Dodaj do ulubionych

Do tych co nie mają znajomości

20.06.08, 09:01
Czytam tu różne opinie na temat szukania pracy po doktoracie, przeważa
przekonanie, że bez znajomości NIC SIĘ NIE DA ZROBIĆ. Otóż postanowiłam
znaleźć pracę na uczelni (szkoda nie wykorzystać doktoratu zdobytego w pocie
czoła :)). I wiecie ile czasu szukałam pracy? Godzinę! Po godzinie od wysłania
emaili (kilku) z moją ofertą zostałam telefonicznie zaproszona na rozmowę z
rektorem prywatnej uczelni, gzie zaproponowano mi stanowisko adiunkta i
całkiem przyzwoite wynagrodzenie. Czyli można bez znajomości. Pewnie na
państwowych uczelniach to trochę inaczej funkcjonuje, ale też i gorzej płacą
:))). W każdym razie głowa do góry i nie słuchajcie tych co mówią, że wszystko
w tym kraju po znajomości jest.
Edytor zaawansowany
  • flamengista 20.06.08, 10:23
    Otwarte konkursy są, a nawet te "ustawione" może wygrać osoba z zewnątrz.

    PS. u mnie właśnie ogłoszono kilkanaście konkursów - w tym na asystentów i
    adiunktów.
    --
    Smokey, my friend, you are entering a world of pain...
  • doktorantkafr 20.06.08, 13:37
    No ja też pracuje na uczelni (państwowej)i to bez znajmości.
    Wysłałam cv, zadzwonili do mnie, rozmowa i zostałam przyjęta:)
  • dalatata 20.06.08, 13:48
    i fajosko.

    a jeszcze fajoszczej byloby, gdyby dali ogloszenie do prasy, wypislai kryteria,
    wedlug ktorych oceniac beda, a potem zorganizowali konkurs, w ktorym te kryteria
    zastosowaliby.....
  • alba.alba 21.06.08, 22:17
    Jedna jaskółka wiosny nie czyni. Prawdopodobieństwo dostania etatu bez znajomości jest bardzo małe - takie jak prawdopodobieństwo katastrofy lotniczej;) Ja nawet na swoim wydziale prawa, który powinien być praworządny, widzę "dziedziczenie etatów". Osoba bez znajomości ma szanse "mniej niż zero".
  • agatka1111 22.06.08, 09:30
    Gdybym tak myślała jak Ty, to bym dzisiaj czekała na zasiłek dla bezrobotnych
    albo sprzedawała na kasie w Biedronce. Tak sie składa, że nigdy nic nie dostałam
    w życiu "po znajomości", a zrobiłam aplikację, mam dobrą pracę, doktorat i
    jeszcze innych fajnych rzeczy - nie ma potrzeby sie chwalić. Chcę tylko
    powiedzieć, że oczywiście na pewno łatwiej przejść w życiu po czyichś plecach,
    ale i bez tego można sobie dać radę. Takich jak ja jest więcej :))) - w co
    ludzie, którzy swoje osiągnięcia zawdzięczają koneksjom i układzikom jakoś nie
    chcą uwierzyć (nie jest to w żadnym wypadku aluzja do Ciebie, bo na temat
    Twojego życia zawodowego nie wiem nic). Racja, że głównie wszystko idzie po
    znajomości, ale ten wątek założyłam ku pokrzepieniu tym, co chcą coś zrobić, ale
    nie mają "poparcia".
  • kamilica 22.06.08, 16:52
    I oby takich jak Ty było jak najwięcej! Szacunek dla ludzi, którzy osiągają cele
    dzięki samemu sobie, a pesymizm alby.alby to murowana depresja.
  • madtea 22.06.08, 21:46
    a możesz napisać z jakiej dziedziny masz doktorat?


    --
    ależ jestem wdzięczna, że mogę tu być ...
  • nfaporanek 27.06.08, 12:15
    No wlasnie: z czego i skad?
  • niewyspany77 23.06.08, 05:36
    NIe wszystko w tym kraju jest po znajomosci, tu racje przyznam. Jednak stanowczo
    zaprostesuje przeciwko tezie jakoby znalezienie pracy po dr (na uczelni ofkorz)
    nie bylo zadnym problemem. Juz na tym forum jest co najmniej kilka znanych mi
    osob, ktore takiej pracy nie dostaly. Czasami po prostu brak miejsc, szczegolnie
    jak ktos robi w branzy ktora jest robiona na 3-4 uczelniach w polsce, a czasem i
    mniej.
  • agatka1111 23.06.08, 09:56
    Zauważ jednak, że ja NIE NAPISAŁAM, że to żaden problem. Chciałam tylko
    zmobilizować tych którym się ciągle wmawia, ze bez znajomości nic. To co w takim
    razie? Włożyć dyplom do szuflady? Na pewno miałam trochę szczęścia z tą pracą
    (choć i inne uczelnie do mnie dzwonią, ale nie biorę, bo niestety doba ma tylko
    24 godz., a kiedyś spać trzeba), ale bez szukania nikt by mnie nie znalazł -
    trzeba mieć trochę wytrwałości i tupetu (ale to chyba na osobny wątek).
  • dalatata 23.06.08, 10:20
    a moze ktos zdefiniowac znajomosci? na przyklad, mam supermagistranta/tke, ktora
    pisze wybitna prace. osoba mi obca, ot, magistrant. czy jesli dzwonie do
    znajomego profa i mowie, sluchaj mam wybitna osobe, szkoda byloby jej zmarnowac,
    masz etat, to to sa znajomosci?
  • agatka1111 24.06.08, 15:16
    Wydaje mi sie, ze postąpiłeś jak najbardziej etycznie. Za naganne uznać chyba
    należy jedynie postawy zbliżające sie do pojęcia korupcji, tzn. uzyskania
    korzyści majątkowej, lub (co ma miejsce najczęściej) osobistej dla siebie lub
    swoich bliskich (taki miniwykład z prawa karnego, he, he), chociażby
    hipotetycznej, na zasadzie ja zrobię przysługę córce y-ka, a on jutro lepiej
    potraktuje mojego syna.
  • dalatata 24.06.08, 16:54
    to byl scenariusz hipotetyczny.

    mnie sie od tez wydaje do zaakceptowania i widze wiele jego zalet (promujemy
    wybitnych, potrafimy sie wypowiedziec na temat tego jak pracuja itd, a jelsi sam
    sobie zostawiam asystenta, to wiem ze potrafie z taka osoba pracowac). widze tez
    wiele wad, wszak taki scenariusz oznacza ze swietny magistrant
    nieustosunkowanego promotora ma mniejsze szanse na prace, nie? no i tu (w UK)
    jest on nie do zaakceptowania.
  • nfaporanek 27.06.08, 12:17
    W UK najbardziej sie licza wlasnie znajomosci. Jesli pobierales
    nauki w Eton i Oxbrdidge, to swiat stoi tam dla ciebie otworem.
    Jesli gdzie indziej, to masz male szanse na prace z gornej polki...
  • dalatata 27.06.08, 12:23
    to jest pol-prawda, ale mimo wszystko prawda.
  • nfaporanek 27.06.08, 13:38
    A skad wiesz, ze nie 49.99% prawdy badz tez jej 50.01%?
  • nfaporanek 27.06.08, 13:40
    Na YES, MINISTER & YES, PRIME MINISTER pokazano, ze ministrem i
    premierem UK mozna byc po LSE, ale szefem brytyjskiej sluzby
    cywilnej tylko po Oxbridge...
  • dalatata 27.06.08, 17:53
    a jak wiadomo Yes, minister (dla niewatjemniczonych: przezabawny serial z lat
    70tych o perypetiach niekompetentnego ministra) to kopalnia nanowszej wiedzy
    (cutting edge po prsotu) o spolecznych trendach w dzisiejszym UK. Lesiu, daj
    spokoj z takimi 'dowodami' co?
  • nfaporanek 27.06.08, 20:16
    A co sie w UK zmnienilo od tego czasu? Tylko Prime Minister - nawet
    krolowa jest ta sama. I akurat widzac, zes tego serialu nie ogladal -
    minister, a pozniejszy premier, czyli Mr Hacker (absolwent LSE) byl
    akurat bardzo kompetentny - satyra byla glownie na jego glownego
    urzednika, Sir'a Humprey'a (absolwent studiow klasycznych na
    Oxfordzie)... Najlepsze to chyba bylo, jak premier Hacker odebral
    Sir Humprey'owi przepustke na 10 Downing Street, i jak tenze Sir
    (najwazniejszy urzednik panstwowy w calym Zjednoczonym Krolestwie)
    chcial sie dostac do gabinetu premiera przez okno, po tym, jak
    sierzant policji nie wpuscil Sir Humprey'a do biura premiera...
  • dr-tka 24.06.08, 00:49
    Mam pytanie do autorki wątku. Z jakiej dziedziny pisałaś doktorat i
    w jakim mieście tą pracę udało Ci się znaleźć?
  • agatka1111 24.06.08, 15:17
    Jestem prawnikiem w dużym mieście
  • nfaporanek 27.06.08, 12:19
    To wiec nic dziwnego, bo najlepsi prawnicy zostaja adwokatami, ew.
    prokuratorami badz sedziami. Na uczelniach zostaje drugi sort...
  • pyzz 27.06.08, 16:55
    Ja bym raczej powiedział: to nic dziwnego, bo wydział prawa na każdej uczelni,
    która go ma jest jednym z najbardziej obleganych i DOCHODOWYCH. Nic zatem
    dziwnego, że POTRZEBUJĄ większą liczbę wykładowców.
  • alba.alba 27.06.08, 18:35
    nfaporanek napisała:

    > To wiec nic dziwnego, bo najlepsi prawnicy zostaja adwokatami, ew.
    > prokuratorami badz sedziami. Na uczelniach zostaje drugi sort.

    Większość łączy jedno z drugim. Wśród wykładowców na wydziale prawa mało jest takich, którzy nie pracują poza uczelnią jako prawnicy w zawodzie. Jeżeli już się tacy znajdą, to są to najczęściej doktoranci, którzy nie zdążyli jeszcze zdać egzaminu na aplikację, ale mają ją w planach. Znam też przypadki porzucenia wymiaru sprawiedliwości czy adwokatury po 50. Wtedy taka osoba zmęczona stresującym życiem zawodowym na stare lata zajmuje się tylko nauką. Tak więc wśród wykładowców na prawie większość jest albo przed aplikacją, albo w trakcie aplikacji, albo po aplikacji. Mało jest samych gawędziarzy-teoretyków.
  • nfaporanek 27.06.08, 20:18
    Dobry adwokat nie ma czasu na zabawe w nauczanie czy w nauke. Prawo
    to czynnosc bardzo praktyczna - nie trzeba miec doktoratu aby byc
    dobrym obronca.
  • agatka1111 27.06.08, 20:55
  • nfaporanek 28.06.08, 00:20
    Ze mna?
  • agatka1111 28.06.08, 08:09
  • nfaporanek 28.06.08, 09:11
    OK!
  • janek10555 24.06.08, 23:46
    Jestem świeżo upieczonym dr n. med. i zgadzam się z opinią, że bez znajomości
    znaleźć pracę w jakiejkolwiek akademii medycznej jest praktycznie niemożliwe.
    Sam po doktoracie dostałem etat w szpitalu miejskim i zakończyłem pracę naukową.
    "Znajomości" to z jednej strony czysty nepotyzm a z drugiej to po prostu chęć
    promotora zatrzymania danej osoby. W mojej uczelni pracę po doktoracie dostało w
    tym roku około 30 osób z czego 2/3 to rodziny prof. Jeżeli promotor che
    zatrzymać doktoranta to sprawa pozornie jest oczywista. Niemniej jednak promotor
    może nie otrzymać etatu z powodu np. złych stosunków z dziekanem. Tak więc bez
    znajomości ani rusz.
  • nfaporanek 27.06.08, 12:21
    Otoz to. W medycynie najlepsi lekarze robia doktoraty, stad jest
    duza ilosc dobrych dr. mauk med. Zas w prawie, doktoraty robi drugi
    sort - najlepsi ida na adwokature...
  • stokrotka_polna3 27.06.08, 23:49
    Jestem 2 miesiące po obronie pracy doktorskiej, sędziuję. Nigdy nie chciałam być
    adwokatem. Teraz mogłabym to zrobić, ale też nie chcę. Czy czuję się jak drugi
    sort? Nie. Dodam, ze mój promotor to sędzia SN i prof. zwyczajny, znam wiele
    osob, ktore z powodzeniem godzą praktykę z nauczaniem, są dobrzy i jako praktycy
    i jako wykładowcy. A jako studentka najbardziej chwaliłam sobie wykładowców -
    praktyków, takich - wbrew twoim twierdzeniom - było i jest najwięcej.
  • nfaporanek 28.06.08, 00:20
    Po prostu nie nadajesz sie na adwokata, a tylko na urzednika....
    Dobry adwokat to bowiem artysta.
    Sedzia zas to zwykly urzedas. Znasz dobrego adwokata, co by marnowal
    czas na prace na uczelni? Gombrowicz kiedys pracowal jako urzednik w
    banku, ale musial. Dobry adwokat zas zarabia tyle, ze ma w nosie
    uczelnie. I nie ma czasu na nauczanie poza swoimi aplikantami.
  • agatka1111 28.06.08, 09:38
    A takich jest naprawdę niewiele. Nie doceniasz pracy sędziów,a to oni wytwarzają
    ten "końcowy produkt" wymiaru sprawiedliwości w postaci wyroku i moim zdaniem z
    tego powodu muszą i powinni być lepsi niż najlepsi adwokaci. Wydaje mi sie, że
    oceniasz to, kto jest dobry na podstawie tego ile zarabia - biorąc ta miarę
    sędziowie to rzeczywiście DNO (porównując ich pensje z zarobkami adwokatów nawet
    tych najbardziej kiepskich). Ale wracając do pracy na uczelniach - i to należy
    podkreślić - mało który prawnik- praktyk podejmuje tę pracę ze względów
    finansowych, raczej chodzi o inne cele (ja np. lubię uczyć). Chodzi jedynie o
    to, żeby to wynagrodzenie nie było śmiesznie niskie (trzeba szanować swój czas,
    wiedzę i doświadczenie, a pracować za darmo można w organizacjach charytatywnych).
  • stokrotka_polna3 28.06.08, 10:12
    Dokładnie. Nie idzie tu o kasę, a raczej o to, że sie lubi wykładać. Niektorym
    jednak ciężko to pojąć.
  • nfaporanek 28.06.08, 16:56
    Dobrzy adwokaci to by chetnie wykladali na uniwersytetach, ale
    trzeba ich najpierw zrobic profesorami albo conajmniej docentami
    (bez wymogu doktoratu) i odpowiednio dobrze im zaplacic. Adwokat to
    artysta, a artysta moze zostac profesorem wyzszej uczelni bez
    doktoratu i oczywiscie bez tej durnej habilitacji...
  • agatka1111 28.06.08, 18:01
    W naszym systemie prawnym to żaden artyzm, bo z przepisów prawa widać czy jakaś
    sprawa jest do wygrania czy nie. To zwykłe rzemiosło, tylko niektórzy go lepiej
    wykonują, a inni gorzej. Chyba sie naoglądałeś amerykańskich filmów, gdzie z
    ławą przysięgłych można cuda zdziałać (ew. wyciągnąć jakiś precedens sprzed 200
    lat i tym zastrzelić sędziego). U nas to nie przejdzie. Zwykła robota jak każda,
    a nie żaden artyzm.
  • nfaporanek 28.06.08, 20:55
    Artysta adwokat to taki, co potrafi wygrac beznadziejna sprawe.
    Sprawe latwa wygrac moze i papuga adwokata... Rzemieslnik tez moze
    byc artysta! I jesli zwykla robota, to czemu dobrzy adwokaci tak
    dobrze zarabiaja?
  • agatka1111 29.06.08, 09:11
    Ale w Polsce jest prawo stanowione, co oznacza, ze przy określonym stanie
    faktycznym (i posiadanych dowodach) wynik sprawy jest w zasadzie znany. Jedyne
    niewiadome to:
    1. Znajomość prawa i orzecznictwa przez adwokata (często nikła, niestety)
    2. znajomość prawa i orzecznictwa przez innych uczestników tzn drugiej strony i
    sędziego (również bywa że kiepska, co na szczęście bywa skorygowane przez sąd
    odwoławczy)
    3. ew. nadzieja, że pojawia sie nowe dowody lub też świadkowie zaczną zeznawać
    inaczej (na co niektórzy adwokaci mają swoje sposoby:))

    i tyle. Nie ma tu miejsca na żadną twórczość. Tak naprawdę jedyne twórcze
    zajęcie w życiu prawnika to praca naukowa. A beznadziejne sprawy nie są do
    wygrania, chyba że zdarzy sie cud. To tylko adwokaci mówią swoim klientom że
    biedzie ciężko sprawę wygrać, żeby wziąć większe honorarium.
  • nfaporanek 29.06.08, 10:58
    Oczywiscie, ze w Polsce prawo jest skodyfikowane, ale panuje w nim
    taki balagan, ze dobry prawnik moze z tego zrobic odpowiedni uzytek.
    Sama sobie wiec zaprzeczasz - moze w teorii wynik sprawy jest w
    zasadzie znany, ale nie w praktyce. Inaczej komputer moglby byc
    sedzia...
    Zas przedmiotem badan naukowych moze byc tylko filozofia i
    socjologia prawa, a nie prawo jako takie, ktore jest rzemioslem,
    czasem artystycznym... A filozofie i socjologie prawa moga badac
    tylko filozofowie i socjologowie, a nie prawnicy, ktorzy sa tylko
    rzemieslnikami! To tak jakby mechanik samochodowy bral sie dzis za
    studia nad silnikami wewnetrznego spalania. Czasy J. Watta juz dawno
    temu minely. Prawnikow przygotowuuje sie na studiach do wykonywania
    rzemiosla a nie do pracy naukowej! I tak zreszta byc powinno.
    Absolwenci studiow prawniczych powinni wiec otrzymywac
    tytul "dyplomowanego prawnika" stopnia I (obecny licencjat) i II
    (obecny mgr). W krajach anglosaskich wiekszosc adwokatow (barristers
    & solicitors) ma zreszta tylko LLB, czyli licencjat.
  • agatka1111 29.06.08, 18:19
    Przyznam, że cała Twoja wypowiedź to (trudno mi znaleźć jakiś eufemizm na to co
    powyżej napisałeś). Nie mogę sie z Tobą zgodzić, że w naszym prawie panuje
    bałagan. Jeżeli nawet jest jakaś luka to szybko wypełnia ją orzecznictwo.
    Pracuję w wymiarze sprawiedliwości od wielu lat i nie mam takich odczuć jak Ty -
    ale Ty, z tego co widzę wymiar sprawiedliwości znasz tylko z gazet... Ta
    dyskusja osiąga już poziom absurdu, więc pasuję.
  • nfaporanek 29.06.08, 19:50
    Czyzbys byla rzecznikiem rzadu?
  • nfaporanek 28.06.08, 16:53
    Sedzia to urzednik. Adwokat (dobry) to zas artysta. Nie oceniam tu
    bynajmniej po zarobkach - wiekszosc sedziow, ktorych poznalem, to
    zwykli zarozumiali buce z bardzo slaba znajomoscia prawa i na
    dodatek doszczetnie skorumpowani. Z prawnikow tylko adwokaci sa
    osobami inteligentnymi. I oni maja swoich wlasnych uczniow
    (czeladnikow), wiec nic dziwnego, ze dobrego adwokata nie spotkasz
    na wydziale prawa. A to zle. Trzeba zmienic caly system nauczania
    prawnikow - wywalic wiekszosc profesorow-teoretykow a zachecic
    wysokimi honorariami dobrych adwokatow, aby chcieli uczyc studentow
    prawa.
  • stokrotka_polna3 28.06.08, 10:05
    Znam, osobiście i to nie jednego, który "marnuje czas na uczelni". Zastanawia
    mnie, co ty robisz, skoro tam znakomicie znasz środowisko prawnicze. Ja po
    prostu mam wybór: mogę sądzić albo wykonywać inny zawod prawniczy, w tym wpisać
    się na listę np. adwokacką. Mogę wybrać, co chcę robić. Poza tym, obecnie to nie
    taka świetna fucha bycie adwokatem po lex gosiewski, jest mnóstwo osob, które
    mogą świadczyć pomoc prawną i ją z powodzeniem świadczą. A z tzw. urzędowek żyje
    się ciężko...
  • nfaporanek 28.06.08, 17:01
    Jesli to do mnie - nie jestem prawnikiem (choc studiowalem prawo i
    mam doswiadczenie sadowe). Zawsze dziwilem sie, ze ludzie tak latwo
    zostaja sedziami. Gdyby zdawali sbie sprawe z odpowiedzialnosci,
    jaka biora na swe barki, to nikt nie chcial by byc sedzia. Uwazam
    wiec, ze sedziowie powinni byc losowani sposrod doswiadczonych
    adwokatow i prokuratorow. A juz na pewno nie moze zostac sedzia
    nikt, kto wyraza chec wykonywania tego zawodu, gdyz moze byc to
    psychopata z rzadza wladzy czy karania innych ludzi...
  • stokrotka_polna3 29.06.08, 00:12
    "Nie jestem prawnikiem (choc studiowalem prawo i
    mam doswiadczenie sadowe)" - jakieś ambicje niespełnione?
  • nfaporanek 29.06.08, 10:49
    Nigdy nie chcialem byc prawnikiem. Prawo studiowalem razem z
    ekonomia, jak pewien noblista z ekonomii, co studiowal prawo na UW.
    W sadach wystepowalem zas tylko z koniecznosci. Sorry for
    disapointing you... :(
  • nfaporanek 27.06.08, 12:14
    Mozesz napisac, ile ci zaproponowano? O ile wiem, to adiunkt z
    parktyka i doktoratem na prywatnej uczelni w PL dostaje gora 3 tys.
    zl na miesiac (brutto).
    I wiem, ze na ogol trzeba sie wykazac przez semestr badz dwa na
    umowie zlecenie, aby dostac taka posade. I to nawet na kierunkach,
    gdzie brakuje kadry.
  • agatka1111 27.06.08, 20:57
    A poza tym dżentelmeni nie rozmawiają o pieniądzach :)). Ale gdyby tak było jak
    mówisz to nie opłacałoby mi się samochodu odpalać, żeby dojechać na zajęcia -
    benzyna w Polsce jest droga, a z komunikacji miejskiej nie korzystam.
  • nfaporanek 28.06.08, 00:16
    1. Dzentelmeni rozmawiaja wylacznie o pieniadzach, no moze jeszcze o
    pogodzie.
    2. Samochod nie sluzy w miescie do poruszania sie, a do zadawania
    szyku!
  • agatka1111 28.06.08, 08:11
    ad.1 Chyba nie
    ad. 2 Pierwsze słyszę, zeby takie pospolite urządzenie jak samochód służyło do
    zadawania szyku - no może czerwone porsche dla panów po 40 stce (ale to Freud
    potrafi wytłumaczyć :))
  • nfaporanek 28.06.08, 09:16
    Nie znasz psychologii, szczegolnie samczej. Ja najbardziej zadawalem
    szyku samochodem w wieku "wczesnych lat dwudziestych". Co prawda
    byla to tylko Syrenka, ale tez i czasy byly takie, ze kazdy samochod
    zadawal szyku. Dzis Syrenka tez zadaje zreszta szyku. A do
    najlepszego tonu na Zachodzie nalezy zajechac starym (t.j. takim ok.
    30 lat) samochodem sportowym badz luksusowym (oczywiscie w idealnym
    stanie). Jaka dziewczyna oprze sie czarowi starego, idealnie
    utrzymanego Porsche czy Mercedesa?

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka