Dodaj do ulubionych

Jak tu godnie zyc :(

08.01.08, 19:15
2000 zl brutto za etat asystenta??? jak przezyc??
Godzicie sie na to w dobie żądan lekarzy?
Nauczyciele akademiccy nie dostana podwyzek??
Jestesmy ostatnim ogniwem lancucha budzetowego. Dlaczego o nas w ogole sie nie
mowi??? lekarze wywalcza podwyzki naszym kosztem???
To przeciez my ich wyuczylismy...

plakac mi sie chce :((
Edytor zaawansowany
  • niewyspany77 08.01.08, 19:34
    Witamy w nauczycielskiej rzeczywistosci. Tak ten kraj ma, ze jak uczysz murarza
    jak ma cegly klasc to dostajesz 1000 zl netto. Jak murarz idzie te cegly klasc,
    to dostaje 4000 netto.

    PS. Czy wiesz tez, ze wielu nauczycieli nie-akademickich chetnie wzieloby te
    2000 brutto w ciemno? A maja zdecydowanie wiecej pracy niz asystent.
  • olga3211 08.01.08, 19:52
    O widze ze mamy lekarza na forum :)

    We wszystkich krajach unii jest odwrotnie. A nauczyciele zarabiaja godnie.

    > PS. Czy wiesz tez, ze wielu nauczycieli nie-akademickich chetnie wzieloby te
    > 2000 brutto w ciemno? A maja zdecydowanie wiecej pracy niz asystent.

    I tu sie mylisz. Ci nie-akademiccy to stazysci - przez rok. Ale oni na szczescie
    dostana podwyzki w tym roku.
  • niewyspany77 08.01.08, 20:00
    NIe, nie jestem lekarzem, niestety tylko nauczycielem :) A nauczycie
    nieakademiccy to tacy zwykli, w zawodowkach, podstawowkach, gimnazjach i tak dalej.
    To tez smutne, ale prawdziwe - polska nauka sklada sie z ludzi genialnych ktorzy
    sami sie nauczyli czytac, pisac, zdali mature i tak dalej :)
  • olga3211 08.01.08, 20:14
    Piszac o stazystach mialam na mysli pierwszy stopien nauczyciela MEN - przed
    kontraktowym.
    Wypowiadasz sie, ale chyba do konca nie znasz realiow.

    > To tez smutne, ale prawdziwe - polska nauka sklada sie z ludzi genialnych ktorzy
    > sami sie nauczyli czytac, pisac, zdali mature i tak dalej :)

    Sugerujesz, ze nauczyciele MEN nie mieli w tym swojego udzialu?

  • niewyspany77 08.01.08, 20:20
    primo to ja myslalem, ze masz na mysli lekarzy stazystow - a ich reali
    faktycznie nie znam :)
    secundo- nie sugeruje, jakoby nauczyciele MEN nie mieli w tym udzialu, ale
    sugeruje usilnie, ze sa wynagradzani, jakby nie mieli :)

    Prawda jest taka ze nauzyciele wszelkiej masci to najbardziej zlewana grupa
    zawodowa w budzetowce. Dlaczego? ano dlatego, ze w przeciwienstwie do gornikow
    czy pielegniarek maja g* zwiazek zawodowy, ktory nie ma jajec i nie wezwie do
    porzadnego strajku, na przyklad.
  • olga3211 08.01.08, 20:32
    > primo to ja myslalem, ze masz na mysli lekarzy stazystow - a ich reali
    > faktycznie nie znam :)

    lekarze po studiach chca ok. 5000 zl brutto (info z TV).
    A o nas zapomna znowu :( bo trzeba bedzie dac lekarzom.

    > Prawda jest taka ze nauzyciele wszelkiej masci to najbardziej zlewana grupa
    > zawodowa w budzetowce. Dlaczego? ano dlatego, ze w przeciwienstwie do gornikow
    > czy pielegniarek maja g* zwiazek zawodowy, ktory nie ma jajec i nie wezwie do
    > porzadnego strajku, na przyklad.

    A czy n-le akademiccy maja jakies zwiazki?
  • profes0r 08.01.08, 20:36
    Jaka pani minister, takie podwyżki, sprawa prosta. Podwyżki w budżetówce zależą
    od (i) strajkowalności branży oraz (2) aktywności lobbingowej danego ministerstwa.
  • wichajster4 08.01.08, 20:49
    Nie pozostaje nic innego jak dać sobie spokój z pracą na uczelni.
    Nie ma co się szarpać za te grosze, tylko znaleźć sobie lepszą pracę
    po doktoracie.
  • olga3211 08.01.08, 21:19
    Firmie potrzebny jest fachowiec a nie naukowiec :(
  • gagolek 08.01.08, 21:41
    no ale nic nie szkodzi na przeszkodzie aby byc jednoczesnie
    naukowcem i fachowcem:)
  • olga3211 08.01.08, 21:53
    No nie wiem. Ciekawe jak tu rzetelnie byc asystentem, specjalista w firmie i do
    tego pisac doktorat.

    Aha, a gdzie czas dla rodziny??

    Pomijajac wszystko - placa nauczyciela akademickiego jest nieludzka.
  • niewyspany77 08.01.08, 22:02
    > Pomijajac wszystko - placa nauczyciela akademickiego jest nieludzka.

    Przesadzasz. Jak sie nie podoba to idz do biznesu, krzyknij sobie 10x wiecej i
    pisz doktorat z wolnej stopy. Ja mysle ze placa nauczyciela (tak, placa per
    godziny i tylko w aspekcie uczenia) jest calkiem OK, jesli porownamy to z
    zarobkami nauczycieli nieakademickich.

    Bo zauwaz, ze Ty piszesz o 2000 zl brutto. Nauczyciel nieakademicki ma czesto
    1200 brutto, a godzin i obowiazkow zdecydowanie wiecej.
  • hatchet01 09.01.08, 22:59
    niewyspany77 napisał:

    > Nauczyciel nieakademicki ma czesto 1200 brutto, a godzin i obowiazkow
    zdecydowanie wiecej.

    no to REALNY przykład:
    -mgr z p.p.
    -nauczyciel mianowany (czyli 3 z 4 stopni awansu)
    -dodatek motywacyjny (aż 5%)
    -dodatek za wychowawstwo (80-coś brutto, bo podnieśli w tym roku,ale miałem też
    23zł BRUTTO!!!)
    -dodatek za wysługę lat - 5%
    wpływ z ETATU na konto: 1 453,60 zł

    --
    a wise person asks; a fool wonders
  • olga3211 10.01.08, 20:53
    Real u akademickiego:
    -asystent
    -dostatek za wysluge,
    -wplyw z etatu na konto: 1190 zl

    A czy niewyspany77 moze sie pochalic, ile ma co miesiac na konto? I z ilu etatow?
  • niewyspany77 10.01.08, 21:33
    Olga, kwota netto z 2 tysiecy to ok 1500 zl wiec cos chyba Ci sie pomylilo.
    Zarobki na konto mam zblizone do tych co podal hatchet.

    Jednak wydaje mi sie, ze Ty pomijasz istotna sprawe: 18h pensum belfra vs 7h
    pensum asystenta. Moj kalkulator mowi, ze per godzina jest to 2,5 raza tyle.
  • olga3211 10.01.08, 22:36
    Te 2000 zl to usrednilam, niektorzy asystenci maja duzo mniej na umowie.

    7h? Niestety - nie wszedzie. A co powiesz o tych co maja 13h? No pewnie, mozna
    brac drugi etat i trzeci tez. Ale nie o to chodzi. Jesli te godziny to malo, to
    niech zwieksza te pule i dadza godne wynagrodzenie. Po co tworzyli etat, ktory
    jest tak naprawde pseudoetatem (wg np. Ciebie)?
  • niewyspany77 10.01.08, 22:59
    Nie wiem co masz na mysli przez pseudoetat. Nawet z 13h masz lepiej niz typowy
    belfer. Nie wierzysz to rzuc te robote i idz do gimnazjum. Zobaczysz, ze moze
    byc gorzej. Oczywiscie, wynagrodzenia za te prace sa zdecydowanie zbyt niskie,
    ale to nie jest problem ogolnie calego szkolnictwa. Ja tylko zwracam uwage, ze
    sa jeszcze mniej oplacani nauczyciele. Ja uwazam 10-15h na asystenta to duzo
    godzin, ale placa jest rzeczywiscie niewspolmierna. TYlko zauwaz, ze w pensje
    mozna wepchac kazde pieniadze, a raz ze wciaz bedzie malo, to dwa, ze bez zmian
    w calym szkolnictwie to *_NIC_* nie da, a moze niezwykle zaszkodzic.
  • turzyca 12.01.08, 01:01
    Tak zupelnie z ciekawosci: czy od asystenta, w przeciwienstwie do nauczyciela,
    nie wymaga sie rownolegle pracy naukowej?
  • niewyspany77 12.01.08, 10:10
    Rozumiem do czego zmierzasz. Ale chyba nie masz pojecia co to jest byc
    nauczycielem, stad takie podchwytliwe pytania. Bo tak sie sklada ze ja mam
    doswiadczenie i jako asystent i jako nauczyciel, summa summarum uwazam, iz wklad
    pracy moze byc tak samo wysoki jak i tak samo niski. Zalezy od czlowieka. Jednak
    mimo wszystko uwazam, ze angazujacy sie w prace zwykly nauczyciel wsadza w swoje
    zadania podobny wysilek co angazujacy sie asystent.
  • turzyca 12.01.08, 19:59
    O to, co napisales, wlasnie mi chodzilo. :) Ze naklad pracy nauczyciela i
    asystenta jest porownywalny, tylko obszar zaangazowania nieco inny - asystent ma
    zdecydowanie mniej godzin dydaktycznych, ale oczekuje sie od niego takze innego
    rodzaju pracy, nie tylko szeroko pojetej pracy dydaktycznej i okolodydaktycznej,
    ktorej oczekuje sie od nauczyciela. Stad absurdem jest porownywanie, ze asystent
    ma tylko 7 godzin dydaktycznych, a nauczyciel 18.
    A skandalicznie niskie wynagrodzenia nauczycieli to temat na inna dyskusje.
  • niewyspany77 12.01.08, 20:28
    turzyca napisała:

    > Stad absurdem jest porownywanie, ze asysten
    > t
    > ma tylko 7 godzin dydaktycznych, a nauczyciel 18.

    No wiesz, nie jestem tego az taki pewien. Oczywiscie nie da sie tego sensownie
    porownac, jednak mimo wszystko uwazam, ze o wiele latwiej *porzadnie*
    przygotowac sie do zajec w wymiarze 7 niz 18 a juz to przeklada sie na jakosc
    zajec. I argument o pracy naukowej w tym kontekscie nie przemawia do mnie, bo na
    etapie asystentury ( w szkolach jest to robienie papierologii awansowej) stopien
    tej calej pracy niezaleznej od dydaktyki jest - jak sadze podobny. Ale juz bez
    wnikania, mniej wiecej sie zgadzamy i to jest ok ;)
  • krysiulka 08.01.08, 23:54
    Ja zrobiłam doktorat i teraz prowadzę firmę.
    Co jakiś czas przyjmuję nowych pracowników. Wierz mi, ze poziom obecnych
    magistrów jest żenujący (np. świeży absolwent Akademii Ekonomicznej nie będący w
    stanie zrobić tabeli w Wordzie z prostym podsumowaniem). Po kilku dniach jego
    "pracy" stwierdzam, że gość jest na poziomie średnio inteligentnego, lecz
    leniwego maturzysty. Nic ponadto.
    Ktoś tych ludzi "kształci". Myślę, że rynek wymusi kształcenie za sporą kasę w
    szkołach prywatnych, gdzie kadra będzie dobrze zarabiała i kształciła
    prawdziwych specjalistów i skończy się produkcja absolwentów na siłę, pod kadrę
    konkretnych wydziałów uczelni.


  • alba.alba 10.01.08, 22:50
    Post został usunięty przez adminów lub założyciela forum .
  • listekklonu 09.01.08, 09:19
    Skłodowska-Curie była chwilami tak biedna, że żywiła się prawie wyłącznie
    rzodkiewkami.
    Czego się nie zrobi dla dobra nauki? ;)
  • wichajster4 09.01.08, 09:59
    listekklonu napisała:

    > Skłodowska-Curie była chwilami tak biedna, że żywiła się prawie
    wyłącznie
    > rzodkiewkami.
    > Czego się nie zrobi dla dobra nauki? ;)

    Kurcze, normalnie od razu mi lepiej!!!
    ;)
  • bumcykcyk2 10.01.08, 23:16
    Wybitnie nie odpowiada mi argumentacja, że "inni mają gorzej". To jest prosta
    droga do skundlenia się na własne życzenie. 2000 brutto to hańba i gówno mają do
    tego płace nauczycieli w gimnazjach, bezdomni na dworcu centralnym w Warszawie,
    czy głód w Afryce.

    Byle łachudra, która przychodzi mi COKOLWIEK zreperować w domu nie bierze mniej
    niż stówę. I już nie mówię ile czasu taki zionący alkoholem 'fachowiec' poświęca
    na swoją pracę i jakiej jest ona jakości. A jak pytam, czy mi zrobi jakąś
    większą robotę, to odpowiada , że nie ma czasu, bo buduje dom!

    W Warszawie koszty życia są już tak masakrycznie wysokie, że dwa tysiące na rękę
    to naprawdę jest minimum socjalne.


  • listekklonu 11.01.08, 09:30
    Problem jest niestety taki, że hydraulików jest deficyt, a doktorantów i
    doktorów - nadmiar. Przynajmniej w naukach humanistycznych.
  • alba.alba 11.01.08, 13:38
    A pamiętam z czasów szkolnych jak młodzieży mówiono: ucz się dziecię, ucz, a będziesz miał lepszą (czytaj: lepiej płatną) pracę...
  • carnivore69 11.01.08, 14:31
    To porownaj dochody wybitnych profesorow, lekarzy, prawnikow, ekonomistow,
    inzynierow itp. z dochodami ich wybitnie niedouczonych kolegow ze szkoly.

    Pzdr.
  • niewyspany77 11.01.08, 15:07
    Aha, czyli ze jak ktos nie zasuguje na miano wybitnego, to nie ma prawa do
    godnej pensji?

    Chlopie, nie gadaj od rzeczy. De facto nawet bedac wybitnym belfrem w LO majacym
    co rok olimpijczykow G* z tego masz.
  • carnivore69 11.01.08, 15:15
    Nic takiego nie twierdze (wiec nie wiem gdzie to wyczytales).

    Uwazam jedynie, ze istnieje istotna przyczynowosc pomiedzy poziomem wlozonego w
    edukacje wysilku a iloscia pozniejszych kolaczy.

    Pzdr.
  • niewyspany77 11.01.08, 15:28
    >> To porownaj dochody wybitnych profesorow, lekarzy, prawnikow, ekonomistow,
    >> inzynierow itp. z dochodami ich wybitnie niedouczonych kolegow ze szkoly.

    > Nic takiego nie twierdze (wiec nie wiem gdzie to wyczytales).

    tu wyczytalem. Poza tym nie widzisz zaleznosci miedzy poziomem wlozonym w
    edukacje a poziomem wlozenia wysilku w edukacje kogos.

    Dobrze sie czujesz ze Twoj ulubiony/najlepszy/cokolwiek nauczyciel zarabia
    jakies 1500 do reki?

    Dalej. Wolisz by Twoje dzieci byly uczone przez kogos kto zarabia 1200 zl czy
    3600 zl?

    Czy moze zakladamy prosty podzial: swiat dzieli sie na nieukow i samoukow :)
    Wtedy sie zgadzam.
  • carnivore69 11.01.08, 15:35
    {Dochody wybitnych profesorow, lekarzy, prawnikow, ekonomistow, inzynierow >>
    dochody ich wybitnie niedouczonych kolegow} =/=> {jak ktos nie zasuguje na miano
    wybitnego, to nie ma prawa do godnej pensji}

    Reszty nie komentuje, bo mam wrazenie, ze zaczynasz dyskutowac z wlasnymi, a nie
    moimi tezami ;)

    Pzdr.
  • niewyspany77 11.01.08, 15:43
    > Reszty nie komentuje, bo mam wrazenie, ze zaczynasz dyskutowac z wlasnymi, a ni
    > e
    > moimi tezami ;)

    Skoro tak uwazasz to ok :) Ja tylko zwracam uwage, ze wybotnosc nie ma nic do
    rzeczy w Twoim przykladzie. Chcesz podyskutowac o wybitnosci? Wpierw
    podyskutujmy o rzeczy elementarnej - ze na stanowiska umozliwiajace okreslenie
    jako wybitne w Twoim zestawieniu jest dostac sie ciezko i nekoniecznie zawsze na
    ucziwych zasadach.

    No ale ok, nie dyskutujmy juz, bo jak o sie mowi, syty glodnego nie zrozumie czy
    jak tam to szlo.
  • turzyca 12.01.08, 20:09
    listekklonu napisała:

    > Problem jest niestety taki, że hydraulików jest deficyt, a doktorantów i
    > doktorów - nadmiar. Przynajmniej w naukach humanistycznych.

    Nie moge sie powstrzymac... ;)
    Pewien wykladowca matematyki wezwal hydraulika do cieknacego kranu. Facet
    przyszedl, popukal, pokrecil, co tam wymienil i zazadal 400 zl.
    Matematyk: -panie ale to jedna czwarta mojej pensji!
    -aha, to pan pewnie na uniwerku wyklada...
    -no tak.
    -to ja panu cos powiem. Choc pan do nas do spoldzielni, szef jest fajny, do
    roboty sie pan przyuczysz, tylko sie pan nie przyznawaj, ze masz pan
    wyksztalcenie, lepiej pan powiedz, ze podstawowe, bo szef po zawodowce i nie
    lubi madrzejszych od siebie.
    Matematyk sie posluchal, zaczelo mu sie w koncu calkiem przyzwoicie zyc, ale
    weszla jakas ustawa o wzroscie wymagan w zakresie wyksztalcenia zatrudnionych w
    spoldzielniach. Hydraulikow z wyksztalceniem podstawowym wyslano wiec na kursy
    doksztalcajace. Zaczelo sie od matematyki. Pani prowadzaca wezwala naszego
    bohatera do tablicy i kazala mu podac wzor na powierzchnie kola. Facetowi
    wypadlo to z glowy, ale postanowil wyprowadzic wzor. Zabral sie do pisania, na
    trzeciej tablicy uzyskal wynik: -(Pi)rr [sorry, brakuje mi znaczkow, mam
    nadzieje, ze widac, o co chodzi]
    Nie spodobal mu sie ten minus, wiec wyprowadza od nowa. I znowu to samo. Patrzy
    sie wiec strapiony na klase, moze mu ktos cos podpowie. A cala klasa choralnym
    szeptem: zmien granice calkowania!
  • listekklonu 13.01.08, 08:20
    Oblałam się poranną kawą przez Ciebie! :D
  • glosybaltyku 13.01.08, 23:36
    > Byle łachudra, która przychodzi mi COKOLWIEK zreperować w domu nie bierze mniej

    O przepraszam, skoro wynajmujesz "lachudre" do tej pracy, to sa dwie mozliwosci:

    1. Nie potrafisz sam jej wykonac. A skoro "lachudra" bierze duzo, to znaczy, ze
    takich "lachudr" jest na rynku malo. Jak uwazasz, ze jest za drogi, to sam sie
    naucz jego fachu i robie rob sam.

    2. Potrafisz ja wykonac, ale przez czas pracy "lachudry" zarobisz wiecej w swoim
    zawodzie, niz musisz zaplacisz jemu. Ale tu jest chyba wszystko OK.

    Z obrazania sie i wkurzania na rynek to sie dostanie co najwyzej wrzodow
    zoladka. Pewne umiejetnosci w pewnych czasach i pewnych miejscach sa bardziej
    lub mniej potrzebne. Zawod wybieramy swiadomie. Postawa rozczeniowa - "jestem
    wyksztalcony, wiec nalezy mi sie praca i wysoka placa" stoi w sprzecznosci z tym
    rzekomym wyksztalceniem. Druga sprawa, to taka, ze wielokrotnie przekonalem sie,
    ze wykztalcenie formalne bardzo niewiele znaczy. Wiele razy spotkalem
    "wyksztalciuchow" po studiach, ktorzy nie mieli nic ciekawego do powiedzenie,
    nie mieli zadnego hobby, pasji, nie mieli wlasnych pogladow na kluczowe sprawy.
    Potrafili tylko zajmowac sie waska dzialka zawodowa i "konsumowac". Wiele razy
    tez spotkalem ludzi po zawodowkach, ktorzy mogli godzinami opowiadac o swoich
    pasjach (w ktorych ich wiedza naprawde byla na poziomie co najmniej mgr), mieli
    przemyslane i wywazone poglady i uksztaltowany swiatopoglad. Tacy ludzie
    najczesniej materialnie tez niezle stoja, mimo braku formalnego wyzszego
    wyksztalcenia. W biznesie dyplomy sa zwykle malo wazne. Tak wiec lepiej uwazac z
    nazywaniem kogos "lachudra".
  • bumcykcyk2 15.01.08, 20:13
    Trudno żebym sam robił remont kapitalny na 80 m kw. Nawet gdybym był fachowcem,
    musiałbym zatrudnić pomocników, żeby się fizycznie nie zarżnąć, bądź nie robić
    tego dwa miesiące.

    Łachudr-budowlańców jest na rynku co niemiara, podobnie jak profesorów-idiotów,
    niedouczonych doktorów i tępych magistrów. Kraj mamy taki, że i łachudry są
    zatrudniane w różnych dziedzinach życia "z braku laku".

    Co do budowlanki, to często nie ma czasu na poszukiwania sprawdzonych ekip
    remontowych, bądź też -i to jest ostatnio plagą- te sprawdzone ekipy mają
    pierwsze wolne terminy za pół roku. Więc trzeba brać zionących alkoholem
    ćwierć-meneli, denerwować się, nie płacić zaliczek i nie wysyłać po towar, stać
    nad głową i modlić się, żeby nie trafił im się szewski poniedziałek.

    Twoja wypowiedź to typowe akademickie gadanie kogoś kto mądrzy się z katedry
    jedynie słusznymi stwierdzeniami, typu "myj ręce po jedzeniu, to nie będziesz
    miał zatrucia żołądka". No jakoś te zatrucia się zdarzają, o sepsie nie
    wspominając, i nie zawsze trafia akurat na brudasa.

    A co do wynoszenia prostych ludzi na piedestał, to mylisz się i to bardzo.
    Znałem paru takich mędrków po zawodówce z pozornie gigantyczną wiedzą z różnych
    dziedzin - to co ich zwykle cechuje to brak elementarnej metodologii, wishful
    thinking połączone z chęcią zmieniania świata, w sumie skutkujące totalną
    kompromitacją przy dłuższej i głębszej rozmowie. Lech Wałęsa to najlepszy
    przykład podobnego "mędrca". Być może w naukach ścisłych jest inaczej, nie wiem,
    wypowiadam się jako humanista.

    A co do niestosowności używania określenia "łachudra", pozwól że zacytuję
    nieocenionego o. Rydzyka - NIE NAZYWAJMY SZAMBA PERFUMERIĄ! :-)))
  • niewyspany77 09.01.08, 11:24
    Z trzeciej strony ;) ktos takich ludzi uczy. Sprzezenie zwrotne nakazuje
    domniemywac, ze jak sie ma studentow majacych wszystko w d* to sie czlowiek
    wysila adekwatnie do rzeczy zastanej. Stad raj dla dorobkiwiczow - mozna sobie
    sie oblozyc zajeciami na amen, kosic niezla kase za niewymagajaca dydaktyke i
    jeszcze pokrzyczec ze sie malo placi :)

    > Dopóki ludzie są przekonani, że pracę dostaje się za rozłożenie przed praodawcą
    > wachlarzyka dyplomów (w tym Studium Podyplomowe Cięcia Drutu albo inna Wyższa
    > Szkoła Gotowania na Gazie), a nie za rzeczywiste umiejętności, takich będziemy
    > mieć niestety fachowców

    I to jest pieknie powiedziane. Tyle, ze umiejetnosci poszukiwanych przez
    pracodawcow chyba nikt nie ksztalci. No bo typowy dydaktyk akademicki potrafi
    uczyc z reguly podrecznika, a masa szkolek ksztalci mistrzow kucia na blache,
    niestety.
  • krysiulka 09.01.08, 15:58
    "Tyle, ze umiejetnosci poszukiwanych przez pracodawcow chyba nikt nie ksztalci."

    Czy nie sądzisz, że tu właśnie jest pies pogrzebany?
    W końcu firma to nie instytucja charytatywna - pracownik po pierwsze musi na
    siebie zarobić, po drugie wygenerować dochód.
    I tu, biadoląc i zrzucając winę na leniwych studentów, usiłujemy jednak zwiać
    przed odpowiedzialnością. Bo ktoś tych wszystkich ludzi, którzy kompletnie nie
    nadają się na studia wyższe - ktoś ich promuje, kształci, "przepycha",
    "puszcza", ktoś się "lituje"... Ktoś ich wreszcie - w porę - nie wywala.
    Status quo jest wygodne dla wszystkich. Ale śmiem twierdzić, że sytuacja zmieni
    się diametralnie, gdy zmieni się finansowanie państwowych uczelni.

    A do autorku wątku chciałabym jeszcze powiedzieć - wierz mi, że 2000 brutto to
    baaardzo wygórowana kasa w porównaniu z jakością pracy wielu asystentów. Ponadto
    pamiętaj, że masz terminową, bezpieczną umowę o pracę, a pensja jest zawsze
    wypłacana o czasie. Nie masz na głowie decyzji kadrowych i finansowych. Nie
    wszyscy mają taki komfort.
  • krysiulka 09.01.08, 16:04
    "2000 brutto to baaardzo wygórowana kasa w porównaniu z jakością pracy wielu
    asystentów"

    Pod słowem "wielu" rozumiem wszystkich tych, którzy obrażają studentów swoją
    ignorancją, pracują na 15 innych etatach i nie wywiązują się ze swoich
    podstawowych obowiązkach w ramach etatu, nie przygotowują się do zajęć i nawet
    nie myślą o "robieniu wielkiej nauki", bo im sie nie chce.
  • krysiulka 09.01.08, 16:07
    "podstawowych obowiązkach"

    Oczywiście "podstawowych obowiązków", przepraszam.
  • niewyspany77 09.01.08, 16:10
    > Ale śmiem twierdzić, że sytuacja zmieni
    > się diametralnie, gdy zmieni się finansowanie państwowych uczelni.

    W dobie szybkich bezstresowych dyplomow magistra za kase na prywatnych
    uczelniach zadanie kasy na panstwowych raczej nie wniesie jakiegos szczegolnie
    odczuwalnego wzrostu jakosci edukacji - moim zdaniem.

  • krysiulka 09.01.08, 16:22
    "W dobie szybkich bezstresowych dyplomow magistra za kase na prywatnych
    uczelniach zadanie kasy na panstwowych raczej nie wniesie jakiegos szczegolnie
    odczuwalnego wzrostu jakosci edukacji - moim zdaniem."

    Pisząc o zmianach finansowania uczelni miałam raczej na myśli konieczną, ścisłą
    współpracę Ministerstw Pracy i Nauki. Inna rzecz, że wprowadzenie odpłatności za
    studia zredukuje w pewnej części te zjawiska, o których poniżej pisze
    "glosybaltyku". Brak naboru na kierunkach utworzonych wyłącznie po to, by
    wydział miał jak najwięcej studentów spowoduje ich likwidację, bo nie będzie
    chętnych.
  • niewyspany77 09.01.08, 16:38
    Ale po co az ministerstwo pracy? To nie jest trudne do odgadniecia - my
    potrzebujemy przede wszystkim medykow i inzynierow. Plus ludzi majacych szkoly
    zasadnicze zawodowe do pracy na niskich stanowiskach. Tak mniej wiecej i
    upraszczajac - sugerujac sie wskaznikiem korelacji wyksztalcenia z praca w
    wyuczonym na studiach zawodzie, wyszloby ze ze 3/4 polskiej humanistyki trzeba
    skasowac. Wprowadzenie odplatnosci da jedynie ten skutek, ze zninknie argument
    "za darmo vs czesne" i mniej ludzi bedzie sie pchalo na panstwowe szkoly (co
    jakosci nie poprawi wogole, bo u prywaciarzy pracuje kadra z panstwowych szkol).

  • bumcykcyk2 12.01.08, 22:57
    niewyspany77 napisał:

    > sugerujac sie wskaznikiem korelacji wyksztalcenia z praca w
    > wyuczonym na studiach zawodzie, wyszloby ze ze 3/4 polskiej
    > humanistyki trzeba skasowac.

    Jako doktor humanista uważam że dokładnie tak trzeba zrobić. I mam
    świadomość, że piłuję gałąź na której siedzę (chałtury w
    prywaciarzy). Ale Król jest nagi - produkujemy niedouczonych i
    zbędnych na rynku pracy ludzi. Jak przychodzi co do czego, to nawet
    na przedstawiciela handlowego się nie bardzo nadają. 90% roczników,
    które parę lat temu "uczyłem" w jednej szkółce typu ferma kurczaków
    jest teraz na przysłowiowym zmywaku w Anglii.

    > Wprowadzenie odplatnosci da jedynie ten skutek, ze zninknie
    > argument "za darmo vs czesne" i mniej ludzi bedzie sie pchalo na
    > panstwowe szkoly (co jakosci nie poprawi wogole, bo u prywaciarzy
    > pracuje kadra z panstwowych szkol)

    Z tezą o jakości zgadzam się w 100%.
  • glosybaltyku 09.01.08, 16:10
    > Dopóki ludzie są przekonani, że pracę dostaje się za rozłożenie przed praodawcą
    > wachlarzyka dyplomów (w tym Studium Podyplomowe Cięcia Drutu albo inna Wyższa
    > Szkoła Gotowania na Gazie), a nie za rzeczywiste umiejętności, takich będziemy
    > mieć niestety fachowców

    To nie jest do konca tak. Z doswiadczenia wiem, ze podejscie "dyplom za kase bez
    zadnego wysilku" cechuje z reguly takie oto grupy:

    1. Dzieci bogatych rodzicow - rodzice poslali "dzieciaczki" do szkoly, zeby
    wstydu nie bylko, ze niewyksztalcone. W swej rodzicielskiej nieudolnosci
    uwazaja, ze jak dzieciom wszystko kupia i zalatwia, to te dzieci beda
    szczesliwe. Tacy studenci to najgorsze bydlo, bo potrafia sie rozesmiac w twarz
    pokazujac swoje auto na parkingu i pytajac retorycznie: "ja sie nie ucze i
    jezdze takim autem, Pan jest doktorem i czym Pan jezdzi?".

    2. Ludzie, ktorzy dawno juz zarabiaja duze pieniadze w innej dzialalnosci, a
    dyplom jest im potrzebny z jakichs powodow "pro forma". Tacy ludzie nie pisza
    samodzielnie zadnych prac semestralnych, bo zarabiaja np. 50 zl/h, a student
    napisze im te cala prace za 100 zl. Tacy z kolei nie sa moze bardzo bezczelni,
    ale rzeczowo wyjasniaja, jak sprawy stoja. Wiadomo, ze i tak ten dyplom dostana,
    a wymuszania na nich oddawania prac jest troche dziwne, bo to czesto sa ludzie z
    wieloletnim doswiadczeniem zawodowy, sami mogacy uczyc swoje nauczyciela.

    3. Zagubione owieczki (mniejszosc), ktore poszly na studia, bo wszyscy koledzy
    poszli. Owca (baran) taka nie wie co robic w zyciu, nie wie, po co studiuje, w
    ogole chyba nic nie wie.

  • joannah31 11.01.08, 18:10
    OLga! Ja pracuję na etacie i jestem na dziennych doktoranckich.praca
    bardzo wymagająca abstrakcyjnego myślenia i pisania różnych tekstów
    które podpisuję nazwiskiem więc się starać trzeba. Zarabiam 1800 zł
    na rękę. Pracuję 40h tygodniowo. Mieszkam w dużym mieście, opłacam
    mieszkanie itp.
    Wierz mi, mam kupę szczęścia. Ludzie z mojego roku doktoranckich z
    pocałowaniem ręki wzięli by 2000 brutto, bo od dawna nie mają pracy.
    Głupio strasznie poczułam się po przeczytaniu twojego postu.
    Ale teraz myślę, że jesteś zadufana w sobie i zadzierasz nosa bo
    pewnie ten etat masz. I nie wylądujesz na kasie w Inter Marche, jak
    mój kolega z roku.
    Od tego, to się dopiero płakać chce.
  • olga3211 12.01.08, 13:17
    joannah31:
    Nie martw sie, ja tez jestem bardzo szczesliwa i dziekuje Bogu, ze mam to
    szczescie byc asystentem i zarabiac prawie 1900 brutto! Zreszta moj maz jest w
    tej samej sytuacji i jest szczesliwy podobnie!
    Wynajmujemy mieszkanie, bo o kupnie wlasnego to nie ma o czym rozmawiac (banki
    mialy niezly ubaw, gdy przychodzilismy pytac o kredyt). Z tego, co nam wyliczyli
    doktoraty tez nam nie poprawia zdolnosci kredytowej! Zyjemy od pierwszego do
    pierwszego. Wstyd sie przyznac, ale czasem babcia musi cos dorzucic (zapisuje i
    kiedys na pewno oddam :( ).
    A 1800 zl na reke to na pewno rozwiazaloby nam kilka problemow.

    W hydraulike to sie mąż bawi sam!

    Piszecie (m.in. niewyspany77) cos w stylu: jaka praca - taka placa. Ja na
    miejscu Waszych pracodawcow juz dawno wywalilabym Was na bruk! Na Wasze miejsce
    jest wielu, ktorzy pracowaliby uczciwie i byliby zaangazowani! Pracuje na etacie
    i wypraszam sobie sugestie, ze nic nie robie! Bo ciezko pracujemy, malo czasu
    poswiecamy rodzinie, bo przeciez trzeba dodatkowo pracowac na rzecz uczelni!

    Ja jestem zadufana w sobie?? Zadufany to moze byc profesor, ktory bierze 500 zl
    za wyklad. Tylko nie piszcie: "to rob profesure". Ja wypowiadam sie o sytuacji
    uczciwych asystentow!
  • niewyspany77 12.01.08, 13:35
    olga3211 napisała:

    > Piszecie (m.in. niewyspany77) cos w stylu: jaka praca - taka placa. Ja na
    > miejscu Waszych pracodawcow juz dawno wywalilabym Was na bruk! Na Wasze miejsce
    > jest wielu, ktorzy pracowaliby uczciwie i byliby zaangazowani! Pracuje na etaci
    > e
    > i wypraszam sobie sugestie, ze nic nie robie! Bo ciezko pracujemy, malo czasu
    > poswiecamy rodzinie, bo przeciez trzeba dodatkowo pracowac na rzecz uczelni!
    >
    > Ja jestem zadufana w sobie??

    Tak uwazam ze jestes zadufana i to bardzo. Sorry ale pierdzielenie o tym ze "sie
    nalezy" z racji tylko i wylacznie pracy na uczelni mnie nie rusza. Ciekaw za co
    bys mnie wywalila? Za to ze uwazam iz pensja powinna zalezec od jakosci pracy?
    No to niezla jestes. Dlaczego uwazasz, ze nie pracuje uczciwie i nie jestem
    zaangazowany? Skoro jestes taka super to idz do swojego szefa i krzyknij ile
    chcesz. Dobrze wiesz co uslyszysz - na Twoje miejsce jest wielu chetnych :)

    PS. W moim bylym miejscu pracy szef lubil do chwila mowic, ze na moje miejsce
    jest wielu chetnych. Od 3 lat nie moze nikogo znalezc na moje stanowisko, co mi
    zdecydowanie poprawia samoocene ilekroc o tym sobie wspomne.

  • bumcykcyk2 12.01.08, 23:16
    olga3211 napisała:

    > banki mialy niezly ubaw, gdy przychodzilismy pytac o kredyt). Z
    > tego, co nam wyliczyli doktoraty tez nam nie poprawia zdolnosci
    > kredytowej!

    Doktorat miałby poprawiać zdolność kredytową??? A niby na jakiej
    podstawie? Znałem na Zachodzie co najmmniej paru bezrobotnych
    profesorów (co prawda długo nimi nie byli, ale tak z rok-dwa to
    bywało). Zdolność kredytową dają aktualne zarobki, a nie posiadane
    certyfikaty tego czy owego, tudzież tytuły.

    > W hydraulike to sie mąż bawi sam!

    Szczerze gratuluję męża.

    > Piszecie (m.in. niewyspany77) cos w stylu: jaka praca - taka
    > placa. Ja na miejscu Waszych pracodawcow juz dawno wywalilabym Was
    > na bruk! Na Wasze miejsce jest wielu, ktorzy pracowaliby uczciwie
    > i byliby zaangazowani!

    Ale po co? Żeby wykuwać jasną przyszłość socjalizmu, jak w
    poprzednim ustroju? Na moim wydziale pier.dzielą wszelką pracę
    wszyscy, łącznie z profesorami-belwederami. Od 15 lat cały wydział
    gnije i się rozkłada. Jest profesura-geriatria, która robi sobie w
    kółko ochlajowe konferencje z morzem wódy, potem jest
    kilkunastoletnia luka pokoleniowa, a potem tzw. młodzi, do których
    ja się -jeszcze- zaliczam, którzy biegają za kasą na kilku etatach i
    na głownym etacie państwowym nie robią nic (poza szczątkową
    dydaktyką). Uważam to wszystko za normalność, a nie za patologię.
    Jeśli ktoś mi płaci grosze, no to dostaje to za co zapłacił. Poza
    tym największy wydział mojej dyscypliny w Niemczech liczy mniej
    więcej połowę średniego ZAKŁADU u mnie (porównując wydziały, to oni
    tam mają ilościowo coś koło 7% naszego stanu liczebnego ludzi na
    etatach; no i pracują codziennnie w dobrze wyposażonych gabinetach).

    > Pracuje na etacie i wypraszam sobie sugestie, ze nic nie robie! Bo
    > ciezko pracujemy, malo czasu poswiecamy rodzinie, bo przeciez
    > trzeba dodatkowo pracowac na rzecz uczelni!

    Ucz się i pracuj, a garb Ci sam wyrośnie. Dobro uczelni mi zwisa i
    powiewa, podobnie jak się to dzieje w odwrotnym kierunku.

    > Ja wypowiadam sie o sytuacji uczciwych asystentow!

    Chyba naiwnych życiowo asystentów-idealistów wyjętych z
    książki "Siłaczka" Żeromskiego.

    Ale życzę zdrowia.... i powodzenia. Może przy tej lampce naftowej
    napiszesz wielkie dzieło naukowe? Nigdy nic nie wiadomo...

  • olga3211 12.01.08, 13:27
    W obecnej sytuacji placowej, polska nauka jest dla frajerow, ktorzy nie
    zamierzaja zakladac rodzin i wystarcza im zycie w ubostwie.

    Nie chodzi mi o to, by pracowac w kilku miejscach i w kazdym z nich uprawiac
    minimalizm.
    Chodzi mi o to, by uczciwie pracowac na jednym etacie i godnie zyc (godnie - nie
    znaczy w luksusie)!
  • niewyspany77 12.01.08, 13:38
    olga3211 napisała:

    > W obecnej sytuacji placowej, polska nauka jest dla frajerow, ktorzy nie
    > zamierzaja zakladac rodzin i wystarcza im zycie w ubostwie.
    >
    > Nie chodzi mi o to, by pracowac w kilku miejscach i w kazdym z nich uprawiac
    > minimalizm.
    > Chodzi mi o to, by uczciwie pracowac na jednym etacie i godnie zyc (godnie - ni
    > e
    > znaczy w luksusie)!


    Dobrze. Wiec mam tylko jedno pytanie: ile powinien zarabiac asystent na uczelni
    a ile mniej i dlaczego - belfer w gimnazjum (zakladamy ze jest tuz po studiach
    i mieszka w Warszawie).
  • babazgaga 12.01.08, 14:12
    Ej, kurde niewyspany, wyluzuj. Jasne że KAŻDY nauczyciel jest niedopłacany. A ja uważam, że praca w podstawówce gimnazjum jest przeciętnie o niebo trudniejsza niż na wyższej uczelni, i powinni dostawać dodatek za pracę w niebezpiecznych warunkach.
    Dziewczyna chciała się pożalić u nas, bo gdzie ją zrozumieją jak nie tutaj.
    Olga, rozumiem dokładnie co czujesz. Ja jako asystent PO DOKTORACIE dostałam olbrzymią szansę pracować pół roku na um-zlec za jakieś 500zł na rękę (przy czym dowiedziałam się o tym, że pracuję nie na etat, miesiąc po rozpoczęciu semestru - sama bym się na to nigdy nie zgodziła, a tak zostałam wmontowana), a potem dali mi tyle pensji, że było to mniej, niż stypendium doktoranckiego wcześniej.
    Na "Dniu Swira", w odróżnieniu od pozostałej częsci widowni, płakałam, szczególnie w scenie odbierania pensji. Młodość w bibliotekach, cholera.
    Ale to już było, i nie wróci więcej. No i cóż, tu, gdzie jestem, jestem tylko własną pracą.
  • niewyspany77 12.01.08, 14:21
    babazgaga napisała:

    > Ej, kurde niewyspany, wyluzuj. Jasne że KAŻDY nauczyciel jest niedopłacany. A j
    > a uważam, że praca w podstawówce gimnazjum jest przeciętnie o niebo trudniejsza
    > niż na wyższej uczelni, i powinni dostawać dodatek za pracę w niebezpiecznych
    > warunkach.

    Nie no jestem wyluzowany, w koncu mam weekend i nawet ferie u mnie sa ;)

    > Dziewczyna chciała się pożalić u nas, bo gdzie ją zrozumieją jak nie tutaj.

    Alez ja kolezanke swietnie rozumiem ino niezwykle mnie drazni jak ktos
    autorytatywnie wydaje nieobiektywne sady.
  • olga3211 12.01.08, 16:48
    >Alez ja kolezanke swietnie rozumiem ino niezwykle mnie drazni jak ktos
    > autorytatywnie wydaje nieobiektywne sady.

    Mozesz podac przyklady tych niobiektywnych sadow??
  • olga3211 12.01.08, 16:41
    Ile powinien zarabiac - 2000 rata za mieszkanie 50 m2, 500 zl oplaty, zycie
    (malzenstwo z 1 dzieckiem) ok. 2000, nianka do dziecka lub przedszkole ok.
    500-1000. Jak widac koszty to okolo 5000-5500zl - skromnie z bagazem kredytu na
    30lat, nie doliczam kosztow na rozwoj wlasny i meza.
    z prostego rachunku wynika, ze oboje z mezem (belfrzy z gimnazjum tez)powinnismy
    zarabiac na reke 2500-2750. Oczywiście z uczelni tego nie mamy, no i belfer w
    gimnazjum tez.
    Obecne dochody to moze wystarczaja kawalerowi bez zobowiazan o niskim poziomie
    potrzeb.
  • niewyspany77 12.01.08, 17:09
    Ja nigdzie nie twierdzilem i nawet nie mam zamiaru twierdzic, ze zarobki na
    obecnym poziomie sa OK. Wrecz przeciwnie. Ja tylko i wylacznie pije do
    nieuzasadnionych pretensji, jakoby asystencka "naukowosc" mialabyc jakos
    szczegolnie wiecej platna niz zaangazowanie solidnego nauczyciela.
  • olga3211 12.01.08, 17:54
    Nigdzie nie napisalam, ze mamy zarabiac wiecej niz n-le w gimnazjum. I raczej
    nikt nic takiego tu nie napisal. To Ty zaczales to porownanie i ciagle je drażysz.

    Jeszcze raz napisze: skupmy sie na asystentach! Niech sie wypowiedza Ci, ktorzy
    sa na jednym etacie i sa zadowoleni. Na razie takich glosow tu nie bylo...

    Niewyspany77, a czy my mamy zwiazki zawodowe?
  • niewyspany77 12.01.08, 18:24
    Napisalas, ze 20o0 brutto to za malo i jest to praca nieludzka. Ja na to
    argumentuje, ze o 2000 brutto wielu belfrow moze tylko pomarzyc i nie
    powiedzialbym, ze jest to wynik tego ze sa nieduczeni (-> canivore) i nie powod
    by miec ich w d* (-> bumcykcyk). To tak pokrotce.

    Chyba kazda uczelnia ma swoja "Solidarnosc" tyle ze jeszcze bardziej nieruchawa
    niz nauczycielski ZNP.
  • olga3211 12.01.08, 21:23
    Tak. 20o0 brutto to za malo - dla nauczycieli w podstawowce tez. Przeciez ciagle
    to podkreslam. A kto napisal ze sa niedouczeni? Sorry ale Ty to piszesz do
    siebie. Robisz zamet i sam nie wiesz o co...
  • niewyspany77 12.01.08, 21:27
    olga3211 napisała:

    > A kto napisal ze sa niedouczeni?

    Kolega canivore69 o tu:
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16566&w=74148041&a=74278001
    > Sorry ale Ty to piszesz do
    > siebie. Robisz zamet i sam nie wiesz o co...

    Nie szkodzi, ze mnie nie rozumiesz.
  • carnivore69 13.01.08, 02:49
    E, co Ty mi tu, stary, chrzanisz?!...

    Pzdr.
  • bumcykcyk2 12.01.08, 23:28
    niewyspany77 napisał:

    > Dobrze. Wiec mam tylko jedno pytanie: ile powinien zarabiac
    > asystent na uczelni a ile mniej i dlaczego - belfer w gimnazjum
    > (zakladamy ze jest tuz po studiach i mieszka w Warszawie).

    No to jest mniemanologia stosowana, która jedynie może jątrzyć
    nastroje takich osób jak Olga. Ale dobrze... asystent w Warszawie
    nie powinien mieć mniej niż 2000 na rękę, belfer chyba tak samo, no
    bo ja nie bardzo sobie wyobrażam jakiekolwiek życie (a nie
    wegetację) poniżej tej kwoty.

    Powiem coś jeszcze. Gdy sam dawno temu byłem asystentem, zarobki
    były jeszcze gorsze. Przez 3 lata zajmowałem się czymś kompletnie
    innym, odjechanym zawodem nie mającym nic wspólnego z moim
    wykształceniem. Żyłem na bardzo dobrym poziomie, a pensję z uczelni
    odbierałem raz na parę miesięcy. Potem przez rok pisałem doktorat
    biorąc sobie pieniądze z kupki. Niestety, nie przewidziałem tego, że
    jak napiszę to dzieło w czasie , który sobie przewidziałem, to
    jeszcze będę musiał Bóg wie ile czekać na starców-recenzentów,
    obronę, mianowanie, podwyżkę itp. I i tak wpadłem w mega-ubóstwo, z
    którego się potem ponad rok wygrzebywałem.

    Nikogo nie chcę moimi postami upokarzać, ale praca naukowa w Polsce
    to obecnie propozycja dla straceńców.

  • bumcykcyk2 12.01.08, 23:56
    Ps. ... a po wtóre dla straceńców dlatego, że ŻELAZNE PRAWA
    DEMOGRAFII i apogeum niżu demograficznego, który nadejdzie od 2013
    roku:

    - po pierwsze, rozłoży wiele szkółek prywatnych , które dają nam
    chleb chałturami (ten proces już się zaczyna)

    - po drugie spowoduje, że naukowcy zaczną jeszcze zacieklej walczyć
    o swoją etatową kość na państwowym (tam jak już ktoś ma etat, to
    nikt nas nie zwolni, choćby i studentów [pensum] nie było). W
    sytuacji krótkiej kołdry ZAWSZE zostanie na państwowej uczelni
    przeterminowany adiunkt z układami towarzyskimi niż młody asystent,
    który napisał dobry doktorat. Więc nie bardzo widzę ten cel, w imię
    którego obecne młode pokolenie miałoby się wysilać. Przepraszam za
    brutalny język, ale to Ci młodzi ambitni ludzie zostaną najbardziej
    życiowo wydymani.
  • niewyspany77 13.01.08, 00:09
    bumcykcyk2 napisał:

    > Przepraszam za
    > brutalny język, ale to Ci młodzi ambitni ludzie zostaną najbardziej
    > życiowo wydymani.

    Dymanie rozpoczelo sie jakis czas temu z rozrostem ofert studiow III stopnia, co
    primo de facto zabilo instytucje etatowego asystenta, secundo namnozylo
    doktorantow (kilkadziesiat doktorow na kilka etatow rotacji rocznie) a tertio
    jest juz poniekad wizja panaceum dla starej kadry (walic ze po 2010 bedzie niz,
    przez te 5 lat beda robic doktoranckie na zasadzie "bierzemy kazdego kto chce" -
    tym sposobem profesura zapewni sobie zajecie na chude lata).
  • bumcykcyk2 13.01.08, 00:47
    Wszystko co napisałeś 100% racji. Poza tym brawo za dokładne oddanie
    podejścia profesury - oni działają na zasadzie "po nas choćby potop".
  • listekklonu 13.01.08, 13:28
    Prawda, niestety. W moim instytucie w ogóle nie ma potrzeby zatrudniania
    asystentów, bo doktoranci zrobią to samo za darmo. Co roku przyjmują 10-12
    nowych osób na studia doktoranckie, więc siły roboczej nie zabraknie.
  • wichajster4 14.01.08, 22:20
    Dwa lata pracy na uczelni wyleczyły mnie z pracy naukowej. Po
    doktoracie nie wiążę swojej przyszłości z uczelnią. Po kiego grzyba
    szarpać się całe życie za te grosze???
    Do tego dochodzą te wszystkie dziwaczne układy towarzyskie, typu nie
    lubię Cię to dowalę twojemu doktorantowi.
  • dusia_dusia 12.01.08, 14:07
    Albo mieć współmałżonka nie związanego z nauką i zarabiającego na tyle dobrze,
    żeby zrównoważyć niewielkie zarobki drugiej połowy :)
    --
    Marfa Pietrowna
  • profes0r 12.01.08, 15:09
    Albo przejść na islam i mieć cztery dobrze zarabiające współmałżonki...
  • agagur 12.01.08, 15:33
    Nic dodac nic ująć, profesOr zawsze świetnie podsumuje wasze
    wypowiedzi.W moim przypadku na islam nie moge przejść ale moge miec
    czterech "mężów" dobrze zarabiajacych. Ciekawe jak by to wygladało w
    praktyce?Pozdrawiam
  • drakulus 12.01.08, 15:45
    > 2000 zl brutto za etat asystenta??? jak przezyc??
    > Godzicie sie na to w dobie żądan lekarzy?
    > Nauczyciele akademiccy nie dostana podwyzek??

    hmm... lekarz zarabia 1720 brutto pracując 7h35 i jest to dużo mniej przyjemne
    niż praca asystenta :)
  • olga3211 12.01.08, 16:43
    Chyba sobie z nas jaja robisz :))
  • drakulus 12.01.08, 17:07
    que?
  • chill 15.01.08, 22:01
    Dla pocieszenia-ja jestem z grona zapomnianych... Lekarz w trakcie specjalizacji
    i doktoratu. Moi koledzy specjaliści wywalczyli godziwe zarobki (i cieszę sie
    wraz z nimi) ale... ja nadal zostałam ze stypendium doktoranckim i żenującym
    ułamkiem etatu szpitalnego (oczywiście jak każdy specjalizant tak naprawdę
    pracuje w pełnym wymiarze etatu plus niepłatne dyżury)w wysokości uwaga-250 zł...
    --
    Uwaga! Kobieta z brzuchem ;)
  • elwinga 15.01.08, 22:31
    2000 zł brutto za etat asystenta? To całkiem nieźle, w moim instytucie tyle ma
    adiunkt.
  • tyrranus 05.02.08, 23:12
    tyle, a nawet więcej, to ja mogę zarabiać opierdalając się dlatego, bo mam
    maturę i umiem klikać na kompie i odbierać telefony.

    Widzę, że NIE MA zadowolonych z pieniędzy na i po doktoracie.... a bałem się że
    to tylko ja jestem taki wybredny...
  • bumcykcyk2 05.02.08, 23:57
    elwinga napisała:

    > 2000 zł brutto za etat asystenta? To całkiem nieźle, w moim
    > instytucie tyle ma adiunkt.

    Cóż to za lewy instytut? Przecież to poniżej ministerialnych
    widełek! Nie bardzo wierzę, chyba że za pół etatu albo w jakiemś
    upadającym instytucie PAN-u


  • elwinga 06.02.08, 12:29
    A, przeczytałam nie brutto, a netto. Brutto adiunkt u nas ma rzeczywiście trochę
    więcej. :) Pensja asystencka brutto to chyba 1700 czy 1800, jeśli dobrze
    pamiętam. A instytut PAN-owski, humanistyczny. :)
  • darek12345 06.02.08, 14:18

    >
    > > 2000 zł brutto za etat asystenta? To całkiem nieźle, w moim
    > > instytucie tyle ma adiunkt.
    >
    > Cóż to za lewy instytut? Przecież to poniżej ministerialnych
    > widełek! Nie bardzo wierzę, chyba że za pół etatu albo w jakiemś
    > upadającym instytucie PAN-u
    >
    Chyba jednak nie poniżej widełek, bo w PAN widełki dla adiunkta
    zaczynają się poniżej 2000
    nszz.pan.pl/index.php?n=aktualnosci_pokaz&y=2006&id=25
    (to jest info sprzed 2 lat, ale chyba się to znacznie nie podniosło)

  • bumcykcyk2 06.02.08, 15:25
    2000 netto to się zgadza - dolne widełki :-(

    a PAN-u szczerze współczuję... zawsze płacili tam najmniej
  • elwinga 06.02.08, 16:35
    Wiesz, pomijając kwestie finansowe, to ja sobie bardzo chwalę, bo atmosfera w
    pracy jest świetna. A co do pieniędzy, to zawsze można dorobić (co niniejszym
    czynię :)). Nie będąc w dodatku obciążonym dydaktyką.
  • pasikonik10 06.02.08, 23:45
    Przepraszam ze nawet nie doczytałam do konca wypowiedzi innych osób,
    więc moze się powtórzę.
    Jestem lekarzem. W trakcie konczenia mojego doktoratu. I ja
    prowadziłam i pewnie jeszcze będę prowadzić zajęcia ze studentami.
    Moje stypednium wynosi 1100 zł, pensja lekarza- 160 zł, po podwyżce-
    200 zł. (brutto)
    Nie będę więc wyliczać o ile mniej niż ty zarabiam a jednak
    nauczycielom do gardła nie skaczę...Nie pisze tez rozpaczliwych
    postów ze ktoś (np nauczyciel) wywalczył coś moim kosztem...

    PS. jesli piszesz ze mnie wykształciłaś, to ja dorzucę ze cię
    wyleczyłam...



    --
    <a
    href="www.tinyducks.com/q/211/pflower1/20070126/Majeczka+/2+/6
    .png">moja Majcia...>
    <a
    <a href="HTTP://www.majuszka2007.blog.onet.pl/"target="_blank">
  • dusia_dusia 07.02.08, 13:49
    200 zł??? Pensja brutto? Dlaczego tak strasznie mało? To przecież poniżej
    minimalnej płacy??? (zgaduję - pewnie formalnie nie jesteś zatrudniona na cały
    etat).
    Przykra sprawa...
    --
    Marfa Pietrowna
  • pasikonik10 07.02.08, 16:25
    tak, na 1/8 etatu, więc teoretycznie pracuję od 8 do 8.56 :) a
    praktycznie to wychodzę o 14.30
  • eksdoktorant 08.02.08, 10:32
    Dzien dobry.
    Przebrnalem przez wszystkie wypowiedzi i pozwole sobie dorzucic
    swoje trzy grosze.
    Swego czasu bylem doktorantem, prowadzilem takze zajecia ze
    studentami. Na poczatku bylem pelen zapalu i ludzilem sie, ze "jakos
    to bedzie", ale dzis juz nie mam zludzen. Na poczatku jeszcze mi sie
    chcialo: czasem cos napisac, czasem gdzies cos wyglosic. Zapal
    jednak stopniowo mnie opuszczal, jedynie do zajec dydaktycznych
    jeszcze sie przykladalem (moi studenci nigdy nie przyszli na
    zajecia, by pocalowac klamke, co czesto sie zdarza, gdy wykladowca-
    chalturnik pracuje jednoczesnie w kilku miejscach; doswiadczylem
    tego na wlasnej skorze jako student). Coraz wiecej mojej energii
    pochlanialy wszelkiej masci fuchy (skonczylem kierunek
    humanistyczny, ale taki, po ktorym mozna trzaskac dosyc intratne
    zlecenia, wiec pokusa dla czlowieka majacego rozterki - jak ja
    wowczas - jest duza). W koncu zaczalem w miare dostatnio zyc (jak na
    moje owczesne wymagania, jednak nadal mieszkajac z rodzicami, bez
    stabilizacji itd.), ale o pracy stricte naukowej nie bylo juz mowy,
    zostala ona wyparta przez prace zarobkowa. Pracowalem czesto do
    poznych godzin wieczornych, lubilem te prace (nie tylko dlatego, ze
    dawala mi wymierne korzysci), ale wieczorem starczalo mi juz sil
    tylko na lekka lekture/buszowanie po Internecie/piwo ze znajomymi.
    Na weekendy zazwyczaj gdzies wyjezdzalem, a jak nie, to imprezowalem
    na miescie - wreszcie mialem wzgledna swobode finansowa.
    Nie mam cienia wyrzutow sumienia, ze w koncowym okresie mojego
    doktorantowania nie splodzilem ani jednego gniota, ktory dzis
    zapewne obrastalby kurzem zalegajac gdzies na polce
    domowej/uczelnianej biblioteki. Pozbawiony zludzen, wolalem zyc
    szczesliwie i w zgodzie z samym soba.
    W koncu trafil sie wyjazd zagraniczny i siedze tu-na obczyznie do
    dzis. Wreszcie spelniam swoje od lat pielegnowane marzenia
    podroznicze. Gdybym nosil sie z zamiarem powrotu do Polski, w
    rachube wchodziloby chyba jedynie zalozenie wlasnej dzialalnosci
    (robilbym to, co przed wyjazdem, tylko juz jako jednoosobowa firma).
    Wole byc szczesliwym "zarobasem" niz sfrustrowanym pracownikiem
    naukowo?-dydaktycznym, tym bardziej ze w mojej branzy mozna w miare
    przyzwoicie zarabiac, zarowno w kraju, jak i za granica. Zaraz ktos
    pewnie napisze, ze najwyrazniej rozminalem sie z powolaniem, ale ja
    juz mam gotowa riposte: gdyby mi odpowiednio placono, byc moze
    zostalbym na uczelni (przebakiwano cos o etacie po obronie
    doktoratu; pytanie tylko, za jakie pieniadze...).
    Mozecie mi zarzucac postawe roszczeniowa, konsumpcyjny styl zycia i
    co tylko chcecie, ale sami sie zastanowcie, czy warto najpiekniejsze
    lata zycia zmarnowac na wegetacje od pierwszego do pierwszego (a
    skoro powstal ten watek, to znaczy, ze sie zastanawiacie). Wszak
    zycie ma sie tylko jedno.
    Nie chce nikogo obrazac, a jedynie dac Wam do myslenia.
    Szanuje odmienne poglady, ale moje zdanie jest takie, ze na dzien
    dzisiejszy praca naukowa/naukowo-dydaktyczna w Polsce, zwlaszcza w
    kontekscie coraz wyzszych kosztow utrzymania, jest dla [brak
    odpowiedniego slowa; nie chce uzywac tak dosadnego okreslenia jak
    jeden z Przedmowcow].

    Aha, jako doktorant nie dostawalem stypendium, za to placono mi za
    czesc przeprowadzonych zajec. Nie byly to jednak zbyt duze
    pieniadze, trzeba bylo dorabiac chalturami lub... wyjechac.
  • carnivore69 08.02.08, 11:17
    Co wiec stoi na przeszkodzie, zebys kontunuowac kariere naukowa za granica,
    skoro i tak juz tam sie znalazles?

    Pzdr.
  • eksdoktorant 12.02.08, 06:16
    carnivore69 napisał:

    > Co wiec stoi na przeszkodzie, zebys kontunuowac kariere naukowa za
    granica,
    > skoro i tak juz tam sie znalazles?

    Teoretycznie nic, ale w praktyce wykluczaloby to powrot do Polski i
    oznaczalo koniecznosc pozostania na obczyznie w zasadzie juz na
    zawsze.
  • alba.alba 08.02.08, 14:12
    Eksdoktorancie, takie szczere wypowiedzi jak twoja są zawsze w cenie. Szkoda tylko, że tak tajemniczo wypowiadasz się o swojej dziedzinie. Przecież podanie konkretnej działki naukowej nie naruszyłoby w żadnym razie twojej anonimowości, tym bardziej, że przebywasz za granicą. A mnie bardzo ciekawi, jaka to dziedzina humanistyki, po której można liczyć na intratne zlecenia.
  • bumcykcyk2 08.02.08, 21:24
    Alba.alba, bardzo przepraszam, ale nie każda "humanistyka" (!)
    zajmuje się liczeniem diabłów na główce od szpilki. Trochę konkretów
    to ja widzę -oszczędzę wyliczania kierunków, bo to długa lista- i
    wybitny absolwent żeby zarobić nie musi zaraz skrobać ryb w
    Norwegii. Trochę się poczułem urażony tym stwierdzeniem...


  • eksdoktorant 12.02.08, 06:26
    bumcykcyk2 napisał:

    > Alba.alba, bardzo przepraszam, ale nie każda "humanistyka" (!)
    > zajmuje się liczeniem diabłów na główce od szpilki. Trochę
    konkretów
    > to ja widzę -oszczędzę wyliczania kierunków, bo to długa lista- i
    > wybitny absolwent żeby zarobić nie musi zaraz skrobać ryb w
    > Norwegii. Trochę się poczułem urażony tym stwierdzeniem...

    Zawsze mnie zastanawialo, skad sie bierze u wielu osob przekonanie,
    jakoby to humanisci byli najbardziej dotknieci bezrobociem/wyzyskiem
    za (pol)darmo.
    Tak jakby nie bylo ludzi, ktorzy po polibudzie ida do pracy za
    tysiac kilkaset zlotych miesiecznie...
  • eksdoktorant 12.02.08, 06:18
    alba.alba napisała:

    > A mnie bardzo ciekawi, jaka to dziedzina
    > humanistyki, po której można liczyć na intratne zlecenia.

    Praktycznie kazde studia (okolo)filologiczne.
  • autumna 13.02.08, 12:57
    >A mnie bardzo ciekawi, jaka to dziedzina
    > humanistyki, po której można liczyć na intratne zlecenia.

    Nie brak jest ludzi kasiastych zainteresowanych inwestowaniem w dzieła sztuki, traktujących je bądź jako dekorację domu, bądź lokatę kapitału. Albo zainteresowanych skompletowaniem domowej biblioteki z ambitną literaturą. Itp., itd. Są gotowi za doradztwo w tych sprawach nieźle zapłacić - więc pole do popisu jest i dla historyka sztuki, i dla literaturoznawcy, i wielu innych. Nie siedzę w tej branży, ale podejrzewam, że tytuł doktora jest tu mile widziany.

    --
    Niedługo tu będzie bardzo fajna sygnaturka.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka