Dodaj do ulubionych

chwytam każdą chwilę-Dzieci we mnie jeszcze żyją!

03.01.06, 13:48
To moja druga ciąża (pierwsza zakończona poronieniem). Po długich miesiącach
oczekiwania, starań nareszcie wynik pozytywny - jestem w ciąży. Radość i
niepokój.
6 tydz. ciąży trafam do szpitala - krwawienia i niepomyślne rokowania, ale ku
zdziwieniu lekarzy - po kilku dniach pojawiła się akcja serca. Ciąża
utrzymana. Krwawienia ustały, wróciłam do domu. Zaczęłam myśleć pozytywnie.
Leżąc całe dnie w domu czułam, że to najszczęśliwszy czas w moim życiu. Nawet
mdłości i wymioty były jak dar, bo oznaczały, że hormony dobrze pracują.
Kolejne badanie: bliźnięta!! Podwójna wielka radość! Dwoje najukochańczych
Istotek przyjdzie na świat. Niedługo koniec trzeciego miesiąca - więc już
będzie dobrze. Musi być dobrze!
Kolejne badanie usg 3D.
Dramat...
Moje Maleńkie Dzieci są zrośnięte klatkami piersiowymi. Obydwoje mają
serduszka, ale pojawił się obrzęk, świadczący najprawdopodobniej o
niewydolności krążenia.
Nie mogliśmy z mężem w to uwierzyć.
W jednej chwili zawalił się nam świat...
Współczucia lekarzy, ale i słowa: decyzja będzie należała do Państwa.

Wsparcie rodziny, przyjaciół, ale ból wciąż ten sam rozdziera. Nie chce się
żyć. Poczucie, że jeśli Dzieci odejdą - chcę odejść razem z nimi - może tam
gdzieś po drugiej stronie będę mogła je przytulić do siebie...
One mnie przecież bardzo potrzebują!

Minął tydzień. Dziś jestem w stanie o tym pisać. Nie zdecydowałam się na
aminopunkcję, bo istnieje ryzyko poronienia.
W każdej sekundzie myślę tylko o moich Małych Dzieciątkach, które żyją
jeszcze we mnie i bardzo cierpią. A ja nie mogę im pomóc... Lekarze nie dają
im szans.

Modlitwa? Zawsze prosiłam Boga tylko o zdrowie. Bo wiem, że z wszystkim innym
podołamy, jeśli będzie zdrowie. Wcześnie zabrał mi rodziców, a ja wciąż
wierzyłam i prosiłam o zdrowie. Przez długie miesiące modliłam się o zdrową
ciążę i zdrowe dziecko. Gdy okazało, że znów jestem w ciąży, dziękowałam Bogu
za ten cud.

"Dziś czuję się jak mrówka, gdy
czyjś but tratuje jej mrowisko.
Czemu mi dałeś wiarę w cud,
a potem odebrałeś wszystko?...."

Edytor zaawansowany
  • 03.01.06, 14:19
    Renatko bardzo mi przykro:((
    Większość z nas ciągle zadaje sobie pytanie dlaczego spotykają nas takie
    okrutne doświadczenia, których często nie jesteśmy w stanie udźwignąć. Na to
    pytanie nie ma odpowiedzi.. Niestety. Jednak kiedy wydaje Ci się, że wszyscy
    Cię opuścili na czele z Bogiem pamiętaj że, są takie miejsca jak to gdzie nie
    jesteś sama, gdzie inne matki które przeżyły podobne tragedie udzielą Ci
    wsparcia, porozmawiają z Tobą, pomilczą, zapłaczą zależnie od tego czego
    będziesz potrzebować. Jeśli potrzebujesz rozmowy, napisz do mnie na priv.
    Póki co staraj się być silna dla swoich dzieciaczków, bądź z nimi ile się da,
    może jeszcze jest szansa. Będę się o to modliła.
    Ściskam Cię
    Kasia
  • 03.01.06, 14:41
    Renatko,
    przytulam Cię mocno, jestem myślami z Wami. Nie potrafię pocieszyć, ale jestem
    z Wami.
    Trzymaj się.
    Laura
  • 03.01.06, 14:50
    Reniu musisz się trzymać i musisz wierzyć. Po tym co sama przeżyłam mam często
    chwile zwątpienia ale dla Bogo nie ma rzeczy niemożliwych pamiętaj o tym. Będę
    się modlić za Was. Ściskam....

    Monika mama Patrysi(*) i Dominisi(*)
  • 03.01.06, 16:07
    mam do ciebie tylko jedna prosbe-nie poddawaj sie!!!!!!!Tak bardzo wierze ze sie
    uda!!Przeciez Tobie musi sie udac....
  • 03.01.06, 16:38
    Witaj Renatko! Bardzo dobrze wiem co czujesz. W lutym 2005r. dowiedziałam się,
    że urodzę bliźnięta. Nie będę się rozpisywać, bo możesz znaleźć to w archiwum.
    W każdym razie mój lekarz nie zauważył niczego niepokojącego i dopiero w
    kwietniu w 28tc. dowiedziałam się,że dziewczynki są zrośnięte klatkami
    piersiowymi. Lekarze mówili,że nawet jedna nie ma szans na przeżycie. To
    uczucie nie do opisania, czujesz,że żyją kopią,słyszysz bicie chorego
    serduszka i masz podjąć decyzję,żeby to zakończyć. To była najtrudniejsza
    chwila w moim życiu, ale dziewczynki za mnie podjęły decyzję. Zaczeły sie
    skurcze których nie dało się wyciszyć. Niestety nie zdążyłam ich zobaczyć zanim
    umarły. Były śliczne. Życzę Ci siły jestem z Tobą. Marzena mama Hani i aniołków
    Niny i Zuzi
  • 03.01.06, 17:54
    Nie wiem co napisać.
    Przykro mi bardzo:(
    --
    Edyta mama Jacusia Aniołka
  • 03.01.06, 18:52
    Dziękuję Wam za zrozumienie, za wszystkie słowa otuchy.
  • 03.01.06, 19:27
    Trzymaj sie mocno .Mama ANIOŁKA OLAFA.
  • 03.01.06, 20:47
    kochana,
    nie wiem co można tu napisać- po za tym, że jest mi potwornie przykro:(
    sama często się zastanawiam dlaczego tak układa się życie nas tu wszystkich na
    forum...no cóż nie możemy nic zmienić, ale mamy siebie.
    pisz - a my zawsze wysłuchamy
    przytulam delikatnie
    Ania
    --
    mama chorego Mateuszka i 3 Aniołków
  • 03.01.06, 21:03
    Renatko, jestem z Tobą całym sercem
    --
    Dlaczego
    organizacja Rodziców po stracie oraz Rodziców dzieci chorych
  • 03.01.06, 22:30
    Coz pwiedziec....
    Nie ma slow pocieszenia, badz silna i wierz w to ze musi byc dobrze...

    Gdy ja bylam w ciazy modlilam sie zeby urodzic zdrowe dziecko i szczesliwie,
    Bog mnie nie wysluchal, zabral mi moja zdrowa Coreczke w 38tc...
    Po niej gdy bylam w ciazy nie modlilam sie juz do Boga,bo Bog mnie nie
    wysluchal. Mowilam mojej Nikolce zeby czuwala nad braciszkem i czuwala, mam 2
    miesiecznego synka i za to jej dziekuje, choc bardzo tesknie za moja kruszynka.
  • 03.01.06, 22:55
    Trzymaj się.
    Szkoda, że ludzie muszą tak cierpieć.
  • 03.01.06, 23:35
    Nawet nie mysl ze sie nie uda, musisz byc caly czas pozytywnie nastawiona i
    wierzyc ze jednak sie uda, ze bedzie wszystko ok,nie mozesz przekazywac tym
    malym istotkom zadnych zlych fluidow,masz byc caly czas spokojna i myslec jak
    najpozytywniej,pamietaj ze to wlasnie od Ciebie najwiecej zalezy,mow do nich
    jak najwiecej i wmawiaj ze jest wszystko ok, ze musza sie dzielnie trzymac, to
    duzo pomaga, ja wierze ze Ci sie uda,ze maluszki beda silne i beda dzielnie
    walczyly z przeciwnosciami,dziewczyno glowa do gory,UDA SIE NAPEWNO....i nie
    wierz we wszystko co mowia lekarze....
  • 04.01.06, 11:26
    Strasznie Ci wspolczuje!!!
    Jesli moge, to prosze, nie podejmuj na sile zadnej decyzji. Jak juz 1 z Nas Ci napisala, Dzieci same wiedza najlepiej i decyduja...Potrafia spokojnie odejsc ale i potrafia przezyc najgorsze nieszczescia. Daj Im cala swoja milosc i nie boj sie. Prosze, wytrzymaj.
    Zycze Ci momo wszystko szczesliwego zakonczenia i sily!
    Trzymaj sie...
    Agnieszka, Matka 3 Aniolow

    --
    Dorian od narodzin do śmierci
  • 09.01.06, 13:39
    Ja nie wytrzymałam. Zdecydowałam za moje śmiertelnie chore dziecko,
    zdecydowałam kiedy umrze. Drugi raz. Podziwiam Cię za odwagę, ale nie poszłabym
    w Twoje ślady. Może jestem za słaba, może za bardzo egoistyczna.
    Pozdrawiam
  • 09.01.06, 14:45
    Renato bardzo mi przykro... Weim, że to może banalne ale chce wierzyć, że
    wszystko jeszcze będzie dobrze.
    Przytulam.
  • 11.01.06, 13:47
    Bardzo mi przykro, że tak cię los doświadcza. Człowiek chciałby się z Panem
    Boskim poobrażać, ale jednak będę się dziś modlić za twoje maluchy. Cuda się
    zdarzają, niech się zdarzą i teraz błagam. Nic mądrego nie przychodzi mi do
    głowy.
    Trzymajcie się.
  • 11.01.06, 23:39
    Byłam na kolejnym badaniu usg. Dzieci rosną i nieprawidłowości niestety też.
    Fałdy karkowe, określane już jako obrzęki mają 7mm.
    Niestety nie zdarzył się cud, lekarze się nie pomylili...
    Nie zdecydowałam się na przerwanie ciąży. Podpisałam oświadczenie, że jestem
    świadoma sytuacji i ryzyka obumarcia płodów, ale nie wyrażam zgody na
    aminopunkcję oraz indukowanie porodu.
    Wiem, że niedługo w razie problemów jedynym wyjściem będzie cesarskie cięcie,
    ale to moja ostateczna decyzja.
    Teraz żyję, jak zawieszona w próżni.

    Dziękuję Wam, za Waszą obecność.
    Tyle bólu i cierpienia rodziców, jakie przewija się na forum sprawiło, że już
    nie narzekam, że zostałam tak skrzywdzona, nie zadaję pytań: dlaczego właśnie
    ja?
    Ale też nie akceptuję tak urządzonego świata, w którym ludzi spotykają tak
    tragiczne doświadczenia.

    Mój Mąż ostatnio powtarza, że i nad naszym domem w końcu musi zaświecić słońce.
    Ale ja już nie jestem tego taka pewna. Musi? przecież nie ma limitów szczęścia
    i nieszczęścia. Człowiek przygnieciony kolejny raz do ziemi i tak musi się
    podźwignąć i dalej nieść swój bagaż, nawet jeśli słońce jest po innej stronie.
  • 12.01.06, 09:50
    Renatko jestes niesamowita kobieta. Pozdrawiam serdecznie i zycze duzo wiary i
    sily
    --
    Justyna-(Agata) mama 3,5 letniej Weronisi i Promyczka Kubusia (zyl 4 dni, HLHS)
  • 12.01.06, 13:21
    Witam cie serdecznie Renato,jestem z tobą i podziwiam cie za taka
    decyzję..Wiem,że jest Ci bardzo ciężko z własnego doświadczenia,walczyłam do
    końca,nie poddałam sie za żadne skarby, chodz tak jak ty wiedziałam wczesniej
    jaki będzie wyrok!!!Urodziłam śliczna córeczkę lecz Pan Bóg mi ją
    zabrał!Widocznie tak musiało być..Wiem ze tak jak i moją i twoja decyzje Pan Bóg
    kiedys wynagodzi..Mam czyste sumienie i przy każdej innej ciązy była by taka
    sama..Niczego nie załuję i chodz moją córeczkę miałm tylko 2 tyg..to nie było w
    moim zyciu nic cudowniejszego jak ONA..Pozdrawiam Monika
  • 14.01.06, 15:04
    Witam. Piszesz że
    > Mój Mąż ostatnio powtarza, że i nad naszym domem w końcu musi zaświecić
    słońce.

    I ma racje po burzy jest zawsze słońce i powinnas się tego trzymać.
    Każdy z nas ma chwile zwątpienia wtedy kiedy nie mozemy się pogodzić z
    doświadczeniami w życiu.Mi zawsze mówiono że gdybym nie miała siły znieść tylu
    trudnych doświadczeń Bóg nie kierował by ich na mnie.
    Zatem myślę że Ty również powinnas popatrzeć na to od tej strony.
    Wiem zawsze fajnie się pisze i doradza innym a człoowiek bedący na tym
    konkretnym miejscu nie był by w stanie nic zdziałać.
    Jednak wierze że jesteś silna osoba i przy wsparciu Twojego męża wszystko
    zniesiesz i dobrze sie ułoży.
    Pozdrawiam Cię czekajac az napiszez że swieci nareszcie dla Was słońce.
    --
    każda chwila jest niespodzianką
  • 12.01.06, 17:09
    Renatko, jestem z Tobą, przepraszam ,z Wami całym sercem. Myślę o Was od kiedy
    przeczytałam Waszą historię. jeżeli nie zdarzy się cud, to Twoje dzieciaczki
    będą miały wspaniałą opiekę od wszystkich forumowych Aniołków. Nie będą same,
    będzie moja Juleńka, Jaromirek, Weroniczka, Michałek, inne Juleńki, Pawełek, i
    wiele innych Aniołków.
    Przytulam Was ciepło
    Gosia

    --
    Mama Juleńki (13.12.2004-16.12.2004)

    www.republikadzieci.org/problemyiniepokoje/strata/pamiec275.htma
  • 13.01.06, 15:01
    Pewnie to nie jest pocieszenie ale ja postapilabym tak samo jak Ty. Jezeli
    dzieci zyja, chce byc z nimi kazda chwile dluzej!
    Ja mialam blizniaki, ktore zyly tylko 20 tygodni we mnie.Byly zdrowe, rosly.
    ani jednej wady,az pewnego dnia powiedziano mi ze "wystapila koplikacja". Jedno
    serduszko przestalo bic. Jeszcze dwa tygodnie chodzilam z chopczykiem ktory zyl
    a obok byla malutka dziewczynka ktej serduszko juz nigdy nie zabilo:(
    Wiem jak sie czujesz, wiem co przzywasz. Bardzo mi przykro jak o tym mysle, ale
    teraz jestem w 3 miesiacu ciazy i wszystko jest niewyobrazalnie dobrze:)

    Nie zgodzilabym sie nigdy na jakoakolwiek ingerecje w moja ciaze, gdybym byla w
    twojej sytuacji.

    Pomodle sie dzis, zebyscie mieli z mezem sile przetrwac ten czas:)
  • 13.01.06, 22:38
    Renatko,życzę Ci dużo siły, wiary w to, że ciąża zakończy się bez żadnych
    komplikacji. Podjęłaś odważną decyzję. Ja osobiście bardzo Cię popieram.Będę
    pamiętać o Tobie. Ktoś może powie, że wymądrzam się... W 20 tyg.ciąży
    dowiedziałam się, że dziecko, które noszę pod swoim sercem ma wadę, która nie
    pozwoli mu żyć(bezmózgowie). Urodzilam córkę w 34 tyg. ciąży. Nie zdecydowałam
    się na idukowanie porodu. Dziś wiem już na pewno, że w razie gdyby historia
    maiła się powtórzyc, po raz drugi postapiłabym tak samo. Chociaż za pierwszym
    razem wcale nie byłam taka pewna, czy dobrze postępuję. Mimo wszystko życzę Ci
    dużo spokoju, jestem przy Tobie myślami. Aga
  • 14.01.06, 12:53
    Renatko,jestem z Wami...
    To nie pocieszenie,ale ja również nie pozwolilabym odejść dzieciom wcześniej
    niż jest to dla nich przewidziane...
    --
    Edyta mama Jacusia Aniołka
  • 15.01.06, 20:39
    Renato, nie poddawaj się! Ja byłam w podobnej sytuacji. Jedno z moich bliźniąt
    umarło. Drugie walczyło, ale nie dało rady. Lekarze zaproponowali mi wywołanie
    porodu. Zgodziłam się od razu (byłam załamana, ale to mnie nie tłumaczy), teraz
    nie ma dnia żebym nie żałowała. Dla mojej córci nie było juz ratunku, ale teraz
    wiem, że nie miałam prawa skazywać jej na śmierć. Powinnam czekać na to co da mi
    los. Trzymaj się i trwaj, może zdarzy się cud. Jeżeli będziez o ten cud
    codziennie prosiła to może Bóg będzie dla Ciebie łaskawy.
  • 16.01.06, 08:52
    Renatko, jesteś bardzo dzielna. Mam nadzieję, że to co poniżej piszą dziewczyny
    doda Ci siły do dalszego czekania co przyniesie los. Ja również jestem z Wami
    całym sercem. Laura

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.