12.05.05, 13:49
wszyscy jesteśmy tacy zapracowani... "kariera naukowa", dydaktyka, pisanie
pracy...a co z życiem osobistym? mam pytanko: jacy są wasi współmałżonkowie
czy narzeczeni? akceptują to co robicie? ja przez 7 lat spotykałam się z
facetem który twierdził, że wszystko akceptuje a na koniec powiedział, że
przytłaczałam go swoimi ambicjami... czy to moja wina, że nawet magistra nie
chciało mu się zrobić?
Edytor zaawansowany
  • p.d.james 12.05.05, 14:41
    Witaj,
    Nie, zdecydowanie nie Twoja ;-)
    U mnie wyglądało to podobnie, a brzmiało mniej więcej tak: " No i co ja będę
    mógł odpowiedzieć dziecku, kiedy zapyta dlaczego mamusia jest dr a tatuś ma
    tylko magistra ?"
    Okazało sie, że nie będzie musiał odpowiadać na tak kłopotliwe pytania, bo
    mamusia in spe miała w końcu dośc tych uwag ( które pojawiały się coraz
    częściej). Co prawda ostateczne rozwiązanie było dość kłopotliwe i mało
    przyjemne dla obu stron ale było warto uwolnić się w końcu od wyrzutów
    sumienia, że ja w archiwum, na stypendium, w bibliotece, na kwerendzie a on
    samiutenki..... na imprezie o której nic nie wiedziałam, bo uznał, że i tak
    będę zajęta ;-)
    A tak naprawdę to problem nie leży w tzw. "karierze naukowej" tylko w tym, że
    albo się akceptuje człowieka z całym "dobrodziejstwem inwentarza" albo nie.
    Moje kochanie samo robi doktorat z tym że w zupełnie innej dzedzinie i nie dość
    że interesuje sie co też tam nowego znalazłam w swoich papiórach to jeszcze
    kiedy jadę na konferencje potrafi wysłąć mi sms ze słowami otuchy i życzeniami
    powodzenia o 5.05 rano choć o tej porze normalnie nie można Go wyrwać ze snu w
    absolutnie żaden sposób.
    Znam też przypadek studenckiego małżeństwa, które rozpadło sie na etapie
    doktoratu, bo jedno uważało, że jego praca jest lepsza niż drugiego i vice
    versa i innej pary, gdzie On przez rok bez słowa sprzeciwu bawił sie w Stanach
    w nianię i gosposię ( dwoje dzieci), żeby żona mogła wykorzystać na maxa
    wyjazd. Co więcej najwyraźniej nie czuł z tego powodu nadmiernego dyskomfortu.
    Po prostu nezależnie od tego co się robi trzeba trafić na odpowiedniego
    człowieka. Ja miałam szczęście i trafiłam.Też Ci się uda ;-)))))
  • rilian 12.05.05, 14:58
    ...ale odświeżenie w postaci odmienionej może się przydać, szczególnie dla
    nowych twarzy i nicków naszego forum...

    nie mogę pisać, bo muszę: pozmywać, poskładać sterty ciuchów z łóżka, poukładać
    książki na biurku, otworzyć jak najwięcej okien, moja druga połówka zaraz
    przyjdzie z pracy i zasiądzie do własnej pracy (jeszcze jednej magisterskiej)...

    --
    250 pomników Papieża? to nie koniec... >> www.rilian.republika.pl
  • kassia26 12.05.05, 15:21
    Ano takie życie:) raz jest się do kogo przytulić a za chwilę już nie ma:) Ale
    po tym wszystkim chyba nie mam chwilowo ochoty na nowy związek... Także
    pozostała mi praca... może to i dobrze... ponadrabiam zaległości:)
  • mikiel79 12.05.05, 15:55
    i brak kogos nie wplywa źle na Twoja prace?
  • kassia26 12.05.05, 16:47
    Na początku było ciężko, jakoś nie mogłam dojść do siebie, zwłaszcza, że
    rozstanie przyszło bardzo szybko i nieoczekiwanie, no i w bardzo trudnym dla
    mnie momencie bo dokladnie w rok po zaręczynach i po... śmierci mojej mamy...
    Ale po jakimś czasie (to już 5 miesięcy?wow), doszłam do siebie i muszę
    powiedzieć, że jest całkiem dobrze:) Mam masę wolnego czasu na to co lubię,
    czyli mogę czytać do 3 nad ranem, chodzić na piwo ze znajomymi, siedzieć w
    pracy do późna i nikt mi nie marudzi, że pół życia spędzam na uczelni... Tylko
    boję się tego momentu gdy już "się wyszaleję" i ta wolność zacznie mi
    przeszkadzać... Wbrew pozorom ja też potrzebuję kogoś kto mnie przytuli i
    przyniesie syropek jak będę miała kaszel... no właśnie teraz mam i nie ma mi
    kto przynieść:)
  • skrzydlaczek 12.05.05, 20:38
    Wirtualny syropek przynosze :).
    Moj malzonek jest aniolem z jednym skrzydelkiem, co kakofonia moze potwierdzic.
    Ale jak wyjezdza, to czasu rzeczywiscie jest wiecej i lepiej go jakos
    wykorzystuje. Malzenstwo mnie uziemia???
  • krysiulka 13.05.05, 00:37
    Zachęcam Cię do rzucenia okiem na mój stary wątek, tam jest wiele ciekawych
    mysli Forumowiczów:

    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16566&w=17814473&a=17814473
    Ja sie wygrzebałam z rozpaczy, spotkałam kogoś wspaniałego i wszystko się
    poukładało. Tak, jak mówił Rilian i inni....

    Pozdrawiam Cie serdecznie

    Krysia
  • kassia26 13.05.05, 11:20
    dziękuję bardzo za syropek, wirtualnie pomaga:) Mam nadzieję, że ja kiedyś też
    powiem, że spotkałam kogoś wartościowego i jestem szczęśliwa:) Ale ja wierzę w
    przeznaczenie co ma być to będzie... Ale dzięki za miłe słowo:)
  • mikiel79 13.05.05, 14:44
    To co napisałaś wczoraj chyba potwierdza fakt ze kobiety lepiej znasza życiowe
    zawirowania... i jakoś nie wpływa to bardzo na życie zawodowe np. na doktorat,
    ja np. nie mogę się podnieść po rozpadzie ostatniego związku i jestem w szoku ze
    tak bardzo to wpływa na to co robię...
  • 22pagoda 16.05.05, 12:06
    "kobiety lepiej znosza zyciowe zawirowania"
    mikiel nie zgadzam sie, mnie problemy osobiste dostatecznie mocno opoznily
    rozkrecenie pracy naukowej,
    i mam podobny syndrom jak kasiulka w stylu pralki ktorej nie ma,,,
    to czego nie lubie najbardziej to jakis terminow konferencyjnych, tlumaczen w
    ktore sama sie wrabiam a potem nie mam czasu na najwazniejsze.

    dolewam sie do syropku, bedzie lepiej, teraz naprawde warto skupic sie na pracy
    naukowej, i wykorzystac ten czas.
    mielgo dnia

  • kassia26 16.05.05, 12:59
    Dzięki i również życzę miłego dnia:)
  • kassia26 15.05.05, 14:38
    To chyba nie zależy od tego czy jest się kobietą czy mężczyzną tylko od siły
    charakteru. Generalnie kobiety chyba jednak bardziej cierpią, chociaż zgadzam
    się z Tobą, że są silniejsze psychicznie, a może nawet czasami i fizycznie:)
    Nie wiem jak inne dziewczyny ale ja oddzielam sprawy osobiste od tzw.
    zawodowych i nie przynoszę do pracy swoich problemów, wtedy faktycznie chyba
    nic bym nie zrobiła... a już nawet nie chcę myśleć o moich biednych studentach
    płci męskiej... pewnie zemsta byłaby słodka:)
  • mikiel79 15.05.05, 18:09
    hm... racja, racja nie mozna sie mscic. chodziło mi o to, ze wydawało mi sie ze
    ja nie przenosiłem swoich osobistych problemów do pracy, ale po pewnym czasie
    same wypłyneły... czasem tez mysle ze moze problem lezy gdzie indziej... mój
    kolega z doktoratu twierdzi ze takie problemy (konkretnie zanik checi do pracy,
    poczucie bezsensu własnej pracy czy chec zrezygnowania i zajecia sie czyms
    innym) jest charakterystyczna dla półmetku pracy nad doktoratem... (uprosciłem
    oczywiscie jego dywagacje) czy to prawda?....pozdrawiam:)
  • mikiel79 15.05.05, 19:05
    :)dzieki o to mi chodziło:):)
  • rilian 16.05.05, 11:50
    tylko uważaj, żeby się nie rozerwała, jak to wszystko będziesz w niej
    mieścił... ;)

    --
    250 pomników Papieża? to nie koniec... >> www.rilian.republika.pl
  • kassia26 16.05.05, 10:45
    Takie załamanie i ogólna niechęć to normalne, zawsze znajdzie się jakiś
    problem... ja np. aktualnie nie mam pralki i tym sobie tłumaczę moją niechęć do
    napisania publikacji... termin był do wczoraj a ja w polu... także zabieram się
    do pisania, ale ta pralka...:)
  • mikiel79 16.05.05, 15:01
    pewnie nie bylo to Twoim celem ale pocieszyłas mnie....;) pozdrawiam:)
  • kassia26 17.05.05, 09:02
    Jak się tak pogada o swoich problemach, nawet tak wirtualnie to świat wydaje
    się piękniejszy:) Inni mają gorzej, więc cieszmy się tym co mamy:)Ja mam wyjazd
    w teren po materiały do analizy, a tu leje... i wcale nie ma zamiaru przestać,
    no i to wczorajsze spotkanie ze znajomymi... tylko 4 godziny snu... trzecia
    kawa nie pomaga:)
  • mikiel79 17.05.05, 22:18
    polecam wodery:) ale tak sobie mysle ze jednak lepiej zobaczyc sie ze
    znajomymi... materiały do analizy nie uciekna;) pozdrowienia:)
  • pseudodoktorant 18.05.05, 03:10
    Przyznaję się bez bicia, że jestem sam jak palec i mi z tym dobrze. Jestem
    wolnym człowiekiem, a wolność ta objawia się np. jako możliwość niczym
    nieskrępowanego siedzenia w internecie o 3-ciej w nocy;) Nikt mi nie brzęczy
    nad uchem, robię, co chcę i kiedy chcę. Zarabiam na własne przyjemności, nikt
    mnie nie ogranicza w realizowaniu moich pasji. A przede wszystkim... nie żyję w
    stresie, że jak nie zrobię doktoratu, to co powiedzą jacyś pieprzeni teściowie
    itp.
  • maraba 18.05.05, 06:31
    Moim zdaniem związek pomaga. Ja z żoną wspólnie rozpoczynaliśmy studia choć na
    różnych kierunkach. Byliśmy na trzecim roku studiów jak zdecydowaliśmy się na
    ślub. To była dobra decyzja. Byliśmy razem, a za cel założyliśmy sobie
    ukończenie studiów. Ponieważ nie samą miłością człowiek żyje, znalzłem pracę -
    studiowałem wieczorowo, więc nie było problemu z godzinami zajęć, a jeżeli już,
    to jakoś pracodawcy szli mi na rękę. W tym roku minie 5 rocznica naszego ślubu.
    We wrześniu urodzi się nam pierwszy dzidziuś. Żona teraz kończy studia
    magisterskie, ja rozpocząłem pracę nad otwarciem doktoratu z wolnej stopy. Może
    nie dorobiliśmy się wielu wspaniałych rzeczy w ciągu tych lat, ale mamy
    nadzieję, że inwestując w wykształcenie będziemy mogli zapewnić naszym dzieciom
    normalne warynki życiowe. W naszym otoczeniu wydajemy się być jak z innej
    planety. Znajomi wychodzą z założenia, że człowiek chyba jest głupi skoro się
    tak długo uczy. Staramy sie nie zwracać uwagi na takie opinie. Zresztą zawsze
    uchodziliśmy za "innych" . W przyszłym roku planujemy rozpocząć budowę naszego
    domku. Mamy już zezwolenie na budowę. To ogromna inwestycja. Mam nadzieję, że
    uda nam się połączyć wzsystkie obowiązki, bez szkody dla którejś z nich. Wierzę
    i ufam Temu, który nas stworzył. Wiara naprawdę czyni cuda.
    Pozdrawiam i życzę powodzenia. Głowa do góry.
  • kassia26 18.05.05, 10:11
    Zawsze są jakieś za i przeciw, myślę że jeśli partner ma zdrowe podejście do
    życia i potrafi wspierać, a nie tylko egoistycznie myśleć o sobie to taki
    związek naprawdę uskrzydla. Chociaż z drugiej strony ja też cenię sobie
    wolność, mogę teraz siedzieć przed telewizorem albo z dobrą książką do białego
    rana i nikt się na mnie nie denerwuje. Martwię się tylko o to, że kiedyś mi się
    znudzi... i zacznie mi brakować tego marudzenia:) Dzisiaj dla odmiany cały
    dzień w laboratorium, a potem zajęcia ze marudzącymi studentami do 20-tej:)
  • pseudodoktorant 18.05.05, 16:09
    Panienka (nawet nie żona) mogłaby stanowić silny czynnik demotywujący
    nieokazując zrozumienia dla naszej pasji. Na pewno deprymujące byłoby
    wysłuchiwanie co jakiś czas aluzji, że czas poświęcany na naukę można by
    wykorzystać na trzepanie kasy albo bardzo ambitną rozrywkę typu włóczenie się
    po centrach handlowych czy gnicie w knajpach dla snobów. Człowiek chciałby żyć
    wedle własnych zasad, a tu żoneczka dawałaby za przykład jakiegoś Artura (z
    całym szacunkiem dla nosicieli tego imienia), co to ma taki a taki samochód i
    buduje się nad jeziorem.
  • biatka1 18.05.05, 16:59
    Korci mnie jedno pytanko... a mianowicie - ktora wiosenka Ci w tym roku leci?;)
    Co do opinii o singlach i nie singlach - to zawsze sa jakies wady i zalety po
    obu stronach - wazne jest, komu co odpowiada i tyle. Dla jednego cos jest wada
    a dla drugiego wlasnie zaleta:)
    W kazdym momencie w zyciu trzeba sie umiec odnalezc...
    Ja osobicie jestem za nie signlem;) Bo uwielbiam chowac sie po calym dniu w
    ukochane ramiona... To jak inny swiat. Jest cieplo i bezpiecznie. Jest cudownie
    jak slysze oddech ukochanej osoby, bicie serca, szczegolnie jak spi wtulony...
    To laduje akumulatory na kolejny dzien, daje sily.
    Wazne jest, aby sie dwoje ludzi nawzajem nie ograniczalo za bardzo i mialo tez
    wolnosci troche dla siebie, ale w tym wszystkim wanze jest zaufanie i szacunek
    dla tej drugiej osoby i tego co robi. No i wzajemna pomoc. Dawanie i branie.
    Ach!
    Pozdrawiam
    B
  • pseudodoktorant 18.05.05, 18:30
    biatka1 napisała:
    > Korci mnie jedno pytanko... a mianowicie - ktora wiosenka Ci w tym roku
    leci?;)

    Niedługo kończę 27 lat.

    > Co do opinii o singlach i nie singlach - to zawsze sa jakies wady i zalety po
    > obu stronach - wazne jest, komu co odpowiada i tyle. Dla jednego cos jest
    wada
    > a dla drugiego wlasnie zaleta:)

    Widzisz, to chyba jest tak, że każdy ma po prostu jakieś tam priorytety w
    życiu. Najważniejsze jest moim zdaniem umieć uszanować czyjeś odmienne zdanie i
    nie usiłować narzucać swoich poglądów. A to, że każdy kij ma dwa końce, jest
    prawdą niekwestionowaną.

    > jak slysze oddech ukochanej osoby, bicie serca, szczegolnie jak spi
    wtulony...
    > To laduje akumulatory na kolejny dzien, daje sily.

    A ja "ładuję akumulatory" w inny sposób, np. oddając się moim pasjom.
  • kassia26 18.05.05, 19:34
    Ale dlaczego zakładasz, że każda ewentualna partnerka będzie pustą laską?
    Przecież są też wartościowe dziewczyny, które też mają swoje życie,
    zainteresowania i pasje, może nawet takie jak Twoje? Nie chciałbyś dzielić
    wszystkiego co wspaniałe w Twoim życiu z ukochaną osobą?
  • pseudodoktorant 18.05.05, 21:56
    kassia26 napisała:
    > Ale dlaczego zakładasz, że każda ewentualna partnerka będzie pustą laską?
    > Przecież są też wartościowe dziewczyny, które też mają swoje życie,
    > zainteresowania i pasje, może nawet takie jak Twoje? Nie chciałbyś dzielić
    > wszystkiego co wspaniałe w Twoim życiu z ukochaną osobą?

    Mam b. złe doświadczenia z kobietami (na pewno nie bez mojej winy). Ja się po
    prostu do tego nie nadaję, więc lepiej chyba pozostać singlem i skupić się na
    realizowaniu się w innych dziedzinach życia.

  • ewolwenta 18.05.05, 22:00
    Rozumiem, że przetestowałeś reprezentatywną próbkę damskiej populacji co Cię
    uprawnia do wydawania uogólnionych sądów?
  • biatka1 18.05.05, 23:51
    >Mam b. złe doświadczenia z kobietami (na pewno nie bez mojej winy). Ja się po
    > prostu do tego nie nadaję, więc lepiej chyba pozostać singlem i skupić się na
    > realizowaniu się w innych dziedzinach życia.

    Przynajmniej uczciwie sie do tego przynajesz i nie ranisz drugiej osoby, bo jej
    nie ma - chodzi mi o to, ze na sile swoja ososba nie unieszczesliwiasz kobiety.

    I bardzo dobrze, ze sie realizujesz w innych obszarach - powodzenia!!! Tacy
    ludzie tez sa nam potrzebni:) - chocby dla urozmaicenia populacji.
    Pozdrawiam
    B
  • kassia26 19.05.05, 11:34
    No więc dobrze, nie nadajesz się i już (tak przynajmniej twierdzisz, nie znam
    Cię więc nie mogę się z Tobą zgodzić albo nie), to znaczy, że nie spotykasz się
    z kobietami? Tak nawet na piwo albo kawę? Czy owszem spotykasz się ale nie
    chcesz tworzyć związku?
  • pseudodoktorant 19.05.05, 17:07
    kassia26 napisała:
    > No więc dobrze, nie nadajesz się i już (tak przynajmniej twierdzisz, nie znam
    > Cię więc nie mogę się z Tobą zgodzić albo nie), to znaczy, że nie spotykasz
    się
    > z kobietami? Tak nawet na piwo albo kawę? Czy owszem spotykasz się ale nie
    > chcesz tworzyć związku?

    Nie stronię od imprez, a na nich, jak wiadomo, zawsze są przedstawicielki płci
    pięknej; widuję się też z nimi chociażby na uczelni, tak więc nie jestem
    całkowicie pozbawiony kontaktu z kobietami:) Ale, zapewne o to Ci chodzi, sam
    na sam się z pannami nie spotykam.
  • biatka1 19.05.05, 17:17
    A z mezczyznami moze sam na sam?;)
  • pseudodoktorant 19.05.05, 18:08
    biatka1 napisała:
    > A z mezczyznami moze sam na sam?;)

    Wiem, że nieładnie jest odpowiadać pytaniem na pytanie i staram się tego nie
    robić, tym razem jednak uczynię wyjątek. A jeśli tak, to źle? Czy jesteś może
    homofobem?
  • ewolwenta 19.05.05, 18:36
    Pozwolę sobie odpowiedzieć nie pytana. Nie jest źle.
  • kassia26 19.05.05, 18:56
    I jak długo już tak wytrzymałeś? Strasznie mnie zaintrygowałeś... jesteś
    zaprzeczeniem wszystkich facetów jakich znam:)
  • pseudodoktorant 19.05.05, 19:42
    kassia26 napisała:
    > I jak długo już tak wytrzymałeś? Strasznie mnie zaintrygowałeś... jesteś
    > zaprzeczeniem wszystkich facetów jakich znam:)

    Lata treningu:) A teraz, żeby ostatecznie rozwiać wszystkie wątpliwości,
    oznajmiam, że nie jestem homoseksualistą, za kobietami też jednak się nie
    uganiam.
  • biatka1 20.05.05, 09:48
    Nio to pewnie jestes...aseksualny?;) Jesli ani taki, ani taki;)
  • kassia26 20.05.05, 10:04
    OK:) Nie będę się zagłębiać dalej w ten temat, musiałabym wejść w sferę bardzo
    osobistą, a na publicznym forum nie wypada:) Ale kilka pytań jeszcze bym
    miała... Ciekawe czy nigdy nie zmienisz zdania...
  • pseudodoktorant 20.05.05, 19:14
    kassia26 napisała:
    > OK:) Nie będę się zagłębiać dalej w ten temat, musiałabym wejść w sferę
    bardzo
    > osobistą, a na publicznym forum nie wypada:) Ale kilka pytań jeszcze bym
    > miała... Ciekawe czy nigdy nie zmienisz zdania...

    Zawsze możesz spytać na privie, ale uprzedzam, że nie masz u mnie szans;)
  • kassia26 20.05.05, 21:10
    znowu nie?:) to poprostu straszne, a ja taka fajna jestem... miła, ładna,
    zgrabna i powabna... malyna:)
  • biatka1 20.05.05, 09:47
    Nie - nie jestem:)
    Ale to pytanie samo mi sie nasunelo w jednej sekundzie niemalze:)
    Jesli przebywasz z mezczyznami sam na sam - nie mam nic przeciwko - kazdy jest
    wolnym czlowiekiem - wazne, zeby nie ranic i nie krzywdzic innych. Tylko tyle.

    Pozdrawiam
    B
  • biatka1 18.05.05, 20:27
    pseudodoktorant napisał:

    > Niedługo kończę 27 lat.

    No to wszystko jeszcze przed Toba:) Jak najbardziej mozesz cieszych
    sie "singlowaniem":)
    >


    > Widzisz, to chyba jest tak, że każdy ma po prostu jakieś tam priorytety w
    > życiu. Najważniejsze jest moim zdaniem umieć uszanować czyjeś odmienne zdanie
    i
    >
    > nie usiłować narzucać swoich poglądów.

    Calkowicie sie z Toba zgadzam. Wzajemne zrozumienie i szacunek - to podstawa
    udanego wlasnie zwiazku. I chyba wiekszosc sie z tym zgodzi?:)

    >A to, że każdy kij ma dwa końce, jest
    > prawdą niekwestionowaną.

    Ano ma, ma... Ale inaczej bylby nudno... ;)

    > A ja "ładuję akumulatory" w inny sposób, np. oddając się moim pasjom.

    Pasja to jedno... a cieplo drugiej osoby... to jeszcze co innego. Z pasji nie
    wolno rezygnowac, bo to zabije kazdy zwiazek chyba - jezeli ta druga osoba
    musialaby zrezygnowac ze swoich pasji, tylko przez jakies totalne
    niezrozumienie drugiej strony. Oznacza to, ze wtedy nie sa dla siebie te osoby
    stworzone:) Najlepiej miec te same pasje - to juz w ogole mniam!
  • loorien 19.05.05, 23:36
    Bardzo ładnie powiedziane;) Nie ma nic wspanialszego niż bycie z drugim bliskim
    człowiekiem. Może nie zawsze zrozumie nasze problemy ani nie jest w stanie
    pomóc czy nawet doradzić, ale nie zamieniłabym się juz w życiu na singielstwo.
    Poza tym niestety zwłaszcza u singli naukowców dochodzi do szybkiego
    zdziwaczenia. Nawet u siebie po krótkim czasie mieszkania samej zauważam pewne
    objawy;)
  • biatka1 20.05.05, 09:50
    Tez to zauwazylam - na razie u innych;) Sama od niedawna pomieszkuje sobie...:)
  • skrzydlaczek 18.05.05, 18:02
    Jakbym miala taka panienke, to tez bym byla za singlowaniem :))
    Moj szanowny malzonek w zyciu mi nie powie (niechby sprobowal! :), ze powinnam
    zajac sie robieniem kasy. Jest ze mnie okropnie dumny, bardziej niz ja sama, co
    mi pomaga bardzo, wierzy we mnie i pomaga, jak moze. W zamian ma obiady :)).
    Ale czasu troche na zwiazek trzeba poswiecic niewatpliwie i jakos dopasowac do
    siebie tryb zycia codziennego, co niestety w moim przypadku oznacza nieudane
    proby zmiany sowy w skowronka :(.
  • skrzydlaczek 18.05.05, 18:03
    To wyzej to oczywiscie bylo do pseudo, a nie do biatki :)))
  • biatka1 18.05.05, 20:21
    Domyslilam sie po tresci:)
    Pozdrawiam
    B
  • mikiel79 19.05.05, 16:28
    hm... oczywiscie, ale dla czego od razu zakladac ze bedzie sie z kims kto całkowicie nie pasuje i odstaje? moze trzeba znaleźc kogos podobnego, króty podzilił lub chocby zrozumiał nasze pasje? ale chyba zycie nie polega na robieniu doktoratu czy "kariery"...??
  • kassia26 19.05.05, 16:38
    a to już chyba zależy od tego jakie priorytety sobie założysz w życiu... jak
    widać z powyższych różnych wypowiedzi ludzie mają bardzo różne i nie każdy
    potrzebuje do szczęści bliskiej osoby obok...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka