Dodaj do ulubionych

Udany związek?

22.03.12, 10:10
Jak myślicie wszyscy? Czy dwoje ludzi z epi ma szanse na udany związek? Czy jest sens próbować stworzenia kochającej się pary osób z epi? Czy ta choroba nie zniszczy wszystkiego?
Edytor zaawansowany
  • lanefretete 22.03.12, 10:18
    Trzeba przede wszystkim wyjść z założenie, że ta choroba nie niszczy wszystkiego, niszczy to nastawienie do niej tak mi się wydaje. Udać i nie udać może się zarówno w związku z chorą jak i nie chorą osobą. Z pewnością bardzo możliwe, że będzie trudniej, ale to nie znaczy, że nie trzeba próbować
  • marteen.31 22.03.12, 11:21
    lanefretete napisała:

    > Trzeba przede wszystkim wyjść z założenie, że ta choroba nie niszczy wszystkieg
    > o, niszczy to nastawienie do niej tak mi się wydaje. Udać i nie udać może się z
    > arówno w związku z chorą jak i nie chorą osobą. Z pewnością bardzo możliwe, że
    > będzie trudniej, ale to nie znaczy, że nie trzeba próbować
    Wychodzę od zawsze z takiego założenia! Wg mnie dwójka ludzi z tym samym problemem mogłaby być dla siebie idealna. Wciąż jednak tylko pięknie piszecie lecz do spróbowania odwagi brak.
  • lanefretete 24.03.12, 13:45
    Wydaje mi się, ze na forum ludzie szukają czegoś innego
  • marteen.31 25.03.12, 15:17
    lanefretete napisała:

    > Wydaje mi się, ze na forum ludzie szukają czegoś innego
    Przecież to forum dla ludzi z epi! ,,Epileptycy -łączmy się!!!" Tak trudno to zinterpretować? Przecież związek dwojga ludzi z epi mógłby być naprawdę czymś cudownym.Ja z pewnością zrozumiałbym problemy płci pięknej z epi.Przecież borykam się z tym samym.Możemy pogadać priv.
  • 3mirek72 18.07.12, 20:20
    Tak jak druga osoba tego chce a jak nie to szkoda się męczyć bo zdrowa osoba nie zrozumię osoby chorej na epilepsje coś więm na ten temat jestem chory na epilepsje od 10lat i teraz sam po rozwodzie bo choroba nie odpowiadała tej osobie i muszę sobie radzić sam i już nie ufam i nie zaufam drugiej osobie nie chcę powturki takiego życia takie jest życię chorego na epilepsje własne dziecko nie uznaje taty chorego ale trudno przeszkadza że tata nie jest zdrowy jak dawniej bo mama nauczyła że tata chorobe ma od alkocholu tak miała wpajane tylko dziecko prawdy całej nie zna bo była mała i mnie żadko widziała bo puki był zdrowy i piniążki zagranicą zarabiał i wPolsce to był jeszcze przydatny a zaczeła się choroba to przeszkadzał.
  • arek13210 25.03.12, 22:42
    To zależy w jakim stopniu są chorzy na tą padaczkę tzn. jak często i jakie mają napady, czy towarzyszą im jakieś inne choroby jak nerwice, senność. Ważne jest też czy pracują albo są na rencie lub nie mają nic. No i ważny jest charakter zarówno kobiety jak i mężczyzny, czy się potrafią dogadywać jakie mają poglądy na przyszłość. Na podstawie tego można określić czy związek danej pary będzie udany.
  • marteen.31 29.03.12, 18:55
    Jednak chyba facet z epi jest skazany na samotność. To niesprawiedliwe.
  • arek13210 29.03.12, 19:55
    No niestety chory facet nie ma łatwo w poszukiwaniu miłości, ale nie można się poddawać.
  • marteen.31 31.03.12, 11:40
    arek13210 napisał:

    > No niestety chory facet nie ma łatwo w poszukiwaniu miłości, ale nie można się
    > poddawać.
    Fakt,mam schorzenie lecz nie musisz tego w każdym poście podkreślać.Nie poddam się.Niczego mi nie brak,oprócz tej jedynej...
  • magia_chwili 09.04.12, 00:42
    Możecie mnie tu zakrzyczeć na forum, ale uważam, że to czy ktoś jest chory na epi czy jest zupełnie zdrowy nie ma związku z tym, czy jest sam, czy ma drugą połówkę. Może ktoś uznać to za naiwne co napiszę, ale uważam, że jeśli się kocha, to żadne epi nie jest przeszkodą. Może życie mnie za mało doświadczyło, ale to że jestem singlem, myślę że nie zawdzięczam chorobie. Wiem, że gdybym ja naprawdę kochała faceta i zachorowałby na epi, nic nie zmieniłoby tego uczucia. Jeśli ludzie nie przetrwają takiej próby, cóż, może to po prostu nie była miłość... Uważam, że warto szukać drugiej połowy, ale warunkiem koniecznym do podjęcia próby zbudowania związku nie powinno być chorowanie na epi....
  • gumiis1230 03.07.13, 17:30
    magia_chwili napisała:

    > Możecie mnie tu zakrzyczeć na forum, ale uważam, że to czy ktoś jest chory na e
    > pi czy jest zupełnie zdrowy nie ma związku z tym, czy jest sam, czy ma drugą po
    > łówkę. Może ktoś uznać to za naiwne co napiszę, ale uważam, że jeśli się kocha,
    > to żadne epi nie jest przeszkodą. Może życie mnie za mało doświadczyło, ale to
    > że jestem singlem, myślę że nie zawdzięczam chorobie. Wiem, że gdybym ja napra
    > wdę kochała faceta i zachorowałby na epi, nic nie zmieniłoby tego uczucia. Jeśl
    > i ludzie nie przetrwają takiej próby, cóż, może to po prostu nie była miłość...
    > Uważam, że warto szukać drugiej połowy, ale warunkiem koniecznym do podjęcia
    > próby zbudowania związku nie powinno być chorowanie na epi....
    Masz rację. Ja właśnie jestem sam i mam już dość tej samotności. Dla mnie nie jest ważne czy moja połówka jest chora na epi , na inną chorobę czy jest zdrowa bo jestem bardzo
    tolerancyjny i potrafię innych zrozumieć. Ja w tej chwili szukam kobiety która mnie pokocha i będzie dla mnie wsparciem w życiu. Już bardzo dużo przeszedłem w swoim życiu i w końcu chciałbym być szczęśliwy u boku kobiety która mnie pokocha. Jeżeli chcesz mnie poznać bliżej napisz na gg 11457158
  • asia3282 09.04.12, 18:10
    zgadzam się jak najbardziej z przedmówczynią, zawsze ważne jest pierwsze wrażenie, trzeba mówić o chorobie...ale nie powinna mieć ona wpływu na prawdziwe uczucie :)
    jestem chora, nie jestem w związku, ale istnieją na tym świecie ludzie którzy nie szukają wad w człowieku, a jeśli je widzą starają się z nich uczynić zalety... DA SIĘ! Marzenia czasami się spełniają...
  • laurka_83 11.04.12, 09:14
    Ja też uważam, że epilepsja nie jest warunkiem tego czy jesteśmy w zwiąku czy nie. Owszem jest to poważna sprawa, ale jeśli się trafi na prawdziwa miłość to uważam, że to nie jest jakiś problem.
    Ja spotkałam swojego faceta. Na początku nic nie mówiła (akutrat nie było to trudne, bo nie mam często ataków - kilka w roku). Ale jak zaczęło się między nami robić na poważnie to wiedziałam, że muszę mu powiedzieć. Poszliśmy na spacer, powiedziałam mu o padaczce. Byłam zaskoczona, bo przyjął to całkiem spokojnie. Odprowadził mnie do domu. Później przez kilka dni się do mnie nie odzywał. Na początku myślałam, że to koniec.
    Po tygodniu przyszedł i co się okazało. Przez ten czas jak się nie odzyuwał to poczytał trochę io epilepsji, spotkał się z neurologiem i rozmawiał z nim o tej chorobie, dowiedział się jak pomóc osobie w trakcie ataku. Powiedział, że jak on już teraz wszystko wie o mojej chorobie to już możemy być razem. Jak mu powiedziałam, że myślałam, że to już koniec, to on się zaczął śmiać i powiedział, że musiał się tylko przygotować i dowiedzieć wszystkiego o epi, a nie zastanaiwał się czy chce ze mną byuć czy nie. Jeszcze mi powiedział, że przecież to jest tylko choroba, a nie coś co może zaważyć na tym czy mnie kocha czy nie.
    Spotykając go miałam dużo szczęścia. On w prawdzie nie ma epilepsji, ale ma inną niepełnosprawność (jest niewidomy). Mimo to dajemy radę i już 6 lat jesteśmy małżeństwem. Uzupełniamy się nawzajem i jest ok.
    Trzeba szukać miłości, ale nie można być zaślep[ionym chorobą.
    Życzę powodzenia. Pozdrawiam
    --
    Życie może być piękne, wystarczy, że odpowiednio nim pokierujesz!
  • marteen.31 11.04.12, 17:04
    Wiesz Laurka,bardzo miło czyta się post twej treści,lecz to daje do zrozumienia że jednak tylko płeć piękna z epi ma szanse na znalezienie swej drugiej połówki.Jak dotąd jeszcze ani jeden facet z epi nie napisał postu podobnej treści.Jeszcze ani jeden facet z epi nie napisał że zrozumiany został i zaakceptowany przez jakąś kobietę.Czy jesteście naprawdę tak zimne?
  • laurka_83 12.04.12, 10:52
    To chyba nie jest kwestia tego czy my jesteśmy zimne czy nie. Po prostu jeszcze nie trafiłeś na tą twoją drugą połówkę. Poza tym ja ci powiem, że znam wiele związków w których są różne niepełnosprawności (nie tylko epi) i dają radę. Nie wiem jak to jest z waszej strony, bo ja jako kobuieta to myślę inaczej niż mężczyzna. Może faktycznie wam jest trudniej. Ja uważam, że po prostu nie nakręcać się, nie szukać na siłę, nie patrzeć na każdą kobietę jako na potencjalną żonę i nie dać przesiąknąć się epi. Po prostu na spokojnie. Jestem npewna, że jak spotkasz właściwą kobietę, to na pewno ona zrozumie i wam się uda. Nie stawiaj się od razu na pozycji straconej, bo to ci w niczym nie pomoże. Ja ci powiem, że mój facet jest niewuidomy to nie jest żaden problem. Właśnie jak go poznałam to ujął mnie głównie tym, że mimo tego, że nie widzi to praktycznie nie ma dla niego rzeczy niemożliwych. Jak zobaczyłam, że mimo jego niepełnisprawności jest facetem który praktycznie wszystko zrobi, to w nim pokochałam. To jest chyba najlepszy sposób, żeby pokazać drugiej osobie, że pomimo jakiejś niepełnosprawności potrafi się rozbić wiele innych rzeczy, dzięki temu ta druga osoba nie wodzi na pierwszym planie epi, tylko ciebie, twoją osobowość.
    --
    Życie może być piękne, wystarczy, że odpowiednio nim pokierujesz!
  • jan1144w 13.05.12, 10:47
    piszesz że jak dotąd zaden facet nie napisał nic o podobnej treści ja nawet znam przyczyne tego stanu rzeczy -po prostu kobiety sa bardziej odwazne niz my faceci .A zapewniam cię twoja przedmówczyni Laurka ma duzo racji można znalesc swoja druga połówkę nawet z epi ja sam jestem tego przykładem niepełnosprawnosc nie jest tu żadna przeszkodą .pozdrawiam
  • qbishtal 12.04.12, 12:15
    U mnie choroba wyszła podczas znajomości i to przypadkowo, bo ani ja, ani moja druga połowa o tym jeszcze nie wiedzieliśmy. Później się zaobrączkowaliśmy, wzięliśmy ślub i tak jest do dzisiaj.
    I powiem szczerze, że to nie choroba jest trudną sprawą w związku, bo tego nawet nie zauważamy - po prostu jest i już. Trudną sprawą jest dobranie się pod względem odpowiednich osobowości. Łączą natomiast bardzo dzieci. To tak w skrócie o mnie.
    Marteen31, czytają Twoje wypowiedzi tutaj, mam wrażenie, że masz zbyt słabe podejście do tego, że Ci się uda. Nastaw się trochę bardziej na tak. Nie za pierwszym razem, nie za drugim, to za dziesiątym z kimś w końcu będziesz. Zresztą to tak samo jak z pracą. Wiem, że łatwo powiedzieć ale dasz radę :)
    --
    happy epi
  • martomn 12.05.12, 18:01
    Witam cię
    Powiem Wam tylko tyle ,mojego obecnego męża poznałam już z chorobą ,powiedział mi o tym na drugim spotkaniu.Nie będę mówić ,że nie zastanawiałam się nad tym wszystkim ,ale nie w kontekście odejść-zostać tylko ,jak ułożyć sobie wszystko by przejść przez to razem.Jesteśmy razem 9 lat ,mąż ataki ma raz,dwa na miesiąc.Jest wspaniałym człowiekiem,nikt inny by go mi nie zastąpił,jest facetem przy którym chce trwać na dobre i na złe ,pomimo ,iż w wielu sprawach nie jest łatwo ,ale kocham i to się powinno liczyć,Głowa do góry dla wszystkich chorych szukających szczęścia:)
    --
    M&T
  • marteen.31 13.05.12, 17:02
    martomn napisała:
    Twój facet ma niebagatelne szczęście.Znalezienie partnerki o takim podejściu do sprawy graniczy z cudem.Gratuluję udanego związku i jestem pewien że nic wam tego nie zepsuje.Dlaczego tak niewiele jest w tym kraju kobiet dla których najważniejsze jest to co może dać od siebie facet z epi? Czy ja spotkam kiedyś kogoś twojego pokroju? Coraz bardziej w to wątpię...
    > Witam cię
    > Powiem Wam tylko tyle ,mojego obecnego męża poznałam już z chorobą ,powiedział
    > mi o tym na drugim spotkaniu.Nie będę mówić ,że nie zastanawiałam się nad tym w
    > szystkim ,ale nie w kontekście odejść-zostać tylko ,jak ułożyć sobie wszystko
    > by przejść przez to razem.Jesteśmy razem 9 lat ,mąż ataki ma raz,dwa na miesiąc
    > .Jest wspaniałym człowiekiem,nikt inny by go mi nie zastąpił,jest facetem przy
    > którym chce trwać na dobre i na złe ,pomimo ,iż w wielu sprawach nie jest łatwo
    > ,ale kocham i to się powinno liczyć,Głowa do góry dla wszystkich chorych szuka
    > jących szczęścia:)
  • martomn 16.07.12, 18:37
    Nie wiem ile masz lat ,ale jestem wręcz pewna ,że znajdziesz taka kobietę ,dla której Twoja choroba będzie tylko logistycznym problemem tzn jak zorganizować życie by było super,mam świadomość ograniczeń ,znam tą chorobę ,aż za bardzo ,ale naprawdę można ,choć nie raz bylo ciężko.Trzymam za Ciebie kciuki ,nie czuj sie gorszy i głowa do góry.

    --
    M&T
  • ak-69 12.05.12, 21:08
    Ja dopiero w wieku 40 lat zacząłem wychodzić z izolatki w którą wpadłem gdy zachorowałem i rzuciłem studia matematyczne, gdzie miałem kontakt z dziewczynami. Już minęło 2-3 lata i na razie w miejscach, gdzie przebywałem (szkoła policealna, teraz staż, 2 rok studiów) jestem w środowisku, gdzie zero kobiet. W sferach związanych z informatyką u nas w kraju kobiet wiele nie ma. Zobaczę jak będzie w przyszłej pracy. Nie wiem czy już dla mnie nie za późno ...
  • marteen.31 16.07.12, 19:34
    Coraz częściej zadaję sobie pytanie: Czy ten marny żywot ma jeszcze sens? Tracę już resztki nadzieji.Człowiek z epi w tym kraju jest naprawdę nikim,tak twierdzi większość polskich pracodawców.Mając u boku kobietę dla której byłbym ,,normalnym" facetem z pewnością pozwoliłoby na bardziej kolorowe spoglądanie na ten żywot.Gdybym znalazł jeszcze jakąś stałą fuchę...Zus stwierdził że jestem zdrów.Dziś przez cały dzień zostawiłem kilkadziesiąt swoich CV poszukując pracy.Dlaczego polski rząd nie utworzy zakładów pracy dla osób z epi? Zakłady pracy tylko dla nas? To byłoby bardzo mądre rozwiązanie.Jeśli nas tak nie trawią i tak nas się boją to niech zrobią coś takiego.
  • 26tomek1 17.07.12, 00:14
    Hej Martin.Ten ostatni watek przypomnial mi jakie kiedys ja mialem podejscie do zycia.Nie myslales nigdy o pracy w innym kraju?A co do kobiet pewnie myslisz kiedy patrzysz na swoich kolegow dlaczego oni maja piekne dziewczyny poprostu potrafia sie odezwac ty tez probuj czasem przypadkowy usmiech wystarczy
  • 4jennifer 21.07.12, 18:10
    Potrzebuję porady.

    Od 1.5 roku jestem w związku z mężczyzną chorym na epilepsję. Wszystko jest niby dobrze, jest zabawnym, czułym, kochającym, troskliwym facetem, ale ja mam mnóstwo wątpliwości. Mam wiele pytań dotyczących epilepsji i chciałabym, żeby ktoś pomógł mi znaleźć na nie odpowiedzi, ktoś kto jest chory lub ktoś, kto również jest w takim związku.

    Zapewne zaraz zapytacie dlaczego nie rozmawiam o tym ze swoim chłopakiem? Rozmawiam, rozmawiałam, ale chciałabym poznać zdanie osób, które również są w takich związkach jak ja i po prostu wiedzą lepiej.

    P. ma ataki rzadko kilka razy w roku, ale żadnego nie miał przy mnie (nie mieszkamy razem, dzieli nas 40 km). Ostatni atak był tak silny, że zerwał pasy zabezpieczające w karetce. Zawsze woła moje imię w przebłysku świadomości i martwi się tym, że będę się o niego martwić.

    Moje wątpliwości/pytania/obawy dotyczą codzienności, wspólnego życia. Przeraża mnie myśl, że mógłby zostać sam w domu, że coś mogłoby mu się stać w miejscu, w którym nie byłoby ludzi (np. jeździ bardzo dużo na rowerze, na trasach MTB). Nie wyobrażam sobie też, żeby miał zostać sam w domu z dzieckiem lub iść z nim na spacer (bo mogłoby mu się coś stać). Jak wyglądają wakacje? Jeździmy bardzo blisko na kilkudniowe wyjazdy, boję się jechać gdzieś dalej, nie wiem jak zniósłby podróż. Nie wiem czy może latać samolotem. Jak widać ja generalnie wszystkiego się boję. Zależy mi na nim i chce żeby był bezpieczny z drugiej jednak strony nie chcę żebyśmy zamykali się w domu i nie zobaczyli kawałka innego świata poza tym, który na codzień mamy przed oczami.

    Chciałabym poprosić kogoś z was o odpowiedzi na te wątpliwości, chociaż na część. Chciałabym, żeby ktoś powiedział mi jak wygląda normalne codzienne życie z osobą chorą.

    P. jest bardzo pogodnym, optymistycznym i wyluzowanym facetem, który zawsze mnie rozśmiesza i powtarza, że to tylko choroba, że on jej nie wybrał, ale najważniejsze to żyć dalej i nie poddawać się. Ataki na szczęście nie są częste, więc funkcjonuje normalnie, ale mój nieustający strach o niego sprawia, że boje się o naszą przyszłość, o to, że wszystko będzie na mojej głowie, że nie będę miała poczucia bezpieczeństwa w nim, bo to ja zawsze będę bała się o niego.

    To co napisałam wydawać się może jednym wielkim bełkotem, ale starałam się "przelać na monitor" wszystkie myśli jakie chodzą mi po głowie. Dodam, że mamy po ok 30 lat.
  • puniaczekjeden 22.07.12, 00:13
    Witam! Twoje zmartwienia są po części słuszne, ale jest wiele ale....:) Tzn. Zależy jak długo twój men przyjmuje leki, jak je toleruje, czy nie ma jakiś ukrytych skótków ubocznych itd. Z tego co piszesz jest ok. no ale jak chłopak rwał pasy:) to nie dokońca. Podam Ci mój przykład a potem sama ocenisz. Jesteśmy w podobnym wieku u mnie stwierdzono epi. gdy miałem ok 20 lat w rozpoznaniu napisali że to pourazowa postać ale nadużywałem alkoholu i to raczej było faktem. Leki które mi przepisano były dość mocnymi lekami ( Depakina 500 ) przez tyle lat normy prób wątrobowych mam mizerne. Odnośnie wątku mój związek niestety się niepowiódł. Moja żona(jeszcze) co bybyło śmiesznie choruje na SM nie wymienił bym jej na lepszy model:), też ma 30 lat urodziła nam dwie super córeczki i jest wspaniałą kobietą. Ona miała wiedzę podobną do Twojej ale wydaje mi się że zbiegiem czasu...Choroba plus leki spowodowały że stałem się SPOWOLNIONY, nie mogę sie skupić, często zapominam. W pracy robie proste błedy, nie piszę o niej bo ludzie z forum by mnie zjedli:) Bardzo trudno żyje się ze świadomością że trzeba się starać co dziennie( prócz codziennego życia rodzinnego), gdy o czymś pomyślę to to robię nie pamiętam o 2-3 rzeczach które miałem zrobić wczesniej itd. Jest jeszcze wiele szczegółów ale miałem pisać w skrócie:)
    Pozdrawiam!
  • 4jennifer 22.07.12, 12:27
    U mojego chłopaka chorobę wykryto, gdy miał 4 lata.

    Leki (przyjmowane 3 razy dziennie po 3 tabletki) toleruje dobrze, nie ma żadnych skutków ubocznych, wyniki badań wykonywanych regularnie są dobre z wątrobą też wszystko ok. Nie ma problemów z wykonywaniem codziennych rzeczy, z koncentracją, pamięcią itp.

    Ostatni atak (ten z rwaniem pasów) był następstwem bardzo wysokiej 40 stopniowej gorączki, która z kolei była wynikiem silnego zatrucia pokarmowego (oboje byliśmy chorzy zresztą, bo ja też się zaraziłam).

    Wiem, że życie z osobą chorą nie jest proste, ale chciałabym właśnie wiedzieć jak wygląda? Z drugiej jednak strony, przecież nikt z nas nie wie co się stanie za kilka lat, kilkanaście, kilkadziesiąt, czy sami wtedy nie będziemy chorzy.
  • ak-69 22.07.12, 14:51
    >Ataki na szczęście nie są częste, więc funkcjonuje normalnie, ale mój nieustający strach o
    >niego sprawia, że boje się o naszą przyszłość, o to, że wszystko będzie na mojej głowie, że
    >nie będę miała poczucia bezpieczeństwa w nim, bo to ja zawsze będę bała się o niego.

    Gdy ataki są rzadkie, to w zasadzie życie idzie "normalnie". Ten Twój strach i obawy przedstawiają identyczną sytuację w jakiej są osoby w 100% zdrowe. Jaką gwarancję mają inne przez całe życie zdrowe osoby, że jutro, za tydzień czy za rok nie zagapią się na pasach, czy potkną na schodach?
    Jeśli jest wszystko w porządku to nie przejmuj się na zapas. Tak jakbym się zastanawiał teraz na studiach, czy warto iść na egzamin, mimo, że tak naprawdę, co prawda parę działów nie przerobiłem, ale większość mam dobrze opanowane. Mogę faktycznie trafić na jakąś lukę, ale egzaminu się raczej nie obleje, a jak będę miał szczęście to będzie na maksa ...
    Ja właśnie wcześniej robiłem błąd w życiu podchodząc do wszystkiego bez optymizmu. Przejmowałem się w pierwszym rzędzie prawdopodobieństwem porażki, a nie szansą wygranej.
  • 4jennifer 22.07.12, 18:50
    Dziękuję za to, co napisałeś :)
  • puniaczekjeden 22.07.12, 22:51
    Witam ponownie! Mam wrażenie że niedokońca mnie zrozumiałaś! Zgadzam się też z poprzednikiem, nie należy się poddawać chorobie tylko brnąc do przodu. Jest jak jest trzeba się z tym pogodzić i szukac rozwiązań lepszego życia. Musisz posiąść jak największa wiedzę na temat tej choroby i poprostu minimalizować zagrożenie! Choć niedokońca ja codziennie dużo prowadze samochód, jestem spawaczem( wszyscy myślą co za deb.. :) , przestałem popijać piwko 10 miesięcy temu( to też miało duży wpływ na wątrobe), podstawa to dużo snu i unikać nadmiernych promieni słonecznych. Cieszę się z tego że wyczuwam aurę, potrafię zapanować nad zbliżającym się atakiem. Z tego co pamietam 3x3=9 tabletek co dziennie, to chyba się kiedyś odbije na zdrowiu( oby nie )a może zmiana leku? Większość przypadków ma tą samą bazę, ale każdy jest inny. Nie możesz sie tak przejmować bo co to za życie?!
  • 4jennifer 23.07.12, 08:57
    Myślę, że dobrze się zrozumieliśmy :) Wiem, że trzeba iść do przodu i nie przejmować się, żeby było śmiesznie uczy mnie tego mój chłopak, który jest znacznie większym optymistą i luzakiem niż ja ;)

    Wiem, że należy niwelować zagrożenie i staram się to robić. Dużo snu, odpoczynku, zero alkoholu, zresztą on sam tego przestrzega (w całym życiu wypił może 2 lampki wina).

    Lekarz prowadzący powiedział, że jeżeli przez rok ataki się nie pojawią, to wówczas rozważyć trzeba będzie zmianę dawki leków. Póki co ataki są, co prawda 1-2 razy w roku,ale są więc na razie takiej decyzji nie podjął.


  • przem0_25 25.07.12, 12:42
    4jennifer z twoich wypowiedzi przypominasz mi moją matkę i żonę(dwie straszne panikary), "które jak by mogły zagłaskały by kota na śmierć" jeśli chodzi o mnie.Latami musiałem im tłumaczyć na czym polega moja choroba a ta nadopiekuńczość i huśtawka nastrojami wpływa też na moją chorobę.więc pamiętaj Twoje zachowanie wpływa na stan zdrowia chłopaka , a jego stres , nerwy, załamania wpływają na stan zdrowia Twój. Więc lepiej cieszyć się z życia lub choćby udawać że jest dobrze , bo wiesz, że inni się w tedy nie smucą. A jeśli nawet jesteśmy pozytywnie nastawieni do życia i więcej myślimy(stawiamy sobie cele), iż chcemy coś osiągnąć , to ta myśl przysłania nam te negatywne rzeczy związane z naszym życiem , i daje nam motor (sens) istnienia. Moja żona przeraziła się mnie potłuczonego i krwawiącego , z ranami otwartymi i siniałem po ataku . Czekała na karetkę a ja walczyłem o życie . I dziś po paru latach od tego zdarzenia żona ma jeden cel wychować dziecko , a ja drugi postarać się wyzdrowieć i pomóż jej . Więc i ty postaw sobie cel który przysłoni Ci oczy.
  • keischa12 07.08.12, 16:19
    jesli mam byc szczera to watpie aktuanie mam 22 lata i w moim przypadku z wiekie stawalam sie corazbardziej odosobniona znajomi uswiadamiali sobie w tym niby przyjaciolka co to znacz przebywac z kims z epi ze nararzaja sie na nieprzyjemne incydenty dlatego zdecydowalam sie zalogowac tutaj zeby znalezc kogos z kim moge nawiazac kontakt i bedzie mnie rozumial
    P.S. poczta ktora podalam jest moja prywatna
    pozdrawiam
  • ulotna9 12.08.12, 20:35
    Hej, poznalam chlopaka, raczej mezczyzne, ktory jest chory na padaczke. On sie bardzo boi, ze sie we mnie zakocha a ja odejde. Nie potrafie mu dowiezc, ze tak nie bedzie. On mi nie ufa, to wiem. Czuję, ze chce walczyc o niego. Znam go krotko, prosze napiszcie mi jakie jest najgorsze stadium choroby i czy uda mi sie przelamac jego wielka bojazn w stosunku do mnie?
  • marteen.32 03.07.13, 15:41
    Czy w tym kraju(mazowsze)jest szansa na poznanie dziewczyny z epi? Bardzo chciałbym poznać osobę płci pięknej z epi.W życiu bardzo zawiodłem się na okazach zdrowia.Wg mnie dwójka osób z epi to może być strzał w dziesiątkę bo tylko epileptycy potrafią zrozumieć swe problemy.Tylko osobie z epi można zwierzyć się ze swych problemów.Zrozumienie jest bardzo potrzebne.
  • keischa12 03.07.13, 19:08
    Oczywiscie ze tak ja chentnie zapoznalabym sie z kims chorym na epi może nie koniecznie tworzyła z tej znajomości odrazu związek ale zeby mieć z kim o tym porozmawiać z kimś kto mnie rozumie w 100% a co potem sie wyklarowałoby to niewiadomo. Jeśli tobie udało się to trzeba korzystać ze los dał ci szanse otworzyć się przed kimś przed kim nie musisz miec obaw z powodu choroby.
  • gumiis1230 04.07.13, 00:34
    Keischa12 ja chętnie cie poznam i porozmawiam z tobą jeśli tego potrzebujesz.
  • marteen.32 04.07.13, 09:05
    Nic tu po mnie.Zbyt wiele osób na tym forum podszywa się pod człowieka z epi nie mając pojęcia o problemie..
  • gumiis1230 04.07.13, 10:59
    A coś ty taki mądry? Pozjadałeś wszystkie rozumy czy co że oceniasz wszystkich? A może ty jesteś jakiś jasnowidz albo co że wiesz z góry kto się podszywa a kto nie?
  • lastreal 04.07.13, 11:24
    Może po prostu go zignorować? I nie zawracac sobie nim głowy na forum. Co wy na to?
  • marteen.32 04.07.13, 11:43
    Podszywanie się pod kogoś,używanie imienia i nazwiska na Facebooku i NK też nie świadczy o kimś dobrze.Takim osobom nie należy się szacunek.
  • marteen.32 04.07.13, 11:44
    marteen.32 napisał(a):

    > Podszywanie się pod kogoś,używanie imienia i nazwiska na Facebooku i NK też nie
    > świadczy o kimś dobrze.Takim osobom nie należy się szacunek.
    Mnie nie znajdziesz nigdzie.
  • lastreal 04.07.13, 11:50
    chyba najlepszym rozwiązaniem będzie zakończenie tego tematu i tego wątku. Nie ma co tego dalej ciągnąć. dajcie już spokój.
  • gumiis1230 04.07.13, 13:14
    Masz rację tak chyba będzie najlepiej . Ignorować gościa i tyle

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka