Dodaj do ulubionych

proszę o pomoc

01.01.11, 20:07
Dziś przed obudzeniem moja córka miała atak padaczki. Jestem tego pewna. Ma 9 i pół roku. W maju tuz przed obudzeniam miała cos takiego jakby się ślina ksztusiła, ale to bylo tak dziwne, ze poszłam do neurologa. Nie zrobił EEG, ale ja zbadał i powiedizał, że wszystko ok. Bo nie straciła świadomości, po tym tez była w świetnej formie. Dziś tez wiedziała, co sie z nia dzieje, ale miala drgawki i nie mogła nic powiedzieć, tez ksztusiła się śliną.
Jak miała 1,5 roku to uderzyła się w głowę, trochę powyżej nasady nosa... Bardzo porządnie, nie wiem czy to ma z tym związek.
Prawdę mówiąc jestem przerażona.
Polećcie mi, co powinnam i jakiegoś dobrego lekarza w Poznaniu.
Czy to się będzie nasilać, bo teraz to wyglądalo o wiele gorzej niż za pierwszym razem. jak często może się powtarzać? Czy tylko w nocy?
Co mam roboć? Jak jej pomóc?
Pomóżcie...
Edytor zaawansowany
  • 1988megi 01.01.11, 21:02
    Nie jestem z Poznania więc nie mam zielonego pojęcia jaki jest db lekarz w Twojej miejscowości. Choruję na epilepsję od 16 roku życia (6lat). Pierwsze co to skierowali mnie na EEG i głównie to badanie potwierdziło przekonanie o epilepsji. Więc na początek Neurolog który da skierowanie na EEG do szpitala i rezonans magnetyczny(na rezonans w szpitalu trzeba długo czeka) a potem wszystko się okaże... Oczywiście możesz zrobić prywatne badania ..EEG ok.40 zl a rezonans jest drogi. Proponuję działać.. i miejmy nadzieję, że będzie dobrze..Trzymam kciuki.
  • potega_18 02.01.11, 10:31
    Ja zaczęłam chorować kiedy byłam w wieku twojej córki. I powiem tyle... potwierdź badaniami swoje przekonania odpukać w niemalowane oby nie potwierdziły się, ale jeśli niestety okaże się to faktem to moja droga polecam szybką wizytę u terapeuty najpierw rodziców potem z dzieckiem - pewnie zapytasz dlaczego a dlatego że dla dziecka w tym wieku to nie najlepsza wiadomość i musi w jakiś sposób pogodzić się z faktem, co by np. nie zacząć się buntować przeciw chorobie. Ja miałam np. tak że brałam leki i jako tako ustało więc moj dziecięcy a później młodzieżowy rozumek stwierdzał i tłumaczył sobie jak tylko może że to nie to i bez leków da się żyć, a uwierz że dziecko cwaną bestia jest i cię przechytrzy, i bynajmniej dla mnie się to skończyło pogorszeniem stanu o jakieś 180 stopni i dopiero jako 18 latka rozumiałam że działam na swoją niekorzyść.
    --
    moje słoneczko liczy juz czwarty roczek...


    galeria amelki...
  • mtm.13 02.01.11, 11:12
    ale nie dołujcie mnie bardziej niż juz jestem zdołowana, jeśli nie odpowiadacie na moje pytania...
    czy takie ataki nocne sa dla niej niebezpieczne?
    czy moga się zacząć w dzień?
  • haptenologist 02.01.11, 13:00
    Zadbaj o dobrą wentylację mieszkania. Świeże powietrze to najlepszy lek na wiele chorób, także na epilepsję. Publikowałem o tym w naukowych pismach medycznych i w internecie:
    www.haptens.republika.pl/haptenology_pl.html
  • celinaes 03.01.11, 11:36
    U mojej córki dokładnie takie napady zaczęły się od trzecich urodzin. Też było to nocne łykanie śliny i krztuszenie się. Pediatra leczyła to dietą jak grypę żołądkową albo błąd dietetyczny. Po dwóch tygodniach wystąpił nad ranem duży napad, a właściwie stan padaczkowy z drgawkami i utratą przytomności. Wtedy mi powiedziano, że gdyby były leczone od początku te częściowe, to uogólnionym można było zapobiec. Ale to tylko przypuszczenia. Przez kilka lat były to napady przysenne z częstotliwością występowania od miesiąca do trzech. Uogólnione z drgawkami, długotrwałe, dzieięciominutowe. Obserwując je bałabym się o jej bezpieczeństwo, gdyby była z nimi sama. Może jestem panikara, ale boję się i już. W wieku 9 lat niespodziewanie zmieniła się pora i występują tylko po południu albo wieczorem, zawsze z drgawkami. Różne leki niewiele zmieniały w przebiegu, jedynie ostatni, który bierze od 3 lat zmniejszył częstotliwość do raz na rok. W tym roku córka skończy 18 lat. Opisuję Ci naszą historię, ale u każdego jest inaczej, a leczenie padaczki to niespodzianki, metoda prób i błędów. Czasem skutkuje pierwszy lek, a czasem żaden do konca. Padaczka jeszcze u Twojej córki nie jest potwierdzona, ale rozumiem Twój niepokój. Ja bym skonsultowała się z innym neurologiem i nalegała na badania diagnostyczne - EEG, tomografię albo rezonans. Uspokoisz się, jak będzie wszystko w porządku. Nagraj jej napad aparatem, jeśli jeszcze kiedyś wystąpi, dr Zwoliński kiedyś sugerował, że taki filmik może być pomocny w diagnozie. Są napaady podobne do padaczki
  • qbishtal 03.01.11, 13:17
    Ataki mogą się zmienić, jeżeli się z tym nic nie robi. Przez jakiś czas mogą to być zwykłe napady z drgawkami ale nie leczone mogą się przekształcić w gorsze.
    Mogą się też zacząć w dzień.

    Skontaktuj się z epileptologiem, nie z neurologiem, on powinien podjąć wszystkie decyzje po tym jak mu wszystko dokładnie opowiesz. Fajny pomysł calinaes napisała - nagraj filmik z napadem - to dużo pomoże. Najlepiej też zrobić EEG zanim Twoja córka weźmie jakieś leki.

    Nie przejmuj się na zapas bo może to nie jest padaczka, niech to zobaczy ktoś, kto jest w tym temacie fachowcem - epileptolog (nie pediatra ani neurolog).
    --
    happy epi
  • mtm.13 03.01.11, 21:42
    bardzo Wam dziękuję, póki co jestem przerażona - w środę mamy neurologa i zobaczymy, co dalej...
    a jak z uczeniem się u Waszych dzieci? a czy to ma jakis wpływ na zachowanie?
    własciwie wolalabym, żeby to juz była padaczka, niz np. guz złosliwy... mam takie myśli... ze moze lepiej ich nie pisać...
  • celinaes 04.01.11, 08:15
    W przypadku mojej córki sama padaczka prawdopodobnie nie ma wplywu na uczenie i zachowanie, chociaż nie wiem, jak zachowywałaby się, jakby była zdrowa. Ale zauważyłam duże różnice w przypadku brania różnych leków. Jedne pogarszają, inne poprawiają nastrój.
  • qbishtal 04.01.11, 08:57
    Może lepiej dowiedz się w pierwszej kolejności czy to jest padaczka a później dostaniesz resztę informacji :) bo inaczej zwariować można. Padaczka to w każdym razie coś z czym można żyć. Napisz w środę co powiedział lekarz.
    --
    happy epi
  • mtm.13 04.01.11, 10:14
    wiem, wiem, ale trochę mi juz emocje siadaja... za dużo tych chorób... sama jestem chora przewlekle i odwiedzam sąsiednie forum - mam boreliozę i walcze od kilku lat, teraz to... zresztą też może byc boreliozą wrodzoną (byłam juz chora, jak ją urodziłam, nie wiedząc jeszcze o swojej chorobie, a borelioza przenosi się przez łozysko i mleko)... prawdę mówiąc panikuje ze strachu... mam tysiąc wizji i sceniariuszy na minute...
  • mtm.3 05.01.11, 22:51
    mamy skierowanie na EEG, być może to padaczka rolandyczna... cokolwiek to znaczy na przyszłość...
  • margolcia_63 07.01.11, 02:31
    Witaj mtm, to co napisałaś w poprzednim poście, jest jak najbardziej prawdopodobne, nie wiem tylko, czy to pocieszające. Jak leżałam w zakaźnym to przynajmniej 1/3 pacjentów po neuroinfekcjach wychodziła z przewidywaną padaczką, oczywiście nie wiem w jakim stopniu te prognozy się spełniły. Sprawa się komplikuje ze względu na uderzenie ale przebadaj córkę, a na co, zresztą wiesz sama najlepiej.
    Pozdrawiam.
  • mtm.13 07.01.11, 15:46
    wpływ uderzenia jest wykluczony u dwóch lekarzy juz
  • mtm.13 07.01.11, 15:50
    kurczę, ja widzę, że nie tylko ja tak po forach niestety chorobowych się włóczę...
    neurolog miała wiedzę na temat boreliozy, a mojej małej już zamówiłam zestaw na wysyłke surowicy na cały panel odkleszczowy i prawdę mówiąc nie wiem, która diagnoza byłaby lepsza... i to świństwo, i to nie lepsze...
  • margolcia_63 08.01.11, 14:07
    To prawda mtm, ale najgorszy wariant to dwa świństwa naraz. ale tfu! tfu!
    Dobrze, że chociaż uderzenie jako przyczyna wykluczone. Dawaj też znać na forum bb jak z diagnostyką, bo jak wiesz też tam jest kilkoro zainteresownych.

    Pozdrawiam.
  • jagandra 08.01.11, 15:09
    Daj znać, gdy już będziesz znała wyniki badań!
    Moja córka zaczęła chorować w wieku 4 lat, miała kilka napadów polegających właśnie na krztuszeniu się śliną (ale z utratą świadomości - nie pamiętała tego) i jeden uogólniony. Wszystkie w momencie budzenia się ze snu rano. Po wprowadzeniu leków uogólniony już się na szczęście nie powtórzył, a częściowe wróciły dwukrotnie oba razy po upływie kilku miesięcy. A teraz mała ma już o połowę zmniejszoną dawkę leków, znacznie lepsze EEG i jest bez napadów od ponad roku :)
    Padaczki są najróżniejsze, ciężkie i łagodne, mające wpływ na funkcjonowanie poznawcze albo i nie, z niektórych dzieci wyrastają. Piszę to, żeby Cię trochę pocieszyć, choć świetnie wiem, że i tak się będziesz denerwować.
    Moja ma teraz 7 lat, poszła do I klasy, dobrze sobie radzi z nauką. Pracuję z dziećmi i widzę u niej subtelne oznaki nieprawidłowości neurologicznych, tzn. ma skłonność do zająkiwania się, czasami bełkotliwą mowę, niezborność ruchową (nadal nie umie jeździć na rowerze bez bocznych kółek itp.). Ale to widzę ja, "normalni" ludzie już nie :) Przypuszczam, że z czasem wyjdą też problemy z nauką, ale mam nadzieję, że też będą subtelne.
    --
    Nasze nieszczęścia noszą odciski naszych palców - L. Durrell (cytuję z pamięci)
  • mtm.3 08.01.11, 22:47
    Dziękuję, jagandra, właśnie tego teraz potrzebuję najbardziej - nadziei! Moja mała jest niesłychanie bystra, czyta ksiązki od 6 roku życia i to nie tylko beletrystyke, pochłania wszystko o zwierzętach, ma przy tym doskonałą pamieć. Świetnie gra na pianinie. Na rowerze, rolkach, łyżwach jeździ... Za to jest niesłychaną bałaganiarą, bywa też rozkojarzona (teraz myślę, że to objaw neurologiczny, a nie taka jej uroda...) Trochę boje sie więc leków, co w niej zmienią?
  • very.martini 08.01.11, 23:50
    Oooo, bardzo mi się podoba, żeby bałaganiarstwo było objawem neurologicznym, hehe, może na gosposię należy się dofinansowanie, a ja o tym nie wiem;)
    Weź się tak nie zamęczaj i daj dziecku dorastać normalnej atmosferze. Już tu nie jeden raz pisałam, jak fajnie jest być dzieciakiem/ nastolatkiem dorastającym w domu, w którym się nad tobą trzęsą. Twoja nadzieja i strachy swoją drogą, a życie codzienne małej swoją. Jeśli mogę Ci coś doradzić, uderz ze sobą do psychologa po prostu, a jej już daj spokój.
    Już się pogubiłam w wątku, sorry, miała CT albo MR? I co z tą boleriozą? Mam koleżankę, która ma przetarte ścieżki boleriozowe, ale skoro sama chorujesz, to pewnie masz własne szlaki.

    16%VOL
    22%VAT
  • mtm.13 09.01.11, 07:58
    Trzeba miec naprawdę złą wolę, żeby tak odczytac moj wpis, no i nie mieć dzieci... nie o bałaganiarstwo mi chodziło rzecz jasna, jako objaw neurologiczny, ale rozkojarzenie w związku z tym zapominanie, co w danej chwili miała zrobic.
    Nie wiesz, jak jest, a wysyłasz mnie do psychologa, przenosząc pewnie schemat ze swojego domu i niemoc spokojnego dorastania. Nie wiesz, jak funkcojnujemy w naszym domu w stosunku do córki i ile tych moich wylewanych tu od tygodnia lęków jest jej udziałem. Ja się zachowuję w stosunku do niej. A może ta odskocznia tutaj jest dla mnie ujciem, żeby ona tego nie odczuwała i było normalnie. Nie pomyslałaś o tym? Nie mogłam jak do tej pory jej nie dać spokojnie dorastać, jeśli historia tak naprawdę zaczęla sie w Nowy Rok...
    A jeśli pogubiłas się w tym wątku i masz wątpliwości, to przed atakiem najpierw po prostu zapytaj... albo zwyczajnie go nie czytaj
    dobrej i mniej napastliwej niedzieli życzę
    nie przyszło Ci do głowy, że ludzie na takie fora trafiają, bo się pogubili i potrzebują wsparcia, że najmniej trzeba im teraz atakowania ich, bo i tak sa w trudnej sytuacji - te same rzeczy można napisac w róznej formie - niby to samo, a jednak sie nikogo nie zrani
  • mtm.13 09.01.11, 07:59
    to, co napisałaś, to klasyczny objaw (znenego w psychologii) "przeniesienia"
  • very.martini 09.01.11, 13:02
    > to, co napisałaś, to klasyczny objaw (znenego w psychologii) "przeniesienia"

    Gdybym Ci co drugi wers pisała, że masz za wielki tyłek i powinnaś schudnąć, to by był problem przeniesienia, bo faktycznie od wielu lat bezskutecznie walczę z obwodem (nie chce mi się za bardzo).

    W przypadku choroby Twojej córki to nie objaw przeniesienia, tylko dość typowy problem rodzin, które mają chore dziecko - czy to padaczka, czy cukrzyca, czy celiakia.
    Kobieto, zrozum, ja jako dorosła kobieta chodziłam z rodzicami na terapię dotyczącą mojego dzieciństwa i nastolęctwa, żeby rozgryźć problemy związane tylko z moją chorobą, ktore - spowodowane traktowaniem mnie w tym czasie - ciągnęły się za mną do mojej dorosłości! I wszyscy myśleli, że dobrze robią, a popełnili mnóstwo błędów, za które ja płaciłam w swoim dorosłym życiu na przykład czterokrotną zmianą kierunku studiów, bo dopiero po sześciu latach zobaczyłam, gdzie mi będzie dobrze:)

    16%VOL
    22%VAT
  • very.martini 09.01.11, 12:51
    Nie mam złej woli, tylko wiem, jak to jest z drugiej strony:)
    Musisz być naprawdę strzępkiem nerwów skoro uważasz, że mój post to atak i tym bardziej wizyta u psychologa by Ci dobrze zrobiła, bo w pewnym momencie się cholernie zaplączesz i zaczniesz żałować, że nie zrobiłać tego kroku wcześniej, bo do rozplątywania będzie coraz więcej, niezależnie od tego, czy córka będzie zdrowa czy chora - będzie po prostu coraz większa i trzeba będzie ją wypuścić spod swoich skrzydeł, sama się będzie wyrywać, a Ty wciąż będziesz pamiętać o incydencie chorobowym sprzed lat będziesz miała opory i lęki. To nie kwestia tego, że u mnie w domu akurat tak było, więc teraz to projektuję na Ciebie - ale tak jest w każdym domu:) I każdy, kto ma podrośnięte dzieci (nawet niewiele podrośnięte) Ci to potwierdzi

    Dlaczego uważasz, że pójście do psychologa i pogadanie z kimś Z ZEWNĄTRZ rodziny o swoich lękach to coś złego, wstydliwego? Ile lat będziesz dusić to w sobie? Forum może być dla Ciebie ujściem i odskocznią, ja też mam swoje miejsca w sieci, gdzie przychodzę nabrać oddechu, ale tam nie ma fachowców, którzy powiedzą mi, jak sobie radzić z konkretnymi problemami. Psycholog/ psychoterapeuta wie, jakie mechanizmy stoją za konkretną emocją i może Ci pomóc ją okiełznać, i wtedy wszystkim żyje się lepiej. Nie robię na tym kasy i moja rodzina też żyje z czegoś skrajnie odmiennego, więc nie mam biznesu w tym, żeby Cię namawiać - ale pomyśl o komforcie psychicznym swojego dziecka, jeśli nie chcesz o swoim. Napatrzyłam się na matki chorych dzieci, jeśli któraś z nich zgrywa Matkę Polkę i mówi, że choroba dziecka nie wpływa na jej stan, albo wpływa, ale dzielnie sobie radzi i dziecko tego nie odczuwa - to po prostu kłamie. Okłamuje dziecko, rodzinę, a przede wszystkim siebie samą, i kiedyś te tłumione emocje z niej wylezą - chcesz tak żyć, w kłamstwie wobec samej siebie?
    Ja żyłam, kończyło się trzema atakami dziennie.


    Bardzo przepraszam, że Ci odpisałam, chociaż tak bardzo tego nie chcesz:)

    16%VOL
    22%VAT
  • mtm.13 09.01.11, 13:55
    Nadal nic o mnie nie wiesz, nawet tego, czy już nie skontaktowałam się z psychologiem, a może sama jestem psychologiem, a może mój mąż jest terapeutą?
    pytań co niemiara, nieprawdaż... A Ty jednak masz jedno rozwiązanie...
    Po tym, co napisałaś tym bardziej uważam, że to klasyczne przeniesienie w Twoim przypadku i bezpodstawny atak na nieznaną sobie osobę, tylko i wyłącznie na podstawie swoich niełatwych doświadczeń.
    I przypominam, nasz problem nie jest TAKI sam, jak Twój. Inni ludzie, inny dom, inne uwarunkowania, inne dziecko. Poza tym ma 9 dni. Problem, nie dziecko. I jeszcze nie wiesz, jak go rozwiążemy, a już atakujesz, mając wizję, jak nie wypuscimy dziecka spod swoich skrzydeł. I jaką jestem matką. Każde generalizowanie jest krzywdzące! A moze już jedno dziecko wypuściliśmy? I nie ma traumy, nie chodzi na terapię. Tego tez przecież nie możesz wiedzieć. Masz tylko malutką częśc puzli (kilka elementów), ale Ty na tej podstawie ułożyłaś sobie cały obraz.
    I wiesz co, już jesteś dorosła i to nie rodzice odpowiadają, co tutaj wypisujesz, to nie ich możesz o to obwiniać, robisz to, bo chcesz. A to, co robisz tutaj jest złe, szczególnie w stosunku do osoby, która w tytule wątku wpisała prośbę o pomoc.
    Ja na tym forum nie muszę się pojawiać (i już nie będę, bo nie na to chcę tracić energię), a Tobe z całego serca i szczerze współczuję








    W jednym masz jednak rację, że jak widać forum, gdzie wydawałoby się powinno być miejscem wsparcia nim nie jest, a ja teraz mam ważniejsze sprawy na głowie, niż czytanie o czyimś przegranym życiu i obwinianiu rodziców za cało zło świata
  • jagandra 09.01.11, 15:17
    Martini, czy Ty myślisz, że jakikolwiek normalny rodzic dowiadując się czy podejrzewając tak poważną chorobę u swojego dziecka, zachowa pełen spokój i pogodę ducha??? Musiałby chyba mieć znieczulicę.
    To że wielu rodziców wpada w nadopiekuńczość wobec chorych dzieci, nie oznacza, że ta akurat będzie z autorką wątku. Daj jej szansę :) Tak z pół roku chociaż na oswojenie się. No i dużo zależy od tego, jaka to będzie ostatecznie diagnoza.
    Sama jestem masakrycznie roztargniona i uważam to za objaw neurologiczny. Leczyć się tego nie leczy, wiadomo, ale to gubienie, zapominanie, szukanie, brrr. Z doświadczenia wiem, że jedyny sposób, by pomóc dziecku z takim problemem, to w miarę możliwości ograniczyć kontrolę, tak by miało możliwość nauczyć się samo kontrolować, no i pogodzić się z faktem wiecznie zaginionych piórników i spodenek do ćwiczeń ;)
    Mtm, nie jestem lekarzem, ale z tego co się zorientowałam, negatywny wpływ na funkcjonowanie poznawcze mogą mieć napady a nie leki. Napady mogą powodować dalsze uszkodzenie mózgu. A leki najwyżej działają doraźnie źle, czyli powodują np. zwiększoną senność czy problemy z koncentracją. Chodzi o to, by dobrać jak najmniejszą skuteczną dawkę leku i by wyważyć to tak, by zysk w postaci efektów leczenia przewyższył koszt w postaci ewentualnych skutków ubocznych leków.
    Moja córka na początku potrzebowała więcej snu, teraz już trudno stwierdzić, czy spałaby mniej bez leków. Innych skutków ubocznych nie zauważyłam.
    Myślę, że prawidłowy rozwój Twojej córki to element dobrego rokowania :)
    Trzymaj się i dawaj znać, co słychać.
    --
    Nasze nieszczęścia noszą odciski naszych palców - L. Durrell (cytuję z pamięci)
  • very.martini 09.01.11, 15:43
    > Martini, czy Ty myślisz, że jakikolwiek normalny rodzic dowiadując się czy pode
    > jrzewając tak poważną chorobę u swojego dziecka, zachowa pełen spokój i pogodę
    > ducha??? Musiałby chyba mieć znieczulicę.

    No a gdzie ja to napisałam? właśnie powtórzyłam kilka razy - iść do specjalisty żeby nie dać się zeżreć stresowi i złym emocjom.
    Więcej nic tu nie napiszę, bo to jak rzucanie grochem o ścianę. jedyną Waszą odpowiedzią jest "bo nie masz własnych dzieci" - nie mam i nie chcę mieć, ale mam bliskich, którzy poumierali na ciężkie choroby albo przewlekle chorują, więc wiem, że niekoniecznie trzeba mieć chore dziecko, żeby przeżywać stres związany z chorobą w rodzinie. Tylko dziecko ma najbardziej przekichane, bo całe życie przed nim i swoimi nieogarniętymi emocjami łatwo je skrzwdzić - w najlepszej wierze.
    Widzę różnicę między swoim życiem przed a po pomocy specjalisty - jeśli pani Matka Polka dalej chce sobie wmawiać, że da radę i wszystkiemu sama podoła, to trzymam kciuku i mam nadzieję, że tak jest. Mam jednak nadzieję, że za kilka lat nie zastanie swojego dziecka z jakimś głupawym poradnikiem psychologicznym w ręku;)
    Powodzenia;)

    16%VOL
    22%VAT
  • jagandra 09.01.11, 19:14
    Oj Martini, ja się akurat uspokoiłam bez pomocy specjalisty, potrzebowałam na to ok. pół roku. Nie wszyscy panikują tak jak Twoi rodzice. A chwilę po pierwszym ataku inni specjaliści są ważni, psycholog - ewentualnie później, jeśli będzie potrzebny.
    --
    Nasze nieszczęścia noszą odciski naszych palców - L. Durrell (cytuję z pamięci)
  • gosiash 10.01.11, 01:17
    Nie każdemu potrzebny jest psycholog, żeby sobie z problemami mógł poradzić. Epilepsja to nie jest jedyny stres jaki ludzie mają. W życiu każdego pojawiają się od czasu do czasu wielkie problemy/stresy. Jakby tak wszyscy od razu latali ze swoimi problemami do psychologa, to psychologów by nie starczyło.
    Czytając to forum od jakiegoś czasu wiem, że very.martini ma taki a nie inny styl wypowiedzi i mnie on już tak nie razi. Czasami się z Nią zgadzam, czasami nie. Ale dla kogoś kto jest pierwszy raz na forum Twoje wypowiedzi very.martini mogą być zbyt ostre. Poza tym nie musisz udzielać porad każdemu i na każdy temat. I uwierz mi nie wiesz co to znaczy być rodzicem, bo nim nie jesteś. Owszem wiesz jak to jest być dzieckiem z epilepsją, ale nie wiesz jak to jest być rodzicem dziecka z epilepsją. Może jak kiedyś będziesz miała swoje dzieci (bo w życiu różnie bywa ;) ) to zrozumiesz dlaczego Twoi rodzice tak się o Ciebie martwili.
  • przem0_25 11.01.11, 18:00
    Słuchaj dobrze Cię rozumie moja żona jak mnie poznała i dowiedziała się o mojej chorobie miała podobne zachowanie jak ty. A raz upadnie, na parę miesięcy . Wytrzymam . Ale kiedy trafiłem na takiego lekarza , że namieszał mi w lekach i ataki miałem co tydzień . Głowę miałem tak rozbitą ,że krew z łuków brwiowych ciurkiem płynęła , inny razem miałem nos pęknięty , a on proponował mi operację . To moja żona jak ty w panikę wpadła .
    Więc mówię Ci bądź silna ty musisz dawać dziecku jak najwięcej ochoty do życia . Być przy nim kiedy będzie dostawać ataków , kiedy rozetnie skórę tamować , wyjmować elementy i ślinę z buzi by się nie dławiło .Przebierać kiedy się zmoczy. Co do lekarzy , nie znam żadnych w Poznaniu , ale powiem ci że ja z swoją wiarą iż może kiedyś będę zdrowy jeździłem i do Warszawy do prof. Bacia , a teraz jeźdzę do Krakowa do Dr Czapińskiego i jeśli ktoś mi podał innego dobrego w Honolulu też może za pieniądze Tuska bym pojechał .

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka