Dodaj do ulubionych

EPILEPSJA A MIŁOŚĆ!!!!!!!!!

02.06.09, 00:18
No cóż powiem tylko tyle,niestety w dzisiejszych czasach epilepsja
działa na ludzi,jak odstraszacz,Jest to przykre ponieważ ludzie
którzy na nią chorują są w pełni normalnymi osobami.Ja od 5lat
choruje na epilepsje a mam 23.Z opini kobiet z którymi się jakoś
stykam na codzień wiem,iż bardzo podobam się kobietom,i że charakter
też mam pozytywny.Byłem z kobietą przez prawie 3 lata ukrywałem ten
fakt w obawie,że ją strace no i cóz kiedyś miałem przy niej napad
epilepsji no i wydało się czego efektem było pozniejsze
rozstanie.Był to dla mnie cios niesmaowity,wówczas postanowiłem że
znajde sobie teraz kobiete która choruje na podobne schorzenie i
wówczas będe mógł się przy niej cieszyć każdym dniem nie żyjąc w
obawie,wydania się faktu chorowania.No cóż narazie nie znalazłem
takiej kobiety gdyż ciężko ją znaleść przecież ludzie nie mają
wypisane na czole,że chorują ale cóż mam nadzieje że w końcu mi się
uda,A jak wyglądają wasze relacje z partnerkami czy też
partnereami.Pozdrawiam
Edytor zaawansowany
  • 02.06.09, 10:28
    Nigdy mi się to nie zdarzyło. Chciałam powiedzieć obecnemu facetowi
    w delikatny sposób, zabierałam się do tego jak pies do jeża
    (bardziej chodziło o znalezienie dobrego momentu) i w końcu
    wylądowałam w szpitalu - wtedy już musiałam. Jakoś mnie nie
    porzucił, odchodząc w blasku zachodzącego słońca;). A jak mu kiedyś
    rzuciłam, ot, tak, między jednym zdaniem a drugim, że kolejny lekarz
    mi kazał schudnąć kilkanaście kilo, to nie wiedziałam, co mnie
    czeka... Bardziej mu na tym zależy niż mnie chyba, ja jestem
    śmierdzącym leniem:)

    Wiesz co, ja myślę, że Twoje uparte szukanie partnera z epi jest
    trochę przesadzone. Fajnie - macie ten sam problem, znacie go od
    podszewki, będziecie mogli się wspierać, ale weź pod uwagę, że
    a) po tej osobie nie widać, że jest chora - łatwo ją przeoczysz.
    Powodzenia w poszukiwaniach;)
    b) masz ograniczoną liczbę do wyboru (brzmi okropnie, wiem)
    c) epi + epi absolutnie nie gwarantuje, że związek będzie szczęśliwy
    - z jakiego powodu tak by miało być? No dobra, podobny problem ze
    zdrowiem itd, ale to przecież nie jest 100% związku.
    Znajdź sobie po prostu NORMALNĄ kobietę bez epi (albo i z epi), na
    jedno wyjdzie - wiele osób tak zrobiło i dobrze na tym wyszło. Jest
    tu podobny wątek, kilka centymetrów poniżej. Jeśli ktoś Cię porzucił
    z powodu choroby - bo obciachowa - to świadczy o nim, nie o Tobie, i
    tyle.


    16%VOL
    22%VAT

    --
    takie tam... forum homeopatia
  • 02.06.09, 11:54
    Aj aj trochę optymizmu, no dobra dobra ten temat był poruszany kilka razy więc
    nie będę się rozpisywała, dodam tylko, że wcale to nie jest głupi pomysł, może
    się uda, może nie, ale zawsze warto spróbować. Są takie fajne stowarzyszenia,
    kluby ludzi chorych na epilepsję i uczęszczają tam fajni ludzie. Kto wie co los
    przyniesie :D
  • 14.12.14, 15:37
    EPI Problem. Nigdzie nie można znaleźć tematu typu Dobrzy lekarze polecani przy EPI. Dziecięcy neurolog polecany przy EPI. Szpital - oddział polecany przy EPI Diagnostyka i szpitale polecane przy podejrzeniu o EPI Jest wiele województw i wielu dobrych lekarzy i tym samym ośrodków. Miłość też jest potrzebna, ale wiedzmy, że to również miłość do dziecka, które urodziło się z EPI.
  • 02.06.09, 12:16
    Witaj.Nie twierdzę,iż do pełnego szczęścia wystarczy mi fakt ,że
    druga strona również będzie chorowała,przecież nie o to chodzi,ale z
    doświadczenia wiem,że osoby które chorują mają w sobie więcej pokory
    i są dużo bardziej wrażliwe.Podałaś swój przykład żeby ukazać mi,że
    idzie związać się ze zdrową osobą i być szczęsliwym,tyle,że Ty
    jesteś kobietą i facetowi może to nie przeszkadzać,bo zapewne ma
    inne oczekiwania,kobieta zaś w dzisiejszych czasach oczekuje od
    faceta stateczności i poczucia bezpieczeństwa.Ja pomimo tego,iż
    jestem dobrze zbudowany,gdyż od długiego czasu ćwicze,pomimo tego iż
    mam dobrze płatną prace to w normalnej kobiecie mogę budzić
    obawy.Podoba mi się Twój optymizm jednak nie oszukujmy się poglądy i
    odczucia zdrowych ludzi co do epileptyków nie zmieniły się od
    średniowiecza tyle tylko,że nie można ich teraz palić.Ja na
    szczęście ataki mam rzadko co 5-6miesiecy ale widze różne reakcje
    ludzi.
  • 02.06.09, 12:44
    > inne oczekiwania,kobieta zaś w dzisiejszych
    czasach oczekuje od
    > faceta stateczności i poczucia bezpieczeństw

    Zdefiniuj mi stateczność, to będziemy
    dyskutować dalej. Ja na przykład nie do końca
    oczekuję stateczności, bo bym się trochę
    nudziła... I sama bym musiała być stateczna, a
    nie chce mi się:P
    Mylisz stateczność ze zdrowiem, o ile dobrze
    rozumiem, dwie różne rzeczy. Ja mam może dziwne
    podejście do sprawy, ale uważam, że partnerzy
    powinni dawać sobie poczucie bezpieczeństwa
    nawzajem, niezależnie od płci - przynajmniej ja
    bym to chciała dać mojemu obecnemu facetowi i
    mam nadzieję, że dawałam poprzednim (też mieli
    problemy ze zdrowiem, niemal każdy ma, większe
    i mniejsze). Poza tym, nawet jak sobie bierzesz
    zdrowy model z wystawy, to gwarancję, że ta
    osoba nie zachoruje za jakiś czas na coś, albo
    na przykład nie ulegnie jakiemuś
    nieszczęśliwemu wypadkowi, masz od Losu zerową.
    Zerową.
    Jedyna sytuacja, w której bym się pożegnała z
    kimś chorym - być może nawet robiąc show:) - to
    gdyby po wielu miesiącach okazało się, że
    ukrywał przede mną chorobę. Rozumiem, pierwsze
    kilka tygodni, trudno się czasem przemóc, nie
    ma okazji, a nie wyskoczysz z tekstem przy
    kolacji przy świecach "Wiesz, mam padaczkę,
    och, nie, za deser już dziękuję, ale wino -
    fenomenalne"...

    A jeśli chodzi o moje przykłady "osoba chora +
    zdrowa", to poczytaj sobie forum i zobacz, że
    nie jestem jedyną osobą funkcjonującą w takim
    układzie. Sporo nas tu.

    > odczucia zdrowych ludzi co do epileptyków nie
    zmieniły się od
    > średniowiecza tyle tylko,że nie można ich
    teraz palić

    Cóż mogę powiedzieć... Jeśli CHORZY dalej będą
    się tak nakręcać, to poglądy CZĘŚCI ZDROWYCH
    nie zmienią się przez dalsze kilkaset lat:)

    16%VOL
    22%VAT

    --
    takie tam... forum homeopatia
  • 02.06.09, 13:41
    Słuchaj nie chodzi mi tutaj o żadne nakręcanie się ale niema sensu
    się też oszukiwać.Mam dobry wzrok i widze jakie jest nastawienie
    ludzi zdrowych do tych którzy przykładowo chorują na epilepsje.Jeśli
    Ty nigdy nie miałaś podobnego wrażenia to cóż pogratulować tylko
    otoczenia.Mnie to raczej rzadko spotyka po pierwsze ze względu na
    to,że miewam dość rzadko napady po drugie od kilku lat trenuje
    tajski boks i Ci co o tym wiedzą raczej się boją cokolwiek mówić na
    temat mojej choroby.Ale kiedyś miałem sytuacje że o dziwo osoba
    bardoz dojrzała wiekowo stała niedaleko mnie i komentowała chyba
    godzine to,że takie osoby powinny byc zamykane w psychiatrykach bo
    jest to schodzenie psychiczne.A co do dziewczyny to stateczność to
    może złe słowo ale i tak sądze,że u większości fakt chorowania na
    tego typu chorobe budzi odpychające uczucia.Wiem to po sobie
    spotykałem się dość częśto z kobietami w momencie kiedy im to
    oznajmiałem nagle przestały się odzywać a ze związku w którym
    ukryłem ten fakt również nic nie wyszło ponieważ po 3latach się
    wydało i cóż nagle u mojej byłej miłość prysnęła heh co mnie dziwi
    bo trzeba być naprawde zimną suką żeby tak się z kimś rozstać.A
    sądzę,że osoby którym ten temat nie jest obcy inaczej postrzegają
    związek i tak jak by znają to od kuchni wiedzą że fakt chorowania na
    epilepsje nie świadczy o tym,że facet ma nierówno pod sufitem
  • 02.06.09, 14:02
    > bardoz dojrzała wiekowo

    Tak zwany poziom nie zależy od wieku:) Nawet od wykształcenia, w
    obecnych czasach

    > wydało i cóż nagle u mojej byłej miłość prysnęła heh co mnie dziwi
    > bo trzeba być naprawde zimną suką żeby tak się z kimś rozstać

    Mówisz "zimną suką"... To ja powiem, używając równie mocnych słów:
    trzeba być łajdakiem, żeby przez TRZY LATA kogoś OKŁAMYWAĆ,
    cynicznie i bez mrugnięcia okiem - tak to pewnie po części wyglądało
    z jej perspektywy... A teraz całą winę zwalasz na nią, bo tak Ci
    najłatwiej, a z siebie robisz pokrzywdzonego i oczekujesz głaskania
    po główce i pociechy. Nie wiem, jak się między Wam układało, ale
    mnie się coś wydaje, że jeśli tak nagle przestała Cię kochać, to nie
    dlatego, że jesteś chory, ale dlatego, że bezczelnie jej przez 3
    lata (36 miesięcy!) łgałeś. Też bym spakowała manatki i trzasnęła
    drzwiami - jeśli ktoś nie jest w stanie mi zaufać na tyle, żeby
    powiedzieć mi prawdę o swoim stanie zdrowia, to w innych sprawach
    też się raczej nie dogadamy.

    --
    16%VOL
    22%VAT
    takie tam... forum homeopatia
  • 02.06.09, 14:18
    Tak jak już wcześniej wspominałem wysnuwasz tak daleko idące wnioski
    a najlepszej jest to że w ogóle mnie nie znasz opierasz swoje wizje
    na moich kilku krótkich wpisach.To chyba nie jest zbyt
    obiektywne.Nie zwalam winy na Nią,kochałem Ją i zrobił bym dla niej
    wszytko.Zachowujesz się teraz jak byś była rzeczniczką
    kobiet,wkurwia mnie to,że na każdym forum jak powiesz coś złego na
    kobiete to zaraz tłumy na Ciebie najeżdżają nie ważne czy masz racje
    czy jej nie masz,po prostu świetej krowy się nie tyka.Jeśli Ty
    postąpiła byś podobnie to gratuluje.Ja będąc z osobą która przez
    3lata dawała mi ogrom ciepła,dostatku,miłości i wszystkiego co bym
    chciał,nie spotkała mnie ze strony tej osoby nigdy żadna przykrość
    nie potrafiłbym na zimno zerwać z Nią dlatego,że nie powiedziała mi
    o swojej chorobie w obawie przed tym,że ją porzuce.Wręcz
    zrozumiałbym to i próbował dać pewnośc tej osobie że się myliła i że
    nie ma to dla mnie znaczenia.No ale zapewne wiesz lepiej więc oświeć
    mnie
  • 02.06.09, 14:20
    Po za tym miłościwa kobieta oświeć mnie swoim zabójczym intelektem i
    powiedz mi na czym opierasz teze że ja niby oczekiwałem głaskania po
    główce i że bez mrugnięcia okiem ją oszukiwałem.Zastanów się co tu
    piszesz,rozumiem,że chcesz zabłysnąć na forum kontrowersyjnymi
    wpisami ale pisz chociaż z sensem
  • 02.07.09, 19:49
    chucky1235 napisał:

    > Po za tym miłościwa kobieta oświeć mnie swoim zabójczym intelektem
    i
    > powiedz mi na czym opierasz teze że ja niby oczekiwałem głaskania
    po
    > główce i że bez mrugnięcia okiem ją oszukiwałem.Zastanów się co tu
    > piszesz,rozumiem,że chcesz zabłysnąć na forum kontrowersyjnymi
    > wpisami ale pisz chociaż z sensem

    oj oj chyba coś za bardzo się denerwujesz, i robisz to samo, o co
    oskarżasz swoją rozmówczynię (czyli oceniasz, a raczej oskarżasz,
    mimo, że nie znasz). Może tak wpłynęło na Ciebie to rozstanie, bo
    jeśli nie, to może w związku wcale nie byłeś taki wspaniały, za
    jakiego się uważasz? <zaraz oberwę, bo chyba nie przyjmujesz innego,
    niż swój, punkt widzenia>

    A prawda jest taka, że po części masz rację, a po części nie masz.
    Miałeś prawo oczekiwać, że dla niczego nieświadomej kobiety, która
    wydawała się Cię kochać, nagły atak ukrywanej padaczki nie będzie
    powodem do rozstania, zrozumie i zostanie, mimo, iż było to dosyć
    okrutnym posunięciem z Twojej strony.

    Z drugiej jednak strony, nie jest godnym pochwalenia budowanie
    związku na nieprawdzie (nawet kierowanej lękiem odrzucenia), i jak
    widzisz skończyło się to dla Was obu niefajnie (uniknąłbyś
    zaangażowania i bólu po rozstaniu, gdyby sprawa wyjaśniła się na
    początku). Rozumiem też Cię, że gdybyś ujawnił to na początku, to
    szanse na dalsze zaangażowanie byłyby raczej zerowe, bo prawie każda
    się przestrasza i woli zniknąć póki można bez większych
    konsekwencji...

    Wiesz, jakby nie patrzeć, to nie jest jednak przeziębienie, nigdy nie
    wiadomo jak się będzie rozwijać, jakie skutki po długotrwałym
    zażywaniu sprezentują leki (np. inne choroby i dolegliwości), może za
    jakiś czas nie będziesz zdolny do pracy lub ukaże się charakteropatia
    padaczkowa itp. I mimo, że jak już pisałam, może się coś podobnego
    zdarzyć każdemu w każdym wieku, to niewielu ludzi bierze pod uwagę
    taką ewentualność (kto myśli o tym, że on sam albo ktoś bliski dziś,
    jutro lub kiedyś będzie chory lub ulegnie wypadkowi?).

    Problemem przy tej chorobie, mimo, że w końcu nienajgorszej do
    okiełznania i całkiem przecież akceptowalnej nawet dla samych chorych
    (w końcu to nie paraliż!), jest, jak sam zauważasz niska akceptacja
    społeczna... Która prawdopodobnie wynika z tego, że, trudno się nie
    zgodzić, widok ataku nie należy do najprzyjemniejszych, obserwatorzy
    często się ich nawet boją.
    Nawet nie wiesz jakie to przykre (jeszcze się nie przyzwyczaiłam , i
    nie sądzę, że kiedyś się przyzwyczaję), patrzeć na ukochaną osobę jak
    upada, dostaje drgawek, sinieje i nie móc nic zrobić żeby pomóc...

    Dla kobiety, która chce mieć dzieci potencjalne znaczenie może mieć
    też fakt dziedziczenia skłonności do padaczki czyli niskiego progu
    pobudliwości neuronów, które w praktyce niestety oznacza padaczkę w
    którymś z kolejnych pokoleń, może nawet u własnych dzieci...

    Ja wybrałam inaczej niż Twoja partnerka, zostałam. I nie powiem, że
    jest mi łatwo, bo strasznie się tym wszystkim martwię, także
    przyszłością i ciągle szukam informacji.
    Dlatego z jednej strony ją rozumiem, to naprawdę wymaga wielkiego
    wysiłku emocjonalnego (przynajmniej u mnie, choć wiem, że są osoby,
    które "wrzucają na luz"), dużego poczucia odpowiedzialności,
    optymizmu, także pokładów miłości. Może nie była na to gotowa, nie
    potrafiła tyle na siebie wziąć...

    Choć oczywiście trudno mi to zrozumieć jeśli by Cię kochała, tak jak
    sobie tego życzyłeś. Ale czy Cie się to podoba czy nie, mało jest
    teraz na świecie takiej bezinteresownej, romantycznej, prawdziwej,
    odpornej miłości.

    Prawdę mówiąc, jeśli już znajdziesz taką, która to zaakceptuje,
    będziesz miał pewność co do jej uczucia, której często nie mają pary
    piękne i bogate ale zdrowe (znam wiele dziewczyn, które szukają męża
    "bogatego", takie masz wykluczone, to chyba dobrze, nie ;)?).

    Nie zamartwiaj się, ludzi jest kuupa na świecie, jeszcze będzie
    dobrze :)





  • 18.03.14, 12:58
    A ja - choć jestem mężczyzną - popieram very martini. Też bym trzasnął drzwiami. Bo po trzech latach zwiazku nagle okazuje się, że ktoś przez tyle czasu nie traktował mnie poważnie i nie potrafił mi zaufać. Więc w innych przypadkach też tak będzie - to oczywiste.
    Swoją drogą - zacząłeś wątek, oczekiwałeś wsparcia, odpowiedzi jak to jest w naszych związkach - w takim razie skoro nie oczekiwałeś głaskania po główce to dlaczego się teraz wściekasz? Bo oczekiwałeś że ludzie się nad Tobą pożalą i przytakną jaka to była zimna suka.
    Przynajmniej tak to wygląda z Twoich postów.

    A jeśli wkurza Cię czyjaś opinia, to po co zaczynasz wątek?
  • 30.04.14, 13:46
    Powiem tak jak czytam niektóre wpisy to widzę że stracili poczucie rzeczywistości. Prawda jest taka jeżeli się powie prawdę od razu to dostaję się kopniaka, ale nie oszukujmy się kobiety w dzisiejszych czasach oczekują faceta zdrowego. Sam wiem jak to jest gdy się powie dziewczynie wiesz mam padaczkę i to nie po trzech ale dajmy na to po miesiącu, miesiącu mówienia kocham cię itd nagle czar z jej strony pryska. Niezależnie gdy się powie po 3 latach czy 3 miesiącach miłość pozostaje w tym przypadku zaufanie nie ma nic do rzeczy. Z drugiej strony robienie z siebie ofiary bo olała mnie itd też nie ma sensu, trzeba podnieść rękawice od losu i walczyć choć nie zawsze jest łatwo zwłaszcza samemu
  • 02.07.09, 16:38
    Ja bym Cię wzięła ;)
    ale "niestety" jestem już mężatką (epileptyka właśnie) - i co ważne,
    wrażliwą i pokorną :D.
    Niestety prawdą jest, że zaburza to moje poczucie bezpieczeństwa (nie
    sama choroba w takim stopniu a bardziej kłopoty z pracą), ale raczej
    dlatego, iż w odróżnieniu od Ciebie, mój mąż ma słabe kwalifikacje,
    ciągle traci pracę i dopiero teraz w wieku 27 lat po raz pierwszy
    jest legalnie zatrudniony. Faktem też jest, że jego choroba spędza mi
    sen z powiek, a to dlatego, że przez lata była lekceważona przez jego
    rodziców (kompletnie niepoważna lekarka, brak identyfikacji napadów,
    niezbyt dobrze dobrany lek :() i w związku z tym nie nastąpiły w
    czasie żadne pozytywne zmiany.
    Teraz jego rodzice, zadowoleni się go "pozbyli" zrzucając wszystko na
    mnie (wielkie emocje oraz koszty, których ponoszeniem nigdy nie byli
    zainteresowani).

    Jak widzisz, nie jest więc tak źle :). A matołkami się nie przejmuj,
    i tak chyba nie chciał byś mieć takiej żony? Przecież padaczkę można
    też nabyć np. po ślubie, i wtedy, co, odeszłaby?

    Choć z drugiej strony ludzie są okropni, i to nawet najbliżsi
    (przykład jego rodziców).

    A ja, jak widzisz spędzam czas, szukając nowych informacji o epi :).

    I jeszcze jedno, myślę, że nieuprzedzenie o chorobie na jakimś etapie
    znajomości, tylko czekanie na atak jest nie fair, to naprawdę duży
    szok - zobaczyć coś takiego po raz pierwszy, bez wiedzy na ten
    temat...

    Mój mąż oczywiście zrobił to samo (jak jeszcze nie był moim mężem) :(
    tyle, że ja z nim zostałam.

    Powodzenia, na pewno jeszcze znajdziesz jakąś miłą i mądrą osóbkę,
    choć na pewno nie jest takich wiele :(.
  • 13.03.14, 18:29
    Ja wlasnie ukladam sobie zycie z mezczyzna ktory ma epilepsje, to jest calkiem normalny czlowiek, pracuje i zyje jak inni. nasza znajomosc zaczela sie calkiem przypadkiem i padly slowa......... jestem epileptykiem. Mnie to nie zrazilo, wlasnie przyjelam oswiadczyny i bedziemy zyc z epilepsja. Nie izolujcie tych ludzi, oni sa wartosciowymi i pelnymi uczuc osobami.
  • 09.06.09, 20:31
    Ja długo ukrywałam fakt ze jestem chora przed znajomymi bo bałam sie
    ze ich wystrasze.Myliłam się.Prawda jest taka, że prawdziwi znajomi
    ktorzy cie znaja to sie tym nie przejma.Co do chłopaka to bałam sie
    mu bardzo powiedziec.W pewnym momencie co s mi sie zaczelo robic gdy
    bylismmy na piwie i musialam mu powiedziec :) okazalo sie ze jest
    wspaniałym facetem na ktorego moge liczyc i bardzo go kocham
    (dziękuję:*). Musisz poprostu znalezc osobe ktora będzie cie kochać
    na prawdziwo i to nie musi byc dziewczyna chora tak jak ty. Pamiętaj
    jak kocha to nie bvędzie jej przeszkadzało ze jestes chory.
    Pozdrawiam :) powodzenia
  • 14.12.14, 15:53
    Bogusia najpierw ochrzan - NIE PIJ NAWET PIWA JAK BIERZESZ LEKI !!!
    Reszta to sama prawda.
  • 14.12.14, 15:32
    A według mnie to bajka. Ludzi z EPI jest więcej niż się Wam wydaje. Natomiast znalezienie ich jest problemem - nikt bowiem nie będzie biegał z kartką na szyi i napisem w stylu PiS sfałszowane wybory - ( MAM EPI) Podobne problemy no tak, ale liczy się nie problem, ale podejście do niego. Jak zaglądasz kobiecie pod spódnicę to nie po to, aby szukać problemu (ewentualna ciąża) tylko po to, aby z nią stworzyć wspólny związek. Uciekanie później przy pierwszych trudnościach oznacza tylko jedno -,,NIE DOROSŁEŚ DO PRAWDZIWEGO ŻYCIA Z KIMKOLWIEK< ANI NIE POWINIENEŚ MIEĆ TYM BARDZIEJ DZIECKA > Więc daj sobie spokój z dziewczynami pobaw się na razie sam. EPI w życiu nie jest łatwa a ludzie na nią chorujący po prostu się ukrywają bo to wstyd.
  • 02.06.09, 13:19
    chucky1235 napisał:
    Byłem z kobietą przez prawie 3 lata ukrywałem ten
    > fakt w obawie,że ją strace no i cóz kiedyś miałem przy niej napad
    > epilepsji no i wydało się czego efektem było pozniejsze
    > rozstanie.
    Moim skromnym zdaniem ,sadzę że powodem Waszego rozstania nie była epi,ale fakt
    Twojego kłamstwa.Jak Ty bys się czuł gdyby role Wasze sie odmieniły i Ty po 3
    latach chodzenia dowiadujesz sie ze Twoja dziewczyna ma epi(dostała ataku przy
    Tobie)?no powiedz jak?...Miłość to też zaufanie,widocznie nie miałeś do niej
    zaufania itd......Nie bedę cytować moich poprzedniczek bo ten temat przewijał
    sie na forum kilkakrotnie poczytaj sobie.Mam wiele szacunku dla osób które
    potrafia byc szczere wobec swoich partnerów,a nie potem uzalać się nad
    soba.Zyczę odwagi!Pozdrawiam.
  • 02.06.09, 13:47
    Słuchaj ale ja się nad sobą nie użalam,również stawiam szczerość
    nade wszystko i tak było w poprzednich znajomosciach ale po pierwsze
    widzac reakcje tych kobiet wiedziałem ze moze byc podobnie i tym
    razem a w momencie kiedy zacząłem odkładać to na później zaczeła
    się rodzić we mnie obawa że ją strace a byłem już zakochany.Mówcie
    co chcecie ale dla mnie zerwanie z takiego powodu to po prostu dowód
    że ktoś jest mega zimny i że miłośc tej osoby o której Cie
    zapewniała była po prostu fikcją.Macie prawo do swoich poglądów ja
    również a gadanie mi,że to przez kłamstwo no sorry do mnie to nie
    przemawia.Stosowałem już kiedys metode mówienia na poczatku o swojej
    chorobie cóz efekt był opłakany.Rozumiem,że staracie sie bronic
    kobiety ale rzeczywistosci sie nie oszuka.
  • 02.06.09, 13:54
    > ,również stawiam szczerość
    > nade wszystko

    Hmm, śmiem twierdzić, że gdyby tak było, to jak najszybciej byś jej
    powiedział o swojej chorobie.

    > przemawia.Stosowałem już kiedys metode mówienia na poczatku o
    swojej
    > chorobie cóz efekt był opłakan

    Ja zazwyczaj mówię na początku, zanim znajomość w ogóle wejdzie w
    fazę damsko - męską, a czuję, że coś się kroi. Co sobie odbiorca z
    wiadomością zrobi - jego sprawa.

    16%VOL
    22%VAT

    --
    takie tam... forum homeopatia
  • 02.06.09, 14:06
    No cóż sorry za stwierdzenie ale masz dość dziwne niektóre
    poglądy.Nie znasz mnie ani sytuacji a wysnuwasz tak daleko idące
    wnioski że szok.W zyciu nie wszystko jest takie proste jak piszesz,a
    cóż jeśli tak prosto z mostu mówisz o swojej chorobie i masz takie
    wyrozumiałe środowisko to cóż można tylko pozazdrościć widocznie
    zyjemy na innych planetach
  • 02.06.09, 16:48
    Martini, ludzie naprawdę patrzą na nas inaczej jak się dowiadują że ktoś jest chory. To się czuje jak jesteś wśród znajomych, nie takich bliskich, ale ludzi, których poprostu znasz a oni wiedzą o twojej chorobie.
    Wcale się nie dziwię że chucky miał dosyć mówienia prosto w twarz o swojej chorobie na początku każdego związku, jeżeli to dawało opłakany efekt. Pewnie sam bym się wreszcie związał z jakąś dziewczyną bez mówienia jej o tym, jeżeli miałbym napady co 3-5 miesięcy. Poprostu chciałbym wreszcie doświadczyć tego, co większość ludzi ma na codzień.
    Sama sytuacja, że jesteś zakochany przez 3 lata i nagle po trzech latach dostajesz napadu i całość się kończy... to świadczy tylko o tej dziewczynie. Moim zdaniem powinno być zupełnie odwrotnie, to powinno was związać jeszcze mocniej. To moje zdanie.

    Ja już jestem 5 lat zaobrączkowany i powiem szczerze, że trzeba się naprawdę dobrze dobrać a epi nie ma tutaj żadnego znaczenia :)
    --
    happy epi
  • 02.06.09, 17:33
    > Martini, ludzie naprawdę patrzą na nas inaczej jak się dowiadują
    że ktoś jest c
    > hory.

    Nie mówię, że nie, ale ja nie czuję się wrzucona do wora z napisem
    "odpad". Ostatnio jak wylądowałam w szpitalu i musiałam zadzwonić do
    pracy i powiedzieć, że trochę mnie nie będzie, to następnego dnia
    miałam na sekretarce wiadomość od szefowej ze słowami wsparcia - w
    sumie nie musiała tego robić, nie? Wystarczyło, że sekretarki w
    biurze wiedziały i zorganizowały zastępstwa za mnie.
    Może mam dziwne podejście, ale jak tylko się da wtrącić o epi, to
    mówię, że choruję - nie obnoszę się z nią ,ale też nie ukrywam. To
    jest mój pomysł na odczarowywanie jej wśród ludzi. Jest okazja - to
    wspominam, ale nie na zasadzie jojczenia. Myślę, że jak zobaczą, że
    nie mam trzech głów, w restauracji nie trzeba mi czytać na głos
    menu, lubię siatkówkę, mam swoje poglądy na parę spraw i w dodatku
    jeszcze bez makijażu z domu nie wychodzę, to może przełamię ten
    okropny stereotyp. Ale to mój sposób. Może macie inne.

    > obie na początku każdego związku, jeżeli to dawało opłakany efekt.
    Pewnie sam b
    > ym się wreszcie związał z jakąś dziewczyną bez mówienia jej o tym,
    jeżeli miałb
    > ym napady co 3-5 miesięcy. Poprostu chciałbym wreszcie doświadczyć
    tego, co wię
    > kszość ludzi ma na codzień

    Ja akurat byłam sama przez 5 lat, wiodąc wygodne życie singla, hehe,
    związałam się akurat, jak mi się problem pojawił na nowo po raz
    kolejny:P

    > esz napadu i całość się kończy... to świadczy tylko o tej
    dziewczynie. Moim zda
    > niem powinno być zupełnie odwrotnie, to powinno was związać
    jeszcze mocnie

    A ja już napisałam parę pięter wyżej - gdybym się po trzech latach
    dowiedziała, że ktoś mnie okłamywał ukrywając przede mną prawdę, to
    bym się po prosty obróciła na pięcie i tyle by mnie oglądał, żebym
    potem miała miesiące przepłakać. Jeśli nie był szczery raz, to mam
    pełne prawo zakładać, że nie będzie szczery i drugi, niestety...
    Gdyby zachorował JUŻ będąc ze mną, to kompletnie, kompletnie inne
    halo, ale taka sytuacja... Fuj. Nie mowię, że zachowała się
    najpiękniej, ale doskonale ją rozumiem. Gdyby ktoś mi ściemniał
    latami, to nie miałabym skrupułów, żeby trzasnąć całą jego miłością
    o podłogę - a wiecie czemu? Bo byłabym zdrugzgotana tym, że nie ufa
    mi na tyle, żeby mi powiedzieć, o co chodzi, i boi się mojej
    reakcji. Poza tym, nie oszukujmy się, nie każdy chce - i nie od
    każdego można wymagać - że będzie chciał żyć w związku z chorą
    osobą. Ja na przykład wiem, że nie wyobrażam sobie siebie w układzie
    z kimś z na wózku, ale nie uważam, żeby mnie to przekreślało jako
    człowieka. Znam ludzi na wózkach, nie unikam ich, ale wiem, że fakt,
    że są niepełnosprawni ruchowo przekreśla ich jako moich partnerów
    życiowych i koniec - a wcale nie mowię przez to, że są w jakikolwiek
    sposób gorsi ode mnie czy reszty społeczeństwa. Mam prawo do tego,
    żeby marzyć o partnerze, który będzie, nie wiem, ganiał się ze mną
    po schodach:P i nie można mnie przez to piętnować. Może ta
    dziewczyna wymarzyła sobie start w dorosłe życie z kimś zdrowym, bo
    w dzieciństwie przeszła traumę życia z babcią umierającą przez rok w
    pokoju obok - nie bronię jej, ja po prostu staram się ją zrozumieć:)
    I gdyby ze mną też ktoś nie chciał być, bo jestem chora, no to
    trudno, byleby to z klasą załatwił.

    16%VOL
    22%VAT

    --
    takie tam... forum homeopatia
  • 02.06.09, 18:52
    Proszę Cię kobieto Ty chyba nie wiesz o czym piszesz.Nie znasz mnie
    ani mojej byłej,nie znasz sytuacji a wypisujesz takie głupoty że
    szkoda gadać.Pomyśl najpierw zanim przyjdzie Ci ochota zabłysnąć na
    forum.Ale widze u Ciebie i u mojej byłej jedno podobieństwo wasza
    miłość nie jest naturalna to tylko dana fanaberia.Bo tak jak już
    powyżej pisałem skoro jest się z kimś przez 3 lata i pieprzy się tej
    osobie że się ją kocha to sorry gdzie jest ta miłość,w czym się ona
    objawia?tylko wtedy jak jest dobrze.Z resztą nie wiem po co Ci
    odpisuje na ten głupi wpis bo widze,że wysnuwasz tak dalekoidące
    wnioski,że chyba wiesz lepiej ode odemnie samego jak było,poza tym
    porównywanie przez Ciebie zatajenia w obawie przed utratą faktu
    choroby do kłmastw jest conajmniej śmieszne i ukazuje Cię tylko w
    wyjątkowym świetle.Zostaw te swoje mądrości w takim razie dla
    swojego faceta i zostań może rzeczniczką kobiet bo się w pełni
    nadajesz.Do obalenia Twojej teori użyje tylko jednego argumentu
    przez 3lata ta dziewczyna miała wszystko czego chciała,popcząwszy od
    materialnych spraw po ogromną miłość,zaangażowanie,pełne oddanie
    stąd dzisiaj mój żal bo nigdy się nie pokłóciliśmy,nigdy nie
    zasmuciłem ją,nie zaznała przy mnie nigdy smutku.Po czym
    dowiedziawszy się o chorobie gdzie 20min wczesniej zapewniała mnie o
    swojej miłości urwała tą znajomość.Jeśli dla Ciebie kobieto jest to
    normalne i popierasz tego typu zachowania no to cóż żal mi Twojego
    faceta,właściwie żal mi Ciebie bo bycie tak wyrachowaną osobą jest
    raczej przykre.Mam nadzieje ze juz nigdy nie spotkam tego typu
    kobiet,człowiekiem może się nazywać wrażliwa osoba dla której miłość
    to nie tylko trwanie w szczęściu wprost przeciwnie trwanie przy kimś
    w nieszcześciu a cóż bycie z kimś tylko na dobre jest raczej bardzo
    złudne
  • 03.06.09, 19:36

    facet! czytam ten Twój wątek od samego początku i...mam mieszane uczucia. jeśli
    coś Ci nie wyszło to nie zaczynaj naprawiania błedu od rozliczania wszystkich
    naokoło - zacznij od rozliczania samego SIEBIE!!!.piszesz że dziewczyna nie
    kochała Cie bo Cie rzuciła przez durną chorobę i to nie była prawdziwa miłość w
    takim razie..a jaka była pytam się kurna Twoja miłość skoro bałeś sie zaufać
    najbliższej Ci osobie??? no pytam sie bo Cie gościu nie rozumiem!nie ufałeś
    swojej dziewczynie na tyle zeby powiedziec jej o swojej chorobie?masz 23 lata a
    zachowujesz sie jak gówniarz po prostu.moze najpierw wydoroślej do tego żeby
    kogoś pokochać? okłamywałeś swoją dziewczyne przez bite trzy lata! a ja się
    pytam DLACZEGO? zastanów sie nad soba a poźniej zacznij rozliczać swoją -ex
    Poza tym - znam ten "strach" bo sam tez nie mowiłem swojej dziewczynie o
    tym...tylko ze ja jej powiedziałem po 2, 3 miesiącach..
    Myślisz że było mi łatwo? podobno wszystkie mieśnie twarzy mi drgały jak jej to
    mówiłem;] było mi zajebiście trudno po prostu. ale powiedziałem.i powiem Ci
    wiecej - uważam że very.martini ma rację. I weź pod uwage że jestem facetem;p
    jestem po protu obiektywny.
    z drugiej strony choroba nie jest az takim powodem dla którego moznaby kogoś
    rzucać od razu ale... Ty także zawaliłeś.
    przykro mi to pisać ale mam wrażenie ze rozpocząłeś ten wątk bo myślałes ze
    kazdy będzie Cie pocieszał - a stało sie na odwrót..na drugi raz powiedz od razu
    chyba ze nie potrafisz zaufac swojej własnej dziewczynie na tyle.
    I jeszcze jedno - pomysł ze znalezieniem sobie dziewczyny z EPI jest wg mnie:
    durny, dziecinny i po prostu kreteński nie obraź sie..pomyslałes np że wtedy
    Wasze dzieci beda na 99% tez mieć tą pieprzoną chorobę? pozatym wspólna choroba
    to nie jest wcale gwarancja szczescia...moze zastanów sie najpierw nad definicją
    pojecia Miłość?
    Pozdrawiam.
    --
    www.wloczykij18.photoblog.pl - hihihii mała galeryjka;) jak ktoś lubi
    "zdjęciować" to zapraszam;pp

    trzeba mała reklame zrobić a co!;))
  • 04.06.09, 11:35
    Ja chce to wszystko do czegoś porównać.
    Większość ludzi tutaj pisze, że ukrywa swoją chorobę składając podanie o pracę. To przecież też jest kłamstwo i to na dodatek na tej samej zasadzie. Nikt tego na forum nie piętnuje. Dlaczego? Bo wszystkim na tej pracy mocno zależy, chcieliby pracować i chcieliby mieć to co inni. Może nie jest to dokładnie to samo, bo miłość i praca różnią się od siebie, ale zasada jest podobna.
    Czemu wtedy wszyscy się użalają nad takimi osobami, które nie mogą znaleźć pracy?

    Sam nie wiem też, czy słowo kłamstwo jest odpowiednim słowem. Jeżeli zataisz chorobę, kiedy prosisz kogoś o rękę, czyli o bycie razem przez resztę życia, wtedy rozumiem, jest to kłamstwo. Jeżeli natomiast jesteście w związku jeszcze przed ślubem, uważam że jest to zbyt mocne słowo. Trzeba się najpierw poznać, zobaczyć kim jest druga osoba a następnie, kiedy jest już jakaś akceptacja dla związku, o tym powiedzieć. To może trwać długo. Wtedy jeszcze jest wyjście, dziewczyna może odejść ale to już jest jej decyzja.

    Jeżeli na początku słyszysz: "sorry ale mam padaczkę", to większość ludzi u nas w Polsce wyobraża sobie nie wiadomo co. Nie wiedzą co jaki czas ktoś dostaje napadu i jaki to jest rodzaj padaczki, na czym polega - bo są przecież różne jej rodzaje. Samo słowo PADACZKA odstrasza ludzi. Taka jest u nas świadomość ludzi o epilepsji.

    ...koniec, bo się rozpisałem.
    --
    happy epi
  • 04.06.09, 11:40
    > rodzaje. Samo słowo PADACZKA odstrasza ludzi. Taka jest u nas
    świadomość ludzi
    > o epilepsji.

    ... i zatajając swoją chorobę latami nawet przed najbliższymi,
    faktycznie w fantastyczny sposób walczymy ze stereotypami:PPP


    16%VOL
    22%VAT

    --
    takie tam... forum homeopatia
  • 04.06.09, 11:45
    > ... i zatajając swoją chorobę latami nawet przed najbliższymi,
    > faktycznie w fantastyczny sposób walczymy ze stereotypami:PPP

    tego już nie chciałem pisać ale właśnie tak jest :)
    --
    happy epi
  • 04.06.09, 14:16
    hehe:)
    wiecie co aja Wam powiem tak: moze masz troszke racji qbishtal ze kłamstwo to
    zbyt mocne troche słowo - okey zgadzam sie. ale nie zparzeczysz ze to nie w
    porzadku? poza tym weź pod uwagę że jeśli Twój partner/partnerka bedzie
    uprzedzony to wtedy przynajmniej nie dostanie zawału serca ze strachu jak coś Ci
    sie zacznie dziać..poza tym..jesli ktos ma Cie rzucić z powodu EPI to nie ma dla
    mnie róznicy czy zrobi to od razu na poczatku znajmosci czy po trzech
    latach..szkoda tylko marnować czas na jakieś ukrywanie, zatajanie i takie tam
    pie*doły;)
    Ja miałem to szczęście że trafiłem naprawde na wspaniałą dziewczynę,
    która nie żyje stereotypami;)
    POzdrawiam;p
    --
    www.wloczykij18.photoblog.pl - hihihii mała galeryjka;) jak ktoś lubi
    "zdjęciować" to zapraszam;pp

    trzeba mała reklame zrobić a co!;))
  • 04.06.09, 16:22
    omen, no właśnie... to nie jest takie proste :)
    Powiedzieć, czy nie? Na początku, czy później? Czy to jest kłamstwo, czy coś innego? Tak źle a tak jeszcze gorzej.
    W końcu po to jest to forum, żeby się każdy mógł wygadać :)
    --
    happy epi
  • 02.07.09, 22:23
    omen_1990 napisał:

    > hehe:)
    > wiecie co aja Wam powiem tak: moze masz troszke racji qbishtal ze
    kłamstwo to
    > zbyt mocne troche słowo - okey zgadzam sie. ale nie zparzeczysz ze
    to nie w
    > porzadku? poza tym weź pod uwagę że jeśli Twój partner/partnerka
    bedzie
    > uprzedzony to wtedy przynajmniej nie dostanie zawału serca ze
    strachu jak coś C
    > i
    > sie zacznie dziać..poza tym..jesli ktos ma Cie rzucić z powodu EPI
    to nie ma dl
    > a
    > mnie róznicy czy zrobi to od razu na poczatku znajmosci czy po
    trzech
    > latach..szkoda tylko marnować czas na jakieś ukrywanie, zatajanie i
    takie tam
    > pie*doły;)
    > Ja miałem to szczęście że trafiłem naprawde na wspaniałą
    dziewczynę,
    > która nie żyje stereotypami;)
    > POzdrawiam;p

    Sama prawda. Ja przeżyłam szok i to nie mały, gdy mój chłopak poddał
    mnie takiej "próbie". Stało się to nie później niż po 5 miesiącach
    znajomości, i niestety, po kilku jego zaprzeczeniach na moje pytania,
    że chyba ma jakąś chorobę? Później się zarzekał, że to dlatego, że
    nie chciał mnie stracić. Byłam oburzona, że miał mnie za taką, co by
    odeszła w takiej sytuacji, mimo, że wtedy tylko się spotykaliśmy, to
    nie było nic poważnego. Wolałabym jednak wiedzieć wcześniej -
    wiedziałabym czego się spodziewać i jak mam w razie czego zareagować!
    Jeśli miała odejść to nie lepiej, żeby odeszła na początku?
    Chyba, że strategia opiera się na tym, że najpierw rozkochać i
    przywiązać, żeby jak już się dowie, to było jej trudniej odejść? To
    naprawdę nie w porządku! I rozumiem wątpliwości takiej osoby...
    Ja wiem, że to się mogło zdarzyć, wiem po moim mężu... Ale 3 lata to
    przesada (choć mój mąż pewnie gdyby nie miał ataku tak długo, też bym
    się nie dowiedziała). I nie mam pojęcia, jakbym wtedy zareagowała -
    po trzech latach... na pewno miałabym wtedy poważne wątpliwości co do
    jego szczerości i zaufania jakim mnie darzy, oraz sposobu, w jaki
    mnie postrzega i czy warto z kimś takim iść dalej.

    Po prostu należy z tego wyciągnąć takie wnioski, że się mówi na
    początku i już. Pan powyżej ma rację :)
  • 06.06.09, 18:28
    Najeżdżasz na swoją była kobiete, ok., zostawila Ciebie, wtedy kiedy ją
    potrzebowales. Oburzasz się na ludzi, którzy napisali, ze nie powedziales jej o
    swojej chorobie, bo bales się odtracenia. No to dlaczego jej nie powiedziales???
    Bo ja naprawde tego nie rozumiem.
    Ja powiedzialam mojemu chlopakowi na samym poczatku, było to dla mnie oczywiste.
    Przewidywalam jak się zachowa, nawet nie przeszlo mi przez mysl ze odejdzie, ale
    wstydzilam się. Zapytalam się czy ma jakies pytania itd. Twoja dziewczyna
    dowiedziala się okreslilabym to „z grubej rury”. Ja bym nie zostawila kochanej
    osoby, ale przyznam, ze mialabym niesamowite watpliowsci, spowodowane tym, ze mi
    nie powiedziala. Przeciez mogla mnie ostrzec i przygotowac.
    Pozdrawiam.
    Ps. Nie zgadzam się ze dziewczynom chorym na epi jest latwiej...niedorzeczne
    stweirdzenie
  • 06.06.09, 18:38
    porownanie zatajenie choroby przed ukochana osoba a w pracy nie moge sie z tym
    zgodzic.nie bede sie tutaj rozpisywac ale...jezeli nie chodzi Ci o wymiar
    etyczny i moralny tego zatajenia to w zaden sposob nie mozna tego porywnac i tak
    samo oceniac.
  • 04.06.09, 14:29
    ROZBAWIŁEŚ MNIE TYM SWOIM WPISEM,NIE ZNASZ MNIE A DOSZEDŁEŚ DO
    TAKICH WNIOSKÓW ŻE UFFFFF NO CÓŻ TAKIE SĄ MOŻLIWOŚCI NETA.NO WIĘC
    ZACZNIJMY OD TEGO ŻE NIE UŻALAM SIĘ I NIE SZUKAM W NIKIM
    POCIESZENIA,MIERZYSZ MNIE CHYBA SWOJĄ MIARĄ BO NAWET MI TO PRZEZ
    MYŚL NIE PRZESZŁO.CO DO MIŁOŚCI OŚWIEĆ MNIE W TAKIM RAZIE ZNAWCO
    CZYM JEST MIŁOŚĆ?BO DLA MNIE JEST BYCIEM Z UKOCHANĄ OSOBĄ NA DOBRE I
    ZŁE,NIE TYLKO NA DOBRE.JA NIE TWIERDZE ŻE DOBRZE ZROBIŁEM ZATAJAJĄC
    PRZED NIĄ TEN FAKT,W KOŃCU MUSIAŁO BYC TO DLA NIEJ SPORYM SZOKIEM
    ALE NIE PRZEMÓWI MI TEŻ NIKT ŻE JEST TO POWÓD DO ZERWANIA Z OSOBĄ
    KTÓREJ CHWILE WCZEŚNIEJ SIĘ MÓWIŁO ŻE SIĘ JĄ KOCHA.NIE CZEPIAM SIĘ
    LUDZI ZDROWYCH PRZECIEŻ 3/4 MOICH ZNAJOMYCH TO ZDROWE OSOBY,BOLI PO
    PROSTU TO JAK SPOŁECZEŃSTWO POSTRZEGA CHORYCH NA PADACZKE,JEŚLI WY
    TEGO NIE WIDZICIE TO ALBO JESTEŚCIE TAK NAIWNI ALBO PO PROSTU
    UDAJECIE NA FORACH OSOBY CHORE I PISZECIE TAKIE GŁUPOTY.ŻADNA OSOBA
    Z PADACZKĄ NIE POWIE MI ŻE EPILEPTYCY SĄ NA RÓWNI TRAKTOWANI PRZEZ
    SPOŁECZEŃSTWO.I DARUJCIE SOBIE WPISY ŻE JEST INACZEJ.W OGÓLE KOLESIA
    TEGO OMENA CAŁEGO NIEZLE FANTAZJA PONIOSŁA,WEZ SIE ZASTANÓW CO
    PISZESZ,JESLI JA MAM NABYTA PADACZKE TO JAK MOJE DZIECKO MOZE SIE Z
    NIA URODZIC Z TEGO CO SIE ORIENTUJE TO JEST TO NIEMOZLIWE,A
    PRZYNAJMNIEJ NIE BARDZIEJ NIZ W NORMALNEJ RODZINIE.TAK WIEC NIE
    ZABIERAJ GŁOSU NA PISANIE TAKICH FARMAZONÓW,CIESZY MNIE ZE JESTES
    SZCZERY I TAKI INTELIGENTNY ALE UMORALNIAJ SWOJA KOBIETE A MOJE
    POGLADY ZOSTAW W SPOKOJU.SĄDZĄC PO TWOIM NICKU JESTEŚ 5LAT MŁODSZY
    ODE MNIE WIĘC NIE GADAJ MI TU O SWOICH MIŁOŚCIACH,JAK JUŻ JĄ
    PRZEŻYJESZ TO ZABIERAJ WTEDY GŁOS,JAK MIAŁEM 16LAT TO TEŻ SIE TYM
    CHWALIŁEM ALE PO KILKU ZWIĄZKACH W KTÓRYCH POWODEM DO ZERWANIA BYŁ
    FAKT CHOROWANIA GDY POZNAŁEM MOJA EKS WYSTRASZYŁEM SIE ZE I JĄ
    STRACE I DLATEGO MILCZAŁEM I NIE PIEPRZ MI KOLEŚ O OKŁAMYWANIU BO
    NIE ZNASZ MNIE A WYSNUWASZ TAKIE WNIOSKI ŻE ŻAL DUPE ŚCISKA.JAK
    DOROŚNIESZ TO SIĘ ZACZNIJ UDZIELAĆ
  • 14.12.14, 15:51
    Bzdury - kłamstwo czasami można wybaczyć - zdrady nie. Brak przygotowania i brak wiedzy na ten temat spowodowało to, że była w szoku. Również brak zaangażowania w związek. Miłość rodzi się powoli i długo lecz umiera szybko. Czy porzuciłabym chłopaka, czy dziewczynę, gdybym kochała? Na pewno przez pierwsze dni musiałabym ochłonąć - później bym zapoznała się z chorobą i ewentualnymi powikłaniami (ciąża - dziecko) Lekarz nie gryzie. Na pewno porozmawiałabym poważnie z chłopakiem. Na pewno poprosiłabym w tym wypadku o jego kartotekę i sprawdziłabym jak często chodzi do lekarza i czy poważnie traktuje zalecenia lekarzy. Czyli wizyty, badania, branie leków, postępy. Dopiero wówczas podjęłabym decyzję. Na samym początku po napadzie postawiłabym warunek, że jeżeli udostępni te dane wszystko będzie do załatwienia i do przyjęcia. Ale warunek musi być spełniony. Odpowiedzialność za rodzinę jest najważniejsza i drugą osobę trzeba traktować poważnie nie instrumentalnie. Czyli jest bo jest i służy do zamiatania i prania. Pozdrawiam odpowiedzialnych epileptyków, którzy na samym początku zabierają na spacer kobietę po pewnym czasie znajomości i wyznają prawdę. Znam związek który się rozpadał i właściwie już się rozstali. Chłopak został napadnięty i stracił rekę prawą. Dziewczyna do niego wróciła i pomagała jemu w najcięższych pierwszych chwilach, podczas gdy inni patrzyli się z boku ona wzięła na siebie ten trud. Wcześniej wszyscy byli przeciwko niej i uważano ją za przyczynę wielu kłopotów. Czy słusznie? Kto teraz czuje się nieswojo? Ona czy ludzie, którzy na samym początku rozwalili ten związek?
  • 02.06.09, 21:38
    Bez przesady, nie można się zamykać w jednym kręgu. Ja jestem związany z
    dziewczyną chorą na epi od półtora roku. W tym roku bierzemy ślub. Jakoś choroba
    nam nie przeszkodziła. Ukrywanie choroby nie ma sensu. Możesz kogoś stracić
    tylko dlatego, że go/ją okłamałeś. Mi moja narzeczona powiedziała na początku,
    dała mi szansę wycofać się. Nie skorzystałem :P.
    Są ludzie, którzy od razu uciekną, a są tacy, którzy tego nie zrobią. Norma,
    takie jest życie. I nie ma co z tego tytułu drzeć szat. Życie toczy się dalej.
    Powodzenia życzę.
  • 03.06.09, 10:32
    nie rozumiem poczucia krzywdy odoby ktora zalozyla ten post. Ty miales prawo ja
    oklamac i skrzywdzic (przeciez ja kochales), ona miala idac tym tokiem myslenia
    prawo do tego zeby Ciebie zostawic (a to ze juz Ciebie kochala to inna sprawa).
    Ps.uwazam ze jednak jestes mocny psychicznie, jezeli przez trzy lata dawales
    rade przed nia to ukrywac, wiedzac ze moze sie to wydac.
    I jeszcze jedno dlaczego ludzie chorzy krytykuja zdrowych, ze nie chca wiazac
    sie z chorymi???To nie jest wina zdrowych, ze my mamy taka przypadlosc, kazdy ma
    prawo wybrac z kim chce byc. Jedni chca byc z niebieskookim przystojniakiem z
    lewa reka dluzsza od prawej, a drudzy...:):):).
  • 02.07.09, 23:28
    Racja. jeśli "zdrowy" chce się wiązać z "chorym" to ma prawo wiedzieć
    od początku w co się pakuje. Np. wiążąc się z osobą niesprawną ruchowo,
    widzimy na co się piszemy, i takie związki też są. Trochę to
    niedojrzałe i emocjonalnie okrutne, pozwalać się komuś zaangażować,
    zostawiając taką "niespodziankę" na później.
  • 04.06.09, 16:17
    Jestem pewna,że znajdziesz tą druga połówkę. Też panicznie się bałam
    o tym powiedzieć.Mój mąż a wtedy chłopak dowiedział sie tym jak
    wyszlismy z baru( zaciągnełam go tam aby walnąć piwko na odwagę a
    jego żeby się wyluzował).A dowiedzał się naocznie bo dostałam napadu.
  • 07.06.09, 18:38
    >Ja bym nie zostawila kochanej
    osoby, ale przyznam, ze mialabym niesamowite watpliowsci, spowodowane tym, ze mi
    nie powiedziala. Przeciez mogla mnie ostrzec i przygotowac.



    ja jestem zdrowa- moj chłopak niestety nie....ale nasza sytuacja jest troszke
    inna- jesteśmy razem prawie sześć lat,od 5 mieszkamy razem a on ma epi od prawie
    dwoch. Byłam swiadkiem jego pierwszego ataku i kolejnych paru tez- zawsze lapie
    go we snie-duze napady z krzykiem, ktore stawiaja w nocy na równe nogi- i jakos
    go do tej pory nie zostawilam-choc musze przyznac ze jest mi ciezko, szcegolnie
    gdy patrze na niego w srodku nocy, calego spietego, telepiacego sie i z
    wywrocynymi galkami ocznymi do gory i nie moge nic zrobic zeby to zakonczyc czy
    mu pomoc. Ja nie mialam mozliwosci zeby mnie ostrzegl czy cos, bo sam o tym nie
    wiedzial,ale dala bym duzo zeby wiedziec wczesniej.Jego pierwszy atak byl dla
    mnie szokiem i mimo, iz wczesniej wiedzialam co nie co na temat epi (z
    wyksztalcenia jestem nauczycielem WF i w okrojonym zakresie przerabialismy
    "kilka" chorób)nie zorientowalam sie ze to jest to(zbyt duze emocje) stanelo mu
    serce i przestal oddychac na chwile, pomyslalam ze to zawawal, a kolega ktory
    wtedy u nas nocowal,nosil sie zamiarem reanimowania go!!! TOTALNA BZDURA
    (dopiero lekarz z karetki nas uswiadomil) ale to jest wlasnie nieswiadomosc o
    tym ze NAJBLIZSZA NAM OSOBA JEST CHORA! Partnerzy osob chorych powinni wiedziec,
    by moc sie odpowiednio zachowac w razie napadu i dochodzi jeszcze kwestia
    zaufania-tez bym sie zdenerwowala gdyby moj chlopak ukrywal to przez tak dlugi
    okres- tez pewnie bym go zostawila i nie dlatego ze ma epi.
  • 09.06.09, 06:08
    Cześć Chucky,
    ja tam kopnęłabym w tyłek każdego faceta, który przez trzy lata bał się
    powiedzieć mi prawdę o tak ważnej rzeczy. Nie pomyślałeś jak mogła się poczuć
    Twoja dziewczyna? Akurat się zachowałeś bardzo niedojrzale moim zdaniem.
    A pomyśl co ona by przeżyła gdyby zobaczyła Twój atak tak ni z tego ni z owego i
    nie wiedziała co się dzieje i pomyślała, że umrzesz.
    Ja jestem chora od 24 lat lat, ale zawsze uprzedzam ludzi b. szybko o chorobie,
    nie chcę narażać ich na przerażenie. Nie boję się odrzucenia. Mało jest
    nietolerancyjnych bufonów w moim środowisku.
    Spróbuj uprzedzać, może się mile zaskoczysz.
    Pozdrawiam serdecznie.
  • 09.06.09, 12:52
    Heh wszyscy zauważyłem wielce mnie tutaj krytykują,wszyscy tacy
    mądrzy,rozsądni i rozważni tylko mam jedno pytanie dlaczego w takim
    razie padaczka należy w Polsce do przypadłości które ludzie
    najskrzętniej ukrywają w obawie przed odrzuceniem?Skoro wszyscy
    jesteście tacy otwarci i szczerzy to skąd się biorą te dane
    statystyczne.Może są fałszywe skoro na forach epileptyków widzi się
    tylko same otwarte osoby,które nie mają problemu z oznajmianiem
    innym o swojej chorobie.Po za tym jeśli już bierzecie się za
    krytyke,którą z resztą szanuje i zawsze biorę pod uwagę musicie
    wiedzieć o tym,że Ona nie zerwała ze mną z powodu zatajenia tego
    faktu.Zerwała ze mną z powodu tego,że choruje na
    padaczke.Porozmawiała z rodzicami,którzy do tego momentu uważali
    mnie za idealnego zięcia no i stwierdzili,że będąc w młodym wieku
    stać ją na wybór a wiadomo,że może sobie będąc bardzo śliczną
    dziewczyną wybrać innego ale zdrowego faceta.Boli mnie nie fakt że
    zerwała bo tak się w życiu zdarza tylko fakt z jakim wyrachowaniem
    to zrobiła.Nie mowcie mi tutaj o znajomych itd ponieważ sam mam
    spore grono znajomych i każdy wie o mojej chorobie ale to co innego
    bo oni dowiedzili się pozniej,wiedzieli jaki jestem i niczego to nie
    zmieniło ale nikt mi nie powie że nie jest inaczej kiedy mówi się o
    swojej chorobie na wstępie.Spoko można sie oszukiwać że ludzie w
    Polsce są tolerancyjni,że traktują normalnie epileptyków pytanie
    tylko po co się oszukiwać?Nie jestem osobą negatywnie nastawioną do
    społeczeństwa wręcz przeciwnie jestem optymistą i pomimo tego,iż nie
    miewam już napadów i odstawiam leki zawsze będe czuł się
    zintegrowany z epileptykami i zawsze będe walczył o to aby
    postrzegano ich jako normalne osoby bo z tym w Polsce bywa
    róznie.Nie twierdze ze wszyscy patrza na chorych jak na gorszych ale
    wielu niestety tak
  • 10.06.09, 17:13
    Krytykę też trzeba umieć przyjmować, kolego. Nikt nie twierdzi, że w
    Polsce jest to dobrze postrzegana choroba. Jest to wina stereotypów
    i po części też samych chorych, którzy wolą to ukrywać, niż otwarcie
    mówić wszystkim dookoła, że jest to normalna choroba, z którą
    normalnie się żyje, pracuje, kocha, ma dzieci. Nie spotkałam się z
    nietolerancją, a wręcz przeciwnie zawsze z chęcia pomocy.
    To prawda, że ani w pracy, ani w nowym związku nigdy nie mówiłam
    na "dzień dobry" - hej, mam padakę i bójcie się wszyscy - Starałam
    się, aby ludzie mnie poznali i wtedy po paru tygodniach bez
    narzekania i robienia z tego afery opowiadałam ile mam napadów i
    jakie i jak mi wtedy pomóc. To ostatnie ludzi najbardziej zawsze
    interesowało. Także nie kieruję się tu ani statystykami, ani
    obiegowymi opiniami. Pogodziłam się z chorobą, odczarowałam ją dla
    siebie i swoich bliskich - nawet moje 7-letnie dzieci wiedzą co to
    jest epi i "jak mamusia wtedy wygląda" - ażeby tak nie wyglądała to
    musi trochę łykać tabletek... i tak juz od 30 lat.
    Myślę, że walczyć trzeba. Spróbuj zorganizować grupy wsparcia, może
    jakieś spotkanie na swoim terytorium, może podepnij sie pod jakąś
    fundację. Tyle, że chętnych do takich działań jest mało. Największą
    walkę ze stereotypami musimy stoczyć sami ze sobą - gdy się
    ujawniamy.
    Dziewczyną się nie przejmuj - jeśli rodzice mają taki wpływ na nią i
    taka argumentacja ją przekonała - nie wróżyłabym takiemu związkowi
    wiele szans. I dobrze, że akurat epi przyspieszyła tutaj sprawę.
    Taki jest mój osąd sprawy, nie mylić z krytyką.
  • 03.07.09, 00:58
    dokładnie, skoro od razu poleciała do rodziców i nie ma własnego
    zdania, to cóż...
  • 03.07.09, 00:47
    Przemknęło mi to właśnie przez głowę - podejrzewałam jej rodziców.

    Bardzo wielu ludzi tak by postąpiło, nawet część osób z mojej
    rodziny, których uważam za dobrych i mądrych, gdy dowiedzieli się już
    po ślubie, powiedzieli, że nie dopuściliby do tego małżeństwa gdyby
    wiedzieli...

    Także rozumiem tym bardziej Twój lęk, bo i nie cała moja rodzina wie
    o chorobie męża do dziś...

    I nie żałuj, widać to nie była miłość, jeszcze spotkasz lepszą a to
    ona będzie żałować :)

    Powodzenia :)
  • 09.06.09, 10:09
    Przed 2 laty wznowiłem po długiej przerwie naukę i pierwszą rzeczą jaką powiedziałem ludziom z grupy (po CZEŚĆ) było to, że choruję. Zdawałem sobie sprawę jaka będzie ich reakcja przy moim pierwszym ataku i ich stan nerwów. Wolałem tego uniknąć.
  • 10.06.09, 00:17
    Ja mysle , ze kiedys to dopiero zle bylo, jak ludzie mysleli, ze epi
    to opetanie.
    A tak powaznie, to nie szukaj kogos z epi tylko kogos z kims
    stworzysz udany zwiazek i nie wazne kto to bedzie. Prawdziwa milosc
    nie przestraszy sie choroby.
  • 16.07.09, 20:21
    mowilam:<kto mnie taka zechce>? ale nie mozna kochac i oszukiwac bo jesli
    kochasz prawda jest najwazniejsza i na moim przykladzie : kocha mnie taka jaka
    jestem a ja jego! kiedys spytalam jego jak mozesz mnie kochac taka chora? wiesz
    co mi odpowiedzial? spytal mnie -ze gdyby on byl chory czy nadal bym kochala go?
    to bylo oczywiste ze choroba poszla na drugi plan wkoncu! a milosc sprawila ze
    nie mysle juz o swojej chorobie a mysle o nas ! a w razie zlego samopoczucia
    hihiih jestesmy razem! sproboj byc soba ! zaslugujesz na milosc !mimo wszystko!
  • 10.11.09, 17:02
    witaj. Ja tez choruje ne epilespje od 21 lat i jestem po dwóch nie
    udanych zwiazkach. Wszystko sie rozsypało przez epilepsje. Obecnie
    jestem sama i sama równiez wychowuje 7-letniego syna. Jest ciezko
    poniewaz gdzie w duszy doskwiera mi brak tej drugiej połowki.:(
    pozdrawiam Gosia
  • 24.11.09, 20:23
    wspolczuje wam.Ja mam 23 lata i trafilam na mezczyzne ktory rozumie moja chorobe
    w grudniu bierzemy slub.Zawsze w czasie atakow mi pomaga i nigdy nie pomyslal ze
    przez moja chorobe mielibysmy nie byc razem.Zato moj 1 facet gdy dostalam przy
    nim ataku powiedzial tylko:smiesznie wygladałas
  • 24.11.09, 20:59
    na chwile obecna to w życiu nie powiem o tej chorobie, bo wcale nie mam zaufania
    do facetów i wiem że by nie zrozumieli. pewna wręcz jestem. na razie na nikogo
    takiego nie trafiłam komu mogła bym o tym powiedziec.
  • 29.11.09, 23:15
    Powiem tak autor tego posta to straszny egoista. Nie uważasz, że osoba która
    pokłada swoje uczucia u osoby której ufa zasługuje na prawdę?? i proszę nie mów
    że nie wiemy w jakiej sytuacji jesteś bo wszyscy dobrze wiemy jak jest. Hello!!
    wiemy przecież, że jest ciężko zaufać i mówić wszystkim w około, że jest się
    chorym. Piszesz tego posta oczekując, że wszyscy potwierdzą Cię w przekonaniu,
    że masz rację ludzie są okropni,bo tak nas traktują. Nie bronię ludzi którzy
    traktują nas jak chorych psychicznie czy jak odmieńców ale zauważ, że sam się do
    tego po prochu przyczyniasz. Chowasz przed wszystkimi swoja chorobę więc czego
    oczekujesz od innych że, będą Cię za to kochać. Jakby nie było to jest oszustwo
    ukrywać przed kimś kogo się kocha taką chorobę. Nie trzeba przypominać ile
    rzeczy nie wolno nam robić chociażby spać regularnie. Całe nasze życie to trochę
    inna bajka. A co do miłości to powiem tyle osoby które szufladkują z powodu
    jakiejś choroby nie są nikogo warte. To takie moje skromne zdanie. Ja na
    szczęście znalazła osobę która mnie kocha i znalazłam w sobie siłę powiedzieć
    jej od razu jak się sprawa ma. Życzę Ci mieć tyle odwagi ile miałam ja.
  • 23.12.09, 18:46
    siemasz ja szukam takiej kobiety właśnie z padaczką
  • 14.03.14, 11:23
    Witaj
    Jak chcesz i masz ochote napisac to moj e-meil miska67@amorki.pl
  • 14.12.14, 16:00
    Marteczka czy Epi jest dla Ciebie chorobą o której chcesz pisać, czy też wyzwaniem któremu chcesz się stawić. Bo nie rozumiem. Piszę z kobietą chorą na EPI już parę lat. Ale to jest przyjaźń.
    Szukasz związku przez net? Czy mało masz kłopotów? Zastanów się proszę zanim podasz swój adres lepiej postaraj się sprawdzić wcześniej jego otoczenie.
  • 21.12.09, 17:09
    Właśnie! Skąd ja ten problem znam?! Od dzieciństwa chorowałam na
    epilepsję i poznałam wielu ludzi z tą chorobą. Około dwóch lat temu
    w szpitalu poznałam chłopaka, który też na to choruje, z czaem
    zakochaliśmy się w sobie. Doskonale wzajemnie się rozumiemy...
    Ale co z tej milości, jak moi rodzice nie chcą Jego zaakceptować?
    Tym bardziej teraz, gdy jestem już prawie rok czasu po operacji i
    nie mam ataków, a On niestety nie mógł przejść tego zabiegu!!!
    Rozumiem ich, że boją się o mnie i nie chcą źle, ale ja Go kocham!!!
    I to nie z litości! Mówią, że sama się nacierpialam, a teraz jak
    jest lepiej, to biorę na siebie taki krzyż do dźwigania! No jak tak
    można?! Nie wiem co mam robić, bo postawili mi alternatywę:
    albo "My" albo "On"!
  • 23.12.09, 18:43
    a w którym szpitalu przechodziłaś operacje?
  • 28.12.09, 10:11
    Na Banacha
  • 10.01.10, 12:44
    Cześć. Mam 35 lat a zaczęłam chorować od 15 roku życia. Poznałam chłopaka w
    wieku 21 lat też mu nic nie powiedziałam. Któregoś dnia dostałam przy nim atak.
    Bardzo się zmartwił ale mnie nie zostawił . Wszystko mu wytłumaczyła co i jak ,
    że nie choruję od urodzenia, że każdej innej osobie na świecie też się to może
    przydarzyć .Teraz jestem od 14 lat jego żoną mamy 2 dzieci , one nie są chore
    lekarka powiedziała ,że to bardzo minimalny procent możliwości ich zachorowania
    na tą chorobę. Ta dziewczyna, z którą byłeś za mało cię kochała. Jeszcze
    znajdziesz swoją połówkę i będziesz żyć szczęśliwie jak ja z moim kochanym
    mężem. Powodzenia i pozdrawiam.
  • 15.01.10, 20:11
    ja poznałem swoją dziewuchę przez gg i nie powiedzialem jaj od razu - to wiadome dopier jak zagadała o prawku to jej pioeiedziałem że chciałbym ale nie moge i tak to sie zaczeło.Założyliśmy sie o butelke mineralnej że zemno skonczy troche sie musiałem produkować jak jej to powiedzieć że na to choruje - a tu prosze ona do mnie -choć bo coś dobrego na ciebie czeka'' sama sie domyśliła, butelke mineralnej przegrałem, po roku jej sie oświadczyłem i jesteśmy już 4 lata ze sobą.
  • 19.01.10, 09:04
    Hmm! tylko pozazdrościć! Nie rozumiem, dlaczego moi rodzice nie chcą
    zaakceptować chłopaka, który jest chory na epilepsję! Sądzą że będę
    miała przechlapane życie, nie będę mogła mieć dzieci i wczesniej czy
    później pożałuję takiego wyboru i potem nie będzie odwrotu! Ja się
    nie boję tej choroby, bo sama przez nią przeszłam! A co
    najważniejsze On był szczery i od razu mi powiedział, że ma ataki
    (jak się okazało, słabsze niż moje)!
    Już sama nie wiem jak im to przetłumaczyć.. a może dla nich też
    odległość odgrywa rolę? dzieli nas od siebie ponad 200km.
  • 07.04.10, 14:55
    Wiesz..z jednej strony w sumie nie dziwie się rodzicom.. chcą dla Ciebie jak
    najlepiej. Nie rozumie tylko dlaczego postawili Ci taką alternatywę ;/ Nie
    powiem... rodzice mojego partnera też nie bardzo chcieli mnie zaakceptować -
    wiadomo - to co pisali już inni - stres związany z atakiem, możliwe problemy z
    zajściem w ciąże itp. Ale jestem z Nim już prawie 2 lata, poznali mnie i teraz
    mam z Nimi naprawdę dobre stosunki mimo tego, że dalej choruje i w leczeniu, że
    tak powiem końca nie widać :) jeżeli Go kochasz, powinni to zaakceptować. W
    końcu chorowałaś na to samo co On. Życzę Ci szczęścia! Każdy z Nas zasługuje na
    miłość :)
    pozdrawiam
  • 13.04.10, 15:00
    Ja ze swoim spotykam się też już prawie dwa lata, ale co z tego jak
    to wszystko jest ściśle tajne! A jak juz prawda wychodzi na jaw, to
    są wielkie afery w domu i takie właśnie warukni mi stawiają jak już
    pisałam! Niestety inaczej się nie da. Jak nie chcą widzieć na oczy
    nawet żadnego listu od niego, to jak mam im to przetłumaczyć?! Ataki
    mnie nie odstraszają; nie wstydze się, gdy On przy mnie nagle odcina
    się od rzeczywistości! Wręcz odwrotnie, to mnie jeszcze bardziej do
    Niego przywiązuje! Jasne, że to wielka odpowiedzialność... mam tego
    świadomość... ale nie boję się! Nawet psycholog radziła, by się nie
    poddawać temu, co sądzą inni, a iść za głosem serca, intuicji, tak
    by mi było najlepiej.
    Wiem, ze założenie rodziny, własne dzieci to wielkie ryzyko, ale pod
    tym wzgledem juz przyjęliśmy pewne "za" i "przeciw". Od dawna
    nastawiałam się, że dzieci to raczej nie chcę miec. Jak pomyślę o
    wlasnym potomstwie, to jakoś lęk mnie ogarnia do tej pory, choć
    ataków już nie mam! Ale i bez dzieci, tylko dla siebie też da się
    żyć!
  • 03.05.10, 10:58
    cześć
    Jestem Ela, mam taki sam problem jak ty, nie udało mi się jeszcze znaleźć
    chłopaka,aa bardzo bym chciała mieć. Też próbuję znaleźć. Jakbyś chciał do mnie
    napisać to podaję tobie mój numer gg oraz meila. Numer gg to: 9390116, a meil
    to: poloela@wp.pl
  • 18.05.10, 22:03
    Ludzie rozstają się czy to chorzy czy zdrowi.
    Popatrz na to z innej strony - dobrze że to tylko 3 lata straciłeś z nią a nie
    całe życie.
    Jestem z kobietą chorą na epilepsję, jedno co mi dokucza to, to że nie potrafię
    jej pomóc gdy widzę jak ma atak. W tym sensie że wydaje mi się że ona bardzo
    cierpi, boję się że kiedyś może jej się coś stać i nie będzie mnie przy niej.
    Kocham Tę kobietę i nie chcę innej - chcę by ona była zdrowa
    Przyjdzie taki czas i poznasz kobietę która będzie miała na celu Cię kochać nie
    oceniać
    Pozdrawiam
  • 25.05.10, 21:48
    Witaj Kolego!
    Czytam Twoją historię i wydaje mi się, że ta kobieta z którą byłeś
    trzy lata nigdy Cię nie kochała! Gdyby tak było to bez wahania
    została by przy Tobie. Osobiście jestem zdrowy ale poznałem kiedyś
    (18 lat temu)kobietę swojego życia, która choruje na epilepsję i do
    dzisiaj jesteśmy szczęśliwym małżeństwem z dwojgiem wspaniałych
    dzieci. Powiedziała mi o swojej chorobie po jakimś czasie chodzenia
    ze sobą i pamiętam, że po tym fakcie jeszcze bardziej ją pokochałem.
    Jeżeli mogę coś doradzić to zrezygnuj z szukania osoby z podobnym
    problemem i zachowuj się normalnie. Gdy spotkasz kobietę i poznasz
    ją trchę powiedz jej o chorobie. Nadejdzie taki moment, że to będzie
    właśnie ta przeznaczona dla Ciebie. A tak poza nawiasem to jaką masz
    gwarancję, że kobieta z epilepsją chce poznać chłopaka chorego na ta
    samą chorobę???
    Pozdrawiam Sławek
  • 05.06.10, 15:32
    jeśli ma Cię pokochać to zrobi to wiedząc o Twojej chorobie i będzie Cię
    wspierał w walce z nią. tak jak to robi mój Mąż...
  • 29.07.10, 14:43
    to prawda, jak się kogoś kocha to bez względu na chorobę! ja się o
    tym przekonałam. Wcześniej pisalam, że wyszłam z epi a moja druga
    połowa nie. Mimo to nie zostawiłam go... tylko miałam problem w
    domu, bo rodzina go nie akceptowała. Ciężko mi było słuchać ich
    ciągłych zastrzeżeń, tak musiałam wytrzymywać przez niemal dwa lata!
    Powiedziałam dosyć tego! Zabrałam się do Niego i mieszkamy już
    razem. Mimo głupich zastrzeżeń, że bedę musiała sie nim opiekować i
    będę kurą domową, zrobiłam swoje i niczego nie żałuję a wręcz
    przeciwnie. Nigdy nie byłam bardziej szczęśliwa i jestem pewna, że
    zdania nie zmienię. Czuję, że to On bardziej opiekuje się mną.
    Wzajemnie się wspieramy, a choroba odchodzi na dalszy plan...
  • 29.07.10, 21:29
    Witajcie. Powiem ci, że niestety nie każdy zdrowy człowiek jest gotowy na bycie
    z osobą chorą na epi. Nam jest łatwiej związać się z chorą osobą, bo sami
    jesteśmy chorzy i znamy to wszystko od podszewki i wiemy, że da się z tym
    całkiem normalnie żyć. Niestety nasze społeczeń stwo jest mało uświadomione o
    naszej chorobie i z tego wynika jego reakcja. Szczególnie, że atak padaczki to
    nie jest przyjemny widok (nie widziałam, ale miałam i znam zdanie osób, które
    przy mnie wtedy były). Tak sobie pomyślałam, że jakby mój facet przez 3 lata nie
    powiedział mi o tak istotnej rzeczy, po czym byłabym światkiem jego ataku, to
    nie wiem jakbym zareagowała. Powiem ci, że wiem dlaczego jej nie powiedziałeś,
    ale trochę za długo z tym zwlekałeś.
    Ja miałam trochę inną sytuację. Jak mój teraźniejszy mąż zaczął się o mnie
    starać, to też miałam kilka nocy nie przespanych, bo myślałam co mam zrobić. Ale
    powoli sobie to poukładałam i cieszę się, że tak zrobiłam. Zanim zaczęliśmy się
    spotykać tak na prawdę to przez rok czasu się przyjaźniliśmy. Bardzo dużo czasu
    ze soba spędzaliśmy i baerdzo dużo czasu rozmawialiśmy. Na każdy temat (poza
    moją chorobą, bo o niej jeszcze nie wiedział). Jak po roku czasu zaproponował
    mi, żebyśmy zostali parą, to poszliśmy na spacer i po prostu powiedziałam mu jak
    sprawa stoi. Otwarcie powiedziałam mu, że bardzo chiaółabym z nim być, bo go
    kocham, ale jestem chora na epilepsję. Powiedziałam mu, żeby się zastanowił czy
    da sobie radę z tą chorobą i czy nie bedzie to dla niego problemem. Powiem ci,
    że jak mu to mówiłam to było mi naprawdę ciężko, bo byłam świadoma tego, że może
    mnie odrzucić. Ale tak sobie postanowiłam kilka miesięcy wcześniej i tak
    zrobiłam. Jak się rozstawaliśmy po tym spacerze, to mi powiedział, żebym mu dała
    kilka dni.
    Trwało to cały bity tydzień. To był najgorszy tydzień w moim życiu. Nie oddzywał
    się do mnie, a ja wiedziałam, że też nie mogę się odezwać, bo w końcu to ja mu
    zostawiłam prawo do decyzji.
    Tydzień minął. Wieczorem zadzwonił do mnie i porpeosił żebym wyszła z domu. Ja
    byłam przerażona i cała w środku rozwalona. No ale co wyszłam. A tam, mój
    Marcin, stoi z bukietem czerwonych róż, uśmiechem na twarzy, mówi do mnie, że
    zaprasza mnie na randkę. Powiem ci, że wychodząc z domu byłam pewna, że mnie
    zostawi, a on dalej chciał ze mną być.
    Okazało się, że przez ten tydzień on dowiedział się wszystkiego o epilepsji i
    nawet był na wizycie u neurologa, z którym pogadał sobie o tym jak to wygląda ze
    strony medycyny. Jak ja to usłyszałam to byłam w szoku.
    Powiedział mi jeszcze, co mi zapadło w pamięci, że kocha mnie i nie zmieni tego
    żadna moja choroba, że razem damy sobie radę.
    Naprawdę są ludzie, którzy są w stanie żyć z tą chorobą. Jest ich niewiele, ale
    są. Z tym, że sfera uczuć jest sferą, której nie można budować ani na kłamstwie
    ani na ukrywaniu prawdy.
    Ja cię nie oceniam, zrobiłeś tak jak uważałeś, że powinieneś zrobić. Jednak moim
    zdaniem nic, co mam być zbudowane na resztę życia nie przetrwa jeśli będzie
    budowane na zaufaniu i szczerości.
    Życzę ci, żeby udało ci się kiedyś spotkać tą drugą połówkę.
    Pozdrawiam
    --
    Życie może być piękne, wystarczy, że odpowiednio nim pokierujesz!
  • 19.08.10, 00:20
    Ja choruje na epi od 14 roku życia, zaczełam dostawać napady w okresie dojrzewania. I powiem tobie że strasznie też sie bałam kiedy zaczynałam się spotykać z chłopakami , bo tu musze tobie przyznać racje że nasze społeczeństwo jest mało tolerancyjne!!!! A SZKODA!!! I kiedyś nadszedł dzień , poznałam fajnego chłopaka, był inny niż wszyscy i ...zakochaliśmy się w sobie!!! Ale był też jeden szkopuł on też nie wiedział że choruje, nigdy przy nim nie dostałam ataku i strasznie bałam mu sie o tym powiedzieć...bałam się że poprostu mnie zostawi i zostane sama!!! Ale okazał się być normalny i w tej chwili jest moim mężem i mamy śliczną córeczkę!!! Tylko chyba od zeszłego roku wie tak naprawde co to jest epilepsja, ponieważ przez 10 lat miałam spokój, nie miałam ataków , byłam szczęśliwa!!! I nagle znów się zaczęło...i najgorsze jest że nie potrafie zrozumieć DLACZEGO??? Ale mąż pomimo wszystko i tak jest cudowny!!!! Mam nadzieje, nie ja to wiem ...znajdziesz równie świetną dziewczynę , która bedzie cie kochać i akceptować takiego jakim jesteś bo my też zasługujemy na miłość!!! Pozdrawiam
  • 25.08.10, 14:52
    witam ,miales jakiegos pecha albo ta dziewczyna na ciebie nie zaslugiwala,epi.
    to zaden wstyd mysle ze za malo wierzysz w siebie ,ja mam epi od 15 lat pozdrawiam
  • 18.09.10, 20:07
    Dwa lata temu poznałam mężczyznę, przypadliśmy sobie do gustu. Kilka osób mówiło mi że to nie jest facet dla mnie, że szkoda mnie dla niego:-) Dopiero po roku znajomości dowiedziałam się że jest chory. Było to dla mnie straszne! Raz że mnie oszukiwał, dwa choroba o której nic nie wiem. Najpierw była rozmowa z nim, hm, wyjaśnienie , bał się że mnie straci. Pózniej szukałam różnych informacji na temat choroby. Przed tygodniem przyjechałam do niego po sześciu tygodniach rozstania( mieszkamy daleko od siebie), dostał ataku, pierwszy raz w życiu to przeżyłam. Bałam się bardzo, ale pózniej byłam dumna z siebie że zrobiłam wszystko co należy. Gdy doszedł do siebie pytał mnie wciąż czy teraz przestanę go kochać. Nie przestanę, on sobie tej choroby nie zamawiał, mnie mogło to też spotkać. Jest wspaniałym człowiekiem. Jedyne co mnie nurtuje jest strach. Nie wiem zbyt dużo o tej chorobie, on nie mówi o tym zbyt wiele, a ja się ciągle boję. Pozdrawiam serdecznie!!!
  • 14.03.14, 11:18
    Witaj ja tez choruje na padaczke juz dosyc dlugo i tez mam podobna sytuacje do twojej tylko ze moj byly 'zostawil mnie z dzieckiej i tez szukam normalnej milosci. To moj e-meil miska67@amorki.pl jak masz ochote to napisz
  • 18.03.14, 12:51
    Wiecie co a ja zgadzam się z postem very.martini.

    1. Mam obecnie trzecią dziewczynę i ona - tak jak poprzednie - wie o mojej chorobie. Żadnej to nie odstraszyło.
    2. Swoją drogą - rozumiem strach przed odrzuceniem, ale ukrywanie choroby przez trzy lata... trochę to nie w porządku. Ja sam bym się wkurzył na dziewczynę, gdyby taka sytuacja miała miejsce. Bo jeśli nie po trzech latach to kiedy ?!
    Albo traktujemy się poważnie albo nie. Kiedyś i tak musiałoby się wydać.
    3. Szukanie partnerki/partnera z epi moim zdaniem jest kiepskim pomysłem.. Bo jaka to gwarancja, że związek będzie udany? To że będziecie się ratować nawzajem? Poza tym zawsze mi się wydawało, że związek musi się opierać na wzajemnym zaufaniu i po prostu... miłości. A zdrowie? Dla mnie jest to drugorzędna rzecz.
  • 12.12.14, 01:28
    Witaj. Ja nazywam się Grzegorz mam 44 lata ale wiek chyba nie ma teraz znaczenia za to jestem wstanie Cię zrozumieć, bo sam jestem epi. i po dwóch nieudanych małżeństwach. Jedna jak i druga za pomocą zdrady rozwaliły nasz związek aby uciec od takiego jak ja. Miałem jeszcze wypadek samochodowy i do tego mam endoproteze lewego biodra i pętle tytanową na kręgach szyjnych C3 C5 żeby było śmieszniej. I co taki ktoś jak ja ma powiedzieć ? Mam córkę z pierwszego małżeństwa, którą ja wychowuję a syna z drugiego ale on jest u matki - czasem wpadnie do mnie. Siedzę w domu,sprzątam, majsterkuje,w gotowaniu to raczej matka bardziej pomaga, bo mi coś za bardzo nie wychodzi. Dlatego ja was rozumie - rozumie ludzi o innych chorobach. Tylko nie rozumie tych, co się boją i bronią się ucieczką np. przed nami. Widzisz jak na ulicy on i ona idą szczęśliwi i objęci a ktoś z nas opuszcza głowę aby nie było widać że kręci się łza. Przecież my też potrafimy kochać,ale tego nikt nie dostrzega.Jeżeli cię nie nudzę to odpisz - jestem tu pierwszy raz . greg7056
  • 08.04.14, 19:32
    Haha:D ja mam padaczkę odkąd skończyłam 8 lat. W chwili obecnej mam 20lat. Mniej więcej do 13 roku życia ukrywałam przed znajomymi że jestem chora. Później znudziło mi się oszukiwanie ludzi których lubię i z którymi się dobrze czuję i im powiedziałam. Jedni zareagowali lepiej, inni gorzej. Nie przejęłam się tym. Stwierdziłam, że skoro mają takie podejście do choroby to nie zasługują na moją przyjaźń... tak, wiem, trochę narcystyczne podejście, ale tak właśnie jest... od tamtej pory na wstępie, gdy poznaję nowych ludzi podczas rozmowy wkręcam jakoś kwestię mojej choroby. Czasem żartuję, że np... mam coś źle z głową, zwykle ludzie się wtedy śmieją, a ja mówię, że nie żartuję i że mam padaczkę. Może się to wydawać dziwne, ale nie chcę po prostu otaczać się ludźmi, którzy mieliby się ze mnie wyśmiewać itp. Na szczęście nigdy nie spotkałam tego typu ludzi. Zwykle są ciekawi i pytają jak mają zareagować jeśli przy nich bym dostała ataku, albo mówią, że mi współczują. Wątpię aby powodem takiej, dość pozytywnej, reakcji ludzi było to, że jestem kobietą. Jedynym problemem dla mnie jest praca. Niestety gdy szukam pracy i na to samo stanowisko jest więcej chętnych osób, to moje cv rozpatrują na końcu. Zupełnie inaczej jest gdy nie poinformuję pracodawcy o mojej chorobie.
  • 30.04.14, 14:10
    Ja choruje praktycznie od dzieciństwa ale poważne ataki zaczęły się gdy skończyłem 14 lat diagnoza była w 2000 roku bo lekarze myśleli że to serce. Pomylili się. Powiem Ci ludzie boją się tej choroby dlatego, że wolą żyć w świadomości że to ich nie dotknie. Ja nie miałem problemu z akceptacją środowiska pewnie dlatego że ćwiczyłem kulturystykę, ale spotkałem się z opinią że padaczkę mam przez sterydy, bo jestem dobrze zbudowany nie że ćwiczyłem 8 lat. Polacy nie są tolerancyjni dużo nam brakuje do innych krajów gdzie nie patrzą na człowieka poprzez pryzmat choroby, ale jaki jest w rzeczywistości. Niektóre wpisy mnie szokują zwłaszcza chuky i martini coś tam. Dzięki takim osobą czuję, że świat schodzi na psy. Sami macie padaczkę nie patrzcie poprzez pryzmat swojego środowiska i swojego otoczenia może jak będziecie bardziej dojrzali to zrozumiecie. Ja mam 33 lata padaczkę zdiagnozowaną od 14 lat.
  • 27.06.14, 22:40
    Znalazłem moją zmarłą żonę w tym wątku. Umarła po 6 latach naszego związku i po 24 latach jej choroby. Bardzo mi jej brakuje. Ale nie zamieniłbym jej na nic innego. To były moje najlepsze lata. Będę zawsze ją kochał. Najbardziej na świecie. Jak zawsze.
  • 27.06.14, 22:53
    Jeszcze jedna rzecz. Padaczka nie ma znaczenia. Jeśli kogoś kochasz. Nie ukrywajcie jej. Moja ukochana żona powiedziała mi o tym na początku naszej znajomości. Zaakceptowałem jej chorobę i jej ograniczenia. Inna sprawa, że mnie to nie przestraszyło. Są ludzie, którzy boją się każdego problemu. Ale ja lubię przeciwności. A ona była trudna. Z wielu powodów. I być może dlatego była tak interesująca. Nie odrzucajcie partnerów na początku. Kryją tajemnice. Dużo fascynujących tajemnic.
  • 09.08.14, 13:02
    Hej sam mam Epi i wiem co przeżywasz życie nawet z tą chorobą dla samego chorego nie raz jest ciężkie. Mam 21 lat ale szanse na znalezienie związku jak na razie nikłe . Najgorszy jest fakt że nie jestem w stanie nic na fakt choroby poradzić i mimo że nie raz próbowałam tłumaczyć że to nie jest takie straszne ludzie i tak się tego bali więc wiem co czujesz sama tak mam i mimo że zawsze grałam fer w stosunku do drugiej osoby zawsze kończyło się to klapą.
    POZDRAWIAM KASIA

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.