Dodaj do ulubionych

Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie

21.03.08, 10:32
A do tego likwidacja habilitacji. Tak minister nauki - jak dowiedziała się
"Gazeta" - chce uprościć karierę naukową.

www.gazetawyborcza.pl/1,75248,5044480.html
Edytor zaawansowany
  • missdoc 21.03.08, 11:24
    troche dziwne takie różnicowanie na osoby które będa lic. dr i takie
    które będą lic. mgr. dr oraz - mgr. dr. MOże zeby było sprawiedliwie
    to skrócenie tym wybitnym dlugosci studiowania. Np: lic w 2 lata,
    mgr w 2 lata, dr w 2 lata. Tak żeby w wieku 25, 26 lat mozna było
    być dr.
    z przyspieszaniem się zgodzę, studia trwają długo, kadry na razie
    brakuje. Ale poczekajmy jeszcze rok, 2 lata - bedzie wysyp dr.
    spieszacych się do hab.
  • pr0fes0r 21.03.08, 12:12
    Najważniejszy jest ten fragment imo:

    ""Gazeta" dotarła do pierwszych założeń - dotyczą skrócenia kariery naukowej.
    ____Ma to zapobiec brakom kadry na uczelniach i uciąć kontrowersje wokół
    habilitacji uważanej powszechnie za skostniałą przeszkodę na drodze do
    profesury___."

    Ja głupi myślałem, że chodzi o podniesienie poziomu nauki i dydaktyki. A
    tymczasem trzeba umówić się, że doktor=profesor, a licencjat=doktor
    (upraszczając i przesadzając), żeby przeliczniki kadrowe się zgadzały. Czyli
    efekt będzie wręcz odwrotny - obniżymy poprzeczkę jeszcze bardziej.
  • pyzz 21.03.08, 13:08
    > ""Gazeta" dotarła do pierwszych założeń - dotyczą skrócenia kariery naukowej.
    > ____Ma to zapobiec brakom kadry na uczelniach i uciąć kontrowersje wokół
    > habilitacji uważanej powszechnie za skostniałą przeszkodę na drodze do
    > profesury___."
    A mnie ciągle bawi okrzyk "Precz z habilitacją" połączony ze stwierdzeniem, że
    to przeszkoda na drodze do profesury.
    Bo o ile habilitacja jeszcze jest jakąś procedurą naukową (jakaś praca naukowa),
    o tyle tytuł profesorski jest już tylko (w praktyce) nagrodą za wysługę lat/
    posiadanie kolegów.
    Niestety, ale na ile sam siedzę w "środowisku" to widzę, że doktoranci, to są
    gorsi i lepsi, ale coś ROBIĄ. Adiunkci też. A tak naprawdę głównym problemem są
    habilitowani i profesorowie, którzy, kiedyś byli świetni, pisali znakomite
    prace, ale niestety po habilitacji im się odechciało.
    Dlatego pierwsze co bym zrobił, to zlikwidował tytuł profesorski i wszelkie
    przywileje z nim związane. To by było najważniejsze.
  • niewyspany77 21.03.08, 12:18
    > z przyspieszaniem się zgodzę, studia trwają długo, kadry na razie
    > brakuje. Ale poczekajmy jeszcze rok, 2 lata - bedzie wysyp dr.
    > spieszacych się do hab.

    Studia nie trwaja za dlugo. Magistrow mamy od groma. Doktorow mniej, ale ich tez
    nie brak. Problemem jest za malo habilitowanych plus kompletny brak kryteriow co
    do habilitacji - ci dobrzy boja sie uwalenia, a ci marni czekaja na to az ktorys
    prof laskawie ich namasci i przepchnie.
  • pr0fes0r 21.03.08, 12:33
    Skrócenie studiowania istnieje. Doktorat możesz obronić i w rok, jak się
    sprężysz - ITS, zaliczasz wszystkie przedmioty, egzaminy i się bronisz. Studia
    magisterskie chyba w większości uczelni są dwuletnie.
  • alba.alba 21.03.08, 15:38
    pr0fes0r napisał:

    > Skrócenie studiowania istnieje. Doktorat możesz obronić i w rok, jak się
    > sprężysz - ITS, zaliczasz wszystkie przedmioty, egzaminy i się bronisz.

    Chciałabym zobaczyć taki ekspresowy doktorat napisany w ciągu roku. Według mnie dobrej rozprawy naukowej nie da się napisać w tak krótkim czasie, chyba że to tylko rozszerzona wersja pracy magisterskiej(!).
  • pr0fes0r 21.03.08, 15:48
    Jak udowodniłaś już wielokrotnie, Twoje zdanie w kwestiach akademickich nie ma
    szczególnie wielkiej wagi wskutek kompletnej nieznajomości tematyki, w jakiej
    tak autorytatywnie się wypowiadasz.
  • alba.alba 21.03.08, 22:30
    A mało to razy czytałam na tym forum, że ludzie nie mogą zdążyć z doktoratem przez 4 lata? A co dopiero w 1 rok!
  • rilian 22.03.08, 19:33
    amen.

    --
    Wyzwól mój umysł od niekończącego brnięcia w szczegóły i daj mi
    skrzydeł, bym w lot przechodził do rzeczy.
  • hermionagranger5 22.03.08, 18:11
    pr0fes0r napisał:

    > Skrócenie studiowania istnieje. Doktorat możesz obronić i w rok,
    jak się
    > sprężysz - ITS, zaliczasz wszystkie przedmioty, egzaminy i się
    bronisz. Studia
    > magisterskie chyba w większości uczelni są dwuletnie.


    Potwierdzam;-)
  • niewyspany77 22.03.08, 18:40
    Teoretycznie jako bardzo zdolny licencjat moge napisac kilka dobrych tekstow i
    je opublikowac.
    Teoretycznie jako bardzo zdolny magister moge napisac byle jaka mgr a w tym
    czasie znalezc przyjaznego promotora i skupic sie na porzadnym dr.
    Teoretycznie po obronie mgr moge od razu rozpoczac procedure wolnej stopy, jak
    doktorat gotowy to sie go otwiera przed wakacjami.
    Teoretycznie jak recenzent nie dupa to moge dostac recenzje gdzies w listopadzie.
    To oznaczaloby obrone w grudniu.

    Oczywiscie teoretycznie, bo problemem bylby jedynie klimat dla takiego doktora.

    Doktorat to tylko stopien, w tym kraju daje sie go za napisanie pracy i zdanie
    paru egzaminow. Czy zatem jesli na licencjacie odkryje ze twierdzenie pana X
    jest do dupy i chce z tego napisac dr mam czekac 6 lat? Prawda jest taka ze dla
    ludzi wybitnych te cale lic, mgr i dr moga byc tylko przeszkda w naukowym rozwoju.
  • hermionagranger5 22.03.08, 19:11
    Ano, masz słuszność, wszystko to może być po trosze przeszkodą.
    Przyznaję,że(abstrahując od koniecznej harówy własnej i
    bezwzględnego uporu) trafiłam na grono bardzo życzliwych Ludzi -
    i to jednak klimat był podstawą.
    Pozdrawiam "bliźniaka" - o ile pamiętam, obroniliśmy się tego samego
    dnia;-)
  • alba.alba 22.03.08, 20:26
    Teoretycznie to możesz mieć już "zaklepany" doktorat i etat na uczelni będąc jeszcze w liceum, jeżeli twój ojciec/matka jest profesorem.
  • niewyspany77 22.03.08, 20:45
    Teoretycznie bedac w podstawowce moge kupic dr za 500$.
  • pr0fes0r 22.03.08, 20:46
    Jakieś dowody, czy tradycyjnie dane wzięte z kosmosu?
  • alba.alba 22.03.08, 21:12
    pr0fes0r napisał:

    > Jakieś dowody, czy tradycyjnie dane wzięte z kosmosu?

    Dowody masz w wątku "nepotyzm akademicki". Pozdrawiam wybiórczo czytającego forumowicza;)
  • pr0fes0r 22.03.08, 21:28
    Aż cały artykuł o tym, jak to będąc w liceum ma się zaklepany doktorat? :o Ty w
    ogóle czytasz to, co piszesz?
  • alba.alba 22.03.08, 23:01
    Co za różnica kiedy, ważne że jest nepotyzm.
  • pr0fes0r 22.03.08, 23:10
    A jeśli fakty nie zgadzają się z Twoimi wyobrażeniami, tym gorzej dla faktów.
    Rozumiem.
  • turzyca 23.03.08, 03:13
    niewyspany77 napisał:

    > Doktorat to tylko stopien, w tym kraju daje sie go za napisanie pracy i zdanie
    > paru egzaminow. Czy zatem jesli na licencjacie odkryje ze twierdzenie pana X
    > jest do dupy i chce z tego napisac dr mam czekac 6 lat? Prawda jest taka ze dla
    > ludzi wybitnych te cale lic, mgr i dr moga byc tylko przeszkda w naukowym rozwo
    > ju.


    Jak ktos jest wybitny to zrobi ITS (swoja droga u mnie w instytucie mozna bylo
    zrobic studia w krotszym czasie i bez ITS) i doktorat w dowolnie krotkim czasie.
    A cala niewybitna reszta potrzebuje solidnego odrobienia pewnej porcji wprawek.


    I tak a propos - standardowy czas robienia doktoratu u mnie to 3 lata, wiele
    osob robi krocej. O tyle to realne, ze robia ten doktorat, przez 8 godzin
    dziennie pracujac na uniwersytecie wylacznie nad tym.
  • niewyspany77 23.03.08, 04:17
    OK, tyle ze ITS to nie wolna stopa. Na wolnej stopie mozesz na jednej RW
    otworzyc przewod i przyjac prace, wyznaczyc sklad komisji etc etc.

    Poza tym nie kazdy musi "robic". Nie ma przepisu zabraniajacego uzyskac dr za
    przeblysk geniuszu u nawet najwiekszej miernoty :)
  • turzyca 23.03.08, 17:07
    Jesli doktorat ma zrobic miernota na przeblysku geniuszu to niech tlucze te dwa
    lata studiow magisterskich, a nie idzie na skroty. I tak prac ze zle zrobiona
    literatura czy skopanym aparatem jest za duzo.

    A wybitnym wymog zrobienia licencjatu, magisterki i doktoratu nie zaszkodzi o
    tyle, ze oni i tak zrobia to szybciej a porzadnie.

    Ja tam jestem za utrzymaniem dotychczasowej drabinki. Bo to nie koniecznosc
    zrobienia habilitacji czy napisania magisterki zniecheca ludzi do bycia
    naukowcami tylko wiele innych czynnikow z kasa na czele.
  • sqro 21.03.08, 12:09
    ciekawy post
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=33&w=77276454&a=77279786
    forda.Ka w komentarzach. Trzeba by to troche stjuningować ale sama koncepcja
    brzmi sensownie
    --
    Jestem genetycznym bolszewikiem, ateuszem, wykształciuchem, lumpenliberałem i
    łże-elitą... i co gorsza jestem z tego dumny!!!
  • pr0fes0r 21.03.08, 12:17
    I nagle artykuł w Ziemniaku Polskim będzie wart 45 punktów.
  • niewyspany77 21.03.08, 12:20
    A w gazetce parafialnej 20 :)
  • niewyspany77 21.03.08, 15:07
    Oczywiscie w pelni sie zgodze.
    Ba, jako dyrektor szkoly, magister, dostane dokladnie te sama kase co
    doktor-asystent, a w niektorych przypadkach nawet to samo co doktor-adiunkt.
    Owszem masz racje, jednak typowa szkola w polsce ksztalci klepaczy kodu a nie
    informatykow - zdanie mojego znajomego, dr informatyki. O budowlancach nie wiem,
    ale skoro operator walca po podstawowce dostaje pensje profesora to chyba masz
    racje :)
  • matmis 22.03.08, 03:04
    > Owszem masz racje, jednak typowa szkola w polsce ksztalci
    > klepaczy kodu a nie informatykow - zdanie mojego znajomego, dr informatyki.

    hmm, ale co to wnosi do tej dyskusji? nie czuję, czy to polemika, czy
    potwierdzenie poprzedniej wypowiedzi?

    faktem jest koniunktura się znowu zrobiła taka, że firmy informatyczne przyjmują
    kogokolwiek z jako-takim talentem i zaangażowaniem i same go doszkalają z czego
    trzeba
  • alba.alba 21.03.08, 15:31
    Nie zgadzam się z twierdzeniem, że braki kadrowe na uczelni wynikają z braku chętnych zniechęconych długą drogą do kariery naukowej. One wynikają z małej ilości oferowanych etatów, czyli małych nakładów na naukę. Przecież na jeden wolny etat przypada kilka/kilkanaście chętnych doktorantów. Po co ta dezinformacja?
  • autumna 25.03.08, 09:09
    > Przecież na jeden wolny
    > etat przypada kilka/kilkanaście chętnych doktorantów. Po co ta dezinformacja?

    A po co to uogólnienie? Na wielu wydziałach (głównie technicznych) wolne etaty są. Znam takie, gdzie już nie ma kto uczyć i albo ściąga się jakichś emerytów, albo daje specjalne zezwolenie na prowadzenie wykładów przez magistrów, z braku doktorów (ci wybywają natychmiast po obronie). Inaczej groziłoby rozwiązanie wydziału z powodu braków kadrowych. Znam katedrę, gdzie kierownik rozpaczliwie wydzwaniał po znajomych profesorach, czy mają kogoś nadającego się, bo na konkurs na asystenta zgłosiła się jedna osoba, i to po kierunku zaledwie pokrewnym, a nie tym, który był mu potrzebny. Wiadomość jest absolutnie z pierwszej ręki, bo mnie też molestowali o start w tym konkursie. Uprzejmie podziękowałam, stanowiąc właśnie konkretny przykład osoby "zniechęconej długą drogą do kariery naukowej".

    --
    Według przepisów Unii Europejskiej droga, która ma koleiny głębsze niż 4 milimetry, powinna być zamknięta.
  • alba.alba 25.03.08, 16:54
    No fakt, może na technicznych tak jest. Ja to oceniłam głównie na podstawie mojego wydziału. Ale widzisz, np. nasz kolega niewyspany szuka etatu i nie może znaleźć. Pochwalił się wszem i wobec, że obronił doktorat z pedagogiki. Ciekawe kiedy się pochwali, że znalazł etat;)
  • niewyspany77 25.03.08, 17:00
    Rozumiem ze w alba-swiecie etaty na uczelni przyznaje sie w marcu? Kurde. Mam
    natchnienie, wracam do watku o Reformie Nauki.
  • mmaupa 21.03.08, 15:52
    Doktorat po licencjacie - nie.
    Zniesienie habilitacji - tak.

    --
    Don't panic, it's organic!
  • niewyspany77 21.03.08, 16:00
    > Zniesienie habilitacji - tak.

    To od razu zaproponuj rozwiazanie zapobiegajace rzuceniu sie na profesury ludzi,
    ktorzy nie maja dorobku a jedyne czym moga sie pochwalic to wysluga lat.
  • pyzz 21.03.08, 16:37
    > ktorzy nie maja dorobku a jedyne czym moga sie pochwalic to wysluga lat.
    Brak tytułu profesorskiego
  • pr0fes0r 21.03.08, 16:59
    Czyli proponujesz redukcję wartości tytułu naukowego do poziomu obecnej
    habilitacji? Nadawał(a)byś się na doradcę min.Kudryckiej, rozumujesz we
    właściwym kierunku.
  • mmaupa 21.03.08, 17:39
    Sprostuje: zniesienie habilitacji W OBECNEJ FORMIE - tak.

    Anegdotka. Znajomy Niemiec zrobil habilitacje. Koresponduje z Amerykaninem,
    wykladajacym zreszta na prestizowej uczelni, czlowiekiem na poziomie,
    specjalista w dziedzinie itd. Amerykanin na wiesc o habilitacji: A bardzo bolalo?

    --
    Don't panic, it's organic!
  • pr0fes0r 21.03.08, 17:46
    To napisz proszę, jak wyobrażasz sobie habilitację w nowej formie? Bo obecnie ja
    sobie nie wyobrażam, jak by można było jeszcze bardziej ją ułatwić.
  • mmaupa 21.03.08, 17:57
    Alez mi nie chodzi o ulatwianie - tylko bardziej obiektywne kryteria oceny! Zeby
    nie bylo tak jak napisal niewyspany, ze "ci dobrzy boja sie uwalenia, a ci marni
    czekaja na to az ktorys prof laskawie ich namasci i przepchnie."

    W zasadzie zgadzam sie z postem forda.ka z innego forum co do samych kryteriow.

    --
    Don't panic, it's organic!
  • niewyspany77 21.03.08, 18:12
    Moga byc nieobiektywne, byleby w koncu byly!!!
  • pyzz 21.03.08, 22:45
    > Czyli proponujesz redukcję wartości tytułu naukowego do poziomu obecnej
    > habilitacji?
    Nie bardzo wiem, co ma oznaczać rzekoma "redukcja wartości tytułu... itd."
    Czy wartością, którą niby proponuję zredukować ma być społeczne poważanie, jakim
    profesorowie się cieszą? Jeżeli tak, to owszem, bowiem niestety zbyt często
    (nawet powyżej połowy przypadków) ludzie Ci cieszą się NIEZASŁUŻONYM poważaniem.
    Przykro mi. I nawet nie twierdzę, że tytuły te dostali jacyś aparatczycy, czy
    partyjniaki. Nie, ludzie, którzy je mają powadzili znakomite badania. Kiedyś.
    Teraz mają tytuły i służą im one jako gwarant statusu świętej krowy, która nie
    musi robić nic. Są to zbyt często ludzie, którzy mają tytuł po to, aby ich etat
    sprowadzał się tylko do pobierania pensji.
    Jeżeli ową redukcją ma być sprowadzenie wiedzy do poziomu jaką reprezentuje
    doktor habilitowany, to podejrzewam, że nie byłaby to redukcja, tylko awans. A
    to tylko dlatego, że doktor świeżo habilitowany to człowiek, którego wiedza
    zatrzymała się właśnie teraz. Profesor ma wiedzę na poziomie state-of-the-art
    czasów, gdy sam się habilitował.

    A co tak naprawdę proponuję, to zacząć wymagać rzetelnej pracy od wszystkich, a
    nie tylko od najmłodszych. Między innymi dlatego, że słabe doktoraty zazwyczaj
    są dobrze bronione nie dlatego, że doktorant jest bezczelny, czy zły, tylko
    dlatego, że ma bardzo nobilitowanego "funkcyjnego" promotora, któremu nie
    chciało się swoim doktorantem zająć. Bo sprawdzić draft pracy zajmuje więcej
    wysiłku (nie wspominając nawet o zrozumieniu przedstawionych tam badań) niż
    puszczenie oka do kolegi recenzenta.

    > Nadawał(a)byś się na doradcę min.Kudryckiej, rozumujesz we
    > właściwym kierunku.
    O właśnie. Bardzo po profesorsku. "Nie rozmawiam z motłochem, bo jeszcze mi się
    wieniec laurowy pogniecie"
  • pr0fes0r 21.03.08, 23:32
    Spieszę wyjaśnić, skoro skrótowa wypowiedź okazała się zbyt skrótowa.
    Proponujesz, by w miejsce zlikwidowanej habilitacji filtrem blokującym karierę
    nieudacznikom był "brak tytułu profesorskiego". To zaś oznacza, że tak naprawdę
    nie proponujesz żadnej zmiany, bo aby uzyskać tytuł profesorski, też trzeba
    przejść przez sito Rady Wydziału, a następnie CK, gdzie stosowane są
    nieobiektywne kryteria, istnieje ryzyko kolesiostwa i wszystko to, co zarzucane
    jest obecnie procedurze habilitacyjnej. Teraz po doktoracie ewentualny
    nieudacznik musi pokonać dwie przeszkody - habilitację i profesurę -, po
    likwidacji habilitacji pozostanie tylko jedna. Nie wiem, czy świadomie, ale
    powtarzasz argumenty niezrealizowanych naukowo doktorów, którzy chroniąc się za
    palmą męczeństwa z rąk profesury próbują wykonać skok na kasę w postaci
    dołączenia do warstwy uprzywilejowanej. To nie jest żadna reforma, a wręcz
    przeciwnie kontynuacja procesu trwającego od paru lat, a kontynuowanego przez
    min.Kudrycką z jej propozycjami na razie warunkowego obejścia magisterium przy
    studiach doktoranckich oraz likwidacji habilitacji. Twierdzenie, że lekiem na
    zło polskiej nauki jest likwidacja habilitacji, to klasyczny symptom
    biurokratycznej pseudoreformy.

    Istnieją tylko dwa sposoby zreformowania polskiej nauki. Pierwszy, radykalny, to
    puszczenie wszystkiego na żywioł, z likwidacją habilitacji i tytułu naukowego na
    wzór amerykański, w nadziei że rynek wszystko uporządkuje. Niestety, rynek ma to
    do siebie, że zły produkt wypiera dobry i nie widzę w tym rozwiązaniu panaceum
    na problemy polskiej nauki.

    Pozostaje rozwiązanie drugie, czyli zmiana sposobu funkcjonowania systemu
    istniejącego przy zachowaniu jego struktur. Wbrew pozorom łatwo jest to
    przeprowadzić właśnie z poziomu ministerstwa, o ile tylko by się chciało. Po
    pierwsze więc, absolutna transparentność - obowiązek jawności dorobku naukowego,
    jawność całości procedur grantowych i rozliczeń ich wyników, etc. Do tego
    stopniowe odejście od minimum kadrowego z jednoczesnym wzmocnieniem procesu
    akredytacji i uzależnieniem finansowania uczelni od uzyskania akredytacji, przy
    czym jednym z kryteriów powinien być profil naukowy kadry. Tak więc jeśli
    Uniwersytet Wszystkiego w nieszczęsnym Pcimiu zatrudni na wydziale biologii
    pedagogów, jego sprawa, ale pieniędzy na ten wydział z budżetu państwa nie
    dostanie. Następnie przyspieszenie i automatyzacja procesu nostryfikacji
    dyplomów z określonych krajów/uczelni. Rezygnacja z fikcji 30% scholaryzacji
    kraju czy ile ten współczynnik teraz wynosi, przywrócenie wąskiego gardła po
    studiach pierwszego stopnia czyli ograniczenie liczby miejsc na studiach
    magisterskich w uczelniach państwowych. Dołączenie do wymogów habilitacyjnych i
    profesorskich określonej liczby publikacji z listy na kształt listy
    filadelfijskiej dla poszczególnych kierunków studiów lub zdobycia określonej
    liczby punktów za publikacje - tylko że to musi być zrobione z głową, nie tak,
    jak obecnie. Może za parę lat dołączenie również wymogu pozyskania określonej
    kwoty dla instytucji macierzystej z funduszy europejskich.

    Reforma jest wykonalna, problem w tym, że politycy grają na nośnym haśle
    zniesienia habilitacji, nie myśląc o tym, jakie będą tego efekty. Fajnie 100
    doktorów zostanie profesorami - co to zmieni poza ich zarobkami? Beton i stare
    grzyby nagle znikną? Nie, ale żądne krwi polskie społeczeństwo będzie zachwycone
    likwidacją kolejnego przywileju. Tylko że z reformą polskiej nauki nie ma to nic
    wspólnego.
  • alba.alba 21.03.08, 23:55
    pr0fes0r napisał:
    Tak więc jeśli
    > Uniwersytet Wszystkiego w nieszczęsnym Pcimiu zatrudni na wydziale biologii
    > pedagogów, jego sprawa, ale pieniędzy na ten wydział z budżetu państwa nie
    > dostanie.

    Bardzo dobrze. Ale wegług mnie należałoby wreszcie formalnie zakazać doktoryzowania się z dziedziny, której się nie studiowało.
  • pr0fes0r 22.03.08, 00:04
    Nie zapomnij o zburzeniu Kartaginy, też się przyda.
  • michal_powolny12 22.03.08, 02:49
    Zgadzam się z tobą. W poprzedniej kadencji bardzo chciał zniesienia
    wymogu habilitacji pewien poseł PiS. Pominę jego nazwisko ale
    dokonania naukowe to on miał "wielkie". Twierdził że jego rozwój
    zablokowali wstrętni koledzy , padały też słowa o postkomunistach i
    męczeńtwtie chrześcijan. Niestety te osobnik po raz kolejny został
    posłem i nadal lobbuje za zniesieniem habilitacji i puszczeniem
    wszystkiego na żywioł. Trochę dziwne że min. Kudrycka korzysta z
    tych mądrości. Wydawało się że jest nieco oddalona od środowiska
    tego pana.
  • niewyspany77 22.03.08, 03:07
    Problem w puszczaniu na zywiol jest taki, ze:
    - ci ktorzy maja plecy, kolesiow etc beda mieli z tego profit u szefow katedr
    preferujacych model nauki "przy kielichu i tancach"
    - ci ktorzy beda mieli dorobek, dostana swoje u tych szefow katedr, ktorzy cenia
    dorobek
    - kto jest na dorobku bedzie mial przej* na amen, bo koniecznosc wypracowania
    dorobku lub kolesiow trwa, a konkurencja nie spi ;)

    Konkluzja: zalatwienie habilitacji moze byc wtopa o wiele bardzej brzemiennych
    skutkach niz jej pozostawienie. Zreszta naprade nie rozumiem, moze za glupi
    jestem, ale dlaczego jest taka presja na usuniecie habilitacji, skoro jasne
    reguly uzyskania stopnia dla poszczegolnych dyscyplin zamnlelyby japy dla
    krzykaczy z uzasadnionymi i nieuzasadnionymi pretensjami?

    A moze po prostu trzeba pani minister przypomniec, ile musiala nazbierac dorobku
    do swojej habilitacji (czyli ze jakies kryteria spelnic musiala, wiec
    zastanwiala sie z pewnoscia swojego czasu nad ta sprawa) wzglednie, kto ja prze
    te habilitacje przepchnal (bo tylko wtedy ma sie gdzies, ile sie ma dorobku, bo
    licza sie plecki).
  • mmaupa 22.03.08, 10:15
    Wiesz, ja walcze o wlasna prywate :). Jak wroce do Polski (albo inaczej: JESLI
    wroce do Polski), to zeby zostac samodzielnym pracownikiem naukowym wolalabym
    pochwalic sie dorobkiem naukowym, pokazac fajne CV i liste porzadnych publikacji
    niz wlazic rektorowi w tylek przez 8 lat. Jesli tenze dorobek naukowy nazwaloby
    sie habilitacja, to nie mam nic przeciwko. Ale mozna w takim razie zamiast
    "habilitacja" mowic "dorobek naukowy wymagany na takie to a takie stanowisko".

    --
    Don't panic, it's organic!
  • pr0fes0r 22.03.08, 11:37
    Jeśli wrócisz do Polski, możesz jako podstawę do habilitacji przedstawić tenure
    folder w stylu amerykańskim, z zestawem swoich publikacji. Odkąd na uczelniach
    habilitacja nie jest już w gestii CK tylko rad wydziału, znalezienie takiej,
    która procedurę przeprowadzi i Ci krzywdy niemerytorycznie nie zrobi, będzie
    stosunkowo proste, chyba że jesteś dajmy na to specjalistą od języka Czukczów
    :D. Nie odbierz tego brońcie bogowie jako przytyk, ale pod nową ustawą
    habilitację w mniejszych ośrodkach robią takie miernoty, że włos się jeży na
    głowie. Cała procedura potrwa nie więcej niż 9-12 miesięcy MAKSIMUM, a i w pół
    roku może się zamknąć (powołanie komisji - miesiąc na obrady - wniosek komisji i
    powołanie recenzentów - trzy-cztery miesiące na recenzje razem z wyznaczeniem
    recenzentów przez CK - kolokwium i włala, jesteś habilitowaną mmaupą. Mało tego,
    przecież nie musisz tego robić po powrocie, jeśli masz dorobek, możesz procedurę
    rozpocząć choćby i dzisiaj po południu, i tylko odwiedzić drugą Irlandię na
    kolokwium.
  • mmaupa 22.03.08, 17:22
    Ciekawie piszesz pr0fie. Czyli jest jednak jakas dla mnie nadzieja - do tej pory
    bylam bombardowana straszliwymi wiesciami z NFA jak to wracajacym ze swiata jest
    zle i okropnie. A tu nadzieja jakas. Milo!

    Tym niemniej fajniej byloby gdyby tenure folder nie musial byc "w stylu
    amerykanskim", tylko oficjalnie juz w stylu polskim, z czytelnymi wytycznymi dla
    kazdego.

    --
    Don't panic, it's organic!
  • pr0fes0r 22.03.08, 19:50
    NFA nie jest najlepszym źródłem informacji, gdyż obecnie powiedzenie tam
    czegokolwiek pozytywnego o polskiej nauce wywołuje skoncentrowany atak ze strony
    bywalców i trolli. Obserwuję ich od dwóch chyba już lat i niestety jeśli chodzi
    o wiarygodność i merytoryczność staczają się po równi pochyłej.

    Nie jest idealnie i ludzie powracający do Polski muszą się nastawić na szok
    kulturowy, ale jest to jak najbardziej wykonalne, co obserwuję dookoła siebie.
    Wiele zależy od tego, dokąd chcesz wracać. Odnoszę na przykład wrażenie - ale
    niech mnie bardziej kumaci :> z ew. błędu wyprowadzą -, że zdecydowanie mało
    przyjemnie jest w naukach medycznych.
  • wedrowiec2 22.03.08, 20:30
    pr0fes0r napisał:

    >Wiele zależy od tego, dokąd chcesz wracać. Odnoszę na przykład
    wrażenie - ale
    > niech mnie bardziej kumaci :> z ew. błędu wyprowadzą -, że
    zdecydowanie mał
    > o przyjemnie jest w naukach medycznych.

    Wyprowadzam, ale tylko częściowo – patrząc na własne podwórko. Osoby
    powracające z innych krajów nie mają kłopotów ani z pracą, ani z
    habilitacją. Młodzi (i nie tylko) mogą jeździć na postdoki i wracać
    w dowolnym terminie (uzgodnionym z kierownictwem). Jest kilka
    ośrodków w USA, w których stale przebywa kilka osób z naszej
    uczelni. Przed doktoratami, po nich, przed i po habilitacji. Dotyczy
    to zarówno lekarzy, jak i całej, nie zawsze odróżnialej przez osoby
    z innych uczelni, masy przedstawicieli innych zawodów (chemicy,
    biolodzy, biochemicy). Raz nawiązane kontakty skutkują wyjazdami
    następnych osób. Habilitacji nie trzeba „robić” w starym stylu.
    Można połączyć kilka tematycznie powiązanych artykułów, dodać wstęp
    i wspólne podsumowanie wyników. Prace muszą być jednak z LF, a
    dodatkowo nie są liczone do całkowitego dorobku, który dla lekarzy
    wynosi 150 starych punktów KBN, a dla pozostałych ok. 200 (dokładnej
    punktacji nie jestem pewna). Nie tylko USA kolonizujemy. Wyjazdy są
    do Niemiec, Holandii, Francji… Doktoraty bronią nasi absolwenci
    obecnie mieszkający w Niemczech czy Wielkiej Brytanii. I nie zawsze
    są to ludzie młodzi.
    Niestety nie wiem, jak to wygląda na innych uczelniach medycznych:(



    --
    Niebo gwiaździste nade mną i prawo moralne we mnie.
    Kant
  • pr0fes0r 22.03.08, 20:46
    Dzięki za wyprowadzenie, akurat w tej kwestii cieszę się, że się myliłem.
  • pr0fes0r 22.03.08, 11:40
    @niewyspany77

    "Zreszta naprade nie rozumiem, moze za glupi jestem, ale dlaczego jest taka
    presja na usuniecie habilitacji, skoro jasne reguly uzyskania stopnia dla
    poszczegolnych dyscyplin zamnlelyby japy dla krzykaczy z uzasadnionymi i
    nieuzasadnionymi pretensjami?"

    Bo o to właśnie chodzi. Gra toczy się o wywalczenie dla kolejnej grupy misiów
    dostępu do miodku, a nie o racjonalizację zasad rządzących pasieką.
  • salzburg 22.03.08, 21:25
    Otóz należałoby zadać pytanie co to jest habilitacja - to po prostu książka. Jej
    napisanie wymaga wymyslenia sobie tematu, opracowanie go i poddanie zaostrzonej
    procedurze oceny przez 4 recenzentów, którzy nie sa kolegami królika.
    Osoby, które protestuja przeciwko habilitacji tak naprawdę protestują przeciwko,
    rzetelnej ocenie ich pracy.
  • niewyspany77 22.03.08, 21:30
    Ale czy nie jest to tak ze jedna recenzja negatywna uwala kandydata i ze poziom
    tych uwalajacych recenzji czasem jest zenujacy?
  • pr0fes0r 22.03.08, 21:32
    W tej chwili absolutnie nie. Trzy pozytywne biją jedną negatywną :D. Nawet i w
    przeszłości tak się zdarzało, a CK taką habilitację zatwierdzała.
  • pr0fes0r 22.03.08, 21:34
    Przy czym szybka, a ważna uwaga - nie wykluczam, że patologiczne wypadki się
    zdarzają. Ale do tego potrzebna jest niechęć co najmniej dwóch recenzentów i
    Rady Wydziału, a o to już trudniej niż o wrednego superrecenzenta z CK, który
    znudzonym panom profesorom na posiedzeniu zreferuje wniosek tak, że go odrzucą,
    jak to drzewiej bywało.
  • niewyspany77 22.03.08, 21:36
    Hm, nie wiedzialem, dzieki za wyjasnienie ;)
  • salzburg 22.03.08, 21:37
    Jest odwrotnie - recenzent piszący negatywną musi sie skonfrontować z Radą
    Wydziału i pozostałymi recenzentami. Nie można napisać negatywnej recenzji z
    kapelusza - notabene pisanie recenzji negatywnej jest o wiel e trudniejsze niz
    pisanie pozytywnej. Znam przypadki, że dwie recenzje były negatywne, pozostale
    na styk i habilitacja został nadana. Poz wszystkim istnieje mit habilitacji.
    Kiedy jeszcze o wszystkim decydował CK odsetek niezatwierdzanych nie przekraczał 5%.
  • pr0fes0r 22.03.08, 21:39
    Hmmm, o konsultacjach w przypadku negatu to pierwszy raz słyszę, prawdę mówiąc.
    Prawnego obowiązku nie ma, w każdym razie. I oczywiście negatywna recenzja musi
    być rzeczywiście mocna - znacznie częściej zdarzają się klasyczne "recenzje
    negatywne z pozytywnymi konkluzjami".
  • salzburg 22.03.08, 21:43
    Oczywiście że nie ProFesorze o konsultacjach nie mogłeś słyszeć bo napisałem tak
    mi się wydaje o "skonfrontowaniu" się z Radą Wydziału czy przedstawieniem swojej
    opinii bezpośrednio.
    Pozdrawiam
  • wedrowiec2 22.03.08, 21:42
    Tak, a w przypadku, gdy dwie recenzje są pozytywne, a dwie
    negatywne, to decyzję podejmuje Rada Wydziału.
    --
    Niebo gwiaździste nade mną i prawo moralne we mnie.
    Kant
  • pr0fes0r 22.03.08, 21:34
    @salzburg - przy czym na przykład w naukach medycznych, gdzie książek nie pisze
    się tak, jak u nas humanistów, można to zastąpić pakietem artykułów.
  • salzburg 22.03.08, 21:41
    Oczywiście w naukach medycznych, ścisłych i technicznych czasami natchnioną
    geniuszem mysl zamknąc w na kilku stronach. W naukach społecznych tak nie jest -
    Maksem Weberem nie można zostać pisząc kilka artykulików.
  • salzburg 22.03.08, 21:45
    Przepraszam - wkradło mi się "nie" przed PrOfesorem.
    Jeszcze raz pozdrawiam. Twoje opinie są bowiem na tym forum zawsze warte
    przeczytania.
  • drakulus 24.03.08, 10:02
    > Jeszcze raz pozdrawiam. Twoje opinie są bowiem na tym forum zawsze warte
    > przeczytania

    prawda :)

  • flamengista 24.03.08, 21:00
    Owszem, na Zachodzie jest to możliwe. Taki Tobin nie musiał tracić czasu na
    robienie MA, od razu po bachelor napisał PhD i w efekcie dostał Nobla...

    Ale My to nie Zachód. Przy mankamentach i niedoróbkach w Polskiej Nauce skończy
    się to tym, że nieuki zaczną robić doktorat. A drogę na skróty wykorzystają ci,
    co mają mocne plecy a niekoniecznie ci najzdolniejsi.
    --
    Smokey, my friend, you are entering a world of pain...
  • pr0fes0r 25.03.08, 22:03
    :* forumowy kolego. A alba_alba niech się w końcu nauczy czytać ze zrozumieniem
    i sprawdzać, czego dotyczy wątek, w którym się wpisuje, bo głupio tak się ciągle
    ośmieszać.
  • pr0fes0r 20.05.08, 14:54
    wiadomosci.onet.pl/1752827,11,1,1,,item.html
    Kolejny kwiatek związany z tym pomysłem:

    "Zdaniem resortu, stworzenie funduszu umożliwi wyłowienie najzdolniejszych
    studentów oraz zainteresowanie ich współpracą z najlepszymi naukowcami w kraju.
    Student prowadzący badanie będzie mógł stworzyć wokół siebie dowolny zespół
    badawczy. Dostanie też opiekę merytoryczną przynajmniej jednego samodzielnego
    pracownika akademickiego."

    Oh, yeah, już widzę tych studentów po licencjacie w roli kierowników zespołów
    badawczych. Doogie Howser, M.D.
  • niewyspany77 20.05.08, 15:43
    Merytoryczniejest nawet ok i do tego "po kurdyckowatemu" - po licencjacie beda
    mieli swoj fikusny super fundusz a co z doktorantami po magisterium? Ba, czy
    znajda sie doktorzy, kurde, co ja pisze, magistrowie, ktorzy beda chcieli byc w
    zespole pod kierunkiem licencjata? PLus slowo-wytrych - "przynajmniej jednego"
    czyli bedzie ich wiecej, no i oczywicie beda musieli byc dopisani :D

    "z informatyka i oprogramowaniem" - sprytne. Informatyke przeca mamy w co
    drugiej prywatnej szkolce.

    No i "wybitne osiagniecia studenta" to chyba sie pani minister przejezyczyla, bo
    rozumiem ze dla licencjata kryteria oceny dorobku beda, a dla doktora (hab-cert)
    nadal nie?
  • malgunia 20.05.08, 15:54
    W moim grajdolku - to nie przejdzie...
    Nawet w wydaniu ze dr kieruje zespolem w sklad ktorego wchodzi hab.
    Wiekszosc sie poobraza, albo bedzie chciala zeby dr tylko na
    papierze byl szefem, a wazne decyzjie i tak podejmowalby klot inny...
    Ech zycie...
    --
    Czas, który z przyjemnością zmarnowaliśmy, nie został zmarnowany.
    J. Lennon
  • niewyspany77 20.05.08, 16:46
    Nawet nie obrazanie sie. Po prostu wraz ze stopniem, nawet tym mgr, nabywa sie
    pewne kompetnecje. Praca pod kierunkiem kogos z nizszymi kompetencjami, jak
    sadze, nie interesowalaby ludzi ze wzgledu na to, ze po prostu w Polskiej Nauce
    zbyt latwo "utknac". Ba, smiem twierdzic ze przecietnego pracownika nauki od mgr
    wzwyz interesuje praca na swoje nazwisko a nie kogos tam, bynajmniej nie
    licencjata na dorobku, gdy sie jest samemu na tym dorobku. Oczywiscie, jeszcze
    kwestia polska - licencjat bedzie msuail miec plecy, no bo jakze inaczej? No to
    dopiero sie zacznie impreza, ze chow wsobny i nepotyzm to pikus przy tym
    numerze, ze licencjat bedzie rzadzil zakladem czy cos tak :D

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka