Dodaj do ulubionych

Postdoki i inne - czy ktoś na to jeszcze jeździ?

26.07.08, 22:55
Jako człowiek niestary, ale i nie młodzieniaszek pamiętam jeszcze czasy, gdy o
wyjazd zagraniczny było b. trudno, ale jak się trafił, to była nie tylko
korzyść naukowa, ale i spora kasa.

Natomiast dzisiejsza rzeczywistość jest taka, że stawki na świecie od lat
stoją w miejscu, a złotówka rośnie w siłę. W kraju można dziś zarobić
(chałturząc) wielokrotnie więcej niż wynosi zagraniczne stypendium. Rezultat
jest taki, że u mnie właściwie wymiana zamarła i nie jeździ nikt.
Edytor zaawansowany
  • malgunia 27.07.08, 16:09
    > Natomiast dzisiejsza rzeczywistość jest taka, że stawki na świecie
    od lat
    > stoją w miejscu, a złotówka rośnie w siłę. W kraju można dziś
    zarobić
    > (chałturząc) wielokrotnie więcej niż wynosi zagraniczne
    stypendium. Rezultat
    > jest taki, że u mnie właściwie wymiana zamarła i nie jeździ nikt.


    Juz od dawna nie zarabia sie na postdoku...
    Czasami trzeba nawet dolozyc, znam z autopsji.
    W moim instytucie na plus minus ok 70 osob na styp. zagranicznym
    przez ostatnie 10 lat (pre- i postdoc) byly 3 osoby.
    Dochodza jeszcze inne czynniki niz zarobki,
    np. po co jechac, skoro nikt nie naciska, zeby taki staz zrobic.


    --
    Czas, który z przyjemnością zmarnowaliśmy, nie został zmarnowany.
    J. Lennon
  • pr0fes0r 27.07.08, 18:52
    U nas nadal się jeździ i to często. Owszem, kurs złotego znacznie utrudnia
    zarobienie na takim wyjeździe, ale żyję naiwną nadzieją, że nie na tym ten
    interes polega.
  • eksdoktorant 31.07.08, 16:09
    U mnie na potęgę jeździ się na "predoki", a potem już z nich nie
    wraca.
    Co do stypendium, to może jest ono wyższe niż uposażenie polskiego
    doktoranta/asystenta czy nawet adiunkta, ale większą kasę można
    trzaskać (w Polsce) na chałturach pozauczelnianych. Zagraniczne
    stypendium na pewno jest atrakcyjne względem tego, co oferują
    polskie uczelnie, ale jak ktoś się chce zacząć dorabiać, to lepiej
    pójść do normalnej pracy/rozkręcić własną działalność w Polsce albo -
    jeszcze lepiej - robić to samo, ale za granicą. I tę ostatnią opcję
    wszystkim polecam.
    Na studenckie/absolwenckie stypendium warto pojechać, żeby się
    dokształcić, poszerzyć horyzonty, ale nie dla kasy. Podejrzewam, że
    nie tylko w mojej branży.
  • r-kwadrat 07.08.08, 11:48
    Faktycznie pre i post doc np. UK są troche malo oplacalne. Pre doc
    to stypendium w wysokosci około 10000 - 12000 Ł rocznie. Biorąc pod
    uwage ze w polsce nie dostaje sie wtedy kasy to ciezko sie utrzymac
    z rodziną.
    Jesli chodzi o prace na uczelni w UK to bardzo dobra kasa okolo
    35000-45000 rocznie, ale ciezko sie dostac.
    Sam nie wiem czy warto sie wybierac. Mysle ze warto jechac i
    pracowac tam na uczelni ale jechac z calą rodziną bo samemu to
    troche malo kasy zeby bądz co bądz utrzymac dwa domy.
    Ale moze macie jakies inne przemyslenia.
    Pozdrawiam
    --
    --
    Non scholae, sed vitae discimus.
  • dalatata 07.08.08, 13:25
    45K to juz prawie wchodzimy w pensje profesorskie, nie ma takich post-docow. to
    tak na marginiesie
  • r-kwadrat 19.09.08, 01:38
    dalatata napisał:

    > 45K to juz prawie wchodzimy w pensje profesorskie, nie ma takich
    post-docow. to
    > tak na marginiesie

    Tak na marginesie przedstawiam ze są takie post-doc :)

    Post doctoral Fellowships
    Cranfield School of Management is offering a new post doctoral
    Fellowship and an opportunity to join a leading international
    business school early in your career.
    .
    .
    .
    The Fellowship is offered for two years, during which time the
    Fellow will be supported in developing their research through
    attendance at key conferences and with opportunities to present
    their work at Cranfield events.
    .
    .
    .
    The salary will be £37-40k and the terms and conditions of
    employment are commensurate with Cranfield's standing as a world-
    class management school.
    Closing date for receipt of applications: Friday 26th September 2008

    Troche skróciłem co by nie przynudzac ale prosze mi nie wmawiac ze
    takich post-docow nie ma :)
    Ogłoszenie z www.jobs.ac.uk
    Jak ktos uwaza ze sobie to wymyslilem to mozna
    sprawdzić:www.cranfield.ac.uk/hr lub 01234 754330 i
    hrsom@cranfield.ac.uk

    Pozdrawiam

    --
    Non scholae, sed vitae discimus.
  • dalatata 19.09.08, 19:53
    niczego nie chce wmawiac. nie mam pojecia co to jest to Cranfield. 14 proc.
    funduszy ma z rzadu, nie mam pojecia co to jest. natomiast w business studies
    zawsze placono i placi sie lepiej niz gdzie indziej. Podobnie zreszta jak na
    medycynie.

    jeszcze tylko chcialem zaznaczyc, ze ja mowielm o 45K, niby nic, a jednak
    chetnie bym dostal taka podwyzke.
  • eksdoktorant 07.08.08, 13:30
    r-kwadrat napisał:

    > Faktycznie pre i post doc np. UK są troche malo oplacalne. Pre doc
    > to stypendium w wysokosci około 10000 - 12000 Ł rocznie. Biorąc
    > pod
    > uwage ze w polsce nie dostaje sie wtedy kasy to ciezko sie
    > utrzymac
    > z rodziną.
    > Jesli chodzi o prace na uczelni w UK to bardzo dobra kasa okolo
    > 35000-45000 rocznie, ale ciezko sie dostac.
    > Sam nie wiem czy warto sie wybierac. Mysle ze warto jechac i
    > pracowac tam na uczelni ale jechac z calą rodziną bo samemu to
    > troche malo kasy zeby bądz co bądz utrzymac dwa domy.
    > Ale moze macie jakies inne przemyslenia.
    > Pozdrawiam

    Jaki z tego wniosek? Abstrahując od walorów poznawczych, taki wyjazd
    na stypendium jest na pewno bardziej atrakcyjny niż siedzenie w
    kraju i udawanie, że się robi doktorat, można to potraktować jako
    ciekawą przygodę i okazję do pogłębienia wiedzy, podszlifowania
    języka, ale jeśli człowiek chce prowadzić normalne życie, założyć
    rodzinę, itd., to bardziej opłaca się pójść do DOBREJ pracy, nawet w
    kraju.
  • bumcykcyk2 07.08.08, 20:24
    eksdoktorant napisał:

    > Jaki z tego wniosek? Abstrahując od walorów poznawczych, taki wyjazd
    > na stypendium jest na pewno bardziej atrakcyjny niż siedzenie w
    > kraju i udawanie, że się robi doktorat, można to potraktować jako
    > ciekawą przygodę i okazję do pogłębienia wiedzy, podszlifowania
    > języka, ale jeśli człowiek chce prowadzić normalne życie, założyć
    > rodzinę, itd., to bardziej opłaca się pójść do DOBREJ pracy, nawet w
    > kraju.

    Piszesz o pre-dokach i tutaj pełna zgoda.

    Natomiast analogicznie finansowo stoją post-doki, a trudno wymagać od faceta 30,
    czy też 30+ , żeby swoje życie zamieniał w "ciekawą przygodę". A już zwłaszcza
    jak ma rodzinę... ;-)
  • adept_ltd 07.08.08, 20:42
    zamieniło się w przygodę nieciekawą? ;-)
  • bumcykcyk2 07.08.08, 21:12
    A to już zależy od punktu widzenia, znam wielu co twierdzą, że prawdziwy
    profesor nie powinien mieć żony... :-) Widziałem też Pana profesora z Niemiec
    (wczesna pięćdziesiątka), który na gościnne wykłady na naszą uczelnię przyjechał
    ze studentką, co to miała być niby jego asystentką, ale jak wspólnie
    popłynęliśmy na powitalnej kolacji... to się okazało, że jest wyłącznie
    pogotowiem seksualnym, czego zresztą w ogóle nie kryła!
  • eksdoktorant 08.08.08, 11:08
    bumcykcyk2 napisał:

    > Piszesz o pre-dokach i tutaj pełna zgoda.
    >
    > Natomiast analogicznie finansowo stoją post-doki, a trudno wymagać
    > od faceta 30,
    > czy też 30+ , żeby swoje życie zamieniał w "ciekawą przygodę". A
    > już zwłaszcza
    > jak ma rodzinę... ;-)

    Tak jak wcześniej pisałem, albo normalne życie, rodzina, kredyty,
    itd., albo przedłużanie młodości i wyjazdy na stypendia zagraniczne
    koło trzydziestki.
    I nie wierzę, żeby gdzieś na pre- i postdoku dostawało się tyle
    samo, to przecież niebo a ziemia. Przykładowo, mam kwalifikacje,
    żeby jechać na stypendium dla doktorantów (czy w ogóle absolwentów
    studiów licencjackich/magisterskich), ale z przyczyn formalnych nie
    mam szans załapać się na postdoka. I co, gdybym wylądował w tym
    samym ośrodku z doktorem z osiągnięciami, mielibyśmy dostawać po
    równo? To by zakrawało na kpinę.

    > A to już zależy od punktu widzenia, znam wielu co twierdzą, że
    > prawdziwy
    > profesor nie powinien mieć żony... :-) Widziałem też Pana
    > profesora z Niemiec
    > (wczesna pięćdziesiątka), który na gościnne wykłady na naszą
    > uczelnię przyjechał
    > ze studentką, co to miała być niby jego asystentką, ale jak
    > wspólnie
    > popłynęliśmy na powitalnej kolacji... to się okazało, że jest
    > wyłącznie
    > pogotowiem seksualnym, czego zresztą w ogóle nie kryła!

    I prawidłowo, profesorom też się coś od życia należy. Nie widzę w
    tym nic zdrożnego, jeżeli oboje są szczęśliwi. Nie ma przepisu
    zabraniającego wykładowcom nawiązywania bliższych kontaktów ze
    student(k)ami. W kodeksie karnym jest jedynie paragraf na
    wykorzystujących stosunek zależności:

    Art. 199. § 1. kk: Kto, przez nadużycie stosunku zależności lub
    wykorzystanie krytycznego położenia, doprowadza inną osobę do
    obcowania płciowego lub do poddania się innej czynności seksualnej
    albo do wykonania takiej czynności, podlega karze pozbawienia
    wolności do lat 3.

  • bumcykcyk2 08.08.08, 13:22
    eksdoktorant napisał:

    > I nie wierzę, żeby gdzieś na pre- i postdoku dostawało się tyle
    > samo, to przecież niebo a ziemia.

    Owszem, jest różnica, ale jaka?! Pre-doki to prostu śmierć głodowa i
    albo dokładasz własną kasę, albo wieczorami jesteś kelnerem; a post-
    doki to zwykła wegetacja.

    > I prawidłowo, profesorom też się coś od życia należy. Nie widzę w
    > tym nic zdrożnego, jeżeli oboje są szczęśliwi. Nie ma przepisu
    > zabraniającego wykładowcom nawiązywania bliższych kontaktów ze
    > student(k)ami. W kodeksie karnym jest jedynie paragraf na
    > wykorzystujących stosunek zależności

    No, ja nikomu nic nie zazdroszczę, zwłaszcza studentki, która po
    paru lampkach opowiada otoczeniu ze szczegółami, w jaki sposób
    zaspokaja oralnie Pana Profesora. ;-) Problem jest głębszy i był
    chyba kiedyś poruszany na tym forum, chodzi o to, czy praca naukowa
    da się pogodzić z posiadaniem żony i dzieci. Nb. spora część dobrych
    naukowców żyje mniej więcej jak ten profesor z mojej opowieści.
    pozdrawiam
  • eksdoktorant 08.08.08, 17:36
    bumcykcyk2 napisał:

    > Owszem, jest różnica, ale jaka?! Pre-doki to prostu śmierć głodowa
    > i albo dokładasz własną kasę, albo wieczorami jesteś kelnerem; a
    > post-doki to zwykła wegetacja.

    ??? A "studia doktoranckie" w Polsce to nie przymieranie głodem?
    I co lepsze, 1500 zł w kraju (niby wtedy nie trzeba dorabiać?!) czy
    1500 euro za granicą (mam na myśli te bardziej rozwinięte kraje i
    predoka, bo na post- czy normalną pracę to zdecydowanie za mało)?
    To, jakoby życie w Polsce było dużo tańsze niż np. na Zachodzie, to
    mit.

    > No, ja nikomu nic nie zazdroszczę, zwłaszcza studentki, która po
    > paru lampkach opowiada otoczeniu ze szczegółami, w jaki sposób
    > zaspokaja oralnie Pana Profesora. ;-) Problem jest głębszy i był
    > chyba kiedyś poruszany na tym forum, chodzi o to, czy praca
    > naukowa
    > da się pogodzić z posiadaniem żony i dzieci. Nb. spora część
    > dobrych
    > naukowców żyje mniej więcej jak ten profesor z mojej opowieści.
    > pozdrawiam

    Fakt, panienka mogłaby trzymać język za zębami (dosłownie i w
    przenośni), ale założę się, że ci naukowcy wiodący takie życie, o
    jakim piszesz, są o niebo szczęśliwsi od mających na utrzymaniu nie
    najmłodszą już żonę i latorośl, która cały czas wyciąga rękę po kasę.
    Praca na uczelni ma właśnie m.in. tę zaletę, że można przebierać w
    pannach z najatrakcyjniejszego przedziału wiekowego niczym w
    ulęgałkach. ;)
  • madaminka 08.08.08, 19:03
    No dobrz, to jz wiemy jak bawie profesorowie ;-), czy ogolnoiej
    mopwiac czesc meska srodowiska naukowego (dobrego!);-) A jak sie ma
    sprawa z paniami profesor, tudziez naukowcami plci zenskiej...jakich
    to one rozkoszy zaznaja?, czy tez woza ze soba osobistych sekretarzy
    do wiaodmego celu? znany jest komus przypadki pani pofesor chwalacej
    sie po paru drinkach swoimi tajemnicami lozkowymi?;0 jesli tak to
    prosze o relacje.......wszak rozkosz to nie tylko potrzeba dotyczaca
    panow profesoro ..
  • bumcykcyk2 08.08.08, 22:07
    Panie Profesor bawią się analogicznie, tylko raczej z pracownikami naukowymi, a
    nie studentami. Chcesz krwistych opowieści? ;-) To raczej nie ten wątek...
  • dalatata 08.08.08, 22:35
    taaaaaaaa. cudne te opowiesci, a poziom uogolnienia nikogo nie razi? z jednego
    profesora, o ktorym przy drinku ktos cos poweidzial, zrobiono juz mezczyzn
    profesorow, kotrzy przebieraja w sutdentkach jak w ulegalkach (nie wiem czy to
    bardziej studentki powinny sie obrazic, z ktorych robi sie durne kretynki
    ktorych jedynym walorem jest zdolnosc 'oralnego' zaspokojenia profsora, czy
    moze profesorowie, z ktorych kazdy jest napalona maszyna seksualna widzacym w
    swcyh studentkach 2-3 czesci ciala, bo nogi ida na bok ,nie?), a teraz okazuje
    sie ze panie profesor to vaginy mniej czy bardziej dentaty, na tym samym
    poziomie uogolnienia.

    od razu dodaje, ze gdyby wszystkie plotki na moj temat byly prawda, umarlbym
    dawno z wycienczenia. zachecam odrobine umiaru.
  • charioteer 08.08.08, 22:43
    Mnie poziom uogolnienia nie razi. Kto zna uczelnie od srodka wie, ze to nie jest
    statystyczna regula. Oj, a plotki uczelniane bywaja rozne - temat na odrebna
    dyskusje, jezeli ktokolwiek sie powazy.

    --
    Chariotowe sygnaturki na wakacjach. MUZA!
    profile.myspace.com/index.cfm?fuseaction=user.viewprofile&friendid=60486894
  • dalatata 08.08.08, 23:07
    no coz kazdy ma swoj poziom razenia.

    na forum plotki z nazwiskami bylyby swinstwem, a bez nazwsik nie ma o czym
    gadac. wiec nie ma tez sie na co powazac.
  • charioteer 08.08.08, 23:12
    Najlepsza jaka pamietam z czasow studenckich:

    A wiesz, ze profesor jest gejem?
    Tak, ktory?
    Nie pamietam, ale na pewno X albo Y.

    --
    Charioteer Tank Destroyer
    www.davidpride.com/Israeli_Armor/IL_Armor191.htm
  • adept_ltd 08.08.08, 23:56
    mogłoby się wydawać, że żyjemy w inteligentnych środowiskach; z drugiej strony
    nie spotkałem tak plotkarskiego środowiska, czyżby jedno miało związek z drugim?
    albo odwrotnie...??? ;-)
  • adept_ltd 09.08.08, 00:21
    no tak, ale tę wiedzę mają zazwyczaj od naszych współpracowników...
  • adept_ltd 09.08.08, 00:36
    no różnie to bywa... mnie to do pewnego momentu bawiło, ale w końcu zmieniło mi
    się poczucie humoru...
  • charioteer 09.08.08, 01:18
    Zabawnie to moze byc wtedy, kiedy ktos na ulicy spotka profesora z mloda kobieta
    i na tej podstawie powstaje ciag skojarzeniowy - skoro nie kryje sie przed zona,
    to na pewno zamierza sie rozwiesc. Plotka zyje wlasnym zyciem, a ta kobieta to
    rodzona corka profesora.

    Na ogol jest malo zabawnie.

    --
    youtube.com/watch?v=pbQvpJsTvxU
    "4 horsepower? Must have been a very early Alfa-Romeo" -MrPinkis
  • dalatata 09.08.08, 09:49
    mialem pdoobnie.

    a propos plotek, to najlepsza pltke jaka slyszalem o pewnym profesorze to
    nastepujace: studentka odbiera profesora ze stacji kolejowej, zeby go na
    konferencje zawiezc. profesor wsiada i bezceremonialnie pyta: a pojdzie pani ze
    mna do lozka? studentka oburzona odmawia.

    plotka opowiedziana byla jako prawda, cala prawda i tylko prawda. a ja sobie
    pomyslalem, ze moze chociaz jakas gra wstepna profesora by uwiarygodnila te
    plotke.....
  • charioteer 09.08.08, 18:22
    Takie historie z pierwszej reki jedynych swiadkow i zarazem uczestnikow wydarzen
    sa z reguly najmniej wiarygodne. Przypominam sobie opowiesc asystentki, ktora
    zrezygnowala z robienia doktoratu, bo ja profesor poprosil o seks. Zeby bylo
    smieszniej, ten co ja rzekomo poprosil nie byl ani jej promotorem, ani
    kierownikiem zakladu. Ki diabel?

    --
    youtube.com/watch?v=pbQvpJsTvxU
    "4 horsepower? Must have been a very early Alfa-Romeo" -MrPinkis
  • bumcykcyk2 08.08.08, 22:06
    eksdoktorant napisał:

    > założę się, że ci naukowcy wiodący takie życie, o
    > jakim piszesz, są o niebo szczęśliwsi od mających na utrzymaniu nie
    > najmłodszą już żonę i latorośl, która cały czas wyciąga rękę po kasę.

    No, nie wiem. Chyba w końcu na każdego przychodzi taki moment, ze chciałby mieć
    potomka, nie mówiąc już o lęku przed samotną starością. Lata lecą, a Ty młodszy
    się nie robisz. A i studentki chyba nie walą na totalną starzyznę (co prawda
    znam profesora, który w wieku metrykalnym 65 <wyglądał maks na 50> obracał
    jeszcze doktorantki; więc, jak się bardzo chce, to niby można;-) Dodam, że ów
    profesor miał jednak od lat żonę i dorosłe dzieci).

    > Praca na uczelni ma właśnie m.in. tę zaletę, że można przebierać w
    > pannach z najatrakcyjniejszego przedziału wiekowego niczym w
    > ulęgałkach.

    Ale w pewnym momencie to się robi nie Twój przedział! Siusiumajtki 18-22 są na
    dłuższą metę drażniące. Wszystkiego trzeba je uczyć i jeszcze robić za
    wychowawcę życiowego. Ja i moi koledzy zdecydowanie wolelibyśmy
    najatrakcyjniejsze panny z przedziału 26-30, no, ale takich na uczelniach
    spotyka się niewiele i zwykle jest to towar wybrakowany ;-(
  • dalatata 08.08.08, 22:49
    no biedactwa panowie jestescie.
  • meiga 14.08.08, 20:17
    W przedziale wiekowym, o którym mowa, znajduje się większość doktorantek,
    właśnie na uczelni. Twierdzenie, że są one wybrakowane jest uogólnieniem zbyt
    chyba daleko idącym, a już z pewnością zbędnym, zwłaszcza w tym wątku.
  • bumcykcyk2 14.08.08, 23:53
    Doktorantki to nie studentki, tylko koleżanki z pracy. Romansów w pracy nie
    uskuteczniam.
  • meiga 15.08.08, 00:58
    A to insza inszość. Przepraszam za popędliwość słowa. W takim układzie w tym
    przedziale wiekowym zostają w zasadzie studentki zaoczne, a z mojego krótkiego,
    lecz jednak, doświadczenia, wiem, że tu już różnie bywa i to nie z urodą.
    Co do traktowania doktorantów jak kolegów z pracy, to musi być miłe. U nas
    status doktoranta jest bliżej nieokreślony - niby pracownik, niby student, niby
    kolega, ale nie tak do końca... Czasami ciężko się w takiej sytuacji prawdziwie
    przywiązać do Alma Mater.
  • eksdoktorant 10.08.08, 13:07
    gagolek napisała:

    > Jeszcze jedna ciekawostka. W Europie jest teraz dosc latwo dostac
    > bardzo przyzwoite stypendia Marie-Curie na zrobienie doktoratu.

    > Latwodostepne i wysokie stypendia przyciagaja sporo osob,
    > ktore nie sa zainteresowane praca naukowa.

    Zwłaszcza z biedniejszych krajów, prawda?
    Bo jak doktorant (czy w ogóle absolwent) Kowalski ma dobrą pracę w
    Polsce (dobrze płatną, na pełen etat i umowę na czas nieokreślony;
    ewentualnie dobrze prosperującą własną działalność), to raczej nie
    będzie sobie zaprzątał głowy tego typu wyjazdami, natomiast dla
    Nowaka niemającego pracy spełniającej ww. warunki stypendium
    postgraduate może stanowić łakomy kąsek, nawet jeśli badania stricte
    naukowe nie stanowią jego pasji. Ten drugi prędzej ulegnie pokusie,
    żeby wyłudzić zagraniczne stypendium, natomiast dla tego pierwszego
    nie będzie ono już tak atrakcyjne.
    W konspekcie planowanych badań, którego załączenie zazwyczaj stanowi
    jeden z podstawowych wymogów, zawsze coś się ściemni.
  • kostkiewicz321 08.09.08, 16:00
    W Anglii na postdoku możesz zarobić ok 25000-30000 funtów rocznie. Jeśli ktoś w
    Polsce zarabia "wielokrotnie więcej" czyli ok 75k-150k funtów to chyba mu się
    nie opłaci wyjazd. Natomiast jeśli ktoś utrzymuje się z pracy na jednej czy
    nawet kilku uczelniach to wyjazd mu się opłaca bo przede wszystkim: 1) zarobki
    będzie miał co najmniej porównywalne do polskich przy średnio tych samych
    kosztach utrzymania; 2) zamiast poświęcać czas dydaktyce może rozwijać się
    naukowo (zazwyczaj na postkokach nie ma dydaktyki); 3) cała reszta czyli
    podszkolenie języka, doświadczenie w pracy zagranicą itd.
    PS. Gdzie w kraju mogę dorobić "wielokrotność" stypendium angielskiego postdoka
    jednocześnie wypełniając obowiązki na uczelni?
  • bumcykcyk2 08.09.08, 16:52
    1. 30 000 GBP jest ok, choć nie wiem jak z mieszkaniem (np. Londyn jak wiemy
    jest masakrycznie drogi i nawet jak się nie ma apetytu na Kensington czy inną
    snobistyczną dzielnicę, to czynsz potrafi zabić. Dają tam na postdoku do
    dyspozycji kwatery gościnne uczelni po symbolicznej stawce?!)

    2. Te same koszty utrzymania??? No, może porównując proszki do prania i
    chemiczne jogurty w Tesco ceny są zbliżone, ale jednak mówimy o ludziach
    dorosłych, żyjących już na nieco innym poziomie niż krótkoterminowa emigracja
    ekonomiczna, czyli mających rozmaite wyższe potrzeby bytowe i kulturalne. Takie
    usługi jak chociażby fryzjer czy teatr w całej Europie kosztują sporo więcej niż
    w Polsce.

    3. Ja pisałem bazując na doświadczeniach kontynentalnej Europy np. Niemiec czy
    Holandii. Niemiecki DAAD daje na postdoku dokładnie 1.840 EUR netto miesięcznie
    i to nie jest za dużo, bo ok. 6 tysięcy złotych. Tyle ma obrotny doktor w Polsce
    z dwóch dozwolonych prawem etatów akademickich. Jeżeli ma naturę chałturnika lub
    kwilące dziecię w domu może sobie nabrać nadgodzin i docisnąć maksymalnie
    jeszcze ze 2-3 tys. zł. Jak potrafi wygłosić wykład w jęz. obcym to i więcej. To
    tyle jeśli chodzi o dorabianie dydaktyką, no bo oczywiście można i w inny
    sposób, ale to już są indywidualne sprawy, więc nie chciałbym generalizować.

    4. PS. Gdzie mi dadzą te 30 000 GBP? ;-)
  • carnivore69 08.09.08, 17:03
    > i to nie jest za dużo, bo ok. 6 tysięcy złotych. Tyle ma obrotny doktor w Polsce

    Z jakim % research time, miszczuniu?

    Pzdr.
  • bumcykcyk2 08.09.08, 18:20
    carnivore69 napisał:

    > Z jakim % research time, miszczuniu?

    Z zerowym, of course ;-)
  • dalatata 08.09.08, 17:24
    hm....ostatnio bylem w kinie w Polsce i zaplacilem za siebie ponad 20 zlotych.
    jak dla mnie to plus minus 5 funtow z groszem. dokladnie tyle samo co w moim
    lokalnym kinie. za fryzjera place w Polsce (jean louis david) okolo 60 zlotych.
    wczoraj sie strzyglem w porownywalnym salonie lokalnie, 15 zlotych.

    ale moim ulubionym przykladem jest to: ostatnio zapomnialem wziac do polski
    ladowarki do strzyzarki do brody. no to buch do Meida markt i patrze jest
    strzyzarka kotra chcialem kupic w UK (moja sie jest juz troche tepa). cena: 250
    zl. w UK: 15 funtow, czyli troche ponad 60 zlotych.

    Polska jest tak potwornie droga ze sie w pale nie miesci. tu byc moze sa drozsze
    mieszkania, domy (nie wiem, nie mam porownania), wwszystko inne, na co zwraacam
    uwage jest potwornie drogie. juz nie mowie na przyklad o sprzecie
    fotograficznym, ktorego ceny w Polsce wywoluja u mnie ataki smiechu jedynie.

    juz nie bede mowil o tym, jak tanio jest w US. w lipcu robilem zakupy w US i
    ceny wywolywaly rowniez wybuchy smiechu u mnie. tyle ze tym razem z radosci.

    Prosze wiec nie mowic o tym, ze w Polsce jest cokowliek taniej. Moze marchewka i
    seler na jarmarku wiejskim.
  • charioteer 08.09.08, 17:37
    dalatata napisał:

    > Prosze wiec nie mowic o tym, ze w Polsce jest cokowliek taniej. Moze marchewka
    > i
    > seler na jarmarku wiejskim.

    Kawa na kampusie, kanapki w bufecie studenckim, cola w automacie.

    --
    DARK MOOR - THE CHARIOT
    vids.myspace.com/index.cfm?fuseaction=vids.individual&videoid=5860343
  • dalatata 08.09.08, 18:34
    kola? watpie. moze polo-cockta?
  • charioteer 08.09.08, 18:40
    U mnie w automacie jest tylko coca-cola.

    --
    "The charioteer of the human soul drives a pair of steeds, and one of the horses
    is beautiful, good, and formed of such elements, whereas the makeup of the other
    one is quite the opposite." -Phaedrus
  • bumcykcyk2 08.09.08, 18:39
    Hmmm, nie chcę się czepiać, bo Pańskie przykłady są na pewno prawdziwe, no, ale
    z mojej skąpej znajomości Wlk. Brytanii, to co Pan powie np. na ceny
    komunikacji? Bilety na metro/bus/kolej, taksówki, plus wjazd autem do centrum
    Londynu? Albo np. jedzenie na mieście... Lunch w restauracji czy nawet kupno
    gotowych kanapek w sklepie jest wydatkiem znacznie większym niż w Polsce
    (przynajmniej w Londynie, tylko tam byłem). Pisze Pan, że fryzjer kosztuje w
    przeliczeniu 15 zł??? Nie do wiary...

    W pełni się zgadzam, że są produkty WIELOKROTNIE tańsze, choćby moje ulubione
    wycieczki do rajów urlopowych (zawsze kupuję z Niemiec). Teza o porównywalnych
    kosztach życia w Polsce i krajach starej UE jest jednak wg mnie nie do przyjęcia.
    Ps. Co do USA zgoda, ale ten efekt dotyczy wszystkich przybyszów ze strefy euro.
  • dalatata 08.09.08, 18:58
    przepraszam, z tym fryzjerem to przesadzilem: 15 funtow, nie zlotych.

    Londyn nie jest dobrym przykladem, Londyn jest potwronie drogi i ceny w Londynie
    nie maja sie nijak do reszty UK. ja w Londynie nie mieszkam i gdybym dostal
    prace w Londynie, dojedzalbym 2 godziny pociagiem z obecnego miejsca zamieszkania.

    nie mam pojecia ile kosztuje autobus, musze przyznac, jezdze autem, komunmikacja
    miejska jest fatalna w okolicy.

    jedzenie na miescie, no to zalezy od knajpy. w tajskiej knajpie kolo
    uniwersytetu cieply lunch (zupa plus male drugie danie) + picie to ponizej 10
    funtow (przed wakacjami), czyli okolo 35 zl. w krakowie w CK dezerterzy na
    Brackiej, czyms podobnym, 35 zlotych moze byc za malo. ale moze w koszalinie
    byloby ok. nie wiem.

    kanapki pewnie drozsze, cholera wie. standordowe na uni to jakies 6-7 zlotych.
  • charioteer 08.09.08, 19:06
    dalatata napisał:

    > jedzenie na miescie, no to zalezy od knajpy. w tajskiej knajpie kolo
    > uniwersytetu cieply lunch (zupa plus male drugie danie) + picie to ponizej 10
    > funtow (przed wakacjami)

    W Polsce nie ma takich knajp, ale w samoobslugowym bistro u Araba za te
    pieniadze najedza sie dwie osoby.

    > kanapki pewnie drozsze, cholera wie. standordowe na uni to jakies 6-7 zlotych.

    Za te pieniadze: kawa, kanapka i jeszcze dostaniesz reszte. Przed wakacjami of
    course.


    --
    Charioteer Tank Destroyer
    www.davidpride.com/Israeli_Armor/IL_Armor191.htm
  • dalatata 08.09.08, 20:05
    a to u mnie w barze na kampusie tez za te pieniadze zjedza dwie osoby. ale
    pewnie u Araba lepiej.

    no. te kanapki sa drogie. to juz wiemy ze w Polsce taniej.
  • charioteer 08.09.08, 21:26
    OK, zmieniajac temat odrobine.

    Konferencja w Polsce: oplata konferencyjna, 3 noclegi, wyzywienie, bankiet - 300
    EUR.

    Konferencja we Francji: oplata konferencyjna, 3 noclegi (porownywalny standard),
    wyzywienie, bankiet - 316 EUR.

    Wychodzi na to, ze Polska jest wciaz jeszcze minimalnie tansza. A i tak
    Amerykanie beda pewnie jeczec, ze drogo.

    --
    "Bring me my Bow of burning gold; Bring me my Arrows of desire:
    Bring me my Spear: O clouds unfold: Bring me my Chariot of fire!" -William Blake
  • dalatata 08.09.08, 23:17
    konferencje w Polsce to jest zupelnie inny temat (wysoce irytujacy zreszta), to
    jest zdzierstwo na calego. niedawno proponowano mi kofnerencje za jedyne 1200 zl
    (bez noclegowm, ale z lunchem). rozesmialem sie.
  • bumcykcyk2 08.09.08, 20:20
    35 zł to faktycznie tyle samo co w średniej knajpie w Warszawie. Pakiety
    lunchowe w tygodniu bywają tańsze i można się na nie załapać również w b.
    dobrych lokalach (niestety zazwyczaj w ściśle określonej porze np. 13-16 itp.)

    kanapki tańsze w PL
  • nickwmig 24.09.08, 15:24
    dalatata napisał:

    > Prosze wiec nie mowic o tym, ze w Polsce jest cokowliek taniej.
    > Moze marchewka i
    > seler na jarmarku wiejskim.

    Jaki z tego wniosek? Pracując w Polsce (także naukowo!) należy się
    szanować i nie dawać sobie wciskać kitu (mitu) o "tanim państwie".
    W rozmowach ze wszelkiej maści headhunterami itp. (potencjalne)
    zarobki należy traktować, że się tak wyrażę, w ujęciu globalnym.
  • kostkiewicz321 08.09.08, 19:26
    Ad 1 - nie, wynajmuje się najczęściej mieszkanie, koszt ok 400-500 funtów/mies
    za 2 pokoje w średniej wielkości mieście.
    Ad 2,3 - Dla mnie aktualnie ważniejsze są te "niższe" potrzeby:
    mieszkanie,żywność, samochody, agd, służba zdrowia itd. Tutaj ceny są
    porównywalne a w przytoczonych Niemczech nawet tańsze a do tego jakość towarów i
    usług znacznie wyższa.
    Ad 4 - Tutaj dają www.jobs.ac.uk - tak prostu z ogłoszenia.

    Jako postdok masz możliwość dalszego rozwoju naukowego, po kilku latach
    ubieganie się lepsze stanowisko (lepiej płatne) lub ewentualnie powrotu do kraju
    i przygotowania habilitacji. Jako chałturnik stoisz w miejscu, a po kilku latach
    braku postępów naukowych wylatujesz prawdopodobnie z macierzystej uczelni.
  • bumcykcyk2 08.09.08, 20:24
    kostkiewicz321 napisał:

    > Jako chałturnik stoisz w miejscu,

    tak

    > a po kilku latach braku postępów naukowych wylatujesz
    > prawdopodobnie z macierzystej uczelni.

    prawdopodobnie ;-)

    pzdr.
  • nickwmig 24.09.08, 15:31
    kostkiewicz321 napisał:

    > Jako chałturnik stoisz w miejscu, a po kilku latach
    > braku postępów naukowych wylatujesz prawdopodobnie z macierzystej
    > uczelni.

    Albo wylatujesz, albo nie (nie oszukujmy się, jaka płaca, taka
    praca, i żeby móc wymagać [np. niechałturzenia], trzeba by
    odpowiednio płacić, tak więc prawdopodobieństwo,
    że "nierozwijającego się" chałturnika wyleją na zbity pysk, jest
    niezbyt wysokie, rzekłbym znikome), a przynajmniej masz szanse na
    zapewnienie sobie i swoim najbliższym szczęśliwego życia (a nie
    spapranie takowego).
    Była już o tym mowa, że wszelkiej maści pre- i postdoki są dobre dla
    ludzi, jak to się zwykło mawiać, bez zobowiązań.
    Reszcie pozostaje chałturzenie albo rzucenie tego wszystkiego w
    cholerę.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka