Dodaj do ulubionych

Zarobki doktorantów

29.04.11, 23:01
Jeszcze trochę pozostało mi do uzyskania tytułu magistra, ale zastanawiałam się już nad tym, co chciałabym w przyszłości robić i moim największym pragnieniem jest praca naukowa. Czuję, że się do tego nadaję i chciałabym to robić. Jednakże jestem też ciekawa, jak kształtują się zarobki na kierunkach przyrodniczo-technicznych, bo słyszałam, że podobno różnią się one pomiędzy kierunkami. Wiadomo, nie oczekuję kokosów, jestem realistką, ale jestem ciekawa, czy zarobki te wynoszą przynajmniej 1400-1500 zł na czysto, bo chciałabym wiedzieć, czy da się samodzielnie utrzymać z tych zarobków. A o takie informacje trudno, ponieważ nie wyobrażam sobie zadawania takich pytań pracownikom naukowym z mojej uczelni, bo wiadomo, ze nikt nie lubi rozmawiać o finansach. Poza tym takie ogólne sformułowania typu "nie wybierajcie pracy na uczelni, bo licho płacą", nie są obiektywne, bo dla jednego licho to będzie "poniżej 6000 zł", dla innego tysiąc zł.
Edytor zaawansowany
  • fajnytoster 30.04.11, 01:39
    Jeżeli ci chodzi o zarobki na uczelni, to doktoranci nie zarabiają. Z tej prostej przyczyny, że nie są zatrudnieni, a są jedynie studentami. III stopnia, ale nadal studentami.
    A co może student? Dostać stypendium.
    A jaka jest wysokość stypendium? Zależy od uczelni :) I nie tylko od uczelni, ale także od tego jakie stypendium/stypendia się dostaje: doktoranckie, naukowe, socjalne, zewnętrzne itd.
    Na niektórych wydziałach można jeszcze niewielkie pieniądze dorobić za nadgodziny dydaktyczne, może coś z grantów (w naukach przyrodniczych to całkiem możliwe), ewentualnei dostać jakieś wyjątkowe grosze z działu socjalnego (a'la paczka świąteczna itp.).
    Czyli wracamy do punktu wyjścia - musisz się dowiedzieć u siebie na wydziale, bo specyfika lokalna może być różna.
    Nie sądzę żeby pytanie o wysokość stypendium ze strony kandydata na studia doktoranckie była jakimś nietaktem. Może nie pytać doktrantów (mają prawo trochę się wstydzić ;)) ale np. w dziekanacie? Albo najlepiej - promotora?
    Na "pocieszenie" powiem że większość doktorantów obecnie nie dostaje żadnego stypendium i robią to co robią za friko. Natomiast z tych co dostają naprawdę niewielki odsetek wyciągnie te 1500 zł. Może w naukach przyrodniczych jest lepiej (granty), ale ja nei wiem, to nie moja działka ;)
    No i są też przypadki takich doktorantów, którzy dostają całkiem spore pieniądze, ale ze źródeł zewnętrznych (np. stypendia FNP). Ale to pojedyncze przypadki w skali całego kraju, więc nie ma co się za bardzo na to napalać ;)
  • eduk28 30.04.11, 09:33
    Potwierdzam to co napisal przedmowca. Aby ukazac jeszcze lepiej stan faktyczny: Politechnika, studia doktoranckie od 2006 przez 3 lata z malym kawalkiem. 1. rok 1100zl/miesiac, 2. rok 1200 zl/miesiac, 3. rok 1300zl/miesiac, poczatek 4. roku 1400 zl/miesiac. Po wczesniejszej niz 4 lata obronie dostalem szesciomiesieczne stypendium. Wysokosci kwot wynikaly bardziej z roku studiow niz jakiegokolwiek wzrostu (na przelomie 3 i 4 roku byl wzrost, stad ta roznica 1310 i 1410). Dodatkowo przez 2 lata udawalo mi sie zalapac na 250zl miesiecznie tzw. stypendium naukowego, ktore (jakas pula na cala uczelnie), wynikalo z aktywnosci naukowej (publikacje), stopni za przedmioty na studiach doktoranckich i oceny prowadzonych zajec.
    Nadgodziny: 33zl (lub 32 - nie pamietam dokladnie) brutto za godzine zajec (45min) - nadgodziny platne dwa razy do roku (po skonczonych semestrach).
    W zadnym wypadku nie chce zniechecic, jedynie przedstawiam Ci fakty. Do obowiazkow nalezalo (ale to roznie bywa):
    - 4h tygodniowo masz siedziec na konsultacjach dla studentow,
    - przygotowujesz egzaminy i rozwiazania dla profesorow (zarowno semestr letni jak i zimowy),
    - towarzyszy profesorom na egzaminach (pilnujesz studentow, zdarza sie, ze sprawdzasz egzaminy),
    - wszystkie drobniejsze sprawy zwiazane z administracja Ty zalatwiasz (prosze przygotowac wykaz konsultacji, wykaz gdzie i kto ma zajecia, stworzyc odpowiednia strone itp.),
    - wyjazdy na konferencje (na poczatku sie chce) wygladaja w stylu: nie mamy chetnych na konferencje w XXX, wiec prosze przygotowac cos w 2 tygodnie i wyslac, znalezc hotel, zastanowic sie nad przejazdem i policzyc ile to wszystko bedzie kosztowac,
    - gdy Ty znajdziesz konferencje na ktora chcesz jechac (czyli inna niz przyzwyczajeni profesorowie, bo tam spotykaja swoich kolegow), to sie dowiesz, ze ciezko z pieniedzmi i mozesz jechac z wlasnych lub laskawie sie znalazly, ale za to moglby Pan przygotowac przykladowe zadania dla studentow na egzamin..
    - jako najmlodszy masz zawsze milion spraw na glowie: prosze wyniesc ten monitor, prosze kupic herbate/kawe do zakladu (skladaja sie), prosze co tydzien kupowac ciasto itp (zebrania),
    - rowniez ze wzgledu na to, ze jestes najmlodszy jako ostatni dostajesz liste z zajeciami, ktore sa do prowadzenia - niby sensowne, wiec tylko daje Ci znac, ze tak to wyglada. Wiec zostaja najlepsze godziny (np. piatek od 17) i w dodatku znakomicie poszatkowane (3 razy w tygodniu, oczywiscie w inne dni;),
    - wlasna inwencja skutecznie hamowana ('nie, nie, nei - od zawsze studenci robili to recznie, wiec nie mozemy wymagac, by oddawali na komputerach' - a potem pretensje przy pracach dyplomowych: 'Ci ludzie nie potrafia korzystac z edytora tekstu!'; 'siec bezprzewodowa?, ale po co? jak przychodzi Pan z laptopem, to moze Pan sie podpiac do kabla')

    Nie jest zle, jesli masz ambicje by zrobic doktorat (co szczerze polecam, choc patrz wypowiedzi pfg nt. kiedy warto robic doktorat)! Jesli jednak chcialbys zyc w tym czyms (unikam czym) to jednak troche wspolczuje. Po tym co widzialem, co wciaz maja obecnie koledzy, MOJE zdanie jest takie, ze jest to ostoja komunizmu (rzadko osoby, raczej caly system).
  • eduk28 30.04.11, 09:35
    Zapomnialem dodac. Dodatkowo trzeba bylo miec zgode kierownika studiow doktoranckich na prace (ale chyba tylko na umowe o prace w pelnym wymiarze) poza uczelnia (uczelnia moze zaoszczedzic na stypendiach doktoranckich...)
  • katiushka.89 01.05.11, 17:07
    Dziękuję za przedstawienie wprost tego, co oznacza robienie doktoratu. Mam jeszcze pytanie, ta lista z prowadzeniem zajęć to jest ta praktyka zawodowa, którą trzeba odbyć?

    Nie wiem, czy dobrze się wyraziłam w pierwszym poście, bo mi chodziło o coś takiego, że można zostać pracownikiem uczelni po magisterce, tzn. będąc zatrudnionym na stanowisku asystenta naukowego, zdaję sobie sprawę, że pewnie to jest niezwykle trudne. A jednocześnie robić doktorat. I czy taki asystent naukowy może prowadzić np. laboratoria? Bo wiem, że u mnie na uczelni mamy czasami zajęcia z magistrami. Np. laboratoria z biochemii prowadzi pani mgr i robi to cyklicznie, co roku, prowadzi też te zajęcia dla zaocznych i różnych kierunków i wydaje mi się, że w związku z tym chyba jest zatrudniona na uczelni. Śmiem tak wnioskować, ponieważ podejrzewam, że jeśli ktoś ma rodzinę i ukończył 30 lat, to ta praca musi mu dostarczać źródła dochodów, poza pani mgr widnieje na stronie wydziału i jest nawet przypisana do katedry biochemii. I wiem, że jednocześnie robi doktorat, którego promotorką jest moja pani prof. od biologii molekularnej.
    Jak można pójść tą ścieżką kariery, bo właśnie o coś takiego mi chodzi. Może się źle wyraziłam w pierwszym poście, bo wynikało z niego, że chodzi mi o same studia doktoranckie, które można podjąć w systemie stacjonarnym i niestacjonarnym i wówczas rzeczywiście jest mowa jedynie o studencie, nie zaś o etacie.
    Jestem ciekawa, czy jeśli uczelnia ma zapotrzebowanie na nowych pracowników naukowych, tym bardziej, ze się rozbudowuje zarówno fizycznie, jak i pod względem specjalizacji, to zatrudniając na stanowisko asystenta naukowego, ułatwia też w jakiś sposób odbycie studiów doktoranckich. Czyli np. pójdzie mu na rękę, żeby mógł uczęszczać na zajęcia ze studiów doktoranckich, które są przewidziane w siatce i jednocześnie wypełniać swoje obowiązki.
    Konkludując, moim marzeniem jest w przyszłości praca na uniwersytecie jako prowadzącej ćwiczenia i wykłady. Zdaję sobie sprawę, że nie zawsze na uczelni potrzebują kogokolwiek, a poza tym nie jest z pewnością łatwo się dostać.
  • eduk28 01.05.11, 21:19
    W przypadku asystentow trudniej mi cokolwiek powiedziec z wlasnego doswiadczenia. Mam natmiast 2-3 kolegow, ktory chwilowo sa zatrudnieni jako asystenci i robia doktorat. Z opisanej przeze mnie mozliwej listy obowiazkow raczej nic im nie ubywa, zas przybywa pare innych rzeczy, np.:
    - wyplata jes z ZUSami, skladkami etc i wynosi w przypadku calego etatu okolo 1.6k (na reke),
    - pierwsza umowa byla chyba na rok, czy dwa lata. Teraz dostaja nastepna na 4 lata i z tego co jeden sie skarzyl zadnych szans na kredyt (nie kazdmeu potrzeba i niech to nie bedzie meritum wypowiedzi),
    - mozna korzystac z uslug socjalnych na uczelni (tanie wycieczki, wyjscia do opery, paczki dla dzieci, karp na wigilie;),
    - nie pobieraja rownoczesnie stypendium doktoranckiego (wiec konczy sie na ~1.6k)
    - zauwaz, ze jak dobre podejdziesz to masz ze styp doktoranckiego i naukoweo okolo 1500-1600 zl (w zaleznosci od roku studiow) i tylko 90h na rok do przepracowania. Zas asystent ma znacznie wieksze pensum (~200h, byc moze cos z przedzialu 220-240). Nadgodizny licza Ci sie dopiero po wyrobieniu pensum. Patrzac inaczej, doktorant przy mniejszej liczbie godzin (max. mogl miec 180) bedzie zarabial porownywalnie, jesli nawet nie lepiej (nie chce mi sie liczyc),
    - na naszej uczelni wyszlo jakies 3-4 lata temu zarzadzenie, ze wyklady powinni prowadzic samodzielni pracownicy naukowi. Nigdy nie widzialem doktoranta prowadzacego wyklad (mogl zastepowac, ale to sa wypadki losowe). Oczywiscie mozesz prowadzic cwiczenia, laborki itp.,
    - o ile w stosunku do doktoranta czesto kierownik zakladu (jednostki) podchodzil z rezerwa (mocne zdanie ma promotor i to na jego plecach jedziesz po uczelni), o tyle od asystenta wymaga sie juz jak od kobyly i zalenosc sluzbowa jest znacznie wieksza

    Teraz pare smielszych tez, z ktorymi nie kazdy sie zgadza:
    - uczelnia potzrebuje pracownika naukowego? Smiem watpic, ze potrzebuje akurat tak mlodego. Uczelnia potrzebuje najczesciej dwa rodzaje pracownikow: samodzielnych lub koni do dydaktyki. Szczerze bym Ci zyczyl, aby Twoje srodowisko zaakcetowalo Cie naukowo, ale lepiej sie nie napalaj. Takich jak Ty bedzie pewnie kilkunastu, a tylko 1-2 po doktoracie bedzie mmoglo zostac na uczelni,
    - zrobisz doktorat, a do prowadzenia zajec przyjda nastepni doktoranci:) I bedzie sie krecic dalej. 2% magistrow pojdzie na dr, 4% doktorow zostanie na uczelni, z czego polowa (max) dorobi sie hab...
    - jak juz zostana to rzadko ze wzgledow finansowych - cytuje 'tutaj liczy sie prestiz'. Jedyny plus, ze nauki o ktorych wspominach (bio-chem) maja szanse na zaistnienie w reczywistym swiecie, to sobie dorobisz,
    - prawda jest, ze wraz z wiekiem i pozycja zarobki rosna. Pchasz sie wyzej na drabince, plus rozne funkcje (prowadzenie magisterek, pelnomocnik dziekana do spraw jakistam). Ostatecznie jestes 55 letnim dr hab, wiec zarabiasz 3400,

    Nie mam zielonego pojecia jak Ty widzisz pojscie na reke z zajeciami. Profesor kierownik zawsze ma zajecia w te same dni (od 20 lat) i dziekan mu ich nie ruszy. Reszta dostosowuje to do godzin pracy malzonki, zawiezienia dzieci do szkoly, pracy gdzie indziej, a nawet pory roku. Na koniec zostaja grupy dla Ciebie. Jesli jest ich za malo, to musisz kogos poprosic, a w ostatecznosci pojsc do kierownika, by komus odebral i dal Tobie (duza ostatecznosc, u nas bylo niespotykane, bo mielismy mnostwo nadgodzin, ale i tak kazdy bral nadgodziny i na koniec Ty dostawales rozrucone grupy - nie bylo to w stylu: kazdy bierze do pensum i potem dzielimy nadgodziny, tylko kazdy bral ile chcial/mogl wedlug pozycji swojej, a jak komus brakowalo to laskawie oddawal). Mozna probowac podniesc glos, ale chyba nie chcesz zbyt szybko byc uznana za tredowata? Pamietaj, ze solidarnosc za drzwiami jest taka, ze nikt sie nie moze wylamac. Nim otworzysz glosniej buzie rozejrzyj sie, jak w ramach tej solidarnosci wygladaja podzialy i kto bedzie pozniej na radzie (tam gdzie glosuja Twoj drat) po Twojej stronie (a zwlaszcza Twojego promotora, bo Ty sie prawie nie liczysz...). Najlepiej miej promotora, ktory albo jest mocny, albo Ci bardzo zyczliwy i powie o czym z kim mozna porozmawiac. Albo moze komu lepiej nie mowic dzien dobry i dlaczego - zreszta z czasem sama wyczujesz o co chodzi.
    Co do podzialu godzin, to zerknij na siatke godzin takiego magistra ile czasu spedzic musi na uczelni i jak ladnie jest to rozrzucone.
    Jesli taka jest Twoja wola i marzenie - obys spedzila zycie na uczelni. Ja mialem swoja szanse i kilkakrotnie podziekowalem. Gdybym nie widzial od wnetrza, uznalbym pozostanie na uczelni za wyroznienie, ale dzis jestem odmiennego zdania.
  • eduk28 04.05.11, 15:27
    Widze, ze na zblizonym forum zalozylas podobny watek, gdzie dodatkowo uswiadomiono Ci jakie sa problemy by zostac asystentem. Wogole nie poruszalem tego tematu, skoro twierdzilas, ze u Was sie tak zatrudnia...
    Niemniej jednak dzis rozmawialem z asystentem. Lat 30, zatrudniony na umowe o prace na czas okreslony (1 rok). On obecnie ma 3/4 etatu, co przeklada sie na pensum w liczbie 180h i wyplate 1350zl brutto. Czyli pelen etat wyniesie 240h przy 1800zl brutto. Potwierdza to moje przypuszczenie, ze mozna lepsze pieniadze 'wyciagnac' na doktoracie i wcale nie trzeba do tego miec nadgodzin.
  • hmkaaay 05.05.11, 09:52
    Mógłbyś podać adres tego forum? Chętnie bym poczytał.

    ps. Czy ja odnoszę tylko takie wrażenie czy w każdym poście jest kilka osób, która tak diabelsko przedstawia doktorat, że nie dla Ciebie, bo to, bo tamto, że aż czasem ma się wrażenie zapytać? No to dla kogo jest ten doktorat? Ja rozumiem, że jesteście już PO ale po co snuć aż tak negatywnie nastawiające opowieści o doktoracie? Nie jest tak źle, na pewno wymaga poświęceń ale żeby zaraz wszystkim dookoła odradzać? Czasem także odnoszę wrażenie, że środowisko naukowe chętnie by "się zamknęło" jak kiedyś środowisko prawników - tylko dla nas i co w rodzinie to nie zginie.
    Mam nadzieję, że to tylko moje, błędne wyobrażenie.
  • pfg 05.05.11, 14:45
    hmkaaay napisał:

    > ale po co snuć aż tak negatywnie nastawiające opowieści
    > o doktoracie?

    Rzecz w tym, że trzeba wiedzieć po co się ten doktorat robi i czego po doktoracie można oczekiwać. Doktorat jest *przede wszystkim* dla osób, które chcą się zajmować pracą naukową. W dodatku posiadanie doktoratu jest tylko warunkiem wstępnym, nie zaś gwarancją udanej kariery naukowej - choćby z tego względu, że nowych miejsc pracy na uczelniach i w instytutach naukowych jest mało, a zapewne będzie jeszcze jeszcze mniej. Poza światem akademickim i nielicznymi innymi sytuacjami doktorat nie jest żadnym atutem na rynku pracy. Przeciwnie, niekiedy może być obciążeniem. Tak więc jeśli ktoś chce się zajmować pracą naukową - niech robi doktorat. Jeśli ktoś myśli, że doktorat ułatwi mu/jej przyszłą karierę zawodową, jest w błędzie. Jeśli ktoś zabiera się za robienie doktoratu z braku lepszego pomysłu na życie, zdecydowanie lepiej zrobi, jeśli zrewiduje swoje plany.
    --
    Naukowy beton
  • eduk28 05.05.11, 14:51
    Forum na ktorym podejrzewam, ze autorka zalozyla podobny watek (mniej wiecej zblizone daty, inny nick, ale jakby posiilkowala sie informacjami z tego forum) jest pod adresem Doktorat - nauka - uczelnia. Nie widze nic zlego w tym, ze pytala na obu forach (jesli to ona), jedynie tam zostal poruszony inny aspekt.

    Co zas sie tyczy Twojej wypowiedzi, to sa oczywiste plusy, lecz raczej dopiero po skonczeniu doktoratu. Rowniez wiedz, ze WIEKSZOSC ludzi z dratem odchodzi z uczelni (dobrowolnie lub nie) i odnajduje sie w srodowisku pozanaukowym (specjalnie, by nawiazac do 'srodowisko naukowe'). Zyja, daja rade, pewnie znajda sie statystyki, ze pozniej zarabiaja lepiej (lekko odruchowo to pisze i nie wiem, czy rzeczywiscie takie sa...).
    Gdy jednak pyta sie osoba o sam proces podczas ktorego dochodzi sie do dr, to odpisuje szczerze jak to wyglada. Malo tego, opisuje sytuacje ktore znam, widze/widzialem i rozmawiam z obecnymi i bylymi kolegami doktorantami. Czy cos to zmieni jak naklamie takiej doktorance in spe, ze zycie jej bedzie uslane rozami? Ze kazdy z checia dostosuje do niej swoj grafik zajec, bedzie mial dla niej nieskonczona ilosc czasu i oferty wyjazdu na konferencje/staze co miesiac? Jak mam opowiadac o zarobkach inaczej niz tylko w taki jak to przedstawilem sposob? Znajdz prosze choc jedna osobe, ktora powie, ze jest inaczej (a jak ktos napisal, spora czesc nawet stypendium doktoranckiego nie dostaje).
    Czy normalnemu czlowiekowi tak trudno zrozumiec, ze gdziekolwiek nie przyjdzie to bedzie najmlodszym stazem i bedzie musial byc na prawie kazdego zawolanie? Nie wiem co rozumiec pod 'nie jest zle', ale wiem, ze bylo inaczej niz w moich wyobrazeniach gdy mialem 22 lata. I wiem, ze wszyscy doktoranci/mlodzi doktorzy ktorych spotkalem mieli rowniez inne (lepsze) wyobrazenie przed rozpoczeciem studiow. I rowniez porownalem wielokrotnie, ze sytuacja w ktorej ja robilem doktorat (miejsce, ludzie) byli o niebio lepsi od otoczenia do ktorych trafiali znajomi.

    Samo srodowisko zas jest bardzo hermetyczne, niemniej jednak coraz wiecej osob zdaje sobie sprawe z mizerii sytuacji polskiego szkolnictwa wyzszego i znam osoby, ktore wyjezdzaly za granice pracowac, pomimo, ze rodzice sa na uczelni a one same byly blisko skonczenia dratu (inny, zapewne malo znany aspekt problemu, czyli odsetek ludzi ktorzy zaczynaja do tyczh ktorzy koncza doktorat). Sytuacji z prawnikami nie znam, wiec sie nie wypowiem.

    Najwiecej zas do poswiecenia to jest wlasnych ambicji i zdrowia. Czasowo spokojnie sie czlowiek wyrobi, ale patrzenie, ze koledzy ze studiow dorobili sie np. uprawnien, domow gdy Ty przynosisz do domu 1500zl i tylko dzieki pracujacej zonie mozesz sobie pozwolic (w danej chwili) na fanaberie w postaci doktoratu jest wielokrotnie dolujace.
  • hmkaaay 05.05.11, 20:54
    Nie chodziło mi eduk28 o to co napisałeś nt. 'klimatu' na uczelni, że jesteś najmłodszy, że plan jest taki a nie inny i że zarobki sa nijakie. Z tego zdaje sobie sprawę, biorę to na klatę i nie ma o tym dyskusji. Bardziej chodziło mi o to, że pfg bardzo często pisze tak 'bardzo zimno'. Domyślam się, że jest już bardzo doświadczony i dlatego ocenia to wszystko na zimno ale ja z pozycji doktoranta mogę powiedzieć, że jeśli promotor jest ok to z resztą można sobie poradzić. Bywają gorsze lub lepsze okresy i tyle. Ja miewam gorsze dni i zastanawiam się 'po co to wszystko właściwie' ale więcej jest tych dni kiedy wiem po co to robię, mam zapał, chęci i cieszę się z 'tej roboty'. Oczywiście, życie to zweryfikuje i zapewne będę 'w tył' jeśli chodzi o sprawy finansowe porównując się do kolegów ale czy życie to tylko pieniądze?
    Kończąc, bardzo chciałbym zostać na uczelni (fakt, nie jestem jakimś super mózgiem ani ponadprzeciętnym studentem/doktorantem, więc może uczelnia mnie nie zechce), robię to dla idei, dla samego siebie (ambicje) i czuję, że 'z powołania', jak mi to pomoże więcej zarabiać (w przypadku, gdy nie będę miał możliwości zostania na uczelni) to będzie fajnie, jak nie pomoże - trudno.
  • hmkaaay 05.05.11, 20:57
    Po przeczytaniu samego siebie - nie wiem po co wciągnąłem pfg do swojej wypowiedzi. Krótko - pfg wypowiada się bardzo zimno i ja to odbieram czasem jako niesamowicie wielkie zniechęcenie dla (przyszłych) doktorantów. Tyle do pfg ;) Teraz moja pozycja doktoranta - nie jest tak źle jak opisujesz to - wszędzie znajdziesz ludzi 'nad sobą', zarobki nie wszędzie są kolorowe, mogłoby być lepiej na doktoracie ale nie jest tragicznie.
  • pfg 06.05.11, 08:46
    hmkaaay napisał:

    > pfg wypowiada się bardzo zimno i ja to odbieram czasem jako niesa
    > mowicie wielkie zniechęcenie dla (przyszłych) doktorantów.

    Dobrze odbierasz. Po pierwsze, chcę ludziom, którzy zdecydują się na pisanie doktoratu z niewłaściwych powodów (ty, jak wynika z twojego listu, miałeś powody "właściwe"), oszczędzić przyszłych rozczarowań. Byłoby, IMHO, nieuczciwe, gdyby ich mamić fałszywymi obietnicami. Po drugie, patrząc się na tę sytuację z pozycji potencjalnego promotora, zaręczam, że praca z doktorantem, który *nie chce* zajmować się nauką, ale poszedł na studia doktoranckie "bo tak", jest bardzo męcząca i na ogół nie rokuje dobrze. Tak więc z punktu widzenia promotora, który chce zachować poziom, nie zaś tylko dopisać kolejną linijkę do *swojego* CV, doktorant, który nie che zajmować się nauką, to strata czasu i frustracja.
    --
    Liberalny katolik
  • ataga1985 09.05.11, 17:25
    Co prawda już napisano to i owo, ja tylko dodam od siebie, że sprawy finansowe bardzo zależą od miejsca, gdzie się doktorat robi. Ktoś już wspominał o grantach choćby - są takie granty, z których można wynagrodzenia płacić, a są takie, z których nie można. Są również miejsca, które doktorantom płacą 3000zł miesięcznie... Ale to jest dla absolutnie wybitnych jednostek. Jakieś Międzynarodowe Instytuty Biologii Molekularnej, czy jak to się nazywało - i inne takie :) W każdym razie trafić do takiego miejsca to wyróżnienie oraz prestiż, ale poza zasięgiem przeciętnego dranta.
    U nas /Uniwersytet Gdański, Wydz. Biologii/ doktorantom się nie płaci niczego na pierwszym roku, od drugiego do czwartego mogą dostać stypendium w wys. 1000zł + 140zł dodatku za pracę w szkodliwych warunkach. I tyle wszystkiego. Żadnych dodatkowych pieniędzy. Chyba, że mieszka się z wielodzietną rodziną bezdomnych i udowodni dochód/osobę w wys. poniżej 350zł/m-c czy coś koło tego :]

    PFG, od dawna chodzi mi po głowie to, co napisałeś o powodach robienia doktoratu. Od dawna też zastanawiam się, jakie one powinny być, a jakie nie. Co to dla Ciebie znaczy praca naukowa? Praca naukowa stoi w opozycji do zawodowej? Zawsze chciałam pracować w jakimś wypasionym laboratorium, ale komercyjnym raczej. Czy to nie jest praca naukowa? Właśnie: zależy, co kto przez to rozumie... Ja bym chciała mieć jak najwyższe kwalifikacje, nauczyć się jak najwięcej, a potem ruszyć z tym na podbój świata nauki w wydaniu komercyjnym ;) (bo płacą w odróżnieniu od polskich ośrodków akademickich...) Doktorat robię, bo uznałam to za sensowne wyjście + zawsze bardzo chciałam rozwinąć się w ten sposób, mgr mi jakoś nie chciało wystarczyć... Na razie bardzo dużo się uczę i to jest świetna sprawa, brakowało mi tego.
    To jak to jest z tymi pobudkami? Myślisz, że źle zrobiłam i lepiej byłoby zająć się czym innym, rozwojem w innym kierunku?
  • ataga1985 09.05.11, 17:26
    * wielodzietną rodziną bezrobotnych :D
  • pfg 10.05.11, 11:04
    Masz całkowitą rację, praca w "wypasionym laboratorium" komercyjnym (przemysłowym) to bardzo dobra perspektywa dla osoby z doktoratem i powód do robienia doktoratu. Chyba nawet dopiszę to do mojej listy na blogu :-) Byłoby świetnie, gdyby pracy takiej było jak najwięcej. Niestety, trendy światowe są dokładnie odwrotne: pracy takiej ubywa, a w Polsce nie ma jej (prawie) wcale. O taką pracę jest więc trudno. W dodatku laboratoria przemysłowe coraz bardziej ograniczają się do kilku branż (biotech, przemysł farmaceutyczny i kosmetyczny, informatyka) i tylko do zagadnień, które dają się skomercjalizować w krótkim czasie, nie dłuższym, niż ~pięć lat. Przemysł nie finansuje już badań podstawowych czy też badań, w których perspektywa ewentualnego zastosowania rynkowego wyników jest odległa. Także działy R&D światowych gigantów przemysłowych raczej się w czasach kryzysu kurczą, niż rozwijają.

    Czy badania prowadzone w takich laboratoriach to jest nauka, czy nie? Trudno jednoznacznie odpowiedzieć. *Ja* uważam, że nauka musi mieć w sobie element nowości, poznawania czegoś, co dotąd było nieznane. Jeśli więc twoje laboratorium ogranicza się, powiedzmy, do robienia rutynowych pomiarów - skomplikowanych, wymagających dużej wiedzy i sprawności, ale rutynowych - to nie jest to nauka, co skądinąd samo z siebie *nie* odbiera takim pomiarom wartości! Zresztą granica jest płynna: robisz rutynowe pomiary - nie-nauka, opracowujesz nową technikę lub aparaturę do przeprowadzania takich pomiarów - nauka czy nie-nauka? Chyba jednak nauka.

    Co zaś się tyczy pierwszej części twojego listu, to miło mi powiedzieć, że nasz wydział prowadzi dwa projekty studiów doktoranckich, finansowanych przez FNP, gdzie doktoranci otrzymują stypendia rzędu 3000+ PLN:
    Międzynarodowe Studia Doktoranckie z Fizyki Układów Złożonych oraz
    Międzynarodowe Studia Doktoranckie z Fizyki Jądrowej i Nowych Technologii.
    --
    Komentarze fizyka
  • hmkaaay 10.05.11, 22:44
    Offtopicznie, fajnie, że w Polsce coś się dzieje (patrz oferty wklejone przez pfg) mimo tych ciągłych narzekań ;) Jednak jak przeczytałem 'wymagania i kryteria' to nie zdziwiłem się ani trochę - jak wszędzie dziwne kryterium 'dobra ocena ze studiów/dyplomu mgr' (kompletne fiasko, ja zajmuję się czymś zgoła innym na studiach doktoranckich niż na mgr, jakieś delikatne połączenie jest ale ze względu na metody matematyczne, o czym w zasadzie ma świadczyć ocena z toku studiów? Jeden mądry Pan profesor powiedział, ze ci co mają ze wszystkiego b. dobre oceny to z nich raczej nie będzie dobrego naukowca, bo to co za człowiek co się wszystkim interesuje - wszystkim i niczym. U mnie na studiach była masa upierdliwych przedmiotów [a raczej wykładowców], które do niczego nigdy mi się nie przydały i raczej nie przydadzą, bardzo brakowało mi przedmiotów, które teraz mogłyby mi pomóc - jakaś technika planowania eksperymentu, z 2-3 sem. metod numerycznych, etc.), prezentacja (wtf?). Dużo za dużo zachodu, jeszcze do tego te 'sztywne komisje', które spotykają się od niechcenia i zadają pytania z kapelusza (przynajmniej ja dlatego jestem 'wolnym słuchaczem' - właśnie przez taką niezainteresowaną studentem komisje). IMHO powinna być kameralna rozmowa na tematy co Pan chciałby robić, jakie są zainteresowania, dotychczasowe osiągnięcia etc.

    Offtopicznie2, jak już tak się dyskusja rozbujała to może podzielę się swoimi wątpliwościami. Mianowicie jestem na początku drogi 'do wyspy zwanej doktoratem' i mam czasem dziwne uczucie, że to co robię jest banalne i nikomu nie potrzebne, że w zasadzie to ja tylko tym jestem zainteresowany i mój promotor. Jak tak przeczytałem ostatnią publikację to mam wrażenie, że to są banały, nic odkrywczego itp itd. Niby tematy ambitne, bo medycyna, trochę automatyki/elektroniki do tego ja jeszcze mocno parłem na to, aby zaprzęgnąć do tego statystykę ale jednak ja czuję niedosyt i 'banalność' swojej pracy. Na pewno dużo (bardzo dużo!) nabyłem wiedzy, której do tej pory mi brakowało i trochę umiejętności ale przecież przede wszystkim chodzi o co innego w doktoracie. Też tak macie/mieliście? Czasem właśnie przez to odnoszę wrażenie, że słaby ze mnie będzie (jest to chyba za duże nadużycie) naukowiec.
  • pfg 15.05.11, 08:34
    hmkaaay napisał:

    > czuję niedosyt i 'banalność' swojej pracy

    Wiele osób tak ma, a przynajmniej od czasu do czasu miewa. Spektakularne wyniki zdarzają się rzadko, codzienność to są małe kroki, które czasem okazują się być małymi krokami do przodu, a czasem, niestety, są przyczynkarstwem, małymi krokami w ślepy zaułek.
    --
    Ignorant schmuck
  • pfg 12.06.11, 14:47
    pfg napisał:

    > Masz całkowitą rację, praca w "wypasionym laboratorium" komercyjnym (przemysłow
    > ym) to bardzo dobra perspektywa dla osoby z doktoratem i powód do robienia dokt
    > oratu. Chyba nawet dopiszę to do mojej listy na blogu :-)

    Dopisałem: pfg.blox.pl/2010/05/Po-co-doktorat.html
  • mirusz 13.05.11, 09:19
    > jestem też ciekawa, jak kształtują się zarobki na kierunkach przyrodniczo-tec
    > hnicznych, bo słyszałam, że podobno różnią się one pomiędzy kierunkami.

    Podstawowe modele studiów doktoranckich to:
    1. Stypendium doktoranckie ok. 1000-1300zł/m-c. + szansa na drobne stypendia socjalne, naukowe max. kilka stów
    2. Brak stypendium, szansa na drobne stypendia socjalne, naukowe j.w.

    Ostatnio coraz częściej spotykam się z 2.

    W niektórych wybranych branżach, regionach są różne stypendia pozauczelniane w postaci grantów, czasem ok. 2 tys. Dotyczy to jednak wybranych. Niektórym udaje się robić coś na zlecenie etc., czy jako technik w projektach promotora.
  • prawie_prawniczka 12.06.11, 12:15
    Ktoś mnie zapytał, ale nie mam pod ręką umowy ani rachunków i nie jestem w stanie sprawdzić. Czy w przypadku umowy zlecenia płacili Wam za dyżury? Szczerze mówiąc, pracując na zlecenie nigdy nie zwracałam uwagi na dokładną kwotę wynagrodzenia, która była zmienna choćby z tego względu, że w poszczególnych miesiącach liczba zajęć była różna. Wiem, że dyżury nie liczą się do pensum.
  • mirtillo25 12.06.11, 15:37
    Witam.
    Dostałam propozycję doktoratu. Słyszałam, że uczelnia zabiera stypendium na przykład jeśli podejmujesz inną pracę na pełen etat bądź jeśli Twoje zarobki przekraczają jakąś tam ustaloną przez uczelnię wartość. Jakoś tak. Poprawcie mnie, jeśli coś pomyliłam ;P

    Moje pytanie jest następujące: czy uczelnia może również odebrać stypendium doktorantce, która nie podejmuje żadnej innej pracy zarobkowej, ale ma dobrze zarabiającego męża?
    Na pewno ma to znaczenie przy ubieganiu się o dopłatę do pokoju w Hotelu Asystenta.

    A jak to jest ze stypendium?
  • mirusz 21.06.11, 19:19
    > Dostałam propozycję doktoratu. Słyszałam, że uczelnia zabiera stypendium na prz
    > ykład jeśli podejmujesz inną pracę na pełen etat

    Kiedyś tak było, teraz już nie ma podstaw prawnych. Ale w niektórych miejscach nadal jest to "źle widziane".

    >bądź jeśli Twoje zarobki przek
    > raczają jakąś tam ustaloną przez uczelnię wartość. (...) czy uczelnia może również odebrać stypendium dok
    > torantce, która nie podejmuje żadnej innej pracy zarobkowej, ale ma dobrze zara
    > biającego męża?

    Jakie stypendium....? Doktoranckie albo naukowe - nie. Socjalne - tak.

    A czy Twoja uczelnia daje stypendium doktoranckie?
  • szuwar31 03.07.11, 21:16
    Hej,

    a ja robię doktorat w Anglii (nauki biomedyczne) i dostaję 1500 funtów miesięcznie stypendium (fundacja + prywatna firma tzw. Case Study). Nienormowany czas pracy, sama planuję swoje doświadczenia a oprócz tego czasami można dostać trochę kasy na wyjazd na zagraniczą konferencję. Nie wiem jak wygląda doktoryzowanie się w Polsce, ale podejrzewam że mimo że poziom badań prawdopodobnie jest zbliżony a Polska kadra naukowa (wierzcie bądź nie) niekiedy o wiele bardziej obczytana i obeznana w temacie to prawdopodobnie jest mniej pieniążków dostępnych na badania co oprócz głodowej pensji doktoranta może wzbudzać dodatkową frustrację. Ja kończąc magisterkę w Polsce nawet nie myślałam o podjęciu studiów doktoranckich - nie podobała mi sie atmosfera i podejście do studentów na moim polskim uniwerku. Nie pochodzę z zamożnej rodziny, więc zaraz po studiach moim priorytetem stały sie pieniądze a nie kariera, dlatego wyjechałam do UK. Przez rok pracowałam w zupełnie nie związanej z biologią pracą, ale dało mi to okazję podszlifowania języka i poznania atmosfery pracy w zagranicznej firmie. Później znalazłam pracę w labolatorium komercyjnym które jako oddział dużej korporacji zwinęło żagle w czasie kryzysu i zostawiło pracowniów na lodzie. Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, bo dzięki utracie tej pracy trafiłam w środowisko akademickie - znalazłam pracę jako research assistant na uniwerku gdzie powiedzieli mi że powinnam robic doktorat bo byłabym w tym dobra. Wiec złozylam aplikacje i udalo sie. Moja droga byla dluga i zmudna, ale to dlatego ze bylam za malo proaktywna i za malo interesowalam sie tematem no i oczywiscie nikt na mojej polskiej uczelni nawet nie wspomnial jak zabrac sie do szukania doktoratu za granica. Myslalam ze trzeba byc niesamowicie dobrym i miec kilka publikacji zeby wogole ktos chcial z toba rozmawiac. Tymczasem, wierzcie badz nie, polscy studenci (przynajmniej z moich lat) sa cenieni za granica. Nie chce nikogo obrazac ale angielski doktorant (i lekarz medycyny jednoczesnie) nie potrafi przeliczyc stężenia molowego na procentowe i nie zna wzoru na powierzchnie kola :) (przyklady autentyczne z zycia). W czasie doktoratu poznalam kilka osob z Polski ktore zaraz po magisterce zalapaly sie na doktorat w UK - roznica miedzy nimi a mna polegala na tym ze ktos je dobrze pokierowal gdy nadal byly w Polsce i mialy troche wiecej wiary w siebie. Niektorzy pisza ze doktorat to tylko przedluzenie nauki - dla mnie to bardziej przypomina bardzo samodzielna prace - sama planuje swoje doswiadczenia, rozwiazuje problemy, wspolpracuje z ludzmi i przede wszystkim ucze sie jak świat medycyny wspolpracuje z uczenia i przemyslem farmaceutycznym w celu wynajdowania nowych terapii. To co podoba mie sie w angielskim podejsciu do badan to to ze musza one byc praktyczne i powinny prowadzic do czegos co przyniesie efekt i zysk oczywiscie. To co mi sie nie podoba w swiecie nauki to brak stabilnosci. Wczoraj mielismy pogadanke na temat planowania kariery w nauce i wniosek byl prosty - żeby poruszać sie do przodu nie mozna sie przywiazac do jednej grupy, jednego uniwerku. Doswiadczenie przychodzi ze zmiana miejsca i zawsze trzeba mierzyc wysoko. Srodowisko akademickie jest niezwykle konkurencyje i czasem niesprawiedliwe. Dogma ze publikuja duzo ci najlepsi jest moim zdaniem nieprawda. Trudne i tym samym wartosciowe projekty sa bardziej pracochlonne co powoduje ze wiecej czasu potrzeba by doprowadzic je do konca. No i oczywiscie sa projekty z gory skazane na niepowodzenie. Naukowcy na zachodzie oczywiscie zarabiaja wieksze pieniadze niz w Polsce, ale nie sa one adekwatne do stresu i kompromisów na jakie trzeba sie przygotowac idac na doktorat. Prawde powiedziawszy gdybym urodzila sie w UK wolalabym zostac nauczycielem, najlepiej w prywatnej szkole gdzie dzieci sa przemadrzale ale przynajmniej dobrze wychowane - i miec wolne wakacje, pracowac 18 dodzin w tygodniu miec staly kontrakt i zarabiac 20-30 tys rocznie (Postdoc dostaje jakies 28-35 tys, nie ma stalego kontraktu, nie moze wziasc pozyczki na dom i stresuje sie ze komorki mu zdychaja bez powodu). Oczywiscie praca nauczyciela w Polsce to zgoda na glodowa place. A wiec wniosek z tego taki - nie badz frajerem - doktoryzuj sie na zachodzie - zaoszczedzisc sobie na kawałek mieszkania w miedzyczasie a może ktoś nawet pomysli ze skoro masz Phd 'z zagranicy' to wcale nie jestes taki głupi.

    Pozdr

    Sz
  • mirusz 04.07.11, 10:22
    szuwar31 napisała:
    > a ja robię doktorat w Anglii (nauki biomedyczne) i dostaję 1500 funtów miesięcz
    > nie stypendium (fundacja + prywatna firma tzw. Case Study).

    Rozumiem, że nie masz obowiązku prowadzenia dydaktyki?
    Kto prowadzi przewód, jakaś instytucja badawcza czy uniwerek?
    Na jakiej zasadzie i na jak długo przyznawane jest takie stypendium?
  • misiak500 28.09.11, 18:00
    Czytając bardzo wiele wypowiedzi co do wysokości otrzymywanych stypendiów doktoranckich chyba nie mam co narzekać na WUM,... Doktoranci otrzymują tutaj 1700 zł na rękę.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka