Dodaj do ulubionych

Mój ekspresowy poród domowy :) -

15.03.10, 22:31
To był mój czwarty poród, ale po poprzednich przejściach balam się
okropnie, bo u mnie każdy kolejny poród był gorszy- długi i bolesny.
We wtorek rano obudziłam się przed szóstą, czulam lekkie skurcze,
ale nie byly regularne, więc nie przypuszczałam, że może się zacząć,
tym bardziej, że skurcze czułam już od dłuższego czasu. Mąż pojechał
do pracy, a ja wzięłam sobie kąpiel, bo wcześniej czytałam, że jeśli
to nie TO, to skurcze przejdą.
I rzeczywiście skurcze ucichły, więc poszłam się położyć.
Zadzwoniłam jednak do męża, żeby wrócił,bo czułam jakiś niepokój,
ale on już dojeżdżał do pracy, miał coś tylko przekazać i wracać,
tylko niestety w drodze powrotnej trafił na korki.
Wstałam przed siódmą i poczułam, że powoli odchodzą mi wody, ale tak
troszeczkę, bo głowka dziecka już od pewnego czasu była bardzo nisko
i pewnie zatrzymywała odpłynięcie wód.
Wtedy już wiedziałam, że się zaczyna, ale po poprzednich porodach,
kiedy ja już czułam skurcze na okrągło, a KTG, ani położna nic nie
widziały, postanowiłam, że nie będę się spieszyć, wolałam ten
pierwszy etap spędzić w domu.
Zrobiłam dzieciom śniadanie, najstarsza córka szykowała się do
szkoły, jeszcze zrobiłam jej warkocza o 7.30, ale czułam, że skurcze
są coraz częstsze, co 7,5, 4 minuty, znowu telefon do męża, ale on
miał jeszcze ok. 15 min. jazdy, zaczęłam się ubierać, wszystko
miałam już naszykowane, ale nie mogłam dzieci zostawić samych, aż
nagle czuję,że główka napiera coraz bardziej, czuję, że rodzę!!!
Zamknęłam się sypialni, córkom zabroniłam wchodzić. To niesamowite
uczucie, bez całego szpitalnego zamieszania, przyj, nie przyj,
teraz - nie teraz, poszło tak gładko, że praktycznie po jednym
skurczu partym urodziła się główka, a przy następnym cały
syneczek . Miałam stracha jedynie w momencie, kiedy główka już
była na zewnątrz i cisza, ale gdy mały już był na zewnątrz, zaczął
płakać i wiedziałam, że wszystko jest OK. To było naprawdę
niesamowite uczucie, tak jakby mój organizm najlepiej wiedział, co
ma robić i mimo tak dużego dziecka, ani nie pękłam, nie miałam
żadnych obrażen, a przy poprzednich porodach byłam cięta i zszywana,
chociaż dzieci były mniejsze.
Kiedy już synek się urodził, najpierw sprawdziłam płeć, bo do końca
nie wiedzieliśmy na 100% co będzie, później czy ma wszystkie
paluszki, a on chwilę zapłakał i zaczął mi się przyglądać, to
naprawdę nie da się tego opisać słowami.
Dopiero wtedy zadzwoniłam po pogotowie i do męża, który myślał, że
żartuję . Karetka przyjechała chyba w ciągu 2-3 min., odcięli
pępowinę i zabrali nas do szpitala. W tym czasie dotarła wreszcie
moja mama, która miała zostać się z dziewczynkami, ale jak się
dowiedziała od męża, co się dzieje, to z nerwów dostała takiej
biegunki, że przez kilkanaście minut nie mogła wyjść z toalety smile)
W szpitalu urodziło się łożysko, małego zbadali i było wszystko w
porządku 4000g, 56cm, nie dostał punktów Apgar, bo daje się je zaraz
po porodzie, ale był w dobrym stanie. Dopiero na drugi dzień okazało
się, że niestety przez te zielone wody mały ma infekcję, ale to już
inna historia.
To tak w skrócie moja historia, może trochę chaotycznie, ale mniej
więcej tak to wyglądało. A teraz mam swojego syneczka przy piersi i
jest naprawdę słodki, odreagowywuje chyba szpitalny stres, ciągłe
kłucia, kroplówki itp. Moje córki są pod wrażeniem
Dodam jeszcze, że wcześniej bałam się porodu w domu, bałam się
komplikacji, ale tu wszystko na szczęście poszło gładko. Wcześniej w
życiu bym nie pomyślała, że coś takiego może mni spotkać.
Życzę innym przyszłym mamusiom takiego porodu, choć niekoniecznie w
domu

--
http://www.suwaczki.com/tickers/gg64j44jpflc6q9p.png
Obserwuj wątek
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka