Dodaj do ulubionych

pierwszy i jedyny atak w wieku 37 lat....????

20.01.09, 19:54
Półtora miesiaca temu miałam pierwszy atak drgawkowy- sprowokowany
jak powiedział lekarz: odstawiłam z dnia na dzień 7,5mg dzienna
dawke lorafenu i nie piłam alkoholu/ tez go naduzywałam/ i byłam
niewyspana.Miałam atak z utrata świadomości , drgawkami,
przygryzionym językiem itp...Zdarzyło to sie pierwszy raz i mam
nadzieję ze jedyny. Rezonans i tomograf prawidłowy.EEG nieprawidłowe
ze zmianami napadowymi w części skroniowej ale było robione trzy dni
po napadzie.
Czy mam padaczkę?
Prosze odpowiedzcie czy ktoś ma podobne doświadczenia.
Lekarz narazie nie potwierdził ani nie wykluczył padaczki właczono
mi tegretol i wszelkie zakazy mozliwe.
Edytor zaawansowany
  • 20.01.09, 22:03
    każdy moze mieć jeden atak w życiu i po jednym ataku nie powinno stwierdzać się
    epi. Ja po pierwszym napadzie też miałam zmiany napadowe dwuskroniowe ale leków
    nie włączyli
  • 21.01.09, 21:48
    Moja koleżanka miała 2 napady, wyniki prawidłowe ale lekarze i tak
    przypisali jej leki, marzyła o awf-ie, i przez pomyłkę lekarzy nic z
    tego nie wyszło.
  • 23.01.09, 09:20
    mi jak byłem dzieckiem (utraty przytomności) ale leczone jako epi... tak
    stwierdzono... później przerwa i teraz nawrót był w sumie też sprowokowany, bo
    byłem wyczerpany po grypie a też wiadomo jak to szczyl w wieku 16-17 lat alkohol
    itd...
  • 31.01.09, 13:38
    hej, ja mialam tez wlasciwie poltora miesiaca temu swoj pierwszy i jedyny atak
    typu grand i podobnie jak Ciebie zavzeto mnie lecyc tegretolem. Tez jestem wiec
    na atapie zastanawiania sie czy nie jest to przypadkiem bledna diagnoza a ja bez
    przyczyny faszeruje sie chemia. Dodamtylko, ze wczesniej mialam rozne inne
    historia jak oslabnenia, nagle kolatania serca, omamwy wechowe. Ale te wszystkie
    objawy jak dotad skladano na karb rodzacej sie nerwicy.
    Mysle o konsultacji dodatkowo u innego lekarza bo wciaz nie bardzo chce mi sie
    wierzyc w to ze mam epi (zwlaszcza ze wykonane do tej pory badania typu EEG i
    tomograf byly w porzadu)
    Daj znac jak u Ciebie potoczyly sie sprawy. Jestem cielawa bo jestesmy w
    podobnej sytuacji:-)
  • 03.02.09, 19:16
    Jestes w lepszej sytuacji jezeli nie masz zmian w eeg.Ja niestety
    mialam robione dwa i oba sa nieprawidlowe i to tylko mnie wstrzymuje
    przed odstawieniem lekow i zyciem normalnie. Ale szukam....podobno
    eeg mozna miec nierawidlowe i nie miec padaczki.Za dwa tygodnie
    umowiona jestem jeszcze do innego neurologa.Mam nadzieje ze powie
    cos innego niż pozostali.Nadal jestem bez ataków a ze wszystkimi
    zakazami jakie maja osoby ze stwierdzona padaczka. Najgorsze jest to
    ze nie moge prowadzic samochodu to deorganizuje cale moje i rodzinne
    zycie/ mieszkamy na wsi zabitej dechami/Po wizycie odezwe sie i
    powiem co dalej
  • 04.02.09, 16:05
    Ok. Czekam na wiesci...:-)
    P.S. Tak wlasciwie to pare miesiecy przed atakiem mialam robione tez EEG i na
    nim wyszly zmiany napadowe ale byly tak niewielkiego stopnia , ze lekarka nie
    wzieła ich wogole pod uwage. To ostatnie EEG mialam robione zaraz po napadzie w
    szpitalu, wiec lekarz tez stwiedzil, ze nie jest miarodajne. Muszę wreszcie
    zrobic sobie trzeci raz, moze to cos wyjasni.
  • 10.02.09, 16:23
    Ja mam zmiany w eeg .Pierwsze w zyciu robione trzy dni po ataku
    następne trzy tygodnie po ataku .Obydwa nieprawidlowe.Ale nie ma
    gwarancji ze caly czas nie mialam takiego zapisu.Podobniez tak jest
    ze mozna mieć nieprawidlowy zapis a nie mieć padaczki.No ale ja mam
    nieprawidlowy zapis i jeden atak za sobą czyli może cos nie byc w
    porządku,ale mam nadzieję że już nie będę miała ataków.
  • 11.02.09, 20:32
    W sumie to moge sie podlaczyc do tego watku, bo tez moj pierwszy
    atak byl jak wlasnie skonczylam 37 lat! Moze to jakas magiczna
    liczba ;) Moze szybko opisze jak to sie u mnie potoczylo.
    Luty 2006 - stracilam przytomnosc, maz wszedl do pokoju jak lezalam
    na podlodze, wezwal pogotowie, w miedzyczasie odzyskalam
    przytomonosc, ale patrzac na niego wiedzialam, ze to moj maz, tylko
    nie moglam sobie przypomniec jak ma na imie, no i mowilam do niego
    po polsku (maz troche rozumie, ale zazwyczaj rozmawiamy po angielsku)
    Drugi raz- kwiecien. Tez utrata przytomnosci. Upadlam na podlodze w
    kuchni, jak sie ocknelam zadzwonilam do meza i podobno powtorzylam
    mu to o czym mowilam w telefonie przed atakiem.
    Trzeci raz - czerwiec. Tym razem nad ranem maz uslyszal jakies
    dziwne dzwieki, myslal, ze to dziecko a to ja. Tym razem byl
    swiadkiem drgawek, rzucania glowa.
    Lekarz zadecydowal, ze to epilepsja i przepisal lamitryn.
    Mialam zwiekszyc dawke do 200 mg, ale zanim doszlam do 200 - wizyta
    u lekarza i wspolnie doszlismy do wniosku, ze jak bardzo chce to
    moge zejsc do 100 mg dziennie. Przy kolejnej wizycie, doszlismy
    wspolnie do wniosku, ze moge zejsc do 50 mg.
    No i zeszlam do 50, a nastepnie juz decydujac sama ;) zeszlam do 25
    mg dziennie, az we wrzesniu 2008 zeszlam do 25 mg co dwa dni. No i
    niestety pewnego dnia obudzilam sie, a tu dzwoni maz i pyta czy
    wszystko w porzadku bo wczesnym ranem mialam atak drgawkowy. On
    niestety musial jechac do pracy, wiec jak atak sie skonczyl, a ja
    zasnelam to pojechal, ale zaraz ok. 7 zadzwonil zeby zapytac co i
    jak. ja oczywiscie nic nie pamietalam, mialam tylko tym razem
    przygryziony jezyk i zakwasy.
    Wizyta u lekarza, no i teraz jestem na 50 mg, czyli 25 rano, 25
    wieczorem i mam nadzieje, ze wszystko bedzie ok.
    Powiem Wam, ze po tych moich pierwszych 'atakach' to bylam
    przekonana, ze to nie padaczka. Zwlaszcza jak poczytalam to forum,
    to wydawalo mi sie, ze w ogole nie powinnam sie wypowiadac, bo co to
    u mnie za padaczka. Az mnie ten czwarty 'atak' dopadl.
    Ale przyznaje, ze nadal mam mieszane uczucia co do trafnosci
    diagnozy. Wszystko chyba zalezy od tego co sie kwalifikuje jako
    padaczka. Bo jezeli drgawki jako takie to juz epilepsja to tak. Ale
    ja ciagle sie zastanawiam, czy jakies inne przypadlosci tez sie
    przypadkiem nie moga objawic drgawkami i utrata prztomnosci. Bo
    epilepsja to chyba jakies zmiany neurologiczne w mozgu, ktore
    powoduja, ze organizm zachowuje sie tak a nie inaczej. Ale czy
    przypadkiem drgawki nie moga byc wywolane z powodow
    psychologicznych: nerwica, depresja, itp.
    Bo faktem jest, ze pierwsze 3 'ataki' mialam w takim bardzo
    nieciekawym momencie mego zycia- duzo nerwow i smutku.
    a ten czwarty to tez byl po tym jak poszlam spac baaardzo smutna.
    Problem polega na tym, ze tak na pierwszy rzut oka to chyba nikt by
    mnie o depresje nie podejrzewal. Ja zreszta tez sie nie
    podejrzewam ;) Ale z drugiej strony, czasami wydaje nam sie ze wcale
    nie jestesmy zdenerwowani, a zasnac nie mozna i jakies tam mysli sie
    po glowie kolacza. Wiec mozemy nie byc swiadomi, jak cos tam nas
    stresuje.
    Sorry, napisalam sie cale trzy tony, ale tak jak Wy poszukuje
    odpowiedzi na pytanie, czy to mozliwe, zeby epilepsja pojawila sie w
    doroslym zyciu (taka nie wywolana urazami, itp.)
    Aha, no i tez mnie zastanawia, ze jak pracowalam na nocki, pilam,
    palilam, nie wysypialam sie to jakos nic mi nie bylo. A teraz jak
    nie pije, nie pale (ze spaniem gorzej, bo mam male dzieci), to nagle
    epilepsja wyskoczyla.
    Piszcie, wiec prosze co tam u Was dalej, moze uda nam sie znalezc
    jakas przyczyne, badz inna diagnoze.
  • 13.02.09, 20:30
    gosiash-> fajnie, że napisałaś bo jak czytałam Twojego posta, to mogłabym się
    właściwie pod niego podłączyć:-) no może nie mam tych magicznych 37 lat :-) ale
    dwa lata różnicy, to chyba aż nie tak duzo??/:-)
    Ja też dużo myślę o tym , czy diagnoza lekarzy jest słuszna. I wiesz, co mi
    wyszło z tego mojego dumania? Wyszło mi, że to może być jakiś dziwny rodzaj
    mhm... nerwicy, która objawia się właśnie takimi padaczkopodobnymi historiami.
    Sama nie wiem...
    leki biorę zgodnie ze wskazaniem neurologa bo sama myśl o tym , że je odstawiłam
    i nic mnie nie chroni przed kolejnym napadem mogłaby wywołać kolejny napad.
    Ja to wogole od jakiegoś roku miałam zdiagnozowaną przez rozmaitych lekarzy
    nerwice lękową. W tym czasie, kiedy dostałam napadu brałam juz leki
    przeciwdepresyjne i przeciwlękowe a napad jakoś "dziwnie"(!) zbiegł się z
    najbardziej nerwowym momentem w moim życiu.
    Teraz staram się przede wszystkim unikać stresu i nerwów. Nie jest to łatwe na
    pewno w obecnych czasach ale robię co mogę. Mam nieodparte wrażenie, że właśnie
    emocje są przyczyną moich somatycznych problemów.
    Ostatnio nawet zasugerowałam mojej neurolog, że może ta dziwna samoistna
    padaczka w tym wieku, która coraz częściej się przecież pojawia, jest rodzajem
    tzw. choroby cywilizacyjnej jak np. alergie.
    Ludzie są coraz bardziej znerwicowanie i mózg tego po prostu nie wytrzymuje. U
    mnie chyba tak właśnie było. Odkąd zaczęły się w moim życiu dziać niewesołe
    historie, rożnego rodzaju stresy itp., zaczęłam mieć również różnego rodzaju
    somatyczne dolegliwości, które najpierw lekarze diagnozowali jako nerwicę. teraz
    po dużym napadzie twierdzą, że były to tzw. małe napady czyli petit mal. A moim
    zdaniem obie diagnozy są prawidłowe. Jednym słowem wymyśliłam sobie nowa
    jednostkę chorobową:-D padaczka nerwicopochodna.
    Dzisiaj odebrałam wynik kolejnego badania, tym razem rezonansu. jest w porządku.
    Jedyne, co mnie niepokoi to : nieznacznie poszerzone przestrzenie
    okołonaczyniowe u podstawy jąder podstawnych. Nie mam pojęcie, co to znaczy:-(
    Trochę się niepokoję...może ktoś wie?
    W pn idę co prawda do neur ale ona taka mało komunikatywna jest , wiec nie wiem,
    czy się wogole czegoś dowiem.
    Czekam na dalsze wieści pa:-)

  • 14.02.09, 11:47
    Wiecie co wam powiem... moj atak też zbiegł sie z bardzo nerwowym
    okresem w moim życiu. Leczyłam sie na depresję i brałam rózne leki
    Może jest w tym coś prawdy ,że ataki sa wynikiem naszego życia i
    bardziej jest to skutek nerwic i depresji niż samej padaczki. Ja tez
    wczesniej nie chorowałam a rezonans i tomograf mam ok.Badanie eeg
    moim zdaniem nie jest zbyt miatodajne z tego co sie dowiedziałama.
    Więc jak stwierdzic tę padaczkę. Nadal jestem z jednym atakiem,
    minęły dwa miesiące i nic i mam nadzieję ze nic sie nie będzie
    działo...?
  • 14.02.09, 13:40
    Eeeeh, to w nas siedzi głębiej, niż myślimy...
    Ja kiedyś miałam napad ni z tego ni z owego w
    czasie pierwszego czy drugiego spotkania z
    psychoterapeutą, kiedy zaczęłam mówić o
    rzeczach, które są mnie gryzą dość poważnie od
    lat... Po prostu ciach i odpłynęłam:)

    16%VOL
    22%VAT

    --
    takie tam... forum homeopatia
  • 14.02.09, 16:49
    edytkaur-> bierzesz wciąż ten Tegretol? jeśli tak - to w jakiej dawce? trzymam kciuki za Ciebie, no i za siebie:-) też minęło właśnie dwa miesiące od mojego napadu i tez mam nadzieje, że już nie będę miała okazji przeżyć tego ponownie.
    Mimo wszystko musimy starać się myśleć optymistycznie i nie zadręczać...ale to się tak łatwo mówi:-(
  • 19.02.09, 08:15
    A ja miałam pierwszy atak w wieku 28 lat , a potem wyszło (i
    przysięgam, że nic o tym wcześniej nie wiedziałam), że jeszcze jeden
    atak miałam w wieku 18 lat. W obydwu przypadkach była nieprzespana
    noc i dużo wódki, czyli niby ataki sprowokowane.
    Ale tak na prawdę to w czasie, kiedy miałam 19-24 lata to szlajałm
    się po imprezach, piłam (dużo więcej niż przy atakach), paliłam: i
    papierosy i gandę - i wtedy cholera nic mi nie było.
    Teraz prowadzę zdrowy tryb życia i nawet papierosów nie palę i co? I
    atak!
    Moja mama ma znajomego, który jest lekarzem w klinice w Niemczech,
    oczywiście opowiedziała mu o mojej "przypadłości" a on stwiedził, że
    nie mam co się martwić, bo to jest faktycznie coraz bardziej
    powszechna choroba, która jak najbardziej jest wywoływana też przez
    stres...i niby jest to uleczalne.
    Ja atak miałam 1 stycznia, a od września zażywałam propanalol (który
    odstawiłam na 3 tyg. przed atakiem), bo według lekarzy miałam zbyt
    wysoki puls i coś w rodzaju ataków paniki, także dołączam się do
    opinii, ze stres na pewno nie jest bez znaczenia w padaczce.
    Z drugiej strony stres i zbyt duża dawka kortyzolu zabija kazdy
    organizm, a w walce z chorobą na pewno potęguje jej objawy.
    Jak paliłam gandę, to nie rozumiałam do końca, co oznacza stres (bo
    umiałam się odstersować!), z drugiej strony, jak patrzę na skutki
    uboczne depakiny, to poważnie zastanawiam się, czy nie zacząć znowu
    palić marihuany...ech...
  • 19.02.09, 15:01
    Rekami i nogami sie podpisuje! Nie ma nic gorszego niz stres. I tez
    jestem przykladem tego, ze tzw. niezdrowy tryb zycia bez stresu jest
    o niebo lepszy niz zdrowy tryb zycia, ale w stresie ;) Nic nam wiec
    innego nie pozostaje tylko wyluzowac! Zeby to tylko takie proste
    bylo...
  • 12.04.09, 20:26
    Oj a moja neurolog jaka burkliwa, jak chciałam po roku potwórzyć eeg
    to powiedziała po co? przecież i tak Pani musi brać leki 2-3 lata po
    napadzie nawet jak ten napad był jedyny.
  • 23.02.09, 19:00
    Jestem po wizycie u następnego neurologa. Nic ciekawego nie wniosł w
    moją diagnozę. Jedynie rozjaśnił mi trochę sytuację. Poprostu moim
    dotychczasowym trybem zycia- alkohol, psychotropy i stres
    zniszczyłam sobie mózg i tak on zareagował.
    Do końca życia nie mogę pić alkoholu i brać tabletek psychotropowych
    to prawdopodobnie będzie to jedyny atak w moim życiu, ale czy
    napewno? Tegretol jak ktoś pomysłowy mi już włączył to muszę brać
    nadal ...do kiedy nie wiem.
  • 23.02.09, 20:05
    Ja tez jestem wlasnie po wizycie u drugiego neurologa. I co? I potwierdzil diagnoze poprzedniego. Tyle tylko, ze wreszcie wszystko ktos mi wytlumaczyl, moglam zadac wszystkie pytania, ktore mnie dreczyly i dostalam na nie odpowiedz.
    Okazuje sie, ze jest szkola, ze juz po pierwszym duzym napadzie wlacza sie leczenie i to nie jest nic dziwnego. Mialam do tej pory duze watpliwosci ale teraz mysle sobie, ze bede lepiej sie czula wiedzac, ze przyjmuje lek , ktory chroni mnie przed kolejnym atakiem. Chocby prowadzac samochod...
    No i staram sie zyc "bezsteresowo":-) choc to wymaga naprawde duuuzego stresu:-)))
    Trzymajcie sie dziewczyny! Wrzucamy na luz i niech sie dzieje co chce!:-D
  • 25.02.09, 15:23
    Lisina.... czy ty prowadzisz samochod?
    Ja do tej pory nie mam odwagi tym bardziej ze lekarze zabronili.
    A w mojej sytuacji lokalizacyjnej to jest dramat.Ale boję sie i boję
    sie przywozić dzieci ze szkoły .Wszystkie obowiązki sppadły na
    mojego męża.Nie wiem jak długo on to wytrzyma ...zresztą ja tez
  • 25.02.09, 20:01
    Prowadze, chociaz musze przyznac, ze moj maz dluuugo sie wahal, czy dopuscic mnie do kierownicy. Mam wrazenie, ze on bardziej sie boi , niz ja;-)Mam nadzieje, ze o mnie a nie o auto:-) Ja tak naprawde sie nie boję, no moze leciutko. U mnie bylo tak, ze przed atakiem czulam sie bardzo specyficznie. To tzw. aura, jak wyjasnili mi pozniej lekarze. U mnie to troche trwalo, zanim nastapil napad. Tlumacze wiec sobie zawsze w taki sposob, ze przez te kilka minut zdażę zatrzymac samochod, chocby na srodku pasa i wlaczyc awaryjne.
  • 25.02.09, 21:45
    Lisina - ja też przed atakiem czułam się bardzo specyficznie...i ręka mi
    odskakiwała (podobno to padaczka Jacksona, czy coś tam... - gubię się w tych
    wszystkich określeniach)...a lekarze kompletnienic nie powiedzieli mi, że nie
    mogę prowadzić...także myslę, taj, jak Ty - w sensie zatrzymam samochód...
    A co zalicza się do leków psychotropowych? Może ja też sobie mózg uszkodziłam?
  • 26.02.09, 19:13
    Miałaś aurę ... ja nie miałam chyba? Nie wiedziałam,że coś takiego
    mnie spotka i nawet jak coś sie działo to zlekceważyłam.Czułam sie
    dwa dni wczesniej b.zle .Miałam bóle stawów nog i rąk nic mi nie
    pomagało przeciwbólowo.Może to było to...Ja boję sie jezdzic . Nie
    mówię o wyjeżdzie do sklepu 2 km ale o dalszych trasach i wożeniu
    moich dzieci.Wogóle jestem pesymistką, więc wizja w czarnych
    kolorach to moja specjalność.Myślisz, ze leki naprawde zapobiegają
    napadom?A jakbyśmy je odstawiły to co miałybyśmy napady?
    Bo ja mam nadzieję ze ten atak miałam jeden raz i to ze biore leki
    nie ma znaczenia....mam taka nadzieję
  • 25.02.09, 21:49
    Edytkaur - możesz mi przybliżyć, co za psychotropy tam zajadałaś? Może jakiś
    wspólny mianownik dla naszych ataków znajdziemy???
    P.S. Moja neurolog móiwła, że najkrótszy czas przyjmowania leków to min. 3 lata
    (bo już pytałam). Długo, nie!:)
  • 26.02.09, 19:06
    anna-mario80... ja brałam lorafen i potrafiłam zapijać to
    alkoholem.Brałam nie długo bo 3 miesiące ale razem z alkoholem mozna
    sie szybiej uzależnić. Alkohol piłam od dawna.Jedno dwa piwa
    wieczorem lub dwie lampki wina róznie. Tak dla relaksu.Większość
    społeczeństwa tak robi. A dla mnie okazało się to zgubne.Podobno
    alkohol nie przetwarzany juz przez wątrobę zatruwa mozg. Nie wiem
    ile w tym prawdy.Wiem jedno nie miałam nigdy padaczki,a tryb życia
    jaki prowadziłam pozostawia wiele do życzenia i napewno sie
    przyczynił do ataku ale musiałam mieć też predyspopzycje, bo nie
    każdy tak konczy.
    Mnie tez powiedziano ze dwa lata to minimum brania leków na padaczkę
    A miałaś wiecej ataków niż jeden i jak inne badania?
  • 28.02.09, 09:24
    edytkaur -> no to mamy wspolny mianownik: ja tez s bie popijalam alkohol, prawie
    codziennie, jedno, dwa piwa, tak , zeby sie "odstresowac" po ciezkim dniu pracy.
    Sama w pewnym momencie zaczynalam podejrzewac siebie o alkoholizm. Ale chyba
    jeszcze tak zle nie bylo bo teraz nie mam zadnych problemow z "nie piciem":-)No
    i tez popijalam tym piwkiem leki, na poczatku Coaxil, potem (o zgrozo) Sympramol
    towniez. Teraz jak o tym mysle, to byla taka glupota, ze az strach.
    No ale te leki przeciez w koncu tez po cos bralam - bo mialam nerwice i nie
    moglam juz sobie sama poradzic z klopotami, ktore nagle zwalily sie na moja
    biedna glowke.
    Laczac jedno z drugim - dostalam napadu. Tez mam nadzieje , ze to pierwszy i
    ostatni raz. Tylko te 3 lata mnie dobijaja!~Jak to wytrzymac?
  • 28.02.09, 14:50
    Czyli prowadziłyśmy podobny tryb życia i tak samo skończyłyśmy.Coś w
    tym jest.Pewnie ta padaczka była jednak wynikiem stylu zycia... Ja
    teraz załaman jestem ...nic mnie nie cieszy.Czuję sie jak w jakimś
    zawieszeniu.Porażka.Też czekam na koniec tej sytuacji> Moje zycie
    jest jakies nie pełne.Dotknęła mnie jakas zobojętnica.
  • 28.02.09, 21:40
    Edytkaur i Lisina - ja też piłam w zasadzie codziennie albo winko, albo piwko
    (więcej niż Wy), albo driny (mocne driny), pół roku temu zaczęła mnie dopadać
    tak jakby nerwica (nie wiem dokładnie, bo u żadnego specjalisty nie byłam...) i
    mój lekarz pierwszego kontaktu dał mi hydroksyzynę i propanalol a potem
    odstawiłam propanalol i znowu tylko "popijałałam" alkohol...i po Sylwestrze
    dostałam ataku.
    Zupełnie przez przypadek okazało się, że 11 lat temu na innej imprezie też
    dostałam ataku (przez 11 lat o tym nie wiedziałam, ale za duży bym musiała
    pisać, żeby Wam wytłumaczyć dlaczego tak się stało...) Czyli miałam w życiu dwa
    ataki (grand male), badanie EEG robione dwa tygodnie po ataku - niedobre, napady
    skroniowe, TK głowy w porządku. Ale: miałam w życiu też dwa duże urazy głowy,
    więc chyba będą mi robić jeszcze rezonans.
    Mój facet twierdzi, że ten atak wziął się na pewno z "przepicia" i stresu, i
    faktycznie, teraz widzę, że mam problem ze stresem, ale zaczynam z tym walczyć i
    dam radę - głupi stres mnie nie wykończy...ale cwana jestem -przed tym kompem, co?:)
    A teraz to mnie wkurza, kiedy ludzie z pracy zapraszają mnie na jakieś popjawy -
    nie wiem, jak mam się im tłumaczyć, bo nie ma mowy ,żebym im się przyznała do
    tego, że biorę leki przeciwpadaczkowe...
    Ale się napisałam!
    Pozdro i trzymajcie się:) Ja sobie dziś papieroski kupiłam, a co!:)
  • 28.02.09, 22:19
    A może po prostu idź do specjalisty od stresu i nerwci, zamiast
    ładować w siebie kolejne tablety od lekarza rodzinnego? Z całym
    szacunkiem dla niego, ale najprościej jest zapisać piguły, które
    wpłyną Ci na działanie mózgu, a problemy pozostaną nierozwiązane, bo
    on nie nauczy Cię radzić sobie z nimi - na tym polega walka ze
    stresem. To na ogół trochę trwa, bo bycie w stresie i bycie
    szczęśliwym posiadaczem nerwicy to dwie różne rzeczy o różnym
    pochodzeniu, specjalista umie je rozgraniczyć nie zapominając przy
    tym, jak bardzo się ze sobą łączą. Wizyta u psychologa to cena kilku
    drinków i paczki fajek z jednej imprezy, a przynajmniej będziesz
    wiedziała, na czym stoisz:) Samodzielna walka ze stresem bardzo
    często zaczyna się od tego, że człowiek mówi sobie "twardym cza być,
    nie mientkim" - g..no prawda, mientkim też cza być, jeno trzeba
    wiedzieć, kiedy, i nie nakręcać się w żadną stronę.
    Musisz jeszcze wziąć pod uwagę to, że dojdzie Ci do tego jakiś stres
    związany z epiżyciem, już nie mówię o takiej oczywistości, jak
    strach przed napadem i tym podobne pierdoły, ale zobacz, w Tobie już
    rośnie jakieś poczucie winy przed znajomymi z pracy, że nie idziesz
    ze znajomymi pić - przecież tak się nie da funkcjonować wśród ludzi.
    Załatw to sama ze sobą na samym początku, cholera wie, ile jeszcze
    będziesz musiała profilaktycznie odmówić, po co się dołować jeszcze
    bardziej. Może trochę się wymądrzam, ja po okresie kilkumiesięcznej
    abstynencji chwilowo nie odmawiam:P

    16%VOL
    22%VAT

    --
    takie tam... forum homeopatia
  • 01.03.09, 18:08
    Very martini - przecież napisałam, że piguły odstawiłam na miesiąc przed atakiem
    i do tej pory nie zaczęłam ich brać ponownie, nie licząc tego, że depakinę muszę
    wpieprzać... Imprezy lubię, ale nie mam ochoty iść na kilka kolejek z kumplami z
    pracy, bo przez cały wieczór bym musiała tłumaczyć dlaczego nie piję. Ja mam
    samych facetów w pracy i z nimi trza się napić przynajmniej piwa - takie są
    zasady, a ja jestem za świeżo po ataku, żeby pić - nie mam na to ochoty i koniec
    kropka!
    Do psychologa może kiedyś pójdę, ale póki co to mam powyżej dziurek w nosie
    kolejnych lekarzy. Poza tym teraz jest dużo lepiej niż przez pierwsze półtorej
    miesiąca po ataku - wtedy to miałam pietra przed atakami takiego, że hej...ale
    "jakoś" człowiek musi sobie pewne sprawy "sam sobie wytłumaczyć" i na to trzeba
    też trochę czasu...
  • 01.03.09, 14:01
    Czyli podsumowując mamay tę padaczkę z przepicia alkoholowego. Ja
    też tak myślę bo skąd miałaby się u mnie wziąc. Ale nie jest
    łatwo.Mnie też trudno odmawiac alkoholu .Na imprezy nie chodzę,
    ponieważ nie umiem się bawić bez alkoholu.Zresztą teraz nie mam
    wogóle nastroju do zabawy.I cięzko mi nie pić taka prawda.Brakuje mi
    winka w sobotę i piwa w tygodniu wieczorem dla relaksu przed
    telewizorem. Bez sensu takie życie z zakazami...Nie wiem jak długo
    tak wytrzymam
  • 01.03.09, 15:44
    Edyta, czyli podsumowując, masz problem z alkoholem, ale też
    swiadomość tego problemu i odwagę, żeby się do niego przyznać - to
    chyba lepsza sytuacja, niż mieć sam problem i się okłamywać, że
    wszystko gra, nie?


    16%VOL
    22%VAT

    --
    takie tam... forum homeopatia
  • 02.03.09, 00:56
    A ja uwazam, ze stres to najgorszy wrog. Picie, palenie, prochy -
    pewnie, ze nie pomagaja. I wszystko zalezy o jakich ilosciach tu
    mowa. Ale tak jakos nie wydaje mi sie, zebyscie byly nalogowymi
    pijaczkami ;). Natomiast nasz wspolny mianownik to jest jednak
    stres. Ja akurat dostalam pierwszego ataku, jak juz od ok. 4 lat
    prowadzilam zdrowy tryb zycia, czyli prawie zero alkoholu, zero
    papierosow, itd. Natomiast poziom stresu byl u mnie duzo wyzszy niz
    w okresie imprezowania. Oczywiscie, ze najgorsze polaczenie to
    alkohol+prochy+papierosy+niespanie+mega stres ;)
  • 02.03.09, 17:29
    I ja się zgadzam z Gosią - od ponad roku zero palenia, dodatkowo regularne
    chodzenie na ćwiczenia. Fakt - piłam dalej, ale nie więcej niż w latach
    poprzednich no i stres (zmiana miejsca zamieszkania, pracy + zamieszkanie z moim
    narzeczonym)i zero spotkań z moimi dawnymi znajomymi - chciałam lepszego
    życia...i po co? Przyjaźń i po prostu bycie w życiu codziennym, a nie tylko
    poświęcanie się pracy jest w życiu najważniejsze!:)
    Oj, jak ja bym chciała nie mieć już więcej ataków - a dziś dwa razy czułam aurę,
    jakbym miała dostać ataku - nie przyszedł...hmmm, czy w takim układzie powinnam
    dziś wyjść na aerobik?
  • 02.03.09, 19:35
    Czesc Dziewczyny:-) Zgadzam sie oczywiscie z Gosią - to przede wszystkim stres i
    to faktycznie jest nasz wspolny mianownik, tzn. nie nasz, tylko naszego napadu.
    Co do alkoholu,to ja wlasciwie popijalam sobie wlasnie po to po pracy pifko:-),
    zeby sie wlasnie odstresowac. Ale oczywiscie g...no pomoglo a jeszcze padaczki
    sie dorobilam.
    Coz...polubilam teraz piwo bezalkoholowe i jakos leci.
    Dziewczyny, napiszcie prosze krotko, ile czasu minelo od Waszego napadu? Wiem,
    ze moglabym poczytac wszystkie posty wstecz ale sorki nie chce mi sie za
    bardzo;-) U mnie minely juz prawie 3 miesiace i troszke sie boje ostatnio, zeby
    to cholerstwo znow sie nie objawilo.
  • 02.03.09, 20:34
    Joł - Lisina jedziemy prawie na tym samym wózku - ja atak miałam 2 miesiące temu
    i też cholernie boję się powrotu. Pierwszy miesiąc popijałam karmi, ale pewnego
    wieczoru mi obrzydło. Teraz wracam do czasów, kiedy pamiętam, że mało co piłam a
    czułam się suuuper, z tym, że regularnie ćwiczyłam jogę i pilates. Po tych
    ćwiczeniach znowu czuję się zdrowa i jakiś takie uczucie, podobne do aury
    odchodzi po godzinie ćwiczeń.
    Nie wiem, czy to pomoże, ale skoro czuję się po tym tak dobrze, to myślę, że
    powinnam to robić regularnie - nie ma innej opcji!
  • 03.03.09, 00:02
    Moj ostatni atak byl we wrzesniu/pazdzierniku, ale szczerze
    powiedziawszy to chyba go sobie wywolalam, bo troche przesadzilam z
    obnizaniem dawki leku, ktory bralam. Lekarz pozwolil mi zejsc do
    50mg lamitrynu dziennie, a ja ze sie dobrze czulam to zdazylam zejsc
    do 25mg co dwa dni ;) Bo ja to lekarza co pol roku widuje, no i
    bylam przekonana ze to nie epilepsja. Szlam pozniej ze spuszczona
    glowa do tegoz lekarza ;) Aczkolwiek jak tak zastanawiam sie nad tym
    wszystkim to ciagle mam watpliwosci, czy to rzeczywiscie epilepsja,
    tyle ze teraz biore grzecznie te moje 50mg dziennie ;)
    A co do alkoholu, to ja troszke jeszcze karmie piersia (troszke, bo
    ten moj ssak to juz stary kon jest i moglby juz tak na prawde
    przestac ;)), no wiec generalnie alkoholu to juz baardzo dlugo nie
    pije, Ale od czasu do czasu pozwalam sobie na pol szklanki piwa
    (prawdziwego ;), czy tez mala lampke wina, albo pol kieliszka
    mocniejszej nalewki.
  • 13.04.09, 17:40
    Dziewczyny a co to jest AURA, jak się wtedy człowiek czuje? Moze to
    miewam a nawet nie wiem.
  • 03.03.09, 10:14
    Dziewczyny! Mam do wszystkich prośbę (w sumie nie tylko do
    dziewczyn): co jakiś czas ktos pisze, że odstawił leki
    przeciwpadaczkowe, bo się dobrze czuł...to jak w zasadzie EPI może
    się czuć, kiedy czuje, że jest chory (vel bierze leki)???
    Opiszcie swoje objawy, bo ja np. do tej pory nie wiem, czy to, jak
    się czuję może być wynikiem EPI, czy zwykłego stresu, czy może
    paranoi, która teraz przecież też mogłaby się u mnie pokazać...
  • 03.03.09, 13:44
    Anna - zle sie czuc przy epi, to dla mnie oznacza, ze ktos ma po
    prostu napady. Dobrze - to brak napadow przy jednoczesnie poprawnym
    zapisie EEG.
    Co do paranoi:-) to tez czasami miewam takie stany, ktore w sumie
    mozna by podciagnac do stanów aury. Trudno powiedziec... to takie
    nagle uczucia lęku, wrazenie, ze zaraz zemdleję, ze zaraz cos mi sie
    stanie, czasami tak jakby ktos mnie scisnał ręka w zoladku. Trwa to
    od kilku sekud do czasem kilku minut. Z tym, ze odkad biore Tegretol
    mam to bardzo rzadko. Jesli juz, to wlasnie wtedy kiedy jestem sama
    i boje sie ze w razie czego nikt mi nie pomoze:-(. Dlatego tez mysle
    sobie, ze moze ma to bardziej jednak podloze nerwicowe niz
    padaczkowe.
  • 03.03.09, 13:45
    Aaa...jeszcze jedno: miala juz ktoras z Was mierzony poziom stezenia
    leku we krwi?
  • 03.03.09, 14:55
    To ja mam podobne stany (takie jakby osłabienie wszystkich moich
    zmysłów: źle widzę, źle słyszę, jąkam się - jakbym nie była sobą),
    ale najczęściej w pracy - bo u mnie chodzi o to, żeby nikt się nie
    dowiedział!-P
    Też wydaje mi się, ze to bardziej nerwica...
    Nie miałam badań stężenia leku we krwi, ale ja zażywam na razie mała
    dawkę (3 x 300 mg Depakiny) i dopiero od dwóch m-cy...
  • 03.03.09, 15:26
    Co do odstawiania lekow, to ja odstawialam/zmniejszalam coraz
    bardziej dawke, bo po oprostu bylam przekonana, ze to nie epilepsja.
    No i to moje dobre samopoczucie to wlasnie brak atakow. Czyli
    zeszlam do 100mg po miesiacu nie mialam napadu, to zeszlam do 75mg,
    po kolejnym miesiacu do 50mg. Wtedy mialam wizyte u lekarza i ten
    powiedzial, zeby przy tych 50 zostac, ale ja po dwoch miesiacach
    stwierdzilam co on tam wie ;) i zeszlam do 25 i tak dalej az przy 25
    co dwa dni po jakich 2/3 tygodniach atak. Ten moj lekarz to chyba
    troche sie ucieszyl ;). Z tym, ze faktem jest, ze ja tego ataku
    dostalam nad ranem po tym jak wieczorem przeplakalam caly film a
    spac szlam baaardzo przygnebiona i nieszczesliwa, bo zamiast sie z
    mezem porzadnie wyklocic (czyt. powydzierac sie na niego i dac w leb
    ze dwa razy ;)) to ja jakis tam jego glupi komentarz wzielam sobie
    do serca i poszlam spac. No, wiec wg. mnie to ta epilepsja jak
    najbardziej w glowie u nas siedzi ;)
    Co do paranoi, to oczywistym jest, ze jak wszesniej mnie glowa
    zabolala, albo bylam zmeczona, albo cos tam jeszcze to po prostu tak
    bylo. A teraz jak mnie gdzie glowa zaboli, albo jak padam ze
    zmeczenia/niewyspania, to oczywiste ze sie zastanawiam, czy
    przypadkiem nie jest to wynikiem nadaktywnosci w mozgu i czy nie
    dostane ataku. Tak samo jak sie nad czyms bardzo wzruszam to
    natychmiast staram sie uspokoic, zeby wlasnie ataku u siebie nie
    wywolac. Nie mowiac juz o tym, ze moj maz wpedza mnie w paranoje, bo
    jak zasne na kanapie przed telewizorem, to mnie natychmiast pyta,
    czy wszystko w porzadku i wmawia mi ze cos nie za dobrze wygladam. A
    jak on regularnie sobie takie drzemki ucina to jest ok, bo on jest
    niewyspany ;)))
    No i oczywiscie jest tez tak, ze jak czlowiek czyms tam sie
    zdenerwuje i nagle mu serce zacznie kolatac, nie wiem zrobi sie mu
    goraca itp. to oczywiscie natychmiast przypomina mu sie epilepsja i
    zamiast sie uspokoic to jeszcze bardziej sie denerwuje. Bo mowi sie
    do siebie 'Ok, spokojnie nie denerwuj sie bo dostaniesz ataku', a tu
    sie od razu pojawia mysl 'Co atak!? O matko, musze sie natychmiast
    uspokoic!' No i wtedy to dopiero serce wali, siodme poty na
    czolo...., generalnie afera :))))))))
    Dla przykladu, jak w mlodosci zdarzalo mi sie zapalic pierwszego
    papierosa z rana, tak na czczo bez sniadania i zaczynalo mi sie
    krecic w glowie, to bylo: 'Wow, ale odjazd!'. Teraz moja reakcja to
    by bylo: 'Ratunku, zaraz dostane nadadu epilepsji! Musze sie
    natychmiast polozyc wykrecajac jednoczesnie numer na pogotowie!' ;)
  • 03.03.09, 17:54
    Hej... widzę,że się nasz konspekt rozwinął.
    Ja miałam atak 2,5 miesiaca temu -jedyny i mam nadzieje,że tak
    pozostanie. Mimo moich złych zapisów eeg. Powiem Wam,że też
    przerażona jestem.
    Czy miałyście wiecej niz jeden atakJeśli tak to jakie odstępy. Bo ja
    cała w strachu jestem ,że pewnie dostanę niedługo nastepny.Biorę
    tegretol 300 mg i sama nie wiem co o tym myśleć?
  • 04.03.09, 08:34
    Ja miałam jeden atak ponad 11 lat temu i 1 stycznia (2 m-ce temu) -
    rozpoznanie EPI mam dopiero od m-ca!. Gosia ma rację - nie raz
    czułam się źle, własnie np. po papierosach, jak mi się w głwie
    kręciło, albo kaca mordercę miałam cały następny dzień, ale jakoś
    był spokój...
    W tym tygodniu wczoraj i w poniedziałek źle się czułam...miałam
    wrażenie, że być może mogę dostać nawet ataku, i co? I nic!
    OK, nie będę pić, ale nic więcej nie jestem w stanie zrobić, bo
    wysypiać sie to ja zawsze lubiłam!:) Do następnego doła - zamierzam
    pozostać w dobrym humorze - tak sobie to wszystko tłumaczę!:)
  • 06.03.09, 12:34
    Edytka - ten Tegretol 300, to bierzesz 2 razy na dobe? czy dwa razy
    po 150 MG?
    jesli tylko 300 mg na dobe, to jest to raczej dawka homeopatyczna.
    Ja juz mam 2x 400 i nie wiadomo, czy wlasciwie na tym sie skonczy.
    Lekarka wyslala mnie wlasnie na badanie stezenia leku we krwi, zeby
    okreslic, czy przypadkiem nie jest za male. Nie chcialabym brac juz
    wiecej, bo kazdym zwiekszeniu czuje sie nie najlepiej zanim organizm
    sie przyzwyczai.
    Mialayscie wogole robione jakies badanie z krwi po rozpoczeciu
    leczenia?
  • 06.03.09, 17:09
    Nie miałam robionych żadnych badań krwi, odkąd biorę depakinę, nawet moja
    lekarka mnie nie uprzedzała, że czeka mnie takie coś w przyszłości.
    A co to znaczy, że po zwiększeniu dawki w pierwszym okresie czujesz się nie
    najlepiej? Jak to się objawia u Ciebie?
  • 08.03.09, 17:57
    Lisina....Biorę 100 rano i 200 wieczorem i myślałam,że to jest jakas
    duza dawka.Trochę mnie pocieszyłaś.
    Badanie krwi mialam robione na watrobę czy nie uszkadzam lekiem i na
    stezenie leku we krwi,ale jeszcze nie odebrałam.Jutro odbiorę to
    powiem coś wiecej.
    A dlaczego masz tak dużą dawkę?Czy masz ataki?
    Ja narazie/ odpukac/ nadal jestem po jednym.Ale zobaczymy,życie nas
    zaskakuje.Jestem tego przykladem...
  • 09.03.09, 19:45
    Dawka 2x400 mg nie jest podobno az taka duza (sa ludzie co biora duzo duzo
    wiecej). Jak do tej pory nie mialam drugiego ataku i mam nadzieje, ze nie bede
    miala.
    Podobno chodzi wlasnie o to stezenie leku we krwi. Dawke nalezy ustawic tak, aby
    bylo ono wystarczajace. To zalezy od wagi pacjenta i od jego zdolnosci
    przyswajania leku. Ja bede dopiero miala badane to stezenie, wiec tak naprawde
    to jeszcze nie wiem, czy ta dawka jest dla mnie duza, czy mala.
    Jesli chodzi o samopoczucie przy zwiekszaniu dawki, to za kazdym razem czuje sie
    tak jak na poczatku brania tegretolu czyli senna, zmniejszona koncentracja itd.
    Pozniej jak oraganizm sie przyzwyczai, to przechodzi.
  • 10.03.09, 09:52
    Ja właśnie odebrałam wyniki stężenia leku we krwi i przy prawidlowym
    stężeniu powinny one wynosic od 4-12 /wartośc terapeutyczna/ .Ja mam
    7 czyli ok.Jest tak po środku ale ide do neurologa 23 marca i on mi
    powie.Ale nie mam ataków to nie widzę potrzeby zwiekrzania tak na
    logikę.
  • 27.03.09, 10:32
    No jak tam Dziewczyny??? Coś nam topik umarł...a ja jestem ciekawa
    co u Was???? Mam nadzieje, ze w porzadku:-)
    Ja jak na razie bez kolejnego ataku i mam nadzieje, że tak zostanie.
    Odebrałam wreszcie badanie na stezenie leku we krwi - mam podobnie
    jak Edytka czyli 7. Neurolog powiedziala, ze moze byc i zostajemy
    przy dawce Tegretolu 400-0-400.
    Czekam na wieści....
  • 29.03.09, 16:10
    U mnie też bez ataku i taką mam nadzieje ,że tak zostanie....:)
    Zyje z dnia na dzien i odchaczam dni bez ataków.
    Lekarz u którego byłam na kontroli/neurolog/ pocieszył mnie,że
    czesto sie tak zdarza,że pod koniec tych dwóch lat oczekiewania
    zdarza sie atak i odliczanie mozna zaczynać od nowa...
    optymistycznie nastawia pacjentów nie ma co. Pozdrawiam waszystkich
    z tego wątku!
  • 30.03.09, 10:29
    Eeee...to "fajny" ten Twoj neurolog, nie ma co. Moja lekarka co
    prawda tez jest strasznie gburowata ale ona wlasnie powiedziala mi,
    ze czas (oczywiscie ten bez napadow) bedzie dzialal na moja korzysc.
    Tzn. bede sie uspokajac i to bedzie zmniajszalo ryzyko kolejnego
    napadu. Poza tym powiedziala, ze jest u mnie duza szansa, ze napad
    sie nie powtorzy. Oby miala rację!!! Poki co, to jestem ciagle
    strasznie zastrachana:-( najbardziej to boje sie, gdy jestem sama
    gdzies w publicznym miejscu, chocby na ulicy lub w autobusie. Wtedy
    sama sie nakrecam myslami o ataku i momentalnie robi mi sie slabo,
    duszno, serce zaczyna łomotac i oczywiscie mam wrazenie, ze zaraz
    sie zacznie. Rany...jak jak bym chciala zaczac normalnie zyc, tak
    jak kiedys, byc panią swojego losu, robic to na co mam ochotę, iśc
    tam dokąd mam ochotę i nie mysleć wciąż o tym, ze w moim mozgu moze
    powstac jakiś cholerne spięcie!:-(
  • 31.03.09, 10:18
    Przyłaczam sie do twoich mysli.Ze mną jest tak samo.Też często w
    miejscach publicznych o tym myślę,że jak mi się to przytrafi ,to co
    zrobia ludzie obok mnie i jeszcze kwestia samochodu.Staram sie nie
    jeżdzić ,ale są sytuacje ,że wsiadam za kierownicę.Wtedy bardzo się
    boje a z drugiej strony relaksuję,ponieważ strasznie lubiłam jeżdzić
    samochodem. Ten samochód to dla mnie najwieksza kara.
    Cieszę się ,że jestes nadal bez ataku.
    Podam Ci numer maila jakbyś chciała do mnie napisać tak poza forum.
    Wymienimy się informacjami bo dużo nas łączy.
    edyta.u@vp.pl
  • 08.04.09, 20:41
    Ja też nie miałam już ataków - puk, puk, ale moja lekarka jest duużo milsza i
    pociesza mnie, że będzie ze mną dobrze. Pozdrawiam Was dziewczęta - trzymajcie
    się ciepło:)
  • 12.04.09, 20:21
    Chciałabym się przyłączyć ponieważ mam 30 lat i w zeszłym roku w
    marcu miałam jedyny atak z drgawkami. Po ataku oczywiście jedno eeg
    zrobione jakimś prehistorycznym sposobem, opis naprędce dokonany
    przez przypadkowego neurologa - opis dobry, bez epilepsji. Jednak
    poszłam jeszcze na prywatną wizytę do innego neurologa i on jak
    przjrzał przebieg moich fal mózgowych powtórzył eeg na swoim
    profesjonalnym sprzęcie no i wyszło że mam epi. Biorę w związku z
    tym depakine 300 1 tab na noc. Powiem Wam że do dziś mam wątpliwości
    czy dobrze robię że faszeruję się tymi lekami skoro nic mi nie
    dolega. Jeżdżę autem, siedzę przy komputerze, czasami wypiję drinka
    (nieraz dwa - więcej się boję), byłam parę razy na dyskotece; ale w
    świadomości cały czas jest ten fakt że to mam, a może nie mam?
    Planuję zrobić we Wrocławiu jeszcze jedno eeg, bo u nas w małym
    mieście to nie ma zbyt wielu specjalistów.
  • 16.06.09, 20:37
    Mam 21 lat i taką opcję, że prawie rok temu miałam atak padaczkowy, tzn. ja
    raczej niewiele z tego pamiętam. Atak miał miejsce w nocy gdy moi znajomi
    wrócili z imprezy, pamiętam obudziłam się i gadałam z kumplem, później urywa mi
    się film, później takie przebłyski że trochę śpię, że leżę na podłodze i mój
    chłopak mnie głaska po głowie i ma taki dziwny wyraz twarzy. A później szpital,
    itd. No w każdym razie wyglądało podobno jak typowy atak padaczki. Tylko, że to
    było rok temu i od tamtej pory nic, EEG robiłam 3 razy i każde wyszło
    beznadziejnie, rezonans OK. Moja neurolog mówi, że niby wygląda jak padaczka
    ale, że nie chcę mnie faszerować lekami bo gdyby ataki miały się powtarzać np.
    co parę lat nie ma to sensu, a może atak już nigdy się nie powtórzy? I chciałam
    w tym roku zrobić prawko ale się zastanawiam właśnie... bo niby nie mam
    zdiagnozowanej w 100% padaczki więc nic nie stoi na przeszkodzie.
  • 19.06.09, 11:02
    ja swój pierwszy i zresztą jedyny atak z utratą przytomności miałam w
    18 roku życia. Teraz mam 37 lat, ale 19 lat zażywam lekarstwa. Jak u
    Ciebie - rezonans i tomograf dobry, w EEG liczne zmiany. Moje ataki,
    które co jakiś czas się pojawiają, to kilkusekundowe tzw
    "wyłączenia". Jednak mam bardzo dobrego lekarza, który lekarstwami
    mnie nie otumania ale daje takie, żebym mogła normalnie funkcjonować
    i pracować. Nie wolno mi pić, prowadzić pojazdów i wiele innych
    rzeczy ale zapewniam Cię, że można tak żyć...Poczytaj sobie o
    Tegretol`u - z tego co wiem, jest jednym z najgorszych leków
    psychotropowych, który pozostawia w organizmie nieodwracalne zmiany.
    Może Twój lekarz powinien dać Ci coś bardziej "przyjaznego"?
    Pozdrawiam

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.