może to nie to...?
    ale jeśli nie to to co...?
    wszystkie inne wyniki badań mam dobre
    ściągę do tego jakie powinnam zrobić badania wzięłam ze stronki forum o
    poronieniu:
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=11916&w=11770555
    oraz ze stronki gdzie są opisane badania przed zajściem w ciążę co prawda gdy
    je wszystkie przeczytałam....
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=19585&w=11944541
    mam nadzieję że znajdziesz coś co pomoże Tobie znależć przyczynę śmierci
    Twojego Dziecka

    ściskam.....
    (*) (*) (*)...


    joanna
    mama Weroniki-Aniołka
    Nasz Aiołek....
    ....któremu wyrosły skrzydła...
    jest ból, którego nie wyrażą żadne słowa...
  • karina66 25.09.05, 21:35
    Robiłam badania po porodzie i po poronieniu które miałam w lipcu.Nie znalazłam
    nic podejrzanego.Cytom wyszła dodatnia ale okazało się to błędem
    laboratoryjnym.Miałam tylko IgG ale powiedziano mi,że ta choroba nie jest w
    stanie zabić dziecka na tym etapie ciąży(40tc).Zresztą nie wiem nawet czy wtedy
    chorowałam.Nie mam najmniejszego punktu zaczepienia.Oliwka była bardzo silan
    więc wiem,że była zdrowa.Coś ją zabiło a ja nie wiem co.Teraz znów się staramy
    i przyznam szczerze,że zaczynam się cholernie bać.

    A co do meżów to oni też przeżywają.Czasem nie chcą pokzać bólu ,zeby pomóc
    Wam.Nie chcą,żebyście oprócz swojego bólu musiały jeszcze znosić ich.Chcą być
    silni dla Was.Mój mąż od początku barzdzo mnie wspierał a ja i tak któregoś
    dnia zarzuciłam mu,że już zapomiał.Bardzo go tym zraniłam.Może oni poprostu
    nie wiedzą jak sobie radzić z tą stratą więcc robią to tak jak większość
    ludzi.Odsuwają problem.To jest normalna reakcja.My ż mężem po poronieniu
    poszliśmy do psychologa i barzdo nam to pomaga.Nie ukoi to bólu ale psycholog
    wie co robić,żeby świadomie przeżyć żałobę.Wyjaśnia nam wszystkie nasze emocje
    i pomaga zrozumieć dlaczego zachowujemy się tak a nie inaczej.Podejrzewam,że
    Wasi mężowie zastosowali system obronny.To wcale nie znaczy,że nie cierpią.

    Karina
  • egiptorka 27.09.05, 20:07
    mOJE DZIECKO TEZ UMARŁO W 26TYG. przyczyna był krwiak pod łozyskiem-drugi w tej
    ciązy. Po 3 tdniach wywoływania porodu finalnie mnie uspiono i zrobiono zabieg
    łyzeczkowania..To było w kwietniu. Tez długo nie mogłam znalesc lekarza , który
    potrafiłby odpowiedziec na pytanie skąd sie te krwiaki wzieły , bo odpowiedz ,
    ze "powodów moze byc 1000" jakos mnie nie satysfakcjonowała. I w koncu
    znalazłam lekarza , który fachowo ze mna porozmawiał i dowiedziałąm sie , ze
    skoro wsztskie inne powody zostały wykluczone ( a zostały ) to powodem był
    wirus opryszczki, która mnie okropnie wysypała w 2m-cu ciązy. pzdr
  • joannas15 04.01.06, 17:00
    Czesc Karinko!
    Mam za sobą podobne przeżycie. Wysłałm do Ciebie maila, ale na wszelki wypadek -
    gdyby nie doszedł - piszę jeszcze na forum.
    Bardzo Cię proszę o kontakt mailowy. Muszę z Tobą porozmawiać o bardzo ważnej
    sprawie.Serdecznie pozdrawiam.
  • mamcia1001 04.01.06, 21:37
    Witam. Też mam za sobą podobne przeżycie. Urodziłam martwego synka na początku
    grudnia 2005r. w 32t. Ciąża przebiegała prawidłowo. Zaczęły boleć mnie plecy i
    przestałam czuć ruchy dzidziusia. Nie był owinięty pępowiną, wynik sekcji
    wykluczył wady rozwojowe a więc mój synek był zdrowy. Na razie nie robiłam
    żadnych badań, ale niedługo idę do lekarza. Też rodziłam na Żelaznej, z resztą
    byłam tam drugi raz bo pierwszą ciążę straciłam w 7t. To cudowny szpital i
    cudowni ludzie. Położna która odbierała poród była cały czas przy nas. Nie było
    problemu żeby mąż był cały czas. To bardzo pomaga, bez mojego kochanego męża
    chyba niedałabym rady. Najgorsze jest to że jeszcze nie wiem dlaczego.
  • jolanta80 04.02.06, 15:39
    witam Cie wiem co czujesz ja tez rodzilam 5 listopada 05r martwe dziecko moja
    martynka miala by teraz 3 miesiace byla owinieta pepowina 3 razy ale do konca
    bylo super ale wiesz co ja tez jestem z warszawy rodzilam na bielanach
    moglybysmy porozmawiac na gg podaje ci numer7138299jola
  • bonzalo 18.03.09, 19:42
    Witam!Ja również jestem po stracie. Urodziłam moją córeczkę na
    poczatku lutego 2009r.w 24 tyg.ciąży przesytało bić jej serduszko.
    do dzis nie wiem dlaczego tak się stało, Cała ciąża przebiegała
    prawidłowo, wynik sekcji wykluczył wady rozwojowe.to była moja 2 ga
    ciąża, pierwsza porowniłam w 13 tyg.Mam prośbe i pyatnie, czy możesz
    mi napisac jakie badania robiłaś, ja nie wyobrażam sobie życia beż
    dziecka, będziemy się starali, choś ogromnie się boję, ale wiem że
    beż dziecka bede nieszczęscilwa....
  • betty69 05.01.06, 19:59
    To ja tez sie dopisze. Stracilismy coreczke w 40 tyg. ciazy. Przyczyna - prawdopodobnie niewydolnosc
    lozyska - z sekcji. Poza tym dwunaczyniowa pepowina i patologiczne lozysko. Tylko teraz inni lekarze,
    nie Ci ze szpitala, w ktorym doszlo do zaniedbania, mowia ze jesli malutka wazyla 3550 g, lozysko i
    pepowina nie byly przyczyna. Przy tego typu patologiach jest niska waga urodzeniowa dziecka. Jest
    wiele niejasnosci w tym wszystkim. Naprawde nie wiemy dlaczego nasza Laurunia odeszla...
    Tak bardzo za nia tesknimy.

    Pozdrawiam serdecznie
    Betty

    --
    DLACZEGO
    Laura
    Antoś
  • karina66 06.01.06, 13:33
    A możesz napisać kiedy to się stało,gdzie chodziłaś do szkoły rodzenia???To
    bardzo ważne.Ja chyba znalazłam ślad(za sprawą joanas15) i szukam innych
    dziewczyn.

    Karina i Dzidziulek
  • betty69 06.01.06, 14:53
    odpisalam na priv (adres gazetowy)

    pozdrawiam
    --
    DLACZEGO
    Laura
    Antoś
  • joamol 11.01.06, 14:40
    Czesc Dziewczyny,
    Pisałam kiedyś już w tym wątku.... Zrobiłam cyto, toxo, listerię, boreliozę,
    mykoplazmy, chlamydie, wymazy na gronkowca i inne bakterie tlenowe i beztlenowe
    ( spotkałam inne kobitki co potraciły dzieci,leżałyśmy razem na sali szpitalnej
    i pomyślałam o jakichś zakażeniach szpitalnych), grzyby,streptococcus, hbs,
    hcv, przeciwciała antyfosfo...po stracie we wrześniu/październiku i wszystko
    było ok. Mamy na raporcie z sekcji wskazanie do badań genetycznych, ale wada
    serca, ktorą tam napisali nie jest wadą genetyczną a nie wiem o innych
    poważniejszych nieprawidłowościach. A i tej nikt nie dowierza.
    Postanowiłam sobie podarować te badania genetyczne, bo zle wyniki nie
    wykluczają możliwości urodzenia zdrowego dziecka i odwrotnie, to może wolę nie
    wiedzieć.
    Jak myślicie, powtarzać te wszystkie badania? Czy robić coś jeszcze? Właśnie
    zdecydowaliśmy się postarać raz jeszcze o dziecko i już się boję, że coś
    przegapię znowu. Z drugiej strony nie chcę przesadzać i się nakręcać.
    gdyby mi ktoś powiedział, że moja córcia umarła przez to serduszko i miałabym
    pewność, dzisiaj byłoby mi łatwiej. A tak pozostaje strach przed nieznanym.
    Będę wdzięczna za wszelkie rady.
  • karina66 11.01.06, 22:06
    Dobrze,ze porobiłas badania ale ja radzę genetycznych nie odpuszczać skoro masz
    wskazania.Kilka dni temu z mojego forum odeszła dziewczyna.U dziecka wykryto
    śmiertelną wadę nerek.Właściwie to dziecko ich poprostu nie miało.A najgorsze
    jest to,że jej pierwsze dziecko spotkało dokładnie to samo.Wada niby nie do
    powtórzenia-a jednak.Teraz już robi badania.Będziesz napewno spokojniejsza
    kiedy uda Ci się znów zajść w ciążę.Czego Ci życzę jak najszybciej.

    Karina i Dzidziulek
  • aj2205 31.01.06, 17:27
    Witam! I składam gorące wyrazy współczucia. Ja chciałabym podzielić się z wami
    pardzo podobną historią, która bezpośrednio mnie nie dotyczy, ale przeżywam ją
    jak własną. kobieta w wieku 30lat zachodzi w ciąże
    upragnioną,wyczekaną...brzuszek rośnie, dzieciątko się rozwija, przyszła
    mamusia ma się świetnie. Na początku chodzi do dr.w większym mieście lecz po
    jakimś czasie zmieniła na lekarza-bliżej miejsca zam.(który okazał się niemiły
    ordynarny... nie za bardzo mogła się z nim dogadać)lecz to jej nie zraziło (a
    powinno) ostateczny termin porodu był wyznaczony na 21.01.06r na badanie
    kontrolne zjawiła się 17.01.06r lecz lekarz stwierdził, że dziecko się obraca i
    wysłał ich do domu i jeśli nic się nie rozpocznie to mają przyj.27.01 również
    na badanie kontrolne!(zaznaczam iż dr.wiedział, że mama ciężarnej dwa razy
    miała CC). I tak się też stało, ciężarna zaufała lekarzowi w międzyczasie poród
    się nie rozpoczoł, więc pojawili się z mężem 27.01 lekarz na badaniu usg nie
    wyczuł tętna-tragiczna wiadomość malutki NIE ŻYJE! To chłopczyk Miłoszek, był
    silnym, bardzo ruchliwym maluszkiem, pamiętam jak dziś jak kładłam rękę na
    brzuszku ciężarnej a mały właśnie miał czkawkę, każdy jego znak ze środka to
    prawdziwy cud natury. Wszyscy tak czekaliśmy, wszystko już przygotowane a tu
    taka niesamowicie przykra wiadomość> Bardzo trudno to wszystko opisać, jesteśmy
    w wielkim szoku. Lekarze w szpitalu powiedzieli, że tak się zdarza teraz
    czekajmy na wynik sekcji. Ale czy ona da sensowną i jasną odpowiedz?! Pewnie
    jakaby niebyła nigdy nie będzie zrozumiała przynajmniej dla rodziców! Moim
    zdaniem to zaniedbanie lekarza bo od samego początku się nie przykładał, a
    podobno każdą pacjętkę należy traktować indywidualnie! To chore żeby w 40tyg.
    odsyłać ciężarną z gotowym do życia noworodkiem w brzuszku zamiast już wywołać
    ten poród, tak byłoby wsz.dobrze za długo tam był i biedny się udusił...
    <szukałam jakichkolwiek informacji o podobnych przypadkach, aby w ten sposób
    pomóc zrozpaczonym rodzicom...> /pogrążona w bólu i żalu rodzina/
  • karina66 31.01.06, 20:05
    Naprawdę barzdo mi przykro.Z doświadczenia jednak wiem,ze w takich przypadkach
    sekcja raczej niczego nie wykazuje.Ja byłam pod opieką punktu konsultacyjnego
    szpitala już od 35 tc.Ciągle była mowa o wywołaniu bo Oliwka była mała.Lekarze
    twierdzili,że teraz to już byłoby lepiej żeby się urodziła i dogoniła wgę na
    piersi.I tak z tygodnia na tydzień.Ostatni raz byłam 3 dni przed terminem.Jak
    zawsze usg,KTG.Ale wysłali mnie do domu bo wszystko było dobrze a mała
    podgoniła do 3 kg.Trzy dni później już nie żyla.

    Lekarze również powiedzieli,ze czasem tak się zdarza.Nigdy się nie dowiem co
    się tak naprawdę stało.Teraz jestem znów w ciąży i ta niepewność o i strach o
    zycie mojego synka jest ogromna.

    Jeśli Twoja znajoma bedzie miała silę i ochotę może do mnie napisać.Ja już
    doszłam do siebie i wiem,że mimo iż początkowo chce się umrzeć z rozpaczy to po
    jakimś czasie znów dostrzega się świat.

    Nie zostawiaj jej teraz samej,może znajdź dobrego psychologa.Pamiętam,że ja
    chciałam pójśc ale czekałam aż mnie ktoś zabierze.Poszłam dopiero jak poroniłam
    kolejną ciążę.I to właśnie terapia pomogła mi dalej żyć.

    Karina i Dzidziulek
  • joamol 31.01.06, 21:56
    Karinko, bardzo się cieszę z twojego szczęścia. Trzymam kciuki, będzie wszystko
    dobrze.Mam ogromną wiarę, że po prostu się uda.
    Życzę ci dużo siły i spokoju.Obwieścisz nam dobrą nowinę?
    Pozdrawiam
    Asia
  • makarcia 01.02.06, 08:56
    niecale 4 tygodnie temu urodzilam Synka w 33 tc. nikt nie polozyl mi go na
    brzuchu, nie slyszalam jego krzyku, nie robiono mi KTG, nie bylo neonatologa,
    nikt nie przyniosl mi go w nocy do karmienia. Moj synek zasnal we mnie. pepowina
    go udusila. tylko ja moge obwiniac za to co sie stalo. nie wiem kiedy dojde do
    siebie.
  • karina66 01.02.06, 13:23
    Jeśli wszystko będzie dobrze to obieszczę dobrą nowinę chyba całemu
    światu.Spodziewajcie się jej w czerwcu:-)

    Karina i Dzidziulek
  • a.zaborowska1 03.02.06, 16:52
    Boże zaszczep mnie swoją nadzieją !!! od śmierci mojej córeczki minęły 4
    miesiące i mogłabym znowu zajść w ciąże ale strach mi na to nie pozwala.
    Odłożyłam to do wakacji. Tak bym chciała już mieć to za sobą.
  • aj2205 01.02.06, 19:40
    Witam ponownie! dziękuje za ciepłe słowa dla rodziców...za jakiś czas będe
    starała się ją przekonać do rozmowy z wami, lub przynajmniej powiem, że
    istnieje taka możliwość. Jest już wstępny wynik sekcji, co prawda jeszcze nie
    na piśmie ale; to <zwężona aorta> i od razu pytanie-czy to możliwe, że
    wcześniej tego nie wykryto?! Czy usg i ktg (chociaż nie wiem czy w ogóle ktg
    było robione) , mogło tego nie wykazać i czy dzidziuś z taką wadą rozwijałby
    się do samego końca?! Podejżewam, że to tylko wymówka (bo gdy rodzice spytali o
    badania genetyczne, lekarz stwierdził, że przy takim czymś jest to niepotrzebne)
    więc coś tu nie gra. Ale nie przesądzając, poczekamy na wynik na piśmie.
    Dziękuję pozdrawiam!
  • joamol 31.01.06, 21:52
    aj2205
    Bardzo mi przykro. Ja poznałam kobtkę wspaniałą, która przeżyła jak ja stratę
    nienarodzonego dziecka. Rozmowa i świadomość, że nie jest się jedyną, że ktoś
    rozumie...pomaga. Jestem do dyspozycji.
    Czesc
    Asia
  • edycia11 01.02.06, 10:23
    Moja droga,idziemy ta samą drogą.
    Mój Jacus odszedł w 38 tyg.,zupełnie zdrowy z powodu poplatania pępowiny.
    Teraz jestem w ciąży,czuję lęk,ale czuję też,że będzie dobrze.
    Trzymam kciuki,wszystko sie tym razem uda,zobaczysz:)
    --
    Edyta mama Jacusia Aniołka
  • karina66 01.02.06, 13:22
    Ja też wierzę,że tym razem będzie dobrze.Musi być.

    Czasem się tylko boję czy to maleństwo zdołam pokochać tak mocno jak Oliwkę.Czy
    to jednak nie Ona będzie zawsze na pierwszym miejscu w moim sercu?

    Już wiemy,że bedzie synek,imię praktycznie wybrane(będzie chyba Mateuszek-tak
    miała się nazywać OLiwka gdyby była chłopcem) a jeszcze nigdy nie odważyłam sie
    nazwać go po imieniu.Zawsze mówię mały,malutki,dzidziulek-ale nie Mateuszek.

    Początkowo ciężko było mi przywyknąć do mysli,że to chłopiec.Tak bardzo
    chciałam dziewczynkę.Długo(ok 6tygodni) nie mogłam się z tym
    pogodzić.Wiedziałam,że dla nas to lepiej bo napewno nie będziemy tego dziecka
    mylić(podśwaidomie) z Oliwką.Ale rozum jedno a serce drugie.Teraz cieszę się z
    tego,że dzidzia zdrowa.Nie jest już tak ważne czy to chłopiec czy
    dziewuszka.Mam nadzieję,ze następnym razem będzie córcia.

    Karina i Dzidziulek
  • joamol 01.02.06, 17:06
    Karina, tak ulotne są chwile szczęścia. A przecież jakim szczęściem jest
    noszenie swojego Dzidziulka (pięknie go nazywasz). Ciesz się tymi chwilami,
    jakby były pierwsze, są pierwsze dla niego(wiem, że łatwo się mówi).
    Oliwka pozostanie w twoim sercu i myślach na zawsze, ale Dzidziulek na zawsze
    pozostanie w twoich ramionach, w twoim codziennym życiu. Jakże byłoby ci
    smutno, gdybyś się nie cieszyła Oliwką, gdy był na to czas. Kochaj mocno, nie
    warto chyba bać się swoich uczuć. wiem, że boisz się kolejnego bólu, zranienia,
    ale nie wierzę, że można utrzymać dystans, który by nas przed tym chronił,
    przed zranieniem.
    Zyczę ci siły i jeszcze więcej nadziei.Wszystko będzie dobrze.
    Zazdroszczę wam tej nowej drogi, nowego życia.
    Pozdrawiam
    Asia
    (*) Dla Oliwki
  • karina66 01.02.06, 17:19
    Też sobie powtarzam,że co mi zostanie gdyby(nie daj Boże) temu dziecku coś sie
    stanie.Z Oliwką mam masę wspomnień.I dlaego teraz już się cieszę każdym dniem
    starając sie nie myśleć o zagrożeniu.Czasem starch mnie dopada ale jest już
    naprawdę dobrze.Najgorzej było do 12tc.Bałam się przywiązać.Teraz już nie.Nawet
    kupiłam dwa ubranka.A do niedawna nie chciałam nawet o tym słyszeć.I planuje
    zmiany w pokoju,który miał być pokoikiem Oliwki.Inny kolor ścian,inne
    ustawienie mebli.Myśle,że nazwanie synka po imieniu przyjdzie samo.Więc nie
    robię tego na siłę.

    Tobie też zycze siły.Pisałaś,że chcecie z meżem starać się o
    dzidzię.Przeszliście już od planów do czynów?Mam nadzieję,że tak.

    Karina i Dzidziulek
  • joamol 13.03.06, 16:15
    Szukałam tego wątku, żeby ci powiedzieć, że przeszłam do czynów i udało się. I
    już nie jestem taka mądra w radach, ale myślę, że będzie dobrze.
    asia
  • a.zaborowska1 03.02.06, 16:14
    Mnie w październiku spotkało to samo. W 41 tygodniu na kontrolnym badaniu tętno
    dziecka spadało, wywoływano mi poród po 3 godzinach zdecydowano o cesarce
    ale ... było już zapóźno. Dziecko miało wdaną martwicę w lewej stronie ciałka
    mimo że dwa dni temu wszystko było wpożądku. Nie winię lekarzy (miałam bardzo
    dobrą opiekę) ale boli mnie, że medycyna zawiodła. Słyszałam bicie serca mojego
    dziecka a po 20 minutach już był koniec.
    Trzymaj się !!!! to wielki Ból !!! Świat jest niesprawiedliwy
  • jolanta80 04.02.06, 15:53
    witam cie pisze do ciebie i moge cie zrozumiec bo mnie spotkalo to samo tez z
    jednej srtony jestem zawiedziona na lekarzy ale dlugo aby wszystko opisać podam
    ci nr gg to sobie pogadamy 7138299
  • jolanta80 06.02.06, 20:12
    agnieszko to ja jola kilkakrotnie pisalam na tej stronie kierujac sie do ciebie
    mam prozbe abys odezwala sie do mnie na gg 7138299
  • jolanta80 04.02.06, 00:36
    czesc karinko wiem co czujesz moja martynka by miala jutro czyli 5 3 miesiace
    tez rodzilam marwte dziecko ale moja martnka byla byla owinieta pepowina 3 razy
    w wokol glowki i tez cala ciaza byla super .podam Ci swoj numer gg moglybysmy
    porozmawiac bo zabraklo by mi miejsca na opisanie wszystkiego nr gg7138299 Jola
    bardzo ci wspolczuje ale wierze ze jeszcze bedziemy miec bobaski i to sporo .
  • karina66 23.07.06, 20:35
    06.06.2006. przyszedł na świat mój synek.Poród odbył się przez cc w
    37tc.Lekarze nie czekali do terminu ze względu na mój wywiad.Mati bardzo pchał
    się na swiat bo już od 30tc miałam skurcze.W 35tc wylądowałam na patologii
    ciąży na fenoterolu.Na szczęście zostałam tam już do porodu.Lekarze
    powstrzymywali poród do czasu ustalonego cc.Leżałam w św.Zofii-tam gdzie
    urodziłam Oliwkę.Opieka była rewelacyjna.9 razy na dobę sprawdzano mi tętno
    dziecka.3*KTG i 6* doppler.Co kilka dni usg.Dzięki temu te ostatnie dwa
    tygodnie spałam spokojnie.

    Mati ważył 3100 i mierzył 54 cm.We wtorek kończy 7 tyg i waży już ponad 5
    kg.Jego uśmiech wynagradza mi wszystkie złe chwile.Warto próbować jeszcze raz.

    Co do przyczyn śmierci Oliwki to nic nie znalazłam.Ale teraz to już nie
    ważne.Ona jest Aniołkiem a ja mam synka.Widocznie tak miało być.

    A co u Was?Znalazłyście przyczyny?Starcie się o kolejne dziecko?A może już
    któraś została mamą?

    Pozdrawiam

    --
    Karina i Mateuszek
  • delecta 23.07.06, 21:05
    Serdecznie gratuluję!!!
  • nikola313 23.07.06, 23:13
    Przedewszystkim ogromne gratulacje!!!!!!!!!!!
    Wiem jaka to radosc! Ja po urodzeniu Nikolki zaraz zaszlam w ciaze i po roku od
    jej urodzenia urodzilam tez synka ma teraz 8,5mc jest cudowny i ogromnie
    kochany i grzeczny. Chyba wynagradza mi tez to, ze tak bardzo go pragnelam i
    cala milosc ktora mialam w sercu dla Nikolki przelalam na niego, choc momentami
    brakuje mi jej bardzo i tesknie za nia, ale wiem ze w pewnym sensie jest z nami!
    Pozdrawiam i caluski dla synusia, niech daje Wam wiele radosci i szczescia!
    Pozdrawiam!
  • kk.650801 24.07.06, 23:12
    Bardzo , bardzo się cieszę, to wielkie szczęście, naprawdę dar Boży.
    niech maluszek rośnie zdrowo,ku waszej i naszej radości.
    pozdrawiam Kasia.

    --
    suwaczek
  • edycia11 25.07.06, 12:04
    Bardzo się cieszę Waszym szczęściem;)
    Ja jestem w 34tc i powiem szczerze już nie moge się doczekać.
    Cięcie będzie 28 sierpnia,to juz nie całe 5 tygodni,chyba,że Mały zechce
    wcześniej:))
    Gratuluję i pozdrawiam:)
    --
    Edyta mama Jacusia Aniołka
  • joamol 25.07.06, 18:07
    Gratulacje :-) u mnie w brzuchu też synek tym razem,
  • costes 15.11.06, 15:49
    Mija 3 miesiące jak urodziłam martwą córeczkę w 40tc, 4 dni po terminie. Ciąża
    przebiegała idealnie, mała ważyła 3950 i miała 60 cm. Nie wiadomo co było
    przyczyną śmierci, sekcja nic nie wykazała. Nie wiem co mam robić, jakie
    badania, skoro nie było przyczyny. Nie potrafię się z tym pogodzić. Tydzień
    przed porodem miałam usg z przepływami - było wszystko ok.
  • karina66 15.11.06, 16:56
    Zupełnie jak u mnie.

    Wiem,że teraz cieżko się z tym pogodzić.Ale czas leczy rany.Wiem to dobrze.Ja
    już nie czuję bólu,żalu.Mimo że kolejną ciążę tez straciłam.Teraz mam swojego
    szkraba,który swoim uśmiechem wynagradza mi wszyskie tragedie.Patrzę na niego i
    myślę sobie,że nie byłoby go gdyby Oliwka nie odeszła.Mam wtedy mieszane
    uczucia.Ale mogę powiedzieć,że jestem szczęśliwa.Jakby nigdy nie spotkało mnie
    nic tak strasznego.Ale tak jak napisałam.Do tego potrzeba czasu i w moim
    przypadku dziecka.

    Porozmawiaj z ginem o badaniach.Na pewno zrób przeciwciała antykardiolipinowe.
    Ja przyczyny nie znalazłam.Ciązę z Mateuszem donosiłam do 37 tc(ale
    powstrzymywano poród już od 35tc)kiedy to zrobiono cc.

    Jeśli będziesz chiała jeszcze o coś spytać zawsze możesz pisać do mnie na priva.
    Ściskam Cię gorąco.
    --
    Karina i Mateuszek
  • mamaweroniki2 16.11.06, 12:54
    Ja też urodziłam synka martwego ale wiedziałam ż etak może być, w 25tc. Był
    chory i za pózno dostaliśmy sie do kliniki . Lekaze próbowali Go uratować
    zrobili zabieg wewnątrzmaciczny ale niestety kilka godzin po nim serduszko
    przestało bić. Niedawno minął miesiąc
  • karina66 16.11.06, 15:59
    Wspólczuję ogromnie.

    A to dla wszystkich dzieciaczków Aniołków(*)
    --
    Karina i Mateuszek
  • tusia00 20.11.06, 21:35
    gratulacje i podziwiam cie za odwage Ucaluj swoj malutki CUD

    Pozdrawiam

    marta mama Adika 2000 dwoch aniolkow 2004 2005 Bartusia 2006
  • klara1913 25.11.06, 20:55
    Mój maluszek też zmarł, niedawno- 19.10 br.. Mówiono, że się urodził i nie był
    martwy w brzuszku, ale ja wiem, że jak się rodził był już praktycznie martwy bo
    w skali Apgar dostał 0 pkt. i mimo 2 h reanimacji serduszko zaczęło mu bić
    dopiero w 13 minucie i tylko na chwilkę, ale nie zaczął sam oddychać, nie
    zapłakał, nie spojrzał na mnie swoimi oczkami. Nie mogę się z tym pogodzić, tak
    jak Ty, i mam ogromny żal do lekarzy. Wiem, że Maluszek w brzuszku żył, bo jak
    zgłaszaliśmy się na porodówkę jeszcze mnie kopał. Coś niedobrego stało się na
    porodówce...Ja znam przyczynę- łożysko się odkleiło, ale wiem że w takich
    przypadkach ratuje się dzieci jeśli natychmiast zrobi się cc. U mnie natomiast
    czekano, na co nie wiem-chyba na śmierć Maluszka. Ja zaczęłam krwaić i zamiast
    zająć się moim Dzieciątkiem od razu kazano czekać, a mnie okłamywano, że nic się
    nie dzieje....jak to nic się nie dzieje? przecież krwawiłam i Maluszkowi tętno
    spadało, a oni-lekarze podejrzewali odklejenie łożyska, a jednak czekali i cc
    zrobiono 3 h później- skutek: mojego Synka nie ma :( Moje jedyne dzieciątko nie
    żyje, jak ja mam żyć dalej, jak normalnie rozmawiać, jeść, jak się uśmiechać
    skoro mojego sensu życia już nie ma. Był taki śliczny:(, ważył 3190 g, ile
    mierzył nie wiem - nie zmierzyli Go i NAWET POKAZAć MI GO NIE CHCIELI, ale w
    końcu ktoś się zlitowł. Dawali mi tylko leki na uspokojenie by mieć spokój i bym
    im tam nie wyła. Strasznie tęsknie za moim Synkiem i zazdroszę wszystkim, którzy
    mają dzieci. Tak bardzo chciałabym przytulić mojego Maluszka, wyjść z nim na
    spacer, nakarmić go i opiekować się nim całymi dniami, być z nim, tak bardzo bym
    chciała....:( a teraz odwiedzam Go na cmentarzu, ja się chyba nigdy z tego nie
    pozbieram:(
  • karina66 26.11.06, 09:16
    Tak bardzo mi przykro.Opisujesz te same pragnienia jaki ja miałam.Patrzyłam na
    ludzi z wózkami i też pragnęłam iść na spacer.Pragnęłam karmić,wstawać w
    nocy,przytulać.Czułam się trochę jak sierota.Każdy dzień trwał rok.Wieczorem
    byłam szczęśliwa,że już się skończył.Rano modliłam sie żeby szybko
    minął.Płakałam,nie jadłam.Po stracie kolejnej ciąży załamałam się totalnie.I
    wtedy mąż zabrał mnie(i siebie) do psychologa.Tylko dzięki temu się
    pozbierałam.Do tego stopnia,że po jakimś czasie zapomniałam ,ze jest 20(a 20
    każdego miesiąca biegłam na cmentarz.Oprócz tego kilka razy w tygodniu).Powoli
    zaczęłam wracać do równowagi.

    Teraz żyję już bez bólu i żalu.Ty też będziesz.Ale musisz przejść przez
    załobę.Jak masz chęć to płacz.Nie tłum emocji bo one kiedyś i tak Cię
    dopadną.Trzeba swoje wypłakać,wycierpieć a któregoś dnia odkryjesz,że już nie
    płaczesz.Tesknić będziesz zawsze(choć też nie tak mocno).

    Nie wiem co zrobiłabym w kwestii winy lekarzy.Jeśli naprawdę są winni powinni
    ponieść karę.TYlko wiesz jak to w tym kraju jest.Pewnie i tak nikt nie poniesie
    odpowiedzialności.Ty będziesz wszystko jeszcze raz przeżywać.A dziecka i tak
    już nic nie wróci.Ale Każdy jest inny.

    Ściskam mocno.I życzę CI żebyś i Ty kiedyś w tym wątku napisała ,ze urodziłaś
    zdrowiutkie dzieciątko.
    --
    Karina i Mateuszek(06.06.2006)
  • klara1913 26.11.06, 10:06
    Dziękuję Ci za wsparcie, za ciepłe słowa. Wiesz, ale Twoja historia jest
    światełkiem w moim życiu, bo daje nadzieję na to, że może kiedyś i ja dam radę
    urodzić żywe i zdrowe dzieciątko....A co do lekarzy, to ich winy jestem niemal
    pewna i to jeszcze bardziej boli. Boli fakt, że mój Maluszek mógł żyć, a nie
    żyje bo nie pomogli Mu na czas....Ja nie wiem jak Ci ludzie mogą spokojnie spać.
    Teraz jak wszystko analizuje to jestem przekonana, że ta położna co była na sali
    porodowej to od początku wiedziała co się dzieje - skoro ona wiedziała, to
    lekarze tym bardziej....:( Wiem od znajomej, że lekarz nadzorujący mój poród
    jest zawieszony do końca roku, inne koleżanki ze szpitala mówiły jej "że to
    przez tą twoją znajomą" - jakby to była moja wina...Do sądu nie pójdę, bo nie
    dam rady przez to przejść i tak jak piszesz Maluszkowi nic życia już nie wróci,
    a na tej sprawie to zyskałby tylko adwokat bo z tą mafią i tak się nie wygra -
    tzw. solidarność zawodowa. Jak byłam u lekarki z tego samego szpitala na wizycie
    (bo zaczęłam krwawić) to kazała mi opowiedzieć o porodzie, mimo że znała moją
    historię bo dzień po na obchodzie była, ale potem ze 100 razy powtarzała, że jej
    przy tym nie było i nic nie może powiedzieć i nikogo nie kryje. A jak
    rozmawiałam z lek. rodzinnym, to powtarzał, że mu się w głowie to nie mieści i
    uwierzyć nie może, bo po tych objawach co miałam to wnioskuje,że cc to powinno
    być od razu, bo jeszcze ja mogłabym być na tamtym świecie z Maluchem. Co gorsza
    ja chciałam być tam z nim...:( Powoli mijają mi takie myśli, zwłaszcza jak
    czytam takie historie jak Twoja...ale są chwile,że wracają jak grom z jasnego
    nieba i nie chcą odejść...Boli mnie też to, że wielu znajomych unika mnie co
    najmniej jakbym była trędowata i jakby posiadanie martwego dzidziusia było
    zaraźliwe. Z drugiej jednak strony strasznie boje się pytań tych, którzy
    widzieli mnie z brzuszkiem typu: O już urodziłaś, jak dzidziuś?, albo "ile ma
    pani dzieci?"- jak mam mówić, że nie mam dzieci skoro mam Maluszka.... A Tobie
    szczerze gratuluje i ciesze się, że Ci się udało.
  • karina66 15.01.07, 09:48
    moim skarbem.W końcu udało mi się zrobić sygnaturkę i już wszyscy moga
    podziwiać mojego Matiego:)
    --
    Mateuszek
    Mój rozrabiaka
  • klara1913 19.01.07, 12:33
    śliczny ten Twój Mały...Gratuluje
  • kasik211 25.01.07, 13:12
    Uroczego masz syneczka! Ja też miałam przez 3 dni mojego syneczka. Kacperek
    odszedł 13.01.2007 (sekcja wykazała zwężenie aorty). Przez ten czas zdążyłam go
    mocno pokochać...a teraz została mi tylko pustka w sercu! Nie dopuszczam myśli,
    ze go już nigdy nie zobaczę...Był całym moin światem!!!!!!!
    Bardzo pragnę dziecka. Powiedz mi, po ilu miesiącach zdecydowałaś się na
    kolejną ciąże? Ile miesięcy powinnam odczekać ?

    Kasik - mama Kacperka
  • edycia11 26.01.07, 14:11
    Piekny ten Twój Mateuszek:))
    Baaardzo się cieszę,że u Was wszystko ok:)
    Pozdrawiamy
    --
    Edyta mama Jacusia Aniołka
  • klara1913 07.03.07, 15:04
    Jest takie forum dla rodziców, którzy stracili dziecko....jest tam wiele
    życzliwych ludzi, wspierają się wzajemnie...polecam tą stronę...za nim ją
    znalazłam to trochę trwało....Inni Aniołkowi rodzice się tu udzielają...Mimo,że
    spotkało nas tyle złego chcemy wspierać się wzajemnie. Jeśli ktoś wszedł na to
    forum to znaczy,że szuka pomocy, chce się "wygadać" , "podzielić sowim bólem",
    albo dowiedzieć jak pomóc bliskim po takiej stracie, co oni czuja, a może jak
    można pożegnać swego Aniołka, może chce by ktoś zapalił światełko dla jego
    dzieciątka - tam regularnie aniołkowi rodzice odpisują, są na prawdę
    wspaniali...jeśli chcecie zajrzyjcie tu: www.dlaczego.org.pl/
    światełka dla Waszych Aniołków (****)
  • aniad_di 22.01.07, 21:57
    Moja upragniona wyczekiwana przez 3 lata ciąża również przebiegała książkowo do
    jednego z najgorszych dni w moim życiu, mianowicie poniedziałku tydzień temu.
    Urodziłam moja najukochańszą Majeczkę dopiero cztery dni temu, więc ból i
    cierpienie są w tej chwili nie do opisania. Moja córeńka urodziła się w 37 tc,
    okazalo sie ze udusila sie pepowina.Dzis musielismy z mezem pochowac naszego
    malenkiego Aniolka. Dalabym wszystko zeby moc wziac moja Kruszynke w ramiona i
    bardzo bardzo mocno przytulic.... Niestety zostalo tylko pekajace z bolu serce
    i przeogromna pustka...Nie wiem jak dalej zyc.....
  • karina66 25.01.07, 11:00
    Tak bardzo mi przykro.Nie ma słów,które ukoiły by taki ból i smutek.Ale wiem,że
    można dalej żyć(choć początkowo wydawało mi się to niemozliwe).Ale musi upłynąć
    sporo czasu i nie jedna łza musi spaśc.Pisałam w tym wątku jak ja sobie
    radziłam.Może to Ci pomoże.

    Polecam terapię u dobrego psychologa.Nam bardzo pomógł kiedy po urodzeniu
    Oliwki stracilismy i drugą ciążę(poronienie).


    A to dla Twojej Majeczki(*)
    --
    Mateuszek
    Mój rozrabiaka
  • klara1913 06.02.07, 14:42
    Bardzo mi przykro...wiem jak to boli, pisałam o śmierci mojego Synka w tych
    wątkach....zmarł niedawno...19.10.2006 r. a to wciąż boli i boleć zawsze
    będzie....nie myśl, ze ja przestałam płakać, wciąż płaczę, wyję- bo to
    boli....ale życzę Ci i sobie by to kiedyś choć troszkę mniej ściskało...bo
    zapomnieć się nie da... obyś trafiła też na mądrych ludzi w swoim
    otoczeniu,którzy podadzą Ci pomocną dłoń i nie będą bez sensu kłapać jęzorem
    tekstów takich jak mi "było, minęło i trzeba żyć dalej..." Owszem żyć trzeba,
    choć się nie chce..., choć serce pęka, a w głowie wciąż te same pytania
    "dlaczego nam się to przydarzyło?" "dlaczego????" "dlaczego Ci co nie chcą mieć
    dzieci je mają?" "Dlaczego i jak to możliwe, że ludzie wyrzucają dzieci na
    śmietnik, a my którzy ich pragniemy spotykamy się z takim nieszczęściem?".... Na
    te pytania nie ma odpowiedzi...ale żyć trzeba choćby dla męża i po to,by kiedyś
    Twoja mała córeczka miała małego żywego braciszka lub siostrzyczkę, choć teraz
    pewnie już sama nie wiesz co masz myśleć i co myślisz....Płacz jak tego
    potrzebujesz...a poczytaj wątek Kariny....jej historia nawet dla mnie jest
    światełkiem w tunelu i nadzieją na spełnienie największego marzenia w moim
    zyciu- żywego dziecka....Pozdrawiam. światełko dla Twojej córeczki (*)
  • beamel77 28.01.07, 18:28
    Witam
    16 stycznia urodziła się i zarazem umarła nasza maleńka istotka , która była
    przez nas upragniona . Miała powazną wadę serca , przewodu pokarmowego , a
    także zespół downa . O tych wszystkich wadach dowiedzieliśmy się jak byłam 30
    tygodniu ciąży . Do tego czasu lekarz ginekolog zapewniał nas , że z dziezkiem
    jest wszystko dobrze . Przeżylismy smierć naszej córeczki bardzo boleśnie .
    Pierwszą ciąże poroniłam w 7 tyg. , a teraz musiałam urodzić martwe dziecko w
    36 tyg. Lekarze z innych szpitali potwierdzali te wady i nas przygotowywali na
    najgorsze , że mała może umrzeć w łonie lub w trakcie porodu . Do końca sami
    nie wierzyliśmy , że mała jest zdrowa . Teraz wiemy jak postepować w przypadku
    następnej ciąży . W Łodzi w Instyt Centrum Zdrowia Matki Polki , są bardzo
    dobrzy specjaliści od badań genetycznych . Wykonują bardzo dobre badania USG .
    W Warszawie na ulicy Sobieskiego wykonuja badania genetyczne . Dzięki tym
    wszystkim wizytom w tych poradniach , mielismy pewność co do naszego dziecka .
    Mogliśmy się z tym wszystkim jakos oswoić . Mam nadzieję , że mogłam jakos wam
    pomóc i podzielić się . Jeśli ktoś bedzie chciał wiedziec więcej piszcie .
    Przeszliśmy z mężem bardzo długa drogę . Zapalam świeczkę dla mojej Monisi
    (***)
  • klara1913 06.02.07, 14:32
    Bardzo mi przykro, przeszłam przez śmierć własnego dziecka, co prawda Maluszek
    nie miał wad, ale każda śmierć tak samo boli...nie wiem czy dałabym radę, gdybym
    już wcześniej wiedziała, że z moim Maluszkiem jest coś nie tak i może umrzeć...
    Chociaż jak go tak długo reanimowali po porodzie to modliłam się by przeżył, a
    wtedy wiedziałam już że tak długa reanimacja=niedotlenienie=upośledzenie
    umysłowe, ale i tak chciałam by żył....Współczuję Ci i trzymaj się. Spójrz na
    Karinę - mamy Aniołków też zostają mamami żywych dzieci kiedyś...na to liczę, to
    mnie trzyma przy życiu... światełko dla Twojego dzieciątka (*) Pozdrawiam........
  • moon75 30.01.07, 14:32
    Witajcie,
    miałam podobne przeżycie, mój Aniołek urodził się 3 stycznia 2007, że córka
    urodzi się martwa dowiedziałam się w sylwestra, kiedy pojechaliśmy sprawdzić
    czemu mniej się rusza, po KTG i USG okazało się że serduszko się zatrzymało, to
    był 37/38 tc. SZOK !!! Cała ciąża przebiegała idealnie, wszystkie badania
    super. Sekcja też nic nie wykazała. Pozostały ból, gniew, bezsilność i pytanie
    co było przyczyną, co zrobić żeby sę taka sytuacja nie powtórzyła.
    Mam pyt. o co chodziło z tymi szkołami rodzenia?
    Mała

  • klara1913 06.02.07, 14:23
    Witaj! Bardzo mi przykro z powodu Twojego Maleństwa. Wiem co to za ból....z moim
    Maluszkiem też całą ciążę było ok. Zapewne wiesz co się stało, nie będę
    powtarzać bo opisałam to na tej stronie,w którymś z wątków już wcześniej.....też
    nie miał żadnych wad, tyle że u mnie łożysko się odkleiło przy porodzie :(,
    lekarze za późno zareagowali ;( i Maluszek jet teraz pochowany na cmentarzu, tu
    gdzie mieszkam, w Poznaniu...Nie wiem o co chodzi Ci z tymi szkołami rodzenia?
    Może przegapiłam jakiś wątek...Jak zadasz konkretne/precyzyjniejsze pytanie to
    może postaram Ci się odpowiedzieć...A jeśli chodzi o pytanie co zrobić, by
    sytuacja się nie powtórzyła to naprawdę nie wiem...to co mówią lekarze, także mi
    "że takie rzeczy się zdarzają" niczego nie załatwia, nie pomaga przeżyć i żyć z
    bólem, który dotyka rodziców po śmierci dziecka.....Mój Maluszek zmarł
    19.10.2006r. i im więcej czasu upływa tym mnie wciąż to boli, coraz mocniej
    boli.....nie mogę oswoić się z tą myślą, nie wierzę....Ponadto miesiąc po
    śmierci mojego Synka, okazało się że u mojego ojca, bez wcześniejszych wyraźnych
    oznak postawiono diagnozę-rak płuc. 2 miesiące od śmierci Maluszka umiera i tata
    - tej walki z losem też nie wygrałam:( To wszystko boli i jeszcze długo boleć
    będzie....Wiesz co mi pomaga: myśl, że mamy Aniołków takie jak my, stają się
    kiedyś mamami żywych i Zdrowych dzieci - tak jak Karina i tylko to trzyma mnie
    przy życiu...chociaż nie ukrywam,że jest ciężko - bo po cc nie można strać się o
    następne dziecko za szybko....a ponadto mam myśli, że chce dziecko -to
    konkretne, tego Synka, którego już nie ma ;( ....tak nie można myśleć, nie można
    się zamykać samemu ze swoim bólem, trzeba płakać jeśli ma się na to ochotę....i
    nie poddawać się....Nie myśl sobie,że jest mi łatwo to pisać, owszem piszę tak ,
    bo chcę się nie poddać ale czasami wątpię w to czy dam radę....Ja wiem na pewno,
    że gdy zajdę w ciążę i uda mi się kiedyś donosić zdrowego dzidziusia do 37 tyg.
    kiedy będzie już w pełni rozwinięty to po prostu dam w łapę za cc na życzenie i
    w określonym terminie, nie będę ryzykować, że coś może stać się przy porodzie,
    albo tuż przed przez skurcze. Ponadto...zamierzam przed planowaną ciążą zrobić
    sobie możliwie dużo stosownych badań no i jakoś pozbierać się psychicznie
    chociaż trochę, bo wiem że zbyt duży strach przed kolejnym nieszczęściem może
    być jego przyczyną już w pierwszych tygodniach życia nowego dzieciątka....Mama
    nadzieję,że Tobie ale i mi uda się być jeszcze mamą żywego dzidziusia-choć w tej
    chwili jest za wcześnie by tak było....Pozdrawiam Cię serdecznie.... światełko
    dla Twojej córeczki (*)
  • madjak 06.02.07, 15:43
    witam! Ja urodziłam naszego skarba w 36 tyg ciąży.... Było to najgorsza
    wiadomosc w zyciu, ze nasz ukochany synus nie zyje, ze odszedł do Pana:( Data
    19.06.2006, tego dnia niczego nie rozumiałam, przecież bylismy przygotowani na
    naszego skarba. Nasz Antos miał wade serduszka, jednak nie wierze w to ze ona
    narodziny i wychowania naszego synka:( Antoś w ostatnich godzinach swojego
    zycia, był bardzo aktywny i podejrzewam ze przyczyna smierci była pęmpowina,
    albo cytomegalia, którą niestety przechodziłam. W przezyciu tych trudnych dni
    pomogła mi rodzina i forum dlaczego. Pozdrawiam wszystkie mamki aniołków:)
    jak będzie chciały pogadac, piszcie na adres madjak@gazeta.pl
    Od wrzesnia staramy sie o dziecko ale jak narazie nam nic nie wychodzi, chyba
    problem tkwi w mojej głowie:(
    światełko dla naszego antośka (*) 19.06.2006 i wszystkich aniołków (*)
    Madzienka
    www.republikadzieci.org/problemyiniepokoje/strata/pamiec395.htm
  • madjak 06.02.07, 15:49
    ta poprzednia wypowiedz, sie troche zakreciła ta ponizej jest wlasciwa!!!




    witam! Ja urodziłam naszego skarba w 36 tyg ciąży.... Była to najgorsza
    wiadomosc w zyciu, ze nasz ukochany synus nie zyje, ze odszedł do Pana:(
    19.06.2006, tego dnia niczego nie rozumiałam, przecież bylismy przygotowani na
    narodziny i wychowanie naszego synka. Nasz Antos miał wade serduszka, jednak
    nie wierze w to ze ona była przyczyną smierci
    :( Antoś w ostatnich godzinach swojego
    zycia, był bardzo aktywny i podejrzewam ze przyczyna smierci była pęmpowina,
    albo cytomegalia, którą niestety przechodziłam. W przezyciu tych trudnych dni
    pomogła mi rodzina i forum dlaczego. Pozdrawiam wszystkie mamki aniołków:)
    jak będziecie chciały pogadac, piszcie na adres madjak@gazeta.pl
    Od wrzesnia staramy sie o dziecko ale jak narazie nam nic nie wychodzi, chyba
    problem tkwi w mojej głowie:(
    światełko dla naszego antośka (*) 19.06.2006 i wszystkich aniołków (*)
    Madzienka
    www.republikadzieci.org/problemyiniepokoje/strata/pamiec395.htm
  • klara1913 07.02.07, 11:48
    Witaj! Przykro mi...Mój synek urodził się i zmarł też 19, też 2006 r. ale w
    październiku. My też czekaliśmy na naszego Skarba, tak jak wszystkie mamusie na
    tym forum, miało być dobrze - nie było. Lekarze nie pomogli nam na czas, mimo że
    my na czas byliśmy w szpitalu. Mam żal...okropny żal....Boję się teraz ich jak
    ognia....boję się też następnych starań i ciąży. Co prawda my z mężem jeszcze
    nie możemy starać się o dzidziusia (bo jestem po cc, ale to pewnie już wiesz bo
    czytałaś moją historię na tym forum), ale boję się, że jak dojdzie do tego
    momentu to moja głowa nie pozwoli mi też zajść w ciążę za szybko, ale wierzę że
    się uda, mimo że nieszczęścia mnie prześladują. ...Miesiąc po śmierci Synka,
    dowiaduje się że bliski mi człowiek - ojciec (nie chorował wcześniej) jest chory
    na raka płuc. Miesiąc po tej info i 2 mies. od śmierci Synka umiera i On.....i
    zamiast się dźwignąć znów cegła spada mi na głowę, ale mimo to wierzę że kiedyś
    musi być lepiej - dlaczego-bo musi i już! Tobie też życzę by było Ci lepiej,by
    los obdarował nas dziećmi, uśmiechem ich małych ust, uściskiem ich małych
    rączek, tupotem małych nóżek.... światełka dla wszystkich Aniołków (*)
  • madjak 07.02.07, 23:35
    witam! Dziękuje dziewczyny ze jestescie i potraficie rozmawiac o swoich
    zmarłych aniołkach, o bólu, tesknocie...
    Dla Was wszystkie aniołkowe mamki, duzo sił, wytrwałości i życze abyście
    zostały mamkami dzieciaków na ziemii...
    Klara współczuje ci ze wszystkich sił, że ostatnie chwile były tak trudne dla
    Ciebie.... niestety życie nie wybiera i to mnie denerwuje...
    Dlaczego cały czas dołączaja do nas kolejne i kolejne matki aniołków... wiecie
    wkurza mnie ten świat i ci wkoło otaczający nas ludzie, którzy nie rozumieją
    naszego bólu..:( Wierze ze wreszcie usmiechnie sie do nas los:)
    Pozdrawiam Was wszystkie i przesyłam gorace usciski:)
    Madzienka mamka aniołka Antoska 19.06.2006
    Dla wszystkich naszych aniołków (*)(*)(*)
    www.republikadzieci.org/problemyiniepokoje/strata/pamiec395.htm
  • beamel77 06.02.07, 22:42
    Witam ponownie zapalam dla wszystkich Aniołków (***) , łączę sie z wami w
    bolu . Musimy sobie nawzajem pomagac , ciesze sie ze jest takie forum i mozemy
    sobie porozmawiac . Ja mam nadzieje , ze niedlugo zostaniemy mamami , zdrowych
    dzieciatek . Sciskam was mocno .
  • sssheee 06.02.07, 23:13
    Beamel77 baaardzo Ci współczuję! "Znam" Cię z płockiego forum i dlatego jest mi
    tym bardziej przykro, bo jesteśmy z jednego miasta. Mam nadzieję, że Twój mały
    Aniołek będzie czuwał nad wami z góry i kiedyś zadba o to, aby jego rodzice nie
    byli sami :). Trzymam za Was kciuki i modlę się za Waszego Aniłka.
    Magda
  • klara1913 07.02.07, 11:54
    Ja też dziękuję za to forum....za słowa wsparcia i za to że mimo tego co nas
    spotkało umiemy jeszcze i chcemy pomagać innym. światełka dla wszystkich
    Aniołków (********). Powodzenia w drodze do stania się rodzicami żywych i
    zdrowych dzieciątek....
  • klara1913 07.02.07, 11:58
    P.S. Wczoraj byłam na cmentarzu, na grobie mojego Synka, obok świeży grób
    (wczoraj zapewne, albo w pon.) był pogrzeb.... rozpłakałam się....to boli
    widzieć czyjeś nieszczęście zwłaszcza jak przeszło się podobną stratę na własnej
    skórze...Jeśli przeczyta to Mama tego chłopca- Mateuszek miła na imię, niech wie
    że wszyscy myślimy o niej ciepło i łączymy się z nią w bólu...z tatą chłopczyka
    też.... Niedawno (też w styczniu) też pojawił się tuż obok grób
    Michalinki...wyrazy współczucia...
  • klara1913 07.02.07, 12:01
    Nie chcę, by zdarzały się takie rzeczy...nikt nie chce....wcześniej nie zdawałam
    sobie sprawy,że aż tyle Maluszków umiera i że aż tylu rodziców cierpi....Mam
    nadzieję, że kiedyś pisane będzie im wszystkim, mnie też, zaznać odrobiny
    ukojenia i szczęścia w postaci żywego dziecka. Pozdrawiam........
  • karina66 08.02.07, 14:20
    Nie wiem czy o to chodzi ale jakiś czas temu ktoś wywołał w necie
    aferę.Pojawiało się mnustwo wątków różnych nicków ze chodziły do szkoły
    rodzenia do szpitala MSWiA w W-wie(w tym czasie kiedy ja też tam chodziłam
    będąc w ciąży z Oliwką)i prowadziły ciążę u tego samego lekarza(również co
    ja).Wszystkie ponoć urodziły martwe dzieci.Dowiedziałam sie o tym gdy napisała
    do mnie jedna z nich w tej sprawie.Zaczęłam wtedy szukać i znalazłam te inne
    posty.Pisałam do tych osób ale bez odzewu.Z tamtą dziewczyną sie spotkałam ale
    nic z tego nie wynikło.Podejrzewam,że to ona popisała te wszystkie wątki i
    narobiła afery.Ja się wtedy przeraziłam bo byłam w ciąży z Mateuszkiem którą
    prowadziłam u tego samego lekarza co pierwszą.Poza tym odżył strach i
    ból.Zmieniłam lekarza.Po tym jak nie dostarczyla mi zadnych dowodów że inne
    dziewczyny też urodziły martwe dzieci(oprócz nas dwóch) dałam sobie spokój.Ona
    była jakaś dziwna.Mówiła,że jej koleżanka z tej szkoły rodzenia też straciła
    dziecko ale nie zanła jej imienia.wróciłam do swojego lekarza i wszystko jest
    ok.

    Podobno mniej więcej w tym czasie kiedy chodziłam tam do szkoły rodzenia na
    odziale panował epidemia gronkowca.O to była cała afera.Ze to może gronkowiec
    zabił nasze dzieci.
    --
    Mateuszek
    Mój rozrabiaka
  • anna1008 18.06.07, 23:53
    To bardzo świeże i bardzo boli 15.06.2007 w 32 tyg. stało się coś strasznego
    zupełnie niespodziewanego. Wieczorem pobolewał mnie dół brzucha, czułam ruchy,
    po godz. zadzwoniłam do szpitala opowiadając lek. dyż. o objawach, powiedział
    żebym wzięła 2 No- spy i się położyła spać.Tak też zrobiłam, po 2 godz. ból był
    ogromny, krew... Na porodówce tętno płodu niewyczuwalne. Usg lek. stwierdził
    śmierć Miłoszka. Musiałam urodzić - mój synek był piękny, okrągła bużka,
    wyglądał że śpi. Bez wad, lekarze nie umieli powiedzieć co sie stało, czekam na
    wynik sekcji, jutro pogrzeb - bardzo płaczemy, tęsknimy, nie możemy zrozumieć -
    wszystko było dobrze, ciąża dobrze prowadzona, badania na czas, jak to zrozumieć
    ??????
  • mamka74 20.02.07, 14:20
    Witam.Ja również urodziłam martwe dziecko.W 36 tgodniu przestałam czuć
    ruchy,zgłosiłam się do szpitala by posłuchać tętna niestety serduszko już nie
    biło.Całą ciążę znosiłam wspaniale żadnych problemów,wyniki idealne,dzidzia
    rosła książkowo.Niestety Hanusia zmarła.Prawdopodobną przyczyną śmierci był
    zespół antyfosfolipidowy.Rok wcześniej również byłam w ciąży ale obumarła w 7
    tygodniu.Dlaczego lekarze uważają że zdarza się strata jednej ciąży?Dlaczego
    nie szukają przyczyny.Być może nasza córeczka by żyła.Dodam jeszcze że mam w
    domku starszą córeczkę.Ma 7 lat.W pierwszej ciąży było wszystko super,urodziłam
    córkę 2 tygodnie po terminie.Mam nadzieję że jeszcze z mężem doczekamy się
    kolejnego dziecka.Pozdrawiam Was bardzo mocno.Agnieszka mama Anastazji
    02.01.2000r.,Aniołka listopad 2005r.,Aniołka Hani 13.01.2007r.
  • klara1913 21.02.07, 09:52
    Przykro mi,że dołączyłaś do naszego grona.....:( Podpowiedziałaś mi jednak ważną
    rzecz, którą na pewno sprawdzę przed następną ciążą zespół APS - jest ponoć
    groźny (czego przykładem jest niestety także Twoja tragedia) i możliwe, że u
    mnie z tego samego powodu łożysko się przy porodzie odkleiło - co prawda lekarze
    mogli uratować mojego Synka ale czekali z cc, jednak to nie oni spowodowali
    odklejenie łożyska, może to ten zespół, o którym wspomniałaś. Mnie też strasznie
    denerwuje bezduszność,bierność środowiska lekarskiego - dlaczego oni nie
    sprawdzają co jest przyczyną śmierci dziecka dokładniej...nie jest normalna
    żadna strata dziecka....a tekst "tak się czasami zdarza" jest przynajmniej nie
    na miejscu. Myślę jednak,że dopóki ktoś nie przejdzie czegoś takiego jak śmierć
    dziecka na własnej skórze, nie jest w stanie nas zrozumieć....ale mógłby
    przecież się chociaż starać, a lekarz już na 100% powinien.....Trzeba nie mieć
    serca, uczuć, żeby zrobić to co lekarze m.in. mi zrobili (tak mnie się
    wydaje...) i jeśli robi się coś, gdzie konsekwencjami może być strata życia
    np.dziecka - trzeba być człowiekiem,: odpowiedzialnym, konsekwentnym,
    przewidującym i zapobiegającym. Zaniedbanie lekarskie nawet w Polsce jest
    przestępstwem. Napiszę Ci coś jeszcze, spotkałam się z różnymi opiniami
    kobiet,które straciły dzieci (na forach, w internecie...).Więc tak: wiele z nich
    pisze, że jeśli udało im się zajść kolejny raz w ciążę, to same pilnowały
    stosownych badań, goniły lekarza do zlecania ich, same czytały o tym co powinny
    zrobić, bo ich zdaniem i moim również- jeśli sama nie przypilnujesz to raczej
    lekarz Ci nie zleci więcej niż standardowych badan, a szczęście będziesz też
    miała jeśli chociaż te podstawowe, o których piszą w książkach, poradnikach
    ciążowych Ci zleci..Oczywiście można tez popaść w skrajność, bo badań jest
    strasznie dużo i jeśli przesadzisz...to i tak wszystkiego nie sprawdzisz a
    psychika w złym stanie może być także wrogiem Twojego poczętego dziecka....ale
    łatwo pisać...sama nie wiem jak się zachowam jak już będę mogła strać się o
    dziecko, właściwie tuż przed....Postaram się jednak zachować zdrowy rozsądek,
    zobaczymy co z tego wyjdzie.... Pozdrawiam
  • kobusiontko 21.02.07, 20:22
    jak czytalam twoj list to jakbym widziala siebie z jedna roznica moja Julcia
    byla owinieta pępowina i ucusiła sie dwa dni przed porodem.dowiedzialam sie o
    jej smiercitak jak ty w szpitalu i równiez to był dla mnie szok.Bardzo mi
    przykro że tyle kobiet musiało przeżyc to co my ale nie można myślec po co?
    czemu?dlaczego?bo to naszym dzieciom nie zwruci życia,a nas tylko jeszcze
    bardziej zadręcza.Trzeba sie wziąść w garść i żyć dalej.MY mamy jeszcze szanse
    urodzić zdrowe dzieci a te które odeszły niech pozostaną w naszych sercach
    miłym wspomnieniem tych 9 miesięcy.Mi lekarze tez nie potrafili niczego
    konkretnego powiedzieć wątpili że to pępowina ale ja przyjełam taką wersje dla
    siebie samej i nie dociekam dalej.Moja córcia miała by teraz 5 miesięcy i 2
    dni.To moje pierwsze dziecko.Bardzo za nią tesknie ale wiem że mam małego
    aniołka w niebie,który czuwa nad nami i na pewno jest jej tam dobrze.Życze ci
    powodzenia.
  • klara1913 07.03.07, 15:06
    Jeszcze raz wklejam tu swoją wiadomość- chce była na końcu, by każdy ją zauważył.
    Jest takie forum dla rodziców, którzy stracili dziecko....jest tam wiele
    życzliwych ludzi, wspierają się wzajemnie...polecam tą stronę...za nim ją
    znalazłam to trochę trwało....Inni Aniołkowi rodzice się tu udzielają...Mimo,że
    spotkało nas tyle złego chcemy wspierać się wzajemnie. Jeśli ktoś wszedł na to
    forum to znaczy,że szuka pomocy, chce się "wygadać" , "podzielić sowim bólem",
    albo dowiedzieć jak pomóc bliskim po takiej stracie, co oni czuja, a może jak
    można pożegnać swego Aniołka, może chce by ktoś zapalił światełko dla jego
    dzieciątka - tam regularnie aniołkowi rodzice odpisują, są na prawdę
    wspaniali...jeśli chcecie zajrzyjcie tu: www.dlaczego.org.pl/
    światełka dla Waszych Aniołków (****)
  • mama-oliwki1 05.04.07, 10:38
    W październiku 2004 roku urodziłam Córeczkę Oliwkę - kochana moja zmarła w moim
    brzuchu w 38 t.c. Do tej pory nie znam przyczyny śmierci Maleńkiej. Wszystkie
    badania wyszły ok.
    Myślałam że już nic nigdy dobrego mnie nie spotka. Ale spotkało - 22 marca
    2007r. urodziłam zdrową, śliczną córeczkę Karolinkę. Oczywiście bałam się
    zaryzykować zachodząc znów w ciążę, ale spróbowałam i udało się. Jestem
    najszęśliwszą mamą pod słońcem :-).
    Teraz mam dwie córeczki - jedną w Niebie i jedną na ziemi. Wierzę że Oliwka
    opiekuje się siostrzyczką i czuwa nad Nią. Widzę to w twarzyczce Karolinki
    kiedy często się uśmiecha (pewnie widzi siostrzyczkę).
    Dziewczyny- ryzykujcie, zachodźcie w ciążę, bo moja sytuacja i przykłady innych
    dziewczyn pokazują, że się udaje.
    --
  • 81rybka 04.05.07, 13:51
    Bardzo Ci gratuluje drugiej córeczki, tym razem ziemskiej dzieciny, też bym tak
    chciała! Gratuluję z całego serca!

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka