Dodaj do ulubionych

Wielodzietność ekstremalna

30.08.11, 19:42
Moja koleżanka czeka na poród 7 dziecka. I tak sobie myślę, że dziś mało jest rodzin, które mają więcej niż 5 dzieci. Nawet wśród nas, na forum. Oczywiście reakcja otoczenia głównie negatywna. Znacie takie duże rodziny? Jak sobie radzą? Czy kolejne porody są bezpieczne dla kobiety? Przyznam, że trochę boję się o koleżankę.
--
Nadal sprzedam smile
Edytor zaawansowany
  • pstrabiedronka 30.08.11, 20:20

    ja znam bardzo dużo. Zarówno w pokoleniu takim powiedzmy jak moi rodzice, jak i w bardziej moim.

    Żadna z rodzin nie głoduje, u niektórych jest lepiej finansowo u innych gorzej - różnie. Porody - nie znam żadnej, która miałaby kłopoty z samego faktu wielokrotnych porodów. Ewentualnie z powodu jakichs chorób, ale nie samego faktu rodzenia.



    --
    Justyna, mama Tereski (13.11.2006) i Ani (30.10.2008)
    http://www.suwaczki.com/tickers/uwo9pc0ztthopxbp.png
  • pstrabiedronka 30.08.11, 20:22

    aha - rodzina znajwiększa liczbą dzieci, którą znam osobiście ma 11 dzieci. Właściwie to znam takie dwie rodziny.

    Z 10 - chyba nikogo...
    z 9 - ooo tu juz dużo, myślę że kilkanaście takich rodzin się znajdzie smile
    no i kolejno zmniejszając liczbę dzieci - zwiększa sie liczba rodzin, jakie znam smile

    Dr. Radziwiłł - prezes Naczelnej Izby Lekarskiej ma 9 dzieci smile mam przyjemność ich znac smile


    --
    Justyna, mama Tereski (13.11.2006) i Ani (30.10.2008)
    http://www.suwaczki.com/tickers/uwo9pc0ztthopxbp.png
  • pstrabiedronka 30.08.11, 20:24
    pstrabiedronka napisała:

    > Dr. Radziwiłł - prezes Naczelnej Izby Lekarskiej ma 9 dzieci smile mam przyjemność
    > ich znac smile

    sorki - 8 dzieci smile

    --
    Justyna, mama Tereski (13.11.2006) i Ani (30.10.2008)
    http://www.suwaczki.com/tickers/uwo9pc0ztthopxbp.png
  • andaba 31.08.11, 07:49
    Takich z siódemką dzieci znam bardzo dużo, fakt, że raczej w pokoleniu naszych rodziców, ale znam też kilka we własnym. Siódemka taka ekstremalna mi się jeszcze nie wydaję, sama mogłabym mieć siódemkę...
    Nie sądzę, żeby dwoje dzieci w tą czy w tą sprawiało dla kobiety jakąś większą różnicę jak chodzi o zdrowie.
    Najwięcej dzieci ile znam w rodzinie z jednej matki to 14 - znam dwie takie rodziny.
  • ukryta 30.08.11, 23:18
    to nie jest wielodzietnosc ekstremalna.
    ekstremalna to sie moze zaczac po 20 dziecku wink

    --
    ukryta vel kasior - nie jestem stąd, nie z tego świata...
    freyhouse.blox.pl/html
  • plater-2 31.08.11, 09:37
    W latach siedemdziesiątych chodziłam do szkoły z Izą i jej siostra Magdą. Było ich w domu dziesięcioro. Osiem córek i dwóch synów. Wszystkie dziewczyny skończyły studia, dobrze sobie poradziły,chłopcy Jan i Stanisław, zostali na wsi. Poznałam potem jeszcze jedna, młodszą siostrę Elżunie, byłam z nią na obozie w Tatrach Spiskich. Ich Mama zmarła w latach osiemdziesiątych na raka.
  • monhann2 31.08.11, 15:32
    Ja nie wiem na jakim swiecie zyjecie Wy i na jakim zyje ja?wink))) Ja nie znam osobiscie takich rodzin we wspolczesnych czasach. Po 14 dzieci?????? I ktos zna dwie takie rodziny? Nie jestes sobie w stanie tego wyobrazic. I ze ekstremalni wielodzietni to dopiero powyzej 20???? To chyba lekka przesada, bo nawet Ci z USA, ktorzy maja wlasny show nie maja az tyle a uchodza, ze ewenement. Jesli jest tak duzo rodzin wielodzietnych w Polsce, to skad sie bierze tak niski przyrost naturalny???
  • dzieciata.renata 31.08.11, 18:10
    Też nie znam takich dużych rodzin 30+, 40+ latków, ba, nawet o takich nie słyszę w realu, osobiście znam tylko cztery rodziny z czwórką dzieci, za to pełno z trójką. Z pokolenia moich rodziców jedna ma właśnie siedem dzieci, jedna sześć.
    --
    Dorota, styczeń 1999
    Milena, maj 2000
    Weronika, marzec 2009
    Natalia, październik 2010
  • w_isienka 31.08.11, 20:03
    Ja znam:
    wiele 3-4-5 dzietnych (nawet nie liczę, bo nie dojdę ile)
    2 rodziny z 7 dzieci,
    ciocia miała 8-ro (teraz wszystko dorosłe)
    1 rodzinę -> 9-te w drodze (pewnie jak ich znam na tym się skończy)
    1 rodzinę z 11 dzieci (najmłodszy chyba 5-latek)
    1 rodzinę z 14 dzieci (ale to nie w tym pokoleniu, bo tamte dzieci to wszystko już dorosłe i ma swoje rodziny)
  • ukryta 31.08.11, 20:40
    moja mama jest 9 z 12 /jedno zmarlo w czasie wojny/
    moi zaprzyjaznieni Mennonici maja zazwyczaj po 6. tacy dalsi, tylko mi znajomi, miewaja roznie - 7-8-9.
    w konserwatywnych kregach baptystycznych /akurat ci, o ktorych mowie, to rosyjscy Niemcy/, miewaja po 10-14.
    a! i do tego czesto praktykuja homeschooling smile

    dzieciaki wychowane pieknie, wyedukowane, czesto po studiach.

    pozdrawiam

    ps: ja mam tylko 4 smile
    --
    ukryta vel kasior - nie jestem stąd, nie z tego świata...
    freyhouse.blox.pl/html
  • pstrabiedronka 31.08.11, 22:13

    nie ma ich wcale dużo jeśli wziąc pod uwagę całe społeczeństwo.
    Ale są w konkretnych "kręgach" smile
    jestem we wspólnocie neokatechumenalnej - moi rodzice zaczęli w takiej być ja ja miałam 6 lat. Ja w mojej własnej jestem od 12 roku życia, czyli juz 20 lat. W Warszawie, w parafii gdzie chyba jest najwięcej takich wspólnot. Ludzie z tych wspólnot mają duzo dzieci. Nie wszyscy ale większość z nich.
    Dlatego znam rodziny ze wspólnot od moich rodziców - ci mają dzieci w moim wieku mniej więcej.
    I te ich dzieci tez juz często mają swoje rodziny - wielodzietne smile

    Nie wszystkich znam osobiście i jakos dobrze. Ale np. znam po jednym dziecku z każdej smile i już wystarczy żeby wiedzeic ile tam jest dzieci, bywac u nich w domu i dzięki temu wiedzieć coś o nich.

    Znam też ludzi z innych parafii, z innych miast - robi się duża społeczność smile
    Dlatego moge powiedzieć, że znam tak wiele takich rodzin.

    --
    Justyna, mama Tereski (13.11.2006) i Ani (30.10.2008)
    http://www.suwaczki.com/tickers/uwo9pc0ztthopxbp.png
  • heca7 31.08.11, 22:18
    Takich z trójką to od groma. Z czwórką parę, z piątką kilka. Z 8-ką jedną i moja mama jest z 6-ki.
    --
    Dzieciaki 2002
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=21428
  • aska1972 01.09.11, 18:25
    A mnie nie znacie? Jestem tu od lat wink
    --
    Joanna +9
    fotoforum.gazeta.pl/u/aska1972.html
  • 5an-ka 01.09.11, 20:32
    czasami mam wrażenie, że moja 5 to wielodzietność ekstremalna, ostatnio biegam z nimi wszystkimi, bo dentysta, ortodonta czy alergolog a moje bliźniaki wszędzie z nami i ludzie się za nami ogladają, powiem szczerze mam dość już tych komentarzy ludzi starszych i nierozumiem czemu w Polsce taką sensacją stają się rodziny wielodzietne a szczególnie, te gdzie dzieci się uczą, są grzeczne, zadbane.
  • 5an-ka 01.09.11, 20:58
    Joanno jakie pięne masz dzieci sama przyjemność Cię poznać. Ja byłam najmłodszym 6 dzieckiem i jetem pełna podziwu dla mojej Mamy. Moja najstarsza 10 latka ma na imię Joanna. Pozdrawiam.
  • andaba 01.09.11, 21:16
    aska1972 napisała:

    > A mnie nie znacie? Jestem tu od lat wink

    Ale od jakiegś czasu rzadziej, Helenka jest ostatnim dzieciątkiem które kojarzę smile
  • aska1972 02.09.11, 11:06
    Zaglądam w miarę regularnie, ale nie często się udzielam.
    Obiecuję poprawę wink,
    aaa... po Helence jest jeszcze Jaś, Emilka i Róża (wcześniak).

    --
    Joanna +9
    fotoforum.gazeta.pl/u/aska1972.html
  • laf210375 03.09.11, 20:46
    o rany. Mnie się czasem wydaje, że ja z moją 3 jestem ekstremum. U mnie w pracy (gimnazjum) na 60 jest nas matek trojeczek dosłownie 4. Reszta gratuluje, ale z malutkim dzstansem. Chociaż wczoraj spotkałam koleżankę, kt jest na macierzyńskim. Drugiego mieć nie chciała, a gdy go urodziła, mysli o trzecimsmile. Może idzie nowe. A i moja mama to nr 2 z piąteczki.
  • upartamama 22.03.12, 08:20
    w mojej miejscowości mieszka rodzina z 17 dzieci, żadne z ciąży bliźniaczej. Dzieci w wieku 40-10. Matka tychże już nie żyje.
    Znam jeszcze rodzinę z 7 dzieci.
  • plater-2 09.09.11, 16:33
    Oczywiście wszystko pokręciłam, sióstr było siedem i trzech braci, chodziłam do szkoły z Anką i Izą, a najmłodszy brat, Marcin, został księdzem.
  • mamumilu 08.09.11, 23:16
    Z pokolenia moch rodzicow - sasiedzi z klatki obok mieli 15cioro dzieci - w 4 pokojach - matka byla dosc otyla po tylu porodach, ale teraz juz jako babcia jest bardzo zadbana kobieta. Wszytkie dzieci zawsze byly czyste, dobrze wychowane. Teraz chyba juz najmlodsze zalozylo wlasna rodzine - z najstarszym chodzilam do szkoly. Widac, ze dobrze sobie w zyciu radza i dziewczyny - bo wiekszosc to byly dziewczyny maja juz po 2-3 dzieci.
    Poza nimi z mojego pokolenia w Polsce znam tylko kilka z 4 i 3 dizeci - o przepraszam - dwie z piatka ale to tylko przez internet. Poza Polska sporo takich rodzin 5+ z racji edukowania dzieci w domu - to jest jedno z takich srodowisk, w ktorych jest duzo wielodzietnych rodzin.
  • justinka_77 09.09.11, 01:40
    Znam smile Moją własną big_grin Radzimy sobie świetnie wink Ja mam się świetnie... tyle, że ja 5 razy rodziłam, 6 i 7 bliźniaki przez cesarke. Jedyny minus to 10kg+ po bliźniakach sad których zrzucić nie umiem. I paskudnie sie czuje z tymi 57kg uncertain
  • asia-ch 09.09.11, 08:07
    5 razy rodziłaś? I masz 7? Dwa razy miałaś bliźniaki?
    A z waga nie przesadzaj, chcesz ważyć 47 kg? No chyba, że jesteś bardzo niska.
    --
    Szczęśliwa mama Marysi, Szczepcia('00),smile, Róży('03), Jasia('07),*,Maksymilianka(9 XI 2010)
  • asia-ch 09.09.11, 08:08
    Chyba rozumiem 5 razy sn, raz cesarka. smile Dla mnie cesarka tez poród dlatego od razu nie skapnęłam się.
    --
    Szczęśliwa mama Marysi, Szczepcia('00),smile, Róży('03), Jasia('07),*,Maksymilianka(9 XI 2010)
  • mamaurwisa 14.09.11, 14:54
    znam rodzinę z 9dzieci wszystkie w wieku przedszkolnym i szkolnym,
    w bliskiej rodzinie 7dzieci i w trochę dalszej 4
    a w moim otoczeniu, (jestem osobą młodą) znam 4rodziny z 3dzieci co jest ekstremą na mój rocznik oczywiście.
    i dużo rodzin z 2dzieci sama mam 2
    rodzin jedynaków nie zliczę bo znam bardzo wiele
  • justinka_77 23.09.11, 00:18
    Hehe wink piątkę mam pojedynczych urodzonych sn i szósta ciąża bliźniacza (czyli szóste i siódme dziecie) przez cesarke.
  • elgosia 15.09.11, 00:22
    20 to juz może ekstremum, ale 6,7, a nawet 10 to - w moim mniemaniu - jest dopiero wielodzietność. 3 czy 4 to normalna rodzina smile A że dzis swiat jest postawiony na głowie i dwójka wielu dziwi to juz inna bajka...
    --
    Pozdrawiam...
    Gosia z Tomkiem (08.10.2003), Martusią (12.05.2005),
    Agnieszką (29.09.2009) i Wojtusiem (21.03.2011)
  • maly_ksiaze 16.09.11, 19:13
    Hejsmile
    Jak już kiedyś pisałem - pochodzę z rodziny, w której była nas 13 rodzeństwasmile ale rodzice to inne pokolenie. Natomiast w pokoleniu współczesnych 40 latków rodzinę z największa ilościa dzieci jakie znam to 7 a 4-5 to norma.



    --
    filcowanka.blogspot.com/
  • 3lina 17.09.11, 14:42
    A ja nie znam osobiscie nikogo, kto ma wiecej niz troje dzieci.
  • matysia20050521 22.09.11, 10:52
    W odstepie czasu 24 lata pomiedzy pierwszym a ostatnim.
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/dqprwn15vfba6rk2.png
  • salomea_ 19.10.11, 16:48
    nie znam aż tak licznych rodzin. Moi teście maja 6 dzieci i jestem dla nich pełna podziwu albo mówię, ze dzieci to adoptowali w wieku 18lat, bo jak znaleźc czas dla tylu dzieci wink

    ja mam 3 dzieci i nie chcę więcej, bo widzę, jak czasem już ta trójka przepycha sie do mnie, mówi naraz i każdy domaga się uwagi przez jak najdłuższy czas.
    Jak idę na spacer z taką trójką, to sie wciąż denerwuję - ktoś nie czeka, ktoś idzie za wolno, trudno mi to towarzystwo ogarnąć. no i mam szczerze dosć pieluch i dreptania za maluchem, co sie uczy chodzić.

    pewnie starsze dzieci maja z zasady pomagać przy młodszych. Ale moje dzieci nie są jakieś specjalnie opiekuńcze czy odpowiedzialne. mam 3 córki i żadna nie lubi bawić się lalką dzidziusiem. najstarsza woli czytać książki niż zabawiać młodsze.

    ale jak ktoś chce więcej dzieci, to proszę bardzo. żadna to patologia, choć skoro jest to rzadkie - to dziwi.
  • plater-2 20.10.11, 08:24
    Jest nas dziewięcioro rodzeństwa, a oprócz tego tatuś pracuje dorywczo jako monter.
  • 2007e 25.10.11, 20:57
    spoko!
  • plater-2 25.10.11, 16:20
    No i dowiedziałam się - Joanna ma 5 dzieci, reszta dwoje-troje !
  • mwiktorianka 11.11.11, 22:46
    Ja mam czwórkę smile.
  • plater-2 04.12.11, 09:00
    John Billings (ur. 5 marca 1918 w Melbourne, zm. 1 kwietnia 2007 w Richmond), australijski lekarz, twórca naturalnej metody planowania rodziny, zwanej metodą Billingsów.

    Studia ukończył na University of Melbourne. W czasie II wojny światowej służył jako lekarz w australijskich siłach zbrojnych w Nowej Gwinei. W 1947 roku odbył staż w Londynie, specjalizował się w neurologii.

    W 1943 roku poślubił Evelyn Thomas (lekarza pediatrę), mieli dziewięcioro dzieci.
  • verdana 04.12.11, 18:40
    Naprawdę, nie mogłam sie powstrzymać - to nie jest reklama jego metodysmile
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • agni71 04.12.11, 19:44
    To samo sobie pomyslałam smile
  • urge 04.12.11, 22:54
    verdana napisała:
    > Naprawdę, nie mogłam sie powstrzymać - to nie jest reklama jego metodysmile

    Dlaczego?
    --
    Pozdrawiam -Marta mama Jurka, Jasia i Stefcia
  • verdana 05.12.11, 09:02
    Bo mają dziewięcioro dzieci - być może nawet chcieli je mieć, ale dla wielu osób wydaje sie to raczej mało prawdopodobne.
    Poza tym najwyraźniej kolejne dziecko nie było w tej rodzinie problemem, a dla wielu osób jest niezwykle wazne, aby się nie pojawiło. trudno zatem uwierzyć, że metoda jest rzeczywiście dobra, a jedno czy dwoje z dziewieciorga dzieci nie były błędem metody.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • urge 05.12.11, 09:40
    Zdecydowanie są tacy ludzie i nawet w dzisiejszych czasach takich znam osobiście, ale o tym nie zamierzam Cię przekonywać. Tak się chciałam tylko upenić że jak zwykle wydaje Ci się że wszyscy myślą tak jak Ty wink
    A błąd polega wydaje mi się na tym, że traktujesz tę metodę jako antykoncepcyjną, a była ona stworzona do oznaczania dni płodnych i również dziś jest szeroko stosowna w naprotechnologii np właśnie do ułatwienia a nie unikania poczęcia. Dopiero później zaczęła być stosowana również w tym celu który jej przypisałaś jako podstawowy smile
    Pomijając już fakt że zaczęli z żoną pracować nad nią po 10 latach małżeństwa więc do tego czasu zapewne już jakieś dzieci mieli, no i nie powstała raczej w jeden dzień a w wyniku paroletnich obserwacji, więc nawet gdyby chcieli ją stosować antykoncepcyjnie (a nie wiemy czy chcieli?) to byłoby trochę za późno.

    --
    Pozdrawiam -Marta mama Jurka, Jasia i Stefcia
  • magdak_1977 05.12.11, 12:54
    Verdany nie przekonasz...zawsze wie najlepiej i zna zamysly innych.

    Przede wszystkim to oni badania nad metodą kończyli, jak już dzieci dorosłe mieli, więc nijak ma się to do ich planów. Ale żeby to wiedzieć, trzeba po prostu coś wiedzieć o tym, a nie tylko gadać aby gadać...
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/atdcqtkf4zk9618g.png
    Magda - szczęśliwa mama piątki
  • pstrabiedronka 05.12.11, 16:03
    są tacy ludzie oczywiście a metoda jest doskonała - jak pisały dziewczyny - służy do oznaczania dni płodnych i niepłodnych. Można idealnie począć dziecko z jej pomocą jak również uniknąć poczęcia.
    Znam mnóstwo rodzin, gdzie ta metdoa funkcjonuje bardzo dobrze.

    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/uwo9pc0zm1w9chjh.png
  • nangaparbat3 01.10.13, 15:59
    Sprawdziłam na sobie - bez pudła. Ale trochę upierdliwa.
    --
    "...od czasu jak na obronie student nie pamiętał, którą pracę kupił, to mnie już niewiele zdziwi" - Verdana
  • aisab6 05.12.11, 09:37
    Witam!To i ja się dopiszę ,bo może to o mniesmilePozdrawiam autorkę wątku,mam siódemkę dzieci,końcem sierpnia urodziłam najmłodszą córeczkę,która jest "maskotką"całej rodzinki.Może nie jest lekko ,ale wiem ,że są liczniejsze rodzinki niż mojasmile
  • plater-2 05.12.11, 11:55
    No to Cię serdecznie pozdrawiam, właśnie wróciłam od ginekologa, po sześciu ciążach jestem zdrowa jak rydz !
  • plater-2 05.12.11, 20:23
    Ludwik Łazarz Zamenhof, właśc. Eliezer Lewi Samenhof, esp. Ludoviko Lazaro Zamenhof (ur. 15 grudnia 1859 w Białymstoku, zm. 14 kwietnia 1917 w Warszawie) – lekarz, twórca sztucznego, międzynarodowego języka esperanto.


    Urodził się w rodzinie żydowskiej w Białymstoku, wtedy pozostającym na terytorium Imperium Jego rodzicami byli Markus i Rozalia z domu Sofer. Miał dziesięcioro rodzeństwa: Fejglę, Gitlę, Sorę Dworę, Feliksa, Hersza, Henryka, Minę, Leona, Aleksandra i Idę. W domu mówiono w jidysz, a drugim językiem był rosyjski, lub (jak podają biografowie A. Zakrzewski, E. Wiesenfeld) polski. Dzieciństwo małego Ludwika upłynęło w środowisku wielonarodowościowej społeczności Białegostoku, złożonej głównie z Żydów, Polaków, Rosjan i Niemców. Mając 10 lat, napisał dramat Wieża Babel, czyli tragedia białostocka w pięciu aktach; uważał bowiem, że główną przyczyną nieporozumień i sporów między ludźmi jest bariera językowa. Jeden, wspólny język miał być jej rozwiązaniem.
  • h2so4_pl 13.01.12, 09:01
    Czemu mają służyć przykłady rodzin wielodzietnych tak chętnie przez Ciebie przytaczane? Są i takie. Ale są również rodziny Wacka czy Franka, który chetniej niż na kształcenie dzieci wydaje pieniądze na flaszkę, którą wypija ze szwagrem na ławce. I ta 8-10-12 przymiera głodem. Dlaczego o takich ludziach milczysz?
  • plater-2 06.12.11, 10:42
    Mireille Mathieu (ur. 22 lipca 1946 w Awinionie) – francuska piosenkarka. Jest najstarszą z czternaściorga rodzeństwa i pochodzi z biednej rodziny.
  • plater-2 10.12.11, 19:42
    Konstanty Mikołaj Melchior Maria Radziwiłł (ur. 9 stycznia 1958 we Wrocławiu) - lekarz, prezes Naczelnej Izby Lekarskiej (2001-2010).


    Konstanty Radziwiłł jest absolwentem Wydziału Lekarskiego Akademii Medycznej w Warszawie, posiada specjalizacje w medycynie ogólnej i medycynie rodzinnej. Ukończył Podyplomowe Studium Ekonomiki Zdrowia w Warszawie oraz Podyplomowe Studium Bioetyki w Warszawie.

    W latach 1980-1982 był działaczem Niezależnego Zrzeszenia Studentów. Po studiach pracował jako lekarz podstawowej opieki zdrowotnej w przychodni rejonowej, a następnie w SPZOZ na warszawskim Ursynowie i w warszawskim Pogotowiu Ratunkowym. Był też lekarzem zakładowym w przedsiębiorstwach przemysłowych. Od 1997 roku jest właścicielem niepublicznego zakładu opieki zdrowotnej Przychodnia Medycyny Rodzinnej.

    Od początku lat 90. XX wieku aktywnie uczestniczy w pracach samorządu lekarskiego. W latach 1997-2001 był sekretarzem Naczelnej Rady Lekarskiej, a w latach 2001-2010 jej prezesem. Jest także delegatem na Krajowy Zjazd Lekarzy oraz członkiem Okręgowej Rady Lekarskiej. Od 2010 roku prezydent Stałego Komitetu Lekarzy Europejskich.

    W 2004 został odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi[1], a w 2009 Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski[2].
    Pochodzenie i rodzina[edytuj]

    Wywodzi się z rodu książęcego Radziwiłłów. Jest wnukiem Konstantego Mikołaja Radziwiłła, właściciela Zegrza, synem Alberta Hieronima Radziwiłła i Anny Marii z Czartoryskich i bratem Macieja.

    Wraz z żoną Joanną Małgorzatą Dąbrowską doczekał się czterech synów i czterech córek.
  • plater-2 10.12.11, 19:45
    Jakub Sienkiewicz (ur. 24 listopada 1961 r. w Warszawie) – muzyk, autor tekstów, lider zespołu Elektryczne Gitary, działacz NZS w latach 80. Z wykształcenia lekarz neurolog, od 1995 roku posiadający stopień doktora nauk medycznych, pracujący w swoim zawodzie.Jakub Sienkiewicz jest żonaty i ma piątkę dzieci.

    Jest bratankiem aktorki Krystyny Sienkiewicz.
  • plater-2 18.12.11, 07:16
    Maria Ewa od Opatrzności CSIC, właściwe Bogumiła Noiszewska (ur. 24 czerwca 1885 w Ostaniszkach, zm. 19 grudnia 1942 na Górze Pietralewickiej koło Słonimia) – polska siostra zakonna ze Zgromadzenia Sióstr Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Marii Panny, błogosławiona Kościoła katolickiego.




    Była najstarszą córką, z jedenaściorga dzieci Kazimierza Noiszewskiego i Marii z domu Andruszkiewicz. Studia medyczne w Sankt Petersburgu ukończyła z wyróżnieniem w 1914. W czasie pierwszej wojny światowej pracowała w lazaretach. W 1919roku wstąpiła do Zgromadzenia Sióstr Niepokalanego Poczęcia NMP, a śluby wieczyste złożyła w 1927. Pełniła następnie obowiązki lekarza zgromadzenia pracując kolejno w gimnazjum w Jazłowcu i Słonimiu, jako nauczycielka i wychowawczyni. Jej duchowym przewodnikiem był Sługa Boży ks. biskup Zygmunt Łoziński. Starała się, w ciągu całego swego życia realizować zasadę której nauczał, że świętości trzeba szukać w każdym miejscu, w każdej chwili i w każdej sytuacji.

    Po wybuchu II wojny światowej, wrażliwa na potrzeby bliźnich, skromna i skora do pomocy, pomagała wszystkim potrzebującym, głodującym, rodzinom więźniów i zamordowanych. Na terenie klasztoru ukrywała Żydów[1]. Została aresztowana 18 grudnia 1942 roku przez gestapo, a następnego dnia rozstrzelana na Górze Pietralewickiej koło Słonimia, razem z ks. Adamem Sztarkiem i s. Marią Martą od Jezusa Kazimierą Wołowską. Pochowana została w zbiorowej mogile.

    Została beatyfikowana 13 czerwca 1999 r. w Warszawie przez Jana Pawła II w grupie 108 błogosławionych męczenników II wojny światowej.
  • kifaru24 21.12.11, 09:26
    Moja tesciowa ma 10 dzieci. Jest w znakomitej formie fizycznej i psychicznej, ma 75 lata.
    Ale rzecz dzieje sie w Czarnej Afryce...
  • anna_sla 21.12.11, 14:12
    pracowałam kiedyś z kolegą, było ich w domu 13-ro. Podobno u mnie w miasteczku mieszka para, która ma 11 córek. W podstawówce miałam koleżanki bliźniaczki, było ich 5ro, chwili obecnej mam jedynie kontakt z koleżanką, która ma 4-ro dzieci i rzeczywiście nie znam nikogo więcej w najbliższym otoczeniu, którzy mają 4-ro dzieci a co dopiero więcej. Chociaż jedna z moich znajomych ma 4rkę rodzeństwa, a sąsiadka 6ro dzieci, ale że tak powiem, to stare dzieje, bo wszyscy już dorośli smile
  • andaba 21.12.11, 14:17
    anna_sla napisała:

    i rzeczywiście nie znam nikogo więcej w najbliższym otoczeniu, którzy mają 4-
    > ro dzieci a co dopiero więcej

    Trudno mi sobie to wyobrazić, u nas w najbliższym sąsiedztwie wszyscy którzy mają dzieci w wieku szkolnym to mają tych dzieci 3, 4 lub 5-cioro, bywa, że więcej, choć to już rzadziej. Dwójka jest w pojedynczych domach, jedno chyba w jednym, w dodatku to jedno ma lat 7 i młodych rodziców...

  • jojoe 21.12.11, 21:10
    Kurka, andaba to gdzie Ty mieszkasz?
    Zaraz się tam przeprowadzę chybasmile
  • tjoanna 27.12.11, 23:46
    No właśnie, też mnie to ciekawi...
    Raczej nie w bloku w każdym razie.
    Na moim osiedlu też czwórki nie widziałam. Trójek niewiele...

    A moi różni znajomi, z liceum jeszcze, ze studiów, z pracy, ludzie dobrze po trzydziestce, mają przeważnie jedno dziecko (jedna koleżnka ma dwoje, ale to bliźniaki).
    Z moją trójką czuję się naprawdę INNA.

    Tylko na tym forum alternatywna rzeczywistość smile
  • andaba 28.12.11, 09:24
    Kraków zaprasza smile
  • aska1972 29.12.11, 23:08
    Andaba, a konkretniej, to która część Krakowa zaprasza najbardziej wink ?
    --
    Joanna +9
    fotoforum.gazeta.pl/u/aska1972.html
  • andaba 29.12.11, 23:40
    Chyba całość, dawniej mieszkałam na zachodzie i było mnogo rodzin wielodzietnych, teraz mieszkam na wschodzie i jest jeszcze więcej.
  • aska1972 29.12.11, 23:57
    Hmmm, no to może jakiś "meet"?
    Ja jestem z okolic ujastka
    --
    Joanna +9
    fotoforum.gazeta.pl/u/aska1972.html
  • aintha 30.12.11, 00:10
    Ja też chcę, ja też chcę smile

    Tylko pogoda jakaś badziewna teraz sad (jak na wędrówki z 2miesięczniakiem)
  • andaba 30.12.11, 00:13
    No to masz do mnie blisko, kilka przystanków "czwórką" smile
    Jakim cudem nigdy nie wyszło, że ty tak blisko mieszkasz???
  • andaba 30.12.11, 01:00
    Aśka, ja z ciekawości pogrzebalam w archiwum, bo mi to spokoju nie dawało, jak to możliwe, że nie dołączyłaś do naszej "mafii". Akurat wyjechałaś z Krakowa sad
    A potem juz jakoś nigdy do nas nie dołączyłaś, wielka szkoda. Dziwne tylko, że nam umknęło, że Ty z Krakowa jestes, widać zamilkłaś na forum... No ale zajęta byłaś nie ma się co dziwić smile
  • aska1972 30.12.11, 13:16
    Ja cały czas na dupsku siedzę, nigdzie się nie ruszam, bo mi dobrze w tym pipidowie wink
    pisz na priv
    --
    Joanna +9
    fotoforum.gazeta.pl/u/aska1972.html
  • aintha 30.12.11, 00:09
    Ja mieszkam na wschodzie i rodzin wielodzietnych jak na lekarstwo. Jedna w sąsiedztwie 3, trochę dalej 4. W kościele widuję mamę z 3 albo 4 córkami (nie pamiętam). I tyle. Reszta to jedynki i dwójki. W przedszkolu najstarszej też wielodzietności praktycznie nie widać. Jest nas dwie. smile
    Tak więc nie cały Wschód Krakowa big_grin wielodzietnością stoi smile
    ---------------------------
    http://lbym.lilypie.com/8hZgp1.png|http://lb3m.lilypie.com/aP51p2.png|http://lb1m.lilypie.com/T5NEp2.png
  • 2007e 02.01.12, 18:11
    Ooooooooooo! A gdzie to taki urodzaj? Ja tez z Krakowa, ale 3 to juz naprawde INNI. Choc tych 3 troche spotkac mozna. Z tego co mozna zauwazyc, to po trzydziestce zwykle pierwsze dziecko sie rodzi. Dwojka to najczesciej max. Jedni to jak sie dowiedzieli, ze urodza im sie blizniaki, a mieli jedno, to stwierdzili, ze sie wyprowadzaja, bo ich w tym miescie na to nie stac.
  • andaba 02.01.12, 18:25
    Jak widac jest Kraków i Kraków. Ja na szczęście mieszkam w tej właściwszej części smile


    Aśka, napisałąm na priv.
  • 2007e 02.01.12, 18:54
    Reprezentuje Pd. Kraków
  • andaba 02.01.12, 19:22
    To ja bardziej na północ. swoja drogą co jest na południu? Łagiewniki? Prokocim? Dębniki?
  • benignusia 22.12.11, 01:27
    W Polsce nieznam liczniejszej rodziny niż 6 ale to starsze pokolenie,a w swoim....3 to max.Większych rodzin w PL nieznam.Mieszkam w UK moja przyjaciółka jest właśnie z 8 mym w ciąży smile ale są Mormonami.
    Sama chciałabym 5 cioro ale narazie wykluczam....
    --
    szczęsliwa mama dwóch córek i dwóch synów smile
  • h2so4_pl 01.01.12, 23:17
    Znam tylko 1 ( jedną) rodzinę, w której jest 4 dzieci. Kilka rodzin z 3, ale najczęściej jest to 2+1 czy 1+2 w tym sensie, że są to dzieci partnera z poprzedniego związku. Takich rodzin , w których byłoby 3 dzieci z jednych rodziców znam niewiele. Najczęściej jest 1-2 dzieci. Sama mam dorosłego jedynaka. Nie chciałam liczniejszej rodziny z bardzo róznych powodów. I teraz mam pytanie- jak fukcjonuje pod względem finansowym wielodzietna rodzina? Prowadzę dom. Nie należę do rozrzutnych, jestem raczej gospodarna. Oboje z mężem mamy niezłe wykształcenie i nie najgorsze pensje. Z pewnością powyżej średniej krajowej, ale nie są to w żadnym razie kominy. Syn ma stypendium ( 700 zł za kierunek zamawiany i kilkaset za bardzo dobre wyniki w nauce) i....nie cierpimy na nadmiar gotówki.
    Nie krytykuję nikogo, raczej podziwiam, ale jeśli można wiedzieć podzielcie się ze mną ( a może nie tylko) jak te sprawy wyglądają w wielodzietnych rodzinach. Nie wierzę, żeby wszystkie miały dochody po kilkadziesiąt tysięcy. Jak spędzacie wakacje? Ile wydajecie na ubrania, rozrywki, książki? Jakie macie mieszkania itd.
    Powtarzam to nie szukanie sensacji, ale ciekawość w dobrym tego słowa znaczeniu.
  • pstrabiedronka 01.01.12, 23:40
    poczytaj inne wątki - jest tu naprawde sporo informacji o tym jak żyjemy...
    a żyjemy różnie - niektórzy są mocno majętni, innym często brakuje.
    na tym forum sa osoby o różnych poglądach na te kwestie.

    ja np. nigdy nie kalkulowałam i kalkulowac nie będe czy mnie stac czy nie stac na dziecko bo dzieci to nie towary.
    --
    http://lbym.lilypie.com/AU5Jp1.pnghttp://lb4m.lilypie.com/zZ3sp1.pnghttp://lb1m.lilypie.com/Bi1Pp1.png
  • agni71 02.01.12, 11:37
    h2so4_pl napisała:

    I teraz mam pytanie- jak fukc
    > jonuje pod względem finansowym wielodzietna rodzina?

    A jest jeden model funkcjonowania wielodzietnej rodziny? A jak funkcjonuje rodzina 2+1? Zapewne inaczej ta, w której oboje rodzice pracuja w Biedronce, a inaczej ta, gdzie każde jest chirurgiem czy uznanym prawnikiem?

    >Prowadzę dom. Nie należę d
    > o rozrzutnych, jestem raczej gospodarna. Oboje z mężem mamy niezłe wykształceni
    > e i nie najgorsze pensje. Z pewnością powyżej średniej krajowej, ale nie są to
    > w żadnym razie kominy. Syn ma stypendium ( 700 zł za kierunek zamawiany i kilka
    > set za bardzo dobre wyniki w nauce) i....nie cierpimy na nadmiar gotówki.

    Wiesz .... apetyt rośnie w miare jedzenia. My tez nie cierpimy na nadmiar gotówki, a jednak żyjemy wygodnie i zgrzeszyłabym mówiąc, ze nam brakuje pieniędzy...

    Jak spędzac
    > ie wakacje?

    Wakacje - Do minionego roku latem wyjeżdżalismy na 1 lub 2 tygodnie za granicę (dobry hotel z dobrym biurem, samolotem, żeby nie było, że tłuczemy sie z konserwami trabantem wink, i na tydzień w Polsce (domki z co najmniej DB standardem). Zimą tydzien w polskich górach w domku w DB standardzie. Plus przedłuzony weekend wiosną w górach w Polsce, z wypadami do Czech lub na Slowację.
    W zeszłym roku zrezygnowaliśmy z wyjazdu zagranicznego, na rzecz większej ilości wyjazdów krajowych (w sumie 1 długoweekendowy wyjazd wiosną + 2 tygodniowe wyjazdy latem (morze i góry) + długi weekend latem + długi weekend we wrześniu). Niestety, ilośc i długośc wyjazdów zależna jest od ilości urlopu męża. Niedługo wyjeżdżamy na tydzien w polskie góry.

    >Ile wydajecie na ubrania, rozrywki, książki?

    Nie liczę tego dokładnie, więc nie jestem w stanie podac kwoty na te konkretne elementy wydatków. Mogłabym napisać ile wydajemy średnio na osobę na życie, ale chyba jednak niekoniecznie chcę podawac takie informacje do powszechnej wiadomości smile

    >Jakie macie mieszkania
    > itd.

    Dom 120m.

    > Powtarzam to nie szukanie sensacji, ale ciekawość w dobrym tego słowa znaczeniu

    A jednak wyczuwa się coś niesympatycznego w twoim pytaniu, jakbys zakladała, że wielodzietni to na pewno żyja na dużo niższym od twojego poziomie....
  • h2so4_pl 02.01.12, 13:35
    Nie, jeśli tak to odczytałaś to przepraszam. Nie miałam takiej intencji.
    Dlaczego zadałam to pytanie? Średnia krajowa jest kwotą , która nie poraża biorąc pod uwagę wydatki. Sama zarabiam powyżej średniej, ale nie jakoś porażająco. Nie sądzę, żeby większość rodzin wielodztenych zarabiała znacząco więcej zwłaszcza, że rodząc kolejne dzieci zwykle wypada się na jakiś czas z rynku pracy i pozostaje jedna pensja.
    Wiem ile kosztuje jedzenie, wakacje, książki, przybory szkolne, kultura, leki ,ubranie itd. Jesli się tę kwotę pomnoży przez 4,5,6 lub więcej wygląda na to, że rodziny wielodzietne musiałyby zarabiać sporo więcej niż srednia krajowa. Z bardzo ostrożnych szacunków wychodzi mi, że rodzina 7 osobowa ( 2+5, a takie też tu są) żeby żyć na średnim poziomie, zapewnić całej 5 dzieci wakacje musiałaby zarabiać co najmniej 30 tys miesięcznie. Wiem, że są ludzie, którzy zarabiają znacznie więcej, ale ile jest takich rodzin?
    Trzymając się tylko przykładu wakacji i 5 dzietnej rodziny ( 7 osób). Tydzień czy dwa wakacji ( najwyższy sezon), dobry hotel i samolot to co najmniej 2500 zł od osoby czyli ponad 17.000 zł, a do tego wszelkie dodatkowe wydatki: owoce, lody, wejścia itd. A pozostaje do przeżycia w tym miesiącu jeszcze 14 dni w Polsce- trzeba zapłącić świadczenia, kupić benzynę, coś jeść itd.Nie wszyscy dostają domy i mieszkania w spadku. Nie wszyscy mają super firmy. To naprawdę nie jest złośliwość z mojej strony.
  • agni71 02.01.12, 14:02
    h2so4_pl napisała:

    > Dlaczego zadałam to pytanie? Średnia krajowa jest kwotą , która nie poraża bior
    > ąc pod uwagę wydatki. Sama zarabiam powyżej średniej, ale nie jakoś porażająco.
    > Nie sądzę, żeby większość rodzin wielodztenych zarabiała znacząco więcej zwłas
    > zcza, że rodząc kolejne dzieci zwykle wypada się na jakiś czas z rynku pracy i
    > pozostaje jedna pensja.

    Jak pisałam wyżej, rodziny wielodzietne, tak jak i te małodzietne, są różne. W moim najblizszym otoczeniu, na przykład, mam co najmniej 4 rodziny z trójką dzieci, które uznać mozna za zamozne. Oczywiście, nie znam dokładnie ich sytuacji finansowej, ale sa to rodziny z duzymi domami, dobrymi samochodami, dobrze ubrane, jeżdżące na przynajmniej jedne zagraniczne wakacje w roku.


    Z b
    > ardzo ostrożnych szacunków wychodzi mi, że rodzina 7 osobowa ( 2+5, a takie też
    > tu są) żeby żyć na średnim poziomie, zapewnić całej 5 dzieci wakacje musiałaby
    > zarabiać co najmniej 30 tys miesięcznie.

    Ja mam rodzine "tylko" 5-osobową, dochodu miesięcznego mamy zdecydowanie mniej niz wymienione 30 tys., a wystarcza nam na wakacje jak wymieniłam wyżej. Na razie dzieci były za małe na samodzielne wyjazdy, więc były tylko wyjazdy całą rodziną, na pewno w następnych latach struktura naszych wydatków wakacyjnych zmieni się, bo dojdą indywidualne wyjazdy na kolonie czy obozy. Wtedy będzie drożej, ale myslę, ze w 30 tys. na wszystkie wydatki wakacyjne się zmieścimy. Najwyżej zaoszczędzi się na czymś innym, np. kupując tańsze ubrania lub rezygnując z wydatków niekoniecznych (typu biżuteria, drogie kosmetyki).

    > Trzymając się tylko przykładu wakacji i 5 dzietnej rodziny ( 7 osób). Tydzień c
    > zy dwa wakacji ( najwyższy sezon), dobry hotel i samolot to co najmniej 2500 zł
    > od osoby czyli ponad 17.000 zł, a do tego wszelkie dodatkowe wydatki: owoce, l
    > ody, wejścia itd.

    Wakacji przeciez nie opłaca sie z bieżących dochodów, tylko z oszczędności.

    >.Nie wszyscy dostaj
    > ą domy i mieszkania w spadku. Nie wszyscy mają super firmy.

    Ani nie dostalismy domu w spadku ani nie mamy nawet firmy. Mąż jest specjalistą, dobrze zarabia. Myslę, że takich osób wcale nie ma tak mało.

    Pozostaje jeszcze kwestia umiejętności gospodarowania - piszesz, ze jestes w tym dobra, ale z drugiej strony nie wyobrażasz sobie zycia 7-osobowej rodziny za mniej niz 30 tys. miesięcznie...

    Na pewno tez jest to kwestia pewnych standardów życia, byc moze to co dla ciebie jest oczywiste i należne ci sie "jak psu buda", dla mnie jest zbędną fanaberią (np. wiem, ze wiele osób nie wyobraża sobie dnia bez kawy w kawiarni czy tygodnia bez obiadu w dobrej, drogiej restauracji). I vice versa - ja np. bardzo cenie sobie to, ze moge sobie pozwolić na pania do sprzątania, a dla kogos to kosmos, ze do domu przychodzi obca osoba sprzątać.
  • ciociacesia 02.01.12, 14:02
    mnie na wakacje za granica raczej stac nie bedzie, a dziecko mam jedno...
    30tys na 7 osób? 4tys na osobe? troche wyzej niz srednia krajowa
    --
    z pustego gadania zostaje tylko pustka w środku
  • h2so4_pl 02.01.12, 14:57
    Dlaczego się tak przerażasz? 4tys/osobę to sporo, ale nie jest to jakiś kosmos.
    Pobawię się w księgową, zaznaczam, że są to warunki warszawskie. Gdzieś w Polsce może być taniej co nie oznacza gorzej.
    1. Zakładając, że rodzina nie dostaje mieszkania w spadku i trzeba je samemu kupić rzadko komu udaje się z bieżących dochodów. A więc kredyt. Niech będzie 1500 zł/25 lat.
    2. Bieżące świadczenia ( woda, gaz, elektryczność) nie ma siły, żeby przy dużej rodzinie było to mniej niż 500-600zł/mies+ czynsz 700 zł ( to mało, ale zostańmy tak)
    3. Telefon, kablówka, internet - kolejne 300 zł
    4. Samochód i jego eksploatacja - przyjmijmy, że nie jest służbowy 600 zł ( to mało, ale niech tak będzie).
    5. Kosmetyki, środki do prania i higieny ( idzie dużo)- moim zdaniem co najmniej 400 zł albo więcej
    6. Leki- niestety im więcej ludzi tym więcej się wydaje. Jedna wizyta w aptece to ok 100 zł ( teraz pewnie więcej). Niech będzie 1/miesiąc
    7. Czasem trzeba jednak leczyć się prywatnie- okulista, dentysta, rehabilitacja - uśrednijmy, że kolejne 100 zł, a bywa przecież, że i 1000zł im więcej ludzi do "obrobienia" tym więcej
    8. Sprzęt domowy, oczywiście nie wymienia się go i nie naprawia co miesiąc, ale czasem trzeba wymienić lodówkę, pralkę, zmywarkę itd a to wydatek ok tysiąca ( raz na jakiś czas) uśrednijmy więc, że eksploatacja i amortyzacja to 150 zł
    9. Szkoła, przedszkole- skarbonka. Myslę, że ok 300zł/dziecko. Przyjmijmy, że jest 3 dzieci czyli 900 zł
    10. Zajęcia pozalekcyjne- też 300 zł ( po 100 na dziecko nie jest szaleństwem. Wliczam w to naukę języków obcych. Czasem jest to po paręset na osobę).
    11. Zabawki, rozrywki, książki. U nas akurat na to "szło" majątek, ale nie wyobrażam sobie, żeby wydać mniej niż 100 zł/dziecko. Czyli znów 300 zł
    12. Jedzenie- 30 zł/osobę dziennie to minimum. Jest 5 osób, więc 150 zł i 30 dni tj 4.500 zł.
    13. Wakacje. Odkładamy w tej kalkulacji na nie z codziennych wydatków . Niech będzie 200 zł/miesięcznie/osobę. Bywa, że więcej ( zapewnienie wakacji za 2400 zł- wakacji letnich i zimowych jest trudne).
    14, Wycieczki szkolne. Czasem jedzie dziecko- niech będzie 10 zł ( razem 30 zł) - oczywiście to usrednienie miesięczne.
    15. Opłaty typu komitet rodzicielski, wyjścia ( 5 zł/miesiąc)- razem 15 zł
    16. Prasa, ok 100zł/mies
    17. Fryzjer - 300 zł/mies ( 5 osób), jeśli manicure, pedicure lub fachowiec z wyższej półki to więcej, czasem nawet dużo więcej
    18. Przejazdy ( pociąg)- uśrednione- niech będzie 25 zł/osoby razem 125 zł
    19. Ubranie. Jeżeli nie zakłądamy, że kupujemy w najtańszych sklepach, które de facto nie są najtańsze, to ok 150 zł/osobę- czyli 750 zł miesięcznie. A jeśli trzeba kupić buty to więcej.
    20. Im starsze dzieci tym droższe hobby ( komputer, jego oprzyrządowanie, itd) nie ma siły stówka miesięcznie co najmniej. A czasem jest to bardziej kosztowne hobby - choćby pływalnia, dżudo.
    21. Dzieci zapraszają kolegów i do nich chodzą- trzeba kupić jakiś drobiazg - niech to będzie tylko 25 zł
    22. Remont mieszkania- odkładamy na ten cel 150 zł miesięcznie.
    Nie liczyłam tego z kalkulatorem w ręku, ale na najbardziej podstawowe, elementarne wydatki wypada ok 3000 zł/miesiąc/osobę. Przy 5 osobach to 15.000 zł bez żadnych "funduszy na ratunek", oszczędności, szaleństw. Oznacza to, że 1 osoba zarabia 7.500 zł. Jak na polskie warunki nie jest to średnia a sporo powyżej.
    Nie silę się na udowadnianie komukolwiek czegokolwiek. Odnotowuję fakt .
  • dzieciata.renata 02.01.12, 15:03
    Jeśli Cię to tak interesuje może załuż osobny wątek? Kto będzie chciał to się wypowie. Ja już kiedyś trochę o tym pisałam, a teraz nie mam czasu, ale może się skuszę i napiszę późniejsmile
    --
    D., 1999
    M., 2000
    W., 2009
    N., 2010
  • verdana 02.01.12, 16:04
    30 zł na osobe dziennie na jedzenie???? Jak oszczędzałam przez pewien czas, to 50 zł na 5 osób starczało w zupełniości. jak niem oszczedzam, to idzie nie dużo więcej. Naprawdę, nie wyobrazam sobie, co mogłabym do jedzenia kupować codziennie za 150 zł. Wliczając w to kawior...
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • h2so4_pl 02.01.12, 16:23
    Verdano,
    Być może masz talent i potrafisz bardzo oszczędnie się gospodarować. Gratuluję. Uwązam, że nie wyrzucam pieniędzy w błoto i w warunkach warszawskich ( powtarzam warszawskich) 30 złociszy/głowę to bardzo mało. A 50 złotych na 5 osób? 10 złotych na osobę? 2 bułki typu grahamki to już prawie 1,5 złotego, jogurt ponad złotówkę, jajko tyle samo..... Można przeżyć nawet za 5 złotych, ale chyba nie jest to do końca wartościowy posiłek. Jesli nie mam racji to mnie wyprowadź z błędu.
  • verdana 02.01.12, 18:33
    Jestem z Warszawy i nadal nie wiem, na co mogłabym - nie jedzac w restauracjach - wydać 150 zł na jedzenie dziennie.
    Za 50 zł można spokojnie kupić kurczaka(powiedzmy 20 zł) , ryż( 5, ale starcza więcej niż na jeden raz) , warzywa (powiedzmy 10) , bochenek chleba (cóż, akurat u nas idzie bochenek dziennie, nawet mniej) , wędlinę (150 g. ok. 6 zł), kefir czy jogurt. Na jeden dzień - kompletnie wystarczy.

    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • h2so4_pl 02.01.12, 18:46
    Ja do tego dodałabym jeszcze ser, jajka, dżem lub miód, kawę, herbatę, od czasu do czasu kupuje się sól, cukier, przyprawy, mleko/mleczko do kawy, coś słodkiego, owoce, ryby ( mała paczka łososia w Realu to ok 10 zł), masło, czasem kupuje się oliwę, soki, wodę mineralną, kakao, musli. Oczywiście nikt nie zjada tego jednego dnia, ale jak się policzy to tu cytryna, tu 2 pomidory, 3 pomarańcze itd to są to większe kwoty. Pewnie, że mozna jeść naleśniki z jabłkami i będzie tanio ( i też smacznie a czasem nawet pożywnie), ale umówmy się nie jest to jedzenie na dłuższą metę na co dzień.
  • verdana 02.01.12, 19:26
    Tak, toteż codziennie można coś dokupić - bo podana przez mnie suma nie sięga 50 zł. Jednego dnia olej, drugiego cukier, trzeciego zamiast kurczaka robi sie doskonałą zupę z soczewicy czy fasoli na obiad - nawet jak nie oszczedzam to tak robie - i w kiesdzeni zostaje 15 zł.
    Łososia się po prostu nie kupuje, nie ma obowiazku jeść łososia. Ja czasem kupuję , ale to i tak 150 zł dziennie nie wychodzi. Nawet jakbym codziennie kupiowała pół kilo łosocia i słoiczek kawioru to do tej sumy nie dobiję.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • h2so4_pl 02.01.12, 20:16
    Słoiczek kawioru w Realu to 10 zł. Obowiązku jedzenia kawioru nie ma. Łososia też, choć nie jest to luksus. 1 opakowanie zółtego sera ( też nie luksus) to ponad 4 zł. 1 paczka serka ponad 3.
  • agni71 02.01.12, 16:30
    h2so4_pl napisała:

    zaznaczam, że są to warunki warszawskie. Gdzieś w Polsc
    > e może być taniej co nie oznacza gorzej.

    No to ja sie odniosę do twoich wyliczeń. Warunki podwarszawskie (de facto w lokalnych sklepach zywnośc droższa niz w warszawskich hipermarketach, praca w Warszawie, wiec dojazdy).

    > 1. Zakładając, że rodzina nie dostaje mieszkania w spadku i trzeba je samemu ku
    > pić rzadko komu udaje się z bieżących dochodów. A więc kredyt. Niech będzie 150
    > 0 zł/25 lat.

    Alez to baaardzo różnie bywa. Dom wybudowalismy, kiedy jeszcze dzieci nie mieliśmy. Kredyt (niduzy) spłacilismy w 3 lata.

    > 2. Bieżące świadczenia ( woda, gaz, elektryczność) nie ma siły, żeby przy dużej
    > rodzinie było to mniej niż 500-600zł/mies+ czynsz 700 zł ( to mało, ale zostań
    > my tak)

    Na opłaty wydajemy, uśredniając roczne wydatki, ok. 1 tys./mies.

    > 3. Telefon, kablówka, internet - kolejne 300 zł

    Nie pamiętam dokładnej kwoty, ale raczej 200 zł niz 300 zł (ostatnio np. zrezygnowalismy z Canal+, bo od dawna nie mają ciekawych filmów): TV sat. 3 telefony komórkowe, jeden stacjonarny z internetem.

    > 4. Samochód i jego eksploatacja - przyjmijmy, że nie jest służbowy 600 zł ( to
    > mało, ale niech tak będzie).

    Tymi opłatami zajmuje sie mąż, więc nie napisze ile wydajemy, bo nie pamiętam.

    > 5. Kosmetyki, środki do prania i higieny ( idzie dużo)- moim zdaniem co najmnie
    > j 400 zł albo więcej

    Myslę, że sporo przesadziłaś. Proszek do prania kosztuje mnie 55 zł i wystarcza na 2-3 miesiące (niemiecki, wydajny). Na pewno nie płacimy za chemie i kosmetyki 400 zł miesiąc w miesiąc.

    > 6. Leki- niestety im więcej ludzi tym więcej się wydaje. Jedna wizyta w aptece
    > to ok 100 zł ( teraz pewnie więcej). Niech będzie 1/miesiąc

    Ale bywaja miesiące, kiedy w aptece nie kupuje dokładnie nic. Im dzieci starsze, tym częściej tak jest.

    > 7. Czasem trzeba jednak leczyć się prywatnie- okulista, dentysta, rehabilitacja
    > - uśrednijmy, że kolejne 100 zł, a bywa przecież, że i 1000zł im więcej ludzi
    > do "obrobienia" tym więcej

    Odpukać, u nas w ostatnich latach były to dwa zabiegi usuniecia 3-go migdała po ok. 4 tys. każdy (w ciągu ostatnich 5 lat). Prywatnego dentysty czy okulisty nie wliczam do takich ekstra wydatków.

    > 8. Sprzęt domowy, oczywiście nie wymienia się go i nie naprawia co miesiąc, ale
    > czasem trzeba wymienić lodówkę, pralkę, zmywarkę itd a to wydatek ok tysiąca (
    > raz na jakiś czas) uśrednijmy więc, że eksploatacja i amortyzacja to 150 zł

    Nie co miesiąc, ani nie co rok. Akurat ostatnio (w przeciągu pół roku wymieniałam lodówke i telewizor, ale poprzednie sprzęty słuzyły mi odpowiednio 14 i ok. 5 lat. Sądzę, że 15 tys. rocznie na wymiane sprzętow raczej się jednak nie wydaje.

    > 9. Szkoła, przedszkole- skarbonka. Myslę, że ok 300zł/dziecko. Przyjmijmy, że j
    > est 3 dzieci czyli 900 zł

    Malo kto ma aż trójke dzieci jednocześnie w przedszkolu. A miesięczny koszt szkoły jest jednak znacznie niższy niż przedszkola (jestem na bieżąco, bo mam i przedszkolaka i dwójkę dzieci w młodszych klasach podstawówki).

    > 10. Zajęcia pozalekcyjne- też 300 zł ( po 100 na dziecko nie jest szaleństwem.
    > Wliczam w to naukę języków obcych. Czasem jest to po paręset na osobę).

    U nas akurat nieco więcej, bo w sumie na trójkę dzieci ok. 500 zl, ale to od tego roku, wcześniej było zdecydowanie mniej.

    > 11. Zabawki, rozrywki, książki. U nas akurat na to "szło" majątek, ale nie wyob
    > rażam sobie, żeby wydać mniej niż 100 zł/dziecko. Czyli znów 300 zł

    Ksiązek nie jestem w stanie policzyć, bywa, że kupuje duzo w krótkich odstepach czasu, a póżniej jest dłuższa przerwa, a zabawki? Tez wydajemy dosyc duzo, z 1000 zł na dziecko rocznie, może więcej...

    > 12. Jedzenie- 30 zł/osobę dziennie to minimum. Jest 5 osób, więc 150 zł i 30 dn
    > i tj 4.500 zł.

    hmm, nie wiem naprawdę jak my to robimy, ale raczej nie wydajemy na jedzenie więcej jak 3000 miesięcznie. 400 zł/tydzien w hipermarkecie (w tym jest chemia bez proszku do prania) + jakieś 250-300 zł w lokalnych sklepach....Aha, mamy ogródek i np. nie wydajemy na drogie owoce (borówki, maliny, nie mówiąc o poziomkach, których nie uświadczysz w sklepach). Mamy tez niektóre swoje warzywa np. fasolke szparagową, cukinie i tp., pomidory (tych ostatnich nie tyle, żeby nie kupować wcale) Może to ma znaczenie, ale nie sądziłam, że to aż taka oszczędność.

    > 13. Wakacje. Odkładamy w tej kalkulacji na nie z codziennych wydatków . Niech b
    > ędzie 200 zł/miesięcznie/osobę. Bywa, że więcej ( zapewnienie wakacji za 2400 z
    > ł- wakacji letnich i zimowych jest trudne).

    Jako większa rodzina, na wakacjach często wynajmujemy domki (nie lubimy miec znacząco niższego standardu pobuty na wakacjach niz w domu smile, szukamy takich o DB i BDB standardzie i to naprawde jednak nie sa kwoty w wys. 2,5 tys. na osobę.

    > 14, Wycieczki szkolne. Czasem jedzie dziecko- niech będzie 10 zł ( razem 30 zł)
    > - oczywiście to usrednienie miesięczne.

    Wycieczki poytrafią kosztowac i 70 zł, ale ich częstotliwośc nie jest na tyle duza, by rzutowac na finanse rodzinne.

    > 15. Opłaty typu komitet rodzicielski, wyjścia ( 5 zł/miesiąc)- razem 15 zł
    > 16. Prasa, ok 100zł/mies


    Na prasę wydaję jakies 30 zł miesięcznie, 100 zł wydaje mi sie duzo zawyżona kwotą.

    > 17. Fryzjer - 300 zł/mies ( 5 osób), jeśli manicure, pedicure lub fachowiec z w
    > yższej półki to więcej, czasem nawet dużo więcej

    Mój fryzjer jest drogi, ale w sumie (razem z mężem i dziećmi) wydajemy może z 200 zł miesięcznie.

    > 18. Przejazdy ( pociąg)- uśrednione- niech będzie 25 zł/osoby razem 125 zł

    nie jeżdzimy pociągiem

    > 19. Ubranie. Jeżeli nie zakłądamy, że kupujemy w najtańszych sklepach, które de
    > facto nie są najtańsze, to ok 150 zł/osobę- czyli 750 zł miesięcznie. A jeśli
    > trzeba kupić buty to więcej.

    Ubran dla dorosłych nie kupujemy często, więc trudno jest mi nawet zliczyc średni koszt tych wydatków. Dzieci łatwiej podliczyć, i jest to może ze 3-4 tys. rocznie (dzieci młodsze noszą ubrania po starszym rodzeństwie).

    >. Przy 5 osobach to 15.000 zł bez ż
    > adnych "funduszy na ratunek", oszczędności, szaleństw.

    Zawyżasz koszty, ot co.

    > Odnotowuję fakt .

    Ale jaki fakt? Że masz jakies dziwne pojęcie o wydatkach ponoszonych przez duże rodziny?
  • ciociacesia 02.01.12, 20:50
    > 3. Telefon, kablówka, internet - kolejne 300 zł
    > 12. Jedzenie- 30 zł/osobę dziennie to minimum
    > 16. Prasa, ok 100zł/mies
    > 17. Fryzjer - 300 zł/mies ( 5 osób)

    ja wiem ze niczegho nie udowadniasz. tylko ja sie utrzymuje z dzieckiem za nieco ponad 2tys. i tez nixczego nie udowadniam, po prostu tak jest
    --
    'chciałam zawsze kupić używane glany po jakiejś nastolatce. To tak, jak pić jej krew dla odmłodzenia.' by broceliande
  • urge 02.01.12, 15:42
    > Nie wierzę, żeby wszystkie miały dochody po kilkadziesiąt tysięcy. Jak spędzac
    > ie wakacje? Ile wydajecie na ubrania, rozrywki, książki? Jakie macie mieszkania
    > itd.

    Bez sensu jest wdawanie się w takie szczegóły, tym bardziej że podobnie jak rodziny jednodzietne rónież wielodzietne żyją na różnym poziomie.
    Ja akurat nie narzekam, mieszkanie mamy wygodne choć oczywiście mogłoby być większe, jeżdzimy na narty, pływamy na żaglówkach, opalamy się w ciepłych krajach itd wink Zanm mnóstwo rodzin 1-2 dzietnych żyjących o wiele skromniej.
    Ale najciekawsze jest to że z każdym dzieckiem nasza sytuacja finansowa średnio na członka rodziny jest coraz lepsza a nie gorsza chociaż nigdy wcześniej nic tego nie zapowiadało. Stąd nasz wspólny z mężem wniosek że nie warto kalkulować czy stać nas finansowo na kolejnego członka rodziny tylko czy mamy siły i chęci do przyjęcia kolejnego dziecka -którego z kolei nasze dzieci domagają się nieustannie już od dawna smile

    --
    Pozdrawiam -Marta mama Jurka, Jasia i Stefcia
  • andaba 02.01.12, 16:39
    Mnie najbardziej powaliły te wakacje za 2500 od osoby.
    To juz nie wolno jeździć do babci czy na kolonie?
    Ostatecznie na agroturystykę do Pcimia?
    Jak wakacje to musi byc samolot i drogi hotel?

    Miałam sie nie wypowiadać, bo to temat, od jakiego mi się nóż w kieszeni otwiera. Powiedz, czy któratkolwiek z wielodzietnych wchodzi na forum jedynaków i zadaje pytania, jak to możliwe, że nie zdecydowali sie na drugie dziecko, skoro zarabiają trzy srednie krajowe i czy aby temu jedynakowi się od dobrobytu w d... nie przewróci?

    Natomiast znajduje sie mnóstwo wścibskich bezdzietnych i jedno-dwudzietnych, którym żyć nie daje, że może ktoś nie daj Boże ma lepiej, bo go stać na piątkę dzieci, albo niegramotny i niegospodarny jest, że nie może się wyszaleć mając 10tys.

    Zrozum, że ludzie mają różne priorytety - dla ciebie to wakacje w tropikach, dla innych to kilkoro zadowolonych dzieciaków (No, naprawdę, nawet mimo braku wakacji na Karaibach, markowych ciuchów i żarcia za 30 z na łebka. Swoją drogą to za 30 zł ja robię pyszny obiad dla ośmiu osób).

    I czemu nikt sie nie czepia ubogich rodziców mniejszej ilości dzieci? Bo jedno dziecko jest zaspokojeniem instynktu macierzyńskiego? Dla jednych jedno, dla innych siedmioro. I tyle.

  • h2so4_pl 02.01.12, 18:38
    Andabo,
    Skąd ta agresja na nieagresywne pytania? Forum jest po to, żeby wymieniać poglądy i pytać. Gdzie jest adnotacja, że matkom (dorosłych) jedynaków wstęp wzbroniony? Jeśli mi go wskażesz wycofuję się.
    Nie ja pisałam o wyjeździe do hotelu o dobrym standardzie samolotem. Kto- patrz wyżej.
    Szkoda, że z tak błahego powodu jak to, że ktoś coś chce wiedzieć tak się burzysz, że nóż Ci się w kieszeni otwiera- nie warto.
    Między wścibstwem a poszerzeniem swojej wiedzy o obszar, którego się nie zna jest bardzo duża różnica.
    Zawsze byłam zdania, że ludzie mają różne priorytety i jesli nie żądają od innych, żeby żyli na ich wzór i podobieństwo to ok. I nie należy tego mylić z postawionym przeze mnie pytaniem.
    Doceniam, że dla Ciebie priorytetem jest 5 dzieci. Jeśli dobrze się z tym czujesz brawo. A Ty doceń to, że ja mając jedno dziecko- bo tak chciałam- zastanawiam się jak żyją ludzie, zarabiający podobnie często mniej za to mający bardzo duże rodziny.
  • andaba 02.01.12, 19:17

    > Skąd ta agresja na nieagresywne pytania?

    Bo jeżeli ciekawość cię zżera to wystarczy sobie forum przejrzeć. Takich jak ty mniej i bardziej ciekawych i pewnych swoich racji było tu juz sporo.
  • h2so4_pl 02.01.12, 20:09
    Cała zabawa polega na tym, że nigdzie nie piszę, że mam monopol na rację. A ciekawość to pierwszy stpień do......nie nie piekła tylko wiedzy smile
  • agni71 02.01.12, 19:52
    A Ty doceń to, że ja mając jedno dziecko- bo tak chciałam- zastanawia
    > m się jak żyją ludzie, zarabiający podobnie często mniej za to mający bardzo du
    > że rodziny.

    Ale ty nigdzie nie napisalas jakim dysponujesz dochodem? Może podaj kwote, to sobie porównamy? Na razie sypiesz wydumanymi kosztami życia, które nijak sie maja do rzeczywistości (chyba, ze deklarowana przez ciebie gospodarnośc charakteryzuje się, nie wiem, kupowaniem zbyt duzej ilości żywności, i wyrzucaniem jej? Może jecie bardzo, bardzo dużo?). O hotelach pisalam ja - i tak, za 2 tyg. zapłacilismy 3 lata temu chyba z 19 tys., 2 lata temu chyba ok. 15 tys. (tańszy kraj), a rok temu za tydzień 12 czy 13 tys. I chociaz nie mamy takich dochodów, jakie wg ciebie powinniśmy mieć (skoro na 7 osób 30 tys. to minimum, to na 5 - pewnie ze 25 tys. wypadałoby mieć?) to jakos nam na te wakacje wystarczyło. Wydaje mi się, ze nie wiesz, ile co kosztuje, albo nie umiesz znależć taniej. No nie wiem, nie mam pojęcia. Może nasze jadlospisy tak strasznie sie różnią? Może bez przerwy wydajecie na maksymalnie drogie rozrywki, hobby?
  • h2so4_pl 02.01.12, 20:14
    Dochody - ok 15 tys/mies+ stypendia syna.
    Jemy średnio dużo, nie pochłaniamy wielkich ilości, ale 20 latek je więcej niż 2 latek.
    Sporo wydajemy na książki.
    Nie kupuję w najdroższych sklepach, ale nie szukam megaokazji.
    Nie mamy superdrogiego hobby typu golf czy konie.
    Istotną pozycją w budżecie są wakacje.
    Staram się nie wyrzucać żywności, ale czasem wyrzucam resztki.
    No nie wiem........co jeszcze.
  • agni71 02.01.12, 20:21
    No to nie wiem, mąz dopiero co robił podsumowanie minionego roku i u nas na codzienne wydatki (w zasadzie wszystko oprócz wakacji, jakiegos powazniejszego leczenia typu usuniecie migdała w prywatnej klinice, remontu, wydatków na duze sprzęty rtv i agd) idzie ok. 8 tys. miesięcznie. Widocznie jednak kupujesz wszystko droższe niz my i tyle, skoro 15 tys. ledwo ci wystarcza na życie na 3 osoby. Może zajrzyj na forum "Oszczędzamy", jesli chcialabys jakos zmniejszyc wydatki? Bo i ty i ja nie mamy wrażenia, że z czegoś specjalnie w życiu rezygnujemy, a jednak skala wydatków zgoła inna....
  • h2so4_pl 02.01.12, 20:26
    Zajrzę. Gdzie jest forum o którym wspominasz?
    Chciałabym zmniejszyć wydatki, ale np. nie kosztem odmawiania sobie lepszego mięsa na obiad czy szukania przez pół dnia tańszych warzyw. W granicach rozsądku.
    Być może problemem jest miasto ( Warszawa jest droga). Poza tym w każdym miesiącu jest coś- a to ubezpieczenie ( u nas zawsze sporo ponad tysiąc złotych) samochodów, albo mieszkania, albo stomatolog, albo jakaś awaria, remont.....Prócz tego jednak co miesiąc staramy się odłożyć coś na wakacje, bo jak sama napisałaś jest to koszt kilkunastu tysięcy za 2 tygodnie.
  • agni71 03.01.12, 09:32
    Tu link do forum:
    forum.gazeta.pl/forum/f,20012,Oszczedzamy.html
    Ja co prawda nie oszczędzam tak rygorystycznie, jak niektórzy na tym forum, nie spisuje każdego wydatku, ale w jakims tam stopniu zracjonalizowałam swoje wydatki, lepiej planuje posiłki, a co za tym idzie - wydatki na jedzenie (po prostu nie marnuję jedzenia). W zeszłym roku nieco spadły nam dochody w stosunku do dwóch poprzednich lat, a w życiu codziennym w ogóle tego nie odczuliśmy. U mnie dużą oszczędnośc daje kupowanie ubrań dla dzieci prawie wyłącznie na wyprzedażach, promocjach, z kuponami rabatowymi - zważywszy na ceny regularne tego co kupuję, oszczędzamy pewnie ze 2 tys., albo i więcej, na tym. No i pilnuje nie wydawania na tanie (a kumulujace się do dużych) tzw. pierdółki (czasopisma, impulsywne zakupy spożywcze, szczególnie słodyczowe). Ksiązki sa dośc drogie, ja na szczęście znajduje dla siebie do czytania w bibliotece, więc sobie kupuje mało, a kupując dziecięce korzystam z promocji i porównuję ceny w różnych e-księgarniach.

    > Być może problemem jest miasto ( Warszawa jest droga).

    Ale, jak pisałam, nas tez to dotyczy, bo mieszkamy POD Warszawą, a ceny w spożywczych tutaj sa wyzsze niz w hipermarketach w Warszawie. Dlatego mąz robi zakupy raz w tygodniu w Auchan (który jest stos. tanim marketem), a na miejscu kupuję to czego tam nie ma, albo jest słabe, albo potrzeba kupić częściej. Jesli chodzi o warzywa, to na szczęście mam w poblizu od paru lat niedrogi warzywniak z miłą obsługa i dobrym towarem, wczesniej mocno przepłacałam za te rzeczy (bo ceny były jak w spożywczych w Warszawie + narzut). Myslę, ze w kwestii warzyw i owocow musisz po prostu znależć dobrze zaopatrzone miejsce z poblizu domu lub pracy, z dobrymi cenami, i tego sie trzymać (tez nie wyobrażam sobie latania po całym mieście, bo tu taniej to, a tam co innego - czas i benzyna/bilety tez kosztują przecież). Jak mieszkalismy przez jakis czas w Warszawie, to takie zakupy robilismy na bazarku.

    Przepraszam za te przydługie wywody, ale próbuję objaśnić, jak udaje nam sie żyć, i to wygodnie, za pieniądze, które z twoich wyliczeń nie powinny nam na to wystarczyć. Z pewnością udział w tym ma fakt, że nie mamy żadnych obciążeń kredytowych. No i umiejętność zamiany pewnych rzeczy na tańsze, a równie dobre/atrakcyjne zamienniki (np. wakacje zagraniczne - na krajowe, ale za to więcej i napakowane wręcz atrakcjami - podczas gdy w Grecji w lipcu czy sierpniu bylismy tylko w stanie doczłapać sie do wody).
  • h2so4_pl 03.01.12, 13:31
    Dziękuję!
    Jedyne kupony rabatowe jakie mam to w Realu i na benzynę sad
    Zdarza mi sie kupować tzw pierdółki - prasę, książki, rzadziej słodycze, ale jeśli już to te droższe. Przyznam, że nie kupuję w e-księgarniach, ale jest to pomysł.
    Bardzo drogie są podręczniki akademickie, które niestety, kupić trzeba.
    Nie znam Auchan ale Real jest chyba ekwiwalentny pod względem cen i asortymentu. Mam do niego najbliżej.
    Bazarek w moim przypadku odpada, bo po pierwsze jest daleko po drugie są tam raczej pawilony niż stragany i ceny........kupując tam nie zmieściłabym sie w wykpiwanych przez niektóre osoby 150 zł. Przed Świętami 1kg cebuli kosztował.......10 zł!!!!!! Nie kupiłam. Jest to sklep z tzw, zdrową żywnością.
    Dziękuję za życzliwe słowo i konstruktywny post.
  • magdak_1977 05.01.12, 14:10
    Według mnie wakacje krajowe wcale nie muszą być tańsze, szczególnie ze zagranicą są często zniżki dla dzieci a u nas niet. Nasze wakacje w kraju - preferuję ze względów zdrowotnych długie wyjazdy - 5-6 tyg, kosztują nie mniej niż poza PL. Do tego jak nie ma pogody, kupa kasy idzie na zagospodarowanie czasu...
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/atdcqtkf4zk9618g.png
    Magda - szczęśliwa mama piątki
  • agni71 05.01.12, 16:28
    magdak_1977 napisała:

    > Według mnie wakacje krajowe wcale nie muszą być tańsze, szczególnie ze zagranic
    > ą są często zniżki dla dzieci a u nas niet. Nasze wakacje w kraju - preferuję z
    > e względów zdrowotnych długie wyjazdy - 5-6 tyg, kosztują nie mniej niż poza PL
    > . Do tego jak nie ma pogody, kupa kasy idzie na zagospodarowanie czasu...

    Nie ma sposobu, żeby 5-6 tygodni w Grecji czy innym kraju śródziemnomorskim dla np. 5-osobowej rodziny kosztowały tyle, co analogiczny pobyt w Polsce. Oczywiście mam na mysli wakacje z przelotem samolotem i w dobrych warunkach.
  • magdak_1977 05.01.12, 17:00
    Być może , nie jeżdżęwink Ale jak widzę oferty za 1000pln za tydz all inclusive plus dzieci do 3 lat gratis, to by mnie ten tydz kosztował 5000pln, analogocznie płacę w PL. Jak dubluję ten tydz, to już za przelot nie płacę, chyba? Ja jeżdzę w dobre warunki, bo mam małe dzieci i muszę mieć wygodnie i za sam nocleg tygodniowo idzie mi 2500-3000pln. Jedziemy teraz w góry i za 10 dni w beskidach liczę 10000 pln, nie chce wyjść inaczejsad
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/atdcqtkf4zk9618g.png
    Magda - szczęśliwa mama piątki
  • agni71 05.01.12, 20:00
    Ale jak widzę oferty za 1000pln za tydz all inclusive p
    > lus dzieci do 3 lat gratis, to by mnie ten tydz kosztował 5000pln, analogocznie
    > płacę w PL.

    Ja takich ofert nie widywalam, a juz dla rodzin 2 + 3 szczególnie.

    Ja jeżdz
    > ę w dobre warunki, bo mam małe dzieci i muszę mieć wygodnie

    ja tez lubię miec wygodnie, niezależnie od dzieci wink

    i za sam nocleg tyg
    > odniowo idzie mi 2500-3000pln.

    Nas podobnie kosztuje tydzień w Beskidach...

    >Jedziemy teraz w góry i za 10 dni w beskidach li
    > czę 10000 pln, nie chce wyjść inaczejsad

    A u mnie chce smile W zeszłym roku całośc kosztowała nas ok. 4500 (z posiłkami, dojazdem, opłatami za wyciąg). Myślę, ze w tym roku będzie podobnie.
  • urge 05.01.12, 20:31
    > Ale jak widzę oferty za 1000pln za tydz all inclusive p
    > > lus dzieci do 3 lat gratis, to by mnie ten tydz kosztował 5000pln, analog
    > ocznie
    > > płacę w PL.
    >
    > Ja takich ofert nie widywalam, a juz dla rodzin 2 + 3 szczególnie.

    W ogóle ofertę dla rodziny 2+3 trzeba w biurze podróży indywidualnie wynegocjować, też nie widziałam takich w ofercie. A dla większych rodzin to szczerze wątpię czy się w ogóle da. My jeździmy na własną rękę ale jak by nie liczyć to nawet wakacje w Chorwacji są dwukrotnie droższe niż w Polsce (chociaż na pierwszy rzut oka np cena apartamentu taka sama lub podobna)

    > >Jedziemy teraz w góry i za 10 dni w beskidach li
    > > czę 10000 pln, nie chce wyjść inaczejsad

    > A u mnie chce smile W zeszłym roku całośc kosztowała nas ok. 4500 (z posiłkami, d
    > ojazdem, opłatami za wyciąg). Myślę, ze w tym roku będzie podobnie.

    Tu z kolei też mam odwrotne -też jeździmy w beskidy już od kilku lat i zakładając że ceny nie wzrosły specjalne od zeszłego roku to z dojazdem, pełnym wyżywieniem i karnetami na narty dla wszystkich (zakładam że Stefek też już będzie w tym roku jeździł) w 5tys się mieścimy.
    --
    Pozdrawiam -Marta mama Jurka, Jasia i Stefcia
  • agni71 06.01.12, 00:39
    > W ogóle ofertę dla rodziny 2+3 trzeba w biurze podróży indywidualnie wynegocjow
    > ać, też nie widziałam takich w ofercie.

    sa, sa tylko odpowiednio drogie i oczywiście wykupywane w First Minute a nie Last. TUI ma, Neckermann - te dwa biura na pewno. Jeszcze chyba Grecos - nie wiem, czy to biuro jeszcze istnieje?

    Ze względu na wysokie ceny i jednak zbyt męczące upały latem (chetnie pojechałabym we wrześniu, ale szkoła) w tym roku ponownie wybieramy wyjazdy krajowe.
  • magdak_1977 05.01.12, 21:00
    No żeście mnie zmobilizowały do liczenia:

    nocleg - wynajmuję domek za 400pln/dobę ( 3 pokoje plus łazienka plus aneks kuch)
    na jedzenie liczę 60pln/osobę/dobę razy 6 osób
    wychodzi: 4000pln nocleg plus 3000 pln wyżywienie

    reszta - podróż pluz wyciągi plus wypożyczalnie plus atrakcje plus niespodziewane wydatki (zawsze się takie znajdą niestety)
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/atdcqtkf4zk9618g.png
    Magda - szczęśliwa mama piątki
  • magdak_1977 05.01.12, 21:02
    Czekaj, Angi, a w ile osób jedziecie? bo my w 7, może stąd różnica...
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/atdcqtkf4zk9618g.png
    Magda - szczęśliwa mama piątki
  • magdak_1977 05.01.12, 21:09
    Agni, przepraszam za literówkę
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/atdcqtkf4zk9618g.png
    Magda - szczęśliwa mama piątki
  • agni71 06.01.12, 00:44
    5 osób, więc za wyzywienie mniej. Tj moze pojadą z nami jeszcze dwie osoby, ale za wyżywienie płacą same, my sponsorujemy domek smile No i my na 7 noclegów, to jest tylko 2800 za same noclegi, a nie 4000 jak u was, a to juz duża różnica. Nota bene, tez mamy domek z dwiema sypialniami, pokojem dziennym, aneksem i łazienką (na górze jeszcze toaleta), i tez 400 zł za dobę - może w to samo miejsce jedziemy?
  • mroofka94 05.02.12, 17:20
    Aska 1972

    Zamiast mnie odwiedzic, to sie po frach wloczysz???

    No ja Ci dam!

    [Pro]


    Kawa? wink


    --
    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/8/vf/nd/arml/KPUzYcZArnLzKLLJZA.jpg
  • aska1972 06.02.12, 14:34
    No żesz... kogo to moje piękne, stare oczy widzą wink
    przyjadę na pewno, jeszcze nie wiem kiedy ale przyjadę, buziaczki
    --
    Joanna +9
    fotoforum.gazeta.pl/u/aska1972.html
  • magdak_1977 05.01.12, 17:05
    Akurat w Grecji może być teraz całkiem tanio, a jak z eurolandu wypadną, to dopiero będzie...wink
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/atdcqtkf4zk9618g.png
    Magda - szczęśliwa mama piątki
  • 06gosia34 05.01.12, 18:05
    Naprawdę czytam i nie wierzę,licytować się kogo stać i na co. A co z rodzicami i samotnymi matkami licznych gromadek? Są wielkodzietne rodziny gdzie się nie przelewa i trzeba zaciskać pasa. To znaczy że co? jak nie ma tam takich sum jakie byly wylkiczane? Są rodziny majętne ale i są rodzine gdzie żyje się skromnie albo i takie gdzie bieda aż piszczy .Tak samo jest z rodzinami gdzie jest 1 lub 2 . tylko tam nikt nikogo nie podlicza, bo życie jest ciężkie i drogie. Za to chętnie sie podlicza rodziny wielodzietne. Bo jak sie ma gromadkę to pewnie s.. się złotem . Sama mam 6 dzieci i doskonale wiem ile wydaję miesięcznie. O jednym mogę zapewnić nie mam takich pieniędzy jak były wymieniane a żyje nam się dobrze i nawet wygodnie.
  • magdak_1977 05.01.12, 21:08
    To nic nie znaczy. Po prostu mówimy każdy swoje zdanie. Jak mieliśmy jedno, potem dwoje dzieci to żyliśmy bardzo skromnie. Mniej więcej przy trzecim nasza sytuacja się zdecydowanie polepszyła. Każdy żyje na takim poziomie, na jaki go stać. Uważam jednak, że zejście poniżej pewnego poziomu nie odbędzie się jednak bez szkody dla dzieci, szczególnie tych starszych, które są już "zadomowione" w jakiś społecznych grupach rówieśniczych, gdzie nie jest tak łatwo jak dorosłym powiedzieć, że nie jadę na wycieczkę szkolną, bo moich rodziców na to nie stać. Tyle, bez żadnych podtekstów.

    A poza tym powstało kilka "podwątków" np. o wakacjachwink
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/atdcqtkf4zk9618g.png
    Magda - szczęśliwa mama piątki
  • urge 02.01.12, 18:42
    > Mnie najbardziej powaliły te wakacje za 2500 od osoby.
    > To juz nie wolno jeździć do babci czy na kolonie?
    > Ostatecznie na agroturystykę do Pcimia?
    > Jak wakacje to musi byc samolot i drogi hotel?

    To jest ciekawy temat. My (ja i mój mąż) akrat lubimy wyjechać do ciepłych krajów, zwłaszcza ja uwielbiam jak jest gorąco smile W tym roku byliśmy razem z moją siostrą (i jej 4 dzieci) oraz bratem (i jego 3 dzieci). Dzieciaki były zachwycone! Okazało się jednak, że w kolejne wakacje ani moja siostra ani brat nie mogą z nami pojechać -i tu pojawił się problem bo nasze dzieci twierdzą że w takim razie to żadne wakacje będą i wolą pojechać do cioci na wieś ale z kupą innych dzieciaków!

    Ostatnio zastanawiałyśmy się też z koleżanką (wielodzietną) dlaczego nasze dzieciaki wciąż jęczą o kolejne rodzeństwo a znajome jedynaki zapytane o to samo rodzeństwa nie chcą w ogóle? Otóż ja myślę że dlatego, że takie odchowane już dziecko nie umie sobie wyobrazić co by zyskało mając rodzeństwo za to doskonale wie co może stracić. Pewnie jest jakaś analogia w przypadku rodziców jednego czy dwójki dzieci, którzy nigdy nie mieli do czynienia z rodziną wielodzietną "od środka" -i dlatego jak by nie kalkulowali to im wychodzi że sie nie opłaca smile a nie są zwyczajnie w stanie wyobrazić sobie co tracą i uwierzyć że jest to w stanie zrekompensować nawet brak wakacji na końcu świata, na które obowiązkowo leci się samolotem wink

    --
    Pozdrawiam -Marta mama Jurka, Jasia i Stefcia
  • h2so4_pl 02.01.12, 18:52
    Pisałam wielokrotnie - każdy ma preferencje. O samolocie nie ja zaczynałam, więc to odpuśćmy.
    Nie miałam nigdy do czynienia na dłużej z wielodzietnymi rodzinami, ale..... moja mama miała koleżankę, której rodzeństwo ( 5) było równo ze sobą skłócone, skonfliktowane i to bardzo wiele lat. Do tego stopnia, że bardzo dorosła już siostra ( i zdrowa) nie pojechała na pogrzeb brata, a cioteczne rodzeństwo się nie zna. Każdy żyje swoim życiem.
    Nie ma prostych wzorców, reguł, natomiast zawsze jest coś kosztem czegoś- coś się zyskuje a coś traci. Wiem, że na forum WIELODZIETNYCH są preferencje licznych rodzin i ok. I znów nie jest niczym zdrożnym jak matka jedynaka chce czegoś dowiedzieć się o tego rodzaju rodzinach choć sama wybrała inną opcję. Dla siebie dobrą.
  • urge 02.01.12, 19:14
    Ja tam nie wiem jak żyją dzieci koleżanek moich rodziców ale sama mam czworo dorosłego rodzeństwa a mój mąż dwoje i z wszystkimi żyjemy w doskonałej komitywie (oprócz częstych spotkań nawet na wakacje lubimy razem jeździć, a nasze dzieci jeszcze bardziej!)
    Wybrałaś inną opcję, dla Ciebie jest lepsza -i to wszystko jest ok. Nie rozumiem tylko po co drążysz dlaczego ktoś wybiera inną a potem krytykujesz jego argumenty? Przecież z założenia wiadomo że one Cię nie przekonają smile
    --
    Pozdrawiam -Marta mama Jurka, Jasia i Stefcia
  • h2so4_pl 02.01.12, 20:20
    Nie krytykuję. Nigdzie nie napisałam, że taka opcja jest dobra a inna zła. Jestem za tolerancją. Zadałam pytanie a ono nie jest tożsame z krytyką. Opisałam życie określonej rodziny po to, żeby- być może przewrotnie- pokazać, że nie zawsze duże rodziny są wspaniałe i tylko się na nich zyskuje. Napisałam natomiast, że zawsze coś jest kosztem czegoś. A czego- tego nie wiemy- ani my rodzice jedynaków ani Wy rodzice 3+.
  • urge 02.01.12, 20:38
    > Opisałam ży
    > cie określonej rodziny po to, żeby- być może przewrotnie- pokazać, że nie zawsz
    > e duże rodziny są wspaniałe i tylko się na nich zyskuje.

    Nic nie jest w życiu czarno-białe. A to co opisałaś jest bardziej przewrotne niż chcesz się przyznać -bo beznadziejne relacje między rodzeństwem które opisujesz są moim zdaniem wynikiem błędów wychowawczych rodziców a nie ilosci dzieci w rodzinie. Osobiście znam też jedynaka (już dorosłego) który wyssawszy wszystkie soki z rodziców nie odwiedza matki (ojciec już nie żyje) w domu starców bo nic już od niej uzyskać nie może -czy to Twoim zdaniem może być przykładem na to że nie warto mieć jedynaka? I czy nie byłoby dobrze opisać tego przykładu na forum dla rodziców jedynaków -tak na wszelki wypadek, ku przestrodze? wink

    ps: żeby nie było, mam też normalnych znajomych którzy mają po jednym dziecku smile I nie widzę sensu przekopywania się przez ich finanse, sposób spędzania wolnego czasu itd. i porównywania ich do swoich bo bilans musi być własnie całościowy, a takiego zrobić się nie da gdyż pewne rzeczy są nie do zmierzenia.

    --
    Pozdrawiam -Marta mama Jurka, Jasia i Stefcia
  • h2so4_pl 02.01.12, 22:09
    Dyskusja zaczyna nieprzyjemnie zbaczać, a nie było to moją intencją. Nie interesuje mnie czy pani X ma dużo czy mało, ale problem jak rodziny wielodzietne, w których 2 pensje trzeba dzielić na 5-7-10 osób ( bo takie też przecież są) sobie radzą. Żyjąc w okreslonych realiach i przyjmując, że ludzi o dużych dochodach nie ma aż tak wielu zastanawiałam się jak to jest. Zastanawiałam - NIE krytykując, NIE oceniając. Przy okazji wyszły uboczne wątki w wątku.
    Tak jak chyba wszystkie uważamy nic nie jest ani czarne ani białe. Jest coś za coś. To nie ja pisałam ile to tracą jedynacy nie mając rodzeństwa. Nie ja pisałam, że trzeba na wakacje latać samolotami do tzw ciepłych krajów. Pisałam natomiast, że nalezy uszanować wybór każdego, a o okreslone rzeczy PYTAŁAM. Pytałam, bo nie znam rodzin wielodzietnych i...... ale nie chcę zaogniać.
    Pozdrawiam.
  • urge 02.01.12, 22:27
    h2so4_pl napisała:

    > To nie ja pisałam ile to tracą jedynacy nie mając rodzeństwa.

    Ani Ty ani nikt inny! smile

    Nikt też nie udowadniał Ci tu że źle jest mieć 5 tysięcy na łebka miesięcznie.
    No i nikt na pewno nie miał intencji wprowadzić nierzyjemnych akcentów do dyskusji. Nikt Cię nie skrytykował ani nie ocenił. Może problem jest w tym że poprostu nikt nie PYTAŁ i nie był zainteresowany jak to jest mieć tylko jedno dziecko?
    --
    Pozdrawiam -Marta mama Jurka, Jasia i Stefcia
  • h2so4_pl 03.01.12, 09:03
    Forum, w którym pisze się o wielodzietności. I nigdzie nie jest powiedziane, że wielodzietność w sensie psychologicznym, socjologicznym, nawet finansowym, pracy zawodowej, relacjach z innymi może interesować osoby mające jedno dziecko lub bezdzietne. Może porównanie drastyczne, ale nie muszę mieć psa, żeby pytać o hodowlę dobermanów.
    Trudno na tym forum doszukać się dyskusji o jedynakach. Gdyby jednak gdzieś takie forum było i ktoś z wielodzietnych zadałby pytania jak np. odnajduje sie jedynak w wieku 10-15-20 lat ( bo jeynaków 2 latków miała większość z Was), myslę, że nikt nie robiłby afery i odpowiedział. Chyba, że zwyciężyłaby zwykła ludzka złośliwość i chęć pouczania ( nota bene mamy niejedynaków bardzo lubią pejoratywnie oceniać jedynaków i ich rodziców. Wymawiane z przekasem twierdzenie "rozpieszczony jedynak" jest bardzo częste i nie zawsze prawdziwe. Jedynak może- nie musi-być lepiej przygotowany do życia , bardziej zaradny, empatyczny, twórczy).
    Kończąc- nikogo nie obrażam, pytam. Jak ktoś nie chce niech nie odpowiada.
    Pozdrawiam.
  • urge 03.01.12, 11:30
    > Forum, w którym pisze się o wielodzietności. I nigdzie nie jest powiedziane, że
    > wielodzietność w sensie psychologicznym, socjologicznym, nawet finansowym, pra
    > cy zawodowej, relacjach z innymi może interesować osoby mające jedno dziecko lu
    > b bezdzietne.

    Może. Trudno się jednak oprzeć wrażeniu że Ciebie interesuje wyłącznie ten aspekt finansowy, co dla mnie zakrawa na wścibstwo. Zrób sobie może eksperyment: wejdź na emamę czy inne forum dla mam i spytaj jak sobie radzą te rodziny (obojętne iludzietne) w których dochód na członka rodziny jest mniejszy niż 5, czy nawet 4 tys? Może się zdziwisz kiedy się okaże że zdecydowana większość społeczeństwa żyje za takie kwoty i co ciekawe wiele z tych osób uważa że żyje wygodnie i przyzwoicie?

    > Trudno na tym forum doszukać się dyskusji o jedynakach. Gdyby jednak gdzieś tak
    > ie forum było i ktoś z wielodzietnych zadałby pytania jak np. odnajduje sie jed
    > ynak w wieku 10-15-20 lat ( bo jeynaków 2 latków miała większość z Was), myslę,
    > że nikt nie robiłby afery i odpowiedział. Chyba, że zwyciężyłaby zwykła ludzka
    > złośliwość i chęć pouczania ( nota bene mamy niejedynaków bardzo lubią pejorat
    > ywnie oceniać jedynaków i ich rodziców. Wymawiane z przekasem twierdzenie "rozp
    > ieszczony jedynak" jest bardzo częste i nie zawsze prawdziwe. Jedynak może- nie
    > musi-być lepiej przygotowany do życia , bardziej zaradny, empatyczny, twórczy)

    I znów trudno mi się oprzeć wrażeniu że jakieś kompleksy Cię napędzają do tego pisania. Nikt tu przecież jedynaków nie oceniał! Piszesz że gdyby ktoś Cię o to zapytał to Ty (w przeciwieństwie do nas -w domyśle) odpowiedziałabyć grzecznie. A gdzie Ty spytałaś o nasze dzieci? O to jak się odnajdują w życiu, jakie są relacje między rodzeństwem itd? Jak my się czujemy jako mamy wielu dzieci?

    > Kończąc- nikogo nie obrażam, pytam. Jak ktoś nie chce niech nie odpowiada.

    Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że podkreślając w każdym poście że nikogo nie chcesz obrazić, chcesz dać do zrozumienia że jednak jakiś powód do obrażenia się jest? Ja go nie widzę, przyznam szczerze. Jestem szczęśliwa i zadowolona ze swojego życia i snu mi z powiek nie spędza że gdzieś jest ktoś kto nie rozumie jak można tak żyć smile

    --
    Pozdrawiam -Marta mama Jurka, Jasia i Stefcia
  • anna.kw 05.01.12, 11:56
    Może Pani potrzebuje potwierdzenia, że jej sytuacja jest tak zła, że nie stać jej na kolejne dziecko? Niestety, tego nikt nie zrobi. Każdy sam musi sobie odpowiedzieć jakie są jego warunki, czego potrzebuje do życia i ile dzieci może wychować.
    Razem z mężem mamy do dyspozycji ok 7 tys. Mieszkamy w Warszawie. 2500/mies idzie obecnie rata z mieszkanie (56m2-3pokoiki z kuchnia), przedszkole córki-500/mies, żłobek syna-500/mies. 250-net, kablówka i tv, 250-rata męża za studia, 700 zł czynsz z miejscem postojowym, 100/mies gaz i elektryka, 400 zł/mies moje studia. Na życie zostaje mi 1800 zł. W tej kwocie muszę zmieścić jedzenie, leki, wydatki na samochód, bilety, ubrania, buty, pieluchy dla dwójki młodszych etc. Moja rodzina liczy dwoje dorosłych i 3 dzieci. Odkłada na wakacje nie mamy z czego, ale jeździmy do moich rodziców, którzy mieszkają 300km stąd. Jakoś dajemy radę. Coś czasem skapnie, a to kuzynka zza granicy da mi po swoich dzieciach ubranka, a to chrześni kupią zabawki na mikołaja. Może to zabrzmi dziwnie, ale nie liczę pieniędzy. Na początku miesiąca, robię opłaty stałe, a potem koncentruje się na najważniejszych wydatkach-tj jedzeniu. Nie kupuje parówek za 6zł/kg, bo dla mnie ma tu zastosowanie przykazanie-Nie zabijaj... Wydatki na jedzenie są stałe-bułka, masło, wędlina na kanapki, mleko kasza manna/owsianka jajka(ogólnie coś na śniadania) obecnie mrożonki na zupę. jakieś mięso./ryba na drugie, coś na kolacje-patrz śniadanie. do tego owoce, jogurty. Przetwory typu soki, sałatki, dżemy, dostaje od mamy i teściowej. Wszystko pozostałe muszę kupić. Uważam, że jest spoko. Dzieci są ubrane i najedzone. Jak podrosną to wydatki się zmienią i ja też wrócę do pracy. Wtedy wiadomo, że będzie nas stać na więcej i może na wakacje się znajdzie smile A to że inni mają więcej mnie nie obchodzi. Od tego mi nie ubędzie ani nie przybędzie. Chciałabym mieć przynajmniej jeszcze jedno dziecko, ale będzie co ma być big_grin
  • h2so4_pl 05.01.12, 13:20
    Podpięło się gdzie indziej, ale pewnie to było do mnie.
    NIE chciałam mieć więcej dzieci. Był to mój świadomy wybór. Taka a nie inna rodzina mi odpowiadała z wielu powodów. MNIE co nie oznacza innym. I dla MNIE sprawy finansowe miały- i mają w dalszym ciągu- znaczenie. I nie chodzi tu o wyścig, że sąsiadka wyjechała do Australii a ja "tylko" do Meksyku ( przykład ) czy licytację kto ma lepszy samochód, ale o to, żebym nie musiała zastanawiać się czy stać mnie na szynkę czy parówki ( znów przykład), żebym nie musiała liczyć na pomoc innych. Z tego co piszesz 1800 zł/miesiąc/5 osób daje 12 zł dziennie na osobę jedzenie, leki, pieluchy, ubrania, benzynę itd. Lub jak ktoś woli 60 zł/rodzinę dziennie. Według MNIE to nierealne. Podobnie jak 100 zł/miesięcznie na gaz i energię przy 5 osobach ( pralka!!!).
  • andaba 09.01.12, 15:28
    h2so4_pl napisała:

    Według MNIE to nierealne. Podobnie jak 100 zł/miesięcznie na
    > gaz i energię przy 5 osobach ( pralka!!

    A 171 zł miesięcznie na 8 osób jest realne?


  • h2so4_pl 09.01.12, 15:43
    Też nie. W każdym razie w Warszawie i przy obecnych cenach. Chyba, że siedzi się przy świecy, nie ma zmywarki, nie prasuje itd.
  • andaba 09.01.12, 15:45
    Jestem nierealna smile

    Ale widać dlatego, że nie z Warszawy...

    No owszem, zmywarki nie mam. Ale świeczek też nie.
  • h2so4_pl 09.01.12, 18:58
    Być może są miejsca, w których tańsza jest energia elektryczna...... Dla mnie zmywarka to standard, ale płaci się za prąd. Coś za coś.
  • magdak_1977 05.01.12, 14:01
    A jak zachruje trójka dzieci na raz ( nie mówię już o dorosłych) i musicie leki kupić, ew. iść prywatnie do lekarza, to jak dajecie radę? Może ja mam słabą wyobraźnię, ale dla mnie wyżycie w Wawie za 1800 zl na 5 osób jest praktycznie niemożliwe, chyba że ze stratami dla wszystkich... I nie piszę tego złośliwie
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/atdcqtkf4zk9618g.png
    Magda - szczęśliwa mama piątki
  • urge 05.01.12, 14:49
    Dziewczyny, dajcie już spokój konkretnym kwotom! Magda, Ty nie wyobrażasz sobie jak można tu żyć za 1800zł (ja też nie, ale znam rodziny na moim osiedlu które po odliczeniu opłat stałych żyją z jeszcze mniejszej kasy i dają radę i są szczęśliwe), a h2so4 nie rozumie jak można żyć z takiej kwoty jaką Wy macie na życie. Mam z kolei ciocię która nie rozumie jak ludzie mogą żyć w 3 osoby za 15tys bo ich dochody miesiączne przekraczają nawet moją barierę wyobraźni smile )
    I nie ma co mnożyć sytuacji pod tytułem co by było gdyby? Bo sama pomyśl co by było gdyby naszych mężów np zabrakło? My mamy wysokie ubezpieczenie na życie -starczy na kilka lat, w międzyczasie mogę wrócić do pracy i rozwinąć trochę skrzydła, ale tak zarazbiać jak mój mąż nie będę nigdy, więc tak czy siak stopa życiowa moich dzieci spadłaby znacznie.
    Z drugiej strony należymy to osób które praktycznie nie chorują, a na drobne przeziębienia daję dzieciom miód z cytryną i w aptece nie zostawiam praktycznie żadnej kasy. Po co mam rozparywać co będzie jak się nagle rozchorujemy wszyscy i jeszcze prywatny lekarz będzie potrzebny?

    Prawda jest taka, że jeśli ktoś nie ma ogromnego majątku (a mam tylko jedną znajomą rodzinę którą bym pod ten warunek podpięła) to decydując się na większą ilość dzieci podejmuje się też ryzyka że może kiedyś zaistnieć taka sytuacja, że będzie skazany na pomoc rodziców, rodzeństwa czy nawet państwa. Kwestia decyzji czy ktoś jest w stanie z tą świadomością żyć czy nie, bo życie jest tak nieprzewidywalne że nie wiemy co nas czeka za rogiem. Oczywiście nie mówię tu o tych którzy już nie mają z czego żyć a nadal powiększają rodzinę, ale ocenianie laski która narazie najwyraźniej żyje z tej kasy którą ma (bez względu na to czy się to komuś mieści w głowie czy nie) i która ma perspektywę że będzie lepiej a nie gorzej (bo mąż może awansować a ona wrócić do pracy) -uważam za przesadę.

    Wiadomo też od początku tej rozmowy że Pani h2so4 nie byłaby w stanie takiego ryzyka podjąć -jednym do szczęścia potrzebna jest wesoła gromadka innym instynkt macierzyński pozwala zaspokoić jedno dziecko a potrzeba bezpieczeństwa finansowego jest konieczna żeby spokojnie i bez stresu żyć -i tyle. I nadal uważam że szczegółowe zagłębianie się w czyjeś finanse jest objawem bez sensu.

    --
    Pozdrawiam -Marta mama Jurka, Jasia i Stefcia
  • urge 05.01.12, 14:53
    > I nadal uważam że
    > szczegółowe zagłębianie się w czyjeś finanse jest objawem bez sensu.

    "objawem" się wkradło z innej myśli i zdanie wyszło głupie wink
    --
    Pozdrawiam -Marta mama Jurka, Jasia i Stefcia
  • super_ktosik 05.01.12, 15:48
    Kiedyś z mężem mieliśmy dużo więcej na osobę niż 5000zł - ale nie mieliśmy wtedy dzieci. Teraz mamy mniej ale mamy trójkę wspaniałych dzieciaków. Dla mnie dziecko jest bezcenne, mogę ze wszystkich luksusów zrezygnować ,no prawie ye wszystkich. Kazdy ma jakieś priorytety.
  • magdak_1977 05.01.12, 16:52
    urge napisała:

    > Dziewczyny, dajcie już spokój konkretnym kwotom! Magda, Ty nie wyobrażasz sobie
    > jak można tu żyć za 1800zł (ja też nie, ale znam rodziny na moim osiedlu które
    > po odliczeniu opłat stałych żyją z jeszcze mniejszej kasy i dają radę i są szc
    > zęśliwe?

    Sorry, ale to wychodzi 360zl/mies/osoba - jak kupuję buty zimowe, to płacę min.200zł za parę. Oczywiście, że można kupić taniej/używane/gorszej jakości, ale czy stopy, kręgosłup, zdrowie dziecka za to nigdy nie odpowiedzą? Jasne, że można zakładać, że jak się ogólnie nie choruje, to raczej nie zacznie się mega chorwać, ale jak dziecko po zwykłym katarze będzie miało podejrzenie zatkanego ucha, to masz wybór - czekasz trzy-cztery miesiące na wizytę państwową, w tym czasie ubytki słuchu mogą być już poważne, lub idziesz prywatnie i płacisz 120-150zł. Dla mnie nie ma wyboru. I wcale nie mówię tu o poważnych chorobach, bo te są drogie dla wszystkich i bez pomocy państwa/kasy chorych czy jak zwał tak zwał się nie da na dłuższą metę.
    >
    > Prawda jest taka, że jeśli ktoś nie ma ogromnego majątku (a mam tylko jedną zna
    > jomą rodzinę którą bym pod ten warunek podpięła) to decydując się na większą il
    > ość dzieci podejmuje się też ryzyka że może kiedyś zaistnieć taka sytuacja, że
    > będzie skazany na pomoc rodziców, rodzeństwa czy nawet państwa.

    Kiedyś, z powodu zdarzeń losowych, tak, ale zakładanie, że "przebidujemy" tak 5/10/15 lat, a potem będzie już lepiej uważam za zwykłą nieodpowiedzialność, bo dzieci żyją tu i teraz, i tu i teraz mają swoje potrzeby. I nie może być tak, żeby za miły dla oka rodziców widok gromadki swojego rodzeństwa, musiały płacić brakami (podstawowymi) dla siebie. Moim zdaniem oczywiście. Pewne kwoty są tu po prostu niezbędne.
    I nie piszę w kontekscie jakiegokolwiek wcześniejszego wpisu, tylko tak w ogóle, przemyśleniewink

    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/atdcqtkf4zk9618g.png
    Magda - szczęśliwa mama piątki
  • h2so4_pl 05.01.12, 17:39
    Nawet w zdrowych rodzinach jakieś pieniądze zostawia się w aptece.
  • donkaczka 12.01.12, 20:53
    serio?
    bo ja w aptece nie zostawilam poki co wiecej niz moze 100 pln przez 5 lat posiadania dzieci - plastry, jakies krople do nosa, ze dwa razy syrop przeciwgoraczkowy kupilam
    i to wszystko


    boski jest ten watek, normalnie zaluje, ze wczesniej nie zagladalam smile

    wyliczenia Twoje sa kompletnie z d.upy za przeproszeniem, 30 pln na jedzenie na osobe? ranyboskie, jemy dobrze, wiekszosc bio, wino, ryby, dobre mieso, egzotyczne potrawy i owoce, bo lubie pichcic i bujamy sie w okolicy 100pln na 5 osob, przy czym ceny w niemczech bywaja wyzsze niz pl, w polsce mysle ze wydawalabym mniej - 15-20 na osobe to juz jest duzo
    i z reszta wyliczen jest podobnie
    --
    "tak jak siano ma się suszyć na grabiach, tak dziecko ma rosnąć na rękach" by prababcia Luśki
  • andaba 12.01.12, 22:21
    Ja dzieci posiadam kilkakrotnie dłuzej i suma jest zblizona - ze dwa razy antybiotyk, kilkakrotnie syrop p/goraczkowy, witamina D w niemowlęctwie. I tyle.
  • magdak_1977 12.01.12, 22:44
    Rany Dziewczyny, to zazdroszczę Wam takich dzieci. Witamin też nie kupujecie? A za przeproszeniem test ciążowysmile Ja zostawiam w aptece dużo, choć dzieci teoretycznie zdrowe są, bez żadnych chorób przwylekłych, alergii itp. Zbudowanie zwykłej aptecznki na wakcje kosztuje ze 150pln - przwciwbólowe, do odkażania, na brzuch, głowę, kaszel, krople do nosa, bandaż, plaster, coś na ukąszenia i się zbierze, Ja rozmumiem, że można forsować swoje zdanie, ale aż tak...
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/atdcqtkf4zk9618g.png
    Magda - szczęśliwa mama piątki
  • aintha 12.01.12, 22:51
    Dołączam do zazdroszczenia... Wczoraj zostawiłam 80 zł w aptece. A na pewno zostawię i za skojarzone szczepionki i za MULTUM chorób wirusowych, które moje małe nękają... ?nie wpsominając o witaminach dla matek karmiących (czyli mnie), witaminie K (jeszcze 3 tygodnie), wit. dla Starszych, kwasie DHA dla mnie, a za 3 miechy dla Najmłodszej... Mnóstwo kasy...
    ---------------------------
    http://lbym.lilypie.com/8hZgp1.png|http://lb3m.lilypie.com/aP51p2.png|http://lb1m.lilypie.com/T5NEp2.png
  • urge 12.01.12, 23:05
    > A na pewno zostawię i za skojarzone szczepionki

    Na szczepionki faktycznie sporo kasy poszło w pierwszym roku życia, ale to uważam już za prehistorię wink

    --
    Pozdrawiam -Marta mama Jurka, Jasia i Stefcia
  • andaba 12.01.12, 23:05
    Nie, nie kupuję witamin, jedzą owoce i warzywa, nie sądzę, żeby im awitaminoza groziła.
    Woda utleniona tania jest. Paracetamol w syropie kosztuje chyba z 10 zł, ile tego w końcu mozna wypić? Ibuprofen na receptę 4 zł/60 tabletek - moje dzieci w sumie tyle nie zezarły przez całe swoje życie.

    Szczepionek nie kupuję, nie uznaje szczepiania dzieci wszystkim co podleci. Podstawowe szczepionki są za darmo.

    Testów ciązowych moje córki nie wymagaja jak na razie - mam wrazenie że temat był n/t wydatków na dzieci?
    Poza tym te kilka testów, które w życiu zrobiłam jakoś mnie nie zruinowało.

    Oczywiście, ze planując dzieci nie wie się, czy dziecko bedzie zdrowe - przeciwnie, ja sie za kazdym razem nastawiałam, że pewnie będzie chorować, albo będzie mieć kolki, albo alergie, albo cos tam, bo przeciez to niemożliwe, zeby tak same zdrowe dzieci rodzić. Jak na razie moje czarne proroctwa się nie sprawdziły.
  • urge 12.01.12, 23:01
    > Rany Dziewczyny, to zazdroszczę Wam takich dzieci. Witamin też nie kupujecie?

    Ja nie kupuję. Jest w nich niepotrzebna chemia -wolę dzieci zdrowo odżywiać i okazuje się że niczego im nie brakuje (a mają dwa razy w roku kompleksowe i bardzo dokładne badania robione z centralnym ośrodku medycyny sportowej)

    > Zbudowanie zwy
    > kłej aptecznki na wakcje kosztuje ze 150pln - przwciwbólowe, do odkażania, na b
    > rzuch, głowę, kaszel, krople do nosa, bandaż, plaster, coś na ukąszenia i się
    > zbierze

    Z wszystkiego co wymieniłaś kupuję tylko -panadol w syropie (koło 15zł, nie zdążamy zużyć nim się przeterminuje) do odkażania wodę utlenioną (1zł) i jakieś plastry. Kropli do nosa nie kupuję bo niszczą śluzówkę (aż takich katarów nie miewamy żeby były potrzebne), przy przeziębieniach daję syrop z miodu i cytryny, już nie pamiętam kiedy jakiś z apteki był w użyciu. No, powaga, nic więcej nie kupuję.

    > A za przeproszeniem test ciążowysmile

    Tak dla zabawy nie robię. Wiem kiedy mogę być w ciąży -od urodzenia ostatniego dziecka robiłam raz (nie wyszedł) i drugi raz w te wakacje -zrobiłam kilka bo nie mogłam uwieżyć że wyszedł! Tu faktycznie koło stówy wydałam ale nie liczę tego jako regularny koszt wink

    Nie licytuję się z Wami tylko autentycznie boję się leków gotowych jak ognia -zwłaszcza odkąd moja koleżanka miała zapaść po zwykłym apapie czy tam panadolu a mój tata o mało nie umarł po penicylinie (całe życie udało mu się przejść bez większych chorób i nie spodziewał się że jest uczulony).
    Żeby nie było -do lekarza chodzę, ale moja pani dr zawsze się zgadza żeby zamiast syropków postawić bańki itp, swego czasu nawet z zapalenia oskrzeli udało się mojemu dziecku wyjść bez antybiotyku -nauczyli nas w przychodni właściwie ostukiwać mu plecy i się udało.
    --
    Pozdrawiam -Marta mama Jurka, Jasia i Stefcia
  • donkaczka 12.01.12, 23:20
    ja podobnie jak urge, lecze naturalnie, zdrowo zywie i rozbieram, no i nie choruja
    nurofen na bolesne zabkowanie ze dwa razy uzylam, krople do nosa dla sredniej kilka razy, bo u niej na zielono od razu i na czy i uszy idzie
    wiec zakladanie, ze w aptece sie majatek zostawia jest bledne - sztucznych witamin nie daje, a to one kosztuja niemalo
    pierdolki jak plastry, woda utleniona kosztuja grosze

    i tak mozna pod roznymi katami porownywac zycie rodzin, okaze sie, ze pewnikow wydatkowych nie ma i struktura budzetu sie zmienia, to co jednemu nie styknie, drugiemu wystarczy z zapasem


    --
    "tak jak siano ma się suszyć na grabiach, tak dziecko ma rosnąć na rękach" by prababcia Luśki
  • h2so4_pl 13.01.12, 08:46
    Używam bardzo mało leków, ale są drogie. Choćby Gripex- kilkanaście złotych. A naturalne witaminy też kosztują. I to sporo.
  • donkaczka 13.01.12, 09:10
    Polacy kochaja sie leczyc
    jak tylko czuja bol w kosciach smigaja do apteki po gripex, aspiryne z witamina c i jeszcze wiaderko innych lekow
    my z mezem robimy sobie dipy z duza iloscia czosnku, herbate z miodem i jakos nam mija, a moj maz byl z tych chorowitych, co go matka pielegniarka wciaz antybiotykami szpikowala
    ja do apteki to moge pojsc z recepta od lekarza, a ze do lekarza tylko na kontrole chodze, to i recept nie dostaje i kolko sie zamyka smile
    Tobie jest po prostu ciezko zrozumiec, ze ludzie moga zyc inaczej, postepowac inaczej
    --
    "tak jak siano ma się suszyć na grabiach, tak dziecko ma rosnąć na rękach" by prababcia Luśki
  • h2so4_pl 13.01.12, 09:49
    Rozumiem, że każdy może żyć i postępować inaczej, ale są rzeczy, których się nie przeskoczy. Są choroby. My z chorujących bardzo rzadko, ale się zdarza. Nie pamiętam kiedy brałam antybiotyki ( mąż lekarz też ich nie kocha), ale są sytuacje, w których trzeba- dipy nie pomogą.
    Apteki ze mnie by nie wyżyły, ale w przypadku infekcji zostawiam tam ok stówy. Bez szaleństw.
  • donkaczka 13.01.12, 09:57
    a my nie zostawiamy, no coz Ci poradze, ze ta stowka miesiecznie na leki, ktora w budzecie ujelas, to absurd

    podobnie buty - moje dzieci nosza po sobie, ale i tak kupuje im nowe, przy czym sa to buty dobre - ecco, umi, garvalin, naturino, poluje w necie i kupowalam nowe za 50 zlotych, z przesylka.. takie bywaja okazje i ja z nich korzystam, kupuje na zapas, jak sie trafi, ze 2-3 razy kupilam buty w sklepie za pelna cene, a szuflada pelna
    i jeszcze sie niezle sprzedaja na ebayu
    podobnie z ubraniami - kupuje dobre marki, ale nosza sie genialnie i dobrze sprzedaja pozniej

    i moznaby tak ciagnac..

    --
    "tak jak siano ma się suszyć na grabiach, tak dziecko ma rosnąć na rękach" by prababcia Luśki
  • h2so4_pl 13.01.12, 10:06
    Może mam sklerozę, ale o ile pamięć mnie nie myli napisałam, że jak wchodzę do apteki to wydaję ok 100 zł.
    W życiu bym nie nosiła ( chociaż, nie, nie w życiu, przyciśnięta koniecznością owszem) butów po kimś.
    Też kupuję dobre marki butów i ubrań. Ubrań nie sprzedaję, oddaję. Buty wyrzucam.
  • donkaczka 13.01.12, 10:20
    masz skleroze, rozpisalas dosc dokladnie teoretyczny budzet rodzinny, gdzie stawke zywieniowa ustaliac na minimum 30 pln od lebka, a wydatki na apteke na 100 miesiecznie
    i z tym polemizuje, bo z sufitu bierzesz kwoty, podobnie jest z innymi wydatkami, wiec cala ta rozpiska majaca na celu udowodnic, ze dzieci ponizej dochodow ilestam tysiecy na osobe miec sie nie da, jest do bani

    my akurat jestemy rodzina z mala iloscia dzieci, bo tylko troje, ale sporymi dochodami
    i majac jedno dziecko rozpieprzalibysmy pieniadze bez zastanowienia, majac trojke pilnuje budzetu, bo kasa latwo ucieka na bzdury - karuzela na troje dzieci i bach, stowki nie ma
    wyjscie do sali zabaw i bach, stowki nie ma
    lody kawa ciastko i bach stowki nie ma
    jak sie nie musi pieniedzy liczyc, to sie nie liczy i dziwi, ile zycie kosztuje (jestes koronnym przykladem i rozumiem, tez wydawalam wiecej majac mniej ludzi do utrzymania)
    a jak sie chce pieniadze madrze wydawac, na wakacje odlozyc itd, to sie okazuje, ze mozna gospodarowac rozsadnie i da sie calkiem duzo z okreslonego budzetu wycisnac

    --
    "tak jak siano ma się suszyć na grabiach, tak dziecko ma rosnąć na rękach" by prababcia Luśki
  • h2so4_pl 13.01.12, 10:24
    Z tego co pamiętam uśredniłam, ale niech będzie, że mam sklerozę.
    Moje dziecko akurat nie było na karuzeli, ale czy czymś złym jest zafundowanie dzieciom karuzeli jeśli lubią? ( koledzy byli) czy czymś złym sala zabaw albo rodzinne wyjście do kawiarni?
  • donkaczka 13.01.12, 10:47
    zlym? a to wyniklo z mojego wpisu?
    nie, nie jest zlym, jest wlasnie takim wydatkiem, ktorego sie nie zauwaza, a kasa leci

    dobra, ide prasowac, dwie kawy i dwie godziny przebablowalam na kanapie i wystarczy..
    --
    "tak jak siano ma się suszyć na grabiach, tak dziecko ma rosnąć na rękach" by prababcia Luśki
  • donkaczka 13.01.12, 10:33
    > Też kupuję dobre marki butów i ubrań. Ubrań nie sprzedaję, oddaję. Buty wyrzuca
    > m.

    a ja sprzedaje i calkiem dobrze na tym wychodze
    w grudniu opchnelam na ebayu sporo zabawek dzieci, z ktorych wyrosly, 500 euro wpadlo
    ze sprzedazy ubran i butow spokonie 200-300 euro wpada mi dwa razy w roku
    teraz moze powoli zrozumiesz, gdzie znikaja wam pieniadze
    --
    "tak jak siano ma się suszyć na grabiach, tak dziecko ma rosnąć na rękach" by prababcia Luśki
  • magdak_1977 13.01.12, 10:37
    Ale na to trzeba mieć czas. Ja jestem od 8 do ok. 20 sama i obsługuję piątkę dzieci, w tym dwójkę poniżej 2 lat. Nie mam czasu na szprzedawanie, szukanie okazji na necie itp. Cieszę się, jak mogę kawę wypić, więc nie wszyscy mogą tak oszczędzać
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/atdcqtkf4zk9618g.png
    Magda - szczęśliwa mama piątki
  • h2so4_pl 13.01.12, 10:40
    Nie znikają. Po prostu nie mam natury hm handlowej. Lego oddałam.A było tego bardzo, bardzo dużo. Mogłam pewnie sprzedać.
  • magdak_1977 13.01.12, 10:48
    urge napisała:

    > Nie licytuję się z Wami tylko autentycznie boję się leków gotowych jak ognia -z
    > właszcza odkąd moja koleżanka miała zapaść po zwykłym apapie czy tam panadolu a
    > mój tata o mało nie umarł po penicylinie (całe życie udało mu się przejść bez
    > większych chorób i nie spodziewał się że jest uczulony).
    > Żeby nie było -do lekarza chodzę, ale moja pani dr zawsze się zgadza żeby zamia
    > st syropków postawić bańki itp, swego czasu nawet z zapalenia oskrzeli udało si
    > ę mojemu dziecku wyjść bez antybiotyku -nauczyli nas w przychodni właściwie ost
    > ukiwać mu plecy i się udało.

    Dziewczyny, myślę po prostu, że takich rodzin jak Wasze, gdzie na leki wydaje się 100pln na pięć lat, jest równie mało, jak rodzin takich jak H2so4, gdzie na trzy osoby idzie 15000pln na miesiąc. Także - przygadał kocioł garnkowi...

    U mnie w aptece wydaje się duzo, też dlatego, że używam kosmetyków aptecznych dla dzieci. Mam ciągle małe dzieci, więc krem do przewijania, woda morska do nosa takie rzeczy idą wciąż. Myślę, że jakby to zliczyć wyjdzie ze 200pln miesięcznie. I za lekomankę też się nie uważam, leczę siebie i rodzinę, kiedy muszę. Sztucznych witamin nie biorę, ale jak byłam w ciąży to rózne specyfiki przyjmowałam, nie koniecznie chemiczne, chociażby olej z wiesiołka. Dzieciom tran daję, też nie chemia, a kosztuje


    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/atdcqtkf4zk9618g.png
    Magda - szczęśliwa mama piątki
  • donkaczka 13.01.12, 10:56
    magda, a ja mysle, ze takich rodzin jest sporo, sama znam kilka

    tran, po co? dobrze karmie, zimno chowam, odpornosc maja doskonala
    krem do przewijania - tez nie uzywalam
    woda morska do nosa - po co?
    itd itp
    kwestia pewnego nastawienia, ja sie po prostu nie daje wciagnac w te rozne super duper niezbedna produkty, bez ktorych po prostu zyc nie mozna..

    --
    "tak jak siano ma się suszyć na grabiach, tak dziecko ma rosnąć na rękach" by prababcia Luśki
  • magdak_1977 13.01.12, 10:59
    Tran - bo mało światła zimą i wit d potrzebna, woda morska - bo śłuzówka niemowlaka szybko się wysusza i przy byle katarze trzeba nawilżać, krem do przewijania - choćby zwykły linomag - bo inaczej mi się tyłek małego odparza - nie widzę w tym nadzwyczajnego naciągania.

    Tak samo można żyć bez książek, gazet, wyjazdów
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/atdcqtkf4zk9618g.png
    Magda - szczęśliwa mama piątki
  • donkaczka 13.01.12, 11:03
    widzisz, ja nie widze takich potrzeb, bez tranu dzieci mi sie swietnie rozwijaja, w domu wilgotnosc ok i ze sluzowka nikt problemow nie ma, a odparzenia moje dzieci tylko przy zabkowaniu mialy, a na to nic nie pomagalo i tak

    akurat na ksiazki i wyjazdy wydajemy, to akurat uwazam za bardzo uzasadnione wydatki
    --
    "tak jak siano ma się suszyć na grabiach, tak dziecko ma rosnąć na rękach" by prababcia Luśki
  • andaba 13.01.12, 11:11
    donkaczka napisała:

    > magda, a ja mysle, ze takich rodzin jest sporo, sama znam kilka
    >
    > tran, po co? dobrze karmie, zimno chowam, odpornosc maja doskonala
    > krem do przewijania - tez nie uzywalam
    > woda morska do nosa - po co?


    Mogę się podpisać.

    U nas główne produkty "lecznicze" to czosnek (własnego chowu), miód (tanio kupiony od znajomego, za to świetnej jakości), sok malinowy własnej produkcji.

    Nigdy nie leczyłam kataru, może dlatego rzadko go ktoś miewa smile
  • urge 13.01.12, 11:05
    > Dziewczyny, myślę po prostu, że takich rodzin jak Wasze, gdzie na leki wydaje s
    > ię 100pln na pięć lat, jest równie mało, jak rodzin takich jak H2so4, gdzie na
    > trzy osoby idzie 15000pln na miesiąc. Także - przygadał kocioł garnkowi...

    Przyganiał? Ja tam nikomu nie przyganiam. Piszę tylko o sobie. U mnie w rodzinie zawsze się mało leków stosowało i byliśmy zdrowi. Teraz czasem dochodzimy z mężem do wniosku że nie dlatego mało leków kupujemy bo nasze dzieci mało chorują ale mało chorują bo się im tej całej chemii w organizm nie pakuje. Zwłaszcza przy zwykłej bezgorączkowej infekcji o której ktoś tu wspomniał -nie kupujemy gripexu tylko pijemy mód z cytryną -zwany przez moje dzieci kwasiorem smile

    Mam oczywiście sporo innych wydatków których h2so4 nie ujęła w swoim podliczeniu -chociażby prywatne przedszkole. To powinnam się z Wami licytować że każdy musi mieć na to kasę?
    --
    Pozdrawiam -Marta mama Jurka, Jasia i Stefcia
  • donkaczka 13.01.12, 11:10
    > Mam oczywiście sporo innych wydatków których h2so4 nie ujęła w swoim podliczeni
    > u -chociażby prywatne przedszkole. To powinnam się z Wami licytować że każdy mu
    > si mieć na to kasę?

    nie zapomnij o 12 tysiacach rezerwy na aparaty sluchowe, a nuz sie dziecko gluche urodzi wink
    koszty terapii litosciwie pomijam big_grin
    --
    "tak jak siano ma się suszyć na grabiach, tak dziecko ma rosnąć na rękach" by prababcia Luśki
  • magdak_1977 13.01.12, 11:24
    urge napisała:

    > Przyganiał? Ja tam nikomu nie przyganiam. Piszę tylko o sobie. U mnie w rodzini
    > e zawsze się mało leków stosowało i byliśmy zdrowi. Teraz czasem dochodzimy z m
    > ężem do wniosku że nie dlatego mało leków kupujemy bo nasze dzieci mało chorują
    > ale mało chorują bo się im tej całej chemii w organizm nie pakuje. Zwłaszcza p
    > rzy zwykłej bezgorączkowej infekcji o której ktoś tu wspomniał -nie kupujemy gr
    > ipexu tylko pijemy mód z cytryną -zwany przez moje dzieci kwasiorem smile


    Przyganiał, bo H2so4 w swoich, nie zawsze do końca trafnych wyliczeniach zakłada jakąś tam sumę na wydatki zdrowotne, a Ty twierdzisz, że Ty tyle nie wydajesz, więć tego zakładać nie trzeba. Ja wydaję więcej niż H2so4 tam zakłada, myślę, że prawda leży po środku i przeciętna ( żeby nie napisać statystyczna) rodzina powinna mieć w swoim budżecie pewne środki na leki/lekarzy zarezerwowane. Przecież nie czepiamy się wydatków H2so4 - niech jej idą na zdrowie, tylko jej założeń dot. wydatków rodzin wielodzietnych w ogóle.
    >
    > Mam oczywiście sporo innych wydatków których h2so4 nie ujęła w swoim podliczeni
    > u -chociażby prywatne przedszkole. To powinnam się z Wami licytować że każdy mu
    > si mieć na to kasę?


    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/atdcqtkf4zk9618g.png
    Magda - szczęśliwa mama piątki
  • urge 13.01.12, 11:39
    > Przyganiał, bo H2so4 w swoich, nie zawsze do końca trafnych wyliczeniach zakład
    > a jakąś tam sumę na wydatki zdrowotne, a Ty twierdzisz, że Ty tyle nie wydajesz
    > , więć tego zakładać nie trzeba. Ja wydaję więcej niż H2so4 tam zakłada, myślę,
    > że prawda leży po środku i przeciętna ( żeby nie napisać statystyczna) rodzina
    > powinna mieć w swoim budżecie pewne środki na leki/lekarzy zarezerwowane. Prze
    > cież nie czepiamy się wydatków H2so4 - niech jej idą na zdrowie, tylko jej zało
    > żeń dot. wydatków rodzin wielodzietnych w ogóle.

    Jak widać nie tylko ja tyle nie wydaję. I nie wydaję świadomie. Większości kasy o której tam pisałyście -w kontekście apteki głównie Ty -ja bym nie wydała nawet w Twojej sytuacji: bo uważam że krople do nosa niszczą śluzówkę -lepszy jest spacer po świeżym powietrzu, bo właściwie odżywionemu dziecku nie potrzebne są dodatkowe witaminy ani nawet tran, bo przy lekkich, a nawet cięższych przeziębieniach uważam że lepsze i na pewno bezpieczniejsze są metody domowe, które widzę i wiem że się doskonale sprawdzają a nie obniżają niepotrzebnie odporności dzieci.
    Nie zostawiam tyle kasy w aptece nie dlatego że mnie nie stać ale dlatego że uważam że byłoby to szkodliwe dla mojej rodziny.
    Zostawiam za to większą kasę gdzieindziej -bo takie mam priorytety. Dlatego uważam nadal że planowanie konkretnych sum w budżecie na to co komuś obcemu wydaje się niezbędne jest bzdetem i tyle.

    --
    Pozdrawiam -Marta mama Jurka, Jasia i Stefcia
  • magdak_1977 13.01.12, 12:11
    urge napisała:

    > Jak widać nie tylko ja tyle nie wydaję.

    No to rzeczywiście próbka - można już statystykę budowaćsmile

    I nie wydaję świadomie. Większości kasy
    > o której tam pisałyście -w kontekście apteki głównie Ty -ja bym nie wydała naw
    > et w Twojej sytuacji: bo uważam że krople do nosa niszczą śluzówkę -lepszy jest
    > spacer po świeżym powietrzu, bo właściwie odżywionemu dziecku nie potrzebne są
    > dodatkowe witaminy ani nawet tran, bo przy lekkich, a nawet cięższych przezięb
    > ieniach uważam że lepsze i na pewno bezpieczniejsze są metody domowe, które wid
    > zę i wiem że się doskonale sprawdzają a nie obniżają niepotrzebnie odporności d
    > zieci.

    Ja też bym wolała być piękna, młoda, bogata i ...zdrowa. Ale nie zawsze się tak da, niestety. Nie będę się wdawać w szczegóły, ale czasem i krople do nosa są potrzebne, jako mniejsze zło. Są choroby, przy których antybiotyk jest konieczny i szczęśliwi ci, których one omijają. A jeśli chodzi o koszty, to Twój miód z cytryną też nie jest za darmo, więc tak czy siak leczenie pozycją w budżecie jest.
    > Nie zostawiam tyle kasy w aptece nie dlatego że mnie nie stać ale dlatego że uw
    > ażam że byłoby to szkodliwe dla mojej rodziny.
    > Zostawiam za to większą kasę gdzieindziej -bo takie mam priorytety. Dlatego uwa
    > żam nadal że planowanie konkretnych sum w budżecie na to co komuś obcemu wydaje
    > się niezbędne jest bzdetem i tyle.
    >


    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/atdcqtkf4zk9618g.png
    Magda - szczęśliwa mama piątki
  • urge 13.01.12, 12:14
    > No to rzeczywiście próbka - można już statystykę budowaćsmile

    Nie, oczywiście, dużo lepszą próbką do budowania statystyki jest biedna rodzina wielodzietna o której pani h2so4 słyszała od sąsiadki swojej mamy wink

    --
    Pozdrawiam -Marta mama Jurka, Jasia i Stefcia
  • urge 13.01.12, 12:38
    Ok, sprawdziłam w oficjalnych statystykach: przeciętny Polak zostawia w aptece 31-40zł miesięcznie. Moim zdaniem duża część tej kasy wydana jest niepotrzebnie, ale nawet jeśli to kwota nie jest jednak powalająca.
    Za to za głupie przedszkole płacę tyle co h2so4 przeznaczyła dla 3 dzieci (a kiedyś płaciłam za dwoje naraz). -dlatego uważam że całe to wyliczenie "statystyczne" jest z kosmosu wzięte.
    --
    Pozdrawiam -Marta mama Jurka, Jasia i Stefcia
  • magdak_1977 13.01.12, 12:47
    Statystyczny Polak razy dajmy na to 5 osób w rodzinie daje 150 pln miesięcznie-wyszło na mojesmile
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/atdcqtkf4zk9618g.png
    Magda - szczęśliwa mama piątki
  • magdak_1977 13.01.12, 12:50
    Tyle że statystyczny Polak ma też jedną pierś i jedno jądrosmile
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/atdcqtkf4zk9618g.png
    Magda - szczęśliwa mama piątki
  • urge 13.01.12, 13:23
    Tyle że zdaje się że to nie ja się statystykami w podejmowaniu decyzji a jedynie swoją realną sytuacją podpieram?
    --
    Pozdrawiam -Marta mama Jurka, Jasia i Stefcia
  • magdak_1977 13.01.12, 13:26
    to dobrze, bo musiałabyś swoje 1,6 dziecka oddać, żeby mieć statystyczne 1,4smile
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/atdcqtkf4zk9618g.png
    Magda - szczęśliwa mama piątki
  • h2so4_pl 13.01.12, 12:52
    Tylko w skład tego rysunku statystycznego Polaka wchodzą też ludzie starsi, bardzo chorzy, przewlekle chorzy, którzy wydają na leki wielokrotnie więcej niż wydaje się na nawet średnio chorujące dziecko.
  • urge 13.01.12, 13:25
    > Tylko w skład tego rysunku statystycznego Polaka wchodzą też ludzie starsi, bar
    > dzo chorzy, przewlekle chorzy, którzy wydają na leki wielokrotnie więcej niż wy
    > daje się na nawet średnio chorujące dziecko

    To chyba tym bardziej przemawia na naszą korzyść? Leków na starsość moim dzieciom kupować nie zamierzam wink
    --
    Pozdrawiam -Marta mama Jurka, Jasia i Stefcia
  • h2so4_pl 13.01.12, 12:51
    Ciekawe skąd te statystyki o tak niedużej kwocie wydawanej przez statystycznego Polaka w aptece. Popularny lek stosowany w leczeniu nadciśnienia kosztuje ponad 28 zł za 28 sztuk ( czyli niecały miesiąc). I najczęściej nie jest to jedyny lek stosowany przez ludzi z choroba nadciśnieniową- a takich jest mnóstwo.
    Zapomniałaś też o chorych onkologicznych, cierpiących na chorobę wieńcową, POChP, cukrzycę. O osteoporozie mnie wspomnę, bo nie ma co iść do apteki bez ponad stówy w portfelu.
    Popularne tabletki antykoncepcyjne( 21 sztuk czyli cykl) to ponad 50 zł.
    Tak więc chyba jednak są to dane pozwalające na inne wyliczenia.
  • h2so4_pl 13.01.12, 12:44
    Nie wycieraj sobie mną buzi- dobrze?
    Nie znam wielu rodzin wielodzietnych. W takim obracam się środowisku. Podobnie jak nie znam zbyt wielu polonistów czy historyków sztuki bo też jest to inny krąg znajomych.
    Tym nie mniej większość ( a większość to nie znaczy, że wszyscy) mają problemy finansowe.
  • magdak_1977 13.01.12, 13:17
    Muszę się tu zgodzić z H2so4 - niestety.
    Po pierwsze dla mnie wielodzietna rodzina, to taka z czwórką i wiecej dzieci. Model 2+3 jest według mniej najlepszym, wręcz idealnym modelem rodziny, więc nie zaliczam go do wielodzietności. Po drugie, wielodzietność ekstremalna to dla mnie posiadanie więcej niż szóstki dzieci, bo:
    1. wyłączając sytuacje kiedy kobieta rodzi dzieci "rok po roku", urodzenie takiej gromadki zajmuje kilkanaście lat, więc kobieta jest w tym czasie wyłączona nie tylko z życia zawodowego, ale też z większej aktywniści codziennej - jak np. pisała Donkaczka ze sprzedawania używanych rzeczy, szukania na wyprzedażach, bazarkach itp
    2. im większa róznica weku między rodzeństwem, tym trudniej zapewnić im na raz satysfakcjonujące życie np. wyjazdy muszą być różne, zajęcia dadatkowe też, czasem trzeba zapłacić za opiekę nad młodzym, aby pójść gdzies ze starszym itp

    Ja wiele rodzin wielodzietnych nie znam, wielodzietnych ekstremalnie nie znam w ogóle. Ale te co znam, poza wyjątkami, gdzie ojcowie zajmują wysokie stanowiska menedżerskie, nie mają specjalnie różówej sytuacji materaialnej. Nie chodzą głodni i nie jest im zimno, ale przy większych wydatkach typ wakacje czy początek roku, pojawia się problem. A znam tylko ludzi z Warszawy. Myślę, że poza nią jest dużo gorzej i wiele z rodzin wielodzietnych żyje bardzo skromnie, korzystając przy tym z różnorakich zasików.

    Nie poprę tego żadnymi danymi statystycznymi, bo nie mam czasu ich wyszukiwać, ale zdrowy rozsądek podpowiada mi, że tak właśnie jest. Muszę lecieć, bo najmłodszy płacze...
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/atdcqtkf4zk9618g.png
    Magda - szczęśliwa mama piątki
  • urge 13.01.12, 13:45
    > Nie znam wielu rodzin wielodzietnych. W takim obracam się środowisku. (...)

    Ale jednak lepiej wiesz jak się im żyje niż ci, którzy sami takie rodziny tworzą, ehhh...

    --
    Pozdrawiam -Marta mama Jurka, Jasia i Stefcia
  • urge 13.01.12, 16:02
    Dane podane oficjalnie przez gus, dotyczą roku 2010 (za 2011 nie znalazłam, może jeszcze nie ma?) dotyczące przeciętnego miesięczny dochodu rozporządzalnego na osobę w małżeństwach w Polsce:
    -małżeństwo bez dzieci -ok. 1712zł/osobę
    -małżeństwo z przynajmniej jednym dzieckiem: 992zł na osobę
    -małżeństwo z trójką dzieci i więcej: 717zł na osobę

    Jak dla mnie wnisoek prosty: najbardziej nieodpowiedzialna (z punktu widzenia finansowego) jest decyzja o pierwszym dziecku, jak się jednak już to pierwsze ma to kolejne -statystycznie -nie zmienia tak drastycznie sytuacji rodziny.
    --
    Pozdrawiam -Marta mama Jurka, Jasia i Stefcia
  • urge 12.01.12, 23:12
    > Ja rozmumiem, że można forsować swoje zdanie, ale aż tak...

    A co tu konkretnie jest forsowane? Jak bym miała zostawiać dwie czy trzy stówy miesięcznie w aptece to bym zostawiała, ale po co mam się przychylać do zdania że tyle właśnie trzeba skoro sama nie byłam w aptece od wakacji?
    --
    Pozdrawiam -Marta mama Jurka, Jasia i Stefcia
  • h2so4_pl 13.01.12, 08:48
    Ale, czego Ci nie życzę, możesz. Są infekcje i nawet osoby odporne się zarażają. Ponadto może się okazać, że dziecku potrzebne są okulary ( ponad tysiąc złotych za dobre szkła i porządną oprawkę). Są to wydatki z którymi trzeba się liczyć.
  • donkaczka 12.01.12, 23:29
    > tycznie zdrowe są, bez żadnych chorób przwylekłych, alergii itp. Zbudowanie zwy
    > kłej aptecznki na wakcje kosztuje ze 150pln - przwciwbólowe, do odkażania, na b
    > rzuch, głowę, kaszel, krople do nosa, bandaż, plaster, coś na ukąszenia i się
    > zbierze, Ja rozmumiem, że można forsować swoje zdanie, ale aż tak...

    znaczy zmyslam albo klamie?
    na ukaszenia mam kulki homeo, wystarczaja na dlugo, plastry kosztuja grosze, betadine w zelu wciaz mam jedna, jeszcze ma rok waznosci
    a lekow nie kupuje na zapas, bedzie potrzeba, to kupie, poki co nie bylo potrzeby i poszlaby kasa w bloto, a leki do kosza

    testy ciazowe kupowalam w drogerii akurat smile no i budzet jest na dzieci, tak?

    apteka na nas nie zarobi
    za to ksiegarnie zarabiaja niezle big_grin
    --
    "tak jak siano ma się suszyć na grabiach, tak dziecko ma rosnąć na rękach" by prababcia Luśki
  • h2so4_pl 13.01.12, 08:51
    Można róznie kalkulować, ale czasem leki sa niezbędne. Nawet u chorujących bardzo rzadko. Ponadto są różne leki- ja jeśli już wybieram te te z górnej półki.
  • donkaczka 13.01.12, 09:17
    ciezka choroba moze sie zdarzyc kazdemu
    iluz ludzi zbiera pieniadze na drogie leki, zaklada konta w fundacjach, pisze podania o pomoc i dofinansowania
    to moze dotknac kazdego, z wielodzietnej czy nie
    a Ty twierdzisz, ze miesieczny budzet na apteke to kwota nie do pominiecia i calkiem niemala i z tym polemizuje ja i urge, bo ja widac po naszych rodzinach, jestes w bledzie


    okulary i inne to juz nie budzet apteczny, wiec po co siegasz dalej? dwojka moich dzieci nosi okulary, jedno aparaty sluchowe - drobny koszt 3 tysiecy euro..
    --
    "tak jak siano ma się suszyć na grabiach, tak dziecko ma rosnąć na rękach" by prababcia Luśki
  • h2so4_pl 13.01.12, 09:53
    To już zaczynamy bawić się w księgowość czy okulary to budżet apteczny czy inny. Dla mnie apteczny, choć płyn do soczewek kontaktowych kupuję u optyka. Też kosztuje kilkadziesiąt złotych i starcza na ok miesiąc.
    Ja z uporem twierdzę, że przy zarobkach średnich+ czy srednich ++ ( nie wspominając o niższych, które też są i to w znakomitej większości) dużo łatwiej jest utrzymać mniejszą rodzinę i mniejsze prawdopodobieństwo problemów w przypadku nieszczęścia.
  • andaba 13.01.12, 10:00
    Jak o mnie chodzi możesz trwać w przekonaniu że nasze dzieci są wiecznie chore, niedożywione, chodzą w starych łachach i ucza się z zeszłorocznych zeszytów jeżdżąc nosem po kartkach, bo nie stać nas na okulary.

    Jak na razie nikomu nic nie udowodniłaś, my tez ci nic nie udowodniłyśmy, więc może czas to zakończyć, bo zaczyna wyglądać to na obsesję. Polecam najbliższy gabinet psychiatryczny, skierowanie nie jest wymagane.
  • h2so4_pl 13.01.12, 10:08
    Ojej już biegnę do psychiatry, Widać, że jak argumentów brakuje zaczynamy uderzać w wysokie tony.
    Nigdzie nie napisałam, że Wasze dzieci są wiecznie chore, ale infekcje zdarzają się wszystkim. Jest ich więcej albo mniej, ale są.
    A okulary jedne dzieci noszą a inne nie. Myślę, ze sposród bioracych udział w tej wymianie postów są i okularnicy. smile
  • andaba 13.01.12, 10:11
    Nie musisz mysleć, Donkaczka sama napisałą, że jej dzieci noszą. Moja córka też nosiła.

    I co w związku z tym?

  • h2so4_pl 13.01.12, 10:14
    Nic.
  • donkaczka 13.01.12, 10:12
    > Ja z uporem twierdzę, że przy zarobkach średnich+ czy srednich ++ ( nie wspomin
    > ając o niższych, które też są i to w znakomitej większości) dużo łatwiej jest u
    > trzymać mniejszą rodzinę i mniejsze prawdopodobieństwo problemów w przypadku ni
    > eszczęścia.

    a ktos twierdzil tutaj, ze latwiej jest jak sie ma mniej pieniedzy? smile
    napisalas oczywista oczywistosc, a juz wyzej dostalas odpowiedz - dzieci sie generalnie nie oplacaja
    a decyzje co do ilosci podejmowane swiadomie (a tutaj sa raczej swiadomi wielodzietni) bazuja na checiach rodzicow i ich oczekiwaniach co do poziomu zycia, jedni zyja skromnie, inni potrzebuja duzego buforu finansowego, zeby czuc sie bezpiecznie czy komfortowo
    i nie ma co porownywac, bo chocby "dobre buty" to okreslenie o tak duzej pojemnosci, ze nie sposob znalezc wspolnego mianownika, i tak jest w kazdej kwestii - roznice sa nie do przeskoczenia
    --
    "tak jak siano ma się suszyć na grabiach, tak dziecko ma rosnąć na rękach" by prababcia Luśki
  • h2so4_pl 13.01.12, 10:21
    Zgadza się. Początek "finansowej" dyskusji w tym wątku był taki, że przy zarobkach oscylujących w granicach przeciętnych wielodzietnym rodzinom jest bardzo trudno zapewnić to co powszechnie uważa się za dobre warunki.
    Można redukować wszystko: wakacje u dziadka na wsi ( też są atrakcje, ale bawią do czasu), leki ( po co w sumie można pomęczyć się 3 dni dłużej i katar sam minie), dodatkowy angielski/francuski czy każdy dowolny ( po co jak ktoś chce i tak kiedyś się nauczy - pytanie ile osób zaprzepaściło szanse), buty po siostrze ( nie od razu widać zdeformowane stopy, a zresztą nie u wszystkich muszą się zdeformować), można lansować tezę, że wędliny szkodzą itd.
    Można też uczciwie odpowiedzieć sobie na pytania- czy stać nas na tak dużą gromadkę i czy dzieci coś tracą i coś zyskują. Tylko (aż) tyle.
  • donkaczka 13.01.12, 10:45
    > Można redukować wszystko: wakacje u dziadka na wsi ( też są atrakcje, ale bawią
    > do czasu),

    z perspektywy dziecka wysylanego co roku na kolonie stwierdzam, ze stokroc wolalbym wakacje na wsi ze znajomymi dzieciakami, niz kolonie z obcymi, bo zanim sie poznalismy i zgralismy, to polowa wyjazdu mijala


    leki ( po co w sumie można pomęczyć się 3 dni dłużej i katar sam mi
    > nie),
    tu juz demagogie wlaczasz
    lecze naturalnie, bo to dziala i moim zdaniem buduje dzieciom odpornosc
    a juz leczenie kataru wywoluje u mnie czkawke ze smiechu


    dodatkowy angielski/francuski czy każdy dowolny ( po co jak ktoś chce i t
    > ak kiedyś się nauczy - pytanie ile osób zaprzepaściło szanse)

    rodzice wysylali mnie na angielski, nienawidzilam i wolalbym chodzic na tance ale ambitni byli
    nie nauczylam sie wtedy, nauczylam sie w liceum, na studiach i na ogladniu seriali w oryginale

    > buty po siostrze
    > ( nie od razu widać zdeformowane stopy, a zresztą nie u wszystkich muszą się zdeformować)
    widac czy buty sa rozczlapane, czy ledwie ruszone, dzieciom nogi rosna tak szybko, ze czasem zaloza but 10 razy, jesli sezonowy jest i maja kilka par - i wyrosna
    ja sie nie zgadzam z butowa fobia, imo wieksza szkoda sa zle buty, niz dobre buty po rodzenstwie


    filozofowac zaczynasz, nie ma wzorca podejmowania decyzji co do ilosci dzieci i nie da sie go ustalic, z tych samych danych jednym ludzom wyjdzie, ze stac ich na piecioro, innym, ze na jedno
    a czasem ludzie maja jedno dziecko i lepiej by bylo dla tego dziecka, jakby go nie mieli, moim zdaniem rodzicielstwo nie jest funkcja finansow a tego jacy ludzie dzieci maja

    wolalabym sie wychowac w skromnej wielodzietnej rodzinie niz w takim domu jak moj - biedy nie bylo, dzieci tylko dwoje, ale zwialam stamtad w te pedy i do dzis rany lecze
    wiec dla mnie cale rozwazania od strony finansowej sa malo znaczace, ot, z rozsadku robic je trzeba, ale wielkiej znowuz wagi nie maja



    --
    "tak jak siano ma się suszyć na grabiach, tak dziecko ma rosnąć na rękach" by prababcia Luśki
  • h2so4_pl 13.01.12, 10:55
    A ja miałam normalny dom. Z normalnymi rodzicami( 2 dzieci). Od najmłodszych lat zwiedzaliśmy bliższe i dalsze okolice - a to kosztowało.
    Zmienialismy zainteresowania i rodzice pozwolili nam eksperymentować- to też kosztowało.
    Co do leczenia ( objawowego) kataru- mam inne zdanie. Po co się męczyć? Można, ale pytam po co?
    Odporność podnosiłam mojemu dziecku wyjeżdżając wiosną na 2 tygodnie w góry ( kosztowało), czasem zima nad morze( kosztowało), chodząc na pływalnię ( kosztowało), wyjeżdzając na narty( kosztowało).
    Filozofowanie jest (też) częścią wymiany dyskusji na forum, więc nie widzę w tym nic zdrożnego.
    A rodzicielstwo........owszem najważniejsze jest zapewnienie dziecku dobrych warunków, miłości, ale i odpowiednich środków- także na "rozpirzenie" jak mawiała moja teściowa.
  • donkaczka 13.01.12, 11:00
    no widzisz, ale to ze ty wybierasz zawsze drozsze opcje, bo cie stac nie oznacza automatycznie, ze ktos dzieci miec nie powinien, bo nie moze zrobic tak samo

    to samo mozna osiagnac na rozne sposoby, mozna wychowac szczesliwe dzieci w skromnym domu, te tysiace na osobe nie sa niezbednym warunkiem


    --
    "tak jak siano ma się suszyć na grabiach, tak dziecko ma rosnąć na rękach" by prababcia Luśki
  • urge 13.01.12, 11:14
    > Zgadza się. Początek "finansowej" dyskusji w tym wątku był taki, że przy zarobk
    > ach oscylujących w granicach przeciętnych wielodzietnym rodzinom jest bardzo tr
    > udno zapewnić to co powszechnie uważa się za dobre warunki.

    Zam dużo rodzin wielodzietnych i (z jednym wyjątkiem) zarobki mają zdecydowanie powyżej przeciętnych. Może tu jest pies pogrzebany?

    > Można też uczciwie odpowiedzieć sobie na pytania- czy stać nas na tak dużą grom
    > adkę i czy dzieci coś tracą i coś zyskują. Tylko (aż) tyle.

    Zupełnie uczciwie uważam że mnie stać. A nawet jestem przekonana że stać mnie na więcej -tu jednak pojawił się problem niezależny ode mnie. Jednak jeśli tylko się uda to niedługo "zyskamy" jeszcze jedno ukochane dziecko i kolejny bodziec do większych wysiłków (nie tylko materialnych) smile

    ---
    Pozdrawiam -Marta mama Jurka, Jasia i Stefcia
  • aintha 13.01.12, 13:46
    "Ja z uporem twierdzę, że przy zarobkach średnich+ czy srednich ++ ( nie wspominając o niższych, które też są i to w znakomitej większości) dużo łatwiej jest utrzymać mniejszą rodzinę i mniejsze prawdopodobieństwo problemów w przypadku nieszczęścia. "

    Ale, o litości, nie można zakłądać EKSTRA wydatków z powodu nieszczęść i przewlekłych chorób decydujac się na kolejne dziecko!!

    To tak jakbym zakładała, że skoro nie jestem w stanie każdemu dziecku kupić własnego mieszkania, to nie powinnam mieć tego dziecka! No bez przesady. Ja nie dostałam mieszkania. Kupiliśmy je z mężem z własnych pieniędzy (+kredyt) i jestem z tego dumna. Nie uważam by wyposażenie w domy / mieszkania / samochody należało również do rodziców.
  • magdak_1977 13.01.12, 14:23
    > "Ja z uporem twierdzę, że przy zarobkach średnich+ czy srednich ++ ( nie wspomi
    > nając o niższych, które też są i to w znakomitej większości) dużo łatwiej jest
    > utrzymać mniejszą rodzinę i mniejsze prawdopodobieństwo problemów w przypadku n
    > ieszczęścia. "
    >
    Wiadomo,że łatwiej się żyje jak ma się mniej dzieci niż więcej. Każdy kij ma dwa końce. Można sprafrazować - kilkorgu dzieci łatwiej zająć się rodzicami, gdy zdarzy się jakieś nieszczęście lub po prostu na starość. Sama jestem jedynaczką i wiem, jaka wielka odpowiedzialność spoczywa na jedynym dziecku. Chyba, że się zakłada, że w przyszłości "każdy sobie rzepkę skrobie"
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/atdcqtkf4zk9618g.png
    Magda - szczęśliwa mama piątki
  • h2so4_pl 13.01.12, 14:30
    Mam 3 przykłady z brzegu, w których nie było to takie proste ( bo życie z zasady proste nie jest).
    Moja kuzynka mimo, że ma siostrę i brata praktycznie sama zajmowała się chorymi rodzicami a potem ojcem.
    Jeszcze bardziej drastycznie wyglądała sytuacja mojej szkolnej koleżanki. Sama jest matką ekstremalnie wielodzietnej rodziny - chyba 5 czy 6- pogubiłam się w rachunkach, siostra bezdzietna. I obie panie praktycznie nie zajmowały się w ogóle schorowanym ojcem ( o wnukach- dość dużych- nie wspomnę). Człowiek nie tylko był zdany na pomoc obcych w sensie fizycznym ale i finansowym ( bida bar, posiłki na talony z opieki społecznej).
    I syn jedynak, który tez wypiął się na rodziców. I ci musieli liczyć na odpłatną pomoc obcych.
  • magdak_1977 13.01.12, 15:04
    Bo przyszłości w ogóle nie da sie przewidzieć. Ale z zasady im więcej dzieci w rodzinie ( zakładam brak wielkich kłótni z rodzicami i w miarę sensowne wychowanie), tym łatwiej im w przyszłości podzielić się "pracą" przy opiece nad rodzicami, a rodzice tym bardziej usatysfakcjonowani, bo jednak więcej z bliskimi kontaktu będą mieli. Jak jest tylko jedno dziecko, to jakby nie patrzeć więcej pracy i więcej odpowiedzialności na jego głowie zostanie. Oczywiście nie wiadomo, jak będzie, ale zakładam, że tak moje dzieci kocham i tak je wychowam, że się jednak w przyszłości na mnie "nie wypną" - a już nie "wszystkie pięć".

    I broń Boże nie myślę tu o stałej opiece czy stałym finansowaniu, bo na takie rzeczy muszę jednak sobie sama na starość odłożyć/zarobić. Ale mam nadzieję nie leżeć sama w szpitalu tygodniami, jak już taka sytuacja nastanie--

    http://www.suwaczki.com/tickers/atdcqtkf4zk9618g.png
    Magda - szczęśliwa mama piątki
  • urge 13.01.12, 15:07
    Tu znów wróciłabym do tego że jest to kwestia wychowania a nie ilości dzieci. Jeśli dzieci widzą na codzień empatycznych rodziców, którzy zauważają w okół siebie LUDZI i potrafią im pomagać ze względu na to że mają kłopoty, nie analizując dlaczego się w tych kłopotach znaleźli -to jest też większa szansa że takie dzieci jak dorosną też będą chętniej pomagać innym i łatwiej przyjmą obowiązek zajęcia się starymi rodzicami.
    Jeśli natomiast zostaną wychowane w przekonaniu że każdy ma taki los na jaki sobie zasłużył czy zapracował i nic mi do tego, łatwiej mu też będzie dojść do wniosku że rodzice mieli całe życie na to żeby sobie na wygodną starość odłożyć a my musimy teraz myśleć o swoich sprawach.

    I jeśli już uda się rodzicom dzieci wychować tak że będą im chciały pomagać na starość to niewątpliwie łatwiej się tą pomocą podzielić z kilkorgiem rodzeństwa.
    A mam też koleżankę -jedynaczkę której mąż też jest jedynakiem, obydwoje byli dość późnymi dziećmi swoich rodziców i oni już teraz wymagają pomocy a nawet pewnej opieki -i mimo najszczerszych chęci oni zwyczajnie nie są w stanie chociażby odwiedzić tych rodziców tak często jak powinni.
    --
    Pozdrawiam -Marta mama Jurka, Jasia i Stefcia
  • h2so4_pl 13.01.12, 08:39
    Nie dalej jak wczoraj wydałam ok 100 złotych w aptece na drobiazgi ( lekka infekcja bezgorączkowa), a wydając 15-20 złotych na osobę dziennie nie mozna dobrze jeść. Butelka wina ( o której zresztą Ty piszesz) to już ok 50-70 zł czyli stawka żywieniowa 2 osób.
  • donkaczka 13.01.12, 09:03
    tu gdzie mieszkam butelka wina to 3-4 euro, ale nie w tym rzecz, wino jakiejs wielkiej dzialki w budzecie nie ma, a ceny jedzenia sa podobne, niektore wyzsze i twierdze zdecydowanie, ze za 100 pln dziennie 5 osobowa rodzina je dobrze i do syta, przy czym u nas nie jest to chleb ze smalcem, bo kuchnie prowadze dosc wypasiona i zdrowa, takie hobby mam

    nie kazdy zywi sie na miescie czy gotowcami i wydaje 30 pln na lebka, u nas wczoraj byla poledwica z pieczarkami i kasza gryczana i marchewka - jakies 10 euro caly obiad, zostalo na dzisiaj, tylko dla odmiany beda ziemniaki, pojda w dwa dni dwa chleby, ktore sama pieke - jakies 1 euro, wedliny moze z 200 gram - 5 euro, ogorek zielony 1 euro, 4 jablka - 50 centow, platki owsiane na kolacje z mlekiem - mleko 1 euro platki moze z 20 centow?
    maz dzis kupi sobie lunch, bo nie dostal - jakies 5 euro
    czyli na dwa dni poszlo na jedzenie 25 euro - 100pln, bywa wiecej jak robie jakies wydumane dania, bywa duzo mniej, gdy robie pierogi czy kluski leniwe - na 5 osob kluski leniwe kosztuja moze z 5 euro


    Twoj problem polega po prostu na tym, ze pieniadze masz, niemale, i nie umiesz nimi gospodarowac, nie musialas, to sie nie nauczylas i teraz usilujesz udowodnic, ze skoro 15 tysiecy ledwie wystarcza na zycie dwom osobom, to jakim cudem ludzie z nizszymi dochodami moga zyc normalnie w wiekszych rodzinach
    Twoje wyliczenia sa tak dokumentnie odwerwane od rzeczywistosci, ze az smieszne, zrozum, nie kazdy na lekka bezgoraczkowa infekcje bedzie leki bral czy dawal dzieciom - u nas w domu daje sie NIC, albo naturalne srodki - syrop z cebuli, miod cytryna, czosnek pod roznymi postaciami, napar z lipy czy syrop z malin
    moje dzieci nigdy nie braly antybiotykow, kupilam moze ze dwa nurofeny w syropie na bolesne zabkowanie, bo goraczek nie zbijam, albo zbijam okladami
    generalnie nie choruja, a najupierdliwsza infekcja jest zielony katar sredniej, ktora ma problemy z uszami albo rzygajace wirusy, bo musze posciel zmieniac - tu kasa idzie na proszek do prania, a nie leki big_grin


    kazda rodzina jest inna, ma inna strukture wydatkow, ma inne potrzeby i zapatrywania na rozne kwestie - wiele rzeczy, ktore sie wg forumowych standardow POWINNO dziecku zapewnic - dodatkowe platne lekcje, wymarzone drogie hobby - po prostu maja w pompie i ja to rozumiem


    --
    "tak jak siano ma się suszyć na grabiach, tak dziecko ma rosnąć na rękach" by prababcia Luśki
  • h2so4_pl 13.01.12, 10:03
    Mój syn 20+ też nie zna antybiotyków, ale nie oznacza, że nie wchodzimy do apteki. Oczywiście można wszystko- leczony katar trwa tydzień a nie leczony ( leczony czosnkiem) 7 dni- w łagodniejszej wersji 4-5, ale jest coś takiego jak leczenie objawowe i my to stosujemy.
    Pewien pan, który z własnej woli znalazł się w trudnej sytuacji ma 5 złotych lub mniej na jedzenie dziennie. I to od lat. Żyje, ale jaki jest komfort tego życia?
    Apteki też nie odwiedza, bo nie ma za co. I choć pięćdziesiatka mu stuknęła nigdy nie był u optyak/okulisty, używa okularów zmarłych rodziców. I żyje- tylko jak.
  • andaba 13.01.12, 09:23
    h2so4_pl napisała:

    a wydając 15-20 złotych na osobę dziennie nie mozna dobrze
    > jeść. Butelka wina ( o której zresztą Ty piszesz) to już ok 50-70 zł czyli sta
    > wka żywieniowa 2 osób.

    Coś ty się kobieto uparła na to wino? Czy to jest podstawowy produkt spożywczy? W dodatku dla dzieci???

    W życiu nie kupiłam żadnego wina, bo jest to dla mnie produkt całkowicie zbędny, po prostu nie pijemy alkoholu i nie widzimy sensu w jego piciu, ani to dobre, ani pożywne.


  • donkaczka 13.01.12, 09:44
    andaba, bo ja napisalam, ze wydajemy 15-20, a jemy dobrze i wino pijemy smile
    i dobre jest, oj dobre

    --
    "tak jak siano ma się suszyć na grabiach, tak dziecko ma rosnąć na rękach" by prababcia Luśki
  • andaba 13.01.12, 09:52
    Rzecz gustu, jedni lubią wino, inni kawior, inni płucka na kwaśno, inni chleb z pasztetem maczany w kakao smile

    Ja akurat żadnego z powyższych, ostatecznie kawior mogę zjeść, choć wolę kurze jaja od rybich.

    Nie krytykuję, że ktoś kupuje, po prostu nie wszyscy kupują i nie wszyscy uznaliby to za nieodzowny wydatek "na jedzenie".
  • h2so4_pl 13.01.12, 10:13
    Nie wchodźmy w menu, chodzi o to, że jedzenie kosztuje. Jeśli jest w dobrym gatunku, świeże, wartościowe to swoje musi kosztować. I im więcej osób do konsumpcji tym więcej trzeba na nie wydać.
    Podobnie z lekami, ubraniami, zużyciem wody, kosmetyków itd. Pewne rzeczy mogą być wspólne- zabawki- ale podręczniki w dzisiejszych czasach już nie bywają. Czego osobiście żałuję.
  • donkaczka 13.01.12, 10:30
    no kosztuje, ale nie tyle ily Ty twierdzisz
    ja wrecz lekko rozrzutnie zyje, a nie wydaje tyle ile sugerujesz
    kosmetyki markowe, ubrania tez, jedznie nie z dyskontu tylko delikatesow, w czwartki maja dostawy kaczek - piersi jadamy, kurczaki tylko bio, mi wiecej czesto idzie na przyprawy i dodatki - 3 euro za sloiczek kaparow, czy 5 euro za mirin - niz za bazowe jedzenie
    a i tak mamy stawke zywieniowa ponizej 30pln na osobe...

    prawda jest taka, ze ciachnelam wydatki na bzdury, nie zaluje sobie na bobby browna, ale nie mam juz szafy popierdolek kosmetycznych jak kiedys, ktore wywalalam w koncu przeterminowane

    --
    "tak jak siano ma się suszyć na grabiach, tak dziecko ma rosnąć na rękach" by prababcia Luśki
  • h2so4_pl 13.01.12, 10:43
    30 zł/osobę czyli 7,5 euro?????
  • donkaczka 13.01.12, 10:53
    no tak, Ty ustalilas. ze 30 pln to mus, mi wychodzi jak by nie liczyc maks 20-25 euro na dzien na piatke osob, czyli 80-100 zlotych, czyli 15-20 na lebka
    a moja kolezanka miesci sie w 450 euro miesiecznie na 4 osoby, piecze gotuje, obie lubimy w kuchni posiedziec, lodowka pelna i dobrze jedza, tylko mniej cuduje niz ja, mniej bio kupuje
    ceny sa porownywalne, moze troszke drozej, wiec tym bardziej dziwie sie Twoim wyliczeniom odnosnie Polski
    --
    "tak jak siano ma się suszyć na grabiach, tak dziecko ma rosnąć na rękach" by prababcia Luśki
  • super_ktosik 13.01.12, 20:37
    Wg. mnie ta cała dyskusja jest bez sensu. Jeden drugiemu udowadnia na jakim poziomie powinien żyć. A może innym to niepotrzebne i całkowicie im odpowiada ich minimalizm. Jakas gwiazda z Hollywood tez by sie pewnie zdziwiła jak można przeżyć za 15000zł na trzy osoby. One pewnie tyle u kosmetyczek wydaja. Czy te pieniądze dają szczęście? Czy te gwiazdy są szczęśliwe? Dlaczego pija, ćpają i popełniają samobójstwa. Finanse nie są gwarantem szczęścia w życiu. Szczęście to prawidłowo funkcjonującą rodzina. Nie ważne, czy jeździ na wakacje za granice, czy do babci na wieś. To ich własne sprawy. Faktem jest, ze żyjemy w świecie, w którym dominuje konsumpcjonizm. Kupujemy często rzeczy, które nam nie są potrzebne. Faktem tez jest, ze na dziecko pieniądze są potrzebne ile to niech każdy sobie odpowie, ale jakieś minimum musi być.
    Sama czuje sie bezpiecznie, gdy mam swiadomośc, ze nas stac i nie musimy ponosic strasznych wyrzeczen, bo to sie kiedys moze odbic, jeden drugiemu moze wypominac, ze tego nie mial albo owego. Nie umie oszczedzac na zdrowiu dzieci i lubie gdy mnie stac na specjalistow i innych lekarzy prywatnie, nie musze czekac w kosmicznie dlugich kolejkach. Moje dzieic wydaje mi sie nie choruja za wiele, ale do dentysty chodzimy, fluoryzacje robimy w domu, ortodonta tez prywatnie, do pediatry tez chodzą prywatnie, bo jest to lekarz, który nie przepisuje na byle co antybiotyku. Gdy dziecko kaszle to idę do lekarza, żeby je osłuchał. Ostatnio jedno z moich dzieci się przewróciło i ma bliznę, maść na bliznę 150zł za malutka tubkę. Dbam tez o ich zainteresowania i hobby, nie umie dziecku powiedzieć, ze nie może chodzić na naukę jazdy konnej. Jakieś studia lub dalsza naukę tez będą podejmować. Corka swietnie pływa, moze pojdzie so szkoly sportowej a to dodatkowe koszty, inne miasto, profesjonalne stroje, płetwy. Oczywiście ktoś mi moze mowic, ze bez tego można żyć, ale .... ja mam taka zasade, ze decydujac sie na kolejne dziecko nie chcemy obnizac stopy zyciowej rodziny. Musimy więcej mieć (zarabiac), zeby wiecej miec (dzieci). Kazdy niech sobie odpowie czy go stać i koniec, o ile nie ma w rodzinie patologii to wg. mnie jest ok.
  • h2so4_pl 13.01.12, 10:10
    Nie ja zaczęłam pisać o winie. My pijemy wino. Nie dużo, ale pijemy. I zgadzam się, nie jest to produkt pierwszej potrzeby a dla dzieci zakazany. Padło to gdzieś - nie ode mnie- przy okazji struktury budżetu.
  • magdak_1977 13.01.12, 10:34
    My też pijemy i sporo kasy na to idzie - nie wyobrażam sobie już obiadu w weekend bez wina, tak się przyzwycziłam. Za to kupuję w miarę niedrogie - mam limit do 30pln na butelkę i nie czuję, żeytm jakiś specjalny syf piła.
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/atdcqtkf4zk9618g.png
    Magda - szczęśliwa mama piątki
  • h2so4_pl 13.01.12, 10:45
    Ja kupuję wina rzadko, bo mąż dość dużo dostaje, ale jeśli już to od 30 do 70 zł za butelkę. I te za 30 zł nie są syfiaste, ale za 18 bym się już bała.
  • magdak_1977 13.01.12, 10:56
    No co Ty - w almie ( to w mojej sytuacji głowny dostawca produktów spożywczych) mają taka serie Tylko a alma i są tam wina poniżej 20pln - hiszpańskie, włoskie - tzw. stołowe. Moim zdaniem do obiadu są ok, choć nie powalają smakiem, zapachem itp.
    Dla mnie bardziej liczy się ta atmosfera - jemy obiad razem, piję sobie wino z mężem, kieliszek nie szklanka z wodą - fajnie jest po prostusmile
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/atdcqtkf4zk9618g.png
    Magda - szczęśliwa mama piątki
  • h2so4_pl 13.01.12, 11:04
    Sprobuje.
  • donkaczka 13.01.12, 11:05
    doskonale niemieckie wina kupujemy po 3-4 euro, a znamy sie nieco na winach
    przez brak rodzinych winnic utarlo sie w polsce, ze wino musi byc drogie, zeby bylo dobre, a to nieprawda, czesto te drozsze wcale lepsze nie sa

    --
    "tak jak siano ma się suszyć na grabiach, tak dziecko ma rosnąć na rękach" by prababcia Luśki
  • agni71 05.01.12, 16:34
    przedszkole córki-500/m
    > ies, żłobek syna-500/mies.

    Jak podrosną to wydatki się zmie
    > nią i ja też wrócę do pracy.

    Nie pracujesz i tyle bulisz za przedszkole i żłobek? Po co w ogóle ten żłobek? Tu jest pole do duzych oszczędności smile Nie możesz dac dziecka na 5 bezplatnych godzin do przedszkola, a ze żłobka całkiem zrezygnować? Byłabys 1 tys. do przodu.
  • magdak_1977 05.01.12, 16:53
    Też mnie to zastanawia
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/atdcqtkf4zk9618g.png
    Magda - szczęśliwa mama piątki
  • anna.kw 05.01.12, 17:13
    Ano potrzebne, bo macierzyński kończy mi się za 2 tyg i wracam do pracy smile Mam własną działalność, więc pracuje w domu. dzięki temu mam dodatkowe pieniądze. Do września, zanim Hania nie pójdzie do żłobka, mam nadzieje, że moje zarobki pokryją opłaty za żłobek i przedszkole i jeszcze coś zostanie.
    A propo poprzedniego postu. Ja znów nie wyobrażam sobie wydać 200 zł na buty dla dziecka, skoro po 3 tyg będą miały zdarte noski i po kolejnych 2 będę musiała je wyrzucić, bo dziecku noga urośnie.
  • magdak_1977 05.01.12, 17:17
    anna.kw napisała:

    > A propo poprzedniego postu. Ja znów nie wyobrażam sobie wydać 200 zł na buty dl
    > a dziecka, skoro po 3 tyg będą miały zdarte noski i po kolejnych 2 będę musiała
    > je wyrzucić, bo dziecku noga urośnie.

    Czyli zmienasz buty dziecku co 5 tygodni - to też sporo chyba wychodzi?wink

    Ja mam dzieci bardzo wysokie i rozmawiałam na temat butów z ortopedą i niestety, jakby nie patrzeć, zwykłe tenosówki do chodzenia nie zapewnią im zdrowego kręgoslpa w przyszłości. Też wolałabym nie wydawać tych pieniędzy, ofkors

    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/atdcqtkf4zk9618g.png
    Magda - szczęśliwa mama piątki
  • aintha 05.01.12, 17:24
    Chyba dobrze, że mam same dziewczynki smile Bo chodzą w butach jedna po drugiej i jak na razie dobrze na tym wychodzę smile
    ---------------------------
    http://lbym.lilypie.com/8hZgp1.png|http://lb3m.lilypie.com/aP51p2.png|http://lb1m.lilypie.com/T5NEp2.png
  • magdak_1977 05.01.12, 17:26
    Chłopaki nie pochodzą w butach jeden po drugim, bo zedrąsmile
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/atdcqtkf4zk9618g.png
    Magda - szczęśliwa mama piątki
  • h2so4_pl 05.01.12, 17:37
    A mnie sie wydaje, że żadne dziecko nie powinno donaszać butów po siostrze/bracie/kuzynie czy kimkolwiek. Kurtka tak, bluzka tak, ale buty układają się do stopy. Nosząc cudzie już ukształtowane deformują stopy na całe życie.
  • aintha 05.01.12, 17:41
    Nie przesadzajmy - dzieci w butach nie chodzą aż tyle. A stóp zdeformowanych jak na razie brak tongue_out
    ---------------------------
    http://lbym.lilypie.com/8hZgp1.png|http://lb3m.lilypie.com/aP51p2.png|http://lb1m.lilypie.com/T5NEp2.png
  • magdak_1977 05.01.12, 17:48
    Moje też nie miały problemów dopóki do szkoły nie poszły - wtedy i więcej się ruszają i zaczynają bardzo szybko rosnąć w górę. Nie chodzi o zdeformowane stopy, tylko o płaskostopie, skrzywienie kręgosłupa itp. Wszystko przed Tobąwink
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/atdcqtkf4zk9618g.png
    Magda - szczęśliwa mama piątki
  • aintha 05.01.12, 17:55
    Małe dzieci, maly kłopot ... wink
  • h2so4_pl 05.01.12, 17:38
    Buty za 200 zł są mniejszym wydatkiem niż te za 30. Paradoksalnie.
  • magdak_1977 05.01.12, 17:40
    Też tak uważam, licząc jakość, oraz koszty i czas poświęcone wizytom lekarskim. Akurat zdarte noski to najmniejszy problemsmile
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/atdcqtkf4zk9618g.png
    Magda - szczęśliwa mama piątki
  • aintha 05.01.12, 17:42
    Ale za 100 tez sie da porządne kupić...
  • magdak_1977 05.01.12, 17:50
    Pewnie można, tylko ile kosztuje czas na ich znalezienie/pojechanie/dojechanie z dziećmi do sklepu/opiekę nad dziećmi, które muszą w domu zostać w tym czasie? Ja mam pod domem sklep Bartka i tam kupuję. U nas czas jest towarem bardzo defocytowym, niestety
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/atdcqtkf4zk9618g.png
    Magda - szczęśliwa mama piątki
  • aintha 05.01.12, 18:08
    Wczraj w 2h kupiłam dwójce plus sobie kurtkę... A jestem dość wybredna jeśli o to chodzi o to. No ale ja mam dużo mniej dzieci niż Ty. Więc rozumiem... Ale na czasie mi też zależało... (i na kawie z ciachem bylam smile )
  • urge 05.01.12, 19:57
    Magda, proszę Cię... Innych babek z tego forum osobiście nie znam, ale Ty przecież jesteś inteligentną kobietą! Przypomnij sobie jak Twój własny mąż wyliczał czy stać Was na kolejne dziecko -gdyby za każdym razem tak liczyć to nikogo nie stać!
    I tu nie chodzi o to za ile się kupuje buty -dla mnie też jest komfortowe to że wychodzę do sklepu i kupuję dziecku buty za 200 czy nawet 300zł (też jestem zdania że butów ani bielizny się po nikim nie nosi), ale jestem w stanie sobie wyobrazić że gdyby tak nie było to... kosztowałoby mnie to po prostu więcej wysiłku i tyle. Nawet w tym konkretnym przykładzie: buty w sklepie bartka można kupić i taniej niż 200zł ale model z zeszłego roku, można też nowe bartki czy nawet lepsze firmy kupić za stówę na allegro (nowe).
    Co do lekarzy nie wiem, nigdy nie potrzebowałam i jak dla mnie to jest ten sam poziom asekuracji co zakładanie że mąż ulegnie wypadkowi wracając z pracy. Inna sprawa że pochodzenie z dużej rodziny też ma swoje plusy -mamy w rodzinie również dobrych lekarzy, a oni znajomych innych specjalizacji i wiem że w potrzebie niektórzy z tego korzystają smile

    Tak czy siak -jak by nie liczyć to dzieci się po prostu NIE OPŁACAJĄ! Ani pierwsze ani żadne kolejne. Za każdym razem jest to tylko kwestia tego z czego jesteśmy w stanie zrezygnować. Osobiście jako dziecko wielodzietnych rodziców, których też nie było stać na wiele z tych rzeczy o których piszecie, jestem im podwójnie wdzięczna że mimo wszystko zdecydowali się nas wszystkich mieć. Ostatnio też podobną jak w tym wątku argumentacją tłumaczyłam mojemu pierworodnemu dziesięciolatkowi dlaczego nadal nie mamy kolejnego dziecka (tak, wiem, trochę niekonsekwentna jestem w poglądach) a on mi na to kontrargumentował, że nie potrzebuje wakacji za granicą a pokojem swoim się może podzielić, ale też chce mieć kiedyś taką rodzinę jak ja!

    --
    Pozdrawiam -Marta mama Jurka, Jasia i Stefcia
  • magdak_1977 05.01.12, 21:15
    urge napisała:

    > Magda, proszę Cię... Innych babek z tego forum osobiście nie znam, ale Ty przec
    > ież jesteś inteligentną kobietą! Przypomnij sobie jak Twój własny mąż wyliczał
    > czy stać Was na kolejne dziecko -gdyby za każdym razem tak liczyć to nikogo nie
    > stać!
    Ale to było 3 dzieci temusmile
    > Tak czy siak -jak by nie liczyć to dzieci się po prostu NIE OPŁACAJĄ! Ani pierw
    > sze ani żadne kolejne.
    Toteż nie zakładam, że w czasie wychowywania dzieci dorobię się jakiś specjalnych kokosów, ale uważam, że pewien poziom finansowy jest niezbędny do tego, abym ja czuła się dobrze i aby moje dzieci nie czuły się/były pokrzywdzone z tego powodu, że mają więcej niż jednego brata/siostrę. Chodzi tu o sprawy czysto materialne, im dzieci starsze, tym bardziej we współczesnym świecie zadomowione, niestety...


    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/atdcqtkf4zk9618g.png
    Magda - szczęśliwa mama piątki
  • verdana 05.01.12, 21:28
    Całkowicie się z Tobą zgodzę. Pewnie,że finansowo to zadne dziecko się nie opłaca, w zadnej rodzinie, nawet milioneromsmile I nie o "opłacanie" się tu chodzi, tylko o to, co mozna dla dziecka poświęcić. otóż można bardzo wiele - wyjazdy zagraniczne, samochód, pewien :luz" w wydatkacj itd. Natomiast - przynajmniej wg. mnie - można poświecać się samemu, bo to nasz wybór, ale nie wolno poswięcać pewnego poziomu życia tych dzieci, które juz są. I nie o to chodzi, aby wszystkie miały markowe ubrania, jeździły na narty w Alpy i na 18-tkę dostały samochód, ale żeby ich poziom życia nie spadł bardzo drastycznie po urodzeniu kolejnego dziecka, aby to dziecko nie zepchnęło ich na próg ubóstwa.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • magdak_1977 05.01.12, 21:49
    No i pierwszy raz się zgodzę z Verdanąwink

    Wiesz, poziom ubóstwa to sprawa względna. Dla mojej Teściowej na przykład, jak się nie ma domu z pokojem dla każdego dziecka, prywatnych lekcji angielskiego u najlepszego nauczyciela w dzielnicy i wakacji co roku na innym kontynencie, to już jest dramat ( przesadzam oczywiście celowo)wink

    Dla mnie priorytetem jest zdrowie - moje, męża i dzieci, nauka i to, żeby moje dzieci nie czuły się gorzej niż szeroko pojęta większość, pod względem nakładu czasu,emocji, zaangażowania i finansów. Co nie znaczy, że muszą mieć lepiej niż inni. Nie chcę, żeby po prostu w swojej grupie rówieśniczej czuły się gorzej. Wiadomo, że nie będą miały tak, jak jedynacy, co oczywiste, ani tak jak dzieci "bogato urodzone".

    I zgodzę się też z tym, że poświęcać można swoje życie, nie życie dzieci
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/atdcqtkf4zk9618g.png
    Magda - szczęśliwa mama piątki
  • urge 05.01.12, 21:57
    Verdana, nie wierzyłam że ten dzień kiedyś nadejdzie ale całkowicie się z tobą zgadzam! smile
    Też uważam że świadome powoływanie na świat kolejnego dziecka w momencie kiedy nie stać nas już na obecne, albo kiedy wiemy że że sytuacja taka spowoduje konieczność finansowego uzależnienia się rodziny od innych czy mopsu, czy nawet że nie będzie nas stać na wakacje (jakiekolwiek) lub wycieczkę klasową jest zwyczajnie nie w porządku.

    Tyle że moim zdaniem pojawiające się tu wyliczenia nijak się mają do tego. My też nie mamy przytoczonych tu 5tys na osobę (choć mój małż zarabia bardzo dobrze jak na dzisiejsze czasy, ale pracuje tylko on póki co) -a jednak spłacamy kredyt, mamy samochód (plus drugi służbowy), dzieci (obecnie już tylko najmłodsze) chodzi do prywatnego przedszkola, starsi chodzą na piłkę i angielski, jeżdżą na obozy sportowe, wycieczki klasowe, wakacje spędzamy praktycznie całe poza domem -nad morzem, na żaglówkach, w górach.. no, naprawdę, nie wiem czego miałoby mi w życiu brakować, nawet na moje rozrywki czy kurs włoskiego (którego trzeci rok się uczę tak dla samej przyjemności) nam starcza.
    I jest w tym wszystkim sporo rzeczy z których z radością bym zrezygnowała gdyby mi dane było mieć kolejne dzieciątko które niestety straciłam -może dlatego to przeliczanie wszystkiego w tym watku na kasę tak mnie nakręciło do intensywnej dyskusji?

    --
    Pozdrawiam -Marta mama Jurka, Jasia i Stefcia
  • magdak_1977 05.01.12, 22:06
    5000pln na osobę=35000pln, w naszym przpadku, netto= ok 50000pln brutto

    Czyli trzeba być viceprezesem banku. Mój nie jest, na szczęście, bo już i tak go mało oglądamwink
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/atdcqtkf4zk9618g.png
    Magda - szczęśliwa mama piątki
  • agni71 05.01.12, 20:08
    anna.kw napisała:

    > Ano potrzebne, bo macierzyński kończy mi się za 2 tyg i wracam do pracy smile

    A, to faktycznie. Myslałam, że jeszcze nie tak zaraz wracasz do pracy.

    Ja znów nie wyobrażam sobie wydać 200 zł na buty dl
    > a dziecka, skoro po 3 tyg będą miały zdarte noski i po kolejnych 2 będę musiała
    > je wyrzucić, bo dziecku noga urośnie.

    Te po 200 zl tak sie zaraz nie ścierają smile Ja nie wyrzucam butów po jednym dziecku, młodsze jeszcze je noszą (o ile but nie jest zniszczony i rozmiar się zgadza z porą roku), dlatego kupuję takie droższe, chyba w sumie taniej mnie to kosztuje niż kupowanie każdemu nowych tanszych. Na szczęście moim dzieciom nogi nie rosły nigdy tak mega szybko i buty starczały prawie zawsze na cały dany sezon (raz czy dwa musialam kupić większe zimówki).
  • magdak_1977 05.01.12, 21:19

    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/atdcqtkf4zk9618g.png
    Magda - szczęśliwa mama piątki
  • anna.kw 06.01.12, 13:26
    Niestety u mnie buty po starszej córce, nie nadają się dla młodszego dziecka. Córka ma zdolność zniszczyć wszystko. O synu nie wspomnę. Kopanie wszystkiego co się da to standard. Moje dzieci są alergikami, są uczulone m.in. na produkty używane w garbowaniu skór. Dlatego kupuje buty tekstylne, gdzie noga się najmniej poci i buty są w użyciu 1 sezon, tj 2/3 miesiące. Kozaki są najdroższe, ale kupuje w CCC, albo Daichman'ie, często też na necie . Np www.butki.pl/#/_get/idShoe/378/idColor/6/ to buty jakie moja córka ma teraz.
    Co do pieniędzy, to z Zamościa gdzie pochodzę, rodziny z 2 dzieci potrafią utrzymać się za 2000-2500 netto. Tam to standard. Zależy w jakim środowisku się żyje. Jeśli wśród ludzi którzy mają tyle co my, to dzieci nie mają problemów. Na pewno, gdybyśmy mieli wśród znajomych ludzi; którzy mają ewidentnie dużo pieniędzy i jeździli na wycieczki w różne części świat i przy okazji każdego spotkania opowiadali tylko o tym co mają i gdzie byli; to nie byłaby to dla nas komfortowa sytuacja. I wcale nie chodzi tu o ilość dzieci. Zresztą ja nie chce, żeby moje dzieci czuły się wartościowe, tylko dlatego, że mają markowe, drogie ubrania, wyjeżdżają zza granicę. Chce żeby swoją pewność siebie budowały w oparciu na tym kim są, co potrafią i na tym że rodzice je kochają i akceptują takimi jakie są.
  • aska1972 06.01.12, 13:36
    Próbowałam przebrnąć. Nie dałam rady, dlatego nic nie napiszę sad
    --
    Joanna +9
    fotoforum.gazeta.pl/u/aska1972.html
  • h2so4_pl 06.01.12, 15:26
    Bardzo to ładnie brzmi tylko.....obracamy się w róznych środowiskach. I dzieci, które wyjeżdżają i zwiedzają połowę świata, chodzą w markowych ubraniach nie muszą być bezwartościowe i zblazowane. Wiem, że dobrze jest powiedzieć" moje dziecko może chodzi w butach po siostrze, ale jest wartościowe, a dziecko Kowalskiej było w RPA chodzi w markowych ciuchach a do tego dostało samochód na 18 i jest nic nie warte". Tak jak w bajeczce o 2 braciach - biedny dobry a zły bogaty.
    Pieniądze nie muszą demoralizować. Pieniądze moga bardzo pomóc w osiągnięciu celu, ale do tego potrzebne jest odpowiednie wychowanie i czas!!!! poświęcony dziecku. Jesli dziecko w wyraxny sposób odbiega w dół od średniej w środowisku, otoczeniu to jest sfrustrowane, nawet gdy tego nie okazuje.
    Mozna z czegoś zrezygnować, ale jest granica. Mogą być ciuchy w gorszym gatunku, ale gdy trzeba je donosić po 3 starszych siostrach ( i nigdy albo prawie nigdy nie kupi się czegoś nowego dziecko czuje się gorsze, nawet jeśli tego nie powie). To samo z szynką raz na miesiąc czy wakacjami u cioci na wsi. Mogą być fajne 3 razy, może za 4 czy 5 być w miarę ok, ale za 7 czy 10 dziecko chce zobaczyć coś innego, dalszego, niezwykłego.
    Tak jest niekoniecznie wśród snobów. Popytajcie wśród znajomych.
  • urge 06.01.12, 15:43
    Dziewczyno, daj już spokój bo po każdym poście odwracasz kota ogonem! Nikt Ci nie wmawia że Twoje jedyne dziecko jest bezwartościowe bo jest jedynakiem czy bo ma kasę.
    Pytałaś, więc próbujemy Ci pokazać że można żyć bez pewnych rzeczy i być szczęśliwym. Podałam Ci siebie jako przykład -wychowałam się w pięciodzietnej rodzinie której brakowało wielu z tych rzeczy o których piszesz że są do życia konieczne. Jestem dorosłą, spełnioną i niesfrustrowaną kobietą. Moja siostra ma czworo dzieci a brat czwarte w drodze, młodsza siostra świeżo wyszła za mąż i też planuje dużą rodzinę -jak dla mnie to wystarczający dowód na to że nie było tak źle wychować się wśród kilkorga rodzeństwa, nawet jeśli nie miało się wielu rzeczy które rówieśnicy mieli a świat zaczęliśmy zwiedzać dopiero jako licealiści/studenci. Ty tak nie chcesz -masz prawo! My chcemy -też mamy prawo. Zostańmy więc spokojnie każdy przy swoim zdaniu i przestańmy się przepychać udowadniając która sytuacja jest lepsza bo jak dla mnie są one zwyczajnie tak inne że nieporównywalne. I nie martw się o nasze biedne dzieci, bo skoro one same domagają się kolejnego rodzeństwa to widocznie też nie czują się poszkodowane?
    --
    Pozdrawiam -Marta mama Jurka, Jasia i Stefcia
  • 06gosia34 06.01.12, 16:14
    Dzieci sa wartością samą w sobie ,tego nie da skalkulować i przeliczać. Pieniadze sa ważne ale to tylko środki pomocne w osiągnięciu wytyczonych celów. Wiadomo że w każdej rodzinie w zależności od mozliwości finansowej te cele są inne. Mieszakam w Łodzi, tu jest wielkie bezrobocie a rodzin wielodzietnych sporo. Nie które żyją za minimum na Łódź jest to jakieś 1500 podstawa u pracownika fizycznego+ jakieś dodatki(rodzinne,alimęty pomoc mops). Tam inaczej się liczy życie to wcale nie znaczy że gorzej.Żyją skromniej ale dziecią niczego nie brak np. buty z ccc a nie z adidasa,ubrania z sieciówek a nie markowych sklepów(najczęściej wyprzedaże).Telefony,komputery to norma żaden luksus. Kolonie organizowane przez szkoły. Wczasy to luksus,ale zawsze można wyjechac do krewnych. Są rodziny gdzie kaski jest mało,mnustwo kombinowank co,jaki i za ile, jest tam za to dużo,dużo miłości ,czułosci. A tego nie można przeliczyć.
  • h2so4_pl 06.01.12, 16:38
    Moim, powtarzam MOIM ,zdaniem liczenie ma pomoc MOPS jest hm, dyskusyjne. MOPS powinien pomagać tym, którzy chwilowo znaleźli się w trudnej sytuacji, dawać wędkę a nie rybkę. Bazowanie na nim jest nieodpowiedzialne.
  • 06gosia34 06.01.12, 18:31
    Znam kilka rodzin kożystające z mpos,jest to różna pomoc. Raz jest to pomoc finansowa innym razem dofinansowanie do obiadów w szkołach itp. To nie znaczy że jest to jedyne źrudlo utrzymania. Mój mąz dzięki bogu pracuje w salonie samochodowym znanej marki , zarabia przyzwoicie ale kiedyś tak nie było. Kilka lat temu się rozwiodłam(decyzja pierwszego męża)i zostałam sama z 4 dzieci bez środków do życia. Bylam załamana ,wtedy po raz pierwszy usłyszałam o mops. Dzisiaj jest to już dawno za mna,tam poznałam matki w rużnaej sytuacji , nauczyłam się pokory i doceniania tego co mam.Codziennie dziękuję Bogu że na mojej drodze postawił męzczyzne który teraz jest moim mężem i wspaniałym ojcem dla wszystkich dzieci. Nie każdy ma tyle szczęści co ja czy wy. Komu się te pieniadze bardziej przydadzą,alkoholikowi czy rodzinie z dziećmi. Oczywiście lepiej by żadna matka nie musiała z takiej pomocy kożystać i tego życze sobie i wam .
  • magdak_1977 06.01.12, 17:32
    06gosia34 napisała:

    > Dzieci sa wartością samą w sobie ,tego nie da skalkulować i przeliczać. Pieniad
    > ze sa ważne ale to tylko środki pomocne w osiągnięciu wytyczonych celów.
    Tu się zgadzamy wszytskie, na szczęściesmile

    Są rodzi
    > ny gdzie kaski jest mało,mnustwo kombinowank co,jaki i za ile, jest tam za to
    > dużo,dużo miłości ,czułosci. A tego nie można przeliczyć.

    Nie można, ale sama miłość nie wystarczy do wychowania dziecka. Są jeszcze lekarze, leki, książki, sprzęty, ubrania, zdrowe i wartościowe jedzenie itp. Jeżeli z tego kombinowania wychodzi, że na te rzeczy jakoś starcza, to ok.


    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/atdcqtkf4zk9618g.png
    Magda - szczęśliwa mama piątki
  • h2so4_pl 06.01.12, 16:52
    Moje dziecko jest już dorosłym człowiekiem, który pewnie za 5-8 lat założy własną rodzinę.
    Moje dziecko zdecydowanie, bo rozmawialiśmy na ten temat, nie chce mieć więcej dzieci niż jedno i to nie od razu. Ma inne preferencje.
    Kiedyś gdy był mały przeraził się widząc wielodzietną rodzinę. Serio.
    Moja babcia miała 5 rodzeństwa, ale jej ojciec mógł sobie pozwolić na wysoki standard życia całej piątki. Mama rocznik tuż przedwojenny ma tylko siostrę.
    Dla jednego spełnieniem jest gromadka dzieci, nie straszne im wieloletnie wstawanie w nocy, rotawirusy, pieluchy, inni wolą przeżyć to raz i potem zwiedzać świat, czytać książki czy robić cokolwiek innego.
    O biedne dzieci się nie martwię pod warunkiem, że ich rodzice nie wyciągają ręki po zasiłki i zapomogi, pod warunkiem, że nie krzyczą, że nie zapłacą za szkolną wycieczkę- wtedy zwykle nie jedzie cała klasa- bo ich na to nie stać.
    Pamiętam jak w klasie mojego syna ( większość jedynaków, sporo rodzin z dwojgiem dzieci, chyba dwie z trójką i jedna wielodzietna chyba 5 czy 6, dobre warszawskie liceum) mama poprosiła, nie ZAŻĄDAŁA, aby Rada Rodziców ( na którą oczywiście nie płaciła ani złotówki) zapłaciła za wycieczkę jej córki w miejsce X ( nie żadna wypasiona, lotnicza), bo jest to wielodzietna rodzina. I była bardzo zdziwiona, oburzona, najeżona, że obecni na zebraniu rodzice nie wyrazili entuzjazmu a niektórzy wręcz odmówili zrzutki czy wzięcia z konta Rady pieniędzy na ten cel.
    Reasumując- dzieci mogą być wartością samą w sobie, jednych satysfakcjonuje duża innych mała rodzina. Ważne, żeby mierzyć jej wielkość jednak grubością portfela. "Bóg dał dziecko da i na dziecko"......znacie to? Ja , niestety, wielokrotnie słyszałam.
    Pozdrawiam i wielodzietne i rodziców jedynaków.
  • agni71 06.01.12, 17:23
    h2so4_pl napisała:

    > Moje dziecko zdecydowanie, bo rozmawialiśmy na ten temat, nie chce mieć więcej
    > dzieci niż jedno i to nie od razu. Ma inne preferencje.

    Każdy w jakims tam stopniu jednak powiela model wyniesiony z domu. Twoj syn nie jest tu wyjątkiem.

    > Kiedyś gdy był mały przeraził się widząc wielodzietną rodzinę. Serio.

    A co go tak przeraziło? A na spotkaniach rodzinnych, kiedy w jednym miejscu było więcej osób, też sie przerażał? wink

    Tacy ludzie to nie tylko w rodzinach wielodzietnych.... W grupie przedszkolnej córki tez była taka jedna pani, co to programowo nie płaciła skladki na RR. Bo po co, skoro jej dziecko i tak dostawało prezent na Mikołaja (a że na ten prezent składali się płacący rodzice, to juz inna sprawa)...

    "Bóg dał dziecko da i na dziecko"......znacie to? Ja , niestety, wielokrotn
    > ie słyszałam.

    Szczerze mówiąc, w realnym zyciu raczej się nie spotykam z takim stwierdzeniem, ale mnie tez razi, jesli ktos decyduje sie na kolejne dzieci, z góry zakładając, ze nie będzie go stać na ich utrzymanie, i liczy na stałą pomoc MOPS itp.
  • magdak_1977 06.01.12, 17:28
    h2so4_pl napisała:

    > Moje dziecko jest już dorosłym człowiekiem, który pewnie za 5-8 lat założy włas
    > ną rodzinę.
    > Moje dziecko zdecydowanie, bo rozmawialiśmy na ten temat, nie chce mieć więcej
    > dzieci niż jedno i to nie od razu. Ma inne preferencje.
    > Kiedyś gdy był mały przeraził się widząc wielodzietną rodzinę. Serio.

    Ja bym nie była taka pewna - mój mąż jeszcze na studiach (studiowaliśmy razem) zawsze mówił, że ożeni się grubo po 30. Zycie ułożyło się tak, że pierwsze dziecko urodziło sie jak mieliśmy po 24 lata, a dziś, po 10 latach małżeńswta mamy ich aż pięciorosmile Rodzina męża do tej pory nie pogodziła się z jego wyborem.
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/atdcqtkf4zk9618g.png
    Magda - szczęśliwa mama piątki
  • magdak_1977 06.01.12, 17:42
    Nie wydaje mi się, żeby H2so4 kogokolwiek atakowała, oceniała, krytykowała. Po prostu wyraża swoje zdanie. Ja zresztą tez.

    Nie mam wielodzietnych w swojej rodzinie. Jedynie mój teść ma trójkę rodzeństwa.Kontakt mają ze sobą średni, nie są skłóceni, ale też nie ma mięzy nimi specjalnej zażłości. Mój mąż ma jedna siostrę i też mają kontakt średni. Myślę, że to zależy od wychowania i rodziny a nie od liczby dzieci. I to czy ktoś będzie powielał jakiś model też od tego zależy.


    Co do ostatniego zdania, myślę, że dzieci nidgy nie będą uważały, że jakiekolwiek braki są wynikiem posiadania większego rodzeństwa. Takie rzeczy widzi się dopiero w dorosłości. MOja córka cały czas odmaga się jeszcze siostry, mimo że moje pokłady czasu i energii są już na wyczrepaniu i pewnie przy kolejnym dziecku starsze na tym polu by ucierpiały. Ale ona tego nie dostrzega w żaden sposób.--
    http://www.suwaczki.com/tickers/atdcqtkf4zk9618g.png
    Magda - szczęśliwa mama piątki
  • urge 06.01.12, 18:45
    > Co do ostatniego zdania, myślę, że dzieci nidgy nie będą uważały, że jakiekolwi
    > ek braki są wynikiem posiadania większego rodzeństwa. Takie rzeczy widzi się do
    > piero w dorosłości. MOja córka cały czas odmaga się jeszcze siostry, mimo że mo
    > je pokłady czasu i energii są już na wyczrepaniu i pewnie przy kolejnym dziecku
    > starsze na tym polu by ucierpiały. Ale ona tego nie dostrzega w żaden sposób.

    Tu się nie zgodzę z całą stanowczością -jako dziecko doskonale zdawałam sobie sprawę że to że mamy mniej kasy wiąże się też z tym że jest nas więcej. Ktoś (nie pamiętam już kto) mnie jednak dość szybko nauczył porównywać moją sytuację z sytuacją rówieśników całościowo i nigdy nie pamiętam żebym miała chęć zamienić się na życie z kimś innym, a już zwłaszcza z jedynakiem -choćby opływającym we wszelkie dostatki.
    Dopiero jako dorosła kobieta widzę trud -który ponosili moi rodzice a nie ja -i który jestem gotowa ponieść żeby moje dzieci miały taką rodzinę jaką miałam ja.
    I nie wmówisz mi że Twoja córa (starsza przecież od mojego pierworodnego syna) nie jest w stanie zrozumieć prostej kalkulacji -jeśli będzie nas więcej to kasę trzeba będzie dzielić na więcej osób a miejsca w mieszkaniu zrobi się mniej, bo to już nawet mój siedmiolatek rozumie.

    > Myślę, że to
    > zależy od wychowania i rodziny a nie od liczby dzieci. I to czy ktoś będzie po
    > wielał jakiś model też od tego zależy.

    Popatrz kilka postów w górę -dokładnie to samo napisałam.

    > Nie wydaje mi się, żeby H2so4 kogokolwiek atakowała, oceniała, krytykowała. Po
    > prostu wyraża swoje zdanie. Ja zresztą tez.

    Ty tak, Pani h2so4 nie -wiciąż odwraca kota ogonem. My piszemy o rodzinach wielodzietnych, ona za każdym razem wytyka korzystanie z mopsu i żerowanie na innych. Nie ma w jej wypowiedziach innej formy wielodzietności, choć nie doszukałam się żeby ktoś z dyskutujących z takiej formy pomocy korzystał, czy prosił innych rodziców o sponsorowanie wycieczek itp.
    Ja w dzieciństwie też jeździłam na wszystkie wycieczki klasowe i moi rodzice płacili za komitet wszystkich swoich dzieci. Jeśli sobie przypomnisz to u nas w klasie była zrzutka na wycieczkę koleżanki która miała tylko jedną siostrę -i w przeciwieństwie do klasy syna pani h2so4 nikt się nie awanturował i nie dochodził dlaczego akurat ich nie stać na tą wycieczkę, była taka potrzeba to wszyscy się zrzucili i już -jak dla mnie zwyczajne ludzkie podejście.

    --
    Pozdrawiam -Marta mama Jurka, Jasia i Stefcia
  • h2so4_pl 09.01.12, 10:50
    NIE doczytuj się tego czego NIE napisałam. NIE atakuję, NIE "odwracam kota ogonem", NIE czytaj tego co chciałabyś przeczytać!
    Pokazuję drugą stronę wielodzietności. Taka też bywa.
    Próbowałam zwrócić uwagę na fakt, że niewiele osób zarabia kilkanaście tysięcy złotych miesięcznie, nawet mając dobre wykształcenie i niezły zawód. Takie są realia.
    Zwykle jest to kilka ( od 2-3 do 8-9 tys/miesięcznie). Wiem, że na rodziny wielodzietne są zniżki. Nie są one jednak ogromne. Są rzeczy, które trzeba kupić mnożąc je przez liczbę dzieci. I łatwiej jest gdy ten mnożnik wynosi 1 czy 2 niż 7.
    Jestem zdania, że każde dziecko powinno mieć coś własnego, nowego. To czy donaszając wszystko po rodzeństwie/kuzynach nie poczuje się gorsze tego nie wiesz. Możesz dowiedzieć się za wiele, wiele lat.
    Nie ma nic za darmo. Za wszystko ktos płaci. Jest pytanie kto Jest pytanie gdzie.
    Jesli rodzina wielodzietna ( np. 6+2 czyl 8 osobowa) ma nawet niezła pensję 12 tys zł to na osobę wypada 1500zł. I jeśli wlicza się w to : jedzenie, mieszkanie, prąd, ubranie, leki, leczenie, środki czystości , wakacje, przejazdy itd to naprawdę wypada niewiele. I taka rodzina ( a przecież osób zarabiających 12 tys jest niewiele) musi z wielu rzeczy albo rezygnować albo brać od kogoś. I tym kims może być albo zamożniejsza ciocia, albo pomoc społeczna albo rodzice w klasie ( zasponsorujcie wycieczkę).
    Natomiast jesli ktoś ma do dyspozycji bardzo dużo pieniędzy+ takie zasoby czasu, energii, żeby poświęcić je dzieciom i CHCE mieć rodzinę5-10 dzietną to jest to jego sprawa.
    A... moje dziecko bardzo mało chorowało. Myślę, że niewiele jest dzieci chorujących tak mało i tak lekko, ale się zdarzało. I pamiętam, że to był horror. Nieprzespane, przeze mnie noce ( choć w domu tata-lekarz), stres. Ja nie chciałabym przechodzić tego x2 nie mówiąc już o tym, że jeśli rodzina liczniejszax4 czy 8. Chyba, że dziecko ma chorować cichutko w kąciku, ale emama taka nie jest smile...
  • andaba 09.01.12, 11:26
    h2so4_pl napisała:

    > Jesli rodzina wielodzietna ( np. 6+2 czyl 8 osobowa) ma nawet niezła pensję 12
    > tys zł to na osobę wypada 1500zł. I jeśli wlicza się w to : jedzenie, mieszkanie, prąd, ubranie, leki, leczenie, środki czystości , wakacje, przejazdy itd to naprawdę wypada niewiele. I taka rodzina ( a przecież osób zarabiających 12 tys jest niewiele) musi z wielu rzeczy albo rezygnować albo brać od kogoś. I tym kims może być albo zamożniejsza ciocia, albo pomoc społeczna albo rodzice w klasie ( zasponsorujcie wycieczkę).

    Naprawde znasz tak wiele tych rodzin wielodzietnych, które wyciągaja ręce po pomoc do innych rodziców, opieki lub cioć? Bo ja jakoś nie, choc rodzin wielodzietnych znam pewnie wiecej niz ty.
    Oczywiście, ze znam takie które korzystają z opieki, ale to sa zarówno osoby z dwójką dzieci jak i z kilkorgiem.

    Ja sama mam dochód znacznie nizszy niz 12 tys miesięcznie, a jakoś obywam się bez pomocy kogokolwiek, a juz na pewno stac mnie na ubrania dla dzieci i na wycieczki szkolne. Pewnie że sie zdarza, ze noszą rzeczy jedno po drugim, ale po prostu nie widze potrzeby wyrzucania dobrych spodni czy kurtki tylko dlatego, że wczesniej należała do innego dziecka. Mnóstwo ludzi uzywane rzeczy po dzieciach sprzedaje np. na allegro. Czy uważasz, że rzeczy kupione po obcym dziecku są lesze niz takie po siostrze? Czy tez te używane bety to tylko wielodzietne matki kupują? A lumpeksy? Też dla bidoty?

    Nigdy nie słyszałam, zeby rodzice w klasie prosili o sponsoring na wycieczkę dla swojego dziecka - owszem, czasem niektóre dzieci nie jeżdżą, ale czy to powód finansowy - trudno powiedzieć. I jak wyżej - absencja na wycieczkach niekoniecznie zależy od ilości dzieci w rodzinie.

    I jeszcze taka uwaga - często rodziny z większą iloscia dzieci własnie się starają, żeby dzieci miały wszystko - i wycieczki, i ubrania, i inne rzeczy, właśnie dlatego, zeby ktoś inny im nie zarzucił, ze ma duzo dzieci i je zaniedbuje. To bardziej te osoby z dwójka mogą sobie bimbać, bo nie czują tekiej presji otoczenia i tendencji do oceniania ich poczynanań, metod wychowawczych i wydawanych na dzieci pieniędzy.

    Co to twojej osoby - z twoich postów wywnioskowałam, że jesteś osoba niesamowicie niegospodarną. Więc prosze, nie oceniaj innych według swoich upośledzonych standardów.
  • h2so4_pl 09.01.12, 13:58
    Znam niewiele rodzin wielodzietnych, ale...... z wyjątkiem jednej, bardzo dobrze sytuowanej, mającej wsparcie materialne u rodziny ( olbrzymi rodzinny majątek) wszystkie! w jakiś sposób , podkreślając, że jest ich dużo, wykazywały postawę roszczeniową.
    Być może według Ciebie jestem osobą niegospodarną masz pełne prawo tak mnie oceniać.
    Uważam, że można 1-2-5 rzeczy donaszać po starszym rodzeństwie lub obcych dzieciach ( prócz butów i bielizny), ale dziecko tak jak każdy człowiek potrzebuje czegoś własnego i tylko swojego. A znacznie łatwiej zapewnić to mniejszej ilości ludzi niż większej.
  • urge 09.01.12, 14:19
    > A znacznie łatwiej zapewnić to mniejszej ilości
    > ludzi niż większej.

    Święta prawda! Ale my nie lubimy na łatwiznę chodzić smile

    Podlinkuję jeszcze raz -bo pewnie nie zajrzałaś -naprawdę się da jak się chce:
    www.wprost.pl/ar/77101/Dzieci-sukcesu/?I=1174
    > Znam niewiele rodzin wielodzietnych, ale...... z wyjątkiem jednej, bardzo dobrz
    > e sytuowanej, mającej wsparcie materialne u rodziny ( olbrzymi rodzinny majątek
    > ) wszystkie! w jakiś sposób , podkreślając, że jest ich dużo, wykazywały postaw
    > ę roszczeniową.

    Ale wykazywały ją w stosunku do Ciebie? To może podyskutuj z tymi właśnie rodzinami zamiast z tymi którzy bez problemu sobie radzą sami (a przynajmniej bez Twojej pomocy wink )

    --
    Pozdrawiam -Marta mama Jurka, Jasia i Stefcia
  • urge 09.01.12, 14:04
    > To czy donas
    > zając wszystko po rodzeństwie/kuzynach nie poczuje się gorsze tego nie wiesz. M
    > ożesz dowiedzieć się za wiele, wiele lat.

    Gdybyś czytała a nie tylko pisała to wiedziałabyś już że, w przciwieństwie do ciebie, wiem -bo sama wychowałam się w pięciodzietnej rodzinie o przeciętnych dochodach i noszenie ubrań po rodzeństwie nie jest mi obce smile W przeciwieństwie jednak do Ciebie wiem co się zyskuje wychowując się w takiej rodzinie.
    I dlatego właśnie że ja wiem, a Ty się tylko domyślasz, dyskusja ta wydaje mi się trochę bezzasadna (ale ciągnę ją bo zaczęła mnie bawić smile )

    > I tym k
    > ims może być albo zamożniejsza ciocia, albo pomoc społeczna albo rodzice w klas
    > ie ( zasponsorujcie wycieczkę)

    NIKT nam finansowo nie pomaga (nie ma takiej potrzeby) ani nie pomagał nigdy moim rodzicom -jak im brakowało to szukali dodatkowych źródeł dochodu i w życiu w mopsie czy innym śmopsie nie byłam ani ja, ani moja mama, ani moje wielodzietne rodzeństwo.
    Do zarzutu o sponsorowaniu wycieczek już się odniosłam -pewnie jak zwyke przeoczyłaś smile

    > A... moje dziecko bardzo mało chorowało. Myślę, że niewiele jest dzieci chorują
    > cych tak mało i tak lekko, ale się zdarzało. I pamiętam, że to był horror. Niep
    > rzespane, przeze mnie noce ( choć w domu tata-lekarz), stres. Ja nie chciałaby
    > m przechodzić tego x2 nie mówiąc już o tym, że jeśli rodzina liczniejszax4 czy
    > 8. Chyba, że dziecko ma chorować cichutko w kąciku, ale emama taka nie jest smile.

    Że jedno dziecko było Twoim świadomym wyborem naprawdę wierzę. Co więcej -im dalej w las tym bardziej jestem o tym wręcz przekonana!
    Ale ostatnie zdanie jest, wybacz, śmieszne. To że ktoś jest leniwy i niezorganizowany to nie znaczy naprawdę że wszyscy tacy są! Rozwijać myśli nie ma sensu bo i tak nie przeczytasz, a nawet jak przeczytasz to nie uwierzysz smile

    --
    Pozdrawiam -Marta mama Jurka, Jasia i Stefcia
  • h2so4_pl 09.01.12, 14:35
    Czy jestem leniwa i niezorganizowana czy nie nie Tobie oceniać. Nie widziałś mnie na oczy, nie widziałaś mojego domu, nie znasz moich zainteresowań itd.
    Ja nie lubię wstawać w nocy do chorującego dziecka! Mam do tego prawo. Wole dzielić pieniądze na 3 osoby niż 7.
    Niestety spotkałam się z niepłaceniem skłądki przez rodziny wielodzietne i domaganiem się- też ode mnie- o ulgi w wycieczce szkolnej.
    Nie uważam rodziny wielodzietnych za patologię, ale jak niektórzy to zauważyli w społeczeństwie pokutuje taki pogląd. Czy zastanawiałaś się dlaczego?
    Pamiętam czasy gdy w Polsce było cholernie trudno o dobre ubranie. I wtedy kuzynka mieszkająca na stałe we Francji przysyłała rodzicom mało zniszczone rzeczy po swojej córce. Ja czułam fizyczny wstręt do noszenia ( sto razy upranych, nie zniszczonych) sukienek czy spodni. Rodzice nie rozumieli dlaczego nie chce tego nosić. Racjonalnych powodów nie było.
  • urge 09.01.12, 15:06
    > Czy jestem leniwa i niezorganizowana czy nie nie Tobie oceniać. Nie widziałś mn
    > ie na oczy, nie widziałaś mojego domu, nie znasz moich zainteresowań itd.

    Specjalnie to napisałam smile Bo tak się składa że Ty też nie znasz mnie, nie wiesz jakie ciuchy noszą moje dzieci i jak mieszkają -a jednak wrzucasz wszystkich do jednego wora.

    > Ja nie lubię wstawać w nocy do chorującego dziecka! Mam do tego prawo. Wole dzi
    > elić pieniądze na 3 osoby niż 7.

    Ja też nie jestem masochistką i lubię być wyspana. I też lubię mieć kasę i nie zastanawiać się skąd wziąć na obóz dla dziecka czy nawet na własne przyjemności (na szczęście póki co nie muszę). Ale wolę mieć dużo dzieci niż mało nawet jeśli wiąże się to z pewnym wysiłkiem -i też mam do tego prawo.

    > Niestety spotkałam się z niepłaceniem skłądki przez rodziny wielodzietne i doma
    > ganiem się- też ode mnie- o ulgi w wycieczce szkolnej.

    Ja się nie spotkałam. Za to spotkałam się z taką sytuacją w klasie mojego dziecka: panie z trójki klasowej powiedziały że troje dzieci z naszej klasy ma ciężką sytuację w domu i chciały by je zwolnić z płacenia składek. Nie wymieniły z imienia i nazwiska żeby dzieci nie poczuły się źle a nikt z rodziców nie zaprotestował. Wiem że nie dotyczyło to rodzin wielodzietnych bo z takich w tej klasie pochodzi mój syn i syn mojego brata, który akurat ma doskonałą sytuację finansową.
    Czy to czegoś dowodzi? Jak dla mnie tylko tego że szczęśliwie są jeszcze na świecie ludzie którzy nie myślą tylko portfelem.

    > Nie uważam rodziny wielodzietnych za patologię, ale jak niektórzy to zauważyli
    > w społeczeństwie pokutuje taki pogląd. Czy zastanawiałaś się dlaczego?

    Zastanawiałam się i przyznam że doszłam do wniosku że z 2 powodów: ponieważ ludzie na ogół nie znają rodzin wielodzietnych a w telewizji słyszy się tylko o tych którym trzeba pomóc, po drugie mają naturalną tendencję do mierzenia innych swoją miarką: skoro ja jestem niezaradny i nie byłbym w stanie utrzymać dużej rodziny to znaczy że inni też nie są.

    Jest też w społeczeństwie przekonianie że jedynacy to rozpieszczeni egoiści którym się wydaje że są pempkami świata -zastanawiałaś się kiedyś dlaczego???
    Dodam że ja tego poglądu nie podzielam, przynajmniej nie w odniesieniu do wszystkich jedynaków, chciałam tylko pokazać jak wygląda rozmowa z Tobą.

    --
    Pozdrawiam -Marta mama Jurka, Jasia i Stefcia
  • magdak_1977 09.01.12, 14:43
    h2so4_pl napisała:

    > A... moje dziecko bardzo mało chorowało. Myślę, że niewiele jest dzieci chorują
    > cych tak mało i tak lekko, ale się zdarzało. I pamiętam, że to był horror. Niep
    > rzespane, przeze mnie noce ( choć w domu tata-lekarz), stres. Ja nie chciałaby
    > m przechodzić tego x2 nie mówiąc już o tym, że jeśli rodzina liczniejszax4 czy
    > 8. Chyba, że dziecko ma chorować cichutko w kąciku, ale emama taka nie jest smile.
    > ..


    Moje dzieci choruja ani dużo, ani mało - myślę, że przeciętnie jak na taka ilość ( pięcioro w wieku 10lat - pół roku). Ale każdą chorobę wspominam/przeżywam jak koszmar, pewnie też dlatego, że o tych najmłodszych zawsze bardzo się denerwuję. Na szczęście dzieci dają mi tyle radości, że przesłaniają bez problemu te troski.

    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/atdcqtkf4zk9618g.png
    Magda - szczęśliwa mama piątki
  • magdak_1977 06.01.12, 17:50
    anna.kw napisała:

    Zresztą ja nie chce, żeby mo
    > je dzieci czuły się wartościowe, tylko dlatego, że mają markowe, drogie ubrania
    > , wyjeżdżają zza granicę.

    Ja też nie chcę, myślę, że nikt przy zdrowych zmysłach tego nie chce.


    Chce żeby swoją pewność siebie budowały w oparciu na
    > tym kim są, co potrafią i na tym że rodzice je kochają i akceptują takimi jakie
    > są.

    Ale do tego już pieniądze się przydają. Widzę, jakie znaczenie w życiu ma staranne wykształecnie, które żeśmy z mężem otrzymali i za które kiedyś musieli zapłacić nasi rodzice. Mam nadzieję , że będę mogła takie samo dać wszystkim swoim dzieciom.


    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/atdcqtkf4zk9618g.png
    Magda - szczęśliwa mama piątki
  • urge 06.01.12, 19:00
    >> Chce żeby swoją pewność siebie budowały w oparciu na
    >> tym kim są, co potrafią i na tym że rodzice je kochają i akceptują takimi
    >> jakie są.
    >
    > Ale do tego już pieniądze się przydają. Widzę, jakie znaczenie w życiu ma stara
    > nne wykształecnie, które żeśmy z mężem otrzymali i za które kiedyś musieli zapł
    > acić nasi rodzice. Mam nadzieję , że będę mogła takie samo dać wszystkim swoim
    > dzieciom.

    I tu też się wszyscy zgadzamy -każdy z nas oprócz miłości i zainteresowania chce dać swoim dzieciom możliwość kształcenia się i rozwijania swoich pasji. Dlatego też nie tylko mam nadzieję że kiedyś, ale już dziś płacimy za lekcje angielskiego czy dodatkowe zajęcia sportowe naszych dzieci (w naszym przypadku: piłka nożna, judo, taniec), jeżdżą na obozy sportowe próbują różnych rzeczy z nami.

    Próbuję tylko udowodnić, czego mi się nie wiem dlaczego nie udaje, że to nie wielodzietność ale niezaradność czy brak chęci rodziców może być tu przeszkodą -zarówno ja jak i moje rodzeństwo skończyliśmy studia (na politechnice i uniwerku więc niezbyt kosztowne, zważywszy na to że tu mieszkamy), rodzice płacili nam za prywatne lekcje języków i generalnie możliwośći rozwijania się mieliśmy szerokie (choć skorzystaliśmy z nich w różnym stopniu). Z domu wyniosłam zamiłowanie do żeglarstwa, spływów kajakowych, narciarstwa... Do tego wszystkiego się pani h2so4 nie odnosi tylko za każdym razem wyciąga z kapelusza kolejną wielodzietną rodzinę która żyje tylko dlatego że tacy jak ona na to pracują i odmawia zauważenia że jest mnóstwo rodzin jedno czy dwudzietnych które żyją znacznie skromniej miż chociażby my.

    --
    Pozdrawiam -Marta mama Jurka, Jasia i Stefcia
  • urge 06.01.12, 19:08
    Polecam lekturę -obiektywna i bardzo bliska naszej filozofii życiowej. Mój małżon też już dawno zauważył że im więcej ma dzieci tym bardziej go to motywuje do rozwoju, dalszego uczenia się a to bezpośrednio przekłada się na standard naszego życia. Sama też widzę że dopiero w obliczu bycia mamą wzięłam się za to co zaniedbałam chociażby w szkole -np. naukę języków.

    www.wprost.pl/ar/77101/Dzieci-sukcesu/?I=1174
    --
    Pozdrawiam -Marta mama Jurka, Jasia i Stefcia
  • anna.kw 06.01.12, 20:36
    Dobrze napisany artykuł. 1wsze dziecko-4tys dochody, 2-5tys, 3 - 7 tys. gdy pojawi się 4 powinno być 10 wink Ale to tylko moje prognozy. Wszystko zależ od tego jakimi ludźmi są rodzice. Znam Wielodzietne rodziny które są nadziane i no siostra męża- 1 dziecko i nie maja pieniędzy na jedzenie. Została z rodzicami na wsi. Jest cukiernikiem, choć ją namawiam, by piekła i sprzedawała ciasta, bo są pyszne to zawsze ma 100 wymówek na nie wink
    Mąż i ja pochodzimy z wielodzietnych rodzin. Moim rodzice się zawzięli- ja mam własną firmę i 2 fakultety. Chociaż chodziłam po ubraniach po kuzynkach to nie miałam kompleksów i dziś nie mam. I nie mam parcia na firmowe ubrania. Jakoś mnie nie pociąga shopping. Brat ma kierownicze stanowisko w norweskiej firmie w Krakowie, 2 w wojsku. Męża rodzice nie byli zbyt ambitni... chcesz studiować, sam sobie zarób. Mieszkają w domu po rodzicach teściowej i najważniejsze to oblecieć wszystkie wesela, imieniny, urodziny etc. Mąż się zawziął i skończył studia. Po 5 latach pracy, ma kierownicze stanowisko, czeka na podwyżkę i jest zawzięty, żeby jego dzieci miały lepiej. Startowaliśmy prawie od zera, a każde kolejne dziecko to nasze paliwo do działania. W ciągu 5 lat dorobiliśmy się 3 dzieci, samochody i mieszkania w centrum Warszawy. Problemem nie są dzieci tylko rodzice.
  • magdak_1977 06.01.12, 19:34
    urge napisała:

    > Próbuję tylko udowodnić, czego mi się nie wiem dlaczego nie udaje, że to nie wi
    > elodzietność ale niezaradność czy brak chęci rodziców może być tu przeszkodą

    Ale jak tacy niezaradni/leniwi rodzice mają jedno czy dwoje dzieci, to może jako tako sobie poradzą. Im dzieci więcej, tym bardziej nierealne staje się dla nich wychowanie ich, bo i zadanie trudniejsze i wielopłaszczyznowe.



    -z
    > arówno ja jak i moje rodzeństwo skończyliśmy studia (na politechnice i uniwerku
    > więc niezbyt kosztowne, zważywszy na to że tu mieszkamy), rodzice płacili nam
    > za prywatne lekcje języków i generalnie możliwośći rozwijania się mieliśmy szer
    > okie (choć skorzystaliśmy z nich w różnym stopniu). Z domu wyniosłam zamiłowani
    > e do żeglarstwa, spływów kajakowych, narciarstwa...

    Bo Ty miałaś w ogóle fajną rodzine i tylesmile

    Do tego wszystkiego się pan
    > i h2so4 nie odnosi tylko za każdym razem wyciąga z kapelusza kolejną wielodziet
    > ną rodzinę która żyje tylko dlatego że tacy jak ona na to pracują i odmawia zau
    > ważenia że jest mnóstwo rodzin jedno czy dwudzietnych które żyją znacznie skrom
    > niej miż chociażby my.
    Myślę, że H2so4 celowo przedstawia skrajne sytuacje ( dochód 5000pln na osobę, jak rozumiem netto, naprawdę wydaje mi się rzadki), aby dyskusja nabrała rumieńców wink
    Poza tym stereotypy, jak ktoś nie ma doczynienia z wielodzietnymi "inteligenckimi", to się wydaje, że wielodzietny to taki, co w wolnych chwilach, których ma dużo, bo nie pracuje, tylko dzieci robi i liczy na to, że państwo mu je wychowa...

    A z tą wycieczką to rzeczywiście kiszka - nie chciałabym, żeby moje dziecko chodziło do klasy, gdzie rodzice wolą przeznaczyć kasę na nowy monitor niż na to, aby dzieci wspólnie pojechały na wycieczkę. Moja mama pracuje w "jednym z renomowanych liceów w warszawie" i wiem, że niektórzy rodzice tamtejszych dzieci często uważają się za lepszy gatunek, bo są sławni/bogaci/dystyngowani, a dzieci mają niezaradne życiowo jak mało kto... A kwoty wpłacane na RR są rzędu 100pln/miesiąc


    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/atdcqtkf4zk9618g.png
    Magda - szczęśliwa mama piątki
  • czarne-jagody 06.01.12, 20:01
    Ja podejrzewam, że pani h2so4 o ile piszę prawdę o swojej sytuacji, jest w takim wieku, ze chyba już za późno na drugie dziecko. Natomiast o ile to prawda co pisze o swoim dochodzie zadaje sobie sprawę, że na dobrym poziomie byłaby w stanie wychować co najmniej dwoje bądź troje dzieci i zwyczajnie jej żal. Rozumiem to bo sama pozostałam przy dwójce chociaż marzyłam o trzecim, u mnie taka decyzja wynikała z obawy o moje zdrowie. Czasami jednak żałuję swojej decyzji ale oczywiście nie atakuję rodzin wielodzietnych raczej im zazdroszczę.
    Panih2so4 natomiast próbuje przekonać głównie siebie, ze jej decyzja była najlepszą z mozliwych bo nie sposób poświęć wystarczająco czasu więcej niż jednemu dziecku, a ponadto dochody 5000 zl na osobę to absolutne minimum, poniżej to już nędza.
  • urge 07.01.12, 00:08
    Ja tam nie sądzę żeby ta Pani czegoś ze swoich decyzji żałowała, ale jakiś problem zdecydowanie ma wink Z ciekawości poczytałam co pisze w innych wątkach -pominę jaki obraz człowieka mi się po tej lekturze objawił, natomiast w nieustające przez cały wieczór zdumienie wprawił mnie fakt, że pięćdziesięcioletniej mamie dwudziestoletniego "dziecka" (sic!) chce się dyskutować w wątkach o szczepieniach, karmieniu piersią itd -WOOOW! W tej sytuacji przestaje mnie dziwić że ktoś nie może sobie wyobrazić że można mieć więcej dzieci.
    --
    Pozdrawiam -Marta mama Jurka, Jasia i Stefcia
  • h2so4_pl 09.01.12, 10:32
    Czy jest limit wieku w zabieraniu głosu w dyskusjach?
    Tak, jestem zbyt stara, aby zachodzić w ciążę, ale mogłam to zrobić 19, 18 12,10 a nawet 5 lat temu. I nie zrobiłam- CELOWO, bo nie!!!! chciałam mieć więcej dzieci. Taki model rodziny był dla mnie odpowiedni.
    Problem- taki czy inny- ma każdy. U mnie być może jest to metryka, ale nie mała rodzina.
    Dzieckiem- dla rodziców jest się bez względu na wiek.
  • urge 09.01.12, 13:48
    > Czy jest limit wieku w zabieraniu głosu w dyskusjach?

    A czy jest gdzieś napisane że Ciebie może dziwić, że są ludzie niebędący milionerami którzy chcą mieć dużo dzieci i uadje im się je urzymać i jeszcze są zadowoleni a mnie nie może że mamie dwudziestoletniego dziecka chce się o zmienianiu pieluch dyskutować?

    Zarówno ja jak i Ty patrzymy na tę dyskusję ze swojej perspektywy. Mając 20 lat spotykałam się już z moim obecnym mężem, planowaliśmy wspólne życie i masę dzieci, i uważałam się już za osobę dorosłą. Gdyby ktoś z moich znajomych na studiach dowiedział się że moja mama buszuje po forach dla mam i opowiada do kiedy karmiła mnie piersią lub na co mnie szczepiła w niemowlęctwie i dlaczego -spaliłabym się ze wstydu. I dlatego tak mnie to odkrycie rozbawiło -nie mogło?
    --
    Pozdrawiam -Marta mama Jurka, Jasia i Stefcia
  • h2so4_pl 09.01.12, 14:02
    Ależ oczywiście, że mogło. Jest wolność. Mam prawo - póki nikogo nie obrażam, nie ubliżam mu, nie głoszę treści niecenzuralnych itd- pisać to co chcę. I gdzie chcę. A spalić się ze wstydu można gdy robi się coś złego. Tak mnie wychowali- czyzby Twoja Mama wychowała Cię inaczej?
  • urge 09.01.12, 14:08
    > A spalić się ze wstydu można gdy robi się coś złego. Tak mnie wychowali-
    > czyzby Twoja Mama wychowała Cię inaczej?

    No, to zaczynają być cięższe działa wyciągane wink
    Ja jednak miałabym poczucie wstydu gdyby moja mama robiła coś, co w moim przekonaniu jest śmieszne -a nie tylko złe. Tyle, że jej zwyczajnie szkoda byłoby na to czasu, więc nie miałam takich problemów.

    --
    Pozdrawiam -Marta mama Jurka, Jasia i Stefcia
  • magdak_1977 09.01.12, 14:36
    Ja lubię czytać wpisy dojrzałych osób - jak jest się młodym, to do wielu rzeczy nie ma się dystansu. Widzę to po sobie, jak cofam się pamięcią wstecz, do początków swojego życia małżeńskiego. Dziś wiele rzeczy bym rozwiązała inaczej. Nie uważam, żeby pisanie na różnych forach dzieciowych było wstydliwe, bez względu na wiek.

    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/atdcqtkf4zk9618g.png
    Magda - szczęśliwa mama piątki
  • h2so4_pl 09.01.12, 14:38
    No to powinnam czuć się ustatysfakcjonowana, bo zostałam już posądzona o śmieszność smile
  • magdak_1977 09.01.12, 14:49
    You're wellcomewink

    Na naszym forum pisuje czasem Rycerzowa - bardzo lubię jej posty. Też ma już dorosłe dzieci, zdaje się, że ma także wnuki. Verdana - z nią się co prawda zazwyczaj nie zgadzam, ale dorosłe latorośle ma i nikt jej prawa do pisania nie odmawia.

    H2so4 - ja w Twoich wpisach niczego "złego" nie znalazłam, w wielu rzeczach zresztą myślimy podobnie. A wiele opinii może tylko podnieść jakość dyskusji, tak mi się wydaje.
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/atdcqtkf4zk9618g.png
    Magda - szczęśliwa mama piątki
  • andaba 09.01.12, 15:14
    magdak_1977 napisała:

    > Na naszym forum pisuje czasem Rycerzowa - bardzo lubię jej posty. Też ma już do
    > rosłe dzieci, zdaje się, że ma także wnuki. Verdana - z nią się co prawda zazwy
    > czaj nie zgadzam, ale dorosłe latorośle ma i nikt jej prawa do pisania nie odma
    > wia.

    Niemniej jednak wspomniane przez ciebie panie SĄ wielodzietne i wchodzą na to forum uczestniczyć i dyskutować, a nie krytykować w czambuł 98% rodzin wielodzietnych, bo ona zna tylko kilka biednych, więc z pewnością to norma.

  • h2so4_pl 09.01.12, 15:19
    Bardzo Cię proszę czytaj to co zostało napisane a nie to co chciałabyś, żebym napisała. Wtedy można konstruktywnie dyskutować.
  • urge 09.01.12, 15:24
    Czyli czego konkretnie nie napisałaś?
    --
    Pozdrawiam -Marta mama Jurka, Jasia i Stefcia
  • andaba 09.01.12, 15:48
    A jak to rozumieć:

    Znam niewiele rodzin wielodzietnych, ale...... z wyjątkiem jednej, bardzo dobrze sytuowanej, mającej wsparcie materialne u rodziny ( olbrzymi rodzinny majątek) wszystkie! w jakiś sposób , podkreślając, że jest ich dużo, wykazywały postawę roszczeniową.
  • h2so4_pl 09.01.12, 18:58
    Dokładnie tak jak napisałam. Bez podtekstów.
  • magdak_1977 09.01.12, 15:25
    andaba napisała:

    > magdak_1977 napisała:
    >
    > > Na naszym forum pisuje czasem Rycerzowa - bardzo lubię jej posty. Też ma
    > już do
    > > rosłe dzieci, zdaje się, że ma także wnuki. Verdana - z nią się co prawd
    > a zazwy
    > > czaj nie zgadzam, ale dorosłe latorośle ma i nikt jej prawa do pisania n
    > ie odma
    > > wia.
    >
    > Niemniej jednak wspomniane przez ciebie panie SĄ wielodzietne i wchodzą na to f
    > orum uczestniczyć i dyskutować, a nie krytykować w czambuł 98% rodzin wielodzie
    > tnych, bo ona zna tylko kilka biednych, więc z pewnością to norma.
    >

    Ja się nie czuję krytykowana, więc może dlatego mnie posty H2so4 nie denerwują. W naszym kraju jest w ogóle wiele osób, które żyją jeszcze w post-komunistycznym przekonaniu, że im się wiele od państwa/szkoły/samorządu/sąsiadów należy, bo oni nie mają. I sa to ludzie wielodzietni, małodzietni, bezdzietni - dla mnie to akurat bez różniy, choć jak już mam z podatków rozdawać, to wolę tym z dziećmi niż bez.--
    http://www.suwaczki.com/tickers/atdcqtkf4zk9618g.png
    Magda - szczęśliwa mama piątki
  • urge 09.01.12, 16:34
    > Ja się nie czuję krytykowana, więc może dlatego mnie posty H2so4 nie denerwują.
    > W naszym kraju jest w ogóle wiele osób, które żyją jeszcze w post-komunistyczn
    > ym przekonaniu, że im się wiele od państwa/szkoły/samorządu/sąsiadów należy, bo
    > oni nie mają. I sa to ludzie wielodzietni, małodzietni, bezdzietni - dla mnie
    > to akurat bez różniy, choć jak już mam z podatków rozdawać, to wolę tym z dzieć
    > mi niż bez

    A ja się czuję krytykowana jako cząstka krytykowanego przez nią wielodzietnego ogółu, wrzuconego do jednego wora -chociaż akutat podejrzewam że nasze dochody zmieściłyby się w jej wyobrażeniu kwoty za jaką da się żyć.

    > W naszym kraju jest w ogóle wiele osób, które żyją jeszcze w post-komunistyczn
    > ym przekonaniu, że im się wiele od państwa/szkoły/samorządu/sąsiadów należy, bo
    > oni nie mają. I sa to ludzie wielodzietni, małodzietni, bezdzietni - dla mnie
    > to akurat bez różniy

    Dla Ciebie bez ale dla Pani h2so4 z - i tym się różnicie. Ona nie odnosi się do tego że w ciężkiej sytuacji finansowej znajdują się równie często (a z moich obserwacji nawet częściej) rodziny jedno czy dwudzietne (chociażby taka inicjatywa jak "szlachetna paczka" -nasza klasa już trzeci raz z rzędu przygotowywała ją dla rodziny dwudzietnej a zaangażowani w inicjatywę byli głównie trzydzietni) oraz nie przyjmuje do wiadomości że jest dużo rodzin wielodzietnych żyjących przyzwoicie i bez żadnej pomocy z zewnątrz. Ciągle kręcimy się wokół z kosmosu wziętych rodzin wielodzietnych skłóconych i biednych a pomijamy normalne -chociaż tu z tego co zauważyłam pisują raczej te drugie.
    --
    Pozdrawiam -Marta mama Jurka, Jasia i Stefcia
  • magdak_1977 09.01.12, 15:29
    Ja tam wciąż uważam, że H2so4 TYLKO dyskutuje. A że niektórym nie podobają się tezy przez nią głoszone - cóż na tym polega otwarte forum, każdy może i jest to niewątpliwie także jego zaleta
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/atdcqtkf4zk9618g.png
    Magda - szczęśliwa mama piątki
  • h2so4_pl 09.01.12, 15:44
    Obawiam się, że bardzo się narazisz głosząc takie poglądy. Ja już zostałam osądzona smile
  • urge 09.01.12, 16:16
    Otóż to, każdy smile
    --
    Pozdrawiam -Marta mama Jurka, Jasia i Stefcia
  • urge 09.01.12, 16:24
    > Otóż to, każdy smile

    To było do Magdy rzecz jasna.
    --
    Pozdrawiam -Marta mama Jurka, Jasia i Stefcia
  • urge 09.01.12, 16:23
    > Obawiam się, że bardzo się narazisz głosząc takie poglądy. Ja już zostałam osąd
    > zona smile

    Chciałabyś! smile
    Ja znam Magdę osobiście, jeszcze z czasów kiedy jej samej się nie śniło że będzie miała tyle dzieci ile ma i zawsze ją lubiłam -bez względu na poglądy (które nie zawsze są zbieżne z moimi i nie zależy mi na tym żeby moi przyjaciele myśleli tak jak ja).

    Z Tobą byż może też bym znalazła wspólny język gdybyś choć raz się odniosła konkretnie do tego co piszę a nie oceniała nas przez pryzmat bliżejnieokreślonych gdzieśtam w biedzie żyjących rodzin. Ma to taki sam sens jakgdybym ja wciąż oceniała Ciebie przez pryzmat rodzin jednodzietnych które znam -najlepiej z widzenia -oczywiście tych w których są kłopoty, z kompletnym pominięciem tych szczęśliwych.
    --
    Pozdrawiam -Marta mama Jurka, Jasia i Stefcia
  • h2so4_pl 09.01.12, 19:05
    A dlaczego miałabym chcieć?smile
    Trudno, żebym oceniała np. Ciebie, bo się nie znamy.
    Początek dyskusji był o tym jak rodziny wielodzietne radzą sobie finansowo. Większość nie zarabia kokosów ( niezaleznie od tego czy jest to rodzina 2+1, 2+2, 2+3 czy 2+7). Nie minę się z prawdą jeśli na rodzinę przypada 6-10-12 tys. Rzadko więcej, a w przypadku rodzin wielodzietnych często mniej, bo mama siłą rzeczy jest na dłużej wyłaczona z pracy.
    I jeśli te same pieniądze dzielisz na 2 czy 4 osoby to jest łatwiej niż na 7 czy 9.
  • urge 09.01.12, 15:16
    > Na naszym forum pisuje czasem Rycerzowa - bardzo lubię jej posty. Też ma już do
    > rosłe dzieci, zdaje się, że ma także wnuki. Verdana - z nią się co prawda zazwy
    > czaj nie zgadzam, ale dorosłe latorośle ma i nikt jej prawa do pisania nie odma
    > wia.

    Ani ja nie odmawiam. Nie rozumiem za to dlaczego nie mogą mnie pewne rzeczy śmieszyć?
    I jednak, cóż zrobić, nie porównywałabym tych pań ze sobą: Rycerzowa to mądra kobieta i jej wypowiedzi zawsze coś wnoszą do dyskusji, Verdana jest dość kontrowersyjna w poglądach ale jednak odnosi się do swojej konkretnej sytuacji -a tu są wszyscy od paru dni oceniani bo pani gdzieś widziała jakąś tam rodzinę wielodzietną lub o niej słyszała, a jej syn to się w ogóle takich rodzin bo. Za to odniesienia do naszej, dyskutujących, konkretnej sytuacji nie ma! -dla mnie to nie jest podłoże do racjonalnej wymiany zdań.
    --
    Pozdrawiam -Marta mama Jurka, Jasia i Stefcia
  • h2so4_pl 09.01.12, 15:25
    Zwróc uwagę od czego zaczęłam.....były pytania o pieniądze.
    A teraz dygresja - pozornie odległa. Kiedy byłam bardzo młoda- schyłek lat 70-tych ubiegłego stulecia, moje koleżanki czytały poezję iberoamerykańską i twierdziły, że pieniądze się nie liczą, ważne jest bogate wnętrze. Nie podzielałam tego zdania wychodząc z założenia, że nawet najbogatszym wnętrzem nie wykarmi się rodziny, nie wyśle na urlop, nie kupi butów.
    W 20 lecie matury przyznały mi rację.
  • urge 09.01.12, 15:51
    > Zwróc uwagę od czego zaczęłam.....

    No właśnie zwróciłam. Na początku pisałaś tak:
    "Znam tylko 1 ( jedną) rodzinę, w której jest 4 dzieci. Kilka rodzin z 3, ale najczęściej jest to 2+1 czy 1+2 w tym sensie, że są to dzieci partnera z poprzedniego związku. Takich rodzin , w których byłoby 3 dzieci z jednych rodziców znam niewiele. Najczęściej jest 1-2 dzieci"

    dziś już tak:
    "Znam niewiele rodzin wielodzietnych, ale...... z wyjątkiem jednej, bardzo dobrze sytuowanej, mającej wsparcie materialne u rodziny ( olbrzymi rodzinny majątek) wszystkie! w jakiś sposób , podkreślając, że jest ich dużo, wykazywały postawę roszczeniową."

    To znaczy że przez te kilka dni nabyłaś trochę znajomości wśród rodzin wielodzietnych i wszyskie zdążyły wyciągnąć do Ciebie rękę po kasę? Czy to wśród trójdzietnych jest ta biedota z postawą roszczeniową? -jeśli to drugie to faktycznie, zwracam honor, po prostu n