Dodaj do ulubionych

Straciłam 3cie Dziecko w 3 lata....Mam 31 lat

08.10.05, 21:56
Mój bilans "wywiadu ginekologicznego" jest brutalny. Ciąż :3. Dzieci żywo
urodzonych :1. Dzieci martwo urodzonych:1. Poronień:1. Dzieci żywych:0. Lekka
Q przesada, Panie B. "Co cię nie zabije, to cię wzmocni"? Mam dosyć.....
Poroniłam ...w 7 t.c. i nie wiem, śmiać się, czy płakać. Mój najstarszy Synek
miałby teraz 9 lat,gdyby nie zabił go Chrzestny w wypadku.....
Drugi.....gdyby urodził się o czasie i żywy....3 lata, i byłabym w ciąży...
Nie mam nic. Chcę zwariować. Nawet nie wiem, czy to Córka czy Trzeci Syn
Edytor zaawansowany
  • zorka7 09.10.05, 08:23
    Wiesz co, wymiękam.
    Nie mam odwagi cię pocieszać aniołkami i spotkaniem po tamtej stronie, zresztą
    nie tego chcesz, prawda?

    Tak sobie tylko myślę, że w twoim życiu może się coś dobrego wydarzyć, że w to
    trzeba wierzyć i spróbowac na to czekać.

    No i warto może przytrzymać tę myśl:
    nie jesteś wyjątkowa.

    Mi pomogła.
    --
    15.10 - Dzień Dziecka Utraconego
  • mama.mimi 09.10.05, 09:28
    Ja też mam kilka aniołków. Ale i tak nie wiem co Ci napisać. Wiem co czujesz,
    ale mam pustkę w głowie.

    Pozdrawiam gorąco
  • ihaha6 10.10.05, 12:57
    ...nie , nie tego. Mój Synek w wieku 5,5 roku poprosił, by Go ochrzcić..."bo
    nie wie,kiedy umrze i to dla niego ważne"...pamiętam, jak tłumaczył księdzu.
    Chrzestny 2 tyg. później spowodował wypadek, z głupoty, brawury? Brak fotelika.
    Wbrew mojej woli, bez mojej wiedzy.... Synek konał 13 dni...miesiąc po chrzcie
    zmarł...dziękuję Bogu, że miałam czas Go pożegnać, przeprosić za wszystkie
    swoje "nie teraz" "później" "nie przeszkadzaj".......Byłam w 4 mcu ciąży,
    musiałam życ, oddychać, odebrać Synka z prosektorium ....ubrać go w rzeczy ze
    chrztu...pochować...Miesiąc później, przy rutynowej kroplówce...na
    upał...zakazili mnie gronkowcem złocistym. Krwotok...Odeszły wody.Lekarze
    robili wszystko, łącznie z samolotem do Centrum MP w Łodzi...Po 2 mies.
    straciłam przytomność, Synkowi stanęło serce. Urodziłam Go po 2 dniach.
    Pochowałam po tygodniu obok Brata. Teraz....próbowałam żyć...poroniłam przed
    sądem, przed rozprawą z ex, Ich ojcem-psycholem....Paranoja? Wiem, są gorsze
    historie, tylko...ja czuje się wyklęta...żal mi moich Dzieci....wolałabym
    zamiast nich leżec na tym cmentarzu....To wszystko. Przyjaciele juz nie maja
    słów, tylko klną...Mój...milczy, nie wie, jak mi pomóc...lekarze...eh.
    Dzięki....
  • renata_mr 17.05.06, 09:55
    witam
    wiem że twoja sytuacja jest bardzo przykra i wiem co czujesz
    mój bilans to : ciąza-4,dzieci żywych-1, dzieci zmarlych-1, poronień-1, jestem
    znowu w ciąży ale co będzie niewiem. wiem tylko że ostatni raz prubujemy bo nie
    mam już sily, a tak bardzo bym chciala mieć jeszcze jedno dziecko. dlatego
    tobie również wspólczuje
  • aneta429 19.05.06, 21:10
    Witam. Tak mi strasznie przykro,ze musimy przez to przechodzic.Moj bilans to 2
    ciąze w tym jedno poronienie i dziecko martwo urodzone w 40 tygodniu,mialo to
    miejsce 30 marca tego roku,ma na inie Kinga. Ból jest straszny a pustka nie do
    zniesienia.Tak bardzo na nią czekalismy z mezem.Najstraszniejsze jest to ze na
    ulicy widzimy mamy na spacerach ze swoimi skarbami, a my niewidoczne,smutne mamy
    naszych kochanych anniołków.Pozdrawiam.
  • tokitg 09.10.05, 10:30
    nie ma słów które potrafią pocieszyć po stracie kogoś kogo kochasz. Jeszcze nigdy nikt nic mądrego w takiej chwili nie powiedział. Dlatego jedyne co to możesz się tu wyżalić a my po to jesteśmy żeby słuchać a nie opowiadać głupoty że na pewno jeszcze będzie dobrze. Bo nie będzie... Ale jesteś z nami i to się liczy.
  • edycia11 09.10.05, 12:19
    Może nie będzie dobrze,ale może będzie lepiej?
    Nie wiem co napisać....
    Jestem z Tobą sercem i modlitwą.
    --
    Edyta mama Jacusia Aniołka
  • monikamm 09.10.05, 19:32
    Mój wywiad ginakologiczny: Ciąż 3, dzieci żywo urodzonych 0, dzieci martwo
    urodzonych 1, poronień 2, ostatnie w sierpniu w 10 tygodniu ciązy....
    Wiem co czujesz... sciskam Cię mocno
    Monika
  • ihaha6 10.10.05, 12:45
    Dziękuję...Wiem, nie ja jedna, nie ja pierwsza , nie ostatnia.....ale tak jakos
    bywa,że gdy dotyka cie tragedia....nagle wszyscy wokół traktuja cie jak
    trędowata, niby "współczuja" ale nie chcą byc za blisko..."nieszczęście bywa
    zaraźliwe"? Czasem świadomość, że Inne też...pomaga...
  • monikamm 09.10.05, 19:33
    aha i mam 31 lat
  • joamol 10.10.05, 09:20
    Nie ma słów pocieszenia.
    Mogę tylko się domyślać, jak się czujesz.Trzymaj się.Jakoś.


    "...czemu mnie do niebios bram,
    Prowadzisz drogą taką krętą
    I czemu wciąż doświadczasz tak,
    Jak gdybyś chciał uczynić świętym.
    Nie chcę się skarżyć na swój los,
    Nie proszę więcej niż dać możesz
    I ciągle mam nadzieję, że,
    Że chyba wiesz co robisz Boże? ..."

  • jaewa1 10.10.05, 13:02
    Przykro mi, brak słów


    --
    Ewa, Amelka Aniołek 2.04.2004 i Błażej 26.04.2005
  • ihaha6 10.10.05, 13:09
    Dziękuję Wam wszystkim... Moje Anioły...cała trójka...są przy mnie, wiem, czuję
    to. Wiecie, czemu nie popełniłam samobójstwa? Proste. Mój Synek w wieku 5,5
    roku poczuł...obecność Boga. Ja Go nie zauważałam. Dziecko było mądrzejsze.
    Więc to tak, jak z "zakładem Pascala"...lepiej nie ryzykować. Jeśli Synek miał
    rację....to zabijając się, tracę szansę na spotkanie z Nimi.....byłabym
    egoistką. Muszę "dać radę"....Nie wiem, po co? Ale....warto mieć nadzieję. Co
    nie zmienia, faktu...że co dzień boli. Czas nie leczy ran...nie. Po roku było
    gorzej.....Po trzech....straciłam kolejne Dziecko....Mam nadzieję,
    że ...wybaczyły mi. Że ja kiedyś sobie wybaczę, że nie zdołałam Ich uchronić
    przed cierpieniem i śmiercią. Dorian, Aleksander, i ty Nienazwana....
    przepraszam
  • elapieczus1 30.01.10, 23:08
    Agnieszko co u Ciebie dawno sie nie odzyawłaś
    Aniołki(*)(*)(*)
  • alina30 10.10.05, 14:43
    Siedzę wbita w krzesło:( po przeczytaniu Twojej historii. Po raz kolejny
    zastatawiam się ILE jeszcze cierpienia może znieść jeden człowiek? Chce mi się
    krzyczeć. Przepraszam, nie umiem Cię pocieszyć. Nie wierzę, że to, co teraz
    rani, może kiedyś wzmocnić. Bo niby jak?
    Piszę, żebyś poczuła naszą bliską obecność myślami. Spróbuj uwierzyć chociaż w
    jutrzejszy dzień, że będzie fajniejszy od dzisiejszego. Mi to pomaga.
    trzymaj się kochana i pisz!
    --
    Alina
    www.republikadzieci.org/problemyiniepokoje/strata/pamiec144.htm
  • ihaha6 11.10.05, 13:18
    Rzeczywiście, moja "historia" jest wręcz nieprawdopodobna, wiem...szkoda
    tylko,że jest moja:/ Wolałabym ją przeczytać, zamyślić się i zamknąć
    książkę/gazetę. Nie wiem , czy czytacie wszystko co piszę...piszę do Was, Matek
    Doświadczonych przez Los. Świadomość, że kogoś jeszcze to wzrusza..pomaga.
    Dziekuję. Tutaj mieszkam od niedawna i raczej nie mówię na wejście "Cześć,
    jestem Agnieszka, mam 31 i troje Dzieci...ale nie żyją"...rozumiecie? Nie mówię
    o Nich i źle mi z tym, jakbym udawała że Ich nie ma, że Ich nigdy nie było. A
    jak mówię...to ...ludzie szybko zmieniają temat. Jakbym nie miała prawa
    pamiętać o tym,że Dorian umiał zrobić naleśniki i zawsze spał w skarpetkach,
    Aleksander w ciąży był bardzo "żywy" i miał się urodzić Bratu na 6te
    urodziny...a trzecie Dziecko odeszło zbyt szybko, bym mogła się nacieszyć choć
    nadzieją. Jakby to było passe. Nieuprzejme wobec żywych. A ja nie chcę
    zapomnieć. Nie mam pretensji do innych Matek, że ich Dzieci żyją...ale proszę o
    prawo do pamięci. I dzięki Wam, będę tutaj pisać o wszystkim. Dziekuję.
    Agnieszka, Mama Doriana *22.12.1996 +13.06.2002 , Aleksandra *+21.08.2002
    i...Darii Aleksandry +* 26.09.2005
  • pasik 11.10.05, 13:44
    Siedzę ze łzami w oczach i głęboko wierzę, że znajdziesz kogoś w zyciu, kto
    będzie Ciebie naprawdę wart...
    Los mnie nie doświadczył jak forumowe mamy(rzadko piszę, boję się ze urażę, nie
    zrozumiem), wiedzę ile smutku przewija sie w postach- chciałbym aby ludzie,z
    którymi się spotykacie po odejsciu dzieci mieli więcej odwagi,dawali możliwość
    takiego zwykłego wygadania i pamiętali o tych dzieciatkach w niebie.

    Wiem to jest trudne bo nieraz najbliższa rodzina nie staje na wysokości zadania.
    Mocno przytulam

    --
    pozdrawiam.Pasik
  • elzbieta1111 27.10.06, 23:09
    Nie zapominaj o swoich dzieciach. Czytając to wszystko zalewam się łzami, wprost
    nie mogę pisać. To są najstraszniejsze chwile jakie kobieta może mnieć do
    zniesienia na tym świecie. Każda rada wydaje się bezsensowna. Nadal próbujcie
    mieć dzieci, nawet na przekór Panu B. Jeśli się nie poddasz Wszechświat ci
    pomoże. Czytaj Paulo Coelho - pisze mądre książki. Pomodlę się dzisiaj za
    ciebie, a ja mam trochę szczęścia w życiu. Mocno cię przytulam i twoje
    dzieciaczki. Pa
  • kikamama 20.10.06, 01:12
    ja tylko siedzę i płaczę. Łzy mi lecą ciurkiem.To okrutne tak doświadczyć
    MATKĘ. trzymaj się Kochana!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
  • karina66 10.10.05, 18:24
    Mój wywiad.Ciąż:2 Dzieci żywo urodzonych:0 Dzieci martwo urodzonych:1
    Poronień:1. Wiek:24

    Wiem co czujesz i łączę sie z Tobą w bólu.Żadne słowa nie dadzą
    pocieszenia.Wiem to.Będę wiec myślami z Tobą.A nasze dzieciaczki są teraz
    razem.Szczęśliwe.

    Opiszę Ci tylko sen jaki miałam kilka dni po urodzeniu Oliwki.Śniła mi grupka
    dzieci.Wśród nich dziewczynka.Ciemne włoski,oczy.Niosła ogromną misę z jakimś
    płynem.Podeszła do mnie i powiedziała "Widzisz mamo gdybyś tyle nie płakała
    nie musiałabym tak dźwigać twoich łez." Od tamtej pory wiem,że ona jest i
    będzie ze mną.Zawsze.

    Karina
  • annadoml 10.10.05, 21:50
    Jest mi niezmiernie przykro z powodu takiej sytuacji.Trzymaj sie mocno niech
    wkoncu te nieszczescia mina i niech zacznie ci sie ukladac.Bardzo wstrzasnela
    mnie Twoja historia.Tule wirtualnie.
  • kasiamarias 11.10.05, 14:44
    czytam i jestem zla...
    dlaczego ON zabiera tak małe zycia?
    "co Cie nie zabije to Cie wzmocni" - to chyba nieprawda...
    takie doswiadczenia nie wzmacniaja
    ale badz silna - jeszcze Twoj czas przyjdzie i na ten czas warto czekac
  • dalia771 12.10.05, 00:46
    kasiamarias napisała:

    > czytam i jestem zla...
    > dlaczego ON zabiera tak małe zycia?
    > "co Cie nie zabije to Cie wzmocni" - to chyba nieprawda...

    no właśnie, nieprawda :( To niestety zabija, powolutku, po kawałku...
    Ja też zawsze czytam, wysłucham, tragedia jest mi bliska.
  • annall 11.10.05, 18:00
    Nie wiem co napisać...brak mi słów...
    Jedynie mogę przytulić i napisać, że tu jesteśmy, zawsze wysłuchamy...
    Ania
    --
    mama chorego Mateuszka i 3 Aniołków
  • karina66 12.10.05, 09:59
    A mnie moja tragedia jednak wzmocniła.Nie poddaję się teraz tak łatwo,cokolwiek
    mnie spotyka.Wstaję i mówię sobie nie dam się.

    Karina
  • ihaha6 12.10.05, 12:14
    ...właśnie dostałam maila z wynikiem histopatologii...ciąża pozamaciczna to
    była..pocieszające? Wątpię. Dziś mam spotkanie z endokynologiem, za tydzień z
    ginekologiem. Nie wiem, zrobię badania...ale nie mam siły "próbować"
    teraz...znowu. Mój partner, ojciec 3ciego dziecka...boi się o moje zdrowie,
    chyba psychiczne. Z moim jednym jajnikiem...zrostami po guzach itp..mam coraz
    mniej szans...Pamiętam siebie rok temu, gdy rozmawiałam z Moim o "ewentualnym"
    Dziecku..."boje się, nie przeżyłabym pogrzebu 3ciego Dziecka"...o ironio, tego
    nie pochowałam...nie było czego...zreszta po zabiegu lekarz skwitował "pani wie
    co To było" i poszedł sobie..nie było mowy o pochówku. Żyję więc, jestm
    silna...gorycz, żal, złość...niemoc. Bezsilność. Szlachetna...? Osiwiałam do
    końca...Pozdrawiam.
  • konwalka 12.10.05, 12:46
    Nie wiem, po prostu nie wiem, co powiedzieć.
    Oprócz tego, że Twój Dorian musiał być naprawde niezwykły...
    Dobrze, ze kogoś masz przy sobie.
    4947125 - moje gg, jeśli masz ochote porozmawiać, kiedykolwiek
  • krolowa_kier 30.06.11, 14:30
    Mam jeden jajnik, zrosty po wycięciu drugiego, ciąża: 3, poronienia: 2. Trochę młodsza od ciebie. Wiem, że to nie to samo, ale człowiek nie ma pojęcia ile jest w stanie znieść, żeby osiągnąć cel. Ja będę się starać do upadłego.
    --
    [url=http://www.TickerFactory.com/]
    [img]http://tickers.TickerFactory.com/ezt/d/1;18;118/st/20111004/k/b5af/preg.png[/img]
    [/url]
  • ihaha6 17.10.05, 17:07
    wasze odpowiedzi na mego posta są tak różne, ale wszystkie szczere i ciepłe.
    Dziekuję. Zaczęłam czytać i pisać na innych forach. Wyrzuciłam z siebie trochę
    żalu..pomogło. Wrócę tu, zapewniam. Mam jeszcze dużo do opowiedzenia, do
    powspominania...nie tylko tragedii. Teraz powoli dochodzę do siebie. Wizyta u
    endokrynolożki była porażką, miałam ochotę jej przywalić. Nieczułość? Chamstwo?
    Nie wiem, to jej problem. Teraz pierwsza wizyta u ginekologa po poronieniu.
    Ciekawe, czym on mnie zaskoczy. Twarda jestem, dzielna. Szkoda,że muszę.
    Pozdrawiam.
    I pytanie...czy w ogóle wchodzicie na czat? czy wszyscy uciekają, jak ja się
    loguję? heh . pa
  • karina66 17.10.05, 19:56
    Cieszę sie,że już optymistyczniej.Pisałam już do Ciebie.Wiem co to ból po
    śmierci dziecka i poronieniu.Ale wiem też,że można po takich tragediach jeszcze
    żyć szczęśliwie.

    Karina
  • ihaha6 17.10.05, 23:41
    ...nie twierdzę, że nie można. Żałobę mamy w sobie, w nagłym płaczu w środku
    zdania, bo obok ktoś zawołał swoje żywe Dziecko imieniem Twojego...W takiej
    tęsknocie za dotykiem malutkiej dłoni, za tą miłością i zaufaniem...Mnie <do
    czasu> ratowało dziecinne przeświadczenie, że jak będę dzielna i wytrzymam
    trochę, jeszcze dzień, miesiąc, rok...to to wszystko okaże się złym snem,
    koszmarem...a tu...porażka...z każdym dniem Dorian coraz bardziej nie
    żył,....coraz mocniej mi Go brakowało...Śmierć Aleksandra była dla mnie
    potwierdzeniem śmierci Doda...takim...repley...a teraz...poronienie...kropką
    nad "i"...Dorian umarł 3 razy... Nie pogodziłam sie z Jego śmiercią...nie, ja
    ja po prostu przyjęłam do wiadomości...A to różnica.
    A, ktoś tu na forum stwierdził,że podejrzewał mnie o "prowokację", że moja
    historia jest nieprawdopodobna...hmmm..Wiem, śmierć 1 Dziecka w wypadku, potem
    2 w ciąży i 3 w poronieniu...tworzy filmowy dramat. Niestety, to mi życie
    napisało te rolę "potrójnej Matki Bez Dzieci"...sorry, to wszystko prawda.
    Pozdrawiam, jestem zmęczona, idę położyć się w nadziei na sen...tam spotykam
    Dorianka i rozmawiamy o baaardzo ważnych rzeczach;) pa
  • mrs.schmidt 21.10.05, 09:12
    Brakuje mi slow...., czytam, placze, mocno Cie sciskam!!!

    Monika-mama 4 Aniolkow
  • beatak78 08.01.07, 11:40
    Dzień Dobry!

    Jestem dziennikarka telewizyjną - wlasnie przygotowujemy program o kobietach,
    które odczuwają strach przed macierzyństwem. Przeczytałam Pani pełne bólu
    posty. Współczuję bardzo, historia jest wyjątkowo smutna. Moze jednak chciałaby
    Pani porozmawiać o strachu, własnych przeżyciach. Jeśli tak to bardzo
    prosiłabym o kontakt - jeśli poda mi Pani numer telefonu - zadzwonię i objaśnię
    wszystkie szczegóły.

    pozdrawiam serdecznie

    Beata Kaczmarek
  • ihaha6 21.10.05, 08:11
    ...co do wizyty u gine...zachorował. Moje nerwy, cały dzień "nastawiania się"
    bez sensu. Za tydzień? Może. Po wstępnej rozmowie z pielęgniarką (uwielbiam te
    kolejne wywiady ginekologiczne, te miny niedowierzania, pytania o szczegóły i
    doprowadzanie mnie na granicę łez...) mam wrażenie, że ostatnie poronienie
    to "wyłącznie moja wina, choć nie mam tak myśleć" (słowa piel.). Taaa, słowa
    otuchy. Nieważne.
    Na sąsiednich forach przewija się wątek 1. listopada. Jak juz pisałam, dla mnie
    Dzień Dziecka i ten dzień wymieniły się symboliką. Toteż podchodzę do
    najbliższych dni ze spokojem. Po ostatnich kradzieżach muszę kupić nowe
    latarenki na groby moich Dzieci, tym razem z kamienia, by złodziejowi nie
    starczyło na wódkę (jak przy ostatnich z mosiądzu). Uprzatnę też letnie kwiaty,
    które juz dawno straciły swą biel. Dosadzę kolejne tuje, by ktoś mógł je sobie
    ukraść na wiosnę (gdy podrosną i się zakorzenią), obsypię ziemię korą. Umyję
    dokładnie kamień nagrobków. Zamówię wiązanki ze świeżych kwiatów. Postaram się
    zdążyć przed "akcją znicz". Nie ta strona przygotowań jest ważna...Wcześniej,
    przed Ich śmiercią nie uczestniczyłam w tym święcie, nie miałam grobów bliskich
    na tyle blisko, by o nie dbać. Teraz drażni mnie ten tłum "zapobiegliwych"
    krewnych szorujących raz do roku (no, może 3, są jeszcze zasuszone wiązanki z
    Wielkanocy;) )nagrobki, licytujących się na ilość i wielkość zniczy czy
    oryginalność wiązanek. Zakłady kamieniarskie na wyścigi postawią "zaległe"
    pomniki...Po mszy krewni przejdą się na cmentarz, spotkają ze znajomymi,
    porozmawiają o ostatnich wyborach, porównają nowe płaszcze i oceny dzieci na
    studiach, pośmieją się....spacerując alejkami wśród grobów. Wiem, nie wszyscy
    tacy są...ale niestety, większość. Ja wolę późnym wieczorem posiedzieć przy
    moich Aniołkach, zapalić im kadzidełko, zaśpiewać kołysankę. Popłakać sobie
    cicho. Ta atmosfera setek , tysięcy światełek...unoszących się jak dusze w
    ciemnościach przemawia do mnie najbardziej. Pięknie, smutno ale pięknie się
    robi wokół. To są dla mnie obchody Świeta Zmarłych. I w żaden sposób nie
    przekonam się do Halloween, maskarady, cukierków i innych takich komercyjnych
    bzdetów. Przepraszam, dla mnie to pseudobarokowa kpina ze śmierci. Nie nauczy
    Dzieci szacunku dla Zmarłych. Ale to wybór każdego z nas. Nie każdy przeżył
    tragedię, nie wszyscy muszą czuć to, co ja. Przepraszam za moralizatorski ton.
    Mieszkam teraz 200 km od cmentarza, niestety. Jeżdżę do Dzieci raz na miesiąc.
    Mam poczucie winy, źle mi z tym. Moi przyjaciele zapalają Im lampki, matka
    podleje kwiaty. Mam nadzieję, że nie mają mi tego za złe moje Dzieci. Przez dwa
    lata byłam u Nich co dzień, teraz co wieczór zapalam im latarenkę z ikei
    (Dorian zawsze chciał, by w nocy się paliła) w sypialni, pamiętam. Mój
    najstarszy Synek często mi się śni i jest spokojny. Ma przy sobie już dwójkę
    rodzeństwa, nie jest sam. Czasem śni mi się moja ukochana Babcia, która zmarła
    tydzień po narodzinach Doriana, nie zdążyła Go nawet zobaczyć. Wiem, że
    opiekuje się Nim. Ale o snach innym razem.
    Ostatnio przywiozłam Im anioła, siedzi na kuli między grobami i pilnuje Ich
    spokoju. Żeby juz nikt nie ograbił Ich, nie zbeszcześcił, nie powyrywał krzyży,
    nie zabrał tui do swego ogródka, nie traktował niegodnie. Ich Anioł Stróż...
  • beciakoz 21.10.05, 22:52
    Siedze czytam płacze, nie moge uwierzyć że to spotyka jedną osobę. Ja 3
    poronienia 2 nieudane invitro teraz szczęśliwa matka chorego wcześniaka. Boje
    się że może go zabraknąć w nocy sprawdzam czy oddycha a ma 10 miesięcy. Ta
    niepewność będzie mnie prześładować. Łącze się z Tobą w bólu to mi się nie
    mieści w głowie.
  • ihaha6 22.10.05, 08:36
    Strach o Dziecko...pamiętam to. Irracjonalny. Ja przez całe życie Doriana
    miałam wrażenie, że coś Mu się stanie...że muszę Go chronić. Mówiłam, że wolę
    dwa razy przesadzić z opieką, niż trzeci raz płakać...Byłam zawsze obok,
    nauczyłam Go rozsądku wcześniej od chodzenia, zawsze wiedział "dlaczego nie
    wolno". Nie lubiłam, gdy spał za daleko. Budziłam się, zanim On obudził się na
    nocne "siusiu". Wiedziałam, kiedy zachoruje, że ma złe sny, że Mu smutno. On,
    taki mały facet, wiedział to samo "w drugą stronę". Śmiałam się, że ktoś
    zapomniał przeciąć pępowinę. Mieliśmy swój własny świat, w którym nie było
    miejsca na kłamstwa niedojrzałego ojca, złośliwe dzieciaki zafascynowane
    pokemonami czy babcię próbującą kupić miłość wnuczka za kolejną zabawkę i
    czipsy. Co wieczór robiliśmy podsumowanie dnia, przepraszaliśmy się za złe
    słowa czy gesty, wyjaśnialiśmy coś i planowaliśmy kolejny dzień. Szanowałam Go,
    by on szanował mnie. Potem czytałam Mu zawsze 3 bajki (zapisał się do
    biblioteki w wieku 4,5 roku), zapalałam lampkę i powoli usypiał. Czasem jeszcze
    spytał o coś "baaardzo ważnego". Parę miesięcy przed wypadkiem był w szpitalu,
    po urazie brzucha (przedszkole), zapaleniu wyrostka i ospie (stwierdzonej na
    stole operacyjnym). Wtedy myślałam, że to To, to co miało się stać. Po szpitalu
    spytał mnie pewnego wieczora "Mamo, czy tam u góry jest niebo czy atmosfera?",
    poprosił potem o zapisanie na religię, a wkrótce o ochrzczenie.To była Jego
    decyzja, Jego wola, potrzeba. On wiedział...i był spokojny.
    Rozumiem Twój strach, obawę. Masz prawo do martwienia się o swoje Dziecko, to
    ty decydujesz, jak bardzo trzeba o Nie dbać . Ale to nie znaczy, że musi się
    stać coś złego. Rozumiesz? Nie czekaj,aż coś się stanie. Ciesz się, z tego co
    jest tu i teraz, czerp z tego siłę i wiarę. Przeznaczenie czy przypadek to
    ślepe siły, nie będą oglądały sie na twoje "proszę". Nie zwracaj na nie więc
    uwagi, ignoruj je też, rób to , co nakazuje ci sumienie i instynkt matki. Nie
    zapominaj o tym... Życzę ci szczęścia i zdrowia dla twego Dziecka. Powodzenia.
  • lurien 22.10.05, 11:38
    byłaś, jesteś wapaniałą mamą, Dorian to szczęściarz, teraz nad Tobą czuwa...

  • marcjanna2 25.10.05, 10:48
    Nie śmiałambym się odezwać z "dobrymi radami", gdybyś nie wspomniała o
    wybaczaniu. Może to przypadek, a może że weszłam na ten watek i przeczytałam
    własnie Twój post. Napiszę tylko, że mni bardzo pomogła ksiązka Colina Tippinga
    "Radykalne wybaczanie". Właściwie zmieniła moje zycie, a uwierz, że niełatwo
    daję sie porwać cudzym koncepcjom. Można napisać, że to kolejna teoria
    psychologiczna, kolejny poradnik, ale przeczytałam ich wiele i mimo wszystko ten
    wydaje mi się wyjatkowy. Chyba dlatego, że zakłada istnienie duszy i własnie na
    wierze w inny, niecielesny wymiar opiera założenie, że wszytsko co nas spotyka
    ma głeboki sens, a naszym zadaniem, tu na ziemi, jest jego odczytanie, choc
    czasami ciężar tego zrozumienia wydaje nam się to nie do udźwignięcia. Ale jesli
    spróbujemy, przestajemy być "ofiarami", zmieniamy optykę. Właściwie tylko o
    to chodzi, o spojrzenie na wszytsko z innego, duchowego punktu widzenia. Więcej
    nie będe pisac, bo te ksiązke po prostu tzreba przeczytac, wszelkie opowieści
    chyba jej nie służą. Organizowane sa też jednodniowe warsztaty, jest płyta do
    słuchania. Pozornie nic wielkiego, a jednak jakiś czas temu byłam przy ścianie,
    nie widziałam światełka. W tym roku przypadkiem, turystycznie byłam w
    Częstochowie. należę raczej do osób "pragnących uwierzyć" niż wierzących.
    Poprosiłam o jedno - żeby coś się zmieniło. Cokolwiek, bo nie mam juz siły. I
    dostałam, to o co prosiłam. A ptem wpadła mi w ręce książka Tippinga. Dzięki
    niej zaczęłam uważnie przygladac się swojemu życiu, po raz piewrszy nie
    oskarżając losu, ludzi, okoliczności. Przyjrzałam się spokojnie swoim wyborom,
    decyzjom. Powoli, bardzo powoli zaczęłam wybaczać. Innym i sobie. Chociaz to
    najtrudniejsze. Teraz, na zewnątrz nic się nie zmieniło, nie było
    spektakularnego cudu, grzmotów, objawień. Ale nic już nie jest takie samo jak
    było, bo ja się zmieniłam. Jest we mnie spokój, głebokie poczucie sensu i chyba
    siła, że sprostać życiu. Przestałam się miotać. Tylko tyle, aż tyle...
    Pozdrawiam Cie bardzo, bardzo serdecznie
    Marcjanna
  • marcjanna2 25.10.05, 10:53
    A to link, gdybyś miała ochotę dowiedziec się czegoś więcej:
    www.radykalnewybaczanie.pl
  • marcjanna2 25.10.05, 10:57
    Nie śmiałabym się odezwać z "dobrymi radami", gdybyś nie wspomniała o
    wybaczaniu. Może to przypadek, a może wcale nie, że weszłam na ten watek i
    przeczytałam własnie Twój post. Napiszę tylko, że mi bardzo pomogła ksiązka
    Colina Tippinga "Radykalne wybaczanie". Właściwie zmieniła moje zycie, a uwierz,
    że niełatwo daję sie porwać cudzym koncepcjom. Można napisać, że to kolejna
    teoria psychologiczna, kolejny poradnik, ale przeczytałam ich wiele i mimo
    wszystko ten wydaje mi się wyjątkowy. Chyba dlatego, że zakłada istnienie duszy
    i własnie na wierze w inny, niecielesny wymiar opiera założenie, że wszytsko co
    nas spotyka ma głęboki sens, a naszym zadaniem, tu na ziemi, jest jego
    odczytanie, choc czasami ciężar tego zrozumienia wydaje nam się to nie do
    udźwignięcia. Ale jesli spróbujemy, przestajemy być "ofiarami", zmieniamy
    optykę. Właściwie tylko o to chodzi, o spojrzenie na wszystko z innego,
    duchowego punktu widzenia. Więcej nie będe pisac, bo te książkę po prostu trzeba
    przeczytac, wszelkie opowieści chyba jej nie służą. Organizowane są też
    jednodniowe warsztaty, jest płyta do słuchania. Pozornie nic wielkiego, a
    jednak... Jeszcze całkiem niedawno byłam przy ścianie, nie widziałam światełka.
    W tym roku przypadkiem, turystycznie byłam w Częstochowie. Należę raczej do osób
    "pragnących uwierzyć" niż wierzących. Poprosiłam o jedno - żeby coś się
    zmieniło. Cokolwiek, bo nie mam juz siły. A potem wpadła mi w ręce książka
    Tippinga. Dzięki niej zaczęłam uważnie przygladac się swojemu życiu, po raz
    piewrszy nie oskarżając losu, ludzi, okoliczności. Przyjrzałam się spokojnie
    swoim wyborom, decyzjom. Powoli, bardzo powoli zaczęłam wybaczać. Innym i sobie.
    Chociaz to najtrudniejsze. Teraz, na zewnątrz nic się nie zmieniło, nie było
    spektakularnego cudu, grzmotów, objawień. Ale nic już nie jest takie samo jak
    było, bo ja się zmieniłam. Jest we mnie spokój, głębokie poczucie sensu i chyba
    siła, że sprostać życiu. Przestałam się miotać. Tylko tyle, aż tyle...
    Pozdrawiam Cie bardzo, bardzo serdecznie
    Marcjanna
  • ihaha6 25.10.05, 13:24
    ciekawa koncepcja, rozwiń proszę. Pozdrawiam.
    --
    "Bóg zsyłając na ludzi nieszczęście, powinien najpierw zanurzyć ich w
    szaleństwie i łasce niepamięci. "
  • mmmmmm2 25.10.05, 15:22
    ihaha,
    Twój wątek czytam od początku, nie piszę, bo do tej pory nie wiedziałam po
    prostu, co napisać?
    Ja straciłam córeczkę, Ty trójkę dzieci. Wiem, że nie można stopniować
    tragedii, bo ja "tylko" jedno, a Ty aż troje.
    Ale bardzo Ci współczuję, mam nadzieję że los się w końscu odwróci, i płakać
    będziesz już tylko ze szczęścia.

    Temat: WRÓŻKA - ja się często czepiam (taka się zołzowata zrobiłam przez tych
    kilka lat:) i po prostu jak weszłam na stronę polecaną przez marcjannę, jakoś
    mi się z sektą skojarzyło - (wpisowe 100 zł) i jeszcze ten napis WRÓŻKA mnie
    zaintrygował.

    Pozdrawiam ihaha!!!



    --
    Pies jest jedynym stworzeniem na ziemi, które kocha Cię więcej niż siebie samego
  • ihaha6 25.10.05, 16:05
    Fakt, nie ma co się licytować...każda ma swój ból, nieważne, czy z powodu 1 czy
    5 Dzieci... Co do "zołzowatości", znam to . Na mnie co niektórzy
    mówią "Wiedźma". Zrobiłam się twarda, przestałam wszystko i wszystkich wokół
    tłumaczyć na swoją niekorzyść. Dojrzałam boleśnie jako człowiek, kobieta.
    Wymagam więcej od siebie, od innych też. Nie podkładam się tępawym pannom,
    chamskim tekstom i bezmyślnym "ojej...ja bym tego nie przeżyła". Skończyło się.
    Nie szukam zemsty. Nic nie wróci mi Dzieci ale i nic nie zabierze mi wspomnień
    o Nich. A reszta niech się buja. Czasem jestem ironiczna aż do granic
    przyzwoitości, czasem samą siebie porażam czarnym humorem, czasem milczę by nie
    przeklnąć kogoś w rozpaczy.
    Co do sekciarstwai książeczek o cierpieniu...znam to.
    Sama zgłosiłam się do szpitala wojskowego na oddział depresyjny po 10 mies.
    od Ich śmierci. Nie spałam albo tylko spałam, nie pamiętałam po co i dokąd idę,
    robiłam proste błędy (polonistka) w pisaniu, myliłam ludzi. Wariowałam.
    Powolutku znikałam. Umiałam tylko jechać na cmentarz i wrócić z niego do domu.
    W snach przeżywałam śmierć Doriana, nosiłam Jego zmaltretowane ciałko na rękach
    i szukałam pomocy. Nie mogłam krzyczeć...więc wyłam. Budziłam sie i byłam sama.
    W szpitalu oczywiście rozpoznali depresję, nerwicę itp. "popełnia pani
    samobójstwo na raty". Bez leków, na twardo i sucho mnie przemaglowali...Bolało,
    żyję. Ale napiszę o pani, która tam spotkałam (dość elitarny oddział, dla
    wyższych rangą). Pani B. straciła 5 lat wcześniej też jedynego Synka,
    13letniego, w bezsensownym wypadku (gdzie i co pominę, nie mam prawa). Cały
    czas na silnych psychotropach, roztrzęsiona, załamana. Rodzina i przyjaciele
    zarzucali Ją książkami typu "Gdy odchodzą najbliżsi..." itp (nie pamiętam,
    spora kolekcja). Wszyscy Ją utwierdzali w czarnej rozpaczy. Oddychała swoją
    tragedią, spała z nią i jadła, o ile... Starsza ode mnie, wychudła, pół-żywa,
    uzależniona od leków. Szlag mnie trafił. Gdy na wejście obie wyjęłyśmy z bagaży
    najpierw oprawione zdjęcia Synków...poryczałyśmy się. Oczywiście,
    opowiedziałyśmy sobie wszystko, pokazałysmy i obgadałyśmy każde ze zdjęć,
    wzajem pocieszałyśmy. A potem poprosiłam, by schowała te masochistyczne książki
    i opisała mi jak i gdzie poznała ojca Dziecka, jakie lubi drinki, filmy itp.
    Śmiała się. Odstawiła te olerne leki. Przestała leżeć w łóżku w oczekiwaniu na
    śmierć. Ja z Nią chodziłam do kaplicy, ona ze mna na fajkę. O ile wiem, już nie
    czyta tych poradników. Nadal pamięta, dba o grób Synka, czasem płacze i cierpi.
    Ale żyje.
    Co było do udowodnienia.
    Pozdrawiam.
    Zapraszam czasem na czat.

    agnieszka od 3 Aniołów.
    --
    "Bóg zsyłając na ludzi nieszczęście, powinien najpierw zanurzyć ich w
    szaleństwie i łasce niepamięci. "
  • ihaha6 25.10.05, 13:19
    Dziękuję za chęć pomocy. Rozumiem Twój pkt widzenia. Nie ukrywam,że mam żal do
    kilku osób...żal ale nie nienawiść... Wiesz, ks. Tichner powiedział coś baardzo
    mądrego (wiele mówił, ale to pamiętam najbardziej): "NIE MOZNA WYBACZYĆ KOMUŚ,
    KTO SAM NIE POCZUWA SIĘ DO WINY.... Nie można Go ani ukarać, ani Mu
    wybaczyć...Bo ktoś taki musi najpierw poczuć się do winy, przyznać, chcieć
    zadośćuczynić jakoś.....prosić o wybaczenie..."
    W moim przypadku takiej "skruchy" nie było, nie było przepraszam...były
    kłamstwa od chwili wypadku, fałszywe zeznania...ratowanie własnej
    przyszłości...Czuję do sprawcy wypadku żal za szafowanie życiem mego
    Synka, ...obrzydzenie za tchórzostwo i rozpacz...,że zrobił mi to własny brat.
    Wiem, wypadki się zdarzają, ale on zrobił wszystko, by ten zakończył się tak
    tragicznie dla Doriana. Zabrał Go bez mojej zgody, bez wymaganego fotelika,
    wbrew Dziecku , nie zachował warunków bezp. (Dziecko samo z tyłu a oni z moją
    matką z przodu, w pasach), pędził w deszczu po zakrętach pełnych krzyży jak
    idiota, .. by obejrzeć inaugurację mistrzostw piłki nożnej 2002... 100 km/h,
    poślizg...im nic się nie stało...a Dodo konał... Brat załatwił sobie dobrego
    adwokata i ma mnie gdzieś. Wyraźnie to powiedział, pokazał parę razy..i
    obarczył winą mnie "bo to twój zasrany obowiązek, by dać ten fotelik, gdy do
    mnie jechał, a ja nie wiedziałem że musi mieć...a zreszta i tak by nie przeżył"
    (cytat..., inne ci oszczędzę). Rozumiesz? Nie każ mi wybaczać.
    Druga śmierć też "przypadkowa"..., w wyniku zakażenia gronkowcem w szpitalu,
    obierności lekarzy w oczekiwaniu na niewiadomo co...potem próby ratowania w
    innych szpitalach. Nie mówię o bólu fizycznym....mówię o rozpaczy i szoku...ta
    ciąża uratowała mnie od szaleństwa przy śmierci Doriana. Wkrótce musiałam
    rodzić martwego Aleksandra... miałam (słuszne czy nie) poczucie winy, że nie
    podołałam. Komu wybaczać?
    Teraz, poronienie, przyczyny bada...lekarz. Trudno sobie wytłumaczyć kolejną
    śmierć.
    Nie uważam, że to wszystko spotkało mnie za karę..bo co bym musiała zrobić, by
    tak dostać?
    Mam poczucie winy, bo jestem Matką, która pochowała Dzieci...
    Nie wiem, czy tam zajrzę na tę stronkę.....czasem takie "Żałobne" publikacje są
    placebo dla duszy. Ale dziekuję za dobrą wolę... Może?
    Nie znienawidziłam świta, że nie skończył się wraz z moim macierzyństwem.

    Pozdrawiam.
    Agnieszka, Matka od 3 Aniołów.

    "Bóg zsyłając na ludzi nieszczęście, powinien najpierw zanurzyć ich w
    szaleństwie i łasce niepamięci. "
  • r.kruger 25.10.05, 22:17
    Wierzę że matka natura wynagrodzi ci straty, wierzę że nikt nie znika tylko
    odchodzi "gdzieś".
    Kiedy opłakiwaliśmy maluszki w rodzinie ktoś powiedział że "zmarli muszą
    dźwigac nasze łzy" może śmieszne, może niezrozumiałe ale przestaliśmy płakać.
    Ja osobiście często myślę o tych co odeszli jakby byli w dalekiej podróży,
    niedostępni tylko dla mnie. Nadal pozostaje ból, ale staje się inny.
    Ciocia 7 aniołków i jednej królewny
    --
    smyki.pl/domeny/smyki.pl/mikolaj/index.php
  • ihaha6 26.10.05, 13:48
    Ja też twardo wierzę, że One...cała Trójka... Tam gdzieś są i czekają na mnie.
    W snach Dorian opowiada mi czasem o tym miejscu, bawi się...umie już zawiązać
    buty. Jest mądry, wie, że nie żyje, wie więcej ode mnie. Jest Tam.
    Dzięki tym rozmowom w nocy nie oszalałam. Dzięki Niemu przeżyłam śmierć
    Aleksandra. Gdy starciłam przytomność po miesiącu walki z gronkowcem i odpływem
    wód płodowych...przyszedł do mnie i powiedział "Mamusiu, nie martw się, On już
    jest ze mną". Po reanimacji wiedziałam, że Dziecko we mnie zmarło, powiedziałam
    lekarzom "Mój Synek umarł" a oni z konsternacja..."nooo tak, wiemy, w wypadku,
    2 mies. temu" ..."nie, drugi Synek, ten we mnie"...popatrzyli zamilkli,
    zawieźli na usg i ktg...stanęło Mu serce, płeć nie do rozpoznania. Po 2 dniach
    gdy urodziłam martwe maleństwo, powiedziałam "proszę mi pokazać Synka".
    Wiedziałam. Dzięki Dorianowi. Z godnością przyjęłam kolejną śmierć. Nauczyłam
    sie jej od umierającego Dorianka. Dziękuję Synku.

    Mam w sobie spokój. Pielęgnuję go jak Dziecko.
    Ciepłe wspomnienia. Kilka strasznych obrazów.
    Tęsknotę i strach, by nie zapomnieć niczego z życia moich Dzieci.
    (...)
    Łzy też. Jeszcze nie wypłakałam wszystkich.


    Będę w żałobie do końca życia, ale zamierzam je z sensem przeżyć.
    Tylko tyle na razie potrafię.

    Dziekuję za dobre słowo.
    Agnieszka od 3 Aniołów.
    --
    "Bóg zsyłając na ludzi nieszczęście, powinien najpierw zanurzyć ich w
    szaleństwie i łasce niepamięci. "
  • ihaha6 27.10.05, 12:01
    ...trochę się zrobił bałagan na wątku...post "Dziękuję za chęć pomocy" jest do
    marcjanny a "Fakt, nie ma sie co licytować" do mmmmmm2. Jakby nie wynikało z
    treści. Co do innych postów, odpowiadam zbiorowo albo pod każdym z osobna.
    Pozdrawiam wszystkie piszące do mnie.
    Agnieszka.
    --
    "Bóg zsyłając na ludzi nieszczęście, powinien najpierw zanurzyć ich w
    szaleństwie i łasce niepamięci. "
  • ihaha6 30.10.05, 23:37
    Jutro jadę do moich Dzieci.
    Wyprowadzając się w styczniu z rodzinnego miasta, wiedziałam,że będę musiała
    przyzwyczaić się do dzielącej Nas odległości. Wcześniej miałam na cmentarz 20
    minut drogi, którą mogłam przejść z zamkniętymi oczami, na poczatku mej żałoby
    nawet nie pamietałam, jak tam dochodziłam. Mogłam przynieść Im świeże kwiaty,
    błyszczące kasztany, zatknąć piórko za ramkę zdjęcia, na który Dorian oparty o
    starą walizke, spogląda mądrymi oczami w swoją krótką drogę życia... przytulić
    kamień nagrobków, nagrzany ostatnim jesiennym słońcem...
    Teraz mam aż 200 km drogi w jedną stronę. Nie mogę sobie z tym poradzić. W tych
    dniach tym bardziej.
    Nienawidzę niedzieli, to taki "rodzinny" dzień. A ja nie mogę pójść chociaż na
    spacer do moich Dzieci, zapalić Synkom aniczy, ułożyć symboliczne serduszko
    pomiędzy Ich grobami, dla Trzeciego Nienarodzonego.
    Czuję się z tym strasznie.To nie tylko poczucie winy matki, która pochowawszy
    własne Dzieci, nadal żyje. Nie tylko tęsknota, potrzeba zaopiekowania się
    chociaż tym skrawkiem ziemi, gdzie leży moje serce. To także strach, obawa.
    Dwa lata temu, 1go grudnia Ich ojciec połamał białe krzyże i rzucił je w pokoju
    Doda "za karę". Odeszłam od niego, jego samczej radości życia i braku
    skrupułów, by w 2 dni po pogrzebie Dziecka robić hiphopowy festiwal. Rok temu,
    1go czerwca tępy facet pociął na kawałki mosiężne lampiony z Ich nagrobków, by
    zarobić na wódke. Niedługo wyjdzie z więzienia. Co jeszcze spotka te groby???
    Chcę zabrać Dzieci do siebie, złożyć Ich szczątki na tutejszym cmentarzu pod
    lasem, gdzie nikt nawet nie zdmuchnie Im zniczy a zabłąkana biedronka z uwagą
    przestudiuje każdą z liter Ich imion. Gdzie zawsze będę mogła przyjść,
    przykucnąć, pogłaskać biały kamień, posadzić niezapominajki i lobelie. Z
    godnością być Osieroconą Matką.
    Rozmawiałam o tym z Moim. Nie uważa tego pomysłu za fanaberie, histerię czy
    chora przesadę. Pokochał mnie wraz z moją zrozpaczoną przeszłościa, z moimi
    łzami, smutnym milczeniem. Nie widzi problemu, by złożyć moje Dzieci w nowym
    grobowcu, położyć na nim Ich płyty z "cudzym" nazwiskiem. Dbać o pamięć o moich
    Dzieciach. Ostatnio, po stracie naszego wspólnego Dziecka, martwi się o mnie,
    widzi jak cofam się przed życiem. Pomoże więc spełnić to "marzenie"...
    Jak to zrobić? Kogo prosić o pozwolenie? Czy ksiądz zrozumie moje obawy,
    tęsknotę, matczyną troskę? Czy muszę prosić o pozwolenie ojca Dzieci? Wiem,że
    nie zgodzi się. W kwestii formalnej to ja czuwałam przy konającym Synku,
    pochowałam Doriana i Aleksandra. wykupiłam 3 miejsca na cmentarzu, sprowadziłam
    Ich ciała z Gdańska i Łodzi, postawiłam Im nagrobki. To ja lub moi bliscy dbamy
    o nie.
    Ojciec dał Im tylko nazwisko. Zabrał zdjęcia Synka, gdy odeszłam od niego, bez
    skrupółów 2 dni po pogrzebie Dziecka zorganizował hiphopową imprezę, na której
    świetnie się bawił z nowymi "partnerkami". Od 2 lat walczę w sądzie o zrabowane
    pamiątki po Dzieciach. Może się zemścić. Wie, że tylko w ten sposób może mnie
    zranić.
    Czy mam prawo, moralne i to ludzkie, zabrać Dzieci tutaj, gdzie sama odzyskałam
    spokój i poczucie godności?
    Nie potrafię tak żyć, ze świadomością, że zostawiłam Dzieci tak daleko...
    Jutro jadę tam. Ale już teraz wiem, że tak ciężko będzie mi odejść od grobów,
    pożegnać się "do zobaczenia" i wrócić tutaj.
    Muszę coś zrobić, zanim będzie za późno.
    Aniele Stróżu mój, ty zawsze przy NICH stój...

    Agnieszka .
    Dorian(*) Aleksander(*) i Aniołek Daria Aleksandra(*)
    "Bóg zsyłając na ludzi nieszczęście, powinien najpierw zanurzyć ich w
    szaleństwie i łasce niepamięci. "
  • katrin6 31.10.05, 15:09
    Przeczytałam Twoją historię bardzo uważnie z zapartym tchem i ze łzami w
    oczach. Ale nie o łzach chcę pisać, choć czytając dzieliłam Twoje cierpienie.
    Chcę napisać, że Cię podziwiam. Nie będę wymieniać za co, bo musiałabym długo
    wymieniać. Za całokształt. Chciałabym tylko wesprzeć Cię w Twojej decyzji o
    przeniesieniu swoich Aniołków. Dzieci powinny być blisko mamy, zwłaszcza Takiej
    Mamy. Dla Ciebie przecież też jest to bardzo ważne i myślę, że nie powinnać
    rozpatrywać tu kwestii moralnej, bo pod tym względem masz do tego pełne prawo.
    Niestety nie doradzę Ci jak to wygląda od strony formalnej. Ale jesteś mądrą
    kobietą, więc na pewno wszystkiego się dowiesz.
    PS. Chcę jeszcze dodać, że chciałabym wychowywać swoją córeczkę, tak jak Ty
    wychowywałaś Doriana. Mam nadzieję, że nie obudziłam tym zdaniem Twoich
    cierpień. Tyle napisałaś o Dorianku, że wydaje mi się, że potrafisz już o Nim
    rozmawiać bez bólu. Jeśli się mylę, to proszę popraw mnie. Jestem z Tobą całym
    sercem. Jutro, tzn. 1 listopada na pewno o Tobie ciepło pomyślę, aby dodać Ci
    sił i zapalę trzy światełka dla Twoich Aniołków.
  • ihaha6 07.11.05, 14:17
    Przepraszam za milczenie. Nie uraziłaś mnie niczym, po prostu miałam konkretne
    problemy z netem.
    Co do nagrobków, fakt, samej udało mi się ustalić, że partnerem do rozmów jest
    nie tyle kościół co Sanepid, ponieważ ekshumacja leży w ich gestii. Pozostaja
    nadal wątpliwości natury moralnej...
    Co do podziwiania...wiesz, ja sama siebie czasem "podziwiam", wiele rzeczy
    wtedy robiłam intuicyjnie, bez zastanowienia, po prostu. Nie dałam sobie czasu
    na histerię, bezmyślność i inne takie. Niestety, tym samym niejako zagrałam
    sama przed sobą twardszą niż jestem. Potem przyszła zwierzęca rozpacz, czarna
    pustka i koszmarna cisza. "Kto kazał pani być dzielną?" spytał znajomy
    psycholog....Nikt. Ja sama.
    Wiem, że wychowałam Doriana na wspaniałego, wrażliwego, mądrego człowieka.
    Częściowo to moja zasługa, byłam z Nim cały czas, "poświęciłam" inne Bardzo
    Ważne Sprawy, by nie uronić nic z Jego Dzieciństwa. Jednak, jak każdy,
    popełniałam czasm błędy, skrzyczałam Go za głupstwo, niecierpliwiłam się po
    kolejnym Pytaniu Dnia, szturnęłam Go w pogoni za pociągiem...To boli jak
    cholera. Nie byłam najcudowniejszą z Mam.
    Pamiętam 1 z Jego filozoficznych zdań " Momo, ty <potemujesz> i <potemujesz> i
    nic z tego nie wynika..."
    Czasem w nocy przypomnę sobie, że coś Mu obiecałam, nie dotrzymałam słowa, nie
    zdążyłam.
    To nie ja jestem wyjątkowa.
    To Dorian był wyjątkowym Dzieciakiem. Wielu ludzi móiło "jak aniołek"...
    Wykrakali? Było w Nim coś takiego ulotnego, miał nie tylko słownictwo
    10ciolatka ale i świadomość całkiem dużego człowieka. Wiedziałam, że będzie
    Inny, ale w najgorszych snach nie przypuszczałam, że w ten sposób się
    rozstaniemy. Żałuję każdej zmarnowanej chwili.
    Bądź dobrą Matką, po swojemu. Jeśli moje wspomnienia czy przemyślenia Ci jakoś
    w tym pomogą, to dobrze. Dorian zawsze dbał o inne Dzieci.
    Jadę na rozprawę z ojcem Dzieci. Jak wrócę, to będę dalej pisać.
    Dziękuję.
    Pozdrawiam.
    Agnieszka, Mama od 3 Aniołów.

    --
    "Bóg zsyłając na ludzi nieszczęście, powinien najpierw zanurzyć ich w
    szaleństwie i łasce niepamięci. "
  • ihaha6 07.11.05, 14:29
    ...a jeśli chcesz poczytać o Dorianku, zajrzyj na inne wątki, np. "Cztery pory
    roku" ach41. Pewnie sama wiesz lepiej, jak znajdować moje posty. Wszystkie są o
    tym samym, choć w różnych tonacjach. Zastanawiam się, czy nie napisać o Nim
    książki. O Jego życiu, marzeniach, narodzinach i umieraniu, o rodzeństwie i
    Matce dojrzewającej do samotności. Może komuś by pomogła, zamiast tych "
    żałobno-naukowych" amerykańskich edycji? Może? Mnie na pewno.
    Pa.
    --
    "Bóg zsyłając na ludzi nieszczęście, powinien najpierw zanurzyć ich w
    szaleństwie i łasce niepamięci. "
  • impia 04.07.11, 15:55
    Myślę, że powinnaś na poważnie pomyśleć o napisaniu książki. Mogłoby to podziałać na Ciebie terapeutycznie i pomóc wielu matkom. Historie takich silnych kobiet jak ty wzruszają, zadziwiają i dają nadzieję. Wypowiedzi Doriana, które przytaczasz, są niezwykłe. Czytam twoje posty ze ściśniętym sercem, bólem, ale i z achwytem nad tym cudownym chłopcem.
    Bardzo pięknie piszesz, więc myślę, że to naprawdę dobry pomysł.
    Gdybyś potrzebowała pomocy redakcyjnej czy korektorskiej, to chętnie pomogę.
  • martek40 12.11.05, 02:32
    • Re: Straciłam 3cie Dziecko w 3 lata....Mam 31 lat
    ihaha6 10.10.05, 12:57 + odpowiedz
    (...)miesiąc po chrzcie
    zmarł...(...)Byłam w 4 mcu ciąży,
    musiałam życ,(...)Miesiąc później, przy rutynowej kroplówce...na
    upał...zakazili mnie gronkowcem złocistym. Krwotok...Odeszły wody.(...)Po 2
    mies.
    straciłam przytomność, Synkowi stanęło serce. Urodziłam Go po 2 dniach.(...)

    ihaha6 11.10.05, 13:18 + odpowiedz
    Rzeczywiście, moja "historia" jest wręcz nieprawdopodobna, wiem(...)
    Agnieszka, Mama Doriana *22.12.1996 +13.06.2002 , Aleksandra *+21.08.2002
    i...Darii Aleksandry +* 26.09.2005

    Re: Straciłam 3cie Dziecko w 3 lata....Mam 31 lat
    ihaha6 26.10.05, 13:48 + odpowiedz
    (...) Gdy starciłam przytomność po miesiącu walki z gronkowcem i odpływem
    wód płodowych(...)
    zawieźli na usg i ktg...stanęło Mu serce, płeć nie do rozpoznania. (...)

    Będę w żałobie do końca życia, ale zamierzam je z sensem przeżyć.
    Tylko tyle na razie potrafię.

    Przykro mi... Naprawdę...
  • ihaha6 13.11.05, 20:39
    Dobry wieczór.
    Byłam dziś na łąkach za wsią. Pochodziłam sobie godzinę wśród mgieł, w ciszy,
    przemyślałam ostatnie dni. Podjęłam decyzję, dla mnie słuszną. Dam bratu szansę
    na rozmowę, spróbuję wybaczyć. Od czasu, gdy tu mieszkam, w obcym miejscu,
    gdzie jedynym bliskim jest Mój Facet..., poukładałam w sobie wiele spraw. Moja
    żałoba "uspokoiła się", więcej jest wspomnień niż rozpaczy. Gdybym nie poroniła
    we wrześniu...może teraz siedziałabym na innym forum, dla oczekujących.
    Przestaję szukać winnych moich tragedii (brat, lekarze, ślepy los?), staram się
    pogodzić ze stratą, z każdą z nich.
    Może jeszcze nie jestem gotowa na Dziecko, może dlatego po Dorianie straciłam
    kolejne Dzieci? Kocham Go i tęsknię za Nim fizycznie, za przytuleniem,
    śmiechem, marudzeniem w kąpieli. I brakuje mi Jego mądrych zdań, tego dobra,
    ufności, poczucia "bycia Matka mojego wspaniałego Synka". Nie potrafię oddać
    kawałka tych uczuć Innym, czułabym się, jakbym zdradzała pamięć o Dorianie.
    Mój Facet jest wierzący. Jest wielkoduszny, cierpliwy, współczujący. Wierzę,
    że z Nim pokocham kiedyś inne Dziecko, nasze czy przysposobione.
    Ostatnio czyta to forum. Przejął się sprawą "o której juz nie mówimy".
    Dziękuję Lucek.

    Dziękuję też moim Przyjaciołom (szkoda,że zniknęli za karę z wątku "Przyjaciele"

    Dziękuję Doriankowi za te 5,5 roku szczęścia.
    Gdybym miała raz jeszcze wybierać ścieżki życia, weszłabym na tę, na której
    spotkałam mego Synka, chociażby na te kilka lat.
    Warto było.

    Dziękuję Tym z Was, które mnie wspierały od początku i nie przestały pomimo...
    Przepraszam Was za tą "zaciekłą obronę", to dla mnie jedyny i najważniejszy
    powód, by się bronić. Pamięć moich Dzieci.

    Jak wkleić zdjęcie Dorianka?

    Pozdrawiam.
    Agnieszka, Matka 3 Aniołów.

    --
    "Bóg zsyłając na ludzi nieszczęście, powinien najpierw zanurzyć ich w
    szaleństwie i łasce niepamięci. "
  • ishin 14.11.05, 09:24
    ihaha6
    Ja jestem w żałobie o 6 lat, wtedy zmarła moja 5 letnia córeczka po ciężkiej operacji serca. Patrzyłąm 10 dni jak umierała, jak każdy nrząd przestawał kolejno funkcjonować... 5 lat szpitali, walki, nadziei...
    Pół roku później mąż mnie zostawił dla innej, maja już dwoje dzieci, mieszkają w tym samym małym miasteczku, widuje ich. Skończyłam 37 lat, próbuje ułożyć jeszcze sobie życie, ale nie wychodzi. Zaczął się okres przekwitania (tak wcześnie!!!). To depresja i ogromna nadzieja, że jeszcze urodze. Ratuje się jak mogę, leczę się wszędzie gdzie się da, psychike u psychatry, "kobiecość" u ginekologa, duszę w Kościele. Ale czy się uda? Przecież brak naważniejszego, ojca dla dziecka. Takiego, który by nas nie zostawił. Są chwile, że nie mam ochoty żyć, że sie poddaje, następnego dnia chwytam sie nadziei, że może... Ale tak naprawdę, czuję, że zaczynam być wrakiem, najgorsza jest samotność...
    Chciałabym z Tobą bliżej się zapoznać, jeżeli nie jest dla Ciebie to "zbyt trudne" podam mój mail (ishin@wp.pl)
  • ihaha6 14.11.05, 11:24
    Witaj.
    Widzisz, dlatego mówię, że są gorsze "historie" od mojej, że nie jestem
    najnieszczęśliwsza. Ojciec Dorianka i Aleksandra też "nie popisał się" podczas
    agonii Doriana, potem i jeszcze później. "Odreagowywał" wśród ponętnych 19latek
    z płaskimi brzuchami, wypierał w sobie śmierć Dzieci, okrutnie żartował ze
    swojej żałoby "mam najlepiej ułożone dzieci w X., jedno koło drugiego".
    Nieważne, niech się wstydzi, ten co robi....
    Teraz mam Mojego Faceta, który bez słowa "na pewno?" przyjął moją podwójną
    tragedię, dba wraz ze mną o groby Synków, dzięki Niemu się uśmiecham poprzez
    łzy. Chyba było już "za dobrze", bo straciliśmy we wrześniu nasze wspólne
    Dziecko. Ale jest ze mną, nie jestem sama. Nie muszę katować się ironicznymi
    spojrzeniami ex, nie muszę żyć wśród jego znajomków i koleżanek (nie możesz
    wyjechać?). Jestem na tyle daleko, by o nim zapomnieć i na tyle blisko, by dbać
    o Dzieci.
    Nie do końca wiem, co zdążyłaś przeczytać, część postów zniknęła na zawsze.
    Napisz na priva.
    Jestem tu po pomoc i by pomóc komuś.
    Pozdrawiam.
    Agnieszka, Matka 3 Aniołów.
    --
    "Bóg zsyłając na ludzi nieszczęście, powinien najpierw zanurzyć ich w
    szaleństwie i łasce niepamięci. "
  • ishin 14.11.05, 19:23
    Pisz do mnie prosze na maila, bardzo chetnie z Tobą porozmawiam. Jedziemy prawie na tym samym wózku. ishin@wp.pl

    pisze wiersze...

    ***
    W moim sercu jeszcze
    ciagle cichutko mieszka
    śmiech małej dziwczynki
    bogatsza o smutek i łzy
    w zaciszu samotności
    układam puzzle życia
    jednak wciąż
    nie potrafię odnaleźć
    tej najważniejszej
    części siebie...
  • ishin 14.11.05, 19:38
    Dziękuję...Wiem, nie ja jedna, nie ja pierwsza , nie ostatnia.....ale tak jakos
    bywa,że gdy dotyka cie tragedia....nagle wszyscy wokół traktuja cie jak
    trędowata, niby "współczuja" ale nie chcą byc za blisko..."nieszczęście bywa
    zaraźliwe"? Czasem świadomość, że Inne też...pomaga...

    To co napisałaś, to święta prawda. dokładnie to samo przechodze, nie mam juz znajomych, bo mają tyle ważnych spraw, kariery, nowe samochody, domy... A ty właśnie jesteś trędowata i nie nadajesz sie do ich srodowiaska. Na razie nie mam sie gdzie wyprowadzić, ale jeżeli mój obecny "związek" powiedzie się, to pewnie to zrobię. Dziś u ginekologa był dramata, ostani dzwonek aby zajść w ciążę, bez leczenie sie nie obejdzie. Depresja i żal na przemian z nadzieją. 12 grudnia ostania sprawa rozwodowa, po miesiącach walki poszłam na ugode, bo nie wytrzymywałam napięcia i Jego kłamstw i wywlekania kłamliwych brudów. niech to się juz skończy. Na Wszystkich Świętych nie przychodzi... bywam tam sama.
  • ihaha6 17.11.05, 10:11
    odp. na priva, na Twój adres gazetowy.
    Trzymaj się.
    A.
    --
    Dorian od narodzin do śmierci
  • zorka7 17.11.05, 10:35
    Twój syn był ślicznym, mądrym i dobrym chłopcem.
    Wszystko wypisane w oczach.
    --
    DLACZEGO
    Myszka
    ...i Jej historia
  • ihaha6 17.11.05, 10:48
    Dziękuję.
    Niestety dostałam też takie recenzje :

    "8729*** (16-11-2005 22:02)

    niezla sciema, photoshop pewnie az sie wieszal jak przerabialas zdjecia, cos
    nikt nie komentuje zdjec".

    Nieważne.
    Dorian opiekuje się swoim rodzeństwem. Czas powiedziec, dlaczego z takim
    przekonaniem nazwałam 7 tc. Dziecko dziewczynką o imionach Daria Aleksandra.
    Dorian, wieczorem naszego ostatniego Dnia Matki snuł opowieści, jak to będzie
    wspaniale mieć rodzeństwo "Mamo, ty tylko urodź a ja zajmę się wszystkim".
    zaproponowałam, by to On wybrał imię dla mającego narodzić się Dziecka.
    Stwierdził: "Wolałbym, żeby to była siostrzyczka, żebym był prawdziwym Starszym
    Bratem. Dostała by imiona Daria Aleksandra. Daria bo podobnie jak ja i wiem,
    jak napisać, a Aleksandra, bo ładnie".
    Niestety, odszedł i On i to Dziecko we mnie, Aleksander Maria. (Maria po św.
    Kolbe, tak jak Dodo).
    Teraz więc, przez pamięć mojego Synka, 3ciego Aniołka nazwałam tak a nie
    inaczej. Jego upragniona siostra.
    Dziękuję za dobre słowo.
    Pozdrawiam.
    A.




    --
    Dorian od narodzin do śmierci
  • dobiesia 17.11.05, 11:52
    Nie przejmuj sie Kochana złymi uwagami. Bądź ponad wypociny tych, co to tak się
    chwalą swoim instynktem i dodatkowymi zmysłami. Nie dla nich to forum.
    Pozdrawiam serdecznie, na pewno jeszcze będziesz szczęsliwa, potrzeba czasu i
    spokoju. Dzieciaczki w niebie pomogą Ci na pewno. Fajnie jest mieć taką mamę,
    są z Ciebie dumne i może szykują jakąś rozbeczaną, łysą niespodziankę? Może juz
    niedługo?
  • ihaha6 17.11.05, 12:11
    Dzięki.
    Ja narazie nie planuję, nie zabiegam, myślę, że Dziecko pojawi się we właściwym
    czasie. Gdy ja będę gotowa, gdy Ono będzie chciało. Może brzmi to naiwnie, ale
    tak czuję.
    W sierpniu, 13go pojechaliśmy z Moim na miejsce wypadku Doriana, (Horniki
    Górne, gm. Nowa Karczma, droga między Gdańskiem a Kościerzyną). Czułam, że moim
    obowiązkiem jest postawić Synkowi tam krzyż, obiecałam to sobie i Jemu. To
    miejsce widziałam tylko w policyjnych notatkach z miejsca zdarzenia, ale znałam
    namiary i wiedziałam, jak bardzo poobdzierane jest drzewo, które spotkał na
    swej drodze samochód. Krzyż (za zgodą i z pomocą strzażaków z OSP Nowa Karczma)
    przykręciłam do drzewa, zatknęłam białe różyczki. Obiecali pomalowac na biało.
    Ja byłam zbyt roztrzęsiona, chwilę wceśniej widzieliśmy ciężkie zderzenie
    czołowe 2 zakręty dalej, staliśmy w korku i widzieliśmy za dużo, przeszłość
    stanęła mi przed oczami. Mój stwierdził wtedy "Chcę mieć z Tobą dziecko, jesteś
    wspaniałą Mamą, ale...nie będę Cię zmuszał, dopóki nie przebaczysz sobie
    śmierci swych Synków. Nie chcę płakać z Tobą nad kołyską naszego Dziecka, nie
    chcę byś była nieszczęśliwą Mamą". Wtedy (prawdopodobnie) zaszłam w ciążę z
    3cim Aniołkiem. Chyba z ulgi, że spełniłam obietnicę...
    Niestety, za wcześnie.
    Może nigdy nie będzie "w czas"?.
    Boję się. Moje Dzieci umierają.
    A.
    --
    Dorian od narodzin do śmierci
  • dobiesia 17.11.05, 13:26
    Ee tam!
    Umarła trójka, wystarczy! Los, Bóg Przeznaczenie nie moze byc okrutne! Teraz
    juz żadne nie umrze! Dałas radę, podniosłas się, pocieszasz innych, jesteś
    silna, jak tur, umiesz zbudowac dom na zgliszczach, mało kto by to potrafił.
    Jesteś wielka, i jeszcze tyle dobrego przed Toba, ja to wiem! dajesz rade tak,
    że byłabyś wzorem dla rycerzy! Masz serce dla innych na całą klatkę, miej też
    trochę dla siebie. Spójrz za okno i popatrz na świat, tyle tam złego, tyle
    okropieństwa, ale ile dobrego? jeszcze więcej!!!! Tylko w to uwierz, będzie
    dobrze! Juz jest coraz lepiej! Kochana, nie każdy ma takie doświadczenia jak
    Ty, niektórzy załamują sie przy najmniejszych porazkach, ty trwasz! Jesteś
    wzorem, opoką i skałą! I tak trzymać!
  • ihaha6 17.11.05, 14:34
    Trudno mnie zawstydzić, Tobie się udało. Gruba przesada z tą skałą i turem, ale
    fakt, czasem sama siebie zadziwiam swoją wytrzymałością psychiczną. Po prostu,
    cokolwiek zrobię czy powiem, zastanawiam się, co by powiedział na to mój Synek,
    mądraliński Dorian. Czy byłby dumny z mamy czy raczej zawstydzony.
    Miał 2,5 roku, gdy obserwując ze mną i sąsiadką wykopy, zakładanie rur kanalizy
    przy naszym domku, popatrzył i stwierdził spokojnie do tej Pani:
    "Wiesz, pani Szuchoń (Suchoń, lekko seplenił), to życie jest takie nuuudne,
    cieknie jak ta woda z luly (rury)..."
    Ten to zawsze miał rację;)
    Dam radę, nie mam wyboru. Nie zawiodę swojego Synka.
    Dziękuję za lawinę pocieszeń.

    Pozdrawiam.
    A.

    --
    Dorian od narodzin do śmierci
  • ihaha6 17.11.05, 14:38
    ihaha6 napisała:


    > Miał 2,5 roku,

    ...przepraszam, oczywiście Trzy i PÓŁ (to te zdjęcia z kombajnem, podlewaniem
    ziemniaków, kopcem zboża i jabłkiem w sadzie).
    Niby szczegół, ale wolałam poprawić.
    A.


    --
    Dorian od narodzin do śmierci
  • dobiesia 17.11.05, 14:57
    To nie żadne tam pocieszenia! To prawda. Szczera prawda. Z turem i skałą to
    Tylko i Aż prawda! Uwierz Dobiesi, ona zawsze mówi prawdę. :)))))Prosto w
    wirualne ucho i oko :)))))
    Zmień ten świat, bo wiem, że potrafisz.
  • ihaha6 14.11.05, 16:09
    Podobno weszłaś na forum, zobaczyć dlaczego znowu dostałam po głowie.
    Przeczytasz tu o rzeczach, o których Ci nie mówiłam, które zamknęłam w
    sobie. "Twarda jestem, dzielna, sama dam radę. Zostawcie mnie do... w
    spokoju"...pamiętam, może chciałaś mi pomóc a ja nie potrafiłam tego przyjąć.
    Wiesz sama, jaka jestem, co przeżyłam. Mieszkałyśmy znowu razem przez rok, gdy
    odeszłam od ojca Dzieci. Nie pozabijałyśmy sie a to juz coś ;). Próbujemy
    rozmawiać, nie wymieniać argumentów. Razem postawiłyśmy pomniki, dbasz o groby
    Wnuków.
    Wiem,że Ty także cierpiałaś, że NA PEWNO nie chciałaś, by doszło do wypadku.
    Pamiętam Twoją rozpacz w szpitalu, gdy reanimowano Doda.
    Dorian Cię kochał.
    Dziękuję, że tak się teraz przejęłaś.
    Przepraszam za swój żal i złe słowa.
    Do zobaczenia.
    Agnieszka, Matka 3 Aniołów i córka swojej Matki.
    --
    "Bóg zsyłając na ludzi nieszczęście, powinien najpierw zanurzyć ich w
    szaleństwie i łasce niepamięci. "
  • ihaha6 14.11.05, 22:26
    Kama dziękuję za pomoc, udało się.
    (...)
    Oto link do galerii zdjęć Dorianka. Trochę tam bałagan, ale z czasem sie
    poukłada:

    voila.pl/agbsq
    Oczywiście nie wiem jeszcze, jak go uaktywnić...

    Najważniejsze,że poznacie Doriana.
    Byłam i jestem z Niego dumna, jak każda Matka.

    pozdrawiam.
    Agnieszka, Matka 3 Aniołów.

    --
    "Bóg zsyłając na ludzi nieszczęście, powinien najpierw zanurzyć ich w
    szaleństwie i łasce niepamięci. "
  • polka33 15.11.05, 00:10
    Agnieszko....Twój synek to piękny chłopczyk..radosny..mądry..

    Bardzo Ci współczuję :((
  • ihaha6 15.11.05, 09:46
    Dziękuję. I przepraszam,że tak porozrzucane, wklejałam po kolei, w folderach, a
    zrobił się kalejdoskop. Przepraszam zwłaszcza za zdjęcia z pogrzebu, miały być
    osobno, jeśli ktoś by chciał zajrzeć, znalazł by. Uczę się powoli.
    Nie wiem, czy wkleić zdjęcia usg Aleksandra, mam kilka.
    Daria nie na nic, tylko wypis z rozpoznaniem "missed abortion" i moją pamięć.
    PS. Właśnie o resztę zdjęć walczę, jest ich z 300. I kasety video z przedszkola
    itp. Odzyskam, mam prawo jako Matka.
    Dziękuję za wsparcie. Reszta na priv.
    Agnieszka, Maka 3 Aniołów.
    --
    Dorian od narodzin do śmierci... voila.pl/agbsq
  • sheenaz 15.11.05, 11:51
    tak mi przykro...
    nie wiem co Ci napisać...
    nic co bym napisala nie byloby na miejscu...
    przytuam mocno...
    a Twoim Anilkom ślę calusy...
  • ihaha6 15.11.05, 20:55
    Dziękuję polka i kama, nareszcie plik o Dorianku jest tam gdzie powinien.
    Jesteście wielkie.
    Pa.
    A. matka 3 Aniołów.
    --
    Dorian od narodzin do śmierci
  • polka33 17.11.05, 11:05
    Drobiazg:)
  • joamol 18.11.05, 20:47
    Agnieszko,
    Dorian to prześliczny chłopiec. Z ciekawości zajrzałam na stronkę z jego
    zdjęciami. wspaniałe dziecko. Widać, jak bardzo go kochasz. Te zdjęcie wiele
    oddają. Mogę tylko wyobrażać sobie, co czujesz. Jesteś swtorzona do kochania
    dzieci i mam nadzieję, że jeszcze komuś tę miłość oddasz.

    Jest w tobie wiele bólu, czytając twoje posty czuje się tę drogę od złości do
    uspokojenia, może nie pogodzenia (to chyba niemożliwe przyjąć taki stan rzeczy
    tak po prostu i z pokorą), ale chęci rozróżnienia bolesnej przeszłości od
    przyszłości, która może się okazać jasna.
    Oby była jasna.

    Pozdrawiam
    Asia

    (*) Dla twoich Maluchów
  • ihaha6 19.11.05, 07:30
    "(...)drogę od złości do uspokojenia, może nie pogodzenia (to chyba niemożliwe
    przyjąć taki stan rzeczy tak po prostu i z pokorą)"
    Tak, okres wściekłości na ślepy los, kierowcę, i innych winowajców śmierci
    Doriana mam już za sobą. Nie rozpisuję się nt. zagrożonej ciąży Aleksandra,
    kolejnych złych wyników, decyzji lekarzy...(po co, w dokumentach nie napisali o
    moim bólu). Przecież to Mu życia nie wróci. Krótka obecność Darii uświadomiła
    mi ,że słowa "no teraz to już musi być dobrze, nic złego Cię nie spotka"...są
    jedynie pobożnym życzeniem moich Przyjaciół. Niestety. Staram się podejść do
    tragedii mich Dzieci z szacunkiem, to One zbyt wcześnie odeszły, ja nadal żyję
    i moim matczynym obowiązkiem jest dbać o Ich pamięć. Płaczę z tęsknoty, z
    poczucia winy, z żalu za utraconymi Dziećmi. Ale doceniam czyjąś opiekę,
    życzliwość, pomoc. Jeśli nie dla siebie, to chociaż dla innych trwam. Nie wiem,
    czy odważę się świadomie na Dziecko. Myślę, że to Ono mnie znajdzie, może już
    jest na świecie , skrzywdzony kilkulatek i czeka. Nic na siłę.
    Stworzona do kochania Dieci? Nigdy (dziewczyna 19-21letnia lubi to słowo) nie
    sądziłam, że będę mamą, świadomość macierzyństwa przyszła nagle 9 lat temu i
    zmieniła całe moje życie, zmieniła mnie. Teraz Dzieci nie żyją, a ja nigdy nie
    przestanę być Ich matką, na pewno nie idealną i bez skazy.
    Dziękuję za dobre słowo,
    pozdrawiam.
    A. Matka 3 Aniołów

    --
    Dorian od narodzin do śmierci
  • bczapska1 16.11.05, 13:19
    Wiatj Agnieszko ,
    często odpisujesz na mój post , Ja jestem mamą aniołka Kacperka ( 14 lat ).
    Przegladałam zdjecia Dorjanka , sliczny , kochany , musisz byc dumna z niego .
    Ja jestem bardzo wzruszona Twoją troską o mnie i moje pisanie tu na tym forum .
    Teraz muszę poswięcic czas na szukanie mojego Kacpra , może go gdzieś znajdę ,
    pójdę tam gdzie często bywał , może da mi jakiś znak .........

    Pozdrawjam Cię bardzo mocno , i odezwę się jak znaję mojego syneczka
    całuski przez łzy , ale całuski

    Basia , razez z Kacprem aniołkiem
  • ihaha6 16.11.05, 13:28
    bczapska1 napisała:


    > Teraz muszę poswięcic czas na szukanie mojego Kacpra , może go gdzieś
    znajdę ,
    > pójdę tam gdzie często bywał , może da mi jakiś znak .........



    Basiu, na pewno nie raz poczujesz Jego obecność, nie tylko w pełnych tęsknoty
    snach. Ja wierzę, że nasze Dzieci nigdy nas nie opuszczają do końca, ze
    spokojem spoglądają Stamtąd, trzymając kciuki za nas, Osieroconych Rodziców.
    Nie musisz Go szukać, sam Cię znajdzie.
    Moja "troska" jest szczera, po prostu też przechodziłam przez te piekielne
    kręgi rozpaczy, osamotnienia i trudnych pytań.
    Czas nie goi ran, czas pozwala nauczyć się z nimi żyć.

    Trzymaj się ciepło.
    A.


    --
    Dorian od narodzin do śmierci
  • bczapska1 16.11.05, 14:06
    Agniesiu , postaram sie trzymać i na pewno później się odezwę , Twoje słowa
    dodaja mi otuchy .
    Zapomniałam dodać ,że na wtorek 22 listopada ( 3 miesiące od dnia gdy Kacper
    odszedł ) zamówiłam na 18 mszę za duszę mojej Kacurki , może to pomoże mi
    odnaleść moje słoneczko .

    przytulam Cie mocno Basia
  • ihaha6 21.11.05, 02:02
    ...na pewien czas, oczywiście. Różnie to było (adminko, co do ost. maila masz
    rację), ale to na tym Forum znalazłam kilka pokrewnych dusz i mnóstwo dobrych
    słów.
    Dziękuję Wam, Osierocone Matki, Matki z Dziećmi i "Sympatyczki" Forum
    (tatabunia i inni też). Za cierpliwość, za nerwy i za (*) dla moich Aniołów.
    Za posty i maile (a zwłaszcza te ostatnie;) ),
    za zamartwianie się moimi smutkami,
    za współ-czucie,
    za pytania i odpowiedzi.
    Za wszystko.
    (...)
    Kilka z Was już wie, że wyjeżdżam do Irlandii. Już dziś, za 20 godzin
    przekroczę samochodem z Moim pierwszą z granic. Musimy zdążyć na czwartkowy
    prom z Cherbourg do Calafort ros Lair...(już się cieszę na podróż morską)
    Bardzo proszę, trzymajcie kciuki za naszą spokojną podróż.
    Gdy już się zadomowię w Portarlington, znajdę jakieś łącze z siecią i
    Polską...wrócę do Was. Oby w tym roku ;)
    Więc do "przeczytania"...
    Trzymajcie się ciepło.
    Moja poczta, Doriana album i moje serce są nadal dla Was otwarte.

    Agnieszka, trochę zołzowata Matka 3 Aniołów.

    PS. Z Dziećmi pożegnałam się dziś popołudniu. Zapalcie Im czasem światełko
    na "dlaczego"..., gdy natkaszczerbatka je założy.
    Dziękuję.

    Nie, nie znikam na zawsze. Macie tak na 1/2 roku spokój;)
    Ja tu jeszcze wrócę.
    A.
    --
    Dorian od narodzin do śmierci
  • martek40 21.11.05, 02:58
    ihaha6 napisała:
    > Gdy już się zadomowię w Portarlington, znajdę jakieś łącze z siecią i
    > Polską...wrócę do Was. Oby w tym roku ;)
    (...)
    > Macie tak na 1/2 roku spokój;)
    > Ja tu jeszcze wrócę.
    > A.

    I znów zaprzeczasz
    sama sobie...
    A twoje ostatnie zdanie
    brzmi jak groźba...

    Powodzenia.

  • ihaha6 21.11.05, 03:13
    martek40........a Tobie się nie znudziło?
    1. "oby w tym roku", bo nie wiem, jak tam z kawiarenkami internet...a do końca
    roku zaledwie miesiąc;)..więc pewnie tylko Was poczytam w biegu
    2. "na 1/2 roku" bo zamierzamy wrócić za tyle czasu do kraju, wrócić m.in. do
    normalnego dostępu do sieci, do pisania (byś mogła szukać "nieścisłości";) )
    3. "Ja tu jeszce wrócę" prosta parafraza cytatu z kultowego filmu (zgadnij
    jakiego):

    (...)
    - "Wróć pieniążka do fontanny, to wrócisz tu...
    - Ale ja tu wcale nie chcę wracać".
    Jak nie wychwytujesz, trudno. To się nazywa "skróty myślowe".
    W prostym tłumaczeniu: "wrócę, bo chcę".
    Masz Kobieto ze mną używanie...

    Dobranoc.

    A.


    --
    Dorian od narodzin do śmierci
  • martek40 21.11.05, 09:45
    Mimo wszystko
    życzę Ci
    wszystkiego,
    co najlepsze.
    Pozdrawiam.
  • ihaha6 21.11.05, 09:55
    Mimo wszystko dziękuję.
    ....uprzedzam Twoją niechybną uwagę: to już ostanie chwile z netem...w Polsce;)
    Pozdrawiam wierna czytelniczkę.
    A.
    --
    Dorian od narodzin do śmierci
  • martek40 21.11.05, 10:21
    Czy ostatnie, jak piszesz,
    to się rychło okaże.
    Co do mojej wierności
    to jesteś w błędzie.
    Czytałam tylko
    Twoje początkowe
    intrygujące opowieści.
    No i końcówkę ;).
    A Twoje wierne czytelniczki
    to...nowopowstałe nicki.
    Dziękuję za pozdrowienia
    i mówię vice versa.

  • anetuchap 22.11.05, 13:59
    Witam
    Zarzucasz Agnieszce,że wymyśliła nowe nicki,które ją bronią.Na pewno masz też
    na myśli mnie.Czytam was od bardzo dawna,ale bałam się odezwać,gdyż nie
    przeżyłam tragedii straty dziecka.Nikogo nie chciałam urazić.
    Odkąd Was znalazłam jestem z Wami całym sercsm i modlę się za wasze Aniołki.
    W sprawie Agnieszki nie mogłam zachować milczenia,musiałam napisać w obronie
    jej a przede wszystkim jej dzieci.I tak pojawił się jedan z nowych nicków.
    Ja naprawdę istnieję!!! Wejdź na Wcześniaki tam się trochę udzielam,acha
    i na Rechabilitacja dzieci,tam też parę razy napisałam.
    Pozdrawiam i życzę wiary w ludzi.
    Aneta
  • bczapska1 06.12.05, 14:56
    Trzymam kciuki aby tam było Ci lepjej a może przynajmniej dobrze , powodzenie ,
    cały czas pamietam o Tobie i Dorjanku , będe czekac na Twój powrót .
    A dla Dorjanka (*)(*)(*)(*)(*)............(*)

    Całusy
    Basia mama Kacpra aniołeczka
  • polka33 22.11.05, 01:10
    Agnieszko odpoczywaj....bądź szczęśliwa i wracaj szybko ....:)
  • alex331 22.11.05, 10:33
    Agnieszko, bardzo jest mi przykro, nie umiem sobie wyobrazić co czujesz i
    podziwiam Cię, że miałaś odwagę opowiedzieć o tym co Cię spotkało w Mieście
    Kobiet.
    Mam nadzieję i życzę Ci tego z całgo serca by spotkało Cię jeszcze w życiu
    bardzo dużo dobrego.
    Ola

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.