Dodaj do ulubionych

kwiatki, koniaczki

20.05.05, 18:19
Czy orientujecie sie, jakie sa zwyczaje jesli chodzi o "oprawe" obrony
doktoratu? Co sie wrecza promotorowi i recenzentom (kwiaty, jak po obronie
magisterium?) Dalej - jakies wino - czy co: konkretnie? I dla kogo? Dla
wszystkich, ktorzy byli na obronie? Pytam o cos takiego jak ZWYCZAJ - wiem,
ze pewnie nie musze sie do niego koniecznie zastosowac, ale chce wiedziec,
czego sie ode mnie bedzie oczekiwalo? Jak to sie organizuje technicznie na UW
(bo przeciez z sali, gdzie bedzie obrona, szybko wyrzucaja - wiec jak tam cos
przygotowac?)
Obserwuj wątek
    • ladypurple Re: kwiatki, koniaczki 20.05.05, 18:33
      ja sie wlasnie dowiedzialam niedawno, ze u mnie (tez uw) powraca sie do dawnej
      tradycji obiadu po obronie dla najblizszego grona + promotor + recenzenci,
      bylam zadziwiona, ale okazuje sie ze pobono kiedys tak bywało...
      • mayta Re: kwiatki, koniaczki 20.05.05, 19:29
        Caly obiad? A gdzie?
        Moze ta cholerna restauracja Biblioteka w BUWie do tego sluzy?
        A jak to sie dokladnie robi? Zapraszam konkretnie te 3 osoby plus siebie czyli
        cztery? A jak jacys moi bliscy (rodzina idp.) zjawia sie na obronie, to co z
        nimi zrobic? Bo jesli ich tez zaprosze to bedzie z 10 osob. Ile taki obiad moze
        kosztowac?
        Kurcze, juz male wesele sie z tego robi...
        Znasz moze ceny takiego obiadu poobronnego?
        A ta kawiarnia w Palacu Kazimierzowskim - nie mozna by tam zamowic jakiegos
        zunifikowanego "poczestunku"?
        • malgunia Re: kwiatki, koniaczki 20.05.05, 20:49
          Tak jest przyjęte we Wrocławiu
          na pewno na AR i AE -
          Zaprasza sie na obiad po obronie - promotora,
          recenzentów, dziekana i/lub szefa komisji,
          jeśli obrona jest przed komisją, a nie na
          Radzie Wydzialu, no i najbliższych.
          Czasami bywa tez tak, że zaprasza sie
          "samodzielnych" z katedry..
          No i wesele gotowe...


          malgunia
          --
          Odpowiedzieć, nim się wysłucha,
          uchodzi za głupotę i hańbę. (Prz. 18,13)
          • babazgaga Re: kwiatki, koniaczki 21.05.05, 11:38
            Na Politechnice też, przynajmniej u mnie na wydziale. Moja kolezanka
            zarezerwowala klub pracowniczy, i tam przygotowala mały poczestunek dla większej
            liczby osób (promotor, recenzenci, cala komisja, wspolpracownicy, rodzina,
            kolezanki, koledzy itp.) Ja z kolei po swojej obronie robilam obiad w polozonej
            niedaleko uczelni (i - co ważniejsze - zaprzyjaźnionej) knajpce, zaprosilam
            oczywiscie promotora, recenzentki (niestety nie mogły być), rodziców, dyrektora
            instytutu (taki zwyczaj jest), i kolezanki/kolegow z mojego zakladu. Mialam o
            tyle fajnie, że u nas w zakładzie panują bardzo fajne przyjacielskie relacje, i
            zwyczaj kupowania prezentow osobie ktora wlasnie obronila doktorat - a ze nie
            mialam zbyt duzo pieniędzy, to prezentem od moich ukochanych kolezanek bylo
            wlasnie zaplacenie za ten obiad.
        • lodziasta Re: kwiatki, koniaczki 20.05.05, 20:50
          Nie wiem jak to u was jest, ale u mnie taki obiad jest zwyczajem od dawien dawna. Po obronie bierze się promotora, recenzentów, dyrektora insytutu i wiezie do lokalu na obiad. Do lokalu znaczy się do restauracji, bo na uczelni miejsca konsumpcji są mało reprezentacyjne delikatnie rzecz ujmując. Rodzinę oddaje się zazwyczaj na przechowanie gdzieś, żeby ograniczyć koszty, a poza tym w knajpie łatwiej upchnąć 5 osób niż np. 10. Swojej pani promotor planuję wręczyć upominek, przy jakiejś okazji, jak będziemy same. Z kwiatów rezygnuję, bo to przecież nie wesele. Za to mam zamiar upiec blachę specjalnego sernika, który w instytucie obrósł już legendą;-)
    • biatka1 Re: kwiatki, koniaczki 21.05.05, 12:57
      U mnie na uczleni sie to tez praktykuje:)
      Bylam juz 5 razy protokolantka i wlansie na takich obiadkach tez bylam:)
      W dobrym tonie jest zaprosic bo ogloszeniu wynikow na obiadek przez
      doktoranta/doktora:) Najwyzej odmowia, ale przygotowanym trzeba byc:) Acha - i
      jeszcze jedno - jesli sa np. dwie oborny pod rzad, to oczyscie po drugiej
      obronie dopiero na ten obiad. Jezeli jest ta sama Komisja - to mozna sprobowac
      dogadac sie z drugim doktorantem, zeby razme zrobic wspolny - koszty mniejsze:)
      Na takim obiedzie, jest tez rodzina, ktora przybyla na obrone.

      A co do imprezy dla pracownikow danej katedry - to u nas przyjelo sie, ze to w
      pozniejsyzm terminie sie robi, w jakim lokalu, wieczorem, gdzie zaprasza sie
      tez innych znajomych, rodzinke:) Slowem muzyka, kobiety, spiew, winko, tance. I
      to zaproszonie sa z osobami towarzyszacymi - niestety to juz droga impreza:)

      Ale ostatnio musze przyznac, ze dwoch doktorow, co sie niedawno obronilo,
      jescze taiej imprezy nei zrobili... choc ich stac niewatpliwie na to, ino moze
      czasu im brakuje, bo rodzina, dzieci...itd. Ale jeszcze z nich wydusimy impreze.
      A moze czekaja koledzy jak ja sie w koncu obornie i wtedy w trojke? hehehe, kto
      wie, kto wie...

      Pozdrawiam
      B
      • krasnoludek_zadyszek Re: kwiatki, koniaczki 21.05.05, 17:20
        Mayta, na UW w klubie w Kazimierzowskim można na pewno - koleżanka tam właśnei
        robiła podoktoratową imprezę. Kanapki, ciasteczka, soczki, jedno ciepłe danie,
        wszystko w formule szwedzkiego stołu, nie było więc weselnej atmosfery, a raczej
        jak na fajnym koktajlu, wszyscy łazili po sali i przysiadali się do kogo
        chcieli. Pogadaj z nimi, nie wiem dokładnie, ile płaciła za takie spotkanie dla
        +/- 50 osób, ale nie było to jakoś wybitnie drogo.
        _______________________
        Multo praestat dedolare sine amore quam amare, si non possis dedolare.
        • kassia26 Re: kwiatki, koniaczki 23.05.05, 13:09
          U mnie na uczelni taka obrona to strasznie droga impreza... W trakcie obrony,
          na tajnych obradach przygotowuje się soczki, kawkę, ciasteczka, czasem jakieś
          przystaweczki... Po obronie recenzenici, promotor, dziekan, protokolanci no i
          profesorowie z katedry idą na obiad do dobrej restauracji na koszt "świeżo
          upieczonego" doktora oczywiście... a na koniec impreza na katedrze... Koszt
          jest duży, także chyba już zacznę odkładać:)
          • mayta Re: kwiatki, koniaczki 23.05.05, 22:18
            Mam coraz wiecej pytan i watpliwosci.

            Czyli jakby wychodzi, ze tuz po obronie sa co najmniej dwie uczty, tak?

            Najpierw te soczki i przystaweczki dla wszystkich, a potem obiad - dla ok. 10
            osob? Tzn., ze te osoby, ktore beda na obiedzie, najpierw jedza te
            przystaweczki i zapychaja sie ciasteczkami, a potem jeszcze na to zjadaja
            obiad?

            Czy tez: ZANIM pochwyca ciasteczka, juz ich prosze do restauracji? Ale wtedy
            co, reszte zostawiam samopas przy ciasteczkach?

            Nie bardzo sobie wyobrazam moment rozdzielenia tych, ktorych zaprosze na obiad
            od tych, ktorych nie zaprosze. To raz.

            Dwa, nie bardzo sobie wyobrazam, kiedy mam zapraszac: przed obrona czy po? Bo
            jak zaprosze recenzentow przed obrona na oblewanie, to tak, jakby dawac do
            zrozumienia, ze sie z cala pewnoscia obronie, a to w koncu oni decyduja.

            Chyba najbardziej by mi pasowalo zaprosic WSZYSTKICH demokratycznie do
            Kazimierzowskiego, co tam, wykosztuje sie na te 20-30 osob (nie mam pojecia,
            ile przyjdzie, to tez jest kolejna niewiadoma) ALE co by nie mowic, to NIE jest
            DOBRA restauracja (tzn. dla mnie jest ok)! Bo kilka osob pisze jednak, ze ma
            byc dobra restauracja. Co to jest dobra restauracja?

            No bo dla mnie dobra restauracja niedaleko UW to np. Biblioteka, ale tam
            podejrzewam, ze na jedna osobe co najmniej 100 zl trzeba liczyc wiec na 10 co
            najmniej 1000. Moge wydac 1000 - 1500, ale raczej nie 3000. Nie chce tez
            zrobic "zlego" wrazenia nadmiernym luksusem - tzn. chodzi mi o to, ze jakos mi
            sie wydaje, ze to troche glupio zabierac panstwo profesorow do takiej drogiej
            restauracji bedac smarkatym, ledwo co obronionym doktorkiem. Nie wiem jak to
            wytlumaczyc, ale to mi sie tak jakos wydaje jakby przyjsc we fraku albo sukni
            balowej na obrone.
    • spring78 Re: kwiatki, koniaczki 23.05.05, 22:25
      a na UJ-cie też tak jest? Ale mnie przeraziliście! nie dość, że tyle nerwów
      jest związanych z tą obroną to jeszcze to... uuuu


      --
      kawusia i zamiłowanie do szperactwa naukowego trzymają mnie nocą nad
      doktoratem... tak uciekam od rzeczywistości
    • sunday Ależ skąd! 24.05.05, 10:18
      Nie przejmuj się, nie masz żadnego obowiązku niczego nikomu fundować! (Hmmm, czy
      to było poczwórne przeczenie?) Ja w tyle sali przed obroną miałem ustawione
      stoły, na nich dwie tace ciasteczek, dwie tace kanapek, dwa kartony soczków,
      dwie butelki wody mineralnej, rząd szklaneczek i kieliszków, i sześć szampanów w
      lodówce w sekretariacie. I tyle. No, były jeszcze chusteczki i pożyczone z
      sekretariatu białe obrusy, wszystko razem ładnie wyglądało. Po ogłoszeniu wyroku
      przez przewodniczącego komisji nieco drżącym głosem podziękowałem wszystkim i
      zaprosiłem na kieliszek szampana. I tyle. A można i bez tego.

      Aha, jeszcze tydzień później, żegnając się z promotorem, dałem mu ładny album o
      moim mieście. Gdybym miał ich zapraszać na obiad lub dawać alkohol, byłbym
      zażenowany nie tylko ja, ale też i oni.
      • miluszka Re: Ależ skąd! 24.05.05, 10:25
        Był też wczesniej watek o temacie "zwyczaje poobronne". Generalnie na UJ
        zaprasza się promotora i recenzentów na obiadek, ale bez musu, że ma być super
        wykwintnie. Jeden z moich kolegów zaprosił swoją komisję do baru
        wegetariańskiego ( bardzo przyjemnego), a znajoma, broniąca parę lat wcześniej
        postawiął wszystkim ciastka i wino. Ja się szarpnęłam na super knajpę przez
        przypadek - bo było bardzo blisko instytutu i potem sie okazało,ze jest
        pysznie, ale drogo.
        --
        www.adopcja.salezjanie.pl
    • spring78 Re: kwiatki, koniaczki 26.05.05, 23:19
      Rozmawiałam z moją profesorką - promotorem i już wiem, że na UJ też obowiązuje
      zwyczaj świętowania z komisją po obronie. Pocieszyło mnie to, że panie w
      Convinium zajmują się wszystkim od a-z, bo z reguły tam są takie celebry. Nie
      wiem tylko jak z kosztami. Ale podobno nie musi to być obiad tylko jakiś
      poczętunek z winem.

      --
      kawusia i zamiłowanie do szperactwa naukowego trzymają mnie nocą nad
      doktoratem... tak uciekam od rzeczywistości

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka