Dodaj do ulubionych

Dla nas, którzy zostaliśmy tutaj...

24.07.08, 22:59
Witajcie, także jestem mamą malutkiego Aniołka (12t), strasznie to
przeżyłam. Podczytuję Was regularnie. Znalazłam coś dla Was/Nas,
może choć troszkę ukoi rozpacz.

Bajka o zasmuconym smutku


Po piaszczystej drodze szła niziutka staruszka.
Chociaż była już bardzo stara, to jednak szła tanecznym krokiem,
a uśmiech na jej twarzy był tak promienny, jak uśmiech młodej,
szczęśliwej dziewczyny. Nagle dostrzegła przed sobą jakąś postać.
Na drodze ktoś siedział, ale był tak skulony, że prawie zlewał się z
piaskiem.
Staruszka zatrzymała się, nachyliła nad niemal bezcielesną istotą i
zapytała:
"Kim jesteś?" Ciężkie powieki z trudem odsłoniły zmęczone oczy,
a blade wargi wyszeptały: "Ja? ... Nazywają mnie smutkiem"
"Ach! Smutek!", zawołała staruszka z taką radością, jakby spotkała
dobrego znajomego.
"Znasz mnie?", zapytał smutek niedowierzająco.
"Oczywiście, przecież nie jeden raz towarzyszyłeś mi w mojej
wędrówce.
"Tak sądzisz ..., zdziwił się smutek, "to dlaczego nie uciekasz
przede mną.
Nie boisz się?" "A dlaczego miałabym przed Tobą uciekać, mój miły?
Przecież dobrze wiesz, że potrafisz dogonić każdego, kto przed Tobą
ucieka.
Ale powiedz mi, proszę, dlaczego jesteś taki markotny?" "Ja ...
jestem smutny."
odpowiedział smutek łamiącym się głosem.
Staruszka usiadła obok niego. "Smutny jesteś ...",
powiedziała i ze zrozumieniem pokiwała głową. "A co Cię tak bardzo
zasmuciło?"
Smutek westchnął głęboko.
Czy rzeczywiście spotkał kogoś, kto będzie chciał go wysłuchać?
Ileż razy już o tym marzył. "Ach, ... wiesz ...", zaczął powoli i z
namysłem,
"najgorsze jest to, że nikt mnie nie lubi.
Jestem stworzony po to, by spotykać się z ludźmi
i towarzyszyć im przez pewien czas.
Ale gdy tylko do nich przyjdę, oni wzdrygają się z obrzydzeniem.
Boją się mnie jak morowej zarazy." I znowu westchnął.
"Wiesz ..., ludzie wynaleźli tyle sposobów, żeby mnie odpędzić.
Mówią: tralalala, życie jest wesołe, trzeba się śmiać.
A ich fałszywy śmiech jest przyczyną wrzodów żołądka i duszności.
Mówią: co nie zabije, to wzmocni. I dostają zawału.
Mówią: trzeba tylko umieć się rozerwać.
I rozrywają to, co nigdy nie powinno być rozerwane.
Mówią: tylko słabi płaczą. I zalewają się potokami łez.
Albo odurzają się alkoholem i narkotykami, byle by tylko nie czuć
mojej obecności."
"Masz rację,", potwierdziła staruszka, "ja też często widuję takich
ludzi."
Smutek jeszcze bardziej się skurczył. "Przecież ja tylko chcę pomóc
każdemu człowiekowi.
Wtedy gdy jestem przy nim, może spotkać się sam ze sobą.
Ja jedynie pomagam zbudować gniazdko, w którym może leczyć swoje
rany.
Smutny człowiek jest tak bardzo wrażliwy.
Niejedno jego cierpienie podobne jest do źle zagojonej rany,
która co pewien czas się otwiera. A jak to boli!
Przecież wiesz, że dopiero wtedy, gdy człowiek pogodzi się ze
smutkiem
i wypłacze wszystkie wstrzymywane łzy, może naprawdę wyleczyć swoje
rany.
Ale ludzie nie chcą, żebym im pomagał.
Wolą zasłaniać swoje blizny fałszywym uśmiechem.
Albo zakładać gruby pancerz zgorzknienia." Smutek zamilkł.
Po jego smutnej twarzy popłynęły łzy: najpierw pojedyncze,
potem zaczęło ich przybywać, aż wreszcie zaniósł się nieutulonym
płaczem.
Staruszka serdecznie go objęła i przytuliła do siebie.
"Płacz, płacz smutku.", wyszeptała czule.
"Musisz teraz odpocząć, żeby potem znowu nabrać sił.
Ale nie powinieneś już dalej wędrować sam.
Będę Ci zawsze towarzyszyć, a w moim towarzystwie zniechęcenie już
nigdy Cię nie pokona."
Smutek nagle przestał płakać.
Wyprostował się i ze zdumieniem spojrzał na swoją nową towarzyszkę:
"Ale ... ale kim Ty właściwie jesteś?"
"Ja?", zapytała figlarnie staruszka uśmiechając się przy tym tak
beztrosko,
jak małe dziecko. "JA JESTEM NADZIEJA!"

Edytor zaawansowany
  • oyate 25.07.08, 00:28
    Piękne!!
    --
    Mama 3 wcześniaków, siostra 3 aniołków.
  • 35monika 25.07.08, 08:20
    Dostałam to kiedyś mailem, już nie pamiętam od kogo....
    Miło przeczytać to znowu...
    Pozdrawiam.
  • sarna170 25.07.08, 10:01
    Wiecie, czytam Was, ale nie mam odwagi pisać w ogromie cierpienia,
    jakie tu spotykam. Może nawet czuję się "nie na miejscu", bo moje
    dziecko miało "tylko 12 tygodni"... No i w dodatku mam dwóch synków
    bliźniaków, którzy podobnie jak ja CUDEM przeżyli, przwdziwym CUDEM,
    bo nikt mnie ani im nie dawał szans, gdy leżeliśmy na intensywnej
    terapii, w śpiączce. I jest kolejny CUD, bo zaszłam w ciążę, choć
    nie było na to szans. Bardzo boję się, że z moim maleństwem może
    stać się coś złego, jak z poprzednim, że mogę nie przeżyć, odliczam
    dni do listopada... Boję się, że wyczerpałam limit CUDÓW... Piszę to
    wszystko również dlatego, żeby dać Wam trochę wiary, nadziei, mam
    nadzieję, że choć jednej osobie zabije mocniej serce i pomyśli "Mnie
    też się uda", bardzo bym tego chciała. Bardzo modlę się o wiarę i
    szczęście dla Was wszystkich.
  • 35monika 25.07.08, 11:26
    Co znaczy "tylko 12 tygodni". To było Twoje dziecko. Od momentu, w
    którym w Tobie zamieszkało. A Ty kochasz je od momentu, w którym
    zobaczyłaś dwie kreski na teście. I zawsze będziesz je kochać. Moje
    dziecko miało 20 tygodni kiedy w samotności urodziłam je na... basen
    szpitalny (żeby im się pościel nie pobrudziła...). ciąz napływają mi
    łzy do oczu kiedy pomyślę, że moje dziecko mogło żyć, że zabiła je
    ignorancja i lekkomyślność lekarki prowadzącej ciążę...
    W każdym razie chciałam Ci powiedzieć, że KAŻDE dziecko jest przez
    nas opłakiwane bez względu na to, czy umarło w 12, 20, czy 30 tc...
    Wyrwano nam serce bez znieczulenia i nic już nie będzie tak jak
    wcześniej....
    Trzymam kciuki za Ciebie i Twoje Maleństwo. Będzie Skorpionkiem jak
    ja. To świetny znak...
    Dla Twojego Aniołka [']['][']['][']
    Dla mojego Aniołka [']['][']['][']
    Trzymaj się kochana i dbaj o siebie.
  • sarna170 25.07.08, 11:50
    Ja to wszystko wiem, nie mam zamiaru zaprzeczać człowieczeństwu
    mojego dziecka, bo nim było... Dlatego napisałam w cudzysłowiu. A
    jeszcze wczoraj zrobiło mi się tak strasznie źle, jak przeczytałam o
    dziewczynie opłakującej tutaj swojego urodzonego bodaj w 24tc synka,
    jednocześnie bagatelizując fakt, że poprzednie dziecko zabiła
    poddając się aborcji, bo "to nie było jeszcze dziecko", że to był
    jej "problem i teraz ma go z głowy"... Chciało mi się wyć, jak to
    czytałam...
    Światełko dla Twojego Aniołka i wszystkich innych Aniołków...
  • 35monika 25.07.08, 16:25
    Wiesz Sarno... uważam, że nie nam oceniać decyzje innych... Ta
    dziewczyna, o której piszesz dopiero teraz jest w pełni świadoma
    tego co zrobiła kiedyś. Jestem tego całkowicie pewna...
    Dbaj o siebie i o Maluszka, który mieszka w Tobie. Będzie dobrze,
    zobaczysz. Pozdrawiam Cię ciepło.
  • bunio1 25.07.08, 09:20

    Piękne trzymajcie sie dziewczyny.
    Adam tata Bunia-Roberta-aniołka.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka