Dodaj do ulubionych

Co zrobic ze studentem - plagiatorem?

30.05.07, 10:46
Witam,
Zaczelam w tym semestrze prowadzic zajecia z zaocznymi (historia, UAM) i to
jest absolutny dramat. Dzieci nie wiedza najprostszych rzeczy, ich sposob
wyslawiania sie jest na poziomie gimnazjum. Zrobilam test, z ktorego
dowiedzialam sie, ze Odyn to syn Mieszka I, Wikingowie to "dziki narod
pochodzacy od Slowian Polnocnych, ktory sial postrach u ludnosci wybrzezy,
nosil charakterystyczne helmy z rogami", czarna smierc to tzw. hiszpanka i
wiele innych jeszcze podobnych. Wiedzac, ze na kolokwium z zajec bedzie
dokladnie to samo i bede musiala obnizyc punktacje do 5% na zaliczenie,
zrezygnowalam z tego kolokwium i dalam im do opracowania po 1 temacie
(dowolnie mogli wybrac). Osoby, ktore opuszczaly zajecia mialy przygotowac po
jednym dodatkowym temacie za kazde zajecia. Nie mam wyznaczonego dyzuru,
dojezdzam do Poznania z Krakowa, nie mam czasu z nimi siedziec i ich
przepytywac, tym bardziej, ze sie niczego konkretnego nie dowiem, wiec
myslalam, ze taka forma bedzie OK. Przyszla do mnie mailem jedna praca od
studentki - calkiem porzadna. Niestety wczoraj wyslal mi owo "zadanie"
student, ktory "wysilil sie" na 16 stron, tyle, ze po pierwszym zdaniu
wiedzialam, ze to jest sciagniete. Potrwalo to doslownie 3 minuty - znalazlam
3 linki do stron, z ktorych to zywcem skopiowal. Rozumiem, gdyby chociaz
chcialo mu sie to przeczytac i strescic, ale on nie - na zywca walnal mi copy
- paste. Odpisalam mu na maila, wkleilam te linki i napisalam, zeby nastepnym
razem nie klopotal sie wklejaniem tekstu do worda, bo szkoda czasu. Nie wiem,
co on teraz zrobi (ma jeszcze 3 dni na przygotowanie 3 tematow), nie wiem, co
teraz ja zrobie. Nie chce jakos specjalnie sprawy rozdmuchiwac - reszta
mozliwe, ze w ogole nie przyniesie tych prac. Jestem zalamana, bo to sa
zaliczenia na ocene, a moim zdaniem w grupie 13-osobowej zasluguje na nie 3-4.
Co byscie zrobili z takim delikwentem?
Pozdrawiam,
MK

--
Sumptus censum ne superet
Malgosia's students' Forum
Obserwuj wątek
    • eu-iza Re: Co zrobic ze studentem - plagiatorem? 30.05.07, 11:22
      Ja uważam, że takie sprawy należy zgłaszać wyżej (masz nad soba jakiegoś
      profesora). Plagiat to jest kradzież a kradzież to przestępstwo. Ale rozumiem
      Cię, że nie chcesz sprawy rozdmuchiwać. Może po prostu nie daj mu zaliczenia.
      Z drugiej strony, dlaczego jak ludzie płacą za studia to uważają, że im się
      więcej należy (typu łatwiejsze zaliczenie).
      U mnie na uczelni posród uczciwych studentów też są tacy "prześlizgujący" się
      przez studia. Jak się delikwenta na egzaminie widzi czwarty raz, to sam
      człowiek mu już życzy żeby wreszcie zdał. Swoją drogą, jakoś uczelnia powinna
      regulować liczbę realizacji jednego przedmiotu....
            • profes0r Re: Co zrobic ze studentem - plagiatorem? 30.05.07, 20:45
              Oblać, oblać, po trzykroć oblać. Zgłosić opiekunowi roku i zasdyrowi instytutu
              do spraw studenckich z adnotacją, że odmawiasz zaliczenia delikwentowi kursu.
              Takich cwaniaków należy wygniatać jak pluskwy. Oczywiście zarazem pozwolić na
              zaliczenie w sesji poprawkowej, bo żadna dyscyplinarka na takiej podstawie nie
              przejdzie.
              • margaretka2002 Re: Co zrobic ze studentem - plagiatorem? 30.05.07, 21:44
                A tym samym sobie zrobie na zlosc, bo zamiast jezdzic po konferencjach we
                wrzesniu bede musiala dla jednego geniusza przyjezdzac do Poznania... Ja mysle,
                ze on powinien teraz spalic sie ze wstydu i sam nie przyjsc po to zaliczenie.
                Zastanawia mnie przede wszystkim totalny brak mozgu w glowie takiego studencika.
                Gdybym miala 80-tke na karku to rozumiem, ze moglabym nie umiec znalezc niczego
                w necie, ale jak facet, ktory sie w zyciu nie odezwal na zajeciach, na tescie
                pisal mi o Wikingach pochodzacych od Slowian Polnocnych wysyla mi tekst napisany
                naukowym jezykiem z okresleniami z teologii, ktorych nawet ja do konca nie
                rozumiem, to po prostu jest juz przegiecie. Trzeba byc wyjatkowym kretynem, zeby
                zrobic cos takiego. Gdyby chociaz to przepisal z ksiazki, to dalabym mu taryfe
                ulgowa, ze sie natrudzil przy przepisywaniu i jednak to chociaz przeczytal. Ale
                skopiowac cos tak na zywca??????????????
                Sorry, ze przynudzam. Dzieki za wsparcie. Postaram sie jakos to tak zalatwic,
                zeby mnie popamietal.
                Pozdrawiam,
                M.


                --
                Sumptus censum ne superet
                Malgosia's students' Forum
      • margaretka2002 Re: Co zrobic ze studentem - plagiatorem? 30.05.07, 23:39
        No niestety moi w pierwotnej wersji mieli miec kolokwium z zajec, ale wiem, ze
        skonczyloby sie to pustymi kartkami i zdawaniem do konca grudnia. Zastanawiam
        sie, jaki musi byc poziom na zaocznych na gorszych uczelniach niz UAM. Moze
        musze sobie wyrobic opinie hetery na uczelni tak jak jeden pan doktor od
        statystyki na historii UJ... Ciekawe, czy moj delikwent przyjdzie w sobote na
        zajecia.

        --
        Sumptus censum ne superet
        Malgosia's students' Forum
        • gagolek Re: Co zrobic ze studentem - plagiatorem? 31.05.07, 00:51
          potraktowalabym ten przypadek jeszcze ulgowo, tzn niezaliczona praca w I
          terminie. Oczywiscie gosc ma jeszcze jeden termin.
          Druga sprawa rozmowa co to jest plagiat ze stydentami i informacja, ze nastepnym
          razem konsekwencje beda znacznie bardziej dotkliwe. Niestety zbyt duzo osob w
          Polsce tego nie rozumie!!!! Najlepszy przyklad z brzegu to to co sie dzieje w
          szkolach w trakcie przygotowywania teczek potrzebnych do uzyskania stopnia
          nauczyciela dyplomowanego. Co sie okazuje sami nauczyciele nie widza w tym nic
          zlego. Uczelnie wyzsze powinny zatem byc konsekwentne.

          Porozmawialabym t z ludzmi z instytutu historii. Moze kazdy student powinien
          dostac papierek z definicja plagiatu i podpisac zgode na relegowanie z uczelni
          jak sie tego dopusci.
          • niewyspany77 Re: Co zrobic ze studentem - plagiatorem? 31.05.07, 02:36
            > Najlepszy przyklad z brzegu to to co sie dzieje w
            > szkolach w trakcie przygotowywania teczek potrzebnych do uzyskania stopnia
            > nauczyciela dyplomowanego. Co sie okazuje sami nauczyciele nie widza w tym nic
            > zlego.

            Ty chyba kpisz. Nie chce sie rozwodzic, ale te teczki to taki quasi-awans i
            czesto zwykla zenada, po porstu wlasnie w tym o to chodzi - zbierasz setki
            kartek i robisz z tego tzw teczke. Jesli sie dziwisz, ze nauczyciele tak do tego
            podchodza, to moze sam przejdz choc jeden stopien z tych "awansow". Sorry,
            plagiat jest zlem ale akurat co do nauczycieli nie ma sie co dziwic ze maja to w
            d*pie. Nie popieram, ale sytuacja w szkolach ociera sie juz o humor absurdalny,
            wiec naprawde nie dziwie sie jest jak jest.

            PS. dla niewiedzacych - teczka awansu to teczka tylko z nazwy. Z reguly jest to
            typowy biurowy segregator a czasem i dwa.
            • gagolek Re: Co zrobic ze studentem - plagiatorem? 31.05.07, 16:10
              Wiesz, ze opisu jak wyglada ten awans wiem, ze to po prostu zenada i cale
              szczescie, ze praca w szkole mi nie grozi. Niestety przy okazji wysylane sa
              bardzo czytelne sygnaly do uczniow.
              Plagiatem jest przeciez przdruk materialow do gazetki szkolnej i podpisanie tego
              wlasnym nazwiskiem, zamiast podanie zrodla. Uczniowie to zauwazaja i uznaja za
              stan normalny.
              Pagiatem jest przygotowanie "publikacji" metoda copy paste bez podawania zrodla,
              a tak publikacja potrafi byc ptem wykorzystana jako pomoc dla uczniow.
              Ci ludzie koncza kiedys szkoly, dostaja sie na studia i zapewne sa mocno
              zdziwieni, ze ktos sie czepia.
              Zastanawiam sie, tez ilu z tych studentow historii to nauczyciele, ktorym
              potrzebny jest kolejny papierek wlasnie do awansu. Oczywiscie dobrze jakby
              papierek byl z UAM czy UW, ale przylozyc sie do zdobycia tego papierka to nie laska.
              Aby cos zrobic z problemem plagiatow na studiach trzeba zaczac od szkoly
              podstawowej.
              • niewyspany77 Re: Co zrobic ze studentem - plagiatorem? 31.05.07, 16:29
                gagolek napisała:

                > Plagiatem jest przeciez przdruk materialow do gazetki szkolnej i podpisanie teg
                > o
                > wlasnym nazwiskiem, zamiast podanie zrodla. Uczniowie to zauwazaja i uznaja za
                > stan normalny.

                To rozumiem.

                > Pagiatem jest przygotowanie "publikacji" metoda copy paste bez podawania zrodla
                > ,
                > a tak publikacja potrafi byc ptem wykorzystana jako pomoc dla uczniow.

                A tego juz nie bardzo.

                > Ci ludzie koncza kiedys szkoly, dostaja sie na studia i zapewne sa mocno
                > zdziwieni, ze ktos sie czepia.
                > Zastanawiam sie, tez ilu z tych studentow historii to nauczyciele, ktorym
                > potrzebny jest kolejny papierek wlasnie do awansu. Oczywiscie dobrze jakby
                > papierek byl z UAM czy UW, ale przylozyc sie do zdobycia tego papierka to nie l
                > aska.

                Teoretycznie masz 100% racji ale w praniu to wyglada tak, ze te studia sa
                wlasnie dla papierkow, nawet specjalnie tego sie nie ukrywa. Ty musisz zalapac,
                ze plagiat jest - moim prywatmym mniemaniu - skutkiem a nie jak Ty to rozumiesz-
                przyczyna.

                > Aby cos zrobic z problemem plagiatow na studiach trzeba zaczac od szkoly
                > podstawowej.

                Sorry pierdolami szkola sie nie zajmuje. Grunt to mundurki i trojki giertycha,
                no i nowa lista lektur. To tak ironicznie. A bardziej serio to mi sie nie chce
                pisac, bo to nie ma sensu. Nie za 900 zl/mc za ca40h/tydzien.
                • gagolek Re: Co zrobic ze studentem - plagiatorem? 31.05.07, 18:56
                  wiem, ze w obecnej sytucaji nie ma co liczyc na szybkie zmiany w szkole.
                  Szczegolnie jak sie czlowiek przyjrzy nowej liscie lektur, no coz.
                  Sadze, zatem, ze tym bardziej szkoly wyzsze musz sie liczyc z motywami
                  studiowania ich przyszlych studentow (dla co niektorych papierek po najnizszej
                  lini oporu, ale ze szkoly o mozliwie wysokim miejscu w rankingach) no i
                  przyzwyczajeniami.

                  Jesli uniwersytety chca ksztalcic na przyzwoitym poziomie, no coz trzeba pewne
                  rzeczy wymuszac i twardo sie tego trzymac. Ktos kto popelni plagiat powinien
                  poniesc konsekwencje. Ktos kto nie jest w stanie przygotowac sie do egzaminu,
                  powinien zwyczajnie wyleciec z studiow i tyle. Skoro papierek jest jednak
                  potrzebny i wazne jest jak nazywa sie szkola delikwenci beda musieli sie
                  dostosowac. Inaczej czarno widze przyszlosc w Polsce. Wyksztalconych osob tak
                  latwo nie sciagniemy z zagranicy
                  • margaretka2002 Re: Co zrobic ze studentem - plagiatorem? 01.06.07, 00:13
                    Na razie to ja sie nasluchalam od innych prowadzacych zajecia na zaocznych, ze
                    nie mozemy ich za bardzo ulewac bo potem bezczelni chodza na skarge do
                    dyrektora, a dyrektor bedzie nas opieprzal, ze instytut zbankrutuje, bo historia
                    zaoczna akurat popularnoscia sie nie cieszy. Mnie to akurat zwisa, bo nawet nie
                    dostaje stypendium ani zadnej innej formy pomocy od uczelni, dojezdzam na wlasny
                    koszt, place za hotele itd. Najwyzej w przyszlym roku nie przyznaja mi zajec, z
                    czego bede sie ogromnie cieszyc. Ale reszta rozklada rece i przepuszcza to
                    towarzystwo przez palce, bo nie chce sie narazac. Kazdy traktuje te zajecia jak
                    dopust Bozy. Wszyscy mowia: jak raz zrobilem test, to takie byly wyniki, ze juz
                    wiecej nie robie, jak raz zadalem prace pisemna, to wszystkie byly sciagniete i
                    juz wiecej nie zadaje, jak raz zadalem cos do przeczytania to nikt nie
                    przeczytal i juz wiecej nie zadaje itd. itd.

                    Jezdze czesto do Stanow i tam czesto spotykam takich wlasnie rozzalonych
                    absolwentow Uniwersytetow w Olsztynie, Rzeszowie itd. "Ja tu panie po wyzszych
                    studiach, ale w kontraktorce musze robic, albo mieszkania sprzatac". Smiac mi
                    sie chce, ze trafiles czlowieku do roboty, do ktorej sie nadajesz, przynajmniej
                    angielskiego sie troche nauczysz, ale jesli ci ludzie trafiaja jako nauczyciele
                    do wiejskich szkol, to juz zaczyna byc dramat. Sama mam kolezanke, ktora w
                    liceum miala mierny z angielskiego, a dzisiaj uczy w wiejskiej szkole, bo jej
                    mama tez jest anglistka i ma dojscia. W mojej grupie proseminaryjnej byla
                    dziewczyna, ktora czytala o "Pojtjer" - miescie we Francji (Poitiers) i rowniez
                    uczyla historii w szkole! Ale poziom to jedno, a zwykle oszustwo (plagiat to
                    wlasciwie zbyt wyszukane slowo na to, co ten gowniarz zrobil) to drugie. Mysle,
                    ze on sie juz po prostu na tych zajeciach nie pojawi i bede miala swiety spokoj...


                    --
                    Sumptus censum ne superet
                    Malgosia's students' Forum
                    • gagolek Re: Co zrobic ze studentem - plagiatorem? 01.06.07, 00:58
                      Mam siostre nauczycielke matemtyki w podstawowce w malym miescie. Wlos sie na
                      glowie jezy! Swiezo upieczona nauczycielka matematyki po Politechnice bez
                      zbytniego pojecia o matematyce. No coz chwalila sie jak to latwo mozna bylo sie
                      przesliznac sciagajac. Inna nauczycielka majaca problem z co bardziej
                      skomplikowanymi zadaniami z matematyki, ale z odpowiednimi znajomosciami.
                      Znajomosci jednak by nie wystarczyly, gdyby na podyplomowym kursie od niej
                      czegos wymagano. Albo by sie nauczyla, albo nie dostala papierka.

                      Nie wiem moze o funadcji trzeba pomyslec, co by uczelnie wyzsze nie staly przed
                      problemem wypuszczac nieuka czy zbankrutowac??

                      Pozdrawiam i trzymam kciuki
                      • margaretka2002 Re: Co zrobic ze studentem - plagiatorem? 01.06.07, 01:18
                        No wlasnie, bo to jest chore, zeby los uczelni panstwowej zalezal od ilosci
                        nieukow, ktorzy nie dostali sie na studia dzienne a nie stac ich na szkole
                        prawdziwie prywatna. Szkola prywatna, jak chce miec zla opinie to niech nieukow
                        wypuszcza - jej sprawa. Nie slyszalam, zeby w krajach, gdzie nauka jest tak jak
                        u nas za darmo uczelnie wprowadzaly system platnego nauczania, ktory prowadzi do
                        takiego samego dyplomu tyle, ze za pieniadze. Niech uczelnia dorabia sobie na
                        kursach, cudzoziemcach itp., ale nie na dyplomach za kase. A co Wy na zaoczne
                        podstawowki?
                        Pozdrawiam,
                        M.


                        --
                        Sumptus censum ne superet
                        Malgosia's students' Forum
                    • tocqueville Re: Co zrobic ze studentem - plagiatorem? 01.06.07, 01:11
                      Co to znaczy: nie możesz ulewać, bo idą na skargę?
                      Na co się skarżą? Że wymagasz?

                      U mnie są jasne reguły gry: umiesz - zaliczasz, nie umiesz - nie zaliczasz.
                      Kryteria są ściśle wyznaczone. Na stronie internetowej podany regulamin
                      egzaminu, zagadnienia, liczba punktów konieczna do zaliczenia. Od początku
                      wiadomo, co będzie i jak.
                      • margaretka2002 Re: Co zrobic ze studentem - plagiatorem? 01.06.07, 01:31
                        Nie, no wlasnie ja moge, bo mi moga nadmuchac. Ja nie zostane zwolniona z pracy,
                        bo mi nikt nie placi, ale reszta zakladu peka przed dyrektorem. Pewnie juz mieli
                        takie sytuacje, wiec wiedza, co mowia. No i u mnie kryteria tez byly jasne od
                        poczatku tylko zderzenie z rzeczywistoscia bolesne. Co z tego, ze trzeba bylo
                        miec 50% punktow na tescie, jesli nikt tylu nie dostal? Ile razy mozna powtarzac
                        pisanie testu przy zajeciach odbywajacych sie 8-9 razy w semestrze? No i czy
                        mozna uwalic 8 osob jesli grupa liczy 13? Na dziennych jest wiecej czasu,
                        mozliwosci zdawania, zaliczania itd. Szkoda gadac.

                        --
                        Sumptus censum ne superet
                        Malgosia's students' Forum
                        • niewyspany77 Re: Co zrobic ze studentem - plagiatorem? 01.06.07, 02:39
                          margaretka2002 napisała:

                          [...]

                          Czekaj, co to za moda jezdzic pol polski na gratisowe prowadzenie zajec?

                          [...]

                          >Szkoda gadac.

                          Ano szkoda. Tyle ze Ty chcesz grac role zbawcy, temidy, moralniaka i kogo tam
                          jeszcze. To nie ma sensu. Jesli chcesz sposob - mam dla Ciebie rade. Przestan po
                          prostu przejmowac sie olewusami. Szkoda nerwow. Zrob test. NIe musisz nikomu
                          udowadniac zadnych plagiatow. Jak nie zda to za tydzien-dwa repeta. I tak do
                          skutku. Nawet jesli sie dyrektor czepnie to mu pokazesz te testy delikwenta i
                          zwyczajnie spytasz, czy takiemu ma wpisac za wiedze prezentowana na tych
                          wynikach testow. Bo opierdol to trzeba umiec dostawac ;)

                          • eu-iza Re: Co zrobic ze studentem - plagiatorem? 01.06.07, 08:51
                            Moja koleżanka raz miała taką sytuację, że ktoś z przełożonych kazał jej dać
                            zaliczenie studentowi, ponieważ zainterweniowali wysoko postawieni rodzice (co
                            jest częste w branżach typu prawnik, lekarz itp). Student się na zaliczenie nie
                            nadawał. Moja koleżanka zaliczenia mu nie dała i powiedziała, że jak jej szef
                            chce, to może mu sam to zaliczenie podpisać.
                            Zdarzają się studenci, którzy muszą zdać...
                          • margaretka2002 Re: Co zrobic ze studentem - plagiatorem? 01.06.07, 14:05
                            To jest moda wprowadzona na UAM nowym regulaminem studiow dokt. Doktoranci bez
                            stypendium maja obowiazek przeprowadzenia do 30 h zajec dydakt. Ja mam 28. W
                            zwiazku z tym nie moglam zaliczyc obowiazkowych u nas konwersatoriow w ramach
                            studium, bo nie bede jezdzila przeciez dwa razy w tygodniu z Krakowa do
                            Poznania. Bede to musiala zrobic w przyszlym. Niestety, doktorantow u nas w
                            Zakladzie nie przybywa, wiec dopoki nie skoncze studiow beda mnie wlasnie tak
                            wykorzystywac.

                            News jest taki, ze olewus napisal mi maila, ze on nie wszystko sciagnal, tylko
                            czesc informacji... No i ze nastepne prace beda napisane inaczej i ze przeprasza
                            mnie za ta "czesc" informacji skopiowana z internetu. No chyba kaze mu pokazac,
                            ktora to czesc nie byla skopiowana, bo ja jej jakos dostrzec nie moge. Nie chce
                            mi sie w ogole myslec o tym kretynie.

                            Dzieki za wsparcie. Nie boje sie zadnych konsekwencji ze strony dyrekcji, nie
                            mam zamiaru starac sie o etat na UAM, mam te testy i inne przyklady geniuszu,
                            wiec nic mi nie zrobia, tylko wiem, ze studenci czuja sie bezkarni bo placa i
                            chce chociaz troche to zmienic.

                            Pozdrawiam raz jeszcze.




                            --
                            Sumptus censum ne superet
                            Malgosia's students' Forum
    • jancio.wodnik Re: Co zrobic ze studentem - plagiatorem? 03.06.07, 11:34
      copy paste z gugla to plaga. daltego ja NIGDY nie zadaje prac pisemnych.
      o studenta sie nie martw, pewnie sobie kupi te prace na jakims internetowym
      bazarku prac.
      radzilbym olac sprawe, bo narazisz sie tylko wladzom, dla ktorych student
      zaoczny/wieczorowy = kasa.

      na przyszlosc radzilbym robic super latwe testy jednokrotnego wyboru, np.
      Bitwa pod grunwaldem miała miejsce w roku:
      a) 2001
      b) 2009
      c) 1410
      d) 6 p.n.e
        • metka79 Re: Co zrobic ze studentem - plagiatorem? 12.06.07, 10:19
          > napisane samodzielnie. Zrobilam wyklad na ten temat, postraszylam konsekwencjam
          > i
          > i efekt byl taki, ze dostalam nastepna skopiowana prace...

          No i co zrobiłaś? Mam nadzieję, że zgodnie z zapowiedzią konsekwentnie wyciągnęłaś te konsekwencje ;)
            • sutekh1 Re: Co zrobic ze studentem - plagiatorem? 13.06.07, 16:43
              konsekwencja w zadziwianiu mnie takimi - cóż, bardzo ciekawymi jednak - faktami
              poraża.
              Wiedziałaś gdzie się zaciągasz?
              Norma, że zaoczni mają obniżone wymogi, standardy itd. Mówi się o tym w radiu,
              w telewizji a krnąbrnych pracowników sie zwalnia.
              Norma, że nasi milusińscy nie potrafią stworzyć płynnej, logicznej, treściwej
              narracji (ale to już powoli normalka na dziennych), można o tym powiedzieć na
              wykładzie z setką studentów, i nic się nie stanie.
              Oczywiście, znajdziesz wybryki intelektu, które wiedzą, że studiują i o co
              chodzi w ciągu tych 3 czy 5 lat.
              Pastewriters - fantastyczny nowy typ pisarza.
              co z nimi robić?
              rozmawiać o ich pracy, o dziele.
              Słyszałem, że za jedną poprawkę jest 100-ka.
              • margaretka2002 Re: Co zrobic ze studentem - plagiatorem? 13.06.07, 23:36
                No niestety nie wiedzialam, gdzie sie zaciagam, bo zostalam zaciagnieta sila. I
                szczerze mowiac ten jeden semestr zupelnie mi wystarczyl, zeby totalnie sie
                zniechecic. Praca z ludzmi, ktorym totalnie na niczym nie zalezy nie jest w moim
                stylu. Dopoki jestem na studiach musze to robic. I to bedzie prawdopodobnie
                koniec mojej kariery dydaktycznej, przynajmniej w tym kraju.
                Pastewriters - sliczne...
                Pozdrawiam,
                M.


                --
                Sumptus censum ne superet
                Malgosia's students' Forum
                • grupa25 Re: Co zrobic ze studentem - plagiatorem? 17.06.07, 21:43
                  Uczę na kilka uczelniach i niestety jak tylko zadam pracę pisemną, to mam jak w
                  banku, że dostanę prace skopiowane z internetu. Ostatnio miałam taką sytuację
                  ze studentem, który oddał mi część pracy dyplomowej, która była wprost
                  ściągnięta z internetu. Chciałam zgłosić na uczelni, ale z troską ;-)
                  wyjaśniono mi, abym się zastanowiła, czy to na pewno konieczne, by trzeba by
                  powołać Komisję, rozpocząć różne procedury, itd. więc może lepiej nie. A na
                  rozmowie student szedł w zaparte, że tyle się namęczył nad tą pracą i właściwie
                  to jest samodzielna, i on nie wie, czego ja od niego chcę, o co mi chodzi z tym
                  plagiatem, i skąd on miał wiedzieć, że to plagiat... Słowem w ogóle nie było mu
                  wstyd i omal nie uwierzyłam, że to ja jestem wszystkiemu winna, bo powinnam mu
                  była wytłumaczyć, co to znaczy SAMODZIELNA praca, a nie zrobiłam tego. Podoba
                  mi się pomyśl, który padł tu na forum, by dawać każdemu oświadczenie do podpisu
                  ad. plagiatów i szybko sprawę rozwiązywać, gdy od razu można stwierdzić, że
                  praca jest plagaitem.
                  • margaretka2002 Re: Co zrobic ze studentem - plagiatorem? 23.06.07, 02:46
                    No tak sie robi chociazby przy pracach mgr - nie wiem, czy wszedzie, ale ja
                    podpisywalam oswiadczenie, ze prace napisalam samodzielnie. Za plagiat czy za
                    kupienie pracy nie pociagna nikogo do odpowiedzialnosci karnej, ale za
                    oswiadczenie nieprawdy owszem. Mysle, ze w przypadku studentow I roku wystarczy
                    ostre postraszenie, ale jesli to ma byc praca dyplomowa to nie zazdroszcze...


                    --
                    Sumptus censum ne superet
                    Malgosia's students' Forum
    • topograficzna Re: Co zrobic ze studentem - plagiatorem? 23.07.07, 09:47
      Tez to przerabiałam - student zrobił ksero dokuetacji zakłądu przeysłowego na teat którego miał coś napisać. Było to na dodatek nie do koca na temat, wyienił tylko strone tytułową. Nawet nie przeczytał tego co oddawał, bo ta już we wstępie było napisane "Opracowanie wykonane przez firmę XXX dla Zakładu Przemysłu..."

      Zgłosiłam to dziekanowi ds. dydaktycznych, zażyczyłam sobie by wygłosił wykład dla całego roku o plagiatach, a delikwent był na cięzkiej rozmowie u dziekana i ostatecznie moja prośba sprawiła, że nie miał komisji dyscyplinarnej, na co nastawał dziekan.

      A wszystko to na PWr we Wrocławiu. I taka postawa mi sie podoba.
      Zawsze mówie studentom, że moga korzystac ze wszystkich źródeł, mogą nawet kopiować ale MUSZĄ powołac się na źródła.
      I po tamtej historii już większośc grzecznie wpisuje źródła..

      Powodzenia.

      PS
      I jakoś nie przejuję się tym czy jestem bardziej czy mniej lubiana przez studentów. Nie muszą mnie lubić, muszą szanować.
    • monte83 Re: Co zrobic ze studentem - plagiatorem? 28.07.07, 16:43
      nie wiesz co zrobic? kobieto, to kim ty chcesz byc?
      daruj sobie postepowania dyscyplinarne bo nie dosc, ze bedzie to trwalo dluuugo to jeszcze beda ciebie ciagac na przesluchanie. przerabialem to.

      moja podpowiedz - kazesz pisac jeszcze raz, ale mowisz, ze wiesz skad on te prace ma i jesli jeszcze raz zrobi taki numer to bedzie mial dyscyplinarke - sprawdz, czy ma jakies stypendia - nejlepiej w komorce, ktora te stypenia przyznanej lub w dziekanacie - i jesli ma to powiedz mu/jej, ze kolejy plagiat = dyscyplinarka i utrata stypendium plus wywalenie ze studiow, pismo np. do pracodawcy etc. postarasz go troche i tyle.

      pozd.
      --
      "czy dhl okrada wlasnych klientow?- moje wlasne pytanie i moj wlasny protest..."
    • flamengista szkoda nerwów 28.07.07, 18:10
      1. Zdecydowanie odradzam jakiekolwiek prace zaliczeniowe. Stopień zdegenerowania
      i nieświadomości wśród studentów jest zatrważający. Szanse, że napiszą coś
      samodzielnie sięgają w najlepszym wypadku 50%.
      2. Jak karać? Póki nie ma konsensusu wewnątrz uczelnianego co do tego zjawiska,
      nie ma co wychylać się przed szereg. A jak będzie - tępić ze wszelką
      stanowczością. Na ogół wnioskując o wszczęcie postępowania dyscyplinarnego i
      przywalając dwóję.

      Taka mała anegdota z UJ: do profesora przychodzi kandydatka na seminarzystkę,
      która przynosi... gotową pracę magisterską. Profesor taktownie informuje, że nie
      działa to w ten sposób. "Najpierw przygotowuje się temat, koncepcję pracy, potem
      pisze się kolejne rozdziały które poprawia promotor. Taka jest tradycja, do
      której my tutaj jesteśmy bardzo przywiązani" - mówi.

      A studentka na to:
      "Jak się panu profesorowi ta praca nie podoba, to za tydzień przyniosę inną"...

      To wszystko na studiach dziennych, kierunek na którym jest kilkunastu kandydatów
      na jedno miejsce;)

      --
      Smokey, my friend, you are entering a world of pain...
      • tocqueville szkoda 28.07.07, 18:35
        Zgadzam się w kwestii prac zaliczeniowych.
        Nie ma sensu ich zadawać.
        Oczywiście nie chcę uogólniać, bo na kierunkach dziennych, gdzie było kilkunastu
        kandydatów na miejsce może być to owocne - jednak jeśli chodzi np. o zaocznych i
        w miejscach o ograniczonej selekcji prace się nie sprawdzają.

        Ogólnie moim zdaniem prace licencjackie też się nie sprawdzają.
        Kiedy popatrzeć na liczbę "firm" piszących prace na necie to człowiek dochodzi
        do wniosku, że popyt na te usługi jest duży. Zatem coraz większy % prac powstaje
        w ten sposób.
        • margaretka2002 Re: szkoda 30.07.07, 16:59
          No tak, tak. Tylko co zrobic z delikwentami, ktorzy jeden glupi test pisza dwa
          miesiace i zdaja go dopiero po obnizeniu punktacji do 10% na zaliczenie? Dodam,
          ze test dziecinnie prosty... Boje sie niestety na koniec zajec robic kolokwium,
          bo bede musiala do grudnia przychodzic i ich odpytywac. Tak czy owak bedzie
          Nowak...

          --
          Sumptus censum ne superet
          Malgosia's students' Forum
          • monte83 Re: szkoda 30.07.07, 17:03
            sama zrob notatki - najlepiej rozbudowane konspekty i wymagaj tego. material musi byc okrojony, ale bez przesady - cos tam zrob. i twardo wymagaj tego - jak sie nie naucza to oblewaj - ale to tez wymaga od ciebie, zeby im te wiedze wylozyc. pozdr i powodzenia.
            --
            "czy dhl okrada wlasnych klientow?- moje wlasne pytanie i moj wlasny protest..."
          • flamengista to proste 30.07.07, 21:52
            Jeśli delikwenci "piszą jeden głupi test przez dwa miesiące i zdają go dopiero
            po obniżeniu punktacji do 10% na zaliczenie", to są tylko dwie możliwości:

            1. Pracujesz z kompletnymi idiotami, wyrazy współczucia. Współczucia, bo czasem
            i mi się tacy trafiają ale są to tylko wyjątki (na szczęście). W takim wypadku
            dla usunięcia wyrzutów sumienia postępujesz następująco:
            a) dajesz 2,0 w pierwszym terminie - bez litości
            b) w drugim tą bardziej zdeterminowaną grupę (na ogół większość, choć
            niekoniecznie) puszczasz. Resztę odsyłasz do skutku, aż im się znudzi, nauczą
            się lub zrezygnują.

            2. Może jednak masz zbyt duże ambicje. Bo jednak obniżenie progu do 10% to lekka
            przesada. Dla porównania na egzaminie z mojego przedmiotu próg trzeba było
            obniżyć do 45%. W takim wypadku:
            a) test jest za trudny (banalny bywa często tylko dla tego, co go układał!) i
            trzeba zrobić łatwiejszy
            b) przekazujesz za dużo materiału lub/i robisz to w sposób mało przystępny
            Pamiętaj, studenci są teraz wygodni. Nie chce im się. Każesz im przeczytać 3
            książki, to tylko wzruszą ramionami. Musisz mówić PROSTYM językiem, jak do
            dzieci w gimnazjum. Jak możesz im udostępnić konspekty zajęć, to zrób to.

            ad. 2 Zbyt duże ambicje leczy się bardzo szybko, w miarę zdobywania
            doświadczenia w tej pracy. Szybko zobaczysz, że tak naprawdę niewiele osób
            doceni twoje wysiłki dydaktyczne, a spośród nich marna szansa że będzie to szef
            albo przynajmniej kolega z pracy wyższy stopniem. Liczy się niestety tylko
            rozwój naukowy, a dydaktykę robi się przyzwoicie, ale bez przesady.

            Mało tego, często studenci nie lubią ambitnych prowadzących, bo robią im
            kłopoty. Widzę to po ankietach - moja koleżanka, która strasznie się stara,
            profesjonalnie przygotowuje się do zajęć i w ogóle ogromnie przejmuje nie ma
            niestety rewelacyjnych ocen...

            --
            Smokey, my friend, you are entering a world of pain...
            • margaretka2002 Re: nie az takie proste, jak Ci sie wydaje... 31.07.07, 19:02
              No niestety, pracuje z kompletnymi idiotami - zaocznymi. Doktor, ktory ma z nimi
              wyklad (do ktorego ja mam cwiczenia) mowi na nich wylacznie: debile. Test nie
              byl z moich wykladow, tylko z podrecznika do liceum. No nie mowcie mi, ze mozna
              cos prostszego jeszcze zadac studentowi. Kryteria byly super jasne, na tescie
              podstawowe daty, nazwiska i pojecia. Dostawalam odpowiedzi w stylu: system
              nakladczy, to system w ktorym pan naklada dodatkowe obowiazki na chlopa; Odyn -
              syn Mieszka I; sw. Tomasz - uczony wloski. Koronacja Karola Wielkiego na cesarza
              - najprostsza data w historii - rok 800, a oni wymyslali 927 albo cos kolo tego.
              W pierwszym terminie zaliczylam 2 osobom, ale to naprawde niewiele pomoglo. Ta
              grupa do odsylania, to musialaby byc cala grupa minus 2 osoby, a zajecia
              musialby polegac tylko na zaliczaniu do skutku.
              Masz racje, ze dydaktyka sie nikt nie przejmuje. U mnie tym bardziej - moj
              promotor nawet nie wie, jakie prowadze zajecia. Moje ambicje ograniczaja sie do
              minimum. Wlasciwie chodzi mi tylko o elementarna uczciwosc i minimum wiedzy,
              ktora oni jako ludzie po maturze powinni miec w malym palcu. Zadanie pracy
              pisemnej, polegajacej na opracowaniu odpowiedzi na jedno pytanie (na mniej
              wiecej 2 strony), ktore zreszta bylo przedmiotem zajec, na podstawie podanej
              literatury mialo im zastapic kolokwium, ktorego nigdy przenigdy by nie
              zaliczyli, poniewaz na zajecia przygotowywaly sie w porywach 2-3 osoby. To sa
              ludzie, ktorzy nie umieja sklecic dwoch zdan po polsku i pisza "cherezja" i
              "papierz". W sumie pomysl z praca byl OK, tylko nastepnym razem zaczne od
              postraszenia tak, zeby mieli jasnosc co do konsekwencji. Niestety od
              pazdziernika wszystko od nowa...

              --
              Sumptus censum ne superet
              Malgosia's students' Forum
              • flamengista trzeba było tak od razu 01.08.07, 12:10
                No tak, zaoczne. To wiele tłumaczy. W zasadzie to tłumaczy wszystko.

                W takim razie opcja 3:
                Robisz banalny test, a następnie przezwyciężając obrzydzenie do samego siebie
                wpisujesz 3,5 mniejszym idiotom, a -3 reszcie.

                Nie ma innego wyjścia. Problem polega na tym, że uczelnia prędzej zrezygnuje z
                Ciebie, niż z zaocznych studentów. Trzeba więc znać swoje miejsce. Niestety.
                --
                Smokey, my friend, you are entering a world of pain...
                  • flamengista no ba 01.08.07, 20:09
                    Ale jeśli ktoś pracuje dla rozwoju naukowego, a dydaktykę traktuje jako dodatek
                    który trzeba znieść i tyle?

                    W dodatku łatwo zrezygnować na początku, jak się zainwestowało mało czasu i
                    wysiłku. Im dalej w las, tym trudniej. Przynajmniej do doktoratu.
                    --
                    Smokey, my friend, you are entering a world of pain...
                    • niewyspany77 Re: no ba 02.08.07, 11:48
                      flamengista napisał:

                      > Ale jeśli ktoś pracuje dla rozwoju naukowego, a dydaktykę traktuje jako dodatek
                      > który trzeba znieść i tyle?

                      Ok ok, wiem o co Ci biega, tylko ze w tym kraju raczej nie znajdzuesz pracy
                      takiej, by robic nauke bez dydaktyki (w tym sensie, by zarabiac na nauce nie
                      robiac dydaktyki). Na pewno nie na uczelni. Nie badz naiwny - uczelnia to
                      bardziej miejsce pracy nauczyciei z zacieciem do nauki niz naukowcow z zacieciem
                      do ksztalcenia.

                      > W dodatku łatwo zrezygnować na początku, jak się zainwestowało mało czasu i
                      > wysiłku. Im dalej w las, tym trudniej. Przynajmniej do doktoratu.

                      Wiesz, jesli (odnosnie tematu) uwazasz, ze po doktoracie dostaniesz
                      "lepsiejszych" studentow, to mysle ze sie rozczarujesz. Zysk bedzie taki, ze
                      bedziesz mial z nimi mniej zajec. O ile zalozymy, ze fuch w rodzaju drugi,
                      trzeci, n-ty etat gdzies indziej wypada. Niestety, jesli ktos *siwadomie* brnie
                      w dydaktyke, to niech nie narzeka. Tu cudow nie bedzie.
                      • margaretka2002 Re: no ba 04.08.07, 01:40
                        Otoz obowiazek pracy jest...
                        U mnie kazdy doktorant, nawet bez stypendium ma obowiazek prowadzenia zajec. Ja
                        po tym pierwszym doswiadczeniu wiem na pewno, ze dydaktyka nie jest moja
                        przyszloscia. Mam 1000 roznych pomyslow na zycie, bardziej atrakcyjnych niz
                        uzeranie sie ze studentami, zaocznymi czy tez nie. To niestety pochlania zbyt
                        duzo czasu i energii, ktora mozna spozytkowac znacznie przyjemniej.


                        --
                        Sumptus censum ne superet
                        Malgosia's students' Forum
                        • niewyspany77 Re: no ba 04.08.07, 07:16
                          margaretka2002 napisała:

                          > Otoz obowiazek pracy jest...
                          > U mnie kazdy doktorant, nawet bez stypendium ma obowiazek prowadzenia zajec. Ja
                          > po tym pierwszym doswiadczeniu wiem na pewno, ze dydaktyka nie jest moja
                          > przyszloscia. Mam 1000 roznych pomyslow na zycie, bardziej atrakcyjnych niz
                          > uzeranie sie ze studentami, zaocznymi czy tez nie. To niestety pochlania zbyt
                          > duzo czasu i energii, ktora mozna spozytkowac znacznie przyjemniej.

                          OK, ale chodzilo mi bardziej o zdrowe zasady (a odrabianie dziwnych zajec w
                          ramach tak zwanych studiow nie ma nic wspolnego ze zdrowymi zasadami). Inaczej,
                          chodzilo mi o tych, co wpierw okladaja sie dydaktyka, potem jejcza ze im zle.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka