Dodaj do ulubionych

zła matka?

17.06.12, 11:44
tak piszę będąc na fali przemyśleń po lekturzewink
najpierw chciałam na zamkniętym,ale przecież o normalnych rzeczach piszemy,to co się ukrywacwink?
kojarzycie ten nurt,wychodzący z "podziemia",o odlukrowywaniu macierzyństwa?uświadamiający,że dzieci z reklamy pieluch są ewenementem a poród jednak może bolec,a połóg to nie fiołki i bita śmietana?wink
tak sobie od wczoraj przemyśliwam-kto był na tyle łatwowierny,że w coś takiego wierzył?
przeczytałam dopiero felieton Chylińskiej,od której się ten ruch podobno zaczął
kobieta.interia.pl/news-macierzynstwo-to-sciema,nId,398598
czy którejś z Was wydawało się kiedyś,że macierzyństwo,cała ta fizjologia ciąży,porodu i połogu to niekończąca się bajka i taniec z gwiazdami?wink
owszem,są porody bezbolesne,relaksujące i nic,tylko rodzicsmileale w naszym,wielodzietnym gronie,pewnie można by je na palcach policzyc.
nie chodzi mi o to,żeby znowu narzekac,że strasznie,trudno i w ogóle tragedia.bo nie spodziewałam się zbytnich atrakcjiwinki owszem,jestem raz zmęczona i najchętniej bym cofnęła czas i się zabetonowaławinka czasem to mam tyle siły i wiary,że mogłabym adoptowac kilkanaściorowink
może u mnie ten dystans pochodzi z tego,że długo przed swoimi porodami miałam praktyki na oddziale poporodowym,który jednak działa antykoncepcyjniewink?
dlatego zakładam,po przydługim wstępie,wątek-czy fizjologia macierzyństwa Was zaskoczyła?zmasakrowała?przeorała jak nic dotąd?
mnie fizycznie-nie.psychicznie-ta pierwsza.człowiek jednak był przyzwyczajony do niezależności...to był mój problem-wiecznie czegoś chcący mały człowiek...
--
www.kresy.pl/
Edytor zaawansowany
  • nata76 17.06.12, 16:18
    hmmm...jak rodziłam pierwsza, to w ogole było pierwsze dziecko małe,kóre w zyciu zobaczyłam. I były dwie szkoły:ciepliwa mamunia z dzieciątkiem,albo "te pierdolone bachory". Do tej pory niewiele sie zmieniło, opórcz mojego doświdczenia. Nadal z jednej strony obserwuje mit matki słodkopierdzacej z dzieciatkami różowymi i cudownymi,to podsycane jest jeszcze rekalmami itp. no i drugi nurt "bachorowy" . na szczecie zaczyna byc głosno o normalnej sciezce po środku. O zwykłym zyciu z dzieckiem. Raz na wozie raz pod wozem,to czego kazda z nas doswiadcza i np. na tym forum piszemy.
  • andaba 17.06.12, 17:00
    Właściwie to jedyna rzecz, która okazała sie gorsza niż oczekiwałam, to karmienie piersią. Nie lubiłam karmić i nie polubiłam. Z jednej strony wzruszający taki mały ssaczek przytulony do piersi, z drugiej - bolące sutki, niemoznośc ubrania sukienki, wiecznie mokra bielizna, wkurzające to było. Ale ja zadatków na męczennicę nie mam i dobry przykład - sama na flaszce wychowana z powodu choroby mamy i zdrowa jak byk, nie miałam oporów przed wcisnieciem dziecku butli, gdy karmienie mnie zaczęło wkurzać. Dlatego może też wykarmiłam bez problemów i stresów dzieci, po prostu jak mi sie nie chciało wisiec z cyckiem dawałam butelkę. I nie miałam wyrzutów sumienia, co jest niemodne.

    A do dzieci byłam przyzwyczajona od zawsze, poród, no cóż, pierwszy najcudowniejszy nie był, ale widziałam w życiu gorsze, więc się nie zniechęciłam, połóg to w ogóle rzecz niewarta wzmianki, dzieci miałam (i mam) grzeczne, nieee, zdecydowanie macierzyństwo jest demonizowane.
  • mama.rozy 17.06.12, 20:22
    nata,piszesz trochę o tym,co mi dzisiaj przyszło do głowysmileże może to odrealnienie macierzyństwa,czyli przesada w jedną i drugą stronę,może wynikac z braku wzorca,braku środowiska wokół.teraz jest internet,fora,można szybko napisac-mam doła i zaraz ma się wsparcie,przykłady.a jeszcze chwilę temu tego nie było.może to jeden z czynników?
    druga rzecz,o której pomyślałam,że może to odrealnienie zaczęło się w świecie kolorowych mediów i gazetek?że może one same stworzyły taki obraz słodyczy,na którym pokolenie młodsze się wychowało?seriale pełne szczęśliwych mam,porodów w 15min i cudu karmienia?i teraz to pokolenie doszło do głosu-i jedna strona uważa,że tak ma byc,a druga się buntuje?
    próbuję rozryźc ten tematwink
    --
    www.teologiapolityczna.pl/#
  • undoo 17.06.12, 21:30
    Wiedzialam, ze to nie fiolki i roze. Pierwsze dziecko bylo i fizycznie, bo trudny porod, i psychicznie najtrudniejsze. Ale najbardziej mnie wkurzaly teksty, ze teraz to rodzina dopiero jestesmy i ze teraz to sie nam zycie zmieni drastycznie. Dlaczego tak trudno zrozumiec, ze mimo ograniczen mozna chciec tych zmian, ze nie bola one az tak, ze maly czlowiek trafia w miejsce dla niego, ktore mu sami przygotowalismy?
    No a juz wielodzietnosc to w ogole dopust Bozy, bo to tyyyyyyle pracy. Co jest jawna bzdura, bo owszem gotowania i prania mam wiecej, ale mam wiecej luzu psychicznego, bo moje dzieci maja siebie, a nie tylko nas, rodzicow. Nie wisza na nas.

    B mnie drazni, ze do macierzynstwa podchodzi sie zerojedynkowo, ze przestalo byc naturalnym elementem zycia, ze maly czlowiek to obecnie jak UFO jest. Albo mu sie stawia oltarze, albo wyrzuca poza nawias spoleczenstwa. Malo jest glosow posrodku, ze owszem bywa trudno i ciezko, ale jest tez fajnie, normalnie. Tylko wtedy to wieje nuda i nikt tego nie kupi. Dziecko to naturalna sprawa w spoleczenstwie. Tylko przy takim podejsciu mamy szanse zdrowo wychowywac nasze dzieciaki.
  • maman3 17.06.12, 21:58
    Owszem, przeorała. Ale nie tyle sam poród, ile ciąg dalszy-po nie problematycznym dużo młodszym rodzeństwie, myślałam, że wszystko wiem, urodzę w bólach dziecko, a potem będę je karmić, przewijać, chodzić na spacerki. W międzyczasie dziecko spać będzie smile . Depresja? Raczej o jakiejś poetyckiej melancholii myślałam. Roczne permanentne niedospanie? Wymysł niedocenionych matek.
  • mama.rozy 18.06.12, 09:42
    a czułyście się złe,będąc niedoskonałe?niewyspane,zmęczone?dla mnie to jest matka normalna.może po prostu ci,o których piszę-chcący byc/muszący byc idealni w pracy i poza-muszą też byc idealni w domu i cokolwiek inaczej się dzieje,odbierają jako kompletną porażkę.bo ich ideał to słodko lub obrzydliwie?
    mi też brakuje w tych relacjach normalności
    --
    www.promama.pl/
  • agnie-sia80 18.06.12, 19:48
    niewyspana, zmęczona, niedoskonała, brzydka i grubasmile mniej więcej tak się czułam 10miesiecy po urodzeniu najmłodszego. Powrót do pracy był zbawiennysmile
    ale:
    1) zawsze w podziw mnie wprawia fakt, ze im więcej dzieci tym większy "luz". Przy jednym nigdy nie miałam na nic czasu a teraz marze czasem żeby z jednym zostaćbig_grin
    2) średnio dwa razy w roku potrzebuje weekendu bez dzieci. Kocham je bardzo, ale czasem mam dość. w domu dzieci, w pracy dzieci...smile
    3)nienawidze karmić piersią. Przy pierwszej córce miałam wyrzuty sumienia jak przeszłam na butle, pozniej juz niesmile
    4)i mamy czasem chec zostac zawodowa rodzina zastepcza(pogotowiem opiekunczym) i "dobrać" jeszcze dwoje dzieci, wiec chyba jednak to macierzyństwo nie jest takie złesmile
  • asia.xyz 18.06.12, 22:15
    Ja przy pierwszym przeszlam to lepiej niz drogim teraz czekam na trzecie. Pierwsze to byla nastoletnia wpadka. Dzieci lubilam bardzo, mialam wsparcie rodziny a wszelkie niedogodnosci staralam sie ignorowac w mysl zasady 'cierp cialo jak zes chcialo'. Egzemplaz trafil mi sie idealny jadl tylko i spal. Bylo to na tyle dawno ze nagonki na kp nie bylo wiec w poczuciu dobrze spelnionego obowiazku przeszlam na bebiko po 3 miesiacach. Drugie dziecko wyczekane po latach staran i lekkie rozczarowanie. Mala wiszaca na piersi do dzis nie przesypia nocy (ma prawie 5 lat) , poczucie winy za kazdym razem jak proponowalam butle. Totalne niewyspanie i poczucie winy ze zaniedbuje nastolatke. Prysznic raz na 2 dni i poczucie zamkniecia i odizolowania (mala urodzila sie przed zima). I niesamowite szczescie za kazdym razem kiedy ja przytulam, widze jej usmiech i moge sprawic jej przyjemnosc. Za kilkanascie dni zostane mama po raz trzeci i pierwszy raz boje sie tego co mnie czeka i jak dam rade. Zobaczymy.
  • ciociacesia 19.06.12, 22:05
    moge smialo powiedziec ze bylam swiadoma w co sie pakuje
    fizycznie ciaza mnie przeorała, kilka razy ryczalam nad kiblem ze chce umrzec i ze mam dosc, porod i połóg spoko
    --
    'powiedziałabym "odwal się stara prukwo"'
  • alusia255 20.06.12, 01:21
    Ja tez bylam swiadoma w co sie pakuje chociaz ciazy nie lubie. Nie wiem czemu nazywa sie to " stanem blogoslawionym" wink)))) Troje dzieci chcialam, planowalam to i mam. Fajnie jestwink Czasem chcialabym dawac wiecej z siebie kazdemu z osobna no ale coz.... Tez musze myslec o sobie, zeby nie zwariowacwink
  • mama.rozy 20.06.12, 08:25
    w sumie-doczytawszy Joannę Czeczot do końca-książka nie jest zła,pewnie muszę przeczytac jeszcze raz,do głębszych przemyśleńwink
    chyba faktycznie jest to-akurat to-spojrzenie osoby z trochę innego światawinkale książka-pamiętnik dośc fajnie opisuje tę przemianę z niematki w matkę.i to ok.zdziwiło mnie tylko jej zdziwienie,że aż tak trzeba się zmienic,że w sumie zmienia się wszystko.
    a może kiedyś kobiety też tak przeżywały utratę siebie po pierwszym dziecku,tylko się do tego nie przyznawały?czy może jednak było to coś wpisanego w nie,w bycie kobietą w ogóle?
    tak sobie myślęwink

    --
    blog.wiara.pl/Okno_na_cztery_strony
  • anna_sla 21.06.12, 14:27
    mnie nic nie powinno zdziwić. Wychowałam i opiekowałam się od dziecka dużą ilością dzieci, wyrastałam w ich otoczeniu, obowiązki przy niemowlaku nie były mi obce, odrabianie lekcji ze starszakiem również, a jednak...

    wszystko mnie zaskoczyło.. że to aż tak boli, choć była to tylko albo aż cesarka. Że coś może pójść nie tak. Po ciąży pierwszej do dzisiaj mam "ślady" od przeogromnych rozstępów, które oszpeciły moje ciało już do końca życia po uczulenie na promienie słoneczne, które sprawia, że bardziej jestem narażona na udary słoneczne niż moje wrażliwe dzieci. I tak, ta depresja.. przedwczesny poród, OIOM, te emocje, to, że nie od razu się dziecko kocha. Że te nieprzespane tak wykańczają, że dziecko przewinięte, nakarmione, utulone i zabawione a mimo to się drze non stop. I tak jak piszesz, ciągle coś chce.... i w dodatku to co chyba najgorsze: że to jest ciągłe ścieranie się, ja mówię "tak" one "nie", ja mówię "nie" a one "tak". Do tej pory udawało się dogadywać mi z dziećmi ugodowo, ja dla Ciebie to Ty dla mnie to, to była wspaniała symbioza, żyłam w niej wiele lat i myślałam, że da się tak żyć skoro do tej pory się udawało, dopóki nie urodziłam własnych PASOŻYTÓW. A może ja jednak jestem nieudolna wychowawczo??? U nas mało co współgra, a ja nie potrafię setki razy powtarzać w kółko to samo. Codziennie borykamy się dokładnie z tymi samymi problemami i to już OD LAT! Tak jakby te moje dzieci niczego się nie uczyły... Tak, ja na pewno jestem nieudolna wychowawczo, innego wytłumaczenia brak sad. Cieszę się, że jednak mam ich tylko trójkę, a jeszcze nie dawno marzyłam by mieć więcej. Szalenie ich kocham i cudownie było wychowywać małe bliźniaki (dostarczają zupełnie innych emocji i wrażeń niż pojedyncze dziecko) i będę walczyć o nie jak lwica, ale jestem już teraz wymemłana, przeżuta i wypluta a mają dopiero po 6 i 8 lat. A co to będzie dalej? Ja się autentycznie boję..
  • anna_sla 21.06.12, 14:32
    acha i dodam, że wciąż mam wyrzuty sumienia. Codziennie z nimi się budzę i zasypiam. Wiem, że zaczęłam od nich uciekać, wiem też, że sporo problemów wynika z tego, że za mało im uwagi poświęcamy, a my tego nie robimy, bo jak się okazuje to my wciąż im dużo dajemy od siebie a za mało dostajemy w zamian. Każda inwestycja powinna procentować. Nasza nie procentuje, zysku nie ma lub jest minimalny, inwestycja nie warta świeczki...
  • sli-maczek 22.06.12, 22:42
    anna_sla - mam podobne przemyslenia ostatnio.Ciagle powtarzanie tego samego przy zerowym rezultacie...to ,ze jak nie krzykne, to mnie wogole nie slysza, a nie chce krzyczec! Czuje sie jak w jakiejs pulapce.Chcialam dzieci, ale nie przemyslalam,ze moga byc tak pelne energii i tak chcace samodzielnosci, ze mimo iz maja 5, 3,5 i 1,5 to sa przekonane o swojej sile. Dziwna sprawa. Chcialam dac im sile psychiczna na zycie, wiec zostalam w domu, by dawac im cieplo, uczyc, po prostu byc, by czuly ze sa wazne...no i co? Teraz walcze zeby mnie wogole uslyszaly,musze ciagle karac,co przynosi rezultat na jakies 5minut. Dzieci czuja sile, ooooo tak! Czuja sie banda i to taka, co moze WSZYSTKO! Przyznam ze mnie to przerasta i jestem prawie zdecydowana w niedlugim czasie uciec od nich do pracy.
    Porody przerosly mnie tez.Ale przerosly rowniez pozytywnie. Donioslosc tej chwili jest niesamowita i chyba bol jest jej dopelnieniem.
    Codziennosc z dziecmi, to ,ze nie mam chwili bez nich, ze codziennie staram sie to wszystko zdazyc ogarnac,spedzic czas z kazdym o osobno i ze wszystkimi razem....ciagla gonitwa! I jakos zaczelam tesknic za przystankami.Moj mozg jest chyba mocno nadwyrezony.Macierzynstwo to cholernie ciezka praca i jej rezultat jest wielka niewiadoma. Bardzo chcialabym stworzyc silna rodzine,stworzyc wiezi miedzy dziecmi samymi i miedzy nami,rodzicami.Ale nie wiem jak bedzie.Czasem po prostu walcze o przetrwanie.Ech!...A jest ich tylko trojesmile
  • jojoe 22.06.12, 13:17
    anna_sla chyba masz teraz gorszy czas, ale i tak się fajnie ciebie czyta wink Kiedyś pokazałaś zdjęcie ze wszystkimi swoimi podopiecznymi i pomysły na urządzenie niewielkiego mieszkania dla takiej gromady dzieci, że do dziś uważam że jesteś gigantkąwink

    Dla mnie osobiście ciąża to czas jak najbardziej błogosławiony. Pomimo niektórych niedogodności, ciąże znoszę dobrze. Uwielbiam świadomość, że noszę swoje dziecko pod sercem i czuję się baardzo kobieco.
    Porody zaskoczyły mnie intensywnością doznań bólowych, ale za to każdorazowo byłam dumna,że przetrwałam. Połóg nie istniał dla mnie już od drugiego dziecka. bo po pierwsze nie dało się a po drugie nie bardzo wiem na czym miałby polegać.
    Dziś jako matka piątki jestem czasami wyzuta z sił i cierpliwośći i przychodzą dni kiedy wydaje mi się, że nie wyrabiam na żadnym polu. Innym razem nie wiadomo dlaczego radzę sobie całkiem nieźle i wydaje mi się, że góry będę przenosić. Ale ogólnie uważam że jest fajnie w dużej rodzinie i pomimo, że nie wychodzę do pracy i nie wszyscy doceniają mój trud to czuję się kobietą spełnioną. Po prostu czuję ,że żyjęsmile
  • meggi79 22.06.12, 23:42
    Przeorana, przemęczona i ciągle obolała (źle gojące sie rany po cesarkach, rozpadający się kręgosłup, ciągłe problemy z kolanami....) - to ja dla siebie.
    Uśmiechnięta, zaradna, pracowita, ciepła, kochająca - to ja dla moich dzieci.

    I tak już chyba zostanie. Czasem kładę się do łóżka ok 2-3 w nocy i płaczę. A rano wstaję, piję w biegu kawę i prostuję się do życia.

    Odpocznę jak umrę, w trumnie wyleżę się za wszystkie czasy smile Bo nawet tego posta piszę stojąc i jednym palcem, bo drugą ręką bujam kołyskę z Fifulcem smile
    --
    Magda- mama Kuby, Kacpra i Filipka , ciocia Gabrysi, Kamila,Jasia, Matiego i Oli smile
  • kaeman 25.06.12, 22:29
    U mnie ciąże super, pracowałam do samych porodów. Podczas porodu było mniej komfortowo, ale jestem bardzo odporna na ból fizyczny, więc przeżyłam, nie mam złych wspomnień. Po porodzie, w domu było ok (tylko po pierwszym porodzie nie mogłam usiąść przez 2 tygodnie - największa uciążliwość) Karmienie wspominam miło, nie musiałam biegać z butelkami, wyparzać, podgrzewać w nocy mleka. Karmiłam piersią każdą córkę przez rok i wspominam to jako mega udogodnienie, no i chwile kiedy mogłam bezczynnie siedzieć wink Choroby jakoś nas najczęściej omijały. Czas dla siebie zawsze wygospodarowałam, dając się wykazać tatusiowi w opiece nad dziećmi. Ja mogłam wtedy pójść na zakupy, czy do koleżanki. Na wygląd nie mam co narzekać, ważę tyle co na studiach, przed urodzeniem trójki dzieci, zawsze staram się być zadbana.
    Najgorsze było dla mnie oddawanie dzieci do żłobka, przedszkola - te łzy w oczach i trzymanie się spódnicy, szłam do pracy z wyrzutami, że muszę je zostawić.
    Zdecydowanie dla mnie najgorszy był powrót do pracy po urlopie macierzyńskim - serce mi pękało
    A teraz największe obawy mam co do okresu dojrzewania, tu może być już nie tak różowo. Czas pokaże.
  • mama.rozy 27.06.12, 13:07
    właśnie mi wcięło bardzo mądrego postawink
    czyli podsumowującwink-dbajmy o siebie.życie to chwilka,a dzieci wymagające naszej opieki to tylko mały procent tej chwili...
    --
    www.teologiapolityczna.pl/#
  • karmelek37 02.07.12, 16:56
    Taaaaak, nie przespane noce, zmęczenie tak duże, że przeradzające się w otępienie i stany przeddepresyjne, fizyczne wyczerpanie, czasem kiedy jechałam samochodem to marzyłam otym,żeby mieć wypadek,bo wtedy wreszcie bym odpoczęła i coś choć na chwilę zmieniłoby się w moim życiu, poczucie kompletnego braku kontroli nad swoim życiem nad swoim czasem, w bardzo rzadkich chwilach refleksji mówiłam sobie Boże jak ja tęsknię za życiem..., izolacja od znajomych, nawet przyjaciół, brak czasu na najdrobniejsze przyjemności i długo możnaby tak wymieniać. Wszystko to przeżyłam ZANIM ZOSTAŁAM MATKĄ. Opisałam właśnie moje życie zawodowe 7 długich lat mojego, ale zupełnie nie mojego życia, życia podporządkowanego korporacji. Macierzyństwo było dla mnie wybawieniem, wyzwoleniem, olśnieniem, nic nie było dla mnie zbyt trudne, chłonęłam to macierzyństwo jak najsłodszy eliksir. Teraz mam troje dzieci i oczekuję czwartego. Jasne bywa trudno, bywam zmęczona, sfrustrowana, zdenerwowana, ciąża w której jestem jest zdecydowanie trudna dla mnie i fizycznie i psychicznie bo przyplątały mi się różne zdrowotne dolegliwości. Ale wciąż mam poczucie że będąc matką odzyskałam kontrolę nad swoim życiem, ciąża połóg, noworodek w domu to tylko chwila, to tak szybko mija. Wreszcie nie tęsknię za życiem, jestem w jego centrum. Czy ja jestem jakaś dziwna?
  • karmelek37 03.07.12, 10:32
    Może ktoś by napisał książkę "Kariera zawodowa - non fiction". Niestety nie mam talentu literackiego więc się nie podejmuję ale służę bogatym doświadczeniem.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka