Dodaj do ulubionych

Zbuntowałam się!

18.11.11, 08:56
Wczoraj trafił mnie szlag. Po raz kolejny zresztą. Powiedziałam, że od tej pory przez tydzień nie sprzątam w ogóle, jedynie po sobie i po najmłodszej, która sama po sobie nie posprząta jeszcze. Mam ochotę rzucić wszystko w cholerę. Wojtek jest chory i nie chodzi do szkoły, więc cały czas daje czadu z Olgą. Jak ogarnę chatę do południa i wychodzę na zakupy z maluchami, to starsi chłopcy wracają ze szkoły i w ciągu kilku godzin, a tak naprawdę to nawet w ciągu pół godziny, robią taki burdel na kółkach, że nie wiadomo w co ręce włożyć. Ich pokój wygląda tak samo i tylko maja pretensje, że każe im się sprzątać w pokoju. Wiecznie słychać: "ja wczoraj sprzątałem, a Paweł sobie leżał i czytał!", "ja sprzątałem, a Paweł mówił, że on nie umie zbierać!" "mama, a Paweł nie chce!" "mama, a Wojtek i Olga robią nam w pokoju syf, a nie my!" I tak codziennie. Ale dziś nie o ich pokoju, a o pokoju, kuchni i przedpokoju na dole. Dziś na podłodze leżą m.in.: but, zabawki, słomki do napojów, paragon, z którego maluchy chciały zrobić samolocik, poduszka-jasiek, gazetka reklamowa jakiegoś sklepu z elektroniką, ręcznik, który Paweł wyjął z plecaka po zajęciach na basenie, skarpetka Wojtka, a nawet w kuchni są 2 kromki chleba, które za chwilę podniosę, bo to Madzia je tu rzuciła. Od rana mam nerwa, bo niby pedantką nie jestem (oj, nie jestem), ale jak pierwszy widok po obudzeniu jest taki, a nie inny, to potem cały dzień mogę mieć spierniczony. Wściekam się o byle co. Do tego Paweł ma w piórniku kilka kredek (3szt), ołówek i długopis z odgryzioną częścią. A w tym roku szkolnym już 2 razy kupowaliśmy im przybory. I to nie pojedyncze sztuki, tylko większość po ileś tam. Klejów była cała zgrzewka- 24szt. Nie ma nic. Jakieś resztki tylko. Mam ochotę wyjechać i zostawić ten burdel na co najmniej tydzień, ale nawet na taki wyjazd mnie nie stać. Marzy mi się, że kiedyś bez słowa się spakuję i nie mówiąc nic nikomu, nawet nie dając za bardzo znaku życia, wyjadę sobie w góry SAMA. Może się spełni. Po sześćdziesiątce... uncertain Mąż wczoraj wrócił później niż zwykle i od progu zapowiedziałam mu swój plan niesprzątania. Powiedział: ok. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Oczywiście w plan nie wchodzi pranie, prasowanie(średnio 1-2 razy na tydzień), układanie do szafy, zakupy gotowanie. Raz dziennie ogarniam podłogę, a zawsze trzeba to robić kilka razy dziennie. I tyle. No, wygadałam się.
--
Krzyś-1.02.2001, Paweł-10.05.2002, Wojtuś-4.07.2005, Olga-25.06.2008, Madzia-3.10.2010 A tu są zdjęcia: ludzie.gazeta.pl/goska81-gryfino/0,0.html
Edytor zaawansowany
  • verdana 18.11.11, 09:19
    Nie, nie trzeba tego robić kilka razy dziennie, naprawdę. Po co?
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • andaba 18.11.11, 09:56
    Zawsze to trochę pocieszające że innym też nie jest lekko.
    No i właśnie, co z tym klejem???
    Ja właściwie mam jedno młodszoszkolne, a klejem to chyba sobie chleb smarują, albo jedzą jak batony, bo wiecznie nie ma.
    Kredki na szczęście gubi tylko najmłodsza, za to permanentnie, są wszędzie, z łazienką włącznie.
    Najstarszy za to gubi krawat, bo codziennie zostawia go gdzie indziej. Jak raz zgubił na amen i z pazurów mu wyrwałam krawat brata (który wiesza go do szafy z resztą) a jego rzucałam mu przez okno, bo znalazłam (a raczej wiedzałam gdzie jest, ale postanowiłam być wredna), to przez 2 dni (słownie: dwa) też wieszał. Potem mu przeszło. Córka dla odmiany gubi buty, bo włazi w nich do domu, a potem ściąga jak chce wyjść na tapczan i zapomina o nich. I jeszcze ma do mnie pretensje, że nic znaleźć nie można.
    A podłogę to właśnie idę posprzątać, bo szczęśliwie ostatni burzyciel porządku poszedł w diabły. No, prawie ostatni, ale ostatni nigdzie się nie wybiera.
  • agusia2137 18.11.11, 10:12
    Oj jak dobrze to znam. W pokoju moich chlopcow jest taki balagan ze szok a sprzataja niby codziennie. MOja 3.5 letnia córeczka tez non stop gubi buty,sa one wszedzie w lazience,piwnicy,na strychu,pod lozkiem doslownie wszedzie. Nieraz mamy juz gdzies wychodzic ,wszyscy gotowi tylko nie Zula bo ona butów nie moze znalescuncertain U nas 7latka ma sama pokoj (nie jest on duzych rozmiarow) pod koniec sierpnia zrobilismy jej w nim remont i ma doslownie wszystko nowe a pokoj wyglada po 3 miesiacach gorzej niz zle. Slady atramentu na scianie,posciel niechlujnie zlozona a na regale pelno kurzu.Wczoraj powiedzalam jej ze ma wziasc scierke i poscierac kurze i na to wtracil sie moj slubny i stwierdzil ze ona jest za mala by scierac kurze,tez tak sadzicie???? A reszta do mu jest czysta do poludnia bo oni sa w szkole i wieczorem jak ida spac a ja posprzatam. Wiec sprzatam 2 razy dziennie a rezultatow brak...sadsad
  • goska81-gryfino 18.11.11, 10:26
    Ogarniając podłogę znalazłam na przykład kąpielówki Pawła. W poniedziałek ma basen. Może mu ich nie wypiorę, tylko tak zostawię i jak będzie się pakował, to sobie będzie musiał ich poszukać (leżały na schodach), teraz leżą przed schodami z tym, co tam zostawiłam po ogarnianiu, czyli: butem i czapką Olgi (jak będziemy wychodzić to Olga będzie szukała buta, bo jednego znajdzie, a drugiego być może nie), ręcznikiem, ochraniaczem na kolano, czy może łokieć, skarpetką Wojtka. Ale jak znam życie, to po prostu nie mogąc znaleźć kąpielówek weźmie drugie, albo pożyczy od Krzyśka, jeśli drugich też nie znajdzie. Na dodatek rano Madzia wywaliła suche płatki kukurydziane na podłogę. Całą miseczkę. W dużym pokoju. Już ich tam nie ma, ale u mnie nie da się raz dziennie podłogi sprzątnąć, bo jak wrócą ze szkoły, to na podłodze wylądują prawdopodobnie (mowa o dużym pokoju): kurtka lub dwie, czyjś but jak znam życie, może jakaś czapka(jedną znalazłam wystającą spod kanapy, ale jej nie zabrałam), plecaki (Pawła będzie rozpięty, z wystającą zawartością), obrus z ławy będzie zdjęty i rzucony lub będzie ledwie zwisał z jednej strony, na ławie będą leżeć rozpięte pokrowce z glukometrami (Krzyś i Paweł mają cukrzycę), a potem będzie krzyk: "mama, znowu mi ktoś gdzieś nakłuwacz wyniósł!", na kanapie lub podłodze będzie bluza, a może nawet spodnie. Wiem, że czarno to widzę, ale innego scenariusza nie umiem sobie wyobrazić. Za dużo już widziałambig_grin
    --
    Krzyś-1.02.2001, Paweł-10.05.2002, Wojtuś-4.07.2005, Olga-25.06.2008, Madzia-3.10.2010 A tu są zdjęcia: ludzie.gazeta.pl/goska81-gryfino/0,0.html
  • asia889 18.11.11, 12:20
    Popieram i wspieram, żebyś się przez ten tydzień nie złamała smile. Ciekawa jestem jakie efekty będą. Dzieciaki szybko przyzwyczajają się, ze czegoś nie muszą robić, bo zrobi to ktoś inny. Wczoraj swojej pierwszoklasistce kazałam schować książki do tornistra. A ona mi na to, że to ja mam zrobić. Wrrr... Kazanie poleciało. Akurat ostatnio mam przemyślenie, że nawyki trzeba wyrabiać póki jeszcze chcą nas słuchać. A z porządkiem u nas wcale nie lepiej...
  • goska81-gryfino 18.11.11, 14:46
    Powiem Ci szczerze, że nie wierzę, że to cokolwiek da. Moi mogą utonąć we własnych śmieciach, nie przeszkadza im to, mam takie wrażenie. Gdybym przestała robić posiłki, albo prać, to może by zauważyli. Właśnie dostałam reprymendę od najstarszego,że jak ja coś zostawię walającego się po ich pokoju, to on musi za nie to pozbierać.
    --
    Krzyś-1.02.2001, Paweł-10.05.2002, Wojtuś-4.07.2005, Olga-25.06.2008, Madzia-3.10.2010 A tu są zdjęcia: ludzie.gazeta.pl/goska81-gryfino/0,0.html
  • verdana 18.11.11, 14:59
    Tak, mogli by utonąć w śmieciach i byloby im z tym dobrze. Problem tkwi w tym, ze sprzatając pokoje dzieci robisz to bardziej dla siebie, niż dla nich. Więc nie docenią.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • jagienka_77 18.11.11, 17:00
    Dokładnie tak. Zadziwiające, że w/w problem nie dotyczy wyłącznie mojego domu, a tak zawsze myślałam!
    U mnie dziś najstarszy zapomniał kluczyka do szafki w szatni, bo mamusia nie przypilnowała żeby wziął. W efekcie tatuś wrócił do domu z kurtka młodego (!) a tamten chodził po szkole w obuwiu "wyjściowym".

    W nocy tknęło mnie żeby przejrzeć tornister, czy spakował dobrze książki, oczywiście zabrakło angielskiego i religii, choć wieczorem 3 razy zapewniał, ze spakowany. Podobno myślał tylko, że dziś jest czwartek... ale skoro tak, to gdzie strój na basen wink ? Ręce opadają.

    To, co dzieje sie w pokoju chłopców i całym mieszkaniu to już od dawna woła o pomstę do nieba. Niezaścielone łóżka jesli ja tego nie zrobię, kapcie każdy w innej części mieszkania, a oni i tak ganiają w skarpetkach w efekcie czego raz w tygodniu wyrzucam po 1 parze (dziury na palcach i pietach!). Na podłodze wszystko: chrupki, puzzle, książki, nawet szkolne podręczniki, klocki, ubrania, resoraki, czekam tylko, aż dywan zacznie żyć własnym życiem. Do niedawna walczyłam, zdzierałam gardło, ostatnimi czasy jednak, gdy ktos pyta mnie "mamaaaaaaaaaaaaa, gdzie mój klej/temperówka/nożyczki?" odpowiadam: "moje sa w mojej szufladzie i ani wąz się ich tykac, a twoje - tam gdzie ostatnio połozyłeś..."
  • dzieciata.renata 18.11.11, 17:10
    Niestety u mnie ostatnio również z porządkami nie ciekawie, dziewczyny zrobiły się strasznie leniwe, wręcz złośliwie bałaganią, pyskują jak się je o coś poprosi, nie chcą w niczym pomóc sad Maluchy robią mniej bałaganu od nich.
    --
    Dorota, styczeń 1999
    Milena, maj 2000
    Weronika, marzec 2009
    Natalia, październik 2010
  • zuju2 18.11.11, 18:22
    Bo sprzątanie przez dzieci ma się odbywać raz (!) dziennie i to przed jakąś atrakcją (jak szybko wtedy sprzątająwink, a nie w trakcie (jak oglądają TV, czytają czy się bawią).
    I to w zasadzie tyle.
    "Kochani, o 18tej stawiam na stole podwieczorek, kto się wyrobi ze swoim sprzątaniem, może jako pierwszy wybrać kawałek ciasta" (kto nie sprzątnie: nie je podwieczorku, nie ogląda TV), a nie: "No to podwieczorek zjedzony, teraz sprzątamy...". Z najmłodszymi sprzątam wspólnie.
    U nas działa, a ja w niczyich oczach nie muszę być zrzędzącą wiedźmą, a we własnych sprzątaczką...
  • mama.rozy 18.11.11, 19:35
    u mnie jest ostro-jedzenie tylko w kuchni,latem może byc taras
    sprzątanie polega na tym,że w sobotę do południa mają moje dzieci(8,5 i 3 lata) jakieś półtorej do dwóch godzin na posprzątanie swoich dwóch pokoi.co jest nie na miejscu,idzie do śmieci.po kilku takich akcjach sprzątanie nie jest większym problemem.
    buty i kurtki tylko w przedpokoju,akurat do szafy nie dosięgają i ja wkładam do niej ubrania.ale sami szykują sobie czapki,szale i rękawiczki.butów też nie szykuję,sami muszą miec w takim miejscu,żeby potem je po prostu ubrac.
    akurat uczą się w domu i z plecakiem szkolnym nie mają do czynienia,ale jak jadą z plecakami na angielski to nigdy im nie sprawdzam,czy mają wszystko.mają sami przygotowac,nie wezmą-zapamiętają na drugi raz(co już miało kilka razy miejsce).
    brudne ubrania wieczorem lądują w specjalnym koszyku,który potem odnoszę.
    zawsze im powtarza,że służąca ma wolne i nie ma kto po nich sprzątac.
    a poza tym-kiedyś takie nawyki wyniosą do własnych domów.a patrząc na to,co zrobiła moja teściowa synowi swemu(czyli mojemu małżowi),to nóż mi się w kieszeni otwiera,że moje dzieci mogłyby takie same wyjśc w światwink
    --
    www.boniowka.pl/
  • emiliah 19.11.11, 11:33
    U moich w pokoju też burdel i też ciężko wymusić sprzątanie. Często mówią "to on/ona porozwalał(a)", "nie będę sprzątać za nią/niego", "to nie fair, że Jaśmina nie musi sprzątać".
    Jaśmina też sprząta ale ma 2,5 roku, więc wiadomo, że jeszcze nie można wymagać od niej tyle co od 9- i 6- latka
    Też kleju wiecznie brak.
    Niedawno przyszła córa i powiedziała, że wychowawczyni mojego syna prosiła przekazać, żeby dać mu nowe ołówki, bo ma tylko krótkie i byle jakie. Napisała też notatkę w dzienniczku z prośbą, żebym dopilnowała, żeby miał natemperowane ołówki i kredki. No i co - wygląda na to, że nie dbam o wyposażenie dziecka!!!
    A ja od początku roku szkolnego dałam mu już ok. 20 (dwudziestu) ołówków i 2 komplety kredek i patrzę średnio co drugi dzień czy ma natemperowane. No zgroza, nie mam pojęcia co on z nimi robi. Sklejałam mu już zeszyty "bo mi się wyrwało", foliowe okładki są zniszczone po kilku dniach (przestałam zakładać - i tak książki są tylko na miesiąc). Co więcej - mówi mi, że odrobił lekcje a jak sprawdzam to czasem nic nie zrobione.
    Lubi szkołę, chętnie do niej chodzi, świetnie sobie radzi z materiałem - jest w czołówce klasowej, ma fajną panią tylko te jego roztrzepanie...eh.
  • w_iika 20.11.11, 11:03
    Jeszcze rok temu po przeczytaniu waszych postów, pomyslałabym z satysfakcją, że to wszystko to kwestia wychowania i dobrych nawyków. Ale juz jakiś czas temu zdałam sobie sprawę, że to nie do końca. Ja mam tylko 3: prawie 5, 3,5 roku, 2lata. Przed wejściem do domu, gdy otwieram kluczem drzwi, pytam trójcę, co robimy po przyjsciu do domu. Pada odpowieź: zdejmujemy buty, kurtkę, odkładamy, idziemy myć ręce. Co dzieje się po przyjściu do domu? Ehzemplarze 5 i 2 lata robią to co maja zakodowane. Egzemplarz 3,5 roku siada, zaczyna bawić się butem, dostrzega książkę na podłodze, zaczyna ją oglądać, przypomina sobie, że ostatnio z biblioteki przynieśliśmy nowe ksiażki, biegnie do pokoju, siada, zaczyna bawić się klockami. Dwa posłuszne egzemplarze plus ja jesteśmy bez butów i kurtek, czapek itp, z czystymi rekoma, a sredniak zdążył już nabałaganić, nabłocić i wciąż jest ubrany! No więc jak to jest z tymi nawykami?... Łatwe egzemplarze łatwo oswoić...
    W wychowywanie w czystości i pomaganie w domu też nie wierzę. Mąż mój nigdy nie miał żadnych obowiązków jako dziecko. Wczoraj obudziłam się z popołudniowej drzemki, a mój mąz do mnie z pretensją w głosie, dlaczego ja prasowanie schowałam do szafy, gdyby wiedział, ile tego jest, to by poprasował w czasie gdy dzieci bajki grzecznie oglądały,a ja drzemałam... Jak teściowa tego dokonała ja nie wiem, ona go nie uczyła, że ma obowiązki, on sam wie, że żonie się pomaga...smile
  • 2007e 20.11.11, 22:51
    Sytuacja mniej wiecej podobna. Dzieciaki w identycznym wieku. I wyglada na to, ze i moi maja 1 wspolny pokoj. Kto ma sprzatac? To nie ja, to nie ja, no i wez sie jeszcze nagadaj z niemowiacym 2,5-latkiem. Jestem bezsilna.
  • jagienka_77 21.11.11, 00:21
    Najbardziej lubię teksty w stylu "to nie ja, to on, to jego ołówek, a to jego skarpetka". Co by było, gdybyśmy prały/prasowały/sprzątały tylko to, co nasze? Strach się bać.
  • elgosia 21.11.11, 11:42
    Z bałaganem to u nas mąż sie rozprawia (z moim tez wink). A jeśli chodzi o zgubione przybory, to też mieliśmy ten problem. Wprowadziliśmy więc kieszonkowe: 4 zł syn II kl, 3 zł córka I kl. Jak zuzyją "sprzęt" szybciej niż powinni (czyt. zgubią) odkupują z własnych kieszonkowych. Przestali gubić, a zgubione w cudowny sposób znajdują smile
    --
    Pozdrawiam...
    Gosia z Tomkiem (08.10.2003), Martusią (12.05.2005),
    Agnieszką (29.09.2009) i Wojtusiem (21.03.2011)
  • judytak 21.11.11, 13:54
    to ja już taka zbuntowana się urodziłam
    wiadomo, ruda to wredna :o))))))

    przedszkolakom zasadniczo nie każę sprzatać, nie widzę sensu, pokój przedszkolaka ogarniam raz w tygodniu

    szkolnym dzieciom każę ogarnąć ich pokój raz w tygodniu, na początku pomagam

    tak od 9-10-ciu lat w górę pokojem dziecka się nie zajmuję, piorę to, co znajduje się w koszu, co wyprane, rzucam danemu dziecku na łóżko
    prasuję tylko białe koszule do stroju galowego ;o)

    rzeczy rozrzucone w mieszkaniu (przedpokój, jadalnia, itp.) każe stamtąd zabrać jak tylko zobaczę, zabawki, które były w użyciu poza pokojem dziecięcym każę zabierać przed pójściem spać

    podłogę ogarniam raz w tygodniu, w jadalni średnio co drugi dzień
  • monstermama 21.11.11, 14:21
    Zgadzam się - gdybyś wyjechała, byłoby najlepiejsmile Nic tak najlepiej nie działa na nerwy, jak wyjście z domu, żeby nie widzieć bałaganusmile

    No, ale skoro nie możesz, to u nas też działa widmo zabrania przywileju (słodyczy na podwieczorek czy oglądania tv)
    Mamy też zasadę, że zabawki z części ogólnych (kuchlon, hol, gabinet, nasza sypialnia chowamy i wynosimy do piwnicy. Choć po prawdzie wystarczy, że przypomnę, że taka zasada istnieje).
    Myślę, że Twoim problemem jest też to, że jesteś w domu i widzisz ten bałagan, podczas, gdy oni są w szkole.
    Musisz zamykać ich pokoje i zajmować się tylko maluchami w tym czasie, żeby nie denerwować się bałaganem.
    Nasi sprzątają najwyżej raz w tygodniu i to wtedy, gdy mówię, że muszę odkurzyć i klocki niestety będą w odkurzaczu, gdy ich nie sprzątną. (z tym, że córkę, dziesięciolatkę, mam pedantkę, więc sama sprząta).

    Jak to mówi Pan Wrona w książce Mama Mu sprząta: wystarczy mi pięć sekund, by posprzątać oborę! Po czym PSTRYK! i gasi światło...
    --
    tu jesteśmy
  • maman3 21.11.11, 20:18
    Gosiu, chciałam Ci podziękować smile - nie miałam siły tego wszystkiego napisać, dosłownie wszystko się zgadza, włącznie z posądzeniem mnie o pedanterię i codzienne upierdliwe zaganianie chłopaków do sprzątania. Tyle, że z powodu posiadania 5-miesięczniaka wymagającego-jeszcze nie mogę się urwać z domu sad
  • goska81-gryfino 21.11.11, 22:50
    A ja wymiękłam. Wprawdzie bałagan mam okrutny, ale wyłącznie dlatego, że mi się nie chciałosmile Wprawdzie wyjechać bym wyjechaławink ale zbierać po dzieciakach zaczęłam, choć czasem zostawiam. U chłopaków w pokoju nie ruszam, bo oni sami powinni po sobie robić, no i niby robią i to niby prawie codziennie, ale efektów nie widać praktycznie w ogólesmile Wiedziałam od początku, że tylko tak pogadam, pokrzyczę, a i tak nie dotrzymam słowa. Nie potrafiłam tak ze świadomością, że nie mogę podnieść niczego, co nie jest moje i Najmłodszej.
    --
    Krzyś-1.02.2001, Paweł-10.05.2002, Wojtuś-4.07.2005, Olga-25.06.2008, Madzia-3.10.2010 A tu są zdjęcia: ludzie.gazeta.pl/goska81-gryfino/0,0.html
  • mama_lukaszka 12.12.11, 00:17
    U nas dzieci codziennie wieczorem sprzątają swoje zabawki. Jak nie zaczną sprzątać/ orzerwą sprzątanie/ zaczną zwalać na rodzeństwo to biorę wielką torbę na śmieci wrzucam tam wszystko. Torbę rekwiruję i czasem oddaję po 2-3 tygodniach a czasem się "zasiedzi" w schowku na kilka miesięcy. Ostatnio mojej córce (3 lata) regularnie odmawiającej współpracy przy porządkach została: lalka sztuk 1, konik sztuk 1, układanki sztuk 2. Wytrzymała zołza cały tydzień, dopiero potem zaczęła się upominać i jak jej powiedziałam, że oddam zabawki jak zacznie po sobie sprzątać to dopiero "okryła" że klocki można pozbierać. Wcześniej za nią bracia zbierali bo się bali, że zarekwiruję całe pudło, a to są ich wspólne zabawki.
    Z ubraniami jest gorzej. Najstarszy (prawie 9 lat) wszystko odwiesza i składa, ale on strasznie nie lubi gubić rzeczy, więc o nie dba. Na biurku ma totalny bałagan ale panuje nad tym co gdzie jest. Spakowany jest codziennie wieczorem, w piórniku kredki ułożone "pod kolor". Tylko czasami "zapomni" dzienniczka pokazać przez tydzień.
    Sredni (6 lat) rzeczy zostawia tam gdzie stoi. Na wiosnę mój mąż potknął się po raz któryś o jego but i wyrzucił mu go przez okno. Syn nie przejął się zupełnie, w szkole przez cały dzień chodził w skarpetkach, bo kapcie zostawił na świetlicy i mu się nie chciało po nie iść. W piórniku ciągle pustki, ja już nie mam pieniędzy żeby mu co parę dni kupować komplet wyposażenia. Maila dostałam od pani ze szkoły dlaczego syn nie ma podręcznika do muzyki od miesiąca. Otóż ma i nawet nosi, ale z plecaka nie wyjmuje. Ale jako sześciolatek musiał pójść do szkoły, bo w szkole, gdzie chodzi starszy brat w tym roku utworzyli tylko jedną klasę I z 6-latkami i w przyszłym też tak ma być. To malutka szkoła i więcej klas się fizycznie nie zmieści.
    Ale jak trafiłam do szpitala na tydzień, to jakoś sobie radzili.

    mama Łukaszka, Grzesia, Uli i niespodzianki

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka